Dodaj do ulubionych

Pewnego dnia Ignacy Borejko................

26.04.07, 17:13
Może napiszemy wspólnie historyjkę z bohaterami Jeżycjady w roli głównej?(nie
tylko o Borejkach, inni też mile widziani). Zapraszam...

No to zaczynam:
Poznań,19 kwietnia, 2007

"Euro 2012 nasze!!!"-taki napis widniał na okładce gazety, którą to Ignacy
Borejko, ukryty w ciasnej łazience, przeglądał z wypiekami na twarzy...
-Dziadku, otwórz mi- Ignacy usłyszał nieśmiały głos Róży, więc szybko
poskładał swój Fakt w kosteczkę i schował go pod wysłużonym
egzemplarzem "Uczty Trymalchiona", wstał i z godnością otworzył drzwi...a
wtedy.....
Obserwuj wątek
    • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 26.04.07, 17:30
      Uslyszal wielki loskot dobiegajacy z okolic drzwi wejsciowych.Naturalnie od
      zawsze nikt ze znajomych nie pukal ani nie dzwonil, zatem zdziwienie Ignacego
      wzbudzila nie tyle osoba goscia(Piotrek Zeromski), co jego zupelnie nietypowa, a
      budzaca wschodnie reminiscencje pozycja powitalna.
      Otoz mlodzian ow prezentowal rodzaj glebokiego poklonu, odziane w bojowki
      siedzenie wystawiajac do gory, a w dloniach dzierzac potezny pakunek z wystajaca
      niebieska traba.
      Nieco sploszona Roza wydala lekki okrzyk...
      • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 26.04.07, 20:15
        No co dziewczyme ? Za cieplo ?Ja czuje wene.

        -Piotrek,co ci jest ?
        Jak zwykle troskliwa, jednym szybkim ruchem zlapala dziwnie milczacego
        krasomowce za ramie i postawila do pionu razem z nietypowym
        brzemieniem.Zlotousty wreszcie odzyskal glos.
        -Nie wiem Rozo czy wiesz, ale jesli jeszcze nie wiesz, to sie zaraz dowiesz, ze
        dzieciom stawiajacym pierwsze kroki na drodze do...ojej co ja mowie, no w ogole
        _na drodze albo tez na dywanie niewazne zreszta moze byc i linoleum albo klepka,
        no wlasnie dzieciom potrzeba jak wyczytalem w czasopismie Dobre rady, jakiego
        wsparcia moralnego to znaczy moze nie tylko moralnego, wiec postanowilismy z
        Zaba ze najlepiej kupimy cos do wsparcia-tu Zeromski wepchnal oslupialej Rozy
        swoj pakunek z mina swiezo upieczonegoo laureata nagrody Nobla.

        Ignacy wiedzial az za dobrze, ze przerwy w wystepach oratorskich hojnego
        ofiarodawcy nie trwaja na ogol dlugo, zatem pospieszyl wtracic, z
        charakterystyczna dla siebie scisloscia:
        Alez, panie Piotrze, coz to jest?
        Lakonicznosc pytania na szczescie wplynela na styl odpowiedzo.
        -Slon, prosze pana,.Niebiesko -rozowy.Produkcji chinskiej.Ale slon chyba jest
        indyjski.
        -Jak milo-wzruszyla sie matka istoty hipotetycznie potrzebujacej
        wsparcia-naprawde nie musieliscie...
        Podziekowaniom moglo i nie byc konca, gdyby nie ...
        • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 10.05.07, 16:49
          ...otworzyly sie sie na osciez dotychczas polprzymkniete drzwi kuchni i nie
          wyszly z niego Gabriela, czyli babcia istoty wlasnie obdarzanej oraz jej
          przyjaciolka Cesia.
          Obie panie, radosnie ozywione, wlasnie wychodzily do przedpokoju, ale grupka
          wraz ze sloniem oraz pofaldowany , wiele pamietajacy chodnik zatrzymal je na
          chwile.Wciaz jeszcze mocne swiatlo czwartkowego popoludnia oswietlilo odsloniety
          kawalek podlogi ozywiajac herbatnikowy wzor starej klepki.
          -Juz od pol roku kupujemy z Grzesiem nowy-mruknela Gabriela z niezadowoleniem-i
          to nie jest kwestia kasy, kurcze, ja tak okropnie nie lubie wybierac!
          -Och, jak ja to czesto slysze!-ozywila sie niedawna ofiara chodnika-mama na
          przyklad rok temu postanowila zamontowac szafe w przedpokoju i co sobota wybiera
          sie do stolarza...
          -No i pewnie-wtracila Cesia z figlarnym blyskiem w oku-jeszcze niejedna sobote
          tam spedzi, Piotrusiu.Jak szkoda ze juz musze isc-dodala-a z Twoja mama tez
          chetnie bym pogadala.
          Wciaz sie usmiechajac dotknela traby slonia , zalozyla oliwkowy plaszcz i
          pozegnawszy sie ze wszystkimi, wyszla.
          Tak rzadko tu przychodzila! Na szczescie, glownie dzieki telefonii
          komorkowej,bardzo stara przyjazn z Gabrysia wciaz trwala i nadal byly sobie
          bliskie.Dzisiaj Cesia miala nocny dyzur, Jurek z dziewczynkami(wciaz je tak
          nazywala, choc obie byly juz w liceum) pojechali do Pleszewa w rocznice smierci
          babci, najstarszy Wojtek kul do egzaminu, zatem ona, ciagle zatroskana i zajeta
          sprawami rodziny, miala chwile dla siebie.
          Popoludnie bylo piekne, ale spacer do domu nie trwal dlugo.Stanela przed nieco
          juz obdrapanymi drzwiami, na ktorych wciaz, z sentymentu i przyzwyczajenia
          widniala zabawna wizytowka Zak, Hajduk, Kolodziej, mimo ze Julia z rodzina
          wyprowadzila sie kilka lat temu.Nasluchujac pospiesznych krokow mamy,
          zastanawiala sie, czy nikly zapach piernika nie jest li i jedynie jej poboznym
          zyczeniem...
          • klaudziol111 Nieścisłości 10.05.07, 17:08
            Widzę pewne nieścisłości - Róża poprosiła dziadka, żeby otworzył jej drzwi -
            widocznie miała zajęte ręce, a za chwile pomaga Piotrusiowi "nie upuścić"
            pakunku i za chwilkę zostaje nim obdarzona... Redukujemy jakoś ?
            • baba67 Re: Nieścisłości 10.05.07, 18:30
              dodajemy zdanie, ze narecze niespecjalnie pachnacych spiochow zostalo
              pospiesznie oddane dziadkowi.
              Wszelkie niescislosci prosze mi natychmiast wytykac !
              Jedna popelnilam swiadomie-otoz wg planu na naszym forum do lazienki wchodzi
              sie z kuchni-otoz ja zawsze myslalam ze z przedpokoju i tak mi zostalo.
          • klaudziol111 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 11.05.07, 11:58
            - Wróciłam ! - Krzyknęła w głąb przedpokoju
            - O jesteś ! Usiądź, za chwilkę podam ci piernika - właśnie upiekłam ! Zrobię
            nam kawę i opowiesz mi wszystko po kolei.
            Po tych słowach Irena Żak wyszła z przedpokoju do kuchni. Cesia w tym czasie
            zdążyła już się rozebrać i usadowić w jej ulubionym fotelu, w salonie i zaczęła
            oglądać katalog z kosmetykami. Mama weszła niosąc tacę, na której był talerzyk z
            kawałkami bardzo apetycznie wyglądającego piernika z gruszkami i dwie, gorące
            filiżanki kawy.
            - I co tam u Borejków ?
            - Wiele, wiele się zmieniło... - i zaczęła opowiadać historię kilkunastu lat,
            podczas których byli tak blisko, a za razem daleko.

            - dobrze mamo - już wszystko ci opowiedziałam, co prawda w skrócie, ale nie
            przejmuj się zostaliśmy zaproszeni na niedzielny obiad. Wtedy porozmawiasz sobie
            z panią Milą i wszystkimi z Roosevelta 5.
            - O to wspaniale !
            - No, a teraz muszę się zbierać - nocny dyżur.
            - Zrobić ci kanapki Cesiu ? - spytała troskliwa zawsze Irena Żak
            - Nie, dziękuję mamo. Teraz sobie odpocznij. Piernik był pyszny, naprawdę. Ja
            pozmywam zrobię sobie kanapki i lecę do szpitala.
            ***
            Tymczasem...
            • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 11.05.07, 14:31
              Naprawde bardzo mi sie podoba:-)
              Chociaz niescislosc sie wkradla. Cesia bywala u B. rzadko, ale jednak
              bywala-zreszta dzwonila i pani Zakowa mogla nie miec wiesci od kilku tygodni a
              nie kilkunastu lat.
              Poniewaz nie spodziewalam sie juz niczyjego wspoludzialu, ktory jest dla mnie
              milym zaskoczeniem, wymyslilam juz dalszy ciag i zeby sie nie zmarnowal go
              teraz, przytocze-dosc podobny zreszta jest.

              .....
              otworzyly sie drzwi i wszystko stalo sie jasne-nieprawdopodobnie kuszacy zapach
              piernika ulubionego ciasta Cesinego meza ujawnil sie w calej pelni .
              -Jak dobrze ze juz jestes-rozjasnila sie na widok corki pani Zakowa-Jurek
              wlasnie dzwonil, ze juz jada.No i Wojtek dzis bedzie na kolacji.
              Celestyna usmiechnela sie pod nosem. Jakies dwa tygodnie temu Wojtek oswiadczyl
              calej rodzinie, ze jednak ciagly rozgardiasz panujacy w domu za bardzo go
              rozprasza i oto przenosi sie(za zgoda wujka Bobka oczywiscie) do wneki za
              kwiaciarnia.Zwazywszy, ze po wyprowadzeniu sie Julii i smierci dziadka (ktory
              zmarl we snie jak patrjarcha 3 lata temu)naprawde trudno mowic o ciasnocie i
              halasie w tym domu. Cesia miala uzasadnione podejrzenia ze milosc do wiedzy
              ciszy i spokoju ma bezposredni zwiazek z pewna Kasia, kolezanka Wojtka z
              weterynarii, ktora oprocz zwierzat lubila tez kwiaty i kwiaciarnie.
              (dalszy ciag jeszcze dzis)
              • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 12.05.07, 15:25


                -Ale Cesiu chyba z ciastem poczekamy na kolacje, co ?-westchnela tesknie pani
                Irena.
                -Oj, tak mamo,ostroznosci nigdy za duzo-rozesmiala sie corka.Odkad trzy lata
                temu ortopeda ( znajomy Celestyny) do ktorego zwrocila sie o rade w zwiazku z
                bolami kregoslupa bez zbednych delikatnosci wyttknal jej prawie 30 kilo nadwagi,
                mama obraziwszy sie z lekka wziela sie jednak serio za siebie.
                Juz po dwoch tygodniach sleczenia w internecie w poszukiwaniu ciekawych a
                niskokalorycznych przepisow, ktore nie bylyby przesadnie drogie, kuchnia Zakow i
                Hajdukow przeobrazila sie nie do poznania. Artystka wszedzie bedzie artystka, a
                nie lubiane gotowanie stalo sie prawdziwa pasja.
                Nawet panowie chwalili, choc ukradkiem podjadali kanapki z kielbasa wieprzowa.
                Po kilku miesiacach sytuacja sie nieco unormowala, ale jeszcze plody wyobrazni
                kulinarnej pani Zakowej wciaz goscily dosc czesto na stole w olbrzymim salonie
                na Krasinskiego.Wczoraj na przyklad byla soczewica z warzywami w sosie
                czosnkowo-imbirowym.
                -Pomozesz mi w kuchni i opowiesz co o Gabrysi-zakomenderowala mama i po pol
                godziny smakowite golabki z ryzemi po pieczarkami z pieczywem razowy byly gotowe
                do podania.
                W sama pore, bo wlasnie zazgrzytal zamek a z przedpokoju dobiegly dwa
                przekomarzajace sie dziewczece glosy i ciche pogwizdywanie .
                • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 12.05.07, 19:09
                  Poniewaz jutro wyjezdzam oto "odcinek" niedzielny.


                  -Nie ma mowy-dolecialo z przedpokoju-ja mam jutro test z fizyki i ja ucze sie u
                  cioci Wiesi!
                  -Ty zawsze cos masz-zaripostowal melodyjny sopranik-uwazasz sie za pepek swiata
                  tylko dlatego, ze zdajesz mature!
                  -A nie sadzisz, ze to jest jakis powod?-uzalila sie tegoroczna abiturientka -ty
                  wiesz co bedzie jak dostane chocby troje?
                  _-Wszyscy wiedza co bedzie-wtracil wesoly baryton przerywajac
                  gwizdanie-korepetycje z tatusiem, he he!
                  -_Oj tato, przestan-zaprotestowala starsza corka Cesi i Jurka, Dana-ja naprawde
                  dam rade, tylko musze miec spokoj!

                  Danuta, bo tak brzmialo pelne, a nielubiane imie tej corki chrzestnej dawnej
                  Danki Filipiak nie byla osoba dajaca sie zjesc w kaszy.Niepodobna do zadnego z
                  rodzicow, najbardziej przypominala niezyjaca od dawna babcie Hajdukowa, ktorej
                  zdjecie slubne zachowalo sie w rodzinnym albumie ojca.Przedstawialo ono panne o
                  zdecydowanej szczece, szerokim czole i duzych jasnych oczach.Lekko falujace
                  kosmyki w kolorze ciemnoblond nie dostaly sie jednak w genetycznym spadku
                  wnuczce, ktora pysznila sie mocnymi, prostymi ,niemal czarnymi wlosami.
                  Dana byla enfant terrible rodziny albowiem wyrazala swoje zwykle niepoprawne
                  politycznie poglady nie liczac sie z niczym i z nikim.
                  Ledwo rodzina zasiadla do kolacji do salonu wpadl Wojtek.
                  -Czesc!-zakrzyknal tubalnie donosnym glosem sp pradziadka-macie wszyscy
                  pozdrowienia od cioci Wiesi .Kazala powiedziec, ze zostanie u Bobkow jeszcze
                  tydzien bo roboty huk, a dzieciaki znow cos zlapaly.A Patrycje pszczola ukasila-
                  tu Wojtek znaczaco usmiechnal sie i spojrzal na mlodsza siostre.
                  -No tak, przeciez sie juz budza-stwierdzila druga corka Hajdukow, Maja-ale ty
                  Wojtek uwazaj-dodala robiac do brata niewinne oczeta-w kwiaciarni tez bywaja
                  pszczolki i to calkiem duze.Wlatuja wieczorkiem i bzykaja...
                  Cesia widzac czerwieniejace uszy i koniec zamaszystego nosa syna spojrzala
                  mityngujaco na corke.
                  -No co- udala obrazona Maja-przeciez sam wujek Bobcio opowiadal..ze go kiedys
                  uciela...
                  -_Uwazaj, zebys sie sama w jezyk nie uciela-odgryzl sie brat.
                  -No juz, juz, dosyc-pospieszyla Cesia z interwencja-jak tam Bobek?

                  -
                  Czasem wydaje mi się, że wszystko rozumiem.
                  I nagle odzyskuję świadomość.
                  • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 14.05.07, 13:35
                    Wena tworcza mnie nie opuszcza-wrocilam wlasnie z zielonej trawki:-) Bede pisac
                    poki dzidka mnie nie wywali, bo zasmakowalam w tej tfurczosci.
                    .......
                    -U Bobka jak u Bobka, wlasciwie nic nowego-sitkomu" Frycek na budowie", ciag
                    dalszy, choc ostatnio jakby lepiej bo...
                    Tu wypowiedz Wojtka przerwalo wejscie ojca Cesi,wciaz zwanego przez wszystkich
                    Zaczkiem, co dziwnie pasowalo do tego siwego drobnego pana o niezmordowanie
                    pogodnym usposobieniu.
                    _A dlaczego to Irenko-zwrocil sie do zony z wyrzutem przeciagajac sie
                    smacznie-nie obudzilas mnie na Klan ?
                    _-Oj, dziadku jak Ty w ogole mozesz patrzec na te bzdury?-zapytala Dana z
                    niesmakiem- nie szkoda czasu ?
                    -_Mi nie szkoda-obrazil sie Zaczek-i wiecej szacunku dla starszych i w ogole
                    dla cudzych gustow , moja droga.Zreszta ja to traktuje rozrywkowo, obserwuje, do
                    jakiego stopnia abstrakcji posuna sie scenarzysci.
                    -Nie musisz w tym celu ogladac Klanu-stwierdzila wnuczka, wielbicielka takich
                    arcydziel sztuki filmowej jak Zagubieni-wystarczy obejrzec 'Mode na sukces"-tam
                    to tylko pies i kot ze soba nie spaly.
                    _Obserwacje sa pouczajace-wlaczyl sie Jurek -jak jeszcze do tego obejrzy sie
                    wiadomosci...
                    -Otoz to-podsumowala mama Zakowa z zalem konczac ostatniego golabka i siegajac
                    po symboliczny kawalek piernika.Nie chciala za nic powrotu zgubionych 19
                    kilogramow,ale wierzyla ze zbyt rygorystyczna dieta zle wplywa na psychike.
                    -Jedz, Zaczku, bo juz stygna-dodala zbierajac palcem mikroskopijne okruszki
                    ciasta wokol pieknej fajansowej patery.
                    .................

                    • mankencja Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 14.05.07, 13:46
                      - A tak właściwie... - rzekł Żaczek unosząc do ust delikatną, porcelanową
                      filizankę z herbatą - czemu tym razem pożyczylismy serwis od Nowakowskich?

                      i tu scena powinna się urwać dla wywołania napiecia :)
                      • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 14.05.07, 14:00
                        ja bym tu dala napiecie, ale bez serwisu od Nowakowskich, ktory wydaje sie za
                        bardzo eks machina.
                        Na przyklad:
                        - Co mowiles o Frycku i sitkomie, Wojtek? - przypomnial sobie Zaczek.
                        ....................
                        • mankencja Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 14.05.07, 15:04
                          ja sie nie upieram :)
    • ginestra Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 14.05.07, 18:29
      Prosimy o więcej :)))
      • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 14.05.07, 21:00
        O jak milo, ze komus sie podoba :-)
        Ja bardzo sie ciesze ze wszystkich uwag i sugestii oraz wytykania niescislosci.
        Obmyslilam juz odcinek o Julii , Krystynie, teraz mysle o Joannie.
        Jutro napisze cos o sitcomie "Frycek na budowie"-czekam na pomysly.
        • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 15.05.07, 14:47

          >>>>>>
          Tymczasem Piotr wkrotce po wyjsciu Celestyny zostal usadzony w pojemnej
          borejkowskiej kuchni za wiekowym stolem, gdzie popijajac rozano-malinowa herbate
          Saga i pogryzajac Jeżyki gawędzil z Roza o jej córeczce Milence. Wszedobylski
          ten brzdac mial podobno wszelkie zadatki na podrozniczke i zdobywczynie
          szczytow, na razie cwiczac zawziecie na wszelkich meblach i eksplorujac
          najbardziej zakurzone zakamarki ponad stumetrowego mieszkania.
          Mialo to swoje dobre strony-dziadek Ignacy odnalazl dawno zawieruszony
          egzemplarz Swetoniusza na gornej polce spizarni( gdzie go zapewne zostawil
          nielegalnie szukajac powidel), Gabrysia odzyskala zszywacz spod szafy, a Babi
          ulubione nozyczki zza lodowki.
          Mniej pozytywnym aspektem tych wypraw byla mania probowania wszystkiego, co
          chociaz troche wydawalo sie jadalne wliczajac w to sucha kasze i elastyczne
          olowki w ksztalcie podlużnych żelkow.
          Gdy Róża krzatajac sie po kuchni relacjonowala gosciowi ostatnie wyczyny
          córeczki, w drzwiach stanela sama bohaterka tej niekonczacej sie
          opowiesci.Pulchniutka i zlotowlosa z urody najbardziej przypominala swoja
          cioteczna babcie, mala sybarytke nie bez kozery zwana wtedy Pulpa.
          Co prawda teraz loczki nieco sie zmierzwily a malinowe usteczka rozwarly w iscie
          hipopotamowym ziewnieciu, to bystre oczko bez pudla zlokalizowalo szaro-brazowy
          pakunek.
          -O co to, to dla Milenki - stwierdzila bardziej niz spytala tonem istoty
          przywyklej do holdow i darow.
          - Tak, dla Milenki-potwierdzila matka - od Piotrusia i cioci Żaby - idz, podziekuj.
          -Raczej od cioci Żaby i Piotrusia-sprostowal ten sumiennie, bo to Hildegarda
          byla glowna inicjatorka i sponsorka prezentow, jemu pozostawiajac wybor i
          obdarzanie, ktorego nie wiedziec dlaczego unikala.
          Dziecko podbieglo do niego i scisnawszy go za kolano, zajelo sie bezwlocznie
          papierem.
          Ach ta Zaba-rozesmiala sie Róża-chyba nie moze mi zapomniec tego zwroconego
          pierscionka z brylantem, choc wierz mi, dgdybym wiedziala ze to od niej...
          • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 16.05.07, 14:00


            -Pierscionek ? Z brylantem ?
            • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 19.05.07, 21:16



              Trzeba przyznac Fryderykowi, ze nie czul czul sie dobrze w sytuacji mlodego
              ojca i meza zaraz na wstepie obdarzonego przez rodzine zony tym wszystkim co
              sam w swym przekonaniu powinien zdobyc.
              Usilujac okazac wdziecznosc i entuzjazm wciaz czul sie nieswojo korzystajac z
              dzialki Patrycji i jej meza(za dzierzawe ktorej nawet symbolicznie nie mogl
              teraz nic zaplacic) oraz pozyczek ciotek Rozy.
              Pocieszal sie, ze z czasem bedzie coraz lepiej, ale te czasy na podobienstwo
              horyzontu nie mialy ochoty sie zblizac.
              Jedyna osoba, ktora zdawala sie go naprawde rozumiec byl Florek, taktownie
              wspierajac go radami i inna pomoca.
              W bylo w czym wspierac i pomagac. Tuz po slubie, ktory odbyl sie w Smielowskim
              kosciolku nastepnego dnia po planowanych zaslubinach Laury,Fryderyk zajal sie
              zalatwianiem formalnosci zwiazanych z budowa, ktore wobec braku doswiadczenia
              oraz znajomosci slimaczyly sie do wrzesnia, kiedy to wreszcie wylano fundamenty.
              Epopeja biurokratyczna miala jednak wydac sie przyjemna i zabawna przygoda
              wobec tego, co nastapilo potem.
              Mlodego malzenstwa na ogol nie stac na renomowana ekipe budowlana, skutki
              takich oszczednosci bywaja oplakane- widzac bezsilnosc bliskiego mordu
              Fryderyka Florek sobie znanymi sposobami pozbyl sie bandy fachowcow z etosem
              pracy homo sovieticus. Nastepna ekipa pod wodza rzutkiego absolwenta historii,
              ktory powrocil do wyuczonego poprzednio zawodu technika budowlanego
              prezentowala zupelnie inne podejscie, ale ujawnily sie za to problemy innego
              rodzaju.
              Fryderyk , perfekcjonista przyzwyczajony do tego ze ma zawsze racje, nie mogl
              zrozumiec dlaczego prosty projekt typowy malego domku (90 m2 parteru plus
              mozliwosc wykonczenia strychu) musi byc bez ustanku modyfikowany.
              Wciaz podejrzewal jakies ciemne kombinacje wynikajace z checi ulatwienia sobie
              pracy i ta nieufnosc nie pomagala z kontaktach rzeczowym , pragmatycznym panem
              Patrykiem. Gdyby nie Florek kto wie czy domek w stanie surowym zostalby oddany
              tego roku .Pod koniec prac jednak kontakty obu panow ocieplily sie na tyle, ze
              majster polecil ekipe wykonczeniowa., a Fryderyk obiecal korepetycje jego synowi.

              Wiosna jednak nie zaczela sie najlepiej-polecona ekipa w marcu byla
              zajeta-prace mialy sie przeciagnac jeszcze na kwiecien zreszta pozyczonych
              pieniedzy zostalo juz niewiele.Po kilku trudnych tygodniach rozmyslan Fryderyk
              zwrocil sie ojca, ktory bez problemu zgodzil sie na kredyt pod warunkim udzilauu
              w nadzorze i to wlasnie tak przygnebialo meza Rozy.

              Slyszac pytanie spojrzal wymownie na zone.
              -Nie musisz sie tym tak martwic-zrozumiala od razu-przeciez kiedy Milenka ma
              juz prawie trzy latka, moge tam jezdzic i ja.Tata lubi mnie chyba, zawsze go
              przekonam...
              • ginestra Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 19.05.07, 21:44
                Babo67,
                Miło się czyta te odcinki :)
                Nawet napisane w podobnym stylu co Jeżycjada :)
                Widzę, że Fryderyk jest honorowy i bardzo się stara. No i mała Mila to jednak
                Milenka, ładnie to brzmi w zdrobnieniu i ładna z niej dziewczynka :)
                Fajnie tak czytać i pobyć z bohaterami zanim ukażę się Sprężyna. Odkrywam, że
                już się za nimi trochę stęskniłam...
                Pozdrawiam!
              • onion68 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 20.05.07, 10:01
                Odcinek o perypetiach budowlanych - cudo! I naprawdę realistyczny - mam w
                najbliższej rodzinie osoby borykające się właśnie z budową... A "on" przypomina
                Frycka pedanterią i nadmiernym przywiązaniem do szczegółów. Faktycznie węszy
                wszędzie podstęp i oszustwo ;)
                • uccello Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 20.05.07, 14:27
                  Babo67 chcę Cię ucieszyć wytykając nieścisłości:)
                  Taki drobiazg:
                  "Tuż po ślubie, który odbył się w śmiełowskim kościółku, następnego dnia po
                  PLANOWANYCH zaślubinach Laury(...)

                  Wolfi owszem chciał nakłonić Tygrysa do ślubu w Śmiełowie, ale w jakimś
                  późniejszym terminie. Żaba usłyszała przez telefon, że ma przywieźć sukienkę i
                  buty razem z odzyskanym dowodem osobistym. Piotrek słyszał tę rozmowę( a
                  właściwie to, co mówiła Żaba), ale wysunął zbyt daleko idące wnioski. Wygadał
                  się u Borejków, więc jego pomyłka, jak w "głuchym telefonie" urosła do
                  piramidalnych rozmiarów. Poczuł to sam, kiedy zobaczył w Śmiełowie wystrojoną i
                  ukwieconą rodzinę Borejków.
                  Trudno więc mówić o planowanych (na konkretny dzień) zaślubinach Laury.
                  • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 20.05.07, 15:29
                    Bardzo dziekuje za uwage o slubie Laury:-)
                    Rzeczywiscie Laura nie miala brac slubu wtedy gdy rodzina sie zjechala, bo bylo
                    to przez pomylke.
                    Jednak (naprawde, nie wykrecam kota ogonem) w pozniejszym odcinku mialam zamiar
                    sprawe uscislic-otoz Frycki wziely slub za DWA dni (bo zaproszenie dodatkowych
                    gosci, jakies mile przyjatko itp)-pomyslalam, ze nastepnego dnia toby troche
                    nierealne bylo.
                    A Wolfi liczyl ze wezma cichy slub nastepnego dnia-tak zrozumialam jeszcze raz
                    sprawdze.
                    Niemniej kazdy tworca i TFURca lubi uwaznych czytelnikow.

                    Do ginestry-dziekuje za slowa zachety-moja stylizacja jest swiadoma(umiem
                    jeszcze pisac Chmielewska :-)
                    Do onion-chcialam byc wiarygodna i dlatego skorzystalam z doswiadczen roznych osob.
                    Bede sie starac nadal -bo oczekiwanie na Sprezyne moze jeszcze potrwac...
                    • uccello Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 20.05.07, 15:48
                      Zastanawiam się właśnie czy autorka "pinezki"

                      www.pinezka.pl/
                      o nicku Grocha ( zwiastun wiosny) świadomie stylizuje styl na
                      musierowiczowski, czy jej to tak niechcący wychodzi. Jak myślicie?

                      Na pinesce jest majowa animacja, którą warto zobaczyć.
                      • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 20.05.07, 15:56
                        Juz sprawdzilam-rzeczywiscie nie bylo planowanego slubu Laury nastepnego
                        dnia-to moja nadinterpretacja.Jakos to inaczej ujme, kiedy przyjdzie czas.
                        Co stylu musierowskiego-MM nie ma jakiegos mocno charakterystycznego stylu,
                        niekiedy sposob pisania wrecz zapozycza momentami od innych(Magda
                        Szabo-Powiedzcie Sofice) trudno tu powiedziec czy jest to stylizacja.
                        • baba67 Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 21.05.07, 20:43


                          - Ja wiem , ze on dobrze chce- ciagnal Frycek- powiedzial nawet, ze juz
                          wczesniej chetnie by nam pomogl.Ale boje sie, ze przeploszy ekipe i wszystko sie
                          znow przewlecze...Różo, nie patrz tak na mnie, ja wiem, twoja rodzina dla nas
                          zrobila goszczac tyle czasu, ja nawet...przyzwyczailem sie do nich ale...nic
                          nie poradze ze od samego poczatku czuje sie tu jak nieudacznik ! - wybuchnal -
                          I nic sie nie zmieni jesli sie nie wyprowadzimy !

                          Pyza posmutniala.Przechylila sie nad stolem i lekko pogladzila meza po policzku.
                          -Ja to czulam -szepnela bezradnie - choc dla mnie ten dom jest najmilszym
                          miejscem na ziemi.Ale nie moge byc tu juz taka szczesliwa wiedzac, co ty czujesz...
                          Fryderyk zatrzymal jej reke i usmiechnal sie nieoczekiwanie-Gdzie ty Kajus tam
                          ja Kaja , co ? Twojemu dziadkowi by sie spodobalo. Mimo wszystko.

                          Tymczasem Milenka porzuciwszy slonia wdrapala sie na tatusiowe kolana i
                          zrecznym paluszkiem poprawila mu na nosie zjezdzajace okulary.

                          ...................................................................

                          Piotr Żeromski jak zwykle nie wzial kluczy i jak zwykle w takich razach
                          musial troche poczekac zanim z glebi przepastnego mieszkania na strychu starej
                          kamiennicy ktos wreszcie wyjdzie i mu otworzy.Na szczescie nie byl sam, bo
                          najniespodziewaniej po minucie dolaczyla do niego dobra znajoma rodzicow, od
                          dluzszego czasu niemal sasiadka, pani Julia Kolodziej.
                          Ta wysoka i zgrabna, ubrana z artystyczna nuta elegancka kobieta w srednim
                          wieku byla zawsze entuzjastycznie witana przez mame, ktorej doradzala w sprawie
                          kostiumow (choc przeciez obie skonczyly te sama uczelnie!) i przez tate jako
                          plastyczka i kolezanka po fachu.Maz pani Julii, pan Tolek ,tez byl plastykiem co
                          ostatnio zaowocowalo wspolnym scenograficznym projektem.
                          Teatr Eksperyment, znany z nowoczesnego repertuaru i nieszablonowego podejscia
                          do dziel klasycznych, uzyskal wlasnie dotacje na wystawienie
                          Hamleta.Oryginalnosc podejscia do tematu zasadzala sie tym razem na...
                          • pieranka Re: Pewnego dnia Ignacy Borejko................ 24.08.07, 17:33
                            No i co? Co dalej?!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka