Dodaj do ulubionych

OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne

19.12.22, 10:11
Do założenia tego wątku zainspirowały mnie wpisy kilku osób.

julian_arden:
Mój prapradziad (albo jeszcze jedno pra-) poślubił jedną siostrę, która obdarzyła go piątką pociech i zmarła. Wówczas pojął jej młodszą siostrę, która obdarzyła go drugą porcją tego samego, z czego na drugim końcu łańcuszka ja jestem. No ale to było w okolicach powstania styczniowego.

tajna_kryjówka_pyziaka:
Przy moich pradziadkach też tak było, a dużo później, bo to pokolenie urodzone w latach 40. XX wieku. Prababcia życzyła sobie na łożu śmierci, aby pradziadek poślubił jej młodszą o kilkanaście lat siostrę. Założenie było takie, że on ma jej "pilnować", bo ta siostra była imprezowiczką, wypić lubiła i często wplątywała się w nieciekawe towarzystwo. I ta ostatnia wola została wypełniona.

ponownie julian_arden:
To odpowiednik w mojej rodzinie był podobno pożogą seksualną przedwojennego Zakopanego, zanim wyszła na tzw. ludzi :)

kon.zrzeda:
Moja prababcia, o ile dobrze pamiętam, po tragicznej śmierci męża poślubiła jego brata. Ale to było podyktowane względami praktycznymi- on czuł się w obowiązku zaopiekować rodziną, a ona, wdowa z małymi dziećmi, potrzebowała męża do samodzielnej egzystencji.

kocynder:
Moja babcia i jej młodsza siostra podczas jakiejś okazji towarzyskiej poznały dwóch braci. Obie panny były wówczas "tuż po pensji" (w sensie nie że po wypłacie, a po stosownej instytucji pedagogiczno wychowawczej), obaj panowie nosili mundury ułańskie. Pomimo niejakiego oporu rodziców (ułani nie uchodzili za idealny materiał na mężów) obie panny poślubiły wybranków. Jedna para żyła długo i szczęśliwie, drugiej, niestety nie było to dane: ukochany ułan zginął w obozie w Oświęcimiu.

druza.11:
Moja babka prowadzala sie z narzeczonym dość dlugo. W końcu obie rodziny zaczeły naciskać na sformalizowanie związku. Datę ustalono na pierwszą niedzielę karnawału, bowiem na święta BN zjeżdżał do kraju przyjaciel pana młodego, konczący politechnikě w Zurichu.
No i co powiecie na to, ze ślub odbył się w terminie tyle, że świadek został panem młodym a pan młody świadkiem
Cała trójka żyła długo i szczęśliwie.
Co najzabawniejsze, moja córka powieliła casus prababki.

Jak widać, życie pisze przedziwne scenariusze, czasem takie, o których się fizjologom nie śniło. Podzielmy się naszymi pięknymi rodzinnymi historiami!

Ja też mam co opowiadać, ale to później :)
Obserwuj wątek
    • ako17 Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 14:13
      ja tylko chciałam powiedzieć, że niestety, takich historii rodzinnych nie mam :( I bardzo zazdroszczę tym, którzy mają takie korzenie. O pokoleniu od dziadków wzwyż (lub w dół, zależy jak patrzeć) w zasadzie nic nie wiem...
    • sulika Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 14:43
      Nie wiem, czy ta historia się liczy. Ale moja prababcia miała już 23 lata i nie wyszła za mąż, więc na tamte czasy była stara panna. Starali się ja z kimś wyswatać. Swat jej opowiada o kandydacie, ona kręci głową przecząco. Na to swat: Werka, ale on potrafi wodę zagotować! Kurtyna
      • pi.asia Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 20:15
        sulika napisał(a):

        > Nie wiem, czy ta historia się liczy. Ale moja prababcia miała już 23 lata i nie
        > wyszła za mąż, więc na tamte czasy była stara panna. Starali się ja z kimś wys
        > watać. Swat jej opowiada o kandydacie, ona kręci głową przecząco. Na to swat: W
        > erka, ale on potrafi wodę zagotować! Kurtyna

        Ómarłaś mnie! :D
        • pi.asia Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 21:39
          To teraz opowiem Wam dwie historie z mojej rodziny.

          Moja praprababcia Marianna wyszła za mąż za mojego prapradziadka Leona, mając osiemnaście lat. Urodziła czworo dzieci - trzech synów i jedną córkę Natalię(moją prababcię). Leon zmarł rok po przyjściu Natalii na świat. Dwudziestodziewięcioletnia wdowa została sama z czwórką dzieci, z których najstarsze miało lat 10, a najmłodsze dopiero uczyło się chodzić.
          Osiem lat później, mając 37 lat, wyszła ponownie za mąż. Za bardzo dobrze sytuowanego kawalera, młodszego od niej o jedenaście lat! Pamiętajmy, że mowa o czasach, gdy kobieta pod czterdziestkę to była stateczna matrona. Marianna miała widocznie niezwykłą urodę i mnóstwo innych zalet.
          Z drugim mężem miała troje dzieci. Ostatnie z nich urodziła mając 41 lat, a ponieważ był to syn, rypnęła mu na drugie imię Leon. Imię po pierwszym mężu!
          Mąż numer dwa albo musiał swą Mariannę kochać do szaleństwa, albo był sakramenckim pantoflem i nie miał nic do gadania, skoro się na to zgodził.
          Szczerze żałuję, że nie zachowały się żadne zdjęcia Marianny. Ale cóż, rodzina mieszkała w Warszawie, więc zapewne w czasie wojny wszystko spłonęło.

          Historia druga to historia rodziców Marianny, a więc moich praprapradziadków. Przepisuję akt małżeństwa, bo to piękny tekst.
          Działo się w mieście Kołbieli, dnia szesnastego września, tysiąc ośmset pięćdziesiątego ósmego roku o godzinie siódmej wieczorem. Wiadomo czynimy, że w obecności świadków Jana Jarmulskiego, organisty lat dwadzieścia siedem i Wincentego Ruchlickiego, dziada kościelnego, lat pięćdziesiąt dwa liczących, obu z Kołbieli, zawarte zostało w dniu dzisiejszym religijne małżeństwo między Jakubem Muszałą vel Musułą kawalerem urodzonym w Mińsku z Franciszka i Józefy z Szymańskich małżonków Muszałów Żeźników, czeladnikiem kowalskim w Starej Wsi mieszkającym, lat dwadzieścia trzy maiącym a Konstancją Kotyńską, panną urodzoną w Parysowie z Maryanny Kotyńskiej bezmężnej, obecnie w służbie we wsi Chrosna zostającą, lat trzydzieści dwa mającą.

          Co wynika z tego aktu? Oto młody, silny i mający przed sobą karierę chłopak bierze sobie za żonę biedną służącą z sąsiedniej wsi, będącą nieślubnym dzieckiem i w dodatku o dziewięć lat starszą. Zapewne to małżeństwo było dla rodziców młodego potwornym mezaliansem i skandalem, a dla całej okolicy obrazą boską. Któż bowiem jest świadkiem na ślubie? Organista - niejako z urzędu - i dziad kościelny, bo był pod ręką. Być może młodzi byli w dodatku bardzo biedni i nie mieli na poczęstunek, więc nikt nie chciał świadkować?
          Swoją drogą, Stara Wieś, w której pracował chłopak, oddalona jest od Chrosnej, gdzie służyła Konstancja, o prawie 5 kilometrów. Młody czeladnik kowalski, doskonała partia, chodził w konkury do biednej służącej te pięć kilometrów. Jak mówią - nie ma złej drogi do swej niebogi.

          Nie wiem, czy słowo "Żeźników" przy nazwisku rodziców młodego oznacza drugi człon nazwiska, czy też ich zawód. Skłaniam się ku temu drugiemu, gdyż we wszystkich ówczesnych aktach cywilnych wyszczególniano zawód rodziców czy świadków. Oznaczałoby to, że młody był bardzo bogaty z domu. Tym większe musiało być oburzenie jego rodziny.
          Chłopak miał jednak dobry fach w ręku i już rok później był kowalem w Chrosnej. Tam też urodziła się ich pierwsza córka, opisana wcześniej Marianna. W sumie państwo kowalostwo mieli czworo dzieci, Ostatnie Konstancja urodziła mając 41 lat. Też musiała być niezwykłą kobietą!

          Jak zauważyliście, obie panie wybrały sobie mężów sporo od siebie młodszych. Ja poszłam w ich ślady - mój chłop jest młodszy ode mnie o 13 lat. W końcu to moje przodkinie po kądzieli, a genu, jak wiadomo, nie wydłubiesz.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 23:37
            Też mam praprababcię Mariannę!
            • bupu Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 20.12.22, 09:25
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

              > Też mam praprababcię Mariannę!
              >

              Ja też. To było potwornie popularne imię, od końca XVIII wieku przez cały XIX wiek aż do początkow XX.
              • panna.nasturcja Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 28.12.22, 00:59
                Też miałam babcię Mariannę, urodzoną w 1911 roku.
                I nie wiem czy to prawda, ale babcia mi mówiła, że nie wolno było dawać dziecku na chrzcie imienia Maria, więc dawano Marianna.
          • ciotka.scholastyka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 20.12.22, 09:26
            pi.asia napisała:


            > Historia druga to historia rodziców Marianny, a więc moich praprapradziadków. P
            > rzepisuję akt małżeństwa, bo to piękny tekst.

            Cudo absolutne! Ten dziad kościelny... :)
          • lezbimbella_veganella Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 24.12.22, 01:37
            pi.asia napisała: > To teraz opowiem
            > Historia druga to historia rodziców Marianny, a więc moich praprapradziadków. P> rzepisuję akt małżeństwa, bo to piękny tekst. > [i]Działo się w mieście Kołbieli (...)
            > Co wynika z tego aktu? Oto młody, silny i mający przed sobą karierę chłopak bie
            > rze sobie za żonę biedną służącą z sąsiedniej wsi, będącą nieślubnym dzieckiem
            > i w dodatku o dziewięć lat starszą. Zapewne to małżeństwo było dla rodzi
            > ców młodego potwornym mezaliansem i skandalem

            Bardzo ciekawa historia, uwielbiam takie praszczurze opowieści. Ale mezalians dokładnie na opak niż myślisz ;-)

            Czeladnik kowalski to nie była jakaś zawrotna kariera i rekin biznesu, kowal już wyuczony to rzemieślnik, owszem wyżej od rolników i parobków, ale to byli to nadal rzemieślnicy pańszczyźniani. Akurat Mazowieckie to była kongresówka pod zaborem ruskim, gdzie polskich chłopów uwłaszczono najpóźniej ze wszech zaborów, bo aż w 1861-1865. Dopiero po uwłaszczeniu chłopi mogli wreszcie posiadać swą ziemię albo całkiem porzucić rolnictwo, dla pracy w rozwijających się fabrykach, manufakturach, kolejach czy innych pracach w miasteczkach i miastach.

            Ale do tego czasu w 1858 nadal jaśniepanowie posiadali chłopów i rzemieślników niczem bydełko, posiadali ich ziemię w dzierżawie, mogli panowie też ich dowolnie przemieszczać między dobrami, i sprzedawać hurtem całymi wsiami, przegrywać ich w karty, domagać się ulgi podatkowej stosownej do liczby duszyczek itd.

            To raczej panna służąca stała wyżej w hierarchii niż kowalik, bo służyła ślachetnej pani albo zamożnej panience w dworze-majątku-folwarku Chrośnieńskim. Wieśniakorolnicy sami byli w pozycji parobków, służących nie trzymali. Tylko zamożni właściciele wsi za wikt, opierunek i może nawet płacili jej jakiś grosik raz w roku na święta. Służąca pomagała swej pańci się ubrać i była jej pokojówką, zabawiała, była na posługi, ogarniała jej higienę i tualetę, podawała do stołu, pomagała czesać, ogarniała buduarek (lekkie sprzątanie), garderobę reperowała itd. Służąca musiała to wszystko robić, aby jejmość panienka nie zbrukała swoich rączek jak plebs i nie straciła twarzy.
            Czyli taka służąca nie musiała pracować w pocie czoła w kowalni ani dłubać rzepki w polu.
            A tę gminę Kołbiel z okolicznymi wsiami jak Chrosna kupili sami Zamojscy w 1806, więc prestiżu jak naplute, panie ja kogo!

            A że nieślubna i starsza, a jednak kowalczyk wyszedł za nią? Jej matka mogłaby też być służącą, tylko w Paryżewie, gdzie to Stanzi przyszła na świat, i jak u Dulskich, panicz lub może nawet sam dziedzic ją spyziakował z niebytu. Wtedy hańba była trochę mniejsza dla pokrzywdzonej matuli, kiedy to dziedzic lub ksiundz nawet, niż gdyby z parobkiem jakimś z własnej woli wianek straciła bez ślubu. I na swój wiek Konstancja była też pewnie urodziwa, może po równie ładnej matce?

            > Swoją drogą, Stara Wieś, w której pracował chłopak, oddalona jest od Chrosnej,
            > gdzie służyła Konstancja, o prawie 5 kilometrów. Młody czeladnik kowalski, dos
            > konała partia, chodził w konkury do biednej służącej te pięć kilometrów. Jak mó
            > wią - nie ma złej drogi do swej niebogi.

            Czeladnik kowalik pańszczyźniany to dobra partia, ale doskonała partia to mogła być dziołszka, jeśli miała coś w rodzaju posagu, oprócz prestiżowego zawodu służącej przy zamojskim fraucymerze. A 5 kilosów to z buta 1 godzinę spokojnym krokiem. Coż to dla zakochanych!

            > .Być może młodzi byli w dodatku bardzo biedni i nie
            > mieli na poczęstunek, więc nikt nie chciał świadkować?
            Żeźników -
            • ciotka.scholastyka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 27.12.22, 10:17
              lezbimbella_veganella napisała:


              > Czeladnik kowalski to nie była jakaś zawrotna kariera i rekin biznesu, kowal ju
              > ż wyuczony to rzemieślnik, owszem wyżej od rolników i parobków, ale to byli to
              > nadal rzemieślnicy pańszczyźniani.

              Może chodziło o to, że taki czeladnik kowalski miał jednak przed sobą szanse na karierę - w jakimś nieokreślonym czasie w przyszłości własna kuźnia, a panna służąca to już tylko za mąż mogła pójść? Nie wiem, jak to bywało z tymi kowalami, tak sobie gdybam.
              • pi.asia Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 28.12.22, 10:49
                ciotka.scholastyka napisała:

                > lezbimbella_veganella napisała:
                >
                >
                > > Czeladnik kowalski to nie była jakaś zawrotna kariera i rekin biznesu, ko
                > wal ju
                > > ż wyuczony to rzemieślnik, owszem wyżej od rolników i parobków, ale to by
                > li to
                > > nadal rzemieślnicy pańszczyźniani.
                >
                > Może chodziło o to, że taki czeladnik kowalski miał jednak przed sobą szanse na
                > karierę - w jakimś nieokreślonym czasie w przyszłości własna kuźnia, a panna s
                > łużąca to już tylko za mąż mogła pójść? Nie wiem, jak to bywało z tymi kowalami
                > , tak sobie gdybam.

                Toteż rok później chłopak był już kowalem. A kowal we wsi raczej biedy nie zaznał.
                • hawoy76 Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 23.04.25, 15:03
                  Zaradna panna służąca mogła przez hmm 18 powiedzmy lat pracy odłożyć niezły kapitalik na młodego meza, garnitur, zegarek i kuźnię za rok. Bodajże "Róża" bodajze Orzeszkowej. I w tym momencie wiek działał na jej korzyść.
            • pi.asia Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 28.12.22, 10:48
              lezbimbella_veganella napisała:


              >
              > Bardzo ciekawa historia, uwielbiam takie praszczurze opowieści. Ale mezalians d
              > okładnie na opak niż myślisz ;-)
              >
              > Czeladnik kowalski to nie była jakaś zawrotna kariera i rekin biznesu

              Rekin biznesu nie, ale zauważ, że ledwie rok później był on już kowalem w sąsiedniej wsi, a kowal, młynarz i organista nigdy biedy nie cierpieli. Chłopak miał dobry zawód i widoki na przyszłość.


              > To raczej panna służąca stała wyżej w hierarchii niż kowalik, bo służyła ślache
              > tnej pani albo zamożnej panience w dworze-majątku-folwarku Chrośnieńskim. Wieśn
              > iakorolnicy sami byli w pozycji parobków, służących nie trzymali. Tylko zamożni
              > właściciele wsi za wikt, opierunek i może nawet płacili jej jakiś grosik raz w
              > roku na święta.

              Wyraźnie stoi w akcie małżeństwa, że Konstancja była służącą we wsi.


              > A że nieślubna i starsza, a jednak kowalczyk wyszedł za nią? Jej matka mogłaby
              > też być służącą, tylko w Paryżewie, gdzie to Stanzi przyszła na świat, i jak u
              > Dulskich, panicz lub może nawet sam dziedzic ją spyziakował z niebytu. Wtedy ha
              > ńba była trochę mniejsza dla pokrzywdzonej matuli, kiedy to dziedzic lub ksiund
              > z nawet, niż gdyby z parobkiem jakimś z własnej woli wianek straciła bez ślubu.

              Mogło tak być.

              > I na swój wiek Konstancja była też pewnie urodziwa, może po równie ładnej matc
              > e?

              Z tą urodą masz najprawdopodobniej rację, bo córka Konstancji, Marianna, też "złapała" młodszego (o 11 lat!) męża, sama będąc wdową z czwórką dzieci.


              > > .Być może młodzi byli w dodatku bardzo biedni i nie
              > > mieli na poczęstunek, więc nikt nie chciał świadkować?
              > Żeźników -
    • bupu Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 14:45
      To mogę jeszcze dorzucić ciekawostkę: rodzice mojego dziadka po kądzieli pochodzili oboje z Mazowsza, a dokładniej spod Ciechanowa, z miejscowości oddalonych jakieś 30 km od siebie. Żeby jednak mogli się spotkać oraz zakochać musiała nastąpić I Wojna Światowa, która ich oboje rzuciła na Białoruś, a dokładniej na Polesie. Pradziadka jako marynarza wojennej marynarki rzecznej, prababcię nieco później i via Ukraina jako uchodzczynie.
    • minerwamcg Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 20:57
      Moja prababka pochodziła z rodziny z fumami, po kądzieli od hrabiów Potockich. Gdyby Potoccy rzeczywiście chcieli być przodkami tych, którzy się od nich wywodzą, musieliby zawstydzić własne hrabiowskie króliki :) Dość, że praprababcia miała fumy, i kiedy do względów jej Marychny zaczął aspirować bogaty handlarz nierogacizną, kręciła nosem, że nie szlachcic. Choć skądinąd nazwisko miał dobre, więc nie wiem, czemu kręciła. Skończyło sie na tym, że epuzer dał słowo szlacheckie, że szlachcicem jest (licho go wie, może i był?..) i odbyło się wesele.
      • lezbimbella_veganella Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 24.12.22, 02:30
        minerwamcg napisała:
        > Moja prababka pochodziła z rodziny z fumami, po kądzieli od hrabiów Potockich.
        > Gdyby Potoccy rzeczywiście chcieli być przodkami tych, którzy się od nich wywod
        > zą, musieliby zawstydzić własne hrabiowskie króliki :) Dość, że praprababcia mi
        > ała fumy, i kiedy do względów jej Marychny zaczął aspirować bogaty handlarz nie
        > rogacizną, kręciła nosem, że nie szlachcic. Choć skądinąd nazwisko miał dobre,
        > więc nie wiem, czemu kręciła. Skończyło sie na tym, że epuzer dał słowo szlache
        > ckie, że szlachcicem jest (licho go wie, może i był?..) i odbyło się wesele.

        A stosowny herb miała, Pilawa?? Bo jak miała, to mogła owszem fumić, że po kądzieli magnackiej i gdzie tu jej panie z jakimś nierogaciznem...

        Ale uwaga, bo w XIX wieku chłopi dopiero zaczęli przybierać nazwiska na stałe i Potocki było jednym z najpopularniejszych nowochłopskich, razem z Krasickimi czy Krasińskimi bodajże, oraz inne z mającą nobilitować końcówką -cki, -ski. Stąd pojawił się też KowalSKI obok dawnego Kowalika-przydomka czeladnika, NowaCKI i NowiCKI obok Nowaka, a także od wsi pochodzenia, np. Tomaszewski od Tomaszowa, Potocki od majątku Potok. Różnica była taka, że szlachcice nazywali się Potocki czy Leszczyński bo posiadali wieś Potok czy Lasek, a chłopi się tylko w tej wsi urodzili i byli posiadanymi (do czasu uwłoszczenia).
        • bupu Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 24.12.22, 10:52
          lezbimbella_veganella napisała:

          >
          > A stosowny herb miała, Pilawa?? Bo jak miała, to mogła owszem fumić, że po kądz
          > ieli magnackiej i gdzie tu jej panie z jakimś nierogaciznem...
          >
          > Ale uwaga, bo w XIX wieku chłopi dopiero zaczęli przybierać nazwiska na stałe i
          > Potocki było jednym z najpopularniejszych nowochłopskich, razem z Krasickimi c
          > zy Krasińskimi bodajże, oraz inne z mającą nobilitować końcówką -cki, -ski. Stą
          > d pojawił się też KowalSKI obok dawnego Kowalika-przydomka czeladnika, NowaCKI
          > i NowiCKI obok Nowaka, a także od wsi pochodzenia, np. Tomaszewski od Tomaszowa
          > , Potocki od majątku Potok. Różnica była taka, że szlachcice nazywali się Potoc
          > ki czy Leszczyński bo posiadali wieś Potok czy Lasek, a chłopi się tylko
          > w tej wsi urodzili i byli posiadanymi (do czasu uwłoszczenia).


          Hehehe. Heeeee. Babka mojego dziadka kawalerzysty, imieniem Florentyna, zwała się z domu Stępkowska, z rodziny która swym szlachectwem machała jak chorągwią. Dziadek w pewnym momencie życia wylądował służbowo w podciechanowskich laskach, piaskach i karaskach, akurat w pobliżu właściwej parafii i z nudów zabrał się za badania genealogiczne. Nie musiał kopać głęboko, żeby dotrzeć do protoplasty rodu Stępkowskich, niejakiego Stępy/Stępnia, któren w początkach XIX stulecia piastował jakże prestiżowe stanowisko owczarza gminnego (i oczywiście szlachcicem był w tym samym stopniu co, dajmy na to, Maciej Boryna). Dziadek mój doznał zakwiku ze śmiechu, po czym zaprzestał badań genealogicznych na zawsze.
          • lezbimbella_veganella Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 26.12.22, 00:16
            bupu napisała:
            > Hehehe. Heeeee
            z domu Stępkowska, z rodziny która swym szlachectwem machała jak chorągwią.
            (..) protoplasty> rodu Stępkowskich, niejakiego Stępy/Stępnia, któren w początkach XIX stulecia
            > piastował jakże prestiżowe stanowisko owczarza gminnego

            Ale owczarza to Ty szanuj :-) Protoplasta byłby dumny, gdyby się dowiedział, że jego praprapra-wnuk to nawet kawalerzystą został, a pra+wnuczka dziś nie dość, że Wiedźma to i zawiaduje forumem literackiem, posługując się jakimiś cyfrowymi maszynami..

            > Dziadek mój doznał
            > zakwiku ze śmiechu, po czym zaprzestał badań genealogicznych na zawsze.

            Kwik zrozumiały, ale szkoda, że zaprzestał. Tyle tych archiw spłonęło w zawieruchach, wiedzieć cokolwiek o przodkach to skarb dzisiaj. No i żadna ujma, wszak my wszyscy ze wsi, tylko nieliczni magnaci. Nasze skromne przodki temi ręcami żywiły tych mościów magnatów. I teraz przez to najpowszechniejsze nazwiska polskie takie ładne, od drzew, kwiatów, ptaków, przyrody - Wiśniewscy, Kwiatkowska, Dąbrowski, Kamińska, Jabłońska, Lewandowska, Grabowski, Jaworska, Sikora, Dudek, Wróblewska, Górski itd

            Na początku XIX wieku 70% ludności polskiej to byli chłopi, miasteczka małe, ledwie po 1000 osób i też głownie z chłopskiej ludności się składające, aż do uwłoszczenia i następującej potem industrializacji, powstania warstwy inteligenckiej itd. Miasteczka takie były również posiadane przez szlachtów i biskupów, tak jak i klucze wsi wokół nich.

            Jedna moja pra-prababcia po kądzieli z końca XIX wieku, też wiochmenka i to niepiśmienna, bo obowiązku szkolnego wtedy nie było w zaborze ruskim. Z głębokiego zadupia kujawskiego przybyła do miasta Łodzianego, wyszła tam za robotnika z tej samej wsi i pracowali jako włókniarze w manufakturach.
            Ich akt ślubu cudem odnalazłam zeskanowany online - wykaligrafowany bardzo pięknie przez dyżurnego księdza, ale nieczytelnie z zawijasami i to po rosyjsku cyrylicą, bo przed 1WŚ się żenili. Ale wszystkie inne papiery szlag trafił w wielokrotnie palonych wojnami i zawieruchami parafiach, echh!

            Tylko dotarłam do jednego kościelnego archiwum z prababcinej wsi. A tam tkwił najstarszy ze znanych mi prapraszczurów po kądzieli z końca XVIII wieku, urodzony tuż przed Rewolucją Francuską, chłop pańszczyźniany, co i po nazwisku widać. Wiem o nim tylko dlatego, bo pewnego lipca przyszedł do księdza zawiadomić, że jego czteroletni synek Ferdzio umarł :-/ Ksiądz wykaligrafował to po polsku, bo sam mój praszczur też niepiśmienny, rzecz jasna. Na szczęście córka, od której ma praprababcia i ja pochodzimy dożyła dorosłości, a także inni jego synowie, z których jeden wyemigrował do Jueseju przed 1WŚ. Przez to teraz mam tam conajmniej jedną prababeczną kuzynkę w 9 linii typu 10. woda po kisielu. Jak tak badać genetycznie i geneaologicznie, to wszyscy okazujemy się kuzynami :D
            • bupu Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 26.12.22, 10:21
              lezbimbella_veganella napisała:


              > Ale owczarza to Ty szanuj :-) Protoplasta byłby dumny, gdyby się dowiedział, że
              > jego praprapra-wnuk to nawet kawalerzystą został, a pra+wnuczka dziś nie dość,
              > że Wiedźma to i zawiaduje forumem literackiem, posługując się jakimiś cyfrowym
              > i maszynami..

              Owczarza szanuję bardzo, jako i wszystkich moich przodków, w większości chłopów. Na przykład praprotoplasta po mieczu dziadka kawalerzysty, pierwszy jakiego wykopałam, był skromnym płóciennikiem na Mazowszu. Pierworodnego czytać i pisać nauczył, oddał do terminu na kowala, pierworodny edukowanie dziatek kontynuował i proszę, praprawnuk kowala, a prapraprawnuk płóciennika z mazowieckiej wsi, był szanowanym księgowym w zacnym mieście Toruniu.

              Bawi mnie tylko zestawienie tych nadętych pretensyj do szlachectwa (ciekawe czy Stępkowscy posiadali rodową cukiernicę) z nader skromnym stanem faktycznym.

              > > Dziadek mój doznał
              > > zakwiku ze śmiechu, po czym zaprzestał badań genealogicznych na zawsze.
              >
              > Kwik zrozumiały, ale szkoda, że zaprzestał. Tyle tych archiw spłonęło w zawieru
              > chach, wiedzieć cokolwiek o przodkach to skarb dzisiaj.

              O, nawet nie wiesz jak bardzo żałuję, bo teraz to mam pod górkę, usiłując się czegoś o tych przodkach podowiadywać...


              No i żadna ujma, wszak
              > my wszyscy ze wsi, tylko nieliczni magnaci. Nasze skromne przodki temi ręcami ż
              > ywiły tych mościów magnatów. I teraz przez to najpowszechniejsze nazwiska polsk
              > ie takie ładne, od drzew, kwiatów, ptaków, przyrody - Wiśniewscy, Kwiatkowska,
              > Dąbrowski, Kamińska, Jabłońska, Lewandowska, Grabowski, Jaworska, Sikora, Dudek
              > , Wróblewska, Górski itd

              A oczywiście że żadna to ujma.



              > Jedna moja pra-prababcia po kądzieli z końca XIX wieku, też wiochmenka i to nie
              > piśmienna, bo obowiązku szkolnego wtedy nie było w zaborze ruskim. Z głębokiego
              > zadupia kujawskiego przybyła do miasta Łodzianego, wyszła tam za robotnika z t
              > ej samej wsi i pracowali jako włókniarze w manufakturach.
              > Ich akt ślubu cudem odnalazłam zeskanowany online - wykaligrafowany bardzo pięk
              > nie przez dyżurnego księdza, ale nieczytelnie z zawijasami i to po rosyjsku cyr
              > ylicą, bo przed 1WŚ się żenili. Ale wszystkie inne papiery szlag trafił w wielo
              > krotnie palonych wojnami i zawieruchami parafiach, echh!
              >

              O, nie wiem co gorsze, cyrylica w ręcznych zawiasach, czy kaligraficzne zapędy niektórych prowadzących księgi parafialne. Jedno i drugie przyprawiało mnie o oczopląs. A jedną prababcię zidentyfikowałam tylko dzięki litościwemu dopiskowi na marginesie metryki, z którego wynikało, że dnia takiego a takiego w parafii takiej a takiej poślubiła takiego a takiego - mojego pradziadka. Więc już nie musiałam przez ten cały gąszcz zawijasów cyrylicznych przedzierać, żeby wiedzieć że trafiłam na właściwy dokument.



              > Tylko dotarłam do jednego kościelnego archiwum z prababcinej wsi. A tam tkwił n
              > ajstarszy ze znanych mi prapraszczurów po kądzieli z końca XVIII wieku, urodzon
              > y tuż przed Rewolucją Francuską, chłop pańszczyźniany, co i po nazwisku widać.
              > Wiem o nim tylko dlatego, bo pewnego lipca przyszedł do księdza zawiadomić, że
              > jego czteroletni synek Ferdzio umarł :-/ Ksiądz wykaligrafował to po polsku, bo
              > sam mój praszczur też niepiśmienny, rzecz jasna. Na szczęście córka, od której
              > ma praprababcia i ja pochodzimy dożyła dorosłości, a także inni jego synowie,
              > z których jeden wyemigrował do Jueseju przed 1WŚ. Przez to teraz mam tam conajm
              > niej jedną prababeczną kuzynkę w 9 linii typu 10. woda po kisielu. Jak tak bada
              > ć genetycznie i geneaologicznie, to wszyscy okazujemy się kuzynami :D
              >

              A owszem. Też mam takich prakuzynow za Wielką Wodą, po mieczu zwłaszcza, bo to Kaszubi byli, dziecek miewali jak mrówkow, rodzinne włosci zaś z reguły składały się z kilku morgów piachu, to i większość dziecek szukała szczęścia w świecie, niekiedy bardzo dalekim.
    • kocynder Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 21:49
      Oprócz historii wspomnianej powyżej mam cały wór i nie wiem, którą wybrać? Używając skrótowego "babcia" i "dziadek", bo nie chce mi się wypisywać pra-, które i tak niczego nie zmieniają.
      1. Babcia, mająca na ów czas lat 17 i urodę zachwycającą (niestety, nie odziedziczyłam... :( ) podczas karnawałowego balu w Moskwie zatańczyła walca i zauroczyła (z wzajemnością) adiutanta cara. Obie rodziny były baaardzo niechętne, jego bliscy uważali, że ślub z Polką to byłby ogromny mezalians, jej - że ślub z rosyjskim oficerem to skandal na miarę zdrady narodowej. Młodzi zdążyli wymienić portreciki, a potem... Rodzice pannę szybciutko wyekspediowali do Paryża via Warszawa, rodzice panicza załatwili mu zmianę pułku i miejsca stacjonowania (nie wiem na jakie). Nigdy już się nie zobaczyli, ale ów portrecik młodziutkiego lejtnanta widziałam na własne oczy. Szlag trafił masę cenniejszych rzeczy, a on przetrwał.
      2. Dziadek, będący w szkole kawalerii w Grudziądzu poznał podczas jakiegoś podwieczorku towarzyskiego (takie spotkanie po południu, na kawę, trochę tańców, jakieś żarty) córkę pruskiego oficera imieniem Edith. Miłość wybuchła tak gwałtownie, jak to możliwe tylko, gdy ma się dwadzieścia lat. Szczęście zginęło w 1939 roku... Ale... Po wojnie zaczęło się normalne życie, małżeństwo, dość szczęśliwe. Lat temu około 15, do mojego taty (a bratanka wspomnianego kawalerzysty) przyszedł mail. Okazało się, że w Niemczech żyje jego (tego kawalerzysty, nie mojego taty!) syn. I Edith! Doszło do spotkania: Edith, gdy rodzina ją wywiozła do Bawarii była w ciąży. Nigdy nie wyszła za mąż, a syn od początku wiedział, że jest w połowie Polakiem, uczyła go języka polskiego i miała nadzieję, że kiedyś będzie mógł odnaleźć ojca i "drugą ojczyznę". Przez lata sytuacja geopolityczna na to nie pozwalała, ale... Obecnie bohaterowie tej historii już nie żyją, ale kontakt między moim tatą a jego stryjecznym bratem jest zachowany.
      • bupu Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 22:05
        kocynder napisała:


        > 2. Dziadek, będący w szkole kawalerii w Grudziądzu poznał podczas jakiegoś podw
        > ieczorku towarzyskiego (takie spotkanie po południu, na kawę, trochę tańców, ja
        > kieś żarty) córkę pruskiego oficera imieniem Edith. Miłość wybuchła tak gwałtow
        > nie, jak to możliwe tylko, gdy ma się dwadzieścia lat. Szczęście zginęło w 1939
        > roku... Ale... Po wojnie zaczęło się normalne życie, małżeństwo, dość szczęśli
        > we. Lat temu około 15, do mojego taty (a bratanka wspomnianego kawalerzysty) pr
        > zyszedł mail. Okazało się, że w Niemczech żyje jego (tego kawalerzysty, nie moj
        > ego taty!) syn. I Edith! Doszło do spotkania: Edith, gdy rodzina ją wywiozła do
        > Bawarii była w ciąży. Nigdy nie wyszła za mąż, a syn od początku wiedział, że
        > jest w połowie Polakiem, uczyła go języka polskiego i miała nadzieję, że kiedyś
        > będzie mógł odnaleźć ojca i "drugą ojczyznę". Przez lata sytuacja geopolityczn
        > a na to nie pozwalała, ale... Obecnie bohaterowie tej historii już nie żyją, al
        > e kontakt między moim tatą a jego stryjecznym bratem jest zachowany.
        >


        Pięknaż to historia, ale chciałam właściwie powiedzieć, że mój własny dziadek po kądzieli, syn tej dwójki od poleskich błot o których pisałam w tym wątku, też kończył szkołę kawalerii w Grudziądzu.
        • kocynder Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 22:22
          :D Szkołę kawalerii w Grudziądzu kończyli liczni. :D Acz niewykluczone, że dziadek od poleskich błot i dziadek od romansu międzynarodowego się znali... :D
          • hanuszka189 Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 23:25
            kocynder napisała:

            > :D Szkołę kawalerii w Grudziądzu kończyli liczni. :D Acz niewykluczone, że dzia
            > dek od poleskich błot i dziadek od romansu międzynarodowego się znali... :D
            >
            Mój pradziadek też w niej był. Urodzony w 1903 roku, nie wiem nawet kiedy dokładnie do niej trafił - zachowało się z tego czasu jedno zdjęcie ;)
            • kocynder Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 21.12.22, 19:28
              W mundurze ułańskim zdjęcie? Ech... Miało to urok... Też posiadam zdjęcie, właśnie w mundurze, z czasów Grudziądza, mojego stryjecznego dziadka - tego, którego pierwszą miłość opisałam.
        • ciotka.scholastyka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 20.12.22, 09:32
          bupu napisała:

          > mój własny dziadek p
          > o kądzieli, syn tej dwójki od poleskich błot o których pisałam w tym wątku, też
          > kończył szkołę kawalerii w Grudziądzu.

          O rany. Mój też!
    • sulika Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 22:12
      Nawiązujac do historii pi.asi moja prababcia w wieku lat czterdziestu wyszła za kawalera młodszego o lat trzynaście. Na tamte czasy to było kuriozum. Powiła mu trzy córki (po czterdziestce) i oboje żuli razem jeszcze przez 50 lat.
      • sulika Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 22:17
        A to inna prababcia, ta miała na imię Janina.
        • sulika Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 19.12.22, 22:17
          Znaczy się Stefania.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 20.12.22, 00:03
      Trochę tego jest, poza wspomnianą cytatą:

      1. Siostra mojego pradziadka, tego wspomnianego w cytacie, wyszła za syna Feliksa "Zagończyka" Selmanowicza, czyli Feliksa Juniora. Nawet u pradziadka swego czasu pomieszkiwali, razem z matką Juniora, która dzieliła pokój z matką synowej, a moją prababcią. Działo się to w Płocku, gdzie do tej pory mieszka moja babcia (dziadek zmarł parę lat temu, ale to byli krewni z jego strony) i córka Juniora i siostry pradziadka - tak zwana "kuzynka Baśka". Ale kontakt z nią jest tylko z widzenia.

      2. Mój dziadek wygrał moją babcię w pokera. Teoretycznie to było jej zdjęcie, ale zwykle gdy o tym opowiadał, ten szczegół zachowywał dla siebie.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 22.12.22, 17:52
        3. Jeszcze moja praprababcia, drobniutka kobiecina raz, idąc z kościoła wiejską drogą, napadła niemieckiego żołnierza, obezwładniła i wzięła na zakładnika. Trzymała go w piwnicy
        • ciotka.scholastyka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 27.12.22, 10:22
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          > 3. Jeszcze moja praprababcia, drobniutka kobiecina raz, idąc z kościoła wiejską
          > drogą, napadła niemieckiego żołnierza, obezwładniła i wzięła na zakładnika. Tr
          > zymała go w piwnicy

          Ale tak po prostu, szła, i wtem! sobie postanowiła, że napadnie, obezwładni i weźmie? :)
          Tak czy inaczej, bomba prapra!
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 27.12.22, 11:55
            ciotka.scholastyka napisała:
            >Ale tak po prostu, szła, i wtem! sobie
            >postanowiła, że napadnie, obezwładni i
            >weźmie? :)
            >Tak czy inaczej, bomba prapra!

            Właśnie w taki sposób to było opowiadane, że szła sobie i nagle pomyślała "o, żołnierz idzie, to go napadnę i obezwładnię!". Zawsze to jakieś twórcze zajęcie na czas spaceru
            • ciotka.scholastyka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 27.12.22, 12:34
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

              > Właśnie w taki sposób to było opowiadane, że szła sobie i nagle pomyślała "o, ż
              > ołnierz idzie, to go napadnę i obezwładnię!". Zawsze to jakieś twórcze zajęcie
              > na czas spaceru

              Super(pra)babcia :)
    • druza.11 Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 21.12.22, 08:05
      Zaliczyłam Wyparcie, tak to zdaje się nazywają psychologi.
      Otóż: w mojej mojej ciotce, przepotwornie zdolnej muzycznie, (sam organista dawał jej lekcje gry na organach i śpiewu, jexdziła do Poznania na jakieś konsultacje) w ogóle marysujce z wyglądu i intelektu kochsł sie młodzan nikczemnej postury, z tym, ze równie uzdolnion. Ciotka nie byla zainteresowana. Moj ojciec, 15 letni chłopak był fanem wielbiciela i chiał go miec w rodzinie.
      Nie wiem jak do tego doszło ale ublagal wielbiciela starszej siostry i mlodsza siostre zeby się pobrali.
      Tak sie i stało. Starsza wyszla za maz z wielkiej trwajacej dokonca zycia milosci, ktora az buchala z obojga malzonków. Mlodsza... zyla spokojnie z moim ukochanym wujem.
      Dlaczego wyparłam i od razu o tym nie napisałam ?
      Ano jakos zawsze czułam, ze tak być nie powinno
      Oczywiscie nie znalam tej historii jako dziecko. Co sprawilo, ze ciotka zdecydowała sie na taki krok? Co czuła, wiedząc ze jej mąż myślę o jej siostrze? DlCzego wuj poszedł na taki układ? Dlaczego nikt nie dał mojemu ojcu w tyłek za głupie pomysły?
    • kon.zrzeda Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 21.12.22, 08:57
      Nie wiem, czy ta historia się liczy, nie jest romantyczna, tylko zdecydowanie przyziemna, ale lubię ją :) Moja babcia pracowała w dużych zakładach produkcyjnych i zajmowała się między innymi wypłacaniem pensji robotnikom. Znała sytuację rodzinną każdego z nich i jeśli wiedziała, że chłop nadużywa alkoholu i co dostanie, to przepije, a ma na przykład dzieci na utrzymaniu, kategorycznie odmawiała wydania jakiejkolwiek kasy w jego ręce i kazała przysłać żonę. Ewentualne awantury, wrzaski i groźby zbywała machnięciem ręki i spokojnym "Paaanie Kaziu, ile pan masz lat? Trzydzieści? Czy trzy? No. To zachowuj się pan i niech przyjdzie żona, a panu mogę dać tyle, żeby było na bułkę". Na drugi dzień taki klient awanturujący się przychodził zazwyczaj z podziękowaniem za troskę o jego finanse :)
      • kocynder Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 21.12.22, 19:30
        Moim zdaniem - się liczy. Bo w tym wątku nie o romansowe kwestie chodzi, a o fajne, zabawne, wzruszające historie z lat minionych. Moim zdaniem Twoja babcia się wpisuje.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 21.12.22, 20:19
          kocynder napisała:
          >Moim zdaniem - się liczy. Bo w tym wątku
          >nie o romansowe kwestie chodzi, a o fajne,
          >zabawne, wzruszające historie z lat
          >minionych. Moim zdaniem Twoja babcia
          >się wpisuje.

          Jak nie muszą być romansowe, to mogę dać jeszcze parę:

          1. Dożyca niemiecka moich dziadków miał ochotę na tort. Dziadkowie to zauważyli, więc przenieśli tort ze stołu na parapet i zasłonili firanką. Wyszli z pokoju na godzinę i jak wrócili, odkryli, że tort został wyssany przez oczka w koronce firanki.
          Nie pytajcie mnie jak to zrobiła tym rozklapcianym pyskiem, sama chciałabym wiedzieć.

          2. To właściwie zlepek niepowiązanych sytuacji, ale chcę jakoś wspomnieć swojego niedawno zmarłego przyjaciela, schroniskowego kundelka o ogromnych szczerych oczach i jeszcze większym sercu:
          2a. Kiedyś prawie przyprawił Gaboidę o zawał. W święta zawsze dostawał prezenty pod choinkę razem ze wszystkimi i któregoś roku wyjątkowo jego prezent miał plakietkę z imieniem. I na jej oczach wszedł pod choinkę, na inne prezenty nawet nie zwrócił uwagi (do tej pory zawsze w nich grzebał), tylko obwąchał plakietkę, chwycił swój razem z opakowaniem i pobiegł z nim do legowiska. A ja zostałam uspokajać Gaboidę, że w środku była zabawka o charakterystycznym zapachu i pies wcale nie nauczył się czytać.
          2b. Odkąd babcia zaczęła brać insulinę, on poczuł się w obowiązku aktywnie monitorować jej stan. W związku z tym korzystanie z toalety przestało być czynnością prywatną - kiedy wiedział, że babcia jest w środku, otwierał drzwi, wchodził, zamykał je za sobą ogonem (niestety nie udało mi się nagrać jak to robi) siadał przy sedesie i tak siedział do samego końca... yyy... procesu, gapiąc się na babcię bez mrugania.
          2c. Gaboida robiła pompki. On chyba uznał, że zasłabła czy coś, bo zaczął ją autentycznie reanimować - wskoczył jej na plecy, kiedy leżała i zaczął uderzać w nie łapą. Znowu, nie zdążyłam z aparatem.
          • kocynder Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 21.12.22, 20:44
            Jak o zwierzętach (minionych) mogą być to mam kilka. Ale jedna zwłaszcza mnie "dławi".
            Mieszkaliśmy w domu z ogrodem. W domu były zaprzyjaźnione "od malucha" kotka - fachowiec, i suczka, miks jamnika długowłosego z cocer-spanielem. No ale z przyczyn niezależnych konieczna była przeprowadzka, mieszkanie na pierwszym piętrze. Sunia zniosła tą zmianę znośnie, ale kotka dostała szału, któregoś dnia wyskoczyła przez okno i "zdziczała". Uciekała od ludzi, nawet od nas. W sąsiednim budynku mieściła się kotłownia - suczka szybko zaprzyjaźniła się z palaczami, bo ona była "samą słodyczą", a oni ja nieprzyzwoicie dokarmiali - łakoma była okrutnie. No i jeden z tych palaczy opowiadał, łamiącym się głosem, że takiego cuda, jak nasza sunia to on nie zna. Bo kiedyś dał jej kotleta ze swojej kanapki, ona delikatnie wzięła w zęby i wyszła. Po chwili wróciła i zaczęła się przymilać o jeszcze. Zdziwił się, bo za mało czasu, żeby pożarła, więc wyjrzał przez okno. O kilka metrów dalej, pod murkiem, kotka jadła kotleta... Od tamtej pory zawsze przynosił podwójną porcję przysmaków, dawał pierwsze z hasłem "Masz, zanieś koleżance", a potem dostawała dla siebie. Po około dwóch latach kotce się "coś przestawiło" i wróciła do domu, ale sunię palacze do jej śmierci wynosili na piedestał.
          • sulika Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 21.12.22, 21:38
            Jeśli mogę zapytać... Kim jest Gaboida?
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 21.12.22, 21:45
              sulika napisała:
              >Jeśli mogę zapytać... Kim jest
              >Gaboida?

              Mą rodzicielką. I, dziwnym trafem, krzyżówką charakterologiczną Gaby i Idy
              • sulika Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 22.12.22, 03:32
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                > Mą rodzicielką. I, dziwnym trafem, krzyżówką charakterologiczną Gaby i Idy
                >
                Haha, dzięki za odpowiedź.
    • kon.zrzeda Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 22.12.22, 17:02
      A to już zupełnie niezabawne. Moja prababcia z dziećmi przeżyła pacyfikację swojej wsi przypadkiem. Ukrywali partyzantów, sprawa wyszła na jaw, wszyscy mężczyźni zostali złapani, domy były palone. Ona z dziećmi schowała się pod stołem, co było zupełnie bez sensu. Do domu wszedł jakiś oficer, spojrzał na nich i udał, że nie widzi, krzyknął do innych, że nikogo nie ma. Babci otworzył okno i szepnął: "Uciekajcie". Przez kilka dni błąkali się po polach, ale w końcu trafili do rodziny. Przez całe życie wspominała tego człowieka i życzyła mu jak najlepiej.
      • druza.11 Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 22.12.22, 18:55
        Jak co roku na komodzie stoja porcelanowe figurki szopki, podarowane mojej mamie w grudniu 1939 r. Przez Niemkę, bowiem mama- jak to dzieciak - plakała ze nie bedzie choinki i prezentów.
        Nikt juz z tych ludzi nie zyje a ja co roku myślę o tej kobiecie i wierzę w ludzką przyzwoitosc
    • verdana Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 22.12.22, 17:38
      Mój cioteczny pradziadek zastrzelił się z miłości do Konopnickiej. Przed jej pokojem hotelowym.
      • sulika Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 23.12.22, 02:37
        Wow
    • briar_rose Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 23.12.22, 00:17
      U nas z historii rodzinnych najbardziej znana jest postać Franciszki, siostry mojego pradziadka. Była czarną owcą w naszej rodzinie. W wieku trzynastu lat uciekła z taborem Cyganów. Podobno zjechała z nimi pół Europy. A kiedy po paru latach wróciła do rodziny, piła, paliła i klęła jak szewc. Miała też inny nałóg: namiętnie grała w karty. Przez długi czas dopisywało jej szczęście i sporo wygrywała, ale potem, gdy karty jej nie szły, przegrała niemal cały rodzinny majątek. Poza tym kłamała jak najęta. Nigdy nie było wiadomo, kiedy łże, a kiedy mówi prawdę. Od czasu tej naszej utracjuszki przestano u nas dziewczynkom nadawać to imię, które we wcześniejszych pokoleniach przewijało się wśród pań w rodzinie wyjątkowo często xD
      • sulika Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 23.12.22, 02:37
        Ciekawa historia
    • hanuszka189 Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 26.12.22, 22:54
      Nadmienię tylko, że najbardziej przydatnym narzędziem do poszukiwania korzeni rodzinnych jest geneteka i geneszukacz. Kopalnia informacji i aktów parafialnych. W ten sposób prześledziłam dwie z gałęzi rodzinnych do pierwszej połowy XIX wieku. Jedna z nich - zwykła chłopska rodzina z południa Polski. Druga - chłopska rodzina z łódzkiego. Co mnie uderzyło to fakt, że w tej drugiej śmiertelność dzieci była ogromna. Ze średnio ośmiu-dziesięciu potomków z jednego małżeństwa przeżywała dwójka. I to nie przypadek, akta całej parafii potwierdzały to samo. Nie wiem, co się działo w tamtym regionie, że statystyki były aż tak tragiczne.

      Znalazłam także całą historię nigdy nie poznanej ciotki, która po pobycie w niemieckim obozie pracy nie chciała wrócić do Polski, bo, jak zostało zapisane jej ręką "nie podoba się jej system". Brytyjski urzędnik opisał, jak zwlekała, jak spaliła swoje papiery pozwalające na wyjazd do Kanady gdy jej partner sam, bez niej, wyemigrował do Australii. Ostatecznie pozostała w zachodnich Niemczech i chyba nigdy nie nawiązała kontaktu z rodziną.
      • ciotka.scholastyka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 27.12.22, 10:25
        hanuszka189 napisał(a):


        > Znalazłam także całą historię nigdy nie poznanej ciotki, która po pobycie w nie
        > mieckim obozie pracy nie chciała wrócić do Polski, bo, jak zostało zapisane jej
        > ręką "nie podoba się jej system". Brytyjski urzędnik opisał, jak zwlekała, jak
        > spaliła swoje papiery pozwalające na wyjazd do Kanady gdy jej partner sam, bez
        > niej, wyemigrował do Australii. Ostatecznie pozostała w zachodnich Niemczech i
        > chyba nigdy nie nawiązała kontaktu z rodziną.

        A Kanada w czym jej nie pasowała? :)
      • tt-tka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 02.11.24, 13:36
        hanuszka189 napisał(a):

        > Nadmienię tylko, że najbardziej przydatnym narzędziem do poszukiwania korzeni r
        > odzinnych jest geneteka i geneszukacz. Kopalnia informacji i aktów parafialnych

        W zasadzie tak, ale nie w przypadku mojej rodziny ze strony matki :P

        Konspiratorzy od zawsze (tak mniej wiecej do polowy XIX wieku dalo sie odszukac ich slady), co najmniej polowa pol zycia, albo i cale dorosle chodzila na lewych papierach, a slubami i innymi formalnosciami nie zawracali sobie glowy - babcia z dziadkiem miala slub partyjny (znaczys nielegalny i nieistniejacy prawnie, choc nosila jego nazwisko - jak to zalatwila, nie pytajcie, nie wiem, byc moze oboje uzywali tego nazwiska na lewo), z drugim mezem, ojczymem mamy, mieszkala 12 lat bez slubu, a pobrali sie formalnie, i nie w parafii bynajmniej, gdy dziadek mial jechac slizbowo za granice na dluzej i mogl jechac tylko z legalna malzonka albo sam. Niemniej do konca zycia babci korespondencja do niej przychodzila na to jej przedwojenne nazwisko, C., a nie na S., po mezu. Zreszta S. tez nie bylo prawdziwe, na takich papierach dziadek chodzil za okupacji i zostawil je sobie po wojnie. jego rodzone rodzenstwo nosilo nazwiska J., C. i R. - tez okupacyjne.

        Siostry babci porozjezdzaly sie po swiecie jeszcze przed wojna, nb dwie z trzech tez na lewych papierach na nierodzinne nazwisko. Ale kontakt z nimi byl, poznalam jedna i dzieci dwoch pozostalych.
        • tt-tka Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 02.11.24, 13:43
          Z tymi siostrami babci i ich dziecmi bylo raz w miare zabawnie - syn cioci (ciotecznej babci, cioci dla uproszczenia) Idy, wujek Lusiek akurat byl w Krakowie w listopadzie i grudniu 81, i w czasie wprowadzenia stanu wojennego. Wyjechal przerazony i rodzinie w Meksyku opowiedzial, jak to na wlasne oczy widzial wojsko polskie stojace w czworokat na rynku i placzace rzewnymi lzami. Ciocia Ruta, najstarsza siostra, pani wtedy ok. 80-tki, zezwala go od histerykow i w lutym 82 przyjechala do Polski wraz z jeszcze starszym mezem i najmlodsza, 16-, czy 17-letnia wnuczka osobiscie sprawdzic, co tu sie dzieje :)
          • kocynder Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 03.11.24, 16:00
            Przedsiębiorcza babka, nie ma co!
        • kocynder Re: OFF - nasze ciekawe dzieje rodzinne 03.11.24, 16:12
          A z wojennymi dokumentami: siostra mojej własnej babci podczas wojny "straciła" dokumenty, wyrobiła nowe, zmieniając sobie imię, z nielubianego "odmęskiego" (typu Henryka, Konrada czy Joachima) na wybrane przez siebie i dodała sobie trzy lata - z 16 na 19 (chodziło jej o możliwość podjęcia pracy (zarówno legalnej - kartki żywnościowe) jak i w konspiracji (wbrew pozorom małolatom starsi bardzo utrudniali - na szczęście!). Po wojnie zaś imię sobie zostawiła, za to wiek skorygowała - odmładzając się o dwa lata - co wyszło na jaw dopiero niedawno! :D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka