Dodaj do ulubionych

do you like Jezycjada, honey?

15.04.08, 09:46
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80281,5111269.html
to potwornie straszne. czesciowo to rozumiem, bo zbieznosc poczucia humoru i
ogolnie "czucia" podobnych klimatow jest bardzo wazna, ale zeby rozbijac
wszystko o konkretne ksiazki? strach mnie oblecial, bo przyznam szczerze, ze
nie czytalem wielu klasykow, z drugiej strony lubie rozmaite rzeczy, ktorych
wielu za dobre by nie uznalo, a z trzeciej strony, uwazam za zupelna
makulature rozne "dziela", za ktore inni daliby sie pokroic. innymi slowy
najbardziej przemawia do mnie opinia pani pisarki od "Female Chauvinist.." :)

a wy, co o tym sadzicie? i jak sie to ma do Jezycjady? :)
Obserwuj wątek
    • sir.vimes Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 10:47
      A ja się zgadzam z marco Rothem - to, ze ktoś lubi te same książki jeszcze nie
      znaczy, ze lubi w nich to samo. Przegląd biblioteczki to nienajlepszy sposób na
      sprawdzanie pogladów, gustów itp drugiej osoby.
      • sir.vimes Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 10:52
        A jak to się ma do Jeżycjady - ma się w sposób oczywisty:) Nawet osoba , która
        zachwyca sie tym samym tomem serii może zachwycać się zupełnie czym innym.

        Ja np. po latach ze zdziwieniem odkryłam, ze mój maż uwielbia Józefinę, na
        dodatek doszukuje sie we mnie podobieństwa (no, tez mam ładnie urządzony pokój z
        wielkim łóżkiem; i ładną, introwertyczna córkę;) a na dodatek twierdzi, ze
        Bernard jest protekcjonalny.

        Hm, średnio by mi sie przebywało na codzień z osobą , która ma identyczne jak ja
        zdanie na dowolny temat. Chcoiaż , oczywiście - upodobanie do jakichś książek
        czy do określonych postaci moze być sygnałem jakies nieakceptowalnej cechy. Np.
        gdyby jakiś facet uważał, ze stary Borejko jest ideałem ojca zastanowiłabym się
        pięć razy zanim zostawiłabym mu dziecko pod opieką;)
    • mmaupa Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 10:47
      Spojrzalam w serwis spolecznosciowy Facebook, na profil mojego ukochanego.

      Favorite Books:
      The way things are by Lama Ole Nydahl, The once and future king by T. H. White,
      Obernewtyn by Isobelle Carmody, Losing my Virginity by Richard Branson,
      Watership Down by Richard Adams, The Naked Ape by Desmond Morris

      Nie czytalam zadnej z nich. Ale nie wymienil Kodu Leonarda da Vinci ani Malego
      Ksiecia, dwoch ksiazek na ktore mam bardzo silna alergie, wiec nasz zwiazek ma
      szanse przetrwac :). Za to moj najlepszy przyjaciel do ulubionych ksiazek
      zalicza wlasnie "The Fountainhead" Ayn Rand - czy powinnam zmienic przyjaciela?

      A propos Jezycjady:
      Dawno temu pozyczylam mojej ciotce, dziennikarce i pisarce, ktorej gusta
      literackie bardzo cenie, KK i Klamczuche - ciekawily ja moje upodobania
      ksiazkowe. Oddala mi z komentarzem: fajne, ale ile mozna czytac o kolejnych
      nastolatkach pokonujacych przeciwnosci losu?

      W sumie miala racje, ale ja (jako nastolatka wowczas) poczulam sie bardzo urazona.
      • ready4freddy Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 13:25
        o, prosze, znow trafilem w przyslowiowy plot, tfu, w dziesiatke znaczy :)
        namalowana na plocie :P znaczy ciesze sie, bo przy okazji wychodza rozne
        ciekawostki, np. dowiedzialem sie teraz, ze nie tylko ja (co skrycie
        podejrzewalem) mam alergie na Malego Ksiecia :) a "kod.." akurat przeczytalem,
        ale pozostawil mnie zgola obojetnym. akurat na wakacje :)
        • ananke666 Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 21:45
          > "kod.." akurat przeczytalem,
          > ale pozostawil mnie zgola obojetnym. akurat na wakacje :)

          A mnie znudził. Raz, że równiutko zerżnięty ze "Święty Graal, święta krew" (straszna bzdura, nie polecam), to akcja do kitu. Trup na początku, a potem ciągłe wrażenie ucieczki, pogoni i ogólnej kotłowaniny, ile można dawać dyla? Jak się okazało, można prawie do końca... ziew...
    • meg_mag Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 11:02
      Przepraszam autora watku za niezgodnosc z tematem. Czytasz poczte gazetowa?
      Chcialabym wiedziec, czy brak odpowiedzi to tez jest odpowiedz:)
      • panna-lee Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 12:09
        mmaupa hehe my oboje czytaliśmy źródło, i chociaż od stylu tej pani opadły nam wszystkie kończyny, sposób prowadzenia akcji spowodowałby to samo, gdyby jakieś jeszcze były podniesione...... to życiowa postawa roarka była nam w gruncie rzeczy bardzo bliska, i nie rozumiem jadu - roark był ok. taki trochę jack london :)

        dla mnie gusta literackie miały zawsze spore znaczenie - w końcu książki to moje hobby, mój nałóg, przekleństwo i w zasadzie jedyni przyjaciele. cieszy mnie, że mój mąż zawsze biega z książką w kieszeni. a jego lektury sięgają od ulissesa po - no właśnie. kłamczuchę mu kiedyś dałam i podobała mu się :D
        moje lektury to dużo szerszy wachlarzyk, bo czytam 3 razy szybciej od niego i więcej mogę zaliczyć :P
        i tak nasz prywatny język składa się z całego systemu cytatów, nie tylko literackich, i pomału staje się tak hermetyczny, że spokojnie mógłby robić za szyfr :P przyznam że kiepsko mi się rozmawia z ludźmi, którzy gdy rzucę "racja jak ślag" albo "zamarzło" nie mają cienia pojęcia o co mi chodzi i tryby konwersacji zaczynają zgrzytać....

        dodam, że mój mąż swojej eks wciskał na siłę książki, bo była nieledwie niepiśmienna :/ było to zapewne bolesne dla obojga :P a i ja byłam kiedyś z typem, co miał tylko jedną wątłą półkę książek - ale był z tego dumny :/ a jak mnie poznał, to oczywiście ochy i achy nad literaturą, bo pewnie "trzeba się lasce pokazać oczytanym" okropne czasy.... :)
        • mmaupa Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 12:42
          No niestety, cala filozofie Rand daloby sie strescic w dwudziestu stroniczkach -
          szkoda lasow. Ale fakt, postac Roarka to jedyny (w miare) strawny aspekt ksiazki.

          Niech zgadne, na tej jednej watlej poleczce powinien sie znalezc "Alchemik",
          "Pachnidlo", "Kod da Vinci" (ale jestem zlosliwa), "Sto lat samotnosci" -
          najlepiej seria-dodatek do GW, taka dziewicza, ladnie oblozona i jeszcze
          pachnaca drukarnia, i juz mozna byc modnym i oczytanym. Acha, moze jeszcze cos
          Woloszanskiego.
          • ananke666 Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 22:31
            > "Sto lat samotnosci" -
            > najlepiej seria-dodatek do GW, taka dziewicza, ladnie oblozona...

            A co złego jest w owej serii-dodatku do GW? Sama mam kilka sztuk z tej serii (w tym Marqueza, a jakże) i nie widzę, żeby jakaś felerna była. Dwie nabyłam z gazetą, resztę wygrzebałam po dychę sztuka u pani handlującej książkami na dworcu. Taka sobie szata graficzna i średni papier, to z wad. Literówek nie zauważyłam. Mam też parę książek pogardzanego wydawnictwa Zielona Sowa, któremu z kolei nic oprócz kwasiarskich okładek nie mogę zarzucić. Kwasiarskich, bo kiepsko udających ekskluzywne wydania w twardej skórzanej oprawie z tłoczeniami, no piękne to to nie jest...
            Za to książki te mają wielką zaletę - cenę. Pewnie, że najlepiej kupować wydania krytyczne, ale nie zawsze mnie stać. Za Eco albo Cortazara w twardej oprawie (preferuję ze względu na żywotność) musiałabym zapłacić od 45 zł w górę. Z Wybiórczą - 15 zł. Choderlos de Laclos i Gogol z Zielonej Sowy - 11 i 13 zł. W cenie jednej dobrej mam cztery dobre, tylko brzydsze. Po wydania BN też nie chodzę do firmowej księgarni Ossolineum, tylko do taniej książki, bo np. Korespondencja filomatów była dychę taniej.
            Lepiej mieć książkę z Wybiórczej, niż wcale ;)
            • mmaupa Re: do you like Jezycjada, honey? 16.04.08, 01:16
              Chodzilo mi bardziej o to, ze ksiazka kupiona "bo jest okazja i tanio daja" -
              nigdy nie otwarta, raczej taki ladny dodatek na polce.

              Nie mam zupelnie nic przeciwko tanim/okazyjnym ksiazkom jako takim, ale jak sie
              kupi to wypadaloby chociaz zajrzec do srodka.
              • ananke666 Re: do you like Jezycjada, honey? 16.04.08, 12:01
                A to przepraszam, odniosłam wrażenie, że książka jest be, bo z taniego dodatku. Są osoby, które takich rzeczy nie kupią, bo kupno takiego wydania uznają za deklasujące. Ale tak, to w porządku :)
                • mmaupa Re: do you like Jezycjada, honey? 16.04.08, 12:53
                  Wspanialomyslnie wybaczam :). Za to nie wiem, czy wybaczylby Ci moj promotor,
                  gdyby wiedzial ile czasu wlasnie spedzilam czytajac Tupecik (rechoczac
                  wewnetrznie, bo na glos mi w biurze nie wypada).
          • panna-lee Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 22:35
            heheh nie rozmyślałam zbyt wiele o filozofii Rand, aż tak dalece mnie nie porwało. żródło przeczytałam, bo dostałam jako nagrodę... :) a co do tej filozofii, to nie sądziłam, że jest jakaś, dla mnie ta księga była mocno chaotyczna - roark w ramie rokoko. :D [ma się te nabokizmy....]

            na wątłej półce rzekomego czytelnika znalazły się raczej rzeczy dla mnie niestrawne.... ale nie pamiętam jakie. denne w każdym razie, aż tak szeroko jak "Sto lat" to nienie, co najwyżej taką piosenkę urodzinową znał :) prędzej atlas polski, o diunę miał na pewno [dla mnie to rzecz niestrawna pomimo czołobitności dla dobrej s-f]... album z dzieciństwa, "zrób to sam - globus i ekierka" i parę lektur z podstawówki :P voila.

            to ja jeszcze o cytatach. staramy się nie używać ich przy ludziach, ale czasem to jest odruch po prostu, walimy "ty idź, ty poważniej wyglądasz" i od razu zbiorowa ciekawość o co chodzi, z czego lejemy, a jak tu cały film opowiedzieć...

            ktoś wspomniał 12 krzeseł - był taki film, chyba czesko-polski? stary jak świat, z zulą pogorzelską. fajowy :) czy to na podstawie ksiązki właśnie? przepraszam że ja te posty tak nie po kolei, ale tak mi wyszło jakoś.
        • ready4freddy Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 13:36
          >przyznam że kiepsko mi się rozmawia z ludźmi, którzy gdy rzucę >"racja jak
          ślag" albo "zamarzło" nie mają cienia pojęcia o co mi >chodzi i tryby
          konwersacji zaczynają zgrzytać....

          uhmm.. ja wlasnie o tem :) tez mam cale mnostwo cytatow, ale wole nimi nie
          rzucac, wlasnie dlatego, ze sa hermetyczne. podobnie mam z sytuacjami z filmow,
          konkretnie the simpsons, family guy i futuramy, dla ktorych znajduje cale
          mnostwo zastosowan, ale wiekszosc jest typu "you must have been there" i
          zupelnie nie smiesza kogos, kto nigdy nie widzial/nie czytal. dla przykladu,
          cytat w mojej sygnaturce pochodzi z ksiazki kultowej dla mojego dziadka, mojego
          ojca, i w koncu dla mnie. jest dosc hermetyczny jednakowoz, bo raz jeden
          forumowicz, zgola mi nieznany, napisal az maila z wrazenia, ze to nie tylko on
          to zna. ale nic mi przez to nie zgrzyta, na szczescie :)
          • ginestra Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 13:42
            Ready4freddy, a czy można uprzejmie spytać jaka to książka?

            Mnie, przyznam się, ten cytat z Twojej sygnaturki już od dawna frapował i nawet
            wymyślałam sobie dla niego kontekst. Myślałam jednak, że to coś "co powinnam
            znać", i że na pewno kiedyś na to natrafię, szczerze mówiąc bardziej myślałam,
            że to z jakiegoś filmu (court drama?)..
            Pozdrawiam!
            • ginestra Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 13:52
              PS. Napisałam "powinnam" w tym sensie, że "pewnie to coś znanego", bo w
              sygnaturkach ludzie najczęściej piszą coś takiego rozpoznawalnego też dla innych.
              Ale jeśli to jest taka bardzo osobista i szczególna książka, to oczywiście nie
              podawaj tytułu, niech może pozostanie taka "magiczna". :)
            • ready4freddy Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 14:31
              oczywiscie, ze mozna, to "Dwanascie krzesel" dwoch rosyjskich autorow, nazywali
              sie Ilja Ilf i Eugeniusz, czy tez Jewgienij Pietrow. sa dwie ksiazki, Dwanascie
              krzesel i Zlote ciele. wielce zabawne :)
              • ginestra Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 14:40
                Dziękuję :)
                Fajnie, literaturę rosyjską lubię (choć znam ją w niewielkim stopniu). Książki
                zapowiadają się ciekawie, dzięki raz jeszcze!
          • lezbobimbo hey baby, wanna kill all humans? ;))) 15.04.08, 18:27
            50% moich konwersacji w realu to cytaty z Simpsonów, Futuramy i
            wielu, wielu inszych satyr amerykanskich, n.p. Mad Tv czy Dave
            Chapelles Show oraz nieco ghetto ebonics.
            Ja po prostu zyje i oddycham dla mówienia cycatami i nie widze
            trudnosci we wplataniu ich w codzienne sytuacje. Komentowac nimi
            przeciez mozna wszystko. N.p. "these berries taste like.. burning!"
            albo "Girlfrieeend? In da house!"

            A z kolei w domu wszystkie ksiazki mam przepilowane zeby ladniej
            wygladaly na pólce, wiec mozna nawet miec ksiazki i ich nigdy nie
            czytac.
            Ta Dunia, gdzie mieszkam, to spoleczenstwo lelewizyjne, wiec tu nie
            mozna zaimponowac iloscia literatury posiadanej/przeczytanej, chyba
            ze akademikom, a i to glównie humanistom. Ksiazki sa w niezbyt
            wielkim powazaniu i mozna nawet dostac pejoratywna etykietke nerda
            (noerd po skandynawsku) albo glisty ksiazkowej (bogorm) od tej barzy
            lelewizorowej czesci spoleczenstwa ;)
            • idomeneo I've got a friend named Fry.He's a pretty cool guy 15.04.08, 18:57
              Ach, Futurama i Simpsonowie! :)))
              A oglądacie 30 Rock?
              • lezbobimbo I like stealing I like taking things 15.04.08, 19:05
                idomeneo napisała:
                > Ach, Futurama i Simpsonowie! :)))
                > A oglądacie 30 Rock?

                ?? 30 Rock? Nie znam.. kojarzy mi sie tylko 3rd rock from the sun,
                ale nigdy mie nie smieszyl.
                Z Simpsonów doceniam tylko klasyki, do pewnego odcinka od którego
                zuzyly im sie juz wszystkie pomysly i stali sie zbyt "fantastyczni",
                w sensie fikcyjni, a zabraklo im odzywek ;) W koncu ile mozna robic
                odcinków o tej samej rodzinie, w której nikt sie nie zmienia ani
                dzieci nie dorastaja?
                • idomeneo Re: I like stealing I like taking things 15.04.08, 19:11
                  > ?? 30 Rock? Nie znam.. kojarzy mi sie tylko 3rd rock from the sun,
                  > ale nigdy mie nie smieszyl.

                  a, nie nie, to jak pomylić Dextera z Dexter's Laboratory :D

                  30 Rock to autorski serial Tiny Fey, Alec Baldwin jest tam naprawdę boski jako
                  psychopatyczny dyrektor - macho
                  www.nbc.com/30_Rock/
                • ready4freddy Re: I like stealing I like taking things 15.04.08, 22:53
                  ja wlasnie klasyki ogladam :) ostatnio z co lepszych tekstow przesladuje mnie
                  Groundskeeper Willie :)
                  a co do futuramy, to przekonalem sie o hermetycznosci, kiedy moj kolega wcale
                  nie smial sie z "mumbo? perhaps yes, jumbo - perhaps not!", chociaz wymawialem
                  to identycznie jak ten robot, co wierzyl w wampiry. you should've been there...

                  :)
                  • idomeneo Re: I like stealing I like taking things 23.04.08, 17:49
                    tak, Willie to jedna z tych postaci, które mogą przyśnić się w nocy :D A
                    pamiętasz ten odcinek, jak został dżentelmenem?

                    Czy zdarzyło się Wam może kiedyś nie lubić serialu, bo jest zbyt boleśnie
                    prawdziwy? Ja mam tak z dwoma: The Office i Curb Your Enthusiasm. Tak rozumowo
                    wiem, że są inteligentne i bardzo dobrze zagrane, ale jakoś ciężko mi się z nich
                    śmiać.
            • ready4freddy Re: hey baby, wanna kill all humans? ;))) 15.04.08, 22:57
              abso-diddly-utnie sie z toba zgadzam, neighbourino :)

              probowalas mowic cycatami z Californication? ;) proponuje zaczac od tego z
              sygnaturki...

              (jakis dzisiaj nieznosny jestem i chyba w koncu pojde do kata :)
            • croyance Re: hey baby, wanna kill all humans? ;))) 23.04.08, 13:51
              A lubisz Family Guy?
      • ready4freddy Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 13:10
        alez skad :) tyle, ze zupelnie zapomnialem o gazetowej poczcie, bo prawie jej
        nie uzywam, nie dodalem jej do TBirda po przeinstalowaniu systemu, a nawet
        gdybym dodal, to jeszcze nie rozpracowalem co i jak ustawic po przeprowadzce na
        gmaila (nie chcialo mi sie doczytac) :)

        innymi slowy, dopiero teraz przeczytalem twojego maila :) i postaram sie jak
        najszybciej odpisac :)
        • ready4freddy OFF TOPIC OFF TOPIC OFF TOPIC 15.04.08, 22:58
          ktos wie jak ustawic to -beep- konto gazeciane na t-birdzie???
      • croyance Re: do you like Jezycjada, honey? 23.04.08, 13:49
        Jejku, cos Ty mu takiego zaproponowala? :-D
    • ginestra Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 12:24
      Artykuł z linku przeczytałam bardzo pobieżnie, ale już z tezą nie zgadzam się i
      w ogóle uważam, że nie w tym rzecz. Również zgadzam się z przedpiśczyniami,
      które mówią, że nawet lubienie tych samych książek nie oznacza lubienia tego
      samego w tychże książkach.

      Co do poznawania osób i tworzenia z nimi więzi, to ja myślę, że tę więź tworzy
      się "na rzeczywistym materiale", na poznawaniu się, na dowiadywaniu się jaka ta
      osoba jest, jakie wyznaje wartości oraz czy się __kieruje__ tymi wartościami, bo
      czasem bywa i tak, że ktoś pięknie potrafi mówić o wartościach i nawet w to
      wierzyć, że są one dla niego ważne, ale w prawdziwym życiu nie kierować się
      nimi. A więc ja wierzę w empirię.

      Owszem, książki (a raczej rozmowy o nich) są dobrym punktem wyjścia do
      dowiedzenia się co dana osoba myśli, jak patrzy na świat, jakie ma poglądy. Sam
      fakt, że dana osoba taką książkę ma w domu lub czytała wnosi jednak tak naprawdę
      niewiele. (Książkę, która jest na półce ta osoba mogła dostać w prezencie, albo
      mogła ją kupić/ przeczytać z ciekawości). Ja bym nie skreśliła kogoś na
      podstawie tego co czyta, tylko bym próbowała dowiedzieć się (gdyby mnie ta osoba
      interesowała jako osoba) dlaczego to czyta i co o tym myśli i czy - jeśli mamy
      odmienne zdanie co do jakiejś książki - to czy ja lub on zdołamy tę drugą stronę
      jakoś do tej książki przekonać, pokazać, co w niej jest wartościowego - i być
      może, mogłabym zmienić zdanie, zobaczywszy książkę czy sprawę w nowym świetle.

      Trudno mi sobie wyobrazić, że poznaję kogoś i nie widzę tego w obcowaniu z nim,
      a dopiero w jego domu, na półce, że na przykład ma jakąś ogromną kolekcję
      publikacji neofaszystowskich albo na temat eoteryki i magii (czyli takich, dajmy
      na to, rzeczy, które mnie by odrzuciły na tysiąc kilometrów) - czyli, że nie
      widziałabym, nie czułabym, że to ktoś o takich zainteresowaniach z
      wcześniejszego kontaktu. No, obecność tych książek też nie jest taka
      jednoznaczna, bo może on na ten temat po prostu prowadzi badania naukowe? Ale
      raczej takie prawdopodobieństwo jest minimalne.

      Z drugiej strony, o problemie przedstawionym przez artykuł można także
      powiedzieć, może tak bardziej na luzie, że "coś w tym jest". Na przykład pisałam
      kiedyś na forum o "Samotności w sieci" - książka była swego czasu "kultowa",
      więc sporo osób ją czytało i mówiło o niej. Z moich empirycznych doświadczeń
      wynika, że trudno mi porozumieć się i być na jednej fali z kimś, kto się tą
      książką (i jej bohaterem/ bohaterami) zachwyca. Jeszcze jakoś znajduję
      porozumienie, jeśli ta zachwycająca się osoba jest na przykład młodziutką
      dziewczyną, trochę jeszcze "nie znającą życia" i tak dalej. Wówczas mogę znaleźć
      z nią wspólny język, mimo tego, że tę książkę lubi, że marzy jej się tego typu
      romantyzm, bo ona widzi go bardzo wąsko, pewne rzeczy widzi, a innych nie, ale
      jeśli jest to osoba bystra i otwarta, to sama to zweryfikuje później w życiu lub
      da sobie coś powiedzieć o tym w rozmowie.
      Natomiast jeśli książką zachwyca się osoba, dajmy na to, po trzydziestce lub
      jeśli jest to mężczyzna, to rzeczywiście bywa to pewnym probierzem dla mnie: nie
      żeby odrzucić a priori tę osobę, ale żeby uważać na nią (bo albo nie widzi tam
      pewnych rzeczy, które powinna widzieć i umieć je ocenić albo je akceptuje; jeśli
      nie widzi, to może zobaczy, może w rozmowie o książce sama dojdzie do takich
      wniosków, które mam ja - tu niestety nie dam się przekonać drugiej osobie - ale
      jeśli je akceptuje, to nie ma za bardzo szansy porozumienia ze mną). W przypadku
      tej książki maximum, co mogę zrobić, to pochylić się nad samotnością,
      zagubieniem i degeneracją bohaterów (no cóż, to też jest ludzkie, ze wszystkich
      złych rzeczy można się potem podnieść, jeśli się chce). Czyli mogę mieć jakiś
      cień sympatii do bohaterów w tym sensie, że literacko są oni podobni bohaterom
      występującym wcześniej w dorobku innych pisarzy (np. u Jamesa Joyca w
      "Dublińczykach", czy w powieściach Italo Svevo, - w literaturze włoskiej
      istnieje nawet termin "inetti" - czyli tacy bohaterowie maksymalnie bierni, nie
      chcący nad sobą pracować, zmieniać czegokolwiek w życiu, często krzywdzący przez
      to innych, ale oczywiście zaskarbiający sobie też pewne współczucie czytelnika).
      Czyli - owszem, jeśli ktoś by lubił tę książkę z takiej perspektywy, to
      znalazłby ze mną płaszczyznę porozumienia, czemu nie. Natomiast jeśliby
      bohaterowie mu imponowali lub nie widziałby nic złego w ich postępowaniu - to nie.

      Powyżej, to taki przykład książki, która rzeczywiście może (dla mnie akurat) być
      pewnym wskaźnikiem, w sensie, że trzeba by się przyjrzeć wartościom jakie
      wyznaje ta osoba.

      Jednakże w artykule było wspomniane także to, że jakąś "zbrodnią" nieomalże w
      czyichś oczach może być to, że ktoś nie czytał Puszkina czy innego autora! Co do
      tego, to raczej tak oceniającą osobę ja omijałabym szerokim łukiem - ja takich
      typów nie cierpię, bo stawiają się nad kimś i nie dostrzegają drugiego człowieka.

      Wydaje mi się ponadto, że budowanie szczęśliwego związku z kimś zależy od tego
      jaki ktoś jest, a nie od tego co konkretnie czytał lub nie.
      Mi osobiście zdarzyło się doświadczyć, że właśnie takie przeintelektualizowane
      osoby, które mnóstwo niby czytają "dobrej" literatury, czasem okazują się być
      amoralne. Nie generalizuję oczywiście, ale chcę powiedzieć, że po książkach to
      nie bardzo da się ocenić człowieka. Trzeba go poznać.
      Pozdrawiam
      • ginestra Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 12:30
        Pisałam jednocześnie z Panną-lee i widzę, że ten aspekt "wspólnego czucia" i
        lubienia danych klimatów, podobnego poczucia humoru (o którym tez wspomniał
        Reddy4freddy w założycielskim wpisie) bardzo dobrze działa jeśli dwoje takich
        właśnie pokrewnych dusz na siebie natrafi :)
        Myślę, że podobne wartości i widzenie świata też te osoby muszą mieć, bo inaczej
        nie byłyby razem... :)
        Fajnie o tym czytać i miło się człowiekowi robi na sercu :)
      • onion68 Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 13:03
        > Mi osobiście zdarzyło się doświadczyć, że właśnie takie przeintelektualizowane
        > osoby, które mnóstwo niby czytają "dobrej" literatury, czasem okazują się być
        > amoralne.

        A ile jest takich, które sięgają po książki nie z upodobania, ale dlatego, że
        tak wypada lub żeby zaimponować otoczeniu. Skąd niby się biorą akcje w
        księgarniach, gdy któryś pisarz dostanie Nobla albo po prostu umrze ;-)

        I w ogóle, zgadzam się z Tobą :-)
        • ginestra Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 13:32
          Dziękuję Onion :-)
          Mamy podobne spostrzeżenie.

          Ja myślałam jeszcze o tym temacie w kontekście Jeżycjady i zauważyłam (co chcę
          niniejszym powiedzieć), że to, czy ktoś czyta (lubi) Jeżycjadę czy nie, nie jest
          dla mnie kryterium porozumienia z tą osobą.

          I odkryłam w ten sposób (z pewnym olśnieniem), że treść tego mojego długiego
          posta powyżej mogłabym ująć w jednym zdaniu, a mianowicie takim:
          Lubienie takich czy innych książek przez kogoś nie wpływa na moje porozumienie
          się z tą osobą i lubienie jej, jeśli chodzi tylko o sprawy gustu; natomiast
          jeśli chodzi o sprawy wartości - to wpływa.
          Pozdrawiam!
      • panna-lee Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 22:50
        z tą amoralnością to dobre.
        ja np jestem. ale jak może być normalny człowiek, który zamiast książek o bułeczce czy innej kasi czytał dowolne rzeczy z przepełnionych półek rodziców? nie jako nastolatek. jako siedmio - ośmiolatek. było fajnie. ale podejrzewam że już taka jestem okropna z natury. :P mój mąż w zasadzie też, ale mamy silne poczucie lojalności [dwoje outsiderów nieraz tak ma] i jakoś sobie razem radzimy, pono szczęśliwie.

        za to spotkałam się z jednostkami naprawdę obrzydliwymi, wręcz rozpuszczonymi, snobistycznymi, zadufanymi - które w książkach szukały chyba jakiegoś pocieszenia czy co, że życie nie jest czarno białe, że bandyta o złotym sercu, że drań a doznał oświecenia [ukochany mój Mitia Karamazow], że jan ewangelista pił i palił, wdawał się w bójki, przeklinał i latał za babami, a był umiłowanym uczniem nauczyciela swego.... i tak dalej. wszystko można znaleźć jeśli się pilnie poszuka :P albo odpowiednio zinterpretować.

        nie mogę powiedzieć, że moi przyjaciele czytają lub nie czytają. nie posiadam takowych. tu akurat niewiele wniosę do dyskusji. protezuję to książkami :)
        • ginestra Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 23:20
          Witaj Panno-lee :) Mi chodziło o taką amoralność na poważnie..., ale zdaję sobie
          sprawę, że nie trzeba by tu się rozpisywać o ciężkich tematach (do czego mam
          chyba skłonności, niestety). Dla przykładu, to powiem, że na przykład chodzi o
          rozumienie przyjaźni czy wierności czy inne takie. Ale - podkreślam - że nie mam
          takiej tezy, że jak ktoś dużo czyta ambitnych lektur, to staje się niemoralny.
          Właściwie to częściej jest na odwrót - dobre lektury budują człowieka. Pisałam
          tylko, że czasem tak bywa, że osoba jest oczytana, wykształcona, a na bakier z
          różnymi ważnymi sprawami, że trzeba właśnie poznać tę osobę bardziej życiowo niż
          patrząc na jej lektury, jak było w tym artykule.

          No tak, jako dziecko fajnie jest podczytywać coś rodzicom, też trochę tak
          robiłam ;) Nie wszystkie były zajmujące jednak te książki, ale niektóre tak. :)

          A to co piszesz o tych jednostkach, które szukają w literaturze potwierdzenia
          dla pewnego relatywizmu zasad, że niby takie jest życie, to też wydaje mi się
          prawdziwe. Wiele książek ma także niejasny przekaz i trzeba chyba dążyć do
          ustalenia własnych zasad, tego w co się wierzy i trzymać się ich. Zauważyłam na
          przykład, że książki Coelho weszły na dziwne tory i sprzyjają naginaniu różnych
          spraw i nie podobają mi się pod tym względem. Moim zdaniem broni się Alchemik,
          którego nadal uważam za spójną i dobrą książkę. A w wielu pozostałych jest
          nieciekawy przekaz jak się na nich bliżej skupić.

          W ogóle, to trochę się zawstydziłam porównując się, bo ja ostatnio niewiele
          czytam, ciągle brak na to czasu, a jeśli czytam, to nie w jakichś relaksujących
          momentach, żeby się móc tak miło w lekturze zatopić, tylko w takich "rwanych"
          chwilach albo w autobusie albo w nocy kosztem snu albo z długimi przerwami i to
          nie jest tak przyjemne jak lektura w chwilach relaksu. Ja mam też bardzo dużo
          zaległości związanych z książkami do podnoszenia kwalifikacji i tu już jestem
          kompletnie zakręcona, bo nie wiem za co się chwycić i kiedy i stresuję się tym.
          Mam ciągle nadzieję na lepszą organizację życia i na takie pełne, nieprzerwane,
          skupione chwile nad książką - w celach kształcenia i dla przyjemności :)

          Ach, Panno-lee, tak trochę to smutno zabrzmiało o tym braku przyjaciół, że tylko
          książki... Dobrze, że jest mąż, i że jesteście zgrani i dobrze Wam razem. A może
          i przyjaciele się pojawią niedługo .. ;)
          Pozdrawiam!
          • panna-lee Re: do you like Jezycjada, honey? 18.04.08, 01:38
            ginestra: o amoralności i relatywizmie - tego słowa mi zabrakło jak pisałam. relatywizm. otóż to. relatywizm jest amoralny z gruntu - gdy człowiek jest poukładany wewnętrznie, nie zaszkodzi mu ani "światłość w sierpniu", ani "62 model do składania", bo jego zasady zawsze się obronią. ale gdy jest luźny i czeka, w co się uformuje - uuuu, może być problem :)

            a dzieciak [każdy] dopiero się przekonuje, jak świat wygląda, jacy są ludzie i co jest dobrze, a co niedobrze.
            ale dzieciak, co czyta mocne rzeczy [ja nie podbierałam. sami mi dawali różności, często chyba dość nieuważnie, bo domagałam się nowych lektur wciąż i wciąż. musieli czymś zapychać! :)] nie mając ugruntowanego niczego, może się dość mocno pogubić w rzeczywistości. a raczej w samym sobie, bo w rzeczywistości to żadna sztuka.... przykład - daj 8latkowi do poczytania trylogię sienkiewicza. niby nie jest relatywistyczna - ale z drugiej strony opis nadziewania Azji na pal był dla mnie dość szokujący. [ach, te pękające wnętrzności.] lub tego, co robili kozacy z jeńcami. albo powolne zarzynanie tego starszego pana, który wrzeszczał i charczał - niezły kanał. jakie pojęcie o ludziach mogłam sobie wyrobić? a trylogia w końcu niesie wartości i tak dalej. bywało gorzej :) a ja przeczytałam ze 3 szafy, nim skończyłam lat 13. powinnam poprzestać na "Braciach Lwie Serce" i "Ronji" i innych lekturach budujących - ale tych lektur było za mało dla moich głodnych literek oczu :/
            czytałam o seansach spirytystycznych, o opętaniach [fajne na dobranoc] o zdradach, morderstwach, o wojnach, o różnych podłych lawirantach, o spiskach, o, np taki "Folwark zwierzęcy" też należał do mojego spisu lektur. i "Wyspa doktora Moreau". w końcu klasyka. spodoba się dziecku :D plus oczywiście pełen wachlarz powieściowej wiedzy o seksie :D gdzieś tam była i MM, i LMM, i różne kubusie puchatki..... jeden chaos :) co pisarz, to inna wizja świata... co wyrosło? samotna sosna :D

            a Coelho mądry człowiek jest. ja jego książki rozumiem bardzo dobrze. ale ona są dla tych ugruntowanych. osobę amoralną mogą wypchnąć z toru [chyba wiem, co niby jest w nich niedobre twoim zdaniem... ale on to pisze z tej drugiej strony, jego punkt widzenia jest absolutnie właściwy - tyle, że trochę się zapędził w wyjawianiu tego wszystkim naokoło :) a w każdym razie ludziom, którzy mogą tego użyć do zracjonalizowania własnych złych uczynków :)] czy dobrze robi czy źle, nie mnie akurat oceniać. :) nie wszystko czytałam co prawda, ale cenię go. wie co robi, a to dobrze.
    • nula8 Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 15:08
      Dla mnie najważniejsze jest, żeby czytał... I żeby umiał rozmawiać o książkach
      (i nie tylko), i żeby umiał się kłócić o książki (i nie tylko) :)
      Mam słabość do ludzi, którzy mają duży zasób słów i płynnie, wyraźnie mówią. I
      do takich, którzy nie robią błędów. Kocham rozmawiać cytatami i w przeszłości
      zdarzało się, że straciłam bez reszty głowę do faceta, tylko dlatego, że
      rozpoznał "Królów przeklętych" po tytule jednej z książek serii. Zresztą całkiem
      słusznie, bo chłopak był pyszny.
      Jeśli na pytanie o ulubione książki ktoś wymienia wyłącznie tytuły książek Dana
      Browna, to wiem, że to nie jest mój typ człowieka. Jeśli utożsamia się z Coelho
      - też nie, może jeszcze bardziej.
      Na wszelki wypadek więc - nie pytam... Ale jak się przypadkiem okaże, że ktoś
      jest mi pokrewny w tym względzie, to nie ma bata, zakochuję się!
      • nula8 za wcześnie wysłałam, przepraszam 15.04.08, 15:15
        Kończąc: jeśli ktoś potrafi to wszystko (ładnie mówi, nie robi błędów i potrafi
        rozmawiać), nie czytając książek, to wszystko jest ok.
        Niestety, zwykle tych cech ludzie nabywają z książek. Zatem - pod tym względem -
        istotnie, czytanie jest ważnym kryterium doboru partnera.
        Inna kwestia - jeśli partner czyta, to nie będzie mi truł, że się nudzi, kiedy
        ja czytam i nie będzie się krzywił, kiedy będę wolała czytać niż iść do kina czy
        na tańce. To też ważne.
        Teraz spotykam się na przykład z takim Panem, który nie czyta i wydzwania do
        mnie dzień w dzień, a ja po prostu muszę mieć w tygodniu co najmniej dwa
        wieczory wolne na czytanie. Marudzi. I pogonię go... (chociaż nie tylko dlatego).

        Ja nawet próbowałam z tym walczyć, ale sama z sobą nie wygram - stosunek do
        książek i zwierząt to dla mnie ważne kryteria.
        • onion68 Re: za wcześnie wysłałam, przepraszam 15.04.08, 15:48
          > Inna kwestia - jeśli partner czyta, to nie będzie mi truł, że się nudzi, kiedy
          > ja czytam i nie będzie się krzywił, kiedy będę wolała czytać niż iść do kina cz
          > y
          > na tańce. To też ważne.

          Masz rację - ta sytuacja ma miejsce u mojej siostry w domu. Brr, koszmar.
          Ale myślę, że tu kluczowe jest, aby partner miał jakąś pasję w ogóle, coś, co
          sprawia, że jest interesującym człowiekiem. Niekoniecznie nawet czytanie,
          aczkolwiek pewne minimum jest oczywiście niezbędne ;-)
    • anutek115 Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 15:36
      Ja na wstepie stawiam veto tezie, która się parę razy przez ten artykuł
      przewinęła - że faceci nie czytają. Ci, których ja znam, czytają. Nie znam
      absolutnie ani jednego mężczyzny, który nie czyta dla przyjemności. Może znam
      nietypowych, chociaż wątpię :-).
      Natomiast co do porozumień czytelniczych... mój rodzony mąż przeczytał dwie (i
      pół) książki z serii jeżycjadowej, i oddał mi je z komentarzem nader podobnym do
      tego, który wygłosiła czyjaś ciotka (przepraszam, nie pamiętam czyja). Owszem,
      wie, że kocham to forum, że poczytuję je codziennie (nawet przez te miesiące,
      gdy się słowem nie odezwałam) i szanuje to, bo też ma takie forum, od którego
      jest uzależniony. Ale wątpię, czy to rozumie... i co? Mam się rozwieść z facetem?
      Z drugiej zaś strony ja nie znałam Pratchetta zanim się poznaliśmy i do końca
      życia pozostanę wdzięczna mężowi, że mi go polecił, bo może inaczej nigdy bym na
      niego nie trafiła :-).
      Zauważyłam, że jeśli ktoś czyta dużo, to nie ma bata, prędzej czy późnij trafi
      się na coś, co się lubi wspólnie. I to jest fajne. Można na tym budowac swój
      świat cytatów, o którym pisała Panna-lee, upewniać się, że mamy do czynienia z
      bratnią duszą... a jeśli ta bratnia dusza ma autorów, których nie lubimy, a ona
      ich kocha, to daje margines wolności intelektualnej w związku, a przy tym jakim
      jest świetnym materiałem pod dyskusje!
      Oczywiście są autorzy, których popularność mnie przeraża, i gdyby ktos wymienił
      ich jako swoich ulubionych, czy też wyłącznie czytywanych... cóż, nawet wtedy
      jeszcze trzeba by się zastanowić, jak sugeruje Ginestra, KTO to uczynił. Bo
      trzynastolatce kochającej Coelho nad życie to ja się wcale nie dziwię. Ale
      trzydziestolatka by mnie zdziebko zaniepokoiła. Zwłaszcza, gdyby była to jej
      jedyna lektura.
      • verdana Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 15:53
        Wole już chyba analfabetę niż snoba...
        Ja czytam zupełnie co innego niż mój mąż - on czyta książki naukowe
        i historyczne, a ja - jako naukowiec i historyk - kryminały.
        Powinien mnie zatem rzucić.
        Ja nienawidzę filharmonii, a on lubi. Ja uwielbiam operę, a syn nie
        znosi. Czyli rodzina powinna rozpaść się juz dawno temu.
        Mam w rodzinie dwie osoby, ktore czytaja wyłącznie książki ambitne,
        wartosciowe - jedna wyłącznie w oryginale. Jestem czesto
        krytykowana, ze sama czytam i pozwalam mlodziezy czytać byle co.
        Różnica polega na tym, ze ja i mlodziez czytamy kilka książek
        tygodniowo. Zwolenniczka ambitnej literatury - kilka książek
        rocznie.
    • idomeneo Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 19:04
      a ja miałam swego czasu znajomego, jak teraz o tym myślę, to całkiem w typie
      Ignacego Grzegorza. I kiedyś w czasach licealnych jedna dziewczyna zebrała się
      na odwagę i zagadnęła go, że się jej podoba i może by ze sobą chodzili. Na co on
      pomyślał chwilę i odparł "no dobrze, dam ci listę lektur". Ha, aż dziwne, że
      Miągwa nie powiedział tak Dianie.
      • anutek115 Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 19:09
        Może to wscibstwo, ale ja muszę po prostu wiedzieć - i co, chodzili ze sobą?
        • idomeneo Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 19:13
          yyy, nie, dziewczyna sobie odpuściła ;)
          • anutek115 Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 19:14
            Co za szkoda ;-). I nie była ciekawa nawet tej listy lektur?!
            • idomeneo Re: do you like Jezycjada, honey? 15.04.08, 19:21
              a, nie, dała sobie spokój już po przejrzeniu listy. Może nie lubiła
              fenomenologii? ;)
              • verte34 Jasny gwint. 15.04.08, 21:40
                Ten wątek wlazł mi na odcisk, że tak powiem.
                Mój mąż, którego kocham, zachwycił się:
                - Samotnością w sieci
                - Kodem Leonarda
                - i jeszcze czymś podobnym, nie pamiętam czym,
                a zanim zostaliśmy parą, próbował mnie poderwać na cytaty z Małego
                Księcia (taki miał zwyczaj, nieboraczek).
                Przyznam się że od początku mnie to niepokoiło. Facet nie jest
                głupi. Ech, ale mam zgryz...
                • idomeneo Re: Jasny gwint. 15.04.08, 22:16
                  e tam, niech rzuca kamieniem kto sam nie ma jakichś własnych popkulturowych
                  przyjemności. W końcu Jeżycjada to też nie "Ulisses".
                  • ginestra Re: Jasny gwint. 15.04.08, 23:48
                    Verte, Idomeneo, nie ma się co przejmować. :) Jeśli to kwestia gustu i
                    przyjemności, to wszystko można przecież czytać, niekoniecznie ambitne rzeczy.
                    Był taki wątek "Wyznaj grzechy swoje" i sporo z nas pisało o czytaniu
                    harlequinów i innych tego typu czytadeł :)

                    Tak jak wspominałam warto porozmawiać co się komuś podoba w danej książce, jakie
                    ma poglądy itp. A czytanie książek, które akurat są popularne też dobrze o kimś
                    świadczy - że jest ciekawy świata, otwarty, kontaktowy (bo jak przeczyta jakąś
                    książkę na czasie lub z polecenia przyjaciół, to będzie mógł potem z nimi o niej
                    porozmawiać itp.). Ważne czy ma "dobrze w głowie" i w ogóle.
                    Pozdrawiam
                    • idomeneo Re: Jasny gwint. 16.04.08, 00:34
                      między tymi biegunami snoba i analfabety (czy też zajadłego konsumenta
                      popkultury) jest też chyba naprawdę sporo miejsca na różne stany pośrednie i nie
                      wydaje mi się jakoś bardzo niezwykłe, że można jednocześnie kochać filmy
                      Greenawaya i lubić Simpsonów albo czytać czasami Tomasza Manna, a czasami
                      Pratchetta. W końcu Ignacy z Milą też oglądali "Monka".
                      • smitte Re: Jasny gwint. 16.04.08, 10:49
                        Przepraszam, coś przeoczyłam, a możesz napisać, w którym miejscu jest napisane,
                        że Ignacy z Milą oglądali Monka?
                        • the_dzidka Re: Jasny gwint. 16.04.08, 13:16
                          Nie oglądali Monka :DDDDDDD, tylko Mila czytywała kryminałki o
                          jakims mnichu detektywie ze średniowiecza :D
                          • sevilay Re: Jasny gwint. 16.04.08, 14:38
                            O, Dzidka te kryminałki są fajne ,poczytaj sobie,polecam:)
                          • ready4freddy Re: Jasny gwint. 16.04.08, 15:05
                            a ja myslalem, ze sluchali Monka. Theloniusa.

                            :))) to jak gluchy telefon, hih :)
                            • idomeneo Re: Jasny gwint. 16.04.08, 17:24
                              ha, jestem teraz za wielką wodą (i właśnie wstałam), a moje jeżycjadowe zbiory
                              zostały w Polsce, więc niestety nie mogę służyć dokładnym cytatem. Ale pamiętam
                              zdanie w stylu "Monk był ich ulubionym telewizyjnym detektywem" (które zresztą
                              bardzo mnie ucieszyło, tak jak cieszy mnie teraz mieszkanie w mieście Monka).

                              Kryminały o mnichu też czytali, chociaż, jeśli dobrze pamiętam, jakoś chyłkiem i
                              ukradkiem.
                              • idomeneo Re: Jasny gwint. 16.04.08, 17:37
                                zasępiłam się - czy zdanie o Monku nie było jednak w "Na gwiazdkę"? (a
                                Borejkowie są niewinni).
                      • panna-lee Re: Jasny gwint. 18.04.08, 01:43
                        Pratchett? co Pratchett? facet wybitnie mądry, pięknie buduje akcję, znakomicie buduje postacie - a dużo o ludziach i sobie samym można się dowiedzieć... u mnie Pratchett tkwi na liście tuż obok ukochanych Tołstoja, Cortazara, Dostojewskiego, Strugackich - Pratchett to taki Stańczyk współczesnego świata i kiep ten, kto dostrzega jeno czapkę błazeńską, a rozumu pod spodem nie dostrzeże. nie o Terrym to świadczy, jeno o tym, kto ocenia.... on wie, że przemyciwszy mimochodem ważną prawdę wśród żartów, dokona rzeczy pięknej i ważnej. :)
                        • idomeneo Re: Jasny gwint. 18.04.08, 02:14
                          ale tu nie chodzi o jakość, tylko o popkulturową proweniencję - dla snoba
                          automatycznie dyskredytującą (więc np. Borejkowie się kryją z kryminałami).
                          Tymczasem mało kto jest wolny od jakichś własnych pop-fascynacji.
    • sevilay Re: do you like Jezycjada, honey? 16.04.08, 14:36
      Nula8 napisała:

      "Dla mnie najważniejsze jest, żeby czytał... I żeby umiał rozmawiać o książkach
      (i nie tylko), i żeby umiał się kłócić o książki (i nie tylko) :)
      Mam słabość do ludzi, którzy mają duży zasób słów i płynnie, wyraźnie mówią. I
      do takich, którzy nie robią błędów."

      I z tym się zgadzam:) W koncu ja kocham obłędnie człowieka,który nie tylko nie wiedział kto jest pan Wołodyjowski ale nawet "Pan Tadeusz":)) Ale nadrobił:) Chociaż cięzko było:)

      Pewnie,że fajnie jest porozmawiać o książkach czy porzucać sobie cytatami ale nigdy się przy ocenie kogoś nie kierowałam tym CO czyta.A niech sobie czyta co chce skoro mu się podoba:) W koncu ja też czytuję np.Muminki ,a całkiem niedawno z wielką radością odkupiłam sobie ulubioną książkę z dzieciństwa "Kjersti":)

      Sama nigdy nie czytałam nic tylko dlatego,że taka moda jest."Kodu" czytać nie zamierzam z wielu powodów,także i dlatego,ze pewnie by mnie denerwowała niezgodnośc z faktami historycznymi.Harry Poter też mnie specjalnie nie zachwycił,przeczytalam pierwszy tom i stwierdziłam,że jak dla mnie to gniot.

      Ja tam widzę atrakcyjność w róznorodności gustów a nie w zgodności.

      I ten temat jak dla mnie jest związany z Jezycjadą-w końcu Laura też nieco się zgorszyła przy okazji dyskusji o Mickiewiczu i dyskutowaliśmy tu o jej snobizmie:)

      • verte34 Re: do you like Jezycjada, honey? 16.04.08, 21:21
        Owszem, Jeżycjada to nie "Ulisses". Ale to diament (w kaszance:))
        literatury młodzieżowej, a "Samotność w sieci" to pretensjonalny
        gniot, obliczony na najniższy poziom odbiorcy.
        Ktos może dla relaksu i zabawy czytać Harlequina, ale zupełnie co
        innego gdy się nim zaczytuje.
        Do czego zmierzam: jeżeli ktoś zachwyca się - i wzrusza! Samotnością
        i pokrewnymi, to chyba siedzi w nim prymityw? dzieciak? ...?
        • idomeneo Re: do you like Jezycjada, honey? 16.04.08, 22:02
          w dzieciństwie miałam nauczycielkę niemieckiego, która twierdziła, że każdy ma
          jakiś rodzaj kiczu czy rozrywki niekoniecznie najwyższych lotów, który do niego
          przemawia (chociaż nie wszyscy są skłonni się do tego przyznać). Ona sama, będąc
          prawdziwą damą starej daty i koneserką oraz kolekcjonerką sztuki, zarazem z
          upodobaniem czytywała dla rozrywki romansidła w stylu Rodziewiczówny - czyli
          dokładnie przedwojenną "literaturę dla kucharek".
          Myślę, ze istota rzeczy polegała na tym, że nie były to jedyne książki jakie
          czytała. Oraz czytała je z takim świadomym, trochę autoironiczno-campowym
          nastawieniem, co nie przeszkadzało jej naprawdę dobrze się bawić czy też
          wzruszać i wciągać w perypetie bohaterów; tak jak można się wciągnąć w
          kryminały, komiksy, gry komputerowe, portale plotkarskie, ulubiony serial.
          • verte34 Re: do you like Jezycjada, honey? 16.04.08, 22:12
            Ale chyba nie identyfikowała się z bohaterkami, ani nie próbowała
            wprowadzić w życie jakichś fantazji wziętych z lektury, prawda? Oto
            różnica:)
            • idomeneo Re: do you like Jezycjada, honey? 16.04.08, 22:15
              > Ale chyba nie identyfikowała się z bohaterkami, ani nie próbowała
              > wprowadzić w życie jakichś fantazji wziętych z lektury

              właśnie spróbowałam to sobie wyobrazić :D
    • tygrys2112 Re: do you like Jezycjada, honey? 16.04.08, 22:40
      Jeśli chodzi o książki, w szkole podobał mi się ktoś, dla kogo
      zaczęłam namiętnie czytać jego ulubionych autorów, po to, aby poznać
      jaki jest i mieć z nim o czym rozmawiać. Więc coś w tym jest.
      Ale z drugiej strony raczej nie skreślam mężczyzn na podstawie
      zainteresowań czytelniczych (Chyba że np czytywałby Hustlera, Nie,
      Fakty i Mity, Nasz Dziennik itp. :) Tego typu zainteresowania
      czytelnicze o czymś świadczą)

      wydaje mi się, że o wiele lepszym wyznacznikiem od książek są
      dowcipy. po żartach jakie ktoś mówi jestem w stanie stwierdzić jego
      poglądy na wele spraw, jakie wyznaje wartości (tak jak pisze
      Ginestra, uważam, że wartości są ważne. jeśli jestem raczej
      liberalna, a ktoś jest skrajnie prawicowy, skrajnie lewicowy lub
      skrajnie zielony :)... to nie pasujemy do siebie). Osobiście lubię
      na przykład żarty które chaczą np. o erotyzm, ale nie przekraczają
      pewnej granicy. Jeśli ktoś opowiada żarty o seksie bez ogródek, to
      znaczy, że dla niego intymność nie ma takiej samej wartości jak dla
      mnie i nie mam co sobie nim zawracać głowy.
      pamiętam też, że jedną z drobnych sytuacji, która mnie bardzo ujęła
      w pewnym mężczyźnie z przeszłości była jego reakcja na pewien dowcip
      opowiadany przez jedną z koleżanek. on nie był na tematy seksualne,
      był to akurat dowcip o zupełnie innej tematyce i bardzo mnie
      osobiście zniesmaczył. i pamiętam, że ten właśnie kolega odwrócił
      się z miną zażenowaną, żeby zobaczyć moją reakcję. oboje mieliśmy
      takie same odczucia i wiedziałam że mamy podobne punkty widzenia.
      • ready4freddy Re: do you like Jezycjada, honey? 17.04.08, 12:37
        trzy z wymienionych przez ciebie tytulow, tygrysie, swiadcza o konkretnych
        pogladach spoleczno-politycznych, li i jedynie. fajnie sie poczuc skreslonym :)
        • tygrys2112 Re: do you like Jezycjada, honey? 17.04.08, 12:49
          chyba nawet wiem które.
          powiedziałam - mam poglądy liberalne. przykro mi jeśli Cię uraziłam.
          ja nie mam nic przeciwko kumplom o rozbieżnych poglądach, ale prawda
          jest taka, że jeśli o związek wspólny światopogląd bardzo się liczy.
          a nota bene - ja też się poczułam skreślona - nie mam lokowanych
          włosów a powiedziałeś że lubisz ciemne lokowane kobiety :P
          • tygrys2112 Re: do you like Jezycjada, honey? 17.04.08, 12:50
            znaczy się o ciemych lokowanych włosach :P
        • tygrys2112 Re: do you like Jezycjada, honey? 17.04.08, 12:53
          A już chyba rozumiem co Cię uraziło :) Hustler i zaraz potem reszta.
          Chodziło mi generalnie o coś co w pewien sposób mówi coś o
          mężczyźnie. Hustlera wymieniłam z innych powodów niż pozostałe :)
          • ready4freddy Re: do you like Jezycjada, honey? 17.04.08, 15:37
            falujace, tygrysie, falujace. a hustlera nigdy chyba nawet na oczy nie
            widzialem, mowie zupelnie serio :) kiedys czytalem playboya, ale znudzil mi sie
            w okolicach 20tki - wole men's health, pisza ciekawe rzeczy o tym, co jesc i z
            czego, w zyciu bym nie wpadl, ze smoothie z truskawek i pomarancz jest takie
            dobre :D chodzilo mi raczej o NIE i Nasz Dziennik. dlaczego "o mezczyznie"? o
            kobiecie tez :)
            • sevilay Re: do you like Jezycjada, honey? 17.04.08, 15:47
              Hihi,ja mam ciemne,falujące włosy:)))
              Miło,że komuś to się jeszcze podoba (poza moim męzem :)

              A jeszcze jakieś cechy Cię zachwycają Freddy?:)))

              Pozdrawiam Cię serdecznie:)
              • ready4freddy Re: do you like Jezycjada, honey? 17.04.08, 17:07
                tak, sympatycznosc :) jest to cecha, ktora trudno dokladnie opisac (trudniej niz
                kolor wlosow czy figure, rzecz jasna :), ale jest bardzo wazna :) najwazniejsza,
                zasadniczo :)

                ja tez Cie pozdrawiam :) i meza tez :)
                • sevilay Re: do you like Jezycjada, honey? 17.04.08, 17:25
                  dziękujemy:)
            • tygrys2112 Re: do you like Jezycjada, honey? 17.04.08, 20:08
              > falujace, tygrysie, falujace. a hustlera nigdy chyba nawet na oczy
              nie
              > widzialem, mowie zupelnie serio :)
              niestety falujących też nie mam <chlip> ;)

              kiedys czytalem playboya, ale znudzil mi sie
              > w okolicach 20tki - wole men's health, pisza ciekawe rzeczy o tym,
              co jesc i z
              > czego, w zyciu bym nie wpadl, ze smoothie z truskawek i pomarancz
              jest takie
              > dobre :D
              A słyszałam, że to ponoć czasopismo o bardzo rozmaitej treści,
              niekiedy ciekawej :) Ale nie czytałam. :)

              dlaczego "o mezczyznie"? o
              > kobiecie tez :)
              No bo artykuł koncentruje się na związkach :D A mnie kobiety pod tym
              zwzględem nie interesują ;)
            • tygrys2112 Re: do you like Jezycjada, honey? 17.04.08, 20:10
              A swoją drogą ciekawe zestawienie Nasz Dziennik i Nie :D
            • panna-lee Re: do you like Jezycjada, honey? 18.04.08, 01:52
              ja czytywałam męskie gazety, jak już musiałam wziąc gazetę do łapy. babskie mnie potwornie nudziły. a w męskich nieraz i wesoło było, i o nauce co nieco, i o ludziach ciekawych... a nie wiecznie "jak pogodzić pracę z dziećmi, drugą ręką usuwając cellulitis".
              takie gazetki męskie są wręcz doskonałe na letnie upalne popołudnie, ach usiąść sobie w chłodzie z michą truskawek i zimnym sokiem i pykać jedna za drugą stos gazetek męskich. na książki taka chwila jest nazbyt senna i ulotna :D

              a mój mąż gardzi wszelakimi gazetkami, męskie czy damskie, wszystkie wywala do kosza, bo głupoty... maaatko :) dobrze że oszczędza moją NF. ale to to akurat sam czytuje.
      • sir.vimes Nie rozumiem tego 17.04.08, 21:01
        Chyba że np czytywałby Hustlera, Nie,
        > Fakty i Mity, Nasz Dziennik itp. :) Tego typu zainteresowania
        > czytelnicze o czymś świadczą)
        >

        Uważasz, ze trzeba zdecydować się tylko na prase z odpowiednia tezą? Czyli - jak
        feministka to jedynie "Zadrę" a jak katoliczka to tylko "Tygodnik Powszechny"?

        Ja czytam różne czasopisma - takze Nasz Dziennik, a nawet Najwyższy Czas tudziez
        nieszczęsną Polske - i z przyjemnością porównuję.

        Dla mnie facet , który czyta i Nas Dziennik i NIE to rozsądna osoba, trzymająca
        rękę na pulsie. Na 100% wie więcej niż człowiek , który ogranicza się do
        jednego, "ocenzurowanego przez światopogląd" tytułu.
        • tygrys2112 Re: Nie rozumiem tego 17.04.08, 21:40
          wiem co masz na myśli, że jeśli człowiek stara się poznać różne
          poglądy, to jest to ubogacające. ale mi chodziło o coś innego.
          miałam na myśli osoby, które czytają np. Fakty i Mity, Nie itp. są
          skrajne antyklerykalne albo na odwrót są skrajnie prokatolickie i
          czytają rzeczy typu Nasz Dziennik i traktują jak wyrocznię. Ja nie
          mówię o osobach, które są ciekawe różnych stanowisk spraw itp. Mówię
          tu o takich które przyjmują postawy skrajne. A ja się z takimi
          zetknęłam właśnie. Sto cytatów z określonej gazety na potwierdzenie
          jakiejś tezy. I dlatego to napisałam.
          • sir.vimes Re: Nie rozumiem tego 18.04.08, 08:54
            Ale np. ograniczaniesie tylko do , powiedzmy, "Polityki" jest równie
            niebezieczne jak ograniczanie sie do "Naszego Dziennika" . To sa czyjeś poglądy
            , fakty przefiltrowane przez określony światopgląd - oczywiscie, Nasz Dziennik
            zawiera nieporównywalną do niczego ilość propagandy ale - żeby wyrobić sobie
            własne poglady warto spojrzeć oczami bardzo róznych stron i dzięki temu wyłuskać
            sam , czysty fakt:) Warto tez porównać opinie na temat tego samgo zjawiska,
            warto tez wiedzieć JAk to samo mogą oceniać zupełnie różni od nas ludzie....

            Chyba bardziej więc zaniepokoiłby mnie fakt , ze ktoś czyta JEDNĄ gazetę niz
            to,ze czyta te "radykalne". No, i fakt, ze ktoś czyta tylko jednoą strone -
            czyli np. tylko"Nasz dzienik", polskę i jakies inne tego typu.
            • tygrys2112 Re: Nie rozumiem tego 18.04.08, 14:16
              Jasne, zgadzam się z Tobą. Pomijając Hustlera ;), miałam na myśli
              właśnie jednostronność zainteresowań, ale mnie najbardziej
              przerażają te radykalne. I słowo przerażają piszę świadomie. Jeśli
              jakiś mężczyzna robi na mnie człowieka fanatycznego - obojętnie w
              którą stronę - uciekam przed takim jak mogę. Nawet jeśli ma poza tym
              cechy bardzo pozytywne.
              • mmaupa Re: Nie rozumiem tego 23.04.08, 13:16
                Jeden z moich bylych poswiecal dosc duzo czasu kazdego dnia na przegladanie
                wiadomosci w internecie. Korzystal ze stron BBC (zeby poznac suche fakty), ABC
                (bo jest Australijczykiem), a takze CNN, Pravda.ru i Alkaida (zeby przypatrzec
                sie innym swiatopogladom). Czasem spogladal tez na South China Morning Post, ale
                jak mu cenzura zaczela wykasowywac zupelnie niewinne posty z forum, to sie
                zniechecil.

                Ciekawy byl facet, nie powiem.
    • sevilay jednak z drugiej strony 17.04.08, 17:33
      to będę musiała nad własnymi dziećmi popracować:)

      Przypomniało mi się bowiem jak niedawno nasza najstarsza córka (6 lat) opowiadała o swoich problemach z chłopcami.

      U niej w przedszkolu panuje taka moda,że każda dziewczynka ma "narzeczonego".No,prawie każda bo ona nie ma.

      Przypomniałam jej,że był jeden chłopczyk nią zainteresowany i co usłyszałam:"łe,mama! On się kompletnie nie nadaje".I wyjaśniła mi dlaczego:"Bo ogląda Cartoon Network i Teletubisie".

      Jak zapytałam co jest złego w Teletubisiach to powiedziała:"No coś ty,mama! To jest dla maluchów,nawet nasz Maluszek już tego nie ogląda".

      Czyli jednak:)
      Dorosli oceniaja kandydatów na sympatię na podstawie książek a dzieci na podstawie bajek?:)))
      • ready4freddy Re: jednak z drugiej strony 17.04.08, 21:54
        ale to trzeba dokladniej zbadac :) bo moze on, ten narzeczony, oglada na CN np.
        Johnny'ego Bravo*? :) albo moje ukochane cow&chicken :) chociaz teraz sie
        pozmienialy te kreskowki i sa jakies insze, byc moze.

        *to o takim zakochanym we wlasnym odbiciu facecie, ktory bez przerwy ugania sie
        (bezskutecznie) za wszelkimi kobietami, jakie pojawia sie na horyzoncie :)
        • kaliope3 Re: jednak z drugiej strony 17.04.08, 23:50
          Uuu,to już sześciolatki nie oglądają CN? Zawsze mi się wydawało że tam są wręcz
          kreskówki dla starszych nawet dzieci...świat się zmienia jednak strasznie...Taki
          np Jam łasica,toż to rewelacja,nie może absolutnie znudzić nikogo!No może
          atomówki są trochę bardziej dla młodszych,chociaż nie,tam jest On...i Mojo
          Jojo,też niezły.Może córeczka mówiła o Mini Mini,bo to dla dzieciuchów
          faktycznie.Nie oglądam :)
          • sevilay Re: jednak z drugiej strony 18.04.08, 14:31
            Nie,nie.Nie miała na myśli Mini Mini:) Głównie to Teletubisie zaważyły na odrzuceniu kandydatury chłopczyka.A CN jest zdaniem mojej córki,po prostu nudny-tylko tam latają jakieś ryczące potwory albo się jakies wyłupiaste koty walą po głowach-to jest oczywiście jej zdanie:)Moje dzieci są konkretne i tzw.angielski humor ich nie bawi.

            Ale podobno chłopczyk miał też i dziwną mamę:)
            • kaliope3 Re: jednak z drugiej strony 18.04.08, 16:53
              sevilay napisała:

              > Nie,nie.Nie miała na myśli Mini Mini:) Głównie to Teletubisie zaważyły na odrzu
              > ceniu kandydatury chłopczyka.A CN jest zdaniem mojej córki,po prostu nudny-tylk
              > o tam latają jakieś ryczące potwory albo się jakies wyłupiaste koty walą po gło
              > wach-to jest oczywiście jej zdanie:)Moje dzieci są konkretne i tzw.angielski hu
              > mor ich nie bawi.
              >
              > Ale podobno chłopczyk miał też i dziwną mamę:)
              :)te mamay...Ale wycofuje się ze zdziwienia,bo własnie dziś zobaczyłam te
              ryczące potwory...nawet nie tyle humor angielski,co po prostu paskudztwo mogące
              przerazic dorosłego też.Ale sporo klasyki jeszcze sie ostało,może później sie
              spodoba.Dzieci mają swoje zdanie,to się liczy!:)
              • uccello wymagane cnoty 21.04.08, 21:35
                "Przyjaciel jako taki, powinien być uznany za najwyższe osiągnięcie
                przyrody"

                pisał sobie Ralph WaldoEmerson i ja się z człowiekiem zgadzam.
                Zwłaszcza ,że napisał też: Wielką zaletą staego przyjaciela jest
                to ,że nie musimy przy nim udawać mądrego"

                nawiazując do tematu wątku-
                Co było by dla Was dyskwalifikujące już nie w relacji miłosnej, a
                towarzyskiej?
                Ostatnio wpadłam na to,nie potrafiłabym zaprzyjaźnić się z kimś, kto
                nie potrafi mnie rozśmieszyć.
                No a Wy rybeńki?
                • tygrys2112 Re: wymagane cnoty 22.04.08, 00:12
                  Zależy, czy masz na myśli przyjaźń czy koleżeństwo. Przyjaźnić się
                  mogę z kimś, komu mogę ufać i mówić o osobistych sprawach i wiem, że
                  ta osoba nie wykorzysta tego przeciwko mnie. Jeśli więc z jakichś
                  powodów dana koleżanka wzbudza we mnie nieufność - trzymam ją na
                  dystans. Ja się boję używać słowa przyjaciółka, mam parę bliskich
                  koleżanek, ale raczej nie mówię o nich "przyjaciółki", bo dawniej
                  używałam tego słowa zbyt często. Znajomych mam natomiast pełno.
                  Wystarczy parę wspólnych tematów.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka