pi.asia
28.05.21, 10:05
Finanse rodzinne u MM to istne curiosum.
O Gizeli, która zarabiała 18 zł miesięcznie, za pokój płaciła 10 i za pozostałe 8 była w stanie się utrzymać, był już cały osobny wątek.
O Dorotce, która mając matkę w Norwegii, a pomykającej w jednej sukienczynie i cieszącej się jak dziecko z nowych tenisówek, też już była długa dyskusja.
A teraz zajrzyjmy do Córki Robrojka.
Oto rozważania Gabrieli nt. pieniędzy:
Dwie pensje uniwersyteckie plus liczne, lecz niestety drobne honoraria za publikacje, tłumaczenia, prace redakcyjne, korepetycje, a nawet pogadanki radiowe, to było zaledwie dość na stałe miesięczne wydatki.
Czyli jest skąpo, skromnie i zaciskamy pasa. A dwa lata później pięcioletni Ignaś ma już własny komputer i mikroskop. Co się zmieniło w kwestii dochodów?
Jeszcze ciekawsza jest sytuacja Roberta.
Majchrzak ustalił, że w zamian za remont możemy tu mieszkać przez cały rok, nie płacąc grosza. To nas ratuje. Jesteśmy bez forsy.
- Przecież wiem - westchnęła Bella.
- Wszystkiego jeszcze nie wiesz. Nie mamy forsy wcale.
- Wcale?!
- Gotówki na trzy miesiące życia. I nic więcej. Wspólnik naciął mnie jeszcze gorzej, niż myślałem, Bisiu. To dlatego musiałem sprzedać nie tylko dom, ale i samochód. Żeby spłacić długi.
Pytanie pierwsze. Dom w Łodzi kosztuje od 600 tysięcy w górę. Nowy, z ładnym ogrodem to i dwa miliony. Na czym ten wspólnik narobił tyle długów? Na ZUS-ie? Na podatkach? Niemożliwe. No więc na czym? Nie zapłacił za maszyny drukarskie? I Robrojek dowiedział się o tym dopiero po kilku latach?
Pytanie drugie. Robert mówi, że pieniędzy wystarczy im tylko na trzy miesiące życia. Jak to? Przecież pracuje i zarabia! Czynszu nie płaci, samochodu nie ma. Czyżby u Majchrzaka pracował społecznie i charytatywnie?