ksara44 02.12.05, 02:37 ja wlasnie skonczylam i jestem zadowolona, nie moge sie doczekac na Czarna polewke!!! Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
troppo_bella Uwaga, piszę o treści Żaby, kto nie czytał, niech 02.12.05, 13:53 Ja myślę, że jesli ktos nie czytał, to niech nie psuje sobie przyjemności i tu nie zagląda do tego wątku. Uwaga, poniżej piszę o treści "Żaby". Ja jestem na stronie 119, dawkuję sobie przyjemność, ale mam jedną smutna mysl: Ani razu się w głos nie zaśmiałam. Po cichu też nie. Mam nadzieję (jeszcze prawie 100 stron do końca), że zdarzy się jeszcze coś śmiesznego. POza tym: wyraziste i ciekawe charaktery, świetne dialogi, niesamowite sploty ciekawych wydarzeń i zbiegów okoliczności, naprawdę, warto było czekać tyle czasu. A ta nieślubna ciąża i ten triumfalny stosunek Borejków do niej... Miło mnie zaskoczyli, zaiste, w takim klimacie rodzinnym tylko dzieci rodzić. Mało też natrętnej demagogii, jak na razie, mało publicystyki i czarnowidztwa oraz zgorzknienia, co cieszy. Martwi mnie też, że ciągle nie wiadomo, czy: Konrad Bitner zapuścił wąsy Baltona zapuścił wąsy. Pozostając w nadziei, że nie, idę kontynuować. Mniam! Odpowiedz Link
myself-m Re: Uwaga, piszę o treści Żaby, kto nie czytał, n 02.12.05, 18:19 Siedzę tu od godziny z otwartą stroną forum i przymierzam się, by coś napisać. Dosyć to jeszcze świeże i z nikim nie omówione, więc nie wiem, czy uda mi się zebrać to wszystko, co we mnie siedzi. Skończyłam Żabę o 1:00 w nocy dziś. Chyba ze względu na to, że dużo tu siedzę i obserwuję wątki, niechcący podeszłam do niej zbyt analitycznie, roztrząsając niemal każde zdanie - czy mi się podoba, czy nie. Nie chłonęłam tak jak zwykle atmosfery. Dziwne. Ale póki co to mnie nie niepokoi. Dziwi mnie spostrzeżenie troppo_belli: > Ani razu się w głos nie zaśmiałam. Po cichu też nie. Mam nadzieję (jeszcze > prawie 100 stron do końca), że zdarzy się jeszcze coś śmiesznego. Dla mnie język wyjątkowo skrzy się humorem, zarówno te świetne dialogi jak i wiele partii narracyjnych, są dość dopieszczone zdaje mi się i zabawne, choć może faktycznie nie zasadza się to na konkretnych żartach, sytuacjach, raczej na zabawach słownych? O rozwiązaniach fabularnych słów kilka: - akcja rzeczywiście porywająca, dużo spiętrzonych wydarzeń, nie sposób się oderwać:) Chyba nawet nie aż tak nieprawdopodobne jakby się wydawało... - więcej powiem o historii Laury po pierwsze: w związku z tym że działo się tak wiele, że wydarzenia dotyczyły kilku istotnych bohaterów, że książka zostala rozdzialona między nich, to chyba nikt poza tytułową postacią nie został tak dogłębnie psychologicznie opisany (już wcześniej mi trochę przeszkadzało, że poza Imieninami nie pojawia się życie wewnętrzne Róży, tzn jej punkt widzenia, jej mysli; trochę przez to zrobiła się obca). No i dlatego historia miłosna Laury zdała się zbyt wyidealizowana; to oczywiście jest historia z moich marzeń, jest piękna i dokładnie taka jaką mogłabym sobie wyobrazić, no ale przeca wyobrazenia takie nigdy nie realizują się w stu procentach... A tu poszło nie dosć że szybko to jeszcze zupełnie jak w najskrytszych marzeniach... A w ogóle to wcale mi się to nie podoba, bo od razu Wolfi spodobał się MNIE i bardzo nie chciałam, żeby mi go Laura zabrała!!! No, jaki chłopak zdobyłby się na takie wystąpienie jak on na str. 160-162??? ;) Ostatnie o Laurze - nie podoba mi się, jak ona wygląda w Borejkowskiej fryzurze! Typowa ona dla większości bohaterek na ilustracjach, a jej doprawdy dużo mniej z tym do twarzy niż z długimi, jedwabistymi włosami jak w Tygrysie i Róży chociażby. - z czego kolejna uwaga wynika też nie jestem pewna, może za dużo siedze juz w tych książkach, żeby się nigdy niczego nie domyślać, ale dlaczego domyśliłam się trzech najważniejszych (lub w założeniu może najbardziej zaskakujących?) rozwiązań? Zakładam dalej, że nie czyta tego nikt będący przed Zabą bo ja to zaraz powiem: wiedziałam, że Laura będzie z Wolfim; wiedziałam, że się Żaba w końcu natnie na drugiego Żeromskiego w swej nieświadomości (nie wiedziałam tylko że się on tak mało przyjemnie zachowa, ale to w ogóle jak dla mnie średnio sympatyczna rodzina...); wiedziałam, że Fryderyk wróci; od początku. No i tyle. Poczekam na kolejne recenzje. Co Was najbardziej uderzyło? Odpowiedz Link
olxlo Re: Uwaga, piszę o treści Żaby, kto nie czytał, n 10.12.05, 18:45 no i w koncu ta ksiazka nie jedst taka swietojebliwa, jak ktoras z poprzednich, bo juz bardziej w tym kierunku mm zaczela meandrowac... Odpowiedz Link
ksara44 Tu tez o tresci 02.12.05, 19:24 z tymi fryzurami to swieta prawda, bylam strasznie rozczarowana, ze Laura ma fryzure jak Pulpecja i Natalia - dlaczego nie moze miec dlugich wlosow, wyglada za powaznie i juz nie tak ladnie, niestety Dla mnie bylo dziwne na poczatku, cala ta sytuacja z wpadnieciem pod malucha, jakies takie malo prawdopodobne, poza tym czemu Zaba tak uciekala? jakis szok??? przeciez znala Piotrka wczesniej, skad ten dziki poploch?? Niepotrzeba cala t apani Sznytek, umieszczona tylko i wylacznie dla podkreslenia kontrastu miedzy Aurelia i nia. POza tym jakby uczennica wpadla pod samochod bedac pod opieka nauczycielek, skonczyloby sie to raczej w sadzie, a nie jakas totalna beztroska i odwozenie nie na pogotowie , tylko do prywatnej kliniki, i jeszcze nieszczesna maloletnia ofiara wypadku miala zaplacic 50 zl. Nie lubie takich dziwcznych sytuacji z kosmosu. O Rozy faktycznie wiemy malo, co siedzi w jej glowie? o co chodzi z tym mailem, ktory napisal Frycek? nie dostala go w koncu?? nie wiadomo zupelnie co ona czuje, jak sie umawiala z Fryckiem, bo wyszlo na to, ze ona sobie spokojnie czekala, a wszyscy naokolo szaleli!!! A Czarna polewka- typuje , ze bedzie o Tygrysku, Wolfi dostanie czarna polewke czyli odmowia mu jej reki i tyle. A moze by tak w koncu cos o slicznych corkach Julii??? Odpowiedz Link
jo-asiunka Re: Tu tez o tresci 02.12.05, 19:41 Ja już sama nie wiem... Z jednej strony podobała mi się, bo to Musierowicz po prostu, ale z drugiej: sporo partii przegadanych, mam wrażenie, że trochę brak pomysłu (scena balkonowa była bardzo sztuczna, ten pocałunek i w ogóle), przewidywalna, jak już ktos napisał, mało realne to wszystko (też ie rozumiałam tej prywatnej kliniki), a na końcu wkurzyło mnie, że on przyjechał po iluś tam miesiącach, powiedział że napisał jednego maila i pogodzili się natychmiast w asyście rodziny. Nawet nie wyszli, aby pogadać! To jakiś absurd! Eee, muszę jeszcze raz przeczytać Odpowiedz Link
very_martini Re: I jak oceniacie Zabe??? 02.12.05, 20:05 Ja tu nowa,ale się dopiszę:) Właśnie połknęłam, bez spazmów zachwytu, ale humor mam dobry. Zaczyna mnie tylko wkurzać to wieczne podkreślanie Kulturalno-Intelektualnego Obycia bohaterów, ale trudno. Zakończenie cukierkowe jak zwykle, ale może tak lepiej... Pozdrawiam wszystkie Zażabione i nie tylko:) 16%VOL 22%VAT -- takie tam... forum homeopatia Odpowiedz Link
nabla_7 Re: I jak oceniacie Zabe??? 02.12.05, 20:27 Przeczytałam i zauważyłam jedną niespójność akcji. Wolfi zobaczył Laurę śpiewająca na mszy o 10, jak słusznie to odczytałam. Hmm... tylko jakiem sposobem Laura przed 11 była jeszcze w domu z Różą i poszła do Dominikanów na 11:30 z całą rodziną? Ale może to tylko ja mam taki umysł ściśnięty ;-) A ogólne wrażenie - pozytywne Dużo humoru Jak zawsze Jestem zawodolona :-) Odpowiedz Link
rrooda jestem za :) 02.12.05, 20:45 parę razy zarechotałam bałam się że będzie bardziej dydaktyczna podobało mi się mam tylko wrażenie, że jeszcze jedno pokolenie i zacznie się tam chów wsobny :O Odpowiedz Link
yanga Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 21:07 Po pierwsze od Borejków do dominikanów jest bardzo blisko. Po drugie - tam wyraźnie jest napisane, że Laura miała śpiewać TAKŻE na tej drugiej mszy. Odpowiedz Link
emae Błędy MM 15.12.05, 18:22 To dość częste zjawisko, Żabę jak do tej pory czytałam 2 razy, więc nic jeszcze nie zauważyłam (albo zauważyłam, a nie pamiętam w tej chwili). A propos niekonsekwencji czasopwej, mój ulubiony fragment jest w Pulpecji: Patrycja ogląda bajeczkę (przed Sylwestrem), Ignacy wychodzi z pokoju, gdy rozpoczynają się Wiadomości Na następnej stronie Patrycja wciąż ogląda bajeczkę! Odpowiedz Link
agawa79 Włosy Laury 02.12.05, 21:00 Co do borejkowskiej fryzury Tygryska, to w "Trolli" miała krótkie, prawda? Możliwe więc, że w 4 miesiące jeszcze jej nie odrosły, po prostu. :) No a teraz wracam do lektury, bo u mnie dopiero Wolfi wyskoczył przez balkon. :) Odpowiedz Link
myself-m Re: Włosy Laury 02.12.05, 21:55 agawa79 napisała: > Co do borejkowskiej fryzury Tygryska, to w "Trolli" miała krótkie, prawda? > Możliwe więc, że w 4 miesiące jeszcze jej nie odrosły, po prostu. :) Słusznie. Ale mam nadzieję, że się Laura do tego wizerunku nie przyzwyczai i pozwoli im rosnąć dalej:) Pani Sznytek też mnie mocno irytowała, jej koszmarna podejrzliwość, brak odpowidzialności i używanie słowa "bynajmniej" w błędnym (acz coraz bardziej rozpowszechnionym) znaczeniu - rozumiem, że to zabieg jak najbardziej celowy, ale jestem raczej przeciwna - mimo wszytsko - propagowaniu takich rzeczy w książkach. Natomiast z tym sądem ewentualnym i prywatną kliniką - żadna z nauczycielek nie dowiedziała się przecież, że Zaba wpadła pod samochód - zostało to skrzętnie ukryte przez winowajcę, Piotrusia, obie myślały, że się po prostu przewróciła (tudzież "tarzała", o ile się nie mylę :/). Pani Sznytek łatwo dała się skołowac krasomówczemu Żeromskiemu i nie chciało jej się stać w korku. Jakkolwiek więc mało prawdopodobna w życiu - cała sytuacja została logicznie uzasadniona, zdaje mi się. A jeszcze mi się przypomniała pewna refleksja. Otóż - pojawiające się coraz to nowe postaci są wg mnie świetnie konstruowane charakterologicznie - tzn. właściwie wszystkie są niepowtarzalne. O ile Żaba skojarzyła mi się może z Rzodkiewką z Małomównego trochę (możliwe, że przez ilustracje;)), to np. Piotr Zeromski - świetna osobowość, świetnie przedstawiona i dotąd niespotkana, mimo że przecież osobowości mocno barwnych kilka sie juz zdarzyło (przebić choćby jego ojca nie byłoby łatwo). Zastanowiłam się tylko nad rodzicami Schoppe. Mało porozumienia, dni spędzane przed telewizorem, przy serialu. Rodzina w Imieninach przedstawiona również jako inteligencka, dzieci uzdolnione i wykształcone, rodzice zresztą przecież też - czy tak rozczarowani życiem, czy co z nimi musiało się stać, że się tak bardzo zbliżyli do przeciętności? A Ida cięta i złośliwa jak zwykle, Ignacy Grzegorz kabel jak zwykle, tylko Józinek coś się mocno rozgadał;) I znów narracja często z męskiego punktu widzenia. Dobre to w sumie urozmaicenie. Odpowiedz Link
baba67 Re: Włosy Laury 02.12.05, 22:03 Rzeczywiscie- Shoppow sobie zupelnie inaczej wyobrazalam. Ale ksiazka jest z tych bardziej udanych.Wlasnie przeczytalam i wrazenia mam pozytywne. Odpowiedz Link
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Włosy Laury 03.12.05, 23:21 myself-m napisała: > używanie słowa "bynajmniej" w błędnym (acz coraz bardziej > rozpowszechnionym) znaczeniu - rozumiem, że to zabieg jak najbardziej celowy, > ale jestem raczej przeciwna - mimo wszytsko - propagowaniu takich rzeczy w > książkach. Ha ha ha. Ty zaś propagujesz coraz bardziej rozpowszechnione, błędne użycie słowa "tudzież": > obie myślały, że się po prostu przewróciła > (tudzież "tarzała", o ile się nie mylę :/). Tudzież w rzeczywistości znaczy "i" a nie "lub". → → → → → → → → → → → → Nadchodzi Era Mohera! ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← Odpowiedz Link
myself-m Re: Włosy Laury 04.12.05, 11:34 anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała: > myself-m napisała: > > > używanie słowa "bynajmniej" w błędnym (acz coraz bardziej > > rozpowszechnionym) znaczeniu - rozumiem, że to zabieg jak najbardziej cel > owy, > > ale jestem raczej przeciwna - mimo wszytsko - propagowaniu takich rzeczy > w > > książkach. > > Ha ha ha. Ty zaś propagujesz coraz bardziej rozpowszechnione, błędne użycie > słowa "tudzież": > > > obie myślały, że się po prostu przewróciła > > (tudzież "tarzała", o ile się nie mylę :/). > > Tudzież w rzeczywistości znaczy "i" a nie "lub". Ano widzisz:) Tylko, że ja nie zrobiłam tego świadomie, a już zostałam tak błędnie przyzwyczajona. Merci:) Odpowiedz Link
julus_d Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 10:34 GENIALNA! Naprawdę, nie spodziewałem się, że będzie taka świetna. I ten Żeromski i ten Wolfi, no po prostu świetna! No i już mamy odpowiedź na pytanie co robi Konrad? I mam jużsowje domysły co do Czarnej polewki, ale to już w nowym wątku. A mieszkanie Borejków wcale tak nie wygląda! Opisy się nie zgadzają! Odpowiedz Link
dakota77 Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 10:58 Nawet nie spodziewalam sie, ze Zaba az tak mi sie spodoba:). Odpowiedz Link
lolusia14 Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 12:44 a czarna polewka to bedzie nowa ksiazka??????? Odpowiedz Link
jo-asiunka Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 13:09 tak, jest o tym informacja na końcu żaby Odpowiedz Link
lolusia14 Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 12:45 czarna polewka to bedzie nowaz ksiazka????? Odpowiedz Link
ksara44 Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 15:15 Ale sie zgapilam z tymi wlosami Tygryska hihi, rzeczywiscie, miala dopiero krotkie, dajmy jej szanse :-) dzis zabieram sie za powtorne czytanie Zaby :-) Odpowiedz Link
anuszka_ha3.agh.edu.pl Buuehehehehe!!! 03.12.05, 17:50 - To była moja reakcja, gdy na początek przejrzałam ilustracje w książce. JESZCZE JEDEN KOLEŚ Z WĄSAMI !! ...Za moich czasów na takie sypiące się nieogolone kępki mówiło się: WOJADŻERY. :-))))) → → → → → → → → → → → → Nadchodzi Era Mohera! ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← Odpowiedz Link
qlka_79 Re: Buuehehehehe!!! 03.12.05, 17:54 Rany, juz się nie mogę doczekać poniedziałku, aż pójdę do Empiku i przeczytam!!! Mam nadzieję, że nie jest gorsza od "Trolli", która strasznie mnie rozczarowała. Odpowiedz Link
monikate Pewne rozczarowanie... 03.12.05, 20:39 Skończyłam czytać "Żabę" godzinę temu. Sygnaturkę sobie z niej ściągnęłam, owszem, ale ogólnie nie jestem zadowolona! Owszem, przygarniam "Żabę" do serca, jak członka rodziny, nawet tego mniej znanego i lubianego. Jest w końcu częścią "Jeżycjady". Pomstowałyście m.in. na "Kalamburkę" i "Język Trolli" jako najmniej udane książki Musierowicz, a mnie się podobały! "Trolla" to realizm w czystej postaci! I czarny humor. I styl "musierowiczowski". A "Żaba"? Po pierwsze, podpisuję się pod krytycznymi uwagami napisanymi w postach wyżej. Odnośnie Laury, sceny balkonowej, itd., itd. Generalnie "Żaba" to czysta telenowela z przesłodkim happy end ku pokrzepieniu serc... Nie jest to to, co tygrysy lubią najbardziej. Odpowiedz Link
qlka_79 Re: Pewne rozczarowanie... 03.12.05, 21:21 Oj, nie strasz... Już się tyle tutaj naczytałam, że najpierw ją przeczytam siedząc pod regałem w Empiku, ale nawet jak znowu mnie rozczaruje, to i tak sobie kupię, bo mam wszystkie. Brakuje mi bardzo takiego klimatu, jak był w początkowych jej książkach. Nie wiem, czy wyrosłam (choć podobno z MM się nie wyrasta), czy mam inne doświadczenia życiowe, ale od "Imienin" coraz bardziej mi czegoś brakuje, a ostatnia książka sprawiła na mnie wrażenie napisanej na siłę. Szkoda, bo bardzo lubię wchodzić w ten ich ciepły, rodzinny świat, podobny do mojego. Odpowiedz Link
klaryma Re: Pewne rozczarowanie... 05.12.05, 10:00 całkowicie się z Tobą zgadzam monikote. Odpowiedz Link
yanga Re: Monikate 06.12.05, 11:18 Jestem tego samego zdania, co Ty! Mówiąc słowami jednej z bohaterek poprzednich tomów: "Kakao z pianką i ptyś"! Poza tym nie bardzo przemawia mi do przekonania metamorfoza Laury. Takie panieny nie zmieniają się tak łatwo. Postacie nauczycielek za bardzo czarno-białe. Nie bardzo chce mi się wierzyć w polonistkę gimnazjalną w centrum Poznania, która myli ekskrementy z eksperymentami. I rodzina Shoppe też niezbyt wiarygodna. Sama Żaba to powtórka z Bebe, a Wolfie z Baltony. Ta góra zaczyna rodzić myszy. Odpowiedz Link
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Buuehehehehe!!! 03.12.05, 23:16 > Mam nadzieję, że nie jest gorsza od "Trolli", która strasznie > mnie rozczarowała. Pocieszę cię: od "Trolli" wszystko jest lepsze. → → → → → → → → → → → → Nadchodzi Era Mohera! ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← Odpowiedz Link
recherche Re: Buuehehehehe!!! 04.12.05, 00:04 anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała: > - To była moja reakcja, gdy na początek przejrzałam ilustracje w książce. > > JESZCZE JEDEN KOLEŚ Z WĄSAMI ! Eee, no bez przesady, jakie wąsy... czarniawi faceci w wieku nastoletnim na ogół mają takie coś pod nosem, jak ten na obrazku. A co do książki - dopiero dziś kupiłam i już się nie mogę doczekać jak przeczytam... ale póki co idę spać, bo padam. Wrażenia zrelacjonuję w najbliższej przyszłości :) Odpowiedz Link
parapluie Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 20:55 ciepła i przytulna...w sam raz na grudniowe zimnisko.A rozwazania Milii na końcu..może przymiarka do...hmmm uśmiercenia ktoregoś z dziadków w nastepnej czesci?Wybaczcie moje negatywne nastawienie,ale niedawno zmarł mój dziadek...i może poczułabym sie troszke lepiej gdyby Borejkówny tez cos takiego przezywały? Ale książka jest naprawde pozytywna,dopieszczona,kilka razy sie powstrzymywałam od śmiechu. Odpowiedz Link
monikate Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 21:04 Oj, przesłodzona... Za dużo "cukru w cukrze"... Odpowiedz Link
anuszka_ha3.agh.edu.pl A tak na poważnie... 03.12.05, 23:15 Widać jak na dłoni, że Musierowicz pilnie śledzi fora internetowe dotyczące jej własnej twórczości. Nawiązuje do wielu przewijających się tu wątków. Godne szacunku jest to, że te nawiązania dość mocno różnią się od tej nieznośnej, dydaktycznej "polemiki z seksem" w "Języku Trolli". Tym razem są nawet autoironiczne. To w książce mi się podobało i nawet wywoływało mój śmiech podczas lektury. Są to smaczki dla wtajemniczonych, którzy śledzą fora. I seksu dała więcej, he he... Pojawia się nawet słowo "nimfomania"... Proponuję założyć wątek na forum, w którym wyszukiwać się będzie linki do różnych krytycznych wątków oraz cytaty z nowych dzieł Musierowicz, które z tymi wątkami polemizują. Wyszedłby interesujący dialog. Zresztą ja wiem, że ONA gdzieś tu jest..... No ale jak zwykle pomysłu starczyło na pół książki. Drugie pół to jakieś niedorzeczności o wkradaniu się przez balkon, zaginionych mailach (do końca nie wiadomo o co chodzi) i natychmiastowych wybaczeniach. Pyza jak zwykle dzielna i szlachetna. Przez chwilkę buntuje się na to, że musi być taka szlachetna, ale tylko przez chwilkę. I tylko w słowach, broń Boże w czynach. Z dowcipów jedyny niezły był ten o medytacji. Zresztą już go wcześniej gdzieś słyszałam, więc pewnie tak jak wszystkie pochodzi z jakiegoś forum. No ale przynajmniej zabawny. → → → → → → → → → → → → Nadchodzi Era Mohera! ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← Odpowiedz Link
qlka_79 Re: A tak na poważnie... 04.12.05, 22:27 > Widać jak na dłoni, że Musierowicz pilnie śledzi fora internetowe dotyczące jej > własnej twórczości. Nawiązuje do wielu przewijających się tu wątków. Godne > szacunku jest to, że te nawiązania dość mocno różnią się od tej nieznośnej, > dydaktycznej "polemiki z seksem" w "Języku Trolli". Tym razem są nawet > autoironiczne. To w książce mi się podobało i nawet wywoływało mój śmiech > podczas lektury. Są to smaczki dla wtajemniczonych, którzy śledzą fora. I seksu > dała więcej, he he... Pojawia się nawet słowo "nimfomania"... A mnie się ta "polemika z seksem" podobała najbardziej z całej "Trolli". MM pokazała w niej prawdziwą klasę. Nie mogę się doczekać jutra, to się dowiem więcej:) > Proponuję założyć wątek na forum, w którym wyszukiwać się będzie linki do > różnych krytycznych wątków oraz cytaty z nowych dzieł Musierowicz, które z tymi > wątkami polemizują. Wyszedłby interesujący dialog. Zresztą ja wiem, że ONA > gdzieś tu jest..... Myślisz, że chce się jej siedzieć w Internecie i czytać nasze wypociny? Predzej stawiałabym na jakiegoś sekretarza, który robi jej notatki z uwag czytelników:) > No ale jak zwykle pomysłu starczyło na pół książki. Drugie pół to jakieś > niedorzeczności o wkradaniu się przez balkon, zaginionych mailach (do końca nie > wiadomo o co chodzi) i natychmiastowych wybaczeniach. Pyza jak zwykle dzielna i > szlachetna. Przez chwilkę buntuje się na to, że musi być taka szlachetna, ale > tylko przez chwilkę. I tylko w słowach, broń Boże w czynach. Yyy, chcę to przeczytać nareszcie!!!!! Odpowiedz Link
deser_t Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 23:28 Moją opinię pozwolę sobie zacytować z forum Książki: Jestem oczarowana. Odnalazłam ten klimat, tę bajkę, której z bólem serca nie spodziewałam się już po Trolli. Soczyste postaci, soczyste dialogi, prawie o każdym z kochanych choć słówko, wzruszające sceny "z życia małżeńskiego" i miłosne. To stara Jezycjada - tak do niej tęskniłam! Dużo osób zarzuca Żabie, że jest przesłodzona i nierealistyczna. Odpowiem Wam bazgrołem Musierowicz z tylnej okładki: "w wyobraźni wszystko się mieści!" P. S. Proponuje zacząć wątek pod tytułem: "Jak myślicie, kiedy ukaże się "Czarna polewka?" ;-) Odpowiedz Link
baba67 Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 08:57 ja juz nawet nieco mniej nie lubie Bernarda za tego Piotrusia... Syn odziedziczyl operatywnosc po mamie, moze nie nie bedzie z niego taka d..a. Odpowiedz Link
taka_misia Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 14:24 A ja też mam już swoją własną "Żabę" z podpisem Pani Musierowicz na pierwszej stronie :) Uważam, że książka jest świetna :) Jedyne co mnie zirytowało, to ta dziwaczna rodzina Żeromskich z Bernardem na czele. Tylko Piotruś wydaje się być w porządku. Odpowiedz Link
anitkashe Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 17:14 a ja się i pośmiałam i wzruszyłam.... Przeczytałam "żabę" w nocy, chodzę dziś i ziewam ale warto było!!! Odpowiedz Link
verdana Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 17:49 No, lepsza dod "Trolli" niewątpliwie, ale wiele rzeczy mnie razi. I to bardzo. Przede wszystkim niekonsekwencje. Jak rodzina Żaby jest biedna, to ona naprawdę nie może miec kasy na te wszystkie zabiegi pielęgnacyjne. Ani tym bardziej na telefony do USA! Po drugie - rodzina Fryderyka była ciepła i sympatyczna w imieninach - i z przyczyn trudnych do wyjaśnienia zamieniła się w rodzinę patologiczną. Bo patologią jest brak zainteresowania córką , która uległa wypadkowi i której spalił sie pokój - przecież matka nawet dziewczyny nie pożałowała, nie zrobiła jej posłania, nie wezwała lekarza. No i najwyraźniej ani ojciec ani matka nie mieli zamiaru odkupic niczego, co sie spaliło - nie ma , to nie ma - nie ich sprawa. To już nie jest normalna obojętność - to po prostu sie nie zdarza... Nie mówiac już o żałobie po synu, ktory wyjechał. Fryderyk ma 23 lata, anie 16, jest po studiach - rodzice zwykle sa zmartwieni, gdy dziecko odchodzi, ale matka Fryderyka jest w żałobie, jak po zmarłym. Przesada. I mam dosyć wrednych nauczycieli. Nauczyciele są albo doskonali (to Ci, których znamy jako mlodziez z poprzednich tomów) albo wredni ponad wszelkie wyobrażenie. Ja sama nie szaleję za ta grupą zawodową, ale jednak - bez przesady. I facet, który nie odzywa się przez parę miesiecy - dlaczego Róża go wita tak entuzjastycznie, zamiast zrzucić ze schodów? Pisał - ale śladu nie ma. Przez pięć miesięcy miał chyba możliwość napisania zwykłego listu, na papierze. Jego dobre chęci niczego nie tłumaczą - ostatecznie nie tylko dziecko się liczy, ale opieka nad matką w ciąży też. No i te wzniosłe wypowiedzi Róży na zakończenie - niestety, to niezupełnie prawda. Matka ma prawo nie być szczęśliwa, jeśli zawaliła studia i została sprzątaczką, nawet jeśli kocha i uwielbia własne dziecko. Znowu stereotyp matki_Polki. Matka bez wahania i z usmiechem na ustach powinna być gotowa do poświęcenia wszystkiego w swoim życiu dla dziecka. Ona w momencie urodzenia potomka przestaje się liczyć jako osoba - jest tylko i wyłącznie matką. Nie - to nie jest dobry model. Odpowiedz Link
toman5 Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 21:47 Mi się też żaba nie podobała. Te wycieczki przeciw feminizmowi (antypatyczna poderwana, któa zanudziła Wolfiego rozmową o męskiej dominacji) drażnią mnie. A zachowanie Róży jest dość - sczerze mówiąc - głupie. Jeżeli facet z którym chadza się od paru lat daje we wczesnej ciąży dziewczyny dyla, to dziewczyna ta ma pewne dylematy. A R po prostu tkwi w bezruchu od iluś tam miesięcy. Nie studiuje, nie pracuje, mamusia z ojczymem ją żywią. I nic - zero refleksji. Że się na F obraziła - pojmuję, ale że całą postawą pozwla na jego nieodpowiedzialne zachowanie - nie. Odpowiedz Link
herbarium Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 00:04 > patologią jest brak zainteresowania córką , która uległa wypadkowi i której > spalił sie pokój - przecież matka nawet dziewczyny nie pożałowała, nie zrobiła > jej posłania, nie wezwała lekarza. Nie, nie, to nie był brak zainteresowania - zabrali ją do kuchni i zaczęli "ochy i achy" nad nią - no i nie wiedzieli przecież, że wpadła pod samochód, tylko że się przewróciła, co mogło zejść na plan dalszy w obliczu pożaru, tym bardziej, skoro była już u lekarza. No i matka ruszyła przecież zająć się pościeleniem łóżka - szarpała się z trudno otwieralnym oknem. A że Piotr okazał się bardziej zorganizowany i zręczny, to ją ubiegł. > mieli zamiaru odkupic niczego, co sie spaliło - nie ma , to nie ma - nie ich > sprawa. Może mieli, tylko zabierali się do tego zbyt opieszale? Odpowiedz Link
mafilka Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 22:27 deser-t, pozwolisz, że przyłączę się do Twojej opinii? Również bardzo tęskniłam za czasami z "Szóstej klepki" czy "Kwiatu kalafiora" i moja tęsknota została ukojona. Tylko skąd takie wrażenie, że przy pisaniu ostatnich kilku stron ktoś stał nad głową Pani MM i poganiał, poganiał, poganiał....? Odpowiedz Link
misinka81 Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 09:48 Wczoraj mój mąż zrobił mi wspaniałą niespodziankę i kupił Żabę jako prezent na Mikołaja :) Po ekspresowym przeczytaniu (dzisiaj czytam drugi raz, by powoli smakować się lekurą), by dowiedzieć się, co się dzieje z bohaterami, wysuwają mi się wnioski: 1. Najbardziej podobał mi się wątek Laury i Wolfiego i.....scena balkonowa :). Laura jak dla mnie nie zmienia się aż tak (no poza tym śpiewaniem w kościele i nagłą zmianą co do małżeństwa, ale chyba tu chodzi o to, by mieć możliwość pewności, której Laurze brakuje). Super postać Wolfiego, bardzo wyrazista. Facet, który nie jest jakąś sierotą, przypomina mi trochę Baltonę z lat młodości. W takim można się zakochać...:) 2. Ida jak zwykle w doskonałej formie, czego bym nie powiedziała o Gabrysi, która jest raczej zaniedbana (wiele osób zwraca na to uwagę). 3. Podzielam zdanie o Róży, że siedzi w domu na utrzymaniu rodziców. Zamiast znaleźć sobie jakąkolwiek pracę (nawet korepetycje), ona siedzi w domu i ukrywa się przed światem, by nie narobić problemu Fryderykowi. Skoro jest w stanie zrezygnować z wielu rzeczy, to powinna już teraz to zrobić, a nie po urodzeniu dziecka, bo wtedy nie będzie miała na to czasu. Z drugiej strony to wydaje mi sie, że Borejkowie starają się ją ochronić przed światem i nie pozwolili by jej pracować w ciąży. Jak dla mnie to jakaś rekompensata za brak odpowiedzialnego Fryderyka. Jednak, jak ktoś napisał wcześniej, Róża ma być matką-Polką, która się poświęca? Dla mnie jako matki jest to zupełnie normalne, że się chce poświęcić tak wiele dla swojego dziecka. Nie sądzę, by było to takie dziwne. Róża mówi tu o ekstremalnej sytuacji, kiedy już nie ma innego wyjścia. Ja, mając dziecko, nie rezygnuję ze swoich planów i marzeń, jednak wiem, że muszę to pogodzić z dzieckiem i domem. Mając do wyboru: dobro dziecka czy swoje marzenia, bez wahania wybiorę moje dziecko i to bez męczeńskich wyrzeczeń. Po prostu je kocham i chcę dla niego jak najlepiej. Moje marzenia mogą poczekać. 4. Cieszę się, że p.Musierowicz wprowadziła barwną postać Piotrka Żeromskiego, który nie jest kopią ojca ani pana Ocrabessy :) 5. Coraz mniej podoba mi się postać Ignacego Grzegorza i zastanawiam się, czy stanie się on w ogóle kiedyś pozytywną dla mnie postacią. 6. Aurelia musiała być taką wspaniałą nauczycielką, by w jakiś sposób zrekompensować to swojej mamie. 7. Nie rozumiem kopletnie wprowadzenia pani Sznytek, można było stworzyć nową postać o podobnym charatkerze. 8. Widać, że pani Musierowicz koniecznie chciała napisać o jak największej ilości swoich bohaterów, by czytelnicy wiedzieli, co u nich słychać. Mam wrażenie, że jest to trochę na siłę i wszystko takie optymistyczne. 9. Ktoś napisał, że pod koniec ktoś za plecami poganiał MM...no jak to kto? My poganialiśmy :) 10. Szkoda, że nie było nic z Pyziakiem. 11. Dręczy mnie pytanie: co będzie w Czarnej Polewce... :D To na razie tyle :) Pozdrawiam Odpowiedz Link
verdana Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 11:49 No właśnie! Dlaczego Róza nic nie robi? Przecież powinna kontynuować studia. Jednak jest tu sprzeczność - z jednej strony zapewnienia, ze nic się nie stało, nieslubne dziecko jest OK, a z drugiej niemal XIX-wieczne ukrywanie dziewczyny przed światem. Dziewczyny rodza dzieci, koncza studia i jest OK - a tu wizja niemal konca świata, przynajmniej w monologu Róży. Jak chce dobrze dla własnego dziecka, to niech się uczy, a nie deklamuje o myciu podług z miłością. Odpowiedz Link
aaneta Dlaczego Róża nic nie robi? 05.12.05, 12:54 Bo Róży przestało się podobać studiowanie astrofizyki, na którą poszła dla Fryderyka, nie mając zamiłowania ani zdolności do przedmiotów ścisłych. To chyba też tłumaczy, dlaczego Fryderyk już skończył studia, a ona nie (w liceum chodzili do jednej klasy). We fragmencie, w którym mowa o urlopie dziekańskim Róży, jest też wzmianka o tym, że zastanawia się, czy po urodzeniu dziecka nie zmienić kierunku studiów. Odpowiedz Link
iwoniaw Re: Dlaczego Róża nic nie robi? 05.12.05, 14:07 I to mnie w ogóle w Róży drażni niesamowicie - pozwala się nieść wszelkim zawirowaniem losu czekając biernie, co z tego będzie. Najpierw rezygnuje ze studiów zgodnych z własnymi zainteresowaniami (czy jednak ona faktycznie JEST humanistką, czy chce rodzinie sprawić przyjemność, a potem F. staje się ważniejszy, więc wybiera astronomię, a jest jej doskonale wszystko jedno?) Następnie postanawia "uwieść F., żeby mieć większą pewność, iż nie zapomni o niej za oceanem" - co za idiotyzm, nie mówiąc już, że myślenie godne osoby zastawiającej "pułapkę biologiczną". No tak, przepraszam, ona nie zastawiała wspomnianej "pułapki" - to tylko "natura zadziałała", a ona albo tego nie brała pod uwagę, albo nie wydawało jej się istotne - doprawdy, cóż za odpowiedzialność! Może zatem jest ona faktycznie piękna, dobra, mądra i miła (tymi epitetami określa ją ktoś co i rusz), ale dla mnie jest teraz znacznie mniej akceptowalna niż Fryderyk, jeśli chodzi o poczynania (i poczęcie małej Mili też). Odpowiedz Link
mankencja Re: Dlaczego Róża nic nie robi? 05.12.05, 21:51 To chyb > a > też tłumaczy, dlaczego Fryderyk już skończył studia, a ona nie (w liceum > chodzili do jednej klasy). jest w Żabie wspomniane, że zrobil 2lata w rok,czyli może nie ona opóźniona, a on do przodu Odpowiedz Link
toman5 Re: Dlaczego Róża nic nie robi? 06.12.05, 00:58 aaneto, popatrz sobie na dyskusje samotnych matek, dziewczyn porzuconych w ciąży. No naprawdę, takich jak Róża to ja nie spotykam i nie czytam. Dziewczyna - zwłaszcza taka zacięta na poświęcenie dla dziecka - c o ś k o l w i e k w tej ciąży by robiła. Pracowała, szukała pracy, przymierzała się do innych studiów, zaczęła studia zaoczne (poród na pierwsze dni czerwca, dziewczyna zdrowa jak orzech - to czemu ona tę dziekankę wzięła, hę? Spox by się wyrobiła z egzaminami), żądała alimentów na dziecko - słowem w ten czy inny sposób walczyłaby o przyszłość dla dziecka. A tu - nici. Głupi optymizm, pełna bierność i gęba pełna wzniosłych frazesów. Nieuprzejmie piszę? Owszem, ale Róża w tej książce to pasożyt, robiący dla gospodarstwa domowego tyle co nastolatek licealny. I wygłaszający wzniosłe mowy o kurczakach i ścierkach do kobity, która może i wrednawa jest, ale tą ścierką to ona przez ćwierćwiecze wywijała dla swojego potomstwa. Odpowiedz Link
baba67 Re: Dlaczego Róża nic nie robi? 06.12.05, 09:02 Pani Schoppe nie jest wrednawa absolutnie nie ! Bardziej przytloczona i nie do konca dorosla. Za to tatus owszem bywa wrednawy. Odpowiedz Link
aaneta Re: Dlaczego Róża nic nie robi? 06.12.05, 14:52 Chwila, zwróciłam tylko uwagę na pewne fakty, niekoniecznie w obronie Róży. Mam zamiar to zrobić dopiero teraz :) Po pierwsze, nie przypominam sobie, żeby w "Żabie" była mowa o poświęceniu, w ogóle uważam, że tego pojęcia się nadużywa w odniesieniu do kobiet, matek itp. Jeżeli już, to mowa o czerpaniu radości z tego, co się robi, niezależnie od tego, ile wysiłku to wymaga - tak, wysiłku, trudu, nie poświęcenia. Po drugie - realia. Znasz jakąś dziewczynę, która znalazła pracę, będąc w zaawansowanej ciąży? Więc Twoje oczekiwania, by Róża pracowała bądź szukała pracy są mało realne. Studia zaoczne również, bo raz, że płatne, dwa, że z reguły zaczynają się od października. Co do przymiarki do innych studiów, to jest o tym mowa w powieści. Alimenty na dziecko - czy można je dostać, kiedy dziecka jeszcze nie ma na świecie? Chyba nie. A nawet gdyby, to od kogo, jeśli tatuś za granicą? A poza tym nie demonizujmy postaci Fryderyka: dlaczego miał nie wyjeżdżać na to stypendium? Przecież nie na resztę życia, tylko na kilka miesięcy, a że trudno mu było się pogodzić z myślą, że będzie miał dziecko? To najzupełniej normalne, nawet u facetów starszych niż on. Nie mówię, że to dobrze, ale tak jest. Pytanie tylko, co będzie działo się dalej, bo to, że Fryderyk wrócił, pełen najlepszych chęci, jeszcze nie oznacza, że będzie odpowiedzialnym ojcem i partnerem. Odpowiedz Link
toman5 Re: Dlaczego Róża nic nie robi? 06.12.05, 22:12 Co do Fryderyka, to powściągam wypowiedzi - F z Trolli i F z Żaby to dwie różne postaci bez logicznego łącznika. Co zaś do Różynej ciąży.... Termin ma na pierwsze dni czerwca. Ergo - zaszło jej się jakoś we wrześniu. Pytanie: kiedy i dlaczego Róża wzięła dziekankę. Przed zajściem czy po? Przed - nie miałoby sensu. CO dziewczyna miałaby przez rok robić? Gapić się w ścianę? Gdyby chciała zmieniać kierunek, pewnie zaczęłaby studia jako wolny słuchacz? Zakładam więc, że dziekankę wzięła, ponieważ Fryderyk się ześwinił i w efekcie jej się fizyka z astrofizyką odwidziały. Bene. Mamy więc to przełom roku, dziewczę na dziekance w ciąży. F znika w US. Pytanie: co robi w takiej sytuacji normalna dziewczyna? Odpowiedź: mocno kombinuje, jak ułoży sobie i dziecku dalsze życie. I śpieszy się, bo wie (w końcu rodzinne rozmnażanie miała parukrotnie pod nosem), że w ciąży jest jej o niebo łatwiej niż będzie po urodzeniu dziecka. Jeżeli nie ma zamiaru pasożytować ad infinitum na rodzicach, to osią rozważań jest pytanie: jak, do diabła, utrzymam swoje dziecko? Zwłaszcza, że olewam ojca dziecka i nie mam zamiaru dochodzić wsparcia od niedoszłych teściów. OK, Gabrysia jest cała skłonna do pomocy, wiadomo więc, że wyprawka będzie i dach nad głową też. Jednak nie-pasożyt w takiej sytuacji patrzy dalej: urodzi się dziecko muszę szybko się usamodzielnić. Dla niedokończonej i zbrzydzonej astrofizyczki oznacza to albo szybką zmianę studiów, albo skruszony powrót do teleskopu, albo rozważania (o ile nie poszukiwania) jakiegoś dającego grosz zajęcia. A Róża nie robi nic. I nie tylko nic nie robi, ale w ogóle kwestia samodzielności nie zmąca jej myśli. Dlatego nazywam ją pasożytem i dlatego wkurzyła mnie jej filipika nt. kurczaków, szmat i miłości. I masz rację, alimenty rzeczywiście zaczynają się po urodzeniu dziecka, ale Róża najwyraźniej nie ma zamiaru się ich domagać. Można, jak M.M. widzieć w tym dumę, można, jak ja widzieć raczej głupotę, chęć pasożytowania na rodzicach i dziadkach oraz brak dbałości o dobro dziecka. Zwłaszcza, jeżeli ma się w planach sprzedawanie kurczaków na ulicy a'600 PLN na miesiąc. (Całkiem pobocznie - ktoś policzył, że 300 pln miesięcznie po 20 latach daje 90 tys. złotych. Nawet jeżeli sama utrzymuję dziecko, a alimenty idą na fundusz inwestycyjny czy mam prawo pozbawiać dziecka takiego posagu? Bo alimenty to pieniądze dziecka, nie matki). I tu nawróciłam do Frycka. Otóż rozumiem w pełni postawę: nie chcesz dziecka - to się wypchaj, sama wychowam. Natomiast nie rozumiem postawy: nie chcesz dziecka - to się wypchaj, zdejmuję z ciebie wszelką odpowiedzialność. Masz częściowo rację co do poświęcenia - to słowo chyba rzeczywiście nie pada. Ale nasuwa się samo w kontekście kurczaków, alimentów i zapowiedzi, że będzie się samemu dziecko chować. Odpowiedz Link
baba67 Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 12:07 Jesli kontynuujemy zabawe w wyszukiwanie wpadek,ktora chyba nawet MM nie uraza, a dla nas jest swietna rozrywka, to dorzuce co nieco. Pani Sznytek pojawia sie na kartach w roku 1988-17 lat temu.Jesli przyjrzymy sie tej postaci wtedy, to ma ona dobrze po 40-takie wrazenie odnioslam z jej zachowania-trzydziestki tak nie nie ubieraly ani nie zachowywaly .Na moje odczucie powinna byc na emeryturze,szczegolnie jesli sie mlodziezy nie kochalo juz w 1988, a na emeryture nauczycielska jeszcze teraz mozna pojsc tuz po 50-tce. Po drugie-osoby subtelne i kulturalne takie jak Aurelia jest przedstawiona w normalnym gimnazjum nie moga funkcjonowac jako nauczyciele, chyba, ze klasa ma wychowawczynie, ktora umie wziac towarzystwo za buzie i nadrobic nieco lata bezstresowego wychowania przez rodzicow.Zatem Aurelia moze pracowac dzieki Pani Sznytek.] Oczywiscie znam osoby kulturalne i mile, ktore dobrze radza sobie w gimnazjum jako nauczyciele, niemniej potrafia i podniesc glos i zadzialac pedagogicznie(wspolpraca z wychowawca, dyrekcja, rodzicami). Szemrzaca Aurelia mi na taka nie wyglada, do pani Sznytek tez sie nie skarzy-nie wiem zatem jak ona te lekcje prowadzi.Taka osoba jak ona nadaje sie tylko do DOBREGO liceum. Nie rozumiem tak jak przedmowcy, ze Roza siedzi w domu i na jakiej podstawie wziela urlop dziekanski-przeciez zdrowa jak kon.Nawet jesli te urlopy daja bez problemu, to nie wstyd jej tak siedziec ? Ponadto dziwi mnie, ze stary Schoppe nie podejrzewa zadnego zwiazku Fryderyka z Roza. Przeciez kolezanki nie zaprasza sie na uroczystosc typowo rodzina poprzedzajac ja w dodatku wycieczka rowerowa we dwoje !Pamietajmy, ze stary Schoppe ma podejrzliwa nature-vide kolezanka Wolfiego.No bo co do wagarow to oczywiste dla mnie jest, ze pozwolil mu z powodu tejze uroczystosci, a nie imienin Rozy, co zgrabnie zasugerowal Fryderyk w pociagu. Starzy Shoppowie sa w ogole jacy malo zaradni.Zarowno mama, jak i ojciec mogliby duzo lepiej zyc udzielajac korepetycji-szczegolnie ojciec, choc oczywiscie zachecanie dzieci do zarabiania na wieksze kieszonkowe jest ok. Odpowiedz Link
melba76 Bliskie jest mi stanowisko Veredany! 05.12.05, 13:26 Ogólnie książka mi sie podobała, miły klimat starej, dobrej "Jeżycjady", czytałam z zadowoleniem. Jednak pewne rzeczy są dla mnie nie do zaakceptowania;) Wstrząsnął mną obraz rodziców Schoppe - jakaś totalna patologia, bezradność - i byli kompletnei niewiarygodni. tacy toksyczni rodzice, obwiniający swoje dzieci o to, że są ("pułapka biologiczna") nie ukształtowaliby tak pozytywnych postaci jak Żaba i Wolfi. No i ten ojciec - "masz dziecko 20 zł i kup sobie jakiś dezodorant {na urodziny!}" - koszmar. Czy w "Jeżycjadzie" nie ma fajnych, wzorcowych, godnych naśladowania ojców? Wąsik Żeromskiego - błe ! I cała ta relacja Piotrek - Zaba - ciekawa, ale tak ogromnie schematyczna i wtórna w stosunku do wcześniejszych tomów... Wolfi mi sie bardzo podobał, ale ten jego wybuch miłości do Laury był mega naciągany i adresowany chyba do czternastolatek. Płomienne wyznania rodem z telenoweli. No i reakcja Laury - w ogóle to jej podejście - 19-latka , która od razu pragnie wyjść za mąż...ja rozumiem, że nad nią ciązy widmo porzucenia i odrzucenia , ale to jest nierealne z psychologicznego punktu widzenia. Raczej powinno pójść to u niej w kierunku unikania związków z mężczyznami w ogóle, lub wiązania się i porzucania kolejnych partnerów (by "kontrolować" układ, nie być tą porzuconą) - ale nie kurczowego trzymania się wizji małżeństwa tuż po maturze. Naciagane do bólu! Niedzisiejsze, nierealne! Wolfi oczywiście ust piwem nie skalał, he he ;) Reakcja Róży na powrót Fryderyka doprowadziła mnie do łez ze śmiechu - porzucona, samotnie brnąca przez ciążę, łatająca sobie poczucie bezpieczeństwa jakimiś napuszonymi teoriami (które nota bene niezwykle łatwo łyka pani Schoppe - jeden "wykład" Róży zmienia jej optykę na całe ćwierć wieku przeżyte w zgryzocie...)- i ta oto Róża bez problemu ciepłym gestem zaprasza łotra i łajdka na ciasto - i następuje mydlany happy end z fajerwerkami. Odpowiedz Link
klymenystra Re: Bliskie jest mi stanowisko Veredany! 06.12.05, 08:07 >>19-latka , która od > > razu pragnie wyjść za mąż...ja rozumiem, że nad nią ciązy widmo porzucenia i > odrzucenia , ale to jest nierealne z psychologicznego punktu widzenia. Raczej > powinno pójść to u niej w kierunku unikania związków z mężczyznami w ogóle, lub > > wiązania się i porzucania kolejnych partnerów (by "kontrolować" układ, nie być > tą porzuconą) - ale nie kurczowego trzymania się wizji małżeństwa tuż po > maturze. Naciagane do bólu! Niedzisiejsze, nierealne! > realne, realne.... :) Odpowiedz Link
k_linka Re: Bliskie jest mi stanowisko Veredany! 11.12.05, 20:17 Melba kazde Twe slowo jest madre i sluszne!! Zgadzam sie w calej rozciaglosci... Podobalo sie ale... I oprocz tego niepotrzebny atak na feminizm... Nawet nie w przemowach Pyzy, ale drobnych uszczypliwosciach: dziewczyna na randce rozprawiajaca o meskiej dominacji, oraz gestykulujace pani w tv, ktorym braklo pozytywnego wzorca meskiego. To malo szlachetna walka pani Malgorzato Odpowiedz Link
iwoniaw Rodzice Schoppe 05.12.05, 13:49 byli dla mnie największym zdumieniem. Ale tylko na początku. Fakt, że w imieninach byli przedstawieni jako sympatyczni i kulturalni inteligenci o szerokich horyzontach, ale jak się głębiej nad tym zastanowić, to znaliśmy ich tylko z enigmatycznych uwag Fryderyka, który przecież nie chciał ich przedstawiać w złym świetle, a przeciwnie - wywrzeć na Róży jak najlepsze wrażenie. Przedstawienie postaci tych w "Żabie" natomiast rzeczywiście wiele wyjaśnia - np. niezrozumiałe dla mnie zachowanie Fryderyka na wieść o ciąży. (Ha, niemal jak Borejkowie w scenie z p. Schoppe mogę pomyśleć "no tak, wszystko jasne"). Teraz już wiem, co na niego wpłynęło. Sam fakt, że dotychczas byli Róży (nie mówiąc już o reszcie rodziny B.) praktycznie nieznani, wcale mnie nie dziwi. Primo - Borejkowie każdego "adoptują" nie przejmując się zbytnio, skąd przychodzi i jakie poglądy na przesiadywanie u nich mają ewentualni rodzice. Secundo - można się domyślać, że Fryderyk, mimo że syn posłuszny, ukochany i chluba rodziców, podobnie jak jego brat zdaje sobie świetnie sprawę, że jego rodzice (zwłaszcza ojciec) mogą "wstydu narobić" poprzez niezrównoważone zachowania i dlatego trzyma Różę z dala od nich. Wyjazd do USA w świetle opisów z "Żaby" też zaczyna się jawić jako ucieczka niekoniecznie jedynie przed ciążą narzeczonej. Co mnie natomiast dziwi, to faktycznie kompletne nieprzejmowanie się najmłodszym dzieckiem, mimo że córka gimnazjalistka doznaje obrażeń ciała, traci dobytek w pożarze i przeżywa szok za szokiem. Zwłaszcza, że za najstarszym, dorosłym synem matka leje łzy tęsknoty, jakby faktycznie co najmniej umarł. Normalny zaś syn - maturzysta jest traktowany w domu jak ostatni degenerat i wyrzutek społeczeństwa tylko dlatego, że nie jest kopią brata - to też mi się bardzo nie podoba. No, ale może to "świat polskiego serialu" tak ich pochłonął i otępił, że już realnego świata nie widzą... I ta serwetka na pianinie, jakoś mi to beznadziejnie bezgustnie wygląda, a przecież tak bałagan u Borejków, jak i sterylna czystość u Idy i wszelkie inne wariacje opisywane w całej Jeżycjadzie są ok. Tylko tu nawet mieszkanie bez sensu urządzone. Generalnie - aż dziwne, że mają takie fajne dzieci. Odpowiedz Link
iwles Re: Rodzice Schoppe 19.12.05, 13:27 iwoniaw napisała: > Zwłaszcza, że za najstarszym, dorosłym synem > matka leje łzy tęsknoty, jakby faktycznie co najmniej umarł. Normalny zaś > syn - > maturzysta jest traktowany w domu jak ostatni degenerat i wyrzutek > społeczeństwa > tylko dlatego, że nie jest kopią brata - Znam taki przypadek ........ młodszy syn jest traktowany jako gorszy tylko dlatego, że nie jest kopią "doskonałego" starszego brata.... Odpowiedz Link
yennefer_z_v Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 19:16 Wczoraj kupiłam i wczoraj przeczytałam w trybie natychmiastowym. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Moim zdaniem "Żaba" jest o wiele lepsza od "Języka Trolli". To naprawdę stara dobra "Jeżyjada". Nie ma tego pesymizmu, który mnie w "Trolli" przygnębił, jest za to wiele punktów widzenia, a to naprawdę lubię. Może kilka konkretnych spostrzeżeń: - Żaba i rodzina Schoppe - niezły wątek, wreszcie nie same ideały ;) Moim faworytem jest Wolfi. Fantastyczna postać. - Żeromscy - bardzo się cieszę z powrotu Bernarda. Piotrek naśladujacy styl wypowiedzi ojca to majstesztyk. - Aurelia - wreszcie wiemy, co się z nią działo. Ale jakaś taka bardzo otwarta się zrobiła, zaskoczyło mnie to. Jej relacje z uczniami trochę za słodkie. Szkoda, że Konrad pojawił się tylko w opowiadaniach innych. - Borejkowie - nic nie poradzę na to, że cały czas czekam na sceny przy Roosvelta :) Tego nic nie pobije. Dużo mojej ulubionej Gabrysi, świetna Ida, nadal zbuntnowany Tygry i Róża coraz bardziej podobna do Gabrysi. - sceny, które najbardziej zapadły mi w pamięć: przygotowanie do projeku sakralnego u Żeromskich, dyskusja Laury i Róży o literaturze podczas wizyty matki Fryderyka, ładna romantyczna scena balkonowa ;) Laury i Wolfiego. Ale dwa pytania nie dają mi spokoju: - czy to dobrze, że Fryderyk wrócił? Niby wiedziałam, że wróci, ale mam wrażenie, że to zbyt optymstycznie rozwiąznie.. - pytanie bardziej uniwersalne: czy taka miłość od pierwszego wejrzenia (Laura i Wolfi) jest możliwa. Pytanie jest, rzecz jasna, retoryczne ; Ogólnie bardzo mi się "Żaba" podobała. Od pewnego czasu (chyba od "Pulpecji" lub "NiN") części "parzyste" podobają mi się bardziej niż "nieparzyste". Odpowiedz Link
parapluie Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 19:29 moze rodzina Fryderyka rzeczywiscie dziwna...ale chyba prawdziwa.Mamusia zakochana we włsnym synku,ojciec kłócący sie z drugim synem...samo życie jak dla mnie!;P Odpowiedz Link
jedynataka Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 22:06 Właśnie skończyłam Żabę. I zdecydowanie mi się podobało. Może i jestem sentymentalna, ale wątek balkonowy z Tygrysem mnie ujął swoim czarem. Odniesienia do Romea i Julii moze nieco naciagane, ale wspinaczki po rynnie mi się podobały. Zgadzam się, że Wolfi bardzo w stylu starego Baltony. I też ma dziwne imię ;) Taki bardzo w moim typie. Rodzice Schoppe bardzo przygnębiajacy, ale mam wrażenie, że to odpowiedź na ansze utyskiwania jakoby zbyt cukierkowo było. Tylko, że taka wolta to już odrobinę przesada. Ja też zapamiętałam ich jako raczej ciepłą rodzinkę niż może nie patologią, ale chyba lekką dysfunkcjonalnością to to można nazwać. wątek Róży i Fryderyka-no coż oni zawsze odrobinę bajkowi byli. a co do "Czarnej Polewki" to gdzieś czytałam, że ma być o Pyziaku. Bo czytelniczki się domagaja jakiegoś niewielkiego odcienia szarości u niego. Jeśli to prawda, to ja się BARDZO cieszę, bo to jedna z moich ulubionych postaci :) pozdrawiam Odpowiedz Link
nancy_callahan Re: I jak oceniacie Zabe??? 06.12.05, 10:45 Bardzo pozytywnie, czuję powrót do dawnych dobrych pozycji Jeżycjady (po dziwnej i nijekiej Trolli), a więc wielki plus i powiem troszkę więcej sceny z Wolfim i Tygrysem niemal tak dreszczowe jak Pulpecji z Baltoną. Więcej wrażeń chyba po drugim przeczytaniu, ale na razie jestem odcięta od źródła, pożyczyłam mamie. Odpowiedz Link
emusia Re: I jak oceniacie Zabe??? 06.12.05, 18:32 no skończyłam czytać (gdyby nie cholerna szkoła, napisałabym to wszystko już w nocy :) ). I dzielę się wrażeniami. "Język Trolli" mi się osobiście nie podobał i bałam się, że tak samo będzie z „Źabą”. Na całe szczęście myliłam się. Jestem zakochana w Wolfim, następca Baltony czyli chłopak z krwi i kości (znając życie za jakieś 3 tomy będzie miał wąsy). Cieszę się, że jest z tygryskiem. Lucka Leluję lubie, tak jak i Jacka Leluję lubiłam w ‘opium…’, ale wolę widzieć Laurę z Wolfim, tak wolałam Kreskę z Maćkiem :). A że sceny balkonowe banalne? A co w jeżycjadzie nie jest swoja drogą banalne? Czy naprawdę nie sądziłyście, że Gaba skończy z Pyziakiem w ‘Kwiecie…”, Kreska z Maćkiem w „opium…” czy Pulpa z Balotną w „Pulpecji” przy pierwszym czytaniu? Tak więc podoba mi się wątek Laury i Wolfiego, nie podoba mi się tylko to, że od razu małżeństwo. Ludzie. W tej Jeżycjadzie od jakiegoś czasu stało się to plagą. Jeszcze Pulpie mogę to wybaczyć, ale i Pyza w stogu siana z Frytkiem się zaręcza na pierwszym tak właściwie spotkaniu, a teraz Laura gdy widzi chłopaka 4 raz w życiu. Fajnie, że uznali, że są jedyna miłością w swoim życiu, ale niech cholera chociaż raz pogadają ze sobą (czyt. nie kłócą tylko rozmawiają). Powrót Fryderyka mnie cieszy. Może reakcja Róży trochę dziwna, ale sam powrót mnie cieszy, bo Fryderyka w „Imieninach” polubiłam i przykro mi było, gdy czytałam jak rozrabia w „Języku…”. Teraz wiadomo, że się chłopak pogubił nieco, ale jednak zdecydował, co jest tak naprawdę ważne i wrócił do Róży. Co do głównej bohaterki, to Żabę w sumie mało możemy poznać. Poza pierwszymi paroma rozdziałami, nie wiemy za bardzo, co się dzieje w jej głowie. Nie znamy za bardzo jej myśli, tylko jej czyny. Ale chyba ją polubiłam :) Piotrka Żeromskiego też lubię, bo przypomina swojego ojca ale tego z „Brulionu…”, którego lubię, bo aktualnie po lekturze „Żaby…” straciłam serce do Anieli i Bernarda całkowicie. Jakoś mnie zbulwersowało siedzenie na drabinie w z gołym torsem. Nie wiem czemu :). Aurelii jakoś nie widzę w roli nauczycielki. Nie wiem też dokładnie gdzie ją widzę, ale nie, nauczycielka to nie to. Pani sznytek też nie wiem co tam robi, bo już na emeryturze powinna dawno siedzieć, a nie dzieci męczyć :). Ogólnie wieje takim Borejkowskim ciepełkiem i nie ma prawie w ogóle, poza drobnymi wspomnieniami, okarabesów czy jak im tam było, a to dobrze, bo ich nie lubię :) Duży plus za Wolfiego, którego odbije Laurze przy pierwszej okazji i chcę gorąco pani Musierowicz podziękować za tą książkę :) Odpowiedz Link
jasmina_a Re: I jak oceniacie Zabe??? 06.12.05, 21:15 Spodziewalam się gorszych komentarzy Zaby, po tym co pisaliscie o jezyku trolli, który mi osobiscie bardzo się podoba. Żaba wg mnie jest świetna, jak zresztą każda ksiązka MM. Wprawdzie fryzura Tygryska mogłaby być inna, ale te wszystkie sceny z Wolfim b. mi sie podobały. Wszyscy chyba sie domyslali powrotu Fryderyka...Boję sie o czarną polewkę, że Laura odrzuci Wolfiego..:( Odpowiedz Link
taka_misia Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 11:47 Już od pewnego czasu zabierałam się, żeby wypocić sensowne uzasadnienie mojej sympatii do "Żaby" :) A teraz to już nie muszę, po prostu całkowicie się zgadzam z każdym Twoim zdaniem :) Odpowiedz Link
ryza_malpa1 Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 12:29 Bardzo mi się Żabcia podobała :) I pośmiałam się serdecznie, i poużalalam nad patologiczna rodziną, i znalazłam dawny jeżycjadowy klimat. Generalnie jestem miło zaskoczona. Akcja jest bardzo rozbudowana i galopje więc na samym wstępie przeczytalam sobie zakończenie co by nie przeskakiwać opisów i retardacji . Irytują mnie jak zwykle zresztą typy męskie: ten półidiota Żeromski za przeproszeniem ale na wrażliwą i spokojną Żabcie nie zasługuje. Podobnie jak Wolfi - TYgrysek też nie zasługuje na takiego mało skomplikowanego facecika ( cały czas mam wrażenie, ze Wolfi ma brudne nogi). Ale to chyba jakas tendecja - poza Nerwusem i Koziem faceci w Jeżycjadzie są wyjątkowo nijacy - nie maja szczególnych zinteresowań, nie działająw żadnych organizacjacj, wolontaratach, teatrach alternatywnych....Nie wiem co taka Kreska na przykład zobaczyła w Macieju Ogorzałce? Odpowiedz Link
donatta To, co najbardziej uderza ... 06.12.05, 22:32 Nie analizuję wnikliwie i nie rozbieram na kawałki. Książkę połknęłam w półtorej godziny pomiędzy tortem urodzinowym mojego syna, a powrotem do domu, po czym zostawiłam szwagierce, żeby mnie nie odrywała od pracy (książka, nie szwagierka). I stąd tylko bardzo ogólne uwagi. Uderzyły mnie trzy rzeczy: 1. Opisywana przez wszystkich dziwna metamorfoza państwa Schoppe. Tłumaczę to jedynie tym, że nasze pierwsze spotkanie z rodzicami Fryderyka widziane było przez różowe okulary zakochanej Pyzy. Poza tym było to przyjęcie, mnóstwo gości, każdy stara się być miły i robić dobre wrażenie. No i jeszcze wtedy nie było zgryzot w postaci wyjazdu jednego synka za ocean, a drugiego niespełniającego oczekiwań rodziców. To chybe jedyne wytłumaczenie takiej szokującej zmiany charakterów. 2. Naciągana dyskusja Róży i Laury w obecności pani Schoppe. To takie odgrzewanie potyczek słownych (przepraszam, moja droga), które bawiły i wzbudzały pozytywne emocje, gdy siostry były w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Tutaj tak jakby na siłę wklejone z wcześniejszych książek za pomocą polecenia kopiuj - wklej - zachowaj. 3. No i ta strasznie naiwna scena powrotu Fryderyka. Zamiast dać mu fangę w nos, a zakupione ciuszki jednym zręcznym ruchem ręki cisnąć przez balkon, który wszakże odgrywa w tym tomie niebagatelną rolę, Róża zachowuje się jakby nigdy nic. I jeszcze ta torba! Róża ma wszystko, oprócz torby do szpitala, a marnotrwany kochanek - cóż za telepatyczna więź! - przywozi właśnie torbę. Gdyby mnie mój facet po takim potraktowaniu przyniósł w prezencie kawał walichy, wyleciałby razem z nią i to zanim zdążyłby nawet otworzyć usta. Rozumiem: perfumy, ciuszki (no, tu w sumie jest rozgrzeszony, Róża była w ciąży), coś do domu, coś wyjatkowego, szczególnego. A tu: torba. No chyba, że była inkrustowana szlachetnymi kamieniami ... Ale i tak mi się dobrze czytało! Odpowiedz Link
mankencja Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 09:56 w scenie, kiedy fryderyk mówi, że "wynajmiemy sobie mieszkanie" na miejscu Róży odpowiedzialabym zapewne "nie, ty sobie wynajmiesz, ja z tobą nie chcę mieć nic wspólnego, a w ogole, to jak ty smiesz podejmowac takie decyzje samodzielnie, zachowujac się, jakgdyby nigdy nic", al.bo cos w tym stylu. w ogóle, ta 'szlachetna' istota . Odpowiedz Link
mankencja KONTYNUUJĘ, ZA WCZEŚNIE SIĘ WYSLAŁo 07.12.05, 09:59 w ogóle, ta 'szlachetna' istota wydaje się być dość głupia, ze swoim uwodzeniem na praktykach, totalnym nierobstwem w czasie ciązy, okraszonym do tego wzniosłymi gadkami o szmacie i kurczakach w budce. Odpowiedz Link
melba76 Ciąża Róży... 07.12.05, 10:14 Bo to w ogóle jest naciągane. Pamiętacie potężny wątek z forum na temat braku seksu w Jeżycjadzie? I potem rozmowa Fryderyka z tatą Borejko - jako aluzję do tegoż wątku? Wyszło totalne odwórcenie kota ogonem, jakieś podręcznikowe triuzmy, pułapki biologiczne...wszystko mocno wydumane. A ogólnie chodziło o to, że seksualność dorosłych przecież (lub dorastających) bohaterów jest kompletnie w książkach pomijana. Oni są tacy właśnie "nadludzcy" - za rączki się potrzymają, piwa nie napiją - towarzystwo mocno oazowe ;) No i kiedy seks zaistniał na kartach książki- a zaistniał też w zasadzie poprzez skutek działania - wpadkową ciążę, to zamiast urealnienia mamy już mega naciąganie. Dwudziestoletnia dziewczyna podczas dwutygodniowych praktyk "uwodzi" - czyżby to jej wina ;) i od razu wpada! No i właśnie o to chodzi - może jakby w domu zamiast łacińskiech cytatów usłyszała czasem na przykład od własnej matki to i owo na temat seksu i prokreacji, może jakby poszła na wizytę do ginekologa - zanim pohasała z lubym - efekt byłby inny? Ale tak - mamy tylko - zaistnienie seksu i "kara" w postaci nieplanowanej ciąży, Którą zresztą cała rodzina przyjmuje z naiwnym entuzjazmem "dzidziusie tak słodko pachną". I wychodzi na to, że seks przedmałżeński jednak jest be ;) I dochodzimy do postaci Róży w "Żabie" - nazbyt miłosiernej, uwznioślonej i znów - nierealnej....Zawisła na rodzinie, czeka jak wierna Penelopa i kiedy niewierny staje w drzwiach wita go ze spokojem i cielęcym zachytem. A powinna Frycka spuścić ze schodów co najmniej. Wrócił przed porodem, wynajmą kawlerkę, wszystko cacy. A gdzie jej stres, emocje, lęki, gdzie jej krzywda? Wszystko rozmywa się w zapachu świątecznego ciasta, które ciamka sobie zgodnie rodzina? Odpowiedz Link
melba76 Autokorekta ;) 07.12.05, 10:16 Róża nie może pogadać z mamą o seksie, bo Gabrysia takowego nie uprawia - chyba że robi to w swoim pokoju w towarzystwie śpiącego niespokojnie jedenastolatka ;) ale to chyba wielka sztuka ;) Odpowiedz Link
ryza_malpa1 Re: Ciąża Róży... 07.12.05, 12:16 Oj, melba...to tylko książka...taka bajka :D Ja się nie irytuje, bo wiem, ze autorka taka juz jest i kwita. I chętnie sobie nawet czytam książęczką o młodzieży oazowej, bo to dla mnie spora egzotyka :D Odpowiedz Link
melba76 Re: Ciąża Róży... 07.12.05, 13:01 Ależ ja daleka jestem od irytacji ;) wręcz przeciwnie, nurzam się w klimacie Jeżycjady z wielką symaptią. Co nie zmienia faktu, że mojej małej Idusi, jak już będzie większą Idusią, powiem, że świat jednak TAK nie wygląda - po co ma się dziewczę rozczarować ;) Odpowiedz Link
nighthrill Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 10:28 Skończyłam wczoraj po pracy, czytałam dwa dni, bo wciąż mnie coś odrywało, a to korepetycje, a to obiad, a to zakupy. Przeplatałam tę lekturę "Nowymi przygodami Mikołajka":) I... 1) Też, jak wiele z Was, przeczuwałam od początku, że Fryderyk wróci i zrobi to rzecz jasna pod koniec książki. Spodziewałam się tylko, że wparuje do szpitala i zobaczy nowonarodzone dziecko, żeby scena była jeszcze bardziej wzruszająca:) Pani Musierowicz straciła chyba zdolność wymyślania naprawdę zaskakujących zwrotów akcji, które miały miejsce we wcześniejszych ksiązkach, np. "Kłamczusze". 2) Jeszcze o Fryderyku - historia z mailami, które nie dochodzą naciągana jak szlag. Po co Fryderyk zmieniał adres mailowy, skoro powinien czekać na wiadomości od Róży i rodziny pod starym? Zlikwidował go tak sobie, ani razu nie zajrzał na starą pocztę? Dlaczego nie kontaktował się z rodziną, nie dzwonił, nie odbierał telefonów? Czy 23-letni człowiek mieszkający do tej pory z rodziną może na obczyźnie tak po prostu uciąć te kontakty? I wraca, taki nieskalany, mami Pyzę wyprawką dla niemowlęcia (wyrwał mi się w tym momencie książki szyderczy chichocik), a Borejkowie zapraszają go do stołu. Wraca jak Pyziak na pierogi w "Opium..":) zadnej rozmowy z Różą sam na sam, żadnego z jego strony pytania i niepewności czy dawna wybranka jeszcze go chce po jego nieodpowiedzialnych wybrykach. 3) Sama Róża też budzi trochę wątpliwości - nie myśli o przyszłości, studiach, pracy, pieniądzach, zwala się na głowę rodzinie (choć z drugiej strony, co ma zrobić?). Ale ile jeszcze osób pomieści mieszkanie na Roosvelta i kogo jeszcze da się utrzymać z pensji Gabrysi i Grzesia oraz emerytur dziadków? Pyza zdaje się o tym nie myśleć. Jej szlachetność i matkopolkość jest trochę wymuszona. Te wszytskie deklaracje... 4) Romans Laury i Wolfiego - Przemiana Laury raczej niewiarygodna, Wolfi jako postać podoba mi się bardzo. Natomiast szybkość nawiązania się miłosnej nici i plany małżeńskie na dokładkę pomiędzy osobami osiemnastoletnimi wydają się naprawdę niebywale dziwne. Rozumiem, że Laura może tego chieć i rozumiem dlaczego. Ja także, wychowana w trudnej rodzinie, marzyłam w liceum, by wyjść za mojego pierwszego chłopaka. Nie wyszłam, czego nie żałuję:) Trudno mi wyobrazić sobie, by chłopak przed maturą, zwłaszcza tak niezależny jak Wolfi, planował ślub. Zresztą, zauważcie, że to Laura mówi, że chcą się jak najszybciej pobrać:) Nie ma sceny oświadczyn w obecności rodziny, jak w "Pulpecji". Tu nie chodzi o to, że wzorem nowych trendów ślub trzeba odsuwać w nieskończoność, a dzieci na "po trzydziestce". Ale śluby "z miłości", bez presji ciąży, w wieku 18 lat zdarzają się obecnie bardzo rzadko. I nie sądzę, żeby Wolfi i Laura byli na to gotowi pod względem odpowiedzialności i dojrzałości. Muszą się najpierw lepiej poznać. 5) Wkurzające są wycieczki przeciwko feministkom. "Miała co prawda niezłe nogi, ale zarzucała go sloganami o męskiej dominacji...". Litości! Taki niby głęboki facet ocenia najpierw nogi? Pani Musierowicz nurza się w swojej ulubionej konserwatywno-patriarchalnej wizji świata, który kobiety ozdabiają mężczyznom. 6) Od kiedy Papa Roach jest zespołem punkowym? Czy punkowcy, którzy mają luźny i niezal;eżny stosunek do rzeczywistości, pomnażają swe pieniądze na giełdzie i cieszą się jak głupi z notowań? Odnoszę tu wrażenie, że pani Musierowicz wie o punku tak mało, jak wiedziała o rasta pisząc "Język Trolli" i że jest to bardzo na siłę. Już lepiej nie udziwniać... 7) Żeby nie było, że jestem beznadziejnie zgryźliwa - książka podobała mi się bardzo, dużo bardziej, niż "Trolla", choć nie odnajduję w niej klimatu starej Jeżycjady, jak piszecie. To już nie te czasy:) A co mi się podobało? - postać Żaby -postać Piotrka -brak odniesień politycznych i religijnych -Józinek -dobrze przedstawiona atmosfera domu Borejków -brak nachalnego moralizatorstwa :) Odpowiedz Link
pampelka Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 12:51 Tak, Żaba lepsza niż ostatnie powieści ale wciąż obarczona tym samym błedem. Jakim? Pierwsze części Jeżycjady, te najlepsze, to były ksiązki dla nastolatek, z dobrym tłem obyczajowym. Tematem zatem była miłość i to miłość ciekawa (Kłamczucha, która nacina się na księcia z bajki, Gabrysia, która musi się zmierzyć z notorycznym podrywaczem, Kreska, której inna zabiera chłopaka sprzed nosa, wreszcie zakompleksiona, dojrzewająca Celestyna), bohaterki jednak, uwikłane w romanse musiały zmierzyć się i z innymi problemami dorastania. Zatem Gabrysia boksowała się z niechęcią do pani Trak i w własnym lenistwem, po tym gdy odkryła, że cały dom jest na głowie mamy. Kłamczucha miała zabawne konflikty z ojcem, jescze lepsze z Mamertami, przyszło jej na własnej skórze poznać, że kłamstwo nie popłaca i zweryfikować swe życiowe credo. Celestyna wychodziła z roli domowego popychadła, wychodziła zresztą przezabawnie, Ida zaś, równie zakompleksiona, odkrywała swoją kobiecość. Oprócz tego, czytelnik miał jeszcze szansę na zabawne, celne analizy codzienności, alucje polityczne (zwłaszcza w Opium), wreszcie na smaczki obyczajowe (ach wspaniała Kłamczucha jako pomoc domowa). W tamtych czasach MM. była też dużo łaskawsza dla bohaterów, zwłaszcza negatywnych i rzucała na nich cieplejsze światło (Piróg, pani Trak). Potem autorka poszła w baśń, baśń o dobrej rodzinie, samotnej wyspie na morzu plugastwa. Nic w tym złego, autor idzie ścieżkami, którymi sam się wiedzie, problem moim zdaniem w tym, że poszła niekonsekwentnie. I stąd ustyskiwania. Jeśli zatem Żaba miałaby być baśni, nie powinna być infekowana tzw codziennymy i groźnymi problemami jak choćby ciąża szwagierki. Tymczasem zaś mamy taki miszmasz, że naszych cudownie dobrych bohaterów konfrontujemy z rzeczywistością, która ani ich nie zmienia, ani nie dotyka, jest jedynie sztafażem cywilizacyjnym dla pewnych tez. Czy ciąża Róży naprawdę nie niesie problemów. Oto młoda dziewczyna. Nie zarabia. Sam wózek to marny 1 tys. złotych, prawei tyle samo łóżeczko, dobra pościel i pochraniach, kila stów, dalej pieluchy tetrowe, lepsze bawełniane, każda kilkanaście złotych, plus obłędnie drogie koszulki (3 to 90 zł w mothercare) dobry materacyk też swoje kosztuje. Zatem jest poważnym obciążeniem finansowym i nie napisze nawet o podgrzewaczu do butelek, tym czymś do odciągania pokarmu, różnych smoczkach awent itp. Tymczasem jej matka ma na utrzymaniu trójkę dzieci, pracuje na uczelni, ojciec też nie zarabia, a dziadkowie są na emeryturach. Róża tymczasem bedzie jeszcze niesamodzielna przez kilka lat, zamierza przecież rzucić te astrofizykę. Dziecko zatem trafi do babci i dobrze, bo miła i bezpłatna. Nadto w niedużym jednak mieszkaniu juz teraz mieszka siedem osób. Miałoby osiem w tym małe, brykające dziecko, mnie by to przeszkadzało. I nie tylko. Dziewczyna jest młoda, jeśli tata się brzydko mówiąc wypnie czeka ją procedura procesowa ustalenia ojcostwa, a jeśli nie dziecko będzie jako nieślubne. Będzie też jednak obciążeniem, bo mata z dzieckiem nie szuka tylko męża, szuka też ojca dla dziecka, a czasem trudno ułapić za jednym razem te dwie cnoty. Ciąża zatem jest poważnym rodzinnym problemem, również i dla Gabrysi. Czy ona nigdy nie myśli o tym, że JUZ zostanie babcią, nie dotyka jej to. W ten sposób można rozłożyć na części pierwsze każdy tzw życiowy problem z rodziną Szoppe włącznie. Nie są patologicznie, ale nieszczęsliwi. MM odmawia im jednak prawa do ludzkich cech, od poczatku do końca prezentują się negatywnie. Tak jak pani Sznytek. Szoppowie tymczasem, nie dlatego są niefunkcjonalni, że kochają seriale, ale dlatego, ze najwyraźniej coś w tej rodzinie szwantukuje. Dowodem tego jest zabawaw w sedziego (kłócimy sie w obecności osoby postronnej branej na arbitra0. To typowa gra psychologiczna, opisana w byłe poradniku, ale ma ona też pewną motywację, mechanikę i konsekwencję. Ja to widzę tak. Dalsze części Jeżycjady to książki o nastolatkach pisane dla trzydziestolatek, z ich językiem, ich kulaturalną otoczką i ich marzeniami. Pogłębaijący się rozziew między realiami powieściowymi, a życiowymi wynika z niuregulowanego stosunku do materii: baśń to czy powieść obyczajowa. Pewną charakterystyczną dla nich cechą jest dominanta opisu. Postaci przedstawione są deklaratywnie. One mówią o sobie jakie są, rzadko jednak te cechy poznajemy w tzw akcji. Wiemy, że Gabrysia przyjaźni sie z Anielką K. Ale czy widzieliśmy jakieś ich spotkanie. gabrysia zyje w ścisłym rodzinnym kordonie, on wyznacza granice jej świata, gdzie tam jest, było miejsce na Anielę? Choć w tej książce mniej jest moralizowania, wciąż i wciąż wyłażą z niej poglądy. Scena z internatutką: nieudana,. Internautka nie dość , ze niespecjalna,m to głupia i jeszcze żarłoczna! Na dodatek feministka! Dziecko jest darem, li i jedynie! I basta! Rodzina ach rodzina. Rodzina jako klan! Ja prywatnie mówiąc, bałabym się wżenić w Borejków. Bałabym się, ze mnie zawłaszczą. Kolejna sprawa: pieniądze. Bohaterowie którzy żyją ideami, a tacy jednak sa Borejkowie, lekka ręką kupuja drogie albumy fotograficzne i wózki, jedzą wykwintnie i chętnie się dzielą. A ja się pytam skąd mają? No chyba że to jest jak w grze komputerowej: zdobędziesz pieniądze na kody i wszystko ci jedno ile wydajesz na tapety. Kwestia pieniędzy dotyczy i Wolfiego. Skąd on ma na sprzęt audio dla Żaby, na te farby itp. Toż to maturzysta. Pozostała też typowa dla poprzednich powieści nadludzka dobroć boahterów. Żadne z nich nie zmaga sie z żadnym problemem. gabrysia pracuje na uczelni. To taki cymes? Uczelnia często zakwita konfliktami, grupami lobbystycznymi, plotkami, nad którymi Gabrysia przepływa suchą nogą. Może zatem stać patrzeć w okno i mówic o wypalaniu mis. Bo świat zewnętrzny jej się nie ima. Podobnie jak poprzedniczki oceniam powieść an lekki plus. Nie zaśmiałam się, raziły mnie stare dialogi w ustach dzieci i sztampowe rozwiązania problemów. Jak zawsze zaś zmęczyła mnie konwencja telenoweli. Bo jakby nie wybrzydzać na takie M jak Miłość jeżcycjada bardzo się do niej upodabnia. I tu pojawiają się stare postacie, bez znaczenia dla akcji, a tylko po to by donieść, że Orelka to bedzie miała dziecko i pracuje w szkole, a Konrad został wielkim reżyserem. Jakkolwiek krytyczna byłaby moja ocena książke kupiłam, chetnie przeczytam następną, a panią MM. szczerze lubię, choć gramy w innych drużynach. Pozdrawiam wszystkie fanki Odpowiedz Link
zgred67 Nie tak drogo! 07.12.05, 13:33 Za pozwoleniem, moja droga, nie przeczę, że dziecko generuje wydatki, ale podane przez Ciebie oszacowania cenowe są nieoptymalne. Niezły wielofunkcyjny polski wózek (resory w skórze, przekładana rączka, wyjmowana gondolka) kosztował mnie 2 lata temu około 600PLN, a nie tysiąc. Łóżeczko też nie kosztuje tysiąc złotych, tylko dwieście. A ciuchy w wymienionym przez Ciebie sklepie są bardzo drogie. W innych są o wiele tańsze, a w supermarketach jeszcze tańsze, a na allegro można kupić używane jeszcze taniej i moja szwagierka tam właśnie kupuje, mimo że nie jest źle sytuowana. Ja zapłaciłem tysiac za wózek, łóżeczko, materac i chyba jeszcze pościel. Odpowiedz Link
yasmeen Re: Nie tak drogo! 08.12.05, 20:52 tak, tylko ja pamietam tych Borejkow, ktorzy jedli na kolacje oszczedne a pelnowartosciowe kanapki z pasta... Gdzie siostry znaszaly jedna po drugiej ciuszki, a mama probowala na rozne sposoby urozmaicic skromna garderobe corek (vide motyl Gabrysi czy tez zwiewne suknie Idy). I jakos mi teraz zgrzyta tekst o kupnie nowego wozka, bo co prawda w rodzinie jest kilka, ale milo jest kupowac dziecku cos nowego... Podkreslam cos nowego, wiec uzywane ciuszki z Allegro chyba odpadaja... A ja wlasnie jestem na etapie kompletowania wyprawki dl adziecka - wozek, fotelik, lozeczko, nosidelko, wanienka, ubranka, materacyk, posciel... Nie jest rozowo, wierz mi... Troche mi zal tych opisow, gdzie widac bylo, ze dziury budzetowe mniejsze lub wieksze mozna bylo zalatac pomyslowoscia i miloscia... O np. te slynne dziela Kreski :) pozdr yas yas Odpowiedz Link
dakota77 Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 13:52 Co do pieniedzy- od dawna wiemy, ze Gabrysia nie tylko pracuje na uczelni, ale i duzo publikuje. grzegorz pracuje, a napisalas, ze nie. Co do pieniedzy wolfiego, w ksiazce wyraznie ejst napisane, jak zarabial. radze go odnalezc. po co Rozy procedura ustalania ojcostwa? nawet gdyby Frycek sie wypial, a tego nie zrobil, niechec do uczestniczenia w wychowaniu dziecka nie mjsi rownac sie domowie uznania dziecka za swoje. Ze spora czescia twoich zarzutow sie jednak zgadzam. Odpowiedz Link
pampelka Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 14:19 przepraszam. Jeśli nie dopatrzyłam sie zarobków Wolfiego. Mój błąd ale geneza jego tkwi w tym o czym pisałam: deklaratywności. Nie pamiętam już, jak dorabia Gabrysia,zapewne publikuje, bo jest do tego zmuszona, jeśli chce jeszcze wyższe stopnie naukowe osiągnąć, ale publikacje naukowe to marny grosz. Wiem, bo moja przyjaciółka, też pracownik naukowy, też doktor, też publikuje, traktując to jednak z musu jako trampolinę do kaiery, zarabiając pisaniem do różnych gazet, skocznych tekstów na tematy paranaukowe. Żyje zaś z przeróżnych grantów, konferencji i diet, ścibolonych, żeby było na mieszkanie, bo na samochód to już nie bardzo. Masz rację Dakoto z tą procedurą ustalania ojcostwa ale tu sprawa jest niejasna. Wszak on wyjechał i słuch o nim zaginął, a tymczasem dziecię ma się rodzić i trzeba coś podać w urzędzie. Czy Róża mówiąc, że nic nie chce ma na myśli również nazwisko? Raz mówi o dziecku, że będzie Szoppe ale skąd o tym wie? Wszak Frycek nie powiedział jasno co zrobi. Może nic nie chciał zrobić, może w Stanach przyszło mu do głowy, że najlepiej zapomnieć? Na pocieszenie mam taką historię z życia: jeden wredny Frycek zrobił mojej koleżance dziecko i brzydko się wypiął. Dziadzio, ojciec koleżanki pojechał do Frycka, natłukł go bardzo mocno, złamana noga itp, a dziecko zapisali jako nieślubne. Był problem bo ksiądz nie chciał ochrzcić, sle sprawy sie ułożyły, znalazł się porządny proboszcz. Koleżanka zaś skończyła studia, poznała świetnego chłopaka, sa małżeństwem, świetnymi rodzicami i wszystko jest cudnie. Naprawdę. Ot taka bajka na obrzeżach codzienności. Odpowiedz Link
elwinga Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 18:35 Publikacjami naukowymi można sobie dorobić, ale raczej nie można się z nich utrzymać. Chyba że ktoś siedzi, pisze i publikuje non stop. Znam takich. Ale to ludzie, którzy poza pracą naukową nie mają innego życia. I nie mają własnej rodziny. A swoją drogą, czy w Jeżycjadzie jest gdzieś powiedziane expressis verbis, że Gabriela ma doktorat, albo i habilitację? Bo ja tego nie pamiętam z wcześniejszych tomów. Owszem, jest wspomniane, że pracuje na uczelni, ale to nie jest równoznaczne z posiadaniem stopnia naukowego wyższego niż mgr (zajęcia językowe często prowadzą osoby bez doktoratu, a ona wykłada na filologii klasycznej). Odpowiedz Link
iwoniaw doktorat Gabrieli 07.12.05, 19:07 nie pomnę teraz w którym tomie, ale jest scena, w której 2-letni bodaj Grzegorz Ignacy rysuje, a Gaba przy komputerze pisze artykuł do hablilitacji. Odpowiedz Link
isztaria Re: doktorat Gabrieli 07.12.05, 20:55 w Tygrysie i Róży Laura wywozi Senekę z pieczątką dr hab Gabriela Stryba. Odpowiedz Link
qlka_79 podyskutowałabym 07.12.05, 21:29 Bardzo podoba mi się to, co napisałaś o Jeżycjadzie. Muszę się jednak nie zgodzić: > W tamtych czasach MM. była też dużo łaskawsza dla bohaterów, zwłaszcza > negatywnych i rzucała na nich cieplejsze światło (Piróg, pani Trak). A rodzina Lisieckich? Ta ich matka-cwaniara, jeżdżąca do NRD na saksy. Oni są przedstawieni jednoznacznie negatywnie, a to że ci dwaj pod koniec na chwilę łagodnieją było konieczne do pokazania pozytywnego oddziaływania Idy. > Potem autorka poszła w baśń, baśń o dobrej rodzinie, samotnej wyspie na morzu > plugastwa. Nic w tym złego, autor idzie ścieżkami, którymi sam się wiedzie, > problem moim zdaniem w tym, że poszła niekonsekwentnie. I stąd ustyskiwania. Ja wiem, czy później? Już w Opium w rosole jest wyraźne wskazanie, jacy to Borejkowie poszkodowani, bo stary pierdoła internowany. Poza tym czemu zaraz to plugastwo? Generalnie postaci przewijające się w Jeżycjadzie cechuje pozytywny stosunek do świata i innych ludzi. Przecież rodzina Kreski i Maćka jest równie ciepła. Kowalikowie w gruncie rzeczy też nie są źli. Robrojek z Bella - właściwie to oni są naprawdę poszkodowani przez los, bo nie tylko stracili bliską osobę, to jeszcze Robrojek został wykołowany przez wspólnika (co i tak kończy się pozytywnie). > Róża tymczasem bedzie jeszcze niesamodzielna przez kilka lat, zamierza przecież > rzucić te astrofizykę. Dziecko zatem trafi do babci i dobrze, bo miła i bezpłat > na. Nie widzę w instytucji babci nic złego! > Dalsze części Jeżycjady to książki o nastolatkach pisane dla trzydziestolatek, > z > ich językiem, ich kulaturalną otoczką i ich marzeniami. Tutaj trudno mi polemizować, ponieważ z Żaby przeczytałam ze dwie strony, ale wydaje mi się, że trzydziestolatki mają jednak nieco inne marzenia i otoczkę kulturalną. Bliżej mi do trzydziestki niż do nastolatki, dlatego z tym się nie zgodzę. Dlaczego? Otóż należy się zastanowić do jakiego odbiorcy książki MM są kierowane. Na pewno nie jest to grupa ćwierćinteligentek zapatrzonych w dyskoteki, ale raczej osoby ceniące wartości niematerialne, raczej dobrze wykształcone (lub w trakcie zdobywania tego wykształcenia), oczytane, inteligentne. Zakładając, że tak wygląda spora część wiernych czytelniczek, można przyjąć, że tego typy jednostki będą nakierowane na myślenie o przyszłości. W związku z tym ich marzeniem nie będą romantyczne zaręczyny na pierwszej randce czy ślepe dreptanie za ukochanym na studia, od których chce się wymiotować. Poza tym w zachowaniach takich osób nie mieści się seks bez zabezpieczenia, z osobą, której - jak się okazuje - nie zna się tak naprawdę. Miłośc - tak, seks - tak, ale z jakimś sensem, zamiast z klapkami na oczach. (Odniesienie do Jagny?:D) Z resztą się zgadzam! Odpowiedz Link
pampelka Re: podyskutowałabym 07.12.05, 22:16 za przeproszeniem. Lisiecka to osoba niemiła, pamietajmy jednak, że po wyłudzeniu pieniędzy od Borejków dostaje wyrzutów sumienia, jak ospy, wraca i oddaje. To dobry gest rokujący na przyszłość. Autorka zawiesza tu Lisiecką i jej bistor, ale możemy mieć nadzieję, że będzie lepiej. Mali Lisieccy zaś rokują, jako tako, po interwencji Idy, no ale potem wiemy, wyrosło z nich samo zło, z Lisieckiej zresztą też. Nie zgodzę, się, że Opium to baśn. To rzetelna proza, taka w duchu Prusa nawet, pokuszę się na porównanie. Wyróżnia ją to co wyróżniało pierwsze części fabuła nie jest pisana pod tezę. To opowieść o niebanalnej miłości na tle smutnych czasów, ukazanych dyskretnie, ale widocznych. I tu mamy niedobrą postać: mamę Aurelki, jakże pięknie wyprowadzoną na ludzi. Scena z córką jest naprawdę przejmująca, sam zaś wątek Genowefy Pompke mistrzowski. Ignacego nigdy nie nazwałabym pierdołą. To autokrata, pozwala swoim kobietom, by z wdziękiem się nim zajmowały. Lubię go, ale jego styl działania, siedzę i mówię, jest jeszcze herbatka, byłby dla mnie trudny do zaakceptowania, w życiu codziennym. O rodzinie Kreski wiemy tyle co nic, rodzina Macieja też jest pokazana bardzo skrótowo. A że plugastwo. A tak. Bo rodziny otacza zły świat. Orelka jest u macochy, macocha ma wrednego syna, sama jest zreszta wredna. Ojciec porzucił matkę, a teraz cierpi u boku drugiej kobiety. To jest właśnie to, jasny sygnał co dobre co złe. Tymczasem nie każde małżeństwo może przetrwać. Tak samo plugawy jest Pyziak, patrzący na majątek, porzucający rodzinę i polskość. Niczego dobrego w nim nie ma. Itp itd. Nigdzie nie napisałam, że instytucja babci to coś złego. Przeciwnie - dobra babcia to skarb, który należy hołubić, pielęgnować, podlewać i dopieszczać. Mila jako babcia? No nie wiem, przecież pisze sztuki, a opieka nad dzieckiem absorbująca jest, ale ona kocha dzieci, więc może ma jakieś sposoby. A jednak obstaję, że to książki dla starszych. Starszych bo autorka bardzo wysoko stawia poprzeczkę, z nazwisk, cytatów, odniesień itp. Myślę natomiast, że paradoksalnie MM. pisze je z naprawdę z myślą o młodym pokoleniu, które chce wychować i któremu chce zaszczepić świete krzewy wiary. Wiary szeroko rozumianej, wiary nie tylkow Boga, ale i w pewne idee, w system wartości, wreszcie w miłość rozumiana jednak jako związek na dobre i na złe, rodziny jako podstatowej komórki, jedynej zdolnoj obrnić jednostkę. Może zresztą szczepy się przyjmują, sama nie wiem, mam już bagaż doświadczeń, jakże inny od tego jaki dżwigają bohaterki. Dlaczego uważam, że to książki dla trzydziestolatek? Trzydziestolatki są przenośnią pewną. Może niedobrą, bo kojarzą się raczej z Briget Jones. W każdym razie to ksiązki, dla tych, którzy chcą uciec ze świata codziennego, do świata odświętnego, jakim jest świat przedstawiony w Jeżycjadnie. Nastolatki rzadko uciekają: one rzucają się raczej na łeb na szyję w to co je otacza, są często lepiej zorientowane w realiach niż ich rodzice, czesto już dość cyniczne, i jakoś, niektórym, nawet z tym dobrze. Jeżycjada to taki dom za miastem dla mieszczucha. Chałupa w Bieeszczadach, gdzie szczapy płoną na ognisku, gdzie nikt szczurów nie goni, gdzie sąsiad sąsiadowi przyjacielem, gdzie jest czas, dobro itp. To taki mit, raj do którego się dąży. I w tym sensie nowa Jeżycjada to ucieczka od życia. Stara przeciwnie, pozwalała to życie zrozumieć, ogarnąć, zawalczyć z nim i zwyciężyć, czego i ja doświadczyłam wraz z lekturami MM. O, i tyle Poza tym kaczka dalej lubi pływać itp. Odpowiedz Link
qlka_79 Re: podyskutowałabym 08.12.05, 19:00 > za przeproszeniem. Lisiecka to osoba niemiła, pamietajmy jednak, że po > wyłudzeniu pieniędzy od Borejków dostaje wyrzutów sumienia, jak ospy, wraca i > oddaje. Niestety, nie wraca, tylko przysyła swoich cudnych synków z liścikiem i odliczoną kwotą (przypiętą spinaczem!). > Nie zgodzę, się, że Opium to baśn. A gdzie ja napisałam, że to baśń? > To rzetelna proza, taka w duchu Prusa nawet, > pokuszę się na porównanie. Zgodzam się wszystkimi nogami:) > I tu mamy niedobrą postać: mamę Aurelki, jakże pięknie wyprowadzoną na ludzi. > Scena z córką jest naprawdę przejmująca, sam zaś wątek Genowefy Pompke mistrzow > ski. No scena być musiała, cobyśmy się zbiorowo wzruszały, wierząc w człowieka:) Wątek Genowefy nudził mnie, niestety, chociaż postać ta jest niezbędna dla wprowadzenia komizmu (scena z klepaniem dyrygenta napisana jest rewelacyjnie!). Alter ego Genowefy było też dla mnie wiadome od początku, a żałuję, bo mogłam się mile zdziwić. > Ignacego nigdy nie nazwałabym pierdołą. To autokrata, pozwala swoim kobietom, b > y > z wdziękiem się nim zajmowały. Lubię go, ale jego styl działania, siedzę i > mówię, jest jeszcze herbatka, byłby dla mnie trudny do zaakceptowania, w życiu > codziennym. Właśnie dlatego nazywam go pierdołą. Od samego początku pojawienia się tej postaci wyobrażałam go sobie jako starego, zgarbionego dziada, a to w gruncie rzeczy nie był przecież stary facet. Z lektury innych wątków wiem, że nie tylko mnie doprowadza do szału jego niezaradność życiowa, albo raczej takie oderwanie od życia - nie mówię o pogoni za pieniędźmi, ale np. o myleniu imion chłopaków, że o chęci nazwania Gabrysi Wergilią (co jeszcze by uszło), a Natalii - Tibullą (jak nazwa bakterii, brr...) nie wspomnę. > O rodzinie Kreski wiemy tyle co nic, rodzina Macieja też jest pokazana bardzo > skrótowo. Trudno wiedzieć coś o rodzinie Kreski, skoro jest wprowadzona do Jeżycjady już jako mieszkająca u dziadka. Miałam na myśli rodziną tworzoną przez nich samych, którą można poznać (choć też bardzo skromnie, niestety) w Noelce. > Nigdzie nie napisałam, że instytucja babci to coś złego. Przeciwnie - dobra > babcia to skarb, który należy hołubić, pielęgnować, podlewać i dopieszczać. Mil > a > jako babcia? No nie wiem, przecież pisze sztuki, a opieka nad dzieckiem > absorbująca jest, ale ona kocha dzieci, więc może ma jakieś sposoby. Pisze, i owszem. W Trolli jest nawet takie stwierdzenie Józinka, że babcia będzie pisała na laptopie (a dziadek gadał po łacinie). No ale czego się spodziewać po kobiecie, która ledwo odchowała najmłodszą córkę, to już miała wnuki. Też bym miała dosyć :D > A jednak obstaję, że to książki dla starszych. > Starszych bo autorka bardzo wysoko stawia poprzeczkę, z nazwisk, cytatów, > odniesień itp. Bez przesady:) Nie każdy, a ja na pewno, czyta Jeżycjadę, żeby wyszukiwać ukryte archetypy i cytaty. Bardzo lubię mruganie autorki, ale to nie jest główny powód, dla którego cenię te książki. Myślę natomiast, że paradoksalnie MM. pisze je z naprawdę z myśl > ą > o młodym pokoleniu, które chce wychować i któremu chce zaszczepić świete krzewy > wiary. Wiary szeroko rozumianej, wiary nie tylkow Boga, ale i w pewne idee, w > system wartości, wreszcie w miłość rozumiana jednak jako związek na dobre i na > złe, rodziny jako podstatowej komórki, jedynej zdolnoj obrnić jednostkę. Może > zresztą szczepy się przyjmują, sama nie wiem, mam już bagaż doświadczeń, jakże > inny od tego jaki dżwigają bohaterki. To mnie cieszy, bo będę mogła je dawać mojej przyszłej córce i/lub przyszłej siostrzenicy. A propos zaszczepiania - mnie się zaszczepiło. I to tak trwale, że często myślę opisami z Jeżycjady. No i ten nieszczęsny ideał miłości wręcz idealnej, pełnej zrozumienia, z głębokimi, wrażliwymi chłopakami i mężczyznami... (Baltona, Baltona...) To powoduje skazę w psychice, jak się uwierzy, a będąc nastoletnią panną uwierzyć naprawdę łatwo. To "książki zbójnickie" wręcz... Ale dam je mojej przyszłej córce i/lub siostrzenicy. > Nastolatki rzadko uciekają: one rzucają się raczej na łeb na szyję w to co je > otacza, są często lepiej zorientowane w realiach niż ich rodzice, czesto już > dość cyniczne, i jakoś, niektórym, nawet z tym dobrze. E, bez przesady. Są nastolatki i są nastolatki. Jest Róża i jest Laura... > To taki mit, raj do którego się dąży. > I w tym sensie nowa Jeżycjada to ucieczka od życia. Dla mnie Jeżycjada jest odbiciem mojego życia. Tak, mam życie podobne do Borejków, tzn. bezpieczny, ciepły dom, najlepszą siostrę na świecie, fantastycznego faceta. A jednak przydarzają mi się kłopoty, narzekam na brak gotówki, dotyka mnie sytuacja gospodarcza kraju. Można mieć w realu swoją "borejkowską wyspę", swój raj, a zarazem być zakorzenionym w życiu i nie uciekać od niego. > Stara przeciwnie, pozwalała to życie zrozumieć, ogarnąć, zawalczyć z nim i > zwyciężyć, czego i ja doświadczyłam wraz z lekturami MM. Na szczęście nie muszę nic zwalczać:) Chyba jestem szczęściarą, ale lubię życie i lubię ludzi. To nie jest dla mnie negatywny synonim, ale określenie czegoś ciekawego, pełnego pasji, miłych wrażeń. Tak jak w Jeżycjadzie - zwróć uwagę, że we wspomnianych początkowych tomach bohaterowie są jakby otoczeni taką warstwą ochronną. Nawet jeśli mają kłopoty (Gabrysia w szkole, Ida i Celestyna ze sobą samą itd.), to ich wewnętrzna struktura psychiczna i system wartości pozostają trwałe. Bardzo mi się w nich to podoba. > Poza tym kaczka dalej lubi pływać itp. Oj, bo minister Ziobro nie daruje i zamkną nam forum:))) Odpowiedz Link
pampelka Re: podyskutowałabym 08.12.05, 20:01 hihi ale się dyskusja rozwinęła. 1. A zatem: ktokolwiek pieniądze przynosi, daje je Lisiecka. I to, upieram się, ładny gest. Litościwy, autorka konsekwentnie do niego prowadzi. I dobrze, bo trzeba wierzyć w ludzi. 2. Twoja ocena wątku Genowefy pozostaje twoją. To żaden argument czy on ci się podoba czy nie. Ja go eksponuję jako pewien styl autorski, tamtych powieści. 3. To co dla ciebie jest pierdołowatością dla mnie nie. I różnimy się pięknie. 4.Czy system wartości bohaterek pozostaje ten sam. A broń cię Boże. Kłamczucha jest samolubną kłamczuchą właśnie i dopiero splot okoliczności, w które autorka zgrabnie ją wplątuje, sprawia, że porzuca drogę niecnoty. Kreska zaś z lubością nurza się w niechęci do mamy Aurelii, a swojej wychowawczyni, i to dziadek plus życiowe przypadki uczą jej, by tego nie robić. Zmieniają się zatem i kształtują. Róża w ciąży zaś niczego się nie nauczyła. 5.Cieszy mnie, że lubisz życie. Żadna z bohaterek starej Jeżycjady nie twierdziła, że życia nie lubi i tego nie demonstrowała. Każda natomiast zmagała się z takim czy innym problemem i wychodziła z niego zwycięsko, odmieniona i lepsza. Na tym miedzy innymi polegała wielkość MM: potrafiła to bardzo pięknie i wiarygodnie pokazać. 6. Bohaterowie wczesnej Jeżycjady nie są otoczeni warstwą ochronną. Mają takie same problemy jak większość rówieśników, a nawet większe (kreska, samotna, przestraszona chorobą dziadka). Oczywiście autorka mogłaby skonfrontować je z dnem: przemocą w rodzinie, alkoholizmem, pedofilią, zbrodnią, ale po co? Jej pisarskie zamierzenie było jasne i od początku do końca, wówczas, konsekwente. Przedstawiała świat tzw codzienny, przeciętny, bez straszliwych obiektywnych dramatów (choć już szpital i pani Borejko w Kwiecie kalafiora, jest takim trudnym doświadczeniem). Taki był zamysł i został on perfekcyjnie wykonany. Nie pisała " My dzieci z dworca Zoo". Pisała " Szóstą klepkę" 7.Róża i Laura w żaden sposób nie mogą być ustanowione "typowymi nastolatkami polskimi". Jeśli wogóle coś takiego jest. Jeśli mnie nie zrozumiałaś wyjaśniam: czas młodości to nie czas ucieczki, a konsupcji zycia. To wówczas zapisujemy się na konie, na języki obce, kłócimy z rodzicamy, szukamy grup, próbujemy ekstremów itp. Czy wszyscy jak jeden mąż? A czy jest typowy człowiek. Nie. Niemniej to jest właśnie pewna prawidłowość wiekowa. I takie same ma starość, dojrzałość, wiek średni itp. Właśnie dlatego świetnie rozumiemy ten oto tekst: ona już zna, już zna te historie, że żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią, ona na pamięć to umie. Nie oznacza to wszak, że wszyscy znaleźliśmy sie kiedyś, albo znajdziemy w takiej sytuacji. Wiemy jednak, że występują i wiemy mniej więcej kiedy. Zresztą wyważamy tu otwarte drzwi, psychologia dawno to poklasyfikowała, a teraz na resztkach buszują autorzy poradników dla każdego. 8. Dalej mnie cieszą, wszystkie radosne wydarzenia w twoim życiu, a jeśli chodzi o kaczkę to wciąż lubi pływać:-) Ja zaś pozostaję z ukłonami dla autorki, bo jak już pisałam wiele jej zawdzięczam. Odpowiedz Link
qlka_79 Re: podyskutowałabym 12.12.05, 18:04 > hihi ale się dyskusja rozwinęła. Lubię takie dyskusje:) > 1. > A zatem: ktokolwiek pieniądze przynosi, daje je Lisiecka. I to, upieram się, > ładny gest. Litościwy, autorka konsekwentnie do niego prowadzi. I dobrze, bo > trzeba wierzyć w ludzi. Dla mnie to nie jest odruch serca, tylko resztek sumienia. No może serca też, bo zobaczyła takie ofiary losy z gromadką do wykarmienia i coś ruszyło. > 2. > Twoja ocena wątku Genowefy pozostaje twoją. To żaden argument czy on ci się > podoba czy nie. Ja go eksponuję jako pewien styl autorski, tamtych powieści. Specjalnie dla tego punktu poświęciłam sobotnią noc na ente już czytanie Opium. Wątek Geniusi jest kapitalny i patrzę na niego świeżym okiem. Przez obrzydliwą Geniusię (te lepkie rączki, ten rosołek na rajstopkach...) pokładałam się też ze śmiechu. > 3. > To co dla ciebie jest pierdołowatością dla mnie nie. I różnimy się pięknie. Bene:) > 4.Czy system wartości bohaterek pozostaje ten sam. A broń cię Boże. Kłamczucha > jest samolubną kłamczuchą właśnie i dopiero splot okoliczności, w które autorka > zgrabnie ją wplątuje, sprawia, że porzuca drogę niecnoty. Kreska zaś z lubością > nurza się w niechęci do mamy Aurelii, a swojej wychowawczyni, i to dziadek plus > życiowe przypadki uczą jej, by tego nie robić. Zmieniają się zatem i kształtują Też się nad tym zastanawiałam. Masz w tym miejscu rację, a ja miałam na myśli te wzorcowe postaci, chociaż Celestyna też nad sobą pracuje. > Róża w ciąży zaś niczego się nie nauczyła. Nawiąże do tego, jak tylko skończę czytać. Na razie jestem nią zachwycona, ale jeszcze nie dotarłam do osławionego monologu o jakiejś ścierce:) > 5.Cieszy mnie, że lubisz życie. Żadna z bohaterek starej Jeżycjady nie > twierdziła, że życia nie lubi i tego nie demonstrowała. Każda natomiast zmagała > się z takim czy innym problemem i wychodziła z niego zwycięsko, odmieniona i > lepsza. Na tym miedzy innymi polegała wielkość MM: potrafiła to bardzo pięknie > i > wiarygodnie pokazać. Szkoda tylko, że one wychodziły z tego na krótko, a potem odzywały się stare wady. Ida w każdym tomie przypomina mi ryżą małpę z samego początku, nawet w Żabie dokucza Gabie, a pacjentów odhumanizowuje (Camembert... Bosz, żenada!). Józinek z Ignasiem też przeszli poważną przemianę dzięki Trolli, a mimo to w Żabie znowu przemoc werbalna i fizyczna... (listu nie biorę pod uwagę, bo ta forma pisana zawiera element autokreacji, a z opisu wynika, że jak było, tak jest.) > 6. Bohaterowie wczesnej Jeżycjady nie są otoczeni warstwą ochronną. Mają takie > same problemy jak większość rówieśników, a nawet większe (kreska, samotna, > przestraszona chorobą dziadka). Oczywiście autorka mogłaby skonfrontować je z > dnem: przemocą w rodzinie, alkoholizmem, pedofilią, zbrodnią, ale po co? Jej > pisarskie zamierzenie było jasne i od początku do końca, wówczas, konsekwente. > Przedstawiała świat tzw codzienny, przeciętny, bez straszliwych obiektywnych > dramatów (choć już szpital i pani Borejko w Kwiecie kalafiora, jest takim > trudnym doświadczeniem). Taki był zamysł i został on perfekcyjnie wykonany. Nie > pisała " My dzieci z dworca Zoo". Pisała " Szóstą klepkę" A czy Kreska jest tu szczególnie (i potem Aurelia) poszkodowana przez los? Nie będę się do końca upierać jak oślica, ale nadal wydaje mi się, że choćby Pulpa ma taką swoją wewnętrzną siłę, Nutria tak samo, że o Gabrysi nie wspomnę. Pulpa oblewa maturę - czy może być coś gorszego w inteligenckim domu (nawet niechciana ciąża nie jest taką tragedią)? Mało, że stary pierdoła mało nie dostaje zawału, że Ida zapluwa się złośliwościami, to ona sobie radzi i podnosi się z dołka. Dlaczego? Dlatego, że ma swoją warstwę ochronną. I broń Boże nie oczekuję, że MM zacznie dążyć w kierunku opisu skrajnej patologii. Nie o to chodzi w tego typu literaturze. Ale opis wypadku i spalonego pokoju to już właśnie prawdziwa tragedia - a jak pięknie poprowadzona. > 7.Róża i Laura w żaden sposób nie mogą być ustanowione "typowymi nastolatkami > polskimi". Jeśli wogóle coś takiego jest. Jeśli mnie nie zrozumiałaś wyjaśniam: > czas młodości to nie czas ucieczki, a konsupcji zycia. To wówczas zapisujemy si > ę > na konie, na języki obce, kłócimy z rodzicamy, szukamy grup, próbujemy ekstremó > w > itp. Czy wszyscy jak jeden mąż? A czy jest typowy człowiek. Nie. Niemniej to > jest właśnie pewna prawidłowość wiekowa. I takie same ma starość, dojrzałość, > wiek średni itp. Właśnie dlatego świetnie rozumiemy ten oto tekst: ona już zna, > już zna te historie, że żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią, ona na > pamięć to umie. Nie oznacza to wszak, że wszyscy znaleźliśmy sie kiedyś, albo > znajdziemy w takiej sytuacji. Wiemy jednak, że występują i wiemy mniej więcej > kiedy. Zresztą wyważamy tu otwarte drzwi, psychologia dawno to poklasyfikowała, > a teraz na resztkach buszują autorzy poradników dla każdego. Bardzo nie lubię generalizowania. O ile można próbować stawiać jakiś wspólny mianownik nad różnymi grupami, czy to wiekowymi, czy społecznymi we wszelkich kombinacjach, to nie można zapominać, że grupa składa się z jednostek. Owszem, w wieku dojrzewania konformizm jest jak powietrze, ale pod skorupą uniformu kryje się odrębna jednostka z jej wewnętrznym światem. Dlatego nadal uważam, że nie każdy w wieku nastu lat będzie z ciekawości popalał papieroska czy wszczynał kłótnie. Owszem, każdy spróbuje się wyłamać z siebie, ale jeden zacznie wagarować, a inny powie "cholera" i ugryzie się w język. Jeśli chodzi o typowość Laury i Róży. Dałam je jako przykład. Laura wyszczekana i bezczelna, Róża - zupełne przeciwieństwo. A z jednych rodziców, z jednego domu... > 8. Dalej mnie cieszą, wszystkie radosne wydarzenia w twoim życiu, a jeśli chodz > i > o kaczkę to wciąż lubi pływać:-) Ja zaś pozostaję z ukłonami dla autorki, bo ja > k > już pisałam wiele jej zawdzięczam. Ja również:) Naprawdę czuję się w pewnym stopniu ukształtowana przez Jeżycjadę. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: I jak oceniacie Zabe??? 22.12.05, 16:09 > Gabrysia boksowała się z niechęcią do pani Trak Pani Szczepańska. Szczepańska! Pani Trak to była poprzednia włascicielka borejkowego mieszkania, niejaka Gizela zresztą, opiekunka Mili. Odpowiedz Link
pampelka Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 12:58 przepraszam za literówki, za szybko mi się wysłało, jeszcze przed korektą. uściski Odpowiedz Link
agisek Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 13:25 Twoje uwagi są bardzo celne i wnikliwe. Chociaż sama patrzę na Jeżycjadę bardziej pobłażliwie, przyznaję, że opisałaś tu wiele rzeczy, które przeczuwałam, ale nie nazwałam :-) Za bardzo chyba wsiąkłam by móc spojrzeć na te książki z dystansem. Odpowiedz Link