Dodaj do ulubionych

Skrajne odmiany

12.07.08, 07:07
Przeczytałam właśnie Imieniny po raz niewiemktóry. Ten Ignacy samodzielny,
parzący herbatę wnuczce i cieszący się z raptus puellae...
I Ignacy z CzP - nie bójmy się tego określenia - zramolały psychol...
Jakie jeszcze postacie przeszły tak radykalną zmianę osobową _nie jako element
fabuły_, ale tak mimochodem?
Obserwuj wątek
    • ginny22 Re: Skrajne odmiany 12.07.08, 16:29
      Zmiana radykalna, acz fizyczna, a nie psychiczna, zaszła w wypadku
      Idusi. Jakoś tak dyskretnie z nieładnego podlotka stała się
      cholernie atrakcyjną kobietą. Ja rozumiem, że w IS przeżyła
      przemianę duchową, ale żeby aż tak?
    • truscaveczka Re: Skrajne odmiany 13.07.08, 11:00
      Jeszcze przypomina mi się mama Schoppe w "Imieninach" - pogodna i pucołowata -
      tu zapewne zmiana w depresyjną, słabowitą postać z Żaby uzasadniona jest
      chorobą. A może i wyjazdem Frycka?
      • ginestra Re: Skrajne odmiany 13.07.08, 16:46
        Oczywiście jeszcze skrajnie zmienił się Filip Bratek, o czym niejednokrotnie
        mówiliśmy na forum.

        Filip w "Nutrii i Nerwusie" miał, obok tej swojej porywczości, też taką cechę,
        którą w końcu Natalię do siebie przekonał, a która wyrażała się w jego
        marzeniach o życiu z nią: wtedy, kiedy mówił jej, że czuje się na siłach
        zaoferować jej stabilność, męskie zaopiekowanie się nią, bycie tak naprawdę
        razem w codzienności i stawianie czoła trudnościom, a jednocześnie, że przy tej
        stałości może zaoferować jej dużo uczucia i namiętności na co dzień. Czyli miał
        taki potencjał stałości, która współistniałaby oczywiście z jego namiętnym
        charakterem i dynamizmem artystycznym. Jednakże w Imieninach zostało pokazane
        to, że jest on tylko i wyłącznie zaborczym, zazdrosnym i tyranizującym typem, a
        ta stałość w uczuciach, jeśli się jakoś wyraża, to w postaci wręcz niezdrowej
        obsesji (chwalić Boga, że nie miała ona dalszego ciągu, bo w rzeczywistości taki
        człowiek mógłby stać się patologicznym prześladowcą zdolnym do wszystkiego).
        Niekonsekwencja tej postaci polega, moim zdaniem, na tym, że w NN, mimo epizodu
        z kajdankami, pani MM przedstawiała Filiipa jednak pozytywnie, a zwłaszcza na
        koniec. Cały rozwój akcji zmierza do tego, żeby pokazać, że on nie jest
        niezrównoważony psychicznie, tylko tak się przejął bratem, a potem zakochał się
        autentycznie w Natalii i szanował ją, i że jest zdolny stworzyć z nią dobry związek.
        W chwili kiedy w to uwierzyliśmy jako czytelnicy otrzymujemy w następnej części
        obraz Filipa jako niemalże psychopaty.
        A więc to jest, według mnie, drastyczna zmiana postaci, nie całkiem może
        zamierzona podczas pisania NN.
        Pozdrawiam!
        • sir.vimes Re: Skrajne odmiany 13.07.08, 16:52
          Ja inaczej to odebrałam - tzn. Bratek od początku w NN jest psycholem i mimo
          starań autorki to wrażenie się nie zmienia. Książka pozostawia pewien niesmak -
          tzn zdziwienie, że Nutria zdecydowała się na jakiś bliższy kontakt z takim
          mężczyzną.
          • truscaveczka Re: Skrajne odmiany 14.07.08, 14:27
            Dokładnie tak. Nerwus przerażał mnie cały czas - może oprócz chwili gdy był
            podkładką pod rzekotkę czy inną tam żabkę ;)
        • marajka Re: Skrajne odmiany 13.07.08, 17:43
          Dla mnie Filip od NiN był psychopatą. Nie byłam do niego przekonana,
          był taki dziki, brutalny i zaborczy. Dla mnie nie przeszedł żadnej
          zmiany-przeszła ją Natalia, przejrzała na oczy.
          • anutek115 Re: Skrajne odmiany 13.07.08, 18:40
            A mimo to Filip ma zadziwiajaco wiele wielbicielek, zauważyłyscie? Dla mnie w
            sumie on był taki podwójny w "NiN" - gdybym czytała książkę od połowy pewnie
            bardzo by mnie porywał ten ognisty temperament, ta namiętność... ale po takim
            wstepie miałby u mnie przechlapane na dzień dobry. Żadnych szans. Nie
            spojrzałabym na człowieka przychylnie, choćby był nie wiem jak piękny i nie wiem
            jak cudnie prezentowałby się śpiąc w leśnym gąszczu z rzekotką na piersi. W
            żadne dreszcze i podswiadome pociągi w takiej sytuacji nie wierzę. I w dodatku
            wydaje mi się, że Natalia tez by przychylnie nie spojrzała. Za wrażliwa na to.
            Dziewczyny, z ręką na sercu powiedzcie, nie przestraszyłybyście się, tak
            rzetelnie, gdyby ktoś się do was przykuł kajdankami? I chciałybyscie go potem na
            oczy oglądać?

            Za to dziwaczną przemianę przechodzi moim zdaniem Laura. Do "JT" kłująca
            pokrzywa, wredne dziecko wrednego Pyziaka, zawodowa, rzekłabym, enfant terrible
            rodziny Borejków, której na forum wszyscy (prawie) wróżyli niebanalne studia,
            karierę muzyczną lub dziennikarską, nagle, ni stąd ni z owąd dostaje szału na
            tle zamążpójścia, jakże błyskotliwie w dodatku motywowanego - "za dwa lata będę
            staruszką i nikt już na mnie nie spojrzy"!!!! I nasz Tygrys zalicza przemianę w
            słodkie kociątko, które nic, tylko by mruczało zwinięte w kłębek u nóg pana i
            władcy. Trochę jej się ta postawa chwieje pod koniec CzP, i wiążę z tym pewne
            nadzieje, ale jak na razie... zmiana, bez uzasadnienia.
            • ginny22 Re: Skrajne odmiany 13.07.08, 20:06
              > A mimo to Filip ma zadziwiajaco wiele wielbicielek, zauważyłyscie?

              Bo dziewczyny faktycznie lubią złych chłopców, zwłaszcza w
              literaturze (bo w życiu już jakoś nie są tacy fajni). Generalnie
              zgadzam się z Twoim stwierdzenim o podwójności Filipa. W NiN
              Musierowicz pokazuje więcej tej lepszej jego strony (poza
              kajdankami), a potem - już tylko złą.

              > Dziewczyny, z ręką na sercu powiedzcie, nie przestraszyłybyście
              się, tak rzetelnie, gdyby ktoś się do was przykuł kajdankami?

              Przestraszyłabym się. I zareagowałabym zgoła inaczej niż Natalia.
              • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 14.07.08, 23:33
                ginny22 napisała:

                > Bo dziewczyny faktycznie lubią złych chłopców, zwłaszcza w
                > literaturze (bo w życiu już jakoś nie są tacy fajni).

                no niestety rowniez poza literatura ich lubia, nawet tu o tym pisano niedawno,
                ze to niby, panie tego, biologia. najlepiej wytlumaczyl to jeden taki
                Amerykaniec, co pisze dla facetow o kobietach. ze te palanty to faktycznie sa
                palanty straszne, ale oprocz wszelkich swoich zlych cech maja tez takie, ktore
                na kobiety dzialaja przyciagajaco. co nie zmienia faktu, ze w gruncie rzeczy sa
                jednak osobnikami, ktorych lepiej unikac.
                • croyance Re: Skrajne odmiany 19.05.14, 21:27
                  Ja czytalam, ze z napakowanymi testosteronem agresywnymi niekiedy, ale macho-samcami alfa dobrze sie rozmnazac, tzn. nadaja sie na kochankow, a na meza i do opieki nad dziecmi wybiera sie robrojkow. Podobno.
            • idomeneo Re: Skrajne odmiany 14.07.08, 17:07
              ale tę scenę z kajdankami, ustawiającą odbiór Filipa rzeczywiście czytacie tak
              wprost? Bo dla mnie to zawsze było coś nierealnego, tak jak nie wyobrażam sobie,
              żeby _naprawdę_ ktoś mógł zabijać wnuczce drzwi balkonowe gwoździami. Dla mnie
              te kajdanki w NiN to nie jest naturalny element fabuły, tylko taki ewidentny,
              wykoncypowany popychacz akcji do przodu, do tego niezbyt przekonująco dobrany.
              • anutek115 Re: Skrajne odmiany 14.07.08, 18:48
                Pewnie masz rację, ale prawdę mówiąc, ja się nie zdążyłam zastanowić, bo mi w
                oczach pociemniało jak czytałam i tak już zostało ;-). Nienaturalne, faktycznie,
                ale ja mam plastyczną wyobraźnię, i jak tak sobie wyobraziłam podobną
                sytuację... Nienaturalne i niesympatyczne, nie dla takiego wrażliwca, jak Nutria.

                Zreszta to samo odczuwam (nie bijcie, dziewczynki!!!), gdy czytam o pierwszych
                podchodach Baltony do Patrycji. To samo względem niesympatyczności, nie
                nienaturalności. Wiem, że Baltona ma tu grono wielbicielek i jest uważany za
                najbardziej chyba udanego męskiego bohatera Jeżycjady, ale u mnie facet
                startujacy z dziobem, a po oberwaniu w ten dziób wybuchający smiechem pod
                tytułem "Ja i tak wiem, czego naprawdę chciałaś, maleńka!" miałby przechlapane.
                I tu tez nie wierzę w żadne dreszcze metafizyczne. I zawsze straszliwie
                harlequinowe mi sie to wydawało - któras z dziewczyn pisała pracę na temat
                Harlequinów (Meduza?) to niech mnie poprawi, jakby co - to jest taki ewergrin
                harlequinowy, on się na nią rzuca z łapami, ona się oburza, ale te dreszcze
                lataja jej po krzyżu, on sie usmiecha pod nosem, bo wie, jakie wrażenie zrobiła
                ta nieskrepowana męska siła, a potem ona się przekonuje, że on jest cudowny,
                męski, inteligentny, no i ta zwierzęca namiętność... no nawet teraz mną trzęsie,
                jak o tym pomyślę. I, wybaczcie, ale skojarzenie z "Pulpecją" mam nieodparte.

                Ufff, wyrzuciłam to z siebie ;-)...
                • idomeneo Re: Skrajne odmiany 14.07.08, 19:18
                  a ja muszę przyznać, że akurat Nutria, przedstawiana odautorsko jako nadwrażliwa
                  i subtelna, wydaje mi się w rzeczywistości raczej egocentryczna i zadziwiająco
                  mało empatyczna; jest w niej coś nieszczerego. To, że zniknęła sobie na rok,
                  pozostawiając swojego chłopaka w całkowitej niepewności co do ich związku,
                  zawsze wydawało mi się wyjątkowo nie fair. To Nerwus był imho w porządku,
                  czekając na nią wiernie mimo tej nieciekawej sytuacji. Tymczasem Nutria
                  nieodmiennie zachowuje się tak, jak jest jej wygodnie - wykonuje dramatyczne
                  gesty i ucieka (przed Tuniem, na Cypr, do Robrojka) - zamiast podjąć wysiłek
                  spokojnej, uczciwej rozmowy.

                  Wrażenie skupienia tylko na sobie i niedojrzałości Nutrii pozostawia chyba też
                  ta, przypomniana niedawno, scena, kiedy studentka Natalia bez krępacji wpycha
                  się nowożeńcom w podróż poślubną. Takie zachowanie można zrozumieć (co nie
                  znaczy, że zaakceptować) u dziecka, które nie chce, żeby ominęła go jakaś
                  frajda, ale u dorosłej panny?
                  • anutek115 Re: Skrajne odmiany 14.07.08, 19:54
                    Bo jak sie tak głębiej zastanowić, to masę osób i wydarzeń jest opisywanych
                    odautorsko, a do odbioru przez czytelnika ma sie to nijak. Ta wrazliwa Nutria,
                    bez zenady wpychajaca się nowożeńcom w podróż poślubną, noc poślubna Idy i
                    marka, która kończy się partią kart w ich sypialni, i nikt z tej rzekomo
                    taktownej rodziny nawet nie pomyśli, że rozbrykane siostrzenice Idy należy
                    zdecydowanie i bez zwłoki wyprosić z pokoju, wzorowa mama Gabriela nie reagująca
                    na kradziez pieniędzy przez jej córkę, ta sama Gaba, wcielenie, podobno taktu,
                    wpychająca Natalii swoje dzieci... I żeby nie było, że mi to forum zrujnowało
                    odbiór książek, ta ostatnia scena fizycznie mnie bolała, gdy czytałam "niN" po
                    raz pierwszy, a forum nie istniało. Natalia mówi Gabie, że chce być sama, by
                    sobie wszystko w głowie poukładać, że potrzebuje ciszy i spokoju, a ta jej na to
                    wciska własne dzieci! I na niesmiałe protesty co do obecności tygryska ma do
                    powiedzenia tylko "To przecież takie dobre dziecko"!!! Rzeczywiscie, wcielenie
                    taktu i empatii.

                    Wysiłek spokojnej, uczciwej rozmowy jest w ogóle obcy tej rodzinie, ale z
                    drugiej strony - może z doswiadczenia wiedza, że jest zbedny. Bo Nutria
                    przeprowadziła szczerą rozmowę z Gabą, i to, co z tej rozmowy wynikło, to jej
                    podróż w towarzystwie dwóch siostrzenic. Może oni wszyscy wiedzą, że i tak nikt
                    ich nie słucha. I tak każdy wie, co trzeba robic, niezaleznie od problemu i
                    samopoczucia - wziąć się do ciężkiej pracy, otóż.
                    • onion68 Re: Skrajne odmiany 14.07.08, 21:45
                      I na niesmiałe protesty co do obecności tygryska ma do
                      > powiedzenia tylko "To przecież takie dobre dziecko"

                      I jeszcze: "to także twoje dzieci". Tego ja z kolei nie mogę pojąć, moim zdaniem
                      o opiekę nad dziećmi każdego, kto nie jest ich rodzicem, można tylko grzecznie
                      prosić, a nie stosować tego rodzaju szantaż emocjonalny.
                • onion68 Re: Skrajne odmiany 14.07.08, 21:41
                  > Zreszta to samo odczuwam (nie bijcie, dziewczynki!!!), gdy czytam o pierwszych
                  > podchodach Baltony do Patrycji

                  Ja tam bić nie będę, wręcz przyklasnę. W ogóle nie cierpię tej parki, a
                  szczególnie rozdziawiania się przy zielonym jabłuszku...
                  • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 14.07.08, 23:38
                    onion, jak moglas..:) to jedyna autentycznie romantyczna para w calym tym...
                    WROC! sa wtorni, to prawda. najbardziej romantyczna para to Cielecina i Hajduk,
                    of kors. no, ale zaraz po tym zielone jabluszko :) aczkolwiek przyznaje,
                    rozdziawienie (samo slowo, nie rozdziawienie jako takie, Pulpie po prostu
                    szczeka opadla z wrazenia i tyle) to zapowiedz stylistycznej jazdy z gorki na
                    pazurki, ktorej kulminacja jest scena Frycel-Pyzata "per aspera ad astra" w
                    "Imieninach" (warning! warning! schmaltz overdose! :) i chamsko kraczace wrony,
                    przy ktorych tez sie rozdziawilem, ze mozna bylo cos tak tandetnego napisac (nie
                    ksiazke, tylko o tych wronach wlasnie).
                  • anutek115 Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 09:30
                    O, dzięki, Onion! Jak dobrze wiedzieć, że nie jestem odosobniona wśród tej fali
                    tęsknych westchnień ;-).
                • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 00:00
                  "on się na nią rzuca z łapami, ona się oburza, ale te dreszcze
                  lataja jej po krzyżu, on sie usmiecha pod nosem, bo wie, jakie wrażenie zrobiła
                  ta nieskrepowana męska siła, a potem ona się przekonuje, że on jest cudowny,
                  męski, inteligentny, no i ta zwierzęca namiętność..."

                  splakalem sie... ze smiechu, rzecz jasna :) gdybys kiedys postanowila napisac
                  harlekina, zamawiam egzemplarz autorski z autografem :)))
                  • anutek115 Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 08:39
                    Masz jak w banku, nawet z autorską dedykacją :-)))).
          • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 14.07.08, 23:28
            o masz, a juz myslalem, ze to tylko ja go uwazam za szajbusa :) i to nie o
            szwungszajbe mi idzie :)
      • ginny22 Re: Skrajne odmiany 13.07.08, 19:54
        Dodałabym tu przemianę całej rodziny Sch. W "Imieninach" cała
        końcowa sytuacja wydawała się taka ciepła, serdeczna, naturalna. Nic
        nie zapowiadało mamy w depresji, ojca gadającego o pułapkach
        biologicznych i ogólnego braku więzi rodzinnych. Po co by zresztą
        Frycek ciągnął Różę do takiej rodziny, jaką widzimy w "Żabie"
        i "Czarnej polewce"?
    • ginny22 Re: Skrajne odmiany 13.07.08, 22:41
      W pociągu? ;) Ja się nie znam, ale taki model wydaje mi się
      przeznaczony do bardziej prywatnego użytku.
    • onion68 Re: Skrajne odmiany 14.07.08, 21:48
      IMO najbardziej zaskakującą przemianę przeszła Mila, która w KK i Idzie była
      nienadopiekuńczą, ale ciepłą i rozsądną matką (żoną, znajomą). Od "Pulpecji"
      jest po prostu królową śniegu, nieczułą i uszczypliwą wobec wszystkich, oprócz
      Gaby i wielkiego bobasa Ignacego.
      • ginestra Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 15:04
        Ciekawa dyskusja!
        O tym Filipie to ja także przyznam, że gdybym była na miejscu Natalii, to takie
        wydarzenie z obcym facetem skuwającym mnie kajdankami, znającym moje imię itp. w
        rzeczywistości sprawiłoby na mnie tak wielkie i tak negatywne wrażenie, że nic,
        co by ów osobnik mógł kiedykolwiek zrobić nie nie zdołałoby tego wrażenia
        zatrzeć - poziom strachu i nieufności byłby u mnie zbyt wielki. Zwłaszcza, że to
        byłby ktoś obcy - nie wiem jaka by była moja reakcja na taki odpał u kogoś, kogo
        długo znam (mam jednak wielką nadzieję, że byłaby podobna). Jeśli weźmiemy tę
        scenę w pewien fabularny nawias, to i tak widać pewne zalążki nie najlepszego
        charakteru Filipa - jednakże zostały one potem wyklarowane przez Autorkę w
        dobrym kierunku, a następnie zmienione. Dlatego moim zdaniem Filip nie jest
        wiarygodną postacią, niestety. Trudno w ogóle odpowiedzieć sobie na pytanie
        "jaki jest", bo pani MM go skutecznie w tych dwóch książkach wymieszała.

        Co do takich "złych chłopców" w prawdziwym życiu to moim zdaniem jest tak, że
        faktycznie wiele kobiet nie umie rozpoznać negatywnych rysów ich charakterów,
        mimo tego, że one się __naprawdę__ jakoś manifestują i dla innej kobiety byłyby
        widoczne jak na dłoni. Ci mężczyźni potrafią jednak być bardzo pociągający - w
        wielu aspektach. Mogą mieć również bardzo dobre cechy, takie jak, choćby: męska
        opiekuńczość, inicjatywa, zaradność, oddanie, stworzenie kobiecie poczucia, że
        oni oboje są dla siebie przeznaczeni, że on ją bardzo i prawdziwie kocha. Co nie
        przeszkadza temu, że jednocześnie może on dawać, nieświadome zapewne,
        niepokojące sygnały. Z mojej wiedzy wynika, że te pierwsze kobiety, to te, które
        mają zakłócone (najczęściej w domu rodzinnym, z powodu całej swojej historii)
        poczucie własnej wartości i one to nie zorientują się, że ten mężczyzna źle
        rokuje - co więcej, one będą takiego właśnie chciały, będą znajdowały się pod
        jego przemożnym urokiem. Kobiety o zdrowym poczuciu własnej wartości zorientują
        się i w czas powiedzą sobie samej i temu mężczyźnie: "no, thanks". Mają przy tym
        ułatwione zadanie, bo do kobiet o zdrowym poczuciu wartości tacy mężczyźni
        raczej nie startują.

        Co do Baltony - to zgadzam się w zupełności z krytycznymi przedpiśczyniami! Ja
        też kiedyś pisałam o tym, że nie podobał mi się jego styl uwodzenia - to całe
        prowadzenie gry, odrzucanie kobiety, rzucanie się na nią, a potem odpychanie
        itp. Mnie osobiście to straszliwie zraża. Podobnie jak gry w wykonaniu Scarlett
        i Rhetta. Ale - jak pisaliśmy - są ludzie, których to jakoś ekscytuje, choć dla
        mnie jest to dziwne trochę. :/ Jak już się rzuca, to niech się rzuci konkretnie
        i da wyraz temu, że chce z nią być i niech z nią będzie, a nie ją odpycha.

        Co do Natalii, to ja też zwróciłam uwagę na jej brak empatii i spontanicznych
        reakcji na drugiego człowieka. Myślę, że ona była osobą dość zablokowaną
        (wytłumiła różne swoje uczucia, a efektem ubocznym był brak prawdziwego wczucia
        się w innych ludzi i porozumienia z nimi). Niby miała tę wrażliwość, ale może to
        była taka wrażliwość, że ona odbierała czyjś dyskomfort i było jej z tym źle,
        ale wewnętrznie jakby coś w niej czuło, że ona nie ma określonej swojej
        osobowości i określonych granic i mówiło, że ten czyjś dyskomfort zaraz zaleje
        ją i nie będzie mogła sobie z nim poradzić. A więc blokowała bliskość z drugim
        człowiekiem i próbę rozumienia go na jakimś powierzchownym poziomie. Właśnie z
        tych obronnych przyczyn. Z różnych źródeł wyczytałam i zrozumiałam, że jeśli
        chcemy pomóc komuś, to najpierw musimy pomóc sobie (jeśli mamy jakieś
        nieuleczone ważne sprawy). Jak ktoś pomoże sobie, to ma i zna swoje granice, zna
        samego siebie i wie, że może z kimś współodczuwać, że może komuś coś dać, a to
        go nie zaburzy i nie unicestwi. Pomożenie sobie, zdrowienie, oznacza właśnie
        odzyskiwanie spontaniczności i wtedy łatwiej jest reagować na świat i na innych
        ludzi. U Natalii coś takiego terapeutycznego zaczęło się dziać (albo taki był
        przynajmniej zamysł) pod wpływem Robrojka, który okazał jej akceptację, spokój,
        szacunek. I ona zaczęła wtedy dowiadywać się kim jest i odzyskiwać
        spontaniczność. Zauważcie, że wcześniej ona powtarza o sobie to, co jej mówili
        inni ("jestem niedojdą" i tym podobne). A więc to poczucie wartości miała, w
        czasach jej związku z Filipem, naprawdę niskie.

        Co do taktowności rodziny Borejków to też się zgadzam!
        Ten pomysł wciśnięcia dzieci Natalii przez Gabę mi też wydał się bardzo nie na
        miejscu. :/ Jeszcze pół biedy, gdyby powiedziała jej: "słuchaj, a co o tym
        myślisz - ewentualnie mogłabyś zabrać moje córki ze sobą, czy raczej nie? Tak
        pytam, nie pogniewam się, jeśli nie". A tymczasem Gaba jej wpiera, że to właśnie
        i dla niej będzie dobre, bo ona oczywiście wie lepiej co dla siostry dobre. :/
        I, co ciekawe, Natalia właśnie konkretnymi słowami i dość - jak z boku patrzeć -
        asertywnie, kilkakrotnie jej odmawia, a tymczasem Gaba ignoruje ją. Roztacza
        przed nią entuzjastycznie wizję chłodnego morza, wykrzykuje o tych
        dobrodziejstwach, o morskim powietrzu. Do tego jeszcze mówi, że oto Natalia ją
        ratuje z kłopotów. No szantaż emocjonalny wielopiętrowy po prostu. :(

        Rzeczywiście rodzina Borejków ma kłopoty z normalną, uczciwą komunikacją i ze
        zrozumieniem drugiego człowieka. Żeby się chociaż starali zrozumieć, to już by
        nie było źle, ale chyba tak za bardzo to się nie starają...
        No i ta Mila.. :( - też się zgadzam z Onion.

        Pozdrawiam!





        • onion68 Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 16:09
          > No i ta Mila.. :( - też się zgadzam z Onion.

          Dzięki, Ginestro :-)
          Co do Filipa, to wydaje mi się jednak, że on jest dość spójną postacią. To
          znaczy, od początku do końca wiadomo, że nie jest całkiem psychicznie
          zrównoważony, daje się zauważyć jego skłonność do brutalności i wiary w siłowe
          rozwiązania problemów.
          A to jest moim zdaniem realistycznie w wątku Filipa i Natalii, że w życiu wiele
          osób postrzega cechy charakteru innych przez pryzmat ich stosunku do nich
          samych. I tak, brutalna i niemiła osoba wydaje się dobra dopóki jest dobra dla
          nich, gdy to się zmienia, zaczynają być dostrzegane te cechy, które dla innych
          właśnie są widoczne od początku.
          Dziwne jest to, że Natalia tak łatwo zapomniała o fatalnym początku znajomości z
          Filipem i tak szybko uległa zauroczeniu. Może to świadczyć o jej niskim poczuciu
          własnej wartości (choć autorka zmianę uzasadnia chyba wyrzutami sumienia,
          odczuwanymi przez Natalię), co podobno nie powinno mieć miejsca u osób
          wychowanych w dobrej i ciepłej rodzinie (od razu zastrzegam, że nie znam żadnych
          wyników badań i danych statystycznych na ten temat, takie są obiegowe opinie).
          Co do sympatii, którą kobiety mają dla drani, to tacy dranie jak Filip nie
          pociągają mnie ani w życiu, ani w literaturze ;-) W książkach lubię za to drani
          pokroju Obłońskiego (o co tu już kiedyś się sprzeczałam). Karty książek
          zapełnione przykładnymi mężami i ojcami rodzin... to chyba byłoby nudne. A jeden
          taki - Stach Połaniecki - to postać moim zdaniem i nudna, i straszna.
          • ding_yun Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 18:30
            Najbardziej skrajną odmianę przeszła oczywiście Mila, co już było
            wspominane wielokorotnie. Ja jednak będę się upierać, że rodzina
            Schoppe wcale takiej metamorfozy nie przeszła. W Imieninach tak
            naprawdę nie ma o nich wiele. Ojciec Fryderyka zupełnie się nie
            odzywa, mama przejawia tylko trochę instynktu opiekuńczego wmuszając
            w nich ciepłą herbatę i aspirynę. Widzimy tylko to, jak się
            zachowują na zjeździe rodzinnym, a nie we własnym małym gronie, a
            chyba każdy wie jak drastyczna to może być różnica. Poza tym ja
            ciągle staram się zrozumieć starego Schoppe i jego niezadowolenie z
            sytuacji w jaką wpakował się Frycek. Mnie on się wcale nie wydaje
            jakimś toksycznym psycholem, tylko bardzo nieszczęśliwym
            człowiekiem, który chciał w życiu coś osiągnąć, ale z jakichś
            powodów mu się to nie udało.
          • anutek115 Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 19:00
            Och, Obłoński to taki bon vivant... i to rosyjski bon vivant, czyli taki
            trochę... nieporadny ;-). Nie umiem tego ująć inaczej. Nabroi, ale potem się
            będzie ukarzał, i to tak do bólu szczerze, co w niczym nie przeszkodzi mu broić
            dalej.

            A czy Stach Połaniecki to taki przykładny mąż i ojcieć? Chyba niezupełnie. Inna
            rzecz, że nudny :-).

            Zaczęłam się teraz zastanawiać, jakich literackich drani ja lubię, i żadnego nie
            mogę sobie przypomnieć!!! Na niebiosa! Czyzbym lubiła samych porządnych ?!!!! No
            o to siebie nie podejrzewałam!

            Filip jest rzeczywiscie spójny, zgadzam się. To decyzja Natalii jest
            niewiarygodna. Nie udało się (jak na razie?) znaleźć ani jednej osoby na tym
            forum, która by tę decyzję umiała zrozumieć...

            • onion68 Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 19:12
              > Och, Obłoński to taki bon vivant... i to rosyjski bon vivant, czyli taki
              > trochę... nieporadny ;-). Nie umiem tego ująć inaczej. Nabroi, ale potem się
              > będzie ukarzał, i to tak do bólu szczerze, co w niczym nie przeszkodzi mu broić
              > dalej.

              Moim zdaniem bardzo na jego korzyść przemawia, że on szczerze Dolly kochał i
              szanował (tak mi się wydaje). No i jego postawa wobec życia rodzinnego nie była
              tak znów rzadka w tej sferze i tych czasach...


              > A czy Stach Połaniecki to taki przykładny mąż i ojcieć? Chyba niezupełnie. Inna
              > rzecz, że nudny :-)

              Swój jedyny skok w bok natychmiast odpokutowuje postanowieniem więcej
              niegrzeszenia, i, co znamienne, pogardą dla tej, która go skusiła :-/
              Przyznaję, że po tym właśnie wątku ciepnęłam "Rodzinę Połanieckich" w kąt.
              Poza tym jest oczywiście nosicielem samych bogoojczyźnianych zalet.

              > Zaczęłam się teraz zastanawiać, jakich literackich drani ja lubię, i żadnego ni
              > e
              > mogę sobie przypomnieć!!! Na niebiosa!

              Jak to, nawet Kmicica? Rhetta Butlera?
              • anutek115 Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 19:16
                Bohuna! I księcia Bogusława!
                I Kmicica, ale on na skutek szkolnego prania mózgu wyskakuje mi z szufładki
                "bohaterowie pozytywni" :-).

                Nie ustanę w wysiłkach, by sobie jeszcze kogoś przypomnieć. Dotąd żyłam w
                przeświadczeniu, że LITERACKO wolę niegrzecznych chłopców, a tu taka obsuwa ;-))))!
                • truscaveczka Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 19:51
                  A pan Rochester? Podpada pod drania?
            • idomeneo Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 19:31
              no ja nadal mam wrażenie, że scena z kajdankami w ogóle nie była realistyczna,
              tylko pełniła funkcję fabularnego popychacza - i ta
              nierealność działa też wewnątrz świata powieściowego, więc też nic nie stoi na
              przeszkodzie, by Natalia zakochała się następnie w realnym [w ramach świata NiN]
              Filipie, którego potem poznaje. No nic na to nie poradzę, ale wciąż nie wierzę,
              żeby Autorka serio sugerowała, że takie skuwanie kajdankami w pociągu naprawdę
              mogło mieć miejsce.

              Taki dychotomiczny podział mężczyzn na drani i przykładnych też mi jakoś nie za
              bardzo pasuje, zwłaszcza, jeśli przez "złego chłopca" rozumiemy takiego
              prawdziwego łajdaka, który nie cofa się przed przemocą (i tu oczywiście trudno
              nie zgodzić się z Ginestrą, że skłonność do wiązania się z takimi osobami
              naprawdę złymi świadczyłaby o poważnych problemach osobowościowych).

              Ale co w takim razie począć ze wspaniałą galerią rozmaitych czarujących hultajów
              i łobuzów, od Tomka Sawyera po, przypomnianego przez Kremówkę, Hana Solo? Oni na
              pewno nie są łajdakami, ale grzecznymi chłopcami też raczej nie.
              • anutek115 Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 19:52
                No ale jesli uznac, że świat powiesciowy MOŻE rzadzic sie swoimi własnymi,
                innymi prawami, to połowa naszych dyskusji jest bez sensu... Oczywiscie, może.
                Ale jesli mówimy o powiesci obyczajowej, to chyba, bo ja wiem? Nie powinna? Bo
                wtedy na przykład nalezałoby uznać, że w ramach tego wewnetrnego powieściowego
                świata nic nie stoi na przeszkodzie, by, powiedzmy, Gaba cierpiała 20 lat po
                odejsciu męża, będąc jednoczesnie szczęśliwa w drugim małżeństwie i była wzorową
                matką, za jaką ją wszyscy w tym powieściowym świecie widzą. Pewnie, że scena
                jest dziwaczna. Ale skoro rozpatrujemy wszystkie inne sceny, jakby działy się w
                świecie rzeczywistym, to może i tę też? I nie jest to jedyna dziwaczna scena w
                cyklu (dla mnie równie dziwaczna, i w dodatku nic nie wnosząca do akcji, jest
                scena z żarówkami wpychanymi w usta, wiem, wiem, ona ma intenetowy rodowód, no
                ale jednak).
                Co do podziału mężczyzn na drani i nie-drani, to ja go w Jeżycjadzie nie widzę
                (nawet w naszej dyskusji nie bardzo), oczywiscie poza Sami-Wiecie-Kim ;-). Ale
                Filipa do galerii uroczych hultajów nie zaliczyłabym nigdy w życiu. Baltonę, tez
                mnie irytującego, już tak. A Filip... no cóż, jeśli go przeniesiemy (razem z
                tymi innymi bohaterami) do świata realnego, to dorosłego Tomka Sawyera
                używającego przemocy w stosunku do kobiety nie umiem sobie wyobrazić. A Filipa
                tak. Raczej z niego łajdak niż czarujący hultaj. IMHO, oczywiscie.
                • idomeneo Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 20:45
                  Anutku, ale dla mnie to były dwa odrębne wątki:
                  1. Jak to możliwe, że Nutria zakochała się w Filipie.
                  2. Mężczyźni to niekoniecznie albo dranie albo wzorowi mężowie i ojcowie,
                  zarówno w życiu, jak i w sztuce ;)

                  Ad. 1.
                  Mój argument nie jest natury psychologicznej (nie odnosi się do tego, czy z
                  Natalią jest coś nie tak, więc ciągnie ją do psycholi), tylko
                  konstrukcyjno-fabularnej. Od samego początku twierdzę też (por. mój pierwszy
                  post w tym wątku), że sposób wprowadzenia Nerwusa do akcji jest warsztatową
                  wpadką. Autorka chciała Filipa, jak sądzę, wrzucić w świat przedstawiony "z
                  wykopem" i zdynamizować akcję. Nieprawdopodobieństwo tej sceny zgrzyta mi jednak
                  jak piasek w czytelniczych zębach, a późniejsze afekty Natalii potwierdzają
                  tylko, w moim przekonaniu, umowność tego fragmentu. Piszesz:

                  > No ale jesli uznac, że świat powiesciowy MOŻE rzadzic sie swoimi
                  > własnymi, innymi prawami, to połowa naszych dyskusji jest bez
                  > sensu...

                  i ja cały czas mówię to samo - takie naciąganie nie powinno mieć miejsca.
                  Dlatego scena z kajdankami to dla mnie wyraźne, pisarskie potknięcie, tak samo
                  jak chocholi korowód truchtający na ślub Laury czy przypomniana przez Ciebie,
                  żarówkowa epidemia. To, że Autorce nie udało się w tych fragmentach swoich celów
                  osiągnąć w sposób naturalny i niewymuszony, to imho niewątpliwe wpadki. Dlatego,
                  jak też już kiedyś o tym pisałam, w lekturze NiN zawsze niejako przechodziłam
                  ponad sceną z kajdankami, żeby zachować spójność swojego odbioru tej książki;
                  zupełnie odruchowo nie traktowałam jej jako normalnego elementu fabuły.

                  2. Co do podziału na drani i mężczyzn przykładnych, to jednak odniosłam
                  wrażenie, że w dyskusji tutaj on się trochę pojawia - a przecież innych wzorców
                  postaci męskich znalazłoby się chyba jeszcze parę (oprócz uroczego łobuza także
                  wieczny chłopiec, buntownik, włóczykij, wojownik, artysta przeklęty, sybaryta i
                  tak dalej).

                  Appendix.
                  Czy Filip jest (potencjalnym) draniem? Jeśli czytać tę postać dosłownie (facet
                  skuwa kajdankami nieznaną mu osobiście dziewczynę w pociągu), to oczywiście
                  trudno go uznać za przemiłego żartownisia. Ja tam jednak wciąż mam wrażenie, że
                  Nerwus padł tu trochę ofiarą pisarskiego gwałtu, takiego fabularnego
                  przekombinowania, więc jakoś nie do końca mogę się tym jako czytelniczka przejąć.
                  • onion68 Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 20:49
                    > Nerwus padł tu trochę ofiarą pisarskiego gwałtu

                    Miał więc w pisarskim sensie trudne dzieciństwo i to tłumaczy jego zaburzenia ;-)
                  • papieska_kremowka Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 03:08
                    > Dlatego scena z kajdankami to dla mnie wyraźne, pisarskie potknięcie
                    >Ja tam jednak wciąż mam wrażenie, że
                    > Nerwus padł tu trochę ofiarą pisarskiego gwałtu, takiego fabularnego
                    > przekombinowania

                    O, to, to. Mam identyczne odczucia i dlatego go lubię, Bratka, tego drania. Dla mnie ta scena była kompletnie nierealna i wepchnięta na siłę, żeby coś się działo i czytelniczce oczy z emocji na wierzch wylazły. Taki lekki holiłud.
                    • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 10:38
                      nawet bolilud mozna bylo zrobic - w koncu on taki wiecej muzykalny ten Swirus,
                      tfu, Nerwus - moglby zaspiewac :) Jezycjada w klimatach Bollywood, to by bylo
                      cos :)))
                      • papieska_kremowka Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 13:12
                        >w koncu on taki wiecej muzykalny ten Swirus,
                        > tfu, Nerwus - moglby zaspiewac

                        Straszną pieśń o Mackim Majchrze. W tle chór sióstr Borejkówien w przybrudzonych wiktoriańskich kiecach i z makijażem a la Nellie Lovett oraz Ignac z zaciętą miną, piłujący złowrogo na skrzypcach jakiś leitmotiv z przedwojennego horroru ;))
                        • ananke666 Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 13:26
                          I niech ma brzytwę tudzież makijażyk a la Sweeney Todd. Fryz typu piorun w rabarbar już ma własny :D
                          • papieska_kremowka Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 17:58
                            Makijażyk bowiązkowo! Zamiast brzytwy kajdanki, pobrzękujące złowieszczo. Wszystko to w ciemnym i rozchybotanym pociągu, a na fotelach zastraszeni i bladzi Angielczycy płci obojga przyodziani w różne żaboty i gorsety, kwitujący każdy brzęk kajdanek chóralnym jękiem zgrozy.
                            Horrorszoł nam się zaczyna tworzyć :D
                        • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 15:14
                          "Ignac z zaciętą miną, piłujący złowrogo na skrzypcach jakiś leitmotiv z
                          przedwojennego horroru ;))" - ROTFLMAO :) to jeszcze lepsze niz Disco Undead,
                          swietna skladanka z motywami horrorowymi w klimatach... no nie disco, tylko coca
                          disco raczej, ale to dluzsze wyjasnienie, lepiej po prostu posluchac :)
              • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 23:06
                Idomeneo, czy ty czasem nie mnozysz bytow ponad potrzebe? ;) nie czarujmy sie,
                to nie jest "Lolita" i drugiego dna, aluzji i wizji bym nie oczekiwal :) mialo
                byc smieszno-strasznie, stad kajdanki.
                chociaz bo ja wiem... przypomina mi sie Homer Simpsn w nocy przed telewizorem,
                ogladajacy Twin Peaks. kowboj tanczy z bialym koniem pod drzewem w swietle
                sygnalizatora ulicznego, zwisajacego z tego drzewa. dziwna muzyka. i komentarz:
                "doskonale! nic nie rozumiem..." :)

                o chlopcach zlych, niezlych i bardzo dobrych, jak budyn z soczkiem sie nie
                wypowiadam, mam na ten temat swoje zdanie, ale raczej niekompatybilne z waszym :)
                • idomeneo Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 23:40
                  no ale wiesz Freddy, cały problem stąd, że jak czytasz wprost i dosłownie, to
                  też Ci nie styka - bo wychodzi na to, że Natalia rzuciła się radośnie w objęcia
                  psychopaty. Ja się nie dopatruję drugich den w powieści, tylko domniemywam, że
                  się Autorce ręka omsknęła przy planowaniu fabuły.
                  • idomeneo Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 00:35
                    bo to jest tak:

                    albo czytasz NiN jak leci, przyjmując wszystko w dobrej wierze - i zapoznajesz
                    się z historią o gościu, który przykuwa kobietę kajdankami w pociągu, a
                    następnie skutecznie ją bałamuci w pięknych okolicznościach przyrody - co rodzi
                    dość poważne wątpliwości co do zdrowia psychicznego ich obojga oraz pewien
                    dysonans poznawczy, jako że książka jest dla młodzieży.

                    Albo też przymykasz oko przy scenie z kajdankami jako czymś doklejonym z jakiejś
                    innej, dziwnej bajki i cieszysz się spokojnie romantyczną i nastrojowo opisaną,
                    wakacyjną historią miłosną. Wybór należy do Ciebie ;)
                    • ginny22 Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 00:48
                      Hm. Przyjmuję optykę pierwszą, no co poradzić. Jestem może
                      czytelniczka wredna i czepliwa, ale jak dostaję powieść obyczajową i
                      realistyczną, to oczekuję, że będzie ona się mieściła w schematach
                      prawdopodobieństwa psychologicznego na przykład. I jak widzę Nutrię,
                      która wyrzuca z pamięci skucie kajdankami i się zakochuje w Filipie
                      albo Ignacego zabiającego balkon, to mnie szlag trafia. Druga optyka
                      chyba przyjemniejsza ;)
                      • anutek115 Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 09:58
                        Ja też tak mam. Możemy też uznać nie, że jestesmy czytelniczki czepliwe, tylko
                        niesamowicie wręcz prostolinijne ;-).
                        • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 10:36
                          no ja tez tak mam, w tym przypadku. tzn. traktuje wszystko doslownie :) bo tak
                          po prawdzie... dyskutujemy tutaj zachowwanie tego czy innego bohatera, czesto
                          bez wyraznego zaznaczenia "to fikcja literacka", a przeciez teoretycznie
                          autor(ka) moze sobie dowolnie wymyslac rozmaitosci i co najwyzej czytelnik
                          bedzie sarkac, ze to nieprawdpodobne (a autor mu na to: ale to jest, panie,
                          postmodernizm! :) jednym slowem skoro tak, to jak najbardziej doslownie traktuje
                          scene z kajdankami, i widze ja w dwoch wymiarach: autorce napisala sie wyjatkowa
                          bzdura, scena zupelnie bez sensu w takiej ksiazce, to raz. i dwa, Nutria ma
                          syndrom Patty Hearst i pociaga ja psychol z kajdankami (i kto wie czym jeszcze).
                          tak czy inaczej kupy sie to nie trzyma, scena do wyrzucenia (powinna istniec
                          Jezycjada: Reader's Cut, wtedy by sie powyrzucalo te najbardziej jaskrawe
                          wpadki, wtopy i knoty... kiedys czynili to redaktorzy w wydawnictwie, wydawa mi
                          sie...)
                          • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 21:18
                            wlasnie sie zastanowilem i te moje "dwa wymiary" to wlasnie to, o czym pisala
                            idomeneo :)
                            • idomeneo Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 21:36
                              grazie! :)
                              • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 21:48
                                di niente :) albo nawet de nada, jakby zapewne powiedzial Bender "Bending"
                                Rodriguez :)))
                                • idomeneo Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 22:02
                                  hihi, myślisz, że Bender nie powiedziałby raczej czego innego? ;)
                                  • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 22:32
                                    bite my shiny metal..? :DDD
                                    eee, nie, czasem jest grzeczny i mowi "thanks, meatbag!" :)
                                    • dakota77 Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 22:41
                                      No wlasnie, rozwazam nawet kupno T-shirta z ulubionym benderowym one-linerem:-)
                                      • idomeneo Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 22:45
                                        mnie się ta wersja z golden glorious też bardzo podoba
                                        • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 23:21
                                          oj tam.. dajcie linka..:)
                                          • idomeneo Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 23:35
                                            do wyboru, do koloru:
                                            www.myteespot.com/Futurama-p-1-c-197-all.html
                                            shop.cafepress.com/futurama
                                            www.emerchandise.com/product/TSFTR0001-L/s.0p0RQUIE
                                            moi faworyci to chyba jednak Hypnotoad i Mars University - Knowledge Brings Fear
                                            • dakota77 Re: Skrajne odmiany 17.07.08, 10:19
                                              Moj malzonek chce Hypnotoad:-). O, ten z Mars University-Knowledge Brings Fear
                                              tez jest boski:-). Cudne sa te t-shirty:-). Kiedys spedzilismy jakas godzine
                                              ogladajac je:-)
                                            • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 17.07.08, 19:26
                                              dziekuje :) jedna juz znalem, innych nie. mnie podoba sie "vote robot nixon" :D
                                              i "why not zoidberg", jestem wielkim fanem Doktora Z :) ale powiem wam szczerze,
                                              ze troche sie rozczarowalem dostepnoscia "merchandise", i o ile jeszcze
                                              przypadek futuramy jestem w stanie zrozumiec (w koncu serial niby juz nie
                                              istnieje), to w przypadku simpsonow czy family guy tez wielkiego wyboru nie ma.
                                              ale cos sobie wyszukam, hih :)
                                              a hypnotoad to bym chcial miec prawdziwa :D
                                              • dakota77 Re: Skrajne odmiany 17.07.08, 20:27
                                                Serial niby nie istnieje? Otoz jakby sie myslisz, drogi R4F;-). Na razie wydano
                                                dwa nowe filmy, czekaja nas kolejne, potem na ich podstawie zostanie zmontowany
                                                nowy serial:-). Pierwsz film, "Bender's big score" jest absolutnie genialny,
                                                drugi nieco slabszy, za wiele watkow naraz. Ale to Futurama, wciaz warto obejrzec:-)
                                                • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 17.07.08, 20:42
                                                  widzialem oba :) BBS znam na pamiec i uwielbiam, "Beast.." widzialem pare dni
                                                  temu i tez uwazam, ze slabszy :) ale zdania sa podzielone, prawda, idomeneo? :)
                                                  • dakota77 Re: Skrajne odmiany 17.07.08, 20:57
                                                    BBS powalacy, naprawde. Widzielismy go z malzonkiem n razy;-)
                                                  • idomeneo Re: Skrajne odmiany 17.07.08, 21:41
                                                    a, no własnie, mieliśmy niedawno z Freddym dyskusję na privie o Beast :) Do BBS
                                                    ja miałam parę zastrzeżeń, ale wiadomo - serce roście na sam widok Bendera i spółki.
                                                  • dakota77 Re: Skrajne odmiany 17.07.08, 22:19
                                                    Dla mnie Beast bylo bardzo chaotyczne. Wprowadzono za duzo watkow, straczyloby
                                                    tego na pare odcinkow. Poza tym relacje Fry'a i Leeli jakos juz sie zaczynaly
                                                    ukladac na linii romantycznej, a tu ojn przyprowadza nowa dziewczyne, a jej
                                                    wszystko jedno. Wiecej uwag nie pamietam, calosc odebralam jako slabsza od BBS.
                                                    Choc, wiadomo, co Futurama to Futurama:-)
                                                  • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 18.07.08, 22:09
                                                    > Poza tym relacje Fry'a i Leeli jakos juz sie zaczynaly
                                                    > ukladac na linii romantycznej, a tu ojn przyprowadza nowa
                                                    > dziewczyne, a jej wszystko jedno.

                                                    wlasnie o tym dyskutowalismy :) tez sie rozczarowalem tym zwrotem akcji :O
                                                  • dakota77 Re: Skrajne odmiany 18.07.08, 22:30
                                                    No widzisz. Czyli nie tylko malz i ja sie tutaj zawiedlismy:-)
              • ananke666 Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 23:07
                Mnie się zły chłopiec kojarzył raczej z czarującymi hultajami właśnie, a nie z damskimi bokserami na przykład. Tych drugich określam odruchowo wysoce niecenzuralnym słowem, oznaczającym potomka damy lekkiej konduity, sprzedającej wdzięki swe tanio a obficie.
                Z tymi pierwszymi wyjść jest trzy. Albo nie dać się oczarować, albo przeżyć ognisty romans i porzucić/dać się porzucić, albo udomowić i wieść interesujący żywot (ewentualnie poczekać, aż skapcanieją ;)). Literackich przypadków udomowienia jest trochę (Butler, Kmicic, Heathcliff pewnie dałby się udomowić, gdyby mu dano szansę itd), życiowych też, więc sprawa nie jest beznadziejna :)
                Z tymi drugimi nie da się zrobić nic, najlepiej pozbyć się jak najszybciej, a ślady zasypać solą i popiołem.

                Jak dla mnie Nerwosol nie jest ani jednym, ani drugim, jest za to dupkiem z rozdętym ego. Lubić to go poniekąd polubiłam w NiN, ale tylko poniekąd. Facet, który strasznie przeżywa fakt, że rzuciła go dziewczyna (casus Blond Kaśki z Pazurami), której ani nie lubił, ani nie szanował, ale z którą się prowadzał rok, świadczy dobitnie, że mamy do czynienia z palantem. Przypadek dla babki z ostrym charakterem, po paru solidnych psychicznych kopniakach pionizujących oraz przekłuciu rozdętego ego może okazałoby się, że coś z tego da się wyhodować. Całkiem jak z dobrym winkiem: zaczyna toto jako winogrona i należy je najpierw porządnie zdeptać, potem potrzymać jakiś czas w ciemności, a potem może wyjdzie z tego coś, co nadaje się do pysznej kolacji.
                Fajnych facetów deptać nie trzeba - takich trzeba kochać i cieszyć się darem losu :)
                • the_dzidka Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 10:58
                  Całkiem
                  > jak z dobrym winkiem: zaczyna toto jako winogrona i należy je
                  najpierw porządn
                  > ie zdeptać, potem potrzymać jakiś czas w ciemności, a potem może
                  wyjdzie z tego
                  > coś, co nadaje się do pysznej kolacji.

                  Chapeau bas za to porównanie! :))
                  • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 12:16
                    czasem mnie zaskakuja te wasze porownania, przyznaje szczerze :)
                  • ananke666 Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 13:23
                    Nie jest właściwie moje :) kiedyś się na nie natknęłam i zapamiętałam. W tym przypadku świetnie pasuje, czyż nie? ;p
                • dakota77 Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 16:40
                  ananke666 napisała:

                  > Mnie się zły chłopiec kojarzył raczej z czarującymi hultajami właśnie, a nie z
                  > damskimi bokserami na przykład. Tych drugich określam odruchowo wysoce niecenzu
                  > ralnym słowem, oznaczającym potomka damy lekkiej konduity, sprzedającej wdzięki
                  > swe tanio a obficie.
                  > Z tymi pierwszymi wyjść jest trzy. Albo nie dać się oczarować, albo przeżyć ogn
                  > isty romans i porzucić/dać się porzucić, albo udomowić i wieść interesujący żyw
                  > ot (ewentualnie poczekać, aż skapcanieją ;)). Literackich przypadków udomowieni
                  > a jest trochę (Butler, Kmicic, Heathcliff pewnie dałby się udomowić, gdyby mu d
                  > ano szansę itd), życiowych też, więc sprawa nie jest beznadziejna :)
                  > Z tymi drugimi nie da się zrobić nic, najlepiej pozbyć się jak najszybciej, a ś
                  > lady zasypać solą i popiołem.
                  >
                  Zgadzam sie z powyzszym i rowniez protestuje przeciw utozsamianiu
                  "niegrzecznych chlopcow" z damskimi bokserami. Ci pierwsi maja zwykle
                  skomplikowane charaktery, ale nie robi to z nich sprawcow przemocy. OI o ile na
                  tych pierwszych sa metody, jak zauwazyla Annanke, od tych drugich nalezy zwiewac
                  czym predzej.

                  Ja rowniez nie pojmuje, w jaki sposob Natalia mogla tak latwo zapomniec o tym,
                  jak zaczela sie jej znajomosc z Filipem. Owszem, mogl byc przystojny, mogl ja
                  zaczarowac ta rozmowa w ogrodzie, ale ja jednak na jej miejscu balabym sie, ze
                  cos w nim z psychopaty. Wiadomo, ze to byl zabieg majacy popchnac akcje do
                  przodu, ale naprawde MM powinna byla wymyslic cos innego zamiast sceny z
                  kajdankami. Jak tu juz pisaliscie wczesniej, powiesc obyczajowa powinna jednak
                  kierowac sie pewnymi zasadami i spora dawka realizmu jest moim zdaniem jedna z
                  nich.
        • idomeneo Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 22:03
          ginestra napisała:

          > U Natalii coś takiego terapeutycznego zaczęło się dziać
          > (albo taki był przynajmniej zamysł) pod wpływem Robrojka, który
          > okazał jej akceptację, spokój, > szacunek. I ona zaczęła wtedy
          > dowiadywać się kim jest i odzyskiwać spontaniczność.

          ja mam w tej mierze trochę wątpliwości - rozumiem, że Natalii nie było po drodze
          z Filipem, ale wcale nie jestem przekonana, że związek z Robrojkiem był
          najlepszym pomysłem. To jest oczywiście zupełnie subiektywna opinia, ale mam
          wrażenie, że Robert też ma problem z poczuciem własnej wartości; jest
          przeszczęśliwy i jakby trochę nie dowierza, że taka młoda, piękna kobieta się
          nim zainteresowała i z tej radości niejako podporządkowuje się temu uczuciu.

          On jest tak zachwycony i akceptujący wobec Natalii, że nie widzę tu dla niej
          specjalnie pola do rozwoju, mam wrażenie, że ona się raczej w tym związku
          bezpiecznie, psychicznie zahibernuje, nie będzie mieć żadnego bodźca do
          dojrzewania i przemyślenia samej siebie.
          • minerwamcg Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 22:17
            > On jest tak zachwycony i akceptujący wobec Natalii, że nie widzę tu dla niej
            > specjalnie pola do rozwoju, mam wrażenie, że ona się raczej w tym związku
            > bezpiecznie, psychicznie zahibernuje, nie będzie mieć żadnego bodźca do
            > dojrzewania i przemyślenia samej siebie.

            Ee tam :) Mój mąz też jest zachwycony i akceptujący, a przecież rozwijam się aż
            miło (szczególnie w dziedzinie skromności, hi,hi,hi...)
            • idomeneo Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 22:28
              no, ale chyba nie bezkrytyczny? ;)

              chodzi mi o to, że w związku, gdzie jedna strona drugą tak bezgranicznie
              uwielbia nie ma imho specjalnie miejsca na partnerstwo.
              • ginestra Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 10:30
                Co do Robrojka, to ja też to napisałam z pewnym osobistym niedowierzaniem.
                Dodałam taki nawias, że chyba taki był zamysł pani MM, żeby pokazać jak po tych
                wszystkich dominujących lub nieosiągalnych mężczyznach, którzy nie traktowali
                Natalii jak pełną osobę ludzką, znalazła wreszcie kogoś przy kim mogła być sobą
                i być kochaną taka jaka jest. Mnie też to nie przekonuje i myślę, że
                realistycznie rzecz biorąc, to ona musiałaby jednak dokonać w sobie __dużej__
                zmiany i potem utrwalać ją bardzo długo. I byłby to trudny i bolesny, ale
                uzdrawiający proces, na pewno nie taki "hop-siup". Musiałaby naprawdę
                __skorzystać__ z negatywnych doświadczeń, przepracować je, poznać naprawdę jaka
                jest i pokochać siebie. Dobry, dojrzały partner mógłby jej w tym pomóc, ale
                chyba nie mógłby zastąpić psychologa i terapii. :( Zależy to od ciężkości
                problemów oczywiście, dlatego nie chciałabym generalizować, tylko trzymać się
                tego literackiego przykładu. Wpatrzony w nią i bierny Robrojek mógłby ją jeszcze
                bardziej zaburzyć, bo oczekiwałby od niej decydowania i wiodącej roli, a to by
                było dla niej, jak mi się wydaje, męką i ziemią nieznaną. Mogłoby jej to ciążyć
                i mogłaby go odsuwać od siebie. Najlepiej gdyby właśnie on był też stanowczy,
                ale otwarty i szanujący ją i dodający jej wiary w jej siły oraz pomagający jej w
                mierzeniu się ze wszystkim, co ona w sobie odkrywa - a co jest i dobre i złe.
                Byłoby to partnerstwo, ale do niego trzeba dorosnąć. Nie wiem czy oboje byli na
                to wystarczająco dojrzali. Gdyby to miał być uzdrawiający związek dla Natalii,
                to on musiałby być jednak dojrzałym psychicznie mężczyzną, który na wejście
                zaoferuje jej swoją męską stanowczość, ale równocześnie stałość pod hasłem:
                "kocham Cię i nie odejdę, niezależnie od tego, czy Ci się coś będzie udawało,
                czy nie. Możesz robić błędy i możesz je naprawiać, możesz mieć swoje schizy, ja
                je wytrzymam, bo wiem, że wiele w sobie zmieniasz i poznajesz i tak być musi,
                jest trudne, ale to prowadzi ku dobremu. Jesteś w porządku taka jaka jesteś i
                nie będzie tak, że jeden fałszywy ruch i Cię opuszczę albo podporządkuję." Coś
                takiego by na pewno jej pomogło. Tylko ten książkowy Robrojek nie do końca mi na
                takiego faceta wygląda.
                Myślę, że w prawdziwym życiu Natalia, ta z czasów Filipa, naprawdę mogłaby się
                zakochać w facecie, który na przykład jest zaborczy i nawet jakieś granice normy
                przekracza, ale w innej chwili jest czuły i zakochany i pokazuje jej, że jest
                najwspanialsza na świecie i jedyna. Mogłaby (mając to niskie poczucie wartości)
                nad wieloma niepokojącymi zachowaniami, typu nie szanowanie jej, nawet
                zahaczającymi o przemoc, przejść do porządku dziennego. Byłoby to prawdziwe i
                spójne, bo tak jest w życiu. Tylko nie wiem czy by mogło tak być w przypadku
                kajdanek. Pewnie "w prawdziwym życiu" to byłby jednak zbyt duży wstrząs dla
                psychiki, tak myślę. Rzeczywiście tu już pani MM chyba przesadziła.

                Jeszcze apropos charakteru Natalii. Osobiście uważam, że Natalia (gdyby te
                powieści widzieć realistycznie) była osobą o niskim poczuciu wartości i
                ogromnych, wyniesionych z domu rodzinnego (tak, tak - z domu rodzinnego)
                deficytach miłości, zrozumienia i akceptacji. Wskutek czego nie wiedziała kim
                jest, jaka jest, nie potrafiła stawiać granic i oceniać ludzi. W wielu
                przypadkach nie wiedziała, że __może__ komuś odmówić i nie będzie od razu
                potworem, że __nie musi__ robić czegoś wbrew sobie i ulegać czyjejś woli i
                oczekiwaniom, że nie musi (jako dziecko na przykład) ze wszystkim radzić sobie
                samotnie, nawet z tym, co ją przerasta. Nie wiem czy pamiętacie, ale tam jest
                aluzja do jej dzieciństwa - czasu, gdy nie mogła być dostrzeżona i kochana taka
                jaką jest, tylko odbierała podświadome rozczarowanie ojca, że ma trzecią córkę,
                a nie syna i przez kilka ___lat___ udawała chłopca. Tak jakby czuła
                podświadomie, że nie wolno jej być tym, kim jest, bo jak będzie tym, kim jest,
                to nie będzie kochana i w ogóle chciana na tym świecie. To jest tak, jak w
                rodzinach dysfunkcyjnych: przychodzi na świat dziecko i nieświadomie, z potrzeby
                przetrwania i otrzymania choćby minimum akceptacji i miłości potrzebnej do
                __fizycznego__ życia (bo bez miłości lub złudzenia miłości dziecko po prostu
                fizycznie by umarło), dostosowuje się do roli: bohatera, anty-bohatera,
                maskotki, niewidzialnego dziecka - dokładnie tak, jak oczekuje od niego rodzina
                (choć rodzina oczywiście nie powie mu tego wprost, ale przekazuje nieświadomie i
                ono to nieświadomie odbiera). A więc, moim zdaniem, coś takiego stało się u
                Natalii. Obok dostosowania się do roli zachodzi też wypieranie uczuć. Przymus
                bycia dobrym, poprawnym, takim jak chcą inni sprawia, że dziecko uczy się
                perfekcyjnie wypierać uprawnione emocje takie jak złość czy inne "negatywne".
                Nie wie, że nie istnieją "negatywne" uczucia, że wszystkie są człowiekowi
                potrzebne, aby z nich korzystał, tylko musi wiedzieć jak. Takie dziecko nie wie
                jak. Nie wie, że w ogóle ma tę ciemną stronę, a jeśli coś takiego odczuje, to
                boi się jej i nie wie jak nad tym zapanować, a gdy nie wytrzyma i ta strona się
                ujawni - potępia się. Tak się stało z Natalią w parku w scenie oświadczyn Tunia.
                Po prostu nie mogła już nad sobą zapanować i te nieświadome, wpychane od lat w
                psychikę uczucia zalały ją i wybuchła i przestraszyła się tego. Aby "było z nią
                dobrze" musiałaby więc dowiadywać się o sobie, o tej swojej ciemnej stronie też.
                Nauczyć się z nią żyć, nauczyć się, że każdy człowiek ją ma, że każdy może
                odczuwać złość, gniew, zazdrość, chęć mordu nawet, ale ma czas wybrać co pod
                wpływem tych uczuć zrobić. Że nie wtedy panuje nad nimi, kiedy je wpycha i nie
                wie o nich, ale wtedy, gdy jest ich świadom. Że można nad tym panować i
                akceptować siebie ze wszystkim.
                No, mniej więcej takich i innych rzeczy Natalia musiałaby się nauczyć. Na pewno
                też, wraz z powracającą świadomością siebie i swojej godności, zmieniłaby się
                wobec rodziny. Na pewno nie pozwoliłaby siostrom mówić do siebie "niedojdo",
                nawet w żartach. Na pewno poczyniłaby trochę wyrzutów rodzicom. Na pewno
                stawiałaby granice. W ogóle wiele by się zmieniło - wszystko by się zmieniło.
                Gdyby to było prawdziwe życie.
                A tymczasem te powieści trochę mówią o prawdziwym życiu, a trochę nie. Nie
                wiadomo naprawdę jak je odbierać, ja mam z tym trochę kłopotów, ale raczej
                odbieram je realistycznie. Jest tam pokazanych trochę prawdziwych mechanizmów,
                które są w człowieku, tylko jakby lżej niż to by miało miejsce w rzeczywistości.
                Dlatego na przykład czekam na ten kryzys u Gaby i Grzesia, a tu nic (nie żebym
                im życzyła, tylko tak dłużej - moim zdaniem - być nie może, bo niezałatwione
                sprawy gromadzą się). No i pewnie nie będzie takiego kryzysu. Jest w tych
                książkach taka umowność, że wszystko będzie i tak dobrze.
                No, trochę za to właśnie je lubimy, że bez lęku można je czytać, patrzeć co
                dalej i wiedzieć, że wszystko się dobrze skończy. :)
                Pozdrawiam!
                • mamalilki w sprawie Ceśki 16.07.08, 10:54
                  Nie przeszła żadnej przemiany. Byla domatorką i taką pozostała. Urodzenie trójki
                  dzieci i nawet siedzenie z nimi w domu nie musi być związane z wymianą mózgu na
                  gąbkę. Znam taka jedną ambitną panią doktór. Siedząc w domu zrobiła doktorat i
                  specjalizacje, kiedy miała jakieś tam staże to babcia zostawała z dziećmi. Jest
                  świetnym lekarzem, elegancką kobietą z lekkim dystansem, poczuciem humoru i
                  czasem niewyparzonym językiem. To jej zupełnie nie przeszkadza mieć fioła na
                  punkcie własnych dzieci.
                  Zreszta ja też mam trójkę, też pracuję i nie widzę żebym miała zacząć nagle
                  używać słów: szkrab, maluszek, dzidzia i fasolka. Co nie przeszkadza mi uważać
                  że moje dzieci są najmądrzejsze, naładniejsze i najlepiej wychowane z całej wsi.
                • anutek115 Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 11:32
                  O, na pewno wszystkim Borejkównom przydałaby się umiejętność wyrażania złości,
                  ze szczególnym uwzględnieniem Gaby! Gaba to nawet smutku nie może zaprezentować,
                  bo zaraz tatus jej mówi "Nigdy juz taka nie bądź, Gabuniu" (trzasnęło mną, jak
                  to w "Imieninach" przeczytałam).

                  Dodam jeszcze, że mnie się Natalia wydaje jedyną Borejkówną, która naprawde
                  stara się UCIEC z domu - jakkolwiek by tego nie interpretować, jako coś dobrego
                  czy złego. Ten jej wyjazd na Cypr, te pieniądze, które przywiozła, a które miały
                  starczyć na mieszkanko (co zostało powiedziane jako tajemnica, domniemywam, że
                  domyslała się reakcji), to wycofanie się w siebie, zamykanie się w pokoju, no i
                  to, że po slubie faktycznie się wyprowadziła. Mnie się aż taka "pokręcona" nie
                  wydaje, Ginestro :-). Tylko, jako bardzo silna introwertyczka, nie za bardzo sie
                  odnajdywała w domu pełnym ludzi (nie waże, jak bardzo kochanych). Jako bardzo
                  silna introwertyczka moge powiedzieć, że dla mnie osobiście mieszkanie z OBCYM
                  facetem (Grzesiem, przez chwilę z Markiem) to byłby koszmar.

                  Masz rację, Ginestro, że lubimy te książki, bo wiemy, że wszystko się dobrze
                  skończy. Ale wiecie? Mogłoby się chyba dobrze kończyć, ale parę rzeczy
                  rozwiązać, zamiast zamiatac je pod dywan albo załatwiać stuprocentowo, doprawdy,
                  skutecznym sposobem - popracuj ciężko i ci minie!
            • metwoh Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 22:48
              To masz tak starego męża jak Robrojek? Na Boga, on jest starszy niż
              ja!!!
        • slotna Re: Skrajne odmiany 01.08.08, 23:01
          To ja jestem wlasnie taka, zaburzone poczucie wlasnej wartosci, z domu rodzinnego wyniesione i sie pakuje w takie historie. Czasem az mi sie chce smiac z siebie, jak sobie przypomne niektore akcje. Ja po prostu nie widze, a jak mam czarno na tfu!:) bialym, to odrzucam wszelkie sygnaly mowiace NIE-NIE-NIE. Okropne to jest, bo z takimi poparancami nie da sie wytrzymac na dluzsza mete, a, cholera, normalni mnie nie kreca. No i co zrobic.
          Oczywiscie mam nadzieje, ze trafie na popapranca, z ktorym DA sie wytrzymac. Glupia :)

          --
          Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
    • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 14.07.08, 23:40
      o ho ho,. alescie sie rozbrykali, panie konserwatywny :PPP kajdanki z rozowym
      futerkiem, no ladny szpas :) swoja droga po Nerwusie wlasnie takich bym sie
      spodziewal, i to w pociagu. co mialoby ten skutek, ze Nutria zamiast dac sie
      skuc, turlalaby sie ze smiechu po podlodze :)
      • papieska_kremowka Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 01:40
        Rany boskie, gdyby mnie tak Filip skuł kajdankami z różowym futerkiem...
        • anutek115 Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 09:20
          Nie, nie, Kremówko, ty byś dużo dała, żeby to FILIP skuł cię kajdankami ;-), ten
          Filip, którego znasz z książki i jakośtam sobie zdążyłaś wyobrazić. Ale wyobraź
          sobie, że spotyka cię to, co Natalię - a mianowicie, że siada obok ciebie obcy
          facet, skuwa cię i mówi do ciebie po imieniu (czyli coś skądś o tobie wie). Nie
          miałabyś zgoła innych odczuć, bez względu na jego beethovenowska urodę?
          • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 09:57
            ale zaraz, zaraz, przeciez nie wiemy, co by bylo, gdyby Raptus, przepraszam,
            Szajbus, tf, Nerwus :) skul nasza Papieska Kremowke kajdankami - moze
            sprobowalaby nimi udusic drania za taki traktament? albo pekla ze smiechu na
            pol? Kremowko, czy mozesz doprecyzowac? :)
            • anutek115 Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 10:14
              No fakt, niech doprecyzuje dziewczyna :-). Chociaż ja w tym mówieniu per "filip"
              dopatruję się całej masy utajonych pożądań ;-))).
              I, o ile pamietam, Kremówka chciała z F.B. utknąć w windzie, tuszę że nie po to,
              by go dusić i zabijać smiechem :-).
              A może?...
              • the_dzidka Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 13:29
                Może ma łaskotki we wrażliwych miejscach? :-)
                • papieska_kremowka Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 13:52
                  Łaskotki mam tylko na nosie i ustach. ;)
                  Fakt, pozytywna wersja skuwania kajdankami przez Bratka Filipa dotyczy tylko i wyłącznie mojej wizji tegoż pana (jako że wyobraźnia mi służy niczym Hanowi Solo, mam takie pobożne zyczenie, żeby MM odkręciła tę straszną metamorfozę wyżej wymienionego). Gdyby mnie napadł w pociągu obcy świrus, chyba przyłożyłabym mu tymi kajdankami. Albo czymkolwiek. I narobiłabym wrzasku.
                  • papieska_kremowka Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 13:53
                    No i oczywiście wizja Bratek + kajdanki z futerkiem tyczy się zupełnie innych okoliczności przyrody ;)
                    • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 14:58
                      teraz wszystko jasne :)
                      ale tak zupelnie abstrahujac od tematu - ja bym tam nie ufal kajdankom... a jak
                      sie kluczyk zlamie, he? :) albo zatnie? to juz moze jakis ten, no, sznurek :)
                      rozowy :)))
                      • mankencja Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 17:37
                        ja mialam takie, co sie dawaly odpiac calkiem latwo, chociaz nie
                        mialam wcale ochoty sie opinac :)
                        • the_dzidka Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 10:43
                          Łoł, łoł, łoł, czego to się dowiadujemy w tym wątku! :-)
                          • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 16.07.08, 21:32
                            hy hy hy :) grunt to odpowiednie metody wyciagania zeznan ;)
                      • dakota77 Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 18:11
                        R4F, jak z kluczykiem beda problemy, zawsze mozna zrobic to, co w "Facetach w
                        rajtuzach" w przypadku pasa cnoty- wezwac slusarza;-)
                        A propos kajdanek, polecam moj ukochany serial "Coupling", przesieszna i
                        niesamowicie prawdziwa rzecz o stosunkach damsko-meskich, i odcinek o polknietym
                        przez jednego z bohaterow kluczykiem do kajdanek, uzywanych w okolicznosciach
                        erotycznych;-)
                        • idomeneo Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 19:42
                          Coupling to był świetny serial! :D
                          A ten narzeczony był ze służb specjalnych czy z wojska, bo już nie pamiętam? ...
                        • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 23:00
                          yhy... nie widzialem "Coupling", za to pamietam "Family Guy: The Movie" i scene,
                          w ktorej Quagmire zostaje wlasnie w kajdankach, i nawet traci swoj woz
                          kampingowy. o, i w BH 90210 byla taka scena, z Claire bodajze :)
                          czyz nie lepszy jakis, bo ja wiem, fular jedwabny? przeciez to chodzi o
                          symbol... o symbol, prawda? nie o to, zeby sie szarpac w kajdanach? :)
                        • slotna Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 23:42
                          Ach! Kocham "Coupling" i uwielbiam "Family Guy" ! :)))

                          --
                          Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
                          • dakota77 Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 23:52
                            O, bratnia duszyczka:-)
                            • slotna Re: Skrajne odmiany 02.08.08, 21:47
                              No ba :D I jeszcze Extras i The Office.

                              --
                              Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
    • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 00:08
      scena faktycznie zabawna (niekoniecznie z punktu widzenia gaski i... no tego, co
      sie wital, gasiora znaczy* :), ale tu raczej idzie o ciag dalszy. no dobra, bylo
      smiesznie, u-ha-ha ..smy sie ubawili po paszki, ale teraz dzieciaki fora ze
      dwora, koniec balu. a tu nie ma konca, i w tym wlasnie caly sek. oczywiscie
      konca nie ma, bo przewidziano inne atrakcje, mianowicie "spiaca krolewne z
      roza", ale to akurat smieszy mnie srednio (z drugiej strony nie rozumiem tej
      smiertelnej powagi przy nastepujacym potem przesluchaniu Tygrysa - gdyby ktos
      wyrwal akurat kawalek kartki gdzies miedzy spiaca Ida a "spiaca" Laura moglbym
      pomyslec, ze Zla-Dziewczynka-O-Oczach-Pyziaka otrula stara, dobra ciotke :O
      jednym slowem smiechu co nie miara, i w tym wlasnie problem - trzeba znac umiar :)


      *nie mieszajmy w to lisow, i tak maja w bajkach nienajlepsza opinie :)
    • ginestra Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 17:11
      Metwohu, ja __dokładnie__ o takich mówię o jakich piszesz.
    • carlissima Re: Skrajne odmiany 15.07.08, 19:59
      W szufladce 'skrajne odmiany' umiescilabym Cielecine Zak- Cielecine Hajduk. Chyba duzo juz bylo powiedziane na jej temat na forum, ale ja nadal nie moge sie pogodzic z tym, ze Cesie, ten potencjal silnej woli i zdrowego rozsadku, obsadzono w glownej roli w pelnometrazowej wersji "Domowego Przedszkola". Zwlaszcza, ze mam w pamieci scene z "Klamczuchy" (rowniez przemiana!), gdzie do zalet cesinego ducha dodano rowniez zalety ciala i swietnie skrojone dzinsy :)
      • uccello Filip 15.07.08, 22:47
        Filip miał w sobie od początku, taką typowo artystowską chęć,
        potrzebę, nałóg, mocnych efektów i zwracania na siebie uwagi. Nawet
        jak śni o Natalii, to z brawami na końcu.
        Stąd te nieszczęsne kajdanki.
        I ta właśnie cecha ostatecznie Nutrię zmęczyła i zniechęciła.

        Myślę, że wiele czytelniczek nie obstawało by tak gorąco za Filipem,
        swatajac go z Natalią gdyby był powierzchowności Lelujczej.
        Chłopak bez wątpienia -Ciasteczko, mowny( wizja szczęścia pod
        czereśnią),wrażliwy, bystry, a jednak nieznośny. Uroczo Zły
        Chłopiec?- szczerze watpię. Artysta. Pełen sprzeczności i tyle.
        Taki ( wedle starego kawału ) wiencej myncuncy.
        • papieska_kremowka Re: Filip 16.07.08, 03:17
          Ostatnio piszę w kółko o Bratku Filipie i zaczyna mi się robić głupio, bo wyjdzie, żem maniaczka. Ale jedno muszę sprostować - powierzchowność lelujcza mi w ogóle nie przeszkadza, jeśli by w omawianym przypadku przejść od hipotez do realu z całym dobrodziejstwem inwentarza. Na urodziwych młodzieńców mogę się pogapić, ale specjalnie nie są mi do szczęścia potrzebni. ;)
          Zresztą mam na roku takiego Lelujkę - no istny Lelujka, zwalisty, niedźwiedziowaty i o wielkich łapach, a tak urocza intelektualnie i duchowo persona, że płeć przeciwna za nim lata pasjami.
          • anutek115 Re: Filip 16.07.08, 10:13
            Na szczęście płeć przeciwna ma takie skłonności, że leci na urok
            intelektualno-duchowy plus poczucie humoru. Od razu mi się przypomina, jak
            Japończycy postanowili wykonac odpowiednik Lary Croft dla pań. Dla panów
            sprawdzał się świetnie, niezależnie od długości i szerokości geograficznej, ten
            sam, znany nam z gry i filmu typ - talia osy, nad talią coś, czym pięknie mozna
            odetchnąć (I, jak to ujęła Onion zupełnie gdzie indziej, co w ogóle nie
            przeszkadza w strzelaniu z łuku ;-)), usiąść też jest na czym, do tego dłuuuugie
            nogi, warkocz do bioder i oczy na pół twarzy. Bardzo to duże zyski przynosiło,
            ale pół ludzkości było z zysków wyłączone, więc Japończycy postanowili tę drugą
            połowę uszczęśliwić (a sobie zaklepac zyski). I klapa. Bo panie, proszone o
            opisanie tego archetypu samczego, który by je uwiódł i skłonił do nabycia gry
            oraz pójścia do kina mówiły "No i żeby miał to coś...", "Wdzięk, poczucie
            humoru...".

            A wracając do Jeżycjady - bardzo mi przykro, że najstarszy Lelujka (o czym był
            tu już mowa) został tak nieapetycznie opisany. Bracia Lelujki to już ciacha, w
            zasadzie wszyscy (jak tylko wyrosną z pucołowatosci), a on jeden ma te pryszcze
            wypominane co drugą stronę, tę niedźwiedziowatość, niezgrabność... Ach, czemu
            nie ma tego wdzięku twojego kolegi? Czemu za nim nie latają tabuny kobitek?
            Wtedy nie byłoby tak strasznie przykro po tej sprawie z Kreską!

            I jednak zgadzam się z Uccello - może tobie, Kremówko, uroda Filipa na nic, ale
            założę się o milion, że gdyby Natalię skuwał facet o aparycji Lelujki nie miałby
            ci on obrończyń.
            • ready4freddy Re: Filip 16.07.08, 12:15
              "Od razu mi się przypomina, jak Japończycy postanowili wykonac odpowiednik Lary
              Croft dla pań. Dla panów sprawdzał się świetnie, niezależnie od długości i
              szerokości geograficznej, (...)"

              ajajaj... nie ma to jak dobry stereotyp :P chlopu, wiadomo, tylko jedno w
              glowie, za to kobitki to takie wincy delikatne i uczuciowe, takie "cos" musi byc
              i nie ma gadania :) wdziek i poczucie humoru, hyhyhy :) w grze wideo...
              cos sie kiepsko do tego zabrali ci Japonczycy ;) Waist-to-Hip ratio dziala tak
              samo w obie strony, tylko wskaznik jest inny. i pare innych rzeczy, dla ktorych
              kobiety tez ogladaja sie za facetami, nie majac jeszcze pojecia (z daleka nie
              widac) czy ma wdziek i poczucie ;)
              • anutek115 Re: Filip 16.07.08, 13:02
                Naprawdę coś podobnego czytałam :-), i nie ja to pisałam, słowo daję ;-)!!! Co
                ja ci poradzę. W grze wideo nie miało byc wdzięku i poczucia humoru, tylko
                facet, który przeciętna kobietę skłoni do nabycia tejże, i nie wyszło, bo jak
                sie jednej podobało, to druga nosem kreciła, a argument, że gość musi "mieć to
                coś" padał nader często. A o tym, co kobiety bierze to ja pamiętam długą
                dyskusję w jakims off topicu, rzecz jasna, gdzie optowałeś za Bradem Pittem, i
                natychmiast odezwało się masę pań (a ja pierwsza ;-)), którym Brad Pitt nie
                pasował. Nawet w "Snatch", które bardzo lubię (i będę chyba sobie musiała
                jeszcze raz obejrzeć".

                Sam przyznałeś w wątku o Euro, że nie wiesz, co kobiety uznają za ładne i
                przystojne. Japończycy tez nie wiedzieli ;-).
                • ginestra Re: Filip 16.07.08, 13:51
                  No, właśnie, ja też tak pomyślałam. Waist-to-hip ratio na pewno kobiety pociąga,
                  ale trudno wyłonić takie uniwersalne, działające na wszystkie kobiety lub nawet
                  ich większość. W populacji kobiet, które kupiłyby grę komputerową, gdyby główny
                  bohater gry miałby być tym dodatkowym czynnikiem, który sprawi, że ona kupi tę
                  grę, bo jej się podoba ten mężczyzna, to mogło by się wydawać (ze względu na to
                  "ratio"), że najbardziej odpowiedni byłby facet w typie Pudziana. Tymczasem jest
                  mnóstwo kobiet (łącznie ze mną), które by takiej gry nie kupiły __właśnie__ ze
                  względu na ten typ mężczyzny, bo im się nie podoba. Gdyby bohater przypominał na
                  przykład Keanu Reeves'a, to kupiłaby go część kobiet, a inna przeszłaby
                  obojętnie. Te, które przeszłyby obojętnie, może skusiłyby się na grę, w której
                  bohater przypomina Leonarda di Caprio. A jeszcze inne dopiero wtedy, gdyby
                  bohater był w wystarczającym stopniu "przyjemnie misiowaty" - taki Jacek Lelujka
                  właśnie. A więc, moim zdaniem, bardzo trudno o jakiś uniwersalny typ mężczyzny,
                  który podziałałby na wszystkie kobiece odbiorczynie, tak jak napisała Anutek.

                  Ja też myślę, że nie ma siły - żebym chciała kupić grę, on musi mieć "to coś". :)
                  • anutek115 Re: Filip 16.07.08, 14:02
                    Nie napisał! zacytował! Bo mnie znów R4F okrzyczy ;-)))!

                    Aż się zaczęłam zastanawiać, z kim grę ja bym kupiła (działacie na mnie
                    inspirujaco, nad wrednym bohaterem literackim, którego lubię, tez się
                    zastanawiam :-)). Keanu, czemu nie, ale w wersji z "Wiele hałasu o nic".
                    Leonardo wykluczony. Brad Pitt wykluczony. Tom Cruise - broń Boże!... O, z
                    Jeanem Reno. Nie ma bata, podejrzewałabym gdzies to poczucie humoru
                    utajone...ale czy w grze w ogóle możliwe?

                    Jeszcze pomyslę, z kim jeszcze :-)))...

                    • ready4freddy Re: Filip 16.07.08, 14:06
                      ja nie okrzyczam, tylko sie czepiam :)))

                      a co, ja tez bym wolal gre z Sandra Bullock niz z Pamela Anderson. wlasnie to
                      probuje powiedziec, ze wcale nie wystarczy "miec czym oddychac w rozmiarze XXL",
                      to mit (w ktory wierza zarowno faceci, jak i kobiety, niestety :) obok gry z
                      Doda tez przeszedlbym obojetnie. chyab ze "Doda vs. Dodo", w ktorej mozna sie
                      wcielic w wymarlego ptaka, dziobiacego celebrytki - ale mi pomysl przyszedl do
                      glowy :DDD
                      • anutek115 Re: Filip 16.07.08, 14:12
                        Albo "Doda czyli dodo", jak doprowadzić do sytuacji, by uwolnic świat od Dod,
                        zwyciężałby ten, komu by się udało zrobic to najbardziej pomysłowo, przypomina
                        mi sie scena z "Epoki Lodowcowej II", żadnego okrucieństwa, broń Boże, same
                        naturalne i humanitarne metody ...
                        • ready4freddy Re: Filip 16.07.08, 21:32
                          ale juz byla akcja "wsadz Dode do lodowki" :)))
                    • onion68 Re: Filip 16.07.08, 15:41
                      Z Robrojkiem - tj. Liamem Neesonem jako Rob-Roy ;-)
                      • idomeneo Re: Filip 16.07.08, 19:49
                        o, a ja bym kupiła grę z Włóczykijem z "Muminków". Występowaliby tam też jego
                        kumple: Toshiro Mifune, Max von Sydow i Johnny Depp.
                        • anutek115 Re: Filip 16.07.08, 19:52
                          No, gra z Maxem von Sydow to byłoby coś! Ale ile osób by to kupiło? My nie
                          target, zdaje się, Idomeneo :-).

                          I z Toshiro Mifune, o tak!
                          • idomeneo Re: Filip 16.07.08, 20:01
                            spoko, Johnny by nam napędził sprzedaż.

                            można by też zaklepać jakieś miejsce dla Hana Solo - takie, żeby nie musiał za
                            dużo grać, ale żeby zdążył się krzywo uśmiechnąć.
                            • papieska_kremowka Re: Filip 16.07.08, 20:08
                              Dla Hana Solo koniecznie. I żeby zdążył się krzywo uśmiechnąć co najmniej kilka razy.
                    • szprota Re: Filip 16.07.08, 20:17
                      Ja kupiłam grę z Wiedźminem, podobnym do Żebrowskiego z filmu i to było to :)
                      Jak on pięknie mówi "Graj, muzyko"!
                      • ananke666 Re: Filip 16.07.08, 20:40
                        yyyyyy wiedźmak mówi "graj muzyko"? O matko.
                        • onion68 Re: Filip 16.07.08, 20:57
                          Właśnie, przecież to mówił Bonhart.
                      • ready4freddy Re: Filip 16.07.08, 21:34
                        Szproto, natychmiast wytlumacz, kto mowil "graj, muzyko"! :)
                        • szprota Re: Filip 17.07.08, 18:15
                          ready4freddy napisał:

                          > Szproto, natychmiast wytlumacz, kto mowil "graj, muzyko"! :)

                          U Sapkowskiego - Bonhart oczywiście.
                          W grze - Geralt i mówi to bardzo udanie.
                          • ready4freddy chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 17.07.08, 19:37
                            aha, czyli wszystko sie wyjasnilo :) i tak spokojnie przyjelas to odstepstwo od
                            zasad sztuki? :) ale, ale.. powiem szczerze, ze naszla mnie ciekawosc, co tez
                            milosnicy wiedzmakow ksiazkowych pisza. myslalem, ze maja tu gdzies forum
                            wieksze niz nasze nawet i... nic! nie maja! tzn. maja, ale malutkie :O
                            • szprota Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 17.07.08, 22:44
                              Bo o Wiedźminie nie ma co dyskutować, jest wspaniały i już.
                              Przyjęłam spokojnie, bo miałam za sobą traumę w postaci superhiperprodukcji
                              Heritage Films pod postacią Sami-Wiecie-Jakiego filmu i serialu. Oczywiście
                              czepiać można się mnóstwa rzeczy. A to tego, że Triss ma dekolt i biust w
                              okolicach pępka, a to generalnie mocno drewnianych głosów aktorów, a to samej
                              fabuły, powielającej wątki z pięcioksięgu, ale w rzekłabym nowotwórczy sposób.
                              Ale jest kilka perełek ("Spieprzaj Dziadu" chociażby), które radują oko nie
                              mniej niż wiadomy kurhanik.
                              • ready4freddy Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 18.07.08, 22:42
                                wspanialy, czmu nie - ale dyskutowac jak najbardziej jest o czym. chocby o
                                inspiracjach w nazwach geograficznych, czy chocby na intrygujacy mnie bardzo
                                temat: czy "wiedzminland" (za Teklakiem) da sie jakos dopasowac do mapy naszego
                                swiata, np. te winnice z Fringilla Vigo to beda, dajmy na to, w okolicach
                                Tokaju, albo w krainie Langhe/Roero w Piemoncie, a z kolei Poviss i Kovir to
                                Wyspy Brytyjskie? albo: czy to mozliwe, aby.. i tu znow mozna podyskutowac, np.
                                czy skolopendromorf moglby istniec faktycznie, albo jak to idzie z obrobka
                                mahakamskich mieczy, i takie tam... nie ma komu podyskutowac? no nie uwierze :)
                                • slotna Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 02.08.08, 01:04
                                  Za Teklakiem...?

                                  --
                                  Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
                            • onion68 Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 17.07.08, 23:16
                              Myślę, że niektórzy pisarze onieśmielają forumowiczów, Sapkowski, a spójrzcie
                              też na forum Pratchetta: mniej więcej raz na 20 dni post - taki niezaangażowany
                              zresztą.
                              • yowah76 Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 18.07.08, 01:02
                                Bo forum Pratchetta jest pod wezwaniem Rega Shoe...
                                • szprota Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 18.07.08, 19:01
                                  yowah76 napisała:

                                  > Bo forum Pratchetta jest pod wezwaniem Rega Shoe...

                                  To znaczy, że wiecznie żywe, ale niepochopne? Chociaż w "Straży nocnej" Reg
                                  jakby objawił zapędy.
                                  • yowah76 Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 18.07.08, 19:26
                                    Ale to glownie za zycia jeszcze;)
                              • ready4freddy Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 18.07.08, 22:37
                                onion68 napisała:

                                > Myślę, że niektórzy pisarze onieśmielają forumowiczów,

                                znaczy co, ze Sapek (w wersji biznes: SAPek :D) napusci wiedzmaka na
                                krytykantow, czy sam przyjdzie na foruma i da odpor? :
                                • dakota77 Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 18.07.08, 22:43
                                  Ech, powtarzam po raz kolejny:-) Sapkowski nie znosi, jak sie go nazywa Sapkiem.
                                  Toleruje wersje AS:-). Sapki to jego fani:-).
                                  • ready4freddy Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 19.07.08, 18:37
                                    a ja nadal kategorycznie odmawiam nazywania Sapka ASem :) As to byl w
                                    Hydrozagadce :) zreszta to mozna odrozniac: SAPek i Sapki :D
                                • onion68 Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 18.07.08, 22:45
                                  Wszystko możliwe :-)
                                  Chodziło mnie jednak o to, że zarówno o Sapku (odmawiam przejścia na As-a), jaki
                                  i Pratchecie wiadomo, że to erudyci są, forumowicze mogą się bać, że ktoś im
                                  wytknie złe zrozumienie, zbyt prostolinijny i naiwny odbiór, nieobycie.
                                  My tutaj rozbieramy na czynniki pierwsze powieści dla dorastających panienek, a
                                  na Pratchecie, w którego powieściach są zawarte liczne odniesienia do zjawisk
                                  społecznych i kultury wraz z całkiem spójnym systemem wartości i nierubasznym (a
                                  przynajmniej nie zawsze) humorem, mamy: fajna; ee, nie niefajna; poprzednie
                                  fajniejsze ;)
                                  Niewykluczone, że właśnie w tym momencie wychodzę na idiotkę, ale co tam,
                                  znieczulona weekendem :-)
                                  • dakota77 Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 18.07.08, 22:50
                                    Ale to faktycznie ciekawe zjawisko:-). Co do Sapkowskiego, nie mam potrzeby
                                    udzielania sie na forum gazetowym, bo juz od ilus lat dzialam na Wiezy Blaznow,
                                    gdzie juz wszystko co napisal omowilismy doglebnie;-). Tylko nowi uzytkownicy
                                    czasem podejmuja jeszcze dyskusje o ksiazkach, reszta gada o czym innym:-)
                                    O ksiazkach Pratchetta moglam kiedys godzinamy dyskutowac tutaj:
                                    www.ankh-morpork.za.net/e107_plugins/forum/forum.php. Polecam to forum
                                    anglojezycznym. Kiedys bylam tu druga pod wzgledem ilosci postow;-). Tylko ze
                                    potem forum przeszlo gruntowny remont i wystartowalo od nowa, a ja juz tu jakos
                                    nie wrocilam.
                                    • onion68 Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 18.07.08, 23:33
                                      Dzięki, Dakoto, poczytam sobie. Na razie zajrzałam do folderu "Terry" i fan art.
                                      Co prawda art ani się umywa do twórczości naszej Yowah!
                                    • anutek115 Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 19.07.08, 09:44
                                      dakota77 napisała:
                                      Co do Sapkowskiego, nie mam potrzeby
                                      > udzielania sie na forum gazetowym, bo juz od ilus lat dzialam na Wiezy Blaznow,
                                      > gdzie juz wszystko co napisal omowilismy doglebnie;-). Tylko nowi uzytkownicy
                                      > czasem podejmuja jeszcze dyskusje o ksiazkach, reszta gada o czym innym:-)
                                      >

                                      Jakby mi to coś jednak przypominało....
                                    • ready4freddy Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 19.07.08, 18:38
                                      ale co to jest ta Wieza Blaznow? chyba nie to biale, okragle na Wiejskiej w
                                      Warszawie..? :OOO

                                      ;)

                                      poprosie o linka :)
                                      • ananke666 Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 19.07.08, 20:02
                                        > ale co to jest ta Wieza Blaznow? chyba nie to biale, okragle na Wiejskiej w
                                        > Warszawie..? :OOO

                                        Nie. To jest cyrk.
                                        ;p
                                        • onion68 Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 19.07.08, 20:32
                                          Tak, w narrenturmie siedziały wcielenia mądrości i równowagi psychicznej w
                                          porównaniu ;-)
                                          • ananke666 Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 19.07.08, 21:08
                                            I przynajmniej był tam jeden Normalny!
                                      • dakota77 Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 19.07.08, 20:40
                                        www.sapkowski.pl/forum :-)
                                        • ready4freddy Re: chocia wiedzmak chutliwy i na zloto lasy... 19.07.08, 23:10
                                          dziekuje :) sporo tego :) moze uda mi sie znalezc cos ciekawego ;)
                • ready4freddy Re: Filip 16.07.08, 14:03
                  bo bylo Japonek spytac :)
                  a w Snatchu Brad jest fajny, owszem :) tzn. fajny to nie jest, dosc menelowaty,
                  ale po tym filmie naprawde w niego uwierzylem - przedtem myslalem, ze on tylko
                  taki budyn z soczkiem :) potem sobie przypomnialem jeszcze Kalifornie i 12 Malp,
                  zaden tam budyn, naprawde swietny aktor i niezly twardziel :)
                  • anutek115 Re: Filip 16.07.08, 14:07
                    Ja lubie wschodni typ urody, tez bym się do odpytania nadała :-). Ale Japonki to
                    chyba by na tego Pitta glosowały, bo taki blondyn ;-)...

                    A Pitt jest BARDZO dobrym aktorem ("Wichry namietności" mu wybaczam ;-)) i
                    uważam, że został dotkliwie pokrzywdzony przez kochane media, które uporczywie
                    wpychają go do szufladki "celebryt i ciacho", bardzo dobre role omijając
                    szerokim łukiem.
                    • uccello Re: Filip 16.07.08, 14:13
                      "Doda vs. Dodo", w ktorej mozna sie
                      wcielic w wymarlego ptaka, dziobiacego celebrytki - ale mi pomysl
                      przyszedl do
                      glowy :DDD

                      Celebrycizm jest wieczny, no a dodo, sam wiesz...
                      • ready4freddy Re: Filip 16.07.08, 15:15
                        chcesz powiedziec, ze Doda, w przeciwienstwie do dodo, przetrwa nawet upadek
                        meteorytu? :)
                        • papieska_kremowka Re: Filip 16.07.08, 18:06
                          Silikon zadziała jak trampolina i meteoryt wróci w przestrzeń kosmiczną...
                          Nie no, poważnie - macał ktoś kiedyś silikonowego biusta? ;) Bo ja nie mam zielonego pojęcia, jakie to jest w dotyku, ale wygląda mi na sprężyste.
                          • ready4freddy Re: Filip 16.07.08, 21:13
                            eee no bez przesady - Doda i silikon? nie uwierze. tak jej uroslo i tyle :)
                            zreszta wcale nie jest XXL.

                            ja tez nie mam pojecia, i szczerze mowiac nie chce miec - co naturalne, to
                            naturalne :)
                        • uccello Re: Filip 16.07.08, 21:35
                          ready4freddy napisał:

                          > chcesz powiedziec, ze Doda, w przeciwienstwie do dodo, przetrwa
                          nawet upadek
                          > meteorytu? :)

                          Żeby tak pojedyńcza Doda była wieczna, to nie. Ale celebrycizm to
                          już powszechne prawo naszego Układu Słonecznego.
                          Spodziewam się, że nazajutrz po meteorycie Pudelek by napisał dla
                          garstki ocalalych, komu się przy okazji rozmazał makijaż, a komu
                          żenująco oklapła fryzura przy kosmicznym podmuchu.

                          • ready4freddy Re: Filip 16.07.08, 21:39
                            ale musisz przyznac, ze to tez ma swoje zalety, chocby dla odstresowania sie.
                            mnie np. wczoraj z rana niewiarygodnie poprawil sie humor, kiedy wyczytalem, ze
                            pewna telewizyjna gwiazdka, cytuje, dlubie w nosie i drapie sie po tylku.
                            pomyslalem, ze wlasciwie przepasc dzielaca nas, zwyklych smiertelnikow od
                            celebrytanow nie jest az tak wielka :D
                            • uccello Re: Filip 16.07.08, 21:56
                              przepasc dzielaca nas, zwyklych smiertelnikow od
                              > celebrytanow nie jest az tak wielka :D


                              Moja koleżanka o znajomej, znanej aktorce:
                              cały czas pozuje na taką, no wiesz, taką robi minę, jakby nigdy nie
                              robiła siku:)
      • papieska_kremowka Geniusia / Aurelia 16.07.08, 19:11
        A zwróciliście uwagę na metamorfozę Geniusi w Aurelię?
        Mam na myśli, że dziecię Jedwabińskich z początku posiada fantastycznie nakreśloną podwójną osobowość - Genia to ta część ego dziewczynki, która mogłaby rozkwitnąć, gdyby nie domowe traumy, a Aurelia budzi się w nocy jako personifikacja wyżej wspomnianych traum rozwalających psychikę małej. Coś jak Agnes Nitt i Perdita u Pratchetta - w zależności od okoliczności któraś osobowość wyłazi na górę, a druga chowa się na dnie.

        Przy lekturze OwR byłam prawie pewna, że Geniusia rozkwitnie, a Aurelia przygaśnie - bo mała odnalazła to swoje upragnione ciepło i świat, w którym może funkcjonować bez strachu. A tu lipa, drodzy państwo. W Dziecku piątku nie ma już Geniusi, jest tylko straszliwie zrezygnowana i apatyczna Aurelia, a w Żabie wizja tejże jako cichutkiej i nadwrażliwej nauczycielki sprawiła, że aż mnie skręciło. To nie tak miało być. Nie w mojej wersji. Zawsze miałam wrażenie, że Genia nie da się stłamsić i wyrośnie na silną, mądrą i pewną siebie kobietę, a tu taka bezszelestna omdlewająca mimoza...
        • alitzja Re: Geniusia / Aurelia 16.07.08, 20:15
          Oj, ja tylko czekałam, aż ktoś to napisze. Dla mnie to też jedna z
          większych metamorfoz - tego, co w "Dziecku piątku" jeszcze można
          przełknąć i uznać za efekt świeżej żałoby (smutek, melancholię,
          milczenie, zamyślenie etc.), nie można zrozumieć w "Żabie". Bo
          przecież w "Dziecku piątku" ostatecznie Aurelia budzi się do życia,
          radośnieje i powolutku zaczyna znowu przypominać tę Geniusię z OwR.
          A w "Żabie"? Katastrofa. Jeszcze rozumiem, że byłaby taką -
          niestety, niestety znowu nauczycielką, dlaczego?! - mocno zakręconą,
          kolorową polonistką z tysiącem pomysłów na minutę, biegającą z
          dzieciakami po muzeach, malującą plakaty i zmieniającą świat
          (wiecie, co mam na myśli, prawda?). A tu delikatna pani Bitner
          załamująca wątłe dłonie, wprost nazwana bezbronną. I nawet wzmianki
          o zorganizowaniu pokazu filmu nakręconego przez Żeromskiego
          ("...ostatnio nakręcił kamerą taty zabawną komedię w stylu Monty
          Pythona, którą zachwycona pani Bitner wyświetliła na specjalnym
          pokazie dla całej szkoły <zwalczając opór dyrekcji i wychowawczyni,
          pani Sznytek>") jakoś mnie nie przekonują o tym "szaleństwie"
          Aurelii, którego bym oczekiwała po tej fantastycznej i pomysłowej
          dziewczynce, którą była.
          • papieska_kremowka Re: Geniusia / Aurelia 17.07.08, 12:24
            Otóż to, przecież Geniusia przy całej swojej radości, ekspresji i łatwości nawiązywania kontaktów w ogóle nie przypomina takiej - pardon - smętnej firanki. I jeszcze ta nauczycielka. Nie mam nic do nauczycieli, ale czuję wyraźny przesyt. Genowefa mi sie jawi jako jakaś zaangażowana polityczne, wyluzowana babka pracująca w wolnym zawodzie, może własna firma, dużo ruchu, zwierzęta, entuzjazm i zdecydowanie. Chyba że MM nie wspomniała o jakimś straszliwym doświadczeniu w jej życiorysie, które ją dokumentnie zmieniło w delikatną leliję bez wyrazu.
            • uccello Re: Geniusia / Aurelia 17.07.08, 12:54
              Chyba że MM nie wspomniała o jakimś straszliwym doświadczeniu w jej
              życiorysie, które ją dokumentnie zmieniło w delikatną leliję bez
              wyrazu.
              • papieska_kremowka Re: Geniusia / Aurelia 17.07.08, 13:34
                > porzucenie przez ojca, straszna choroba i śmierć Mamy to mało?
                Nie, to nie jest mało - ale nie każdego takie sytuacje niszczą na amen. Część ludzi się załamuje, część sobie radzi i o ile Aurelię zaliczyłabym do tej pierwsze grupy, to Geni za Chiny. Pytanie, która z jej osobowości była tą wiodącą, ale w moim odczuciu zawsze była to Genowefa...
                • papieska_kremowka literówki, pardon ;) n/t 17.07.08, 13:35

                • dakota77 Re: Geniusia / Aurelia 17.07.08, 15:23
                  Oczywiscie, ze kiedy widzimy Aurelie w Dziecku Piatku dziewczyna ma pelne prawo
                  byc smutna i przygaszona. W koncu ma za soba naprawde trudny okres w zyciu. Ale
                  jak tu juz ktos zauwazyl wczesniej, potem nastepuje masa dobrych rzeczy-
                  spotkanie z babcia i uzyskanie jej wsparcia i milosci, Konrad, jakies pojednanie
                  z ojcem. Mozna byloby sie spodziewac, ze po tym wszystkim predzej czy pozniej
                  Aurelia wroci do bycia dawna soba, bede znow w jakims stopniu soba. A tu w Zabie
                  widzimy zalosna mimoze. No nie...
        • szprota OT 16.07.08, 20:22
          Kremówko, dzięki testowi w Twojej sygnaturce dowiedziałam się, że jestem Nianią
          Ogg :)
          • papieska_kremowka Re: OT 16.07.08, 21:29
            O jaa, zazdroszczę. Bardzo chciałam być Nianią Ogg, ale wyszło, że jestem Vimesem. Którego też wielbię, ale jednak wolę Nianię.
            • onion68 Re: OT 16.07.08, 21:33
              Hmm,w równych częściach Niania i Vimes.
              W innym teście wyszła mi Panna Susan.
              • onion68 Która postać? 16.07.08, 21:36
                Tym:
                www.okcupid.com/tests/take?testid=67877922683125092
                • onion68 Re: Która postać? 16.07.08, 21:40
                  www.okcupid.com/tests/take?testid=6787792268312509279
                  • szprota Re: Która postać? 17.07.08, 18:18
                    W którymś teście mi wyszło, że jestem Susan. Zobaczmy tym razem...
                    • szprota Re: Która postać? 17.07.08, 18:24
                      Kapitan Marchewa? Hmmm...
                      # You scored 86% on intelligence, higher than 29% of your peers.
                      # 85/100 You scored 69% on morality, higher than 85% of your peers.
                      # 90/100 You scored 76% on strength, higher than 90% of your peers.
            • truscaveczka Re: OT 17.07.08, 14:49
              OMG wyszedł mi Marchewa :P Pół na pół z Nianią :)
              • onion68 Re: OT 17.07.08, 14:59
                Jak to w ogóle możliwe?! ;-)
                • szprota Re: OT 17.07.08, 18:16
                  Charyzmę mają oboje :)
                  • pieranka Re: OT 17.07.08, 22:16
                    A ja jestem
                    Śmierć 76.23%
                    Niania Ogg 73.26%
                    Lord Vetinari 70.29%

                    Lomatko
            • ready4freddy Re: OT 17.07.08, 22:44
              behold..!

              Rincewind 77.22%

              :DDD

              szczerze mowiac kiedy odpowiedzialem "zdecydowanie tak" na pytanie "czy lubisz
              banany" spodziewalem sie innego rezultatu (podejrzewam wszelkie testy o
              tendencyjnosc :)
              • ready4freddy Re: OT 17.07.08, 22:45
                no tak, powinienem wkleic calosc :)

                Rincewind 77.22%
                Niania Ogg 72.27%
                Bibliotekarz 71.28%
                • dakota77 Re: OT 18.07.08, 00:15
                  Ja mam tak:
                  Rincewind 71.28%
                  Śmierć 69.3%
                  Niania Ogg 68.31%
                  Cohen Barbarzyńca 67.32%
                  Lord Vetinari 65.34%

                  Wszystko rozumiem, ale Rincewind?;-)
                  • ananke666 Re: OT 18.07.08, 11:05
                    A mi wyszła babcia Weatherwax :p Nie to, żebym przepadała za używaną odzieżą, za to polatam sobie chętnie...
                • paszczakowna1 Re: OT 18.07.08, 12:58
                  Mi wyszedł Bibliotekarz jako pierwszy (mimo że banany dostały tylko "raczej
                  tak"), z Rincewindem i Nianią Ogg na miejscach medalowych.
              • onion68 Re: OT 17.07.08, 23:05
                Ja też się zdziwiłam Nianią i Vimesem, bo jestem dość powściągliwa w drinkowaniu ;-)
                • anutek115 Re: OT 18.07.08, 18:46
                  Mnie w obu testach wyszedł Marchewa (zwłaszcza pochlebne uwagi o mojej sile
                  fizycznej mi sie podobały, taaa, I have power...)... A w tym "z procentami"
                  wyszło mi prawie 61% Cohena Barbarzyńcy!! Człowiek się dowiaduje o sobie nowych
                  rzeczy każdego dnia....

    • mmaupa Re: Skrajne odmiany 19.07.08, 00:04
      Wreszcie sie przebilam przez cala dyskusje! I dopisuje od siebie:

      1. Wg mnie dorosla Natalia to taka cicha woda. Niby grzeczna dziewczynka,
      niesmiala, pisze wiersze, wzdycha platonicznie itd... Ale - prosze, nie
      linczujcie! - uwazam, ze gdzies pod tym kryje sie jakas wewnetrzna
      demoralizacja, jakis podwojny system wartosci. Na przyklad Nutria moglaby miec
      rownie dobrze romans z tym zonatym wykladowca, oczywiscie cichy, zeby nie
      skrzywdzic zony i synka - ale jej niskie poczucie wartosci nie przeszkadzaloby
      jej byc "ta druga". Moglyby tez ja pociagac akcje z kajdankami w pociagu, a poza
      tym mogla sie spotykac z Tuniem i kilkoma innymi facetami naraz (ze juz o
      przystojnych Cypryjczykach nie wspomne). Wszystko u Nutrii jest
      niedopowiedziane, niewyjasnione, ona niby nie potrafi powiedziec "nie" w
      odpowiednim momencie, ale z drugiej strony jest to tez jej na reke - tym
      bardziej, ze jak zechce, to potrafi rabnac truskawkami o ziemie. I wydaje mi
      sie, ze po paru latach zacznie Robrojka zdradzac, z nudow po prostu, z tesknoty
      za dawnymi przygodami.

      2. Filipa to by nalezalo z Danuska wyswatac.

      3. Przemiana - Dmuchawiec. Z roztargnionego, flejowatego, niezaangazowanego
      filozofa w cud-pedagoga. Ble.

      4. Ja bym kupila gre z moim kolega z pracy w roli glownej. Wysportowany,
      przystojny, z poczuciem humoru, troche cyniczny (ale o dobrym charakterze), no i
      rzecz jasna inteligentny. I zajmuje sie zawodowo wielkimi kotami (konkretnie
      pumami), co tez sie liczy na plus.
      • idomeneo Re: Skrajne odmiany 19.07.08, 00:35
        mmaupa napisała:

        > Wg mnie dorosla Natalia to taka cicha woda.

        no właśnie pisząc o egocentryzmie Natalii też miałam coś takiego na myśli - że z
        jednej strony mamy ten jej łagodny, nimfowaty sposób bycia i taką nieporadność,
        która może rozczulać i budzić w mężczyznach uczucia opiekuńcze.

        Ale z drugiej widzimy Nutrię w rozmaitych sytuacjach, w których nader sprawnie
        organizuje sobie życie tak, jak jej wygodnie, bez specjalnego oglądania się na
        bliźnich; nie ma też specjalnych oporów przed długotrwałym, uczuciowym kręceniem
        na dwa fronty.
        • sowca Re: Skrajne odmiany 19.07.08, 17:01
          Słuchajcie,a nie wydaje się Wam, że zakochanie Nutrii w Nerwusie ma
          przejawy syndromu sztokholmskiego? oczywiście trudno nazwać Filipa
          jakimś strasznym katem, niemniej jednak pozostaje faktem, że ją
          uwięził, obrzucił inwektywami, śledził, gonił. Moim zdaniem jest to
          dobre wyjaśnienie, bo sama jakoś nie bardzo mogę sobie wyobrazić
          zkochania się w facecie, który przypiął się do mnie kajdankami,
          wyzywając mnie od obłąkanych samic i grożąc, że mnie udusi.
          Ale ogólnie wcale nie uważam, żeby Filip przeszedł jakąś straszną
          przemianę. Moim zdaniem miał zawsze dwoistą naturę. W pierwszym
          etapie zakochania, kiedy wszytko było ok (pomijając oczywiście fakt,
          że Natalia właśnie zerwała z jego bratem), Filip pokazał dobrą
          stronę: romantyk, czarujacy, sympatyczny, opiekuńczy, itp. Kiedy
          pojawiły się problemy: Nutria nie chciała się dać zdominować, nie
          przyszła na recital, i tak dalej, od razu wady, na czele z agresją i
          skłonnością do terroryzowania, zaczęły z niego wyłazić całymi
          stadami. A ponieważ w "Imieninach" tych problemów było coraz więcej,
          to i więcej mamy awantur i przejawów Filipowego niezrównoważenia. I
          bardzo dobrze, że Nutria zerwała z tym wariatem i związała się z
          Robrojkiem. Będę się też upierać, ze nie ma sie co zastanawiać, czy
          Robert jest dla Natalii wymarzonym partnerem - oni po prostu się
          pokochali i wierzę, że tworzą szczęsliwy związek.
          A propos Robrojka - tu dopiero przemiana. Z wesołego chłopaka, duszy
          towarzystwa, dowcipnisia, lubianego przez wszystkich, stał się
          nieśmiałym, zgorzkniałym, smutnym człowiekiem. Nawet tak na dobrą
          sprawę nie potrafił walczyc o Natalię, którą pokochał, choć
          piętnaście lat wcześniej z całych sił walczył o Anielę.
          • anutek115 Re: Skrajne odmiany 19.07.08, 18:21
            A to jest słuszna słuszność, Sowco, znaczy, względem Robrojka się wypowiadam.
            Był ci to chłopak z ... eee... no, z ikrą był, to, że tłumy panieniek za nim nie
            latały nienawistnie popatrując na uwielbianą Anielę to ja się dziwię. I nawet
            potrafię zrozumieć, że w "Córce Robrojka" objawił się taki smutny i przybity,
            nie byl to w koncu najlepszy okres w jego życiu. Ale mógłby sie trochę
            "wyprostować" potem. Przestać być taki rozpaczliwie... poczciwy. Bo naprawdę
            sprawia wrażenie starszego wujcia, w którym co ta Nutria właściwie mogła zobaczyć?
            Nawiasem mówiąc, zawsze w wypadku uczuciowych perypetii Natalii roztkliwiały
            mnie rozważania związane z wiekiem. Najpierw Tunio był za stary, 9 lat różnicy
            to dużo, on ma starokawalerskie narowy, Nutrii jest potrzebny ktoś młody i
            szalony, jakiś artysta... Później Filip, trzy lata młodszy, ale to wszyscy
            akurat (słusznie) ignorują, a potem Robrojek, i tu juz różnica wieku w ogóle nie
            przeszkadza, chociaż on jest zdaje się równolatkiem Tunia... No, ale
            przynajmniej narowów starokawalerskich nie ma ;-).
            • ginestra Re: Skrajne odmiany 19.07.08, 19:11
              Ciekawie piszecie o tej Nutrii - ja na to sama nie wpadłam, o czym napisała
              Mmaupa, ale to spostrzeżenie wydaje mi się bardzo słuszne. Chodzi mi o to, że po
              Natalii nie widać żeby miała bardzo jasny i określony system wartości. Mnie też
              wydaje się prawdopodobne, że mogłaby bezszelestnie, niewinnie itp. wejść w
              romans z żonatym albo spotykać się z dwoma mężczyznami równocześnie (to drugie
              chyba miało miejsce). Właśnie przez to niedookreślenie i tak dalej. To jest
              wielkie niebezpieczeństwo, bo niedobrze jest, jeśli się nie widzi granic i
              rozmywa się je dodatkowo w przekonaniu, że jest się takim właśnie kimś
              poetycznym, innym niż wszyscy, że to wielkie uczucie, że robi się dobrze. No,
              ale żeby się nie zagalopować i źle jej nie oceniać - to rzeczywiście Natalia
              wyprostowała swoje ścieżki i odnalazła się przy Robercie. Tylko nie wiemy jak im
              się teraz układa.

              O tym syndromie sztokholmskim, to myślę, że raczej nie, bo musiałaby dłużej z
              nim poprzebywać, żeby coś takiego się w niej wytworzyło albo być w dosłownym
              sensie zakładniczką i doświadczyć, że on jest __naprawdę__ panem jej życia i
              śmierci: że ją więzi, ale za jakiś czas pozwoli skorzystać z łazienki, da wody,
              da jedzenia, jest miły. Potem znów więzi i tak dalej. Wtedy tworzy się taka
              jakby wdzięczność dla sprawcy za te chwile kiedy jest bardziej ludzki i też
              wszystkie siły w zakładniku nastawione są na czytanie jego psychiki, a więc
              tworzy się taka naprawdę silna więź. I jest ten strach o życie, a potem ulga i
              wdzięczność i przywiązanie, bo on się staje dla tej osoby w dosłownym sensie
              całym światem. Wytwarza się też syndrom wyuczonej bezradności i przekonanie, że
              tylko z tym, który więzi jest bezpiecznie. Coś w tym sensie. A u Natalii to
              chyba nie było aż tak.
              Natomiast dziwne, przyznaję, jest w książce to, że ona się w nim mimo tego
              wstępu z kajdankami zakochuje. :( Jeszcze zdrowo reaguje kiedy chce wysiąść z
              pociągu i nie dojechać nad morze, byle by go zgubić. A potem jak on się pojawia,
              to naprawdę dziwne, że to pierwsze bardzo złe wrażenie szybko ją opuszcza.
              Myślę, że byłoby w niej nadal. Ale to takie przypuszczenia.

              Nie przestaję się zdumiewać jaka realna ta fikcja literacka, że chce się o niej
              tyle myśleć i rozmawiać :)

              Ja wyjeżdżam na tydzień na Mazury (właśnie jutro i to pociągiem :D ). Mam
              nadzieję, że obejdzie się bez przygód. Jadę z moją domową młodzieżą i kolegą
              córki :)

              A więc dołączę do naszych rozmów za tydzień.
              Trzymajcie się! :)



              • onion68 Re: Skrajne odmiany 19.07.08, 19:15
                Ginestro, miłego wypoczynku :-)
                • lezbobimbo Re: Skrajne odmiany 19.07.08, 19:37
                  Ginestro, równiez dolaczam sie do zyczen cudnych wywczasów na wodach i w lasach
                  mazurskich! :-)
              • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 19.07.08, 22:50
                milego wczasowania :)
    • lezbobimbo Re: Skrajne odmiany 19.07.08, 19:33
      O jak dobrze, owocna truscaveczko, zes zainicjowala ten watek!
      Sama myslalam o czyms podobnym, chcialam zatytulowac "Slowo przeciw
      metamorfozom" ;)) Dzieki za wyreczenie! :)

      Reasumujac, zgadzam sie z jakze wieloma wypowiedziami tutaj.
      Syndrom sztokholmski Nutrii, tak!
      Teraz bede sie powtarzac, ale trudno. Jako klientelka dzisiaj jestem bez krawata
      i pozycja ma roszczeniowa ;) Zamieszczam osobista liste, mozna oczywiscie sie ze
      mna nie zgadzac.

      Nie podobaja mi sie oto przemiany:
      - Ignaca z niezbyt fantastycznego, ale jako tako ludzkiego i dajacego sie zniesc
      bibliofila w "zramolalego psychola" i patriote walczacego ze zmywarkami;
      - Mili z cieplej i troskliwej mamy w Robokopa na zimno (ktos tu okreslil ja jako
      Królowa Lodu, tez dobre:)))
      - zamaszystej, wrzaskliwej, wesolej i rozwiazujacej problemy Gaby w bezcielesna
      Sw. Poznanska uciekajaca od konfliktów, ignorujaca wszystkie swoje dzieci i meza;
      - Nutrii z wrazliwego i twórczego dziecka w pasywno-agresywna mimoze, uciekajaca
      od konfliktów, a jednoczesnie pozwalajaca aby jej wszyscy tanczyli po glowie (i
      kiszce);
      - Geniusi! Ach! Ta metamorfoza w "smetna firanke" zasmucila mnie najbardziej.
      Przeciez Geniusia to byla taka fest dziewuszka, Jezycjadowski odpowiednik Pippi
      i malej Mi niemalze! A teraz co? Przezroczysta anemiczka
      "Hiiiillldeeegaaardooo.. gdzieee mnieee wleeeczeeesz?" :(
      - Bobcia z twórczego i wesolego dziecka w smetnego kobieciarza i artyste
      przekletego o zapadnietych, wilczych policzkach (or something;)
      - Tomci i Romcia z wesolego, niesamowitego dueciku w pokielbaszonych
      emocjonalnie smutasów
      - Mamerta z ludzkiego doktora w jakiegos strasznego dziada, pozerajacego wlasne
      dzieci
      - Robrojka z blazna, lewka salonowego i dusze towarzystwa w smutnego poczciwca,
      który jednakze nie wspomina swej zmarlej zony, tylko femme fatale z liceum
      - latorosli Ptaszkowskich w stado zwyrodnialców (Munio zdziwaczaly kawaler,
      Tunio wstretny mantyka i zdradliwy erotoman, Nerwus psychol-Romeo-psychol) - a
      przeciez byli normalni, weseli, oczytani jak Borejkowie, mieli fascynujace
      przygody detektywistyczne na wsi tudziez mame-bibliotekarke (Nerwus wprawdzie
      jeszcze nie istnial)
      - Dmuchawca z nieznosnego belfra-kaznodziei w sw. poznanski ideal z siwego marmuru
      - Bernarda z barokowego artysty w okropnie nieznosnego dziada-plotkarza
      - Idusi i Anieli z energicznych, iskrzacych osobowosci w elementy burleskowe, z
      których "dobrzy" Jezycjanie sie naigrawaja
      - malego Stryby z poczciwego Ignasia w bezdusznego i zaniedbanego kujona
      - Laury z malej, samodzielnej psotnicy w Matkobójcza Zmore Pyziakocórcza,
      nastepnie oslodziala pod wplywem spiewania w chórze i na gwalt chcaca wyjsc za
      maz w wieku lat 19
      - Pulpecji z optymistycznego pykniczka w nielubiacego swej rodziny (dobrej
      przeciez i cieplej;) wyrzutka z lekka depresja. Na szczescie potem wrócilo jej
      samozadowolenie i optymizm :)

      Ufff! Chyba na nikim suchej nitki nie zostawilam ;)
      Podsumowujac, w nowych ksiazkach weseli, ludzcy bohaterowie zmieniaja sie w
      melancholików albo cos straszliwego, nie wiedziec czemu. ECH! Natomiast postaci
      od poczatku "wadliwe" takimi pozostaja a nawet jeszcze gorszeja i nie ma zmiluj,
      chocby na glowie stawali, nigdy sie nie zmienia (Lisieccy, Pyziaczek, Laura
      córka Janusza, Ewa Jedwabinska)
      • onion68 Re: Skrajne odmiany 19.07.08, 19:40
        "- latorosli Ptaszkowskich w stado zwyrodnialców (Munio zdziwaczaly kawaler,
        Tunio wstretny mantyka i zdradliwy erotoman, Nerwus psychol-Romeo-psychol) - a
        przeciez byli normalni, weseli, oczytani jak Borejkowie, mieli fascynujace
        przygody detektywistyczne na wsi tudziez mame-bibliotekarke (Nerwus wprawdzie
        jeszcze nie istnial)"

        O tak, to raz. A dwa, to jest naprawdę zagadka nieśmiertelności, bo skoro: panie
        Ptaszkowskie młodsza i starsza były pięknymi kobietami pełnymi poczucia humoru i
        inteligencji, a doktor Bratek niewątpliwie facetem z klasą, wyluzowanym i
        nienachalnym, to jak do tego doszło?! Oddali ich do szkoły z internatem do
        sióstr, a sami oddawali się miodowym latom?
      • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 19.07.08, 22:56
        ale zes sie przejechala normalnie po wszystkich :))) ale tak po prawdzie, to im
        sie nalezalo :PPP

        "- Bobcia z twórczego i wesolego dziecka w smetnego kobieciarza i artyste
        przekletego o zapadnietych, wilczych policzkach (or something;) "

        o masz, trudno, zeby celem zrobienia wrazenia na Pulpie przyniosl jej mysza,
        albo rozpalil ogien namietnosci w wiadrze na balkonie, podsycajac kalka
        techniczna :))) bez przesady, niektore "przemiany" to tak naprawde ewolucje,
        calkiem zrozumiale :)
        • lezbobimbo Re: Skrajne odmiany 19.07.08, 23:11
          ready4freddy napisał:
          > o masz, trudno, zeby celem zrobienia wrazenia na Pulpie przyniosl >jej mysza,
          albo rozpalil ogien namietnosci w wiadrze na balkonie, >podsycajac kalka
          techniczna :))) bez przesady, niektore "przemiany" >to tak naprawde ewolucje,
          > calkiem zrozumiale :)

          Hi hi
          niby dlaczego nie móglby jej ofiarowac jakiejs zywotnej myszki albo fretki? Masz
          pojecie, jak by sie ucieszyla rodzina Bominków z takiego nowego domownika?
          Fretka moglaby malowniczo zwisac z przybrudzonych firanek i wykradac kaski z
          talerzy czytajacych przy jedzeniu :))))
          • anutek115 Re: Skrajne odmiany 20.07.08, 11:28
            He, he, Lezbobimbo się od naukowych rozmyslań, widzę, oderwała, i jak
            przeleciała się po bohaterach, to pa wsiech! Nie ma jak ożywczy powiew od czasu
            do czasu ;-). W dodatku ma dużo racji, co chyba jednak jest trochę
            przygnębiające, nie ze względu na bystrość jej umysłu (która nas nie przygnębia,
            lecz którą cenimy), a ze względu na jakość ulubionych książek...
            A może to już tak jest, że im człowiek starszy, tym się robi smutniejszy i
            bardziej zgorzkniały? Zauważyliscie coś podobnego u siebie? Bo ja u siebie
            zauważyłam (zgorzkniałosci jeszcze nie, smutnienie i owszem...), przyznaję, po
            dogłębnie dokonanej wiwisekcji... Ale walczę ze sobą :-)!
            • lezbobimbo Re: Skrajne odmiany 20.07.08, 19:01
              anutek115 napisała:
              > He, he, Lezbobimbo się od naukowych rozmyslań, widzę, oderwała, i jak>
              przeleciała się po bohaterach, to pa wsiech!

              ;))) Dziekuje serdecznie za tak pochlebny mi wpis :)
              Co tu przygnebiajace, to chyba fakt, ze nawet ja sie tak bardzo nie przelecialam
              po bohaterach jak.. sama autorka ;)

              P.S.
              Nie daj sie zasmucic. Mysle, ze z wiekiem to trzeba dbac o swoja radosc, zamiast
              dac jakims przykrym doswiadczeniom przewazyc nad optymistycznym nastawieniem :)
          • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 20.07.08, 13:30
            lezbobimbo napisała:

            > Hi hi
            > niby dlaczego nie móglby jej ofiarowac jakiejs zywotnej myszki
            > albo fretki? Masz pojecie, jak by sie ucieszyla rodzina Bominków > z takiego
            nowego domownika?
            > Fretka moglaby malowniczo zwisac z przybrudzonych firanek i
            > wykradac kaski z talerzy czytajacych przy jedzeniu :))))

            niby prawda, ale po co Murejkom fretka...

            (suspens... werble... please stay tuned for the imminent punchline!)

            ...skoro maja Nutrie?


            ;)
            • jottka Re: Skrajne odmiany 20.07.08, 15:13
              bo zwirzątku nudno w samotności:) trzeba mu parke sprawić, ja tam bym sie
              ucieszyła, gdyby fatygant przyniósł myszę albo chociaż pieska.
            • lezbobimbo Re: Skrajne odmiany 20.07.08, 19:07
              ready4freddy napisał:
              > niby prawda, ale po co Murejkom fretka...
              > (suspens... werble... please stay tuned for the imminent punchline!) ...skoro
              maja Nutrie?

              :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD ROFTLMAO! Az mi szczeka odpadla od chichrania!
              Jako to jottka juz odpowiedziala, tym bardziej im potrzebna nastepna fretka, aby
              Nutrii nie bylo samotnie :)))
              N.B. fretki to drapiezniki, nutrie to gryzonie. Moze lepiej po prostu
              Bobcio-Baltona przynióslby im Hypnotoad :))))
              • dakota77 Re: Skrajne odmiany 20.07.08, 20:54
                Ja bym chciala, zeby ktos mi przyniosl Hypnotoad:-).R4F, widziales "Everybody
                loves a Hypnotoad" na DVD z BBS? Filmik trwa tyle co normalny odcinek, 22 minuty
                bodajze, a nasza ulubiona ropucha robi swoja robote, czyli hipnotyzuje:-)
                • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 20.07.08, 21:35
                  nie dalbym rady tak dlugo :) zreszta hipnotyzowanie wzrokiem to jedno, ale
                  dzwiek, jaki przy tym wydaje hypnotoad jest porazajacy :)
                  • lezbobimbo Re: Skrajne odmiany hipnopuchy ;) 21.07.08, 13:35
                    Wlasnie jej spiew jest najpiekniejszy, chcialabym miec koszulke z Hypnotoad,
                    która wydawalaby taki dzwiek, do wtóru z ruchomymi oczkami! Moze na bazie
                    hologramu + mp3? All hail the HypnoToad!
                    • ready4freddy Re: Skrajne odmiany hipnopuchy ;) 21.07.08, 21:59
                      opatentuj ten pomysl :)
                      • the_dzidka He he he 22.07.08, 10:50
                        W dziedzinie offtopizmu przebijacie już Chmielewszczyków :-)
                • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 20.07.08, 21:44
                  dakota77 napisała:

                  > Ja bym chciala, zeby ktos mi przyniosl Hypnotoad:-)

                  najlepiej w parabox-ie :)))
              • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 20.07.08, 21:37
                > N.B. fretki to drapiezniki, nutrie to gryzonie. Moze lepiej po prostu
                > Bobcio-Baltona przynióslby im Hypnotoad :))))

                tez tak sadze, inaczej fretka moglaby Nutrii odgryzc ruda glowe, co z pewnoscia
                pogorszyloby notowania Baltony u Bominkow :)))
                • pink_hamster Re: Skrajne odmiany 29.07.08, 18:29
                  a'propos glownego tematu-Baltona,ktory z mrocznego,chodzacego w skorach i jezdzacego na motorze indywiduum zmienia sie w poczciwinke,noszacego gumowe klapki i,o zgrozo,zakladajacego do nich skarpetki!(ze juz nie wspomne o prowadzeniu samochodu w tychze klapkach,bo to troche nie na temat)
                  nawet nie tyle skrajne,co kompletnie nieprawdopodobne
                  • papieska_kremowka Re: Skrajne odmiany 30.07.08, 02:06
                    Prawdopodobne niestety, prawdopodobne. Za to smutne, bo lubię mroczne indywidua. :(
                    • mamalilki Re: Skrajne odmiany 30.07.08, 09:52
                      Bede bronic spojnosci wizerunku Baltony. Przeciez on jest mroczny, tajemniczy i
                      unosi sie nad nim nimb W OCZACH PATRYCJI. A potem ona go troche oswaja, pozwala
                      sobie na zaufanie i on staje sie cieply, bliski, dajacy poczucie bezpieczenstwa.
                      To nie tylko jest prawdopodobne ale bardzo prawdziwe. Sam Baltona nigdy nie byl
                      mroczny tajemniczy i budzący grozę - wystarczy sobie przypomnieć jaki miał dom.
                      Trochę się po dziecinnemu kreował i tyle. Znam jednego Baltonę w realu -
                      odpowiada dokładnie opisowi i "przemiany" tez przechodzil podobne (w moich
                      oczach :-)
                      • kaliope3 Re: Skrajne odmiany 30.07.08, 09:59
                        No, nie tylko w Patrycji oczach-to że był mroczny i niebezpieczny wiemy głównie
                        od Elki. Taki image sobie zbudował (a raczej Autorka mu na jakiś czas zbudowała,
                        bo w odpowiednim momencie faktycznie przeistoczył się w przemiłego chłopaka z
                        sąsiedztwa, w klapkach i śnieżnobiałych spodniach...)
                        • ananke666 Re: Skrajne odmiany 30.07.08, 10:08
                          Klapki i skarpety. Ohyda. Tylko patrzeć, jak dorobi się wąsów.
                          • pink_hamster Re: Skrajne odmiany 30.07.08, 17:51
                            moze ma juz i wasy(atrybut przystojnego,Jezycjadowego mezczyzny),tylko ostatnio cos o nim malo,wiec i o zaroscie cicho
    • ready4freddy Re: Skrajne odmiany 20.07.08, 13:27
      totez im ten romans nie wyszedl :)
    • ginestra Re: Skrajne odmiany 28.07.08, 09:02
      Dziękuję Wam bardzo za życzenia miłego wypoczynku! Jesteście kochani! Ja nie
      zdążyłam wieczorem wejść na forum tamtego dnia, chociaż bardzo chciałam, a więc
      odpisuję teraz - dziękuję za Wasze miłe słowa!
      Wczoraj wieczorem wróciłam - było wspaniale!! Pogoda też przepiękna - pierwsze
      dni były chłodniejsze, ale nie tak bardzo, więc też było miło. A potem to już
      prawdziwe upały. W sam raz na kąpiel w jeziorze... :)

      Dziś praca i różne sprawy, ale podczytuję oczywiście forum i na pewno dołączę
      wkrótce do pisania. :)

      Trzymajcie się! :)
    • mamalilki Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 15:00
      On byl u siebie w domu w tych klapkach, dobrze pamietam? Moze u nich ciagnie po
      podlodze. Dla kogo mial sie starac, dla cioci Wiesi?
      Na wieczerze wigilijną przeciez sie przebral i wlozyl buty.
      Swoja droga malo jest tak aseksualnych atrybutów jak skarpetki. I to u obu plci.
      • ananke666 Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 15:19
        Skądże, on w tych klapkach pomykał po dworze. Pulpa nad jeziorem przycisnęła jego łachy owymi klapeczkami, po czym ujrzeliśmy B. wkładającego skarpetki. Jak mniemam, na skarpetki włożył dostępne obuwie, czyli gumowe klapki.
      • kaliope3 Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 15:19
        Znam jednego, który twierdzi że żaden szanujący się mężczyzna nie nałoży nigdy
        sandałów, że to niemęskie łagodnie mówiąc i tyle. Troszkę to chyba nerwicowa
        reakcja jednak-choć czasem skłonna jestem się zgodzić. A już sandały i
        skarpetki...zgroza
        • dakota77 Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 18:06
          Na Forum Moda byl niedawno taki jeden, co twierdzil, ze sandaly nosza tylko
          geje;-). Ja nie mam nic przeciwko meskim sandalom, o ile sa noszone w stosownych
          okolicznosciach, na zadbanych stopach i na pewno bez skarpetek. Jak widze malych
          chlopcow w sandalach i skarpetkach mam ochote powiedziec ich matkom, ze zle
          edukuja dzieci estetycznie;-). Moge ewentualnie, ewentualnie wybaczyc skarpetki
          starszym panom, choc wciaz nie rozumiem, po co im sandaly, skoro nie chca odryc
          stop.
          • kaliope3 Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 20:21
            >Moge ewentualnie, ewentualnie wybaczyc skarpetki
            > starszym panom, choc wciaz nie rozumiem, po co im sandaly, skoro nie chca odryc
            > stop.
            :) starszym panom wolno, to prawda, krążenie już nie to itp
            Ale u tego jednego, co go znam, to dochodzi już do zupełnej skrajności-cały boży
            rok w glanach, niezależnie od pory roku i okoliczności-na plażę taki idzie i -a
            jakże-oczywiście cały zabudowany(zabutowany) bo tylko tak można.To już chyba
            problem większego kalibru, może by duńscy psycholodzy od skarpetek umieli to
            wyjaśnić( swoją drogą to dziwne z tymi skarpetkami w Dunii-nie sprecyzowano
            zapewne czy to były skarpetki frotte, bawełniane,czy może z jedwabne?)
            • yowah76 Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 21:47
              Nie sprecyzowali... otwiera sie pole dla eksperymentow;)?
              • kaliope3 Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 22:00
                Ano! Nie ma to jak na własnej skórze (stopie) odczuć :)
      • yowah76 Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 18:25
        A co do seksownosci skarpetek... pare miesiecy temu ponoc dunscy
        naukowcy oglosili, ze kobiety uprawiajace seks w skarpetkach latwiej
        osiagaja spelnienie;)
        • mamalilki Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 19:03
          Ciekawe spostrzezenie. Dla mnie skarpetki w lóżku kojarzą się z ciezką chorobą i
          termoforem.
        • metwoh Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 22:37
          No to wiem, dlaczego Nelly chodzi w skarpetkach
    • ananke666 Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 15:25
      Znaczy, prawdopodobne jest, że dojrzawszy wreszcie, młody, dorosły chłopak będzie chodził po ulicy w gumowych klapkach i skarpetach? Żaden z moich znajomych nigdy w życiu nie wyszedłby w czymś takim na ulicę, chyba że pod gwałtownym przymusem, a i to nie bez uczucia dogłębnego zażenowania.
      A co do wąsów - to Mareczek jako amant objawia się w tym samym momencie - wąsaty, a jakże :)
      • papieska_kremowka Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 15:38
        Zaiste, ale Mareczek jest te parę ładnych latek od Florka starszy, toteż przypuszczam, że mustasza zapuścił jeszcze w przaśnych latach osiemdziesiątych i hodował dzielnie...
        • mamalilki Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 17:51
          Nie znacie Baltony. On miał plecak, w plecaku gacie, które wstydził sie zmienić
          (co myslicie, ze w kieszeni je niosl?) i klapki, ktore byly tylko nad jezioro.
          Na nogach mial adidasy, jestem absolutnie pewna. Co do wasow to Baltona ich nia
          ma. Co najwyzej w imie zycia zgodnie z natura w pierwszy dzien wakacji przestaje
          sie golic i zaczyna z powrotem pierwszego dnia po wakacjach (jęcząc przy tym
          okropnie, że zarost jest twardy i źle się goli).
          • ananke666 Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 23:01
            Nikt nie mówi, że ma wąsy :p
            Nie wiem, po jakiego diabła mu klapki nad jezioro, to nie basen przecież, na spacer po lesie się nie nadają, po plaży chodzić też do kitu, piasek wszędzie. A plecak pewnie w czwartym wymiarze ukrył, w książce go nie ma. Ręcznika zresztą też nie ma. W ogóle niczego nie ma, nawet skarpety z nieba spadły, bo jak Pulpa składała ciuchy, to obecne były spodnie, koszulka i klapecki.
            Swoją drogą, szkoda że Pulpa złożyła ciuchy, mogłaby sycić pożądliwość zza krzaka i mieć przedstawienie w postaci striptizu albo szamotaniny ze zmienianiem gaci pod ręcznikiem... ;)
            • yowah76 Re: Skrajne odmiany 31.07.08, 23:56
              Mogl w kieszen wsadzic, zeby mu nie rozwialo.
              Swoja droga, macac ciuchy obcego czlowieka nad jeziorem... buee...
              • dakota77 Re: Skrajne odmiany 01.08.08, 00:02
                Jakiz ci on obcy, skoro od autorki juz przeznaczon;-)
                • mamalilki Re: Skrajne odmiany 01.08.08, 00:44
                  Plecaka nie ma w ksiazce, ale jest w domyśle :-) Skoro nad jeziorem nie bylo
                  skarpet, to skad sie wziely? A moze to sandaly byly tylko po poznansku sie mowi
                  klapki? (Dobrze ze laczków nie miał :-) Musial miec cos na mokre kąpielówki, bo
                  przecież miał je zdjąć, nieprawdaż?
                  Co do macania... Hmmm, moim zdaniem ona caly czas marzyla, ze ten wieśniak w
                  jeziorze to Baltona. I potraktowała te rzeczy jakby były jego - jak Bebe koszulę
                  Damba. Bardzo naturalny odruch, ale nie dziwię się że się spaliła potem ze wstydu.
                  • dakota77 Re: Skrajne odmiany 01.08.08, 08:34
                    No wlasnie, mnie tez sie zawsze wydawalo, ze ona gdzies tam w glebi duszy miala
                    nadzieje, ze to jest Baltona, a nie obcy facet.
                • yowah76 Re: Skrajne odmiany 01.08.08, 09:06
                  Idac ta droga rozumowania, jesli w postaci czyichs szmat objawia sie
                  przeznaczenie, jak gdzies zobacze stare gacie i ogarnie mnie na ich
                  widok rozczulenie czy wrecz ekstaza, powinnam najpierw sie na nie
                  rzucic, poglaskac, przytulic a potem odszukac wlasciciela, bo moj ci
                  on?
                  • dakota77 Re: Skrajne odmiany 01.08.08, 09:18
                    Ja bym sie na cudze gacie nie rzucala i nie sadze, zeby miala na ich widok
                    ogarnac mnie fala wzruszenia;-). A o przeznaczeniu napisalam, zanim sobie
                    przypomnialam, ze Pulpecja w tym momencie nie miala jeszcze pojecia, ze te
                    ubrania naleza do Baltony.
                  • uccello Re: Skrajne odmiany 01.08.08, 11:26
                    yowah76 napisała:

                    > Idac ta droga rozumowania, jesli w postaci czyichs szmat objawia
                    sie
                    > przeznaczenie, jak gdzies zobacze stare gacie i ogarnie mnie na
                    ich
                    > widok rozczulenie czy wrecz ekstaza, powinnam najpierw sie na nie
                    > rzucic, poglaskac, przytulic a potem odszukac wlasciciela, bo moj
                    ci
                    > on?

                    oczywiście i niby Danuśka z Krzyżaków,przy słowach " mój ci on"
                    zarzucasz mu te gaciory na głowę
                    • mamalilki Re: Skrajne odmiany 01.08.08, 14:30
                      Ona to zrobila bezwiednie, bo jej sie z nim skojarzylo... Przeciez sama sie
                      zlapala na tym, ze to absurdalne i zaraz wyjdzie z jeziora jakis obcy facet.
                      Zwiala, tylko zapomniala ubrania rozrzucic.
                      Jak czlowiek zakochany to i na widok red bulla sie wzruszy, bo ukochany tak
                      pieknie, cudnie, męsko i seksownie popijał tenże napój. A jak już zupełnia
                      zakręcona to kupi tego red bulla, zeby sobie przypominac jak to bylo pieknie.
                      Pamietacie jak Maciek wachal wyschnieta cytryne? No przeciez Matyldą nie pachniala!
    • mamalilki Re: Skrajne odmiany 01.08.08, 00:48
      Ide sprawdzic te klapki
    • tt-tka Re: Skrajne odmiany 19.05.14, 19:24
      jaki cudny wateczek :-)))
      odkopuje, bo moze ktos zechce sobie przypomniec albo dopisac
      pozmienialo sie jeszcze bardziej skrajnie, no
      dlugi on, ale nawet offtopiki nie wadza
      • szarotkaaaa Re: Skrajne odmiany 19.05.14, 23:59
        W świetle Makabrusi najbardziej oczywiste są przemiany Laury i Idy. Nawiasem mówiąc, moich ulubionych postaci :/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka