the_dzidka
12.06.07, 21:43
Zauważyłam, w czym jestem zresztą odosobniona, że książką pełną opisów
beznadziejnego życia i tak naprawdę otchłani rozpaczy jest "Brulion". To była
pierwsza aż tak pesymistyczna książka MM; OwR przecież aż tryska nadzieją i
optymizmem! To w Brulionie jest po raz pierwszy odłonięta brzydota miasta,
ludzi i ich charakterów, zaczynając od cwanego blondynka z brodą w TV (pewnie
tez wizerunku konkretnego dziennikarza wówczas), poprzez przesmutny opis
szkoły Bebe, kończąc na wielce żałosnym wizerunku dwóch byczków taszczących
kontenerek Mirindy do małego fiata... Nie widzicie tego? Ja widzę, może
dlatego, że w rzeczonym roku 1988 miałam 17 lat, i wtedy sama zaczynałam
dostrzegać tę tępą brzydotę, tę smutność, która i tak nam się podobała, bo
była już inna niż brzydota z roku 1985..
Zawsze mam uczucie, że w MM własnie wtedy po raz pierwszy załamał się
wrodzony optymizm, i właśnie dlatego w każdej kolejnej książce coraz więcej
tej goryczy - choć zwykle nieco bardziej zawoalowanej, nie takiej jak
w "Brulionie".