Dodaj do ulubionych

ambicje Ani

27.06.09, 11:39
przez wszystkie pierwsze trzy części sagi o Ani, Maud w kółko
powtarza jakie to czyste ideały, ambicje miała Ania. Była ambitna i
zdobywała stypendia oraz udzielała się w różnych kółkach
uniwersyteckich.

a tu nagle koniec. Ania rodzi 5 dzieci i ideały znikają. zastanawiam
skąd taka nagłe przekierunkowanie.w Wymarzonym domku Ani, Ania
wychodzi za Gilberta. On leczy ludzi a ona zaostaje sama w domu.
Gdzie te ideAły za które Ania w młodości gotowa oddać wiele?
--
dostałam sygnaturkę z urzędu
Obserwuj wątek
    • kooreczka "Oczywiście gdy wyszła za mąż rzuciła pracę 27.06.09, 14:08
      mąż wystarczy by utrzymać rodzinę"-Ania o swojej mamie
      Po pierwsze- czasy.
      Po drugie- 5 dzieci którymi trzeba się zająć
      Po trzecie- Ania chyba bardziej wolała się uczyć niż nauczać
      Po czwarte- Autorka, związana niewolniczym kontraktem pisała coraz bardziej na
      odczepkę. Zobacz ile wątków w książkach to nieco tylko poprawione opowiadania.
      • jadwiga1350 Re: "Oczywiście gdy wyszła za mąż rzuciła pracę 27.06.09, 15:41
        Można odnieść wrażenie że te ideały i ambicje Ani to tylko poza.
        Jedna z sąsiadek z Avonlea mówiła, że Ania jedzie na uniwersytet po
        to aby złapać męża. Może było w tym ziarno prawdy? Ania snobowała
        się na ambitną intelektualistkę,aby podnieść swoją wartość na rynku
        małżeńskim. A jak już wyszła za mąż, ambicje i ideały nie były jej
        do niczego potrzebne.
        Ania po zamążpójściu nie tylko nie ma żadnych ideałów i ambicji ale
        staje się też bardzo nudna.Ciągle tylko ogród i ogród. Dziwne że to
        Gilberta nie nudziło.
        Trudno zrozumieć że zdaniem narratorki i bohaterów książki, Ania
        rozpływająca się w zachwytach nad ogrodem jest ciekawa i
        interesująca, a Krystyna Stuart rozprawiająca o psach to
        kwintensencja nudy.
        --
        "Życie jest jak kuchnia. Żeby coś zrobić, trzeba pobrudzić ręce"
        • golden-fish5 Re: "Oczywiście gdy wyszła za mąż rzuciła pracę 27.06.09, 20:10
          Ania miala szescioro dzieci.Nawet z pomoca Zuzany oznacza to ogromna
          prace.Znam osobiscie osobe(zone pastora),ktora wychowuje wlasnie
          szescioosobowa gromadke i chociaz jest to kobieta ambitna,jej
          muzyczne aspiracje musza poczekac jeszcze kilka lat na
          zrealizowanie,czas wypelniaja dzieci.
          Sama rozumiem doskonale pasje ogrodnicza Ani,to cos,co naprawde
          wciaga i chyba nic w tym zlego.
          Przypominam sobie tez wypowiedz jednej z sasiadek Ani-"czego mozna
          sie spodziewac po osobie,ktora pisze do gazet",mysle wiec,ze od
          czasu do czasu udawalo sie Ani cos niewielkiego opublikowac.
          Przy okazji witam i pozdrawiam serdecznie wszystkich na forum.
          • jadwiga1350 Re: "Oczywiście gdy wyszła za mąż rzuciła pracę 27.06.09, 21:45
            Ania raczej nie przepracowywała się w domu. Zajmowała się tylko
            ogrodem i wysłuchiwaniem zwierzeń dzieci.Miała czas na wyjazdy z
            Gilbertem, na urządzanie przyjęć, na zastanawianie się jak zeswatać
            dwoje młodych ludzi.To wszystko przy szóstce małych dzieci!
            Jeśli Ania nie mogłaby realizować swoich ambicji przez nadmiar zajęć
            przy dzieciach,to kochający małżonek na pewno zatrudniłby jeszcze
            jedną służącą. Taką bonę,która opiekowałaby się dziećmi i odciążała
            panią domu.
            Gilberta byłoby na to stać,skoro stać go było na złote naparstki,
            brylantowe wisiorki i podróż do Europy.
            Ale widocznie nie było to potrzebne.
            Pewnie że pasja ogrodnicza to nic złego, ale trochę dziwi u Ani.
            W okresie Zielonego Wzgórza Ania w ogóle nie interesowała się
            ogrodnictwem. Wolała spacerować po lesie i przytulać się do brzóz.
            Dopiero po zamążpójściu zawładneła nią miłość do ogrodu.
            Ten ogród stał się wręcz kochankiem Ani, tak jak kochankiem Pat był
            Srebny Gaj.
            --
            "Życie jest jak kuchnia. Żeby coś zrobić, trzeba pobrudzić ręce"
            • golden-fish5 Re: "Oczywiście gdy wyszła za mąż rzuciła pracę 28.06.09, 11:41
              LMM kochala ogrody.To uczucie przelala na bohaterki swoich ksiazek.
              Moge sobie wyobrazic,ze ogrod na Zielonym Wzgorzu,ktory nalezal do
              praktycznej i oszczednej Maryli,pelen byl grzadek zdrowych warzyw i
              owocow.
              Dopiero majac ogrod na wlasnosc i srodki finansowe Gilberta,Ania
              mogla zealizowac swoje wize-przeciez tak kochala piekno.
              W ksiazkach widzimy Anie tylko w kilku wybranych scenach,trudno sie
              wiec dziwic,ze nie pojawily sie opisy sprzatania,czy prania.
              Pod koniec "Zlotego Brzegu",Ania przezywa kryzys"Byla zmeczona i
              znudzona wiecznymi obowiazkami,monotonia dnia codziennego i
              zaspokajaniem zachcianek rodziny".
              Mysle,ze w tych casach LMM byla naprawde wyjatkiem,skoro udalo sie
              jej polaczyc kariere literacka z zyciem rodzinnym.
              Wiekszosc kobiet musiala dokonac wyboru,jak np.Jannet Royal
              z "Emilki".
              Chyba nawet utalentowana Krystyna Stuart nie zrobila kariery
              muzycznej po wyjsciu za maz,a nie miala przeciez dzieci.
    • mika_p Re: ambicje Ani 28.06.09, 12:15
      "Teraz tworzę dzieła, które żyją" - coś takiego Ania mówi do Krystyny.
      Wychowanie inteligentnych, wrażliwych, oczytanych ludzi wymaga nakładu czasu.

      A wcześniej, zanim pojawiły się dzieci, Ania była zajęta wiciem gniazdka. Żona
      pełniła swego rodzaju funkcję reprezentacyjną; obawiam się, że doktor, którego
      żona nie dba o dom, a zajmuje się swoimi fanaberiami (bo tak by to było
      odebrane) nie cieszyłby się zaufaniem pacjentów, co prosto przełożyłoby sie na
      dochody.
      Po prostu, decydując się na małżeństwo, Ania przyjęła też jego konsekwencje, a
      to musiało oznaczać rezygnację z pewnych ambicji, dla innych. Właściwie, co
      złego w tym, że chciała godnie pełnić rolę doktorowej Blythe?

      --
      To jest losowo wybrana sygnaturka.
    • jhbsk Re: ambicje Ani 28.06.09, 14:09
      W czasach Ani kobieta po wyjściu za mąż byłą po prostu żoną.
      A mając sześcioro dzieci (sześcioro żyjących, jak podkreślała Ania) miała
      mnóstwo zajęć.
      --
      JS
    • spinelli Re: ambicje Ani 29.06.09, 03:06
      Mysle, ze trudno postrzegac pania doktorowa Blythe jako kontynuacje postaci
      ambitnej utalentowanej Ani Shirley z pierwszych czesci cyklu.
      Dalesze zycie Ani to stopniowe udomowianie Aniola Domowego jakim kazda porzadna
      kobieta klasy uprzywilejowanej powinna byc wedlug wiktorianskiego idealu.

      Mimo, ze wiele kobiet z nizszych klas zdobywalo zawodowa i finansowa
      niezaleznosc prawdziwe damy powinne byly poswiecic sie domowi, dzieciom i
      panu-wladcy, ktory stworzony byl dla swiata zewnetrznego podczas gdy ona miala
      strzec domowego ogniska.

      Niejaki Coventry Patmore stworzyl koszmarek pt. Angel in the House dla
      uhonorowania jego zony Emilii - wedlug Patmore'a - idealnej wiktorianskiej zony.
      Mimo, ze wiersz nie zdobyl poczatkowo wielkiego uznania w polowie 19-tego wieku
      to pod koniec wieku i na poczatku 20-tego stal sie niemal dekalogiem prawdziwej
      zony. Idealem oczywiscie byla sama krolowa Wiktoria, ktora poswiecila swe zycie
      mezowskiej karierze.


      Aniol Domowy powinen byc cichy, nie podnosic glosu, nie wyrazac ambicji ponad
      te, ktore mialy sluzyc cieplu domowemu. Maz byl stworzony dla swiata, aniol mial
      sluzyc rodzinie.

      Taka powoli stawala sie Ania, gdzies tam jeszcze wspomina sie jakies
      opowiadania, niby odswieza swoja edukacje poprzez studiowanie literatury z
      corkami ale tak naprawde - czyz nie symboliczne - jedyny utwor "literacki" o
      ktorym sie mowi to epitafium, ktore ma napisac dla sasiada.

      Takie potrzeby zaspokajala(?) LMM. Odstapienie od tego grozilo tym co stalo sie
      z Blekitnym Zamkiem gdzie Montgomery odwazyla sie napisac o kobiecie upadlej.

      Virginia Woolf jeszcze w 1930 walczyla z image'em domowego aniola i pisala, ze
      polowa roboty kobiety-pisarza to zabijanie aniola domowego.

      Spinelli


      --
      [img]https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/rd/rj/uema/rJuwuK85kLcq8T1Y5X.jpg[/img]
      • spinelli "Angel in the House" - Coventry Patmore 29.06.09, 03:08


        Man must be pleased; but him to please
        Is woman's pleasure; down the gulf
        Of his condoled necessities
        She casts her best, she flings herself.
        How often flings for nought, and yokes
        Her heart to an icicle or whim,
        Whose each impatient word provokes
        Another, not from her, but him;
        While she, too gentle even to force
        His penitence by kind replies,
        Waits by, expecting his remorse,
        With pardon in her pitying eyes;
        And if he once, by shame oppress'd,
        A comfortable word confers,
        She leans and weeps against his breast,
        And seems to think the sin was hers;
        Or any eye to see her charms,
        At any time, she's still his wife,
        Dearly devoted to his arms;
        She loves with love that cannot tire;
        And when, ah woe, she loves alone,
        Through passionate duty love springs higher,
        As grass grows taller round a stone.

        --
        [img]https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/rd/rj/uema/rJuwuK85kLcq8T1Y5X.jpg[/img]
    • croyance Re: ambicje Ani 30.06.09, 00:11
      Ja mysle, ze Ania miala sklonnosci adaptacyjne i ambicja byla
      kontekstowa: kiedy byla studentka, chciala byc najlepsza studentka;
      kiedy byla nauczycielka, chciala byc najlepsza nauczycielka; kiedy
      byla zona, chciala byc najlepsza zona.

      Gdyby zycie zechcialo, ze musialaby sie zajac np. prostytucja,
      podejrzewam, ze postanowilaby zostac najlepsza prostytutka w miescie
      :-D
      --
      'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
      violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
      thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
      rejection and pain and misery and loss'
      • spinelli Jezusie przenajswietszy! 30.06.09, 02:25

        Croyance, jestes geniuszem!

        Ale jak mozna bylo uzyc slowa "prostytutka" w tym samym zdaniu co "Ania"?!
        Wszystkie nieboszczyki z Glen St.Mary wlasnie przewrocily sie w grobie (Na lewa
        strone).



        Spinelli


        croyance napisała:

        > Ja mysle, ze Ania miala sklonnosci adaptacyjne i ambicja byla
        > kontekstowa: kiedy byla studentka, chciala byc najlepsza studentka;
        > kiedy byla nauczycielka, chciala byc najlepsza nauczycielka; kiedy
        > byla zona, chciala byc najlepsza zona.
        >
        > Gdyby zycie zechcialo, ze musialaby sie zajac np. prostytucja,
        > podejrzewam, ze postanowilaby zostac najlepsza prostytutka w miescie
        > :-D


        --
        [img]https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/rd/rj/uema/rJuwuK85kLcq8T1Y5X.jpg[/img]
          • jadwiga1350 Re: ambicje Ani 30.06.09, 11:09
            golden-fish5 napisała:

            > Co pewnie bylo dla nich milym urozmaiceniem.

            Jak dla śp Karola Stirlinga!
            --
            Moralność prowadzi do zguby tego, kto usiłuje skrupulatnie stosować
            jej nakazy w praktyce, a zapewnia dobrobyt temu, kto się nią umie
            posługiwać niczym maską.
            • jadwiga1350 Re: ambicje Ani 30.06.09, 11:45
              Ania jako doktorowa Blythe rzeczywście nie przypomina Ani jako panny
              jeśli chodzi o ambicje i ideały.Fakt,że autorka kreuje postać Ani-
              mężatki w myśl wiktoriańskiego ideału kobiety może dziwić, że Ania-
              panienka tak dalece odbiega od tego ideału.
              Dobrze wychowana panna epoki wiktoriańskiej powinna siedzieć w domu,
              a nie wyjeżdżać na uniwersytet. Powinna grać na pianinie i haftować
              na tamborku, a nie zakładać KMA. Powinna czytać Biblię a nie
              spacerować po lasach. No i koniecznie wyjść za mąż przed dwudziestką.
              Ania jako panna Shirley do tego wzorca nie pasuje.Dlaczego więc pani
              Blythe musi dżwigać te wiktoriańskie kajdany?

              (Albert Koburg to chyba żadnej wielkiej kariery nie zrobił oprócz
              bycia mężem swojej żony)

              Patrząc na Anię trzeba brać pod uwagę że to postać idealna, żyjąca w
              idealnym świecie. W realnym życiu, żonie lekarza, mającej sześcioro
              dzieci być może trudno byłoby realizować swoje ideały. Ale nie
              takiej Ani, która żyje na Złotym Brzegu jak królewna w bajce,
              otoczona przepychem i pięknem, wielbiona i podziwiana przez
              otoczenie.Ani która nie ma żanych realnych zmartwień i problemów.
              Nic tylko rozwijać skrzydła i lecieć!
              To epitafium pozostawia pewien niedosyt. Po co było tak piać nad
              talentami i ideałami Ani w poprzednich tomach? Po co było tak
              nadymać ten balon?

              Kobiety realizujące swoje ambicje w XIXw. miały mężów i dzieci,
              ewentualnie były rozwiedzione.
              Marii Konopnickiej sześcioro dzieci nie przeszkodziło w zostaniu
              sławną pisarką.





              --
              Moralność prowadzi do zguby tego, kto usiłuje skrupulatnie stosować
              jej nakazy w praktyce, a zapewnia dobrobyt temu, kto się nią umie
              posługiwać niczym maską.
        • croyance Re: Jezusie przenajswietszy! 04.07.09, 10:35
          O masz Ci los, geniuszem :-DDDDDDDDDDDDDDDD
          hihi
          --
          'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
          violent videos (...). Nobody worries about kids listening to thousands
          - literally thousands - of songs about broken hearts and rejection and
          pain and misery and loss'
    • spinelli antyfeministyczne przeklamanie tlumacza:)!! 30.06.09, 20:24
      Kooreczka cytuje:

      "Oczywiście gdy wyszła za mąż rzuciła pracę
      mąż wystarczy by utrzymać rodzinę"

      Nie mam plskojezycznej wersji Ani wiec nie moge zweryfikowac czy Kooreczka
      pisala to z pamieci czy z ksiazki ale sens tego jest zupelnie zmnieniony. W
      oryginale stoi jak byk:

      Well, my mother was a teacher in the High school, too, but when she married
      father she gave up teaching, of course. A husband was enough responsibility."


      Czyli nie, ze maz zarabial wystarczajaco a "Maz BYL wystarczajcym OBOWIAZKIEM"

      Nie tylko sens ale i ton wypowiedzi zmieniony. Co wiecej - skoro jak mowila Mrs.
      Thomas: "they were (...) as poor as church mice."

      to najwyrazniej maz nie zarabial wystarczajaco.


      --
      [img]https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/rd/rj/uema/rJuwuK85kLcq8T1Y5X.jpg[/img]
      • soova Re: antyfeministyczne przeklamanie tlumacza:)!! 01.07.09, 11:58
        spinelli napisała:

        > Nie mam plskojezycznej wersji Ani wiec nie moge zweryfikowac czy Kooreczka
        > pisala to z pamieci czy z ksiazki ale sens tego jest zupelnie zmnieniony. W
        > oryginale stoi jak byk:
        >
        > Well, my mother was a teacher in the High school, too, but when she married
        > father she gave up teaching, of course. A husband was enough responsibility."

        Nie wiem, jakim tłumaczeniem dysponuje Kooreczka, ale pani Rozalia Bernsteinowa (tłumaczka mojego wydania - Nasza Księgarnia 1973) tu akurat nie popełniła błędu: "Matka moja była także nauczycielką w liceum, ale kiedy wyszła za mąż za mego ojca, rzuciła, rozumie się, posadę. Przecież mąż to już wystarczające zajęcie..."

        Ciekawe, w tym zdaniu wystarczy, że ktoś, niekoniecznie tłumacz, a na przykład redaktor, zamieni "to" na "ma" i już mamy zupełnie inne znaczenie. :)



        --
        Hajo Hajo Ipsenajo!
    • hemeczka Re: ambicje Ani 01.07.09, 18:01
      mnie zawsze śmieszyła scena w której Ania myśli co by było gdyby
      Gilbert umarł( Ania ze złotego brzegu) Ania martwi się tym że
      mieszkańcy wioski straciliby dobrego lekarza i przyjaciela. Nie
      martwi się tym że smierc Gilberta oznacza dla niej biedę z nędzą.
      Ona i szóstka dzieci na utrzymaniu i wszystko bez pomocy zuzanny.
      --
      dostałam sygnaturkę z urzędu
      • soova Re: ambicje Ani 01.07.09, 18:17
        Z drugiej strony to bardzo piękne, że w tak smutnym kontekście Ania myśli przede wszystkim o innych, nie o sobie. Kobietom w tamtych czasach w zasadzie nie wolno było myśleć o sobie :(, nawet i dzisiaj można się spotkać z potępieniem dla kobiet, które nad przyjemności domowników przedkładają swoje własne. Czytałam niedawno o sondażu przeprowadzonym wśród kobiet - chodziło o wykorzystywanie przez nie czasu wolnego. Wynik był zaskakujący: okazało się, że kobiety, które mają dzieci, mają czasu wolnego niewiele, ale jak już go mają, POŚWIĘCAJĄ GO DLA SIEBIE! :( :( :( Podobno mamy XXI wiek, a myślenie jak z czasów LMM.

        A co do Ani i spraw materialnych: zawsze mnie denerwowała niefrasobliwość i lekkość, z jaką Ania, niegdyś niezamożna studentka przecież, bezproblemowo wchodzi w życie małżeńskie. Fakt, że patrzyłam na to z perspektywy kredytobiorcy w dzisiejszych czasach, ale nieco mnie denerwowało, że pan doktor ot tak, pojechał do Glen St. Mary i wynajął dom oraz za grosze kupił mebelki (swoją drogą aż dziw, że Ania w ogóle wcześniej nie wyrażała zainteresowania wystrojem wnętrz Wymarzonego Domku, wszak jest to jednak jakieś tam poetyczne zajęcie), potem znikąd wziął pieniądze na zakup domu Morganów (jakiekolwiek tanie nie byłyby nieruchomości w Kanadzie, przecież nie mógłby sobie na zakup domu pozwolić po mniej więcej 2 latach praktyki na wsi?) itd. Potem przestałam się tym przejmować, bo w książkach o Ani najbardziej cenię obecnie atmosferę i wspaniale narysowane "rozmaite typy sąsiadów". Dlatego przeczytawszy ostatnio "Anię z Szumiących Topoli" doszłam do wniosku, że kto wie, czy to nie najlepsza bodajże w całym cyklu książka? Mało samej bohaterki, jeśli już, to kreślona dość autoironicznie, natomiast cały zewnętrzny świat widzimy jej oczami. :)
        --
        Hajo Hajo Ipsenajo!
        • filifionka-listopadowa Re: ambicje Ani 01.07.09, 23:21
          soova napisała:
          Wynik był zaskakujący: okazało się, że kobiety, które ma
          > ją dzieci, mają czasu wolnego niewiele, ale jak już go mają, POŚWIĘCAJĄ GO DLA
          > SIEBIE! :( :( :
          To chyba dobrze ,że poświęcają go dla siebie?


          Dlatego przeczytawszy ostatnio "Anię z Szumiących Topoli" d
          > oszłam do wniosku, że kto wie, czy to nie najlepsza bodajże w całym cyklu książ
          > ka? Mało samej bohaterki, jeśli już, to kreślona dość autoironicznie, natomiast
          > cały zewnętrzny świat widzimy jej oczami. :)

          To jest mój ulubiony tom Ani, z tych samych powodów. Następna jest Ania na
          Uniwersytecie, za tą pewną lekkość i tą miłą atmosferę studenckiego domku. W tym
          rankingu nie uwzględniam Rilli ponieważ czytałam ją tylko raz i to dawno temu.

          --
          "No, ale oczywiście Jeżycjada to bajka, a królewski dwór Borejków obfituje w
          całe stada utalentowanych, pięknych i czułych księżniczek, za którymi uganiają
          się już to rycerze na harleyach, już to mroczne nerwusy, już to wierni
          towarzysze broni z rudymi wąsami... " by nessie-jp
        • pontecorvo Re: ambicje Ani 02.07.09, 10:30
          soova napisała:
          "A co do Ani i spraw materialnych: zawsze mnie denerwowała niefrasobliwość i
          lekkość, z jaką Ania, niegdyś niezamożna studentka przecież, bezproblemowo
          wchodzi w życie małżeńskie. Fakt, że patrzyłam na to z perspektywy kredytobiorcy
          w dzisiejszych czasach, ale nieco mnie denerwowało, że pan doktor ot tak,
          pojechał do Glen St. Mary i wynajął dom oraz za grosze kupił mebelki (swoją
          drogą aż dziw, że Ania w ogóle wcześniej nie wyrażała zainteresowania wystrojem
          wnętrz Wymarzonego Domku, wszak jest to jednak jakieś tam poetyczne zajęcie),
          potem znikąd wziął pieniądze na zakup domu Morganów (jakiekolwiek tanie nie
          byłyby nieruchomości w Kanadzie, przecież nie mógłby sobie na zakup domu
          pozwolić po mniej więcej 2 latach praktyki na wsi?) itd."

          Miałam identyczne uczucia!
          • filifionka-listopadowa Re: ambicje Ani 02.07.09, 11:04
            Mi się też to nie podobało. Po tych wszystkich kombinacjach by Ania mogła iść na
            Akademię, potem niefrasobliwa wychodząc za mąż. W Szumiących Topolach, nie ma
            ani słowa o tym ,że zarabia chociażby na Wymarzony Domek. Odbierałam tą jej
            pracę, jako takie "przeczekanie" czasu gdy Gilbert się uczy i zdobywa wykształcenie.
            Biorąc pod uwagę dyskusję podczas urządzania Ustronia Pattty, dziwne ,że Ani nie
            interesował wygląd domku i jego umeblowanie. Chyba jedyne o co pytała to czy
            jest strumyk i drzewa.
            --
            "No, ale oczywiście Jeżycjada to bajka, a królewski dwór Borejków obfituje w
            całe stada utalentowanych, pięknych i czułych księżniczek, za którymi uganiają
            się już to rycerze na harleyach, już to mroczne nerwusy, już to wierni
            towarzysze broni z rudymi wąsami... " by nessie-jp
            • soova Re: ambicje Ani 02.07.09, 11:31
              Szczerze, to dopiero czytając cykl artykułów o LMM autorstwa Spinelli na Pinezce dowiedziałam się, że powieści nie powstawały chronologicznie i że "Ania z Szumiących Topoli" i "Ania ze Złotego Brzegu" to "wypełniacze" wyproszone przez czytelników, a tak naprawdę to autorka straciła serce do bohaterki właściwie już po "Ani z Avonlea". I to widać choćby na przykładzie tych spraw materialnych. I "Ania z Zielonego Wzgórza" i "...z Avonlea" są pełne wzmianek o trudnościach i perspektywach materialnych, o wysiłkach, żeby uzyskać środki na edukację Ani czy wychowanie bliźniąt itp. To wszystko w dalszych tomach już znika, jedynie w "Ani na uniwersytecie" mowa raz, że dziewczęta są biednymi studentkami i nie mogą sobie pozwolić na czynsz, jakiego żąda z początku panna Patty. Tak swoją drogą - wynajęcie domu przez 4 dziewczyny w przeliczeniu na jedną naprawdę kosztuje co najmniej tyle samo co pokój w pensjonacie dla jednej? Praca w Summerside z pewnością przyczyniła się do poprawy finansów Ani i ułatwiła jej i Gilbertowi start w nowym życiu, ale istotnie, nigdy się o tym nie mówi. Jest tak, jakby autorka w miarę pisania coraz mniej dla siebie, a coraz bardziej na żądanie czytelników, chciała coraz bardziej Anię odrealnić, jak gdyby wychodziła naprzeciw chęciom fanów (fanek?) :), aby jej późniejsze powieści były pełne poezji, ale z mniejszą ilością prozy życia.
              --
              Hajo Hajo Ipsenajo!
              • makrauchenia06 Re: ambicje Ani 02.07.09, 13:34
                Tak swoją dro
                > gą - wynajęcie domu przez 4 dziewczyny w przeliczeniu na jedną naprawdę kosztuj
                > e co najmniej tyle samo co pokój w pensjonacie dla jednej?

                To była przecież Aleja Spofforda :D (Tak się chyba nazywała)
              • filifionka-listopadowa Re: ambicje Ani 02.07.09, 17:17
                Nie wiedziałam ,że Ania z ST była wypełniaczem. Dziwi mnie to w kontekście
                obecnej tam autoironii Ani, szczególnie przy pewnych jej cechach.
                Po Złotym Brzegu widać wyraźnie ,że to wypełniacz zlepiony z zarysów opowiadań.
                Przegapiłam tą serię artykułów i teraz mam pytanie: Gdzie można by je znaleźć?
                Na forum? na jakieś stronie?
                --
                "No, ale oczywiście Jeżycjada to bajka, a królewski dwór Borejków obfituje w
                całe stada utalentowanych, pięknych i czułych księżniczek, za którymi uganiają
                się już to rycerze na harleyach, już to mroczne nerwusy, już to wierni
                towarzysze broni z rudymi wąsami... " by nessie-jp
                • soova Re: ambicje Ani 02.07.09, 17:44
                  filifionka-listopadowa napisała:

                  > Przegapiłam tą serię artykułów i teraz mam pytanie: Gdzie można by je znaleźć?
                  > Na forum? na jakieś stronie?
                  pinezka.pl/
                  Tamże wystarczy wpisać np. Lucy Maud Montgomery w wyszukiwarkę i wyskoczą te artykuły.

                  --
                  Hajo Hajo Ipsenajo!
                  • spinelli Re: ambicje Ani 02.07.09, 18:19
                    z przyjemnoscia sie podlinkuje
                    www.pinezka.pl/content/view/795/210/
                    pod artykulem linki do pozostalych 5 czesci.

                    Oczywiscie, musze teraz przyznac, ze cykl ten pisalam na podstawie jej
                    dziennikow, listow do G. MacMillana i biografii dostepnych kilka lat temu.

                    Teraz w swietle najnowszej biografii wiele wydarzen z zycia LMM jawi sie
                    zupelnie inaczej.

                    Az sie prosi o uzupelnienie w Pinezce.

                    Spinelli


                    --
                    [img]https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/rd/rj/uema/rJuwuK85kLcq8T1Y5X.jpg[/img]
      • jadwiga1350 Re: ambicje Ani 02.07.09, 21:52
        hemeczka napisała:

        > mnie zawsze śmieszyła scena w której Ania myśli co by było gdyby
        > Gilbert umarł( Ania ze złotego brzegu) Ania martwi się tym że
        > mieszkańcy wioski straciliby dobrego lekarza i przyjaciela. Nie
        > martwi się tym że smierc Gilberta oznacza dla niej biedę z nędzą.
        > Ona i szóstka dzieci na utrzymaniu i wszystko bez pomocy zuzanny.


        Na pewno Ani byłoby ciężko bez Gilberta i jego zarobków.Musiałby
        zapomnieć o złotych naparstkach i podróży do Europy.W przypadku
        owdowienia widzę dla Ani trzy wyjścia:

        Ania wraz z dziećmi przeprowadza się do ciotki Mary Marii Blythe!
        Ciotka była zamożna, miała duży dom, więc mogłaby utrzymać wdowę i
        sieroty po Gilbercie. A przy okazji zadbałaby o dobre wychowanie
        wnuków swojego kuzyna Jana.

        Ania wraz z dziećmi wraca na Zielone Wzgórze na utrzymanie Tadzia.
        Była pani doktorowa pomagałaby Emilce w domu, a dzieci pracowałyby w
        polu żeby ulżyć wujowi Tadziowi.

        Ania zostaje w Glenn i podejmuje pracę jako
        nauczycielka.Przeprowadza się do mniejszego domu, zwalnia Zuzannę,
        na ogród nie ma czasu a na kupowanie książek o ogrodach pieniędzy.
        Spuszcza też z tonu i juz nie uważa Penglych za nieodpowiednie
        towarzystwo dla swych dzieci.
        --
        Moralność prowadzi do zguby tego, kto usiłuje skrupulatnie stosować
        jej nakazy w praktyce, a zapewnia dobrobyt temu, kto się nią umie
        posługiwać niczym maską.
    • hemeczka Re: ambicje Ani 02.07.09, 22:53
      a teraz z cyklu co by było gdyby.

      Co by było gdyby w ,, Pani na srebrnym Gaju" po spłonięciu domu nie
      pojawił się Hilary?

      Pat zostałaby zgorzkniałą stara panną żyjącą kątem u Mai Binnie i
      dręczącą sie że nie wyszło jej z Dawidem.

      Hilary pojawił się w tym momencie co trzeba.
      --
      dostałam sygnaturkę z urzędu
      • raszefka Re: ambicje Ani 09.12.11, 17:17
        Moim zdaniem, to Srebrny Gaj poszedł z dymem w odpowiednim momencie. Hilary został wezwany przez Judysię tuż przed jej śmiercią, ale list długo czekał na adresata. Kiedy dom Gardinerów się spalił, w innym miejscu już inny dom czekał na przyszłych państwa Gardinerów ;)

        W odwodzie było jeszcze Jaskółcze Gniazdo (gdyby Szkrab już nie był zainteresowany).
      • sowca Re: ambicje Ani 03.12.11, 21:09
        To ja się odezwę, bo mi się wątek spodobał, a pewnie zaraz zginie w mrokach dziejów.
        Otóż moim zdaniem Ania jak najbardziej zrealizowała swoje ideały i ambicje. Po pierwsze, zdobyła wykształcenie i to całkiem niezłe, była świetną studentką, dostawała nagrody i stypendia. To bardzo dużo jak na kobietę z końca XIX wieku, z małej wioski. Po drugie, pracowała przed kilka lat w szkole, najpierw w Avonlea, potem w Wyższej Szkole w Summerside. To dało jej doświadczenie zawodowe i życiowe, a także pieniądze, co również jest już bardzo wiele jak na kobietę w tamtych czasach. Pamiętajmy też, że chociaż Ani zdarzało się pisywać do gazet, to nie jest to przedstawione jako jej wielka ambicja, powołanie i marzenie. Ania to nie Emilka, która bez swojej literatury żyć nie może, dla której pisanie jest treścią życia, a marzeniem jest "zdobywanie alpejskich szczytów" ciężką, mozolną pracą. Dla Ani pisanie opowiadań czy wierszy to raczej przyjemność - ot, czasem coś napisze, wyśle, gazeta przyjmie i prześle parę dolarów: cóż w tym zdrożnego? Ale Ania nie traktuje tego jako swojej drogi kariery. Owszem, rozważa to w kontekście ewentualnego wyjścia w przypadku, gdyby nie udało się jej wyjść za mąż, ale nie łudźmy się, ona chciała mieć męża, dzieci, dom i nie można jej za to winić.
        Nie można też jej zarzucać, że zarzuciła swoje ideały i ambicje po wyjściu za Gilberta. Po pierwsze, jak już napisałam, ona te ideały zrealizowała w takim stopniu, w jakim było to możliwe i w jakim chciała. Po drugie, ona miała męża, sześcioro dzieci i dom na głowie, dom, w którym Zuzanna była owszem pomocą, ale też dom, którym zajmowanie się oznaczało zupełnie coś innego niż teraz. Mnie się wydaje, że to raczej normalne, że w takim momencie ewentualne inne plany schodzą na bok. Po trzecie wreszcie, mamy poszlaki, że Ani już jako statecznej doktorowej Blythe zdarzało się pisać - nie pamiętam już kto mówi coś o tym, że Ania "pisuje do gazet".
        --
        Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
        • nessie-jp Re: ambicje Ani 05.12.11, 01:49
          > Ania
          > to nie Emilka, która bez swojej literatury żyć nie może, dla której pisanie jes
          > t treścią życia, a marzeniem jest "zdobywanie alpejskich szczytów" ciężką, mozo
          > lną pracą. Dla Ani pisanie opowiadań czy wierszy to raczej przyjemność

          Otóż właśnie. Dążeniem Ani jest zdobycie wykształcenia -- i to dążenie realizuje w pełni. Jej szczenięce marzenia i plany, że zostanie opiekunką trędowatych w Indiach i wyjdzie za misjonarza to raczej zabawne historyjki zmyślane przez dzieciaka o bujnej wyobraźni, a nie prawdziwa pasja.

          Kiedy szczenięce lata minęły, Ania musiała trzeźwo spojrzeć na rzeczywistość -- musiała zdobyć dobry zawód i mieć dobre wykształcenie, żeby dostawać dobrą pensję. Chociaż pewnie marzyła o wyjściu za mąż, nie mogła zdać się na to, że na pewno znajdzie się ktoś gotów ją utrzymywać. Była sierotą, a Maryla już wtedy przygarnęła Tadzia i Tolę i oczywiste było, że farma będzie należała w przyszłości do Tadzia.

          Ani doskonale się udało zrealizować tę ambicję -- dostała przecież świetną posadę w Summerside, budząc powszechną zawiść tak Pringlów, jak i Julianny. Gdyby nie małżeństwo, zapewne pracowałaby tam jeszcze długo.

          A poza tym, druga ambicja: Ania nie chciała wyjść za mąż z wyrachowania, bez miłości. Nie wyszła za Billy'ego Andrewsa, chociaż to by ją ustawiło życiowo na tyle, że nie musiałaby pracować. Nie chciała wyjść za Gardnera, chociaż był jeszcze bardziej zamożny.

          Zatem Ania w pełni zrealizowała dwa swoje marzenia: zdobyła doskonałe wykształcenie i zdobyła miłość.


          I w dodatku złapała świetną partię, trzeba powiedzieć -- syna zamożnych i poważanych Blythe'ów. Zastanawiacie się, jakim cudem Gilbert zapłacił za Wymarzony Domek, jakim cudem tak szybko zrobił karierę. A przecież to oczywiste, że wspomagali go finansowo bogaci rodzice. Ania nic tu nie mogła wnieść, stąd zapewne brak jej udziału w decyzji o kupnie domu (nawet go nie widziała). Bo jak by to miało wyglądać? Ania marudzi, że rodzice Gilberta kupują jej nieładny dom?

          Poza tym Gilbert odziedziczył po stryju praktykę lekarską, tak jak Billy Andrews by odziedziczył farmę. A za tym szybko poszły dobre pieniądze (bo przecież Gilbert to nie doktor Judym, to nie ten gatunek literacki i nie ta kultura; dobry lekarz to musi być zamożny lekarz, bo lekarz-bida jest widomym znakiem, że kiepski z niego medyk i utrzymać się nie potrafi!)
          • soova Re: ambicje Ani 01.01.12, 12:02
            Ojciec Gilberta nie cieszył się dobrym zdrowiem, przez kilka lat prawdopodobnie kurował się na kontynencie, gdzie towarzyszył mu syn, który wrócił do Avonlea akurat w momencie, gdy pojawiła się tam Ania. Choroba prawdopodobnie nadszarpnęła domowe finanse. A poza tym w "Ani z Zielonego Wzgórza" wyraźnie jest powiedziane, że Gilbert musi zająć się nauczycielstwem, żeby opłacić swój college, bo ojca na to nie stać. Skąd zatem byłoby go stać na wspieranie początków kariery lekarskiej syna? Jeśli oczywiście dożył tego, bo nie pamiętam, czy przypadkiem nie ma gdzieś wzmianki o jego śmierci. Maryla zwierza się Ani, że na widok Gilberta w kościele przypomniał jej się jego ojciec, który kiedyś się nią interesował i trochę to wygląda tak, jakby John Blythe już nie żył (lub był na tyle chory, że choćby i do kościoła nie chodził). Z drugiej strony wieść o pomalowaniu Domu Ludowego na koszmarny kolor przynosi Gilbertowi pastuszek ojca, czyli w "Ani z Avonlea" John Blythe jeszcze żyje. Ale oczywiście mieć pastuszka - to jedno, ale opłacać wykształcenie syna i pomagać mu w początkach kariery - drugie.
            --
            A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
            • nessie-jp Re: ambicje Ani 10.01.12, 20:37
              soova napisała:

              > Ojciec Gilberta nie cieszył się dobrym zdrowiem, przez kilka lat prawdopodobni
              > e kurował się na kontynencie, gdzie towarzyszył mu syn, który wrócił do Avonle
              > a akurat w momencie, gdy pojawiła się tam Ania. Choroba prawdopodobnie nadszarp
              > nęła domowe finanse. A poza tym w "Ani z Zielonego Wzgórza" wyraźnie jest powie
              > dziane, że Gilbert musi zająć się nauczycielstwem, żeby opłacić swój college, b
              > o ojca na to nie stać. Skąd zatem byłoby go stać na wspieranie początków karier
              > y lekarskiej syna?

              No, ale tę karierę Gilbert zaczyna dobre 10 lat po chorobie ojca, należy zakładać, że do tej pory Blythe'owie już stanęli na nogi. Poza tym dochodzi jeszcze stryj, chyba bezdzietny? Który też pewnie chętniej przekazał swoją praktykę Gilbertowi, niż obcemu, a może i posłużył pożyczką.

              Blythe'owie na pewno nie byli milionerami, ale zamożną farmę jednak mieli.

              Poza tym fakt, że Gilbert pracuje, żeby zarobić na college, to też nic dziwnego -- chyba tylko Józia Pye się chwaliła, że ona to palcem kiwnąć nie musi, bo tatuś za wszystko zapłaci ;)

              • kooreczka Re: ambicje Ani 10.01.12, 21:34
                Józia szła dla samej wiedzy, podkreślała, że nie będzie musiała pracować po skończeniu:)
                Wyraźnie było też powiedziane, że do Glenn wyjeżdżają właśnie, by przejąć praktykę po wuju.
              • soova Re: ambicje Ani 11.01.12, 15:03

                "Poza tym fakt, że Gilbert pracuje, żeby zarobić na college, to też nic dziwnego"

                Ale nie wobec wyraźnego stwierdzenia, że ojca na ten college nie stać. To znaczy: uważam, że skoro ojca nie stać na college, nie stać też i na wspieranie materialnie syna w początkach kariery, bo polemizuję ze stwierdzeniem, które tu padło, że Blythe'om pomagali rodzice. Po pierwsze - nie pomagali, bo nie bardzo mieli z czego, po drugie - nawet i na samym początku życia małżeńskiego Ani i Gilberta widać, że może i nie są biedni, ale pieniędzy za wiele nie mają. O tym, że Ania wychodzi za biednego lekarza bez grosza przy duszy, mówi pani Andrews (oczywiście przede wszystkim żeby skontrastować to ze świetną partią własnej córki), ale także i pani Linde - że Ania mogła wyjść za bogatego Gardnera, ale zdecydowała się na Gilberta, który jest biedny*, ale przynajmniej z Wyspy. Zuzanna jako płatna pomoc pojawia się też dopiero po jakimś tam okresie praktyki i stabilizacji zawodowej młodego doktora.

                W pomoc materialną stryja nie wierzę. Wystarczającym gestem było już to odstąpienie praktyki.

                *tu Soova sprawdziła wydanie polskie i odkryła, że w wydaniu Naszej Księgarni z 1982 roku po słowach pani Linde "Gilbert is poor -" brak tłumaczenia "at least, to begin with" - czyli jakby pani Małgorzata robiła aluzję, że jako lekarz ma szansę na dobre zarobki, jeśli rozwinie praktykę
                --
                A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
                • kooreczka Re: ambicje Ani 11.01.12, 20:01
                  I przy całej tej biedzie nie ma co prawda "poślubnych włojaży" ale stać ich na wynajęcie domku, kupno tanich mebli i jakiś tam start. Mają co jeść i w co się ubrać, a w perspektywie przejęcie praktyki po wuju i dobre zarobki.
                  Odnoszę wrażenie, że "biedny" był ten, kto pracował sam, a nie na kogo pracowały pieniądze.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka