08.10.06, 21:48
Nie wiem, czy ktoś już o tym pisał, ale nasuwa mi się pewna analogia
między "Jeżycjadą" a cyklem Lucy Maud Montgomery. Podobnie jak Borejkowie z
tomu w tom Ania Shirley jest coraz mniej sympatyczna, wszystkie jej ambicje,
plany życiowe, marzenia zostają udupione w powiększającej się rodzinie, a
szczytem dokonań życiowych jest wysprzątanie domu i ugotowanie obiadu. W
dodatku LMM pisząc kolejne tomy cyklu sama przyznawała, że coraz mniej lubi
Anię i jest tą postacią zmęczona. Co było widać. Z żywej, ciekawej świata i
ludzi postaci Ania stała się matroną daleką nawet dla własnych dzieci. Nie
mówiąc o Gilbercie (nawiasem mówiąc, jak on mógł znieść tę jej zmianę
charakteru w trakcie pożycia? ;) )
A czy Wam też nasuwają się skojarzenia z jakimś cyklem? W którym bohaterowie
dziadzieją od tytułu do tytułu?
Obserwuj wątek
    • zdzicha.tramwajara Re: MM a LMM 08.10.06, 21:51
      takie jest zycie, ze nawet fajni ludzie daja sobie zrobi pupe. ba, pozniej tez
      przyprawiaja ja innym :-/
      • verdana Re: MM a LMM 08.10.06, 21:59
        Ale jednak jest pewna róznica - w czasie.
        Bylo oczywiste, że Ania jako żona i matka nie będzie pracować zawodowo - bo
        mężatki nie pracowały. Zreszta chyba cos tam pisała dla dzieci.
        No i w wypadku Ani jest wyraźny przełom - beztroskę traci w chwili smierci
        dziecka. Jednak pomiędzy rozwodem, a smiercią pierworodnej córeczki jest pewna
        róznica. Ania zresztą opiekuje się dziećmi zgodnie z ówczesnymi zaleceniami
        (moze poza pierwszym) - aby rodzice zachowywali dystans, nie zajmowali się
        dzieckiem za dużo.
        Ania jednak chyba była lepsza mama od Gabrysi.
    • the_dzidka Re: MM a LMM 08.10.06, 21:58
      Ania Shirley do końca życia była trochę w środku małą dziewczynką. Chciałabym
      być taka jak ona. W odróżnieniu od świętej Gabrieli, Ani rodzina i dzieci nie
      przesłoniły życia i nie upupiły jej na amen. Ania będąc matką i żoną, nie
      przestała być ich przyjaciółką. Zarówno u niej, jak u Gilberta, żadnych
      przerażajacych zmian charakteru nie zauważyłam.
      • dakota77 Re: MM a LMM 08.10.06, 22:01
        Ja tez nie zauwazylam jakiejs okropnej zmiany charakteru u Ani czy Gilberta. Powiem wiecej, pozne
        tomy lubie nie mniej niz pierwsze. Zmienila sie tylko zyciowa rola Ani. A u MM bohaterowie zmieniaja
        sie na niekorzysc, niestety.
    • elwinga Re: MM a LMM 09.10.06, 10:15
      Podobnie jak Borejkowie z
      > tomu w tom Ania Shirley jest coraz mniej sympatyczna, wszystkie jej ambicje,
      > plany życiowe, marzenia zostają udupione w powiększającej się rodzinie, a
      > szczytem dokonań życiowych jest wysprzątanie domu i ugotowanie obiadu.

      To jest nasza perspektywa, bo w dzisiejszych czasach kobiety (na ogół) nie
      przerywają pracy wychodząc za mąż. Wtedy było inaczej. Zresztą nigdzie chyba nie
      jest powiedziane, że Ania idzie do seminarium nauczycielskiego (uniwersytet
      rzeczywiście był kwestią ambicji), bo marzy o zawodzie nauczycielki. Ona po
      prostu musiała zdobyć JAKIŚ zawód, żeby mieć z czego żyć na wypadek, jeśli nie
      uda jej się wyjść za mąż. A np. Diana była z zamożnej rodziny i zawodu zdobywać
      nie musiała.
    • justyna302 Re: MM a LMM 09.10.06, 10:25
      Ja tez zauważyłam podobną tendencję.
      Ania z pierwszych tomów to prawdziwa romantyczka z gwiazdami w oczach i głową w
      chmurach pełną ideałów i marzeń. Oprócz tego Ania ma wyobraźnię, błyskotliwe
      skojarzenia ( stąd piekne nazwy szystkich zakątków Avonlea ), oryginalne
      spojrzenie na ludzi no i niektóre jej poglądy są jak na owe czasy odważne (
      np. "uważam ze w niebie będziemy się śmiały" mówi Ania do zgorszonej Diany ).

      Późniejsza Ania jest po prostu gospodynią domową, a jej oryginalność i
      dziewczecy romantyzm jest nam wmawiany, bo tak kazała Autorka ( tak jak
      ostatnio u MM ). Mamy wierzyć ze Ania lat 40 nadal ma duszę dziewczęcą bo tak
      mówi nam Lucy Maud Montgomery. No, czasami dla porządku Ania wykrzyknie: ach,
      jaki piękny zachód słońca, och kocham moje lilie, ach, życie jest piękne i już,
      robota odwalona.

      Ale podkreślam, cykl o Ani i tak uwielbiam :)
      • the_dzidka Re: MM a LMM 09.10.06, 10:30
        No, czasami dla porządku Ania wykrzyknie: ach,
        > jaki piękny zachód słońca, och kocham moje lilie, ach, życie jest piękne i
        już,
        > robota odwalona.

        :DDDDD
        Przyznam się, że nie patrzyłam na to w ten sposób. Może czas odświeżyć
        sobie "Anię".
        Ale tak z drugiej strony - to jak niby inaczej miałaby się
        przejawiać "sredniowieczna" romantycznośc Ani? Duchów się już nie boi,
        królewicza z bajki ma, zachody słońca nadal uwielbia...
        • daga_leszkowicz Re: MM a LMM 09.10.06, 12:13
          A ja się nie zgadzam. Fakt, LMM przyznawała, że coraz mniej lubi Anię, ale to
          było bardziej "zmęczęnie materią".
          Ania od A do Z była niezmiernie sympatyczna, a jej zmiana z roztrzepanej
          dziewczynki w dojrzałą kobietę to po prostu naturalna kolej rzeczy. Trzeba brać
          jeszcze poprawkę na ówczesne standardy "kobiety kanadyjskiej". One nie musiały
          pracować - mówię o tych z klasy średniej. Natomiast udzielały się na prawo i
          lewo we wszelkiego rodzaju kółkach i stowarzyszeniach. Do dziś to jest
          niezmiernie popularna forma pomocy społecznej (to samo czyniła Ania).

          Poza tym gdzie jest pokazane, że Ania wychowywała dzieci na dystans? Wydaje mi
          się, że stworzyła ciepły, niesamowicie sympatyczny dom. Co do Gilberta - trudno
          się chłopu dziwić, że nie angażował się w życie prywatne tak jak Ania. W końcu -
          facet cały dzień leczył gardła i żąłodki z całego Glen St. Mary i Czterech Wiatrów.
          • the_dzidka Re: MM a LMM 09.10.06, 12:34
            I pomagał przyjśc na świat malutkim Gilbertom i Gilbertynom ;)
    • herbarium Re: MM a LMM 09.10.06, 18:36
      E tam, daleką. W "Ani ze Złotego Brzegu" widać, że Ania angażuje się w życie
      swoich pociech zawsze, kiedy tego potrzebują - każda z przygód jej dzieci łączy
      się z poważną rozmową między nią a dzieckiem.
      • herbarium Re: MM a LMM 09.10.06, 18:47
        No, a poza tym:
        -układa dzieci do snu, siedząc przy nich, dopóki nie zasną (Walter)
        -odpowiada zgodnie z prawdą na dziecięce pytania (i jest w tym nietypowa)
        -nie zaprzecza uczuciom dzieci
        -nie stosuje kategorii "wypada - nie wypada", umoralniając swoje dzieci,
        podkreśla natomiast walor współczucia
        ...mało?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka