Dodaj do ulubionych

ścisła humanistka kontra system edukacji

18.02.25, 12:53
Koleżanka anchema odgrzała temat jak właściwie Pyza znalazła się na mat-fizie, a że nie pamiętam by był temu poświęcony osobny wątek, zakładam takowy. Albowiem wciąż naiwnie wierzę, że da się to jakoś wyjaśnić. To wprawdzie już były czasy, kiedy MM pisała różne głupoty, ale jeszcze nie do tego stopnia, by naginać realia.

Dla przypomnienia, w czym problem:
Czytamy, że Pyza, zadeklarowana humanistka, nie dostała się na profil humanistyczny z powodu braku miejsc i w efekcie trafiła do klasy ścisłej. Co jest podwójnie bez sensu, bo, jak już na forum wielokrotnie wspominano, profil z rozszerzeniami z przedmiotów ścisłych jest przeznaczony dla osób mocnych w tych przedmiotach. To nie rezerwa dla niedostatecznie dobrych humanów, taką funkcję w tamtych czasach pełniła klasa ogólna.
Więc po pierwsze, jak Pyza się tam dostała, skoro jest słaba z matmy?
I po drugie, jakim cudem się nie dostała na wymarzony profil? Taka z niej humanistka, że w rankingu wypadła gorzej niż cała reszta klasy? Chyba, że była humanistką nie z zamiłowania, a z przypadku - bo przedmiotów humanistycznych szło jej po prostu nieco lepiej niż z innych. Ale wtedy wracamy do punktu wyjścia - jakim cudem dostała się do ścisłej? W realu taka sytuacja zdarzyłaby się prędzej w odwrotną stronę.

Dyskutowałam z przyjaciółką czy da się jakkolwiek tego bubla wybronić i doszłyśmy do wniosku, że musiałyby zajść następujące warunki:
- Za czasów Pyzy już musiałoby się zdarzać, że dany ogólniak nie miał klasy ogólnej. Za naszych młodych lat już były licea, które ich nie miały. I np. kumpela musiała wybierać profil docelowy plus jakiś zastępczy, na wypadek właśnie nie dostania się na wymarzony (nie wiem co się działo, jak i w rezerwie nie było miejsc). Ja, składając papiery do różnych liceów, dla bezpieczeństwa aplikowałam na wszystkie dostępne profile (albo na tyle, na ile można było naraz według limitu) i ogólnego do wyboru też nie widziałam. Teraz zerknęłam dla pewności na otouczelnie.pl i widzę, że w aktualnej ofercie liceów w różnych miastach też coś tych klas ogólnych nie widać, jakby ich nie było w ogóle (ba-dumc!). Pytanie od kiedy tak jest.
- Szkoła musiałaby stać humanem, a poziom rozszerzeń ścisłych mieć kiepski. Bywa, że rozszerzenia o gorszym poziomie stanowią rezerwę. Aczkolwiek mnie osobiście taka sytuacja wydaje się bardziej prawdopodobna dla jakiejś mniejszej placówki na prowincji (gdzie nie da się przebierać w kadrze), niż dla renomowanego liceum w centrum Poznania.

Zapraszam do wypowiedzi zwłaszcza osoby, które chodziły do szkoły średniej w tamtych latach lub w niej pracowały.

A ja tymczasem, swoim zwyczajem przeciągam post i przechodzę do kolejnego pytania - PO CO autorka w ogóle wymyśliła ten wątek? Jaki to miało cel? Na pewno nie dopisanie Pyzie jakiegoś "życiowego" problemu, bo kłopoty z nauką można mieć niezależnie od profilu (i, btw, byłoby one dużo bardziej realistyczne, gdyby Pyza wylądowała w ogólnej). Padały na forum sugestie, że musiała mieć jakąś okazję, by poznać swojego androidalnego amanta, za mądrego by być w ogólnej. Ale przecież MM wielokrotnie udawało się zapoznawać ze sobą bohaterów, którzy nie chodzili do tej samej klasy, a czasem nawet szkoły (Aniela i Pawełek na wakacjach, grupa ESD na imprezie u wspólnej znajomej, Kreska z Maćkiem przez korki, Elka z Tomkiem przez "pracę", Pulpa, Roma i Flor przez sąsiedztwo i zaprzyjaźnione rodziny, etc.). Więc po co Pyza koniecznie musi być na tym mat-fizie?
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 13:19
      Sprostowanie - Pyza nie była na etapie szkoly podstawowej "słaba z matmy". Wprost przeciwnie, mamy expressis verbis napisane, że zarowno ona, jak i Laura mialy na świadectwach "same szóstki"

      Natomiast faktycznie, niedostanie sie do klasy humanistycznej przez uczennicę szostkowa jest bardziej prawdopodobne chyba tylko od tego, że w jednej z najlepszych szkół w miescie mniej chetnych jest do matfizu 🤣
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 13:58
        iwoniaw napisała:

        > Sprostowanie - Pyza nie była na etapie szkoly podstawowej "słaba z matmy". Wpro
        > st przeciwnie, mamy expressis verbis napisane, że zarowno ona, jak i Laura mial
        > y na świadectwach "same szóstki"
        >

        Miała je będąc w trzeciej lub czwartej klasie (DP), przez kolejne lata sporo się mogło zmienić. Zwłaszcza, że w I czytamy jak lekcje matematyki wręcz wyniszczają Pyzę psychicznie i z opisu wynikało, że ona prawie nic z nich nie kumała. Wiem, że liceum to wyższa szkoła jazdy niż podstawówka, ale w książce nie było sugerowane, że te problemy to normalka i wiele osób z klasy tak miało. Wręcz przeciwnie, była mowa, że innym szło łatwo, a jedna Pyza nie nadążała.

        > Natomiast faktycznie, niedostanie sie do klasy humanistycznej przez uczennicę s
        > zostkowa jest bardziej prawdopodobne chyba tylko od tego, że w jednej z najleps
        > zych szkół w miescie mniej chetnych jest do matfizu 🤣

        Tu aż się prosi by zmienić wątek problemu z nauką na wątek problemu z wyborem. Wśród osób, które uczą się dobrze ze wszystkiego, zdarzają się takie, które nie mają przy tym jakichś konkretnych preferencji i, w efekcie, trudno im wybrać co chcą w życiu robić, bo ten wybór jest za duży. Pyza mogłaby pójść na mat-fiz, bo to popularne i daje większe możliwości, a potem zorientować się, że choć jest w tym dobra, to w ogóle jej to nie ciekawi, nie czerpie z tego satysfakcji i nie ma w związku z tym żadnego pomysłu na siebie. A Fryc, dajmy na to, pokazałby jej "piękno" astrofizyki i pomógł jej znaleźć tę drogę.
        • ako17 Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 18:02
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


          A Fryc, dajmy na to, pokazał
          > by jej "piękno" astrofizyki i pomógł jej znaleźć tę drogę.

          no to przecież jej pokazał!
          A mała Mila to skąd się niby wzięła, jak nie z "piękna" astrofizyki? A przynajmniej z przyrządów do jej badania...
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 18:59
            ako17 napisała:

            > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
            >
            >
            > A Fryc, dajmy na to, pokazał
            > > by jej "piękno" astrofizyki i pomógł jej znaleźć tę drogę.
            >
            > no to przecież jej pokazał!
            > A mała Mila to skąd się niby wzięła, jak nie z "piękna" astrofizyki? A przynajm
            > niej z przyrządów do jej badania...
            >
            >
            >
            >

            Hyhy, za późno wyartykułował, że nie o to mu chodziło.
            A na poważnie, to właśnie w polubieniu przedmiotów ścisłych i zainteresowaniu astrofizyką tkwił potencjał tego związku, tak żałośnie zmarnowany. MM mogła napisać historię, w której Fryc nie poprzestaje na douczeniu Pyzy do akceptowalnego poziomu, ale autentycznie zaraża ją swoją pasją. I wtedy poszłaby z nim na te studia dlatego, że zafascynowała ją ta dziedzina, a nie po to, by móc polerować jego teleskop w bardziej klimatycznej lokalizacji niż gumiany kołchoz ze strasznym dziadziem.
            • ako17 Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 20:01
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


              > A na poważnie, to właśnie w polubieniu przedmiotów ścisłych i zainteresowaniu a
              > strofizyką tkwił potencjał tego związku, tak żałośnie zmarnowany. MM mogła napi
              > sać historię, w której Fryc nie poprzestaje na douczeniu Pyzy do akceptowalnego
              > poziomu, ale autentycznie zaraża ją swoją pasją. I wtedy poszłaby z nim na te
              > studia dlatego, że zafascynowała ją ta dziedzina, a nie po to, by móc polerować
              > jego teleskop w bardziej klimatycznej lokalizacji niż gumiany kołchoz ze stras
              > znym dziadziem.
              >
              Jak przypuszczam, domyślacie się tu (przynajmniej niektórzy), jak bardzo ja osobiście boleję nad zmarnowanym potencjałem astrofizyka w Jeżycjadzie?
              Już Żaczek i Hajduk ze swoim Feynmanem byli dla mnie spoko, ale prawdziwy ASTROFIZYK, na stypendium w (chyba) NASA?
              Ile ja się spodziewałam po tym bohaterze...
              A okazał się jedynie domyślnym* Porzucaczem Pyz.

              * bo chyba w końcu nawet i to nie
              • shireen_leila_khaled Re: ścisła humanistka kontra system edukacji i USA 24.02.25, 09:00
                ako17 napisała:
                > Jak przypuszczam, domyślacie się tu (przynajmniej niektórzy), jak bardzo ja oso
                > biście boleję nad zmarnowanym potencjałem astrofizyka w Jeżycjadzie?
                > Już Żaczek i Hajduk ze swoim Feynmanem byli dla mnie spoko, ale prawdziwy ASTRO
                > FIZYK, na stypendium w (chyba) NASA?

                - NASA i rzekome stypendium tamże to największy tu bullshit, wielkości czerwonego giganta albo żółtego karła ,
                o wiele większa bzdura niż klasa matfiz dla upośledzonej umysłowo Pyzy w pseudoliceum.
                NASA to nie jest żaden uniwersytet jak Oksford czy Harvard i nie dają tam stypendium jakimś studencikom bez dyplomu z zadupia poznańskiego.
                To jest rządowa agencja kosmiczna, czyli państwowa, takiego jednego państwa co się USA nazywa
                i zarządza nim Pentagon oraz ministrowie rządu USA w ścisłej tajemnicy wojskowej i rządowej
                ze względów zrozumiałych.
                Aby dostać się do naziemnych biur i instytucji NASA czyli do zadań biurowych i studiowania zdjęć z satelit i teleskopów tamże
                należy być albo bardzo wysoko postawionym wojskowym,
                albo już bardzo zasłużonym naukowcem - phD z matmy i astronomii z odp uniwerków to minimum, ściśle objętym kontrolami rządowymi - albo kimś bardzo zaufanym z odp. ministerstwa i nadal kontrolowanym.
                Już dawno minęły czasy ludzkich komputerów czyli geniuszek obliczających ręcznie trajektorie pojazdów
                jak w Hidden Figures w latach 1950-60ych

                A co do nieszczęsnej Pucuni przejawia ona w Jemieninach tak daleko idące upośledzenie umysłowe i rozwojowe, że w realu, poza tym że powtarzalaby pierwszą klasę matfiz 3 lata, taka panna byłaby już przed studniówką kołysała dzieci z wielokrotnych gwałtów przez kolegów z klasy albo i dowolnych starszych facetów. Przecież ona idzie jak kompletnie bezwolny automat, gdzie tylko jej napaleni koledzy chcą i żądają. Słynełaby z tego na całą dzielnicę jako dosłownie Słoneczko Jeżyc :-/
                To mnie raziło strasznie i odrzucało od ponad 20+ lat kiedy przeczytałam ten koszmarny gniot po raz pierwszy
                Koszmarne opko imieninowe w całości do spalenia.
                A tymczasem nie dość że nie zaciążyła przed drugą klasą, to jeszcze dostała się na studia astrofiz i nie odpadła po pierwszym kolosie, to i jeszcze "ona uwiodła" Fryca jak sukub...
    • tilijka123 Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 13:25
      1. Z moich doświadczeń wynika, że klasy humanistyczne były najmniej oblegane, a najtrudniej było dostać się na mat-fiz i biol-chem. W moim roczniku utworzono dodatkową klasę i był to drugi biol-chem. U nas klasy humanistyczne zawsze były mniej liczne. Około 20 osób w klasie podczas gdy w pozostałych profilach było po około 30 osób. Więc sytuacja Pyzy wydaje mi się nierealna.
      2. mam teraz w rodzinie dwóch ośmioklasistów i ostatnio dowiedziałam się, że profili ogólnych już nie ma, podobno obecne przepisy na to nie pozwalają

      • ako17 Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 18:04
        tilijka123 napisała:

        > 1. Z moich doświadczeń wynika, że klasy humanistyczne były najmniej oblegane, a
        > najtrudniej było dostać się na mat-fiz i biol-chem. W moim roczniku utworzono
        > dodatkową klasę i był to drugi biol-chem. U nas klasy humanistyczne zawsze był
        > y mniej liczne. Około 20 osób w klasie podczas gdy w pozostałych profilach było
        > po około 30 osób. Więc sytuacja Pyzy wydaje mi się nierealna.
        > 2. mam teraz w rodzinie dwóch ośmioklasistów i ostatnio dowiedziałam się, że p
        > rofili ogólnych już nie ma, podobno obecne przepisy na to nie pozwalają

        Nie wiem, czy nie ma w ogóle, ale potwierdzam, że 2 lata temu gdy szukałyśmy liceum dla córki, wszystkie klasy w Warszawie miały jakieś profile.
      • agnieszka_azj Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 21.02.25, 17:12
        tilijka123 napisała:


        > 2. mam teraz w rodzinie dwóch ośmioklasistów i ostatnio dowiedziałam się, że profili ogólnych już nie ma, podobno obecne przepisy na to nie pozwalają
        >

        W tej chwili jest tak, że liceum jest kursem przygotowawczym do matury, a profil klasy określa, jakie przedmioty ta klas robi na poziomie rozszerzonym czyli do matury z jakich przedmiotów przygotowuje.
        Nie da się "ogólnie" rozszerzać wszystkiego ani tym bardziej niczego, bo żeby zdać maturę, trzeba przystąpić do jednego egzaminu na poziomie rozszerzonym.
    • przymrozki Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 14:02
      A tutaj jeszcze nieprawdopodobieństwa całej sytuacji dodaje fakt, że to najwyraźniej była jakaś prestiżowa klasa w prestiżowym liceum, wybrał ją wszak sam geniusz i olimpijczyk Fryderyk. Takie klasy zawsze miały wyższy próg wejścia niż klasy humanistyczne, w moich licealnych czasach większość (a czasem wszystkie) miejsca na listach rekrutacyjnych blokowali tam olimpijczycy. Bywało że do dostania się na taki mat-fiz nie wystarczało 100% z egzaminu i same szóstki na świadectwie.
      • iwoniaw Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 14:16
        Ano wlasnie - dlatego dużo bardziej realistyczne i pasujące do koncepcjibfabularnej byloby przedstawienie tegontak, jak wyzej proponuje Kryjówka: Pyza, ogólnie bardzo dobra uczennica, ale bez specjalnej pasji do czegokolwiek, wybiera matfiz jako kierunek "bardziej perspektywiczny" i dostaje się tam, lecz wkrótce widzi, że nie tylko jej to nie cieszy ani ciekawi, ale że potrafiąc rozwiązać zadania ze zbioru jednak odstaje od grona "geniuszy i olimpijczyków". Na co - jak już w I. pokazano - do akcji wkracza Fryderyk, który nie może spokojnie patrzeć, jak Pyziakowna marnuje potencjał itd. itd.

        Względnie mogłaby już ta Pyza iść na human, a z Fryderykiem się zapoznac po prostu jak z kolegą ze szkoły z klasy równoleglej, szkoła w ich wypadku i tak nie odgrywa tak naprawdę żadnej roli w akcji, więc wystarczyloby, że wpadliby na siebie w bufecie, bibliotece, szatni czy innym sekretariacie.
    • kooreczka Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 15:24
      W owym czasie szkoły w dużych miastach bywały wyprofilowane i mogło się zdarzyć, że szkoła humanem stała, a mat-fiz traktowano tam po macoszemu. Tyle, że w takiej szkole nie było Fryderyków.

      Moim zdaniem MM napisało się jedno zdanie za dużo- wystarczyłoby, żeby szóstkowa w podstawówce Pyza poszła na mat-fiz "bo perspektywy", z namowy ojczyma/przybranej siostry, bo czuła się mocna w matematyce i coś jej się podobało- okazuje się, że skok poziomu jest dla niej za duży- upiera się, że da radę zamiast zmienić profil. Od razu +20 do życiowości, i +100 do inteligencji Pyzy. Tylko w takim wypadku troskliwa rodzina powinna się zainteresować i poszukać rozwiązania, chociażby kosztem zmiany szkoły.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 27.02.25, 13:38
        kooreczka napisał:

        > W owym czasie szkoły w dużych miastach bywały wyprofilowane i mogło się zdarzyć
        > , że szkoła humanem stała, a mat-fiz traktowano tam po macoszemu. Tyle, że w ta
        > kiej szkole nie było Fryderyków.
        >

        Z ciekawości, czy jak była szkoła wyprofilowana językowo, to można było liczyć na jakiś program wymiany zagranicznej czy innych bliźniaczych miast? Może pyzata Gąbka Junior miałaby możliwość poprzebywać dłużej z dala od rodzinki i jakoś się rozwinąć? Liznąć świata, poznać ludzi z innego środowiska, nauczyć się czegoś nowego, w ogóle pokazać, że już coś potrafi (język obcy).
        Tak czysto hipotetycznie pytam, nie żeby wysmarować o tym fanfik, skądże znowu...

        > Moim zdaniem MM napisało się jedno zdanie za dużo- wystarczyłoby, żeby szóstkow
        > a w podstawówce Pyza poszła na mat-fiz "bo perspektywy", z namowy ojczyma/przyb
        > ranej siostry, bo czuła się mocna w matematyce i coś jej się podobało- okazuje
        > się, że skok poziomu jest dla niej za duży- upiera się, że da radę zamiast zmie
        > nić profil. Od razu +20 do życiowości, i +100 do inteligencji Pyzy. Tylko w ta

        Oj tak, a przy okazji mielibyśmy ciekawą bohaterkę. Ambitną, upartą, która trochę za dużo od siebie wymaga i uczy się godzić ze swoimi porażkami i momentami słabości.

        > kim wypadku troskliwa rodzina powinna się zainteresować i poszukać rozwiązania,
        > chociażby kosztem zmiany szkoły.

        Może tak napisana Pyza, upierająca się, że da radę, obawiałaby się usłyszeć "a nie mówiliśmy, było iść na humana"? I ukrywałaby jak kiepsko jej idzie?
        • tt-tka Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 27.02.25, 19:42
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


          > Z ciekawości, czy jak była szkoła wyprofilowana językowo, to można było liczyć
          > na jakiś program wymiany zagranicznej czy innych bliźniaczych miast?

          Chodzilam do liceum z rozszerzonym niemieckim (i on byl rozszerzony we wszystkich klasach, human, matfiz, biolchem) i byly wymiany, zarowno indywidualne, jak i grupowe organizowane przez szkole. od drugiej klasy. Co prawda w naszym przypadku to byl enerdowek (druga polowa lat 70-tych), noale

          O ile wiem, nadal sa, szkola zmienila nazwe (z Modzelewskiego na Goethego), ale wymiany utrzymala



        • ako17 Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 27.02.25, 20:48
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          Może pyzat
          > a Gąbka Junior miałaby możliwość poprzebywać dłużej z dala od rodzinki i jakoś
          > się rozwinąć? Liznąć świata, poznać ludzi z innego środowiska, nauczyć się czeg
          > oś nowego,

          np. wyjmowania mentosa z rolki jedną ręką? Albo dwiema, ale w czasie krótszym niż 15 sekund?

          Sorry, musiałam. Ale to jest wyraz mojej osobistej frustracji. Dlaczego astrofizyk i dlaczego akurat do niego ona?
          To już Laurę bym wolała. Może by się nie zsarnowała i nie zdzieciała, tylko, wkurzona, że mąż nie daje jej całej swojej atencji a zbyt dużą część poświęca zgłębianiu tajemnic kosmosu, najpierw robiła inby, że mąż jest za długo w pracy, a jak w domu, to też przy kompie, a nie zachwyca się jej wdziękiem, a potem się wciągnęła w temat?
          Hehe, chciałabym, aby MM napisała coś o astrofizyce. Coś merytorycznego 😈

    • bupu Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 16:13
      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

      >
      >
      > Dyskutowałam z przyjaciółką czy da się jakkolwiek tego bubla wybronić i doszłyś
      > my do wniosku, że musiałyby zajść następujące warunki:
      > - Za czasów Pyzy już musiałoby się zdarzać, że dany ogólniak nie miał klasy ogó
      > lnej. Za naszych młodych lat już były licea, które ich nie miały. I np. kumpela
      > musiała wybierać profil docelowy plus jakiś zastępczy, na wypadek właśnie nie
      > dostania się na wymarzony (nie wiem co się działo, jak i w rezerwie nie było mi
      > ejsc). Ja, składając papiery do różnych liceów, dla bezpieczeństwa aplikowałam
      > na wszystkie dostępne profile (albo na tyle, na ile można było naraz według lim
      > itu) i ogólnego do wyboru też nie widziałam. Teraz zerknęłam dla pewności na ot
      > ouczelnie.pl i widzę, że w aktualnej ofercie liceów w różnych miastach też coś
      > tych klas ogólnych nie widać, jakby ich nie było w ogóle (ba-dumc!). Pytanie od
      > kiedy tak jest.

      Niektóre licea klasy ogólne mają, niektóre nie. Jednakże za moich czasów, a jestem starsza od Rurzy trzy lata, klasy ogólne były standardem.


      > - Szkoła musiałaby stać humanem, a poziom rozszerzeń ścisłych mieć kiepski. Byw
      > a, że rozszerzenia o gorszym poziomie stanowią rezerwę. Aczkolwiek mnie osobiśc
      > ie taka sytuacja wydaje się bardziej prawdopodobna dla jakiejś mniejszej placów
      > ki na prowincji (gdzie nie da się przebierać w kadrze), niż dla renomowanego li
      > ceum w centrum Poznania.

      Ponadto co w takim razie robiłby w tej kiepskiej w ścisłe szkole astrofizyczny gieniuś Schoppe? Nie powinien celować w liceum w którym ścisłowcow się dopieszcza?



      > A ja tymczasem, swoim zwyczajem przeciągam post i przechodzę do kolejnego pytan
      > ia - PO CO autorka w ogóle wymyśliła ten wątek? Jaki to miało cel? Na pewno nie
      > dopisanie Pyzie jakiegoś "życiowego" problemu, bo kłopoty z nauką można mieć n
      > iezależnie od profilu (i, btw, byłoby one dużo bardziej realistyczne, gdyby Pyz
      > a wylądowała w ogólnej). Padały na forum sugestie, że musiała mieć jakąś okazję
      > , by poznać swojego androidalnego amanta, za mądrego by być w ogólnej. Ale prze
      > cież MM wielokrotnie udawało się zapoznawać ze sobą bohaterów, którzy nie chodz
      > ili do tej samej klasy, a czasem nawet szkoły (Aniela i Pawełek na wakacjach, g
      > rupa ESD na imprezie u wspólnej znajomej, Kreska z Maćkiem przez korki, Elka z
      > Tomkiem przez "pracę", Pulpa, Roma i Flor przez sąsiedztwo i zaprzyjaźnione rod
      > ziny, etc.). Więc po co Pyza koniecznie musi być na tym mat-fizie?

      Boooo tak łatwiej? Autorka wyprztykała inwencję twórczą na telenowelową dramę między Robwąsem a Nutrią i na resztę sił nie starczyło?
    • tt-tka Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 17:01
      Pyza musi byc na matfizie z lenistwa altorskiego i z braku wyobrazni (co to w niej sie wszystko miesci) wyz/wym altoressy.
      Toc nawet mnie, realistce bez wyobrazni, natentychmiast nasuwa sie biblioteka szkolna, w ktorej genius i nieudalota nieuchronnie musieliby sie spotkac. Nie mowiac juz o szkolnym korytarzu czy szatni...
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 17:05
        tt-tka napisała:

        > Pyza musi byc na matfizie z lenistwa altorskiego i z braku wyobrazni (co to w n
        > iej sie wszystko miesci) wyz/wym altoressy.
        > Toc nawet mnie, realistce bez wyobrazni, natentychmiast nasuwa sie biblioteka s
        > zkolna, w ktorej genius i nieudalota nieuchronnie musieliby sie spotkac. Nie m
        > owiac juz o szkolnym korytarzu czy szatni...
        >

        Tak mi się podoba to określenie🤭...
    • greta_herbst Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 17:17
      Co do sekcji "po co" to moim zdaniem, MM była już wtedy na etapie "zła szkoła jest zła." Więc klasy są za wielkie, szkoły przepełnione, dyrekcje robią cokolwiek i podejmują głupie decyzje, a Pyza jest przerzucana do niechcianych klas jak kartofel, bez prawa głosu i bez sprawczości. Rodzinie pozostaje załamać bieluśkie arystokratyczne ręce i wyrzekać, że za Dmucha Świętego (albo w Kiejdanach) coś takiego nie miałoby prawa się wydarzyć. Autorka może sobie poulewać na co chce i jak chce, nikt z rodziny nie jest niczemu winien. Wszystko ta zła dzisiejsza szkoła.
      • iwoniaw Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 17:37
        No tak, szkoła jest najgorszym i najopresyjniejszym miejscem co najmniej od Brulionu (choć i Opium nie zostaje duzo w tyle, aczkolwiek mamy tam jeszcze pewne przebłyski normalnosci i optymizmu, przynajmniej inni uczniowie niż glówni bohaterowie nie są jeszcze wyłącznie patologią), a potem z każdym tomem jest w zasadzie tylko gorzej. Co jest tym dziwniejsze, że kolejne pokolenia bohaterow dzielnie podejmują się najszlachetniejszego zawodu - bycia nauczycielem, a i tak nie chroni to instytucji edukacyjnych przed kompletną degrengoladą...
        • greta_herbst Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 18.02.25, 18:35
          iwoniaw napisała:

          > Co jest tym dziwniejsze, że kolejne pokolenia bohaterow dzielnie podejmują się najszlachetniejszego zawodu - bycia nauczycielem, a i tak nie chroni to instytucji edukacyjnych przed kompletną degrengoladą...

          Tak, to też zwróciło moją uwagę. Szczególnie w połączeniu z kompletnie bezobjawowym wykonywaniem przez nich tejże pracy - jednej z najbardziej wymagających, jadących po emocjach, i przenikających do domu, zawód wręcz słynie z tego przecież!
          No bo albo-albo.

          Albo chcemy pokazać, że nasi Bohaterscy Borejkowie tacy dzielni, wspaniali, nie dadzą pogrześć szkoły i chociaż postępuje kompletna degrengolada, to oni własnymi tymi rencami będą przynajmniej bohatersko opóźniać, nieść kaganiec, świecić przykładem itp, jednym słowem chcemy ich ustawić jako tych jedynych sprawiedliwych, ostatnich dobrych nauczycieli. I to nawet by pasowało, skoro Boreje są tacy ostatni sprawiedliwi w każdej innej kwestii już, prawdaż. Oraz, w zasadzie to autorce wolno. Ma prawo przedstawić swoich bohaterów jako ostatnie ostoje.
          Tylko że wtedy niech, do diabła, przedstawia. Niech oni wykonują tę pracę, mają sceny w szkole, demonstrują to bycie dobrymi, rozmawiają z uczniami, nie gardzą młodzieżą na podstawie odzieży (Gaba, wstań jak do ciebie mówię), rozmyślają jak by tu z klasą ugryźć to albo tamto, niech prenumerują "Mentora" i w połowie rozmowy mówią nagle "ej, a to w ogóle jakby podzielić na grupy to by się świetnie sprawdziło do nauki o rzeczy X." Mój eks był nauczycielem z powołania i tak wyglądało życie z nim.

          Albo, chcemy żeby oni byli tymi nauczycielami kajś tam zakulisowo, w czasie pozaantenowym, nie zajmując ani nie przejmując się. Spoko, fikcja zna takie przypadki. Dlaczego wtedy muszą być nauczycielami, a nie, dajmy na to, księgowymi, architektami i mechanikami samochodowymi, tego nie wiem, ale dobra, niech będą.
          Tylko że wtedy proszę mi się nie pluć, że szkoła taka podła i nikt sensowny w niej nie pracuje, skoro z własnych bohaterów zrobiłyśmy nauczycieli-zlewaczy, którzy nic dobrego do własnej instytucji nie wnoszą.
    • kocynder Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 20.02.25, 17:22
      Ja od Pyzy nieco starsza, ale...
      W wielu szkołach nie było klas ogólnych, albo też tzw human to była de facto klasa ogólna, z większym naciskiem na język polski. Tyle, że wówczas to raczej human był miejscem spadów dla tych, co się nie dostali do mat-fiz albo biol-chem. I tu znów - z wyjątkiem szkół, w których ścisła leżały odłogiem, a za to na poziomie olimpijskim stały języki. No, ok, dla dobra narracji możemy przyjąć, że taka właśnie była sytuacja w liceum Róży. Fajnie. Wówczas możliwe, że Róża startowała do humana jako "językowiec", nie dostała się i w ramach spadu wylądowała w mat-fizie. Tylko wówczas rodzi się jeden szkopuł: otóż CO w takim "ogonie" robi gwiazda międzynarodowa fizyki jak Fryc? Bo jego obecność raczej wskazuje, że szkoła była na poziomie mat-fizu zdecydowanie dobrym i bardzo dobrym, a nie na granicy dostania się na polibudę.
      Jedynym co mi przychodzi do głowy, to że Róża chciała do humana, Fryc do mat-fizu, obie klasy były na poziomie bardzo wysokim, przez jakiś błąd w papierach Róża trafiła do mat-fizu, ze względu na stosunek ilości miejsc do chętnych nie mogła się od razu "nawrócić" do humana, miała to naprostować po półroczu, ale zakochawszy się we Frycu... Z tym, że to jest wyjaśnienie trochę z Harlequina, a nie wiem na ile wykonalne... ;)
      • azalia02 Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 25.02.25, 09:49
        Musimy pamiętać, że dyrektorem liceum Róży był Jerzy Hajduk. Fizyk, niegdyś podobno piekielnie zdolny, który z niewiadomych przyczyn zamienił indywidualną karierę naukową na belferkę. I on miałby dopuścić do tego, żeby w jego szkole do klas mat-fiz trafiały jakieś spady, które nie dostały się do humanistycznych, ogólnych czy językowych? Nigdy.
        Sensowne wyjaśnienie sytuacji Róży już zostało tu wskazane. Róża mogła sama zdecydować się na taki profil, gdyż w podstawówce bez problemów przyswajała program matematyki, a przy wyborze studiów taki mat-fiz daje więcej możliwości, niż "czysta" humanistyka. No i okazało się, że wymagania w liceum są zdecydowanie wyższe niż w podstawówce, a do tego nauczyciel jest zainteresowany głównie pracą z tymi najlepszymi. Inni muszą sobie radzić sami, a jak to im wychodzi, to ich sprawa. Uczniowie, którzy byli ogólnie dobrzy "ze wszystkiego", kiedy trafiają w liceum do klas sprofilowanych, nieraz boleśnie przekonują się, że ich świadectwo z czerwonym paskiem tak naprawdę niewiele znaczy. Zwłaszcza w tzw. "dobrych" liceach, gdzie panuje silna konkurencja, nastawienie na wyniki w konkursach, olimpiadach, itp.
        Ale, tak naprawdę, upychanie Róży i Fryca w jednej klasie nie miało sensu. W szkole koedukacyjnej nie ma takich przeszkód, które uniemożliwiłyby chłopakowi poderwanie koleżanki z innej klasy. Chyba że pani MM chodziło o to, żeby Fryckowi łatwiej było zorganizować rowerowe wagary. Jednak przy odrobinie dobrej woli z obu stron dałoby się to przeprowadzić także wówczas, gdyby oboje chodzili do różnych klas.
        • ako17 Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 25.02.25, 10:37
          azalia02 napisała:

          Chyba że pani MM chodziło o to, żeby Fryckowi
          > łatwiej było zorganizować rowerowe wagary. Jednak przy odrobinie dobrej woli z
          > obu stron dałoby się to przeprowadzić także wówczas, gdyby oboje chodzili do r
          > óżnych klas.

          Ewentualnie można było antycypować sytuację z JT i wcisnąć obie klasy do jednej sali na zastępstwo.
          Róża, z braku miejsca, usiadłaby Frycowi na kolanach i zaręczyny gotowe.
    • ako17 Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 25.02.25, 19:20
      - Dziadziu, czy "ścisła humanistka" to oksymoron, czy antynomia?
      Józef spojrzał z uznaniem na Łucję. Była...

      kto chce niech sobie dokończy. Ja już nie mam na to siły ani cierpliwości
    • briar_rose Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 02.03.25, 11:50
      Wiecie, dziwna sytuacja z humanistką w klasie ze ścisłowcami swoją drogą, ale dla mnie nie do pojęcia jest, czemu ona tam w ogóle siedzi i się męczy, skoro sobie nie radzi? Muszę przyznać, że matmy nienawidzę, nie cierpię, zawsze miałam z nią kłopoty i do dziś mam dreszcze na samo wspomnienie :D I gdybym się dowiedziała, że mnie pakują do klasy matematycznej, to bym po prostu zmieniła szkołę. Przecież to chyba lepsze, niż ryzyko, że sobie nie poradzę z nauką, będę leciała na dwójach albo nie daj Boże obleję rok? Zmiana szkoły w porównaniu z tym to pikuś, szczególnie, że Pyza i tak niczym nie ryzykuje, bo bliższych przyjaźni i tak w tej szkole nie ma, a może w nowej zdobyłaby wreszcie kolegów lub koleżanki. Nie mówiąc już o tym, że ta szkoła przedstawiona jest jak jakiś Mordor, więc to żadna strata!
      • greta_herbst Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 02.03.25, 13:11
        > czemu ona tam w ogóle siedzi i się męczy, skoro sobie nie radzi?

        A wyobrażasz sobie Pyzę szczerze i otwarcie przyznającą się rodzinie, że sobie nie radzi? Wyrażającą swoje wątpliwości i domagającą się, by przedsięwzięto kroki mające na celu uwzględnienie jej realnych potrzeb i możliwości? W tej rodzinie?

        Przecież to by wymagało:
        1) przyznania przez Boreyków że samo noszenie dumnego nomen familias (czy jak to tam będzie po łacinie) Boreyko nie oznacza automatycznie perfekcji multidyscyplinarnej,
        2) wysłuchania Pyzy i potraktowania poważnie jej trudności, jako czegoś, co jest walidne i co należy uwzględnić (już widzę tę Milicję, jak przez ściśnięte wargi serdecznie i wspierająco cedzi "ładny mi problem mieć piątkę z matematyki! Twoja mama i wszystkie twoje ciotki dały radę, bierz z nich przykład" jakby to miało być w jakikolwiek sposób pomocne)
        3) działania, i to w dodatku najprawdopodobniej ze strony Gaby, bo licealistka przecież nie może sama sobie powiedzieć "bym zmieniła szkołę" tylko muszą to ogarnąć rodzice, prawda?

        Więc Gaba musiałaby kiwnąć palcem żeby zrobić coś od czego jej córce będzie lepiej, a przecież wszystkie wiemy, co to oznacza. "Yyyyyy, yhyhy, pypypyyyyza, jak mogłaś! Jak mogłaś postawić mnie w sytuacji w której wszyscy wiedzą, że moje dziecko z czymś sobie nie radzi!" Róża NIE UDRĘCZAJ MATKI!!! Grzesiu, herbaty i sałaty, prędko!
        • ako17 Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 02.03.25, 16:35
          greta_herbst napisała:

          > > czemu ona tam w ogóle siedzi i się męczy, skoro sobie nie radzi?
          >
          > A wyobrażasz sobie Pyzę szczerze i otwarcie przyznającą się rodzinie, że sobie
          > nie radzi? Wyrażającą swoje wątpliwości i domagającą się, by przedsięwzięto kro
          > ki mające na celu uwzględnienie jej realnych potrzeb i możliwości? W tej rodzin
          > ie?
          Ja nie.

          >


          >
          > Więc Gaba musiałaby kiwnąć palcem żeby zrobić coś od czego jej córce będzie lep
          > iej, a przecież wszystkie wiemy, co to oznacza. "Yyyyyy, yhyhy, pypypyyyyza, ja
          > k mogłaś! Jak mogłaś postawić mnie w sytuacji w której wszyscy wiedzą, że moje
          > dziecko z czymś sobie nie radzi!" Róża NIE UDRĘCZAJ MATKI!!!

          O nie! na pewno nie! Od udręczania jest Laura, Pyza jest ta dobra i cokolwiek by nie zrobiła (np. przystąpiła do gangu młodocianych, napadających na staruszki, albo zaczęła rozprowadzać w szkole narkotyki), to i tak będzie ta dobra.
          Nawet jej nieślubną ciążę rodzina wytłumaczyła sobie na jej korzyść.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 02.03.25, 19:01
            ako17 napisała:

            > greta_herbst napisała:
            >
            > > > czemu ona tam w ogóle siedzi i się męczy, skoro sobie nie radzi?
            > >
            > > A wyobrażasz sobie Pyzę szczerze i otwarcie przyznającą się rodzinie, że
            > sobie
            > > nie radzi? Wyrażającą swoje wątpliwości i domagającą się, by przedsięwzię
            > to kro
            > > ki mające na celu uwzględnienie jej realnych potrzeb i możliwości? W tej
            > rodzin
            > > ie?
            > Ja nie.
            >
            > >
            >
            >
            > >
            > > Więc Gaba musiałaby kiwnąć palcem żeby zrobić coś od czego jej córce będz
            > ie lep
            > > iej, a przecież wszystkie wiemy, co to oznacza. "Yyyyyy, yhyhy, pypypyyyy
            > za, ja
            > > k mogłaś! Jak mogłaś postawić mnie w sytuacji w której wszyscy wiedzą, że
            > moje
            > > dziecko z czymś sobie nie radzi!" Róża NIE UDRĘCZAJ MATKI!!!
            >
            > O nie! na pewno nie! Od udręczania jest Laura, Pyza jest ta dobra i cokolwiek b
            > y nie zrobiła (np. przystąpiła do gangu młodocianych, napadających na staruszki
            > , albo zaczęła rozprowadzać w szkole narkotyki), to i tak będzie ta dobra.
            > Nawet jej nieślubną ciążę rodzina wytłumaczyła sobie na jej korzyść.
            >
            >
            >
            >

            Z jednej strony się zgadzam, z drugiej wydaje mi się, że z ciążą to była nieco inna sytuacja, bo wynikały z niej konkretne skutki uboczne, potencjalnie korzystne dla Borejków.
            Pyza dosłownie powtarzająła dzieje swojej matki. Mogli uznać, że zostanie na Rusfelta już na zawsze, tak jak Gaba (zwłaszcza, że nie miała żadnego innego planu na życie). I w efekcie będzie kolejna darmowa niańka wspólnych dzieci, a w przyszłości też seniorów. Plus ewentualnie gosposia całej rodziny (Grzesiu też nie jest wieczny).
            A co Borejki mogłyby mieć z Pyzy nie zdającej do następnej klasy lub Pyzy zmieniającej szkołę? Chyba tylko złośliwą anegdotę do opowiadania, taką powtórkę z matury Patrycji.
          • greta_herbst Re: ścisła humanistka kontra system edukacji 03.03.25, 14:54
            > O nie! na pewno nie! Od udręczania jest Laura, Pyza jest ta dobra i cokolwiek by nie zrobiła (np. przystąpiła do gangu młodocianych, napadających na staruszki, albo zaczęła rozprowadzać w szkole narkotyki), to i tak będzie ta dobra.
            Nawet jej nieślubną ciążę rodzina wytłumaczyła sobie na jej korzyść.

            No właśnie tego nie wiemy, bo wydaje mi się że nigdy nic nie zrobiła takiego, czego by rodzina od niej nie chciała? Jej jedyny "wybryk" to jest zrobienie tego, co i tak by miała psi obowiązek zrobić, tylko wcześniej?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka