Dodaj do ulubionych

I jak oceniacie Zabe???

02.12.05, 02:37
ja wlasnie skonczylam i jestem zadowolona, nie moge sie doczekac na Czarna
polewke!!!
Obserwuj wątek
    • troppo_bella Uwaga, piszę o treści Żaby, kto nie czytał, niech 02.12.05, 13:53
      Ja myślę, że jesli ktos nie czytał, to niech nie psuje sobie przyjemności i tu
      nie zagląda do tego wątku.

      Uwaga, poniżej piszę o treści "Żaby".


      Ja jestem na stronie 119, dawkuję sobie przyjemność, ale mam jedną smutna mysl:
      Ani razu się w głos nie zaśmiałam. Po cichu też nie. Mam nadzieję (jeszcze
      prawie 100 stron do końca), że zdarzy się jeszcze coś śmiesznego.

      POza tym: wyraziste i ciekawe charaktery, świetne dialogi, niesamowite sploty
      ciekawych wydarzeń i zbiegów okoliczności, naprawdę, warto było czekać tyle
      czasu.

      A ta nieślubna ciąża i ten triumfalny stosunek Borejków do niej... Miło mnie
      zaskoczyli, zaiste, w takim klimacie rodzinnym tylko dzieci rodzić.

      Mało też natrętnej demagogii, jak na razie, mało publicystyki i czarnowidztwa
      oraz zgorzknienia, co cieszy.

      Martwi mnie też, że ciągle nie wiadomo, czy:

      Konrad Bitner zapuścił wąsy

      Baltona zapuścił wąsy.

      Pozostając w nadziei, że nie, idę kontynuować. Mniam!
      • myself-m Re: Uwaga, piszę o treści Żaby, kto nie czytał, n 02.12.05, 18:19
        Siedzę tu od godziny z otwartą stroną forum i przymierzam się, by coś napisać.
        Dosyć to jeszcze świeże i z nikim nie omówione, więc nie wiem, czy uda mi się
        zebrać to wszystko, co we mnie siedzi. Skończyłam Żabę o 1:00 w nocy dziś.

        Chyba ze względu na to, że dużo tu siedzę i obserwuję wątki, niechcący podeszłam
        do niej zbyt analitycznie, roztrząsając niemal każde zdanie - czy mi się podoba,
        czy nie. Nie chłonęłam tak jak zwykle atmosfery. Dziwne.

        Ale póki co to mnie nie niepokoi.

        Dziwi mnie spostrzeżenie troppo_belli:
        > Ani razu się w głos nie zaśmiałam. Po cichu też nie. Mam nadzieję (jeszcze
        > prawie 100 stron do końca), że zdarzy się jeszcze coś śmiesznego.

        Dla mnie język wyjątkowo skrzy się humorem, zarówno te świetne dialogi jak i
        wiele partii narracyjnych, są dość dopieszczone zdaje mi się i zabawne, choć
        może faktycznie nie zasadza się to na konkretnych żartach, sytuacjach, raczej na
        zabawach słownych?

        O rozwiązaniach fabularnych słów kilka:
        - akcja rzeczywiście porywająca, dużo spiętrzonych wydarzeń, nie sposób się
        oderwać:) Chyba nawet nie aż tak nieprawdopodobne jakby się wydawało...

        - więcej powiem o historii Laury
        po pierwsze: w związku z tym że działo się tak wiele, że wydarzenia dotyczyły
        kilku istotnych bohaterów, że książka zostala rozdzialona między nich, to chyba
        nikt poza tytułową postacią nie został tak dogłębnie psychologicznie opisany
        (już wcześniej mi trochę przeszkadzało, że poza Imieninami nie pojawia się życie
        wewnętrzne Róży, tzn jej punkt widzenia, jej mysli; trochę przez to zrobiła się
        obca). No i dlatego historia miłosna Laury zdała się zbyt wyidealizowana; to
        oczywiście jest historia z moich marzeń, jest piękna i dokładnie taka jaką
        mogłabym sobie wyobrazić, no ale przeca wyobrazenia takie nigdy nie realizują
        się w stu procentach... A tu poszło nie dosć że szybko to jeszcze zupełnie jak w
        najskrytszych marzeniach...
        A w ogóle to wcale mi się to nie podoba, bo od razu Wolfi spodobał się MNIE i
        bardzo nie chciałam, żeby mi go Laura zabrała!!! No, jaki chłopak zdobyłby się
        na takie wystąpienie jak on na str. 160-162??? ;)
        Ostatnie o Laurze - nie podoba mi się, jak ona wygląda w Borejkowskiej fryzurze!
        Typowa ona dla większości bohaterek na ilustracjach, a jej doprawdy dużo mniej z
        tym do twarzy niż z długimi, jedwabistymi włosami jak w Tygrysie i Róży chociażby.

        - z czego kolejna uwaga wynika też nie jestem pewna, może za dużo siedze juz w
        tych książkach, żeby się nigdy niczego nie domyślać, ale dlaczego domyśliłam się
        trzech najważniejszych (lub w założeniu może najbardziej zaskakujących?)
        rozwiązań? Zakładam dalej, że nie czyta tego nikt będący przed Zabą bo ja to
        zaraz powiem:
        wiedziałam, że Laura będzie z Wolfim;
        wiedziałam, że się Żaba w końcu natnie na drugiego Żeromskiego w swej
        nieświadomości (nie wiedziałam tylko że się on tak mało przyjemnie zachowa, ale
        to w ogóle jak dla mnie średnio sympatyczna rodzina...);
        wiedziałam, że Fryderyk wróci;
        od początku.

        No i tyle. Poczekam na kolejne recenzje. Co Was najbardziej uderzyło?
      • olxlo Re: Uwaga, piszę o treści Żaby, kto nie czytał, n 10.12.05, 18:45
        no i w koncu ta ksiazka nie jedst taka swietojebliwa, jak ktoras z poprzednich,
        bo juz bardziej w tym kierunku mm zaczela meandrowac...
    • ksara44 Tu tez o tresci 02.12.05, 19:24
      z tymi fryzurami to swieta prawda, bylam strasznie rozczarowana, ze Laura ma
      fryzure jak Pulpecja i Natalia - dlaczego nie moze miec dlugich wlosow, wyglada
      za powaznie i juz nie tak ladnie, niestety

      Dla mnie bylo dziwne na poczatku, cala ta sytuacja z wpadnieciem pod malucha,
      jakies takie malo prawdopodobne, poza tym czemu Zaba tak uciekala? jakis
      szok??? przeciez znala Piotrka wczesniej, skad ten dziki poploch??

      Niepotrzeba cala t apani Sznytek, umieszczona tylko i wylacznie dla
      podkreslenia kontrastu miedzy Aurelia i nia.
      POza tym jakby uczennica wpadla pod samochod bedac pod opieka nauczycielek,
      skonczyloby sie to raczej w sadzie, a nie jakas totalna beztroska i odwozenie
      nie na pogotowie , tylko do prywatnej kliniki, i jeszcze nieszczesna maloletnia
      ofiara wypadku miala zaplacic 50 zl. Nie lubie takich dziwcznych sytuacji z
      kosmosu.

      O Rozy faktycznie wiemy malo, co siedzi w jej glowie? o co chodzi z tym mailem,
      ktory napisal Frycek? nie dostala go w koncu?? nie wiadomo zupelnie co ona
      czuje, jak sie umawiala z Fryckiem, bo wyszlo na to, ze ona sobie spokojnie
      czekala, a wszyscy naokolo szaleli!!!

      A Czarna polewka- typuje , ze bedzie o Tygrysku, Wolfi dostanie czarna polewke
      czyli odmowia mu jej reki i tyle. A moze by tak w koncu cos o slicznych corkach
      Julii???
      • jo-asiunka Re: Tu tez o tresci 02.12.05, 19:41
        Ja już sama nie wiem... Z jednej strony podobała mi się, bo to Musierowicz po
        prostu, ale z drugiej: sporo partii przegadanych, mam wrażenie, że trochę brak
        pomysłu (scena balkonowa była bardzo sztuczna, ten pocałunek i w ogóle),
        przewidywalna, jak już ktos napisał, mało realne to wszystko (też ie rozumiałam
        tej prywatnej kliniki), a na końcu wkurzyło mnie, że on przyjechał po iluś tam
        miesiącach, powiedział że napisał jednego maila i pogodzili się natychmiast w
        asyście rodziny. Nawet nie wyszli, aby pogadać! To jakiś absurd!

        Eee, muszę jeszcze raz przeczytać
    • very_martini Re: I jak oceniacie Zabe??? 02.12.05, 20:05
      Ja tu nowa,ale się dopiszę:)
      Właśnie połknęłam, bez spazmów zachwytu, ale humor mam dobry. Zaczyna mnie tylko
      wkurzać to wieczne podkreślanie Kulturalno-Intelektualnego Obycia bohaterów, ale
      trudno.
      Zakończenie cukierkowe jak zwykle, ale może tak lepiej...

      Pozdrawiam wszystkie Zażabione i nie tylko:)

      16%VOL
      22%VAT

      --
      takie tam... forum homeopatia
    • nabla_7 Re: I jak oceniacie Zabe??? 02.12.05, 20:27
      Przeczytałam i zauważyłam jedną niespójność akcji.
      Wolfi zobaczył Laurę śpiewająca na mszy o 10, jak słusznie to odczytałam.
      Hmm... tylko jakiem sposobem Laura przed 11 była jeszcze w domu z Różą i poszła do Dominikanów na 11:30 z całą rodziną?
      Ale może to tylko ja mam taki umysł ściśnięty ;-)

      A ogólne wrażenie - pozytywne
      Dużo humoru
      Jak zawsze
      Jestem zawodolona

      :-)
      • rrooda jestem za :) 02.12.05, 20:45
        parę razy zarechotałam
        bałam się że będzie bardziej dydaktyczna
        podobało mi się
        mam tylko wrażenie, że jeszcze jedno pokolenie i zacznie się tam chów wsobny :O
      • yanga Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 21:07
        Po pierwsze od Borejków do dominikanów jest bardzo blisko. Po drugie - tam
        wyraźnie jest napisane, że Laura miała śpiewać TAKŻE na tej drugiej mszy.
      • emae Błędy MM 15.12.05, 18:22
        To dość częste zjawisko, Żabę jak do tej pory czytałam 2 razy, więc nic jeszcze
        nie zauważyłam (albo zauważyłam, a nie pamiętam w tej chwili). A propos
        niekonsekwencji czasopwej, mój ulubiony fragment jest w Pulpecji:
        Patrycja ogląda bajeczkę (przed Sylwestrem), Ignacy wychodzi z pokoju, gdy
        rozpoczynają się Wiadomości
        Na następnej stronie Patrycja wciąż ogląda bajeczkę!
    • agawa79 Włosy Laury 02.12.05, 21:00
      Co do borejkowskiej fryzury Tygryska, to w "Trolli" miała krótkie, prawda?
      Możliwe więc, że w 4 miesiące jeszcze jej nie odrosły, po prostu. :)

      No a teraz wracam do lektury, bo u mnie dopiero Wolfi wyskoczył przez balkon. :)
      • myself-m Re: Włosy Laury 02.12.05, 21:55
        agawa79 napisała:

        > Co do borejkowskiej fryzury Tygryska, to w "Trolli" miała krótkie, prawda?
        > Możliwe więc, że w 4 miesiące jeszcze jej nie odrosły, po prostu. :)

        Słusznie. Ale mam nadzieję, że się Laura do tego wizerunku nie przyzwyczai i
        pozwoli im rosnąć dalej:)

        Pani Sznytek też mnie mocno irytowała, jej koszmarna podejrzliwość, brak
        odpowidzialności i używanie słowa "bynajmniej" w błędnym (acz coraz bardziej
        rozpowszechnionym) znaczeniu - rozumiem, że to zabieg jak najbardziej celowy,
        ale jestem raczej przeciwna - mimo wszytsko - propagowaniu takich rzeczy w
        książkach.
        Natomiast z tym sądem ewentualnym i prywatną kliniką - żadna z nauczycielek nie
        dowiedziała się przecież, że Zaba wpadła pod samochód - zostało to skrzętnie
        ukryte przez winowajcę, Piotrusia, obie myślały, że się po prostu przewróciła
        (tudzież "tarzała", o ile się nie mylę :/). Pani Sznytek łatwo dała się skołowac
        krasomówczemu Żeromskiemu i nie chciało jej się stać w korku. Jakkolwiek więc
        mało prawdopodobna w życiu - cała sytuacja została logicznie uzasadniona, zdaje
        mi się.

        A jeszcze mi się przypomniała pewna refleksja. Otóż - pojawiające się coraz to
        nowe postaci są wg mnie świetnie konstruowane charakterologicznie - tzn.
        właściwie wszystkie są niepowtarzalne. O ile Żaba skojarzyła mi się może z
        Rzodkiewką z Małomównego trochę (możliwe, że przez ilustracje;)), to np. Piotr
        Zeromski - świetna osobowość, świetnie przedstawiona i dotąd niespotkana, mimo
        że przecież osobowości mocno barwnych kilka sie juz zdarzyło (przebić choćby
        jego ojca nie byłoby łatwo).
        Zastanowiłam się tylko nad rodzicami Schoppe. Mało porozumienia, dni spędzane
        przed telewizorem, przy serialu. Rodzina w Imieninach przedstawiona również jako
        inteligencka, dzieci uzdolnione i wykształcone, rodzice zresztą przecież też -
        czy tak rozczarowani życiem, czy co z nimi musiało się stać, że się tak bardzo
        zbliżyli do przeciętności?

        A Ida cięta i złośliwa jak zwykle, Ignacy Grzegorz kabel jak zwykle, tylko
        Józinek coś się mocno rozgadał;)
        I znów narracja często z męskiego punktu widzenia. Dobre to w sumie urozmaicenie.
        • baba67 Re: Włosy Laury 02.12.05, 22:03
          Rzeczywiscie- Shoppow sobie zupelnie inaczej wyobrazalam.
          Ale ksiazka jest z tych bardziej udanych.Wlasnie przeczytalam i wrazenia mam
          pozytywne.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Włosy Laury 03.12.05, 23:21
          myself-m napisała:

          > używanie słowa "bynajmniej" w błędnym (acz coraz bardziej
          > rozpowszechnionym) znaczeniu - rozumiem, że to zabieg jak najbardziej celowy,
          > ale jestem raczej przeciwna - mimo wszytsko - propagowaniu takich rzeczy w
          > książkach.

          Ha ha ha. Ty zaś propagujesz coraz bardziej rozpowszechnione, błędne użycie
          słowa "tudzież":

          > obie myślały, że się po prostu przewróciła
          > (tudzież "tarzała", o ile się nie mylę :/).

          Tudzież w rzeczywistości znaczy "i" a nie "lub".


          → → → → → → → → → → → →
          Nadchodzi Era Mohera!
          ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
          • myself-m Re: Włosy Laury 04.12.05, 11:34
            anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

            > myself-m napisała:
            >
            > > używanie słowa "bynajmniej" w błędnym (acz coraz bardziej
            > > rozpowszechnionym) znaczeniu - rozumiem, że to zabieg jak najbardziej cel
            > owy,
            > > ale jestem raczej przeciwna - mimo wszytsko - propagowaniu takich rzeczy
            > w
            > > książkach.
            >
            > Ha ha ha. Ty zaś propagujesz coraz bardziej rozpowszechnione, błędne użycie
            > słowa "tudzież":
            >
            > > obie myślały, że się po prostu przewróciła
            > > (tudzież "tarzała", o ile się nie mylę :/).
            >
            > Tudzież w rzeczywistości znaczy "i" a nie "lub".

            Ano widzisz:) Tylko, że ja nie zrobiłam tego świadomie, a już zostałam tak
            błędnie przyzwyczajona. Merci:)
    • julus_d Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 10:34
      GENIALNA! Naprawdę, nie spodziewałem się, że będzie taka świetna. I ten Żeromski i ten Wolfi, no po prostu świetna! No i już mamy odpowiedź na pytanie co robi Konrad? I mam jużsowje domysły co do Czarnej polewki, ale to już w nowym wątku. A mieszkanie Borejków wcale tak nie wygląda! Opisy się nie zgadzają!
      • dakota77 Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 10:58
        Nawet nie spodziewalam sie, ze Zaba az tak mi sie spodoba:).
    • lolusia14 Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 12:44
      a czarna polewka to bedzie nowa ksiazka???????
      • jo-asiunka Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 13:09
        tak, jest o tym informacja na końcu żaby
    • lolusia14 Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 12:45
      czarna polewka to bedzie nowaz ksiazka?????
      • dakota77 Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 14:33
        tak, na pewno:)
    • ksara44 Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 15:15
      Ale sie zgapilam z tymi wlosami Tygryska hihi, rzeczywiscie, miala dopiero
      krotkie, dajmy jej szanse :-)
      dzis zabieram sie za powtorne czytanie Zaby :-)
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Buuehehehehe!!! 03.12.05, 17:50
      - To była moja reakcja, gdy na początek przejrzałam ilustracje w książce.

      JESZCZE JEDEN KOLEŚ Z WĄSAMI !!

      ...Za moich czasów na takie sypiące się nieogolone kępki mówiło się: WOJADŻERY.
      :-)))))



      → → → → → → → → → → → →
      Nadchodzi Era Mohera!
      ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
      • qlka_79 Re: Buuehehehehe!!! 03.12.05, 17:54
        Rany, juz się nie mogę doczekać poniedziałku, aż pójdę do Empiku i
        przeczytam!!! Mam nadzieję, że nie jest gorsza od "Trolli", która strasznie
        mnie rozczarowała.
        • monikate Pewne rozczarowanie... 03.12.05, 20:39
          Skończyłam czytać "Żabę" godzinę temu. Sygnaturkę sobie z niej ściągnęłam,
          owszem, ale ogólnie nie jestem zadowolona! Owszem, przygarniam "Żabę" do serca,
          jak członka rodziny, nawet tego mniej znanego i lubianego. Jest w końcu
          częścią "Jeżycjady". Pomstowałyście m.in. na "Kalamburkę" i "Język Trolli" jako
          najmniej udane książki Musierowicz, a mnie się podobały! "Trolla" to realizm w
          czystej postaci! I czarny humor. I styl "musierowiczowski". A "Żaba"? Po
          pierwsze, podpisuję się pod krytycznymi uwagami napisanymi w postach wyżej.
          Odnośnie Laury, sceny balkonowej, itd., itd. Generalnie "Żaba" to czysta
          telenowela z przesłodkim happy end ku pokrzepieniu serc...
          Nie jest to to, co tygrysy lubią najbardziej.
          • qlka_79 Re: Pewne rozczarowanie... 03.12.05, 21:21
            Oj, nie strasz...
            Już się tyle tutaj naczytałam, że najpierw ją przeczytam siedząc pod regałem w
            Empiku, ale nawet jak znowu mnie rozczaruje, to i tak sobie kupię, bo mam
            wszystkie.
            Brakuje mi bardzo takiego klimatu, jak był w początkowych jej książkach. Nie
            wiem, czy wyrosłam (choć podobno z MM się nie wyrasta), czy mam inne
            doświadczenia życiowe, ale od "Imienin" coraz bardziej mi czegoś brakuje, a
            ostatnia książka sprawiła na mnie wrażenie napisanej na siłę.
            Szkoda, bo bardzo lubię wchodzić w ten ich ciepły, rodzinny świat, podobny do
            mojego.
          • klaryma Re: Pewne rozczarowanie... 05.12.05, 10:00
            całkowicie się z Tobą zgadzam monikote.
          • yanga Re: Monikate 06.12.05, 11:18
            Jestem tego samego zdania, co Ty! Mówiąc słowami jednej z bohaterek poprzednich
            tomów: "Kakao z pianką i ptyś"! Poza tym nie bardzo przemawia mi do przekonania
            metamorfoza Laury. Takie panieny nie zmieniają się tak łatwo. Postacie
            nauczycielek za bardzo czarno-białe. Nie bardzo chce mi się wierzyć w
            polonistkę gimnazjalną w centrum Poznania, która myli ekskrementy z
            eksperymentami. I rodzina Shoppe też niezbyt wiarygodna. Sama Żaba to powtórka
            z Bebe, a Wolfie z Baltony. Ta góra zaczyna rodzić myszy.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Buuehehehehe!!! 03.12.05, 23:16
          > Mam nadzieję, że nie jest gorsza od "Trolli", która strasznie
          > mnie rozczarowała.

          Pocieszę cię: od "Trolli" wszystko jest lepsze.

          → → → → → → → → → → → →
          Nadchodzi Era Mohera!
          ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
      • recherche Re: Buuehehehehe!!! 04.12.05, 00:04
        anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

        > - To była moja reakcja, gdy na początek przejrzałam ilustracje w książce.
        >
        > JESZCZE JEDEN KOLEŚ Z WĄSAMI !

        Eee, no bez przesady, jakie wąsy... czarniawi faceci w wieku nastoletnim na ogół
        mają takie coś pod nosem, jak ten na obrazku.

        A co do książki - dopiero dziś kupiłam i już się nie mogę doczekać jak
        przeczytam... ale póki co idę spać, bo padam. Wrażenia zrelacjonuję w
        najbliższej przyszłości :)
    • parapluie Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 20:55
      ciepła i przytulna...w sam raz na grudniowe zimnisko.A rozwazania Milii na
      końcu..może przymiarka do...hmmm uśmiercenia ktoregoś z dziadków w nastepnej
      czesci?Wybaczcie moje negatywne nastawienie,ale niedawno zmarł mój dziadek...i
      może poczułabym sie troszke lepiej gdyby Borejkówny tez cos takiego przezywały?
      Ale książka jest naprawde pozytywna,dopieszczona,kilka razy sie powstrzymywałam
      od śmiechu.
      • monikate Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 21:04
        Oj, przesłodzona... Za dużo "cukru w cukrze"...
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl A tak na poważnie... 03.12.05, 23:15
      Widać jak na dłoni, że Musierowicz pilnie śledzi fora internetowe dotyczące jej
      własnej twórczości. Nawiązuje do wielu przewijających się tu wątków. Godne
      szacunku jest to, że te nawiązania dość mocno różnią się od tej nieznośnej,
      dydaktycznej "polemiki z seksem" w "Języku Trolli". Tym razem są nawet
      autoironiczne. To w książce mi się podobało i nawet wywoływało mój śmiech
      podczas lektury. Są to smaczki dla wtajemniczonych, którzy śledzą fora. I seksu
      dała więcej, he he... Pojawia się nawet słowo "nimfomania"...

      Proponuję założyć wątek na forum, w którym wyszukiwać się będzie linki do
      różnych krytycznych wątków oraz cytaty z nowych dzieł Musierowicz, które z tymi
      wątkami polemizują. Wyszedłby interesujący dialog. Zresztą ja wiem, że ONA
      gdzieś tu jest.....

      No ale jak zwykle pomysłu starczyło na pół książki. Drugie pół to jakieś
      niedorzeczności o wkradaniu się przez balkon, zaginionych mailach (do końca nie
      wiadomo o co chodzi) i natychmiastowych wybaczeniach. Pyza jak zwykle dzielna i
      szlachetna. Przez chwilkę buntuje się na to, że musi być taka szlachetna, ale
      tylko przez chwilkę. I tylko w słowach, broń Boże w czynach.

      Z dowcipów jedyny niezły był ten o medytacji. Zresztą już go wcześniej gdzieś
      słyszałam, więc pewnie tak jak wszystkie pochodzi z jakiegoś forum. No ale
      przynajmniej zabawny.

      → → → → → → → → → → → →
      Nadchodzi Era Mohera!
      ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
      • qlka_79 Re: A tak na poważnie... 04.12.05, 22:27
        > Widać jak na dłoni, że Musierowicz pilnie śledzi fora internetowe dotyczące
        jej
        > własnej twórczości. Nawiązuje do wielu przewijających się tu wątków. Godne
        > szacunku jest to, że te nawiązania dość mocno różnią się od tej nieznośnej,
        > dydaktycznej "polemiki z seksem" w "Języku Trolli". Tym razem są nawet
        > autoironiczne. To w książce mi się podobało i nawet wywoływało mój śmiech
        > podczas lektury. Są to smaczki dla wtajemniczonych, którzy śledzą fora. I
        seksu
        > dała więcej, he he... Pojawia się nawet słowo "nimfomania"...
        A mnie się ta "polemika z seksem" podobała najbardziej z całej "Trolli". MM
        pokazała w niej prawdziwą klasę.
        Nie mogę się doczekać jutra, to się dowiem więcej:)

        > Proponuję założyć wątek na forum, w którym wyszukiwać się będzie linki do
        > różnych krytycznych wątków oraz cytaty z nowych dzieł Musierowicz, które z
        tymi
        > wątkami polemizują. Wyszedłby interesujący dialog. Zresztą ja wiem, że ONA
        > gdzieś tu jest.....
        Myślisz, że chce się jej siedzieć w Internecie i czytać nasze wypociny? Predzej
        stawiałabym na jakiegoś sekretarza, który robi jej notatki z uwag czytelników:)

        > No ale jak zwykle pomysłu starczyło na pół książki. Drugie pół to jakieś
        > niedorzeczności o wkradaniu się przez balkon, zaginionych mailach (do końca
        nie
        > wiadomo o co chodzi) i natychmiastowych wybaczeniach. Pyza jak zwykle dzielna
        i
        > szlachetna. Przez chwilkę buntuje się na to, że musi być taka szlachetna, ale
        > tylko przez chwilkę. I tylko w słowach, broń Boże w czynach.
        Yyy, chcę to przeczytać nareszcie!!!!!
    • deser_t Re: I jak oceniacie Zabe??? 03.12.05, 23:28
      Moją opinię pozwolę sobie zacytować z forum Książki:


      Jestem oczarowana.
      Odnalazłam ten klimat, tę bajkę, której z bólem serca nie spodziewałam się już
      po Trolli.
      Soczyste postaci, soczyste dialogi, prawie o każdym z kochanych choć słówko,
      wzruszające sceny "z życia małżeńskiego" i miłosne. To stara Jezycjada - tak do
      niej tęskniłam!

      Dużo osób zarzuca Żabie, że jest przesłodzona i nierealistyczna. Odpowiem Wam
      bazgrołem Musierowicz z tylnej okładki: "w wyobraźni wszystko się mieści!"

      P. S.
      Proponuje zacząć wątek pod tytułem: "Jak myślicie, kiedy ukaże się "Czarna
      polewka?" ;-)
      • baba67 Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 08:57

        ja juz nawet nieco mniej nie lubie Bernarda za tego Piotrusia...
        Syn odziedziczyl operatywnosc po mamie, moze nie nie bedzie z niego taka d..a.
        • taka_misia Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 14:24
          A ja też mam już swoją własną "Żabę" z podpisem Pani Musierowicz na pierwszej
          stronie :)
          Uważam, że książka jest świetna :) Jedyne co mnie zirytowało, to ta dziwaczna
          rodzina Żeromskich z Bernardem na czele. Tylko Piotruś wydaje się być w porządku.
          • anitkashe Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 17:14
            a ja się i pośmiałam i wzruszyłam....
            Przeczytałam "żabę" w nocy, chodzę dziś i ziewam ale warto było!!!
            • verdana Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 17:49
              No, lepsza dod "Trolli" niewątpliwie, ale wiele rzeczy mnie razi. I to bardzo.
              Przede wszystkim niekonsekwencje. Jak rodzina Żaby jest biedna, to ona naprawdę
              nie może miec kasy na te wszystkie zabiegi pielęgnacyjne. Ani tym bardziej na
              telefony do USA!
              Po drugie - rodzina Fryderyka była ciepła i sympatyczna w imieninach - i z
              przyczyn trudnych do wyjaśnienia zamieniła się w rodzinę patologiczną. Bo
              patologią jest brak zainteresowania córką , która uległa wypadkowi i której
              spalił sie pokój - przecież matka nawet dziewczyny nie pożałowała, nie zrobiła
              jej posłania, nie wezwała lekarza. No i najwyraźniej ani ojciec ani matka nie
              mieli zamiaru odkupic niczego, co sie spaliło - nie ma , to nie ma - nie ich
              sprawa. To już nie jest normalna obojętność - to po prostu sie nie zdarza...
              Nie mówiac już o żałobie po synu, ktory wyjechał. Fryderyk ma 23 lata, anie 16,
              jest po studiach - rodzice zwykle sa zmartwieni, gdy dziecko odchodzi, ale
              matka Fryderyka jest w żałobie, jak po zmarłym. Przesada.
              I mam dosyć wrednych nauczycieli. Nauczyciele są albo doskonali (to Ci, których
              znamy jako mlodziez z poprzednich tomów) albo wredni ponad wszelkie
              wyobrażenie. Ja sama nie szaleję za ta grupą zawodową, ale jednak - bez
              przesady.
              I facet, który nie odzywa się przez parę miesiecy - dlaczego Róża go wita tak
              entuzjastycznie, zamiast zrzucić ze schodów? Pisał - ale śladu nie ma. Przez
              pięć miesięcy miał chyba możliwość napisania zwykłego listu, na papierze. Jego
              dobre chęci niczego nie tłumaczą - ostatecznie nie tylko dziecko się liczy, ale
              opieka nad matką w ciąży też.
              No i te wzniosłe wypowiedzi Róży na zakończenie - niestety, to niezupełnie
              prawda. Matka ma prawo nie być szczęśliwa, jeśli zawaliła studia i została
              sprzątaczką, nawet jeśli kocha i uwielbia własne dziecko. Znowu stereotyp
              matki_Polki. Matka bez wahania i z usmiechem na ustach powinna być gotowa do
              poświęcenia wszystkiego w swoim życiu dla dziecka. Ona w momencie urodzenia
              potomka przestaje się liczyć jako osoba - jest tylko i wyłącznie matką. Nie -
              to nie jest dobry model.
              • toman5 Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 21:47
                Mi się też żaba nie podobała.
                Te wycieczki przeciw feminizmowi (antypatyczna poderwana, któa zanudziła
                Wolfiego rozmową o męskiej dominacji) drażnią mnie. A zachowanie Róży jest
                dość - sczerze mówiąc - głupie. Jeżeli facet z którym chadza się od paru lat
                daje we wczesnej ciąży dziewczyny dyla, to dziewczyna ta ma pewne dylematy. A R
                po prostu tkwi w bezruchu od iluś tam miesięcy. Nie studiuje, nie pracuje,
                mamusia z ojczymem ją żywią. I nic - zero refleksji. Że się na F obraziła -
                pojmuję, ale że całą postawą pozwla na jego nieodpowiedzialne zachowanie - nie.
              • herbarium Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 00:04
                > patologią jest brak zainteresowania córką , która uległa wypadkowi i której
                > spalił sie pokój - przecież matka nawet dziewczyny nie pożałowała, nie
                zrobiła
                > jej posłania, nie wezwała lekarza.

                Nie, nie, to nie był brak zainteresowania - zabrali ją do kuchni i
                zaczęli "ochy i achy" nad nią - no i nie wiedzieli przecież, że wpadła pod
                samochód, tylko że się przewróciła, co mogło zejść na plan dalszy w obliczu
                pożaru, tym bardziej, skoro była już u lekarza. No i matka ruszyła przecież
                zająć się pościeleniem łóżka - szarpała się z trudno otwieralnym oknem. A że
                Piotr okazał się bardziej zorganizowany i zręczny, to ją ubiegł.

                > mieli zamiaru odkupic niczego, co sie spaliło - nie ma , to nie ma - nie ich
                > sprawa.

                Może mieli, tylko zabierali się do tego zbyt opieszale?
      • mafilka Re: I jak oceniacie Zabe??? 04.12.05, 22:27
        deser-t, pozwolisz, że przyłączę się do Twojej opinii? Również bardzo tęskniłam
        za czasami z "Szóstej klepki" czy "Kwiatu kalafiora" i moja tęsknota została
        ukojona.
        Tylko skąd takie wrażenie, że przy pisaniu ostatnich kilku stron ktoś stał nad
        głową Pani MM i poganiał, poganiał, poganiał....?
    • misinka81 Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 09:48
      Wczoraj mój mąż zrobił mi wspaniałą niespodziankę i kupił Żabę jako prezent na
      Mikołaja :)
      Po ekspresowym przeczytaniu (dzisiaj czytam drugi raz, by powoli smakować się
      lekurą), by dowiedzieć się, co się dzieje z bohaterami, wysuwają mi się
      wnioski:
      1. Najbardziej podobał mi się wątek Laury i Wolfiego i.....scena balkonowa :).
      Laura jak dla mnie nie zmienia się aż tak (no poza tym śpiewaniem w kościele i
      nagłą zmianą co do małżeństwa, ale chyba tu chodzi o to, by mieć możliwość
      pewności, której Laurze brakuje). Super postać Wolfiego, bardzo wyrazista.
      Facet, który nie jest jakąś sierotą, przypomina mi trochę Baltonę z lat
      młodości. W takim można się zakochać...:)
      2. Ida jak zwykle w doskonałej formie, czego bym nie powiedziała o Gabrysi,
      która jest raczej zaniedbana (wiele osób zwraca na to uwagę).
      3. Podzielam zdanie o Róży, że siedzi w domu na utrzymaniu rodziców. Zamiast
      znaleźć sobie jakąkolwiek pracę (nawet korepetycje), ona siedzi w domu i ukrywa
      się przed światem, by nie narobić problemu Fryderykowi. Skoro jest w stanie
      zrezygnować z wielu rzeczy, to powinna już teraz to zrobić, a nie po urodzeniu
      dziecka, bo wtedy nie będzie miała na to czasu. Z drugiej strony to wydaje mi
      sie, że Borejkowie starają się ją ochronić przed światem i nie pozwolili by jej
      pracować w ciąży. Jak dla mnie to jakaś rekompensata za brak odpowiedzialnego
      Fryderyka. Jednak, jak ktoś napisał wcześniej, Róża ma być matką-Polką, która
      się poświęca? Dla mnie jako matki jest to zupełnie normalne, że się chce
      poświęcić tak wiele dla swojego dziecka. Nie sądzę, by było to takie dziwne.
      Róża mówi tu o ekstremalnej sytuacji, kiedy już nie ma innego wyjścia. Ja,
      mając dziecko, nie rezygnuję ze swoich planów i marzeń, jednak wiem, że muszę
      to pogodzić z dzieckiem i domem. Mając do wyboru: dobro dziecka czy swoje
      marzenia, bez wahania wybiorę moje dziecko i to bez męczeńskich wyrzeczeń. Po
      prostu je kocham i chcę dla niego jak najlepiej. Moje marzenia mogą poczekać.
      4. Cieszę się, że p.Musierowicz wprowadziła barwną postać Piotrka Żeromskiego,
      który nie jest kopią ojca ani pana Ocrabessy :)
      5. Coraz mniej podoba mi się postać Ignacego Grzegorza i zastanawiam się, czy
      stanie się on w ogóle kiedyś pozytywną dla mnie postacią.
      6. Aurelia musiała być taką wspaniałą nauczycielką, by w jakiś sposób
      zrekompensować to swojej mamie.
      7. Nie rozumiem kopletnie wprowadzenia pani Sznytek, można było stworzyć nową
      postać o podobnym charatkerze.
      8. Widać, że pani Musierowicz koniecznie chciała napisać o jak największej
      ilości swoich bohaterów, by czytelnicy wiedzieli, co u nich słychać. Mam
      wrażenie, że jest to trochę na siłę i wszystko takie optymistyczne.
      9. Ktoś napisał, że pod koniec ktoś za plecami poganiał MM...no jak to kto? My
      poganialiśmy :)
      10. Szkoda, że nie było nic z Pyziakiem.
      11. Dręczy mnie pytanie: co będzie w Czarnej Polewce... :D
      To na razie tyle :)
      Pozdrawiam
      • verdana Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 11:49
        No właśnie!
        Dlaczego Róza nic nie robi? Przecież powinna kontynuować studia. Jednak jest tu
        sprzeczność - z jednej strony zapewnienia, ze nic się nie stało, nieslubne
        dziecko jest OK, a z drugiej niemal XIX-wieczne ukrywanie dziewczyny przed
        światem. Dziewczyny rodza dzieci, koncza studia i jest OK - a tu wizja niemal
        konca świata, przynajmniej w monologu Róży.
        Jak chce dobrze dla własnego dziecka, to niech się uczy, a nie deklamuje o
        myciu podług z miłością.
        • aaneta Dlaczego Róża nic nie robi? 05.12.05, 12:54
          Bo Róży przestało się podobać studiowanie astrofizyki, na którą poszła dla
          Fryderyka, nie mając zamiłowania ani zdolności do przedmiotów ścisłych. To chyba
          też tłumaczy, dlaczego Fryderyk już skończył studia, a ona nie (w liceum
          chodzili do jednej klasy). We fragmencie, w którym mowa o urlopie dziekańskim
          Róży, jest też wzmianka o tym, że zastanawia się, czy po urodzeniu dziecka nie
          zmienić kierunku studiów.
          • iwoniaw Re: Dlaczego Róża nic nie robi? 05.12.05, 14:07
            I to mnie w ogóle w Róży drażni niesamowicie - pozwala się nieść wszelkim
            zawirowaniem losu czekając biernie, co z tego będzie. Najpierw rezygnuje ze
            studiów zgodnych z własnymi zainteresowaniami (czy jednak ona faktycznie JEST
            humanistką, czy chce rodzinie sprawić przyjemność, a potem F. staje się
            ważniejszy, więc wybiera astronomię, a jest jej doskonale wszystko jedno?)
            Następnie postanawia "uwieść F., żeby mieć większą pewność, iż nie zapomni o
            niej za oceanem" - co za idiotyzm, nie mówiąc już, że myślenie godne osoby
            zastawiającej "pułapkę biologiczną". No tak, przepraszam, ona nie zastawiała
            wspomnianej "pułapki" - to tylko "natura zadziałała", a ona albo tego nie brała
            pod uwagę, albo nie wydawało jej się istotne - doprawdy, cóż za
            odpowiedzialność! Może zatem jest ona faktycznie piękna, dobra, mądra i miła
            (tymi epitetami określa ją ktoś co i rusz), ale dla mnie jest teraz znacznie
            mniej akceptowalna niż Fryderyk, jeśli chodzi o poczynania (i poczęcie małej
            Mili też).
          • mankencja Re: Dlaczego Róża nic nie robi? 05.12.05, 21:51
            To chyb
            > a
            > też tłumaczy, dlaczego Fryderyk już skończył studia, a ona nie (w liceum
            > chodzili do jednej klasy).

            jest w Żabie wspomniane, że zrobil 2lata w rok,czyli może nie ona opóźniona, a
            on do przodu
          • toman5 Re: Dlaczego Róża nic nie robi? 06.12.05, 00:58
            aaneto, popatrz sobie na dyskusje samotnych matek, dziewczyn porzuconych w
            ciąży. No naprawdę, takich jak Róża to ja nie spotykam i nie czytam.
            Dziewczyna - zwłaszcza taka zacięta na poświęcenie dla dziecka - c o ś k o l w
            i e k w tej ciąży by robiła. Pracowała, szukała pracy, przymierzała się do
            innych studiów, zaczęła studia zaoczne (poród na pierwsze dni czerwca,
            dziewczyna zdrowa jak orzech - to czemu ona tę dziekankę wzięła, hę? Spox by
            się wyrobiła z egzaminami), żądała alimentów na dziecko - słowem w ten czy inny
            sposób walczyłaby o przyszłość dla dziecka. A tu - nici. Głupi optymizm, pełna
            bierność i gęba pełna wzniosłych frazesów. Nieuprzejmie piszę? Owszem, ale Róża
            w tej książce to pasożyt, robiący dla gospodarstwa domowego tyle co nastolatek
            licealny. I wygłaszający wzniosłe mowy o kurczakach i ścierkach do kobity,
            która może i wrednawa jest, ale tą ścierką to ona przez ćwierćwiecze wywijała
            dla swojego potomstwa.
            • baba67 Re: Dlaczego Róża nic nie robi? 06.12.05, 09:02
              Pani Schoppe nie jest wrednawa absolutnie nie !
              Bardziej przytloczona i nie do konca dorosla.
              Za to tatus owszem bywa wrednawy.
            • aaneta Re: Dlaczego Róża nic nie robi? 06.12.05, 14:52
              Chwila, zwróciłam tylko uwagę na pewne fakty, niekoniecznie w obronie Róży. Mam
              zamiar to zrobić dopiero teraz :)

              Po pierwsze, nie przypominam sobie, żeby w "Żabie" była mowa o poświęceniu, w
              ogóle uważam, że tego pojęcia się nadużywa w odniesieniu do kobiet, matek itp.
              Jeżeli już, to mowa o czerpaniu radości z tego, co się robi, niezależnie od
              tego, ile wysiłku to wymaga - tak, wysiłku, trudu, nie poświęcenia.

              Po drugie - realia. Znasz jakąś dziewczynę, która znalazła pracę, będąc w
              zaawansowanej ciąży? Więc Twoje oczekiwania, by Róża pracowała bądź szukała
              pracy są mało realne. Studia zaoczne również, bo raz, że płatne, dwa, że z
              reguły zaczynają się od października. Co do przymiarki do innych studiów, to
              jest o tym mowa w powieści.
              Alimenty na dziecko - czy można je dostać, kiedy dziecka jeszcze nie ma na
              świecie? Chyba nie. A nawet gdyby, to od kogo, jeśli tatuś za granicą?

              A poza tym nie demonizujmy postaci Fryderyka: dlaczego miał nie wyjeżdżać na to
              stypendium? Przecież nie na resztę życia, tylko na kilka miesięcy, a że trudno
              mu było się pogodzić z myślą, że będzie miał dziecko? To najzupełniej normalne,
              nawet u facetów starszych niż on. Nie mówię, że to dobrze, ale tak jest. Pytanie
              tylko, co będzie działo się dalej, bo to, że Fryderyk wrócił, pełen najlepszych
              chęci, jeszcze nie oznacza, że będzie odpowiedzialnym ojcem i partnerem.
              • toman5 Re: Dlaczego Róża nic nie robi? 06.12.05, 22:12
                Co do Fryderyka, to powściągam wypowiedzi - F z Trolli i F z Żaby to dwie różne
                postaci bez logicznego łącznika.
                Co zaś do Różynej ciąży.... Termin ma na pierwsze dni czerwca. Ergo - zaszło
                jej się jakoś we wrześniu. Pytanie: kiedy i dlaczego Róża wzięła dziekankę.
                Przed zajściem czy po? Przed - nie miałoby sensu. CO dziewczyna miałaby przez
                rok robić? Gapić się w ścianę? Gdyby chciała zmieniać kierunek, pewnie
                zaczęłaby studia jako wolny słuchacz?
                Zakładam więc, że dziekankę wzięła, ponieważ Fryderyk się ześwinił i w efekcie
                jej się fizyka z astrofizyką odwidziały. Bene.
                Mamy więc to przełom roku, dziewczę na dziekance w ciąży. F znika w US.
                Pytanie: co robi w takiej sytuacji normalna dziewczyna? Odpowiedź: mocno
                kombinuje, jak ułoży sobie i dziecku dalsze życie. I śpieszy się, bo wie (w
                końcu rodzinne rozmnażanie miała parukrotnie pod nosem), że w ciąży jest jej o
                niebo łatwiej niż będzie po urodzeniu dziecka.
                Jeżeli nie ma zamiaru pasożytować ad infinitum na rodzicach, to osią rozważań
                jest pytanie: jak, do diabła, utrzymam swoje dziecko? Zwłaszcza, że olewam ojca
                dziecka i nie mam zamiaru dochodzić wsparcia od niedoszłych teściów. OK,
                Gabrysia jest cała skłonna do pomocy, wiadomo więc, że wyprawka będzie i dach
                nad głową też. Jednak nie-pasożyt w takiej sytuacji patrzy dalej: urodzi się
                dziecko muszę szybko się usamodzielnić. Dla niedokończonej i zbrzydzonej
                astrofizyczki oznacza to albo szybką zmianę studiów, albo skruszony powrót do
                teleskopu, albo rozważania (o ile nie poszukiwania) jakiegoś dającego grosz
                zajęcia. A Róża nie robi nic. I nie tylko nic nie robi, ale w ogóle kwestia
                samodzielności nie zmąca jej myśli. Dlatego nazywam ją pasożytem i dlatego
                wkurzyła mnie jej filipika nt. kurczaków, szmat i miłości.
                I masz rację, alimenty rzeczywiście zaczynają się po urodzeniu dziecka, ale
                Róża najwyraźniej nie ma zamiaru się ich domagać. Można, jak M.M. widzieć w tym
                dumę, można, jak ja widzieć raczej głupotę, chęć pasożytowania na rodzicach i
                dziadkach oraz brak dbałości o dobro dziecka. Zwłaszcza, jeżeli ma się w
                planach sprzedawanie kurczaków na ulicy a'600 PLN na miesiąc. (Całkiem
                pobocznie - ktoś policzył, że 300 pln miesięcznie po 20 latach daje 90 tys.
                złotych. Nawet jeżeli sama utrzymuję dziecko, a alimenty idą na fundusz
                inwestycyjny czy mam prawo pozbawiać dziecka takiego posagu? Bo alimenty to
                pieniądze dziecka, nie matki).
                I tu nawróciłam do Frycka. Otóż rozumiem w pełni postawę: nie chcesz dziecka -
                to się wypchaj, sama wychowam. Natomiast nie rozumiem postawy: nie chcesz
                dziecka - to się wypchaj, zdejmuję z ciebie wszelką odpowiedzialność.
                Masz częściowo rację co do poświęcenia - to słowo chyba rzeczywiście nie pada.
                Ale nasuwa się samo w kontekście kurczaków, alimentów i zapowiedzi, że będzie
                się samemu dziecko chować.
      • baba67 Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 12:07
        Jesli kontynuujemy zabawe w wyszukiwanie wpadek,ktora chyba nawet MM nie uraza,
        a dla nas jest swietna rozrywka, to dorzuce co nieco.

        Pani Sznytek pojawia sie na kartach w roku 1988-17 lat temu.Jesli przyjrzymy
        sie tej postaci wtedy, to ma ona dobrze po 40-takie wrazenie odnioslam z jej
        zachowania-trzydziestki tak nie nie ubieraly ani nie zachowywaly .Na moje
        odczucie powinna byc na emeryturze,szczegolnie jesli sie mlodziezy nie kochalo
        juz w 1988, a na emeryture nauczycielska jeszcze teraz mozna pojsc tuz po 50-tce.
        Po drugie-osoby subtelne i kulturalne takie jak Aurelia jest przedstawiona w
        normalnym gimnazjum nie moga funkcjonowac jako nauczyciele, chyba, ze klasa ma
        wychowawczynie, ktora umie wziac towarzystwo za buzie i nadrobic nieco lata
        bezstresowego wychowania przez rodzicow.Zatem Aurelia moze pracowac dzieki Pani
        Sznytek.]
        Oczywiscie znam osoby kulturalne i mile, ktore dobrze radza sobie w gimnazjum
        jako nauczyciele, niemniej potrafia i podniesc glos i zadzialac
        pedagogicznie(wspolpraca z wychowawca, dyrekcja, rodzicami).
        Szemrzaca Aurelia mi na taka nie wyglada, do pani Sznytek tez sie nie
        skarzy-nie wiem zatem jak ona te lekcje prowadzi.Taka osoba jak ona nadaje sie
        tylko do DOBREGO liceum.
        Nie rozumiem tak jak przedmowcy, ze Roza siedzi w domu i na jakiej podstawie
        wziela urlop dziekanski-przeciez zdrowa jak kon.Nawet jesli te urlopy daja bez
        problemu, to nie wstyd jej tak siedziec ?
        Ponadto dziwi mnie, ze stary Schoppe nie podejrzewa zadnego zwiazku Fryderyka z
        Roza.
        Przeciez kolezanki nie zaprasza sie na uroczystosc typowo rodzina poprzedzajac
        ja w dodatku wycieczka rowerowa we dwoje !Pamietajmy, ze stary Schoppe ma
        podejrzliwa nature-vide kolezanka Wolfiego.No bo co do wagarow to oczywiste dla
        mnie jest, ze pozwolil mu z powodu tejze uroczystosci, a nie imienin Rozy, co
        zgrabnie zasugerowal Fryderyk w pociagu.
        Starzy Shoppowie sa w ogole jacy malo zaradni.Zarowno mama, jak i ojciec
        mogliby duzo lepiej zyc udzielajac korepetycji-szczegolnie ojciec, choc
        oczywiscie zachecanie dzieci do zarabiania na wieksze kieszonkowe jest ok.
        • melba76 Bliskie jest mi stanowisko Veredany! 05.12.05, 13:26
          Ogólnie książka mi sie podobała, miły klimat starej, dobrej "Jeżycjady",
          czytałam z zadowoleniem. Jednak pewne rzeczy są dla mnie nie do zaakceptowania;)

          Wstrząsnął mną obraz rodziców Schoppe - jakaś totalna patologia, bezradność - i
          byli kompletnei niewiarygodni. tacy toksyczni rodzice, obwiniający swoje dzieci
          o to, że są ("pułapka biologiczna") nie ukształtowaliby tak pozytywnych postaci
          jak Żaba i Wolfi. No i ten ojciec - "masz dziecko 20 zł i kup sobie jakiś
          dezodorant {na urodziny!}" - koszmar. Czy w "Jeżycjadzie" nie ma fajnych,
          wzorcowych, godnych naśladowania ojców?

          Wąsik Żeromskiego - błe ! I cała ta relacja Piotrek - Zaba - ciekawa, ale tak
          ogromnie schematyczna i wtórna w stosunku do wcześniejszych tomów...

          Wolfi mi sie bardzo podobał, ale ten jego wybuch miłości do Laury był mega
          naciągany i adresowany chyba do czternastolatek. Płomienne wyznania rodem z
          telenoweli. No i reakcja Laury - w ogóle to jej podejście - 19-latka , która od
          razu pragnie wyjść za mąż...ja rozumiem, że nad nią ciązy widmo porzucenia i
          odrzucenia , ale to jest nierealne z psychologicznego punktu widzenia. Raczej
          powinno pójść to u niej w kierunku unikania związków z mężczyznami w ogóle, lub
          wiązania się i porzucania kolejnych partnerów (by "kontrolować" układ, nie być
          tą porzuconą) - ale nie kurczowego trzymania się wizji małżeństwa tuż po
          maturze. Naciagane do bólu! Niedzisiejsze, nierealne!

          Wolfi oczywiście ust piwem nie skalał, he he ;)

          Reakcja Róży na powrót Fryderyka doprowadziła mnie do łez ze śmiechu -
          porzucona, samotnie brnąca przez ciążę, łatająca sobie poczucie bezpieczeństwa
          jakimiś napuszonymi teoriami (które nota bene niezwykle łatwo łyka pani
          Schoppe - jeden "wykład" Róży zmienia jej optykę na całe ćwierć wieku przeżyte
          w zgryzocie...)- i ta oto Róża bez problemu ciepłym gestem zaprasza łotra i
          łajdka na ciasto - i następuje mydlany happy end z fajerwerkami.
          • klymenystra Re: Bliskie jest mi stanowisko Veredany! 06.12.05, 08:07
            >>19-latka , która od
            >
            > razu pragnie wyjść za mąż...ja rozumiem, że nad nią ciązy widmo porzucenia i
            > odrzucenia , ale to jest nierealne z psychologicznego punktu widzenia. Raczej
            > powinno pójść to u niej w kierunku unikania związków z mężczyznami w ogóle,
            lub
            >
            > wiązania się i porzucania kolejnych partnerów (by "kontrolować" układ, nie
            być
            > tą porzuconą) - ale nie kurczowego trzymania się wizji małżeństwa tuż po
            > maturze. Naciagane do bólu! Niedzisiejsze, nierealne!
            >

            realne, realne.... :)
          • k_linka Re: Bliskie jest mi stanowisko Veredany! 11.12.05, 20:17
            Melba kazde Twe slowo jest madre i sluszne!! Zgadzam sie w calej rozciaglosci...
            Podobalo sie ale...
            I oprocz tego niepotrzebny atak na feminizm... Nawet nie w przemowach Pyzy, ale
            drobnych uszczypliwosciach: dziewczyna na randce rozprawiajaca o meskiej
            dominacji, oraz gestykulujace pani w tv, ktorym braklo pozytywnego wzorca
            meskiego. To malo szlachetna walka pani Malgorzato
    • iwoniaw Rodzice Schoppe 05.12.05, 13:49
      byli dla mnie największym zdumieniem. Ale tylko na początku. Fakt, że w
      imieninach byli przedstawieni jako sympatyczni i kulturalni inteligenci o
      szerokich horyzontach, ale jak się głębiej nad tym zastanowić, to znaliśmy ich
      tylko z enigmatycznych uwag Fryderyka, który przecież nie chciał ich
      przedstawiać w złym świetle, a przeciwnie - wywrzeć na Róży jak najlepsze
      wrażenie. Przedstawienie postaci tych w "Żabie" natomiast rzeczywiście wiele
      wyjaśnia - np. niezrozumiałe dla mnie zachowanie Fryderyka na wieść o ciąży.
      (Ha, niemal jak Borejkowie w scenie z p. Schoppe mogę pomyśleć "no tak, wszystko
      jasne"). Teraz już wiem, co na niego wpłynęło.
      Sam fakt, że dotychczas byli Róży (nie mówiąc już o reszcie rodziny B.)
      praktycznie nieznani, wcale mnie nie dziwi. Primo - Borejkowie każdego
      "adoptują" nie przejmując się zbytnio, skąd przychodzi i jakie poglądy na
      przesiadywanie u nich mają ewentualni rodzice. Secundo - można się domyślać, że
      Fryderyk, mimo że syn posłuszny, ukochany i chluba rodziców, podobnie jak jego
      brat zdaje sobie świetnie sprawę, że jego rodzice (zwłaszcza ojciec) mogą
      "wstydu narobić" poprzez niezrównoważone zachowania i dlatego trzyma Różę z dala
      od nich. Wyjazd do USA w świetle opisów z "Żaby" też zaczyna się jawić jako
      ucieczka niekoniecznie jedynie przed ciążą narzeczonej.
      Co mnie natomiast dziwi, to faktycznie kompletne nieprzejmowanie się najmłodszym
      dzieckiem, mimo że córka gimnazjalistka doznaje obrażeń ciała, traci dobytek w
      pożarze i przeżywa szok za szokiem. Zwłaszcza, że za najstarszym, dorosłym synem
      matka leje łzy tęsknoty, jakby faktycznie co najmniej umarł. Normalny zaś syn -
      maturzysta jest traktowany w domu jak ostatni degenerat i wyrzutek społeczeństwa
      tylko dlatego, że nie jest kopią brata - to też mi się bardzo nie podoba.
      No, ale może to "świat polskiego serialu" tak ich pochłonął i otępił, że już
      realnego świata nie widzą... I ta serwetka na pianinie, jakoś mi to
      beznadziejnie bezgustnie wygląda, a przecież tak bałagan u Borejków, jak i
      sterylna czystość u Idy i wszelkie inne wariacje opisywane w całej Jeżycjadzie
      są ok. Tylko tu nawet mieszkanie bez sensu urządzone.
      Generalnie - aż dziwne, że mają takie fajne dzieci.
      • iwles Re: Rodzice Schoppe 19.12.05, 13:27
        iwoniaw napisała:

        > Zwłaszcza, że za najstarszym, dorosłym synem
        > matka leje łzy tęsknoty, jakby faktycznie co najmniej umarł. Normalny zaś
        > syn -
        > maturzysta jest traktowany w domu jak ostatni degenerat i wyrzutek
        > społeczeństwa
        > tylko dlatego, że nie jest kopią brata -


        Znam taki przypadek ........ młodszy syn jest traktowany jako gorszy tylko
        dlatego, że nie jest kopią "doskonałego" starszego brata....
    • yennefer_z_v Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 19:16
      Wczoraj kupiłam i wczoraj przeczytałam w trybie natychmiastowym. Jestem bardzo
      pozytywnie zaskoczona. Moim zdaniem "Żaba" jest o wiele lepsza od "Języka
      Trolli". To naprawdę stara dobra "Jeżyjada". Nie ma tego pesymizmu, który mnie
      w "Trolli" przygnębił, jest za to wiele punktów widzenia, a to naprawdę lubię.
      Może kilka konkretnych spostrzeżeń:
      - Żaba i rodzina Schoppe - niezły wątek, wreszcie nie same ideały ;) Moim
      faworytem jest Wolfi. Fantastyczna postać.
      - Żeromscy - bardzo się cieszę z powrotu Bernarda. Piotrek naśladujacy styl
      wypowiedzi ojca to majstesztyk.
      - Aurelia - wreszcie wiemy, co się z nią działo. Ale jakaś taka bardzo otwarta
      się zrobiła, zaskoczyło mnie to. Jej relacje z uczniami trochę za słodkie.
      Szkoda, że Konrad pojawił się tylko w opowiadaniach innych.
      - Borejkowie - nic nie poradzę na to, że cały czas czekam na sceny przy
      Roosvelta :) Tego nic nie pobije. Dużo mojej ulubionej Gabrysi, świetna Ida,
      nadal zbuntnowany Tygry i Róża coraz bardziej podobna do Gabrysi.
      - sceny, które najbardziej zapadły mi w pamięć: przygotowanie do projeku
      sakralnego u Żeromskich, dyskusja Laury i Róży o literaturze podczas wizyty
      matki Fryderyka, ładna romantyczna scena balkonowa ;) Laury i Wolfiego.
      Ale dwa pytania nie dają mi spokoju:
      - czy to dobrze, że Fryderyk wrócił? Niby wiedziałam, że wróci, ale mam
      wrażenie, że to zbyt optymstycznie rozwiąznie..
      - pytanie bardziej uniwersalne: czy taka miłość od pierwszego wejrzenia (Laura
      i Wolfi) jest możliwa. Pytanie jest, rzecz jasna, retoryczne ;
      Ogólnie bardzo mi się "Żaba" podobała. Od pewnego czasu (chyba od "Pulpecji"
      lub "NiN") części "parzyste" podobają mi się bardziej niż "nieparzyste".
    • parapluie Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 19:29
      moze rodzina Fryderyka rzeczywiscie dziwna...ale chyba prawdziwa.Mamusia
      zakochana we włsnym synku,ojciec kłócący sie z drugim synem...samo życie jak
      dla mnie!;P
      • jedynataka Re: I jak oceniacie Zabe??? 05.12.05, 22:06
        Właśnie skończyłam Żabę. I zdecydowanie mi się podobało. Może i jestem
        sentymentalna, ale wątek balkonowy z Tygrysem mnie ujął swoim czarem.
        Odniesienia do Romea i Julii moze nieco naciagane, ale wspinaczki po rynnie mi
        się podobały. Zgadzam się, że Wolfi bardzo w stylu starego Baltony. I też ma
        dziwne imię ;) Taki bardzo w moim typie.
        Rodzice Schoppe bardzo przygnębiajacy, ale mam wrażenie, że to odpowiedź na
        ansze utyskiwania jakoby zbyt cukierkowo było. Tylko, że taka wolta to już
        odrobinę przesada. Ja też zapamiętałam ich jako raczej ciepłą rodzinkę niż może
        nie patologią, ale chyba lekką dysfunkcjonalnością to to można nazwać.

        wątek Róży i Fryderyka-no coż oni zawsze odrobinę bajkowi byli.

        a co do "Czarnej Polewki" to gdzieś czytałam, że ma być o Pyziaku. Bo
        czytelniczki się domagaja jakiegoś niewielkiego odcienia szarości u niego. Jeśli
        to prawda, to ja się BARDZO cieszę, bo to jedna z moich ulubionych postaci :)

        pozdrawiam
    • nancy_callahan Re: I jak oceniacie Zabe??? 06.12.05, 10:45
      Bardzo pozytywnie, czuję powrót do dawnych dobrych pozycji Jeżycjady (po
      dziwnej i nijekiej Trolli), a więc wielki plus i powiem troszkę więcej sceny z
      Wolfim i Tygrysem niemal tak dreszczowe jak Pulpecji z Baltoną.
      Więcej wrażeń chyba po drugim przeczytaniu, ale na razie jestem odcięta od
      źródła, pożyczyłam mamie.
    • emusia Re: I jak oceniacie Zabe??? 06.12.05, 18:32
      no skończyłam czytać (gdyby nie cholerna szkoła, napisałabym to wszystko już w
      nocy :) ). I dzielę się wrażeniami.

      "Język Trolli" mi się osobiście nie podobał i bałam się, że tak samo będzie
      z „Źabą”. Na całe szczęście myliłam się.
      Jestem zakochana w Wolfim, następca Baltony czyli chłopak z krwi i kości
      (znając życie za jakieś 3 tomy będzie miał wąsy). Cieszę się, że jest z
      tygryskiem. Lucka Leluję lubie, tak jak i Jacka Leluję lubiłam w ‘opium…’, ale
      wolę widzieć Laurę z Wolfim, tak wolałam Kreskę z Maćkiem :). A że sceny
      balkonowe banalne? A co w jeżycjadzie nie jest swoja drogą banalne? Czy
      naprawdę nie sądziłyście, że Gaba skończy z Pyziakiem w ‘Kwiecie…”, Kreska z
      Maćkiem w „opium…” czy Pulpa z Balotną w „Pulpecji” przy pierwszym czytaniu?
      Tak więc podoba mi się wątek Laury i Wolfiego, nie podoba mi się tylko to, że
      od razu małżeństwo. Ludzie. W tej Jeżycjadzie od jakiegoś czasu stało się to
      plagą. Jeszcze Pulpie mogę to wybaczyć, ale i Pyza w stogu siana z Frytkiem się
      zaręcza na pierwszym tak właściwie spotkaniu, a teraz Laura gdy widzi chłopaka
      4 raz w życiu. Fajnie, że uznali, że są jedyna miłością w swoim życiu, ale
      niech cholera chociaż raz pogadają ze sobą (czyt. nie kłócą tylko rozmawiają).
      Powrót Fryderyka mnie cieszy. Może reakcja Róży trochę dziwna, ale sam powrót
      mnie cieszy, bo Fryderyka w „Imieninach” polubiłam i przykro mi było, gdy
      czytałam jak rozrabia w „Języku…”. Teraz wiadomo, że się chłopak pogubił nieco,
      ale jednak zdecydował, co jest tak naprawdę ważne i wrócił do Róży.
      Co do głównej bohaterki, to Żabę w sumie mało możemy poznać. Poza pierwszymi
      paroma rozdziałami, nie wiemy za bardzo, co się dzieje w jej głowie. Nie znamy
      za bardzo jej myśli, tylko jej czyny. Ale chyba ją polubiłam :)
      Piotrka Żeromskiego też lubię, bo przypomina swojego ojca ale tego
      z „Brulionu…”, którego lubię, bo aktualnie po lekturze „Żaby…” straciłam serce
      do Anieli i Bernarda całkowicie. Jakoś mnie zbulwersowało siedzenie na drabinie
      w z gołym torsem. Nie wiem czemu :).
      Aurelii jakoś nie widzę w roli nauczycielki. Nie wiem też dokładnie gdzie ją
      widzę, ale nie, nauczycielka to nie to.
      Pani sznytek też nie wiem co tam robi, bo już na emeryturze powinna dawno
      siedzieć, a nie dzieci męczyć :).
      Ogólnie wieje takim Borejkowskim ciepełkiem i nie ma prawie w ogóle, poza
      drobnymi wspomnieniami, okarabesów czy jak im tam było, a to dobrze, bo ich nie
      lubię :)
      Duży plus za Wolfiego, którego odbije Laurze przy pierwszej okazji i chcę
      gorąco pani Musierowicz podziękować za tą książkę :)
      • jasmina_a Re: I jak oceniacie Zabe??? 06.12.05, 21:15
        Spodziewalam się gorszych komentarzy Zaby, po tym co pisaliscie o jezyku
        trolli, który mi osobiscie bardzo się podoba. Żaba wg mnie jest świetna, jak
        zresztą każda ksiązka MM. Wprawdzie fryzura Tygryska mogłaby być inna, ale te
        wszystkie sceny z Wolfim b. mi sie podobały. Wszyscy chyba sie domyslali
        powrotu Fryderyka...Boję sie o czarną polewkę, że Laura odrzuci Wolfiego..:(
      • taka_misia Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 11:47
        Już od pewnego czasu zabierałam się, żeby wypocić sensowne uzasadnienie mojej
        sympatii do "Żaby" :) A teraz to już nie muszę, po prostu całkowicie się zgadzam
        z każdym Twoim zdaniem :)

      • ryza_malpa1 Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 12:29
        Bardzo mi się Żabcia podobała :)
        I pośmiałam się serdecznie, i poużalalam nad patologiczna rodziną, i znalazłam
        dawny jeżycjadowy klimat. Generalnie jestem miło zaskoczona.
        Akcja jest bardzo rozbudowana i galopje więc na samym wstępie przeczytalam
        sobie zakończenie co by nie przeskakiwać opisów i retardacji .
        Irytują mnie jak zwykle zresztą typy męskie: ten półidiota Żeromski za
        przeproszeniem ale na wrażliwą i spokojną Żabcie nie zasługuje.
        Podobnie jak Wolfi - TYgrysek też nie zasługuje na takiego mało skomplikowanego
        facecika ( cały czas mam wrażenie, ze Wolfi ma brudne nogi).

        Ale to chyba jakas tendecja - poza Nerwusem i Koziem faceci w Jeżycjadzie są
        wyjątkowo nijacy - nie maja szczególnych zinteresowań, nie działająw żadnych
        organizacjacj, wolontaratach, teatrach alternatywnych....Nie wiem co taka
        Kreska na przykład zobaczyła w Macieju Ogorzałce?
    • donatta To, co najbardziej uderza ... 06.12.05, 22:32
      Nie analizuję wnikliwie i nie rozbieram na kawałki. Książkę połknęłam w
      półtorej godziny pomiędzy tortem urodzinowym mojego syna, a powrotem do domu,
      po czym zostawiłam szwagierce, żeby mnie nie odrywała od pracy (książka, nie
      szwagierka). I stąd tylko bardzo ogólne uwagi.

      Uderzyły mnie trzy rzeczy:

      1. Opisywana przez wszystkich dziwna metamorfoza państwa Schoppe. Tłumaczę to
      jedynie tym, że nasze pierwsze spotkanie z rodzicami Fryderyka widziane było
      przez różowe okulary zakochanej Pyzy. Poza tym było to przyjęcie, mnóstwo
      gości, każdy stara się być miły i robić dobre wrażenie. No i jeszcze wtedy nie
      było zgryzot w postaci wyjazdu jednego synka za ocean, a drugiego
      niespełniającego oczekiwań rodziców. To chybe jedyne wytłumaczenie takiej
      szokującej zmiany charakterów.

      2. Naciągana dyskusja Róży i Laury w obecności pani Schoppe. To takie
      odgrzewanie potyczek słownych (przepraszam, moja droga), które bawiły i
      wzbudzały pozytywne emocje, gdy siostry były w wieku przedszkolnym i
      wczesnoszkolnym. Tutaj tak jakby na siłę wklejone z wcześniejszych książek za
      pomocą polecenia kopiuj - wklej - zachowaj.

      3. No i ta strasznie naiwna scena powrotu Fryderyka. Zamiast dać mu fangę w
      nos, a zakupione ciuszki jednym zręcznym ruchem ręki cisnąć przez balkon, który
      wszakże odgrywa w tym tomie niebagatelną rolę, Róża zachowuje się jakby nigdy
      nic. I jeszcze ta torba! Róża ma wszystko, oprócz torby do szpitala, a
      marnotrwany kochanek - cóż za telepatyczna więź! - przywozi właśnie torbę.
      Gdyby mnie mój facet po takim potraktowaniu przyniósł w prezencie kawał
      walichy, wyleciałby razem z nią i to zanim zdążyłby nawet otworzyć usta.
      Rozumiem: perfumy, ciuszki (no, tu w sumie jest rozgrzeszony, Róża była w
      ciąży), coś do domu, coś wyjatkowego, szczególnego. A tu: torba. No chyba, że
      była inkrustowana szlachetnymi kamieniami ...

      Ale i tak mi się dobrze czytało!
    • mankencja Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 09:56
      w scenie, kiedy fryderyk mówi, że "wynajmiemy sobie mieszkanie" na miejscu Róży
      odpowiedzialabym zapewne "nie, ty sobie wynajmiesz, ja z tobą nie chcę mieć nic
      wspólnego, a w ogole, to jak ty smiesz podejmowac takie decyzje samodzielnie,
      zachowujac się, jakgdyby nigdy nic", al.bo cos w tym stylu. w ogóle,
      ta 'szlachetna' istota .
      • mankencja KONTYNUUJĘ, ZA WCZEŚNIE SIĘ WYSLAŁo 07.12.05, 09:59
        w ogóle, ta 'szlachetna' istota wydaje się być dość głupia, ze swoim uwodzeniem
        na praktykach, totalnym nierobstwem w czasie ciązy, okraszonym do tego
        wzniosłymi gadkami o szmacie i kurczakach w budce.
        • melba76 Ciąża Róży... 07.12.05, 10:14
          Bo to w ogóle jest naciągane. Pamiętacie potężny wątek z forum na temat braku
          seksu w Jeżycjadzie? I potem rozmowa Fryderyka z tatą Borejko - jako aluzję do
          tegoż wątku? Wyszło totalne odwórcenie kota ogonem, jakieś podręcznikowe
          triuzmy, pułapki biologiczne...wszystko mocno wydumane. A ogólnie chodziło o
          to, że seksualność dorosłych przecież (lub dorastających) bohaterów jest
          kompletnie w książkach pomijana. Oni są tacy właśnie "nadludzcy" - za rączki
          się potrzymają, piwa nie napiją - towarzystwo mocno oazowe ;)

          No i kiedy seks zaistniał na kartach książki- a zaistniał też w zasadzie
          poprzez skutek działania - wpadkową ciążę, to zamiast urealnienia mamy już mega
          naciąganie. Dwudziestoletnia dziewczyna podczas dwutygodniowych
          praktyk "uwodzi" - czyżby to jej wina ;) i od razu wpada! No i właśnie o to
          chodzi - może jakby w domu zamiast łacińskiech cytatów usłyszała czasem na
          przykład od własnej matki to i owo na temat seksu i prokreacji, może jakby
          poszła na wizytę do ginekologa - zanim pohasała z lubym - efekt byłby inny? Ale
          tak - mamy tylko - zaistnienie seksu i "kara" w postaci nieplanowanej ciąży,
          Którą zresztą cała rodzina przyjmuje z naiwnym entuzjazmem "dzidziusie tak
          słodko pachną". I wychodzi na to, że seks przedmałżeński jednak jest be ;)

          I dochodzimy do postaci Róży w "Żabie" - nazbyt miłosiernej, uwznioślonej i
          znów - nierealnej....Zawisła na rodzinie, czeka jak wierna Penelopa i kiedy
          niewierny staje w drzwiach wita go ze spokojem i cielęcym zachytem. A powinna
          Frycka spuścić ze schodów co najmniej. Wrócił przed porodem, wynajmą kawlerkę,
          wszystko cacy. A gdzie jej stres, emocje, lęki, gdzie jej krzywda? Wszystko
          rozmywa się w zapachu świątecznego ciasta, które ciamka sobie zgodnie rodzina?
          • melba76 Autokorekta ;) 07.12.05, 10:16
            Róża nie może pogadać z mamą o seksie, bo Gabrysia takowego nie uprawia - chyba
            że robi to w swoim pokoju w towarzystwie śpiącego niespokojnie
            jedenastolatka ;) ale to chyba wielka sztuka ;)
          • ryza_malpa1 Re: Ciąża Róży... 07.12.05, 12:16
            Oj, melba...to tylko książka...taka bajka :D
            Ja się nie irytuje, bo wiem, ze autorka taka juz jest i kwita.
            I chętnie sobie nawet czytam książęczką o młodzieży oazowej, bo to dla mnie
            spora egzotyka :D
            • melba76 Re: Ciąża Róży... 07.12.05, 13:01
              Ależ ja daleka jestem od irytacji ;) wręcz przeciwnie, nurzam się w klimacie
              Jeżycjady z wielką symaptią. Co nie zmienia faktu, że mojej małej Idusi, jak
              już będzie większą Idusią, powiem, że świat jednak TAK nie wygląda - po co ma
              się dziewczę rozczarować ;)
    • nighthrill Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 10:28
      Skończyłam wczoraj po pracy, czytałam dwa dni, bo wciąż mnie coś odrywało, a to
      korepetycje, a to obiad, a to zakupy. Przeplatałam tę lekturę "Nowymi
      przygodami Mikołajka":)

      I...

      1) Też, jak wiele z Was, przeczuwałam od początku, że Fryderyk wróci i zrobi to
      rzecz jasna pod koniec książki. Spodziewałam się tylko, że wparuje do szpitala
      i zobaczy nowonarodzone dziecko, żeby scena była jeszcze bardziej wzruszająca:)
      Pani Musierowicz straciła chyba zdolność wymyślania naprawdę zaskakujących
      zwrotów akcji, które miały miejsce we wcześniejszych ksiązkach,
      np. "Kłamczusze".

      2) Jeszcze o Fryderyku - historia z mailami, które nie dochodzą naciągana jak
      szlag. Po co Fryderyk zmieniał adres mailowy, skoro powinien czekać na
      wiadomości od Róży i rodziny pod starym? Zlikwidował go tak sobie, ani razu nie
      zajrzał na starą pocztę? Dlaczego nie kontaktował się z rodziną, nie dzwonił,
      nie odbierał telefonów? Czy 23-letni człowiek mieszkający do tej pory z rodziną
      może na obczyźnie tak po prostu uciąć te kontakty?
      I wraca, taki nieskalany, mami Pyzę wyprawką dla niemowlęcia (wyrwał mi się w
      tym momencie książki szyderczy chichocik), a Borejkowie zapraszają go do stołu.
      Wraca jak Pyziak na pierogi w "Opium..":) zadnej rozmowy z Różą sam na sam,
      żadnego z jego strony pytania i niepewności czy dawna wybranka jeszcze go chce
      po jego nieodpowiedzialnych wybrykach.

      3) Sama Róża też budzi trochę wątpliwości - nie myśli o przyszłości, studiach,
      pracy, pieniądzach, zwala się na głowę rodzinie (choć z drugiej strony, co ma
      zrobić?). Ale ile jeszcze osób pomieści mieszkanie na Roosvelta i kogo jeszcze
      da się utrzymać z pensji Gabrysi i Grzesia oraz emerytur dziadków? Pyza zdaje
      się o tym nie myśleć.
      Jej szlachetność i matkopolkość jest trochę wymuszona. Te wszytskie
      deklaracje...

      4) Romans Laury i Wolfiego - Przemiana Laury raczej niewiarygodna, Wolfi jako
      postać podoba mi się bardzo. Natomiast szybkość nawiązania się miłosnej nici i
      plany małżeńskie na dokładkę pomiędzy osobami osiemnastoletnimi wydają się
      naprawdę niebywale dziwne. Rozumiem, że Laura może tego chieć i rozumiem
      dlaczego. Ja także, wychowana w trudnej rodzinie, marzyłam w liceum, by wyjść
      za mojego pierwszego chłopaka. Nie wyszłam, czego nie żałuję:) Trudno mi
      wyobrazić sobie, by chłopak przed maturą, zwłaszcza tak niezależny jak Wolfi,
      planował ślub. Zresztą, zauważcie, że to Laura mówi, że chcą się jak
      najszybciej pobrać:) Nie ma sceny oświadczyn w obecności rodziny, jak
      w "Pulpecji".
      Tu nie chodzi o to, że wzorem nowych trendów ślub trzeba odsuwać w
      nieskończoność, a dzieci na "po trzydziestce". Ale śluby "z miłości", bez
      presji ciąży, w wieku 18 lat zdarzają się obecnie bardzo rzadko. I nie sądzę,
      żeby Wolfi i Laura byli na to gotowi pod względem odpowiedzialności i
      dojrzałości. Muszą się najpierw lepiej poznać.

      5) Wkurzające są wycieczki przeciwko feministkom. "Miała co prawda niezłe nogi,
      ale zarzucała go sloganami o męskiej dominacji...". Litości! Taki niby głęboki
      facet ocenia najpierw nogi? Pani Musierowicz nurza się w swojej ulubionej
      konserwatywno-patriarchalnej wizji świata, który kobiety ozdabiają mężczyznom.

      6) Od kiedy Papa Roach jest zespołem punkowym? Czy punkowcy, którzy mają luźny
      i niezal;eżny stosunek do rzeczywistości, pomnażają swe pieniądze na giełdzie i
      cieszą się jak głupi z notowań?
      Odnoszę tu wrażenie, że pani Musierowicz wie o punku tak mało, jak wiedziała o
      rasta pisząc "Język Trolli" i że jest to bardzo na siłę. Już lepiej nie
      udziwniać...

      7) Żeby nie było, że jestem beznadziejnie zgryźliwa - książka podobała mi się
      bardzo, dużo bardziej, niż "Trolla", choć nie odnajduję w niej klimatu starej
      Jeżycjady, jak piszecie. To już nie te czasy:)
      A co mi się podobało?
      - postać Żaby
      -postać Piotrka
      -brak odniesień politycznych i religijnych
      -Józinek
      -dobrze przedstawiona atmosfera domu Borejków
      -brak nachalnego moralizatorstwa

      :)
    • pampelka Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 12:51
      Tak, Żaba lepsza niż ostatnie powieści ale wciąż obarczona tym samym błedem.
      Jakim?
      Pierwsze części Jeżycjady, te najlepsze, to były ksiązki dla nastolatek, z
      dobrym tłem obyczajowym. Tematem zatem była miłość i to miłość ciekawa
      (Kłamczucha, która nacina się na księcia z bajki, Gabrysia, która musi się
      zmierzyć z notorycznym podrywaczem, Kreska, której inna zabiera chłopaka sprzed
      nosa, wreszcie zakompleksiona, dojrzewająca Celestyna), bohaterki jednak,
      uwikłane w romanse musiały zmierzyć się i z innymi problemami dorastania. Zatem
      Gabrysia boksowała się z niechęcią do pani Trak i w własnym lenistwem, po tym
      gdy odkryła, że cały dom jest na głowie mamy. Kłamczucha miała zabawne konflikty
      z ojcem, jescze lepsze z Mamertami, przyszło jej na własnej skórze poznać, że
      kłamstwo nie popłaca i zweryfikować swe życiowe credo. Celestyna wychodziła z
      roli domowego popychadła, wychodziła zresztą przezabawnie, Ida zaś, równie
      zakompleksiona, odkrywała swoją kobiecość.
      Oprócz tego, czytelnik miał jeszcze szansę na zabawne, celne analizy
      codzienności, alucje polityczne (zwłaszcza w Opium), wreszcie na smaczki
      obyczajowe (ach wspaniała Kłamczucha jako pomoc domowa).
      W tamtych czasach MM. była też dużo łaskawsza dla bohaterów, zwłaszcza
      negatywnych i rzucała na nich cieplejsze światło (Piróg, pani Trak).
      Potem autorka poszła w baśń, baśń o dobrej rodzinie, samotnej wyspie na morzu
      plugastwa. Nic w tym złego, autor idzie ścieżkami, którymi sam się wiedzie,
      problem moim zdaniem w tym, że poszła niekonsekwentnie. I stąd ustyskiwania.
      Jeśli zatem Żaba miałaby być baśni, nie powinna być infekowana tzw codziennymy i
      groźnymi problemami jak choćby ciąża szwagierki. Tymczasem zaś mamy taki
      miszmasz, że naszych cudownie dobrych bohaterów konfrontujemy z rzeczywistością,
      która ani ich nie zmienia, ani nie dotyka, jest jedynie sztafażem cywilizacyjnym
      dla pewnych tez.
      Czy ciąża Róży naprawdę nie niesie problemów.
      Oto młoda dziewczyna. Nie zarabia. Sam wózek to marny 1 tys. złotych, prawei
      tyle samo łóżeczko, dobra pościel i pochraniach, kila stów, dalej pieluchy
      tetrowe, lepsze bawełniane, każda kilkanaście złotych, plus obłędnie drogie
      koszulki (3 to 90 zł w mothercare) dobry materacyk też swoje kosztuje. Zatem
      jest poważnym obciążeniem finansowym i nie napisze nawet o podgrzewaczu do
      butelek, tym czymś do odciągania pokarmu, różnych smoczkach awent itp. Tymczasem
      jej matka ma na utrzymaniu trójkę dzieci, pracuje na uczelni, ojciec też nie
      zarabia, a dziadkowie są na emeryturach.
      Róża tymczasem bedzie jeszcze niesamodzielna przez kilka lat, zamierza przecież
      rzucić te astrofizykę. Dziecko zatem trafi do babci i dobrze, bo miła i bezpłatna.
      Nadto w niedużym jednak mieszkaniu juz teraz mieszka siedem osób. Miałoby osiem
      w tym małe, brykające dziecko, mnie by to przeszkadzało.
      I nie tylko.
      Dziewczyna jest młoda, jeśli tata się brzydko mówiąc wypnie czeka ją procedura
      procesowa ustalenia ojcostwa, a jeśli nie dziecko będzie jako nieślubne. Będzie
      też jednak obciążeniem, bo mata z dzieckiem nie szuka tylko męża, szuka też ojca
      dla dziecka, a czasem trudno ułapić za jednym razem te dwie cnoty.
      Ciąża zatem jest poważnym rodzinnym problemem, również i dla Gabrysi. Czy ona
      nigdy nie myśli o tym, że JUZ zostanie babcią, nie dotyka jej to.
      W ten sposób można rozłożyć na części pierwsze każdy tzw życiowy problem z
      rodziną Szoppe włącznie. Nie są patologicznie, ale nieszczęsliwi. MM odmawia im
      jednak prawa do ludzkich cech, od poczatku do końca prezentują się negatywnie.
      Tak jak pani Sznytek.
      Szoppowie tymczasem, nie dlatego są niefunkcjonalni, że kochają seriale, ale
      dlatego, ze najwyraźniej coś w tej rodzinie szwantukuje. Dowodem tego jest
      zabawaw w sedziego (kłócimy sie w obecności osoby postronnej branej na arbitra0.
      To typowa gra psychologiczna, opisana w byłe poradniku, ale ma ona też pewną
      motywację, mechanikę i konsekwencję.
      Ja to widzę tak.
      Dalsze części Jeżycjady to książki o nastolatkach pisane dla trzydziestolatek, z
      ich językiem, ich kulaturalną otoczką i ich marzeniami.
      Pogłębaijący się rozziew między realiami powieściowymi, a życiowymi wynika z
      niuregulowanego stosunku do materii: baśń to czy powieść obyczajowa.
      Pewną charakterystyczną dla nich cechą jest dominanta opisu. Postaci
      przedstawione są deklaratywnie. One mówią o sobie jakie są, rzadko jednak te
      cechy poznajemy w tzw akcji. Wiemy, że Gabrysia przyjaźni sie z Anielką K. Ale
      czy widzieliśmy jakieś ich spotkanie. gabrysia zyje w ścisłym rodzinnym
      kordonie, on wyznacza granice jej świata, gdzie tam jest, było miejsce na Anielę?
      Choć w tej książce mniej jest moralizowania, wciąż i wciąż wyłażą z niej
      poglądy. Scena z internatutką: nieudana,. Internautka nie dość , ze
      niespecjalna,m to głupia i jeszcze żarłoczna! Na dodatek feministka!
      Dziecko jest darem, li i jedynie! I basta! Rodzina ach rodzina. Rodzina jako
      klan! Ja prywatnie mówiąc, bałabym się wżenić w Borejków. Bałabym się, ze mnie
      zawłaszczą.
      Kolejna sprawa: pieniądze. Bohaterowie którzy żyją ideami, a tacy jednak sa
      Borejkowie, lekka ręką kupuja drogie albumy fotograficzne i wózki, jedzą
      wykwintnie i chętnie się dzielą. A ja się pytam skąd mają? No chyba że to jest
      jak w grze komputerowej: zdobędziesz pieniądze na kody i wszystko ci jedno ile
      wydajesz na tapety. Kwestia pieniędzy dotyczy i Wolfiego. Skąd on ma na sprzęt
      audio dla Żaby, na te farby itp. Toż to maturzysta.
      Pozostała też typowa dla poprzednich powieści nadludzka dobroć boahterów. Żadne
      z nich nie zmaga sie z żadnym problemem. gabrysia pracuje na uczelni. To taki
      cymes? Uczelnia często zakwita konfliktami, grupami lobbystycznymi, plotkami,
      nad którymi Gabrysia przepływa suchą nogą. Może zatem stać patrzeć w okno i
      mówic o wypalaniu mis. Bo świat zewnętrzny jej się nie ima.
      Podobnie jak poprzedniczki oceniam powieść an lekki plus. Nie zaśmiałam się,
      raziły mnie stare dialogi w ustach dzieci i sztampowe rozwiązania problemów.
      Jak zawsze zaś zmęczyła mnie konwencja telenoweli. Bo jakby nie wybrzydzać na
      takie M jak Miłość jeżcycjada bardzo się do niej upodabnia. I tu pojawiają się
      stare postacie, bez znaczenia dla akcji, a tylko po to by donieść, że Orelka to
      bedzie miała dziecko i pracuje w szkole, a Konrad został wielkim reżyserem.
      Jakkolwiek krytyczna byłaby moja ocena książke kupiłam, chetnie przeczytam
      następną, a panią MM. szczerze lubię, choć gramy w innych drużynach.
      Pozdrawiam wszystkie fanki


      • zgred67 Nie tak drogo! 07.12.05, 13:33
        Za pozwoleniem, moja droga, nie przeczę, że dziecko generuje wydatki,
        ale podane przez Ciebie oszacowania cenowe są nieoptymalne. Niezły
        wielofunkcyjny polski wózek (resory w skórze, przekładana rączka,
        wyjmowana gondolka) kosztował mnie 2 lata temu około 600PLN, a nie tysiąc.
        Łóżeczko też nie kosztuje tysiąc złotych, tylko dwieście. A ciuchy w
        wymienionym przez Ciebie sklepie są bardzo drogie. W innych są
        o wiele tańsze, a w supermarketach jeszcze tańsze, a na allegro
        można kupić używane jeszcze taniej i moja szwagierka tam właśnie
        kupuje, mimo że nie jest źle sytuowana. Ja zapłaciłem tysiac za wózek,
        łóżeczko, materac i chyba jeszcze pościel.
        • yasmeen Re: Nie tak drogo! 08.12.05, 20:52
          tak, tylko ja pamietam tych Borejkow, ktorzy jedli na kolacje oszczedne a pelnowartosciowe kanapki z pasta... Gdzie siostry znaszaly jedna po drugiej ciuszki, a mama probowala na rozne sposoby urozmaicic skromna garderobe corek (vide motyl Gabrysi czy tez zwiewne suknie Idy). I jakos mi teraz zgrzyta tekst o kupnie nowego wozka, bo co prawda w rodzinie jest kilka, ale milo jest kupowac dziecku cos nowego...
          Podkreslam cos nowego, wiec uzywane ciuszki z Allegro chyba odpadaja...
          A ja wlasnie jestem na etapie kompletowania wyprawki dl adziecka - wozek, fotelik, lozeczko, nosidelko, wanienka, ubranka, materacyk, posciel... Nie jest rozowo, wierz mi...

          Troche mi zal tych opisow, gdzie widac bylo, ze dziury budzetowe mniejsze lub wieksze mozna bylo zalatac pomyslowoscia i miloscia... O np. te slynne dziela Kreski :)

          pozdr
          yas
          yas
      • dakota77 Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 13:52
        Co do pieniedzy- od dawna wiemy, ze Gabrysia nie tylko pracuje na uczelni, ale
        i duzo publikuje. grzegorz pracuje, a napisalas, ze nie. Co do pieniedzy
        wolfiego, w ksiazce wyraznie ejst napisane, jak zarabial. radze go odnalezc.
        po co Rozy procedura ustalania ojcostwa? nawet gdyby Frycek sie wypial, a tego
        nie zrobil, niechec do uczestniczenia w wychowaniu dziecka nie mjsi rownac sie
        domowie uznania dziecka za swoje.
        Ze spora czescia twoich zarzutow sie jednak zgadzam.
        • pampelka Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 14:19
          przepraszam. Jeśli nie dopatrzyłam sie zarobków Wolfiego. Mój błąd ale geneza
          jego tkwi w tym o czym pisałam: deklaratywności. Nie pamiętam już, jak dorabia
          Gabrysia,zapewne publikuje, bo jest do tego zmuszona, jeśli chce jeszcze wyższe
          stopnie naukowe osiągnąć, ale publikacje naukowe to marny grosz. Wiem, bo moja
          przyjaciółka, też pracownik naukowy, też doktor, też publikuje, traktując to
          jednak z musu jako trampolinę do kaiery, zarabiając pisaniem do różnych gazet,
          skocznych tekstów na tematy paranaukowe. Żyje zaś z przeróżnych grantów,
          konferencji i diet, ścibolonych, żeby było na mieszkanie, bo na samochód to już
          nie bardzo.
          Masz rację Dakoto z tą procedurą ustalania ojcostwa ale tu sprawa jest niejasna.
          Wszak on wyjechał i słuch o nim zaginął, a tymczasem dziecię ma się rodzić i
          trzeba coś podać w urzędzie. Czy Róża mówiąc, że nic nie chce ma na myśli
          również nazwisko? Raz mówi o dziecku, że będzie Szoppe ale skąd o tym wie? Wszak
          Frycek nie powiedział jasno co zrobi. Może nic nie chciał zrobić, może w Stanach
          przyszło mu do głowy, że najlepiej zapomnieć?
          Na pocieszenie mam taką historię z życia: jeden wredny Frycek zrobił mojej
          koleżance dziecko i brzydko się wypiął. Dziadzio, ojciec koleżanki pojechał do
          Frycka, natłukł go bardzo mocno, złamana noga itp, a dziecko zapisali jako
          nieślubne. Był problem bo ksiądz nie chciał ochrzcić, sle sprawy sie ułożyły,
          znalazł się porządny proboszcz. Koleżanka zaś skończyła studia, poznała
          świetnego chłopaka, sa małżeństwem, świetnymi rodzicami i wszystko jest cudnie.
          Naprawdę. Ot taka bajka na obrzeżach codzienności.
          • elwinga Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 18:35
            Publikacjami naukowymi można sobie dorobić, ale raczej nie można się z nich
            utrzymać. Chyba że ktoś siedzi, pisze i publikuje non stop. Znam takich. Ale to
            ludzie, którzy poza pracą naukową nie mają innego życia. I nie mają własnej
            rodziny.

            A swoją drogą, czy w Jeżycjadzie jest gdzieś powiedziane expressis verbis, że
            Gabriela ma doktorat, albo i habilitację? Bo ja tego nie pamiętam z
            wcześniejszych tomów. Owszem, jest wspomniane, że pracuje na uczelni, ale to
            nie jest równoznaczne z posiadaniem stopnia naukowego wyższego niż mgr (zajęcia
            językowe często prowadzą osoby bez doktoratu, a ona wykłada na filologii
            klasycznej).
            • iwoniaw doktorat Gabrieli 07.12.05, 19:07
              nie pomnę teraz w którym tomie, ale jest scena, w której 2-letni bodaj Grzegorz
              Ignacy rysuje, a Gaba przy komputerze pisze artykuł do hablilitacji.
              • isztaria Re: doktorat Gabrieli 07.12.05, 20:55
                w Tygrysie i Róży Laura wywozi Senekę z pieczątką dr hab Gabriela Stryba.
      • qlka_79 podyskutowałabym 07.12.05, 21:29
        Bardzo podoba mi się to, co napisałaś o Jeżycjadzie.
        Muszę się jednak nie zgodzić:
        > W tamtych czasach MM. była też dużo łaskawsza dla bohaterów, zwłaszcza
        > negatywnych i rzucała na nich cieplejsze światło (Piróg, pani Trak).
        A rodzina Lisieckich? Ta ich matka-cwaniara, jeżdżąca do NRD na saksy. Oni są
        przedstawieni jednoznacznie negatywnie, a to że ci dwaj pod koniec na chwilę
        łagodnieją było konieczne do pokazania pozytywnego oddziaływania Idy.

        > Potem autorka poszła w baśń, baśń o dobrej rodzinie, samotnej wyspie na morzu
        > plugastwa. Nic w tym złego, autor idzie ścieżkami, którymi sam się wiedzie,
        > problem moim zdaniem w tym, że poszła niekonsekwentnie. I stąd ustyskiwania.
        Ja wiem, czy później? Już w Opium w rosole jest wyraźne wskazanie, jacy to
        Borejkowie poszkodowani, bo stary pierdoła internowany.
        Poza tym czemu zaraz to plugastwo? Generalnie postaci przewijające się w
        Jeżycjadzie cechuje pozytywny stosunek do świata i innych ludzi. Przecież
        rodzina Kreski i Maćka jest równie ciepła. Kowalikowie w gruncie rzeczy też nie
        są źli. Robrojek z Bella - właściwie to oni są naprawdę poszkodowani przez los,
        bo nie tylko stracili bliską osobę, to jeszcze Robrojek został wykołowany przez
        wspólnika (co i tak kończy się pozytywnie).

        > Róża tymczasem bedzie jeszcze niesamodzielna przez kilka lat, zamierza
        przecież
        > rzucić te astrofizykę. Dziecko zatem trafi do babci i dobrze, bo miła i
        bezpłat
        > na.
        Nie widzę w instytucji babci nic złego!

        > Dalsze części Jeżycjady to książki o nastolatkach pisane dla
        trzydziestolatek,
        > z
        > ich językiem, ich kulaturalną otoczką i ich marzeniami.
        Tutaj trudno mi polemizować, ponieważ z Żaby przeczytałam ze dwie strony, ale
        wydaje mi się, że trzydziestolatki mają jednak nieco inne marzenia i otoczkę
        kulturalną. Bliżej mi do trzydziestki niż do nastolatki, dlatego z tym się nie
        zgodzę.
        Dlaczego? Otóż należy się zastanowić do jakiego odbiorcy książki MM są
        kierowane. Na pewno nie jest to grupa ćwierćinteligentek zapatrzonych w
        dyskoteki, ale raczej osoby ceniące wartości niematerialne, raczej dobrze
        wykształcone (lub w trakcie zdobywania tego wykształcenia), oczytane,
        inteligentne.
        Zakładając, że tak wygląda spora część wiernych czytelniczek, można przyjąć, że
        tego typy jednostki będą nakierowane na myślenie o przyszłości. W związku z tym
        ich marzeniem nie będą romantyczne zaręczyny na pierwszej randce czy ślepe
        dreptanie za ukochanym na studia, od których chce się wymiotować.
        Poza tym w zachowaniach takich osób nie mieści się seks bez zabezpieczenia, z
        osobą, której - jak się okazuje - nie zna się tak naprawdę. Miłośc - tak, seks -
        tak, ale z jakimś sensem, zamiast z klapkami na oczach. (Odniesienie do
        Jagny?:D)

        Z resztą się zgadzam!
        • pampelka Re: podyskutowałabym 07.12.05, 22:16
          za przeproszeniem. Lisiecka to osoba niemiła, pamietajmy jednak, że po
          wyłudzeniu pieniędzy od Borejków dostaje wyrzutów sumienia, jak ospy, wraca i
          oddaje.
          To dobry gest rokujący na przyszłość. Autorka zawiesza tu Lisiecką i jej bistor,
          ale możemy mieć nadzieję, że będzie lepiej.
          Mali Lisieccy zaś rokują, jako tako, po interwencji Idy, no ale potem wiemy,
          wyrosło z nich samo zło, z Lisieckiej zresztą też.

          Nie zgodzę, się, że Opium to baśn. To rzetelna proza, taka w duchu Prusa nawet,
          pokuszę się na porównanie. Wyróżnia ją to co wyróżniało pierwsze części fabuła
          nie jest pisana pod tezę. To opowieść o niebanalnej miłości na tle smutnych
          czasów, ukazanych dyskretnie, ale widocznych.
          I tu mamy niedobrą postać: mamę Aurelki, jakże pięknie wyprowadzoną na ludzi.
          Scena z córką jest naprawdę przejmująca, sam zaś wątek Genowefy Pompke mistrzowski.

          Ignacego nigdy nie nazwałabym pierdołą. To autokrata, pozwala swoim kobietom, by
          z wdziękiem się nim zajmowały. Lubię go, ale jego styl działania, siedzę i
          mówię, jest jeszcze herbatka, byłby dla mnie trudny do zaakceptowania, w życiu
          codziennym.

          O rodzinie Kreski wiemy tyle co nic, rodzina Macieja też jest pokazana bardzo
          skrótowo. A że plugastwo. A tak. Bo rodziny otacza zły świat. Orelka jest u
          macochy, macocha ma wrednego syna, sama jest zreszta wredna. Ojciec porzucił
          matkę, a teraz cierpi u boku drugiej kobiety. To jest właśnie to, jasny sygnał
          co dobre co złe. Tymczasem nie każde małżeństwo może przetrwać. Tak samo plugawy
          jest Pyziak, patrzący na majątek, porzucający rodzinę i polskość. Niczego
          dobrego w nim nie ma. Itp itd.

          Nigdzie nie napisałam, że instytucja babci to coś złego. Przeciwnie - dobra
          babcia to skarb, który należy hołubić, pielęgnować, podlewać i dopieszczać. Mila
          jako babcia? No nie wiem, przecież pisze sztuki, a opieka nad dzieckiem
          absorbująca jest, ale ona kocha dzieci, więc może ma jakieś sposoby.

          A jednak obstaję, że to książki dla starszych.
          Starszych bo autorka bardzo wysoko stawia poprzeczkę, z nazwisk, cytatów,
          odniesień itp. Myślę natomiast, że paradoksalnie MM. pisze je z naprawdę z myślą
          o młodym pokoleniu, które chce wychować i któremu chce zaszczepić świete krzewy
          wiary. Wiary szeroko rozumianej, wiary nie tylkow Boga, ale i w pewne idee, w
          system wartości, wreszcie w miłość rozumiana jednak jako związek na dobre i na
          złe, rodziny jako podstatowej komórki, jedynej zdolnoj obrnić jednostkę. Może
          zresztą szczepy się przyjmują, sama nie wiem, mam już bagaż doświadczeń, jakże
          inny od tego jaki dżwigają bohaterki.
          Dlaczego uważam, że to książki dla trzydziestolatek? Trzydziestolatki są
          przenośnią pewną. Może niedobrą, bo kojarzą się raczej z Briget Jones. W każdym
          razie to ksiązki, dla tych, którzy chcą uciec ze świata codziennego, do świata
          odświętnego, jakim jest świat przedstawiony w Jeżycjadnie.
          Nastolatki rzadko uciekają: one rzucają się raczej na łeb na szyję w to co je
          otacza, są często lepiej zorientowane w realiach niż ich rodzice, czesto już
          dość cyniczne, i jakoś, niektórym, nawet z tym dobrze.
          Jeżycjada to taki dom za miastem dla mieszczucha. Chałupa w Bieeszczadach, gdzie
          szczapy płoną na ognisku, gdzie nikt szczurów nie goni, gdzie sąsiad sąsiadowi
          przyjacielem, gdzie jest czas, dobro itp.
          To taki mit, raj do którego się dąży.
          I w tym sensie nowa Jeżycjada to ucieczka od życia.
          Stara przeciwnie, pozwalała to życie zrozumieć, ogarnąć, zawalczyć z nim i
          zwyciężyć, czego i ja doświadczyłam wraz z lekturami MM.
          O, i tyle
          Poza tym kaczka dalej lubi pływać itp.
          • qlka_79 Re: podyskutowałabym 08.12.05, 19:00
            > za przeproszeniem. Lisiecka to osoba niemiła, pamietajmy jednak, że po
            > wyłudzeniu pieniędzy od Borejków dostaje wyrzutów sumienia, jak ospy, wraca i
            > oddaje.
            Niestety, nie wraca, tylko przysyła swoich cudnych synków z liścikiem i
            odliczoną kwotą (przypiętą spinaczem!).

            > Nie zgodzę, się, że Opium to baśn.
            A gdzie ja napisałam, że to baśń?

            > To rzetelna proza, taka w duchu Prusa nawet,
            > pokuszę się na porównanie.
            Zgodzam się wszystkimi nogami:)

            > I tu mamy niedobrą postać: mamę Aurelki, jakże pięknie wyprowadzoną na ludzi.
            > Scena z córką jest naprawdę przejmująca, sam zaś wątek Genowefy Pompke
            mistrzow
            > ski.
            No scena być musiała, cobyśmy się zbiorowo wzruszały, wierząc w człowieka:)
            Wątek Genowefy nudził mnie, niestety, chociaż postać ta jest niezbędna dla
            wprowadzenia komizmu (scena z klepaniem dyrygenta napisana jest rewelacyjnie!).
            Alter ego Genowefy było też dla mnie wiadome od początku, a żałuję, bo mogłam
            się mile zdziwić.

            > Ignacego nigdy nie nazwałabym pierdołą. To autokrata, pozwala swoim kobietom,
            b
            > y
            > z wdziękiem się nim zajmowały. Lubię go, ale jego styl działania, siedzę i
            > mówię, jest jeszcze herbatka, byłby dla mnie trudny do zaakceptowania, w życiu
            > codziennym.
            Właśnie dlatego nazywam go pierdołą. Od samego początku pojawienia się tej
            postaci wyobrażałam go sobie jako starego, zgarbionego dziada, a to w gruncie
            rzeczy nie był przecież stary facet. Z lektury innych wątków wiem, że nie tylko
            mnie doprowadza do szału jego niezaradność życiowa, albo raczej takie oderwanie
            od życia - nie mówię o pogoni za pieniędźmi, ale np. o myleniu imion chłopaków,
            że o chęci nazwania Gabrysi Wergilią (co jeszcze by uszło), a Natalii - Tibullą
            (jak nazwa bakterii, brr...) nie wspomnę.

            > O rodzinie Kreski wiemy tyle co nic, rodzina Macieja też jest pokazana bardzo
            > skrótowo.
            Trudno wiedzieć coś o rodzinie Kreski, skoro jest wprowadzona do Jeżycjady już
            jako mieszkająca u dziadka.
            Miałam na myśli rodziną tworzoną przez nich samych, którą można poznać (choć
            też bardzo skromnie, niestety) w Noelce.

            > Nigdzie nie napisałam, że instytucja babci to coś złego. Przeciwnie - dobra
            > babcia to skarb, który należy hołubić, pielęgnować, podlewać i dopieszczać.
            Mil
            > a
            > jako babcia? No nie wiem, przecież pisze sztuki, a opieka nad dzieckiem
            > absorbująca jest, ale ona kocha dzieci, więc może ma jakieś sposoby.
            Pisze, i owszem. W Trolli jest nawet takie stwierdzenie Józinka, że babcia
            będzie pisała na laptopie (a dziadek gadał po łacinie). No ale czego się
            spodziewać po kobiecie, która ledwo odchowała najmłodszą córkę, to już miała
            wnuki. Też bym miała dosyć :D

            > A jednak obstaję, że to książki dla starszych.
            > Starszych bo autorka bardzo wysoko stawia poprzeczkę, z nazwisk, cytatów,
            > odniesień itp.
            Bez przesady:) Nie każdy, a ja na pewno, czyta Jeżycjadę, żeby wyszukiwać
            ukryte archetypy i cytaty. Bardzo lubię mruganie autorki, ale to nie jest
            główny powód, dla którego cenię te książki.

            Myślę natomiast, że paradoksalnie MM. pisze je z naprawdę z myśl
            > ą
            > o młodym pokoleniu, które chce wychować i któremu chce zaszczepić świete
            krzewy
            > wiary. Wiary szeroko rozumianej, wiary nie tylkow Boga, ale i w pewne idee, w
            > system wartości, wreszcie w miłość rozumiana jednak jako związek na dobre i na
            > złe, rodziny jako podstatowej komórki, jedynej zdolnoj obrnić jednostkę. Może
            > zresztą szczepy się przyjmują, sama nie wiem, mam już bagaż doświadczeń, jakże
            > inny od tego jaki dżwigają bohaterki.
            To mnie cieszy, bo będę mogła je dawać mojej przyszłej córce i/lub przyszłej
            siostrzenicy.
            A propos zaszczepiania - mnie się zaszczepiło. I to tak trwale, że często myślę
            opisami z Jeżycjady. No i ten nieszczęsny ideał miłości wręcz idealnej, pełnej
            zrozumienia, z głębokimi, wrażliwymi chłopakami i mężczyznami... (Baltona,
            Baltona...) To powoduje skazę w psychice, jak się uwierzy, a będąc nastoletnią
            panną uwierzyć naprawdę łatwo. To "książki zbójnickie" wręcz... Ale dam je
            mojej przyszłej córce i/lub siostrzenicy.

            > Nastolatki rzadko uciekają: one rzucają się raczej na łeb na szyję w to co je
            > otacza, są często lepiej zorientowane w realiach niż ich rodzice, czesto już
            > dość cyniczne, i jakoś, niektórym, nawet z tym dobrze.
            E, bez przesady. Są nastolatki i są nastolatki. Jest Róża i jest Laura...

            > To taki mit, raj do którego się dąży.
            > I w tym sensie nowa Jeżycjada to ucieczka od życia.
            Dla mnie Jeżycjada jest odbiciem mojego życia. Tak, mam życie podobne do
            Borejków, tzn. bezpieczny, ciepły dom, najlepszą siostrę na świecie,
            fantastycznego faceta. A jednak przydarzają mi się kłopoty, narzekam na brak
            gotówki, dotyka mnie sytuacja gospodarcza kraju. Można mieć w realu
            swoją "borejkowską wyspę", swój raj, a zarazem być zakorzenionym w życiu i nie
            uciekać od niego.

            > Stara przeciwnie, pozwalała to życie zrozumieć, ogarnąć, zawalczyć z nim i
            > zwyciężyć, czego i ja doświadczyłam wraz z lekturami MM.
            Na szczęście nie muszę nic zwalczać:) Chyba jestem szczęściarą, ale lubię życie
            i lubię ludzi. To nie jest dla mnie negatywny synonim, ale określenie czegoś
            ciekawego, pełnego pasji, miłych wrażeń. Tak jak w Jeżycjadzie - zwróć uwagę,
            że we wspomnianych początkowych tomach bohaterowie są jakby otoczeni taką
            warstwą ochronną. Nawet jeśli mają kłopoty (Gabrysia w szkole, Ida i Celestyna
            ze sobą samą itd.), to ich wewnętrzna struktura psychiczna i system wartości
            pozostają trwałe. Bardzo mi się w nich to podoba.

            > Poza tym kaczka dalej lubi pływać itp.
            Oj, bo minister Ziobro nie daruje i zamkną nam forum:)))
            • pampelka Re: podyskutowałabym 08.12.05, 20:01
              hihi ale się dyskusja rozwinęła.
              1.
              A zatem: ktokolwiek pieniądze przynosi, daje je Lisiecka. I to, upieram się,
              ładny gest. Litościwy, autorka konsekwentnie do niego prowadzi. I dobrze, bo
              trzeba wierzyć w ludzi.

              2.
              Twoja ocena wątku Genowefy pozostaje twoją. To żaden argument czy on ci się
              podoba czy nie. Ja go eksponuję jako pewien styl autorski, tamtych powieści.

              3.
              To co dla ciebie jest pierdołowatością dla mnie nie. I różnimy się pięknie.

              4.Czy system wartości bohaterek pozostaje ten sam. A broń cię Boże. Kłamczucha
              jest samolubną kłamczuchą właśnie i dopiero splot okoliczności, w które autorka
              zgrabnie ją wplątuje, sprawia, że porzuca drogę niecnoty. Kreska zaś z lubością
              nurza się w niechęci do mamy Aurelii, a swojej wychowawczyni, i to dziadek plus
              życiowe przypadki uczą jej, by tego nie robić. Zmieniają się zatem i kształtują.
              Róża w ciąży zaś niczego się nie nauczyła.

              5.Cieszy mnie, że lubisz życie. Żadna z bohaterek starej Jeżycjady nie
              twierdziła, że życia nie lubi i tego nie demonstrowała. Każda natomiast zmagała
              się z takim czy innym problemem i wychodziła z niego zwycięsko, odmieniona i
              lepsza. Na tym miedzy innymi polegała wielkość MM: potrafiła to bardzo pięknie i
              wiarygodnie pokazać.

              6. Bohaterowie wczesnej Jeżycjady nie są otoczeni warstwą ochronną. Mają takie
              same problemy jak większość rówieśników, a nawet większe (kreska, samotna,
              przestraszona chorobą dziadka). Oczywiście autorka mogłaby skonfrontować je z
              dnem: przemocą w rodzinie, alkoholizmem, pedofilią, zbrodnią, ale po co? Jej
              pisarskie zamierzenie było jasne i od początku do końca, wówczas, konsekwente.
              Przedstawiała świat tzw codzienny, przeciętny, bez straszliwych obiektywnych
              dramatów (choć już szpital i pani Borejko w Kwiecie kalafiora, jest takim
              trudnym doświadczeniem). Taki był zamysł i został on perfekcyjnie wykonany. Nie
              pisała " My dzieci z dworca Zoo". Pisała " Szóstą klepkę"


              7.Róża i Laura w żaden sposób nie mogą być ustanowione "typowymi nastolatkami
              polskimi". Jeśli wogóle coś takiego jest. Jeśli mnie nie zrozumiałaś wyjaśniam:
              czas młodości to nie czas ucieczki, a konsupcji zycia. To wówczas zapisujemy się
              na konie, na języki obce, kłócimy z rodzicamy, szukamy grup, próbujemy ekstremów
              itp. Czy wszyscy jak jeden mąż? A czy jest typowy człowiek. Nie. Niemniej to
              jest właśnie pewna prawidłowość wiekowa. I takie same ma starość, dojrzałość,
              wiek średni itp. Właśnie dlatego świetnie rozumiemy ten oto tekst: ona już zna,
              już zna te historie, że żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią, ona na
              pamięć to umie. Nie oznacza to wszak, że wszyscy znaleźliśmy sie kiedyś, albo
              znajdziemy w takiej sytuacji. Wiemy jednak, że występują i wiemy mniej więcej
              kiedy. Zresztą wyważamy tu otwarte drzwi, psychologia dawno to poklasyfikowała,
              a teraz na resztkach buszują autorzy poradników dla każdego.

              8. Dalej mnie cieszą, wszystkie radosne wydarzenia w twoim życiu, a jeśli chodzi
              o kaczkę to wciąż lubi pływać:-) Ja zaś pozostaję z ukłonami dla autorki, bo jak
              już pisałam wiele jej zawdzięczam.

              • qlka_79 Re: podyskutowałabym 12.12.05, 18:04
                > hihi ale się dyskusja rozwinęła.
                Lubię takie dyskusje:)

                > 1.
                > A zatem: ktokolwiek pieniądze przynosi, daje je Lisiecka. I to, upieram się,
                > ładny gest. Litościwy, autorka konsekwentnie do niego prowadzi. I dobrze, bo
                > trzeba wierzyć w ludzi.
                Dla mnie to nie jest odruch serca, tylko resztek sumienia. No może serca też,
                bo zobaczyła takie ofiary losy z gromadką do wykarmienia i coś ruszyło.

                > 2.
                > Twoja ocena wątku Genowefy pozostaje twoją. To żaden argument czy on ci się
                > podoba czy nie. Ja go eksponuję jako pewien styl autorski, tamtych powieści.
                Specjalnie dla tego punktu poświęciłam sobotnią noc na ente już czytanie Opium.
                Wątek Geniusi jest kapitalny i patrzę na niego świeżym okiem. Przez obrzydliwą
                Geniusię (te lepkie rączki, ten rosołek na rajstopkach...) pokładałam się też
                ze śmiechu.

                > 3.
                > To co dla ciebie jest pierdołowatością dla mnie nie. I różnimy się pięknie.
                Bene:)

                > 4.Czy system wartości bohaterek pozostaje ten sam. A broń cię Boże. Kłamczucha
                > jest samolubną kłamczuchą właśnie i dopiero splot okoliczności, w które
                autorka
                > zgrabnie ją wplątuje, sprawia, że porzuca drogę niecnoty. Kreska zaś z
                lubością
                > nurza się w niechęci do mamy Aurelii, a swojej wychowawczyni, i to dziadek
                plus
                > życiowe przypadki uczą jej, by tego nie robić. Zmieniają się zatem i
                kształtują
                Też się nad tym zastanawiałam. Masz w tym miejscu rację, a ja miałam na myśli
                te wzorcowe postaci, chociaż Celestyna też nad sobą pracuje.

                > Róża w ciąży zaś niczego się nie nauczyła.
                Nawiąże do tego, jak tylko skończę czytać. Na razie jestem nią zachwycona, ale
                jeszcze nie dotarłam do osławionego monologu o jakiejś ścierce:)

                > 5.Cieszy mnie, że lubisz życie. Żadna z bohaterek starej Jeżycjady nie
                > twierdziła, że życia nie lubi i tego nie demonstrowała. Każda natomiast
                zmagała
                > się z takim czy innym problemem i wychodziła z niego zwycięsko, odmieniona i
                > lepsza. Na tym miedzy innymi polegała wielkość MM: potrafiła to bardzo
                pięknie
                > i
                > wiarygodnie pokazać.
                Szkoda tylko, że one wychodziły z tego na krótko, a potem odzywały się stare
                wady. Ida w każdym tomie przypomina mi ryżą małpę z samego początku, nawet w
                Żabie dokucza Gabie, a pacjentów odhumanizowuje (Camembert... Bosz, żenada!).
                Józinek z Ignasiem też przeszli poważną przemianę dzięki Trolli, a mimo to w
                Żabie znowu przemoc werbalna i fizyczna... (listu nie biorę pod uwagę, bo ta
                forma pisana zawiera element autokreacji, a z opisu wynika, że jak było, tak
                jest.)

                > 6. Bohaterowie wczesnej Jeżycjady nie są otoczeni warstwą ochronną. Mają takie
                > same problemy jak większość rówieśników, a nawet większe (kreska, samotna,
                > przestraszona chorobą dziadka). Oczywiście autorka mogłaby skonfrontować je z
                > dnem: przemocą w rodzinie, alkoholizmem, pedofilią, zbrodnią, ale po co? Jej
                > pisarskie zamierzenie było jasne i od początku do końca, wówczas, konsekwente.
                > Przedstawiała świat tzw codzienny, przeciętny, bez straszliwych obiektywnych
                > dramatów (choć już szpital i pani Borejko w Kwiecie kalafiora, jest takim
                > trudnym doświadczeniem). Taki był zamysł i został on perfekcyjnie wykonany.
                Nie
                > pisała " My dzieci z dworca Zoo". Pisała " Szóstą klepkę"
                A czy Kreska jest tu szczególnie (i potem Aurelia) poszkodowana przez los? Nie
                będę się do końca upierać jak oślica, ale nadal wydaje mi się, że choćby Pulpa
                ma taką swoją wewnętrzną siłę, Nutria tak samo, że o Gabrysi nie wspomnę.
                Pulpa oblewa maturę - czy może być coś gorszego w inteligenckim domu (nawet
                niechciana ciąża nie jest taką tragedią)? Mało, że stary pierdoła mało nie
                dostaje zawału, że Ida zapluwa się złośliwościami, to ona sobie radzi i podnosi
                się z dołka. Dlaczego? Dlatego, że ma swoją warstwę ochronną.

                I broń Boże nie oczekuję, że MM zacznie dążyć w kierunku opisu skrajnej
                patologii. Nie o to chodzi w tego typu literaturze. Ale opis wypadku i
                spalonego pokoju to już właśnie prawdziwa tragedia - a jak pięknie poprowadzona.

                > 7.Róża i Laura w żaden sposób nie mogą być ustanowione "typowymi nastolatkami
                > polskimi". Jeśli wogóle coś takiego jest. Jeśli mnie nie zrozumiałaś
                wyjaśniam:
                > czas młodości to nie czas ucieczki, a konsupcji zycia. To wówczas zapisujemy
                si
                > ę
                > na konie, na języki obce, kłócimy z rodzicamy, szukamy grup, próbujemy
                ekstremó
                > w
                > itp. Czy wszyscy jak jeden mąż? A czy jest typowy człowiek. Nie. Niemniej to
                > jest właśnie pewna prawidłowość wiekowa. I takie same ma starość, dojrzałość,
                > wiek średni itp. Właśnie dlatego świetnie rozumiemy ten oto tekst: ona już
                zna,
                > już zna te historie, że żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią, ona na
                > pamięć to umie. Nie oznacza to wszak, że wszyscy znaleźliśmy sie kiedyś, albo
                > znajdziemy w takiej sytuacji. Wiemy jednak, że występują i wiemy mniej więcej
                > kiedy. Zresztą wyważamy tu otwarte drzwi, psychologia dawno to
                poklasyfikowała,
                > a teraz na resztkach buszują autorzy poradników dla każdego.
                Bardzo nie lubię generalizowania. O ile można próbować stawiać jakiś wspólny
                mianownik nad różnymi grupami, czy to wiekowymi, czy społecznymi we wszelkich
                kombinacjach, to nie można zapominać, że grupa składa się z jednostek. Owszem,
                w wieku dojrzewania konformizm jest jak powietrze, ale pod skorupą uniformu
                kryje się odrębna jednostka z jej wewnętrznym światem.
                Dlatego nadal uważam, że nie każdy w wieku nastu lat będzie z ciekawości
                popalał papieroska czy wszczynał kłótnie. Owszem, każdy spróbuje się wyłamać z
                siebie, ale jeden zacznie wagarować, a inny powie "cholera" i ugryzie się w
                język.
                Jeśli chodzi o typowość Laury i Róży. Dałam je jako przykład. Laura wyszczekana
                i bezczelna, Róża - zupełne przeciwieństwo. A z jednych rodziców, z jednego
                domu...

                > 8. Dalej mnie cieszą, wszystkie radosne wydarzenia w twoim życiu, a jeśli
                chodz
                > i
                > o kaczkę to wciąż lubi pływać:-) Ja zaś pozostaję z ukłonami dla autorki, bo
                ja
                > k
                > już pisałam wiele jej zawdzięczam.
                Ja również:) Naprawdę czuję się w pewnym stopniu ukształtowana przez Jeżycjadę.
      • the_dzidka Re: I jak oceniacie Zabe??? 22.12.05, 16:09
        > Gabrysia boksowała się z niechęcią do pani Trak

        Pani Szczepańska. Szczepańska! Pani Trak to była poprzednia włascicielka
        borejkowego mieszkania, niejaka Gizela zresztą, opiekunka Mili.
    • pampelka Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 12:58
      przepraszam za literówki, za szybko mi się wysłało, jeszcze przed korektą.
      uściski
      • agisek Re: I jak oceniacie Zabe??? 07.12.05, 13:25
        Twoje uwagi są bardzo celne i wnikliwe. Chociaż sama patrzę na Jeżycjadę
        bardziej pobłażliwie, przyznaję, że opisałaś tu wiele rzeczy, które
        przeczuwałam, ale nie nazwałam :-) Za bardzo chyba wsiąkłam by móc spojrzeć na
        te książki z dystansem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka