ako17
03.12.24, 00:15
Wielokrotnie podczas czytania J, nawet tych najstarszych i najlepiej napisanych części, zastanawiała mnie kwestia korzystania z łazienki w rodzinach wielopokoleniowych.
Wśród członków rodzin panuje wyjątkowa beztroska w tym względzie, często są opisywane incydenty, w których osoba zajmująca jedyną łazienkę w domu zupełnie nie liczy się z pozostałymi osobnikami.
Zaczęło się już od 6K, gdy to dziadek-emeryt wlazł do łazienki Żaczkowi, który musiał iść do pracy na konkretną godzinę, sam zaś dziadek nigdzie iść nie musiał. Mnie to naprawdę uderzyło, nawet w sumie oburzyło, że dziadek, wiedząc iż młodsze pokolenia muszą się wyrobić w czasie, najspokojniej w świecie zajmuje łazienkę na poranną kąpiel, jakby nie mógł tego zrobić po wyjściu wszystkich, którym się spieszy do pracy, szkoły, lub na uczelnię.
Tak, wiem, to było zabawnie opisane z punktu widzenia perypetii domowych, ale z punktu widzenia logiki i poszanowania reszty rodziny trochę nie bardzo :(. Ale, że poza tym dziadek Żak był bardzo pozytywnym seniorem, zaangażowanym - w miarę możliwości - w wychowanie wnuków i ogólne życie rodzinne, to łatwo przyszło odpuścić starszemu panu jakiś tam incydent łazienkowy. Może pojedynczy, może nie.
Ja jednak chciałabym się skupić właśnie na korzystaniu z pomieszczeń tak krytycznych, jak łazienka (zwłaszcza!!!) czy kuchnia.
Rozumiem, że Nutria w KK się długo kąpała i był problem z Pulpą, która chciała na jedynkę. Dobra, dziecko. Natalia się wkurzyła, że ją ktoś z łazienki wyprasza - mogła się z tym liczyć, ale rzeczywiście dzieci się niekoniecznie odnajdują społecznie.
Dalej, co pamiętam: Laura robiła makijaż w łazience, Gąba się dobijała, tej drugiej dziwić się niepodobna. Laura nie przewidziała, że jako niejedyna do wyjścia o tej porze, będzie musiała ablucje skrócić do minimum? Skoro już tylko ta jedna łazienka tylko w domu była? Czy oni w tym domu nie wiedzieli, że nie mieszkają sami?
Każde z nich było zupełnie osobną bańką?
Nie to, żebym specjalnie hołubiła seniorów, ale nastolatka mogła się spodziewać, że - poza matką, siostrą, ojczymem (w sumie to może i ciotką, bo nie pomnę, w którym tomie się działa avanti o malowanie rzęs - pewnie w Imieninach, to wtedy jeszcze Nutria mogła być spodziewana jako korzystająca z łazienki w zbliżonej porze), nawet babcia i/lub dziadek mogliby potrzebować pilnie skorzystać z przybytku, choćby na chwilę.
Podobnie przyjmowanie gości przez chorą na grypę Nutrię - tu już jest całkowity wtf...
Poza głównym tematem - naprawdę, kilkanaście osób przylazło do zakaźnie chorej? Chyba chcieli się, po prostu zarazić... Zdaję sobie sprawę, że przed pandemią wiele osób nic sobie nie robiło z możliwości zarażenia się poważną, w sumie, chorobą i roznoszenia zarazy dalej.
Ale sama Nutria: wyłazi z pokoju, który zajmuje samodzielnie (bo ma niepościelone – oczywiście, że ma, skoro leży w łóżku), sadza gości w kuchni i nie zdaje sobie sprawy, że w tej sytuacji nikt więcej z kuchni nie skorzysta? Mało tego, że w kuchni znajduje się JEDYNE* wejście do łazienki, zatem i z łazienki nikt nie skorzysta?