Dodaj do ulubionych

czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę"

26.10.07, 09:57
a jeśli tak to gdzie?
Obserwuj wątek
    • nighthrill Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 26.10.07, 12:00
      Bardzo bym chciała mieć już dziś, bo podobno ma być w Empiku, ale
      pracuję do 21, więc polecę jutro z rana:)
      • yomajka chyba nie ma po co..:( 26.10.07, 13:12
        Fakt, tylko przejrzałam, ale wiem- nie kupię, duży druk , co chwila
        przepis albo ilustracja, tak jakos nieskładnie to wszytko wyszlo.
        Przy całym szacunku dla MM i uwielbieniu dla Baltony oraz Idy z
        familią- mam wrazenie ,ze to wyszło tak szybko, bo po prstu nie
        wymagało przemyslenia sprawy. Moze sie myle, ale jestem na nie , po
        kilku " stronach " - to taka ksiazak na " zabicie " maszego
        oczekiwanie na Spręzyne chyba....Wiecej szumu wokól niz tresci, ale
        moze komus sie spodoba , pewnie tek...:)mnie zawiodła .
        • nighthrill Re: chyba nie ma po co..:( 26.10.07, 13:40
          No to nie wiem czy kupię, zadecyduję po przejrzeniu...Też czekałam
          na dużo tekstu, nawet jeśli nie miałby być o naszych ulubionych
          bohaterach tylko o samej autorce i jej życiu czy o jakiś postaciach
          literackich...przepisy mogą być, lubię gotować, tylko nie chciałabym
          przeczytać tej książki w 20 minut:(
          Z drugiej strony - może powinniśmy się cieszyć, że pani M. dłużej
          niż zwykle pracuje nad następnym tomem? Może to będzie naprawdę
          fajna książka, ta "Sprężyna"?
          • black_steed Re: chyba nie ma po co..:( 28.10.07, 14:55
            Byłam na Targach Książki w Krakowie, widziałam, przejrzałam... i nie
            kupiłam. Tak jak powyżej- duży druk, dużo obrazków, mało treści i
            chyba (jak się zdążyłam zorientować) o bohaterach Jeżycjady też
            niewiele... Książka tylko w twardej okładce, cena 30 zł. Trochę
            drogo... wolałam kupić sobie 2 i 3 część Frywolitek.

            Przy stoisku pogadałam sobie za to z Miłą Panią z Akapit Press,
            która rozwiała wszelkie moje złudne nadzieje, potwierdzając,
            że "Sprężyna" będzie o Łusi... A więc kolejne sercowe rozterki 8-
            latków :(
    • marzena19791 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 26.10.07, 14:11
      A gdzie książka jest już do kupienia w Warszawie? Ktoś wie? Bo zastanawiam się
      nad wizytą dziś w Empiku lub Merlinie i nie wiem, czy warto iść... Z góry dzięki :)
      • agnieszka_azj Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 26.10.07, 15:04
        Ja już kupiłam - w mojej osiedlowej księgarni na Bemowie.

        To jest rodzaj kalendarza adwentowego ;-) czyli opis przygotowań do
        Świąt i poradnik, jak to zrobić, zeby święta miały atmosferę. To
        tak po pobieżnym przejrzeniu ;-)
        • agnieszka_azj Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 26.10.07, 15:05
          Na końcu jest zapowiedż: a/Silva rerum, b/ Sprężyny oraz c/
          podobbnej książki "Na Wielkanoc"
          • nioszka Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 26.10.07, 15:29
            z datami czy ogólnikowo?
            • agnieszka_azj Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 26.10.07, 15:36
              Bardziej ogólnikowo - choć z zachowaniem chronologii. Od
              pierniczków przez kiszenie barszczu do opłatka ;-) Z anegdotami.
              • nioszka Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 26.10.07, 15:47
                hyh Agnieszko z tymi datami to chodziło mi o termin ukazania się
                kolejnych dzieł :D, ale przy okazji uzyskałam i inną informację :)
                • agnieszka_azj Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 26.10.07, 17:24
                  nioszka napisała:

                  > hyh Agnieszko z tymi datami to chodziło mi o termin ukazania się
                  > kolejnych dzieł :D

                  Za dużo byś chciała wiedzieć ;-D
    • zieleniack Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 26.10.07, 15:35
      na razie nie planuje, za drogie to na moja studencka kieszen. Na
      pewno przejrze sobie w empiku, moze poprosze kogos, aby mi kupil na
      Gwiazdke.
    • marzena19791 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 26.10.07, 18:00
      Właśnie kupiłam w księgarni Bellony i cieszę się jak głupia ;) Teraz nic, tylko
      coś dobrego do picia i oddaję się lekturze. Chociaż- po pobieżnym przejrzeniu
      książki- odniosłam wrażenie, że to coś pomiędzy "Łasuchem" a "Całuskami".
    • nighthrill Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 27.10.07, 16:25
      Byłam, przejrzałam...i wyszłam z "Doliną Muminków w listopadzie".
      Absolutnie mi się nie widzi ta nowa książka - ogromny druk, mało na
      stronie, wielkie marginesy, co chwila przepis lub ilustracja...gdyby
      zebrać ten tekst w normalnym formacie w wordzie to ze 20 stron by
      może wyszło. Treść taka sobie - o wigilii, o tym, jka zrobić aniołka
      ( jest rozrysowane jak wyciąć itp.), przepis na piernik, na barszcz
      chyba...chciałabym to przeczytać, mieć niekoniecznie, więc nie
      kupiłam.
      Poza tym autorka zwraca się do czytelniczek-nastolatek, czyli target
      określony na wstępie ( typu " w waszej szkole pewnie już zrobiono
      mikołajkowe losowanie"). O bohaterach Jeżycjady chyba ani słówka.
      • agnieszka_azj Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 27.10.07, 17:30
        nighthrill napisała:
        > Poza tym autorka zwraca się do czytelniczek-nastolatek, czyli
        target
        > określony na wstępie ( typu " w waszej szkole pewnie już zrobiono
        > mikołajkowe losowanie").

        No własnie - z tymi Mikołajkami...
        MM pisze:W waszej szkole, oczywiście wylosowano już, kto komu daje
        prezenty z okazji tak zwanych "mikołajek" (nazwa, zapewne,
        symetryczna do "walentynek" ?) No, niech będą i "mikołajki".

        Zdziawiłam się, że MM nie znała tej nazwy. Nie wiem jak w Poznaniu,
        ale w mojej warszawskiej szkole robiliśmy sobie prezenty na
        mikołajki już w latach siedemdziesiątych, kiedy nikt jeszcze nie
        śnił o walentynkach.
        • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 27.10.07, 17:34
          Przelicytuję - najwcześniejsze szkolne "mikołajki" pamiętam (wstyd
          się przyznać) z roku 1967.
          Ale może teraz "mikolajki" sa niedostatecznie katolickie???
          • agnieszka_azj Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 27.10.07, 17:37
            Nie - tu chodzi li i jedynie o nazwę.
            Sama MM przy tej okazji opisuje prezenty i całą obrzędowość
            związaną z 6 grudnia u niej w domu. Razem z (jednym z wielu)
            wieszykiem autorstwa Mamy, który tradycyjnie też znajdowała w bucie.
            • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 27.10.07, 18:12
              No rzeczywiscie - ale może w Poznaniu nie ma "mikołajek"? Tylko to
              taki znany termin, ze pisarz, zajmujacy się liteatura mlodziezową,
              powinien go znać.
              • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 27.10.07, 18:28
                Są w Poznaniu "mikołajki"-osobiscie to obchodziłam od dziecka,no może pod hasłem:"Mikołaj":) Może o to chodzi.Ale termin "mikołajki" znany mi był już w szkole podstawowej a chadzałam do niej w latach osiemdziesiątych:)

                Chociaz ja w samym Poznaniu nie mieszkam tylko w tzw.regionie:)
                • nighthrill Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 27.10.07, 18:32
                  Chyba nie chodzi o to, że autorka terminu nie znała, bo znała na
                  pewno. Tylko dziwne jest, moim zdaniem, że uznała go za nowy a
                  mikołajki za nowomodne święto, na wzór walentynek.
                  Jak ona w ogóle w książce w takim razie określa dawanie prezentów na
                  6-go grudnia?
                  • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 27.10.07, 18:40
                    Sprawdziłam w "Kłamczusze"-tam przeciez MM opisywała jak do Tomci i Romci przychodzi Mikołaj.Dokładnie jest napisane ,ze "tej nocy po miescie grasował Mikołaj"-nie ma osobnego terminu.

                    U nas tez się mówi: "Mikołaj" albo "przychodzi Mikołaj". Można dostac cos "od Mikołaja" lub "na Mikołaja"-pewnie o to autorce chodziło i w samym miescie Poznaniu jest albo było podobnie.
                    • nighthrill Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 27.10.07, 18:45
                      No, ja też właściwie mówię o prezentach " na mikołaja", a nie "na
                      mikołajki". Ale ta typowo szkolna impreza z losowaniem, to się
                      jednak chyba "mikołajki" nazywa...i nie jest to nowy termin. Nie
                      mogę dojść co autorkę w tym słowie razi.
                      • nchyb Mikołajki, Andrzejki, Katarzynki a Walentynki... 28.10.07, 11:45
                        w szczecińskich szkołach Mikolajkami zwano te imprezy już na
                        przełomie lat 70/80. Może i wcześniej, ale tego to już nie
                        pamiętam :-)
                        I w tych latach na pewno nie mialo to związku z nieznanymi jeszcze w
                        Polsce Walentynkami. Bardziej stawiałabym na podobieństwo nazewnicze
                        do popuarnych Andrzejek i odchodzących już wtedy w niepamięć
                        Katarzynek.
                        Być może pani M. nie słyszała też o Andrzejkach, może i Katarzynki
                        jej nic nie mówią. Ale ja w to nie wierzę. I też nie wiem i nie
                        rozumiem, dlaczego sądzi, że mikołajki bliższe walentynkom niż
                        naszym rodzimym katarzynkowo-andrzejowym zwyczajom...
                    • emae Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 30.10.07, 11:34
                      Ej, ej, powoli! Tam grasuje Gwiazdor. Mikołaj wtedy, zdaje się,
                      siedział za poglądy ;)

                      Co do "mikołajek". Wydaje mi się, że Pani Musierowicz nie dziwi się
                      tutaj nieznanemu terminowi, tylko trochę podśmiewa się z nazwy
                      potocznej. Mikołajki, walentynki, brakuje jeszcze sylwesterków i
                      haloweenków :)
                      • hella_79 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 30.10.07, 12:16
                        Gwiazdor, jak sama nazwa wskazuje, przychodzi na Gwiazdke :D
                        natomiast św. Mikołaj wizytuje Poznań 6.XII - i u mnie mówiło się o dostawaniu prezentów "na Mikołaja", mikołajek jako takich chyba nie słyszałam, ale piszę chyba, bo głowy nie dam, ze nie mówiłam w szkole na tę impreze "mikołajki".

                        ale mnie co innego zaintrygowało - co to są katarzynki???
                        • nioszka Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 30.10.07, 12:37
                          coś jak andrzejki, tylko dla facetów :)
                          wikipedia : pl.wikipedia.org/wiki/Katarzynki
                          znaczy, ja tego nie znałam, żeby być szczerą :D
                          • uccello Katarzynki 30.10.07, 13:07
                            Cnotliwy kawaler miał szansę ujrzeć przyszłą żonę we śnie, kiedy
                            przed położeniem się do łóżka (oczywiście w noc z 24 na 25
                            listopada) wytarł się dziewczęcą koszulą, ew. spał w niej,albo
                            włożył sobie tę koszulkę pod prześcieradło.
                            Inne wróżby podobne były do Andrzejkowych- jeśli ucięta w Katarzynki
                            gałązka wiśni zakwitła w Święta Bożego Narodzenia chłopak mogł sę
                            spodziewać szczęścia w miłości.Tzn. zaraz, zaraz -ślubu i wesela z
                            wymarzoną panną mógł się spodziewać.
                      • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 30.10.07, 15:55
                        Grasuje Mikołaj.Na pewno:)

                        U nas 6 grudnia prezenty przynosi Mikołaj a Gwiazdor na Gwiazdkę.

                        Poza tym jak Mikołaj mógł siedzieć jak on czerwony?:)))
                        • ginestra Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 30.10.07, 16:34
                          Właśnie :))
                      • tygrys2112 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 11.11.07, 23:01
                        Żeby rozwiać wątpliwości :)
                        W Poznaniu 6 geudnia przychodzi Mikołaj, a w Wigilię Gwiazdor! Niby
                        ta sama osoba, ale zawsze mówi się o niej inaczej. Gwiazdora w życiu
                        nie nazwę Mikołajem. :) Ot, przyzwyczajenie i tradycja, po prostu.
              • sherman-doberman Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 22.11.07, 19:31
                Muszą być, Może pod inną nazwą. ale. jak ktoś wspomniał. były już
                opisane z Romą i Tomciem, Poznań był w zaborze pruskim. wiele
                obyczajów ponemickich zostało. Mikołajki były od praczasów
                obchodzone w Niemczech - właśnie z wkładaniem drobiazgów do butów.
                uprzednio pracowicie przez dzieci wyczyszcznoych. Pochodzę z
                mieszanej rodziny i zyczaj ten znam od dzieciństwa, które datuje ż
                wstyd się przyzna -aż na 50 lat temu.I w warszawskiej podstawówóce
                też się w to bawiliśmy.
                A zwyczaj, jak widać niezbyt katolicki, bo Niemcy jednak w dużej
                mierze luterańskie, Kościół katolicki zaś jakiś niedawny czas temu
                unieważnił świętość świętego Mikołaja.
    • ginestra Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 31.10.07, 09:24
      Ja też już oglądałam tę nową książkę - wczoraj. Moje uczucia są trochę mieszane,
      ale po kolei.

      Tak jak pisałyście jest ładna twarda oprawa, duży druk, w środku dużo
      ilustracji, przepisów, wierszy oraz są cytaty w ramce: słowa różnych pisarzy,
      myślicieli itp. wiążące się z treścią przekazywaną przez panią MM. Są też jej
      własne wspomnienia związane ze świętami, osobami z jej rodziny (np. o wujku,
      który był pszczelarzem) itp. Plusem jest to, że książkę czyta się niesamowicie
      gładko pod względem "przechodzenia jednej myśli w drugą", słowa są jakoś tak
      dobrane, że wyczuwa się, że skierowane są do młodej osoby przez starszą, która
      przekazuje jej swoje doświadczenia, ale ma się wrażenie, że przekazane jest to
      słowami dobranymi tak, żeby były piękne (celowo), ale jednocześnie proste (choć
      nie proste z uwagi na prostotę myślową adresata). Trudno mi to ująć, ale jest to
      inny trochę styl niż w powieściach. Ogólnie książka jest sympatyczna. Natomiast
      te mieszane uczucia mam w odniesieniu (choć nie czytałam całej książki, tylko
      przekartkowałam) do treści. Natrafiłam na fragment o tym, że w wielu domach w
      święta ludzie się kłócą, są pobudzeni i nieprzyjemni dla bliskich, nie potrafią
      poczuć radości świąt i tego co w nich najważniejsze czyli doświadczania miłości
      i dzielenia się nią. No i Autorka przedstawia to tak, że dzieje się tak dlatego,
      że są to ludzie, którzy jakby "mają coś na sumieniu", kogoś skrzywdzili lub
      zdradzili siebie, jednym słowem "sprzeniewierzyli się Miłości" (cytat dosłowny)
      i teraz kiedy w Święta ta Miłość przychodzi, to oni stają po stronie jej wrogów,
      bo nie chcą jej przyjąć i są źli na cały świat. Nie chcą, żeby im ktoś podał
      rękę, ale gdyby przyjęli tę podaną rękę, to wszystko by się zmieniło, zaczęliby
      doświadczać miłości. Otóż ja mam wrażenie, że jeśli nawet jest w tym coś z
      prawdy, to jakoś mi się to niemiło czytało w takim sensie, że nie jest to cała
      prawda. I nie spodobało mi się przedstawianie tego młodym czytelnikom jako
      takiego wyjaśnienia, z pozycji osoby "która wie". Odczułam to jako coś
      nieuczciwego.
      No bo przecież jest bardzo wielu ludzi, którzy w Święta są poddenerwowani, nie
      lubią Świąt, odczuwają całą tę świąteczną atmosferę panującą wokół od początku
      listopada (te kolędy w sklepach, dekoracje, te pytania: co robisz w Święta,
      życzenia, te wszystkie artykuły w pisemkach, programy w TV itp.) jako prawdziwą
      torturę, nie chcą też być zapraszani, bo może nie czują się na siłach
      uczestniczyć w tej "radości Świąt", boli ich ona (najchętniej zapadliby w sen
      zimowy od listopada do stycznia po Nowym Roku) - jednym słowem są ludzie dość
      niemiło nastawieni do Świąt i do otoczenia w tym czasie, ale niekoniecznie
      dlatego, że sprzeniewierzyli się Miłości, tylko z innych powodów. Wiadomo, że
      dla każdego człowieka lepiej jest choćby się minimalnie otworzyć na innych,
      uczyć przyjmować coś od innych i odkryć, że ktoś chce coś przyjąć też od nich -
      to wnosi dużo dobra i jakoś też leczy. Ale czasem Święta dla kogoś, kto jest w
      takim punkcie, że doświadcza dużego osobistego cierpienia, samotności itp. są
      takim momentem, że ten nakaz żeby nagle radował się, uczestniczył w tym dawaniu
      i przyjmowaniu itp. może być ponad siły. Ludzie różnie reagują, są więc i tacy,
      którzy odpychają innych, nie wiedzą jak się odnaleźć i z tego powodu są w
      stresie, wybuchają itp. Nie mówię, żeby usprawiedliwiać ranienie innych
      czymkolwiek, ale chodzi o to, że - według mnie - jest to bardzo złożona sprawa i
      takie stawianie sprawy, że ktoś "nie lubi świąt = jest złym człowiekiem"
      (niemalże) - jest trochę krzywdzące.
      Pozdrawiam
      • onion68 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 31.10.07, 12:43
        Jest więc gorzej niż myślałam, chociaż z przytoczonej treści wynika, że to ze
        mną jest źle ;-) Niestety, jestem jedną z tych osób, którym nie do końca i nie
        zawsze wychodzi przygotowywanie się do świąt z uśmiechem na ustach, łezką
        wzruszenia w oku, etc., etc. I nie chciałabym, aby moja rodzina wzięła sobie do
        serca zaprezentowaną przez MM psychologię - bo nie skrzywdziłam nikogo, nikt
        mnie nie skrzywdził, niczego nie odrzuciłam, a swoją rodzinę bardzo lubię. Po
        prostu wyzwania i napięcie związane z tym, że chce się coraz lepiej (wysprzątać,
        nagotować oraz nawet wyglądać - z czym w moim wieku może być coraz trudniej ;)
        powodują, że czasami jakaś tam irytacja się ujawnia. Dodajcie do tego jeszcze
        mojego męża, który od kilku lat w dzień wigilii (tak, właśnie wtedy) musi
        wykonywać wszystkie drobne naprawy z całego roku - bo na święta przecież musi
        być zrobione (dla mnie tam mogłoby zostawać, jak przez resztę roku). A
        ślamazarne poczynania moich dzieci w kuchni wyprowadzają mnie z równowagi już po
        pierwszych pięciu minutach ;-) Wiem, że sama jestem sobie winna, ale ta cała
        zacytowana przez Ginestrę psychologia to chyba w wielu przypadkach nadinterpretacja.
        Jedną ze scen, która wywiera na mnie wielkie wrażenie (oraz niedowierzanie)
        jest ta, gdzie panie Borejko przed przyjęciem weselnym w mieszkaniu
        jedzą_bez_pośpiechu śniadanie.
      • lacitadelle Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 31.10.07, 13:51
        Kiedy byłam mała, moi Rodzice często kłócili się przy okazji przedświątecznych
        przygotowań. Wiem, dlaczego tak było i z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że
        z zupełnie innych niż wymienione przez p. Musierowicz powodów. Myślę, że
        przedstawiony przez nią pogląd jest bardzo krzywdzący i mam nadzieję, że
        młodzież nie weźmie tego do siebie.
        • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 31.10.07, 15:06
          Tez przeczytalam wstęp, w ktorym jest to zdanie - i az mnie
          odrzuciło. Dwoma palcami, z obrzydzeniem odstawilam książkę na
          półke - i jej nie kupię.
          Pani Musierowicz ma jedyny słuszny przepis na obchodzenie świąt - i
          co więcej tłumaczy nastoletnim czytelnikom, że albo tak jak ona,
          wspaniala i pelna miłości- albo źle. Ile dwunasto-trzynastolatek
          bedzie mialo zmarnowane, ot takie sobie, zwykłe święta, gdzie mama
          raz się zezłosci, ze tata zapomnial kupić majonez, a tata westchnie
          z ulgą, ze tesciowa już wyszła? Ile osób uzna swoją rodzinę i
          rodziców za niedobrych, pozbawionych miłosci, bo akurat ta rodzina
          za świętami wcale nie przepada, a spędow rodzinnych wrecz nienawidzi?
          Pisanie wprost nastolatkom, ze ich rodzina jest zła, ze postępuje
          niewlasciwie ,bo niezgodnie z wydumanym i idealistycznym wzorcem(a
          takie okaze sie pewnie z 80% rodzin) to bardzo zly świąteczny
          prezent.
          Pozbawiony miłości.
          • croyance Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 07.11.07, 12:50
            A pamietasz, jak Ewa plakala u bodajze Borejkowej (a moze
            Lewandowskiej), ze nie umie kochac/porozumiec sie z corka, a ta
            burknela (sic!): kochac nie umie! to sie naucz, i to szybko!
            Zawsze mi sie to wydawalo takie ... chamskie. Poza tym, tez mi rada
            dla osoby z takim problemem.
            To jak dialog:
            jestem alkoholikiem - to przestan pic, i to juz!
      • elwinga Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 31.10.07, 15:51

        > zdradzili siebie, jednym słowem "sprzeniewierzyli się Miłości" (cytat dosłowny)
        > i teraz kiedy w Święta ta Miłość przychodzi, to oni stają po stronie jej wrogów


        Dawno temu w Kabarecie Pod Egidą mawiali: jakbym nie wiedział, że głupota, tobym
        myślał, że prowokacja...
        • recherche Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 14:05
          Tak tutaj weszłam, pełna miłych wrażeń po lekturze "Na Gwiazdkę", a tu we mnie
          uderzyła taka fala niechęci, czy wręcz nieżyczliwości, że aż mi sie odechciało...
          A co mnie najbardziej zdziwiło, to że większość z was w ogóle książki nie
          czytała, a mimo to ją równo zjeżdża. Niesamowite.

          A ja ją czytałam, i uważam że to bardzo przyjemna i ciepła książka, z fajnymi
          anegdotkami, przy których można się pośmiać, i z odrobiną refleksji. Takie
          połączenie "Łasucha" z "Tym razem serio". Szczerze mówiąc wydaje mi się, że
          trzeba naprawdę złej woli, żeby się czepiać zdań wyrwanych z kontekstu i
          przypisywać im nie wiadomo jakie znaczenie. MM nigdzie nie pisze, że czymś
          strasznym i godnym potępienia jest pokłócić się o to, kto wyniesie śmieci przed
          Wigilią, albo że należy udawać przed samym sobą, że się kocha teściową. Ja to
          odbieram tak, że dobrze jest mieć dobre nastawienie do świąt jako takich. Trudno
          chyba udawać, że Boże Narodzenie nie jest świętem religijnym, i że nie posiada
          całego religijnego podkładu. W tym sensie, kto się odwraca od świąt (tzn. nie
          widzi ich właściwego sensu, bo np. nie chce, nie lubi, dla niego to tylko
          rodzinny spęd i nudne stare ciotki), ten się odwraca od tej Miłości (czyli
          narodzonego Boga), o której jest mowa we wstępie. Tak ja to rozumiem. Dla mnie
          nie ma tu nic bulwersującego, wręcz przeciwnie, to dla mnie sprawa zupełnie
          oczywista. I nie trzeba być zdewociałą fanką radia Maryja, żeby uznać to
          podejście za normalne .

          Poza tym dobrze jest przeczytać całą książkę, zanim się zacznie o niej wypowiadać...
          • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 15:32
            Hm, to może nalezaloby na wstepie napisać "tylko dla katolikow"? Bo
            sporo osób, choc formalnie należących do kościoła katolickiego swiąt
            juz nie odczuwa jako religijnych - jest to pewien zwyczaj, święto,
            ktore obchodza w Polsce i wierzacy i niewierzący. Kazdy ma prawo
            obchodzić Boze Narodzenie jak uwaza za stosowne, takze bez
            religijnego podkładu.
            A nawet dla osób wierzacych - ostatecznie nie ma przykkazania
            lubienia świat. Tymczasem tu mamy bardzo wyraźne wartościowanie -
            dla kogo świeta to tylko rodzinny spęd, ten jest gorszym człowiekiem.
            Książkę przeczytałam - ot, takie sobie opowiadanie o obchodzeniu
            świąt, nieźle sie czytające. Ale wstep dla mnie psuje wszystko.
            • recherche Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 17:00
              >>>Kazdy ma prawo
              obchodzić Boze Narodzenie jak uwaza za stosowne, takze bez
              religijnego podkładu.

              Oczywiście - podobnie, jak każdy może o nim pisać jak uważa za stosowne - z
              religijnym podkładem lub bez niego.


              > i teraz kiedy w Święta ta Miłość przychodzi, to oni stają po
              > stronie jej wrogów

              Nie mam teraz książki pod ręką, ale o ile dobrze pamiętam, chodziło tam o
              symboliczny podział na Miłość i jej odwiecznego wroga, na dobro i zło.
              • emae Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 05.11.07, 10:30
                Ostatnio jakoś źle mi się kojarzy stawanie po stronie, dzielenie się
                na strony... Jakoś politycznie.
                • tygrys2112 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 11.11.07, 23:06
                  W ogóle za dużo tego dzielenia się na strony. A co jeśli chce się
                  ustawić pomiędzy stronami, bo żadne mu nie pasuje?
            • croyance Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 19:31
              Ja to w ogole robie sie podejrzliwa, jak ktos zaczyna pisac milosc,
              nadzieje, wiare i ojczyzne z duzej litery.
              Uwazam to osobiscie za pretensjonalne; o rzeczach waznych mozna
              mowic normalnym jezykiem, bez jakiejs dziwnej nomenklatury i
              wygibasow.
              'Sprzeniewierzenie sie Milosci'- no dajcie spokoj. Jak z broszurki
              propagandowej.
              • dakota77 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 19:42
                Racja, Croynce, w pelni sie zgadzam.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Po stronie jej wrogów 01.11.07, 16:43
        Ginestra:

        > i teraz kiedy w Święta ta Miłość przychodzi, to oni stają po
        > stronie jej wrogów

        Takie dzielenie ludzi na przyjaciół i wrogów czegoś - to mi coś przypomina...

        A propos, ciekawa jestem jak pani Musierowicz opisze w nowej książce ostatnie
        dwulecie rządów PiS. Znając jej skłonność do wtrętów z aktualnościami, czuję, że
        coś może chlapnąć na ten temat... ;-)
        • verdana Re: Po stronie jej wrogów 01.11.07, 17:17
          O, to, to... dzielenie - i to na powiedziabym wątłej postawie. Nie
          lubie swiąt - jestem wrogiem Milosci? A dlaczegoz to???

          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • ginestra Re: Po stronie jej wrogów 01.11.07, 18:11
          Witajcie,
          ja może powiem jeszcze raz od siebie skąd te moje mieszane uczucia, jak się
          wyraziłam, wobec tej myśli zawartej we wstępie, o którą chodzi. Powiem jeszcze,
          że nie wyrwałam nic z kontekstu, bo ta przytoczona myśl była od początku do
          końca całością, wręcz tezą, na której opiera się cała książka wzywająca właśnie
          do odpowiedzenia na Miłość i dzielenia się nią.

          Uczucia moje są "mieszane", a więc jest i przyjęcie przeze mnie faktu, że
          zapewne pani MM miała dobrą wolę i chciała napisać coś krzepiącego i budującego
          oraz przekazać pewną prawdę o Miłości, jak i jest to, że uważam, że nie jest to
          pełna prawda oraz, że na specyficznym terenie jakim jest, nazwijmy to umownie,
          serce człowieka, należy poruszać się bardzo ostrożnie.

          Mnie osobiście zabolała kategoryczność tego stwierdzenia, że ludzie, którzy
          podczas Świąt są zamknięci na radość, na dzielenie się nią, odpychają innych czy
          ranią ich to (ewidentnie) ludzie, którzy zrobili coś ___złego___, zrobili coś
          wbrew Miłości - czy to komuś czy to zdradzili siebie - i teraz nie mogą jej
          odczuwać. Ja się z tym nie zgadzam po pierwsze merytorycznie, a po drugie nie
          zgadzam się z jakąkolwiek postawą, w której ktoś stawia siebie ponad innymi, a
          ten wstęp to implikował, bo pisany był w takim duchu, że Autorka i wielu znanych
          jej ludzi (a w domyśle też adresaci książki) jakoś potrafią cieszyć się
          Świętami, nie sprzeniewierzyli się Miłości (w odróżnieniu do tych innych).

          Co do sensu merytorycznego, to bardziej prawdziwe byłoby już, moim zdaniem,
          powiedzieć, że ludzie, którzy nie potrafią w Święta otworzyć się na Miłość to
          tacy ludzie, którzy zostali skrzywdzeni i ta krzywda była tak duża, że
          nadwerężyła w nich wiarę w miłość, zaufanie do ludzi oraz poczucie własnej
          wartości, godności. Ale to już jest wchodzenie na teren trochę poważniejszy niż
          zwykłe przedświąteczne kłótnie wśród kochających się ludzi, spowodowane po
          prostu przedświątecznym rozgardiaszem i stresem. Ludzie, o których wspomniałam
          dwa zdania wyżej to raczej ludzie, którzy w Święta doświadczają takiego poczucia
          (nierzadko nie dopuszczanego do świadomości, choć ich "serce" to czuje), że są
          nic nie warci (czasem starają się to zagłuszyć na przykład alkoholem lub agresją
          wobec innych) albo są ludzie, którzy na daną chwilę nie mogą czegoś komuś
          wybaczyć albo po prostu są bardzo czymś załamani, opuszczeni, upokorzeni biedą -
          dużo, dużo jest przyczyn. Ci "awanturujący się" często nie rozumieją, nie widzą
          źródła swojego bólu i złości, tylko czują jakieś zagubienie, jakiś rozlany
          dyskomfort, który na co dzień jest znośny i daje się utrzymać w ryzach, a
          nabiera na sile dopiero skonfrontowany z tym przedświątecznym radosnym
          podnieceniem panującym wokół, z tym dobrostanem innych ludzi biegających z
          choinkami, prezentami, radujących się itp. To nie jest do zniesienia na każdą
          psychikę, ludzie są różni. Również wielu ludzi ma problem z bliskością nawet
          wobec żony, męża czy innych domowników, boją się bliskości (nie zawsze ze
          świadomej, złej woli - skoro jest to lęk), a Świąteczny obrządek zakładający tę
          bliskość wprawia ich w panikę i podświadomie oni tę bliskość burzą jeszcze
          "przed". I wiele innych jest przecież sytuacji.

          Teza naszej Autorki jest też niedobra o tyle, że przecież bardzo często obecnie
          jest tak, że na przykład w rodzinie miał miejsce rozwód i na przykład kiedy
          nadchodzą Święta, to jest to czas dla tej osoby, która jeszcze na przykład wciąż
          nie może sobie z tym rozpadem rodziny poradzić, bardzo trudny. Czasem ta osoba
          może i chce znosić czas przygotowań spokojnie i łagodnie, ale gdzieś w środku
          wolałaby, żeby świąt nie było. To cierpienie, żal, stres i inne rzeczy dają o
          sobie znać mimo tego starania i bardzo często bywa, że dużo skrywanej złości i
          buntu właśnie dochodzi wtedy do głosu - ta osoba nie może sobie znaleźć miejsca,
          wybucha, kłóci się czy odpycha. (To może być na przykład mama młodych
          czytelniczek) I na dokładkę czyta ona (lub jej dzieci), że to dlatego, że
          "sprzeniewierzyła się Miłości", że widocznie zdradziła kogoś albo siebie itp. I
          to są słowa bardzo ciężkie i bardzo bolesne - i nie muszą być prawdziwe w jej
          przypadku. I jest niebezpieczeństwo, że ta osoba może w te słowa nawet
          uwierzyć(jeśli jest refleksyjna i widzi, że na przykład rozpad małżeństwa to
          sprawa obydwu stron i widzi też swój kawałek, to może myśleć, że faktycznie
          gdyby więcej miała miłości, to może on by z nią był, że __ona__ jest zła, że
          przegrała na przykład z inną kobietą, która __widocznie__ miała tej miłości
          więcej itp.)

          Albo - wielu ludzi samotnych w Święta czuje się źle i też doświadcza złości i
          frustracji, a nie znaczy to, że tak jest, bo są "wrogami Miłości".

          Na pewno nie potraktowałam tematu wyczerpująco, to było tylko kilka przykładów.
          Chodzi mi jedynie o to, że niedobrze jest ferować łatwo wyroki, zwłaszcza w
          sprawach ludzkich uczuć i losów. I uważam, że nigdy nie powinno się stawiać nad
          kimś - i jeśli się na tym łapiemy, bo człowiek jest niedoskonały i czasem się
          stawia nad innymi, to warto się czym prędzej z takiego myślenia wycofać.

          A o książce pisałam też ogólnie w pozytywach w pierwszej części wypowiedzi, nie
          żebym ją przekreślała.

          Pozdrawiam
          • ginestra Re: Po stronie jej wrogów 01.11.07, 18:18
            Dla uzupełnienia: nie przekreślam ksiązki, ale nie kupię jej, za bardzo we mnie
            te słowa o "wrogach Miłości" rezonują (negatywnie).
            Również bym wolała (jak Hanuszka czy Verdana), żeby nikt nie dzielił ludzi,
            zwłaszcza na podstawie tak bardzo intymnej sprawy jaką są uczucia.
            Pozdrawiam!
            • sevilay Re: Po stronie jej wrogów 01.11.07, 18:56
              Tak, zgadzam się z Ginestra i Verdaną. Co prawda ksiązki nie czytalam więc odnoszę się tylko do tego co napisały poprzedniczki.

              W większosci domów przed swiętami panuje trochę nerwowa atmosfera-bo to czegoś zapomnano kupic,któs czegóś nie zrobił itd.

              Zdarza się też ,że ktoś nie lubi Świąt-jego prawo-wyobraźcie sobie samotnego człowieka,który wie,że nikt do niego na Świeta nie przyjdzie,nikt go nie zaprosi( może by go zaprosili ale ludziom jest na ogół wstyd się przyzanć do tego,ze w święta będą sami)i co,wolno mu nie lubić Świąt?

              Albo ktos organizuje spęd rodzinny,dwadzieścia osób przy stole plus teściowa-nie będzie nerwowo warczał na wszystkich.
              Perspektywa spotkania ze stadem złośliwych ciotek-i takie się zdarzają-też nie jest zbyt zachwycająca.

              A poza tym ja to muszę być strasznie złym człowiekiem bo mi zawsze w Święta smutno:)z tego wniosek,że żła jestem jak Lord Vader(Wader? - czy jak mu tam było,wybaczcie ale nie pamietam jak się ta stwora nazywała).


              A co z moim mężem -najlepszym człowiekiem jakiego znam-według tej teorii?
              • verdana Re: Po stronie jej wrogów 01.11.07, 20:10
                Eh, jak daleko odeszła MM od moich ukochanych Żaczków, którzy w
                związku z pamiętnym wydarzeniem z myszą Wigilię spędzili raczej w
                ponurym nastroju.
                I obowiazkowa "Miłość" od święta to wybaczcie, nie z rodziną
                Żaczków, ale Dulskich mi się kojarzy.
                • sevilay Re: Po stronie jej wrogów 01.11.07, 20:28
                  Bo widzisz Verdano-Żakowie poniekąd mieli coś na sumieniu:)Tą mysz własnie:) I dlatego nastroj mieli nie całkiem wesoły-wszystko się zgadza:)))))
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Po stronie jej wrogów 01.11.07, 20:30
            Ginestra:

            > Mnie osobiście zabolała kategoryczność tego stwierdzenia, że
            > ludzie, którzy podczas Świąt są zamknięci na radość, na dzielenie
            > się nią, odpychają innych czy ranią ich to (ewidentnie) ludzie,
            > którzy zrobili coś ___złego___, zrobili coś wbrew Miłości - czy to
            > komuś czy to zdradzili siebie - i teraz nie mogą jej odczuwać.

            Według mnie Musierowicz miała zalążki tego typu poglądów już od początku. Tylko
            jej się pogłębiło na starość. Pamiętam kilka motywów z Jeżycjady, gdzie
            bohaterka która miała problemy np. chorobliwą nieśmiałość lub kompleksy lub
            kłopoty rodzinne - i spotykała się z jedynie słuszną poradą jakiegoś autorytetu,
            która brzmiała mniej więcej tak: "Nie zasłaniaj się twoimi problemami, tylko
            sama okaż miłość, bo inaczej jesteś tchórzem". Może nie oddaję tego przesłania
            dosłownie, ale przesłanie było takie, że jeśli bohaterka sobie nie radzi ze
            swoimi stosunkami międzyludzkimi, to jest jedynie jej wina.
            Z taką "poradą" spotkała się i Ida, i Kreska, i Aurelia, i chyba Bebe... O! no i
            przecież mama Aurelii - to chyba najwyraźniejszy przykład.

            W każdym razie, nawet jeśli to przesłanie bywało zawoalowane, nieodmiennie mnie
            raziło. Wyczuwałam w nim fałsz, a nawet szkodliwość. Przecież to czyta młodzież,
            ludzie mający przeróżne problemy w wieku dojrzewania. Nieraz naprawdę poważne,
            czy to w rodzinie, czy w szkole, czy z własną osobowością. Wielu młodych ludzi
            cierpi na kompleksy, nerwice, depresje. Zwłaszcza tacy sięgają po książki
            "pocieszające", jakimi z pozoru mają być książki Musierowicz. Ale największym
            problemem takich ludzi jest, że nawet jeśli chcą okazać swoje uczucia innym, to
            nie potrafią. Niezwykle ciężko jest coś takiego przezwyciężyć. I tylko ktoś
            pozbawiony empatii może uważać, że jest to zaledwie proste tchórzostwo.
    • regndronning Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 20:37
      Mąż mi kupił... niestety.. teraz jest smutny, bo myślał, że zrobi mi
      przyjemność a ja się wybzdyczam przy każdym sięgnięciu... w
      najbliższym czasie zrobię listę "złotych myśli" Pani M. - czysta
      propaganda, niestety, aż zgrzytam zębami.. tendecyjność non stop i
      pouczanie, jakby jej książki czytały tylko dzieci z ochronek, które
      nie mają normalnych rodzin...
      anyway, zgadzam się w 10000% z Verdaną....
      lista potknięć wkrótce (mam książkę i przeczytałam więc chyba mogę
      sie wypowiadać, heh?)
      • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 20:45
        Ja przeczytałam pobieżnie, w EMPiku, ale mam jeszcze jedeno pytanie.
        Czy może istnec "świąteczna Miłość". Tzn "droga teściowo, dziś Pan
        zawitał do naszych serc, to kocham Cię całym sercem, możesz usiąść
        przy mym stole i nawet wziąć dokładkę kutii, ale na szczęście we
        wtorek będzie po świętach, i po Miłości." Większa miłość to ta, co
        wzdycha i narzeka, ze teściowa całą Wigilię psuje, ale jak tesciowa
        jest chora, to się ja bierze do domu i pielegnuje tygodniami. Może
        bez sztandarowej miłosci, tylko co z tego?
        Przykład z rodziny wzięty.
        Nie, drodzi panstwo - tak może dzialac dobroczynność, litość, a nie
        miłość. O miłosci od święta nie ma mowy.
        • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 20:49
          O, to,to Verdano.Masz rację-co jest warta taka "miłość okazjonalna"?

          Kto jest lepszy-ten co się w Świeta "raduje" a zaraz po nich bliźniego gnębi czy ten co w Wigilię powarczy a resztę roku zyje jak miłosierny Samarytanin?
      • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 20:46
        Trochę to nie na temat-ale coraz częsciej się zastanawiam co by było gdyby MM opisała moja rodzinę-dobrzy bysmy byli czy źli?


        A taki Helmut i Familia? Jak święta obchodzą?
        • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 20:56
          No, ja obchodzę świeta, jak Pan Bóg, czy też MM nakazał/a. Obchodzę
          je tak dzieki matce, która Boże Nardzodzenie obchodziła pierwszy raz
          po ślubie - w dzieciństwie jej rodzina nie obchodziła żadnych(!!!)
          świąt, procz rodzinnych.
          I teraz zastanawiam się - jak pani MM przyjęłaby lepienie pierogów
          przy dźwiękach kolęd, choinke obowiazkowo do sufitu, dzielenie się
          oplatkiem, postną Wigilię z tradycyjnych wyłacznie dań (nie dla nas
          nowe zalecenia Koscioła!) w rodzinie, w ktorej na Wigilii obecni są
          ateisci, protestant, katolicy - a do tego wszyscy to Żydzi?
          W ktorej ta Milość na wigilie raczej jest, ale Boga - raczej nie ma?
          • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 21:05
            No własnie:) A ja mam muzułmanów na Wigilii:) I co gorsza muzułmańskie święta tez obchodzimy:) No ,moze ja i dzieci bardziej jako obserwatorzy ale jednak:)Bóg jest u nas obecny ale i Allah :)
            • lezbobimbo Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 21:29
              Ech, najlepsza powiesc wigilijna to sie udala MM w Noelce (Zaczkowie!
              Prowizoryczne swieta pod Rondo Kopernika!), ale to nowe dzielo napawa mie
              niejaka zgroza. Nie kupie na pewno, poczekam na straszliwa szwung-Sprezyne in spe!
              • ratyzbona Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 23:05
                Wydaje mi się że ptzyvczyną dla której pani Musierowicz opisuje nam
                wielką Miłość świąteczną jest ta prosta przyczyna że nic mądrego do
                powiedzenia na temat świąt już nie ma ( co miała do powiedzienia to
                opowiedziła bardzo pieknie w Noelce gdzie nie wszyscy byli spokojni
                i przepełnieni miłością w wigilię). Prawdopodobnie wyszła z
                założenia- napiszę o dzieleniu się miłością i dobru które powinno
                towarzyszyć świętom a potem dodam trzy przepisy i będzie książka.
                Niestety w pewnym momencie człowiek powinien zdawać sobie sprawę że
                pisze o jedną książke za dużo. I to jest ta książka.

                A na marginesie - znając nerwowość przygotowań świątecznych
                wszystkie gospodynie domowe mają coś na sumieniu a Verdana z
                pewnością nie ma czystego sumienia ( być może dlatego że wypada
                sprawdzić przed wigilią czy ta dwumetrowa choinka zmieści się w
                stojaku;)
                • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 23:12
                  Po co mam sprawdzać - wiem, ze się nie zmiesci, a Ty jak co roku
                  bedziesz pozyczać siekierke od sąsiadki. Zawsze wzruszał mnie widok
                  slodkiego dziewczatka z siekiera w Wigilię.
                  Lepiej jednka, o ile sobie przypominam, sprawdzić czy jest w ogole w
                  domu stojak, pamietasz?
                  • ratyzbona Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 01.11.07, 23:15
                    Cóż brak stojaka jest mała przeszkodą w obliczu faktu że co roku
                    musimy kuopować nowe lampki choinkowe przy czym nigdy nie wyrzucamy
                    starych co sprawia że mam przgląd postepu technicznego w produkcji
                    lampek choinkowych. A potem przyjdzie babcia i powie że a.) zaraz
                    się zabije b.) mamy nie stółc salaterki od karpia c.) moglibysmy
                    trochę sprzątnąć.
                    Całe szczęście że nie mamy miłości w sercach w tym dniu bo inaczej
                    było by koszmarnie.
                    • ciotka_paszczaka Re: pytanie calkowicie OT 02.11.07, 09:31
                      Czy Ratyzbona to corka Verdany? Tak sie zastanawiam?
                      Coraz z mniejszym zapalem czekam na "Na gwiazdke"; co nie zmienia faktu, ze
                      swieta mam "podwojne" polska wigilie (ale "oszczedna"; nie przemeczam sie); a
                      potem 1 dzien -bez indyka. Moj maz nie lubi, a jedyna osoba, ktora potrafi go na
                      prawde dobrze upiec to moja tesciowa. W zeszlym roku, na swieta (pierwszy dzien)
                      byla ...wolowina! I nikt nie zalowal braku tradycyjnego, protestanckiego indyka
                      (czy innej gesi!).

                      Przy stole, cala rodzina ale chyba MM by nas nie lubila, zamiast o milosci,
                      dyskutowalismy o najnowszych odkryciach zloz gazu i ropy w Szkocji!
                      Moim swiatecznym "wkladem" byl piernik i makowiec, obydwa zniknely w mgnieniu
                      oka. I byly to ktores tam swieta w naszej rodzinie, wielopokoleniowo-wielo
                      kulturowo- wielonarodowosciowej. Udane!
                      pozdrawiam,
                      Anna
                      • verdana Re: pytanie calkowicie OT 02.11.07, 09:46
                        Taaaa jest!
                        Ratyzbona to córka Verdany. Wyrodna, bo wyrodna, ale córka.
                      • sevilay Re: pytanie calkowicie OT 02.11.07, 13:26
                        Pzrepraszam ale tak mi jeszcze przyszło na myśl: czy fakt,że w zeszłym roku obchodziliśmy za jednym zamachem Boże Narodzenie i święto Kurban Bayram by mnie całkiem zdyskwalifikował w oczach MM?:)
                        • uccello Re: pytanie calkowicie OT 02.11.07, 13:37
                          No jasne, chyba już ustaliłyście ,że Pani Musierowicz dyskwalifikuje
                          ateistów i wszystkich ludzi innych wyznań:)
                          • sevilay Re: pytanie calkowicie OT 02.11.07, 13:50
                            A Helmut? Dyspensę ma od autorki:)?
                            • ciotka_paszczaka Re: pytanie calkowicie OT 02.11.07, 15:09
                              sevilay napisała:

                              > A Helmut? Dyspensę ma od autorki:)?
                              Nie on jest potencjalnym materialem do nawrocenia na jedyna sluszna ideologie. A
                              jego potomkowie w tomie 73 Jezycjady; beda sie tlumaczyc przyszlym narzeczonym,
                              ze pra...pra to byl murzyn, ale oni to sa biali na prawde! A to wszystko, z
                              milosci. Brrr...koszmar!
                              zdegustowana,
                              Anna
          • croyance Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 02.11.07, 22:16
            He, rodzina mojego narzeczonego tez obchodzi swieta, a sami Zydzi :-
            ) Co wiecej, zostalam zaproszona na obchody swiateczne do synagogi :-
            ) Bedzie choinka i prezenty :-)hi hi
            • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 02.11.07, 23:10
              O tempora! O mores!
              • croyance Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 03.11.07, 16:14
                Dobre, nie? :-D
    • dakota77 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 02.11.07, 13:56
      Nie jestem pewna czy MM zdaje sobie sprawe, ze rastafarianizm to religia, nie styl ubierania sie;-)
      • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 02.11.07, 20:52
        Wydaje mi się, ze nie zdaje sobie sprawy... Ale jak jeszcze raz
        natknę sie w jej książce na wyraźne podkreslenie, ze ktos jest
        czarny, bez zadnej konicznej potrzeby, to będe gryźć.
        Moja córka (ta z siekierką) przez pół roku opowiadala mi o pewnej
        kolezance, a dopiero po pół roku przypadkowo zorientowalam się, ze
        jest to Wietnamka. Bo dzisiejsza, materialistyczna i zdegenerowana
        mlodzież, w przeciwieństwie do MM, nie bardzo teraz już zwraca
        uwagi na takie drobiazgi.
        • sowca Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 02.11.07, 22:43
          A tak abstrahując od Miłości, podziałów, dyskryminacji ateistów,
          miesiączek itp: zaintrygowała mnie tajemnicza Emilia Kiereś. "Na
          Gwiazdkę" tlyko przejrzałam w Empiku, ale rzuciło mi się w oczy to
          nazwisko juz na perwszej stronie ( "owocna współpraca- Emilia
          Kiereś"), a takze na ostatniej - ta pani ma być współautorką "Silva
          rerum". Tak się zastanawiam: czy to możliwe, żeby chodziło o
          Emilkę,córkę Pani Musierowicz? Jak myślicie?
          • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 02.11.07, 23:09
            Jestem o tym całkowicie przekonana.
            Sama zrobiłam zblizony numer - wiersz mojej córki jest mottem do
            mojej ksiązki. Gorzej, ze w rezenzji z książki pewien znany
            profesor, drań, mnie wytyka jakieś błędy, a o wierszu córki
            pisze "wybitny".
            Wyhodowalam żmiję na własnym łonie.
            • mankencja Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 02.11.07, 23:20
              szkoda, ze ja nie pisze wierszy, poprzedzalyby uczone dzielo o
              ostrym brzuchu (to tata) lub artykuł o stwardnieniu rozsianym (chyba
              w rezonansioe magnetycznym, nie wiem, nie znam sie i niech tak
              zostanie) (to mama)
          • mamalilki Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 02.11.07, 23:39
            Czy my wszyscy czasem nie dajemy sie zwariowac? Zyjemy w kraju, gdzie prawie 100
            % to biali. Czy to cos zlego? Moje dziecko poszlo do przedszkola i pierwsze co
            mi opowiedzialo to ze "murzyniatka" chodza z nia do grupy. I co? Trzyletnia
            rasistka czy dziecko, ktore jak dotad nie mialo okazji poznac nikogo czarnego,
            czerwonego, zielonego czy zoltego?

            A teraz do rzeczy. Ksiazke obejrzalam. Pewnie nie kupie, bo i po co? Gotowac nie
            znosze, od spedow rodzinnych mnie mdli, aniolki kupuje na allegro bo nie mam
            zdolnosci plastycznych.
            To, co piszecie na temat tezy w ksiazce jest moze drazniace, ale wezcie pod
            uwage, ze dla Musierowicz ta jej Milosc, przez duze M zawsze oznaczala cos
            wiecej niz Polakow katolikow przy wigilijnym stole. Zawsze pojawialy sie jakies
            Rumunki, Rosjanin, Amerykanin, towarzystwo spod Ronda (z Wietnamczykami). To ze
            kobiety Borejko wzruszaja sie w trakcie wigilii tez nie jest niczym zdroznym -
            wielu ludzi tak robi. Musierowicz wrecz pozwala swoim bohaterom na wiecej niz
            zwykly czlowiek robi w swieta: Grzegorz odwiedza obca babe, nie troszczac sie co
            robi corka (jak dla mnie, nie do przyjecia), Tomcio palca nie zagina przy
            przygotowaniach bo zarabia forse (w poprawionej wersji powinien chyba
            uczestniczyc w akcji charytatywnej?). Nie wszystko jest takie idealne, chociaz
            klimat, zgadzam sie piernikowo-choinkowy. Dlatego Helmut z rodzina na pewno ma
            choine pod sam sufit i z katolicyzmem, podobnie jak w wielu musierowiczowskich
            domach, nie ma to nic wspolnego. A ten samotny, co to nie ma rodziny, wedlug tej
            wizji powienien byc zaproszony przez jakas wesola rodzinke. My tak zapraszamy
            czasem samotnych znajomych, od razu ciotki sie lepiej zachowuja :-)
            Acha, i to nieprawda ze mlode dziewczatka sie wystrasza, ze jak nie umieja
            okazywac uczuc to sa tchorzami. Dla mnie - zakompleksionej niesmialej nastolatki
            te ksiazki byly stalym zrodlem odwagi zyciowej (cos na zasadzie: jak one moga to
            i ja moge).
            • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 03.11.07, 21:10
              Twoja corka ma trzy lata. Pani MM nieco więcej - i ma oczywiscie
              prawo napisać, ze ktos jest czarny, ale powtarzanie tego przy kazdej
              okazji - to zupelnie co innego. Nie wiem, czy bylabys zachwycona,
              gdyby córka nigdy opowiadając o swoich czarnych kolezankach,
              niezaleznie od kontekstu nie zapomniala dodać, ze sa czarne "a
              czarna Ania dzis wylała zupe", "a czarny Maciek dziś się ze mna
              pokłócil". "czarni grai dzis ze mnąw piłkę" - mam nadzieję, ze po
              pewnym czasie wzbudzilo by to Twoja uwagę.
              przyklady, jakie dajesz poczhodza z "Noelki" - ukochanej książki
              wiekszości osob na tym forum - i to wlasnie nas razi, ze od tej
              Noeli, do dzisiejszej Milosci jakos nam daleko.
              • mamalilki Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 04.11.07, 14:14
                Moze i racja z tymi czarnymi :-) Mnie zezlila ta ksiazka swoja mialkoscia,
                objetoscia i cena, ale moze rzeczywiscie teza jest chybiona. Ja tylko
                postulowalabym sprawiedliwosc w ocenie: Musierowicz nie jest Polka-Katoliczką w
                zlym tego slowa znaczeniu. W kazdym razie nie wynikalo to z Jezycjady. Moze z
                czasem rzeczywiscie te pierniki i koledy jej przyslonily rzeczywistosc?
                • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 04.11.07, 14:37
                  Dzis jeszcze raz uwaznie przeczytalam wstęp. I niestety, niestety -
                  wyraźnie z niego widać, ze kto nie jest w świeta szczęśliwy, jest
                  zly - coś zlego zrobił niegdyś, a teraz z tego powodu nie wpuszcza
                  do serca milosci i odgrywa się na innych.
                  To nie jest syndrom Polki-katoliczki. To jest, niestety, czystej
                  wody glupota, bez żadnych podtekstow.
                  Uderzyło mnie tez zdanie, aby dziewczyny nie dały sobie wmowić, ze
                  ciasta pieką tylko kury domowe. Po pierwsze - nie wiem, kto to
                  dziewczynom wmawia. Po drugie - można ciasto piec, jak się lubi, ale
                  mozna rownie dobrze nie piec - jak się nie lubi. Robienie z tego
                  ideologii - to kolejna głupota.
                  • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 04.11.07, 18:12
                    Mamalilki-mojego trzyletniego synka jak spytano:"gdzi mieszkaja Murzynki?" to odpowiedział:"w Berlinie":)Ale to tak na marginesie:)

                    O Helmucie kiedyś stworzyłam cały wątek-jak chcessz to mozesz go poszukać:)

                    Moim zdaniem sposób jego przedatwienia jest jakiś taki sztuczny(tak jakby MM chciała powiedzieć-"patrzcie jaka jestem tolerancyjna i nie uciekam od trudnych tematów"a faktycznie wszło to tak sobie).


                    Ale wracając do głownego tematu-problem z osobami samotnymi jest bardziej złożony.My też je zpraszamy ale-po pierwsze osoby te nie chcą nie najpierw przyznać,ze będą w święta same. Trzeba zaproszenie kilka razy powtórzyć (i uważać,zeby nie być namolnym)i przeważnie osoby te decydują sie przyść w ostatniej chwili.PO drugie-chocbysmy się nie wiem jak starali to rodziny tym osobom nie zastąpimy. Po trzecie-wieczerza wigilijna trwa kilka godzin-a święta trzy dni.Osoba samotna wróci do swojego pustego mieszkania.

                    Słyszałam, właśnie od osob samotnych,ze czują smutek już od początków grudnia-widzą dekoracje świąteczne,ludzi robiących zakupy,wszędzie Gwiazdorki itd.

                    Kilka lat temu kolegoa mojego brata stracił w wpadku oboje rodziców. To było w listopadzie,myslicie,ze był radosny w święta? mój brat go trzy razy zapraszała on odmawiał.W końcu zadzwonił do mojego brata i powiedział:"Jacek, ja nie mogę być dzisiaj sam.Mogę przyjść?"

                    Ten chłopak był u nas wtedy 3 dni bo bał się wrócić do pustego mieszkania (nie miał innej rodziny). Nikt by go złym człowiekiam z tego powodu nie nazwał-prawda?

                    Nawet Pan Bóg nie przykłada do wszystkich jednego szablonu tylko traktuje każdego indywidualnie i tak go będzie sądzić.
                    Bo kazdy jest inny i inne okoliczności się składają na takie a nie inne zachowanie.

                    A pani MM ma jeden szablonik ( tak wynika z Waszych słów a nie mam powodu by nie wierzyć temu co przeczytała Ginestra i Verdana)-kto się nie raduje ten jest zły i coś ma na sumieniu.
                    • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 04.11.07, 18:18
                      A dla mnie - jesli już - to raczej inni maja coś na sumieniu
                      (pomijajac wypadki losowe) wobec kogos, kto nie lubi świąt. No i
                      jeszcze raz powiem - jak mozna, no jak mozna mowić mlodym
                      dziewczynom, ze ktoś, kto Świąt nie lubi ma na pewno coś na
                      sumieniu - przecież wielu rodziców z wielu powodów nie cieszy sie na
                      nadchodzace święta. I z definicji są to ludzie po prostu źli, którym
                      sumienie, pamięć tego, co zrobili nie pozwala wpuścić do serca
                      Miłości.
                      Takich rzeczy wmawiać dorastającym nastolatkom i tak często
                      krytycznym wobec rodziny pisać po prostu NIE WOLNO. Jest to smutny
                      brak odpowiedzialnosci za słowo.
                  • tygrys2112 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 11.11.07, 23:24
                    > To nie jest syndrom Polki-katoliczki. To jest, niestety, czystej
                    > wody glupota, bez żadnych podtekstow.

                    Verdano, generalnie zgadzam się z Waszymi postami, że
                    generalizowanie w tym stylu jest krzywdzące, ale to co napisałaś
                    jest chyba nieco obraźliwe... Pierwsze syndrom Polki-katoliczki.
                    Znam wiele Polek-katoliczek, wierzących i praktykujących, które nie
                    mają tak zdecydowanych poglądów. Drugie głupota - to jest bardzo
                    mocne określenie, chyba się zgodzisz...
    • agisek Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 08.11.07, 14:36
      O rany, ale czepialskie jesteście!
      Pisze sobie biedna Musierowicz, a Wy rozkładacie wszystko na czynniki pierwsze i
      psychoanalizę robicie.
      1. A co złego w podkreśleniu czyjegoś koloru skóry? Mnie się raczej podejrzane
      wydaje wytrwałe unikanie takich opisów. Przecież w tym nie ma niczego
      wartościującego. To tak jak napisać, że ktoś ma długie włosy.
      2. Ja myślę, że Musierowicz wcale nie ma tak silnego wpływu na nastolatki jak
      jesteście skłonne jej przypisywać. Przeczytają co ich ulubiona autorka myśli o
      tych, którzy się kłócą w święta i zgodzą się z tym albo i nie.
      3. Cała książeczka jest bardzo sympatyczna, przy opowieści o trąbie z wąsami
      płakałam ze śmiechu. I jakoś tak poczułam klimat tego całego przygotowywania
      świąt, zapragnęłam sama to przeżyć choć katolicyzm jest zupełnie obcy mojej
      naturze.
      • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 08.11.07, 15:06
        Co do podkreslania koloru skóry-mylisz się.Ciągłe podkreslanie to własnie jest wartosciowanie.O tym,ze ktoś ma długie włosy nie mówi się stale,prawda?

        Co do wpływu na nastolatki to radzę Ci przeczytać wątek "dorastanie a Jezycjada" bo nie będę się powtarzać.
        • nikadaw1 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 08.11.07, 15:42
          a ja chciałam zauważyć że w rankingu bestsellerów Merlina.pl "Na gwiazdkę" jest
          dopiero na 31 miejscu podczas gdy książki z Jezycjady w pierwszych tygodniach
          były zwykle w pierwszej trojce ( o ile nie na pierwszym miejscu).
        • agisek Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 08.11.07, 17:49
          Nie lubię stwierdzeń typu: "mylisz się". Nie sądzę żebyś Ty posiadła obiektywną
          wiedzę na temat rzeczywistości. O ile pamiętam, to w "Na Gwiazdkę" słowo
          "Murzyn" padło raz i trzeba wielu złych chęci żeby dopatrzeć się w nim
          złośliwości. Chociaż pewnie jak się chce to się ją wszędzie widzi.

          Wątek, o którym wspominasz znam, nie musisz się powtarzać (rany, jaki cały ten
          post jest niesympatyczny) jak i wiele opracowań naukowych na ten temat i mu
          podobne.
          • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 08.11.07, 18:16
            Moja droga-coś Ty tak wrazliwa?

            Napisałam,że nie będę się powtarzać bo nie będę pisała tego samego w każdym wątku. W koncu inni forumowicze nie muszą czytać moich wypocin po raz kolejny.

            Wcale nie twierdzę,że jestem najmądrzejsz na świecie ale dlaczego uważasz,ze nie mam prawa do swojego zdania ( nawet subiektywnego)? Rozumiem,ze Ty posiadasz obiektywną wiedzę? I nikt inny?

            Może i w "na Gwiazdkę" słowo Murzyn pada raz ale chodziło o całokształ i tak w ogóle to kwestię podkreslania koloru skóry poruszyła tym razem Verdana więc nie wiem dlaczego akurat na mnie się rzucasz.

            Według niektórych samo słowo "Murzyn" jest obraźliwe,pewnie słyszałaś,że na tzw.Zachodzie uzywa się określenia "Afrykańczyk"?
            W innych językach także nazwanie Murzyna czarnym jest obraźliwe bo ma to tam wydźwięk negatywny.

            Pokreslanie róznic czy koloru skóry wcale dobrych efektów nie przynosi co wiem z własnego doswiadczenia chociaż może uważasz,że nie mam obiektywnej wiedzy na temat rzeczywistości:)


            P.S Twój post też jest niesympatyczny:) I uważaj bo atakujesz żonę cudzoziemca( to żart,żeby nie było wątpliwości):) Wykaż się teraz tolerancją i bądź dla mnie miła:)))
            • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 08.11.07, 18:53
              Dla mnie też.
            • agisek Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 08.11.07, 19:15
              No dobra, to się okazało, że obie bardzo niesympatyczne jesteśmy ;-)

              O Murzynach wiem wiem, nawet Murzynka Bambo chcieli, kurde, nam odebrać. I Kazik
              o tym śpiewał: "Okazało się, że pastor King nie był Murzynem ani Czarnym on był
              Afroamerykaninem".
              • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 08.11.07, 19:30
                O, tak, ja jestem wredna,że aż strach:)

                Widzisz,Agisek nam to się moze wydawać drobiazg ale może się tak zdarzyć,że jakiś Murzyn by się obraził za samo nazwanie go Murzynem a już jakby usłyszał "czarny" to koniec.

                A ja już usłyszałam tyle przykrych słow-szczególnie w Niemczech,że naprawdę nie sądzę by podkreślanie róznic wychodziło komuś na dobre.

                Raczej trzeba dązyc do tego,żeby pokazać,ze np.Afrykańczyk to taki sam człowiek jak każdy inny a nie jakis ludożerca czy cudak.

                A jezeli ktoś pisze ksiązki to musi zdawać sobie sprawę,ze musi brać odpowiedzialnośc za to co napisał.W nastoletnim wieku zdarza się,że się wiele słów przyjmuje bezkrytycznie,szczególnie jak padają one z ust autorytetu. A MM może być dla wielu nastolatkow autorytetem.

                Czytałaś mój wątek o Helmucie? Już nawet nie potrafię powtórzyć dokładnie co tam po kolei pisałam ale wyciągnę go dla Ciebie i jak chcesz to zajrzyj do niego.
            • mmk9 Murzyn czy Afrykańczyk ? 10.11.07, 09:29
              Nie, sevilay, brnięcie w poprawność polityczną nie doprowadzi do
              normalności , tolerancji czy miłości międzyludzkiej. Jeśli wyrzucimy
              z języka "Murzyna" i "Cygana"/wielki przyjaciel Cyganów Jerzy
              Ficowski nie nazywał ich Romami i powiedz, co z tego ?/, będziemy
              musieli wyrzucić jeszcze "Niemca". Poza tym nie poradzimy sobie na
              dluższą metę z tą nomenklaturą. Ja już sie spotkalam z
              określeniem "Afroamerykanin" odnosnie kogoś, kto Ameryki na oczy
              nie widział. Osoba chciala być bardzo poprawna, wyszlo glupio. W
              slad za takimi określeniami będziemy
              mieli "Afrofrancuza", "Afroanglika", "Afropolaka". Przy czym juz nie
              będzie wiadomo o co chodzi, bo afrofrancuzem będzie też całkiem
              bialy Ahmed z Algierii. A bialy obywatel RPA czyż nie jest
              afrykańczykiem?
              Chce powiedzieć, ze czasem ten"Murzyn" może być słowkiem calkiem
              przydatnym i naprawde neutralnym, póki nie bedziemy mówić do sąsiada-
              Kenijczyka "ty Murzynie".
              • mamalilki Re: Murzyn czy Afrykańczyk ? 11.11.07, 00:03
                Zgadzam sie z mmk9, poprawnosc zaprowadzi nas donikad. Prawdziwa tolerancja i
                otwartosc nie leza w poprawnosci. Dla mnie, wierzacej i praktykujacej katoliczki
                nie ma nic obrazliwego, niepokojacego czy indoktrynujacego w tym, ze ktos jest
                muzulmaninem, buddysta czy protestantem. Mam w rodzinie wiele wyznan, wszyscy
                razem spotykamy sie przy okazji roznych swiat. Jesli dla zyda krzyz bedzie
                obrazliwy a katolik bedzie dostawal spazmow na widok gwiazdy Dawida czy chusty
                muzulmanskiej to predzej czy pozniej i tak sie pozabijamy niezaleznie od tego,
                jakich slow bedziemy przy tym uzywac. I nie uwazam ze muzulmanka ma chodzic w
                chuscie po domu bo na ulicy mnie razi. I nie chce zeby ktos czul sie obrazony,
                ze na ulicy stoi choinka.
                Nie bede mowic na Murzynow Afrykanczyk, bo nie kazdy Murzyn to Afrykanczyk.
                Kiedy ktos bialy jedzie do serca Afryki to dzieci biegna za nim pom ulicy,
                dotykaja go, podgladaja jak idzie do lazienki - wszystko dlatego ze nie widuja
                normalnie bialych. I co z tego? Przeszkadzalo by Wam, ze ktos by sie za Wami
                ogladal i mowil: mamo, ten czlowiek jest bialy! Mnie nie. Prawdziwy szacunek dla
                ludzi nie polega na tym, ze bedziemy udawac, ze wszyscy jestesmy tacy sami.
                Dopoki jest szacunek, zainteresowanie i dobra wola to niepotrzebne sa takie
                absurdy jak Afroamerykanin.
                • sevilay Re: Murzyn czy Afrykańczyk ? 11.11.07, 16:06
                  dziewczyny, nie rozumiemy się. Ja też nie uważam,że lekarstwem na przesladowania jest polityczna poprawność-nie o to chodzi.Też mnie śmieszy nazywanie Arfoamerykaninem kogos kto w Ameryce nigdy nie był. Nawiasem mowiąc może zamiast Afrofrancuz czy Afrobrytyjczyk czy co tam jeszcze mowić po prostu Francuz,Brytyjczyk itd.?

                  A jeszcze lepiej po prostu Jean,John czy jak tak będzie miał akurat ten człowiek na imię?Bez podkreslania,że chodzi o czarnego Jeana czy białego czy zółtego-po prostu Jean.Bo nie to jest w nim najwazniejsze,że jest czarny tylko np. to,że jest sympatyczny,wesoły,uczynny itd.

                  Jeżeli ktoś będzie za każdym razem mówił tylko czarny Walenty to siłą rzeczy taki zwrot nam się utrwali i może dojśc do tego,że jedyna rzecz jaką będzie mógł powiedziec o Walentym( i pierwsza jaka mu przyjdzie na myśl) to to ,ze jest czarny.

                  Pisząc o nie podkreslaniu róznic nie chodziło mi o jakąś unifikację tylko o to,ze każdy człowiek ma uczucia,kazdem bywa smutno,kazdego można zranić np.głupim komentarzem.

                  Wiele ludzi patrzy np. na Arabów i widzi tylko terrorystów.Pisałam tu już przy okazji innej dyskusji,że arabskie dzieci są dokładnie takie same jak polskie.Tak samo wyciągaja rączki do mamy,bawią się lalkami czy samochodzikami ( czy czym tam lubią),płaczą też tak samo.

                  Niektorych ludzi to czego nie znaja albo nie rozumieją przeraża i dlatego wolą się na wszelki wypadek trzymać z daleka albo nawet przegonić "dziwaka" jak najdalej.Tymczasem gdyby go bliżej poznali i znaleźli jakieś wspólne cechy albo tematy do rozmowy to by go zapewne polubili (zobaczcie chocby Ignaca i Helmuta).

                  A jeszcze w sprawie Cyganów czy Romów-jak to woli-znałam ich nawet sporo bo chodzilam z nimi do szkoły-otóż akurat moim znajomym było wszystko jedno czy się o nich mówi Romowie czy Cyganie a Ficowskiego wcale za swojego przyjaciela nie uważali(raczej za Judasza co zdradził ich sekrety-no, ale to ich zdanie). Natomiast jeżeli jakiemuś Murzynowi przeszkadza naywanie go Murzynem czy czarnym to powinnysmy to uszanowac.

                  W koncu ,o ile mi wiadomo,Cyganie nigdy nie byli niewolnikami sprzedawanymi na targu.Czy naprawdę nie widzicie róznicy pomiędzy słowem Niemiec( od słowa niemy,poniewaz nasi przodkowie nie rozumieli ich języka) a "czarnuch"-bo tak własnie brzmi to słowo w innych językach? To u nas jest to słowo neutralne (przynajmniej z definicji) ale nie wszędzie.

                  Wierzę Wam,ze jesteście tolerancyjne i wszystkich szanujecie ale, niestety,nie wszyscy tacy są. I wiele razy słyszałam słowo "czarny" rzucane jako obelgę.W Niemczech na przyklad dla pewnej Niemki u ktorej pracowałam "czarny" to było określenie na "tą całą hołotę"-nie tylko Murzynow,także Arabów,Turków Hindusów itd. O moim,wtedy, narzeczonym też mówiła "czarny" i jeszcze mnie straszyła że "czarni mi pokażą" i pytała czy się nie brzydzę czarnego dotykać.

                  A to była Niemka,która widziała cudzoziemców od lat więc czego wymagac od Polaka,który nigdy nie widział ani czarnoskórego ani Turka? On czasem moze widzieć tylko dzikusa ,ludożercę albo terrorystę. Okreslenie:" czarne to jak diabeł"-to Waszym zdaniem tylko stwierdzenie faktu ( tak powiedziała jedna moja koleżanka ze studiów o moim męzu:"czarne to jak diabeł i jeszcze się opala")?
                  Tymczasem mój mąz ma tylko śniadą skórę.


                  Ach, nie będę więcej pisac bo w ciązy jestem i nie mogę się denerwować a przypomniały mi się wszystkie przykre odzywki jakie usłyszałam ( co dziwne najgorsze w Niemczech i Holandii).

                  Pozdrawiam wszystkich w tą deszczową niedzielę :) I zmykam:)
                  • ginestra Re: Murzyn czy Afrykańczyk ? 11.11.07, 18:17
                    Sevilay,
                    faktycznie lepiej, moim zdaniem, nie rozkręcać tych złych wspomnień. Te sytuacje
                    musiały być dla Ciebie bardzo przykre, wyobrażam sobie. To byli jacyś bezmyślni,
                    wręcz głupi ludzie, żeby tak mówić! Pamiętaj, że nie wszyscy są tacy. Ja jestem
                    zdania, że jednak idzie ku lepszemu pod względem naturalnego porozumienia między
                    ludźmi z różnych krajów czy z różnymi korzeniami, przynajmniej w Polsce. Dużo
                    nadziei pokładam w tym, że w tej chwili (przynajmniej w Warszawie tak jest) już
                    w przedszkolu, w piaskownicy, na placu zabaw, w szkole itp. jest mieszane
                    narodowościowo towarzystwo i dzieci bardzo łatwo nabierają dobrej postawy, gdzie
                    właśnie na pierwszy plan wysuwa się jaki ktoś jest, a nie jego narodowość czy
                    kolor skóry. Z tych dzieci wyrosną, mam nadzieję, fajni dorośli. Jak obserwuję
                    na przykład moje dzieci (teraz w gimnazjum i liceum, ale też i wcześniej), to
                    takie lekko egzotyczne pochodzenie jest w ich towarzystwie wręcz na plus i
                    bardzo życzliwie przyjmowane, jako wyraz wręcz jakiegoś ciekawego rysu koleżanki
                    czy kolegi: bo na przykład ma oryginalne imię czy nazwisko, zna biegle obcy
                    język, ma ciekawą urodę itp. I nie chodzi o to, że ta inność jest z kolei
                    podkreślana, i że też dystansuje, tylko jest postrzegana mniej więcej na tej
                    samej zasadzie jak to, że inna koleżanka ma osiągnięcia w sporcie, jakaś inna
                    świetnie tańczy czy ma przystojnego brata. Moja młodsza córka miała w
                    podstawówce w swojej klasie kolegę z Mongolii i pamiętam, że wszyscy w tej
                    klasie traktowali go od początku całkowicie jak swego, plus zazdrościli mu, że
                    jego mama świetnie gotuje, i że on ma na co dzień takie fajne potrawy, że zna
                    zarówno język polski jak i mongolski, że ma jakieś dalekie korzenie, w dalekim
                    kraju, gdzie była wojna czy zamieszki kiedy jego mama z nim tu przyjechała itp.
                    A to tylko jedno z wielu dzieci obcokrajowców wśród znajomych moich córek -
                    kiedy były w przedszkolu i kolejno w szkołach zawsze w opowiadaniach przewijała
                    się ta naturalność w odbiorze tych dzieci przez rówieśników.

                    Chciałabym przez to powiedzieć, że na pewno jest to dobre zjawisko, i że można
                    liczyć na to, że te dzieci nie tylko będą dorosłymi, którzy nie krzywdzą ludzi o
                    odmiennym pochodzeniu jakimiś komentarzami czy innym złym zachowaniem, ale też
                    już teraz te dzieci edukują dorosłych w swoich domach; poza tym ich rodzice
                    chodzą też na wywiadówki, poznają rodziców z mieszanych czy zagranicznych
                    małżeństw i też jest to poznawanie się, wymiana doświadczeń, pomocy,
                    życzliwości. Ja przynajmniej wierzę w taki "oddolny" proces - co nie znaczy, że
                    nie warto też dbać o propagowanie takiej postawy w mediach i w szerszym
                    wymiarze. Oczywiście niektórzy nadal będą uprzedzeni, cóż poradzić, ale
                    przynajmniej coraz większy będzie procent tych, którzy nie są i będą oni
                    przytłaczającą - jak wierzę - większością.

                    A co do pani MM to mam taką refleksję - skoro Sprężyna będzie o Łusi, to będzie
                    też na pewno dużo mowy o Walentym. Ciekawe jak będzie przedstawiony, może choć
                    trochę bardziej naturalnie niż w poprzednich częściach?
                    Pozdrawiam!
                • biedronka744 Re: Murzyn czy Afrykańczyk ? 13.11.07, 13:49
                  Afryka hm, Afrykańczyk, a jaki
                  problem, Eurpejczycy są z Europy Afrykańczycy z Afryki
    • emae O Miłości, miłości i takich innych 09.11.07, 10:50
      Przeczytałam wstęp, przekartkowałam książkę i dobrze, ze to
      zrobiłam. Wcześniej zdążyłam wyrobić sbie zdanie na temat czegoś,
      czego nie znam - a to przecież niedopuszczalne. Otworzyłam "Na
      Gwiazdkę" już dość uprzedzona.

      KOchani moi. Miłość pisana z dużej litery - to Jezus. Nie pani
      Musierowicz to wymyśliła. Od x lat mówi się - w kościele, w
      telewizji, gdziekolwiek - tego dnia na świat przyszła Miłość.

      Pani Musierowicz nigdy nie ukrywała swojego katolicyzmu. Jej
      czytelnicy też w większości są katolikami. Trudno, żeby plątała się
      w hiperpoprawność polityczną ze względu na ten procent jej fanów,
      któzy akurat nie wierzą. Wybaczcie, nie jest ich tak dużo. Czy jeśli
      w klasie liczącej trzydzieści osób są dwie niewierzące, powinno się
      unikać wszelkich odwołań do religii na każdej lekcji?

      Nie znalazłam też stwierdzenia, że osoba smutna w Wigilię to osoba,
      która ma coś na sumieniu. Znalazłam wzmiankę o rodzinach, w których
      jest choinka, jest karp, jest kolacja wigilijna, a potem jest tak
      samo jak zawsze, tylko jeszcze bardziej się kłócą. Tu nnie chodzi o
      takie sobie zwykłe kłótnie o majonez, nie chodzi o oczy na mokrym
      miejscu, chodzi o ludzi, w których Święta wyzwalają negatywne emocje
      graniczące z agresją. Słowo 'smutny', o ile w ogóle padło - nie
      pamiętam - to w kontekście, że taka osoba jest agresywna, bo w
      Wigilię chcąc nie chcąc jakiś tam rachunek sumienia robi i sumienie
      ją gryzie, więc jest zła na siebie. Zamiast na sobie, wyżywa się na
      domownikach. Też trochę mi się nie podoba, że pani MM jest taka
      wszechwiedząca i wie doskonale, jak się czują i co myślą inni. Ale
      naprawdę, nie widzę w tym wstępie nic z tego, co tam dostrzegłyście.
      A przecież Wasze opinie znałam wcześniej.

      Nie gniewajcie się. Jestem strasznie katolicką dwudziestolatką, nie
      znam życia, nie kłócę się w Wigilię, czasem tylko pokrzykuję na psa,
      ale to raczej on ma wtedy coś na sumieniu :) Z drugiej strony,
      jestem też wiekowo i światopoglądowo bardziej zbliżona do targetu.
      Może pani Musierowicz ma trochę racji, gdy zastrzega, że pisze dla
      dorastających dziewcząt?
      • onion68 Re: O Miłości, miłości i takich innych 09.11.07, 12:01
        Czy jeśli
        > w klasie liczącej trzydzieści osób są dwie niewierzące, powinno się
        > unikać wszelkich odwołań do religii na każdej lekcji?

        Tak, ja uważam, że tak. Chyba że to zajęcia z religioznawstwa.
        • uccello Re: O Miłości, miłości i takich innych 09.11.07, 15:16
          onion68 napisała:
          > > w klasie liczącej trzydzieści osób są dwie niewierzące, powinno
          się
          > > unikać wszelkich odwołań do religii na każdej lekcji?
          >
          > Tak, ja uważam, że tak. Chyba że to zajęcia z religioznawstwa.

          W`zeszłym roku, niektórzy studenci ( USA) czuli się indoktrynowani
          religijnie kiedy widzieli choinkę w holu uniwesyteckim.
          • onion68 Re: O Miłości, miłości i takich innych 09.11.07, 15:38
            Wiesz, mimo że choinka jest częścią mojego życia od początku, nie tak trudno mi
            zrozumieć osoby, w przypadku których tak nie jest i to, że dla nich symbolizuje
            treści niekoniecznie te same co dla mnie. Nie mam też nic przeciwko (a wręcz
            jestem za), żeby każdy uzewnętrzniał swoje wierzenia w zaciszu domowego ogniska
            i przeznaczonych do tego miejsc kultu. Państwo i jego instytucje powinny służyć
            wszystkim obywatelom w zakresie ich wspólnych spraw.
        • tygrys2112 Re: O Miłości, miłości i takich innych 11.11.07, 23:40
          Bez przesady. A co powiesz o języku polskim, gdzie zabytki języka
          polskiego mają treść religijną? Czy w takim momencie da się objaśnić
          treść wiersza bez odwołań religijnych?
          • onion68 Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 07:00
            Powiem, że oczywiście - przykład z religioznawstwem był skrótem myślowym.
            Wszędzie tam, gdzie nawiązania do religii służą nauce i nie wymagają (wymuszają)
            emocjonalnego zaangażowania, są na miejscu w nowoczesnym społeczeństwie.
            BTW, zachwyca mnie np. pieśń "Czego chcesz od nas Panie", bo jest zwyczajnie
            piękna i rozumiem, że taki odbiór cudów świata był naturalny dla człowieka
            szesnastowiecznego. Nie w porządku byłoby, gdyby ktoś wymagał, abym ja tak samo
            je sobie tłumaczyła.
            • ginestra Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 09:18
              Zgadzam się z Tygrysem i Onion co do zabytków kultury i języka itp.

              Natomiast dodatkowo uważam, że nic w tym złego, że symbole religijne w danej
              społeczności, w których dużo ludzi wyznaje tę religię, wręcz jest ona dominująca
              na danym terenie (w danym kraju) obecne są także w innych miejscach niż dom czy
              świątynia (przysłowiowa choinka na przykład). Jeśli ktoś widzi w tym inne
              treści, to być może są to treści związane z tym, że kiedyś jacyś ludzie
              wypaczyli przesłanie tej religii i krzywdzili innych ludzi pod jej sztandarem.
              Może to być bolesne dla ludzi, którzy właśnie wspominają tę krzywdę, bo
              doświadczał jej ich naród, ale nie oznacza to, że same symbole są złe, i że
              ludzie żyjący __teraz__ na danym terenie nie powinni ich eksponować. Uważam, że
              mają do tego prawo i nic w tym złego. Jeśli na przykład krzyż w urzędzie czy
              szkole nie jest umieszczany __przeciwko komuś__, ale dla wyrażenia dobrych
              treści czy też dla zaznaczenia ciągłości z tradycją danego kraju przez ludzi tam
              mieszkających, to nie powinno to być uważane przez ___nikogo___ za rzecz nie w
              porządku.
              Wiem, że temat jest delikatny, ma on też wiele warstw i osobnych tematów, ale tu
              nawiązuję __tylko__ do wcześniejszego postu Onion. Nie mogę się zgodzić z tym,
              że symbole religijne i wyznawanie wiary powinno być ograniczone do domowych
              pieleszy czy miejsc kultu. Myśląc tak, można dojść do tego, że nawet krzyżyk na
              czyjejś szyi będzie obrażał uczucia innej osoby - ja uważam, że nie obraża: ani
              krzyżyk, ani chusta, ani gwiazda Dawida ani nic innego. Jeśli symbol taki jest
              noszony, wieszany, stawiany itp. przez osoby, które w miejscu gdzie mieszkają
              wyznają swoją wiarę, to nie jest on przeciwko komukolwiek! Wyraża ich tożsamość
              i ich szacunek, wręcz miłość, do tego w co wierzą.

              W Polsce jest teraz coraz większa społeczność azjatycka. Nie mam nic przeciwko
              temu, żeby wkrótce w naszym krajobrazie, obok rodzimych kościołów, kapliczek,
              krzyży, choinek, pojawiły się ich świątynie, kapliczki oraz ich symbole.
              Mieszkają tu, mają prawo wyznawać wiarę i wyrażać siebie. Szacunek do tego co
              święte i szacunek do człowieka to podstawa wszystkiego.
              Tak uważam.
              Pozdrawiam!
              • verdana Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 09:26
                No, mam wątpliwosci. Jezeli na przyklad w klasie wisi krzyż, to czy
                ta klasa jednak nie jest "w wiekszym stopniu" przeznaczona dla
                chrzescijan? Czy wyznawca innej religii nie może przyjąć, ze jest tu
                pewnym wybrykiem natury, jakąś osoba tylko tolerowaną? To przecież
                miejsce oznaczone jako miejsce dla wyznawcow tylko jednej religii.
                Jesli krzyz wisi w urzedzie, to mam prawo przyjąć, ze jest to urząd,
                w ktorym moje sprawy będzie sie rozpatrywalo z punktu widzenia
                religii, a nie przepisów. Że jest możliwe preferowanie petentow z
                tej samej grupy wyznaniowej.
                • ginestra Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 09:50
                  To tylko moje zdanie, ale uważam, że takie widzenie sprawy, o jakim mówisz
                  Verdano, przypisuje innym ludziom złą wolę w sposób nie mający z nimi samymi nic
                  wspólnego. Dlaczego miałby ktoś w urzędzie pytać o wyznanie petenta (lub -
                  ponieważ takich pytań po prostu nikt _____nie zadaje_____ (co za pomysł?!), ani
                  też nie zaznacza się żadnych rubryk) - dlaczego miałby ktoś lepiej obsługiwać
                  tego, kto na przykład założył krzyżyk i tym objawia swoje wyznanie, a inną osobę
                  bez krzyżyka obsługiwać gorzej?????????? Dlaczego tak ktokolwiek miałby myśleć!
                  I tak robić??????

                  To samo w klasie wśród dzieci. Dlaczego ktoś miałby się w tej klasie czuć źle
                  widziany???? Dlaczego przypisywać faktowi, że na przykład większość dzieci to
                  dzieci chrześcijańskie, i że wisi w klasie krzyż (nawiązujący do ciągłości
                  tradycji sprzed koszmarnego pięćdziesięciolecia rządów komunistcznych, czyli
                  systemu mającego człowieka z jego złożonością i duchowością w pogardzie) -
                  jakieś intencje złego traktowania kogokolwiek? Dlaczego, ach dlaczego????

                  Na mnie samą bardzo duży wpływ miało doświadczenie mieszkania (17 lat temu,
                  przez prawie rok) w Londynie w dzielnicy ortodoksyjnych Żydów (u których
                  pracowałam w domach, z którymi się przyjaźniłam, a jeden pan odwiedził mnie
                  potem w Polsce), a następnie w dzielnicy hinduskiej. Bardzo podobało mi się tam
                  właśnie współistnienie w Londynie wielu religii, szacunek dla innych wyznań. Ja
                  w dzielnicy żydowskiej czy hinduskiej nie czułam się dyskryminowana, chociaż tam
                  wszystko: całe otoczenie, strój ludzi, obyczaj itp. aż ociekało od symboli
                  religijnych. Także takie miejsca jak sklepy czy restauracje były pełne
                  religijnego ducha (koszerność na każdym kroku, nawet w supermarkecie Sainsbury).
                  A ja czułam się tam dobrze, czułam się tak: ja jestem religijna, oni są
                  religijni - rozumiemy się i szanujemy wzajemnie. W tej dzielnicy był też kościół
                  katolicki oraz kościoły protestanckie. Ja chodziłam do katolickiego na mszę w
                  niedzielę, Żydzi w sobotę szli całymi rodzinami do synagogi, a hindusi do swojej
                  świątyni. Wszystko było bardzo harmonijne i dobre i utrzymane w klimacie szacunku.
                  To jest tego typu widzenie, które chciałam w tamtym poście przekazać.
                  Pozdrawiam!
                  • verdana Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 10:05
                    Ależ nie, nikt w urzędzie nie będzie pytał o wyznanie... Ale
                    przypuśćmy, ze przychodzi matka z trojgiem nieslubnych dzieci - czy
                    nie może uznać, ze zgodnie z wyznawanymi przez urzędników zasadami
                    bedzie potraktowana gorzej, niż mężatka z trojgiem dzieci? Może - bo
                    wyraźnie zademonstrowano, że w tym urzędzie panuje etyka
                    chrześcijańska.
                    A krzyz na ścianie w klasie głosi "to jest klasa chrześcijańska", na
                    scianie wisi symbol naszej religii, demonstrujac tym samym naszą
                    wiarę. Czyli jest przeznaczona głównie dla chrzescijańskich dzieci -
                    dziecko niechrzescijańskie od razu widzi, ze to nie jest klasa dla
                    niego. Nie dlatego, aby ktos miał go źle traktowac, ale po prostu
                    dlatego, ze w tej klasie panuja chrzescjanskie obyczaje, inna
                    religia. I to tak silnie, ze trzwba to bylo zademonstrować,
                    wieszajac na ścianie symbol religijny, ktory nie jest jego
                    symbolem.Czyli dziecko innej religii może być tolerowane, nawet
                    akceptowane, ale nie po prostu byc jednym z wielu.
                    A czy w dzielnicy żydowskiej czy hinduskiej czulas się całkowicie
                    swobodnie, całkowicie u siebie, czakowicie swobodnie? Czy tez jak
                    mile widziany gość? I zwróć uwage, ze tam byly rózne koscioly.
                    W klasie i urzedzie kazdy ma być u siebie w równym stopniu, a ni
                    jedni bardziej, a drudzy mniej. W dodatku - nawiazujac do Twojego
                    porownania - ten krzyz na scianie to trochę tak, jakby w dzielnicy
                    zydowskiej byly wyłacznie synagogi i istniał obowiazek uczęszczania
                    do nich osób wszystkich wyznań.
                    • the_dzidka Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 10:23
                      Od siebie dodam tylko, że w głowie nie mieści mi się, jak mozna
                      wieszać krzyże w miejscach publicznych państwie, które przynajmniej
                      na papierze w konstytucji nie jest państwem wyznaniowym. (W praktyce
                      owszem, jest.) I jak można mwieszać go w miejscach, w których ludzie
                      nieustannie walczą ze sobą i z nienawiścią się opluwają (Sejm), albo
                      w których młodzi ludzie znęcają się nad słabszymi, zachowują się
                      wulgarnie i ordynarnie, kłamią i pogardzają opiekunami (szkoła). Toż
                      to obelga dla tego symbolu.
                      A najwięszą hańbą i obelgą dla krzyża jest to, że w Sejmie
                      zawieszono go po cichu pod osłoną nocy, a i w wielu innych miejscach
                      publicznych pojawiły się jakby "ukradkiem".
                    • ginestra Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 10:38
                      Powiem tak:
                      Verdano, nie wiem czy to widzisz, ale przypisujesz ludziom w sposób
                      nieuprawniony złe cechy, tylko dlatego, że są innej religii!

                      To jest moim zdaniem coś psychologicznego u Ciebie. Jeśli wisi gdzieś krzyż, to
                      uważasz, że np. urzędnicy będą źle traktować nieślubne dzieci czy coś! To jest
                      strasznie krzywdzące. To jest nadużycie i to jest, przepraszam, jeśli Cię to
                      urazi, ale powiem to w takim kontekście w jakim pani psycholog na rozmowach ze
                      mną próbowała pokazać mi pewne moje przekonania, które były błędne, otóż mówiła:
                      "to jest wręcz urojenie". To samo ja mówię Tobie Verdano: to jest urojenie!, w
                      tym psychologicznym kontekście, a nie żeby Cię urazić czy kwestionować Twoje
                      władze umysłowe. To są urojenia i przekonania, które nie mają nic wspólnego z
                      rzeczywistością. Nie jest tak, że w urzędzie czy w szkole, tylko dlatego, że
                      żyjemy w kraju, gdzie większość ludzi wyznaje taką czy inną religię, ci ludzie
                      będą obsługiwać klientów od strony zgodności życia tych klientów z ich własnymi
                      przekonaniami religijnymi. Oni wykonują swoją pracę i nic nie mają do tych
                      ludzi. :/ Może są i takie jednostki, ale nic nie uprawnia do takich stwierdzeń
                      jakie padły w Twoich postach. Jeśli Ty tak się czujesz, to to jest Twój problem
                      psychologiczny, przepraszam raz jeszcze, ale tak uważam. Nie kwestionuję, że
                      może to być pogląd poparty jakimiś doświadczeniami, ale to nie znaczy, że można
                      to uogólniać.

                      Ja zawiodłam się na mężczyznach, ale nie uważam, że wszyscy mężczyźni są źli.
                      Byłam w szkole źle traktowana przez rówieśników, z powodu tuszy oraz złych
                      wyników na wfie, śmiali się ze mnie. Ale czy to powód żeby te doświadczenia
                      ważyły na calościowej ocenie śWIATA? Czy każda nauczycielka wfu jest katem?
                      (moja była, pozwalała mnie dręczyć psychicznie na lekcjach, wyśmiewać się ze
                      mnie przez rówieśników), ale nie wszyscy ludzie, którzy noszą jako symbol dres i
                      mają w ręku stoper lub piłkę są źli. I tak dalej.

                      Ja w tych dzielnicach czułam się jak gość, bo byłam gościem. Gdybym tam się
                      urodziła, myślałabym pewnie tak: Na tym terenie mieszkańcy wyznają taką wiarę,
                      inną niż moja. Taki jest świat, że człowiek jest taką istotą, która wyznaje
                      wiarę, ma taką potrzebę, tam gdzie żyje, mieszka, pracuje, i to jest OK.
                      Mieszkam tam i to akceptuję. Dopóki nikt nikogo nie krzywdzi, nie prześladuje -
                      jest OK. Oni mają prawo do wyznawania na zewnątrz swojej wiary. Mają prawo w
                      swoim kraju do robienia tego co uważają za słuszne, to jest ich kraj, jeśli
                      istotą suwerenności kraju jest to, że mogą na przykład zdecydować, że w tym
                      kraju w urzędach są symbole nie wymierzone przeciwko nikomu, ale są tam dlatego,
                      że oni tak chcą po prostu, to też jest OK. Jeśli tam się urodziłam, to to jest
                      też mój kraj i uważam wszystko to samo co powyżej: że kraj rządzi się tak jak
                      chcą ludzie tam mieszkający i jeśli zdecydują o podkreślaniu swojej historii,
                      tradycji, kultury przez symbole religijne, to jest to w porządku.

                      Przepraszam za chaotyczność, bardzo się spieszę, wychodzę z domu.
                      Pozdrawiam serdecznie.

                      • tygrys2112 Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 11:43
                        Ginestro, przyznam się, że ja od niedawno zaczęłam podzielać Twoje
                        poglądy. W Monachium jest mnóstwo różnych wyznań. I jak na razie
                        czuję się bezpiecznie. Gdyby mi ktoś kazał przejść na islam lub coś
                        innego, na pewno nie chciałaym tego zrobić. Ale nie mam nic
                        przeciwko, że ktoś obok mnie wyznaje tę religię lub jakąkolwiek
                        inną.
                      • lacitadelle Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 11:57
                        > Mieszkam tam i to akceptuję. Dopóki nikt nikogo nie krzywdzi, nie prześladuje -
                        > jest OK. Oni mają prawo do wyznawania na zewnątrz swojej wiary. Mają prawo w
                        > swoim kraju do robienia tego co uważają za słuszne, to jest ich kraj, jeśli
                        > istotą suwerenności kraju jest to, że mogą na przykład zdecydować, że w tym
                        > kraju w urzędach są symbole nie wymierzone przeciwko nikomu, ale są tam dlatego
                        > ,
                        > że oni tak chcą po prostu, to też jest OK. Jeśli tam się urodziłam, to to jest
                        > też mój kraj i uważam wszystko to samo co powyżej: że kraj rządzi się tak jak
                        > chcą ludzie tam mieszkający i jeśli zdecydują o podkreślaniu swojej historii,
                        > tradycji, kultury przez symbole religijne, to jest to w porządku.

                        To też mój kraj, jestem katoliczką, praktykuję i wiara jest dla mnie bardzo
                        istotna i może dlatego potrafię się postawić na miejscu kogoś, dla kogo istotna
                        jest inna wiara albo jej brak. I kiedy tak się stawiam, to powiem szczerze, że
                        nie czułabym się dobrze w kraju, w którym ludzie przez symbole religijne
                        podkreślają swoją historię w szkołach czy urzędach. Czułabym, że daje mi się do
                        zrozumienia, że jestem inna i od razu bym się nastroszyła wewnętrznie, nawet
                        jeżeli nikt w działaniu by mi niechęci nie okazywał (co w polskiej praktyce jest
                        raczej mało prawdopodobne - bo choć oczywiście nie wszyscy są nietolerancyjni,
                        to w przeciętnej szkole czy urzędzie prawie na pewno znajdą się takie jednostki).

                        Uważam, że religia, szczególnie katolicka, to jest coś, co powinno się
                        manifestować przede wszystkim poprzez bycie dobrym człowiekiem. Takim, który
                        wszystkich traktuje z miłością. Jeżeli ktoś potrzebuje symboli, to bardzo
                        proszę: są kościoły, własny dom, można powiesić medalik na szyi. Na
                        manifestowanie historii też są zresztą właściwe miejsca i czas.

                        Ale symbol religijny umieszczany w instytucjach państwa niewyznaniowego to jest
                        dla mnie symbol nietolerancji, podkreślania wyższości (wyższości choćby dlatego,
                        że ten właśnie symbol mógł tam zawisnąć, a ciekawe, jaka byłaby reakcja na
                        prośbę o powieszenie obok np. muzułmańskiego symbolu) religii wyznawanej przez
                        większość. Religii, która w swojej prawdziwej istocie tak bardzo potępia
                        wszelkie działania na pokaz i puste demonstracje "wiary". I nie musi iść za tym
                        żadne dyskryminujące działanie: tu chodzi właśnie - jak sama nazwa wskazuje - o
                        symbol.

                        Jaka szkoda, że Polacy tak bardzo lubią "demonstrować" swój katolicyzm, a tak
                        często w życiu codziennym postępują zupełnie wbrew jego przykazaniom, narażając
                        w ten sposób na śmieszność zarówno siebie, jak i - w oczach wielu ludzi - swoją
                        wiarę :(

                        Pozdrawiam,
                        lacitadelle.
                        • onion68 Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 12:26
                          Lacitadelle - nic dodać nic ująć :-)
                          Ja jeszcze dodam tylko - są wszyscy obywatele równi wg konstytucji, tak? To
                          wieszajmy symbole wszystkich religii, których wyznawcy mieszkają w Polsce, w
                          klasach, szpitalach i urzędach. A wtedy i tak osoby, które jak ja z czasem
                          zaczęły swój system wartości opierać na ideach pozareligijnych, będą czuć się obco.
                          Nie mam co prawda nic przeciwko utożsamianiu przez MM miłości z Jezusem, bo
                          kupowanie jej książek nie jest obowiązkowe.
                        • tygrys2112 Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 12:44
                          No dobra, szkoła czy urząd to racja. Nie lubię też krzyżyków na
                          szyi, bo osoby, które je noszą, zazwyczaj traktują je jako
                          biżuterię, a dla wielu jest to symbol.
                          Ale zakazywanie choinek na wystawach i placach itp to już chore.
                          Może należałoby kazać zrównać z ziemią wszystkie kościoły, bo
                          przecież też je widać i też nasuwają skojarzenia z określonymi
                          wyznaniami?
                          • lacitadelle Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 12:51
                            no ja się do choinek nie odnosiłam, bo przede wszystkim nie są one symbolem
                            religijnym :) Ale stany to specyficzny kraj i oni tam pod wieloma względami
                            popadają już w lekką paranoję na punkcie bardzo szeroko pojętej politycznej
                            poprawności.
                            • tygrys2112 Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 12:55
                              to chyba mamy podobne zdanie :)
                              • verdana Do Ginestry 12.11.07, 13:17
                                Czyli krzyz na scianie niczego nie oznacza? Moze sobie spokojnie
                                wisieć w miejscu, gdzie nikogo nie zobowiazuje do przestrzegania
                                wartosci chrzescijańskich? Wisi sobie w szkole i nic? Niczego nie
                                symbolizuje?
                                W takim razie to profanacja.
                                • mamalilki Re: Do Ginestry 12.11.07, 14:01
                                  Skoro juz pytasz na powaznie to Ci Verdano odpowiem. Krzyz w miejscu pracy mi
                                  pomaga. Pracuje w szkole, staram sie zyc wedlug zasad wiary. Krzyz na scianie po
                                  prostu przypomina, kim nalezy byc i jak sie zachowywac - oczywiscie dla
                                  chrzescijanina. Po to samo jest krzyzyk na szyi. To, ze ludzie i pod krzyzem
                                  potrafia sie opluc nie jest argumanetem. Jesli choc jeden z nich spojrzy na
                                  krzyz i przypomni sobie nauke Chrystusa, to znaczy ze krzyz byl potrzebny. Tak
                                  ja to widze. Moj dziadek byl zydem i nie tylko krzyz ale nawet chrzescijanska
                                  wigilia z koledami w gronie rodziny mu nie przeszkadzala. A nam nie
                                  przeszkadzalo modlic sie z rabinem nad grobem dziadka... Problem lezy w ludziach
                                  a nie w krzyzu. Usuniecie kapliczek przydroznych (jak we Francji) nie sprawi ze
                                  bedziemy lepsi niestety.
                                  • filmo-teka Re: Do Ginestry 12.11.07, 14:10
                                    Popieram w 100 %. Ciekawa dyskusja! Żałuję, że w nowym miejscu pracy
                                    nie ma krzyża. Patrząc się wniego dostrzegam miłosierną miłość
                                    Chrystusa, to pomaga przebrnąć wszelkie zawirowania.
                                  • the_dzidka Re: Do Ginestry 12.11.07, 14:26
                                    > ja to widze. Moj dziadek byl zydem i nie tylko krzyz ale nawet
                                    chrzescijanska
                                    > wigilia z koledami w gronie rodziny mu nie przeszkadzala.

                                    Właśnie. W gronie rodziny. A nie ostentacyjne obnoszenie się z
                                    katolicyzmem na pokaz jak z wdziękami na bulwarze.

                                    > Usuniecie kapliczek przydroznych (jak we Francji) nie sprawi ze
                                    > bedziemy lepsi niestety.

                                    Za to pozostawienie krzyża na scianie Sejmu cudownie wszystkich
                                    ponawraca.
                                    • tygrys2112 Re: Do Ginestry 12.11.07, 14:35
                                      Dzidko, kapliczki przydrożne a krzyż w arlamencie to jednak coś
                                      zupełnie innego...
                                  • sevilay Re: Do Ginestry 12.11.07, 15:36
                                    I tu się znowu z Tobą zgadzam Mamalilki-mnie też wiele razy spojrzenie na krzyż mitygowało.

                                    Nie mozna tez przesadzac w drugą stronę-usuniemy wszystkie symbole religijne i czy przez to staniemy się lepsi-bardzo wątpię.

                                    Jakos ja,kiedy widzę np. napis "Allah Korusun"-(wszyst.ko dla Allaha) w domu rodziny mojego męża to wcale nie czuję się,ze nie ma tu dla mnie miejsca- a według Was powinnam tak czuc?

                                    Podobnie moj mąz nie reaguje wstrętem na widok krzyża ani na święte obrazy,wręcz Madonnę Rafaella sam mi kupił i dał ze słowami"zobacz,jakie to ładne,powies u dzieci".Mamy też w domu kopie jasnogórskiego obrazu i zdjęcie papieża.I jakos nikt z tego powodu tragedii nie robi.
                                    Mi tez nie przeszkadza,że w Koran w naszym domy lezy.

                                    A poza tym mojemu męzowi i jego rodzinie bardzo się podoba procesja na Boze Ciało-w zeszłym roku jego brat z rodziną specjalnie przyjechali to zobaczyc:)

                                    Czy podejrzewacie np.celnika na lotnisku w Tunezji albo Turcji,ze gorzej Was potraktuje bo nie jesteście muzułmanami?

                                    A kto wie jakiego wyznania jest np.celnik na lotnisku w Nowym Jorku?
                                    Dla mnie to akurat bez znaczenia- i może sobie postawić przy stanowisku pracy co chce-posązek Buddy,tańczącego Śiwę,czy amulet voo doo-jego sprawa.
                                    • onion68 Re: Do Ginestry 12.11.07, 16:15
                                      Nie chcę nikogo urazić, ale wydaje mi się, że jeśli jakieś zasady są w pełni
                                      przez nas akceptowane, wyznawane i całkiem nasze (przemyślane i świadomie
                                      wyznawane), nie jest potrzebny jakiś materialny "przypominacz" o nich.
                                      I nie mówimy przecież o tym, co w domu, bo to właśnie jest prywatna sprawa
                                      każdego i ta wolność nie podlega dyskusji. Natomiast, jak widać nawet w tej
                                      dyskusji, stawania przez władze po stronie jednej z religii (lub jej braku)
                                      właśnie powoduje konflikty.
                                    • croyance Re: Do Ginestry 13.11.07, 11:31
                                      Moj narzeczony, Zyd, chodzi ze mna czasem do kosciola i sie modli.
                                      Nie wymawia tylko inwokacji o Jezusie, reszte jak najbardziej. Poza
                                      tym spiewa :-)
                                      W domu mamy krzyz, a na drzwiach wejsciowych mezuze. W Jom Kipur
                                      oboje poscimy. Mamy Wigilie polaczona z Hanuka. Narzeczony kupil mi
                                      ladny srebrny krzyzyk, a z kolei moi rodzice przywiezli mu z Izraela
                                      Gwiazde Dawida (BTW, narzeczony prosil moja mame o zamowienie mszy w
                                      intencji egzaminow Mlodego). I tak dalej, i tak dalej.

                                      Uwazam, ze wielka polapka politycznej poprawnosci jest akceptacja
                                      jedynie dla folklorystycznie wyobrazonej wiary, cos w rodzaju
                                      rozszerzonej tolerancji dla innych kultur. To cos jak: o, wszyscy
                                      jestesmy tacy sami, i tak samo myslimy, mamy tylko inne stroje
                                      narodowe, taka slodka egzotyka do pokazania na biurowym przyjeciu.
                                      To jest taka powierzchowna tolerancja; cos jak mowienie do gejow,
                                      ze 'w domu moga sobie robic, co chca, dopoki nie afiszuja sie na
                                      ulicach'. Czyli: w domu kazdy moze sobie wierzyc, w co chce, ale
                                      poza tym wszyscy powinnismy byc tacy sami.

                                      Tymczasem, prawdziwa toleracja IMHO to akceptacja ODMIENNOSCI. I nie
                                      takiej na zasadzie biurowej ciekawostki, ze croyance mowi po
                                      polsku :-) tylko dla poszanowania innego od naszego stylu zycia,
                                      ktory sciera sie z naszym, ktory jest WIDOCZNY. Mam wrazenie, ze
                                      obecnie tolerancja zostala sprowadzona do tego, ze spotykaja sie
                                      panowie w pubie, wszyscy biznesmeni w garniturach, jeden mowi:
                                      jestem muzulmaninem, a wszyscy: spoko, spoko. Nie ma dla nich w tej
                                      sytuacji nic wymagajacego, bo innosc to tylko SLOWO. Jak ten gej, co
                                      to siedzi w domu i sie nie 'afiszuje'.

                                      Oczywiscie, ze wspolistnienie roznych stylow zycia nie jest latwe,
                                      prowadzi do konfliktow, ale jest rozwiazywalne. I naprawde usuwanie
                                      wszystkiego, co moze potencjalnie dzielic, nie jest IMHO dobrym
                                      wyjsciem.
                                      • croyance Re: Do Ginestry 13.11.07, 11:35
                                        pulapka
                                  • lacitadelle Re: Do Ginestry 12.11.07, 16:28
                                    >Skoro juz pytasz na powaznie to Ci Verdano odpowiem. Krzyz w miejscu pracy mi
                                    > pomaga. Pracuje w szkole, staram sie zyc wedlug zasad wiary. Krzyz na scianie p
                                    > o
                                    > prostu przypomina, kim nalezy byc i jak sie zachowywac - oczywiscie dla
                                    > chrzescijanina.

                                    Ok, ale zdajesz sobie sprawę, że nie wszyscy ludzie w tej szkole to
                                    chrześcijanie? I że im krzyż na ścianie wcale nie pomaga, a części może
                                    przeszkadzać? Choćby dlatego, że chodzą czy pracują w szkole państwowej, a nie
                                    katolickiej. A jeżeli Ty tego potrzebujesz, to - tak jak sama napisałaś - możesz
                                    nosić ten symbol na szyi.

                                    Apeluję o trochę wyobraźni, nie wszyscy są tacy, jak Wy.

                                    Nikt tu nie chce usuwać żadnych kapliczek, ani nie pisze, że od usuwania
                                    jakichkolwiek symboli ludzie staną się lepsi. Chodzi tylko oto, żeby symbole
                                    religijne pojawiały się w miejscach do tego przeznaczonych, a publiczne
                                    instytucje w państwie niewyznaniowym na pewno takimi miejscami nie są. I jeżeli
                                    takie symbole się w nich umieszcza, to ludzie innych wyznań czy ateiści mają
                                    prawo poczuć się dyskryminowani.
                                • tygrys2112 Re: Do Ginestry 12.11.07, 14:29
                                  Verdano, czy czytasz ze zrozumieniem? Bo mam wrażenie, że nie.
                                  LaCitadelle napisała, że w urzędach i szkołach symbole religijne są
                                  nie na miejscu. Z tym się zgadzam. Uważam jednak, że absurdem jest
                                  całkowite eliminowanie różnych symboli. Np. kapliczek przydrożnych
                                  jak to ktoś wspomniał. W tym miejscu zgadzam się z Ginestrą, że nie
                                  można wszystkiego zakrywać, chować, bo to wcale nie powoduje nic
                                  dobrego.
                                • ginestra Re: Do Ginestry 12.11.07, 16:23
                                  Owszem, krzyż na ścianie coś oznacza i owszem, do czegoś zobowiązuje. Jeśli ktoś
                                  go profanuje, to nie jest wina krzyża, ani tego co oznacza, ani tych ludzi, dla
                                  których jest on wartością.

                                  Ja wyraziłam wcześniej swoje osobiste zdanie. Zapewne z moich __wszelkich__
                                  postów widać, że jestem przeciwna czemuś takiemu, że ktoś wynosi się nad innych,
                                  że ktoś kogoś ma za gorszego, że ktoś kogoś źle traktuje - i jestem przeciwna
                                  doszukiwania się dla krzywdzenia innych uzasadnień i usprawiedliwień w
                                  światopoglądzie czy w religii. Jeśli urzędnicy czy uczniowie czy politycy
                                  drugiego człowieka źle traktują, to robią źle i ich domniemane (bo chyba nie
                                  prawdziwe, skoro tak) wyznanie nie ma z tym nic wspólnego i nie daje im do tego
                                  żadnego mandatu. Dlaczego tak robią? Bo jest w każdym człowieku dobro i zło, a
                                  jeśli zło w nich bierze górę, to dlatego, że nie pracują nad tym, że godzą się w
                                  sobie na krzywdzenie drugiego człowieka.
                                  Jeśli coś złego robią ludzie w urzędzie, to nie jest to wina faktu, że tam wisi
                                  krzyż. Jeśli ktoś chce wykorzystywać ten fakt do tego, żeby stawiać siebie nad
                                  innych, oceniać ich, selekcjonować, źle traktować niewierzących czy ludzi innych
                                  wyznań, to robi źle. To jest jego wina, to jest sprawa jego sumienia. I nie jest
                                  to wcale argument za tym, żeby ten krzyż zdjąć, tylko może warto by było, żeby
                                  ten człowiek zmienił swoje postępowanie.

                                  Jeśli chodzi o krzyże w Polsce to nie wiem czemu nie wiele osób nie widzi tej
                                  ciągłości: krzyże były obecne w urzędach itp. przed wojną.
                                  W czasie wojny ktoś do naszego kraju wtargnął, zrobił rzeź, wszędzie pozawieszał
                                  swastyki. Po wojnie chciano powrotu do samostanowienia, do tej ciągłości,
                                  również z krzyżami na ścianach, bo to było WCZESNIEJ, i nikomu nie robiło
                                  krzywdy - ale przyszła jeszcze jedna obca władza, która również gwałtem wymogła
                                  to, żeby nie można było ich wieszać. Po 50 latach odzyskano niepodległość od
                                  tego reżimu. Dlaczego nie może więc być tej kontynuacji, jeśli tak wybrała
                                  większość ludzi? Dlaczego ktokolwiek uważa to za dyskryminację kogokolwiek?

                                  Odwołam się jeszcze raz do swoich londyńskich doświadczeń. Czy byłoby właściwe,
                                  gdybym mieszkając tam oczekiwała, że oto mieszkańcy wspomnianej żydowskiej
                                  dzielnicy odtąd przestaną ubierać się w chałaty i inne stroje, że przestaną
                                  zatrzymywać się na ulicy twarzą do muru czy budki telefonicznej i modlić głośno,
                                  kiwając się, jak to mają w zwyczaju? Że nie będą przystrajać od zewnątrz domów
                                  na swoje święta? Że nie będą 90% produktów w sklepach opatrywać hebrajskimi i
                                  angielskimi napisami o koszerności itp.? Tylko dlatego, że JA wyznaję inną
                                  religię i MNIE to uraża???
                                  Czy naprawdę myślicie (to do wszystkich osób, które pisały w tym duchu, że
                                  oznaki wiary powinny być tylko w domach i świątyniach) - że to by było właściwe?
                                  Że to by nie było jakąś przemocą wobec tych ludzi, jakimś zabraniem im
                                  bezprawnie ich wolności?

                                  Przepraszam, jeśli w dalszych wątkach ktoś jeszcze pisał podobnie - ja
                                  doczytałam tylko dotąd i na gorąco odpisuję.
                                  Pozdrawiam
                                  • ginestra Re: Do Ginestry 12.11.07, 16:30
                                    (Ten post sprzed chwili miał się wkleić wyżej, zaraz pod pierwszym postem
                                    Verdany z tytułem do mnie, ale wkleił się po wszystkich dzisiejszych)

                                    Przeczytałam pozostałe. Cieszę się bardzo, że dla wielu z Was spojrzenie na
                                    krzyż ma znaczenie i kontaktuje z czymś dobrym, pomaga. Ja też tak mam i tak
                                    czuję. I tak pewnie jest w przypadku ludzi innych wyznań, że ich symbole też im
                                    przypominają o ich czlowieczeństwie = podobieństwie do Boga, o czymś dobrym w
                                    nich samych, o wdzięcznosci, ufności, nadziei, o sensie ich życia wśród ludzi i
                                    innych istot, o tym żeby być lepszym itp. To jest coś cennego dla człowieka -
                                    móc tak spojrzeć.
                                    Pozdrawiam!
                                  • lacitadelle Re: Do Ginestry 12.11.07, 16:40
                                    to ja może zacytuję Konstytucję:

                                    "my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,

                                    zarówno wierzący w Boga

                                    będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,

                                    jak i nie podzielający tej wiary,

                                    a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,

                                    równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego - Polski"

                                    i jeszcze art.25:

                                    "1. Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione.

                                    2. Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w
                                    sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając
                                    swobodę ich wyrażania w życiu publicznym."

                                    Ty, jako obywatel , masz prawo wyrażania swoich przekonań religijnych (swoim
                                    ubiorem, wyglądem swego domu, działaniem itp.), państwo oraz jego instytucje
                                    mają w tych kwestiach pozostawać bezstronne.
                                    • verdana Re: Do Ginestry 12.11.07, 16:53
                                      Hm, to znaczy, ze gdyby na scianie w polskiej pa nstwowej szkole
                                      wisiał nie krzyz, a Gwiazda Dawida, albo symbol religii
                                      muzulmanskiej - i nauczyciel albo urzednik uznawali, ze ma to im
                                      przypominać, aby dzialali zgodnie z wymogami swojej religii (ktora,
                                      wybaczcie czasem bywa sprzeczna z przepisami albo programem
                                      szkolnym) to byloby OK? Czy tez nie?
                                      Tez domagam się czytania ze zrozumieniem - nie mam nic do kapliczek
                                      przydroznych, kosciołów itd. mam natomiast wiele przeciw temu, aby w
                                      miejscach urzedowych demonstracyjnie podkreslać wyznanie urzednikow
                                      czy nauczycieli.
                                      Czy pod krzyzem mozna uczyć o antykoncepcji? Czy tez to się nie
                                      godzi? A antykoncepcja jest w programi nauki biologii. Czy urzędnik
                                      w sali, gdzie wisi krzyz może zaakceptować rozwód?
                                      • ginestra Re: Do Ginestry 12.11.07, 17:50
                                        Co do symboli innych religii w urzędach, to moje zdanie jest takie, że w
                                        przypadku tych symboli, w Polsce, nie ma tej kontynuacji historycznej, o jakiej
                                        wspominałam. W krajach rodzimych dla tych religii - zapewne jest.

                                        Co do wprowadzenia ich w Polsce - byłaby to nowość, owszem, którą można by
                                        rozważyć w sytuacji gdyby ludzi innych wyznań było tak dużo i tak znacząca
                                        byłaby ich obecność w tych urzędach itp., że może można by taką zgodę ustanowić:
                                        Polska byłaby wtedy innym krajem niż dziś, byłaby takim wielonarodowościowym
                                        tyglem, jak Kanada czy USA czy inne kraje zachodnioeuropejskie na przykład, i ta
                                        jej nowa tożsamość mogłaby właśnie znaleźć wyraz w obecności wielu symboli
                                        religijnych w różnych miejscach. Czemu nie, gdyby tak było.

                                        Co do cytatu z Konstytucji przytoczonego przez Lacitadelle - nie znam się na
                                        kwestiach prawnych - czy wynika z tego, że obecność aktualnie krzyży w
                                        instytucjach łamie Konstytucję? Czy jest to możliwe, żeby one wisiały skoro jest
                                        to sprzeczne z Konstytucją? A może nie jest? Jakie jest wobec tego uzasadnienie
                                        ich obecności?
                                        A może już tych krzyży nie ma w urzędach? Nie pamiętam - teraz uświadomiłam
                                        sobie, że nie pamiętam (wstyd), czy te krzyże nadal w urzędach wiszą? Dajcie znać.

                                        Co do tego czy można orzekać rozwód pod krzyżem itp. Moim zdaniem tak. Uczyć o
                                        antykoncepcji też. Ale to tylko moje zdanie. Jeśli priorytetem jest to, żeby
                                        szanować człowieka, nie krzywdzić itp. - to dlaczego nie omawiać i nie
                                        rozstrzygać najtrudniejszych nawet tematów. Rozwód też czasem - choć jest to
                                        smutne wydarzenie i lepiej by było gdyby w obliczu kryzysu małżonkowie chcieli
                                        pracować nad związkiem i jego naprawą, a nie rozwodzić się - otóż rozwód też
                                        czasem, mimo jego smutności, jest jakimś najlepszym rozwiązaniem, przerywa jakąś
                                        krzywdę, wnosi więc coś dobrego :((. Raczej ważne jest ___jak___ urzędnicy te
                                        sprawy przeprowadzają, czy z uszanowaniem godności wszystkich zainteresowanych
                                        czy nie.

                                        Pozdrawiam
                                        • jottka re o innych symbolach 13.11.07, 10:50
                                          ginestra napisała:

                                          > Co do symboli innych religii w urzędach, to moje zdanie jest takie, że w
                                          przypadku tych symboli, w Polsce, nie ma tej kontynuacji historycznej, o jakiej
                                          wspominałam. W krajach rodzimych dla tych religii - zapewne jest.


                                          ginestra, ty masz krótką pamięć historyczną - akurat zgodnie z twoją teorią, że
                                          symbol religijny ma prawo obecności w instytucjach państwowych, o ile należy do
                                          tradycji historycznej tego państwa, gwiazda dawida ma pełne prawo wisieć w
                                          dowolnej placówce łącznie z sejmem. więcej nawet, powinna się tam znajdować na
                                          znak szacunku i pamięci, ponieważ wyznawcy tej religii zostali masowo
                                          wymordowani w swoim kraju i na swojej ziemi. inna sprawa, że nie wiem, czy
                                          akurat dzisiejsi żydzi by sie zgodzili powiesić gwiazdę dawida obok krzyża.

                                          muzułmanie zresztą też mają piękną tradycję w kraju naszym, bo się pojawili na
                                          podlasiu bodaj już w 18 w. (tu pomijam janczarów kmicica i takich innych, bo oni
                                          jednak nie zamieszkali tutaj:)


                                          co do reszty - dyskusja toczy się wyłącznie nt. obecności symboli religijnych w
                                          instytucjach państwowych. i nie powinno ich tam być nie dlatego, że ktoś może
                                          ukrzywdzić np. chrześcijan, źle o nich myśląc, a oni przecież mają dobre
                                          intencje, ale dlatego, że wprowadzają one ze sobą pewien określony system
                                          wartości, który nie każdemu odpowiada i nie każdy chce mu się podporządkować
                                          (jak np. wspominana antykoncepcja z krzyżem w tle). a jedynym systemem wartości,
                                          którym ma się kierować państwo i jego przedstawiciele, jest konstytucja i
                                          wynikające z niej prawo.

                                          nb. prawo jest stanowione dlatego, że ludzie bywają źli, a nie dlatego, że w
                                          swej masie są dobrzy (to apropo zarzutu do verdany, że uogólnia, a przecież
                                          wredne są tylko jednostki). właśnie dlatego istnieją przepisy prawa, żeby w
                                          miarę możności ograniczyć tym pojedynczym szkodnikom pole działania:) dobrzy
                                          ludzie będą się wszak automatycznie przyzwoicie zachowywać.
                                          • ginestra Re: re o innych symbolach 13.11.07, 12:48
                                            Co do ciągłości historycznej: chodziło mi o ciągłość związaną z polską
                                            państwowością, o symbolikę charakterystyczną dla Polski jako takiej,
                                            konsekwentnie przez stulecia. Polska była od czasu swojej bardzo wczesnej
                                            historii domem wielu narodowości, często o ogromnej liczebności, jednakże
                                            charakterystycznym wyrazem _____unikalności____ Polski, jej tożsamości, tego
                                            jaka jest itp. były symbole właśnie chrześcijańskie. (Tu widzę, że brak mi
                                            typowego słownictwa historycznego, więc bardzo proszę o dostrzeżenie sedna, tej
                                            linii, a nie o ewentualne sprawdzanie czy dobrze użyłam słowa państwowość itp.)
                                            To o czym mówię to ta spójność, ta pewna linia symboliki, która była obecna od
                                            zarania dziejów Polski aż do czasów ostatniej wojny.

                                            Charakterystyczne Jottko w Twoim poście i postach Verdany (oraz być może innych
                                            osób wyrażających podobne rzeczy) jest takie implikowanie, że obecność symboli
                                            chrześcijańskich np. w urzędach ma być tożsama z tym, że niby __ktoś chce__
                                            rozstrzygać sprawy w tych urzędach w myśl tylko i wyłącznie religii katolickiej.
                                            Jest to moim zdaniem BARDZO krzywdzące myślenie, bo przypisuje twórcom tego
                                            pomysłu żeby te symbole tam wisiały, chęć uczynienia z Polski typowego państwa
                                            wyznaniowego, a to jest nadużycie i nieprawda. Chodzi mi na przykład o
                                            sugerowanie, że jeśli wisi krzyż to oznacza to, że nie powinny być pod krzyżem
                                            orzekane rozwody, albo nauczana antykoncepcja. A to jest krzywdzące!
                                            To jest wmawianie, że niby katolicy chcą narzucić Państwu swój światopogląd,
                                            kiedy w istocie tak nie jest! Jest demokracja, wszelkie decyzje oraz prawo
                                            uchwalane są z woli mieszkańców tego kraju. Jest Konstytucja, jest prawo i ono
                                            obowiązywać ma wszystkich. A więc to prawo jakie jest ustanowione (o rozwodach i
                                            o programach nauczania w szkole też) według twórców tej idei żeby krzyże znów,
                                            po odzyskaniu niepodległości od reżimu komunistycznego, wisiały w urzędach, ma
                                            być sprawowane tak jak to jest demokratycznie ustalone.

                                            Gdyby natomiast było tak, że: kościół nie uznaje rozwodów, a więc sądy nie mogą
                                            orzekać rozwodów itp., to byłoby to pogwałceniem demokracji, byłoby to państwo
                                            wyznaniowe. A czegoś takiego NIE MA. Według mnie państwo wyznaniowe byłoby wtedy
                                            gdyby karano za nie pójście do kościoła na mszę w niedzielę, za zjedzenie mięsa
                                            w piątek itp., za nie wysyłanie dzieci na religię, za mieszkanie razem bez ślubu
                                            itp. A tego nie ma.

                                            O Konstytucji pisałam wczoraj: jeśli według Konstytucji krzyże nie mają prawa
                                            wisieć w urzędach, to dlaczego wiszą? Oraz pytałam czy wiszą naprawdę, bo może
                                            nie i może zobaczycie jak na dłoni, że jednak Konstytucja jest respektowana. A
                                            jeśli wiszą, to być może nie naruszają tym Konstytucji, bo to się mieści w jej
                                            zakresie?
                                            Nie jestem specjalistą od Prawa Konstytucyjnego.
                                            Wyraziłam tylko swój własny pogląd o tym, że to, że krzyże wiszą, nie jest
                                            przeciwko nikomu i nikogo nie krzywdzi i nie implikuje tego, że ktoś będzie "na
                                            chama" nadużywał swojej władzy do wychowywania ludzi w duchu katolickim. Jeśli
                                            by tak robił - jest to niedopuszczalne, tak jak wszystkie inne złe czyny.

                                            Jeśli chodzi o naród Żydowski, to ja - jak wiecie - jestem bardzo za pamięcią o
                                            tych ludziach oraz za uznaniem zasług dla Polski tych z nich, którzy coś dobrego
                                            dla niej zrobili, dla których była domem.
                                            Jednakże mimo wszystko, z całym szacunkiem, dostrzegam to, że Polska miała swoją
                                            dużo wcześniejszą tożsamość, swój charakterystyczny wizerunek, który był już
                                            wcześniej, zanim Żydzi znaleźli w tym kraju swój dom, swoją najliczniejszą
                                            lokalizację w diasporze w ówczesnym świecie aż do wojny i oni sami też tak to
                                            rozumieli. Nie mam wiedzy akurat o tym czy chcieli oni przed wojną by ich
                                            symbole były w urzędach i parlamencie, ale przypuszczam, że nie. Uznawali oni,
                                            wydaje mi się, jako naród (całościowo, nie mówię o jednostkach, bo pewnie byli i
                                            tacy co tak i tacy co nie) Polskę za swoją ojczyznę, ale szanowali ten jej
                                            kształt, wizerunek i tożsamość jaki miała wcześniej, oraz w trakcie ich życia w
                                            tym kraju. O ten charakterystyczny, specyficzny dla Polski wizerunek mi chodzi.
                                            Swój specyficzny wizerunek ma każdy inny kraj, dlaczego Polsce tego odmawiać,
                                            czy z jakiegoś wstydu? Po wojnie i komunizmie nie zostało z niego wiele, ale coś
                                            tam zostało, jakiś rys i dlaczego nie mielibyśmy go uszanować, czy wręcz być z
                                            niego dumni. :(
                                            Pozdrawiam
                                            • jottka Re: re o innych symbolach 13.11.07, 13:49
                                              może po kolei, acz w skrócie:)

                                              > Co do ciągłości historycznej: chodziło mi o ciągłość związaną z polską
                                              państwowością, o symbolikę charakterystyczną dla Polski jako takiej,
                                              konsekwentnie przez stulecia.


                                              a ile tych stuleci ma być, żeby tradycja była 'charakterystyczna dla Polski'?:)
                                              'pewna linia symboliki', którą chcemy kojarzyć z naszym krajem, to raczej
                                              właśnie wielonarodowość i współistnienie różnych nacji i wyznań w obrębie
                                              państwa, że mi sie przypomina działalność sejmu żydowskiego zdającego sprawę
                                              przed królem czy z bliższych czasów przysięga wojskowa składana na wawelskim
                                              dziedzińcu przed rabinem przez żołnierzy wyznających judaizm (lata 30. XX w.).
                                              hasło 'polak-katolik' zaczęło funkcjonować intensywnie dopiero pod zaborami,
                                              jako jeszcze jeden front obrony przed rusyfikacją (prawosławie) czy germanizacją
                                              (protestantyzm albo podporządkowany państwu katolicyzm austriaków), tego sie nie
                                              da przenieść mechanicznie na wcześniejsze czasy, choć oczywiście nie kwestionuję
                                              tego, że katolicyzm był u nas religią dominującą. ale nie da się uznać, że
                                              państwo nasze tworzyli li i jedynie czyści etnicznie i wyznaniowo polacy, bo
                                              'kundli' była cała masa:)



                                              po drugie - ginestra, może spróbuj spojrzeć na teksty moje czy verdany bez
                                              przeświadczenia, że chcemy zrobić krzywdę katolikom:) bo nie mam takiej intencji
                                              ani też, jak przypuszczam, nie ma jej verdana - tyle tylko, że, jak już pisałam,
                                              dowolny symbol implikujący ściśle określony system wartości nie jest i z
                                              definicji nie może być niewinny. dla ciebie krzyż w każdym miejscu oznacza tylko
                                              dobro i miłość, ale - że przypomnę sprawę krzyża przy obozie oświęcimskim - np.
                                              dla żydów może nawet stanowić obrazę (tak było w tamtej sprawie, wg judaizmu, o
                                              ile dobrze pamiętam, na miejscu zagłady nie wolno stanąć żadnym symbolom
                                              religijnym, a do tego dla części żydów ustawienie krzyża na miejscu śmierci
                                              ludzi, których mordowali chrześcijanie, jest nie do przyjęcia).

                                              i dlatego właśnie, że sprawy dotyczące różnych wiar i systemów wartości są (mogą
                                              być) tak drażliwe, współczesne państwa starają się zachować neutralność, to
                                              znaczy starają się ustalić taką płaszczyznę współżycia, by mogli na niej
                                              funkcjonować ludzie o najróżniejszych przekonaniach (innemi słowy rządzą się
                                              prawem świeckim). to nie wyklucza szacunku dla poszczególnych osób, wręcz
                                              przeciwnie, to jest dowód tego, że staramy się wzajem siebie szanować.

                                              a na sali sądowej wiszą godła państwowe, a nie krzyże - nie dlatego, by krzyż
                                              był uznawany z punktu za symbol ludzi moralnie podejrzanych, tylko dlatego, by
                                              nikt nie mógł pomyśleć, że sąd wydając wyrok kieruje się jakimkolwiek innym
                                              prawem niż to zapisane w kodeksie. czyli nie faworyzuje ani przekonań
                                              katolickich, ani judaistycznych, ani muzułmańskich, ani ateistycznych, temida ma
                                              być ślepa i znać tylko kodeks prawny:)


                                              poza tym - choć to tytułem dygresji, bo nie chcę tu już się wdawać w dyskusje
                                              okołoantykoncepcyjne - nauczanie pod krzyżem o jakiejkolwiek innej antykoncepcji
                                              niż ta zalecana przez kościół katolicki to grzech, a nawet bluźnierstwo dla
                                              wyznawcy:) i dlatego szkoła państwowa powinna być świecka i przekazywać treści
                                              świeckie (w tym wypadku plus minus wiedzę zgodną ze stanem najnowszych badań
                                              naukowych), natomiast nie ma przeszkód, by szkoła wyznaniowa nauczała wedle swej
                                              najlepszej wiedzy i wiary, tyle tylko że nie należy mieszać jednej z drugą, bo
                                              wtedy właśnie najłatwiej rodzą się demony.
                                              • ginestra Re: re o innych symbolach 13.11.07, 14:18
                                                Ja też odpowiem, tym razem bardzo krótko, bo nie mogę w tej chwili:
                                                1- ciągłość historyczna: niezależnie od defilad, sejmów, rabinów, wielości
                                                wyznań itp. - popatrz co było przez wieki na berłach, koronach, sztandarach itp.
                                                Nie jestem mocna z historii szczegółowej, więc może znajdziesz przykłady jakichś
                                                odstępstw, że jakiś król to czy tamto, ale ta ciągłość była, od pierwszego
                                                hymnu Polski te symbole i treści były związane z chrześcijaństwem i o to mi chodzi.

                                                2 - bardzo nie podobały mi się Twoje słowa o "czystej krwi Polakach" itp. Jestem
                                                BARDZO wyczulona na to i bardzo przeciwna mieszaniu tu jakichkolwiek treści
                                                nacjonalistycznych, o wyższości kogoś nad kimś. Jest mi to bardzo przykro
                                                słyszeć i ja oraz ludzie, których cenię za dobre rozumienie patriotyzmu tak
                                                sprawy nie stawiają. Jest to okropne. Nie wiem komu chciałaś takie widzenie
                                                spraw przypisać, mam nadzieję, że nie mi. Świadczy to tylko o Tobie.

                                                3 - W pierwszym poście na te tematy zaznaczyłam, że temat symboli religijnych ma
                                                wiele warstw i podtematów - czułam, że jeśli bardziej się w to zagłębimy to
                                                zejdzie też na symbole religijne w Auschwitz.
                                                Otóż moje własne stanowisko jest identyczne ze stanowiskiem pana S.
                                                Krajewskiego, ówcześnie (czy nadal?) przedstawiciela wspólnoty Żydowskiej w
                                                Polsce. Bardzo podobały mi się jego rozdziały w książce: "Żydzi, Polska,
                                                Judaizm" (może nie dokładnie przytoczyłam tytuł), w których z ogromnym
                                                humanizmem i cierpliwością odpowiada na ten problem. W skrócie to stanowisko
                                                jest takie: Auschwitz przez swoją złożoność i unikalność w historii (unikalność
                                                potworności i "nieludzkości") nabrało szczególnego sensu: jest słynne zdanie
                                                włoskiego pisarza: "po Auschwitz nie możliwe jest napisanie wiersza". Jest też
                                                wiele takich "po Auschwitz". Po prostu jest to słowo i miejsce o szczególnym
                                                wymiarze. Ma tę swoją symbolikę dla całej ludzkości, ma też dla każdego narodu
                                                taką jaką ten naród chce.
                                                Jeśli Żydzi bardzo przeżywają to, że na takim miejscu nie powinno być krzyża, to
                                                stawianie krzyża "na siłę" jest "przeciwko nim" i jest niedobre.
                                                Natomiast wydaje mi się, że od lat 90tych, w którym ta dyskusja i walka o te
                                                krzyże na Żwirowisku, gdzie zginęli Polacy miały miejsce, znaleziono jakiś
                                                consensus co do tego jak to rozstrzygnąć.
                                                Powstało tam centrum informacji i pamięci, jakoś te narody doszły do ładu w
                                                sprawie symboli. Nie mam bardzo aktualnej wiedzy, ale ufam i panu
                                                Bartoszewskiemu i innym, że potrafili się dogadać. Pan Krajewski też - co bardzo
                                                mi się podobało - wykazywał się ogromną empatią i szacunkiem dla strony
                                                chrześcijańskiej, on sam ma zresztą niezwykle ciekawą historię, swoje korzenie
                                                żydowskie odkrył późno.

                                                Przepraszam, że muszę tu już urwać moją wypowiedź, mam pracę.
                                                Pozdrawiam
                                                • lezbobimbo Re: re o innych symbolach 14.11.07, 01:23
                                                  Skoro powstala dyskusja rozbuchana, to chcialabym przypomniec, ze istnieje cos
                                                  takiego jak pluralizm. Czyli uznanie dla wszystkich odrebnosci (stylów zycia,
                                                  jakby to mozna dzis rzec) - w swietle prawa oczywiscie. I katolik i ewangelik i
                                                  wyznawca Asów i ateista i muzulmanin i buddysta i wikkanka maja równe prawa.
                                                  Demokracja po prostu.
                                                  Jesli w urzedach, szkolach i w sejmie wszystkich Polaków wisi jeden symbol
                                                  religijny, pluralizm wymaga, aby zawisly kolo niego wszystkie inne symbole
                                                  religijne obywatelów kraju. Inaczej bedzie to faworyzowanie jednego wyznania i
                                                  wywyzszania go nad innymi. Co jest krzwydzace dla pozostalych wyznan. Nie mówie
                                                  tu o sferze prywatnej, tylko wspólnej.
                                                  Albo maja zawisnac wszystkie symbole na równych demokratycznych prawach, albo
                                                  zadne.
                                                  Dlatego we Francji zabroniono nosic publicznie wszystkich symboli religijnych:
                                                  czesc Francuzów obrazila sie na muzulmanskie chusty i chcieli ich zabronic
                                                  (jedni przez sekularyzm, inni przez rasizm a jeszcze inni w kontekscie
                                                  dyskryminacji kobiet) na co wladze zareagowaly stosunkowo madrze: skoro
                                                  zabraniamy jednego symbolu religijnego, musimy zabronic wszystkich innych, bo
                                                  inaczej bedzie to dyskryminacja i nagonka na jedna grupe spoleczna. Nagonka taka
                                                  cuchnie faszyzmem, a efektem beda rozruchy na tle religijnym. Dlatego
                                                  zabroniono wszystkich symboli religijnych, w tym chust muzulmanskich, krzyzy
                                                  chrzescijanskich i jarmulek zydowskich.

                                                  Jesli chodzi o historie i tradycje Polski, bledem jest postrzeganie naszego
                                                  dzisiejszego kraju jako jednolitego tworu powstalego 1000 lat temu w wyniku
                                                  porozumienia wszystkich obywateli i bez zadnych zmian przetrwalego az do
                                                  dzisiaj. Zadne inne kraje Europy takiej historii nie mialy, nie mielismy tez i my.
                                                  Dzisiejsze granice Polski rysowal Stalin z Rooseveltem i Churchillem.
                                                  Az do drugiej wojny swiatowej obywatele Polski byli mniej lub bardziej
                                                  wymieszanym spoleczenstwem plemiennym: byli Niemcy, byli Czesi, byli Luzyczanie,
                                                  byli Zydzi, byli Kaszubowie, Lemkowie, Tatarzy, Kozacy, Cyganie, Ukraincy,
                                                  Rosjanie, Litwini i z pewnoscia jeszcze inni. Wyznan bylo duzo, a chrzescijanie
                                                  nie wszyscy byli katolikami, byli i prawoslawni i protestanci i ewangelicy itd.
                                                  Byli niestety antysemici i to dosc glosni, ale na szczescie nie dochodzilo do az
                                                  tak okropnych pogromów jak w Rosji.
                                                  Duzo bylo tez asymilacji i duzo slawnych osób, o których dzis mówimy z duma jako
                                                  o naszych rodakach, niekoniecznie bylo etnicznymi Polakami zamieszkalymi w
                                                  Polsce od zawsze.. Veit Stoss czy Nicolaus Copernicus czy Slowacki czy
                                                  Mickiewicz czy Tuwim etc.

                                                  ginestra napisala:
                                                  > Ja też odpowiem, tym razem bardzo krótko, bo nie mogę w tej chwili:
                                                  > 1- ciągłość historyczna: niezależnie od defilad, sejmów, rabinów, >wielości>
                                                  wyznań itp. - popatrz co było przez wieki na berłach, >koronach, sztandarach itp.

                                                  Na berlach i koronach bywaly krzyzyki ale nie musialy tam byc. Chrzescijanscy
                                                  królowie i królowe wystepowaly w calej Europie, i to, ze ktos
                                                  nosil krzyz nie czynilo go wcale Polakiem. Chrzescijanstwo jest dosc
                                                  miedzynarodowe i nie definiuje czyjejs polskosci.
                                                  Na sztandarach i godlach Polski krzyza tez nie bylo, tylko orzel i to dopiero od
                                                  12 wieku. W Unii z Litwa polskie godlo powiekszylo sie o litewska Pogon, czyli
                                                  rycerza na koniu, który na tarczy ma krzyz.. ale prawoslawny.
                                                  Takie bardziej katolickie krzyze na sztandarach to mieli czesto.. Krzyzacy ;)

                                                  > Nie jestem mocna z historii szczegółowej, więc może znajdziesz >przykłady
                                                  jakichś> odstępstw, że jakiś król to czy tamto, ale ta >ciągłość była, od
                                                  pierwszego> hymnu Polski te symbole i treści były >związane z chrześcijaństwem i
                                                  o to mi cho>dzi.

                                                  Za przeproszeniem, ale hymn Polski zostal napisany dopiero w 19-ym wieku,
                                                  podczas zaborów. Ale to dygresja.

                                                  Moja konkluzja jest to, ze mozna byc katolikiem nie bedac Polakiem i mozna byc
                                                  Polakiem, nie bedac katolikiem.
                                                  A idac do urzedu chcialabym aby urzednik po prostu wykonywal swoja prace i
                                                  zapewnial mi dobry serwis. Jego wyznanie mnie nie interesuje, ani nie powinno go
                                                  interesowac moje - to jest wnikanie sfery prywatnej w oficjalna, co tylko
                                                  przeszkadza w wykonywaniu swieckich obowiazków.

                                                  Na koniec mego dluuugiego gadania chce przypomniec madre i demokratyczne slowa
                                                  jednego z naszych wladców "nie bede królem Waszych sumien" - czym pozwolil na
                                                  pluralizm i wolnosc wyznan w Polsce...
                                                  • ginestra Re: re o innych symbolach 14.11.07, 10:50
                                                    Z pewną rezerwą znów tu piszę, bo nie chcę ciągnąć dalej tej dyskusji, skoro
                                                    właściwie o wszystkim najważniejszym z mojej strony napisałam, każdy też napisał
                                                    co uważa i właściwie nie ma raczej szansy wypracowania wspólnego stanowiska,
                                                    natomiast nie jest to przecież bezwzględnie konieczne. Po raz kolejny powtarzam
                                                    więc sobie samej takie stwierdzenie, że świat jest tak duży, że wszystkie
                                                    poglądy się na nim zmieszczą. I każdy może przecież pozostać przy swoim zdaniu.

                                                    Odniosę się jednak krótko do postu Lezbobimbo, bo nie jest tak, że mam poczucie,
                                                    że przytoczone argumenty obaliły moje czy coś.

                                                    Jeśli chodzi o hymn Polski - to jak pisałam - nie chciałabym, żeby ktoś czepiał
                                                    się np. tego czy dobrze użyłam słowa "Polska" w sensie państwowości czy też tego
                                                    czy hymn został __oficjalnie__ nazwany hymnem itp. Myślę, że wiadomo wszystkim o
                                                    co mi chodziło: o Bogurodzicę jako pierwszy "hymn" Polski, a nie o hymn z XIX
                                                    wieku. Myślę, że to było trochę wynikiem Twojej złej woli, Lezbobimbo, udawać,
                                                    że nie wiesz o co mi chodzi. No, ale jeśli nie udawałaś to zwracam honor,
                                                    natomiast trudno mi w to uwierzyć.

                                                    Chrześcijaństwo, owszem, JEST uniwersalne i bycie chrześcijaninem nie oznacza
                                                    bycia Polakiem - zgadzam się w stu procentach. Mi chodziło tylko o to, że
                                                    Polska, która owszem nie była jednolitym tworem, która owszem była przez wieki
                                                    domem wielu narodowości i wyznań, niejako "wybrała sobie" pewne symbole
                                                    __wiodące__ i dla niej charakterystyczne, pewien rys swojej indywidualności i
                                                    tym co wybrała były właśnie te symbole chrześcijańskie i odniesienia do tej
                                                    religii. Wybrała sobie te właśnie symbole za sprawą ludzi, którzy nią rządzili,
                                                    którzy w niej żyli, którzy widzieli sens w kontynuowaniu przyznawania się do
                                                    tych symboli i umieszczania ich jako coś rozpoznawczego dla Polski itp.
                                                    Owszem, w zmiennych proporcjach w różnym czasie, w zmiennym nieco obrazowaniu
                                                    (np. z umieszczeniem na godłach również symboli, jak wspomniałaś, prawosławnych
                                                    itp.), ale zawsze z charakterem Polski symbole chrześcijańskie
                                                    (rzymskokatolickie) oraz odwołania do tej religii były silnie związane. I o to
                                                    mi chodziło.

                                                    Gdyby teraz tworzyło się od zera Państwo Polskie, to być może i ja byłabym za
                                                    tym, żeby tak pluralistycznie "tu i teraz" wybierać jakie symbole będą ją
                                                    reprezentowały i czy mają być w urzędach czy nie i czy wszystkie razem czy może
                                                    tylko symbole największych grup wyznaniowych itp. Może nie wyraziłam tego jasno,
                                                    ale mam nadzieję, że to się dało zrozumieć z moich postów: osobiście nie uważam,
                                                    że krzyże czy symbole religijne "muszą" wisieć w urzędach czy parlamencie, że są
                                                    tam utylitarnie potrzebne, bo nie. Natomiast najważniejsze co za tym przemawia,
                                                    moim zdaniem, żeby tam wisiały, na mocy demokratycznej decyzji mieszkańców tego
                                                    kraju, jest to, że ___były wcześniej___. I coś dla ludzi z tych wcześniejszych
                                                    pokoleń znaczyły. Oni nie bez powodu chcieli, żeby tam wisiały. I chcieli nie
                                                    dlatego, żeby pokazać wyższość jednej religii nad innymi, tylko żeby wyrazić
                                                    ciągłość tego charakteru Polski na który składała się wierność tym wartościom.
                                                    Mieli przekonanie, że Polska "nie zginie" dopóki oni zachowają swoją narodową
                                                    tożsamość, czyli: świadomość przynależności do Polski, odpowiedzialności za nią
                                                    i świadomość powinności kultywowania tych wartości i przekazywania ich. Oni tak
                                                    to pojmowali. Aktualnie też są ludzie, dla których te symbole nadal to znaczą.
                                                    Oraz znaczą wiele indywidualnie, jako dla człowieka.

                                                    Antropologicznie rzecz ujmując, człowiek z samej natury jest taką istotą, że
                                                    chce dawać wyraz wiary i umieszczać jej symbole tam gdzie żyje i tam gdzie
                                                    pracuje. Stąd np. kapliczki przydrożne na wiejskich terenach, bo ludzie
                                                    pracujący w polu chcieli spojrzeć na nie, pomodlić się w przerwie, czy wracając
                                                    z pracy, a tak czy owak zawsze mieli w zasięgu wzroku wieżę kościoła itp. W
                                                    miastach też: na placach, skrzyżowaniach, rynkach były kapliczki i krzyże,
                                                    później w dalszych wiekach również i w "kamienicach studniach" były kapliczki,
                                                    obrazy i rzeźby religijne w ścianach domów itp. W innych wyznaniach jest też
                                                    podobnie, w krajach arabskich na przykład. Bo to po prostu leży w ludzkiej
                                                    naturze, jest ważną potrzebą człowieka. I naturalne jest też to, że jeśli jakaś
                                                    religia jest związana z państwowością, chociażby przez wartości i symbole, i
                                                    jeśli wyznaje ją przytłaczająca większość mieszkańców, to mogą oni sobie tym
                                                    bardziej umieszczać te symbole gdzie chcą, jeśli tak się umówią.

                                                    Oczywiście czasy się zmieniają. Być może wielu ludzi nie widzi już religii jako
                                                    rysu naszej tożsamości. Niemniej nikt chyba nie zaprzeczy, że umieszczenie tych
                                                    krzyży w urzędach nastąpiło właśnie na mocy demokratycznej decyzji mieszkańców.
                                                    A więc jest u nas i pluralizm i demokracja. Polska NIE JEST natomiast aktualnie
                                                    krajem o takich proporcjach i takich liczebnościach różnych wyznań co Francja.
                                                    Być może kiedyś tak będzie i w Polsce, ale to będzie już do rozstrzygnięcia
                                                    przez nas ___wtedy___ co zrobić z obecnością symboli religijnych: czy iść w tę
                                                    stronę, w którą poszła Francja, czy znaleźć jeszcze inne wyjście. Na razie każda
                                                    religia w Polsce __ma__ swobodę wyznania, myślę, że ta konstytucyjna swoboda
                                                    jest respektowana. Natomiast, powtórzę raz jeszcze, nie jest tak, że u nas np.
                                                    30% mieszkańców to chrześcijanie, 30% to muzułmanie, a 30% to Żydzi. Jak było
                                                    nawet pisane w tym wątku, ponad 90% mieszkańców deklaruje wyznanie katolickie. A
                                                    nawet gdyby było 80% czy 70%, to też była by to główna religia. Dodatkowo jest
                                                    to religia mocno związana z "duchem" i charakterem polskiej państwowości, jak
                                                    pisałam powyżej. Co by nie mówić o obecności innych symboli w historii Polski,
                                                    nigdy nie były one dominujące i nigdy nie były wpisane w naszą symbolikę. Na
                                                    sztandarach nie było napisów "Allah, honor i ojczyzna". To, że Krzyżacy RóWNIEż
                                                    wybrali sobie krzyż za symbol to ich sprawa. Ważne jest JAKIE symbole wybrała
                                                    sobie Polska dla wyrażenie siebie.

                                                    To tak w skrócie. Nie wiem czy warto jeszcze tę dyskusję ciągnąć, ale w razie
                                                    czego pewną otwartość mam zawsze.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • lezbobimbo Re: re o innych symbolach 14.11.07, 19:08
                                                    ginestra napisała:
                                                    > Odniosę się jednak krótko do postu Lezbobimbo, bo nie jest tak, że >mam
                                                    poczucie,> że przytoczone argumenty obaliły moje czy coś.

                                                    Dziekuje Ginestro, ze odpowiedzialas. Chcialam dolaczyc do dyskusji, bo
                                                    mnie zainteresowala, tak mi wyszlo, ze dosc pózno. Chcialam dolaczyc i
                                                    opowiedziec o pluralizmie i o Francji i zaznaczyc to, ze nie kazdy chrzescijanin
                                                    jest Polakiem i vice versa.
                                                    Jesli wyszlo jakos obrazliwie, to przepraszam, nie bylo to moja intencja.

                                                    > Myślę, że wiadomo wszystkim o> co mi chodziło: o Bogurodzicę jako >pierwszy
                                                    "hymn" Polski, a nie o hymn z XIX
                                                    > wieku. Myślę, że to było trochę wynikiem Twojej złej woli, >Lezbobimbo,
                                                    udawać,> że nie wiesz o co mi chodzi. No, ale jeśli nie >udawałaś to zwracam
                                                    honor,> natomiast trudno mi w to uwierzyć.

                                                    Ooo przepraszam, ale to nie byla moja zla wola. Nie chcialam, zebys tak to
                                                    odebrala!
                                                    A piszac posta nawet zastanawialam sie czy pisac o Bogurodzicy przy okazji
                                                    hymnu, ale nie znam tej piesni zbyt dobrze, wiec wolalam sie nie wypowiadac. Nie
                                                    umiem jej zaspiewac, nie znam melodii ani nie rozumiem slów.
                                                    Co nie odbiera Ci Ginestro racji, ze z pewnoscia ta piesn wspierala
                                                    chrzescijanskich Polaków dawno temu i w jakis sposób ich definiowala, tak jak na
                                                    przyklad koledy i inne piesni.
                                                    O polskim hymnie narodowym i oficjalnym moge mówic dopiero przy Mazurku
                                                    Dabrowskiego, bo dzis go uzywamy.

                                                    Odnoszac sie do reszty Twego postu, mam nadzieje, ze nigdzie nie pisalam, ze sie
                                                    czepiam czyjejs wiary czy kapliczek. Pisalam tylko na temat symboli, które mozna
                                                    zawieszac na scianie lub nosic :)
                                                    Osobiscie kapliczki i swiatynie wielu wyznan bardzo lubie, bo to sa najczesciej
                                                    perly architektury wpisane w krajobraz. Nie odczuwam na ich widok wiary, ale
                                                    wysoko cenie ich estetyke.

                                                    > Niemniej nikt chyba nie zaprzeczy, że umieszczenie tych> krzyży w >urzędach
                                                    nastąpiło właśnie na mocy demokratycznej decyzji >mieszkańców.
                                                    > A więc jest u nas i pluralizm i demokracja.

                                                    A bylo glosowanie, referendum jakies? :)
                                                    Rzady wiekszosci to wlasciwie republika niz demokracja, ale niech i tak bedzie,
                                                    nie bede sie czepiac :)
                                                    Natomiast pluralizm to jeszcze nie jest, bo tylko jedno wyznanie wisi po
                                                    urzedach i w Sejmie - pluralizm bylby rzeczywiscie, gdyby obok krzyza
                                                    rzymskokatolickiego zawisly symbole innych wyznan Polaków, bez wzgledu na
                                                    wielkosc grup wyznaniowych. W koncu Polska to dom wszystkich naszych obywateli,
                                                    ze tak patosowo i niezgrabnie napisze :)

                                                    > Pozdrawiam

                                                    Ja równiez pozdrawiam. Dziekuje za uwage i przepraszam za dluzyzny oraz
                                                    rozszczepianie wlosów na czworo :)
                                                  • ginestra Re: re o innych symbolach 14.11.07, 22:46
                                                    Dziękuję Lezbobimbo za odpis, dziękuję też wszystkim w ogóle za czytanie tych
                                                    moich długich postów i za wymianę opinii. Myślę, że temat jest ___bardzo___
                                                    emocjonalny, nie przypuszczałam sama, że aż tak będę się angażować, również mam
                                                    nadzieję, że nie uraziłam Ciebie i nikogo, czasem mnie pewnie ponosiło (aż się
                                                    boję czytać znów te posty).

                                                    Czuję, że jakaś płaszczyzna porozumienia jednak się w tej dyskusji wyłoniła.
                                                    Można chyba powiedzieć, że wszyscy rozmówcy uznali za wartość szacunek dla
                                                    innych wyznań, otwartość na pluralizm, zgodę co do demokratycznych wyborów (ja
                                                    nie do końca znam się na definicjach ustrojów i różnych pojęć itp. - przy okazji
                                                    tej dyskusji zobaczyłam w czym się muszę podciągnąć). Trochę może się nie
                                                    zgadzamy co do realizacji tych wartości w różnych aspektach. Zresztą nic już nie
                                                    mówię, trochę późno i ciężko mi się myśli.
                                                    Pozdrawiam
                                        • lacitadelle Re: Do Ginestry 13.11.07, 11:17
                                          > Co do cytatu z Konstytucji przytoczonego przez Lacitadelle - nie znam się na
                                          > kwestiach prawnych - czy wynika z tego, że obecność aktualnie krzyży w
                                          > instytucjach łamie Konstytucję? Czy jest to możliwe, żeby one wisiały skoro jes
                                          > t
                                          > to sprzeczne z Konstytucją? A może nie jest? Jakie jest wobec tego uzasadnienie
                                          > ich obecności?

                                          ja też nie jestem prawnikiem, ale na zdrowy rozum - tak, to jest sprzeczne z
                                          Konstytucją. Czy taka sytuacja jest możliwa? Oczywiście, przecież cały czas mamy
                                          do czynienia ze stwierdzeniem przez Trybunał Konstytucyjny, że jakieś prawo czy
                                          działanie łamie Konstytucję, choćby ostatnio głośna sprawa KRUSu - ciekawe, jak
                                          zostanie rozstrzygnięta...
                                          • ginestra Re: Do Ginestry 13.11.07, 12:52
                                            W kwestiach prawnych dotyczących Konstytucji to nie ma co dyskutować bez
                                            KONKRETóW. Najpierw ustalmy czy naprawdę te krzyże wiszą w urzędach. Potem
                                            ustalmy jakie jest uzasadnienie na ten stan rzeczy w polskim prawie
                                            (Konstytucyjnym?). Dowiedzmy się czy to prawo naprawdę jest łamane. Mi się nie
                                            chce wierzyć, że mogłoby tak być. Jest tylu przeciwników krzyży w urzędach, że
                                            na pewno gdyby było to sprzeczne z prawem - poradziliby sobie.
                                            Pozdrawiam
                                            • mamalilki Re: Do Ginestry 13.11.07, 13:22
                                              Mowicie, ze nikt nie chce burzyc kapiliczek. Na razie nnie. W Francji tez
                                              zaczelo sie od zdejmowania krzyzy. Teraz muzulmanskie dziewczynki nie moga
                                              chodzic do szkoly w chustach, co jest dla mnie jawnym podzeganiem do sporow na
                                              tle religijnym. Dlaczego tak strasznie boimy sie symboli? Innego swiatopogladu?
                                              Innosci? Niby zawsze tak bylo, jak swiat swiatem, ale to sie mocno nasila. Zydzi
                                              osiedlali sie w Polsce nie z masochizmu, bo podobalo im sie getto lawkowe. Bylo
                                              ich tutaj 10 mln dlatego, ze z roznych krajow Europy Polska byla jednym z
                                              najbardziej otwartych. Nie asymilowali sie ze strachu. Asymilowali sie bo
                                              podobala im sie kultura, obyczaje i uwazali to miejsce za swoje. Oczywiscie,
                                              kiedy jest tak liczna mniejszosc narodowa to czasem dochodzi do konfliktu
                                              interesow i juz. To jest normalne.
                                              Byc moze kiedy w Polsce ludzie przestana deklarowac katolicyzm (kilka lat temu
                                              bylo to 94 %) zacznie sie nowa dyskusja o obecnosci krzyzy. Na razie, zgadzam
                                              sie z Ginestra - jest to pewna ciaglosc tradycji chrzescijanskiej w tym kraju i
                                              nie widze problemu zeby to uszanowac. Podobnie jak katolicy maja obowiazek
                                              szanowac inne wyznania, zdejmowac buty jesli chca wejsc do meczetu, nakrywac
                                              glowe, jesli chca wejsc na cmentarz zydowski itd.

                                              Ciekawe, ze czesto nie ma takich problemow z Matka Boska, ktorej wizerunek
                                              toleruje znacznie wiecej osob niz krzyz (to z badan socjologicznych). Czy
                                              rzeczywiscie jest tak jak w piosence Piwnicy pod Baranami, ze w Nia wierza nawet
                                              tacy, ktorzy w nic nie wierza?
                                            • ginestra Re: Do Ginestry 13.11.07, 13:39
                                              Acha, jeszcze tak mi przyszło do głowy na fali refleksji o tym wizerunku Polski
                                              przez wieki, o jej tożsamości.

                                              Otóż jest mi dość smutno kiedy ktoś postuluje żeby np. Polska była krajem, w
                                              którym religijność powinna odbywać się tylko w domach, że jest to taki fajny
                                              model innych państw, na którym powinniśmy się wzorować itp., otóż jest to smutne
                                              dla mnie, TYM BARDZIEJ, że Polska ma taką specyficzną historię, w której
                                              wielokrotnie o swoją tożsamość musiała bardzo mocno, heroicznie i wytrwale
                                              walczyć. Wiele razy traciła niepodległość, wiele razy przecież rusyfikowano czy
                                              germanizowano mieszkańców, jakoś ten naród "gwałcono" na różne sposoby,
                                              wielokrotnie były długie lata terroru, przemocy, tłamszenia wolności osobistej
                                              itp. Nie widzieć tego jak silny związek z przetrwaniem narodu, z przetrwaniem
                                              jego tożsamości i jego kultury miała religijność jest dla mnie niewyobrażalne,
                                              bo to PRZECIEż przebija z całej historii i z historii pojedynczych ludzi, którzy
                                              za wszelką cenę, często za cenę życia, przekazywali dwie rzeczy: wiarę i język.
                                              To przebija także z twórczości patriotycznej - również tej nielegalnej, za którą
                                              ludzi zabijano czy zsyłano na Sybir. W tej twórczości również tożsamość Polski
                                              jest takim konglomeratem: religii oraz pamięci o tym kim jesteśmy poprzez język
                                              i kulturę.
                                              I to jest przecież nasza silna strona, coś z czego można być dumnym. Dlaczego
                                              tak wielu ludzi teraz się wstydzi Polski, religijności itp.?

                                              Wielu ludzi patrząc na fenomen przetrwania Żydów w diasporze przez tysiące lat,
                                              na ich determinację i ich walkę o ich tożsamość słusznie wiąże to z ich walką o
                                              wierność religii i praktyką tej religii, bo to tak bardzo jest zespolone z ich
                                              tożsamością.

                                              Dlaczego ta sama jakość: religia, czy chociaż jej symbole jako coś silnie
                                              związanego z tożsamością narodową u Polaków uważa się za coś niewłaściwego,
                                              wstydliwego, czego nie powinno być?

                                              Wiem, że może ta dyskusja jest trochę męcząca - jest ona taką i dla mnie, więc
                                              nie upieram się żeby ją kontynuować. Ale może warto o tym po prostu pomyśleć. W
                                              sumie zaczęliśmy o tym mówić 11 listopada, a to jakoś nastraja do refleksji na
                                              temat tożsamości, Polski, stosunku do ludzi, osobistego stosunku do religijności
                                              swojej i innych itp.
                                              Pozdrawiam
                                              • ginestra Re: Do Ginestry 13.11.07, 13:42
                                                Pisałyśmy jednocześnie z Mamalilki - ja całkowicie się z Tobą zgadzam.
                                                Pozdrawiam serdecznie!
                                          • hopdoprzodu Re: Do Ginestry 14.11.07, 16:33
                                            lacitadelle napisała:

                                            > > Co do cytatu z Konstytucji przytoczonego przez Lacitadelle - nie znam się
                                            > na
                                            > > kwestiach prawnych - czy wynika z tego, że obecność aktualnie krzyży w
                                            > > instytucjach łamie Konstytucję? Czy jest to możliwe, żeby one wisiały sko
                                            > ro jes
                                            > > t
                                            > > to sprzeczne z Konstytucją? A może nie jest? Jakie jest wobec tego uzasad
                                            > nienie
                                            > > ich obecności?
                                            >
                                            > ja też nie jestem prawnikiem, ale na zdrowy rozum - tak, to jest sprzeczne z
                                            > Konstytucją. Czy taka sytuacja jest możliwa? Oczywiście, przecież cały czas mam
                                            > y
                                            > do czynienia ze stwierdzeniem przez Trybunał Konstytucyjny, że jakieś prawo czy
                                            > działanie łamie Konstytucję, choćby ostatnio głośna sprawa KRUSu - ciekawe, jak
                                            > zostanie rozstrzygnięta...

                                            Ja jestem prawnikiem i wyjaśnię to tak: Konstytucja ze swojej istoty to zbiór
                                            ogólnych zasad na jakich opierać się ma nasze Państwo. Taki podstawowy system
                                            wartości. A wartości mają to do siebie, że ich treść nie może już zostać
                                            wyjaśniona lub zdefiniowana w sposób prawny, tutaj prawo napotyka granicę, za
                                            którą nawet prawnicy muszą poruszać się w sferze etyki i moralności. Np. możemy
                                            zdefiniować, co to jest "właściwy organ", "zbiornik wodny" itd., ale nie ma, i
                                            nie może być w prawie stanowionym, jedynie słusznej wykładni pojęcia "zasady
                                            współżycia społecznego", "państwo prawa" lub "państwo neutralne
                                            światopoglądowo". Przy okazji różnych zdarzeń próbuje to zdefiniować Trybunał
                                            Konstytucyjny, ale przecież zasiadają w nim tacy ludzie jak wy: dla niektórych z
                                            nich krzyże w urzędach będą ewidentnym naruszeniem Konstytucji, dla innych nie.
                                            I dlatego nie można argumentować, że skoro krzyże wiszą, to widocznie są zgodne
                                            z Konstytucją, bo gdyby nie były zgodne, to by nie wisiały. A tak na marginesie:
                                            TK nie może odnosić się do czegoś, co właściwie nie zostało wprowadzone w sposób
                                            prawny, tj. nie wydano decyzji, uchwały, zezwolenia. Fakt powieszenia krzyża w
                                            urzędzie, czy w sejmie niejako nie istnieje w sferze prawnej, bo nie można go
                                            zaskarżyć. O KRUSie uchwalono ustawę, którą można kontrolować, ale czynność
                                            faktyczna w postaci powieszenia krzyża nie może być skierowana do TK. Tak samo
                                            byłoby z jego zdjęciem.To presja społeczna, strach przed reakcją lub też brak
                                            dostatecznej woli powstrzymują przeciwników przed zdjęciem krzyża z sali
                                            sejmowej. Nie jest on chroniony prawem w żaden sposób, jak np. godło państwowe.

                                            Jeśli ktoś doczytał aż dotąd, to gratuluję. Jestem prawnikiem gawędziarzem :)
                                            • ginestra Konstytucja 14.11.07, 18:31
                                              Ja doczytałam :) Dziękuję. To zupełnie nowe światło na sprawy, jak dla mnie.
                                              Myślałam, że wszystkie decyzje są poddawane głosowaniu, zatwierdzane przez
                                              jakieś organy rządzące, które z kolei wybrał naród. Tymczasem, czy należy
                                              rozumieć, że po prostu, za czasów sprawowania urzędu przez prezydenta Wałęsę (bo
                                              to wtedy chyba było?), umieszczono te krzyże w parlamencie i instytucjach,
                                              dlatego tylko, że kilka osób zebrało się i uznało, że to dobry pomysł?? A może
                                              było to wiele osób? Myślę, że chociażby pomysł krzyża w parlamencie musiał
                                              zostać poddany pod głosowanie wszystkich posłów? A krzyże w szkołach i w
                                              urzędach - czy nie musiało istnieć JEDNAK jakieś rozporządzenie w tej sprawie? W
                                              przeciwnym razie jak mogło się stać, że wszyscy dyrektorzy szkół państwowych
                                              zakupili je i powiesili je we wszystkich klasach?
                                              Jeśli nie ma formalnej ustawy o tym, to czy nie musiało być jakiejś decyzji
                                              przynajmniej? Zasięg wieszania krzyży był naprawdę ogólnopolski, a więc coś
                                              musiało, moim zdaniem być. Nie upieram się oczywiście, ale zastanawia mnie to.
                                              Pozdrawiam!

                                              • jottka Re: Konstytucja 14.11.07, 18:50
                                                tu jest pouczająca, acz skrótowa opowieść z wiki:

                                                pl.wikipedia.org/wiki/Krzy%C5%BC_sejmowy

                                                która ogólnie potwierdza starą prawdę, że symbol nigdy nie jest niewinny. nb.
                                                prezydentem wtedy był kwaśniewski, a nie wałęsa, i już widzę, co by sie działo,
                                                gdyby próbował on bronić wolności od symboli religijnych sali sejmowej:)
                                                • ginestra Re: Konstytucja 14.11.07, 19:04
                                                  Ciekawa ta informacja, choć krótka. Nie do końca to wyjaśnia, ale wygląda na to,
                                                  że to koalicja ówczesna, zbiorowo podjęła tę decyzję. Wiadomo, że do zawieszenia
                                                  krzyża potrzebni byli zaledwie dwaj panowie z drabiną, ale chyba decyzja
                                                  należała do tej sejmowej większości.
                                                  Nie wiem jak się rzecz ma z krzyżami w instytucjach. Ale rzeczywiście można
                                                  poszperać w Internecie lub kogoś spytać. Chyba, że na forum ktoś wie.
                                                  Zaciekawiło mnie osobiście to, że sama tak mało o tym wiem, pewnie to trochę wstyd.
                                                  Pozdrawiam
                                                  • hopdoprzodu Re: Konstytucja 14.11.07, 23:08
                                                    Trudno to wyjaśnić w prosty sposób, ale nie każda podjęta przez posłów i
                                                    urzędników decyzja jest decyzją w sensie prawnym i nie każda podlega kontroli, w
                                                    tym kontroli TK. Wzmianka o "decyzji" koalicji świadczy tylko o tym, że w drodze
                                                    głosowania zdecydowano się podjąć takie działanie, jak powieszenie krzyża.
                                                    Równie dobrze mogli przegłosować, że będą chodzić wyłącznie w brunatnych
                                                    koszulach lub pójdą na piwo a nie wódkę. Jedynie werbalny protest SLD nie
                                                    wynikał z "legalności" tego działania, ale raczej ze strachu przed oskarżeniem o
                                                    antyreligijność. Z tego co pamiętam, właśnie na takim "strachu" bazowali ci,
                                                    którzy te krzyże wieszali w szkołach i urzędach. Wiedzieli, że nikt nie odważy
                                                    się wystąpić przeciwko krzyżowi na tyle stanowczo, żeby zdjąć go siłą. To
                                                    wynikało z atmosfery i presji społecznej, nie z prawa.

                                                    Powieszenie krzyża nie mogło zostać zakazane przez TK, bo Trybunał ten może
                                                    jedynie kontrolować zgodność ustaw i innych aktów prawa z Konstytucją, zgodność
                                                    z Konstytucją celów i działalności partii politycznych i rozstrzygać o tzw.
                                                    skardze konstytucyjnej obywateli. Skarga ta musi jednak także dotyczyć "decyzji"
                                                    w sensie prawnym, czyli orzeczenia sądu lub organu administracji publicznej,
                                                    którym naruszono konkretne prawa konkretnego obywatela. Np. jeżeli zakazana
                                                    zostanie manifestacja buddyjska z argumentacją,że żyjemy w państwie katolickim,
                                                    to taki zakaz można zaskarżyć. Ale nikt nie wydawał formalnego pozwolenia na
                                                    powieszenie krzyża. Trybunał nie mógł zatem zajmować się tą kwestią.
                                                  • hopdoprzodu Re: Konstytucja 14.11.07, 23:30
                                                    A żeby dodać swój głos w dyskusji, a nie tylko nudzić o prawie, to powiem, że
                                                    natura człowieka jest niekonsekwentna (przynajmniej moja). Jako osoba
                                                    nieidentyfikująca się z żadnym wyznaniem, popieram głosy za neutralnością
                                                    państwa i uważam, że krzyże i inne tego typu symbole w instytucjach publicznych
                                                    wisieć nie powinny. Nie ma to przy tym nic wspólnego z oskarżaniem katolików o
                                                    jakieś niecne zamiary wobec mnie. Po prostu uważam, że w takich sprawach należy
                                                    brać pod uwagę nawet subiektywne uczucia tj.poczucie wyobcowania ateisty lub
                                                    innowiercy w urzędzie, w którym przemiła pani urzędniczka będzie mnie obsługiwać
                                                    pod krzyżem. Co nie jest w urzędzie konieczne dla urzeczywistnienia jego celów,
                                                    to nie powinno mieć miejsca wcale. Urząd ma mi wydać paszport, dowód osobisty,
                                                    załatwić to, czy tamto,a nie wdawać sie w dysputy światopoglądowe. Czy naprawdę
                                                    przy rejestracji samochodu konieczne jest przypominanie o chrześcijańskich
                                                    wartościach i o tym,że Jezus umarł za nas na krzyżu?

                                                    Z drugiej strony nie mam nic przeciwko manifestowaniu religijności przez osoby
                                                    prywatne w miejscach publicznych,nie przeszkadzają mi choinki, kapliczki, itd. A
                                                    wieści o tym, że gdzieś we Włoszech dzieci nie śpiewają już kolęd, a zamiast
                                                    jasełek wystawiają Czerwonego Kapturka, bo to rzekomo obraża uczucia muzułmanów
                                                    - wzbudzają we mnie przerażenie, dokąd ten świat zmierza.

                                                    Patrząc na te dwie tendencje myślę, że są one wyrazem takiej bezkrwawej walki,
                                                    kto silniejszy. My wam zabierzemy kolędy, czy wy nam okażecie siłę wieszając
                                                    swoje symbole wszędzie, gdzie się da? W gruncie rzeczy prawdziwej religijnej
                                                    potrzeby jest tu najmniej. Tak sądzę.
                                                  • sevilay Re: Konstytucja 20.11.07, 21:05
                                                    Tak samo myślę-to znaczy w kwestii tej bezkrwawej walki-zamiast uspokoić sytuację jedna i druga strona zacznie się nakręcać i w końcu walka stanie się krwawa(jedni cos podpala,drudzy kogoś "stukną" itd). To naprawdę nie jest taka łatwa sprawa.
                                                  • mamalilki Re: Konstytucja 20.11.07, 21:55
                                                    Jesli moge Ci cos doradzic Sevilay, to nie wdawaj sie w dyskusje na takim
                                                    ogolnym forum. Facet wyleje na Ciebie wiadro pomyj, a i tak nic nie zrozumie.
                                                    Zrozumie dopiero, kiedy bedzie czegos w zyciu potrzebowal i zacznie innych ludzi
                                                    postrzegac jak ludzi a nie jak bydlo. Ja juz sie nie udzielam w takich
                                                    miejscach, bo adrenaline moge sobie podnosic gdzie indziej.
                                      • tygrys2112 Re: Do Ginestry 12.11.07, 20:18
                                        post zamieściłaś pod moim, dlatego odebrałam go jako odnoszący się
                                        do mojego :)
                                      • croyance Re: Do Ginestry 13.11.07, 11:33
                                        Verdana, moze.
                                        Nie widze sprzecznosci.
                • laura-gomez Re: O Miłości, miłości i takich innych 20.11.07, 11:07
                  verdana napisała:

                  > No, mam wątpliwosci. Jezeli na przyklad w klasie wisi krzyż, to
                  czy
                  > ta klasa jednak nie jest "w wiekszym stopniu" przeznaczona dla
                  > chrzescijan? Czy wyznawca innej religii nie może przyjąć, ze jest
                  tu
                  > pewnym wybrykiem natury, jakąś osoba tylko tolerowaną?

                  Przesadzasz. W liceum chodziła ze mną do klasy dziewczyna, która
                  była judaistką (nawiasem mówiąc bardzo ją lubiłam), był też jeden
                  zdeklarowany ateista. Wcale nie czuli się przez resztę grupy
                  nietolerowani, i bynajmniej nie przeszkadzało im to, że w każdej
                  sali wisiał krzyż
                  • the_dzidka Re: O Miłości, miłości i takich innych 20.11.07, 11:16
                    > Przesadzasz. W liceum chodziła ze mną do klasy dziewczyna, która
                    > była judaistką (nawiasem mówiąc bardzo ją lubiłam), był też jeden
                    > zdeklarowany ateista. Wcale nie czuli się przez resztę grupy
                    > nietolerowani

                    To bardzo ładnie. A wiesz, ile jest przypadków odwrotnych? Przejrzyj
                    sobie chociażby fora - nietolerancja dla innowierców czy też
                    żadnowierców, do żydów i obdarzonych innymi pogladami politycznymi
                    leje sie strumieniami.
                    Na forum zreszta łatwiej o wycharkanie swojej nienawiści - z
                    wiadomych przyczyn.
                    • laura-gomez Re: O Miłości, miłości i takich innych 20.11.07, 19:29
                      the_dzidka napisała:
                      >
                      > To bardzo ładnie. A wiesz, ile jest przypadków odwrotnych?
                      Przejrzyj
                      > sobie chociażby fora - nietolerancja dla innowierców czy też
                      > żadnowierców, do żydów i obdarzonych innymi pogladami politycznymi
                      > leje sie strumieniami.
                      > Na forum zreszta łatwiej o wycharkanie swojej nienawiści - z
                      > wiadomych przyczyn.

                      Tak, ale zawsze byli, są i będą ludzie nietolerancyjni, chamscy i
                      głupi; obecność czy nieobecność krzyża w jakimkolwiek miejscu
                      publicznym nijak się do tego nie ma
                      • sevilay Re: O Miłości, miłości i takich innych 20.11.07, 20:53
                        Tak a tu macie próbkę takiej "tolerancyjnej" wypowiedzi

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14&w=71877377&a=72174065
                        O to mi własnie chodziło jak pisałam o tym dlaczego jednym wolno a innym nie.

                        Tolerancja bowiem powinna być wymagan od obu stron-chyba sie zgodzicie?
              • sowca Re: O Miłości, miłości i takich innych 14.11.07, 12:58
                Pięknie to ujęłaś, Ginestro :) mam dokładnie takie same odczucia :)
      • the_dzidka Re: O Miłości, miłości i takich innych 09.11.07, 12:42

        > KOchani moi. Miłość pisana z dużej litery - to Jezus.

        emae, no proszę Cię!
        Daruj sobie, dobrze? Albo przynajmniej dodaj, że "twoim zdaniem"
        albo że "wg katolików" (tylko jakoś nie przekłada się to na życie
        codzienne).

        Nie mam zamiaru wdawać się tutaj w wojny religijne, bo unikamy tu
        polityki i religii, ale powiem jedno: z tego jednego postu widać, że
        jesteś "strasznie katolicka". I może się zdziwisz, ale z punktu
        widzenia sporego procenta osób _nie_tylko_niewierzących, to jest
        wada a nie zaleta.

        EOT
        • uccello Re: O Miłości, miłości i takich innych 09.11.07, 13:01
          the_dzidka napisała:
          z tego jednego postu widać, że
          > jesteś "strasznie katolicka". I może się zdziwisz, ale z punktu
          > widzenia sporego procenta osób _nie_tylko_niewierzących, to jest
          > wada a nie zaleta.

          Możliwe ,że dla dużego procentu osób na tym forum jest to wada, ale
          coś Twoja wypowiedź Dzidko pachnie zwykłą, powszechną dyskryminacją.



          • uccello Re: O Miłości, miłości i takich innych 09.11.07, 13:17

            Ciekawe czy wyraziłabyś publicznie taką opinię:

            > z tego jednego postu widać, że
            > > jesteś "ortodoksyjnie żydowska". I może się zdziwisz, ale z
            punktu
            > > widzenia sporego procenta osób _nie_tylko_niewierzących, to jest
            > > wada a nie zaleta.

            albo:

            > z tego jednego postu widać, że
            > > jesteś "serio traktującą prawdy wiary Muzułmanką". I może się
            zdziwisz, ale z punktu
            > > widzenia sporego procenta osób _nie_tylko_niewierzących, to jest
            > > wada a nie zaleta.


            • the_dzidka Re: O Miłości, miłości i takich innych 09.11.07, 13:30
              A dlaczego nie? Jesli ortodoksyjna żydówka tudzież serio traktująca
              prawdy wiary muzułmanka zirytowałaby mnie w podobny sposób,
              co "strasznie katolicka" emae (zwracam Ci uwagę, że zacytowałam
              tylko jej własne okreslenie, to ona nazwała siebie strasznie
              katolicką dwudziestolatką. Ja tylko potwierdziłam to mniemanie), to
              nie miałabym żadnych skrupułów, by w identyczny sposób zwrócic jej
              uwagę, że jej opinie nie każdemu muszą się podobać. Na przykład
              sugerowanie wyższości wierzącej wiekszości nad niewierzącymi.
              W PL bardzo popularna jest argumentacja typu "krytykujesz katolika,
              ciekawe czy równie chetnie krytykowałabyś muzułmanina". Nie do mnie
              z tym proszę, każdą wiarę traktuję jednakowo, i nie bedę miec nic
              przeciwko muzułmaninowi, dopóki nie zacznie mnie częstować
              muzułmańskim smrodkiem dydaktycznym.
              I naprawdę już nie chcę dalej tutaj dyskutować.
          • the_dzidka Re: O Miłości, miłości i takich innych 09.11.07, 13:20

            Mówisz? Nie było to moją intencją. Przepraszam, nie miałam zamiaru
            nikogo dyskryminować - nawiasem mówiąc, nawet osoby, która sugeruje,
            że racja jest po stronie większości (złośliwy uśmieszek). Ale nie,
            naprawdę nie chcę brnąc dalej w te dyskusje, bo to nie to forum i
            nie czas po temu.

            PS.
            > Możliwe ,że dla dużego procentu osób na tym forum jest to wada,
            ale coś Twoja wypowiedź Dzidko pachnie zwykłą, powszechną
            dyskryminacją.

            Nie powiedziałam nigdzie, że mam na myśli tylko ludzi z tego forum,
            prawda? Przeinaczyłaś świadomie, czy tak Ci tylko wyszło? ;)
            (widzisz, wszystkiego mozna sie uczepić)
            • uccello Re: O Miłości, miłości i takich innych 09.11.07, 13:26
              No to nie brnijmy.
              ******************
              -Uccello
              z gałązką oliwną w dzióbku.
              • the_dzidka Re: O Miłości, miłości i takich innych 09.11.07, 13:32
                > No to nie brnijmy.
                > ******************
                > -Uccello
                > z gałązką oliwną w dzióbku.

                Dzidka z takową w okrwawionych szponach
        • croyance Re: O Miłości, miłości i takich innych 12.11.07, 13:05
          Bardzo nie podoba mi sie ten atak na katolicki swiatopoglad; jest
          tak samo nieuprawniony, jak atak na swiatopoglad ateistyczny, albo
          jakikolwiek inny.
        • emae Re: O Miłości, miłości i takich innych 13.11.07, 08:08
          Bardzo Cię proszę, Słońce, czytaj do konca, zanim się obrazisz.
          Dokładnie po tym zdaniu było, że nie Pani Musierowicz to wymyśliła,
          że od x lat w kościele, w mediach, właściwie wszędzie używa się tego
          (wybacz jeszcze raz) synonimu. A ja napisałam o tym nie po to, żeby
          manifestować swój straszny katolicyzm, tylko po to, żeby
          rozszyfrować tę Miłość przez M. Napisałabym to samo, gdybym była
          ateistką, choć może nie znałabym wtedy katolickiej tradycji.

          Nie pisałam, że jestem strasznie katolicka, żeby się przechwalać,
          tylko żebyście zrozumieli, dlaczego takie "bzdury" wypisuję i
          wybaczyli nietolerancję, pustotę, zakłamanie, hipokryzję,
          zaślepienie, wymądrzanie się itd, niepotrzebne skreślić :) Nie
          gniewaj się, jeszcze raz proszę!
          • the_dzidka Re: O Miłości, miłości i takich innych 13.11.07, 21:59
            Ależ ja się nie gniewam, kobieto! Też sobie wymyśliła, no...
            A z tym, że owego spornego synonimu wszędzie się używa - bym nie
            przesadzała. W kościele - oczywiście. Ale już nawet w naszych
            skatolicyzowanych mediach (publicznych) sprawa na szczęście nie jest
            już tak oczywista.
            • emae Re: O Miłości, miłości i takich innych 14.11.07, 12:02
              Czy często, czy nie często - chyba musiałabym jakieś badania naukowe
              zrobić, żeby móc się rzetelnie wypowiedzieć... W każdym razie
              spotkałam się z tym tyle razy, że przy czytaniu nie miałam
              najmniejszej wątpliwości, o jaką Miłość chodzi. I żeby to było
              jasne: mam na myśli przede wszystkim, że _Pani Musierowicz_ o to
              chodziło. Nikogo nawracać nie zamierzam, zawsze uważałam się za
              osobę hm... tolerancyjną to złe słowo, zakłada, że _muszę_ coś
              tolerować. W każdym razie nigdy nie uważałam, ze czyjaś wiara jest
              gorsza od mojej.

              Wiem, ze się nie gniewasz :) Ani ja na Ciebie. W prawdziwej
              rozmowie, takiej "na żywo" mogłybyśmy reagować bardziej
              emocjonalnie. Wiadomo, pismo wszystko zniesie :) Chcę tylko, zebyś
              rozumiała moje intencje. Pisząc pierwszego posta wiedziałam, że mogę
              wywołać burzę, ale myślałam, że będzie ona raczej dotyczyła odbioru
              książki, nie naszego światopoglądu.

              Nawiasem mówiąc, wywiązała się ogromna dyskusja nie całkiem na
              temat. Mam wrażenie, że wywołał ją mój... przykład z klasą, w której
              dwie osoby sa niewierzące. Mi chodziło jedynie o to, że Pani
              Musierowicz ma chyba prawo pisać w duchu katolickiego światopoglądu,
              jeśli pisze o Świętach katolickich, a jej głównym targetem są
              katolickie nastolatki? I sama się broni we wstępie, że to nie jej
              wina, że może się doszukać w tej książce czegoś, czego w niej nie
              ma. Patrząc na naszą dyskusję - chyba miała rację.
              • the_dzidka emae 14.11.07, 22:14
                > Wiem, ze się nie gniewasz :) Ani ja na Ciebie.

                Ja natomiast - mimo że się nie gniewasz :-) - chcę Cię przeprosić.
                Zareagowałam niewspółmiernie gwałtownie do okoliczności :-))
                Usprawiedliwiam siebie tym, że ostatnio chodzę rozdrażniona z
                przyczyn zupełnie prywatnych i wszystko może mnie wyprowadzić z
                równowagi, a poza tym reaguję alergicznie na wszelkie próby
                ewangelizacji, a tak, w przypływie wzburzenia, potraktowałam Twoje
                słowa o Jezusie. Nie miałam racji, przepraszam Cię też za
                określenie "smrodek dydaktyczny", a poza tym mam tzw. "szacun" do
                Jezusa, choć uważam go wyłacznie za człowieka z krwi i kości i
                bardzo mi żal, że tak strasznie wypaczono jego nauki na przestrzeni
                wieków :-)
                Dodam jeszcze, że jesteś strasznie porządnie katolicka ;) tak jak
                kilkoro moich znajomych, głęboko wierzących i praktykujących, którzy
                znając moje poglądy, NIGDY nie próbowali mnie w żaden
                sposób "nawracać" - a których światopogląd i styl życia ja dla
                odmiany ogromnie szanuję. Robicie dobrą robotę. Tyle :-)
                • uccello Re: emae 14.11.07, 23:26
                  the_dzidka napisała:
                  > > Wiem, ze się nie gniewasz :) Ani ja na Ciebie.
                  > Ja natomiast - mimo że się nie gniewasz :-) - chcę Cię przeprosić.
                  > Zareagowałam niewspółmiernie gwałtownie do okoliczności :-))

                  Słyszycie ten szum?!! To nie skrzydła anielskie, to gorąca herbatka
                  pokoju płynie do Was wirtualnemi rułami!!!

                  Forumie! Kocham cię! I miło mi, że mogę też lubić cię i szanować.
                  • the_dzidka Re: emae 15.11.07, 00:02
                    > Słyszycie ten szum?!! To nie skrzydła anielskie, to gorąca
                    herbatka
                    > pokoju płynie do Was wirtualnemi rułami!!!

                    ŁYK!
                  • emae Re: emae 16.11.07, 11:02
                    Bo my się tu wszyscy strasznie lubimy po prostu :)
                • emae Re: emae 16.11.07, 10:58
                  W porządku :) Bardzo mi miło. Buziaki! :***
      • uccello Re: O Miłości, miłości i takich innych-Emae 09.11.07, 12:50
        Emae! Bo to idzie lawinowo. Łatwiej przyjąć czyjeś opinie, zwłaszcza
        jeśli wyrażane są klarownie i ze swadą, niż zanalizować samemu.
        Wiekszość postów w tym wątku, nie odnosi się do tego co tak naprawdę
        napisała MM, tylko do wypowiedzi poprzedniczek.

        Idzie to mniej wiecej tak:
        Ą- kiedy to czytałam, to mialam wrażenie, no nie wiem, jak dla mnie
        trąciło to YYY.

        A-Ojej, czy przypadkiem Pani MM nie uważa ,że YYY?

        B- YYY? To oburzające, jak można uważać,że YYY?

        C- To smutne, kiedyś Pani MM, nie uważała,że YYY , no tak -teraz
        jest stara , zgorzkniała, pisze tylko dla kasy i nie lubi młodzieży.
        YYY, mój boże...

        D- dziewczyny ! Ja też nigdy YYY!!! Moja rodzina łącznie ze
        starcami i niemowlętami też nigdy YYY. Jestem oburzona!

        D- YYYY? O kurcze , w życiu nie dotknę tej ksiażki, nawet w
        rękawicach monterskich!

        itd.
        • ginestra Re: O Miłości, miłości i takich innych-Emae 09.11.07, 15:50
        • emae Re: O Miłości, miłości i takich innych-Emae 13.11.07, 08:13
          :))) Dokładnie tak! Świetny przykład :)
      • agisek Re: O Miłości, miłości i takich innych 10.11.07, 12:22
        A skąd wiadomo, że większość jej czytelniczek to katoliczki? Chyba, że
        wnioskować po ogólnych statystykach, że ponad 90% Polaków jest tego wyznania.
        Szkoda, że tylko na papierze.
        • emae Re: O Miłości, miłości i takich innych 13.11.07, 08:24
          Choćby stąd :) Nie no, oczywiście statystyka statystyką, nie ma co
          wnioskować na jej podstawie.

          Pani Musierowicz od samego poczatku pisała w duchu światopoglądu
          katolickiego. Niektóre sceny nawet rozgrywają się w kościele. Gdybym
          miała czas, to przeanalizowałabym tutaj Jeżycjadę pod tym kątem, ale
          niestety mam obowiązki na głowie. Zdjęcie papieża w "Opium w
          rosole", cała "Noelka", szereg świąt w "Pulpecji", Laura śpiewająca
          w kościele, zaprzyjaźniony ksiądz... Nawet jeśli to nie jest dobre,
          takie eksponowanie katolicyzmu, to jednak było ono w twórczości Pani
          Musierowicz zawsze.

          I jeszcze jedno! Jesli już Pani Musierowicz powinna być tak
          poprawna, to ta książka nie miała prawa się ukazać. O Bożym
          Narodzeniu? Dlaczego nie np. o święcie Chanuka? Dyskryminacja
          judaizmu. Skoro się jednak ukazała, i jest o katolickich świętach,
          to czy nie ma prawa być katolicka w swojej wymowie?
          • the_dzidka Re: O Miłości, miłości i takich innych 13.11.07, 22:06
            > Choćby stąd :) Nie no, oczywiście statystyka statystyką, nie ma co
            > wnioskować na jej podstawie.

            Nie popełniaj tego błędu i nie podpieraj się statystyką - ona akurat
            w tym wypadku szalenie kłamie. Przykład w postaci choćby piszącej te
            słowa - nie mam i nie chcę mieć nic wspólnego z katolicyzmem póki
            żyję i potem. A jednak nawet jeśli dokonam aktu apostazji, a dzień
            ten zbliża się szybko - nadal będę w rozumieniu KK należała do
            owieczek, bo chrztu nie można anulować w żaden sposób. Nikt zaś nie
            pyta oślinionego niemowlęcia o zdanie w tej sprawie. A takich ludzi
            jak ja jest całe mnóstwo. Nie mówiąc już o tych wszystkich za
            przeproszeniem świętojebliwych, co to "klęczą pod figurą, a diabła
            mają za skórą". To mają być katolicy? To ja zwiększam prędkość
            ucieczki do trzeciej kosmicznej :)

            > Pani Musierowicz od samego poczatku pisała w duchu światopoglądu
            > katolickiego.

            Pani Musierowicz ma do tego świete prawo, tyle że jak wynika choćby
            z dyskusji na tym forum, coraz częściej traktuje osoby o innych
            poglądach i inne od Jedynie Słusznych postawy nie po katolicku, ale
            po "katolicku".
            • emae Re: O Miłości, miłości i takich innych 14.11.07, 12:14
              Tam był emotikon :) Oczywiście statystyki kłamią na
              najprzeróżniejsze sposoby. W ogóle według statystyk to ja mam
              hemoroidy, no bo co trzeci Polak, a w moim mieszkaniu nikt inny nie
              ma...

              Co do postawy Pani Musierowicz - trudno mi się wypowiadać. Akurat w
              tym przypadku nie widzę, żeby zrobiła coś nie tak.
    • ginestra Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 09.11.07, 15:58
      • ginestra Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 09.11.07, 16:13
        Ach, wiecie co?
        Napisałam długiego posta, ale system mnie wylogował, więc się zalogowałam, ale
        coś się zakłóciło i wysyłając ponownie wysłały mi się 2 puste posty :(

        Nie mam za bardzo czasu znów pisać tych samych treści co w utraconym, to może
        napiszę w zupełnym skrócie, a za jakiś czas ewentualnie rozwinę.

        Co do religijnego aspektu tego co pisze pani MM, to myślę, że jest to jak
        najbardziej w porządku: pisze o Świętach, które nazywają się Boże Narodzenie i
        pisze, że tego dnia "przychodzi na świat Miłość" więc to jest OK, bo
        chrześcijaństwo tak to właśnie pojmuje, że ta Miłość to Bóg, Jezus, i to jest
        treścią i istotą tych świąt. Myślę, że w pisaniu o tym nie ma nic złego ze
        strony pani MM.

        Mi chodziło tylko o to - jak pisałam w poprzednich postach - że pani MM pisze w
        kategorycznym tonie o ludziach, którzy nie tyle są smutni (bo ona nie
        przedstawia tego w ten sposób, że to o smutek chodzi i ja też to pisałam), ile
        nie przeżywają Świąt jako radości, tylko są niemili dla najbliższych, agresywni,
        kłócą się. I moim zdaniem wcale to nie znaczy, że to _____oni____ mają coś na
        sumieniu (w szerszym sensie niż grzeszność, nieidealność każdego z nas),
        "sprzeniewierzyli się Miłości" , "stawiają się po stronie jej wrogów", tylko
        może być wiele innych powodów takiego stanu rzeczy. Może to oni właśnie mają w
        sobie dużo złości i nieufności do ludzi, bo to oni zostali skrzywdzeni? Może ich
        skrzywdzili na przykład ci, którzy teraz cieszą się świętami? Różne są historie.
        Według mnie nie powinno się tak stawiać sprawy.

        A może ktoś kto ma książkę przytoczyłby ten fragment wstępu, żebyśmy wiedzieli
        co dokładnie napisała pani MM?

        Pozdrawiam!
        • emae Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 13.11.07, 08:31
          Pisałam w moim pierwszym poście, że nie podoba mi się, że Pani
          Musierowicz jest taka wszechwiedząca. Pani MM nie wzięła po prostu
          pod uwagę, że może być inaczej, napisała, jak ona to odbiera i
          podała to jako oczywistość. Życie pokazuje, że nie zawsze jest tak,
          jak Pni Musierowicz uważa... Zgadzam się z Tobą. Oczywiście, trudno
          wymagać od pisarza, żeby wziął pod uwagę wszystkie możliwe sytuacje,
          ale można wymagać, by nie wypowiadał się jak osoba nieomylna.
    • lezbobimbo Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 09.11.07, 19:00
      Lo rety. Wiecie co, jako ateistka-masonka nie wpadlabym nigdy na
      mysl, zeby milosc przez duze M identyfikowac z Jezusem... :O
      Jakze kuriozalnie wobec tego brzmia slowa pani MM o "odwiecznych
      wrogach Milosci"... czy to znaczy, ze satanistom jest smutno w
      Wigilie??
      Czepiam sie zapewne, ale ten patos troche taki jak z Gwiezdnych
      Wojen ;)
      "Dawno, dawno temu, w pewnej galaktyce daleko, daleko stad, przyszla
      na swiat Milosc oraz odwieczni jej wrogowie, ale i tak okazalo sie,
      ze to... YYY"

      ;)
      • mmk9 jeśli chodzi akurat o satanistow, to 10.11.07, 09:07
        jestem przekonana, że jest im ZAWSZE smutno.
      • emae Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 13.11.07, 08:34
        No, trochę tak to brzmi :)
    • tygrys2112 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 14:55
      Wiecie, jak czytam ten wątek, to nasuwa mi się taka myśl, że to
      forum przypomina mi Jeżycjadę: zarówno Jeżycjada jak i forum zrobiły
      się ostatnio bardziej dosadne... Ale czy to lepiej?
      • mamalilki Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 15:07
        I jeszcze, mimo krzyza w klasie licealnej, zawsze czulam sie zaszczuta z powodu
        mojej religii przez miazdzaca wiekszosc ateistow klasowych. Zawsze sie
        okazywalo, ze nie powinnam sie odzywac bo to ja jestem ta ciemnota
        katolicka.(Renomowane liceum w centrum Warszawy). Teraz tez tak bywa. Ja ich nie
        nawracam, to czemu im przeszkadza moja ciemnota?
        A co do pan od wf, to ja nigdy nie spotkalam innego typu niz wyzej opisany.
        Dlatego unikalam wf ze wszystkich sil, sladem tego jest ocena mierna na
        swiadectwie maturalnym (wsrod dobrych :-)))
        • onion68 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 16:09
          > I jeszcze, mimo krzyza w klasie licealnej, zawsze czulam sie zaszczuta z powodu
          > mojej religii przez miazdzaca wiekszosc ateistow klasowych.

          A jak myślisz, jaka jest tego przyczyna? Nie usprawiedliwiam oczywiście tych
          osób - ja naprawdę staram się nie urażać uczuć czy przekonań religijnych innych
          osób, ale to właśnie wyciągnięcie tych zagadnień na różne obszary życia
          publicznego sprzyja powstawaniu antagonizmów. Niestety, te sprawy bardzo ludzi
          dzielą, a jeszcze mamy jednak sytuację uprzywilejowania jednej z religii w
          naszym kraju, to budzi w wielu osobach jakiś odruch obronny. W sytuacji, gdy
          wiara lub ateizm jest prywatną naszą sprawą, do takich sytuacji nie dochodzi.
          Właśnie dlatego nowoczesne państwa są neutralne światopoglądowo.
          I mówcie sobie do chcecie, ale wprowadzenie religii do szkół wyrządziło jej
          bardzo duże szkody. Za PRL, gdy na religię chodziło się do kościoła, nie
          przypominam sobie jakiegoś lekceważenia względem nauczycieli czy samych zajęć,
          co jest teraz na porządku dziennym jak słyszę.
          • tygrys2112 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 16:19
            W sytuacji, gdy
            > wiara lub ateizm jest prywatną naszą sprawą, do takich sytuacji
            nie dochodzi.

            Tylko dla wojujących ateistów też nie jest sprawą prywatną. Tak się
            składa, że znam sporo ateistów, którzy zawsze wetkną swoje 3 grosze
            i każdą dyskuje zepchną do tego jaki głupi jest katolicyzm. Nawet
            jak ma się to niejak do tematu.
            • onion68 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 16:30
              Wierzę, w każdym środowisku trafiają się jednostki po prostu agresywne. Przykre.
            • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 19:36
              tygrys2112 napisała:

              > W sytuacji, gdy
              > > wiara lub ateizm jest prywatną naszą sprawą, do takich sytuacji
              > nie dochodzi.
              >
              > Tylko dla wojujących ateistów też nie jest sprawą prywatną. Tak się
              > składa, że znam sporo ateistów, którzy zawsze wetkną swoje 3 grosze
              > i każdą dyskuje zepchną do tego jaki głupi jest katolicyzm. Nawet
              > jak ma się to niejak do tematu.


              No dokladnie Tygrys.

              A juz najbardziej dziwią mnie tacy,którzy oskarżaja katolików,ze nie zyja zgodnie ze swoimi zasadami a potem te same zasady mieszaja z błotem.Juz pomijam fakt,ze robia dokładnie tak samo ale im oczywiście wolno bo oni są ateistami.

              Zauwazcie,że "najgorliwszymi straznikami" katolickich nakazów sa przeważnie ateisci.Nigdy okazji nie przepuszczą,żeby komus grzech wypomnieć:)

              Tworzą się jakieś mity o kwiożerczych,strasznych katolikach i biednych,przesladowanych,niewinnych owieczkach-ateistach.
              Tylko,ze oni też okazji nie przepuszczą,zeby przeciwnikowi wbić szpilę tak jak pisała Tygrys. I jeszcze niektórzy z nich w taki amok popadają,ze gotowi są zabić w imię tolerancji :)))
              • onion68 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 19:54
                > Tworzą się jakieś mity o kwiożerczych,strasznych katolikach i biednych,przeslad
                > owanych,niewinnych owieczkach-ateistach.
                > Tylko,ze oni też okazji nie przepuszczą,zeby przeciwnikowi wbić szpilę tak jak
                > pisała Tygrys. I jeszcze niektórzy z nich w taki amok popadają,ze gotowi są zab
                > ić w imię tolerancji :)))

                Acha. Więc zabrnęliśmy tu. Pragnę tylko zauważyć, że jak dotąd żadne uogólnienia
                dotyczące katolików nie miały miejsca.
                • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 20:14
                  Akurat tu nie miały może i miejsca ale chodziło mi o sam fakt takich zdarzeń.

                  Poza tym ktos napisał,że katolicy nie zyja według swoich zasad,czy nie przestrzegają-a to juz jest uoagolnienie bo nie wszytscy katolicy tak robią.
              • emae Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 13.11.07, 08:41
                O, też zauważyłam. "Katolicy to hipokryci!", "Jaka ta religia jest
                głupia, jacy księża są naiwni!", "Ja bym tak nie potrafiła (być taką
                hipokrytką -e.), dlatego nie chodzę do kościoła" i tym podobne. To
                wszystko wypowiedzi jednej osoby.
              • hopdoprzodu Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 14.11.07, 16:56
                sevilay napisała:


                > Zauwazcie,że "najgorliwszymi straznikami" katolickich nakazów sa przeważnie ate
                > isci.Nigdy okazji nie przepuszczą,żeby komuś grzech wypomnieć:)
                >

                Masz rację, ale wydaje mi się, że "zwykli katolicy" padają tu ofiarą publicznej
                działalności Kościoła. Próbuje on pozaewangelizacyjnymi metodami niejako zmusić
                niewierzących lub innowierców do przestrzegania katolickich nakazów,
                przedstawiając je często jako wybawienie dla staczającej się Europy. A przecież
                nikt nie chce być pouczany przez kogoś, kto sam nie jest ideałem. Stąd to
                pytanie: czujecie, że macie misję do spełnienia, a sami jak postępujecie? To po
                prostu odruch przeciwko hipokryzji i jednocześnie reakcja na całkowity brak
                pokory (nota bene podstawowej chrześcijańskiej cnoty).
          • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 19:27
            Acha,więc to wina krzyża i religii w szkole,ze młodzież nie szanuje nauczycieli?:)))

            A co z czasami przedwojennymi-gdzie kzryz wisiał w klasie i jakos nikomu nie przeszkadzal? I religii wtedy uczyli i nauczycieli szanowali.Mysle,ze to jest raczej skutek złego wychowania.

            Powiedz mi jakie to są państwa neutralne swiatopoglądowo, gdzie nie dochodzi do konfliktów-bo chyba nie masz na mysli Francji i Holandii gdzie podpala się meczety? I chyba nie Turcję:))))))
            • onion68 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 19:44
              > Acha,więc to wina krzyża i religii w szkole,ze młodzież nie szanuje nauczycieli
              > ?:)))

              Miałam na myśli nauczycieli religii, i tak, ja myślę, że przeniesienie religii
              do szkół spowodowało w pewnym sensie odarcie jej z jakiejś tajemnicy,
              wyjątkowości? Takie mam odczucie, no i swoje wspomnienia z religii
              skonfrontowane z opowieściami moich dzieci, jak te lekcje wyglądają teraz.
              > Powiedz mi jakie to są państwa neutralne swiatopoglądowo, gdzie nie dochodzi do
              > konfliktów-bo chyba nie masz na mysli Francji i Holandii gdzie podpala się mec
              > zety? I chyba nie Turcję:))))))

              Szwecja, Czechy, Dania? Natomiast nie podejmuję się analizy, dlaczego w
              niektórych krajach dochodzi do wymienionych przez Ciebie incydentów. Zdaje się,
              że przyczyny są po części (lub głównie) ekonomiczne.
              > A co z czasami przedwojennymi-gdzie kzryz wisiał w klasie i jakos nikomu nie pr
              > zeszkadzal? I religii wtedy uczyli i nauczycieli szanowali.Mysle,ze to jest rac
              > zej skutek złego wychowania.
              >
              Może darujmy sobie przywoływanie czasów przedwojennych jako wzoru do
              naśladowania w kwestii wolności sumienia. To czasy krzyży w klasach, tak, i
              czasy getta ławkowego i przemocy wobec innowierców.
              • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 20:11
                Co do Danii się nie wypowiem bo na jej temat nic nie wiem ale obawiam się,że Szwecja to tez nie taki całkiem raj-moja kolezanka tam mieszka i tez opowiadała o kilku niemiłych incydentach ( tak samo jak ja jest zona Turka i z tego powodu trochę przeszła i on też).
                Całkiemm inne jest bowiem w tych "oświeconych" krajach postrzeganie muzulmanów niz nam się wydaje. Ja tez sobie wczesniej nie zdawałam z tego sprawy-muzułmanin nie ma prawa do swojej religii nawet w domu-tak jest prawda.

                Czy Czechy to taki nowoczesny kraj? I na pewno neutralny swiatopoglądowo? I za całą pewnoscia nie ma tam żadnych,kompletnie,żadnych religijnych odniesień.A ja tam widziałam na ulicy ortodoksyjnych Żydów,nawet i modlących się( w Pradze w dzielnicy żydowskiej) i nikt ich nie aresztował ani nie był oburzony,ze eksponują swoją religijność.

                Co do lekcji religii to ja jestem pokoleniem,które biegało i do salki u księdza i miało lekcję w szkole-specjalnej róznicy nie zauważyłam ale może u Ciebie było inaczej.

                Przyklad Francji i Holandii chyba jednak uwidacznia,że nawet państwo neutralne światopoglądowo nie jest lekarstwem na religijne zamieszki i całe zło.
                Konflikty rodza się może i z pobudek ekonomicznych ale tez i np. z takich,ze muzułmańskim dziewczynom zabrania się nosic chusty. I tak od słowa do słowa konflikt się zaostrza.I mimo neutralnosci w definicji rodzi się w rzeczywistosci jeszcze większy problem.
      • mamalilki Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 15:08
        Acha, ateisci jakos nie musza byc ateistami w zaciszu domowego ogniska. Wrecz
        przeciwnie - czesto dosc mozcno akcentuja swoj ateizm - to jest w porzadku?
        • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 15:14
          Mamalilki-bardzo celna uwaga-ja tez tego nie rozumiem.
          Co do wf to też taki miałam-bałam się każdej środy-ale nie bylam odosobniona-wszystkie dziewczyny sie go bały.
        • verdana Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 12.11.07, 20:20
          Publiczne deklarowanie ateizmu jako wyznacznika pracy zawodowej np.
          w szkole tez nie jest uprawnione. Gdyby nauczycielka oswiadczyla-
          jestem ateistka i wieszam tu na scianie klasy napis "Boga nie ma" -
          aby mi przypominał, czym się mam w życiu i pracy kierować - to
          byscie się zgodzily?
          Ja nie.
          • skrzat_rzezimieszek Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 14.11.07, 21:44
            Kurczę, myślałam, że to forum jest jakieś takie "świeże poglądowo",
            że umiecie się wzbic poza wasze własne poglądy i przyjrzec się innym
            ludziom. Ludzi nie należy sądzic według siebie. Trzeba ich sądzi
            według nich samych, według tego w co oni wierza i wedlug czego żyją.
            Gdy teraz przeczytałam ostatnie wątki na forum (o ateistach)
            poczyłam się urażona. Sevilay, kurka wodna, jestem ateistką i
            uraziłaś mnie. Wrzucic wszystkich do jednego wora, obsobaczyc, a
            potem pocałowac medalik powieszony na szyjce jeszcze przez babunię.
            Kurde. ?Chyba w Polsce naprawdę nie ma dla mnie miejsca.
            • sowca Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 14.11.07, 22:23
              No a mnie na przykład uraziły słowa dzidki, że zamierza trzymać się
              jak najdalej od katolicyzmu i co? Sprawa wiary jest tak delikatna,
              że często coś, co dla nas jest normalnym wyrażaniem opinii, dla
              osoby danego wyznania jest wymierzonym policzkiem. Dlatego warto
              uważać na słowa - to z jednej strony, a z drugiej - nie należy tak
              bardzo brać wzystkiego sobie do serca :)
              Nawiasem mówiąc, dyskusję śledziłam z zapartym tchem, była naprawdę
              wspaniała.
              • the_dzidka Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 14.11.07, 22:47
                sowca napisała:

                > No a mnie na przykład uraziły słowa dzidki, że zamierza trzymać
                się
                > jak najdalej od katolicyzmu i co?

                Sowca, ale dlaczego Cię to uraziło? Przecież ja nie napisałam "nie
                chcę mieć nic wspólnego z katolicyzmem, bo to religia taka, owaka,
                bo to, tamto i owamto". Mam oczywiście swoje powody, ale zachowałam
                je dla siebie. Tak? Ja nie czułabym się urażona, gdyby ktoś tu
                napisał: "Nie mam i nie chcę mieć nic wspólnego z ateizmem." Nie ma
                i nie chce - OK, w porządku, to jest zupełnie normalne. Inaczej
                byłoby, gdyby ów ktoś dalej napisał "...bo ateiści to nie ludzie, bo
                nie mają sumienia, nie mają zasad moralnych" (tak jakby normy
                moralnego postępowania były atrybutem tylko i jedynie ludzi
                wierzących!! Dekalog to jest coś uniwersalnego dla wszystkich ludzi,
                niezależnie od tego w co wierzą i czy w ogóle wierzą, i nie twórcy
                Biblii go wymyślili). Wtedy poczułabym się bardzo urażona.

                Ale ja nie wyraziłam żadnych opinii, więc w czym problem? Po prostu
                nie chcę mieć nic wspólnego z katolicyzmem. Nie wolno mi? Wolno.
                Dlaczego ma to kogokolwiek urażać?

                > Sprawa wiary jest tak delikatna,

                Ja nie mówiłam o wierze. Ja mówiłam o religii.

                > Nawiasem mówiąc, dyskusję śledziłam z zapartym tchem, była
                naprawdę
                > wspaniała.

                A to swoją drogą, jak widać wyszło na dobre :-)
                • nikadaw1 z innej beczki 15.11.07, 11:29

                  w merlinie "Na gwiazdkę" awansowało na 13 pozycję! szkoda że nie podają liczby
                  sprzedanych egzemplarzy. jak myślicie, ile wydawnictwo już mogło
                  sprzedać in total?
                  • ginestra Re: z innej beczki 15.11.07, 11:49
                    Niko, pisałyśmy jednocześnie.
                    O książce to myślę, że ta sprzedaż ciągle rośnie, bo przecież to sezon kupowania
                    prezentów na gwiazdkę. Zwłaszcza wysyłkowo, jak mówisz, w Merlinie. Ludzie
                    zamawiają, a niewykluczone, że nawet wpisując w googlu "prezenty na gwiazdkę"
                    jeśli ktoś szuka dopiero inspiracji, szybko natrafić może na ten tytuł.
                    To wdzięczna książka na prezent. No i - jak pisałyście - na targach książki w
                    Krakowie tłumy nastolatek dzierżyły tę książkę w oczekiwaniu na panią MM. A więc
                    kupują nastolatki też.
                    Pozdrawiam :)
                • ginestra Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 15.11.07, 11:44
                  To naprawdę są bardzo delikatne tematy.

                  Myślę, że ważne jest mieć ____pełną świadomość___ tego, że sprawy religii dla
                  konkretnego człowieka to sprawy nie tyle jego intelektualnych poglądów, ile jego
                  WIARY - czegoś NAJSWIETSZEGO, NAJWIEKSZEGO, czegoś na czym opiera on całe swoje
                  życie.

                  Wiedzcie (tu mówię zwłaszcza do niewierzących, w przypuszczeniu, że mogą nie do
                  końca wiedzieć jakie to uczucie), że bardzo trudno jest nie brać __do siebie__
                  słów drugiej osoby o własnej wierze (ale zgadzam się z Sowcą, że warto jednak
                  świadomym wysiłkiem starać się - tak to zrozumiałam - nie brać mimo wszystko
                  tych słów do siebie, nie myśleć, że jeśli rozmówca nie lubi mojej religii, to
                  tym samym nie lubi mnie; oczywiście o ile nie obraża tej religii, tylko mówi, że
                  na przykład woli trzymać się od niej z daleka).

                  Dla ludzi wierzących (dla mnie na przykład) jest to trudne do wyobrażenia jak to
                  jest być niewierzącym, ale wydaje mi się, że w przypadku takich dyskusji osobom
                  niewierzącym jest jednak łatwiej.
                  Jeśli nie wierzą w Boga to jeśli ktoś __nie mówi__ źle o niewierzących, tylko
                  mówi o swojej wierze w Boga i o swojej potrzebie dawania jej wyrazu (oprócz
                  tego, że życiem - czyli na przykład broniąc tej wiary w dyskusjach) również
                  zewnętrznie, to myślę, że osób niewierzących nie powinno nic denerwować, bo nie
                  jest to żaden atak na nich, żadne zanegowanie ich praw czy potrzeb. Jeśli ludzie
                  wierzący tam gdzie żyją otaczają się symbolami czy mówią o tej wierze, to to
                  niczyich praw nie narusza, nie godzi w żadną świętość tego niewierzącego i nikt
                  żadnej świętości mu nie zabiera.

                  Zgadzam się, że niewłaściwe jest uogólniać, że wszyscy niewierzący to to albo
                  wszyscy katolicy to tamto.
                  Myślę, że Sevilay nie chciała tego tak uogólniać, tylko wspomniała na własne
                  doświadczenia, na jakichś ich charakterystyczny rys: że będąc wierząca często
                  spotyka się z nieprzychylnością innych.

                  Moje doświadczenia są podobne, tyle, że ja właściwie zaobserwowałam inną rzecz:
                  to raczej nie ludzie niewierzący czepiają się religii katolickiej w rozmowach ze
                  mną, ale tacy, którzy byli kiedyś katolikami (przynajmniej do czasów Pierwszej
                  Komunii), ale potem przestali być i teraz zachowują tylko jakieś pozory tej
                  religii (w rodzaju poświęcenia koszyczka ze święconką na Wielkanoc), a właściwie
                  mówią i zachowują się tak jakby byli niewierzący i do tego są nastawieni
                  krytycznie do większości rzeczy w religii katolickiej nawet jeśli nie mają
                  wiedzy co do tego czy ich zarzuty są prawdziwe. (Nie mam nic do tych, którzy
                  przestali praktykować - mówię tu tylko o tych "czepiających się").

                  Ja najpierw cierpliwie wyjaśniałam, dyskutowałam, a w końcu osiągnęłam taki
                  punkt, że już nie chcę uczestniczyć w żadnych grach. Zwłaszcza miałam takich
                  znajomych, którzy traktowali mnie niemalże jako swoją dyżurną "rozrywkę":
                  wiedząc, że jestem osobą wierzącą i praktykującą zaczynali specjalnie takie
                  tematy, które miały "zapędzić mnie w kozi róg", wyciągali coraz to nowe asy z
                  rękawa, zmuszali mnie wręcz żebym tłumaczyła dlaczego taki ksiądz czy biskup to
                  czy tamto, dlaczego buduje się tyle kościołów albo takie okazałe, że o
                  trudniejszych tematach nie wspomnę.
                  I wiecie co? To jest dosyć powszechne, że ludzie wiedząc, że ich rozmówca jest
                  osobą wierzącą specjalnie zaczynają takie tematy i domagają się usłyszenia
                  opinii tej osoby. Często mają oni już z góry powzięte założenie, że taka osoba
                  będzie myślała schematycznie, że jest dewotką, że jest bezkrytycznie nastawiona
                  do wszystkiego w Kościele. To jest bardzo przykre. Myślę, że faktycznie to
                  katolików spotyka często. Częste jest też (sama tego doswiadczyłam w jednej
                  pracy), że potrafi zebrać się kilka osób i zaczyna krytykować religię katolicką
                  i Kościół w swoim gronie, jednakże w obecności osoby, o której wiedzą, że jest
                  praktykująca itp. I teraz jak się zachować: siedzieć w milczeniu oznacza nie
                  bronić swojej wiary. Odezwać się oznacza stać się celem zbiorowego ataku tych
                  ludzi. :( Jakoś nikt nie przejmuje się wtedy uczuciami tej osoby, uważają, że
                  można je urażać.

                  To są sytuacje bardzo częste dla katolików obecnie. Mam wrażenie, że ta religia
                  jest już tak obśmiana i jest tak powszechnym tematem krytyki (nie zawsze
                  popartej merytoryczną wiedzą), że trochę już zatarła się społeczna wrażliwość na
                  urażanie uczuć katolików. :(
                  Takie mam wrażenie.
                  Pozdrawiam
                  • nighthrill Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 15.11.07, 12:24
                    A mnie spotykają i zawsze spotykały sytuacje wręcz przeciwne - ludzie,
                    dowiadując się, że nie chodzę do kościoła zasypują mnie argumentami "Przecież
                    trzeba chodzić", "Jezus cię kocha i wybacza" itp. Też unikam dyskusji na ten
                    temat, i też dlatego, że wiem, że nikt nikogo nie przekona.
                    U mnie sytuacja jest w ogóle skomplikowana, bo jestem córką niepraktykującej
                    katoliczki i liberalnego Żyda. Na religię katolicką trochę we wczesnej młodości
                    chodziłam, ale musiałam kłamać siostrze prowadzącej, która odpytywała z
                    obecności na niedzielnej mszy - kłamać, że chodzę. Nie chodziłam, bo ojciec
                    zabraniał. I wiele razy słyszałam od katolików, jaką to ojciec zrobił mi
                    krzywdę. Ja tego absolutnie nie czuję.
                    Ochrzczono mnie w wieku 10 lat, z woli mamy.
                    To fakt, moi rodzice nie uzgodnili ze sobą sposobu wychowania nas pod względem
                    religijnym, ale nie czuję żebym miała jakiś mętlik w głowie.
                    Denerwują mnie - Zarty o żydach, gdy nie wiem czy się przyznać do pochodzenia i
                    zepsuć atmosferę tym samym, czy udawać, że nie wiem o co chodzi. Z powodu
                    pochodzenia spotkałam się z chamstwem nie raz.
                    Nie wieszałabym krzyży w urzędach i szkołach. nie mam też mezuzy na drzwiach,
                    choć stoi u mnie menora.

                    Wiem, że dyskusja już wygasła, ale chciałam napisać coś o sobie:) Nie wszystko
                    jest proste, nie tylko katolicyzm/ateizm...
                    • tygrys2112 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 15.11.07, 22:29
                      Piszesz, że Twój Tata był liberalny... To jak to się ma do
                      zabraniania chodzenia do Kościoła? Liberał jest przecież
                      zwolennikiem swobody. Także dla katolików :)

                      Według Czechów, ja również byłabym ateistką, chociaż się za taką nie
                      uważam. (Dla mnie ateistą jest ktoś, kto nie uznaje żadnych sił
                      wyższych, niezależnie od tego, czy są osobowe czy nie. Dla Czechów
                      podobno sama negacja Boga jako osoby jest ateizmem. Tak twierdzi
                      przynajmniej moja koleżanka Czeszka) Nie mogę też o sobie
                      powiedzieć, że jestem katoliczką, bo wierzę "po swojemu", chociaż
                      bywam w Kościele i czasem coś z niego czerpię. Mam też wielu dobrych
                      znajomych katolików, katolicką rodzinę, mogę więc na tej podstawie
                      co nieco o katolikach powiedzieć.
                      to, że są katolicy, którzy próbują nawrócić to prawda. Ale nie
                      stanowią oni 100%. Tak samo jak 100% ateistów nie stanowią
                      prawdopodobnie wojujący ateiści (pomimo, że ja głównie takich
                      spotykam, ale może mam po prostu takiego pecha, być może Ty ma
                      również podobną sytuację z katolikami).
                      Znam wiele osób wierzących rzeczywiście po katolicku, które wcale
                      nie mają takiego wojującego nastawienia, co więcej, mają nieco inne
                      zdanie niż Kościół w takich kwestiach jak np. antykoncepcja czy
                      homoseksualizm. Znam też jednak takie, które są bardzo ortodoksyjnie
                      nastawione do wiary i bardzo niechętnie patrzą na ateizm.


                      • nighthrill Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 16.11.07, 10:34
                        Miałam na myśli, że ojciec jest liberalnym Żydem:) Są takie określenia "Żyd
                        liberalny" i "Żyd ortodoksyjny", obrazujące stosunek do judaizmu właśnie. Mój
                        ojciec, a w konsekwencji najbliższa rodzina bardzo rzadko bywa w synagodze,
                        zwłaszcza że mieszka na terenie, gdzie nie ma gminy ani świątyni. NIe obchodzi
                        świąt żydowskich, choć pewne symbole religijne w domu ma, i mnóstwo książek na
                        ten temat. No, ale przystawiając to do ogólnych standardów religijności trzeba
                        by uznać, że jest raczej ateistą, a do judaizmu jest niespecjalnie przywiązany.
                        Być może dlatego, że jest fizykiem i trudno mu odnaleźć jakiś absolut we
                        wszechświecie - sam tak twierdzi.
                        Ma za to bardzo nieprzychylny stosunek do kościoła katolickiego, szczególnie w
                        wydaniu polskim. Stąd zabranianie uczestnictwa we mszy. Zabraniał oczywiście w
                        dzieciństwie, teraz nie miałby nic przeciwko. Moją mamę wozi pod kościół, jeśli
                        chce tam pójść i czeka godzinę w samochodzie. Jakoś to zostało pogodzone.
                        Co do stosunku katolików do mnie - uwagi o krzywdzi, jaką robią mi rodzice
                        słyszałam raczej od starszych osób. Ale całe życie rysowano nam gwiazdy Dawida
                        przy drzwiach, wyśmiewano się otwarcie z mojego ojca na ulicy ( ma
                        charakterystyczną brodę i kształt nosa), a on już swoje w życiu przeżył -
                        okupację w Warszawie choćby. Chciałabym żyć w kraju, w którym to, że ktoś ma
                        jakieś pochodzenie NIC nie znaczy.

                        Oczywiście, spotkałam w życiu wielu fajnych, miłych katolików, którzy mówili o
                        swojej wierze w nieagresywny sposób, albo nie mówili o niej w ogóle, bo
                        rozumiała się sama przez się. I nie mam nic przeciwko katolikom en masse, dręczą
                        mnie tylko pewne postawy i reakcje z ich strony. A ja dopiero szukam swojej
                        religijnej tożsamości i sama nie wiem. Ale raczej nie zdecyduję się na
                        kultywowanie katolicyzmu, zbyt wiele mnie tam razi. Religijność judaistyczna też
                        stawia obostrzenia.
                        Być może nie jestem zwierzęciem religijnym w ogóle...
                        • tygrys2112 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 16.11.07, 20:37
                          > Miałam na myśli, że ojciec jest liberalnym Żydem:) Są takie
                          określenia "Żyd
                          > liberalny" i "Żyd ortodoksyjny", obrazujące stosunek do judaizmu
                          właśnie.
                          A! Teraz zrozumiałam :) O "Żydach ortodoksyjnych" oczywiście
                          słyszałam, ale to drugie określenie chyba rzadziej się stosuje, bo
                          się z nim nie spotkałam, chyba, że jestem takim niedouczonym głąbem
                          kapuścianym, albo po prostu gdzieś się zetknęłam, ale nie pamiętam.

                          > Co do stosunku katolików do mnie - uwagi o krzywdzi, jaką robią mi
                          rodzice
                          > słyszałam raczej od starszych osób. Ale całe życie rysowano nam
                          gwiazdy Dawida
                          > przy drzwiach, wyśmiewano się otwarcie z mojego ojca na ulicy ( ma
                          > charakterystyczną brodę i kształt nosa), a on już swoje w życiu
                          przeżył -
                          > okupację w Warszawie choćby. Chciałabym żyć w kraju, w którym to,
                          że ktoś ma
                          > jakieś pochodzenie NIC nie znaczy.

                          No niestety, antysenityzm w Polsce się zdarza. Nie wiem, jak duże
                          jest to zjawisko, ale przykro mi, że dzieją się u nas takie rzeczy.
                          Powiem Ci jednak, że jest to zjawisko obecnie występujące również
                          wśród niektórych ateistów - nie mam pojęcia, z czym to ma związek,
                          ale też się zdarza.
                          (Przypuszczam, że ze sprawą izraelsko-palestyńską, ale głowy za to
                          sobie nie dam uciąć. Ten konflikt jak wiadomo jest dużo bardziej
                          złożony i obydwie strony mają coś na sumieniu, ale niektóre media
                          strasznie atakują Izrael)

                          Z tą religijną tożsamością mamy chyba podobnie. Ja też jej raczej
                          poszukuję, chociaż wychowywałam się w rodzinie katolickiej, ale jej
                          również jeszcze do końca nie znalazłam. Ale i tak mam wrażenie, że
                          coś się z czasem we mnie zmienia, więc może kiedyś ją odnajdę. Może
                          Tobie też się to kiedyś uda, kto wie. Ale może być tak jak mówisz,
                          że religia to nie Twój świat.
                          • tygrys2112 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 16.11.07, 20:38
                            Z góry przepraszam za wszystkie literówki. Ostatnio jestem strasznie
                            rozkojarzona.
                  • nikadaw1 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 15.11.07, 12:52
                    Ginestro, masz sporo racji.

                    jest coś w tym, że w Polsce katolicy muszą się tłumaczyć ze swego katolicyzmu a
                    ateiści muszą publicznie biczować sie za swój nihilizm i zgniliznę moralną.
                    dzieje się tak dlatego, że w ogóle kwestie wiary i religii maja bardziej
                    publiczny status niż w innych krajach. wynika to z naszej historii, i to nie tej
                    dawniejszej, ale z doświadczeń PRL. stereotyp Polak - katolik zaczał sie
                    kształtować w XVII wieku (np. Kazania Piotra Skargi) a na dobre utarł się
                    podczas zaborów. ale to w latach 90. mamy powrót religii do szkół, wieszanie
                    krzyży, walkę o las krzyży w Oświęcimiu, msze podczas świąt narodowych z
                    udziałem najwyższych władz państwowych itp. emocjonowanie się tym, kto powie
                    "tak mi dopomóż Bóg" a kto nie. bo przez lata PRL proces laicyzacji nie
                    przebiegał u nas tak, jak w innych krajach.
                    i dlatego m.in. każdy uważa że może wpychać swój światopogląd gdzie to tylko
                    możliwe, czy dziennikarz, czy pisarz czy polityk. to podgrzewa bardzo atmosferę.
                    np. w sejmie w ostatnich latach nieraz politycy musieli się publicznie spowiadać
                    ze swego wyznania czy pochodzenia. niemałą pracę na tym polu wykonało pewne
                    radio. to wszystko powoduje, że i szczerzy katolicy i obojętni i ateiści czują
                    że są w permanentnym stanie oblężenia. dodajmy do tego fakt, że polskie kadry
                    kościelne w swej masie są raczej nie najwyższych lotów, a proboszcz na wsi lubi
                    dzierżyć rząd dusz.

                    dlatego nie wiem co zaproponować. nie dyskutować w ogóle na tematy religijno -
                    wyznaniowe? czy raczej, niech ta dyskusja się odbędzie, aby wreszcie kiedyś
                    nastał spokój?

                    bo jeśli o mnie chodzi, to jestem jak najbardziej za mniejszym udziałem symboli
                    i deklaracji religijnych w sferze publicznej. nie mam tu na myśli noszenia
                    krzyżyka na szyi ale właśnie, krzyże w szkołach, urzędach, ocena z religii
                    liczona do średniej, klauzula sumienia, która obejmuje cały szpital itp. bo to
                    chociaż trochę uspokoi atmosferę i całe to religijne "naparzanie się". mimo
                    wszystko nie mamy sytuacji jak we Francji czy krajach arabskich, gdzie zakaz
                    noszenia chust powoduje, że niektóre dziewczyny w ogóle nie mogą wyjść z domu do
                    szkoły.
                    • ginestra Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 15.11.07, 13:57
                      Niko, bardzo mi się podoba Twój post - takie panoramiczne i historyczne ujęcie,
                      z naciskiem na historię najnowszą i tą naj-najnowszą. Mi on bardzo pomógł
                      zobaczyć obraz sytuacji jaka jest teraz, i to z różnych stron, z przyczynami i
                      skutkami.

                      (Dygresyjnie: przyznam się, że odczuwam brak u siebie takiej historiozoficznej,
                      historycznej i politologicznej wiedzy, zazdroszczę ludziom, którzy aktualnie
                      studiują takie kierunki lub zdają maturę, bo tego się uczą na bieżąco, z dobrych
                      źródeł, do których teraz jest duży dostęp itp. Oczywiście zawsze można zacząć
                      uzupełniać wiedzę - mam nadzieję, że znajdę na to czas i wytrwałość - bo to
                      pomaga zobaczyć gdzie teraz jesteśmy, jaki jest aktualnie świat i dlaczego,
                      rozumieć go i może nie bać się zmian, widzieć też szansy, a nie tylko zagrożenia
                      itp.).

                      Post Niki, podobnie jak poprzedni post Nightrill pokazuje, że faktycznie w
                      naszym kraju jest jakaś niezdrowo wysoka temperatura emocji na tle religijnym,
                      co przenosi się na życie zwykłych ludzi, na ich kontakty z otoczeniem (chodzi mi
                      o fakt, że wiele osób czuje się "permanentnie oblężonymi", bo często w istocie
                      są). No właśnie, co z tym zrobić? Czy jest, Waszym zdaniem możliwość żeby te
                      emocje zostały zastąpione większym spokojem, życzliwością, szacunkiem do ludzi o
                      innych poglądach, uwolnieniem od lęków przed utratą czegoś ważnego? Myślę, że
                      nawet jeśli to miałoby się dokonywać powoli, to jakiś sposób na to musi istnieć.
                      Co o tym myślicie?
                      Pozdrawiam!
                    • tygrys2112 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 15.11.07, 22:49
                      Co do szkoły, urzędów, a najbardziej średniej na świadectwie z
                      religią, to zgoda.

                      Co do tego lasu krzyży w Oświęcimu, to moim zdaniem sprawa była
                      sporna i myślę, że tam zginęli też Polacy i dla tych z nich, którzy
                      wierzyli, zostały te krzyże postawione.
                      W Dachau stoją trzy kaplice - żydowska, katolicka i protestancka. I
                      jakoś tu nikt się o to nie kłóci.

                      Druga sprawa, którą poruszyłaś, a która moim zdaniem jest sporna
                      jest kompletna laicyzacja. W Europie panuje coś odwrotnego - jeśli
                      ktoś mówi o religii patrzy się na niego źle i jest to wręcz prawie
                      przestępstwo. Przekonałam się o tym na własnej skórze.
                      • the_dzidka Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 15.11.07, 23:00
                        Las krzyży moim skromnym zdaniem był przesłaniem: "wara Żydom od
                        tego miejsca".
                        A K. Świtoń to był kliniczny wręcz przykład nawiedzonego katola
                        ("katola" - nie mylić z "katolikiem").
                        Zachowywał się (i wyglądał z tym szaleństwem w oku) jak obłąkany
                        derwisz.
                      • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 18.11.07, 21:59
                        Tygrys,mój szwagier miał kłopoty przez to,że odmówił na imprezie zakladowej wypicia drinka.Długo się wzbraniał aż w koncu powiedział,że jest muzułmaninem i wiara mu zabrania-wtedy naskoczyli na niego,że jak śmie tu jakieś religijne poglądy eksponować,wiare to sobie może zostawić w domu itd.A Działo sie to w Holandii.Podobnie było z jego synkiem(siedem lat miał wtedy) jak odmówił zjedzenia wieprzowiny na pikniku szkolnym-skandal się zrobił,nakrzyczeli na dziecko,wezwali rodziców.Jeżeli tak wygląda państwo neutralne światopoglądowo to chyba nie tędy droga-prawda? Bo oni juz poszli za daleko i w niewłaściwym kierunku.
                        • tygrys2112 Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 18.11.07, 23:20
                          No więc właśnie to uważam za chore.
                          Osobiście miałam problemy z egzaminem z literatury, ponieważ
                          mieliśmy wymyślić tematy poruszane w wybranych książkach. No i
                          wybrałam sobie coś w rodzaju: Rwligia - opium dla mas? Między innymi
                          na podstawie Pachnidła Suesskinda itp. To miało być literackie.
                          Wtedy spotkałam się z zarzutem, że chcę wprowadziś na egzamin
                          dyskusję teologiczną. I się zaczęło... Generalnie wykładowca jest
                          bardzo kompetenty i naprawdę go ceniępod wieloma względami, ale
                          wtedy miałam z nim tyle stresów, żw masakra.
                  • sevilay Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 18.11.07, 21:48
                    Dokladnie Ginestro to wlasnie miałam na myśli.Jeżeli ktoś się poczuł urażony to przepraszam,nie miałam takiego zamiaru.Chodziło mi o prawo do równego traktowania wszystkich-jezeli katolik ma swoje poglądy zostawić w domu to i ateista mógłby tak zrobic.Ale z nieznanych mi przyczyn-jedni moga wyrażac swoje poglady a inni nie mają do tego prawa.Albo dajemy to prawo wszystkim albo wszyscy milczymy-innego wyjścia nie ma.


                    Do Skrzata rzezimieszka-krzyzyka na szyi nie noszę,ani medalika i zadna babunia mi go nie wieszała-to tez niegrzecznie zabrzmiało.Mogłabym się teraz ja poczuć urażona Twoja wypowiedzią ale do czego by to doprowadziło-do nowej pyskówki? Po co?
                • sowca Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 15.11.07, 14:02
                  Alez, Dzidko, źle mnie zrozumiałaś! Zupełnie nie o to mi chodziło.
                  Miałam raczej na myśli to, co pisała skrzat -rzezimieszek, która
                  poczuła się urażona uwagami sevilay o ateistach i od razu zaczęła
                  pisać, że nie ma dla niej w Polsce miejsca itp. Tymczasem chodziło
                  mi własnie o to, żeby się tak od razu nie czuć dotkniętym i brać
                  sobie wszystko do serca. Mam nadzieję, że teraz napisałam jaśniej
                  to, co chciałam przekazac :)
                  Chociaż, z drugiej strony uważam, że czasem rzeczywiście forma
                  niektórych wypowiedzi jest nieprzyjemna. "Nie chcę mieć nic
                  wspólnego z katolicyzmem" brzmi trochę agresywnie. Bo ja np, jestem
                  katoliczką, a przecież masz ze mną chociażby to wspólnego, że tak
                  sobie miło teraz gawędzimy :) Nie chcę powiedziec, że mnie to
                  uraziło, raczej jest to luźna uwaga. Bo - jak powtarzam - nie ma
                  sensu od razu reagować emocjonalnie i krzyczeć, że nie ma tu dla
                  mnie miejsca :)
                  • sowca Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 15.11.07, 14:13
                    Kurczę, post mi się wkleił w złym miejscu ;/ no trudno, mam
                    andzieję, że mimo to Dzidka do niego dotrze :)
                    Ginestro, bardzo mi się podobają Twoje wypowiedzi.
                    I jeszcze jedno: ja też często się spotykam z krzywdzącą opinią o
                    katolikach. Że od razu mohery, że kościoły bogate, że biskupi się
                    wożą supersamochodami itp. Ale wiecie co jest ciekawe? Że takie
                    opinie i pytanie padają z ust samych katolików. Ja sama mam często
                    ochotę zapytać o to, dlaczego Kościoł zakzuje antykoncepcji?
                    Dlaczego budowana jest Swiatynia Opatrznosci Bozej? I tak dalej, i
                    tak dalej. Bo obserwując moich przyjacioł, ktorzy są katolikami,
                    widzę coraz większą różnicę między zwykłymi, szarymi katolikami,
                    którzy czerpią radośc ze swojej wiary, a tymi, którzy najglosniej o
                    niej krzyczą, chodzą do kosciola po to,żeby sę pokazać i którzy
                    grzmią z ambony o polityce, niedocenianiu koscioła, o pieniądzach.
                    Szkoda, że taka przepaść jest i szkoda, że nikt nie szuka sposobu,
                    żeby ją zasypać.
                    • ginestra Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 15.11.07, 19:54
                      Dziękuję Sowco i pozdrawiam Cię!
                      • moleslaw Re: czy kupił ktoś juz "na gwiazdkę" 23.12.07, 11:51
                        ...jeśli autor nasyca swą książkę znajomymi sobie realiami - nie znaczy to
                        przecież,że twierdzi,iż tylko wśród takich realiów można żyć.Ktoś,kto na widok
                        tych realiów dostaje wysypki,powinien się zastanowić nad przyczynami tej
                        alergii.Czy uczulenie to nie jest skutkiem mody?"...
                        ...Dobrze jest być otwartym,ale konsekwentnie:a więc otwartym nie tylko na
                        buddyzm czy zen - także na chrześcijaństwo,bo dlaczegóż by nie?...
                        Tyle na ten temat od Pani Małgorzaty Musierowicz
                        Każdy ma swoje zdanie,to naturalne że chce je przedstawić ale czy koniecznie
                        musimy innych przeciągać na swoją stronę?Ponownie zacytuję Panią MM:..."Jestem
                        zawsze po stronie tych co płaczą,śmieją się,jedzą ,śpią i myślą,maja
                        serce,nerki,kości i wątrobę"...
                        Cytaty z książki Małgorzaty Musierowicz "Frywolitki" tom 1str.28-31
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka