ananke666
14.08.08, 23:36
Z nudów przegrzebywałam stare zasoby forum i wpadł mi w oko topik kulinarny z obowiązkowym offtopem, tym razem o maśle:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=49514021&v=2&s=0
Pomyślałam sobie, że może starsza część forumowiczów zebrałaby swoje wspominki kulinarne z tamtych lat?
Paskudne masło, którym wyrównywało się deficyt tłuszczów, ubarwiając wrażenia smakowe bladą nadzieją, że jakieś witaminy w tym maśle zostały, już omówiono, podobnie jak śmierdzący olej. Dodałabym nieszczególnego uroku twaróg chuderlawy, zwykle kwaśny i kruszący się, jogurt w prostokątnych kubeczkach z krową na wieczku, który wyglądał niewiele lepiej od zsiadłego mleka i posiadał w sobie zdechłe fragmenty truskawkopodobne (nie lubiłam tego, jogurty polubiłam dopiero dłuuugo później), a także ser żółty gumowy, za to bez dziur ;) Tyle nabiałowo. Ponieważ miałam rodzinę na wsi, co jakiś czas jeździliśmy i zwykle wracaliśmy z łupami, na przykład butelkami mleka i porządnym serem, i zwłokami kury.
Pamiętam też, że lansowano wówczas różne dziwaczne przepisy, w stylu babki ze skwarek, tortu marchwiowego względnie budyniu z kalafiora. Część przepisów można znaleźć w starych książkach kucharskich. Na szczęście moja Mama nie wygłupiała się z wypróbowywaniem takich cudów.
Pieczywo nader często bywało na przykład przedwczorajsze. Sposób funkcjonowania piekarni w związku z tym pozostał dla mnie niepojęty.
W sklepach Centrali Rybnej do nabycia bywały ryby drugiej świeżości.
W celu nabycia ochłapów należało stanąć w kolejce na przykład o czwartej rano - bodajże na początku lat 80 tak było, budziłam się w ciemnościach nad ranem wiedząc, że Mama właśnie idzie zająć miejsce...
W warzywniakach królowały ziemniaki, kiszona kapusta i takież ogórki w beczkach, za to ze smutkiem stwierdzam, że jabłka, które bywały w kilku odmianach, miały normalny smak i różniły się od siebie.
Pamięta ktoś jaja wapienne i jajka w proszku? Albo zupę mleczną, którą katowali dzieci w stołówkach masowego rażenia, składającą się z mleka i kaszy gryczanej?
Pamiętam też urodziny koleżanki, w czasie których atrakcją był banan, sztuk jeden, podzielony na plasterki...