Dodaj do ulubionych

Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka

05.10.08, 12:18
Czy nie wydaje Wam się nieprawdopodobne, aby siostra matki Pyzuni
sama gnieżdżąca się w suterenie ot tak sobie wykładała kasę na chatę
dla siostrzenicy ? Jeszcze mówiąc przy tym " odłożyliśmy z Markiem
trochę pieniędzy i kompletnie nie wiemy co z nimi zrobić". Przecież
to absurd, ona sama ma dwoje dzieci, którym powinna zapewnić
przyszłość! Dalej- nagle cała reszta sióstr czuje się zobowiązana do
pomocy Pyzuni i wszystkie już chcą się składać. Co za głupoty,
czytałam tę scenę i zastanawiam się w jakim swiecie żyje MM ?
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 13:57
      Wydaje, dlugo juz tu o tym dyskutowalysmy jakis czas temu:-). Mnie sie wydaje
      oczywiste, ze skoro Ida i Marek maja jakies oszczednosci, powinni zainwestowac
      je w mieszkanie dla swojej rodziny, zapewnic jej lepsze warunki.
      Frycek powinien przyjac etat na uczelni,o ktorym o ile pamietam mowilo sie cos w
      ksiazce z pogarda, wiadomo, ze to male pieniadze. Ale mialby jakas kase i
      ubezpieczenie. Mogly w jakis sposob sobie dorabiac na pewno. Powinni z Pyza
      wynajac sobie jakas kawalerke w miescie, i juz byloby OK.
      MM w ogole nie ma zwyczaju myslec racjonalnie, mam wrazenie. Rzuca pomysly,
      ktore w danej chwili wydaja sie jej dobre i nie zastanawia sie nad tym, jaki
      bedzie ich wydzwiek. Tak jak wprowadza postaci, ktore sa potrzebne do danego
      tomu, ale nie rozwaza w szerszym kontekscie ich charakteru i motywacji, a potem
      takie postaci mocno zgrzytaja w calosci serii.
    • kadfael Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 13:57
      W takim, w którym ludzie sobie wzajemnie pomagaja. W niektorych
      duzych rodzinach tak nadal jest, że ludzie sie wspieraja.
      A z tym gnieżdżeniem sie to przesadzsz-oni przecież maja w tej
      chwili zagospodarowana cała suterenę, czyli wszystkie mieszkania,
      które tam były plus jakies piwnice czy pomieszczenia gospodarcze-
      było o tym w którejś z ostatnch książek.
      • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 14:00
        Sa granice rozsadku jednak. Dla mnie mogliby im pomoc oplacac wynajete
        mieszkanie. Czy naprawde uwazasz, ze oddawanie wszystkich oszczednosci krewnym
        jest rozsadne? Moze Ida i jej rodzina bardzo sie nie "gniezdzila", ale jednak
        mieszkanie w suterenie naprawde nie jest szczytem marzen.
        • kadfael Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 14:11
          Wiesz rozsądek, to nie wszystko. Zapewniam Cie, że sa jeszcze na tym
          świecie ludzie, ktorzy nie kieruja sie tylko zimna kalkulacja zysku
          i strat. A ja takie osoby nawet znam. Np. brata, który b. mocno
          pomaga wielodzietnej rodzinie swojej siostry. Mimo, że własna
          rodzine ma. Ale co-mógłby poslac swoje dzieci do jeszcze lepszej
          szkoły, kupic jeszcze lepsze dżinsy i jeszcze lepszy komputer. A on
          woli pomóc siostrzencom. Znam tez rodziny, które składały sie na
          wydatki jednego ze swoich członków, który akurat znalazł sie w
          trudnej sytuacji finansowej.
          Juz dawno zauważyłam, że ludzie piszący na forach GW wydawania
          pieniedzy na kogos innego niz ja sam w ogole sobie nie wyobrażaja. A
          jesli nawet, to uważaja to za zwykłe frajerstwo. Smutne to.
          • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 14:15
            Wyobraz sobie, kadfael, ze etz znamy ludzi pomagajacym innym. Nawet z wlasnego
            doswiadczenia. Mila masz wizje wspolforumowiczek, wiesz? Powiem szczerze, ze
            mocno dotknela mnie twoja opinia o ludziach z forow. Az dziwne, ze sie zadajesz
            chocby witualnie z takimi sobkami.
            Tu nie chodzi o to, ze Ida powinna wydac pieniadze na siebie, a Pyze zostawic
            bez pomocy. Chodzi o to, ze ta pomoc powinna wygladac inaczej. Nie o zimna
            kalkulacje chodzi, ale o rozsadniejsza forme. O zaproponowane przez Anutka
            powierzenie Pyzie sutereny. O zaproponowana przez mne pomoc w wynajeciu innego
            mieszkania. Ale nie rozumiem, czemu ktros ma oszczednosci zycia oddac Pyzie. Sa
            inne formy. Czy Pyza potrzebuje az takiej pomocy? Czy sami z Fryckiem, jako
            osoby dorosle, nie powinni zrobic czegokolwiek, by poprawic swoja sytuacje?
          • kochanica-francuza Wyobraź sobie kadfael... 05.10.08, 17:26
            że MOŻNA POŁĄCZYĆ:

            1. umiejętność zarabiania pieniędzy ( i to nie przez brzydki wyzysk, tylko
            talentem własnym)

            2. ich gromadzenia i liczenia

            3. z pomaganiem innym

            Dziś nie ma dżinsów "Odra". Dziś są tanie dżinsy bazarowe. A takich nosić nie będę!

            I- może cię to szalenie zdziwi - bliźnich nie oceniam po stroju ani stanie
            portfela. To ja mam mieć na dupie dobre dżinsy, inni niech robią ze swoimi
            pieniędzmi co chcą.
            • kochanica-francuza Re: Wyobraź sobie kadfael... 05.10.08, 17:26
              kochanica-francuza napisała:

              > że MOŻNA POŁĄCZYĆ:
              >
              > 1. umiejętność zarabiania pieniędzy ( i to nie przez brzydki wyzysk, tylko
              > talentem własnym)
              >
              > 2. ich gromadzenia i liczenia
              >
              > 3. z pomaganiem innym

              Obserwuję to na przykładzie rodzonej rodzicielki.
          • szprota Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 23:03
            Cytatkadfael napisała: > Juz dawno zauważyłam, że ludzie piszący na forach GW
            wydawania pieniedzy na kogos innego niz ja sam w ogole sobie nie wyobrażaja. A
            jesli nawet, to uważaja to za zwykłe frajerstwo. Smutne to.

            Przyznam, że i mnie sprawiło to przykrość. Pomijając kwestię, że nijak to się
            nie ma do tematu dyskusji, węszę w tym stwierdzeniu megauogólnienie. Mówię to z
            pozycji osoby, która z forów gazety.pl zna chyba z kilkadziesiąt osób, a z
            kilkoma, pogłębiwszy znajomość właśnie dzięki foum, utrzymuje bardzo serdeczną
            przyjaźń (moje słynne łódzkie wiedźmy). Jeślibym miała kusić się o jakieś
            uogólnienia, to raczej krytycyzm i sceptycyzm wobec prawd objawionych są
            najbardziej wspólną cechą, oraz skłonność do ciągnięcia dyskusji do, jak to
            kiedyś określiłam, imentu, ostatniego argumentu i kropli krwi , nie zaś,
            co jest nam tu imputowane, niezdrowy egoizm.

            Wracając do tematu: nie będę oryginalna w postrzeganiu Pyzy jako osoby biernej,
            już we wcześniejszych tomach, fakt, że w mowie pozornie zależnej Laury, została
            określona jako osoba płynąca z falą wzburzoną przez jej niezależną, buntowniczą
            siostrę (jakże mi, skądinąd, żal, że Laurze został wmontowany ten pęd do
            małżeństwa, implikujący moim zdaniem niewiarę w to, że kobieta może pozostać
            niezależną bez sakramenckiego "tak"). Zadziwia mnie samoczynne postawienie Róży
            na piedestale tylko za to, że wykazała się czynnością, było nie było,
            praktykowaną od zarania dziejów - powiła potomka! I tym samym przyzwolenie całej
            rodziny na rozwój jej biernej postawy i, jak trafnie określiła Anutek,
            umacnianie jej w owej wyuczonej bezradności. Rozczarowuje mnie tym bardziej
            Idusia, osoba, którą jednak postrzegamy jako nie wykazującej nadmiernego
            nabożeństwa do roli pomnikowej matki, a z komentarza narratorki dość często
            określana jako skłonna do krytyki i kąśliwych komentarzy. Czemu względem Pyzuni,
            która ów cięty, ostry charakter powinna tym bardziej irytować nie zasłużyła
            sobie na nic więcej jak "nie zapowiadałaś się na tak silną osobowość"?
            Gdzie ta silna osobowość?! W tym, że zadeklarowała dziadziowi Borejko,
            że sama
            zdecyduje, czy się Fryc z nią ożeni?!
            • szprota PS gazeta.pl a GW 05.10.08, 23:16
              To już offtopic, ale zachęcam do nabycia umiejętności rozróżnienia tych dwóch marek. Agora, jak pewnie części z nas wiadomo, jest właścicielem nieco większej ilości tytułów niż tylko Gazeta Wyborcza i witryna gazeta.pl jest odrębnym bytem tak samo jak blox.pl czy bebo.pl.
              (brzmi trochę jak szemrany marketing, ale po prostu nie lubię, jak ktoś myli markę z właścicielem. Tak samo mnie wnerwia mylenie heyah z erą czy samych swoich z plusem).
              • dakota77 Re: PS gazeta.pl a GW 05.10.08, 23:19
                No ale tak czy owak jestesmy uzytkowniczkami Forow Gazety i tak czy owak Kadfael
                raczyla nam zbiorczo przylozyc.
                • szprota Tak, oczywiście, nie przeczę 05.10.08, 23:27
                  We wcześniejszym poście się, z przeproszeniem, ustosunkowuję do jej wypowiedzi,
                  a to, jakem zaznaczyła, było tylko czepliwym odbiegnięciem od tematu.
          • croyance Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 10.10.08, 22:48
            A mnie to tez dziwi, i nie z powodow finansowych, ale
            niepedagogicznosci takiej decyzji.

            Mysle, ze wiekszosc nas tutaj zszokowana jest nie faktem szastania
            pieniedzmi, ale wydawania ich w sposob tak dziwny, niepotrzebny u
            nawet szkodliwy. Co innego pomoc, co innego takie nieracjonalne
            decyzje. Mnie nie wkurza to, ze Ida chce rozdac oszczednosci, ale ze
            w tak glupi sposob SZKODZI mlodym ludziom. Twoje argumenty to jak
            zarzucenie, ze nie popieramy dawania dzieciom heroiny, bo jest zbyt
            droga. Nie w tym rzecz.
      • anutek115 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 14:09
        kadfael napisała:

        > W takim, w którym ludzie sobie wzajemnie pomagaja.

        Taa, jasne. My żyjemy w świeciewrednych bestii gotowych podgryźć sobie gardła,
        ale MM w innym - pełnym życzliwości, gdzie ciotka obarczona dziećmi, zamiast
        pomysleć o zapewnieniu im przyszłości, ładuje oszczędności życia w leniwą
        siostrzenicę, która poza urodzeniem dzidziusia nie wykazała się niczym - ani
        rozsądkiem, ani pracowitością, ani szczególnymi (czy jakimikolwiek) talentami,
        ani bujną osobowoscią, tylko potrafi opowiadać o budce z kurczakami, oczywiście
        nie kalajac przy tym rączek żadną pracą. Cudowny przykład "bycia dobrym" dla
        tych dzieci, istotnie.

        W niektorych
        > duzych rodzinach tak nadal jest, że ludzie sie wspieraja.

        Więc może by tak "planujemy z Markiem i dziećmi przenieść się do czegoś
        większego/budować domek, może zajęlibyscie naszą suterenę"? Niechby nawet
        bezpłatnie (to znaczy, nie "sprzedamy wam mieszkanie" tylko "podarujemy", skoro
        ma być tak borejkowsko i ciepło? Ale chociaż trochę rozsądniej?


        > A z tym gnieżdżeniem sie to przesadzsz-oni przecież maja w tej
        > chwili zagospodarowana cała suterenę, czyli wszystkie mieszkania,
        > które tam były plus jakies piwnice czy pomieszczenia gospodarcze-
        > było o tym w którejś z ostatnch książek.

        Nie całą. "Medilux" też się w suterenie mieści (o ile dobrze pamiętam, a mogę
        nie, bo nie znam dobrze ostatnich części, w razie czego proszę o poprawienie mnie).
        • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 14:11
          Anutkyu, podpisuje sie pod kazdym slowem.
        • kadfael Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 14:14
          No niestety własnie taka jest wiekszośc z nas. I w dodatku sama by
          innym nie dała, ale jeszcze naskakuje na kogos kto sie podzieli. A
          co kogo, motyla noga obchodzi, co ja zrobie ze swoimi pieniedzmi?
          Nie chcesz sie dzielic nie dziel się! Ale nie pouczaj innych co maja
          robić, bo to nie Twoja sprawa (oczywiście to Ty, Twoja-to nie jakas
          wycieczka personalna-chodzi mi ogólnie o ludzi z tego typu
          podejściem do zycia)
          • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 14:17
            Wspolczuje ludzi, wsrod jakich sie obracasz. Ja na szczecie znam lepszych. Ale
            to, ze sa chetni do pomocy i dzielenia sie nie oznacza, ze odjelo im rozum. Nie
            naskakujemy na Ide, ze chce sie podzielic. Ubolewamy, ze Ida ( a raczej MM) nie
            mysli rozsadnie.
            • kadfael Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 14:41
              dakota77 napisała:

              > Wspolczuje ludzi, wsrod jakich sie obracasz.
              Których? Tych którzy potrafią sie podzielic z drugim człowiekiem?
              Tia, to rzeczywiście godne współczucia....
              Mysle, że nie znajdziemy wspólnego języka w tym wątku. Prawde
              mówiąc, myślałam, że jestem jeszcze młoda i nie spodziewałam sie, że
              powiem, kiedyś- to młode pokolenie dziś.... Ale chyba bede musiała
              wypowiedziec taki "akt strzelisty".
              Koncżąc i reasumując, bo naprawde nie widzę sensu dalszej dyskusji.
              o tempora o mores!
              • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 14:56
                Nie, moja droga. Wspolczuje ludzi, ktprzy sprawiaja ze sadzisz, ze nikt-oprocz
                ciebie- mniemam, nie dzieli sie juz z innymi. I poczekaj chwile. Wpadlas tutaj,
                oskarzylas nas o sobkostwo, nie, o absolutny brak serca, o to, ze nie dbamy o
                innych ( a na jakiej podstawie? ze uwazamy, ze sa sensowniejsze metody pomagania
                innym, niz ta Idy?), a teraz dumnie porszucasz dyskusje, rzucajac "o tempora! o
                mores"? Nie tak predko. Daruj sobie pretensjonalne akty strzeliste i lacine i
                podsykutuj z nami. Na argumenty. Biorac pod uwage nasze argumenty. Nie uciekajac
                sie do ad personam. Czyli, krotko mowiac, jak dorosli ludzie. Nie obrazajac
                wspoldyskutantow. I nie pouczajac ich takim tonem. Tym bardziej, ze jak sama
                napisalas, jestes mloda. Na jakiej wiec podstawie uzurpujesz sobie wiec prawo do
                pouczania?
                • lezbobimbo Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 15:05
                  Czyzby zaszczycila nasze snobistyczne i nieczule progi sama Pyzunia, zdrowa,
                  sprawna i przy pelni wladz, a oczekujaca, ze dzieciata ciotka kupi jej mieszkanie?

                  Nie wiedzialam, ze mlode trutnie takie obrazliwe.. ;)
                  • kadfael Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 15:23
                    To do mnie? :D dziecino jestem niedzieciata (niestety!) dosyc dobrze
                    sytuaowana mężatka ze średnim stażem małżeńskim, która nieraz
                    pomagała czlonkom swojej rodziny, i której z kolei nieraz rodzina
                    pomagała. Twoja dedukcja jest niestety do kitu! Miłego dnia zycze
                    • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 15:29
                      Ja rowniez zycze milego dnia, ale naprawde chcialabym, zebys wrocila do
                      dyskusji, w ktorej obrazilas wspldyskutantki, a potem sie wycofalas, rzucajac
                      lacinskie banaly. Tylko baredzo cie prosze, przeczytaj nasze argumenty, bo takie
                      wysunelysmy. A potem sie do nich odnies. Nie do twoich wyobrazen o maszej
                      moralnosci. Bo jak widzisz, interentowe wyobrazienia moga miec sie nijak do
                      rzeczywostosci.
                    • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 15:32
                      A, jeszcze drobiazg. Nie ejstes tu jedyna osoba, ktora i doswiadczyla pomocy od
                      innych, i pomagala innym. Tylko niektorzy uwazaja, ze pomocy sie udziela, a nie
                      szczyci na na forach.
                    • lezbobimbo Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 15:33
                      To w koncu mloda czy sredni staz malzenski?

                      Dlaczego karmienie mlodych acz doroslych, zdolnych i zdrowych pasozytów (Pyza i
                      Fryc) wlasnymi oszczednosciami wydartymi z piersi swej pelikaniej (dzieciata
                      Idusia) ma sie równac altruizmowi?
                      Ani pasozytom to na dobre nie wyjdzie (tylko ich jeszcze bardziej rozbestwi) ani
                      wlasnym dzieciom.
                      • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 15:35
                        Karmienie pasozytow, zamiast pomaganie im w stanieciu na wlasne nogi rowna sie
                        promowaniu wyuczonej bezradnosci.

                        ---
                        dakotascatsandclothes.blogspot.com
                        • lezbobimbo Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 15:42
                          dakota77 napisała:
                          > Karmienie pasozytow, zamiast pomaganie im w stanieciu na wlasne nogi rowna sie
                          > promowaniu wyuczonej bezradnosci.

                          Promocja ta wszak szechobecna u MM... niestety.
                          • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 15:45
                            A jednak chwytliwa, skoro w tym watku pomoc bezmyslna i zle ukierunkowana
                            zostaje ukazana jako jedynie sluszna;-). A ci, ktorzy uwazaja, ze i udzielanie
                            pomocy wymaga rozsadku staja sie osobami bez serca.
                            • anutek115 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 16:02
                              Pewnie, że chwytliwa - cóż piękniejszego, niż przekonanie, że ja nic nie muszę,
                              bo ktoś to za mnie załatwi?

                              Wyuczona bezradność, też o tym chciałam wspomnieć. Spotykam ją w szkole, w
                              której pracuję, już u małych dzieci widoczną, takie myślenie "należy mi się, w
                              końcu mi dadzą"... ech :-(... Może dlatego tak bardzo mnie ten motyw Jeżycjady
                              denerwuje.

                              Abstrahując od mojego braku serca, oczywiscie.
                              • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 16:05
                                Z taka postawa stykaja sie tez na kazdym kroku pracownicy socjalni- ich
                                podopieczni nic nie robia, zeby poprawic swoj i rodziny los, zwykle tylko
                                czekaja na panstwowe pieniadze. Nie przychodzi im nawet do glowy, zeby podjac
                                prace. Bo po co.
                                • meduza7 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 18:25
                                  > Z taka postawa stykaja sie tez na kazdym kroku pracownicy socjalni- ich
                                  > podopieczni nic nie robia, zeby poprawic swoj i rodziny los, zwykle tylko
                                  > czekaja na panstwowe pieniadze.
                                  ...a czasem nawet starać się o jakiś zasiłek z opieki społecznej im się NIE
                                  OPŁACA. Znałam takiego. Zawsze potrafił doskonale wyjaśnić, dlaczego mu się nic
                                  nie opłaca, a jedyne, co się opłacało, to dojenie matki-staruszki, póki nie umarła.
                        • biljana Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 12:54
                          dakota77 napisała:

                          > Karmienie pasozytow, zamiast pomaganie im w stanieciu na wlasne nogi rowna sie
                          > promowaniu wyuczonej bezradnosci.

                          otóż to, dając rybę zamiast wędki nie pomaga się naprawdę. Rybę można dać tym,
                          którzy wędki nie są w stanie utrzymać w dłoni, a do takich Fryc z rumianą
                          Pyzunią jednakowoż nie należą...
                          > ---
                          > dakotascatsandclothes.blogspot.com
                          • mmaupa Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 13:12
                            Wczoraj w TV jakis komik stwierdzil, ze jak sie da ludziom wedke, to albo
                            przehandluja ja na rybe, albo uzyja jako podpalki.
                            • limotini Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 13:28
                              Cytatmmaupa napisała:
                              Wczoraj w TV jakis komik stwierdzil, ze jak sie da ludziom wedke, to albo
                              przehandluja ja na rybe, albo uzyja jako podpalki.


                              I wiesz co? Bardzo możliwe, że miał rację.
                              Czytałam kiedyś bardzo ciekawy artykuł na temat tego, w jaki sposób pomagać
                              potrzebującym w Afryce. Artykuł podawał różne przykłady instytucji
                              charytatywnych, które starały się, nawet uczciwie, dawać biednym ludziom "wędki"
                              różnego rodzaju. Okazało się jednak, że najbardziej skuteczne (jeśli nie jedyne)
                              były akcje, które pochodziły od wewnątrz, od samych tych ludzi. Do mnie mocno
                              przemówił przykład stowarzyszenia, które nazywało się w stylu "koło byłych
                              zbieraczek chrustu", taka samopomoc dla już starszych kobiet, które nie mają sił
                              by kontynować swojego dotychczasowego zajęcia. I ta "organizacja" rzeczywiście
                              pomogła pewnej rzeczywistej liczbie osób (okazuje się, że nawet kilkadziesiąt
                              osób było wydarzeniem na dużą skalę).

                              Nie chodzi mi o to, żeby nie pomagać, bynajmniej. Ale widać wyraźnie, nawet w
                              codziennym naszym polskim życiu, że pomoc z zewnątrz bardzo malutko daje, jeśli
                              w środku nie ma "tej iskry".
                              • biljana Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 15:11
                                Właśnie takie samopomocowe "wędki" ponoć w Afryce najbardziej się udają. Różne
                                spółdzielnie, kółka itp, i co ciekawe, najlepiej zdają egzamin w środowiskach
                                kobiecych.
                                • filifionka-listopadowa Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 21:48
                                  Z zewnątrz działają mikropożyczki ale może dlatego ,że
                                  a) stworzono system wsparcia i kontroli wewnątrz środowiska (jeśli ja nie oddam,
                                  pięciu moich znajomych też nie dostanie)
                                  b)otrzymują je głównie kobiety (ogromna motywacja-często jedyna szansa na
                                  poprawę sytuacji, ogromna odpowiedzialność ale też "damskie koła wsparcia"). Z
                                  całego serca podziwiam te kobiety.
                • anutek115 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 15:05
                  To samo chciałam napisać. Aż sobie ciebie, Kadfaelu, z ciekawości wpisałam w
                  wyszukiwarkę - pięć wpisów mi wyszło w roku 2008 i 2007. Czyli nie jesteś stałą
                  bywałczynią. Pojawiłaś się, nakrzyczałaś na nas, dość jednoznacznie dałaś nam do
                  zrozumienia, że jesteśmy bandą egoistów nie widzących dalej własnego nosa... i
                  tyle? Tu naprawdę nie obowiązuje jeden wzorzec myslenia, ani jeden pogląd na
                  wszystko. Akurat w kwestii, jak to ujmujesz, dzielenia się z Pyzą większość (ta,
                  co się wcześniej, nie w tym wątku, wypowiadała) ma zdanie zbliżone do mojego i
                  Dakoty. Ale to nie oznacza, że inni zostaną banowani, naprawdę, tylko dlaczego
                  od razu przemawiac z pozycji wyższości moralnej, a i protekcjonalnie?
                  Że nie wspomnę, że nikt tu nie poweidział, że pomoc Pyzie jest idiotyczna jako
                  taka. Tylko TEN rodzaj pomocy nam się nie podoba i wydaje się, oględnie mówiąc,
                  mało prawdopodobny. Wolno nam? I nie ma się to nijak do tego, czy i jak pomagamy
                  bliźnim (oraz, w moim wypadku jeszcze zwierzątkom).
              • jhbsk Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 21.10.08, 08:48
                kadfael napisała:

                > Mysle, że nie znajdziemy wspólnego języka w tym wątku. Prawde
                > mówiąc, myślałam, że jestem jeszcze młoda i nie spodziewałam sie, że
                > powiem, kiedyś- to młode pokolenie dziś.... Ale chyba bede musiała
                > wypowiedziec taki "akt strzelisty".
                > Koncżąc i reasumując, bo naprawde nie widzę sensu dalszej dyskusji.
                > o tempora o mores!

                Chyba faktycznie nie ma sensu dyskutować. Agresja i nieuzasadnione zarzuty.
                • anutek115 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 21.10.08, 09:57
                  O, jest w tym też element humorystyczny. Kadfael, bywająca tu rzadko,
                  najwyraźniej myśli, że Dakota (do której zdaje się odnosi się powyższe, chociaż
                  do mnie może też) jest przedstwicielką roszczeniowego i pewnego bezwzględnie
                  swych racji (jak to u piętnastolatków) młodocianego pokolenia. Tymczasem ja dam
                  sobie wszystko poucinać, że jestem od Kadfaela starsza. Jestem zatem zgryźliwym
                  starym zgredem. Ale miło, że ktoś może mnie wziąć za pozbawione zasad pacholę.
                  Choćby tylko wirtualnie ;-).
          • anutek115 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 14:29
            Nie wiem, ile masz lat i czy masz dzieci. Ja jestem staruszką, która już MM nie
            interesuje jako odbiorca jej powieści i mam dzieci, i dlatego z pełną
            odpowiedzialnościa piszę, Kadfaelu, że ja bym Pyzie W TEN SPOSÓB nie pomogła nie
            dlatego, żeby sobie, jak byłaś uprzejma zasugerować, nowe dżinsy kupić. Ale
            dlatego, że muszę moje dzieci nakarmić, ubrać, lekarstwa im kupić, a i do szkoły
            z pełnym tornistrem wypadałoby posłać. Pomóc sieostrzenicy można na dziesiątki
            sposobów, niekoniecznie ładując w nią oszczędności życia. Jako zgrzybiała
            zgryźliwa baba napiszę też, że ja w osobę będącą w sytuacji życiowej Idy i
            postępującą jak Ida nie wierzę.

            Jeśli zas chodzi o pomaganie innym, to mój rodzony wuj od sąsiadów i rodziny
            dostał samochód. Bo swój stracił w wypadku, a wszyscy wiedzieli, że bardzo go
            potrzebował. I nie był to samochód ze szrotu za 500 zł, wyjaśnijmy. Więc
            nietypowo hojne gesty nie są mi całkiem nieznane. Ale nikt z tych sąsiadów i
            rodziny nie wpychał w mojego wuja wszystkich oszczędności, że już nie wspomnę,
            że mój wuj nie jest osobnikiem leżącym do góry brzuchem i liczącym na pomoc
            rodziny... jak niektórzy bohaterowie Jeżycjady.
            • verdana Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 15:05
              Mnie zastanawia jeszcze jedno. Skoro oszczednosci Idzie na nic nie
              sa potrzebne i moze je hojna ręka przeznaczyc na mieszkanie dla
              siostrzenicy - dlaczego pracuje od switu do nocy zaniedbując wlasne
              dzieci, dla ktorych nie starcza jej czasu?
              Dlaczego nie zastanowila się, ze ieszkanie w suterynie, choćby i
              luksusowej oraz ogromnej jest dla dzieci bardzo niezdrowe?
              Gdyby Ida dzieci nie miala, może sobie pracować i oszczedzać, a
              oszczednosci rozdawać. natomiast jest cos, czego nie znoszę, a co
              niestety widuje czasem - dobroczynnosć nie wlasnym kosztem, tylko
              kosztem dzieci. A to już nie jest dobroczynnosć, tylko zwykly brak
              troski.
              • lezbobimbo Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 15:14
                verdana napisała:
                > Dlaczego nie zastanowila się, ze ieszkanie w suterynie, choćby i
                > luksusowej oraz ogromnej jest dla dzieci bardzo niezdrowe?

                Ja w ogóle nie moge pojac, jak MM moze uwazac, ze ktos moze mieszkac w
                suterenie, juz od Ogorzalków i Lewandowskich poczynajac i na Idusi z drobiazgiem
                konczac. Moze to bylo codziennym widokiem w PRLu, ale dzisiaj sa nawet i w
                Polsce wszechobecne wzorce lepszego mieszkania.
                Sutereny sa sila rzeczy ciemne i zimne, bo zaglebione pod ziemia, wiec równie
                zdrowe i mile jak mieszkanie w grobie. Kiedys mieszkala w nich najubozsza
                warstwa spoleczenstwa i konczyla smutno na gruzlice.

                A sama ul. Roosevelta to jedna z najbardziej ruchliwych i zasmrodzonych arterii
                Poznania, 4 pasmowa jezdnia, z 2 liniami tramwajowymi posrodku! Masakra, nawet
                na wyzszych pietrach nie chcialabym tam mieszkac, a co dopiero na poziomie
                chodnika. Nie dosc, ze suterena, to jeszcze z widokiem na kola, nogi i wyziewy.
                Jakby to bylo realistyczne, to dzieci Idy powinny juz dawno zejsc na przewlekla
                astme z bronchitem i krzywica..
                • lezbobimbo Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 05.10.08, 15:38
                  > A sama ul. Roosevelta to jedna z najbardziej ruchliwych i zasmrodzonych arterii
                  > Poznania, 4 pasmowa jezdnia, z 2 liniami tramwajowymi posrodku!
                  > astme z bronchitem i krzywica..

                  Acha, a tuz po drugiej stronie tej wielopasmowej arterii, czyli naprzeciw
                  kamienicy z gumy i sutereny, jest wielki dól w którym jezdza pociagi na dieslu
                  prosto do Dworca Poznanskiego, oddalonego o pareset metrów...
                  Serio, nie chcialabym tam mieszkac nawet na wyzszych kondygnacjach. Ja sie
                  podduszam tylko tam przechodzac..
              • filifionka-listopadowa Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 21:53
                A kiedy to miejsce zamieszkania już pokaże swój negatywny wpływ na zdrowie
                dzieci pewnie cała rodzina będzie musiała się zrzucić na leczenie.
                Rodzina B. ma tendencję do zapominania ,że lepiej zapobiegać niż leczyć.
                Dwóch lekarzy i tylu znawców szlachetnych sentencji. To się odnosi nie tylko do
                chorób ale również edukacji seksualnej.
        • jaswedrowniczek1 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 07.10.08, 02:01

          > Nie całą. "Medilux" też się w suterenie mieści (o ile dobrze pamiętam, a mogę
          > nie, bo nie znam dobrze ostatnich części, w razie czego proszę o poprawienie mn
          > ie).

          Medilux mieścił się na pierwszym piętrze,obok mieszkania Borejków,nad suteryną.
    • weronika753 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 14:26
      Oboje (Róża i Frycek) to lebiegi pobabrane, można podejrzewać, że całe życie im
      upłynie na wyciąganiu ręki po pomoc.

      Czy jednak wyobrażacie sobie zgromadzenie rodziny Borejków, kiedy padają polecenia:
      - Róża, zakręć się i poszukaj mieszkania do wynajęcia!
      - Frycek, pójdziesz do pracy, choćbyś miał bruk na placu układać, to musisz
      utrzymać rodzinę!
      - Nie musicie oddawać dziecka do żłobka, bo my się małą zajmiemy, lecz ty
      Pyzuniu idź choćby do budki z kurczakami popracować, przecież niedawno sama tego
      chciałaś...

      • szprota Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 15:30
        "W wyobraźni wszystko się mieści", jak mawia niezrównana M.M.
        Pamiętamy Kwiat Kalafiora i wkraczającą ciotkę Felicję? Nie powiedziała lebiedze Ignacemu: wezmę dziewczynki do siebie na czas choroby Mili. Powiedziała: Pulpa do przedszkola, Nutria do półinternatu. Wsparła, nie robiąc wszystkiego za Ignaca.
        Przydałaby się taka Felicja Pyzuni i Frycowi.
        • weronika753 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 15:44
          szprota napisała:

          > Nie powiedziała lebiedze Ignacemu: wezmę dziewczynki do siebie na czas choroby
          Mili.

          Mam wrażenie, że "dzisiaj" ciotka Felicja musiałaby powiedzieć:
          "wprowadzę się do was, bo ktoś musi ci pomóc, Ignacy".

          Wiecie co? Jak nic w tej rodzinie bezradność się dziedziczy.
          Widać, że lebiegowatość i rozmymłanie idą przez pokolenia.
          I wszystko pod hasłami dziarskości, dzielności i "czuj duch!"
          • ding_yun Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 17:11
            Właśnie, Pyza przecież też niby jest "dzielna" i ma "silną
            osobowość"... Nie wiem w czym ona się przejawia szczerze mówiąc i
            nie wiem, co MM chciała pokazać, jakie wzorce wypromować (skoro tak
            ważny, jak sama twierdzi, jest dla niej aspekt wychowawczy)
            pokazując historię Pyzy. No bo o coś musiało przecież chodzić! Czy o
            pokazanie, że Róża jest dzielna bo ani przez sekundę nie skaziła jej
            głowy myśl, że istnieje opcja usunięcia ciąży? I tak się cieszy z
            dziecka jak powinna każda kobieta?

            Zasatanawia mnie jeszcze czemu ani razu podczas ciąży Róża nie
            zastanawia się nad kwestią, która mnie osobiście spędzałoby sen z
            powiek - jak rozwiąże sprawę ingerencji ojca w wychowanie dziecka?
            Tak naprawdę najgorszym problemem we wpadce często nie jest samo
            dziecko, tylko fakt, że ma się je z nieodpowiednim człowiekiem i że
            ten człowiek zawsze będzie miał wpływ na życie swojego dziecka, a
            więc pośrednio i matki. A Pyza jakby się w ogóle nad tym nie
            zastanawiała, tylko śpioszki i nowy wózek.
            • limotini Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 22:51
              Gdybym miała byc ironiczna: bo rozważania na temat miejsca
              niechcianego ojca dziecka nie są interesujące z punktu widzenia 10-14
              latki. Możliwe, że wtedy patrzy się na ciążę tylko z perspektywy
              dwóch możliwych opcji: reklamowana w telewizji aborcja albo radośc z
              możliwości kupienia takich słodkich różowych śpioszków.

              Ale dopuszczam możliwośc, że MM po prostu nie chciała rozbudowywac
              tego wątku. Może nie ma bliższych doświadczeń (czego zresztą z całego
              serca jej życzę) z nieoczekiwanymi i nie do końca zaplanowanymi
              ciążami.

              Swoją drogą nie mogę się oprzec warażeniu, że Pyza ma 16 lat. Cały
              czas muszę sobie przypominac, że ma 23 lata, wiek w którym bardzo
              wiele kobiet jest juz mężatkami ze stadkiem zaplanowanych dzieci...
            • amelia007 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 11.10.08, 21:56
              Pozwole sie wtracic w kwestii "ingerencji ojca w wychowanie
              dziecka". W "Zabie" Pyza mówi mamie Schoppe, ze Fryderyk moze sobie
              dalej robic spokojnie kariere, a one (Pyza plus Mala Mila) nie beda
              mu przeszkadzac. Czyli ten problem miala rozwiazany.
              • ding_yun ingerencja ojca 12.10.08, 13:54
                amelia007 napisała:

                > Pozwole sie wtracic w kwestii "ingerencji ojca w wychowanie
                > dziecka". W "Zabie" Pyza mówi mamie Schoppe, ze Fryderyk moze
                sobie
                > dalej robic spokojnie kariere, a one (Pyza plus Mala Mila) nie
                beda
                > mu przeszkadzac. Czyli ten problem miala rozwiazany.

                W jej mniemaniu był to być może problem rozwiązany, ale w
                rzeczywistości on jednak istniał. To, że Pyza nie chciała Fryckowi
                przeszkadzać nie znaczy, że Frycek nie zachce przeszkadzać jej.
                Jedyne co mogłoby tu "pomóc" to przekonanie frycka, żeby zrzekł się
                praw rodzicielskich, ale nie wiem czy to można zrobić tak po prostu,
                chyba jednak nie.
        • filifionka-listopadowa Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 21:54
          bardzo trafna uwaga
          • filifionka-listopadowa Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 21:56
            Bardzo trafna uwaga ding_yun.
            Bo mi się będzie to potem przemieszczać i może trafić pod posty z którymi bym
            się nie zgodziła.
            • grimma Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 22:51
              dla mnie to Idowe "nie mamy co robic z pieniedzmy" jest tylko li i wylacznie
              odwroceniem uwagi Pyzy zeby nie wahala sie przyjac pomocy. Ida mowi nieprawde
              rozmyslnie... nie wiem czemu w tych rozwazaniach traktujecie to calkeim doslownie

              poza tym w czarnej polewce mala Mila ma miesiac (nie wiem dokladnie) wiec dajcie
              spokoj tej Pyzie. jest jeszcze w pologu. urlop macierzynski trwa 14 tyg. teraz
              to najwazniejszy czas w zyciu tej calej mili i niech ja nosi, glaszcze itd.
              mnie bardziej irytuje ze w czasie jakies burzliwszej dyskusji to dziecko
              przejmuje Jozinek. totalnie sobie tego nie wyobrazam. ale to poza tematem
              • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 06.10.08, 22:58
                Tak, oczywiscie, ze slowa Idy to taka zaslona dymna. Ale Pyza nie maq 5 lat ani
                nie jest uposledzona i chyba powinna rozumiec, ze ciotka ma co zrobic z
                pieniedzmi, bo powinna je zainwestowac we walsne dzieci i ich przyszlosc.
                Polog pologiem, ale chyba rozumu nie odbiera? Zwlaszcza ze Pyza nie wykazuje
                chocby cienia depresji poporodowej, ktora moglaby wplywac na nia negatywnie.
              • anutek115 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 07.10.08, 08:42
                No pewnie, że zasłona, myślę, że większość z nas to rozumie. I z jakich postów
                wywnioskowałaś, że my się czepiamy Pyzy, bo niańczy małą Milę? Pewnie, że
                niańczy, co ma robić z noworodkiem, każda normalna kobieta niańczy swoje
                dziecko, a jak ma szczęście i nie pojawia się u niej nie tylko depresja, ale
                nawet baby blues, a w dodatku - jak Pyza - ma sporo osób, które mogą jej pomóc i
                odciążyć w opiece nad dzieckiem, to może, a nawet powinna, się tylko cieszyć.
                Pewnie odebrałas asze uwagi o rozlazłosci Pyzy w odniesieniu do połogu - nie
                będę mówic za koleżanki, ale w moim odbiorze Pyza jest potwornie rozlazła i bez
                charaktereu tak mniej więcej od osiągnięcia pełnoletności, a bezmiernie wkurza
                mnie (pardon za wyrażenie) opisywanie jej jako dzielnej, zdecydowanej i z
                charakterem. Z połogiem to nie ma nic wspólnego. Gdyby się to rozmycie w połogu
                pojawiło, to bym je rozumiała, bo co prawda połóg rozumu nie odbiera, ale
                człowiek jest jednak rozedrgany emocjonalnie i niepewnie się czuje w nowej
                sytuacji. Że nie wspomnę, że czasem go boli to i owo, to też nie pomaga ;-).
                I, Grimmo, naprawdę sądzisz, że powiedzenie dorosłej bądź co bądź osobie, chocby
                i w połogu, "nie mamy co robic z pieniędzmi, weźcie je sobie" odwróci uwagę tej
                osoby od faktu, że niezupełnie tak jest? Że ta osoba, przyjmując hojną ofertę,
                ma już całkiem czyste sumienie, bo sprytnie zmacono jej czujność?
                Ja zresztą czekam na "Sprężynę" także w nadziei, że okaże się, że Pyza odrzuciła
                tę ofertę.
                • anhes Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 07.10.08, 09:20
                  Ja zresztą czekam na "Sprężynę" także w nadziei, że okaże się, że Pyza odrzuciła
                  tę ofertę.

                  No co ty, przecież pyza była cała w skowronkach na taki obrót sprawy. Nie sądzę
                  żeby coś się zmieniło w jej podejściu, bo wydawała się dość mocno zdeterminowana
                  ku takiemu rozwiązaniu.
                  Ja raczej liczę że może okazać sie że Frycek ma przysłowiowe jaja i nie
                  skorzysta z oferty.
                  • croyance Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 10.10.08, 22:58
                    No co Ty, jesli nawet ma jakies szczatki jaj, to poprzez wejscie do
                    rodziny Borejkow zostanie metaforycznie wykastrowany.
                    • alitzja Croyance - OT książkowy 10.10.08, 23:27
                      Croyance, jak miło Cię znowu czytać na forum. Już się tu baliśmy, że
                      nasz ulubiony Krojansiarz porwał Cię gdzieś w nieznane...;)
                      I masz świetną sygnaturkę - że tak dopowiem do Twojego cytatu (bo ja
                      TO mam po polsku): "Najbardziej nieszczęśliwymi ludźmi, jakich znam,
                      są - wedle pewnych romantycznych kryteriów - ci, którzy najbardziej
                      lubią muzykę pop":-)
                      • croyance Re: Croyance - OT książkowy 11.10.08, 18:08
                        Bardzo Ci dziekuje :-) Milo mi, ze ktos zauwazyl, ze mnie nie bylo :-
                        )

                        Tak czekalam, az ktos pochwali moja synaturke ;-DDD
                      • sta-fraszka Re: Croyance - OT książkowy 08.09.09, 14:26
                        alitzja napisała:

                        > I masz świetną sygnaturkę - że tak dopowiem do Twojego cytatu (bo ja
                        > TO mam po polsku): "Najbardziej nieszczęśliwymi ludźmi, jakich znam,
                        > są - wedle pewnych romantycznych kryteriów - ci, którzy najbardziej
                        > lubią muzykę pop":-)

                        Udal sie kawalek Nickowi, nie ma co :)
              • weronika753 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 07.10.08, 09:15
                W takim razie zasłona dymna musiała być bardzo gęsta, może nawet paraliżująca
                umysłowo, bo Pyzunia nawet nie zająknęła się o zwrocie pieniędzy. Wzięła je jak
                swoje.
                Dzielną Pyzunią byłaby dopiero wtedy, gdyby serdecznie dziękując ciotce
                powiedziała że traktuje to jako pożyczkę.
                Natomiast trudno jest mówić o "dzielności" u kogoś, kto zwala na rodzinę ciężar
                odpowiedzialności za swoje życie. Krewni mają orać, gnieździć się w kilkanaście
                osób, oszczędzać, tylko po to żeby nieprzystosowana społecznie pannica ciepłą
                rączką zgarniała "należną jej" pomoc.
                • ginestra Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 01:33
                  Dziewczyny, nie wiem czy nie są to zbyt pochopne osądy, że Pyza i Frycek chcą
                  przyjąć te pieniądze tak po prostu oraz, że nie chcą pracować.

                  Wydaje mi się, że w książce jest wspomniane o tym, że Frycek jak kot z pęcherzem
                  lata i załatwia pracę, a z chwilą podjęcia jej natychmiast będzie się starał o
                  kredyt - i że już ta praca się konkretyzuje. Coś mi też świta, że nie był przy
                  porodzie Mili, bo miał wtedy rozmowę o pracę. Frycek (za którym nie przepadam)
                  jest chyba jednak przedstawiony jako facet, który nie wyobraża sobie inaczej niż
                  wzięcia ciężaru utrzymania rodziny na siebie i płacenia kredytu na cele
                  mieszkaniowe (spłacenie rodziny?). Czy coś takiego i Wy pamiętacie?

                  Ja skłaniam się bardzo do tego, żeby Pyzę też podobnie widzieć: tzn. jako osobę
                  myślącą jednak o sytuacji bytowej rodziny. Ona wspominała, że chce podjąć pracę
                  (__choćby__ w budce z kurczakami, czyli to jest tylko przykład, te kurczaki, a
                  moze to byc i inna praca, w kazdym razie mysli o tym i nie mamy danych, ze ten
                  zamiar porzuciła; zależy to oczywiście od pensji Frycka, bo jak mówiła o budce z
                  kurczakami, to myślała o sobie jako o samotnej matce raczej, a potem Frycek
                  wrócił). Ja też jestem zdania, że Róża, która myślała dużo o tym w ciąży (mam
                  nadzieję) oraz wierzy w działania Frycka rozpoczęte już podczas jej ciąży i
                  trwające, będąc w parę tygodni po porodzie, może z czystym sumieniem zająć się
                  Milą i sobą i nie mówić nic o pracy, tym bardziej, że w domyśle Frycek działa, a
                  póki co, mieszka z małą u matki i nikt jej tego nie wymawia.

                  A co do tych pieniędzy od Idy - czy nie jest tak, że Róża w jakimś monologu mówi
                  coś o pożyczce? Wydawało mi się, że coś tam było o kredycie, o tym, że Frycek
                  ich spłaci?.. Czy to moja imaginacja?

                  Ja myślę, że z tą wędką to słuszne podejście, ale na razie u nich jest zbyt
                  wiele niewiadomych i jest to zbyt "gorący" czas na to, żeby im proponować jakieś
                  "deale": Pyza jest parę tygodni po porodzie, Frycek lata na rozmowy o pracę.
                  Trzeba jeszcze chwilę poczekać, aż sprawy się przybliżą. Nie bardzo się składa
                  mówić konkretnie: pożyczymy Wam, tylko zastanówcie się jak nas zamierzacie
                  spłacić itp. Po prostu Ida chciała ją wesprzeć, to był gest mający jej pokazać
                  "nie jesteście sami, macie nas". Mnie też nie wydaje się prawdopodobne, że
                  oddałaby całe rodzinne oszczędności, jednakże młodzi mogą budzić takie odruchy
                  pomocowe i Ida mogła myśleć "my mamy z Markiem stabilnie, a ci dwoje są w
                  potrzebie, są na starcie wspólnego życia, z noworodkiem, teraz ich trzeba
                  wesprzeć, a poradzą sobie dalej" i ja wierzę, że możliwy jest (rzadko spotykany
                  w świecie wprawdzie) AŻ TAKI gest. Ja bym wolała osobiście, żeby powiedziała "na
                  razie nie martwcie sie, oddacie kiedyś tam, kiedy będziecie mogli", ale
                  rozumiem, że takie podejście jak u Idy oddającej wszystko, jest też dość możliwe
                  - choć nie racjonalne za bardzo, to na pewno.

                  Kupienie sobie mieszkania i oddanie sutereny młodym nie do końca mi się podoba,
                  gdyby wyobrazić sobie, że Ida to proponuje: jest to bardzo duże przedsięwzięcie,
                  nie wiadomo czy pieniędzy mają aż tyle odłożonych, żeby kupić mieszkanie: pewnie
                  nie, więc musieliby brać kredyt, a może nie chcą. Może wolą zostać w suterenie
                  (mimo spalin itp.) - najwyraźniej jest im tam dobrze (może z uwagi też na
                  bliskość Borejków i Lux-medu?) Oni najwyraźniej ___chcą__ mieszkać w suterenie.

                  To taka garść refleksji. Późno trochę, wiec kończę, nie wiem czy to jest dość
                  spójne, co napisałam powyżej. Na pewno trzeba zajrzeć do tekstu książki.
                  Pozdrawiam!


                  • ginestra Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 09:58
                    Chciałabym dodać, że znalazłam w książce fragment o tej propozycji Idy i w nim
                    Ida wyraźnie mówi, że jest to pożyczka, a nie prezent. Mówi to w takiej formie,
                    żeby Pyzie nie było niezręcznie ją przyjąć ( "nie wiemy z Markiem, co z tymi
                    pieniędzmi zrobić" - wiadomo, że wiedzą, ale na tę chwilę bez uszczerbku dla
                    rodziny mogą pożyczyć, bo to i tak odłożone). Ale to jest mimo wszystko
                    pożyczka. Posłuchajcie (str. 82):

                    "Odłożyliśmy z Markiem trochę pieniędzy i kompletnie nie wiemy co z nimi zrobić.
                    Pomyśleliśmy, że zainwestujemy je w coś, na przykład w ciebie. Na parę lat. Nie
                    jest to jakaś wielka suma, szczerze mówiąc jest zupełnie niewielka (...)".

                    A więc wyraźnie mówi, że to NA PARę LAT. Dalej mówi: "Gaba, to jest - twoja mama
                    - się dokłada, już to uzgodniłyśmy. Ona oczywiście też nie ma za wiele, ale znów
                    Babi chce dopożyczyć od Patrycji, której też nieźle się powodzi w biznesie
                    ogrodniczym.".

                    Potem jest mowa o tym (str. 93), że "jeszcze Nutria chce dorzucić swoje trzy
                    grosze" oraz o tym, że Baltona chce dać niepotrzebne mu cegły z siporexu, które
                    mu zostały po jego budowie."

                    Nie przekopałam się przez całą książkę, ale myślę, że widać wstępnie, że młodzi
                    to nie pasożyty:
                    1. Na życie, pampersy, wózek, śpioszki itp. mają, bo Frycek zarobił w Stanach
                    (może dostali też becikowe?). Zarobił tyle, że jeszcze mają trochę oszczędności
                    nie ruszonych (jest o tym mowa w rozmyślaniu Róży); A więc trochę pieniędzy mają.
                    2. W prezencie na nową drogę życia pieniądze chcą im dać rodzice (nie jest to
                    wcale rzadkie) oraz babcia (Babcia pożyczy od Patrycji i ona jej odda te
                    pieniądze - jako Kal Amburka na pewno da radę).
                    3. W prezencie dostaną też cegły i miejsce na działce pod budowę (może Baltona
                    chce odstąpić kawałek ziemi - jeszcze wtedy ziemia nie była tak droga, a to
                    ziemia gdzieś pod lasem, pewnie tania, może Frycek kiedyś go spłaci)
                    4. Pożyczka będzie od Idy.
                    5. Od Natalii nie wiemy, ale pewnie też pożyczka na zasadzie "jak będziecie
                    mieli, to oddacie".

                    Chyba to nie świadczy tak źle o młodych, tym bardziej, że jest wspomniane w
                    rozmyślaniu Róży, że martwi się o byt (trochę też jest o tym w rozmowie z
                    Fryckiem - martwi się, ale nie chce go dołować, więc nie mówi), a więc nie jest
                    bezrefleksyjna. Frycek się stara jak może o pracę, ambitny jest, to dostanie na
                    pewno niezłą pracę, bo zdeterminowany jest, że priorytetem jest to, że ma być
                    dobrze płatna. Chce wziąć kredyt - będzie go spłacał, a potem rodzinę. Dzięki
                    pomocy rodziny kredyt będzie mniejszy, ale i tak ich spłaci (wydaje mi się, że
                    to też powiedziane).

                    A co do dzielności Róży, to myślę, że Ida to mówi w kontekście porodu i
                    macierzyństwa (Róża sama praktycznie zajmuje się Milą, karmi ją, nie skarży się
                    na zmęczenie, brak snu, ból itp. Urodziła siłami natury, a dziecko spore było
                    (przepraszam za naturalizm, ale to pierwsze dziecko, mogła mieć nacinane krocze
                    itp.). Ida ją chwali mam wrażenie, za całokształt - może nawiązuje też do
                    wieści, że dzielnie zniosła poród (np. bez krzyku, ze współpracą z lekarzami
                    itp.?) - może takie wieści do niej doszły i teraz o tym mówi w stylu "nie
                    spodziewałam się, że będziesz taka dzielna" (może kiedyś Róża zawsze przy byle
                    skaleczeniu siała panikę?). Mi ten fragment o dzielności kojarzy się tak, że ona
                    chwali ją za ten poród właśnie i za pokonywanie własnych dyskomfortów na rzecz
                    wspaniałej opieki nad Milą, która to opieka jest widoczna. A na pewno i przeszła
                    kłopoty z karmieniem (tzw. nawał mleczny i inne, nie będę tu pisać w
                    szczegółach), kłopoty z kolką brzuszną dziecka na przykład i inne takie. Myślę,
                    że pani MM tak to chciała przedstawić, że ona tak się wspaniale odnalazła i Ida
                    ją chwali.

                    Muszę już lecieć, a więc kończę i pozdrawiam!
                    • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 10:04
                      Wiesz, ja uwazam, ze dzielnosc polega na czyms wiecej niz urodzeniu dziecka,
                      chocby i duzego i silami natury;-) Ale dziecko zostawmy na boku.
                      Ok, wiec Frycek dostanie prace i kredyt. Ale tu znow wkracza jakas niejasnosc,
                      jak dla mnie. Jak on niby ten kredyt dostanie? Przeciez to ma byc jego pierwsza
                      powazna praca. Dostanie ja najprawdopodobniej na 3-miesieczny okres probny.
                      Takim osobom kredytu sie nie daje. Poza tym ile on bedzie zarabial? Na pewno nie
                      bedzie mowy o zdolnosci kredytowej. Kolejna bajka bez pokrycia:-)
                      Nie moge teraz podjac dyskusji o pozostalych punktach, ale na pewno i ja i inni
                      do nich wrocimy.
                      • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 10:23
                        Aha, tak jeszcze tytulem uzupelnienia- jezelli ciotki chcialyby dac, a nie
                        pozyczyc Frycom pieniadze i dzialke, mlodzi zaplaca od tego wysokie podatki.
                        Tylko darowizna od rodzicow, dziadkow i rodzenstwa bylaby od tego zwolniona.
                        Ciotki wedlug prawa to juz nie najblizsza rodzina. Wiec Patrycja, jezeli jest
                        wlascicielka dzialki, powinna dac ja rodzicom, co byloby wolne od podatku, a oni
                        wnuczce;-). Gorzej, jezeli dzialka jest Baltony, bo wtedy znow pojawia sie
                        koniecznosc podatku.
                        • yowah76 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 12:54
                          To ciotki przekazuja rodzicom, a rodzice dzieciom, niby dwa razy
                          oplata za notaruisza, ale to nie tak duzo jest.
                          Dlaczego mnie nikt nie daje domku z dzialka, pytam sie, i musze
                          tyrac na obczyznie?
                          • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 12:57
                            Ja domku nie dostalam, ale dzialke tak, wiec nie narzekam;-)
                            A o tym, zeby przekazywac w taki sposob jak opisalas przeciez pisalam:-). Tylko
                            nie wiem, czy zgodze sie z tym, ze notariusz to nie tak duzo, przeciez bierze
                            stosownie do wartosci dzialki. Ja wiem, ile zaplacilam za notariusza i mile to
                            nie bylo.
                            No a cala sprawa z podwojnym przekazywaniem troche potrwa. Wszystko jest
                            wykonalne, ale nie lubie u MM tego, ze choc pisze ksiazki dziejace sie tu i
                            teraz, w naszej rzeczywistosci, w konkretnym miejscu i czasie zupelnie sie nie
                            przejmuje takimi rzeczami, jak te realia wlasnie. Gdyby pisala fantasy, to ok,
                            ale jednak zajela sie innym gatunkiem.
                            • verdana Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 13:14
                              Lekko licząc dług będą spłacać dłużej niż 10 lat, prawda? A w ciągu
                              10 lat mieszkanie będzie potrzebne dzieciom Idy. Po pierwsze nie
                              bardzo wierze we wspomaganie siostrzenicy kosztem wlasnych dzieci,
                              po drugie - jesli nawet wierzę, to nie popieram.
                    • anutek115 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 11:38
                      Jak wyżej napisałam, czekam na "Sprężynę" także w nadziei, że okaże się, że
                      młodzi nie są takimi ohydnymi pasożytami wiszącymi na rodzinie, tylko okaża się
                      ludźmi z jajami. Ale gwoli ścisłości:

                      > 1. Na życie, pampersy, wózek, śpioszki itp. mają, bo Frycek zarobił w Stanach
                      > (może dostali też becikowe?).

                      W "Żabie" jeszcze zanim powracajacy Frycuś zamajaczył na horyzoncie, Pyza mówi
                      :" Wózek mam. Śpioszki mam. Koszulki mam. Nie spakowałam tylko torby. Jeszcze
                      muszę ją sobie kupić". A Laura: "Kupiliśmy juz wózek, całkiem nowy, chociaż w
                      rodzinie jest ich kilka. Ale to tak przyjemnie kupować dziecku nowe rzeczy"
                      (przyczynek do słynnego ubóstwa Borejków, nawiasem mówiąc. Też kupowałam
                      niedawno wózek, całkiem nowy to nie jest wydatek, który w normalnej rodzinie z
                      umiarkowanym dochodem robi się dla przyjemności). Więc cała wyprawka była
                      zrobiona przed powrotem F. i przed porodem, ani chybi sfinansowana ze stypendium
                      naukowego Pyzy ;-), bo żadne becikowe nie wchodziło jeszcze w grę
                      >
                      > A co do dzielności Róży, to myślę, że Ida to mówi w kontekście porodu i
                      > macierzyństwa

                      "Ida spojrzała na siostrzenicę z uznaniem. Ma dziewczyna łeb, a do tego jeszcze
                      i charakter, to po matce albo ciotca, bez watpienia, bo przecież nie po ojcu.
                      (....)
                      - Wiesz, Pyzuniu - dodała. - nie zapowiadałaś się na tak mocną osobowość."

                      To też z "Żaby". Jak widać, Idzie chwalenie Pyzy weszło w krew, co by robiła,
                      lub czego by nie robiła (a w "Żabie" nie robi akurat nic, pozaobnoszeniem lauru
                      dzielnej samotnej matki na skroni). Mnie się raczej wydaje to kolejną odautorską
                      próbą przekonania nas, że Pyza jest bojową, młoda kobietą, a nie ciepłymi
                      kluchami - bez ciągłego o tym przypominania co niektórzy mogliby tego nie
                      zauważyć ;-).

                      A jeśli chodzi o troskę Róży o byt... to pisząc o tej budce z kurczakami, mam
                      nadzieję, żartowałaś? Przecież to była pusta gadanina! Zaś jeszcze w "Języku
                      Trolli" pada stwierdzeni, chyba też Idy: "Zanim skończysz studia, wykarmimy ci
                      je kaszką na mleku". A Laura w "Żabie": "Będę ci pilnować Mili, jak wrócisz na
                      studia". Czyli - owszem, poszukamy jakiejś pracy. Ale po studiach. Czyli za pięć
                      lat ("bo ta astronomia z astrofizyką już mi zupełnie obrzydła"). A przez pięć
                      lat... jakoś to będzie. Jest prababcia, babcia, ciocie. Obejdzie się bez budek z
                      kurczakami i mycia podłogi szmatą, z miłością myśląc przy tym o swoim dziecku.

                      No, zobaczymy, jak to w "Sprężynie" się rozwinie, ciekawa jestem bardzo.
                      • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 11:42
                        Ja tez mam nadzieje, ze Ginestra zartowala, bo uwagi o budce nie na da sie wziac
                        na powaznie. To byla tylko gadanina, pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Takie
                        ladne haselka, zebysmy mogli zobaczyc, jaka Pyza jest dzielna i madra, choc
                        wszystko raczej wskazuje na cechy odwrotne.
                        • ginestra Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.08, 10:31
                          Co do budki z kurczakami, to ja nie powiedziałam tego w formie żartu, tylko
                          odniosłam się do słów z tekstu. Po prostu zdanie wypowiedziane przez Różę
                          potraktowałam jako takie emocjonalne (= trochę egzaltowane może) wyrażenie
                          wielkiej woli poradzenia sobie w sytuacji, w której spotkała ją duża zmiana
                          życiowa i ona bardzo chce stawić jej czoła.
                          Ale i w sensie dosłownym też - dla mnie zdanie jest OK.

                          Obiecałam sobie, że nie będę w szczegółach pisać o swoich osobistych
                          doświadczeniach, ale muszę chyba zrobić wyjątek, a więc powiem tylko w zarysie,
                          że ja Różę rozumiem, w sensie wczucia się w nią, z tej przyczyny, że ja
                          przeżyłam akurat podobne doświadczenie (ciąża zaraz po maturze, ślub w trakcie
                          ciąży). Myślę, że na początku ciąży (u każdej kobiety, nawet jeśli wszystko w
                          jej życiu jest idealnie) zawsze musi minąć trochę czasu aby oswoić się ze zmianą
                          i z całą sytuacją, siłą rzeczy myśli się o nowej sytuacji przez 24 godziny na
                          dobę (ja tak miałam przynajmniej, w każdej chwili dnia) i to jest naturalne:
                          świadomość i podświadomość próbuje układać jakieś plany i wizje (choćby jeszcze
                          mgliste) dalszego życia, z samej natury rzeczy kobieta musi się jakoś w tym
                          odnaleźć i ten pierwszy czas jest dość specyficzny.

                          Tym bardziej jest to nasilone i nasycone różnymi emocjami w przypadku ciąży
                          "wpadki". W Żabie (do której nie mogę teraz zerknąć) wydaje mi się, że jesteśmy
                          świadkami tego bardzo świeżego i pierwszego czasu, gdy Róża dowiaduje się o
                          ciąży i zostaje zaraz odrzucona przez Frycka. Przeżywa różne uczucia, w tym dużą
                          dawkę lęku o to, co będzie dalej, ale próbuje też "trzymać się" i wierzyć w to,
                          w co (moim zdaniem) należy wierzyć: że Życie jest zawsze większe od nas, i że
                          mogą się zdarzyć rzeczy nieprzewidziane, niesamowite, tylko czasem trzeba
                          wytrwać, a sprawy się przybliżą. Ale na początku tej drogi wiele zależy od
                          naszego nastawienia, od naszej wiary i dodawania sobie otuchy na różne sposoby,
                          nawet mówiąc "poradzę sobie, choćbym miała pracować w budce z kurczakami". Ja to
                          odczytuję tak: "poradzę sobie - mam dwie ręce, głupia nie jestem, mogę iść do
                          ___każdej pracy___, na pewno przetrwam to i zapewnię byt mojemu dziecku". Nie
                          wiem jak inne osoby, ale ja w każdej ciąży (a przypadały one dodatkowo na czas
                          naprawdę ___bardzo trudnej___ dla nas sytuacji finansowej) miałam wrażenie, że
                          sama natura (hormony?) wyposaża mnie w takie cechy "wilczycy", która zębami,
                          pazurami, wszystkim, co ma będzie bronić dziecka i będzie się starała, żeby
                          miało to, czego potrzeba (choćby skromne, ale nie zazna głodu, zimna itp.).
                          Myślę, że dużo też takiej determinacji DODATKOWO ma młoda mama, która akurat
                          przeżywa trudną sytuację (tym bardziej chyba - osamotniona przez ojca dziecka!!).
                          A więc ja ten tekst Róży odbieram jak najbardziej dobrze i wręcz dosłownie.

                          Mnie nie dziwi w ogóle praca w budce z kurczakami. Ja w tej mojej sytuacji
                          pamiętam, że też tak zrobiłam: w ciąży pracowałam w sklepie z butami, a potem
                          także, gdy ciąża była bardziej zaawansowana, to z mężem handlowaliśmy butami na
                          kartonach na ziemi pod takim domem handlowym w Warszawie. Były to wtedy czasy
                          (zaraz po upadku komuny) gdy wielu ludzi handlowało na ulicy z łóżek polowych
                          czy kartonów. Nas nie stać było na łóżko polowe, a więc z kartonów. Czasem
                          siedziało się cały dzień (na stołeczku wędkarskim) i nic nie sprzedało, a
                          placowe trzeba było zapłacić. Mieliśmy z dnia na dzień dosłownie parę groszy w
                          kieszeni, czasem nawet nie wystarczało na zakupy żywnościowe i nie było pewne
                          czy na zakupy na drugi dzień wystarczy, ale jakimś CUDEM (bo czasem wydarzenia
                          ocierały się, w moim odczuciu o cud) coś się wydarzało i nie umarliśmy z głodu,
                          na zakupy było (typu skromne jedzenie, najprostsza chemia - parasola na przykład
                          nie miałam i był to szczyt moich marzeń; okrywałam się foliowym płaszczem,
                          później dziecko też okrywałam, bo po jego urodzeniu też mnie nie było stać, a
                          było takich rzeczy bardzo wiele, na które nie było mnie stać.) Mąż pracował też
                          jako akwizytor (oferujący w sklepach próbki towarów), rozlepiał plakaty, cały
                          czas szukał "normalnej" pracy i w końcu znalazł, ale musiało parę miesięcy
                          upłynąć, wtedy też wielkim obciążeniem był dla nas kurs prawa jazdy dla niego,
                          ale zdał błyskawicznie egzamin, kupił bardzo stary samochód "wartburg", który
                          miał z 18 lat i nie otwierały mu się okna, sypał się, nie odpalał, ale cudem
                          jeździł itp. Nie chcieliśmy obciążać (ani martwić!!!) rodziców, którzy naprawdę
                          nie mieli pieniędzy i staraliśmy się nie mówić o tym jak sobie radzimy, ale
                          radziliśmy sobie i to przekazywaliśmy rodzicom. Oni czasem nam pomogli
                          żywnościowo, jedni i drudzy i za to byliśmy im z całego serca wdzięczni. (Ślub i
                          poczęstunek dla gości w lokalu po nim wydrenował im kieszenie i byliśmy tego
                          świadomi).

                          Ja w swoim życiu pracowałam już wcześniej (w Anglii) jako sprzątaczka w domach i
                          w pizzerni i w serwisie kanapkowym i w serwisie prasującym i w innych miejscach,
                          dlatego budka z kurczakami brzmi dla mnie osobiście normalnie.

                          W przypadku Róży, która ma ogromne wsparcie rodziny, odbieram jej słowa też
                          dosłownie (budka istnieje, można pójść i zapytać), ale bardziej jako synonim
                          "jakiejkolwiek pracy", jako wyraz: "nie boję się pracy, żadna praca nie hańbi, a
                          dla dziecka zrobię WSZYSTKO". Tak rozumiem te słowa.

                          Jeśli chodzi o kwestie dzielności przy porodzie, to też bym musiała się odwołać
                          do swoich doświadczeń, ale nie będę mówić w szczegółach. Na pewno jednak uważam,
                          że można mówić o dzielności, jeśli dziewczyna przygotuje się, jest świadoma,
                          wykazuje odwagę, spokój i współpracę z lekarzami. Na przykład na plus poczytuję
                          sobie to, że bardzo dużo czytałam i przygotowywałam się z książek, ćwiczyłam
                          oddech, dowiadywałam się o wszystkie najdrobniejsze szczegóły (szkoły rodzenia
                          były wtedy nieliczne i płatne, co dla nas było zaporowe, tudzież poród
                          rodzinny), ale wiem, że może to być czymś na plus, jeśli kobieta tak właśnie
                          bardzo świadomie i mężnie przeżywa poród. I może być ona też jakoś pochwalona za
                          to - nie żeby miała tego oczekiwać, ale czasem jest chwalona. Ja otrzymałam na
                          przykład ze strony lekarzy niesamowite, spontaniczne wyrazy uznania, które
                          przechowuję w sercu do dziś. Wynikało z nich, że nie było to standardowe
                          zachowanie, z którym się spotykali na co dzień i z samych nich jakby wypływała
                          potrzeba pochwalenia mnie. Nie chcę sobie nadmiernie przypisywać dzielności, bo
                          nie trafiły mi się straszne komplikacje, tylko był to taki normalny przebieg,
                          ale swoje też przeżyłam (znieczulenia wewnątrzoponowego czy czegoś podobnego nie
                          dostałam). A więc myślę, że też bym pochwaliła za to młodą osobę w rodzinie,
                          jakbym dowiedziała się, że tak dobrze i dzielnie i świadomie przeżyła poród - a
                          nawet nie wiedząc jak przeżyła i jak ten poród wyglądał, miałabym wielką
                          potrzebę powiedzieć: "dzielna dziewczyna, na pewno się nacierpiałaś, ale zuch z
                          ciebie". Uważam to za taką ludzką, spontaniczną reakcję, w rodzinie zwłaszcza.

                          Nie będę bardziej tematu rozwijać, ale na koniec, jeszcze ze wspomnień, mam taką
                          refleksję - ciąża nie przypadkowo trwa 9 miesięcy. Jest to naprawdę spory czas,
                          żeby sobie różne rzeczy poukładać, i żeby wiele rzeczy się wydarzyło, a spraw
                          rozwiązało. Jak postawa młodych jest ku zaradności, to warto ich wesprzeć, a nie
                          stwarzać presję żeby JUŻ to było,tylko dać im czas (na znalezienie pracy itp).I
                          na pomoc bliskich mamy przecież prawo liczyć. A jak się pojawia nowe dziecko w
                          rodzinie, a młodym jest trudno, to przecież inni spontanicznie chcą się dzielić
                          tym, co mają, nawet skromnym. I ja też tego doświadczyłam - od bliskich i od
                          sąsiadów i od urzędników. A więc wiele rzeczy nie jest znanych, a potem się to
                          ładnie rozwija, jeśli się nie straci ducha. A potem nasza sytuacja poprawiła się
                          BARDZO! A więc to takie refleksje.
                          Pozdrawiam



                          • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.08, 11:31
                            Ginestro, ale dzielnosc Rozy pojawiala sie w tekscie w kontekscie silnej
                            osobowosci, a nie tego, jak poradzila sobie z porodem. A charatketu to ta
                            dziewczyna nie ma za grosz.
                            • ginestra Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.08, 12:25
                              Szanuję odmienne punkty widzenia, ale ja bym Róży tak surowo nie oceniała.

                              Zawsze można sobie wyobrazić na przykład inną postawę (też jak najbardziej
                              ludzką), na przykład załamanie Róży z powodu ciąży i opuszczenia przez Frycka i
                              leżenie całymi dniami w łóżku i płacz i rozpaczanie "co teraz będzie", "nie chcę
                              żyć", "nie dam rady".

                              Albo postawę jeszcze inną, na przykład mówienie rodzinie otwartym tekstem "no,
                              przecież możecie wychowywać własnego wnuka, krzywda Wam się nie stanie - sorry,
                              ale ja muszę skończyć studia. Jesteście moimi rodzicami, więc macie mnie
                              utrzymywać. Ignasiowi to wszystko kupujecie, Laurze też, a ja co? nie jestem już
                              Waszą córką dlatego, że zaszłam w ciążę?? I jeszcze mnie opuścił chłopak!
                              Powinniście mi pomagać. Na początek potrzebuję jakieś ciuchy, bo w czym ja będę
                              chodzić w tej ciąży?? No i wyprawkę dla dziecka. W końcu kochacie mnie czy nie?!".

                              Moim zdaniem dość obiektywne jest to, że postawa Róży, opisana w książce jest
                              poprawna.
                              Nie wiem czy są dowody na to, że ona jest zupełnie bez charakteru i jakie to
                              dowody (ale tak filologicznie, na podstawie tekstu) itp. Być może każdy ocenia
                              tę postać przez pryzmat własnych poglądów czy doświadczeń. Dobrze jednak robi
                              odwoływanie się do tekstu (o ile to możliwe). Więc i ja zostawiam margines na
                              moją niepamięć być może jakichś fragmentów, ale ogólny odbiór tej postaci mam
                              dobry (w kontekście ciąży i dziecka, mówię).

                              Trzeba chyba też wziąć pod uwagę to, że ona nie musi aż tak dokazywać
                              dzielności. Zaszła w ciążę, owszem, ale mieszka przy rodzicach i dziadkach,
                              którym dobrze się powodzi i to jest fakt i na pewno rodzina nie dramatyzuje z
                              tego powodu, tylko okazuje jej wsparcie. Róży jednak jest głupio i chce
                              przynajmniej powiedzieć na głos, obiecać to, że ona nie chce żeby utrzymywali
                              jej dziecko, że ma zamiar docelowo utrzymywać je sama. To, że to mówi, to moim
                              zdaniem świadczy o niej dobrze. Nie wiemy czy to tylko słowa. Ja myślę, że mówi
                              je z przekonaniem, i że gdyby F. nie wrócił - zrealizowałaby ten zamiar (z
                              "jakąś" pracą).

                              Osobiście myślę, że to jest akurat w miarę życiowo przedstawione w książce: Róża
                              nie jest idealna, jak z bajki - nie mówi: "słuchajcie, jestem w ciąży, ale już
                              znalazłam doskonale płatną pracę", tylko jest zagubiona, opuszczona przez
                              chłopaka, boi się, jednakże pewien kierunek myślenia się w niej już
                              krystalizuje, w stronę radzenia sobie. Po prostu jakiś czas musi minąć. Ona wie,
                              że może, że ma prawo, choćby do porodu i do paru miesięcy życia dziecka liczyć
                              na rodzinę i przyjąć od nich pomoc, bo akurat taką komfortową sytuację ma, że
                              oni mogą wyłożyć na tę wyprawkę i inne rzeczy, a więc dlaczego nie. Natomiast
                              planuje pójść do pracy (jeśli nie wróci Frycek) jak dziecko będzie już na
                              świecie. Nie wie jeszcze jaka to będzie praca i czy będzie korzystała ze żłobka
                              na przykład czy z pomocy rodziny, ale już deklaruje, że jakiś dochód będzie do
                              domu przynosiła na utrzymanie dziecka (i siebie chyba też, w domyśle). Nie widzi
                              inaczej.

                              Oczywiście matka, dziadkowie i siostry też deklarują jej wsparcie i chcą jej
                              oszczędzić zmartwień i zminimalizować dyskomfort, więc stąd teksty o kaszce i o
                              niańczeniu niemowlęcia wspólnymi siłami - też trochę może "na wesoło", chcą ją
                              pocieszyć, oderwać myśli, dać wsparcie.
                              Akurat w tej rodzinie jest to możliwe, bo choć z definicji nie są zamożni (np.
                              jak ojciec Dianki - myślę, że dla pani MM to jest obraz zamożności), to stać ich
                              spokojnie na to, żeby dzieciaka wyposażyć i utrzymać, nawet utrzymując też Różę.
                              Zauważcie, że oni nie zadają Róży pytań (chyba..., bo nie pamiętam?): "a z czego
                              utrzymasz dziecko?" Tylko przekaz jest jakby taki: "nie martw się o finanse,
                              myśl o sobie i o dziecku, o zdrowiu itp.".

                              A więc Róża MA taki komfort i zachowuje się adekwatnie do tego stanu rzeczy. A
                              dodatkowo, jest jej głupio, jeśli dziecko miałoby być na utrzymaniu rodziny, a
                              więc mówi: ja będę pracować (jakby: wierzycie mi?).

                              Jest to wczesny czas ciąży, a nawet parę miesięcy później sytuacja jest niejasna
                              (Frycek nie daje znaku życia), a więc na razie Róża skupia się na ciąży, a nie
                              na pracy, a nawet unosi się honorem i mówi pani Schoppe, że nie chce od nich
                              pieniędzy. Frycka nie ma, ona chce pokazać im, że jak ich syn nie chciał
                              dziecka, to nie będzie musiał na nie płacić. Jednakże wydaje mi się, ze z
                              czasem, po jego powrocie, jeśli powróciłby "zimny Frycek", a nie taki zakochany
                              jak widzieliśmy, to pewnie wdrożyłaby jakieś postępowanie, żeby płacił alimenty.
                              Nie wiemy tego, ale ja te niewiadome składam na karb tego, że sytuacja w książce
                              jest wciąż świeża, "nie uklepana". Może ona ma nadzieję, że jak Frycek zobaczy
                              jej postawę "nie-bluszczowatą", pełną godności, to doceni ją, przemyśli i wróci?

                              Pamiętam jeszcze, że ciężarnej kobiecie mówiło się: nie kupuj wózka, łóżeczka,
                              bo to przynosi pecha - kup dopiero jak dziecko się pojawi. Jest w tym ziarno
                              prawdy: to bardzo smutne, że tak bywa, ale tak bywa, że czasem dziecko umiera.
                              Ciężarna Róża musi to mieć gdzieś też w głowie (sama pamiętam, że tak się myśli:
                              "oby tylko zdrowo się urodziło, nic nie jest ważne, potem się zobaczy"). Róża
                              nie chce być może JUŻ eskalować sprawy pieniędzy na utrzymanie dziecka (np.
                              naciskać Schoppów o kasę). Najprawdopodobniej myśli tak, że na razie ważne jest
                              tu i teraz, np. "Będę o siebie dbać, najważniejsze niech się dziecko urodzi
                              zdrowo. A wtedy zobaczymy. Wtedy wrócimy do tych tematów. Będzie na to jeszcze
                              czas."

                              Przepraszam, że znów tyle piszę.
                              Wydaje mi się jednak, że rozumiem Różę i rozumiem panią MM, która przecież
                              doświadczyła ciąż swoich córek (czy jednej córki?) w niedawnym czasie przed
                              pisaniem Żaby czy CP. Dlatego może ma w pamięci swoją postawę, postawę rodziny
                              wobec młodej, ciężarnej mamy.

                              Ja też oczyma duszy widzę swoją córkę, gdyby np. teraz zaszła w ciążę, umiem się
                              wczuć w to, co bym jej mówiła, jak chciałabym, żeby ona się czuła w kontekście
                              ciąży i tej wielkiej zmiany w jej życiu. (Nawiasem mówiąc, dla mnie to też może
                              nie być wcale odległy temat ;) ).

                              A więc jak dla mnie to pocieszanie Róży przez rodzinę (zamożną, na mój gust!) i
                              jej samopoczucie w sprawie finansów dla nienarodzonego dziecka wydaje mi się
                              realne i prawdopodobne.

                              Ale już może dość tych wywodów. ;)
                              Pozdrawiam i nie przekonuję do swojego zdania, tylko dzielę własnym odbiorem tej
                              sprawy.

                              • jottka ale 13.10.08, 12:51
                                ginestro, ty jednakowoż, by użyć stosownej metafory, wmawiasz koleżeństwu
                                dziecko w brzuch:) innymi słowy, polemizujesz z zarzutami, które nie padły.


                                o ile dobrze rozumiem, to nikt nie krytykuje pyzy za to, że będąc w ciąży nie
                                szuka pracy. zarzut polega na czymś innym, a mianowicie na tym, że pyza wykazuje
                                dziwną bezrefleksyjność i bierność od początku ciąży (nawet traktując rzecz
                                dosłownie:), otoczenie natomiast patrzy z podziwem.


                                my zaś najpierw widzimy dziewczynę, która postępuje skrajnie głupio, traktując z
                                jednej strony seks li i jedynie instrumentalnie, z drugiej strony nie biorąc pod
                                uwagę jego najbardziej oczywistych konsekwencji. gdy zaś te się ujawnią, bierze
                                dziekankę, choć z lektury powieści wnosić można, że jest zdrowa zdolna,
                                przeszkód do zaliczenia choćby pierwszego semestru nie ma. a podstawowe
                                obowiązki pyzy to ukończenie studiów w terminie plus wyjaśnienie sytuacji z
                                ojcem dziecka dla dobra własnego i tegoż dziecka.

                                jednak w pierwszym przypadku pyza dochodzi do wniosku, że astronomia i tak była
                                bez sensu, w drugim nadyma się nagle dziwną dumą i nie chce nic od podleca. no
                                sorry, ale do obu wniosków można było dojść duuużo wcześniej, bo w sytuacji,
                                jaka jest, nie pora już na to. ale w świecie powieści nikt jakoś nie zwraca na
                                to uwagi, natomiast mamy roztoczoną atmosferę sielanki kiełkującego życia i
                                motyli na rentgenie czy jakoś tak:)


                                pyza, z tego co pisały dziewczyny, żadnego stypendium ani innych dochodów nie
                                ma, ale o potrzeby własne i dziecka troszczyć się nie musi, bo rodzina myśli i
                                kupuje za nią. to cieszy niewątpliwie, ale w tym właśnie kontekście deklaracja o
                                kurczakach jest pustosłowiem, bo pyza ma się jak pączek w maśle, więc gadać może
                                rzeczy dowolne, nie musi ich w żaden sposób potwierdzać, a aktualne obowiązki
                                pozawalała bez zająknięcia. a zostawienie tego bez komentarza w powiastce
                                edukacyjnej dla młodzieży może tąże młodzież doprowadzić do jedynie słusznego
                                wniosku - nie ma sie co przejmować, w razie czego i mnie, i przypadkowe bejbi
                                wychowa i wykarmi rodzina, a i mnie przy okazji. i to się właśnie czytelnictwu
                                starszemu wiekiem nie podoba:)
                              • uccello Fragment 13.10.08, 12:53
                                (...) Ładnie razem wyglądacie -powiedziała, oceniając sytuację
                                bystrym zielonym okiem.
                                -Jest jakaś promienna aura wokół was. Mówię to jako kobieta.
                                -Zajrzała do zawiniątka. -Jak tam malutka?
                                -Jak pączek
                                -A jak ty?
                                -Tak samo.
                                -Nic nie boli?
                                -To i owo boli, ale w normie. Da się wytrzymać.
                                -No, no, no- powiedziała ciotka ida i cmoknęła. -Kto by pomyślał.
                                Taka zawsze byłaś płaczliwa i skłonna do użalania się nad sobą.
                                Wiesz, jakoś tak ostatnio nabrałam dla ciebie szacunku. Masz
                                charakter. W dodatku świetnie się odnajdujesz w roli matki. Nie
                                każda dziewczyna to potrafi. A ty masz po prostu rękę do dzieci.
                                Mówię to jako lekarz.
                                • jottka Re: Fragment 13.10.08, 12:55
                                  uccello napisała:

                                  > A ty masz po prostu rękę do dzieci.
                                  > Mówię to jako lekarz.


                                  laryngolog?:)
                                  • uccello Re: Fragment 13.10.08, 12:59
                                    a o ręce do dzieci powinien się wypowiadać jeno ortopeda?:)
                                    • jottka Re: Fragment 13.10.08, 13:17
                                      jeśli już, to prędzej chirurg ręki, ale ten akurat argument jest tu przez idę
                                      bądź autorkę użyty wyłącznie w funkcji wzmocnienia powagi swej opinii:)

                                      stwierdzenie, czy ktoś ma, czy też nie ma ręki do dzieci, należy do dziedziny
                                      doświadczenia potocznego i oznacza tyle, ze ktoś sobie dobrze z nimi radzi, a
                                      one go lubią. dokonanie takiego stwierdzenia nie wymaga żadnej podbudowy
                                      medycznej i nie do tej dziedziny należy, dlatego to czysta retoryka. może
                                      jeszcze gdyby ida była pediatrą albo pracowała jako lekarz szkolny, to byśmy
                                      mogli związki medyczne zauważyć, ale tak to ich po prostu nie ma, a ida używa
                                      argumentu z lekarzem na tej samej zasadzie, co 'pan w białym fartuchu' w
                                      dowolnej reklamie. bardzo możliwe, że chce podnieść na duchu pyzę po porodzie,
                                      ale nie jest to szczególnie przekonujący argument za faktycznymi talentami tej
                                      ostatniej w dziedzinie dziecków:)
                                      • uccello Re: Fragment 13.10.08, 13:27
                                        Jak dla mnie to żart MM- lekuchne nabijanie się z Idy -stad klamra
                                        spinająca tę wypowiedź- Mówię to jako kobieta . Mówię to jako lekarz.
                                        • jottka Re: Fragment 13.10.08, 13:32
                                          a rzecz jasna, ale zrozumiałam, że przytoczyłaś ten fragment na potwierdzenie
                                          słów ginestry, że pyza mogła się źle czuć po porodzie. co bardzo możliwe jest,
                                          tyle że tego chyba nikt nie negował, natomiast z samego przytoczonego tekstu idy
                                          można zasadniczo o chęci wsparcia pyzy wnioskować, ale o niczym więcej.
                                          zwłaszcza że zdaje sie ta mała jako grzeczny śpioch jest przedstawiona, a nie
                                          np. kolkowy demon. pyza nie bardzo ma możliwości dowieść swych szerokich
                                          talentów na takim pojedynczym egzemplarzu.

                                          mówię jako czytelniczka:)
                              • croyance Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.08, 13:52
                                'Osobiście myślę, że to jest akurat w miarę życiowo przedstawione w
                                książce: Róża
                                nie jest idealna, jak z bajki - nie mówi: "słuchajcie, jestem w
                                ciąży, ale już
                                znalazłam doskonale płatną pracę"'

                                Ginestro, ogladalas moze 'Juno'?
                                • ginestra Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.08, 14:27
                                  Tak trochę zbiorowo Wam odpowiem.

                                  Filmu "Juno" nie oglądałam. Z grubsza wiem, że w ciążę zachodzi nastolatka i
                                  szuka pary, której chciałaby oddać dziecko do adopcji. Nie znam szczegółów czy
                                  to jej wola czy nie i czy film trzyma się psychologicznej prawdy i czy
                                  dziewczyna ma wsparcie, czy jest dojrzała (nawet w bardzo młodym wieku można
                                  dojrzeć pod wpływem doświadczeń - albo nie) itp. Poza tym każdy jest inny,
                                  nastolatka może być też bardziej lub mniej zakochana w ojcu dziecka, różne mieć
                                  myślenie, różnie to przeżywać. Dziewczyna jest tu niepełnoletnia, więc pewnie
                                  bardziej ważna w filmie jest postawa jej rodziców/ opiekunów? Nie wiem, może i
                                  obejrzę ten film. Z plakatów nie zachęcił mnie za bardzo.

                                  Co do Róży (pełnoletniej i zakochanej bardzo w ojcu dziecka - tak myślę na
                                  podstawie tego, że długo byli razem, był to jej pierwszy i jedyny chłopak, on
                                  jej wcześniej nie zawiódł, poszła za nim na studia, ciągle spędzali razem czas,
                                  na wieść o stypendium wyjazdowym chciała ich jakoś związać bardziej, żeby po
                                  wspólnej nocy była mu bliższa, żeby o niej myślał i tęsknił i wrócił do niej),
                                  otóż co do zakochanej (moim zdaniem) i pełnoletniej Róży, to według mnie
                                  otoczenie podziwia to, że ona się tak trzyma psychicznie, że nie rozsypała się
                                  po takim złym potraktowaniu przez ukochanego (będąc w ciąży, a więc w
                                  delikatniejszej sytuacji niż przy zwykłym porzuceniu), że jest zdeterminowana,
                                  żeby się nie załamać, skupić na dziecku, żeby się urodziło, już je kocha, chce
                                  mu dać całą siebie, chce zarabiać jak się ono urodzi. Dla mnie ten podziw jest o
                                  to. A później za fajną opiekę nad Milą (o kolkach nie było mowy w tekście, ale
                                  na przykład u moich dzieci kolki były w pierwszych dniach ich życia, a po paru
                                  tygodniach już nie - a więc mogła to wcześniej przeżyć niż akcja książki. Nie
                                  ważne jednak czy były te kolki - są różne aspekty, pierwszy raz Róża ich
                                  doświadcza i dobrze sobie radzi jako mama, i to z tym wielkim zachwytem - to
                                  jest moim zdaniem autentyczne w książce, ten zachwyt, wzruszenie, te rozmowy z
                                  córeczką).

                                  Studia nie są tu tak bardzo istotne (moim zdaniem), tym bardziej jeśli tego
                                  kierunku nie lubi. Ja też studia zaczęłam kiedy dziecko było większe. To moje
                                  osobiste zdanie, że w przypadku takiej zmiany w życiu jak urodzenie dziecka
                                  można też zmienić wiele innych rzeczy - studia też. Sytuacja wymaga
                                  przewartościowania wielu spraw i wyłonienia priorytetów według osobistego
                                  klucza. I to Róża robi. Poza tym początek ciąży jest taki u niektórych kobiet,
                                  że chodzenie na studia lub do pracy wtedy jest fizycznie niemożliwe. Dlatego,
                                  może Róża uznała tę dziekankę za dobry pomysł, tym bardziej, że do studiów i tak
                                  nie miała serca. Może chciała na razie zawiesić studia, a potem jeszcze raz się
                                  przyjrzeć temu tematowi.

                                  No, nie chcę ciągle tak tej Róży bronić, ale po prostu ja bym nie była dla niej
                                  taka surowa jako czytelniczka. ;)
                                  Tymczasem może już wystarczy z mojej strony tych zwierzeń i myśli. ;)

                                  Pozdrawiam
                                  • ginestra Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.08, 14:38
                                    Ach, co do Juno, to wróciłam do posta Croyance i tam był cytat z mojego posta, o
                                    tym, że to dość życiowe (według mnie), że Róża nie oznajmia "znalazłam dobrze
                                    płatną pracę", tylko jest trochę zagubiona itp.

                                    Otóż być może tak jest też w życiu - i tego nie neguję absolutnie - że czasem
                                    ktoś może przeżywać to, co Róża, ale od razu pójść na rozmowę o pracę, mieć
                                    super kwalifikacje i dostać świetną pracę i oznajmić to i tryskać energią.

                                    Jednakże chodziło mi o to, że w kontekście tej konkretnej fabuły to by było
                                    rozwiązaniem "bajkowym". Znamy Różę, wiemy, że nie ma super kwalifikacji, i że
                                    nie jest osobą bardzo przebojową itp. Miała raczej deficyty uczuciowe, a więc
                                    miała tendencję do związania się z kimś takim jak Frycek. Gdyby była taka
                                    przebojowa i w ogóle inna, to pewnie by się nie związała z Fryckiem, a jeśli
                                    już, to nie zaszłaby w ciążę w taki sposób czy coś.

                                    A więc, moim zdaniem to jest życiowe, że Róża, taka jaka jest, tak to przeżywa,
                                    a nie inaczej. Moim zdaniem u niej prawdopodobna byłaby też wersja depresyjna,
                                    ale ta wersja, którą opisała pani MM, też jest prawdopodobna. Ale to tylko moim
                                    zdaniem, zaznaczam.

                                    Może Juno sobie lepiej radziła i byłaby wzorem dla Róży? Nie wiem czy taki miał
                                    być kontekst fragmentu mojej wypowiedzi i tego filmu?
                                    Tak czy owak już chyba wszystko wyjaśniłam.
                                    Pozdrawiam
                                  • jottka Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.08, 14:42
                                    ginestra napisała:

                                    > na wieść o stypendium wyjazdowym chciała ich jakoś związać bardziej, żeby po
                                    wspólnej nocy była mu bliższa


                                    to też, prawdę mówiąc, przedziwne jest, że po 8-9 (?) latach bycia parą
                                    dowiadujemy się o nagłym ataku na cnotę frycka i to tylko po to, by wrócił zza
                                    wielkiej wody..


                                    > otoczenie podziwia to, że ona się tak trzyma psychicznie, że nie rozsypała się
                                    po takim złym potraktowaniu przez ukochanego


                                    a w tym wypadku to ja bym zadała jednak najpierw pytanie o samopoczucie faceta,
                                    na którego własna dziewczyna rzuca sie znienacka po tych 8 czy 9 latach
                                    chodzenia ze sobą, a potem on sie dowiaduje, że było to li i jedynie w celu
                                    'związania' z powodu wyjazdu oraz że będzie maluszek, prosze ja ciebie, prawda
                                    że sie cieszysz? tu akurat sie nie dziwię, że fryc miał prawo uznać pyzę za
                                    hipokrytkę i to w najbardziej osobistej sferze. ta upojna noc w takim kontekście
                                    dowodzi frycowi, że pyza ma go za letkomyślnego sk..syna, którego tylko
                                    ..piiiip-piiiip.. może zatrzymać przy kobiecie, no matko jedyna:(

                                    powodu do podziwu pyzy nie widzę, ponosi konsekwencje własnej głupoty - pomóc
                                    trzeba, jasne, ale zachwyt nad jej postawą to już przesada.



                                    > Studia nie są tu tak bardzo istotne (moim zdaniem), tym bardziej jeśli tego
                                    kierunku nie lubi.


                                    zgadza sie, ale mowa o tym, że ona do tych wniosków dochodzi w sytuacji
                                    podbramkowej! przecież to już 5.rok musiał być! wygodne to dla niej jest, nie
                                    przeczę, ale nieodpowiedzialne cokolwiek.
                                    • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.08, 15:01
                                      No wiec wlasnie. Dla mnie Pyza jest bezrefleksyjna, pozbawiona cienia
                                      odpowiedzialnosci infantylna dziewczyna. I na to mozna znalezc w tekscie
                                      poparcie, cale jej zachowanie w sprawie Frycka o tym swiadczy. Ale i tak
                                      slyszymy o jej sile ducha i rzekomej dzielnosci. Po prostu super. To sa te
                                      wzorce dla mlodziezy:-)
                                    • ginestra Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.08, 15:09
                                      Jottko,

                                      w kontekście wspólnej nocy tej pary, to ja tu raczej mam za złe Fryckowi, że nie
                                      zadbał czy nie spytał nawet o antykoncepcję i o skutki tej nocy. Że nie
                                      zatroszczył się o tak ważny aspekt ich związku i po prostu nie zatroszczył o
                                      swoją dziewczynę. Chociażby z nią o tym rozmawiając. Nie sądzę, że rozmawiali,
                                      wiedział, że robią to bez jakiejkolwiek antykoncepcji, spędził tę noc, a potem
                                      mówił o zastawieniu pułapki biologicznej. Chyba by nie mówił gdyby tak było. A
                                      tymczasem, nie wziąwszy odpowiedzialności za to, co robi, zwalił całą "winę" na
                                      Różę. Rzeczywiście dał wyraz temu, co brutalnie nazwała Laura: nie szanował jej. :(

                                      Co do sposobu myślenia Róży w tamtej sytuacji, to ja się absolutnie jej nie
                                      dziwię, w tym sensie, że dziwiłabym się, być może, gdybym była ufoludkiem.
                                      Natomiast z perspektywy tego, co widziałam w życiu, przeżyłam czy przeczytałam
                                      (chodzi mi zwłaszcza o psychologię i o zależności pomiędzy dzieciństwem danej
                                      osoby i jej zachowaniem w dorosłym życiu, często z pozoru nielogicznym, ale
                                      podległym jakiejś nieświadomej logice) to muszę powiedzieć, że są różne sposoby
                                      myślenia. Nie oceniam Róży i tak samo nie oceniałabym na przykład osoby, która,
                                      dajmy na to, związała się z alkoholikiem. Zupełnie nie dziwiłby mnie sposób
                                      myślenia taki, że na przykład były sygnały, że to będzie alkoholik, ale ona
                                      wierzyła, że on się po ślubie zmieni. W świecie ludzi takie myślenie jest jak
                                      najbardziej spotykane i jest ono na swój sposób logiczne dla danej osoby
                                      (wziąwszy pod uwagę zwłaszcza jej dzieciństwo i doświadczenia): ona ma swoje
                                      dowody na słuszność takiego myślenia i decyzji i postępuje tak, jak jej
                                      podpowiada rozum i serce.

                                      Dlatego Róża być może oceniła swoją decyzję o namówienia Frycka na seks inaczej,
                                      ale dopiero później, już z perspektywy swoich doświadczeń i wyciągnęła z nich
                                      wnioski. Jednakże na tamtą chwilę to, co robiła wydawało jej się słuszne. Przy
                                      całej słabości tego myślenia oraz w świetle późniejszych jej przeżyć trzeba
                                      dodać, że miała też i inne, te dobre cechy charakteru. Po prostu było i to i to.
                                      I w ostatecznym rozrachunku, na mój ogląd, przeważyły te cechy i te zachowania,
                                      które prowadziły ku jej większej dojrzałości. Ten kierunek jest, według mnie,
                                      bardzo ważny. Wszyscy popełniamy błędy. Czasem to są błędy straszliwe i kogoś
                                      krzywdzą i nieodwracalne. Ale czasem są to po prostu takie jak u Róży - w sumie
                                      nie takie straszne. No i dzięki temu błędowi jest na świecie Mila. To jest też
                                      moja własna logika, dlatego ja się cieszę z tego typu moich życiowych "błędów",
                                      że dzięki nim zaistniały najpiękniejsze rzeczy w moim życiu, na przykład.

                                      A więc co do oceny, to nie jest chyba tak, że można jednoznacznie oceniać. Nie
                                      ma obowiązku, żeby wszyscy myśleli tak samo. Myślę, że tam jakaś wielka krzywda
                                      nie nastąpiła. Owszem, gdyby Fryderyk nie wrócił, byłoby to krzywdą dla Mili, że
                                      nie ma ojca w jej życiu. Ale to też trudno ocenić, że za to odpowiedzialna jest
                                      Róża. Odpowiedzialni byli oboje. Róża ten swój kawałek przeżywała cały czas
                                      najlepiej jak potrafi i w dobrym kierunku i to się, moim zdaniem, naprawdę broni.
                                      Pozdrawiam
                                      • mmaupa Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 21.10.08, 00:46
                                        Jednak my nie do konca wiemy, jak to bylo z ta pulapka biologiczna - w ktoryms
                                        watku np. dziewczyny snuly domysly, ze Frycek po prezerwatywy musialby leciec
                                        kilometrami do najblizszej wsi, bo obserwatorium bylo "beyond woop-woop" czyli
                                        na zupelnym zatylczu. Mnie sie wydaje, ze, za przeproszeniem, kto uwodzi ten dba
                                        o antykoncepcje (a uwiodla Pyza, sama sie do tego nawet Idzie przyznaje). Poza
                                        tym dziewczyna powinna byc dodatkowo czujna, jako ze wpadka niesie dla niej o
                                        wiele powazniejsze konsekwencje. Nie mowie, ze Frycek jest bez winy, ale moze
                                        Pyzunia naprawde zastawila cos na ksztalt pulapki biologicznej (F: A
                                        zabezpieczenie? P: A, bo ten, kalendarzyk, tego, no - jest ok, nie przejmuj sie!
                                        F: Aha.), moze nawet nie dokonca swiadomie (w koncu te dni kalendarzykowe mogly
                                        jej sie pomylic, albo ze stresu cykl jej sie rozregulowal).

                                        Druga sprawa, to to, ze nie moge sie oprzec porownywaniu Pyzy z histeryzujaca
                                        szostoklepkowa Krystyna. Na jej tle Pyza wypada naprawde dosc dzielnie - zero
                                        oznak depresji poporodowej (Ja sie jej boje dotknac!!!), zero zwalania
                                        obowiazkow niemowlecych na bliznich... Fakt, za Roza stal caly klan Borejkow -
                                        ale z kolei Krystyna miala ustabilizowana sytuacje malzenska i zyczliwe wsparcie
                                        Zakow (a mieszkania wlasnego ani jedna, ani druga). Wiec ta dzielnosc nie jest
                                        az tak bardzo na wyrost.
                                        • anutek115 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 21.10.08, 10:09
                                          Do miasta, droga Mmaupo. Do miasta, nie do wsi. Na wsi to oni byli. To tak w
                                          ramach sprostowania od urażonej w swej dumie lokalnej patriotki torunianki ;-))))).
                                          Ale w kwestii "dzielności" - Krystyna wypada prawdziwiej, serio. Mam porównanie,
                                          bo obie ksiązki przeczytałam, jak moje dzieci się urodziły, a ja z tych
                                          dzielnych jestem (mój starszy syn był wcześniakiem kilo cukru w promocji, jak o
                                          nim mawiałam, nie tylko rodzina, ale nawet personel medyczny się pytał "Nie
                                          boisz się/nie boi sie pani go dotykać?") i Pyza wypada wręcz nienaturalnie.
                                          Nienaturalna jest też "nieobecność" małej Mili - Irenka się drze, słychać ją
                                          wszędzie, życie domu jest pod nią ustawione, i tak jest w rzeczywistości, to
                                          znaczy nie o darciu mówię, bo oba moje potomki się nie darły (bezkolkowe dzieci
                                          lubiące jeść), ale dom jest zawsze ustawiony pod nowego przybysza, póki się
                                          sytuacja nie "uklepie". A tu nic, prawie nic (o ile pamiętam). Jest dziecię, a
                                          jakoby go nie było, tylko okrągłą dobę mamunia mu czułości szerze w uszko i tuli
                                          w objęciach. Żeby nie było, zaraz ktoś mi odpisze, że zna takie bezwonne i
                                          bezdźwięczne dzieci, to piszę, że i ja znam. Ale niepokój młodej mamy i właśnie
                                          to przekierowanie życia rodzinnego na nowego małego mieszkańca jest czymś
                                          naturalnym, a w CzP kompletnie niewidocznym.
                                          Reasumując mój chaotyczny post - Pyza nie wydaje mi się dzielna, tylko źle
                                          napisana. Przede wszystkim źle napisana. I w sumie nie wiadomo, czy jest dzielna
                                          (bo może być), czy po prostu pani MM zapomniała, co to znaczy być mamą malucha i
                                          opisała wszystko nie tak...
                                          • mmaupa Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 21.10.08, 10:36
                                            Przepraszam, przepraszam, miasta!!! W grudniu sama sprawdze zreszta :)

                                            Moje rozwazania sa czysto teoretyczne, ostatnie bliskie spotkania trzeciego
                                            stopnia z niemowleciem mialam 22 lata temu. Krystyna tez mi sie wydaje o wiele
                                            prawdziwsza... Ale nie o prawdziwosci mowimy, a o dzielnosci, wiec teoretyczna
                                            Pyza jest wedlug mnie teoretycznie dzielniejsza, mimo ze ma do zabawy lalke
                                            zamiast dziecka.
                                            • lezbobimbo Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 21.10.08, 11:08
                                              Tutaj zapostuluje ;) ze latwo byc dzielna jak Pyza, kiedy maly
                                              wrzaskun taki grzeczny i nie choruje, i kiedy sie mieszka w
                                              poblazliwym domu, gdzie cala rodzina odciaza i przesciga sie w
                                              obiecywaniu kasy na domki, ani razu nawet sie nie zajaknawszy na
                                              temat przerwanych studiów; - w porównaniu do bezrobotnej Krystyny
                                              wyrzuconej w latach 70-tych na bruk i to przez to kochane dziecko
                                              wlasnie; zmuszonej mieszkac z dracym sie niemowleciem i niezbyt
                                              pomocnym malzonkiem na lasce wielkiej i chaotycznej, Zakowej ale
                                              zawsze nieznanej rodziny kolezanki ze studiów.. a jedyne osoby
                                              usilujace pomóc maja tez inne obowiazki (Cesia i Wiesia - co za
                                              rymujacy sie tandem btw;)
                                  • croyance Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.08, 14:59
                                    A nie, nie, nie, nie. 'Juno' jest wlasciwie komedia - przy czym
                                    naprawde bardzo, bardzo polecam, bo nie trzyma sie absolutnie zadnej
                                    ze znanych mi konwencji (taka Juno jest 'podobna do nikogo') ;-)

                                    I wlasnie rodzina pojawia sie w przelocie, bo Juno zalatwia wszystko
                                    sama; sama podejmuej decyzje, sama znajduje pare, a rodzinie mowi
                                    (przepraszam za spoiler): Jestem w ciazy, ale nic sie nie martwcie,
                                    mam juz wszystko zalatwione. Rodzina nie ma jej decyzje wlasciwie
                                    zadnego wplywu. Ale Juno jest naprawde wyjatkowa :-) Naprawde
                                    polecam, Ginestro.

                                    I popieram jottke - Fryderyk zostal potraktowany instrumentalnie i
                                    zwyczajnie wrednie.
                                    • ginestra Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.08, 15:18
                                      Dziękuję, Croyance, za polecenie filmu :)

                                      Na pewno lekka, komediowa konwencja sprawia, że nie traktujemy tych wydarzeń
                                      śmiertelnie poważnie, choć byłyby one poważne, gdyby miały miejsce w prawdziwym
                                      życiu. Mnie się skojarzyło, że ta Juno to taka trochę Pippi Langstrum - miło się
                                      czyta jej przygody, jest to umieszczone w konkretnych realiach, ale i tak wiemy,
                                      że jest to niezwykła postać, i że trzeba ją brać w nawias, a cieszyć się
                                      przesłaniem filmu i tej postaci, radością, którą ona wnosi, jej siłą, pogodą
                                      ducha. No, tak to sobie wyobrażam. Ale jeśli film fajny, to chętnie obejrzę -
                                      dla oglądania, a nie tyle przykładania go do życia - a zwłaszcza do psychologii
                                      młodej matki oraz uczuć dziecka, które ją "zna" od środka.
                                      Pozdrawiam
                      • paszczakowna1 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 12:09
                        > Więc cała wyprawka była
                        > zrobiona przed powrotem F. i przed porodem, ani chybi sfinansowana ze stypendiu
                        > m
                        > naukowego Pyzy ;-)

                        Zart znaczy? (Przepraszam, jakas dzis tepa jestem.) Stypendium naukowego Pyza
                        miec zadnego nie mogla.

                        A swoja droga, Pyza Pyza, ale nie wyobrazam sobie Fryderyka przyjmujacego
                        darowizne (a niechyby i dlugoterminowa nieoprocentowana pozyczke) od Borejkow. Z
                        tego co o nim wiemy, chlopak jest samotnikiem i perfekcjonista o niejakich
                        sklonnosciach despotycznych. Tacy nie lubia nikomu nic zawdzieczac, i jesli
                        Fryderyk bedzie urzadzal dom, to na pewno na JEGO zasadach. Oczywiscie, mozliwe
                        jest tez, ze sie calkowicie wycofa z tej sfery, bedzie siedzal na uczelni 14 h
                        dziennie z sobotami wlacznie, a dziecko widywal przez kwadrans (i cos mi sie
                        zdaje, ze Pyze by to calkiem urzadzalo), ale i tak z uzaleznieniem finansowym by
                        sie dobrze nie czul.
                        • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 12:12
                          Oczywiscie, ze Anutek zartowala, przeciez byl emotikon:-)
                        • anutek115 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 12:17
                          paszczakowna1 napisała:

                          > > Więc cała wyprawka była
                          > > zrobiona przed powrotem F. i przed porodem, ani chybi sfinansowana ze sty
                          > pendiu
                          > > m
                          > > naukowego Pyzy ;-)
                          >
                          > Zart znaczy? (Przepraszam, jakas dzis tepa jestem.) Stypendium naukowego Pyza
                          > miec zadnego nie mogla.
                          >

                          No pewnie, że żart!!!! Kobieta egzamin oblała, wiem, że nie mogła mieć
                          stypendium, sarkazm to był, może niewyraźnie wyartykułowany :-).
                          • dakota77 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 12:22
                            Moim zdaniem sarkazm az kapal:-)
                          • paszczakowna1 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.08, 14:19
                            > No pewnie, że żart!!!! Kobieta egzamin oblała, wiem, że nie mogła mieć
                            > stypendium, sarkazm to był, może niewyraźnie wyartykułowany :-).

                            Wyraznie, wyraznie. Ale ja przez dluzsza chwile powaznie sie zastanawialam, czy
                            przypadkiem nie bylo gdzies napisane o tym stypendium naukowym (mimo oblanego
                            egzaminu) - po wateku z e-mailem Fryderyka, nieodbieralnym ze Stanow, wcale by
                            sie nie zdziwila, a 'Zaby' nie mialam pod reka.
    • cahir4 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 12.10.08, 23:32
      Uff... Z ulgą przeczytałam wypowiedź Ginestry, bo już myślałam, że jakieś lewe
      wydanie posiadam, czy jak... Wszyscy zgodnie wieszają psy na Idzie, że
      oszczędności życia siostrzenicy oddaje (ktoś nawet zasugerował, że Pyza powinna
      zadeklarować, że potraktuje to jako pożyczkę), podczas gdy w moim egzemplarzu
      stoi czarno na białym, że Ida proponuje Różyczce POŻYCZKĘ, której termin określa
      na KILKA LAT. A wcześniej upewnia się, czy Fryderyk jest w stanie spłacać raty.
      Można się oczywiście spierać, czy to słuszne, rozsądne itd., ale, na litość -
      między darowizną a kilkuletnią pożyczką jest przecież różnica.

      Z tym, że rodzina Idy powinna opuścić oficynę spierać się nie będę, nie mniej
      przypominają mi się dwie rzeczy:
      1. W jednym z wcześniejszych tomów Ida deklaruje, że jest patologicznie
      uzależniona od rodziny i wyprowadzić się z Roosevelta nie jest w stanie. Jeśli
      więc krzywdzi w ten sposób własne dzieci, to chyba przede wszystkim winna jest
      nieodcięta pępowina - inne okoliczności nastąpiły potem.
      2. W ostatnich tomach widać, że pomijając uzależnienie uczuciowe, Idusia
      uzależniła się od rodziców, a właściwie od matki, w kwestiach
      życiowo-organizacyjnych. Pałysowie właściwie całkowicie scedowali na teściową
      opiekę nad dziećmi. Nie muszą sobie zawracać głowy przyprowadzaniem,
      odprowadzaniem, wychodzą o różnych porach dnia i/lub nocy zostawiając np. śpiące
      dzieci same, bo mają piętro wyżej babcię. Nie da się zaprzeczyć, że bez takiego
      zaplecza życie by się im nieco skomplikowało.

      Wychowywanie dzieci w ostatnich tomach Jeżycjady to zresztą inny temat.
      Jedenastoletni Józinek przejmujący od Róży płaczące niemowlę nie zrobił na mnie
      wrażenia. Ale nie mogę uwolnić się od obrazu pięcioletniego Józinka GOTUJĄCEGO
      kisiel dla siostrzyczki.
      • verdana Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 15.10.08, 16:32
        Wlasnie pozyczki absolutnie nie powinni przyjmowac. Darowizna - sama
        nie wiem, ktos daje, jestem w krytycznej sytuacji, biore , nie
        zastanawiam się, jestem bezgranicznie wdzięczna.
        Ale pożyczke na domek, czyli setki tysiecy, niech będzie dziesiatki,
        ale watpię, sa po prostu nie do splacenia przez mlode małżenstwo,
        ktore zaczyna dopiero karierę. I to już wiadomo, ze przez najblizsze
        pare lat Pyza raczej nie będzie zarabiała kokosow, a
        najprawdopodobniej w ogóle nie będzie zarabila.
        czyli - biora pożyczkę, zobowiązują się do spłaty i na 100% nawala.
        To dopiero jest nieuczciwość.
    • dakota77 "Prawie mamy domek" 15.10.08, 16:07
      Wiem, ze juz o tym byla mowa, ale tez caly watek jest powtorkowy, wiec chyba
      bedzie ok, jak to napisze:-).Przegladalam dzis CP w poszukiwaniu fragmentow o
      studiach Pyzy i Frycka, i znalazlam tez scene, w ktorej Pyza mowi do malej Mili,
      ze Frycek nie wie, ze wlasciwie maja juz domek.
      No tak, padla propozycja zbudowania domku na dzialce Baltony. Teraz co do tego
      prawie:
      -musza isc do notariusza podpisac umowe darowizny ( uzyczenia ewentualnie tez)
      -musza poczekac, az nowy wlasciciel dostanie wpis w ksiegach wieczystych ( trwa
      do bardzo dlugo czasem, ja jeszcze nie mam wpisu swojej dzialki)
      -bez ksiegi wieczystej nie dostana kredytu, a gotowki chyba na zbudowanie domu i
      wykonczenie go im nie starczy
      -jezeli nie ma planu zabudowy przestrzennej, musza wystapic o warunki zabudowy.
      To tez trwa
      -jezeli plan jest, nie musza. jak beda miec wszystkie dokumenty, musza wystapic
      o pozwolenie na budowe. A na otrzymanie go czeka sie nieraz bardzo, bardzo dlugo
      - potem to juz moze kisc z gorki, jak beda miec materialy i dostepne ekipy. Jak
      dobrze pojdzie, w rok zbuduja.
      Ale "prawie maja domek", pewnie. W okolicy, gdzie raz na godzine jezdzi pociag,
      i "chodzi" autobus. Jakby wygodniej i szybciej nie bylo jednak kupic mieszkania
      w miescie. No i gdzie chca mieszkac w czasie budowy? Jedno u swojej rodziny,
      drugie u swojej?
      • limotini Re: "Prawie mamy domek" 15.10.08, 16:59
        Dodaj do tego zaradność życiową młodych (niedoszłych jeszcze) małżonków i nagle
        "prawie" rozrasta nam się z szybkością cernowej czarnej dziury.

        Moja ciocia buduje (już prawie skończyli) dom pod Poznaniem. Opowiadała, ile
        wymagało to od nich zaangażowania. Opowiadała, jak zgłębiała wszelkiego rodzaju
        podręczniki. Jedną z informacji z tychże, jest widocznie zauważalny wzrost
        rozwodów podczas budowy domu - ponoć trzeba mieć baaardzo silny związek, żeby
        przetrwał te wszystkie szopki...
        • filifionka-listopadowa Re: "Prawie mamy domek" 15.10.08, 19:57
          Przecież oni nic nie będą musieli robić! Phi, szukacie dziury w całym, to nie
          Wharton żeby pisać całą książkę o kłopotach z budową domu.
          W "Spreżynie" okaże się ,ze Natalia między chowaniem rudzielców zrobiła studia
          prawnicze (w 3 lata) i aplikacje notarialną więc im ze wszystkim pomoże i
          "pchnie sprawę" ze pomocą znajomości, oczywiście gardząc takim załatwianiem
          czegokolwiek. Robrojek z Józinkiem odnajdą wspólna pasję budowlaną wiec zajmą
          się kłótniami z robotnikami i szukaniem materiałów. Nawet gdyby robotnicy coś
          sknocili to przecież Robrojek to naprawi! Z resztą od czego jest jeszcze Florek!
          Grzegorz kupi młodym rodzicom samochód, a elka będzie opiekować się dzieckiem
          podczas gdy Róża będzie chodzić po kuchni i rzucać deklaracje o budce z
          kurczakami. Dziecko bedzie rosło otoczone nowymi przekładami starych mędrców bo
          Frycek okaże się jakimś geniuszem na miarę Julki z "Teraz albo nigdy"*.

          * Najbardziej mi pasuje. Ten prestiż NASA, laptopy,satelity, ogromne pieniądze i
          dużo wolnego czasu.
          • croyance Re: "Prawie mamy domek" 15.10.08, 20:47
            Ja to im wiecej czytam, tym bardziej popadam w przygnebienie. Kiedys
            mozna sie bylo jeszcze identyfikowac z bohaterkami, bo to czy tamto
            im nie wychodzilo, a teraz jak czytam o tych sukcesach, doktoratach,
            stypendiach i Bog wie czym, to zimna zgroza przenika moje serce i
            czuje sie jak szara szmata, jesli ktos rozumie, o co mi chodzi.
            • filifionka-listopadowa Re: "Prawie mamy domek" 19.10.08, 20:10
              Croyance!
              Miałam tak samo jeszcze na etapie przedstudyjnym. Oni te olimpiady, piątki bez
              wysiłku, nie groził im kibel nawet w tak straszliwych klasach jak mat-fiz a do
              tego idealnie języki obce, i rozpoznawanie koncertów w radiu. A ja co?
              • ding_yun Re: "Prawie mamy domek" 19.10.08, 20:26
                filifionka-listopadowa napisała:

                > Croyance!
                > Miałam tak samo jeszcze na etapie przedstudyjnym. Oni te
                olimpiady, piątki bez
                > wysiłku, nie groził im kibel nawet w tak straszliwych klasach jak
                mat-fiz a do
                > tego idealnie języki obce, i rozpoznawanie koncertów w radiu. A ja
                co?

                Bez przesady. Stypendium ma Frycek, ale od początku było
                powiedziane, że jest to człowiek skupiony na pracy i własnych
                celach. Róża non stop miała jakieś problemy w liceum, nie tylko z
                matmy, z geografii też była słaba (nie wiedziała wszak, gdzie jest
                przylądek Hafun:)). Jak było z jej studiami wszyscy wiemy. Laura,
                poza śpiewem solowym, też się niczym specjalnie nie interesuje, na
                studia się nie dostała. Moim zdaniem wcale od genialnych ludzi się
                nie roi. Jedyny przykład jaki przychodzi mi na myśl to Elka, która w
                liceum wygrała dwie olimpiady ze skrajnie różnych przedmiotów, a do
                tego jeszcze opanowała języki obce.
                • croyance Re: "Prawie mamy domek" 21.10.08, 14:10
                  A Laura spiewajaca anielskim glosem? A Aniela slynna aktorka? Kozio
                  slawny rezyser? Mila znana dramatopisarka? Gaba profesor? Hajduk na
                  stypendium?

                  Zwlaszcza Mila mnie dobila; ot, tak sobie miedzy zamiataniem i
                  gotowaniem zupy przysiadla i cos skrobnela - nikt nawet nie
                  zauwazyl! - i juz wielka slawa.

                  Jest jakis przymus, ze trzeba byc znanym w swoim zawodzie? Nie moze
                  ktos byc po prostu filologiem-filologiem, musi byc od razu
                  autorytetem w swojej dziedzinie?
                • filifionka-listopadowa Re: "Prawie mamy domek" 22.10.08, 22:12
                  "Szóstki od góry do dołu" Laury i Róży w podstawówce, Kozio olimpijczyk, Elka
                  poza olimpiadami same piątki, Natalia na polonistyce same piątki i matura z
                  wyróżnieniem... Tylko Brulion był prawdziwy względem sukcesów szkolnych.
                  • lezbobimbo Re: "Prawie mamy domek" 23.10.08, 13:17
                    Hej a Pulpa oblewajaca z wielkim hukiem i histeria swa mature? I Baltona,
                    równiez zmagajacy sie z matura czy ze studiami bodajze?

                    Aniella, zanim stala sie slawna aktorka, przezyla tez upokorzenie niedostania
                    sie na studia teatralne (dlaczego? Przeciez byla naturszczykiem.. moze
                    znajomosci nie miala?) i nie wiadomo po co dostala sie na ASP (swoja droga
                    beztrosko i latwiutko, nie to co Julia n.p.) i jeszcze nie wiadomo po co
                    wytrzymala tam az do dyplomu..
                    Zreszta w zawodzie aktorskim zdobycie slawy nasuwa samo przez sie.

                    Gaba nie jest profesorem tylko jakims docentem czy czyms podobnym? (nastepna
                    tajemnica: jaki stopien naukowy ma nasza sw. poznanska?)
                    Bernard tez nie jest znanym na cala Europe i rozrywanym artysta, tylko kurem
                    domowym, od czasu do czasu chalturzacym cos na zamówienie, przy jednoczesnym
                    oporzadzaniu swoich dziwnych synów.. (tutaj za to tez bryluje - jak gotuje, to
                    niezrównanie).

                    Ale zgadzam sie, ze niebywale sukcesy reszty sa nieco nierealne. Ze jak Laura
                    spiewa, to od razu niebiansko a uczy sie na same szóstki, Elka niezwyciezona
                    chociaz rozbestwiona, na Belle nie ma silnych (i jezyki i nauka i karate i
                    rzemioslo hydrauliczne) Kozio olimpijczyk itd.
                    Najbardziej jaskrawym przykladem (rzecz jasna) jest nasza znana i lubiana Mila,
                    tajemniczy dramaturg na skale Mrozka miedzy zupka, sprzataniem oraz wypasaniem
                    150 wnuczat za swe córki. I slawna na cala Polske, a jednak ukrywajaca slawe i
                    sztuki przed wszedobylska rodzina siedzaca jej na glowie..
                    • lezbobimbo Re: "Prawie mamy domek" 23.10.08, 13:23
                      Acha, i jeszcze Danusia sie naukowo obijala - kiedys zreszta juz pisalyscie o
                      lekkiej niewiarygodnosci tego, ze przez kilka dni rodzina Zaków wtloczyla jej
                      caly roczny program do glowy, co z tego, ze przedwojenny inzynier dziadek i
                      inzynier maszyn Zaczek?

                      I Gaba miala tez za mlodu klopoty z fizyka! Pieróg tylko raz dal jej dobry
                      stopien. Chociaz miala rzekomo meski umysl wg. Ignaca (wychlostac go) a potem
                      dopiero stala sie betonowa ostoja calych Jezyc.
                    • soova Re: "Prawie mamy domek" 23.10.08, 13:43
                      lezbobimbo napisała:


                      > Aniella, zanim stala sie slawna aktorka, przezyla tez upokorzenie niedostania
                      > sie na studia teatralne (dlaczego? Przeciez byla naturszczykiem.. moze
                      > znajomosci nie miala?) i nie wiadomo po co dostala sie na ASP (swoja droga
                      > beztrosko i latwiutko, nie to co Julia n.p.) i jeszcze nie wiadomo po co
                      > wytrzymala tam az do dyplomu..

                      MM sama skończyła grafikę warsztatową ma ASP, więc może wysyłając Anielę na tę uczelnię brała pod uwagę ewentualność, że będzie opisywać sytuacje związane z jej studiami, więc byłoby jej łatwiej opisywać znane (w dużym odstępie czasowym oczywiście, ale znane) realia studiowania tamże?

                      > Gaba nie jest profesorem tylko jakims docentem czy czyms podobnym? (nastepna
                      > tajemnica: jaki stopien naukowy ma nasza sw. poznanska?)

                      W tomiku Seneki, który zabiera ze sobą Laura w podróż do Torunia (rok 1999) jest pieczątka "dr hab. Gabriela Stryba". Może zatem w chwili obecnej jest ona już profesorem, niekoniecznie belwederskim, bo do tego trzeba mieć doktorantów, ale profesorem swojej uczelni?
      • sowca Re: "Prawie mamy domek" 15.10.08, 21:55
        Hm... no nie byłabym taka pewna, że mieszkanie w mieście opłacałoby
        się bardziej. To był już ten czas kiedy ceny mieszkań gwałtownie
        poszły w górę. Pulpa zaoferowała Frycom miejsce na swojej działce,
        więc ten koszt odpadał. Florkowi zostały jakieś materiały budowlane,
        to też zmniejszało sumę potrzebną na wybudownie domu. Poza tym oni
        pewnie nie wybudowaliby raczej wielkiej willi, tylko nieduży,
        jednopiętrowy domek (stoi takich pełno w mojej dzielnicy). Myślę, że
        w sumie ta budowa mogła im się opłacać bardziej, a Frycowie
        wychowani w ciasnocie na pewno woleliby dom niż np. kawalerkę.
        Gdzies musieli przecież mieszkać, a że Ida im zaproponowała tę
        pożyczkę, to się nie wahali ;)
        • dakota77 Re: "Prawie mamy domek" 15.10.08, 22:11
          Wiesz, ja tez wolalabym domek za miastem i mam zamiar taki w dosc nieodleglej
          przyszlosci zbudowac. Inna rzecz, ze moj ma byc w miescie, choc w spokojnej
          okolicy. I niedaleko od sklepow i innych zdobyczy cywilizacji, ktorych oni
          byliby raczej pozbawieni. I nie aspekt finansowy mnie niepokoi- bo nawet te 160
          m.kw., ktore my chcemy wybudowac, bedzie tansze niz duzo mniejsze mieszkanie w
          Warszawie na przyklad. Ale budowa domu potrwa, to raz, a dwa, jak pisalam, zycie
          poza maistem nie bedzie latwe dla rodzicow malego dziecka. I tu moim zdaniem
          wygrywalaby kawalerka- gotowa, ewentualnie do drobnego remontu, blisko sklepow,
          zlobka i lekarzy, a do tego rodzinie latwo byloby tam dojechac, zeby im pomoc.
          • ananke666 Re: "Prawie mamy domek" 21.10.08, 01:57
            A moim zdaniem kawalerka przegrywa. Mimo wszystko. Trzy osoby w jednym pokoju, z tego jedna malutka i bywa, że rozdarta, to jest wstęp do niewielkiego horrorku i tylko patrzeć, aż dorośli zaczną się zagryzać. Ja wiem, że są tacy, co to w jednej izbie bez kuchni i łazienki i ośmioro wychowali, ale nie znaczy to, że uważam to za normalne i wskazane. Przy małym dziecku drugie pomieszczenie to błogosławieństwo.
            Domek na wsi to nie jest jedyna możliwość przecież. To już lepiej się pomęczyć z rodziną na karku, aż geniuszek złapie jakąś przyzwoitą pracę, a kwotę, tak rozrzutnie wyasygnowaną przez ciotki potraktować jako wkład i kupić mieszkanie na rynku wtórnym np. na przedmieściach i bliżej do cywilizacji, chociaż na wsi też ludzie z dziećmi mieszkają, żyją i dobrze się mają. Szybciej by coś takiego wyszło niż budowanie domu. Żreć co mają, na głowy im się nie leje, pod mostem nie śpią, czas jest. I tak musieliby czekać, aż dom się wybuduje i swoje odstoi, do wilgotnego stanu surowego przecież się nie wprowadzą.
            Pomoc rodziny i tak byłaby potrzebna właściwie tylko w przypadku, jeśli Pyza poszłaby do pracy. Młoda matka pomocy potrzebuje, owszem, ale na samiutkim początku, zwłaszcza, jeśli w połogu ledwo łazi - tak przynajmniej wynika z mojego własnego doświadczenia. Od matki niemowlęcia i tak chyba nikt by nie wymagał, żeby od razu ze śpiewem na ustach przystępowała np do remontu i własną piersią.... pardon... własnymi ręcami wykańczała lokum.
            • dakota77 Re: "Prawie mamy domek" 21.10.08, 06:14
              Ja sie przeciez nie upieram przy kawalerce wlasnie, zgadzam sie, ze wieksze
              lokum byloby lepsze. Tylko uwazam, ze powinni wlasnie tak jak piszesz poczekac
              jeszcze z inwestycjami w domek:-)
        • lezbobimbo Re: "Prawie mamy domek" 23.10.08, 13:38
          >sowca napisała:
          > Florkowi zostały jakieś materiały budowlane,
          > to też zmniejszało sumę potrzebną na wybudownie domu.

          Ale ile moglo mu tych materialów pozostac?
          Jakos nie wierze, ze resztki po domu Pulpy i Baltony tak bardzo mogly zmniejszyc
          koszty budowy calkiem nowej chalupy dla Frycopyzy, z wylewaniem fundamentów,
          wierceniem studni, zakladaniem kanalizacji (budowa szamba?), elektrycznoscia,
          izolacja i innymi szopkami.
          Ze niby Baltona tak tylko trzymal (w stodole?) dla zabawy setki worków cementu,
          cale kopce Rockwool, druty zbrojownicze, cegly, dachówki, belki nosne itd. i tak
          z dobrego serca oddal wszystko nieodplatnie leniwym molodyciom, bo do swego
          wlasnego domu sam oczywiscie nic nie potrzebuje?

          Nie mówiac juz o tym, ze powyzsze szopki (fundamenty, studnia, elektryka,
          dekowanie itd) wymagaja jednak zatrudnienia chocby minimum
          fachowców-budowlanców.. (pomijajac juz architekta, skoczybruzdów, papiery i
          upierdliwosci urzednicze, o których juz pisalyscie).

          Juz chyba taniej wyszloby kupienie po prostu tego calego domku, gotowego, na wsi
          (pewnie letniskowego ;) i ocieplenie go.. albo odkupienie jakiejs ruiny od
          malorolnej mlekodajnej babci i lekkie odnowienie (wyobrazilam sobie szczesliwa
          Pyze z dziatwa w odnowionym, murowanym kurniku.. a jednak skonczylaby w tej
          nemezis, budce z kurczakami ;) - a Fryc by dojezdzal z tej swojej Nasa
          warszawskiej :P
          • dakota77 Re: "Prawie mamy domek" 23.10.08, 13:48
            Otoz to. My sie co prawda jeszcze nie budujemy, ale mam nadzieje, ze w
            niedalekiej przyszlosci bedziemy, wiec jestem raczej na biezaco ze sprawami
            budowlanymi. I jakos ciezko mi uwierzyc w te resztki, ktore pozwola juz malo co
            do domu dokupic;-)
    • seidhee Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 14.09.09, 15:54
      Wątek z domkiem dla Pyzy wkurzył mnie najbardziej z całej Jeżycjady. Kiedy
      czytałam ten tom, byłam jeszcze młoda;) i mieszkałam z rodzicami, byłam na 4
      roku studiów i pracowałam na kawałek etatu kombinując, jak to zrobić, żeby się
      wyprowadzić. A tu MM wyciąga królika z kapelusza - złożymy się na domek! NA
      DOMEK! a ja wciąż na nowo liczyłam, liczyłam, liczyłam... kiedy mnie i mojego
      chłopaka będzie stać na wynajęcie pokoju >:-( Że o dziecku nie wspomnę, od
      tamtej pory minęło parę lat, oboje pracujemy na pełne etaty, a nadal nie możemy
      sobie pozwolić na bobasa.
      Inna sprawa, że skoro z Frycka taki genialny stypendysta, to czy rzeczywiście
      miałby takie trudności ze znalezieniem pracy?
      • ding_yun Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 14.09.09, 16:14
        Trudności to Frycek chyba nie miał ze znalezieniem pracy, może co najwyżej
        chciał przyjąć coś, co naprawdę zadowalałoby jego ambicje, a nie byle jaką
        posadę. Kokosów z pracy naukowej w Polsce raczej nie ma. Gdyby Fryderykowi
        zależało na pieniądzach, to mógłby się zająć bankowością inwestycyjną, ale nie
        jestem pewna, czy na taki zawód jest miejsce w Jeżycjadzie. To znaczy właściwie
        jestem pewna, że nie ma.
      • lezbobimbo Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 15.09.09, 14:58
        seidhee napisała:
        >A tu MM wyciąga królika z kapelusza - złożymy się na domek! NA
        >DOMEK!

        I jeszcze domek ma byc wybudowany (zapewne przez tego krolika) od
        fundamentow za praktycznie darmo, z rzekomych resztek florkowych,
        jak to sie juz z luboscia pastwilam wczesniej :P

        > Inna sprawa, że skoro z Frycka taki genialny stypendysta, to czy
        rzeczywiście> miałby takie trudności ze znalezieniem pracy?

        Skoro MM sprawila, ze stypendysta NASA dorabial w USA na stacjach
        benzynowych (LMAO) to dla jej logiki nic nie straszne :)
        Byc moze wydawalo jej sie, ze w USA to panie dzieju, tak samo bida
        piszczy na uniwersytetach ;) i dlatego domek to ze skladek
        rodzinnych sobie postawia, jak to wypada ubogim naukowcom..
        • lutecja4 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 16.09.09, 07:17
          po małym remoncie w moim niewielkim mieszkaniu mogę się dopisać do słów krytyki
          pani MM i jej wizji świata
          poza tym nawet jeśli wybudowali by "niewielkim" kosztem mały domek, to niech mi
          ktoś pokaże, jakim cudem możliwe jest wykończenie takowego równie niewielkim kosztem
          swoje mieszkanie kupowałam 10 lat temu, jeszcze przed wielkim skokiem cen
          nieruchomości w Polsce, a i tak ponad rok jeszcze mieszkałam z rodzicami, bo
          chciałam mieć w nim jakieś podłogi, pomalowane ściany i choć kilka mebli
          mogę uwierzyć,że mały domek poza wielkim miastem to koszt porównywalny z ceną
          mieszkania w tymże mieście, ale nie uwierzę,że jest to koszt
          niewielki,szczególnie dla rodziny, która nawet na wakacje nie wyjeżdżała, bo "za
          drogo"
          • rudzik85 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.09, 12:50
            seidhee napisała:
            >A tu MM wyciąga królika z kapelusza - złożymy się na domek! NA
            >DOMEK!!
            Podpisuję się obiema ręcami i nogami pod tym co napisała seidhee.
            Śmiem twierdzić, że sytuacja materialna mojej rodziny jest ciut
            lepsza- nie siedzimy wszyscy na kupie w gumowym mieszkanku, czasem
            wyjeżdżamy na wakacje (aż mi wstyd- takie burżujstwo). Ale na dom
            zebrać od rodziny- nierealne. Tym bardziej mnie wkurza, ze MM dom
            budowała, a pisze jakby trochę "siporeksu" rozwiazywało problem. Ile
            ta Ida ma mieć zbednych oszczędnosci? 100 kawałków? Bo mały domek to
            lekką rączką 200, a i boom budowlany w czasie pisania powieści...
            Aktualnie przerabiamy z mężem plany na "swój własny kąt"- nie
            powiem, cieżko jest. A my dziecka nie mamy wiec teoretycznie jest
            nam łatwiej.
            A może by tak....zajsć jednak w ciążę? Hmmmm ciotka globtroterka
            oddałaby swoje oszczędnosci na podróż życia jako "niepotrzebne". Co?
            Dobry interes?
          • rudzik85 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 13.10.09, 12:54
            Jeszcze jedno- nie wierzę, ze ktokolwiek, a juz zwłaszcza wyniosły
            Frycek zniósłby, że rodzina żony fundnęła to, co normalnie jest
            dorobkiem zycia- och jaki on musiałby być im do usr$%&#*j śmierci
            wdzieczny! Moze nawet znosić subtelne, jak to w rodzinie, docinki z
            tego tytułu?
            Baaaaardzo cieszę sie, ze jednak MM w "Sprężynie" dała sobie spokój
            z tym pomysłem i Fryce emigrowali
            • marslo55 Re: Mieszkanie Pyzuni i Fryderyka 14.10.09, 16:35
              Nie, nie - wg Fryca to Pyza wraz z rodziną powinna być dozgonnie
              wdzięczna, bo przecież Fryc dobrowolnie dał się złapać w pułapkę
              biologiczną. Za powrót do zaciążonej Pyzy należał mu się dożywotni
              wikt i opierunek z domkiem w pakiecie, czy nie tak?
              • iwoniaw Nie rozumiem tego szkalowania Fryderyka 14.10.09, 17:49
                No nie zachował się na wieść o ciąży entuzjastycznie, fakt, ale też przesadą
                jest twierdzić, że jemu ktokolwiek cokolwiek ułatwiał. A koniec
                końców jednak wrócił do Róży i dziecka z własnej woli i jakoś się ogarnął, a
                nawet zabrał rodzinę z zasięgu toksycznej rodzinki.
                Celowo nie wspominam tu o braku kontaktu podczas ciąży/ stypendium, bo cała
                sprawa opisana jest dość mętnie, a w niektórych aspektach (zmiana(???) maila)
                wręcz bezsensownie, więc właściwie nie wiemy o co chodzi (chciał czy nie chciał
                się kontaktować, co na to Pyza, dlaczego i jak - to tylko domysły).
                • hopdoprzodu pokój Pyzy i Fryca 22.10.09, 14:16
                  Nie wiem czy zwróciłyście uwagę, na to, że zarzuciwszy plany budowlane Pyza i
                  Fryc około 2 lat mieszkali z Milą w ... mieszkaniu przy Roosevelta. W Sprężynie
                  mowa jest o tym, że ich ślub odbył się trzy lata wcześniej, zaś od roku
                  mieszkają w Oksfordzie, w związku z czym "opustoszał ICH boczny pokoik".
                  No żesz!!!!!!!! Znowu nie można było nic oryginalniejszego wymyślić, tylko
                  dopychać kolejnych lokatorów. No i ciekawe, jak się układały stosunki Fryca z
                  Seniorem Rodu przez te 2 lata. Już dobrze, bo po ślubie?
                  Ech...

                  Pozdrawiam
                  • iwoniaw Rety, NIE zwróciłam uwagi 22.10.09, 16:33
                    I szczerze mówiąc mam nadzieję, że ten pokój opustoszał wcześniej (po ślubie
                    znaczy najpóźniej), że oni gdzieś tam pomieszkiwali w wynajętym zanim do tego
                    Oksfordu wybyli. Bo jeśli nie, to nie wyobrażam sobie, jak to było z dwulatkiem
                    jeszcze, pal sześć Fryca.
                    • ding_yun Re: Rety, NIE zwróciłam uwagi 22.10.09, 17:03
                      Ja też nie.
                      Jak mogłam to przeoczyć??
                    • taria Re: Rety, NIE zwróciłam uwagi 22.10.09, 17:54
                      Mnie akurat dwulatka dziwi tutaj dużo mniej niż Frycek. Bo tak na
                      logikę: w pokoju w którym mieściły się dwa tapczany nastolatek i
                      biurko, zmieści się tapczanik dla samotnej mamy i łóżeczko dziecięce,
                      może nawet rozkładana kanapa dla młodego małżeństwa. Biorąc pod
                      uwagę, że życie codzienne Borejków toczy się głównie w kuchni, Róża z
                      małą Milą miałyby tam całkiem przytulny, choć niezbyt przestronny
                      kącik. Z Fryderykiem sprawa jest gorsza, bo zdecydowanie nie
                      wyobrażam sobie pokojowej koegzystencji zimnego Fryca z Ignacym.
                      Fryderyk to zdecydowanie typ człowieka, który lubi mieć kontrolę nad
                      własnym życiem, osiągnięcia zawdzięczać tylko sobie, sam decydować, o
                      której wraca do domu i co kupuje żonie na imieniny.
                      Zauważcie, że w Oksfordzie młodych Schoppe odwiedzają tylko babcie i
                      prababcie, dziadek Ignacy się nie kwapi. Mimo, że z całej rodziny ma
                      najwięcej czasu (emeryt, nie wiążą go obowiązki domowe) a oksfordzkie
                      biblioteki mogą być rajem dla miłośnika kultury antycznej.

                      A jeszcze w kwestii ciasnoty i małych dzieci: taki Ignaś mieszkał w
                      jednym pokoju z rodzicami jeszcze w podstawówce, Mamertowie
                      gnieździli się w pokoiku na poddaszu z dwójką dzieciaków, a wśród
                      moich znajomych nie brakuje młodych małżeństw z dziećmi mieszkających
                      w kawalerkach lub wręcz u rodziców w jednym, dawniej dziecięcym,
                      pokoiku.
                      • iwoniaw Re: Rety, NIE zwróciłam uwagi 22.10.09, 18:49
                        Frycek mógł ostatecznie siedzieć całe dnie w pracy/ na uczelni, granty zdobywać,
                        dorabiać i tylko na noc się przemykać chyłkiem. Natomiast małe dziecko, nawet
                        niespecjalnie wyposażone, generuje taką ilość rzeczy, że sama jestem zdziwiona.
                        Zatem o ile wyobrażam sobie łóżeczko niemowlęcia w pokoju z Pyzą i ze dwie półki
                        na pieluchy i ubranka, to im starsze, tym pod tym względem gorzej. W końcu
                        dziecko ma jakieś zabawki, rowerek, gdzie niby upchnęli to wszystko - w gumowym
                        mieszkaniu?
                        Bobcio miał czerwony traktor pyszniący się na regale, bo nie było gdzie schować
                        teog wszystkiego przy znacznie mniejszym zagęszczeniu, a u Borejków dzieci
                        przybywa i nie tylko mało co jedzą i tylko usprawniają organizację dnia, ale
                        jeszcze w ogóle ich rzeczy miejsca nie zajmują... Ciekawe.
                        Jako matka dwójki małych dzieci mogę stwierdzić, że jest to nierealne. Choć z
                        drugiej strony - skoro doktor laryngolog daje niemowlęciu do gryzienia jakąś
                        metalową ramkę na zdjęcia, która wpadła jej w ręce, to może patrzę na problem z
                        niewłaściwej strony i znów wracamy do przekonania, że na nic, co nie jest
                        książką, nie warto wydawać pieniędzy. Ale jeszcze Pyza i Laura miały
                        zabawki (choć nie miały Barbie ;-) )...
                        • hopdoprzodu Re: Rety, NIE zwróciłam uwagi 22.10.09, 19:11
                          To, że w gumowym mieszkaniu wszystko się zmieści,a kolejny zięć lub potomek
                          tylko usprawniają machinę rodzinną jest oczywiste :), ale że po kilkakrotnym
                          złym potraktowaniu Fryca przez Seniora ten pierwszy decyduje się zamieszkać z
                          Borejkami, to mi się w głowie nie mieści.

                          Jak on tam się może czuć, jak parias jakiś, gość we własnym domu,pewnie przemyka
                          się jak cień, żeby nie wleźć dziadkowi w oczy i nie poczuć na sobie jego
                          karcącego acz prawego spojrzenia. Albo może mieszkał dwa lata wchodząc cały czas
                          pod osłoną nocy przez okno, więc Senior nawet nie wiedział? :)

                          No chyba że po "prawdziwym" kościelnym ślubie wszelkie grzechy i urazy zostały
                          obustronnie zapomniane i git, czuje się jak w domu....
                          • iwoniaw Re: Rety, NIE zwróciłam uwagi 22.10.09, 20:09

                            > Jak on tam się może czuć, jak parias jakiś, gość we własnym domu,pewnie przemyk
                            > a
                            > się jak cień, żeby nie wleźć dziadkowi w oczy i nie poczuć na sobie jego
                            > karcącego acz prawego spojrzenia. Albo może mieszkał dwa lata wchodząc cały cza
                            > s
                            > pod osłoną nocy przez okno, więc Senior nawet nie wiedział?


                            Obstawiam tę opcję. Fryc spędzał całe dnie pracując poza domem, usiłując znaleźć
                            sposób, by wyrwać się z rodziną z Poznania (wiedział bowiem, iż w przeciwnym
                            razie jego małżonka w życiu się nie wyprowadzi dalej niż do ciotczynej sutereny,
                            opcjonalnie do ciotczynego chlewika na wsi). A ponieważ był zwierzęciem miejskim
                            i wsi sobie w ogóle nie wyobrażał (a już z budową to w ogóle), jak tylko się ten
                            Oksford zmaterializował, odetchnął z ulgą. Pyza zgodziła się wyjechać i wobec
                            argumentu "to tylko na stypendium" nie czuła się wyrodną córką i wnuczką
                            porzucającą dom rodzinny ;-).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka