Dodaj do ulubionych

terapie dla Borejkówien

19.07.25, 15:27
Która z czterech Borejkówien, w wieku 30 czy 40 lat udałaby się na terapię i co by wyszło na tej terapii?

U Gabrieli to, ze w wieku 17 lat miała na głowie ojca i trzy siostry kiedy mama była w szpitalu?
Ida - to, że była w cieniu swojej starszej siostry, zrównoważonej, silnej i takiej, której rodzice na więcej pozwalali (na przykład iśc na prywatkę do Joanny)?
Natalia - że czuła się niedoceniana przez ojca, który chciał syna a nie córkę, dlatego mając 7 lat mówiła o sobie w rodzaju męskim?
Patrycja - ona chyba nie miała powodu do terapii, najmłodsza, najwięcej jej uchodziło, z pozytywnym charakterem, atrakcyjna ze złotymi loczkami i cerą jak alabaster.

Ogólnie ciekawe, czy one były jako dorosłe takie jakie byly, ot po prostu, czy, że wychowały się w takiej rodzinie?

Obserwuj wątek
    • mroczny_chomik_zaglady Re: terapie dla Borejkówien 19.07.25, 15:39
      Wychowując się w patologicznej rodzinie dziecko przejmuje postawy patologiczne i uważa je za normalne. Na moje niewprawne oko ŻADNA z Borejkówien normalna nie ma prawa być. Ponadto nie widzę Borejkówien na terapii, bo jak? Gabzon miałby spojrzeć na swoje błędy życiowe i przyznać,że jest uzależniona od rodziców w sensie psychicznym? No w życiu. Ida? Miałaby się przyznać,że w ramach postawy obronnej na stare lata zamieniłą się w chamówę z nieuleczalną biegunką werbalną bo wzięła przyklad z tatusia- melepety? Matołalia? Zestrachana sirota która potrafi głównie uciekać i tak średnio sobie radzi z krytyką i problemami? No i Pulpa miałąby się przyznać po dobroci że dałą się wmanewrować w nader parszywą sytuację gdzie "kochana rodzinka" zwala jej się na łeb właściwie na zawsze, wymaga obsługi i obskakiwania a w zamian nawet głupiej propozycji pomocy nie usłyszy? Kompletnie tego nie widzę bo pierwszym krokiem do powodzenia terapii jest uświadomienie SOBIE w jak chorej syuacji człowiek się znajduje no i chęć zmianty tejże sytuacji a tu NIKOMU to nie przeszkadza...
      • briar_rose Re: terapie dla Borejkówien 19.07.25, 15:49
        mroczny_chomik_zaglady napisała:

        > Wychowując się w patologicznej rodzinie dziecko przejmuje postawy patologiczne
        > i uważa je za normalne. Na moje niewprawne oko ŻADNA z Borejkówien normalna n
        > ie ma prawa być. Ponadto nie widzę Borejkówien na terapii, bo jak? Gabzon miałb
        > y spojrzeć na swoje błędy życiowe i przyznać,że jest uzależniona od rodziców w
        > sensie psychicznym? No w życiu.

        Gaba o sobie w "Noelce":

        Ale, jak sama często stwierdzała ze zdziwieniem, duchem zakotwiczyła się, ot, gdzieś tak – na siedemnastym roku życia. I w ogóle trzymała się nieźle.

        To bardzo trafne stwierdzenie, bo ona rzeczywiście duchem zakotwiczyła się gdzieś na siedemnastym roku życia, mentalnie, emocjonalnie, rozwojowo... To nie Gabriela Pyziak ani Stryba. Na zawsze zostanie Gabrysią Borejko, dla której najważniejszymi rolami w życiu jest bycie Córką i może trochę Siostrą. Nigdy Żoną czy Matką.
        • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 19.07.25, 16:06
          briar_rose napisał(a):


          > To bardzo trafne stwierdzenie, bo ona rzeczywiście duchem zakotwiczyła się gdzi
          > eś na siedemnastym roku życia, mentalnie, emocjonalnie, rozwojowo... To nie Gab
          > riela Pyziak ani Stryba. Na zawsze zostanie Gabrysią Borejko, dla której najważ
          > niejszymi rolami w życiu jest bycie Córką i może trochę Siostrą. Nigdy Żoną czy
          > Matką.

          Może przez to, że była opiekunką dla młodszych sióstr?
          I pod wielkim wpływem ojca, aby mu się podświadomie przypodobać, czytała te wszystkie Plutarchy i latała obcięta jak chłopak w spodniach i koszuli w krate, nie przechodząc mlodzieńczego buntu, czy nawet przygód ze słuchaniem muzyki pop czy punkowej, albo eksperymentując z kosmetykami, makijażem.
          Od razu natomiast wskoczyła w roe żony i matki.
          • bupu Re: terapie dla Borejkówien 19.07.25, 16:35
            subskrybcja napisała:

            >
            > Od razu natomiast wskoczyła w roe żony i matki.


            Uh, Gaba? Gaba żoną i matką jest nominalnie, de facto zaś traktuje dzieci jak młodsze rodzeństwo, a męża jak taboret, ma stać w kącie i nie przeszkadzać.
            • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 11:57
              bupu napisała:

              > subskrybcja napisała:
              >
              > >
              > > Od razu natomiast wskoczyła w roe żony i matki.
              >
              >
              > Uh, Gaba? Gaba żoną i matką jest nominalnie, de facto zaś traktuje dzieci jak m
              > łodsze rodzeństwo, a męża jak taboret, ma stać w kącie i nie przeszkadzać.
              >
              Yep. Gaba Gabulina.
              Była lewdo co po 20 stce a już z dzieckiem i zaobrączkowana z Pyziakiem.
              Ona nie miała okresu stydiów, pierwszej pracy, relacji z meżczyznami, randkowania. przechodzenia ze związku w związek... ona związała sie ze swoim pierwszym chłopakiem, nie poznawszy właściwie kim jest i czego by chciała.
              A potem na kolejne 40 lat utknęła na R5.
              To, ze z drugim mężem (po 40) nadal mieszkała z rodzicami - to nie było do końca normalne.
              I w ostatnim tomie, gdy wszyscy przeprowadzają się do Patrycji - to też nie jest normalne.
              • bupu Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 14:57
                subskrybcja napisała:

                >
                > Yep. Gaba Gabulina.
                > Była lewdo co po 20 stce a już z dzieckiem i zaobrączkowana z Pyziakiem.
                > Ona nie miała okresu stydiów, pierwszej pracy, relacji z meżczyznami, randkowan
                > ia. przechodzenia ze związku w związek... ona związała sie ze swoim pierwszym c
                > hłopakiem, nie poznawszy właściwie kim jest i czego by chciała.

                To się zgadza, niemniej ani w rolę matki, ani żony Gaba tak naprawdę nigdy nie weszła. Studia zaś przerwała na własne życzenie.
                • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 15:19
                  bupu napisała:

                  > subskrybcja napisała:
                  >
                  > >
                  > > Yep. Gaba Gabulina.
                  > > Była lewdo co po 20 stce a już z dzieckiem i zaobrączkowana z Pyziakiem.
                  > > Ona nie miała okresu stydiów, pierwszej pracy, relacji z meżczyznami, ran
                  > dkowan
                  > > ia. przechodzenia ze związku w związek... ona związała sie ze swoim pierw
                  > szym c
                  > > hłopakiem, nie poznawszy właściwie kim jest i czego by chciała.
                  >
                  > To się zgadza, niemniej ani w rolę matki, ani żony Gaba tak naprawdę nigdy nie
                  > weszła. Studia zaś przerwała na własne życzenie.

                  Ależ weszła, tylko nie bardzo jej to jak widac wyszło.
                  Rola matki i żony bywa po prostu niezupełnie udana, co nie znaczy, ze ktoś nie ma roli żony i matki.
              • tt-tka Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 15:05
                subskrybcja napisała:

                > bupu napisała:
                >
                > > subskrybcja napisała:
                > >
                > > >
                > > > Od razu natomiast wskoczyła w roe żony i matki.
                > >
                > >
                > > Uh, Gaba? Gaba żoną i matką jest nominalnie, de facto zaś traktuje dzieci
                > jak m
                > > łodsze rodzeństwo, a męża jak taboret, ma stać w kącie i nie przeszkadzać
                > .
                > >
                > Yep. Gaba Gabulina.

                NIGDY gabochlon nie wskoczyl w role zony i matki, i nawet nie zamierzal. Ona od zawsze i do konca jest corka swoich rodzicow, na dalszym miejscu siostra swoich siostr i na tym koncza sie jej role. Jak sie przypaleta cos dodatkowego, czy to maz, czy to dziecko, gabon natychmiast wciela toto w swoja rodzine zasadnicza. Nie da sie wcielic - won.
                • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 15:22
                  tt-tka napisała:

                  > NIGDY gabochlon nie wskoczyl w role zony i matki, i nawet nie zamierzal. Ona od
                  > zawsze i do konca jest corka swoich rodzicow, na dalszym miejscu siostra swoic
                  > h siostr i na tym koncza sie jej role. Jak sie przypaleta cos dodatkowego, czy
                  > to maz, czy to dziecko, gabon natychmiast wciela toto w swoja rodzine zasadnicz
                  > a. Nie da sie wcielic - won.


                  Weszła, Matki nie zawsze sa dobrymi matkami, a żony żonami, co nie znaczy, ze nimi nie są.
                  Na tej zasadzie pyziak nie był ojcem. Był, co prawda marnym, a przynajmniej tak przedstawiony w książkach, ale był.
                  Co ciekawe. Grzegorz, mimo, ze był dobry dla dziewczynek, to tak naprawde dla nich ojcem nigdy nie był. chociaż zdarza się, ze dzieci traktują drugiego meza matki jak ojca, chociaż wiedzą, ze to nie ich biologiczny ojciec, ale tak nie było w przypadku Tygrysa i Róży. Ciekawe, czy on miał cokolwiek do powiedzenia w kwestii ich wychowania, nauki, szkoły, ciekawe, czy chadzał do nich na wywiadówki, czy po prostu nył tam jak starszy brat, kuzyn, wujek, mąż ich matki - nie przeszkadzający im ale tez nie ingerujący.
                  • tt-tka Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 19:11
                    subskrybcja napisała:



                    >
                    > Weszła, Matki nie zawsze sa dobrymi matkami, a żony żonami, co nie znaczy, ze n
                    > imi nie są.

                    Matka/zona niedobra/nieudana a matka/zona nieobecna to dwie rozne sytuacje (w tym przypadku postawy). Ona nie jest ani zona, ani matka, nawet jesli stan cywilny ma "mezatka", to faktyczny "stanu wolnego".


                    > Na tej zasadzie pyziak nie był ojcem. Był, co prawda marnym, a przynajmniej tak
                    > przedstawiony w książkach, ale był.

                    Nie bylo go. Ojciec obecny w zyciu corki dwa razy na dwadziescia piec lat to ojciec nieistniejacy.

                    Odrozniamy dawce nasienia/dawczynie jajeczka od rodzica.


                    > Co ciekawe. Grzegorz, mimo, ze był dobry dla dziewczynek, to tak naprawde dla n
                    > ich ojcem nigdy nie był.

                    A co w tym ciekawego ? Ameba rodzicielska, dla rodzonej corki tak samo nigdy nie byl ojcem, a dla rodzonego syna postanowil nim pobyc, gdy synowi stuknelo dwadziescia kilka latek.


                    > Ciekawe, czy on miał cokolwiek do powiedzenia w
                    > kwestii ich wychowania, nauki, szkoły, ciekawe, czy chadzał do nich na wywiadów
                    > ki, czy po prostu nył tam jak starszy brat, kuzyn, wujek, mąż ich matki - nie p
                    > rzeszkadzający im ale tez nie ingerujący.

                    Ciekawi cie, to przeczytaj jezycjade. Tam masz bardzo dokladna odpowiedz.
                    • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 21:14
                      tt-tka napisała:

                      > Ciekawi cie, to przeczytaj jezycjade. Tam masz bardzo dokladna odpowiedz.


                      Nie.
                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 23:33
                    subskrybcja napisała:

                    > tt-tka napisała:
                    >
                    > > NIGDY gabochlon nie wskoczyl w role zony i matki, i nawet nie zamierzal.
                    > Ona od
                    > > zawsze i do konca jest corka swoich rodzicow, na dalszym miejscu siostra
                    > swoic
                    > > h siostr i na tym koncza sie jej role. Jak sie przypaleta cos dodatkowego
                    > , czy
                    > > to maz, czy to dziecko, gabon natychmiast wciela toto w swoja rodzine zas
                    > adnicz
                    > > a. Nie da sie wcielic - won.
                    >
                    >
                    > Weszła, Matki nie zawsze sa dobrymi matkami, a żony żonami, co nie znaczy, ze n
                    > imi nie są.
                    > Na tej zasadzie pyziak nie był ojcem. Był, co prawda marnym, a przynajmniej tak
                    > przedstawiony w książkach, ale był.
                    > Co ciekawe. Grzegorz, mimo, ze był dobry dla dziewczynek, to tak naprawde dla n
                    > ich ojcem nigdy nie był. chociaż zdarza się, ze dzieci traktują drugiego meza m
                    > atki jak ojca, chociaż wiedzą, ze to nie ich biologiczny ojciec, ale tak nie by
                    > ło w przypadku Tygrysa i Róży. Ciekawe, czy on miał cokolwiek do powiedzenia w
                    > kwestii ich wychowania, nauki, szkoły, ciekawe, czy chadzał do nich na wywiadów
                    > ki, czy po prostu nył tam jak starszy brat, kuzyn, wujek, mąż ich matki - nie p
                    > rzeszkadzający im ale tez nie ingerujący
                    .

                    Przecież to wszystko wiadomo. Myśmy miliony razy wspominali na forum różne zachowania Grzegorza wobec pasierbic, widoczne w kolejnych tomach. Każdy, kto czytał tomy, w których te postacie występują, wie jak wyglądała ich relacja.
                    • tt-tka Re: terapie dla Borejkówien 21.07.25, 00:16
                      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:



                      > Przecież to wszystko wiadomo. Myśmy miliony razy wspominali na forum różne zach
                      > owania Grzegorza wobec pasierbic, widoczne w kolejnych tomach. Każdy, kto czyta
                      > ł tomy, w których te postacie występują, wie jak wyglądała ich relacja.

                      Najwyrazniej dyskutantka nie tylko j, ale i forum nie czytala...
                      • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 21.07.25, 10:33
                        tt-tka napisała:

                        > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                        >
                        >
                        >
                        > > Przecież to wszystko wiadomo. Myśmy miliony razy wspominali na forum różn
                        > e zach
                        > > owania Grzegorza wobec pasierbic, widoczne w kolejnych tomach. Każdy, kto
                        > czyta
                        > > ł tomy, w których te postacie występują, wie jak wyglądała ich relacja.
                        >
                        > Najwyrazniej dyskutantka nie tylko j, ale i forum nie czytala...

                        Czytała tylk merytoryczne wypowiedzi, a nie komentarzye zgryzliwych bab.

                        A przeczytać całe forum i wszystkie wątki, kto to ma na to czas oprócz emerytek.
                        • tt-tka Re: terapie dla Borejkówien 21.07.25, 12:09
                          subskrybcja napisała:


                          > Czytała tylk merytoryczne wypowiedzi, a nie komentarzye zgryzliwych bab.,
                          ,
                          Nie czytala. Gdyby czytala chocby merytoryczne, wiedzialaby, czego w tych ksiazkach nie ma, a co jest.


                          >
                          > A przeczytać całe forum i wszystkie wątki, kto to ma na to czas oprócz emerytek
                          > .

                          To moze pojaw sie tu, jak osiagniesz wiek emerytalny i znajdziesz czas na przeczytanie ? Bo nam szkoda czasu na rozmowy z kims, kto nie wie, ale sie wypowie.

                          • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 21.07.25, 12:35
                            tt-tka napisała:

                            > subskrybcja napisała:
                            >
                            >
                            > > Czytała tylk merytoryczne wypowiedzi, a nie komentarzye zgryzliwych bab.,
                            > ,
                            > Nie czytala. Gdyby czytala chocby merytoryczne, wiedzialaby, czego w tych ksiaz
                            > kach nie ma, a co jest.
                            >
                            >
                            > >
                            > > A przeczytać całe forum i wszystkie wątki, kto to ma na to czas oprócz em
                            > erytek
                            > > .
                            >
                            > To moze pojaw sie tu, jak osiagniesz wiek emerytalny i znajdziesz czas na przec
                            > zytanie ? Bo nam szkoda czasu na rozmowy z kims, kto nie wie, ale sie wypowie.


                            Na emeryturze bede miała inne zajecia. Może polecę do Australii i będe polowac na kangury? Kto wie?
                            Albo założe przytułek dla kotów gdzies na Podlasiu.
                            Albo naucze się w końcu gotować grochówki?

                            Póki co korzystam ze słońca i podczytuje jakże miłe forum :)
                            • tt-tka Re: terapie dla Borejkówien 21.07.25, 13:42
                              Podczytuj na zdrowie. Ale z pisaniem wstrzymaj sie, poki nie dowiesz sie, o czym wlasciwie piszesz.
                    • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 21.07.25, 10:30
                      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                      > Przecież to wszystko wiadomo. Myśmy miliony razy wspominali na forum różne zach
                      > owania Grzegorza wobec pasierbic, widoczne w kolejnych tomach. Każdy, kto czyta
                      > ł tomy, w których te postacie występują, wie jak wyglądała ich relacja.

                      Niby było wspomniane.
                      jednak brakowało sceny typu: jest wywiadówka a Gaba jest chora. w delegacji, robi remont Gizeli w Pobiedziskach (żartuję), cokolwiek słowem nie da rady fizycznie przyjść i wtedy idzie Grzegorz. Albo jest kłótnia na zasadzie: to nie moje córki, nie będe tam chodził do szkoły.
                      • k4ngur_rudy Re: terapie dla Borejkówien 26.07.25, 03:11
                        subskrybcja napisała:

                        >
                        > Niby było wspomniane.
                        > jednak brakowało sceny typu: jest wywiadówka a Gaba jest chora. w delegacji, ro
                        > bi remont Gizeli w Pobiedziskach (żartuję), cokolwiek słowem nie da rady fizycz
                        > nie przyjść i wtedy idzie Grzegorz. Albo jest kłótnia na zasadzie: to nie moje
                        > córki, nie będe tam chodził do szkoły.

                        Wątpliwe. Jakby Gaba nie mogła iść, poszedłby Ignacy albo Mila. Jeśli oni też by odpadli, to któraś z sióstr. Albo Baltona, albo jakaś uczynna sąsiadka. Naprawdę wątpię, żeby kolejka w końcu dotarła do Grzegorza;)

                        • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 26.07.25, 18:44
                          k4ngur_rudy napisał(a):


                          >
                          > Wątpliwe. Jakby Gaba nie mogła iść, poszedłby Ignacy albo Mila. Jeśli oni też b
                          > y odpadli, to któraś z sióstr. Albo Baltona, albo jakaś uczynna sąsiadka. Napra
                          > wdę wątpię, żeby kolejka w końcu dotarła do Grzegorza;)
                          >

                          Albo Cesia, Bebe,, czy kreska, która specjalnie przyjechałaby z Francji.
          • k4ngur_rudy Re: terapie dla Borejkówien 26.07.25, 02:30
            subskrybcja napisała:

            >
            > Może przez to, że była opiekunką dla młodszych sióstr?
            > I pod wielkim wpływem ojca, aby mu się podświadomie przypodobać, czytała te wsz
            > ystkie Plutarchy i latała obcięta jak chłopak w spodniach i koszuli w krate, ni
            > e przechodząc mlodzieńczego buntu, czy nawet przygód ze słuchaniem muzyki pop c
            > zy punkowej, albo eksperymentując z kosmetykami, makijażem.
            > Od razu natomiast wskoczyła w roe żony i matki.

            Trudno powiedzieć, żeby była opiekunką dla młodszych sióstr. Mila siedziała w domu i zajmowała się dziećmi i całą codziennością. Opiekę nad siostrami Gaba przejęła dopiero w czasie pobytu matki w szpitalu. Co do osobowości Gaby, to zostało to przedstawione w ten sposób, że ona lubi czytać Arystotelesa, bo ją to interesuje, a lata w dżinsach i koszuli w kratę, bo jej tak wygodnie. Jakoś nie odnosiłam wrażenia, żeby robiła cokolwiek, by przypodobać się na ojcu - np. z wielkim zapamiętaniem rąbała w kosza, czym na pewno nie nabijała sobie u niego punktów. Być może jednak masz trochę racji, że w czytaniu starożytnych mogło być drugie dno. Może nie tyle chęć przypodobania się ojcu, co w ogóle nawiązania z nim kontaktu. Ignaca w zasadzie nie interesowało nic poza jego lekturami i na codzień ledwo zauważał swoje córki, więc umiejętność rozmowy z nim na jedyny temat, na jakim potrafił skupić uwagę to być może jedyny sposób na zacieśnienie więzi.
            • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 26.07.25, 17:43
              k4ngur_rudy napisał(a):

              Może nie tyle chęć przypodobania się ojcu, co w ogóle nawiązania z
              > nim kontaktu. Ignaca w zasadzie nie interesowało nic poza jego lekturami i na c
              > odzień ledwo zauważał swoje córki, więc umiejętność rozmowy z nim na jedyny tem
              > at, na jakim potrafił skupić uwagę to być może jedyny sposób na zacieśnienie wi
              > ęzi.


              Coś w tymm stylu. O sporcie raczej z nim nie rozmawiała. nie wiadomo też, czy on był typem, który pogra z dziećmi w piłkę, nauczy pływac czy pojezdzi z nimi na rowerze.
              O chłopakach z nim przeciez nie mówiła.
              O sprawach bytowych - o pieniądzach raz próbowała, ale została sprowadzona do parteru, słowami, ze pieniądze zarabia się tylko uczciwie, coś w stylu, dobrzy i przyzwoici ludzie sa biedni.
              O szkole chyba też nie rozmawiali, Ognacy nie wiem, czy ogarniał, do jakich klas chodza jego córki.
              To zostawały dyskusje na tematy antyczne.
              • tt-tka Re: terapie dla Borejkówien 26.07.25, 18:44
                subskrybcja napisała:


                > Coś w tymm stylu. O sporcie raczej z nim nie rozmawiała. nie wiadomo też, czy o
                > n był typem, który pogra z dziećmi w piłkę, nauczy pływac czy pojezdzi z nimi n
                > a rowerze.

                Wiadomo. Jest w jezycjadzie, co Ygnac z dziecmi robil i czego nie robil.


                > O szkole chyba też nie rozmawiali, Ognacy nie wiem, czy ogarniał, do jakich kla
                > s chodza jego córki.

                Przeczytaj jezycjade, to bedziesz wiedziala. Bo to tez jest napisane, calkiem jednoznacznie.
                • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 26.07.25, 18:46
                  tt-tka napisała:

                  > subskrybcja napisała:
                  >
                  >
                  > > Coś w tymm stylu. O sporcie raczej z nim nie rozmawiała. nie wiadomo też,
                  > czy o
                  > > n był typem, który pogra z dziećmi w piłkę, nauczy pływac czy pojezdzi z
                  > nimi n
                  > > a rowerze.
                  >
                  > Wiadomo. Jest w jezycjadzie, co Ygnac z dziecmi robil i czego nie robil.
                  >
                  >
                  > > O szkole chyba też nie rozmawiali, Ognacy nie wiem, czy ogarniał, do jaki
                  > ch kla
                  > > s chodza jego córki.
                  >
                  > Przeczytaj jezycjade, to bedziesz wiedziala. Bo to tez jest napisane, calkiem j
                  > ednoznacznie.

                  A co ja pisze? Że nie ogarniał. nie ogarniał to nie ogarniał.
                  Nieogar z niego był. Dobrze że się ożenił, bo sam to by zginął jak mydło w praniu.


                  • tt-tka Re: terapie dla Borejkówien 26.07.25, 18:57
                    Piszesz - i nie tylko w ostatnim poscie - "nie wiem, czy" - no wiec to wszystko, czego nie wiesz, JEST w tych ksiazkach. Zostalo napisane. Wystarczy przeczytac.
    • mircja Re: terapie dla Borejkówien 19.07.25, 18:08
      subskrybcja napisała:

      > Patrycja - ona chyba nie miała powodu do terapii, najmłodsza, najwięcej jej uch
      > odziło, z pozytywnym charakterem, atrakcyjna ze złotymi loczkami i cerą jak ala
      > baster.

      Patrycja miała jakieś nieprawidłowości jako nastolatka. Ja bym chyba podejrzewała jakąś formę "toksycznej pozytywności" - bardzo dokładnie wypierała, że może ją kiedyś spotkać jakieś poważnie dołujące przeżycie (prawdopodobnie również uznawała, że nie może spotkać osób z jej otoczenia). Do tego stopnia, że kiedy Natalia chciała z nią porozmawiać o jej problemach, to Pulpa była wstrząśnięta i zareagowała agresją słowną i fizyczną. Może miało to jakiś związek z tym, że Patrycja w domu miała rolę "maskotki", jak również z pewnymi elementami "toksycznej pozytywności" jakie córkom przekazywała Mila w swoich komunikatach? No ale może Pulpa później uporała się z tym samodzielnie, tym bardziej, że wcześnie zdystansowała się do rodziny i było jej łatwiej niż pozostałym siostrom.
      • briar_rose Re: terapie dla Borejkówien 19.07.25, 18:25
        Coś w tym jest. Mnie mocno poruszyła scena, w której Patrycja widzi Aurelię, załamaną, cierpiącą. Była przecież niewiele starsza, jako dzieci znały się i bawiły. Ale nie podeszła do niej, nie porozmawiała. Pulpecja słysząc o chorobach i śmierci zwalnia kroku i myśli o tym, że nie potrafi współczuć, bo nie lubi strachu, bólu, cierpienia, więc nie chce tego odczuwać i łatwiej po prostu o tym nie myśleć. I skutecznie się jej udaje tego unikać.
      • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 11:58
        mircja napisała:

        > subskrybcja napisała:
        >
        > > Patrycja - ona chyba nie miała powodu do terapii, najmłodsza, najwięcej j
        > ej uch
        > > odziło, z pozytywnym charakterem, atrakcyjna ze złotymi loczkami i cerą j
        > ak ala
        > > baster.
        >
        > Patrycja miała jakieś nieprawidłowości jako nastolatka. Ja bym chyba podejrzewa
        > ła jakąś formę "toksycznej pozytywności" - bardzo dokładnie wypierała, że może
        > ją kiedyś spotkać jakieś poważnie dołujące przeżycie (prawdopodobnie również uz
        > nawała, że nie może spotkać osób z jej otoczenia). Do tego stopnia, że kiedy Na
        > talia chciała z nią porozmawiać o jej problemach, to Pulpa była wstrząśnięta i
        > zareagowała agresją słowną i fizyczną. Może miało to jakiś związek z tym, że Pa
        > trycja w domu miała rolę "maskotki",

        A może po prosty była pozytywna? Sa tacy ludzie, którzy martwią się naprawdę rzadko, a jeśli już coś ich spotka, po początkowym szoku szybko zbieraja się w sobie?
        • mircja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 12:09
          subskrybcja napisała:


          > A może po prosty była pozytywna? Sa tacy ludzie, którzy martwią się naprawdę rz
          > adko, a jeśli już coś ich spotka, po początkowym szoku szybko zbieraja się w so
          > bie?

          I z tej "pozytywności" zaatakowała fizycznie Natalię, kiedy ta delikatnie dała jej do zrozumienia, że chce z nią porozmawiać? W tej scenie jest wyraźnie zaznaczone, że taka zupełnie normalna propozycja Patrycją po prostu wstrząsnęła. I Patrycja wcale nie pozbierała się w sobie przez dłuższy czas, nawet maturę uwaliła, bo nie mogła się skupić na nauce. Nawet na słabą trójkę nie była się w stanie przygotować, a w trakcie egzaminu wybuchnęła płaczem. Z dołka na dobre wyszła dopiero wtedy, gdy miała pewność wzajemności uczuć.
          • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 15:24
            mircja napisała:

            > subskrybcja napisała:
            >
            >
            > > A może po prosty była pozytywna? Sa tacy ludzie, którzy martwią się napra
            > wdę rz
            > > adko, a jeśli już coś ich spotka, po początkowym szoku szybko zbieraja si
            > ę w so
            > > bie?
            >
            > I z tej "pozytywności" zaatakowała fizycznie Natalię, kiedy ta delikatnie dała
            > jej do zrozumienia, że chce z nią porozmawiać? W tej scenie jest wyraźnie zazna
            > czone, że taka zupełnie normalna propozycja Patrycją po prostu wstrząsnęła. I P
            > atrycja wcale nie pozbierała się w sobie przez dłuższy czas, nawet maturę uwali
            > ła, bo nie mogła się skupić na nauce. Nawet na słabą trójkę nie była się w stan
            > ie przygotować, a w trakcie egzaminu wybuchnęła płaczem. Z dołka na dobre wyszł
            > a dopiero wtedy, gdy miała pewność wzajemności uczuć.

            Matury to akurat nie zdała, bo sie nie uczyła, myslała, że uda jej sie jej zwykły "zryw" czyli maksymalne skupienie dwa tygonie przed maturą i zakucie na tyle, że zda egzamin, ale się przeliczyła.
            Ona naprawdę byla po prostu leniwa.
            • mircja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 15:46
              subskrybcja napisała:

              > Matury to akurat nie zdała, bo sie nie uczyła, myslała, że uda jej sie jej zwyk
              > ły "zryw" czyli maksymalne skupienie dwa tygonie przed maturą i zakucie na tyle
              > , że zda egzamin, ale się przeliczyła.
              > Ona naprawdę byla po prostu leniwa.

              Leniwa była, ale na trójkę pewnie by się dała radę nauczyć, gdyby na wiosnę przed maturą nie była w dołku. Bo z książki wynika, że ona wtedy tonęła w przygnębieniu, a nie pławiła się w lenistwie.

              • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 17:48
                mircja napisała:

                > subskrybcja napisała:
                >
                > > Matury to akurat nie zdała, bo sie nie uczyła, myslała, że uda jej sie je
                > j zwyk
                > > ły "zryw" czyli maksymalne skupienie dwa tygonie przed maturą i zakucie n
                > a tyle
                > > , że zda egzamin, ale się przeliczyła.
                > > Ona naprawdę byla po prostu leniwa.
                >
                > Leniwa była, ale na trójkę pewnie by się dała radę nauczyć, gdyby na wiosnę prz
                > ed maturą nie była w dołku. Bo z książki wynika, że ona wtedy tonęła w przygnęb
                > ieniu, a nie pławiła się w lenistwie.

                Jak nastolatka jest przygnębiona czy ma dołek, nie znaczy, że zaraz z tego powodu ma nie zdać.
                Patyrycja po prostu nie zaglądała zbytnio do książek, więc nie mogła zdać.
                Co innego, jakby się uczyła, uczyła, ale jej stan psychiczny by był taki, że by nie mogła przyswoić wiedzy i w rezultacie nie zdała.
                Ona się nie uczyła.

                • mircja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 17:58
                  subskrybcja napisała:


                  > Jak nastolatka jest przygnębiona czy ma dołek, nie znaczy, że zaraz z tego powo
                  > du ma nie zdać.
                  Jak nastolatka ma duży dołek, to może mieć problem, żeby się w tym czasie zmobilizować do nauki. A Patrycja właśnie taki duży dołek miała, wcale nie była taka beztroska, za jaką siebie uważała.
                  • iwoniaw Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 19:52
                    W dodatku, zauważcie, w przypadku Patrycji niezdanie matury to nie byla kwestia "nie uczyla się". Egzamin (prehistorycznego typu, gdy oceniali nauczyciele iczacy w szkole) opisany jest jako łamanie przez komisję wszelkich zasad (pokazywanie palcem błędow i tkwienie nad uczennicą, dopóki ich nie poprawila np.), byle tylko ją "przepchnąć". Pulpa oblala maturę dopiero wtedy, gdy na części ustnej po uslyszeniu pytań "wybuchnęla placzem i wybiegla z sali", nie dając komisji żadnych szans - i ta reakcja dobitnie swiadczy o jej stanie w tamtym momencie.
                    • mircja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 20:23
                      iwoniaw napisała:

                      > W dodatku, zauważcie, w przypadku Patrycji niezdanie matury to nie byla kwesti
                      > a "nie uczyla się". Egzamin (prehistorycznego typu, gdy oceniali nauczyciele ic
                      > zacy w szkole) opisany jest jako łamanie przez komisję wszelkich zasad (pokazyw
                      > anie palcem błędow i tkwienie nad uczennicą, dopóki ich nie poprawila np.), byl
                      > e tylko ją "przepchnąć".
                      Ja bym jeszcze dodała, że wtedy przepychanie uczniów przez maturę było powszechne (zdawałam maturę w tym samym roku co Patrycja). Ktoś z rodziców wynosił zadania, poza salą gdzieś blisko było miejsce dla rozwiązujących i piszących ściągi, które później były dostarczane maturzystom (w mojej szkole uczestniczył w tym nawet ksiądz, bo to mógł przystanąć przy piszącym, pobłogosławić...). Potem wymieniałam swoje doświadczenia ze znajomymi z różnych stron Polski - u nich było podobnie. W tamtych czasach maturę traktowaliśmy jako pewną konieczną formalność, a tym co się naprawdę liczyło były egzaminy wstępne na uczelnie.
                  • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 21:16
                    mircja napisała:


                    > > Jak nastolatka jest przygnębiona czy ma dołek, nie znaczy, że zaraz z teg
                    > o powo
                    > > du ma nie zdać.
                    > Jak nastolatka ma duży dołek, to może mieć problem, żeby się w tym czasie zmobi
                    > lizować do nauki. A Patrycja właśnie taki duży dołek miała, wcale nie była taka
                    > beztroska, za jaką siebie uważała.


                    Miała dołek i się nie uczyła. Jakby miała dołek i się uczyła, to by miała szanse zdać chociaż na 3.
                    A ona to olała. Zaraz się okaże, ze z jej kolegów i koleżanek z klasy, którzy zdali egzamin zdali, bo nikt nie miał tam dołka.
                    Sa po prostu uczniowie leniwi, którym sie nie chce uczyć ale chcieli by zdać, ale to tak nie działa.
                    • mircja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 21:17
                      subskrybcja napisała:


                      > Miała dołek i się nie uczyła. Jakby miała dołek i się uczyła, to by miała szans
                      > e zdać chociaż na 3.
                      > A ona to olała. Zaraz się okaże, ze z jej kolegów i koleżanek z klasy, którzy
                      > zdali egzamin zdali, bo nikt nie miał tam dołka.
                      > Sa po prostu uczniowie leniwi, którym sie nie chce uczyć ale chcieli by zdać, a
                      > le to tak nie działa.
                      A ja mam inne zdanie na ten temat.
                      • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 21.07.25, 10:35
                        mircja napisała:

                        > subskrybcja napisała:
                        >
                        >
                        > > Miała dołek i się nie uczyła. Jakby miała dołek i się uczyła, to by miała
                        > szans
                        > > e zdać chociaż na 3.
                        > > A ona to olała. Zaraz się okaże, ze z jej kolegów i koleżanek z klasy, k
                        > tórzy
                        > > zdali egzamin zdali, bo nikt nie miał tam dołka.
                        > > Sa po prostu uczniowie leniwi, którym sie nie chce uczyć ale chcieli by z
                        > dać, a
                        > > le to tak nie działa.
                        > A ja mam inne zdanie na ten temat.


                        I to jest własnie dobre w forach wyrażenie swojego punktu widzenia.
                        Bez przekonywania, że ty na pewno nie masz racji, a ja mam racje.
                        Moja racja jest większa niż twojsza.



    • tt-tka Re: terapie dla Borejkówien 19.07.25, 19:28
      30, a nawet 40 to one wszystkie juz dawno pokonczyly. Nawet w czasie ksiazkowym - ostatnio widziana w 2017 najmlodsza, Patrycja, ma 44.

      Terapia przydalaby sie kazdej z nich, nie pojdzie na terapie zadna. I nawet siostry nie wysle, bo zadna ani w sobie, ani w siostrach nie dostrzega niczego, co przydaloby sie terapeutyzowac.

      Dla mnie ciekawsze jest inne zagadnienie - ktorej z nich terapia zaszkodzilaby, ktora nie przetrzymalaby innej prawdy o sobie i swojej rodzinie ? i tu stawiam na Gabriele, ktora tak sie juz przywiazala do swojego wizerunku, ze istniec bez niego ani poza nim nie jest w stanie.

      Pulpa, Ida, nawet olewajaca wszystko i wszystkich Mamlalia moglyby imo przejrzec na oczy choc czesciowo, a nawet z tego innego spojrzenia skorzystac. Ale najstarsza nie.
      • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 11:59
        tt-tka napisała:

        > Pulpa, Ida, nawet olewajaca wszystko i wszystkich Mamlalia moglyby imo przejrze
        > c na oczy choc czesciowo, a nawet z tego innego spojrzenia skorzystac. Ale najs
        > tarsza nie.

        Natalia jest najbardziej bezwolna, Uwiódł ją na koncu wąsacz i zakończyła się jej postać w Jeżycjadzie. Odtąd była już tylko mama Szymona i Jędrka, która mieszka gdzieś tam z mężem i czasem odwiedza rodziców.
        • mircja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 12:12
          subskrybcja napisała:

          > Natalia jest najbardziej bezwolna, Uwiódł ją na koncu wąsacz i zakończyła się j
          > ej postać w Jeżycjadzie. Odtąd była już tylko mama Szymona i Jędrka, która mies
          > zka gdzieś tam z mężem i czasem odwiedza rodziców.

          Nie była aż taka bezwolna - Tuniowi i Nerwusowi umiała się przeciwstawić.
          • azalia02 Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 13:19
            mircja napisała:

            > subskrybcja napisała:
            >
            > > Natalia jest najbardziej bezwolna, Uwiódł ją na koncu wąsacz i zakończyła
            > się j
            > > ej postać w Jeżycjadzie. Odtąd była już tylko mama Szymona i Jędrka, któr
            > a mies
            > > zka gdzieś tam z mężem i czasem odwiedza rodziców.
            >
            > Nie była aż taka bezwolna - Tuniowi i Nerwusowi umiała się przeciwstawić.

            Przeciwstawić się? Z Tuniem zerwała w przypływie furii, z Nerwusem - nie pamiętam już, w jakich okolicznościach, lecz z oboma zerwała dlatego, że ograniczali jej wolność, cokolwiek by to znaczyło. Czuła się przytłoczona w tych związkach. OK, może to byli tacy dominatorzy, lecz Nutria nie próbowała się porozumieć, żeby zyskać więcej przestrzeni dla siebie. A przecież dogadywanie się, nieraz wymagające cierpliwości, choćby w tak prostych sprawach, jak spędzić razem wolny dzień, jest jednym z fundamentów związku, kiedy mija faza euforii i zaślepienia. Nutria nie potrafiła wyartykułować, co jej nie odpowiada i czego by chciała, nie przeciwstawiała się w sensie pozytywnym (coś dla ciebie, coś dla mnie, spróbujmy uzgodnić), lecz uciekała. To jest taka pasywna wersja postawy "będzie tak, jak ja chcę, albo nie będzie w ogóle", przy czym to "jak ja chcę" nie jest zakomunikowane wprost. A przecież Nerwus był, według tego, co powiedziała Gabie, połową jej duszy. Zdaje się, że ze swoją duszą Nutria miała niespecjalnie dobry kontakt :)
            • mircja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 13:26
              No nie mówię, że przeciwstawiła się w dobrym i zdrowym stylu. Ale osoba naprawdę bezwolna by się zgodziła na ślub z Tuniem czy Nerwusem, kiedy oni tak się tego domagali, a przy tym rodzina okazywała przychylność dla ich planów małżeńskich.
              • bupu Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 14:53
                mircja napisała:

                > No nie mówię, że przeciwstawiła się w dobrym i zdrowym stylu. Ale osoba naprawd
                > ę bezwolna by się zgodziła na ślub z Tuniem czy Nerwusem, kiedy oni tak się teg
                > o domagali, a przy tym rodzina okazywała przychylność dla ich planów małżeńskic
                > h.


                O planach Tunia rodzina dowiedziała się po tym jak Nutria wybuchła truskawkami, natomiast gdy Nutria zaręczyła się x Filipem, rodzina kłuła ją Zwisłowąsym. Więc o jakiej przychylności mowa?

                Inna sprawa, że osoba bezwolna by niie wybuchała, tylko dałaby się zaciągnąć do ołtarza, patrz Róża, więc tu masz rację.
                • mircja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 16:25
                  bupu napisała:

                  > O planach Tunia rodzina dowiedziała się po tym jak Nutria wybuchła truskawkami,
                  > natomiast gdy Nutria zaręczyła się x Filipem, rodzina kłuła ją Zwisłowąsym. Wi
                  > ęc o jakiej przychylności mowa?
                  >

                  Rodzina wiedziała, że Natalia spotyka się z Tuniem w duchu romantycznym, a akurat u Borejków trudno by było, żeby nie łączyli tego z myślą o widokach na małżeństwo (oboje byli już dorośli). A co do kwestii Roberta, to raz, że pojawił się dopiero po jakimś czasie w życiu uczuciowym Natalii, kiedy ona już była w związku z Filipem, a dwa, że w ogólności rodzina była przychylna, żeby Natalia weszła w związek małżeński (nie mieli ochoty jej zniechęcać, wręcz przeciwnie) i chociaż Filip nie zawsze był najwyżej punktowanym kandydatem, to był traktowany na zasadzie "lepszy taki, niż żaden" i nie było też zniechęcania do jego osoby.
                  • tt-tka Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 17:31
                    Bylo, bylo - "ktos musial przegrac, szkoda, ze to znow on", "wszystkim nam go zal" - to Gabon o Robercie. Do Nutrii. Szczesliwej, zakochanej, pracej do slubu (z Filipem jeszcze wtedy) jak tank. No to po wyszczegolnieniu licznych wad narzeczonego dolozmy jej jeszcze wyraznym wskazaniem, ze rodzina wolalaby Rojka.
                    • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 17:49
                      tt-tka napisała:

                      > Bylo, bylo - "ktos musial przegrac, szkoda, ze to znow on", "wszystkim nam go z
                      > al" - to Gabon o Robercie. Do Nutrii. Szczesliwej, zakochanej, pracej do slubu
                      > (z Filipem jeszcze wtedy) jak tank. No to po wyszczegolnieniu licznych wad narz
                      > eczonego dolozmy jej jeszcze wyraznym wskazaniem, ze rodzina wolalaby Rojka.

                      Jak przegrać. Przecież był już żonaty, miał córkę.
                      To raczej jego ex żonie należy wspólczuc bo Robroj ożenił się z nią z braku laku.

                      Jak Gaba taka dobra, to mogła sama za niego wyjsc :P
                    • mircja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 18:01
                      tt-tka napisała:

                      No to po wyszczegolnieniu licznych wad narz
                      > eczonego dolozmy jej jeszcze wyraznym wskazaniem, ze rodzina wolalaby Rojka.
                      W tej chwili nie przypominam sobie, żeby ktoś z rodziny wyszczególniał Natalii wady narzeczonego, ale może o czymś zapomniałam?
                      • tt-tka Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 18:14
                        Dokladnie w tej scenie - nerwus, wariat, zlosnik i co tam jeszcze...
                        • mircja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 18:16
                          tt-tka napisała:

                          > Dokladnie w tej scenie - nerwus, wariat, zlosnik i co tam jeszcze...
                          >
                          A to nie były słowa Natalii? Może źle zapamiętałam?
                        • tt-tka Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 18:16
                          a, i jeszcze oczywiscie "bedziesz przez niego plakac" :)
                          a moze to Nutria przewiduje, ze bedzie przez niego plakac ? w kazdym razie to ta rozmowa z Gabonem, siostrzyczka wspierajaca, taka jej milicyjna mac. Moze kto ma i zapoda ?
                      • bupu Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 21:22
                        mircja napisała:

                        > tt-tka napisała:
                        >
                        > No to po wyszczegolnieniu licznych wad narz
                        > > eczonego dolozmy jej jeszcze wyraznym wskazaniem, ze rodzina wolalaby Roj
                        > ka.
                        > W tej chwili nie przypominam sobie, żeby ktoś z rodziny wyszczególniał Natalii
                        > wady narzeczonego, ale może o czymś zapomniałam?


                        - On jest młodszy ode mnie.
                        - Wiem.
                        - Złośnik. Wariat. Nerwus.
                        - Jeszcze się przez niego napłaczesz - orzekła Gabrysia.


                        Co prawda to Nutria sama wylicza wady Psychobratka, ale Gabriela ich nie neguje, dokłada za to ponure proroctwo że się Nutria przez swojego swiezutkiego narzeczonego napłacze. A potem dobija nieszczęsną Rojkiem. Iście, aprobata aż trzeszczy.
                        • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 21.07.25, 10:38
                          bupu napisała:

                          > - On jest młodszy ode mnie.
                          > - Wiem.
                          > - Złośnik. Wariat. Nerwus.
                          > - Jeszcze się przez niego napłaczesz - orzekła Gabrysia.



                          Nie żeby cos, ale złośnik, wariat, nerwus - to wypisz wymaluj Ida, co jej się pogłębiło z wiekiem.

                          Ze tez Mareczek jeszcze nie uciekł. Za to tylko śpi.
            • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 15:27


              > Przeciwstawić się? Z Tuniem zerwała w przypływie furii, z Nerwusem - nie pamięt
              > am już, w jakich okolicznościach, lecz z oboma zerwała dlatego, że ograniczali
              > jej wolność, cokolwiek by to znaczyło. Czuła się przytłoczona w tych związkach.
              > OK, może to byli tacy dominatorzy, lecz Nutria nie próbowała się porozumieć, ż
              > eby zyskać więcej przestrzeni dla siebie. A przecież dogadywanie się, nieraz wy
              > magające cierpliwości, choćby w tak prostych sprawach, jak spędzić razem wolny
              > dzień, jest jednym z fundamentów związku, kiedy mija faza euforii i zaślepieni
              > a. Nutria nie potrafiła wyartykułować, co jej nie odpowiada i czego by chciała,
              > nie przeciwstawiała się w sensie pozytywnym (coś dla ciebie, coś dla mnie, spr
              > óbujmy uzgodnić), lecz uciekała. To jest taka pasywna wersja postawy "będzie ta
              > k, jak ja chcę, albo nie będzie w ogóle", przy czym to "jak ja chcę" nie jest z
              > akomunikowane wprost. A przecież Nerwus był, według tego, co powiedziała Gabie,
              > połową jej duszy. Zdaje się, że ze swoją duszą Nutria miała niespecjalnie dobr
              > y kontakt :)

              O właśnie, dobrze napisane.
          • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 15:26
            mircja napisała:

            > subskrybcja napisała:
            >
            > > Natalia jest najbardziej bezwolna, Uwiódł ją na koncu wąsacz i zakończyła
            > się j
            > > ej postać w Jeżycjadzie. Odtąd była już tylko mama Szymona i Jędrka, któr
            > a mies
            > > zka gdzieś tam z mężem i czasem odwiedza rodziców.
            >
            > Nie była aż taka bezwolna - Tuniowi i Nerwusowi umiała się przeciwstawić.Przyparta do muru. To był taki odruch, instynkt. Na ogół uciekała, albo bujała w obłokach kochajac się w wykłaldowcy.
        • tt-tka Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 15:10
          subskrybcja napisała:



          > Natalia jest najbardziej bezwolna,

          Natalia jest najbardziej olewajaca innych, a nie bezwolna. Jak jej, z naciskiem na JEJ, zalezy, to potrafi i skutecznie uciec, i skutecznie dogonic.

          >Uwiódł ją na koncu wąsacz

          Kto tu kogo uwiodl ??? Przeciez on slowa nie potrafil wydusic, dopoki ona go nie doscigla i nie zrobila wyznania :D
          • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 15:28
            tt-tka napisała:

            > subskrybcja napisała:
            >
            >
            >
            > > Natalia jest najbardziej bezwolna,
            >
            > Natalia jest najbardziej olewajaca innych, a nie bezwolna. Jak jej, z naciskie
            > m na JEJ, zalezy, to potrafi i skutecznie uciec, i skutecznie dogonic.
            >
            > >Uwiódł ją na koncu wąsacz
            >
            > Kto tu kogo uwiodl ??? Przeciez on slowa nie potrafil wydusic, dopoki ona go ni
            > e doscigla i nie zrobila wyznania :D


            Ale chodził wzdychał, patrzał i patrzał i ona widziała w nim kogoś znajomego, gogo znała jako 7 latka.
            I był miły. I miał wąsy.

            Jednak romans z Filipem miał potencjał na fajną akcję.
            A z wąsatym zaraz ślub, dzieci i zapełniła ramiona,
        • k4ngur_rudy Re: terapie dla Borejkówien 26.07.25, 03:34
          subskrybcja napisała:

          > Natalia jest najbardziej bezwolna, Uwiódł ją na koncu wąsacz i zakończyła się j
          > ej postać w Jeżycjadzie. Odtąd była już tylko mama Szymona i Jędrka, która mies
          > zka gdzieś tam z mężem i czasem odwiedza rodziców.

          Natalia jest często bierna, ale to wynika raczej z jej niezdecydowania, a nie jakiejś trwałej indolencji. Zanim zda sobie sprawę, czego chce i podejmie decyzję, z reguły musi minąć mnóstwo czasu. Ale jak już się zdecyduje, jest bardzo zdeterminowana. Myślę, że Nutrii terapia mogłaby przynieść dużo pożytku, pomogła jej rozeznać się w swoich emocjach i potrzebach, nauczyć się chronić granice.
    • catwoman21 Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 14:47
      Ida dostała jakiejś obsesji na punkcie szczupłej sylwetki. Świadczy o tym choćby obrażanie pulchnej McDusi. Co wydaje się dziwne, bo Ida nigdy nie miała nadwagi, a w czasach nastoletnich miała nawet kompleksy z powodu zbyt szczupłej sylwetki.
      • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 20.07.25, 15:33
        catwoman21 napisała:

        > Ida dostała jakiejś obsesji na punkcie szczupłej sylwetki. Świadczy o tym choćb
        > y obrażanie pulchnej McDusi. Co wydaje się dziwne, bo Ida nigdy nie miała nadwa
        > gi, a w czasach nastoletnich miała nawet kompleksy z powodu zbyt szczupłej sylw
        > etki.

        Z obrazków w ksiązkach Ida nie jest szczupła, ale chuda, koścista i to nie wygląda dobrze, taka zasuszona.
        I czepia się wygladu córki Kreski, jakby sama nie pamiętała, jak reagowała na przytyki dotyczace własnego wyglądu jak miała 15 lat, Wybitnie nieempatyczna. Ogólnie uważam, ze jej postac została najbardziej zepsuta, bo stała się najzwyczajniej antypatyczna, chociaż w zamyśle pewnie miała być wesoła, narwana i trochę zwariowana,
        To już wolę Gabę, bo Ida 40 plus mnie irytuje swoim gadaniem i podejściem do życia a także swoim traktowaniem innych,
    • k4ngur_rudy Re: terapie dla Borejkówien 26.07.25, 02:36
      subskrybcja napisała:

      > Ida - to, że była w cieniu swojej starszej siostry, zrównoważonej, silnej i tak
      > iej, której rodzice na więcej pozwalali (na przykład iśc na prywatkę do Joanny)
      > ?
      Jakoś nie pasuje mi do Idy określenie, że była w czyimś cieniu. Tym bardziej że często jest tak, że rodzice zwracają bardziej uwagę właśnie nie na tę spokojną, zrównoważoną nastolatkę, ale na tę postrzeloną, która np. strzela focha na wakacjach z rodziną i wraca stopem do domu (czy ja dobrze pamiętam, że to było stopem?)

      A to, że Mila nie pozwoliła Idzie iść na prywatkę do Joanny było akurat zrozumiałe. Po pierwsze, to Gabrysia została zaproszona. Dla mnie to w ogóle dziwny pomysł, żeby wbijać na imprezę "w zastępstwie" siostry, która nie idzie. Po drugie, Ida była młodsza o trzy lata od siostry, więc nic dziwnego, że było jej mniej wolno.
      • subskrybcja Re: terapie dla Borejkówien 26.07.25, 17:36
        k4ngur_rudy napisał(a):


        > Jakoś nie pasuje mi do Idy określenie, że była w czyimś cieniu. Tym bardziej że
        > często jest tak, że rodzice zwracają bardziej uwagę właśnie nie na tę spokojną
        > , zrównoważoną nastolatkę, ale na tę postrzeloną, która np. strzela focha na wa
        > kacjach z rodziną i wraca stopem do domu (czy ja dobrze pamiętam, że to było st
        > opem?)
        >
        > A to, że Mila nie pozwoliła Idzie iść na prywatkę do Joanny było akurat zrozumi
        > ałe. Po pierwsze, to Gabrysia została zaproszona. Dla mnie to w ogóle dziwny po
        > mysł, żeby wbijać na imprezę "w zastępstwie" siostry, która nie idzie. Po drugi
        > e, Ida była młodsza o trzy lata od siostry, więc nic dziwnego, że było jej mnie
        > j wolno.

        To wiem, ale Ida mogła to tak odbierać, a jak już to odbierała w taki sposób mogła sobie myslec, że Gabie wolno więcej, ze z jej zdaniem rodzice sie licza a ona Ida nie jest ważna. Dołóżmy do tego jej etap brzydkiego kaczątka, gdzie czuła sie bardzo brzydka - i poczucie wartości leci jej w dół.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka