matylda1001
15.11.12, 22:58
"Milczący dotychczas egiptolog zakomenderował, przeciwnicy wycelowawszy pistolety ruszyli. Baron zmierzył Wokulskiemu w prawy obojczyk i zniżając pistolet, delikatnie przycisnął cyngiel. W ostatniej chwili pochyliły mu się binokle; pistolet zboczył na włos, wypalił i - kula przeleciała o kilka cali od ramienia Wokulskiego.
Baron zasłonił twarz lufą i patrząc spoza niej myślał: Nie trafi osioł... Mierzy w głowę..."
Nagle uczuł mocne uderzenie w skroń; zaszumiało mu w uszach, czarne płatki przeleciały przed oczyma... Wypuścił broń z ręki i przyklęknął.
- W głowę!... - krzyknął ktoś.
Wokulski rzucił pistolet na ziemię i zeszedł z mety. Wszyscy pobiegli do klęczącego barona, który jednakże zamiast umierać, mówił wrzaskliwym głosem:
- Szczególny wypadek! Mam dziurę w twarzy, ząb wybity, a kuli nie widać... Przecie jej nie połknąłem..."
Wtedy egiptolog podniósł i obejrzał starannie pistolet barona.
- A!... - zawołał - to jasne... Kula w pistolet, a zamek w szczękę... Pistolet zdezelowany; bardzo interesujący strzał..."
Baron zasłonił twarz lufą, czyli trzymał pistolet na wysokości twarzy. Kula trafiła w pistolet, czyli baron dobrze dostrzegł, że Wokulski celuje w jego głowę. Gdyby nie ten pistolet, to nie skończyłoby się na wybitym zębie. Czyżby Wokulski naprawdę chciał zabić tego biednego barona? Po co? przecież pojedynek miał być "do pierwszej krwi" Mógł celować w bardziej bezpieczną część ciała, a też by wygrał. Baron nie miał takich morderczych zapędów w stosunku do Wokulskiego.
Przy okazji... Na ziemiach polskich pojedynki zostały zakazane już w XVI wieku i zagrożone karą śmierci. Zaborcy podtrzymali ten zakaz, a skoro były zakazane, to za udział musiała grozić kara. Mimo to, te barbarzyńskie spektakle, odbywały się bardzo często. To zrozumiałe, że ranny baron nie pobiegł ze swoim zębem do cyrkułu (podarował go Izabeli:) ale co by się stało z Wokulskim, gdyby baron jednak zginął z jego ręki?