bupu
03.05.26, 09:08
Jako że wciąż z powodów natury finansowej muszę nieść dzieciom kaganiec oświaty, oglądałam w czwartek akademię ku czci i z okazji święta trzeciomajowego. Otwierała ją starannie przygotowana inscenizacja pamiętnych zdarzeń z Zamku Królewskiego, na scenę wkroczył zatem król Staś z Kołłątajem, Staszicem i Małachowskim. Wszyscy w perukach, bogatych strojach, Staszic na czarno z księżym kołnierzykiem, król miał oczywiście koronę, płaszcz i szarfę, ale...
Na nogach wszyscy dostojni i strojni panowie mieli adidasy. Wszyscy jak jeden.
Zarżałam w duchu, fizycznie nie wypadało i oczywiście natychmiast przypomniałam sobie jasełka z Pulpecji i uadidaskowione aniołki. Tylko brakowało żeby któraś z rozentuzjazmowanych warszawskich mieszczek trzymała w ramionach zielonego hipopotama, owiniętego w pieluszki.