Dodaj do ulubionych

Części wspólne

03.12.24, 00:15
Wielokrotnie podczas czytania J, nawet tych najstarszych i najlepiej napisanych części, zastanawiała mnie kwestia korzystania z łazienki w rodzinach wielopokoleniowych.

Wśród członków rodzin panuje wyjątkowa beztroska w tym względzie, często są opisywane incydenty, w których osoba zajmująca jedyną łazienkę w domu zupełnie nie liczy się z pozostałymi osobnikami.

Zaczęło się już od 6K, gdy to dziadek-emeryt wlazł do łazienki Żaczkowi, który musiał iść do pracy na konkretną godzinę, sam zaś dziadek nigdzie iść nie musiał. Mnie to naprawdę uderzyło, nawet w sumie oburzyło, że dziadek, wiedząc iż młodsze pokolenia muszą się wyrobić w czasie, najspokojniej w świecie zajmuje łazienkę na poranną kąpiel, jakby nie mógł tego zrobić po wyjściu wszystkich, którym się spieszy do pracy, szkoły, lub na uczelnię.

Tak, wiem, to było zabawnie opisane z punktu widzenia perypetii domowych, ale z punktu widzenia logiki i poszanowania reszty rodziny trochę nie bardzo :(. Ale, że poza tym dziadek Żak był bardzo pozytywnym seniorem, zaangażowanym - w miarę możliwości - w wychowanie wnuków i ogólne życie rodzinne, to łatwo przyszło odpuścić starszemu panu jakiś tam incydent łazienkowy. Może pojedynczy, może nie.

Ja jednak chciałabym się skupić właśnie na korzystaniu z pomieszczeń tak krytycznych, jak łazienka (zwłaszcza!!!) czy kuchnia.

Rozumiem, że Nutria w KK się długo kąpała i był problem z Pulpą, która chciała na jedynkę. Dobra, dziecko. Natalia się wkurzyła, że ją ktoś z łazienki wyprasza - mogła się z tym liczyć, ale rzeczywiście dzieci się niekoniecznie odnajdują społecznie.

Dalej, co pamiętam: Laura robiła makijaż w łazience, Gąba się dobijała, tej drugiej dziwić się niepodobna. Laura nie przewidziała, że jako niejedyna do wyjścia o tej porze, będzie musiała ablucje skrócić do minimum? Skoro już tylko ta jedna łazienka tylko w domu była? Czy oni w tym domu nie wiedzieli, że nie mieszkają sami?
Każde z nich było zupełnie osobną bańką?

Nie to, żebym specjalnie hołubiła seniorów, ale nastolatka mogła się spodziewać, że - poza matką, siostrą, ojczymem (w sumie to może i ciotką, bo nie pomnę, w którym tomie się działa avanti o malowanie rzęs - pewnie w Imieninach, to wtedy jeszcze Nutria mogła być spodziewana jako korzystająca z łazienki w zbliżonej porze), nawet babcia i/lub dziadek mogliby potrzebować pilnie skorzystać z przybytku, choćby na chwilę.

Podobnie przyjmowanie gości przez chorą na grypę Nutrię - tu już jest całkowity wtf...
Poza głównym tematem - naprawdę, kilkanaście osób przylazło do zakaźnie chorej? Chyba chcieli się, po prostu zarazić... Zdaję sobie sprawę, że przed pandemią wiele osób nic sobie nie robiło z możliwości zarażenia się poważną, w sumie, chorobą i roznoszenia zarazy dalej.
Ale sama Nutria: wyłazi z pokoju, który zajmuje samodzielnie (bo ma niepościelone – oczywiście, że ma, skoro leży w łóżku), sadza gości w kuchni i nie zdaje sobie sprawy, że w tej sytuacji nikt więcej z kuchni nie skorzysta? Mało tego, że w kuchni znajduje się JEDYNE* wejście do łazienki, zatem i z łazienki nikt nie skorzysta?
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Części wspólne 03.12.24, 08:47
      he, he

      Dziadkowi mozna chyba wybaczyc, nie pamietam dokladnie, ale zdaje sie w lazience zostaly jakies slady ablucji Zaczka, ktory poszedl do kuchni czy budzic Julie, ale juz po goleniu ? mogl myslec, ze syn juz po toalecie porannej.
      Zreszta dziadek tej lazienki dlugo nie zajmowal i bylo to w porze, gdy obie wnuczki, Bobek i Wiesia jeszcze spali, Irenka w ogole miala nienormowany czas pracy i z mlodszych pokolen tylko syn potrzebowal lazienki mniej wiecej o tej porze. Jakos tam by sie dotarli.

      U Borejkow, no coz, organizacja i wzgledy rodzinne szwankuja jak zawsze. I fakt, ze nikt nie jest w stanie zdyscyplinowac Laury wzglednie kazdy uwaza, ze powinien to zrobic ktos inny :P
      Bo w normalnym domu corke by sie objechalo raz, za drugim skonfiskowalo ten tusz (albo bedziesz sie malowac u siebie, albo wcale) i nie trzymalo w ogolnodostepnym miejscu drogich perfum systematycznie podkradanych.

      te scene z Nutria przywolywalam kiedys jako dowod jej samolubstwa i kompletnej olewki innych - ktoras forumka dala to jako przyklad na wrednosc Milicji, bo ona narzeka na nutriowych gosci, kaze wietrzyc i wloczy sie po domu w starym szlafroku, a ja sie upieralam, ze wleczenie kilkunastu osob do pomieszczenia ogolnego i w dodatku wiodacego do (tez ogolnej) lazienki i kibla, gdy ma sie duzy pokoj tylko dla siebie to bezczebelnosc. Lozko mozna bylo poslac/przyrzucic czyms, ale to przeciez nie Nutria, ktorej majtki i staniki wysypuja sie z otwartej szafy w obecnosci gosci...
      • ako17 Re: Części wspólne 03.12.24, 13:33
        tt-tka napisała:


        > U Borejkow, no coz, organizacja i wzgledy rodzinne szwankuja jak zawsze. I fakt
        > , ze nikt nie jest w stanie zdyscyplinowac Laury wzglednie kazdy uwaza, ze powi
        > nien to zrobic ktos inny :P

        w punkt.
        >
        > te scene z Nutria przywolywalam kiedys jako dowod jej samolubstwa i kompletnej
        > olewki innych - ktoras forumka dala to jako przyklad na wrednosc Milicji, bo on
        > a narzeka na nutriowych gosci, kaze wietrzyc i wloczy sie po domu w starym szla
        > froku, a ja sie upieralam, ze wleczenie kilkunastu osob do pomieszczenia ogolne
        > go i w dodatku wiodacego do (tez ogolnej) lazienki i kibla, gdy ma sie duzy pok
        > oj tylko dla siebie to bezczebelnosc. Lozko mozna bylo poslac/przyrzucic czyms,
        > ale to przeciez nie Nutria, ktorej majtki i staniki wysypuja sie z otwartej sz
        > afy w obecnosci gosci...
        >
        forum.gazeta.pl/forum/w,25788,137343815,137343815,wlasciwie_dlaczego_kolchoz_.html?s=10&so=1
    • przymrozki Re: Części wspólne 03.12.24, 10:55
      Moim zdaniem z częściami wspólnymi na Roosevelta byłby problem, nawet przy założeniu, że wszyscy zachowują się z najwyższą możliwą empatią, a do łazienki lub kuchni wchodzi się wyłącznie w stanie absolutnej konieczności (co nawiasem mówiąc oznacza, że przez znaczną część historii rodzinnej rodzinni jak bum-cyk-cyk Borejkowie nie mieli żadnego pomieszczenia, w którym mogliby spotykać się na neutralnym gruncie i, nie przeszkadzając nikomu, prowadzić życie rodzinne. Może to jest tajemnica ich osławionej dyskrecji, oni po prostu nie mieli gdzie sobie porozmawiać).

      Weźmy odcinek czasu od ślubu Róży do jej wyjazdu. Zielony pokój zajmowała samotnie Laura śpiewając i grając na pianinie, w znacznie mniejszym pokoju gnieździła się Róża z pracującym mężem i niemowlęciem przeistaczającym się konsekwentnie w dziecko w wieku żłobkowym. W mieszkaniu mieszkała także para emerytów oraz rodzina dwójki pracowników naukowych i ich nastoletni syn. Dziewięciu chętnych do jednej łazienki nie licząc częstych gości w osobach Idy i dwójki jej dzieci oraz trzeciego w drodze. Niech Gaba myje włosy, Fryderyk musi do łazienki, Grzegorz musi zrobić pranie, Laura katuje etiudy, mała Mila nie może spać, więc chce ganiać jak oparzona, no ale gdzie, skoro mieszka w szufladzie, Róża zrobiłaby jej zupę, ale w kuchni duża Mila robi trzydaniowy obiad dla Idy i jej dzieci, Ignaś by się pouczył, ale ma za ścianą, osobiście zapackowaną przez Lucyfera, koncert kociej muzyki (tygrys to wszak kot, nieprawdaż), Ignacy coś tam biadoli po łacinie, a ze szkoły zaraz wróci Łucja udzielać im wszystkim korepetycji z gramatyki.
    • bupu Re: Części wspólne 03.12.24, 11:03
      Wrażenie moje jest takie, że Borejki, stsrsze generacje zaś zwłaszcza, żyć nie mogą bez kolejki do Waterloo. Jak Aga wymogła zrobienie drugiej łazienki w pustoszejącym rusfelckim kołchozie, Gabony zaraz się wyprowadziły do Floplicowa. A tam w Gabilonie co prawda są sanitariaty, ale z nich Gabowie korzystają tylko wieczorem i w nocy, mogę się założyć. A w dzień siedzą we floplicowskim dworze, gdzie wychód jest jeden. I kolejka gwarantowana.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Części wspólne 03.12.24, 12:58
      Czy do części wspólnych można zaliczyć ubrania? Gdzieś zostało wprost powiedziane, że cała rodzina okupująca Rusfelta obraca między sobą różnymi ciuchami, nie tylko po dzieciach, a sporo scen to potwierdza.
      Na pewno Gąba chętnie korzysta z rodzinnej wypożyczalni, wiemy, że nie wszystkie flanelowe koszule w kratę, w których na co dzień paraduje, są jej własnością, przynajmniej jedna należy do Grzeguara. Kapelusz i bielizna ortopedyczna Ignaca też swoje przeszły, podobnie jak bluzka, spódnica i apaszka Patrycji, albowiem siostrę posiadanie czegoś na formalne okazje przerosło.
      Ignaś, straciwszy buty na rzecz Józinka, musi chodzić w butach Laury, Milicja trzyma dla wnuków swój nieodżałowany kostium i lalkę (to nie ubranie, ale też została uszyta).
      • ignacywitkacy Re: Części wspólne 03.12.24, 13:59
        Ignaś to w ogóle jest biedne dziecko, buty po kimś, a zimą popyla w adidaskach za małych.
      • ako17 Re: Części wspólne 03.12.24, 23:52
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Czy do części wspólnych można zaliczyć ubrania?

        akurat w tym wypadku nie o to pytałam :)
    • ako17 Re: Części wspólne 03.12.24, 13:34
      To są zaledwie okruchy opisów współistnienia, w których wyłapałam brak podejścia społecznego do życia w wielopokoleniowej rodzinie. Być może jest ich opisanych więcej, na tę chwilę nie pamiętam, ale może ktoś wyłapie. Może, poza tymi konkretnymi incydentami, korzystanie z infrastruktury krytycznej szło tak jak przypuszcza dziennik-niecodziennik – wszyscy się świetnie organizowali, pluli synchronicznie do umywalki, gdy było trzeba i w ogóle nikt nikomu kibelka nie blokował (niezależnie od utworzenia nowej łazienki w CZ, bo to już za późno, oraz mam niejasne wrażenie, że też jeszcze jakaś jedna łazienka pojawiła na R5, ale nie wiadomo czy na miejsce, czy zamiast tej, do której się wchodziło z kuchni, a zresztą to może było wcześniej).

      Mieszkamy we trójkę mieszkaniu z kuchnią i łazienką. Nie zawsze wszyscy troje wstajemy i musimy wyjść o tej samej godzinie, ale gdy tak się staje – jest trochę nerwowo, mimo że raczej staramy się szanować grafiki, ustępować sobie, nie zamykać się na zasuwkę i – w miarę możliwości, choć niechętnie – godzić się na wspólne czynności w łazience.

      A o jakieś większe posiedzenie, np. 1-1,5 h trwającą kąpiel (po powrocie z wakacji), farbowanie włosów, pytamy, czy reszta jest z tym ok w tej właśnie chwili. Zawsze może się zdarzyć potrzeba nieprzewidzianego pobytu w łazience – trudno - ale staramy się szanować prawo wstępu do tego konkretnego pomieszczenia.

      Trochę podobnie jest z kuchnią, bo jest niewielka i też staramy się nie wchodzić sobie w drogę – ja mogę poczekać (niechętnie) ze zrobieniem sobie herbaty lub kawy, gdy nie-mąż gotuje obiad/ smaży coś tam sobie, sięgając co chwilę do szafek czy szuflad z lewej i prawej, z góry i z dołu.

      A w J jest jakaś taka beztroska w korzystaniu. Kto potrzebuje, ten zajmuje na ile chce, nie dbając o pozostałych. Może ich tam jest za dużo, żeby ustalać? Ale to raczej należałoby zajmować te pomieszczenia jak najkrócej.

      * O ile wierzyć opisom wnętrz na R5, bo mętne są cokolwiek.
    • subskrybcja Re: Części wspólne 17.12.24, 15:33
      ako17 napisała:

      >
      > Wśród członków rodzin panuje wyjątkowa beztroska w tym względzie, często są opi
      > sywane incydenty, w których osoba zajmująca jedyną łazienkę w domu zupełnie nie
      > liczy się z pozostałymi osobnikami.
      >
      > Zaczęło się już od 6K, gdy to dziadek-emeryt wlazł do łazienki Żaczkowi, który
      > musiał iść do pracy na konkretną godzinę, sam zaś dziadek nigdzie iść nie musia
      > ł. Mnie to naprawdę uderzyło, nawet w sumie oburzyło, że dziadek, wiedząc iż mł
      > odsze pokolenia muszą się wyrobić w czasie, najspokojniej w świecie zajmuje łaz
      > ienkę na poranną kąpiel, jakby nie mógł tego zrobić po wyjściu wszystkich, któr
      > ym się spieszy do pracy, szkoły, lub na uczelnię.
      >
      > Tak, wiem, to było zabawnie opisane z punktu widzenia perypetii domowych, ale z
      > punktu widzenia logiki i poszanowania reszty rodziny trochę nie bardzo :(. Ale
      > , że poza tym dziadek Żak był bardzo pozytywnym seniorem, zaangażowanym - w mia
      > rę możliwości - w wychowanie wnuków i ogólne życie rodzinne, to łatwo przyszło
      > odpuścić starszemu panu jakiś tam incydent łazienkowy. Może pojedynczy, może ni

      To sie zdaarza w rodzinach, jak i inne nadużycia, jakkolwiek to nazwać. Dziadkowie, ojcowie, bracia, matki , siostry, babki - tez bywają złośliwe, albo po prostu nie licza się zbytnio z innymi, Moim zdaniem autorka dobrze to podpatrzyła i opisała, takie sytuacje się zdarzają. Nie macie w otoczeniu takich osob? Teściowych, synowych , kuzynostwa ?
      • tt-tka Re: Części wspólne 17.12.24, 16:57
        Z tesciowymi, synowymi i kuzynostwem nie mam wspolnej lazienki, i nigdy nie mialam. Tak ze w kontekscie toaletowym ich zlosliwosc mi wisi i powiewa.

        Natomiast w moim rodzinnym (czteroosobowym) domu zlosliwosc zlosliwoscia, a zasady wspolzycia spolecznego swoja droga. I nie blokowalo sie lazienki komus spieszacemu sie, a jak kto probowal (ja), to bywal bezlitosnie pacyfikowany.
        • subskrybcja Re: Części wspólne 17.12.24, 19:50
          tt-tka napisała:


          > Natomiast w moim rodzinnym (czteroosobowym) domu zlosliwosc zlosliwoscia, a zas
          > ady wspolzycia spolecznego swoja droga. I nie blokowalo sie lazienki komus spie
          > szacemu sie, a jak kto probowal (ja), to bywal bezlitosnie pacyfikowany.

          W Twoim domu tak nie było, ale w innym juz bylo i opisała właśnie taki dom. Dla mnie to realny opis.
          >
          • ako17 Re: Części wspólne 17.12.24, 20:19
            subskrybcja napisała:

            > tt-tka napisała:
            >
            >
            > > Natomiast w moim rodzinnym (czteroosobowym) domu zlosliwosc zlosliwoscia,
            > a zas
            > > ady wspolzycia spolecznego swoja droga. I nie blokowalo sie lazienki komu
            > s spie
            > > szacemu sie, a jak kto probowal (ja), to bywal bezlitosnie pacyfikowany.
            >
            > W Twoim domu tak nie było, ale w innym juz bylo i opisała właśnie taki dom. Dla
            > mnie to realny opis.
            > >

            realny tak, tylko nijak nie mający się do odautorskiego komentarza, że tam było wszystko gładko i pięknie, i dodatkowe dziecko wręcz ułatwi wszystko wszystkim.

            W duchu narracji realny jest wg mnie opis Żaby, wstającej dobre półtorej-godzinę wcześniej, aby uczynić swoje poranne ablucje. Ona wie, że jest jedną z pięciorga (chyba w toku jej powieści - czterech) osób do zajęcia łazienki o poranku i, licząc się z tym, dostosowuje się, wstając odpowiednio wcześniej przed resztą domowników.
            Na R5 ni cholery tego nie widać, wręcz jest opisane expressis verbis, że tam właśnie się pokojowa koegzystencja nie udaje.
            W związku z tym niezrobienie dodatkowej łazienki, czy chociażby wc przez kilkanaście lat w miejscu, w którym coraz więcej pokoleń o zróżnicowanych potrzebach porannych się zagnieżdża, jest dowodem niejakiej beztroski. I nie ma tam wyrozumiałości pt., "tak, mamusiu, ty sobie posiedź dłużej w łazience, ja sobie zęby umyję najwyżej w kuchni" - tylko są opisane ewidentne, choć niezbyt może istotne, konflikty.
            No i chciałabym uzyskać odpowiedź na pytanie z postu założycielskiego: oni tam egzystowali razem? Jeśli tak, to jakim cudem nie zwracali uwagi na potrzeby reszty domowników?
            Czy każde sobie, nie zwracając uwagi na resztę? Jeśli tak, to jakim cudem tworzą zgraną, kochającą się rodzinę i wciąż wszyscy chcą mieszkać razem?
            • subskrybcja Re: Części wspólne 17.12.24, 21:50
              ako17 napisała:

              > subskrybcja napisała:
              >
              > > tt-tka napisała:
              > >
              > >
              > > > Natomiast w moim rodzinnym (czteroosobowym) domu zlosliwosc zlosliw
              > oscia,
              > > a zas
              > > > ady wspolzycia spolecznego swoja droga. I nie blokowalo sie lazienk
              > i komu
              > > s spie
              > > > szacemu sie, a jak kto probowal (ja), to bywal bezlitosnie pacyfiko
              > wany.
              > >
              > > W Twoim domu tak nie było, ale w innym juz bylo i opisała właśnie taki do
              > m. Dla
              > > mnie to realny opis.
              > > >
              >
              > realny tak, tylko nijak nie mający się do odautorskiego komentarza, że tam było
              > wszystko gładko i pięknie, i dodatkowe dziecko wręcz ułatwi wszystko wszystkim


              Nie było pięknie. Cesia miała np kąpac Irenkę, niemowlaka koleżanki Julii, która zamieszkała z nimi.
              Czemu matka nie może kąpać?
              Ogólnie szczytny cel, ale w przypadku gdy wszyscy i tak mieszkają na kupie, dziadek ,żaczkowie z Cesią i Julią i ciocia Wiesia z Bobkiem, przyjeli pod dach jeszcze dziewczyne z noworodkiem (ona była sierotą? ), a Cesia w wyniku tego musiała się przenieść na wieżyczke, bo już nie miała miejsca dla siebie.
              Czy teraz by to przeszło?
              Mieszkacie z rodzicami i rodzeństwem z dzieckiem, macie córkę licealistke i przyjmujecie pod dach jeszcze koleżankę drugiej córki-studentki z noworodkiem, przez co wasza licealna córka nie ma gdzie sie uczyć??
          • tt-tka Re: Części wspólne 17.12.24, 23:19
            subskrybcja napisała:

            > tt-tka napisała:
            >
            >
            > > Natomiast w moim rodzinnym (czteroosobowym) domu zlosliwosc zlosliwoscia,
            > a zas
            > > ady wspolzycia spolecznego swoja droga. I nie blokowalo sie lazienki komu
            > s spie
            > > szacemu sie, a jak kto probowal (ja), to bywal bezlitosnie pacyfikowany.
            >
            > W Twoim domu tak nie było, ale w innym juz bylo i opisała właśnie taki dom. Dla
            > mnie to realny opis.
            > >

            CO opisala ? jedno walniecie w drzwi, na dwadziescia kilka lat gniezdzenia sie 8-9-10 osob do jednej lazienki i jednego kibla !

            absolutnie nierealne, bo tam nawet zlosliwosci nie potrzeba, by powstawaly korki i spiecia. A nie powstaja.
            • subskrybcja Re: Części wspólne 17.12.24, 23:23
              tt-tka napisała:



              > > W Twoim domu tak nie było, ale w innym juz bylo i opisała właśnie taki do
              > m. Dla
              > > mnie to realny opis.
              > > >
              >
              > CO opisala ? jedno walniecie w drzwi, na dwadziescia kilka lat gniezdzenia sie
              > 8-9-10 osob do jednej lazienki i jednego kibla !
              >
              > absolutnie nierealne, bo tam nawet zlosliwosci nie potrzeba, by powstawaly kork
              > i i spiecia. A nie powstaja.
              Piszemy o dziadku
              • ako17 Re: Części wspólne 10.07.25, 21:11
                subskrybcja napisała:

                > tt-tka napisała:
                >
                >
                >
                > > > W Twoim domu tak nie było, ale w innym juz bylo i opisała właśnie t
                > aki do
                > > m. Dla
                > > > mnie to realny opis.
                > > > >
                > >
                > > CO opisala ? jedno walniecie w drzwi, na dwadziescia kilka lat gniezdzeni
                > a sie
                > > 8-9-10 osob do jednej lazienki i jednego kibla !
                > >
                > > absolutnie nierealne, bo tam nawet zlosliwosci nie potrzeba, by powstawal
                > y kork
                > > i i spiecia. A nie powstaja.
                > Piszemy o dziadku

                No właśnie nie.
                Piszemy głównie o R5, bo tam się większość akcji dzieje na bieżąco.
                W domu z wieżyczką byliśmy tylko przez jeden tom, potem zajrzeliśmy na chwilę w Noelce, gdzie, z oczywistych względów, trudno było oczekiwać opisu rodzinnego korzystania z łazienki.
      • przymrozki Re: Części wspólne 17.12.24, 18:35
        subskrybcja napisała:


        > To sie zdaarza w rodzinach, jak i inne nadużycia, jakkolwiek to nazwać. Dziadko
        > wie, ojcowie, bracia, matki , siostry, babki - tez bywają złośliwe, albo po pro
        > stu nie licza się zbytnio z innymi, Moim zdaniem autorka dobrze to podpatrzyła
        > i opisała, takie sytuacje się zdarzają.

        A ja właśnie uważam, że nie opisała. Opisała cudowny statek, który przyjmuje kolejnych pasażerów, zanurza się nieco bardziej, ale płynie dalej, a ONI nie lubią, kiedy się odchodzi. I na tym statku kolejki do toalety czy inne niedogodności związane z życiem na kupie, zasadniczo, nie występują.

        Jest co prawda jeden wyjątek w postaci Laury ciskającej gromy na matkę żądającą rano dostępu do łazienki i ciskającą z tej okazji nieco cięższym słowem. Ale to była Laura czarna owca, Józinka blokującego łazienkę z wykorzystaniem komiksu lub pluskającej się godzinami Natalii nikt się nie czepiał.
        • subskrybcja Re: Części wspólne 17.12.24, 19:51
          przymrozki napisała:


          > A ja właśnie uważam, że nie opisała. Opisała cudowny statek, który przyjmuje ko
          > lejnych pasażerów, zanurza się nieco bardziej, ale płynie dalej, a ONI nie lubi
          > ą, kiedy się odchodzi. I na tym statku kolejki do toalety czy inne niedogodnośc
          > i związane z życiem na kupie, zasadniczo, nie występują.
          >
          > Jest co prawda jeden wyjątek w postaci Laury ciskającej gromy na matkę żądającą
          > rano dostępu do łazienki i ciskającą z tej okazji nieco cięższym słowem. Ale t
          > o była Laura czarna owca, Józinka blokującego łazienkę z wykorzystaniem komiksu
          > lub pluskającej się godzinami Natalii nikt się nie czepiał.


          Laurę zepsuli, co się z nią póżniej stalo?
          Jakby nie była sobą, autorka zabrała jej cały charakter. I własciwie była bez charakteru, zrobiła sie miła, wyszła za maż i urodziła dziecko. :(

          Joźinka rodzina lubiła, Laury nie - i to akurat autorka dobrze sportretowała, bo tak tez się zdarza w rodzinach.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Części wspólne 17.12.24, 20:44
            subskrybcja napisała:

            > przymrozki napisała:
            >
            >
            > > A ja właśnie uważam, że nie opisała. Opisała cudowny statek, który przyjm
            > uje ko
            > > lejnych pasażerów, zanurza się nieco bardziej, ale płynie dalej, a ONI ni
            > e lubi
            > > ą, kiedy się odchodzi. I na tym statku kolejki do toalety czy inne niedog
            > odnośc
            > > i związane z życiem na kupie, zasadniczo, nie występują.
            > >
            > > Jest co prawda jeden wyjątek w postaci Laury ciskającej gromy na matkę żą
            > dającą
            > > rano dostępu do łazienki i ciskającą z tej okazji nieco cięższym słowem.
            > Ale t
            > > o była Laura czarna owca, Józinka blokującego łazienkę z wykorzystaniem k
            > omiksu
            > > lub pluskającej się godzinami Natalii nikt się nie czepiał.
            >
            >
            > Laurę zepsuli, co się z nią póżniej stalo?
            > Jakby nie była sobą, autorka zabrała jej cały charakter. I własciwie była bez c
            > harakteru, zrobiła sie miła, wyszła za maż i urodziła dziecko. :(
            >
            >

            Można powiedzieć, że zmieniła się w drugą Pyzę. Te jej teksty do Aaaadaaaammmmaaaa w stylu "dzieci się ciebie nie boją, sarny się ciebie nie boją, ja też się ciebie nie boję" czy "ja nawet życia się przy tobie nie boję", to jest coś, co mogłaby powiedzieć jej siostra, którą boli brzuch na samą myśl o konflikcie i rozpaczliwie zmienia temat, żeby się tylko nikt nie zdenerwował.
            • subskrybcja Re: Części wspólne 17.12.24, 21:53
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


              >
              > Można powiedzieć, że zmieniła się w drugą Pyzę. Te jej teksty do Aaaadaaaammmma
              > aaa w stylu "dzieci się ciebie nie boją, sarny się ciebie nie boją, ja też się
              > ciebie nie boję" czy "ja nawet życia się przy tobie nie boję", to jest coś, co
              > mogłaby powiedzieć jej siostra, którą boli brzuch na samą myśl o konflikcie i r
              > ozpaczliwie zmienia temat, żeby się tylko nikt nie zdenerwował.

              Nie odobało mi się poprowadzenie dalszych losów Tych dziewczyn.
              Róza zaszła zaraz na studiach w ciążę (nic a nic to do nie j nie pasowało). Laura bya całe lata sama - tez to nie pasowało, powinna nie móc się odgonić od facetów.
              Potem Róża zwala się z dziecmi na R5, bez sensu zupełnie ten powrót, a jeszcze gnieżdzeniem się z rodzicami i dziadkami. Z resztą funty mieli, nawet przy rosnących cenach i tak żyłaby jak pączek w maśle na wynajmie, a raczej po tylu latach w Anglii, spokojnie kupiłaby mieszkanko w Polsce.
        • ako17 Re: Części wspólne 17.12.24, 19:56
          przymrozki napisała:

          > subskrybcja napisała:
          >
          >
          > > To sie zdaarza w rodzinach, jak i inne nadużycia, jakkolwiek to nazwać. D
          > ziadko
          > > wie, ojcowie, bracia, matki , siostry, babki - tez bywają złośliwe, albo
          > po pro
          > > stu nie licza się zbytnio z innymi, Moim zdaniem autorka dobrze to podpat
          > rzyła
          > > i opisała, takie sytuacje się zdarzają.
          >
          > A ja właśnie uważam, że nie opisała. Opisała cudowny statek, który przyjmuje ko
          > lejnych pasażerów, zanurza się nieco bardziej, ale płynie dalej, a ONI nie lubi
          > ą, kiedy się odchodzi. I na tym statku kolejki do toalety czy inne niedogodnośc
          > i związane z życiem na kupie, zasadniczo, nie występują.
          >
          > Jest co prawda jeden wyjątek w postaci Laury ciskającej gromy na matkę żądającą
          > rano dostępu do łazienki i ciskającą z tej okazji nieco cięższym słowem. Ale t
          > o była Laura czarna owca, Józinka blokującego łazienkę z wykorzystaniem komiksu
          > lub pluskającej się godzinami Natalii nikt się nie czepiał.

          O! właśnie o to mi chodziło. Ja nie mówię, że takie sytuacje się nie zdarzają. Ja się pytam, czemu oni wciąż chcą mieszkać razem, skoro takie sytuacje właśnie się zdarzają?
          I dlaczego ci ojcowie, bracia, matki , siostry, babki - tez bywają złośliwe, albo
          > po pro
          > > stu nie licza się zbytnio z innymi (rozumiem, może tak być), właśnie bywają złośliwe lub nie liczą się z innymi? Pasuje im model wielopokoleniowej rodziny, czy woleliby się okopać na własnym prawie do korzystania z łazienki kiedy chcą? Bo nie da się być trochę w ciąży.
          Albo mamy model doskonale funkcjonującej, wielopokoleniowej rodziny, w którym kolejne dziecko "tylko usprawnia jej funkcjonowanie (luźna c.), albo mamy do czynienia z codzienną walką o dostęp do zasobów, walenie pięściami w drzwi i nerwy.
          • subskrybcja Re: Części wspólne 17.12.24, 20:03
            ako17 napisała:


            > O! właśnie o to mi chodziło. Ja nie mówię, że takie sytuacje się nie zdarzają.
            > Ja się pytam, czemu oni wciąż chcą mieszkać razem, skoro takie sytuacje właśnie
            > się zdarzają?
            > I dlaczego ci ojcowie, bracia, matki , siostry, babki - tez bywają złośliwe, al
            > bo
            > > po pro
            > > > stu nie licza się zbytnio z innymi (rozumiem, może tak być), właśni
            > e bywają złośliwe lub nie liczą się z innymi? Pasuje im model wielopokoleniowej
            > rodziny, czy woleliby się okopać na własnym prawie do korzystania z łazienki k
            > iedy chcą? Bo nie da się być trochę w ciąży.
            > Albo mamy model doskonale funkcjonującej, wielopokoleniowej rodziny, w którym k
            > olejne dziecko "tylko usprawnia jej funkcjonowanie (luźna c.), albo mamy do czy
            > nienia z codzienną walką o dostęp do zasobów, walenie pięściami w drzwi i nerwy


            Nie mam pojecia. Jedynie Pulpa się wyrwała zaraz po maturze.
            Natalia też, ale jakby mieszkanie na Roosvelta miało jeszcze dwa pokoje więcej, to nie dam głowy, że nie zamieszkałaby tam z z Robrojkiem.
            Gaba i Ida już tam mieszkały, więc dla Natalii logicznie, ze już nie starczyło miejsca.
            \
            Nie wiem, czemu oni się tam tak gnieżdza, jakby nie chciały Gama i Ida mieszkac u siebie a rodziców odwiedzac dwa razy w miesiącu i dzwonic co drugi dzień.

            Jak się to czyta, to jakby były 17 latki uwięzione w ciałach kolejno 30, 40, 50 itd latek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka