bupu
26.04.25, 13:50
Inaczej zwane berechreściem. Człowiek w trakcie życia w nie obrasta, każdy człowiek z wyjątkiem Borejków. Borejki nie obrastają, każda przprowadzka to trzy walizeczki na krzyż.
Weźmy Larwę. Przeprowadzka do Szaletu w jeden wieczór, jednym obrotem furgonetki. A tu do spakowania książki, płyty, nuty, durnostojki, kosmetyki, ciuchy letnie i zimowe, stroje sceniczne, które niekoniecznie należy kolanem w walizce... W jeden wieczór, spakowanie, przewóz i wypakowanie WSZYSTKIEGO.
Albo Rurza z przychówkiem i mieniem z ponad dekady mieszkania w UK. Książki, odzież, zaraz, odzież Fryca też pojechała do Poznania? Jego rzeczy osobiste? Bo nie leciał raczej do Houston ciężarówką?Bambetle kuchenne, miksery, malaksery i inne kiczen ajdy. Sprzęt rtv. Ręczniki, bielizna pościelowa, zabawki, pamiątki, duperele. Jak to WSZYSTKO przewieziono i gdzie to się zmieściło na Roosevelta?
Albo Grzegorz po slubie z Gąbką. Wrzuca do malucha trochę książek i walizkę ciuchów i już. Pozamiatane. Nędzną musiał mieć biblioteczkę skoro mu się w całości zmieściła do malucha. I zero zimowej odzieży jak mniemam, ona zajmuje mnóstwo miejsca.
Albo Gabbonowie w CZ. Upchneli dorobek wspólnego ćwierćwiecza w samochód, tak na jeden raz, spacerkiem, rozumicie, te wszystkie podwójne nowości wydawnicze, gacie, służbową makulaturę, zdjęcia w ramkach, buty i ulubione kubeczki i co tylko. I jeszcze im zostało miejsce w bagażniku na pręgierz mentalny. Szesnastokołowcwm jeżdżą?