Dodaj do ulubionych

Wyobrażenie na temat postaci

17.06.23, 19:37
Chciałabym zobaczyć Waszą wersję jeżycjadowych postaci, z zachowaniem pewnych elementów odautorskich.
Przykładowa moja wizja Gabrieli:
Po ślubie i narodzinach Pyzy młode małżeństwo, po mieszkaniu przez kilka lat na kupie, wyprowadza się na Sienkiewicza, do mieszkania odziedziczonego po zmarłej babci Janusza. Po mniej więcej roku rodzi się Laura. Młodzi, pomimo oczywistych trudów życia lat osiemdziesiątych, jakoś sobie radzą- Gabriela kończy studia i rozpoczyna pracę na Uniwersytecie Adama Mickiewicza, wykładając filologię klasyczną, Janusz z kolei realizuje się w zawodzie poligrafa. Aby poprawić byt rodziny, w 1987 roku postanawia wyjechać do Berlina i najmuje się do pracy w tamtejszej drukarni z zamiarem ściągnięcia żony z córkami. Idyllę przerywa jego śmierć- ginie w wyniku potrącenia przez samochód. Gabriela popada w rozpacz, jedynym celem jej życia stają się córki. Po długiej i trudnej żałobie, dzięki wsparciu rodziny Borejko oraz starych znajomych z ESD, staje jednak na nogi. W ramach autoterapii postanawia w 1990 roku dołączyć do fundacji opiekującej się zwierzętami, gdzie poznaje Grzegorza, z którym decyduje się połączyć swe losy. W 1991 roku biorą ślub, a on, przy pełnej aprobacie pasierbic oraz swojej prawie dorosłej córki, Elżbiety, wprowadza się na Sienkiewicza. W 1994 roku rodzi się ich wspólny syn- Ignacy Grzegorz Stryba.
Dzięki dobrze płatnemu zawodowi męża oraz swojemu własnemu zaangażowaniu (te wszystkie artykuły i tłumaczenia!) rodzina może żyć na wysokim, jak na tamte czasy, poziomie. Spędzają czas na wspólnych wyjazdach dalszych i bliższych, dyskutowaniu i pieszych wędrówkach po polskich Tatrach, które Gabrysia szczególnie uwielbiała. Grzegorza oraz dziewczynki połączyła jego i Elżbiety pasja do gier, którą udało się przekazać Ignasiowi. Często odwiedzają bliskich z obydwu stron, odwiedzając Cyryjka, Metodego, a także rodzinę Gabrysi.
Po jakimś czasie, mimo początkowych fluktuacji, tworzą zgraną grupę. Gdy dzieci dorastają, rodzice chętnie spędzają czas z ich rodzinami, latając do Oksfordu, do Róży, jej męża i dzieci. Odwiedzają pasierbicę Gabrysi wraz z Tomaszem i wnukami: Adamem, urodzonym w 2001 roku, a także Igorem i Danielem, urodzonymi w 2007 roku. Opiekują się Juliuszem, synkiem Laury, oraz Norą, córeczką Ignacego.
Obserwuj wątek
    • druza.11 Re: Wyobrażenie na temat postaci 17.06.23, 20:58
      No tak ale wtedy nie powstało by nasze forum....
      • kocynder Re: Wyobrażenie na temat postaci 17.06.23, 21:20
        Powstałoby, powstało. Ale może w innym kształcie? :)
      • itsjustemichelle1 Re: Wyobrażenie na temat postaci 17.06.23, 23:05
        druza.11 napisała:

        > No tak ale wtedy nie powstało by nasze forum....

        Ale mi nie chodzi o to, aby MM pisała zgodnie z naszą wizją postaci- tylko abyście pokazały no właśnie tą swoją wizję :)
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wyobrażenie na temat postaci 17.06.23, 21:43
      Ależ to genialny pomysł! Kocham alternatywne historie, a mam pomysły na parę postaci.

      Na razie prezentuję pomysł na Bernarda. Nie tyle bym go przepisała, co dopisała to i owo, mianowicie jego przeszłość. Chętnie przeczytałabym książkę w całości mu poświęconą, mogłoby to wyglądać mniej więcej tak:
      Jest synem TYCH Żeromskich, powiedzmy, że z Krakowa. Jako nastolatek jest bardzo przystojny i zadbany, ale jednocześnie cichy i nieśmiały, prawie w ogóle się nie odzywa. Jego szacowni rodzice są apodyktyczni i pełni pogardy, starają się go izolować od tzw. motłochu i nie rozumieją jego zainteresowania sztuką. Chłopak właściwie tylko siedzi w ich ekskluzywnej kamienicy i wygląda przez okno, czasem coś namaluje, ale po cichu, dla siebie.
      Ale gdy osiąga pełnoletność postanawia, że koniec z tym i ucieka z domu z podróżującą komuną hipisów. Nowi znajomi pokazują Bernardowi świat, którego nie znał, sztuka, protesty, happeningi, balangi, narkotyki, chłopak naprawdę cudem unika konsekwencji swoich kolejnych "prób". Ekipa podróżuje po Polsce żyjąc z dnia na dzień, Bernard pod wpływem nowych doświadczeń zaczyna się otwierać i powoli odkrywać "prawdziwego" siebie, dotychczas stłumionego. Któregoś dnia, gdy po dłuuugiej nocy wychodzi rano z kampera, jeden z jego ziomków rzuca, że gdyby ktoś mu teraz powiedział, że to jest chłopak Żeromskich, to w życiu by nie uwierzył. Berni patrzy w lustro i stwierdza, że rzeczywiście, bardzo się zmienił - trochę zbrzydł, bo przytył i dawno nie był u fryzjera, ale mu to nie przeszkadza, bo wreszcie nauczył się śmiać i ma odwagę żyć po swojemu. Zastanawia się, czy nie dałoby się zmienić jeszcze bardziej, tak, żeby już nic w nim nie zostało z tamtego małomównego, zahukanego chłopca, takie symboliczne odcięcie się od dawnego życia. I tak rodzi się Bernard, którego znamy i mamy dosyć.
      Jego dalsze losy toczą się tak jak w książkach, przy czym w okresie, w którym jest już z Anielą, jego rodzina trafia na jego trop (np. poprzez wspomnianą gdzieś wystawę jego prac) i jadą do Poznania go odnaleźć. Rodzice w pierwszej chwili w ogóle nie poznają syna, a gdy już się dowiadują, że ten mokry sen Witkacego to ich Bernard, zaczynają mu robić wyrzuty za ucieczkę i jego aktualny "stan". Wtedy wkracza Aniela i twardo staje w obronie męża, wygarniając Żeromskim, że jej Benio nie musi się wcale odchudzać ani myć, bo ona go pokochała takiego, jaki jest. I to niech będzie puenta historii.
    • kocynder Re: Wyobrażenie na temat postaci 17.06.23, 22:45
      Krystian zapisał ostatnie poprawki w przygotowywanym artykule, przeciągnął się i z satysfakcją wyłączył komputer. To był ciężki dzień, ale satysfakcjonujący! Starannie sprawdził czy wszystko jest w porządku, czy szafa z lekami jest dokładnie zamknięta, zmarszczył gniewnie brwi widząc rozsypane na biurku rejestratorki karty pacjentów. "Trzeba będzie ostro obsztorcować tą... No, jakże jej?" - to przecież niedopuszczalne, karty zawierają dane wrażliwe, a już w renomowanej i, co tu ukrywać, drogiej klinice, z której usług korzystały też osoby publiczne, politycy, artyści... Pokręcił głową, zgarnął karty, uporządkował je i odłożył na miejsce. Ostatnim rzutem oka ocenił swoje miejsce - hal-recepcja, urządzona w kolorach eleganckiego srebra, dyskretnego beżu kunsztownie łączyła ciepłe drewno i industrialny metal. Starannie zamknął drzwi, których biel przełamywała wizytówka "Clinica Estetica Dent, Matylda Stągiewka - Ziołek, Krystian Ziołek". Zaczynał sam, ale po ślubie jego gabinet wzbogacił się o wybitną siłę fachową w osobie jego eleganckiej żony. Jeszcze raz upewnił się, ze wszystko jest w porządku, po czym zarzucił na ramię plecak, wsunął w uszy słuchawki z ulubioną muzyką i energicznie pobiegł ulicą Polną. Nie "sprintował", spokojnie rozkładał siły, wiedział, że do eleganckiej willi w dzielnicy Wilda ma dość daleko, ale cenił sobie te wieczorne "przebieżki".
      - Krystian!? - Głos zapewne nie przedarłby się przez ostry rytm perkusji, ale idący z naprzeciwka kolega szeroko rozłożył ręce. Krystian przystanął, wyłączył muzykę.
      - Cześć, Sylwek! Co u ciebie?
      - A jakoś leci. Widzę, że wciąż dbasz o formę? - Poznali się wieki temu na zajęciach karate dla początkujących, jako dzieciaki, potem ich drogi się rozeszły, ale zawsze, podczas przypadkowych spotkań odnosili się do siebie z sympatią.
      - Ano dbam. A ty już nie ćwiczysz?
      - A daj spokój, czasu brakuje na cokolwiek, a co dopiero na regularne treningi.
      - A co robisz, tak w ogóle?
      - Pracuję przy filmie, czasem w teatrze, wiesz, sztuka przez wielkie "S", artyści, bohema... - Parsknął śmiechem. - chodź na kawę, pogadamy!
      - No dobra, może tutaj? - zaproponował Krystian, wskazując na kilka stoliczków ustawionych wprost na chodniku. Usiedli, po chwili kelnerka przyniosła im zamówione kawy.- Czyli żyjesz w "artystycznym światku"?
      - A, daj spokój... Owszem, bywa wesoło, ale czasem... O, weź chociażby wczoraj. Jest u nas w teatrze taka jedna... Stuknięta kompletnie. Wyobraża sobie, że jest co najmniej Heleną Modrzejewską, no, może Hanką Ordonówną. Aniela Żeromska ma na nazwisko. Po mężu, panieńskiego nie pamiętam. No i wiesz co wymyśliła? - Kolega klepał anegdotkę teatralną, a Krystian na moment odbiegł myślami. Znał Anielę, niegdyś Kowalik, obecnie Żeromską. Znał bardzo dobrze. I słuchając o jej "odpałach" dziękował w myślach wszystkim możliwym bogom, że go uchronili przed tą niestabilną psychicznie i emocjonalnie wariatką. Dopił kawę, podświadomie konstatując, że będzie mu trudno zasnąć, pożegnał się z kolega i podjął bieg do domu. Do tego domu, w którego salonie, na masywnej simmlerowskiej sofie czekała jego śliczna, mądra i spokojna żona, tego domu, w którym na piętrze w identycznych pokojach spały ośmioletnia Zosia i pięcioletni Kubuś, domu otoczonego zadbanym, wypielęgnowanym ogrodem... Kiedy już dotarł, wziął prysznic, zjedli z żoną późną kolację i usiedli na sofie przyciągnął do siebie ta jedyną właściwa kobietę, uśmiechnął się i zaproponował.
      - Wiesz co, Matti? Kocham cię. Może byśmy tak podrzucili dzieciaki twojej mamie a sami pojechalibyśmy na tydzień na Mauritius, co o tym myślisz?
      - Krystian... - Uśmiechnęła się czule - Chętnie, wariacie, ale czemu tak nagle?
      - Bo wiesz, kochanie, dziś uświadomiłem sobie jakim jestem szczęściarzem, że cię mam!
    • itsjustemichelle1 Re: Wyobrażenie na temat postaci 18.06.23, 11:05
      LAURA:
      Ukończyła SP nr 61, gdzie nauczycielka muzyki, Urszula Kociańska, zauważyła u niej talent do muzyki. Uczęszczała do szkoły muzycznej I i II stopnia, gdzie pobierała lekcje śpiewu i gry na pianinie. Instrument ten otrzymała jako prezent zbiorowy od całej rodziny na dziewiąte urodziny. Wraz z mamą i siostrą, a później ojczymem, siostrą przybraną i bratem, zwiedziła pokaźną część muzycznych ośrodków Europy- począwszy od poznańskiej opery, a skończywszy na tej wiedeńskiej.
      Drugą z pasji dziewczyny było czytanie, w szczególności dramatów, czym zaraziła ją babcia od strony matki.
      Muzyka stanowiła centrum jej życia. Na etapie gimnazjum, oprócz fascynacji rock'n'rollem i rockiem (Myslowitz!), zaczęła również udzielać się publicznie- wraz z grupką innych uczniów założyła swój zespół, składający się z wokalistki, gitarzystów i perkusistki. Zajmowali się głównie przygrywaniem na szkolnych imprezach oraz na poznańskim Rynku. To wtedy poznała swoją pierwszą sympatię- Adama, z którym spotykała się przez III klasę gimnazjum i I LO.
      W 2003 roku, po zdaniu matury w "Marynce" postanowiła skierować swe kroki ku Akademii Muzycznej w Krakowie, aby tam podjąć studia na kierunku "wokalistyka. Na wakacjach 2006 roku, podczas koncertu charytatywnego organizowanego przez Akademię, podczas którego miała przyjemność występować, poznała Michała Nowaka, z którym wzięła ślub cztery lata potem. W międzyczasie zaczęła pod swoim imieniem i nazwiskiem udostępniać covery piosenek na swoim kanale na youtube, a pierwszym, który opublikowała, był cover utworu Agnieszki Chylińskiej- "Nie mogę Cię zapomnieć".
      W 2010 roku, po ślubie, wzięła udział w zaproponowanym przez jej alma mater półrocznym stypendium zagranicznym, odbywającym się na zaprzyjaźnionej uczelni w Mannheim, w Niemczech.
      Rok później, niedługo po powrocie do domu, zaszła w upragnioną ciążę, rodząc w styczniu 2012 roku syna- Juliusza. Zmusiło ją to do zwolnienia tempa pracy na około pół roku, nie zaprzestała jednak udzielać prywatnych lekcji czy nagrywać na youtube'a.
      W 2013 roku podjęła się uczestnictwa w programie telewizyjnym "The Voice of Poland", podczas którego ukazała covery piosenek: "Fallin'" Alicii Keys i "Nieznajomy" Dawida Podsiadły. Dotarła do etapu półfinału w drużynie Afromental.
      Po programie wraz z rodziną przeprowadziła się do Warszawy, a ona sama podjęła kontrakt z wytwórnią Sony Music.
      • kocynder Re: Wyobrażenie na temat postaci 18.06.23, 11:11
        Wooow! I to kupuję!
      • asiolek_z_poznania Re: Wyobrażenie na temat postaci 19.06.23, 15:26
        "W 2013 roku podjęła się uczestnictwa w programie telewizyjnym "The Voice of Poland", podczas którego ukazała covery piosenek: "Fallin'" Alicii Keys i "Nieznajomy" Dawida Podsiadły. Dotarła do etapu półfinału w drużynie Afromental.
        Po programie wraz z rodziną przeprowadziła się do Warszawy, a ona sama podjęła kontrakt z wytwórnią Sony Music."

        Dobre! Taka Laura to by była Laura! I do tego pasowałaby dygocąca broda Gabrieli i "to dziecko jest zupełnie jak pypypypy... nie szanuje ogniska domowego..."
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wyobrażenie na temat postaci 18.06.23, 19:15
      Ale że po co dodawać Frycowi zdradę?
      • kocynder Re: Wyobrażenie na temat postaci 18.06.23, 19:28
        W pewien sposób może i zdradę, ale... Wszak jest napisane, że chłopak od początku w sumie traktował ją jak koleżankę, czyli raczej uważał, za, mówiąc brzydko i brutalnie "towar na przeczekanie", a nie dziewczynę docelową. Owszem, niefajne, ale wcale nie takie rzadkie u małolatów, a wszak tu mowa o etapie licealnym.I powiem więcej, nawet chodzenie za rączkę z Marysią Jakjejtam, nijak jeszcze nie świadczy o zdradzie.
        Ja bym raczej miała zastrzeżenia do tego modelingu - modelki są bardzo, bardzo chude, nieliczne mają normalną figurę (tak, wiem, krawcom po prostu łatwiej jest szyć na wieszaku niż na kobietę, ale to inna kwestia). Róża zaś nie za bardzo miała sylwetkę Anji Rubik. Owszem, mogła być wysoka i szczupła, ale raczej nie typ zasuszonego chudzielca. :)
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wyobrażenie na temat postaci 18.06.23, 19:58
          kocynder napisała:
          >W pewien sposób może i zdradę, ale...
          >Wszak jest napisane, że chłopak od
          >początku w sumie traktował ją jak
          >koleżankę, czyli raczej uważał, za, mówiąc
          >brzydko i brutalnie "towar na przeczekanie",
          >a nie dziewczynę docelową.

          I właśnie to powinno wystarczyć dla Róży jako sygnał, że jednak nie warto.

          >Owszem, niefajne, ale wcale nie takie
          >rzadkie u małolatów, a wszak tu mowa o
          >etapie licealnym. I powiem więcej, nawet
          >chodzenie za rączkę z Marysią Jakjejtam,
          >nijak jeszcze nie świadczy o zdradzie.

          Ale tu jest w ten sposób traktowane, jako kolejny powód z listy, by z nim zerwać, IMHO niepotrzebny. Przecież żeby związek, nawet małolatów, się rypł nie potrzeba koniecznie pretekstu w postaci czyjejś rączki, wystarczy, że Fryc niefajnie Różę traktuje i ona ma tego dość.

          >Ja bym raczej miała zastrzeżenia do tego
          >modelingu - modelki są bardzo, bardzo
          >chude, nieliczne mają normalną figurę (tak,
          >wiem, krawcom po prostu łatwiej jest szyć
          >na wieszaku niż na kobietę, ale to inna
          >kwestia). Róża zaś nie za bardzo miała
          >sylwetkę Anji Rubik. Owszem, mogła być
          >wysoka i szczupła, ale raczej nie typ
          >zasuszonego chudzielca. :)

          Jeśli mowa o modelkach high fashion, to fakt, u nich jest wręcz wymagane by mieć "wieszakowatą" sylwetkę (preferowany jest m.in. mały biust), a co do urody, preferuje się twarze zwracające uwagę, niekoniecznie tradycyjnie ładne. Ostatecznie ich praca nie polega na prezentowaniu swojej urody, a ubrań, które noszą.
          Pięciogwiazdkowa Pyza z krągłościami mogłaby być raczej fotomodelką.
          • kocynder Re: Wyobrażenie na temat postaci 18.06.23, 20:11
            "raczej uważał, za, mówiąc brzydko i brutalnie "towar na przeczekanie", a nie dziewczynę docelową.
            I właśnie to powinno wystarczyć dla Róży jako sygnał, że jednak nie warto.

            Jak najbardziej powinno. Ale często nie wystarcza.

            "tu jest w ten sposób traktowane, jako kolejny powód z listy, by z nim zerwać, IMHO niepotrzebny."

            Może niepotrzebny, ale czasem właśnie taki bezpośredni "impuls" jest potrzebny. Bo przez x czasu taka Róża sobie tłumaczy, on nie jest taki zły, on mnie kocha, tylko na swój sposób, on nie umie okazywać czułości - no i tu bach, WIDZI, że on owszem, zły nie jest, ale ja zaledwie lubi, by nie rzec toleruje z wygodnictwa, a czułość jak najbardziej umie jeśli chce.I Marysi chce, a Róży po prostu nie chce. No i przestaje sobie (głupio) tłumaczyć, że on to czy tamto, wreszcie dostrzega po prostu jak jest i reaguje.

            "Pięciogwiazdkowa Pyza z krągłościami mogłaby być raczej fotomodelką."

            Albo grać w reklamie. Teledyskach. Pozować do plakatów. Coś takiego. :) Nie modeling
      • itsjustemichelle1 Re: Wyobrażenie na temat postaci 18.06.23, 23:17
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Ale że po co dodawać Frycowi zdradę?
        >

        Nie pomyślałam o tym w sumie jako o zdradzie- bardziej o ukazanie tego, że on nie umie w relacje. Specjalnie wskazuję na to, że on nie uważa jej, najprawdopodobniej, za swoją dziewczynę- w jego mniemaniu to nie jest zdrada.
    • asiolek_z_poznania Re: Wyobrażenie na temat postaci 19.06.23, 15:32
      > tak w lutym 2003 roku nawiązali znajomość, którą przypieczętował ślub w kościele Dominikanów w maju 2007 roku, przyspieszonym nieco ze względu na nie-do-końca spodziewaną ciążę kobiety.

      BŁAGAM! Tylko nie kobietoza. To jest już jakaś plaga, ostatnio widziałam takiego potworka:
      "Wnuczka sprawiła babci niespodziankę. Kobieta wzięła ślub w jej sukni ślubnej sprzed 50 lat"
      Jaka kobieta wzięła ślub w sukni babci?
      Widziałam też:
      "X kończy dziś 65 lat. Mężczyzna jest na rynku muzycznym już od czterech dekad".
      Jaki mężczyzna i co on ma wspólnego z X?
      W tych przypadkach "mężczyzna"i "kobieta" są zupełnie niepotrzebne.

      W tym, co napisałaś, wystarczy:
      "znajomość, którą przypieczętował ślub w kościele Dominikanów w maju 2007 roku, przyspieszonym nieco ze względu na nie-do-końca spodziewaną ciążę"
      Wiadomo, czyją ciążę, a nie że jakiejś tam kobiety, która pojawia się znienacka i nie wiadomo, kim jest.
      • julian_arden Re: Wyobrażenie na temat postaci 26.06.23, 18:30
        asiolek_z_poznania napisała:

        > > tak w lutym 2003 roku nawiązali znajomość, którą przypieczętował ślub w k
        > ościele Dominikanów w maju 2007 roku, przyspieszonym nieco ze względu na nie-do
        > -końca spodziewaną ciążę kobiety.
        [...]
        > W tych przypadkach "mężczyzna"i "kobieta" są zupełnie niepotrzebne.
        >
        > W tym, co napisałaś, wystarczy:
        > "znajomość, którą przypieczętował ślub w kościele Dominikanów w maju 2007 roku,
        > przyspieszonym nieco ze względu na nie-do-końca spodziewaną ciążę"
        > Wiadomo, czyją ciążę, a nie że jakiejś tam kobiety, która pojawia się znienacka
        > i nie wiadomo, kim jest.

        Istotnie, to ewentualna ciąża męża zasługiwałaby na specjalne podkreślenie.
        • itsjustemichelle1 Re: Wyobrażenie na temat postaci 27.06.23, 19:07
          julian_arden napisał:


          > > i nie wiadomo, kim jest.
          >
          > Istotnie, to ewentualna ciąża męża zasługiwałaby na specjalne podkreślenie.

          Jako biolog mógłbyś zapewne wiele na ten temat opowiedzieć :D
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wyobrażenie na temat postaci 27.06.23, 20:52
            itsjustmemichelle1 napisała:
            >Jako biolog mógłbyś zapewne wiele na
            >ten temat opowiedzieć :D

            Ja nie biolog ani nawet Julian, ale mogę powiedzieć, że u koników morskich to ojcowie zachodzą w ciążę. Zmienić gatunek naszym bohaterom i będzie git.
            • julian_arden Re: Wyobrażenie na temat postaci 28.06.23, 09:22
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

              > itsjustmemichelle1 napisała:
              > >Jako biolog mógłbyś zapewne wiele na
              > >ten temat opowiedzieć :D
              >
              > Ja nie biolog ani nawet Julian, ale mogę powiedzieć, że u koników morskich to o
              > jcowie zachodzą w ciążę. Zmienić gatunek naszym bohaterom i będzie git.

              Ano. Poza tym koniki morskie to ładne i sympatyczne zwierzątka, wniosłyby nieco ciepła do Jeżycjady. Że oto nikt się nie orientował, a tu okazało się, że jedna z rodzinnych par składa się nie z ludzi, tylko z tych miłych zwierzątek. I że nareszcie wiemy, dlaczego jeden z pokojów na Roosevelta ostatnio jest do połowy napełniony wodą.
              • itsjustemichelle1 Re: Wyobrażenie na temat postaci 28.06.23, 12:52
                julian_arden napisał:


                > Ano. Poza tym koniki morskie to ładne i sympatyczne zwierzątka, wniosłyby nieco
                > ciepła do Jeżycjady. Że oto nikt się nie orientował, a tu okazało się, że jedn
                > a z rodzinnych par składa się nie z ludzi, tylko z tych miłych zwierzątek. I że
                > nareszcie wiemy, dlaczego jeden z pokojów na Roosevelta ostatnio jest do połow
                > y napełniony wodą.

                Mila mogłaby w domu Patrycji stworzyć akwarium, gdyż w wyobraźni wszystko się mieści.
              • minerwamcg Re: Wyobrażenie na temat postaci 10.07.23, 15:00
                "Czy śnił sie panu może morski kooonik?" :)
              • kocynder Re: Wyobrażenie na temat postaci 10.07.23, 22:06
                Ulubiony Amberyto, ja wiem, że u Was rodzinne są takie uczucia jak obojętność emocjonalna, egoizm, interesowność oraz tym podobne, ale serio życzyłbyś jakimś sympatycznym konikom morskim stałego, a przynajmniej regularnego kontaktu z Borejklanem? Miej umiar! Są granice znęcania!
                • julian_arden Re: Wyobrażenie na temat postaci 12.07.23, 01:00
                  kocynder napisała:

                  > Ulubiony Amberyto, ja wiem, że u Was rodzinne są takie uczucia jak obojętność e
                  > mocjonalna, egoizm, interesowność oraz tym podobne, ale serio życzyłbyś jakimś
                  > sympatycznym konikom morskim stałego, a przynajmniej regularnego kontaktu z Bor
                  > ejklanem? Miej umiar! Są granice znęcania!
                  >
                  Istotnie, pastwienie się nad biednymi rybami (bo te koniki to ryby, paradoksalnie) nie byłoby dobrym pomysłem. A Borejkowie nawet akwarium nie mieli, o ile pamiętam.
    • itsjustemichelle1 Re: Wyobrażenie na temat postaci 19.06.23, 19:03
      Elka:

      Ukończyła SP nr 1, gdzie odkryła swoją pasję do mechaniki i budowy maszyn. Już w pierwszej klasie, gdy inne dzieci uczyły się literek, ona prosiła ojca, aby zapisał ją na funkcjonujące w murach szkoły koło politechniczne, na którym uczniowie rozwiązywali zagadnienia chemiczne, fizyczne, matematyczne i informatyczne. Jako duma ojca, wujka i dziadka, Elka nauczyła się ciężkiej pracy- wiele czasu w tygodniu poświęcała na kółko, korepetycje, codzienną naukę i zwyczajne życie. Wolny czas kochała spędzać na sklejaniu modeli samolotów oraz budynków, czym zaraził ją ojciec. Ponadto dzięki babci Marii, mamie swojej zmarłej mamy, nauczyła się piec- jej popisową szarlotkę zachwalali wszyscy! Dzięki zdobyciu znaczących sukcesów na olimpiadzie z chemii oraz matematyki dostała się do II LO, w którym realizowała program rozszerzony z chemii, matematyki i informatyki. Tam poznała swoją najlepszą przyjaciółkę- Ulkę Radziej, zapaloną miłośniczkę języka polskiego, z własnej woli i nieodpłatnie pomagającą tym mniej uzdolnionym z przedmiotu.

      W wieku 17 lat, w Boże Narodzenie 1991 roku poznała swojego przyszłego męża, Tomasza Kowalika, za którego wyszła pięć lat potem. Pomimo silnej potrzeby samotności, nawiązała dobry kontakt z macochą i przybranymi siostrami, pomagając im między innymi w przedmiotach ścisłych, a z małym Ignasiem chętnie wychodziła na spacery. Pomogło to kobiecie nawiązać lepszy kontakt z ojcem. Po ukończeniu trwających trzynaście semestrów studiów na poznańskiej politechnice, podjęła pracę w jednym z niemieckich koncernów samochodowych, mających siedzibę w Polsce. W 2001 roku urodziła pierwszego syna, Adama. W 2005 roku wyjechała do Japonii ze względu na pracę w tamtejszej firmie, a dwa lata potem przyszły na świat bliźniaki- Igor i Daniel. W 2011 roku wróciła do Polski, a dwa lata potem jej małżeństwo się rozpadło- dzieci funkcjonowały w opiece naprzemiennej. W 2017 roku, oprócz zarabiania w amerykańskiej firmie, podjęła się nauczania na Politechnice Poznańskiej, równocześnie w tamtym roku poznała swojego partnera, bezdzietnego rozwodnika- Andrzeja.

      IGNACY:

      Od małego przejawiał zainteresowanie wieloma różnymi dziedzinami. Urodzony w 1994 roku, na przełomie tysiącleci, korzystał garściami z dóbr rzeczywistości, w której przyszło mu funkcjonować. Zawsze miał mnóstwo pomysłów na siebie- jako kilkulatek przeżywał, podsyconą przez babcię Melanię, fascynację teatrem, a po kilku latach pokochał poezję, literaturę oraz sztukę ogólnie. Ponieważ był chłopcem dość cichym, nieśmiałym, jego rodzice postanowili zapisać syna na karate, aby poprawić jego pewność siebie w konfliktach z kuzynem i w ogóle w życiu. Był to jedyny sport, który on kiedykolwiek polubił. Namawiany przez siostrę, Laurę, hobbystycznie grał na gitarze klasycznej, a najstarsza z rodzeństwa, Elka, recenzowała wiersze napisane przez brata, zaś razem z rodzicami czy ciotką Natalią spędzał wiele czasu w muzeach i innych ośrodkach sztuki. Po studiach na ASP wraz z żoną, Agnieszką, założył pracownię artystyczną. Wychowuje córkę, Norę.
      • ciotka.scholastyka Re: Wyobrażenie na temat postaci 15.10.24, 12:25
        itsjustemichelle1 napisała:

        Pomimo silnej potrzeby samotności, nawiązała dobry kontakt z macochą i przybranymi siostrami, pomagając im między innymi w przedmiotach ścisłych, a z małym Ignasiem chętnie wychodziła na spacery. Pomogło to kobiecie nawiązać lepszy kontakt z ojcem.

        Można tłumaczyć, jak grochem o ścianę.
        "Pomogło to JEJ nawiązać lepszy kontakt z ojcem!!!", do ciężkiej deutery!!!
        Wiem, że to było dawno, ale może ktoś sobie zapamięta na przyszłość.
        • itsjustemichelle1 Re: Wyobrażenie na temat postaci 17.10.24, 20:46
          ciotka.scholastyka napisała:

          > itsjustemichelle1 napisała:
          >
          > Pomimo silnej potrzeby samotności, nawiązała dobry kontakt z macochą i przyb
          > ranymi siostrami, pomagając im między innymi w przedmiotach ścisłych, a z małym
          > Ignasiem chętnie wychodziła na spacery. Pomogło to kobiecie nawiązać lepszy ko
          > ntakt z ojcem.

          >
          > Można tłumaczyć, jak grochem o ścianę.
          > "Pomogło to JEJ nawiązać lepszy kontakt z ojcem!!!", do ciężkiej deutery!!!
          > Wiem, że to było dawno, ale może ktoś sobie zapamięta na przyszłość.

          Noweś, pani, to ponad rok temu było!
    • julian_arden Re: Wyobrażenie na temat postaci 13.07.23, 17:57
      Hej, doznałem nagle skojarzenia: Baltona powinien wyglądać jak Tomasz Zaliwski. Młody Baltona jak młody Zaliwski ("Magneto"), a dojrzały Florian jak dojrzały Zaliwski, odpowiednio poszerzony.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wyobrażenie na temat postaci 14.07.23, 17:40
        Ototototo! Nie wiem kto to, ale idealny!
        • kocynder Re: Wyobrażenie na temat postaci 14.07.23, 18:09
          Się "Pancernych" nie oglądało to się nie wie. A poza tym 100% rację. Nasz Amberyta znalazł Baltonę idealnego, tyle że fakt, w leciech późniejszych trzeba by go utuczyć, Zaliwski był zdecydowanie za szczupły. I chyba nie nosił piastowskich wąsów?
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wyobrażenie na temat postaci 14.07.23, 19:54
            Piastowąsy były tylko tymczasowe, na późniejszych ilustracjach już ich nie miał. Za to miał zmarszczki.
          • bupu Re: Wyobrażenie na temat postaci 21.10.23, 16:16
            kocynder napisała:

            > Się "Pancernych" nie oglądało to się nie wie. A poza tym 100% rację. Nasz Amber
            > yta znalazł Baltonę idealnego, tyle że fakt, w leciech późniejszych trzeba by g
            > o utuczyć, Zaliwski był zdecydowanie za szczupły. I chyba nie nosił piastowskic
            > h wąsów?
            >

            https://kinoblogvideo.files.wordpress.com/2017/05/wrd_nocnej_ciszy1.jpg

            Jest i Zaliwski uwąszony.
    • itsjustemichelle1 Re: Wyobrażenie na temat postaci 21.10.23, 15:52
      właśnie uświadomiłam sobie, że laurę widzę jako wieczną starą pannę z FWB/ONS albo utrzymankę, ewentualnie ten typ kobiety dla której bogaty facet rozwodzi się po 20 latach
      chyba że poszłaby na terapię
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wyobrażenie na temat postaci 21.10.23, 19:10
        itsjustemichelle1 napisała:

        > właśnie uświadomiłam sobie, że laurę widzę jako wieczną starą pannę z FWB/ONS a
        > lbo utrzymankę, ewentualnie ten typ kobiety dla której bogaty facet rozwodzi si
        > ę po 20 latach
        > chyba że poszłaby na terapię

        Raczej obiecuje, że się rozwiedzie, a w praktyce ona dalej jest tą drugą.
        • itsjustemichelle1 Re: Wyobrażenie na temat postaci 21.10.23, 19:47
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:



          >
          > Raczej obiecuje, że się rozwiedzie, a w praktyce ona dalej jest tą drugą.
          >
          >

          o, w sumie
          jest po prostu imieniem "kryzysu wieku średniego"
      • ciotka-scholastyka Re: Wyobrażenie na temat postaci 23.10.23, 13:59
        > FWB/ONS

        Co to?
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wyobrażenie na temat postaci 23.10.23, 14:10
          ciotka-scholastyka napisała:

          > > FWB/ONS
          >
          > Co to?

          "Friends with Benefits" i "One Night Stand"
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wyobrażenie na temat postaci 23.10.23, 15:28
      Doszłam do wniosku, że alternatywnych bohaterów nie widzę jako specjalnie innych niż w oryginale, wolę sobie wyobrażać, że są równie kiepscy, ale w którymś momencie uświadamiają sobie, że robią źle i próbują się zmienić. Np. historię tragedii Pypypy… poprowadziłabym tak:

      Janusz w dalszym ciągu rozwodzi się z Gabą, ale nie ulatnia się całkowicie, z powodu dzieci. Ponieważ nie ma własnego mieszkania w Poznaniu i wciąż jeszcze czeka na odszkodowanie za nadprogramową odsiadkę (można za pobicie i przemyt dostać 6 lat?!), jest ojcem dochodzącym z wynajmowanego pokoju. Jak to wygląda nietrudno się domyślić, eksteściowa go przegania spod drzwi, kłamiąc, że wnuczek nie ma lub nie chcą go widzieć, Gaba pomstuje na niego pod byle pretekstem, nawet w obecności osób trzecich, a Ignac grozi mu szpadą. W efekcie Pyziak rzadko ma okazję widywać córki, zwłaszcza, że po kilkuletniej przerwie w życiorysie nie może znaleźć pracy i chwyta się różnych dorywczych.
      Pyziakówny żyją w rozdarciu. Pyza dobrze się czuje z ojcem i z tego powodu czuje się winna, potrafi rezygnować z i tak rzadkich spotkań, żeby nie ranić matki. Jej siostra stale testuje granice, chętnie zwraca się do ojca gdy na Rusfelta ma problemy, ale kiedy tylko Janusz jej czegoś zabroni lub da jej karę, Larwa powraca do pozwalającej na wszystko matki. W efekcie ma w głowie niezły mętlik kto tu jest "dobry" a kto "zły" (w praktyce oczywiście nikt i Laura wcale nie musi wybierać między rodzicami, ale jako nastolatka, chowana w takim, a nie innym domu, mogłaby mieć poczucie, że tak ma być).

      Akcja kolejnych tomów toczy się względnie kanonicznie, aż jakiś czas przed NiN następuje przełom - Pyziakowi w końcu udaje się wrócić do zawodu (względnie zostaje wuefistą, tym do którego wszystkie uczennice się ślinią), a po długim szwendaniu się po sądach dostaje odszkodowanie. Odkuwszy się, kupuje na Wildzie mieszkanie z dość duże, by na stałe pomieścić dzieci. W tym samym czasie wychodzi na jaw kradzież składek przez Larwę i sprawa trafia na policję. Janusz czuje się winny (niedopilnowanie + dawanie złego przykładu jako recydywista) i reaguje stanowczo - Tygrys dostaje szlaban na całe wakacje. Ma je przemieszkać u niego, by stale miał ją na oku i pomagać w lodziarni, w której wydała skradzione pieniądze (m.in. obsługiwać okradzionych kolegów). Ponadto musi przestrzegać harmonogramu zmywania i wynosić śmieci. I Dziewczynce doskwierają sztywne zasady i większa kontrola, ale jednocześnie dostrzega, że ojciec dużo z nią gada, zachęca do kontaktu z koleżankami z klasy i pomaga jej odrabiać lekcje. I mimowolnie zaczyna go doceniać, widząc, że troszczy o jej dobro, czego w "luzackich" metodach jej matki brakowało.

      Przy okazji pokoje Pyziakówien w nowym mieszkaniu zostają urządzone i od tej pory obie mogą mieszkać naprzemiennie u niego i na Rusfelta. Róża, dłużej przebywając poza kołchozem, otwiera się na świat i powoli wychodzi z roli poczciwej Pyzuni. Z połączenia częstej styczności ze starymi książkami u dziadków i opowieści ojca z pracy, wyrasta jej zainteresowanie poligrafią i później składa papiery do wiadomego liceum. Z tego powodu zamieszkuje u ojca na stałe (bliżej), a siostra podąża za nią. Róży podoba się w poligrafiku, zyskuje paczkę znajomych i chłopaka, ma kolczyk w nosie i fryzurę, która Józinowi śni się po nocach, zostaje pupilką profesora Robrojka. W wakacje dorabia w różnych budkach z kurczakami. Po skończeniu szkoły idzie od razu do pracy, dzięki czemu przejmuje rolę Patrycji jako bohaterki rodzinnych anegdot do straszenia dzieci.

      Larwa przy składaniu papierów bardzo się waha - z jednej strony upomina się o nią dawne zainteresowanie dziennikarstwem (ankiety o cudzołóstwie i homo sapiensie), z drugiej chce iść w śpiew, który do tej pory był jej hobby i mimo ogromnych zdolności nie ma formalnego warsztatu (plus są duże szanse, że się nie wybije z tłumu i zmarnuje), z trzeciej rozważa pójście do zawodówki kosmetycznej razem ze swoją besti Esmeraldą (żeby za przykładem siostry szybko stać się niezależną). Póki co zakłada girlsband z Kopcównami, nieźle dorabiają do kieszonkowego występami ulicznymi.

      Na dalszą przyszłość obu nie mam pomysłu. Tymczasem Janusz pracuje, gra w kosza, randkuje, łowi ryby bez Ignaca, chilluje przy bezalkoholowym z Robrojem i Anielą, adoptuje kota. I tak mu dobrze.

      Dobra, starczy, idę myśleć nad ewentualną biografią Gaby.
      • itsjustemichelle1 Re: Wyobrażenie na temat postaci 23.10.23, 23:23
        tak!
    • dziwoptak Re: Wyobrażenie na temat postaci 07.10.24, 20:13
      Magda Ogorzałka została we Francji psychoterapeutką. Ona i Ignacy nie są ze sobą skłóceni po zerwaniu, ale kontakt rozluźnił im się podczas studiów. Przyjazd na ślub Józka właściwie dokonuje się przy okazji dłuższej wizyty w Polsce – podczas niej Magda postanawia odwiedzić Ignacego i przy okazji podrzucić mu kontakt do swojej koleżanki ze studiów, również Polki, która prowadzi konsultacje psychologiczne on-line.
    • azalia02 Re: Wyobrażenie na temat postaci 08.10.24, 18:31
      Ułożyłam właśnie alternatywną wersję losów młodego Janusza Pyziaka, na podstawie Ow R (1983 – to rok akcji, nie wydania), wspomnień Gaby z Noelki (1991) oraz opowieści pana Wiśniaka z TiR (1999).

      Nie taka znowu z niego fuja i fubrawiec, jakby to wynikało z rodzinnej tradycji...

      Janusz po skończeniu liceum poligraficznego studiował w Poznaniu. Gdyby nie – poszedłby na 2 lata do wojska (po studiach też by poszedł, ale tylko na rok, nie dwa i do podchorążówki, nie do zasadniczej służby wojskowej, a to duża różnica, a do tego status studenta wiele ułatwiał, np. wyrobienie paszportu). Dostał się na AWF, studiował, a w mrocznym roku '82 (stan wojenny w pełnym rozkwicie) przypomniał sobie, że ma krewnych w Australii. Siostrę ojca, powiedzmy. Ciotka przysłała zaproszenie, zobowiązała się pokryć koszty pobytu i w ten sposób Janusz dostał wizę australijską. Może nawet dorzuciła się do biletu – wtedy dla Polaków to były potworne koszty. Janusz poleciał w wakacje, żeby zarobić na samochód, co wypomina Gaba w OwR. No i postanowił zostać dłużej, ale nie na stałe. Załatwił sobie na odległość urlop dziekański – jakaś niegroźna choroba egzotyczna całkowicie wystarczyła jako podstawa – popracował jeszcze pół roku i wrócił do Poznania w marcu 1983. I tu zaczęły się schody w postaci wspólnego zamieszkiwania u Borejków. Janusz, udręczony przenikliwym spojrzeniem Mili, jej miłym sarkastycznym humorem i przyjemną ironią na temat obijania się na dziekance (a na studia mógł wrócić dopiero od października ’83) pracował dorywczo i namawiał Gabę na kupno choćby kawalerki i wyprowadzkę. Mieli przecież pieniądze, które zarobił w Australii. Gdzieś tak wiosną ’84 doszło do ostrej scysji w typie: - Nie chcesz, to nie, siedź sobie tutaj, ja i tak się wyprowadzam! – Tak? Możesz zniknąć stąd natychmiast, nie jesteś już moim mężem! – Ach, nie? Dobrze, tylko pamiętaj, że sama tego chciałaś! – Wściekły Janusz wyniósł się od Borejków, wniósł sprawę o rozwód, wymeldował się z Roosevelta i poprosił Almę, żeby go zameldowała u siebie w Toruniu (w PRL stały meldunek był obowiązkowy, bez tego ani pracy, ani studiów, ani paszportu). Trochę waletował w akademiku u kolegów, a w wakacje ‘84 wyjechał do Alzacji. Ze studenckim biurem podróży Almatur, które najzupełniej legalnie organizowało takie eskapady. Musiał mieć przecież francuską wizę, turystyczną zresztą, nie pobytową, a o taką najłatwiej było przy wyjazdach z biurem podróży. Popracował miesiąc, zbierając winogrona, Zachód mu się spodobał, więc wracając, zatrzymał się w Berlinie Zachodnim, do którego nie trzeba było wizy. Znowu znalazł dorywczą pracę, a ponieważ zatęsknił za Gabą i Pyzą, wysłał list: że przeprasza, kaja się, wycofa pozew rozwodowy, byleby tylko Gaba zgodziła się na wyprowadzkę od rodziców. List przejęła Milicja, która bez porozumienia z Gabą, lecz w jej imieniu odpisała, że to absolutnie nie wchodzi w rachubę, bo… (tu długie uzasadnienie). A w ogóle, to jej córka nie życzy sobie dalszych kontaktów z kimś, kto… (tu kolejne uzasadnienie). Janusz pozwu nie wycofał, został w Berlinie, pracował, a do Polski nie przyjeżdżał przynajmniej do roku ’89, bo groziło to odebraniem paszportu, szybkim pójściem w kamasze na 2 lata (tu nie było zmiłuj się, a on miał kategorię A) i absolutną odmową kolejnego paszportu – te w PRL były ważne 5 lat – za nielegalny pobyt za granicą. On się tam już urządził, pracował wprawdzie na czarno, lecz dawał sobie radę i jeśli planował jakieś zmiany w życiu, to absolutnie nie takie. Nowy paszport wyrobił sobie dopiero po ’89 w konsulacie polskim w BZ, już na zasadach, które obowiązują do dziś. Mógł znowu wyjechać do Australii, mógł zostać w BZ i zalegalizować pobyt – dowolnie.
      A co z informacjami od pana Wiśniaka? Januszowi zdarzyło się w BZ jakieś wykroczenie drogowe, a ponieważ do powściągliwych nie należał, to zarobił parę miesięcy za znieważenie policjanta na służbie. Za mało, żeby go deportować do Polski jako groźnego przestępcę, ale jakaś korespondencja pomiędzy policją berlińską i polską musiała być, a Janusz był oficjalnie zameldowany w Toruniu. Ktoś ze znajomych rodziny Pyziaków mógł pracować w komendzie miejskiej i tak poszła pierwsza plotka. Jeśli do tego Janusz wysłał do Almy z więzienia list albo dwa, to dzięki listonoszowi i łańcuszkowi sąsiadów całe osiedle mogło dowiedzieć się o odsiadce. Ponieważ przez parę lat rzeczony kryminalista nie pojawiał się u siostry, to waga przestępstwa, według wieści gminnej, była baaardzo poważna.
      • dziwoptak Re: Wyobrażenie na temat postaci 08.10.24, 18:34
        Genialna myśl!
      • ako17 Re: Wyobrażenie na temat postaci 08.10.24, 22:30
        O. To to. W punkt ;)
        • ako17 Re: Wyobrażenie na temat postaci 08.10.24, 23:16
          ako17 napisała:

          > O. To to. W punkt ;)
          >

          zorientowałam się poniewczasie, że nie zacytowałam. Mój entuzjazm dotyczył ogromnej pracy researchersko-opisowej i wniosków wyciągniętych przez Azalię
      • itsjustemichelle1 Re: Wyobrażenie na temat postaci 08.10.24, 23:37
        W punkt!
      • kocynder Re: Wyobrażenie na temat postaci 09.10.24, 07:07
        Ja bym tylko jedno "zmieniła" w tym co napisała Azalia. Milicja, odpisując na list Janusza ("List przejęła Milicja, która bez porozumienia z Gabą, lecz w jej imieniu odpisała, że to absolutnie nie wchodzi w rachubę, bo… (tu długie uzasadnienie). A w ogóle, to jej córka nie życzy sobie dalszych kontaktów z kimś, kto… (tu kolejne uzasadnienie) nie napisałaby go "w imieniu Gaby". Janusz, znając swoją teściową aż za dobrze mógłby w to nie uwierzyć i próbować dalej, do skutku. Prędzej Milicja przejęła list i odpisała na niego JAKO Gaba. Fałszując, że to nie matka a córka pisze. W tonie jak wymyśliła Azalia, ale jakoby autorką tej epistoły nie była Mila, matka Gabrieli, a sama Gabriela.
        Nic nie poradzę, że Mili nie lubię i jestem gotowa jej przypisać każde zło wszechświata, z wywołaniem epidemii cholery włącznie.
        • azalia02 Re: Wyobrażenie na temat postaci 09.10.24, 13:24
          kocynder napisała:

          Janusz, znając
          > swoją teściową aż za dobrze mógłby w to nie uwierzyć i próbować dalej, do skutk
          > u. Prędzej Milicja przejęła list i odpisała na niego JAKO Gaba. Fałszując, że t
          > o nie matka a córka pisze. W tonie jak wymyśliła Azalia, ale jakoby autorką tej
          > epistoły nie była Mila, matka Gabrieli, a sama Gabriela.
          > Nic nie poradzę, że Mili nie lubię i jestem gotowa jej przypisać każde zło wsze
          > chświata, z wywołaniem epidemii cholery włącznie.
          >
          A wiesz, że ja też o tym myślałam? :) Postanowiłam jednak nie dopisywać Mili fałszerstwa, ona konto ma już mocno obciążone. Tak, Janusz mógł wysyłać kolejne listy, które dzięki Mili konsekwentnie lądowały w koszu na śmieci. W miłym bałaganie Mila była pewnie jedyną osobą, która miała kluczyk do skrzynki pocztowej i cała rodzinna korespondencja przechodziła przez jej ręce. Jak tam było, tak było, decydujące jest, że pozytywnej odpowiedzi od Gaby Janusz nigdy nie otrzymał. :)
          +

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka