szprotka_w_oliwie
08.10.06, 21:48
Nie wiem, czy ktoś już o tym pisał, ale nasuwa mi się pewna analogia
między "Jeżycjadą" a cyklem Lucy Maud Montgomery. Podobnie jak Borejkowie z
tomu w tom Ania Shirley jest coraz mniej sympatyczna, wszystkie jej ambicje,
plany życiowe, marzenia zostają udupione w powiększającej się rodzinie, a
szczytem dokonań życiowych jest wysprzątanie domu i ugotowanie obiadu. W
dodatku LMM pisząc kolejne tomy cyklu sama przyznawała, że coraz mniej lubi
Anię i jest tą postacią zmęczona. Co było widać. Z żywej, ciekawej świata i
ludzi postaci Ania stała się matroną daleką nawet dla własnych dzieci. Nie
mówiąc o Gilbercie (nawiasem mówiąc, jak on mógł znieść tę jej zmianę
charakteru w trakcie pożycia? ;) )
A czy Wam też nasuwają się skojarzenia z jakimś cyklem? W którym bohaterowie
dziadzieją od tytułu do tytułu?