uccello 05.10.08, 13:57 Na brombie- stronie poświęconej książkom dla dzieci i młodzieży: www.bromba.pl/rozmowa/rozmowaMM.htm Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:03 Urocza jak zwykle. "Pozostaje mi tylko poradzić niektórym osobom dorosłym, żeby nie traktowały książek młodzieżowych jako źródła wzorców i inspiracji dla siebie. Czas przejść do poważniejszych lektur, stosownych do wieku, a dzieciom pozwolić się cieszyć ich książkami." Ok, to przestaje czytac Jezycjade;-). Swoja droga MM chyba sie nieco przecenia? Czytam Jezycjade sz sentymentu, obok lektur, jak to nazwala, stosownych do wieku. Ale nie traktuje jej jako zrodla wzorcow i inspiracji. Tych od dawna w tych ksiazkach nie ma. Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:17 dakota77 napisała: > Ok, to przestaje czytac Jezycjade;-). No i najwyższy czas. Nie, żebym zaglądała kobietom w metrykę, ale nie jesteś targetem, moja droga - czyli dziewczynką w wieku 10-14 lat. Ze już nie wspomnę o dziewięciolatce, która ma już całą Jeżycjadę za sobą i łaknie informacji o Łusi Pałysiance. CZas umierać, Dakoto ;-). Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:19 Ja jakos nie moge uwerzyc w to, ze naprawde takie dzieciaki czytaja Jezycjade. To znaczy ze przede wszystkim one. Moim zdaniem MM odrzuca prawde- ze to my jestesmy glownie czytelniczkami- bo wie, ze my nie kupujemy w ciemno wszystkiego, co chce nam sprzedac. Bedzie sie trzymac mlodszych czytelniczek, bo nie sa krytyczne;-) Odpowiedz Link
verdana Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:29 Nie cała Jezycjada jest w lekturze... To raz. Dwa - nie mam nic przeciw temu, aby utor pisał to co chce i jak chce. Może nawet uwazać, ze to jest wychowawcze. Korwin-Mikke tez pisywal ksiązki o wychowaniu. Trzy - o ile piersze tomy dalabym teraz dziecku w celach wychowawczych, dalsze pozwolilabym czytac, ale z komentarzem wlasnym, wskazujacym na toksyczność zachowań głównych bohaterów. Jesli to ma byc wzorzec idealnej rodziny, to ja zyje w patologii i chce żyć w niej nadal - i uznalabym za klęske wychowawcza, gdyby dziecko przejęło sie ideałami MM. Odpowiedz Link
uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:40 dakota77 napisała: > Ja jakos nie moge uwerzyc w to, ze naprawde takie dzieciaki czytaja Jezycjade. > To znaczy ze przede wszystkim one. No ale zerknij na stronę MM, musierowicz.com.pl/kontakt-ksi.html większość wpisów pochodzi od bardzo młodziutkich dziewcząt, ktore wyznają ,że czytają , kochają, książki MM są dla nich drogowskazem, tratwą ratunkową, lekiem na grypę i smutki. To tak jakbyś starała sie wbić w za małe ubranie i twierdziła ,że jest źle uszyte. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:47 Przeciez nie twierdzilam, ze mlode osoby nie czytaja Jezycjady. Tak swoja droga na strone tradfiaja wszystkiew pisy, czy tylko pochlebne? Ale uwazam, ze MM swiadomie odrzuca stare -w sensie towarzyszenia cyklow od lat, nie wieku-czytelniczki. Te uwagi, zebysmy wziely sie za dorosle ksiazki mile nie byly. Odpowiedz Link
ding_yun Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:52 Jakkolwiek nie lubię wydawania kategorycznych sądów to muszę powiedzieć, że czuję się zniesmaczona i dotknięta po lekturze tego wywiadu. Chyba nie muszę szerzej komentować dlaczego bo zrobiły to już przedmówczynie. Ale jeszcze do tego wszystkiego ten protekcjonalny ton MM, sposób w jaki nam radzi przerzucić się na bardziej dorosłe książki... Naprawdę, źle jest. Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:52 Te uwagi, ze autorowi wszystko wolno i czytelnikom od pouczeń wara też nie. Swoją drogą, ciekawe jak mają się opinie o tym, że nie wolno ulegać naciskom czytelników, bo to przecież nigdy się wszystkich nie zadowoli do Czesława Miłosza i kończenia romansu Natalii zgodnie z jego sugestią, a i Zbigniew Raszewski podobno też miał to i owo do poweidzenia... To znaczy, żeby nie było, przed sugestią Miłosza też bym sie pewnie ugięła, ale jednak starałabym się nie opowiadać później, że autor jest jednostką autonomiczną, i nikt mu tu nie będzie, panie dziejku, mówił! Odpowiedz Link
uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:01 dakota77 napisała: Tak swoja droga > na strone tradfiaja wszystkiew pisy, czy tylko pochlebne? Nie mam pojęcia, nie próbowałam tam wpisać ani pochlebnej , ani nie pochlebnej opinii. Ale sama pewnie wiesz - jako autorka bloga, że niektórzy czują frajdę próbując dotknąć autora, z czystej bezinteresownej złośliwości. Sama (o ile Ci się to zdarza na blogu) usuwasz? dyskutujesz? czy pozwalasz ,żeby rozprawili się z wredniakiem inni dyskutanci? Dakota: > Te uwagi, zebysmy wziely sie za dorosle ksiazki mile nie by > ly. nie wiem, ja się jakoś nie przejęłam. Nie mam kompleksów na tle czytelniczym . Odpowiedz Link
jamniczysko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:07 ...i po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że nie miałabym ochoty znaleźć się z Panią Małgorzatą Musierowicz w pustym przedziale... :/ Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:08 Czyli ze ja mam kompleksy?:-). Alez zapewniam, ze nie. Ale ta uwaga MM naprawde nie byla mila. Czytamy Jezycjade od lat, ale mamy przestac i siedziec cicho, bo nie mamy 9 lat? Jak na razie na blogu mialam szczescie, bo nie trafily mi sie takie negatywne uwagi obliczone na wyrzadzenie przykrosci. Negatywna opinia, dosc mocna, raz sie pojawila, podjelam wtedy dyskusje. Nie usunelam komenatrza. Wyrzucilabym pewnie taki w stulu" ale jestes paskudna", ale nie krytyke, ktora mozna uznac za konstruktywna. Odpowiedz Link
verdana Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:11 prolem z tym, ze ja jestem już tak stara, ze najwczesniejsze książki MM czytalam jako odoba calkowicie dorosla i dzieciata. I były dobre. Rzecz nie w tym, ze my wyroslysmy (bo wyroslybysmy ze wszystkic), tylko że nowe książki sa po prostu słabe. Słabe książki też moga się podobać, byc potrzebne i być masowo czytane (zeby wspomniec chocby "Trędowatą"), ale nawet glosy zachwytu czytelnikow nie zmienią ich w dobre książki. I w tym problem. Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:18 Vide nasz wątek "Poza kryzysem", masę jest tam książek dla dziewięciolatków, ktore nadal czytamy z zapartym tchem i zachwytem. Ja, nietsety, odniosłam tez wrażenie, że ten czytelnik nieletni jest fajniejszy, bo zachwyci się wszystkim, co mu się podsunie. A nie będzie określał rodziny Borejków mianem toksycznej i jeszcze to udowadniał na przykładach hojnie czerpanych z samych książek. Słowem, pisze się dla tych z natury mniej wymagających? Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:20 Anutku, ja odnioslam takie samo wrazenie. My sie mamy odczepic, bo ktytkujemy. A dzieciaki ponoc zachwycone. Ponoc, bo naprawde nie wiem czym. Tym negatywnym obrazem wspolczesnej mlodziezy? Odpowiedz Link
uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:21 dakota77 napisała: > Czyli ze ja mam kompleksy?:-). Dobrze ,że dałaś ten uśmieszek, bo zbaraniałam na chwilę. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:22 Napisalas, ze ty sie nie przejelas, bo nie masz kompleksow. Czyli skoro ja sie przejelam tym fragmentem, to... To tak tylko dla wyjasnienia. A naprawde sie przejelam, nie sadzilam, ze MM do tego stopnia lekcewazy czyetlniczki od lat czytajace jej ksiazki. Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:11 Uccello, ja tez nie mam kompleksów na tle czytelniczym, ale dotknięta sie poczułam. I zlekceważona. Na zasadzie "nie masz tych 14 lat, nie interesują cię losy Łusi, myslisz co innego niż ja, won!". Może było to przekazane trochę łagodniej, ale, cóż, tylko trochę. Dla mnie te wypowiedzi były wręcz agresywne. I... cóż... ja jestem starym czytelnikiem. A poczułam się jak ktoś, o kogo już w ogóle nie warto zabiegać. Niech się odpimpa i czyta co innego. Jak na osobe deklarującą otwartość i sympatię dla swiata, nieładnie. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:12 Anutku, otwartosc na swiat MM jest wedlug mnie rownie deklaratywna jak dobroc i inne cud cechy jej bohaterow. I nie, po namysle nie zakoncze tego emotikonem. Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:28 Hej, hola, hola! Gwoli sprawiedliwosci dodam, ze MM niejako odpowiedziala na prowokacyjne poglady samej wywiadowczej bromby! Oto, co rzekla bromba: "Ale te książki dla pokoleń czytelniczek stały się również wychowawcami, dostarczycielami wzorców i inspiracji. To pewnie dlatego czują się one rozczarowane, gdy nie znajdują w nich czegoś, co uważają za ważne (zwierzątek domowych, przedstawicieli różnych wyznań i braku wyznań, mądrych feministek)." Czyli po pierwsze, to nie MM zaczela, ze dostarcza wzorce. Po drugie, to bromba stawia ksiazki MM na piedestale wzorców wychowawczych. Po trzecie, to masakryczna konkluzja bromby na temat rozczarowanych czytelniczek bardziej mnie rozwala niz to, co na to odpowiedziala MM, choc i tej nie brakuje skromnosci oraz obiektywnego spojrzenia na swa twórczosc i warsztat literacki: "Bromba: Czy trudno jest pogodzić rozrywkową formę z wychowawczą treścią? MM: Nie, to nie jest trudne. Wystarczy traktować swoich czytelników tak, jak własne dzieci - bawiąc, uczyć. Wychowywać nie przez tyranię, tylko przez ukazywanie dobrych wzorców." AAAaQQAAA! No tak, czytelnicy to taka dziatwa wymagajaca wychowania! Szkoda tylko, ze ta deklaratywne rozrywka juz dawno nie bawi, a wzorce sa toksyczne, lodowate i zdegenerowane psychicznie. Gdybym ja miala czerpac wzorce z MM, to bym wymagala dlugiej i ciezkiej terapii, zwlaszcza w konfrontacji z logika lub rzeczywistoscia (o ile nie skonczylabym uduszona przez jakiegos pieknego, kochanego psychopate z kajdankami). Widac tez, ze bromba znakomicie zna WSZYSTKIE pokolenia czytelniczek a takze podczytuje chyba nasze forum i jak to zwykle ma miejsce, wszystko wypacza ;P Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:54 lezbobimbo napisała: >To pewnie dlatego czują się one > rozczarowane, gdy nie znajdują w nich czegoś, co uważają za ważne (zwierzątek > domowych, przedstawicieli różnych wyznań i braku wyznań, mądrych feministek)." Na co, ile pamiętam, pada odpowiedź MM, że nie będzie w jej książkach niczego, co ona sama uważa za niewłaściwe lub w złym guście. Co rozumiem jak najbardziej i uważam za normalne i oczywiste. Tylko, i nie złośliwie pytam, tylko chciałabym wiedzieć, którą z rzeczy wymienionych przez Brombę uważa pani MM za bedącą w złym guście (niewłasciwą to wiem ;-))? BTW, Bromba zna nasze forum na pewno :-). Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 16:40 anutek115 napisała: > lezbobimbo napisała: > >To pewnie dlatego czują się one > > rozczarowane, gdy nie znajdują w nich czegoś, co uważają za ważne (zwierz> ątek > > domowych, przedstawicieli różnych wyznań i braku wyznań, mądrych feminist> ek)." > Na co, ile pamiętam, pada odpowiedź MM, że nie będzie w jej książkach niczego, > co ona sama uważa za niewłaściwe lub w złym guście. Co rozumiem jak najbardziej > i uważam za normalne i oczywiste. Nie calkiem, ta wypowiedz brombiana zaczyna sie tym kuriozalnym STWIERDZENIEM bez znaku zapytania, ze czytelniczki to od wieków uwazaja rozrywkowe ksiazki MM za wytyczna moralnosci i wzorzec wychowawczy, a wiec DLATEGO czuja sie rozczarowane jak w ksiazkach nie ma madrych zwierzatek ani feministek (co za skok myslowy, naprawde brawo bic!) - i na sam koniec tej wypowiedzi bromba stawia nastepujace pytanie samo w sobie tez zaslugujace na podziw, jako konkluzja na powyzsze stwierdzenie: Czy latwo jest pogodzic tresci wychowawcze z rozrywkowymi? Na co MM odpowiada, co tu juz wytluszczalam, ze: alez skad, nie jest to trudne, wystarczy traktowac czytelników jak swoje wlasne dzieci i bawiac, uczyc! (przez te oto skromnosc autorki przekrecila mi sie ze smiechu struna grzbietowa.. Ach jak latwo jest wychowywac czytelników i dzieci zarazem..) Odpowiedz MM ze usiluje nie opisywac tego, czego nie pochwala nastepuje na inne, pózniejsze pytanie (równie glupie;) Wydaje mi sie, ze ten wywiad polegal na wzajemnym piciu sobie z dziubków - bromba wyglosila pochwale, ze czytelniczki od wieków znaja i kochaja i czerpia wzorce (!) - pani MM uwierzyla, poczula sie mile poglaskana i wyjasnila, ze czytelnicy to takie dzieci, potrzebujace wychowania itd. A jak sie nie podoba, to ona nie bedzie spelniac zyczen czytelników ze wzgledu na troske o forme artystyczna swego przekazu. Jednym tchem tez dodala, ze nie opisuje tego, czego nie pochwala, ale ani jedna z fikcyjnych osób nie odzwierciedla osobistych przekonan autorki ;P Bromba zapytala tez (jedno sensowne chyba pytanie) o promocje slynnego zapominania o sobie w Jezycjadzie i dodala, ze przeciez teraz wiemy, ze trzeba zadbac najpierw o siebie i swe relacje, przez co potem mamy nadwyzke, za pomoca której mozemy pomagac innym i jak to sie ma do Jezycjady, gdzie babcia J. mówi Orelce, zeby zapomniala o sobie albo takoz mama B. Idusi. Na co MM odrzekla, ze przeciez w Idusi mama B. mówi "trzeba najpierw siebie polubic, a potem o sobie zapomniec" ... (tak jakby to usprawiedliwialo nakaz zapomnienia!] I dodala, ze ona tylko tepi egoizm i narcyzm w jakichkolwiek przejawach. A dbanie o siebie to ona owszem popiera... (alez samozaprzeczenia) (ja osobiscie takiej babci J. za serdeczne nakazywanie sierocie w zalobie po jedynej bliskiej osobie "zapomnij o sobie, trzeba zyc dalej!" to bym chyba nastukala... ) Odpowiedz Link
idomeneo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 13:30 Cytat Bromba zapytala tez (jedno sensowne chyba pytanie) o promocje slynnego zapominania o sobie w Jezycjadzie i dodala, ze przeciez teraz wiemy, ze trzeba zadbac najpierw o siebie i swe relacje, przez co potem mamy nadwyzke, za pomoca której mozemy pomagac innym i jak to sie ma do Jezycjady, gdzie babcia J. mówi Orelce, zeby zapomniala o sobie albo takoz mama B. Idusi. Na co MM odrzekla, ze przeciez w Idusi mama B. mówi "trzeba najpierw siebie polubic, a potem o sobie zapomniec" ... (tak jakby to usprawiedliwialo nakaz zapomnienia! a ja się tutaj zgodzę z MM, bo dla mnie też to były zawsze dwie zupełnie różne rady: jedna całkiem niezła (ta dla Idy), a druga - no cóż... O warknięciu babci Jedwabińskiej nie ma się co rozwodzić. Natomiast to, co mówi Mila Idzie (najpierw polubić siebie, potem można o sobie zapomnieć) odbierałam zawsze nie jako pochwałę ścielenia się innym pod nogi, tylko jako wskazanie tego, o czym i Ty piszesz, Lezbobimbo - a mianowicie, że gdy człowiekowi samemu ze sobą jest dobrze, to wtedy można się uwolnić od takiego nadmiernego przejmowania się sobą, które jest męczące i dla nas samych i dla naszych bliźnich. W sąsiednim wątku o tej samej postawie - tak to odbieram - pisze Ginestra, przytaczając wypowiedź jakiejś włoskiej gwiazdy o autoironii, która pozwala się nam tak bardzo nie przejmować sobą. W ogóle cała ta rozmowa Mili z Idą o atrakcyjności, która płynie z wewnętrznego lubienia siebie i nienadawania przesadnej wagi własnym niedoskonałościom (co zostaje zgrabnie zademonstrowane na Mili studenckim przykładzie) wydawała mi się zawsze sensowna i przyjazna. Bohaterką zaś, u której pod tym względem nastąpił wyraźny regres i która zupełnie przestała lubić własną fizyczność, jest Gaba (no ale o tym w innym wątku). Odpowiedz Link
senseeko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 20:14 idomeneo napisała: > Bohaterką zaś, u której pod tym względem nastąpił > wyraźny regres i która zupełnie przestała lubić własną fizyczność, jest Gaba (n > o > ale o tym w innym wątku). W którym? Bo mnie to zaciekawiło bardzo. Odpowiedz Link
idomeneo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 20:26 w "Między Gabą a Pyziakiem" jest kolejna odsłona dyskusji o tym, czemu Gabie się nie chce o siebie zadbać ;) Odpowiedz Link
nessie-jp Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.12.08, 16:28 > (ja osobiscie takiej babci J. za serdeczne nakazywanie sierocie w zalobie po > jedynej bliskiej osobie "zapomnij o sobie, trzeba zyc dalej!" to bym chyba > nastukala... ) A ja nie. Wiem, że teraz modne jest pokładanie się na kozetkach i zagłębianie we własną psychikę po 100 zł za godzinę, ale... doskonale rozumiem, o co chodziło Babci J. Ona po prostu powiedziała Aurelii Odpowiedz Link
uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:39 anutek115 napisała: >Dla mnie te wypowiedzi były wręcz agresywne. No ja też wyczułam w tej rozmowie, może nie agresywną, a waleczną nutę. Jakby MM była już ZMĘCZONA podobnymi zarzutami ( artykuł w Obciachach, nasze forum, pewnie zdarzaja się czytelnicy, którzy chcą jej "dobrze poradzić" listownie, czy na spotkaniach autorskich) Znacie ten stan irytacji, kiedy wszyscy zarzucają Was DOBRYMI RADAMI, np. co do Waszego życia uczuciowego, lub co do wychowywania Waszych dzieci? To porównanie z dziećmi niby od czapy, ale biedny Autor spotykając się z krytyką dzieła , czuje się jak Rodzic, w obliczu krytyki własnego dziecka. Niby się wie, że nie jest ideałem, bywa irytujące, ma wady, zdarzają się wpadki , ale boleć -boli. Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 16:49 uccello napisała: > To porównanie z dziećmi niby od czapy, ale biedny Autor spotykając > się z krytyką dzieła , czuje się jak Rodzic, w obliczu krytyki > własnego dziecka. Niby się wie, że nie jest ideałem, bywa > irytujące, ma wady, zdarzają się wpadki > , ale boleć -boli. Znaczy, ze dobry czytelnik MM to taki, co tylko chwali? Skoro wpadek jest az tyle, ze tutejsze forum sie tym latami karmi i przestac nie ma jak, bo sie wpadki dalej mnoza, to moze sygnal, ze nie wszystko co jezyckie to samorodek zloty? Ksiazka to jednak nie jest dziecko, bo ksiazke poprawic mozna. Rozjechane watki i nieprawdopodobnie koszmarne postaci nawet nalezy ;) Jesli zas MM krytyka doroslych czytelników sie nie przejmuje i chce pisac jak sie Jej podoba, to prosim bardzo, droga wolna i nikt jej nie zabrania. Dorosli po prostu przestana kupowac, a po co komu taki target, skoro dzieci maja tyle pieniedzy... ;) Aczkolwiek pozycja na liscie lektur szkolnych zobowiazuje do chociazby minimum realizmu i dbalosci o warsztat, a nie jechaniu na latwiznie i wyrobionej przed laty marce.. Odpowiedz Link
kochanica-francuza Jako młodzież też nie mogłam traktować tego jako.. 05.10.08, 17:10 ... źródła inspiracji - charakterem nie pasowałam. I umysłowością. Może ja prosta kochanica jestem, ale wolę pop-kryminały niż Senekę w oryginale. A o mojej osobowości niepasującej już było. Nie tylko my, drogie forumki, się starzejemy! MM też! Ach, gdzież są niegdysiejsze jaja w jej książkach! Gdzież romantyczne tulenia kontrapunktowane Laurą, pędzącą do lasu, by zwymiotować! Teraz to już tylko papież, ojciec Krzysztof, wzorce co drugą linijkę i na każdej stronie ze trzy razy "oczywiście"! Odpowiedz Link
sowca Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 22:07 Tak, oczywiście. Cała Jeżycjada to w gruncie rzeczy nic innego, jak opowieść o papieżu i ojcu Krzysztofie... może mi wskażesz, gdzie w ostatnich tomach papież jest choćby wspomniany? Ja przypominam sobie tylko "Kalamburkę", gdzie Borejkowie poszli na mszę odprawianą przez Niego w Poznaniu. Ja też mam do MM sporo uwag, ale do licha, staram się, żeby były one poparte faktami. Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 22:21 sowca napisała: > Tak, oczywiście. Cała Jeżycjada to w gruncie rzeczy nic innego, jak > opowieść o papieżu i ojcu Krzysztofie... może mi wskażesz, gdzie w > ostatnich tomach papież jest choćby wspomniany? Hm. Gizela idzie na spotkanie z papieżem, primo. Ktoś z Borejków pije w błękitnym [kolor papieski] kubku herbatę i zapachu bergamotki [ulubiony smak papieża]. Ja skończyłam na "JT", więc dalej nie wiem. Poza tym nie chodziło o osoby papieża o ojca K., tylko o wzrastającą ideologiczno-dydaktyczną atmosferę książek, z jednoczesną kompletną rezygnacją z porządnej groteski (vide myszy Bobcia, "Sam jesteś małżowina. Oraz trąbka" Julii do ojca, wymiotująca Laura jako kontrapunkt sytuacji lirycznej etc.) Odpowiedz Link
uccello Porządna groteska 05.10.08, 22:28 kochanica-francuza napisała: > Ktoś z Borejków pije w błękitnym [kolor papieski] kubku herbatę i zapachu > bergamotki [ulubiony smak papieża]. pociągnijmy to dalej: kubek jak się patrzy nań z góry , jest okrągły, a wiadomo, że to kształt piuski, wiec znowu ta zakamuflowana indoktrynacja, kubek ma ucho - JEDNO -wiadomo chodzi o to ,że Papież jest jeden itd... Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Porządna groteska 05.10.08, 22:36 > pociągnijmy to dalej: > kubek jak się patrzy nań z góry , jest okrągły Na ten temat nie było danych, a nie każdy kubek jest okrągły. , a wiadomo, że to > kształt piuski, wiec znowu ta zakamuflowana indoktrynacja, > kubek ma ucho - JEDNO -wiadomo chodzi o to ,że Papież jest jeden > itd... Każdy kubek ma jedno ucho. Natomiast kolory są różne, smaki herbaty także. Odpowiedz Link
anutek115 Re: Porządna groteska 06.10.08, 09:58 Uśmiech był do Uccello, to o kubeczku przepiękne, jak to jednak miło taka niewinna groteską rozpocząć dzień. :-)))) Odpowiedz Link
the_dzidka Dziewczyny, zlitujcie się :D 06.10.08, 11:12 > kochanica-francuza napisała: > > Ktoś z Borejków pije w błękitnym [kolor papieski] kubku herbatę i > zapachu > > bergamotki [ulubiony smak papieża]. > > > pociągnijmy to dalej: > kubek jak się patrzy nań z góry , jest okrągły, a wiadomo, że to > kształt piuski, wiec znowu ta zakamuflowana indoktrynacja, > kubek ma ucho - JEDNO -wiadomo chodzi o to ,że Papież jest jeden > itd... Ja jestem w biurze, nie mogę się głosno śmiać, a dostałam właśnie ataku histerii, nie mogę się opanować, łzy mi lecą, duszę się i trzęsę całym boksem... Odpowiedz Link
avvg Re: Porządna groteska 15.10.08, 01:14 > kubek jak się patrzy nań z góry , jest okrągły, a wiadomo, że to > kształt piuski, wiec znowu ta zakamuflowana indoktrynacja, > kubek ma ucho - JEDNO -wiadomo chodzi o to ,że Papież jest jeden > itd... Co więcej a) z czego, jeśli nie z wody, robi się herbatę? A jak woda, to w tej moherowej rodzinie na pewno święcona. Pfuuuu. b) podgrzewanie wody - znając Borejków, nie zniżają się do posiadania czajnika elektrycznego (chyba że mi wyleciało z głowy) ani kuchenki elektrycznej, toteż woda (święcona) została podgrzana na płomieniu, co też budzi niepokojące religijne skojarzenia. c) gaz pewnie odpalają zapałkami: czyli - drewno; stąd już niebezpiecznie blisko do krzyża. Co za bezczelna indoktrynacja! d) zapałka - ciąg dalszy. Składa się z drewna i siarki. Siarka - czyli jak nic aluzja do piekła. Wycofać z listy lektur, bo spowoduje traumę u młodzieży szkolnej! e) zmywanie kubka po herbacie - czyli oczyszczenie. Metafora obrzędu chrztu. No to już przegięcie! W świeckiej książce! Odpowiedz Link
dakota77 Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 22:30 Ej no, niebieskiego kubka i herbaty z bergamotki bym sie jednak nie czepiala:-). Mnie sie to z papiezem nie kojarzylo. A w nowej Jezycjadzie najbardziej mnie drazni oderwanie od rzeczywistosci i autorska niestarannosc, to, jak bardzo zmienily sie fajnie niegdys postacie. Smrodku dydaktycznego pelno, z ideologia chyba kimo wszystko nie jest tragiczne. Odpowiedz Link
mama_kotula Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 22:34 dakota77 napisała: Ej no, niebieskiego kubka i herbaty z bergamotki bym sie jednak nie czepiala:-) Mnie sie to z papiezem nie kojarzylo. U mnie już przepadło, nie ma zmiłuj - po tym wpisie Kochanicy już ZAWSZE ten nieszczęsny niebieski kubek i równie nieszczęsna bergamotka będą mi się kojarzyć z papieżem. Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 22:35 dakota77 napisała: > Ej no, niebieskiego kubka i herbaty z bergamotki bym sie jednak nie czepiala:-) > . > Mnie sie to z papiezem nie kojarzylo. Mnie też nie, dopiero jak mi ktoś napisał o bergamotce jako ulubionej herbacie papieża. Odpowiedz Link
senseeko Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 23:16 kochanica-francuza napisała: > Ktoś z Borejków pije w błękitnym [kolor papieski] kubku herbatę i zapachu > bergamotki [ulubiony smak papieża]. O ja Cię w mordę jeża! Tyle lat żyję na tym świecie i dopiero dziś się dowiedziałam, że jak piję herbatę z bergamotki (a już nie daj Boże z niebieskiego kubka) to robię jakąś papieską propagandę. BTW czy kolor papieski to nie jest czasem biało-żółty? (O zgrozo mam biały kubek w domu i był na nim żółty kwiatek namalowany przez dziecię, ale na szczęście się zmył. Niebieskiego kubka nie posiadam, chyba że wliczyć błękitno-kremowy, z ozdóbkami.) A kysz! Apage! BTW gdzie można się dowiedzieć o ulubione smaki papieża? Bo pierwszy raz się z tym spotykam. Może ja zła katoliczka jestem? Odpowiedz Link
dakota77 Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 23:24 Jeszcze trzeba by ustalic, o ktorym papiezu mowa, bo przeciez ich lista jest dluga,a chyba nie ma obowiazku dostania szalu na punkcie bergamotki jak tylko skonczy sie konklawe;-) Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 23:28 > > ałam, że jak piję herbatę z bergamotki (a już nie daj Boże z niebieskiego kubka > ) to robię jakąś papieską propagandę. Misiu. To co robisz w przestrzeni prywatnej to TWOJA SPRAWA. Natomiast w przestrzeni publicznej, a już na pewno na stronach Musierowicz, latają sobie WZORCE. Nie wierzysz? To zastanów się, jaka jest różnica między gołą babą prywatnie wychodzącą z kąpieli w prywatnej łazience a gołą babą na publicznej rozkładówce "Playboya". > BTW czy kolor papieski to nie jest czasem biało-żółty Palnęłam głupotę? Ha, nikt nie jest doskonały, nawet kochanica. ;-) Ja się dowiedziałam na forum kościół, religia. Odpowiedz Link
mama_kotula Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 00:15 CytatMisiu. To co robisz w przestrzeni prywatnej to TWOJA SPRAWA. Natomiast w przestrzeni publicznej, a już na pewno na stronach Musierowicz, latają sobie WZORCE. Kochanico droga, ale mam wrażenie, że tych konotacji z papieżem dopatrzą się w błękitnym kubku i herbacie z bergamotki li i jedynie ci, co wszędzie węszą spiskową teorię dziejów ;) Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 00:21 > > Kochanico droga, ale mam wrażenie, że tych konotacji z papieżem dopatrzą się w > błękitnym kubku i herbacie z bergamotki li i jedynie ci, co wszędzie węszą spis > kową teorię dziejów ;) Wypraszam sobie. Wcale nie węszę, mam najwyżej bujną wyobraźnię. Odpowiedz Link
szprota Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 00:17 Mimo wszystko mnie też wydaje się skojarzenie niebieskiego kubka z earl greyem z papieżem dużą nadinterpretacją. Jeśli nawet M.M. umieściła to świadomie (w co szalenie wątpię, możemy ją zresztą o to zapytać), to symbol był na tyle mało czytelny dla większości czytelników, że spełnił co najwyżej rolę sympatycznej, delikatnej aluzji. A tych się nie czepiam. Bo w tym czepialstwie dojdziemy do tego, że jeśli M.M. napisze, że ktoś sobie zanucił, dajmy na to, Między ciszą a ciszą , to dlatego, że chce nas indoktrynować Turnauem, znanym przez nią i osobiście lubianym, a nie dlatego, że np. szalenie pasowałby estetyką do Nutrii. Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 00:22 to, Między ciszą a ciszą , to dlatego, że chce > nas indoktrynować Turnauem, znanym przez nią i osobiście lubianym, a nie dlate > go, że np. szalenie pasowałby estetyką do Nutrii. No dobra, ten argument jest przekonujący. Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 14:54 niby masz Szproto racje, ale gdyby to byla "Lolita", moznaby bylo byc (co za piekna, wielopietrowa konstrukcja!) pewnym swiadomej aluzji! ale nie jest, i to tak bardzo nie jest, ze bardziej nie mozna :) Odpowiedz Link
senseeko Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 10:56 > > BTW czy kolor papieski to nie jest czasem biało-żółty > > Palnęłam głupotę? Ha, nikt nie jest doskonały, nawet kochanica. ;-) > > Ja się dowiedziałam na forum kościół, religia. I tak powtarzasz? Bez sprawdzenia? No doprawdy, "Czego oni ich uczą w tychszkołach!" Czyli rozumiem, że teraz przyznasz, że pisząc: CytatTeraz to już tylko papież, ojciec Krzysztof, wzorce co drugą linijkę nieco się, że tak powiem, zagalopowałaś? Ewentualnie powtórzyłaś coś, co ktoś fajny zarzucił, a co wprawdzie niewiele miało wspólnego z faktami, ale fajnie brzmiało? Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 21:29 nieco się, że tak powiem, zagalopowałaś? Nie przyznam, oświadczę, że to była licentia poetica. ;-) Uparta jestem i nie lubię, jak mi dyktować, co mam powiedzieć. Przyznałam się do błędu i chwatit`. Ewentualnie powtórzyłaś coś, > co ktoś fajny zarzucił Kiciu, ja nie w tym wieku, żeby powtarzać coś dlatego, że "ktoś fajny to zarzucił"... Odpowiedz Link
senseeko Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 07.10.08, 14:32 kochanica-francuza napisała: > > > nieco się, że tak powiem, zagalopowałaś? > > Nie przyznam, oświadczę, że to była licentia poetica. ;-) Uparta jestem i nie > lubię, jak mi dyktować, co mam powiedzieć. Przyznałam się do błędu i chwatit`. > Taż właśnie o przyznanie do błędu mi chodziło. O pewien rodzaj odwagi, by odszczekać. No ale skoro się przyznałaś do błędu, to chwatit, Kiciu. Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 07.10.08, 16:34 > odszczekać. Odszczekać to może pies na widok suki. > > Odpowiedz Link
senseeko Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 07.10.08, 19:50 kochanica-francuza napisała: > > > odszczekać. > > > Odszczekać to może pies na widok suki. Pies na widok suki, to co najwyżej skomli. Ale skoro zeszłaś na Kicie, to sądziłam, że lepiej odmiauczeć ;) Bez urazy. Dla mnie EOT Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 14:38 nie chce sie wymadrzac, zeby sie nie wyglupic ;) ale faktycznie flaga Watykanu jest bialo-zolta. natomiast (i tu troche zgaduje) blekitny ma zwiazek z kultem maryjnym (nie bez kozery, jak mniemam, Matka Boska z figurek ma czesto blekitne okrycie), a jako ze JP2 mial maksyme "Totus tuus" i odnosilo sie do wlasnie do Matki Boskiej (znow mi dzwoni mam nadzieje ze we wlasciwym kosciele), stad i zolty, i blekitny. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 15:21 > a jako ze JP2 mial maksyme "Totus tuus" W pierwszej chwili przeczytałam, że miał KSYWĘ i juz zaczęłam dopasowywać: Jan "Totus Tuus" Paweł Drugi itd. Wygląda idiotycznie, dobrze że to moje oko sie machnęło :)) Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 17:18 LOL :) bo i bylo napisac "motto", maksyma to chyba cos innego :) Odpowiedz Link
kochanica-francuza No! Zleźć ze mnie, dzieci! 06.10.08, 21:26 Przyznałam się do błędu, dość tego! Niczego nie powtarzałam po nikim, tekst był autorski. W szkole uczą mnie aktualnie historii sztuki, nie życia i myśli JP II. Odpowiedz Link
ginestra Re: Dziecinko, już schodzimy [nt] 07.10.08, 16:35 Tak tak, schodzimy, ale "papieski off-topic" w tym wątku jest śliczny. Poza wszystkim, to nie wiedziałam o bergamotce! Nabrałam ochoty. :) Aż mi brakuje, żeby się wypowiedziała tu nasza Papieska-kremówka. Na kremówki też mam straszną ochotę. Natomiast skojarzenia w wątku niezrównane! Podziwiam Waszą wyobraźnię. Nawet i Frycek został dopasowany. :) Odpowiedz Link
sowca Re: Dziecinko, już schodzimy [nt] 09.10.08, 22:47 A ja już chyba wiem, co będzie w "Sprężynie". Pyza zajdzie w kolejną ciążę, urodzi trojaczki i nada im imiona Karol, Jan i Paweł :D (przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać, tarzam się ze śmiechu:P) Odpowiedz Link
kochanica-francuza Kremówka, kremówka... 09.10.08, 23:46 ... a mnie tu eklerki zeżarli! Tak naprawdę chodzi o to, że chciałam sama zeżreć wszystkie, a nie mogłam. Mam jednak wzorzec w postaci Borejków, u których "nikt nie marudził, gdyż mogło się zdarzyć, że któraś z sióstr zajęłaby się porcją grymaśnicy". Tak więc nie marudziłam i jadłam ochoczo. Odpowiedz Link
sowca Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 09.10.08, 22:42 Mam szczerą nadzieję, że to była ironia, bo padłam głową na klawiaturę. Nawet fani LOST, którzy widzą we wszystkim aluzje do czegos innego, nie przekroczyli tej granicy :P Odpowiedz Link
mmaupa Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 16:22 Oj, zeby sie MM nie przejechala z tym pisaniem o dziewieciolatkach. Pamietam, ze jako dziecko zawsze wolalam czytac ksiazki o bohaterach starszych ode mnie, niz o "maluchach". Taka jedenastoletnia Ania z Zielonego Wzgorza byla dla mnie, siedmiolatki, niemalze dorosla - a Gabrysia w KK to ho, ho, matrona prawie. Dlatego tez mysle, ze owe dziewieciolatki wpisujace sie na strone internetowa pociaga w ksiazkach tez ten aspekt "doroslosci", bo czytanie o rownolatkach nie jest ani w polowie tak ekscytujace jak czytanie o starszych. No i wrzucenie zwierzatek domowych, feminizmu i roznych wyznan do worka "szkodliwe, groteskowe i w zlym guscie" uwazam za smieszne. A takze szkodliwe, groteskowe i w zlym guscie. Odpowiedz Link
jottka wiecie co 05.10.08, 17:08 a ja mam wrażenie, że internet po raz pierwszy pozwolił pani mm zetknąć się z ostrą krytyką jej książek - i to krytyką tego rodzaju, którą trudno zbyć machnięciem ręki (czyt. kompleksy niespełnionych panienek po trzydziestce). nie to, żeby pani mm nie próbowała:), ale w ten sposób łba hydrze nie ukręci. na spotkania z czytelnikami przychodzą najbardziej oddane fanki, one też piszą listy do autorki czy do gazet, mało prawdopodobne, że będą się tam dopuszczać krytyki filologicznej czy ideowej. w świecie, że tak powiem, preinternetowym za jedyną wiedźmę atakującą panią mm robiła kinga dunin, dzisiaj to jedno forum starczy, żeby dojść do wniosku, że albo pani dunin popadła w schizofrenię i pisuje pod dziesiątkami nicków, albo też nastąpiło jakieś przesunięcie rzeczywistości. mnie by to skłoniło do przemyśleń. zgadzam sie z ucello, że krytyka boli, ale - po pierwsze - każda osoba oddająca swe dzieło publiczności musi być na nią przygotowana i musi umieć się z nią zmierzyć. a owa krytyka nie jest, żeby ograniczyć się choćby do tego forum, wyrażana w słowach 'niech sie ta stara kobieta przestanie zajmować pisaniem dla pokolenia, które jest jej z natury rzeczy obce', a coś takiego pani mm zaserwowała w tym wywiadzie swoim najstarszym czytelniczkom. to sie nazywa argument ad personam i świadczy o tym, że nasz rozmówca nie potrafi podjąć dyskusji rzeczowej, li i jedynie. po drugie - uznanie słuszności paru krytycznych argumentów mogłoby nierzadko wyjść na dobre nowym powieściom, o słabościach redakcyjnych pisano tu iks razy. po trzecie - mnie by jednakowoż jako autorkę ucieszyło, gdyby sie okazało, że pierwsze pokolenia czytelniczek wyrosły na szalenie wykształcone, niezależne intelektualnie osoby, którym nadal się chce dyskutować z moimi dziełami:) z czego wynika dla mnie po czwarte - pani mm, w tej chwili przynajmniej, jest w szoku poznawczym i zamyka się w okopach świętej trójcy (te dziewięciolatki:), jak sie to skończyło, nie muszę przypominać wykształconym koleżankom:) Odpowiedz Link
kochanica-francuza Tę Kingę Dunin osobiście czytałam 05.10.08, 17:13 > > jedyną wiedźmę atakującą panią mm robiła kinga dunin bo ciekawa byłam, ki diabeł. I... rozczarowała mnie! Spodziewałam się dogłębnej krytyki genderowej, dekonstrukcji postaci etc., a Dunin jak na Dunin przypięła się całkiem umiarkowanie. Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: wiecie co 05.10.08, 17:37 jottka napisała: > a ja mam wrażenie, że internet po raz pierwszy pozwolił pani mm zetknąć się z > ostrą krytyką jej książek - i to krytyką tego rodzaju, którą trudno zbyć > machnięciem ręki (czyt. kompleksy niespełnionych panienek po trzydziestce). Nienie i nie calkiem prawda :) Krytyka powiesci MM istniala juz w przedpotopowych czasach, w recenzjach. Na poczatku MM spotykaly ze strony odbiorców zasluzone nagrody za humor w pierwszych ksiazkach (Koziolki itd), a krytyka, o ile dobrze pamietam z TymRazemSerio, naprawde zjadliwa pojawila sie po wydaniu OwR. Czesc tego zapewne byla polityczna (przez chwile MM miala nawet stracic prawo do wydawania ksiazek, razem z innymi autorami zakazanymi) ale czesc krytyków czepiala sie tez samego rdzenia powiesci: ze bohaterka "zawsze" jest nastolatka, regularnie niezbyt urodziwa, ale za to dzielna i zbawiajaca swiat, i ze "zawsze" ma dobry, cieply dom, w którym wszystko sie kreci wokól czyjejs mamusi spokojnie gotujacej rosól z kluskami na obiad. Na to bunczuczna odpowiedzia MM byl caly BBB! MM stworzyla specjalnie na przekór kluczowi, dokladnie odwrotna, bohaterke glówna: przepiekna ale za to niepoukladana w srodku, bojazliwa i niezbawiajaca, a dom formalnie rozbity i mamusie niegotujaca obiadków. Po przelomie pojawialy sie tez inne krytyki, nie tylko Dunin w Tao Gospodyni Domowej, ale tez inne recenzje przy wydaniach nowych tomów. MM napisala w któryms felietonie, bodajze we Frywolitkach, ze po którejs takiej krytyce obrazila sie na swiat, postanowila nie zajmowac sie pisarstwem i na pare tygodni zakopala sie pod koldra z ulubionymi lekturami. Pytala tez w tym felietonie retorycznie, dlaczego to wg. owych krytyków zle, ze Jezycjade czytaja glównie dzieci? (to tyle co pamietam o krytykach). Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: wiecie co 05.10.08, 17:45 C > rdzenia powiesci: ze bohaterka "zawsze" jest nastolatka, regularnie niezbyt > urodziwa, ale za to dzielna i zbawiajaca swiat A osoby urodziwe i/lub ubrane modnie i/lub drogo okazują się postaciami negatywnymi (Paulinka, Krystian etc.) > kluczowi, dokladnie odwrotna, bohaterke glówna: przepiekna ale za to > niepoukladana w srodku, bojazliwa i niezbawiajaca, a dom formalnie rozbity i > mamusie niegotujaca obiadków. Czyli nie ma opcji: - piękna/y, ale w porządku - dom w porządku, ale mamusia nie gotuje Odpowiedz Link
croyance Re: wiecie co 10.10.08, 12:34 Alez Kochanico, jakby ktos byl piekny i w porzadku, to nie trzeba by o nim ksiazki pisac. W ksiazce musi byc konflikt, inaczej nie ma fabuly. Odpowiedz Link
jottka Re: wiecie co 05.10.08, 17:47 eno, myśl najwyraźniej przesadnie skróciłam:) zdaję sobie sprawę, że trafiały się teksty mocno krytyczne, tyle że część ich (jak w przypadku 'opium') dało się zbyć przyczynami politycznymi, a pozostałe były jednak tekstami rozproszonymi po różnych pismach funkcjonującymi raczej w zamkniętych, by nie rzec niszowych obiegach. fora internetowa to zupełnie inna skala, zasięg i charakter komunikacji - no i trudno tu użyć argumentu, że jeden czy drugi niespełniony krytyk się czepia, bo staje się, że tak ujmę, twarzą w nick żywego czytelnictwa. no ale sposób reakcji pani mm podobny, może i szkoda. Odpowiedz Link
anutek115 Re: wiecie co 05.10.08, 18:41 Ja też źle znoszę krytykę (kto znosi świetnie, niech pierwszy rzuci kamieniem, a potem mi paru porad udzieli ;-)), ale wiecie? Jakby mnie miał tłum krytykować, to chciałabym, żeby to był nasz tłum. Owszem, pani MM staje twarzą w nick, jak to pięknie ujęła Jottka, ale mimo, że bycie tylko nickiem pozwala na baaardzo dużo, daje wolność do bycia bardzo, ale to bardzo nieeleganckim, to ja tej nieelegancji w naszych krytykach nie widzę... Niechby pani MM zajrzała choćby na forum "Seriale" albo "Telewizja" coby zobaczyć, jak można oberwać od ludzi ukrytych za nickami, tam też nie jest tak źle, jak potrafi być na innych forach, ale my w porównaniu z nimi to bon ton, savoir vivre, pardon. A jeśli chodzi o to, że o skali popularności ma pokazywać to, że się trafia na listę lektur, to cóż... przed wpisaniem się tu przeczytałam wątek do końca. Ten bryk też. Takich się pani MM dochowa czytelników, jeśli na liście lektur zechce bazować. To już bym wolała nas ;-). Odpowiedz Link
kochanica-francuza O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:14 Bo feministka-straszak to w naszej literaturze poniekąd norma. Odpowiedz Link
dakota77 Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:14 Pewnie o nasze narzekania na forum, ze w Jezycjadzie nikt nie ma zwierzat domowych. Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:22 a nie ma? ja pamiętam JEDNO ZDANIE, że ktoś miał - ale poza tym na akcję nie wpływało owo zwierzątko (kotek albo piesek, nie pamiętam nawet). No wiesz, z psem se nie pogadasz o Senece... ;-))) Odpowiedz Link
jottka Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:26 kochanica-francuza napisała: > a nie ma? ja pamiętam JEDNO ZDANIE, że ktoś miał - ale poza tym na akcję nie wpływało owo zwierzątko (kotek albo piesek, nie pamiętam nawet). MYSZA!!! i jak to nie wpływała na akcję??? no szalenie wpływała:) Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:28 > MYSZA!!! i jak to nie wpływała na akcję??? no szalenie wpływała:) > to był TEN MYSZ, przede wszystkim ;-) po drugie jeszcze był drugi mysz po trzecie kotkopiesek występował znacznie później i w zupełnie innej książce Odpowiedz Link
jottka Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:35 etam, w momencie wpływania na akcję to ona była mysza:) i pojedynczo wpływała, dopiero później się okazało, że to upiorna parka jest. a pieska miał pan maciołek vel maciołka, który tymże pieskiem ciskał jak szmatą. chyba. i tu sie zgodzę, raczej dla urozmaicenia, a nie popchnięcia naprzód fabuły. ale był jeszcze lucyfer panny basieńki, który do rozwoju akcji się jednak przyczynił. tyle że to chyba wszystko. Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:37 jottka napisała: > etam, w momencie wpływania na akcję to ona była mysza:) i pojedynczo wpływała, > dopiero później się okazało, że to upiorna parka jest. Bo drugi był epizodystą. ;-) > > a pieska miał pan maciołek vel maciołka, który tymże pieskiem ciskał jak szmatą Krzycząc "Ludzie, sumienia nie macie, pieska żeście obudzili!!!" > . > chyba. i tu sie zgodzę, raczej dla urozmaicenia, a nie popchnięcia naprzód > fabuły. ale był jeszcze lucyfer panny basieńki, który do rozwoju akcji się > jednak przyczynił. tyle że to chyba wszystko. Mnie chodziło o zdanie rzucone mimochodem, że ktoś miał pieska czy kotka. Któraś z wzorcowych borejkowskich rodzin. W stylu "kochamy wszystkich, kotka też". Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:54 kochanica-francuza napisała: > Mnie chodziło o zdanie rzucone mimochodem, że ktoś miał pieska czy >kotka. Która>ś> z wzorcowych borejkowskich rodzin. W stylu "kochamy >wszystkich, kotka też" To sama wzorcowa Gaba przygarniala ponoc - deklaratywnie i mimochodem - psy i koty z ulicy, tylko nie wiadomo, co z nimi pózniej robila! (patrz watek: Tajemnice oraz sugestie Dzidki, ze to samo co z malymi Romkami: wystawiala je z powrotem na ulice z mokrymi ubraniami w reklamówkach;) Byl tez jakis wlasciciel zaprzyjaznionego pudla! Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:58 > > To sama wzorcowa Gaba przygarniala ponoc - deklaratywnie i mimochodem - psy i > koty z ulicy, tylko nie wiadomo, co z nimi pózniej robila! O, to, to! Odpowiedz Link
anhes Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 20:24 no jeszcze Feluś przecież ;-) Odpowiedz Link
szprota Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 22:27 Właśnie, Lucypera żeście zapomnieli! Dlaczego wy, ludzie, zapomnieliście Lucypera?! Odpowiedz Link
ready4freddy Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 14:59 bo to jancykryst wcielony, jak sama nazwa wskazuje :) nie zapomnielim, a chcielim zapomniec! :D Odpowiedz Link
kebbe Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 18:44 kalumnia. a Lucyper muchy by nie skrzywdził, jak mawiała Basia... oj było troszkię tych zwierząt, tak mimochodem...ja nie pamiętam zwierzęcego wątku za dobrze, ale czy ktoś wspominał małego za to brzydkiego psa, jedynego towarzysza nadgryzionego zębem czasu Zbysława? Żółty był, pewnie żeby się ładnie komponował ze złotym łańcuchem swojego pana... Odpowiedz Link
dakota77 Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 18:48 Oczywiscie, ze jakies zwierzeta sie w Jezycjadzie pojawiaja, ale nigdy u Borejkow i osob z ich bliskiego kregu towarzyskiego. A mnie wciaz interesuje, gdzie te koty i psy przygarniane przez Gabe. Bo jak moja mama byla nastolatka, to faktycznie przygarniala kolejne bezpanskie koty. I widac je bylo w domu, nie trzymala ich w tajemniczym miejscu oddalonym od domu;-) Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 21:29 szprota napisała: > Właśnie, Lucypera żeście zapomnieli! Dlaczego wy, ludzie, zapomnieliście Lucype > ra?! > Czyj był, kurde, Lucyper??? Odpowiedz Link
kebbe Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 21:42 Pana Paszkieta, no...najwięcej go przecież z całej Jeżycjadowej menażerii... Odpowiedz Link
ananke666 Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 23:23 Pana Paszkieta ew. Basi. Maczał pysk w mleku (uwielbiam ten tekst: "...ale to nie jest dobre mleko. Lucyper pysk w nim maczał - powiedziała Basia grobowo i przewróciła oczami" - Basia była zajebiaszcza :D) i został pomalowany na zielono, po czym spał snem istoty zszokowanej. Odpowiedz Link
szprota Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 23:28 I wyrażał swym spojrzeniem szczerą miłość :) Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 07.10.08, 00:10 szprota napisała: > I wyrażał swym spojrzeniem szczerą miłość :) Po czym zasypiał. ;-) Odpowiedz Link
senseeko Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 11:00 jottka napisała: > kochanica-francuza napisała: > > > a nie ma? ja pamiętam JEDNO ZDANIE, że ktoś miał - ale poza tym na akcję > nie > wpływało owo zwierzątko (kotek albo piesek, nie pamiętam nawet). > > > MYSZA!!! i jak to nie wpływała na akcję??? no szalenie wpływała:) > No i pies pana Paszkota (jeśli nie przekręciłam nazwiska. IS czytałam już dość dawno) No i Gaba zbierała bezpańskie koty (tylko gdzieś gromadziła je z dala od domu ;) i to na akcję rzeczywiście nie wpływało, co najwyżej pokazywało czułe serce Gaby. Odpowiedz Link
dakota77 Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 11:02 Deklaratywnie czule serce. Odpowiedz Link
senseeko Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 11:09 dakota77 napisała: > Deklaratywnie czule serce. Bo ja mam takie czułe serce że je na wylot zaraz wiercę jak widzę pieska albo kotka lub cyganiątko jakieś spotkam I krwią serdeczną wszystkich poję żadnej krytyki się nie boję Odpowiedz Link
jottka Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:17 łomatko, ale ja już nie chciałam dawać cudzysłowów wokół wiedźmy:) pani dunin akurat pisuje rozsądne teksty, a wiedźmą dyżurną została raczej dlatego, że pierwsza powiedziała 'król jest nagi'. Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:21 jottka napisała: > łomatko, ale ja już nie chciałam dawać cudzysłowów wokół wiedźmy:) pani dunin > akurat pisuje rozsądne teksty Ale na ogół ostre. A tamten to było nie tyle "król jest nagi" co "król chyba jest niekompletnie ubrany". Odpowiedz Link
jottka Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:25 z t ostrością to ja bym polemizowała:) tzn. owszem, pani dunin wyraża często niepopularne poglądy i w tym się bodaj jej ostrość zawiera, ale nie atakuje w stylu pilcha, powiedzmy, który potrafi być bardzo wredny w swych tekstach pod adresem konkretnych osób. dunin nawet jeśli polemizuje z określonym iksem, to stara się uogólnić problem i szukać rozwiązania, wyłazi z niej dusza uczonej:) Odpowiedz Link
mmaupa Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 17:28 A propos tego, ze Jezycjada trafila do kanonu lektur szkolnych - znalazlam piekne wypracowanie-sciage: www.sciaga.pl/tekst/16211-17-kwiat_kalafiora_ignacy_borejko_charakterystyka Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 17:30 Oui, oui... MM załapała się na czasy bryków z bryków... Widziałam w hipermarkecie "tablice matematyczne" (OK) i "tablice polonistyczne". Jak się okazało - tabelka z rubryczkami: Dzieło, Bohaterowie, Akcja, Główne myśli - każda rubryczka po dwa zdania odnośnie danego dzieła. Odpowiedz Link
jottka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 17:32 zaraz, twór jest porażający, ale do czego nawiązuje ten passus?: "Nie lubił on jednak swojej pracy. Był bibliotekarzem w Bibliotece Rapaczyńskich, lecz nie było tam interesujących go tytułów." i dlaczego rapaczyńskich? wszystko już oplata pajęczyna wyborczej?:) Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 17:49 jottka napisała: > zaraz, twór jest porażający, ale do czego nawiązuje ten passus?: > "Nie lubił on jednak swojej pracy. Był bibliotekarzem w Bibliotece > Rapaczyńskich, lecz nie było tam interesujących go tytułów." Oto jak uwaznie mlody target czyta lekture szkolna i co z tego wynika. Powiedziec, ze Ignac nie lubi swej pracy bibliofilskiej i nie interesuja go tamtejsze zbiory, to policzek wymierzony calej Jezycjadzie! I to przez kogo, jakie dziecie tak niewinne... Odpowiedz Link
jottka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 17:51 wiesz co, zasadniczo cholera wie, co można w bibliotece pod takim patronatem znaleźć:) szkoda, że pani mm nie jest z opcji, powiedzmy, profesora legutki i ziemkiewicza, bo wtedy tragiczna sytuacja ignaca byłaby jasna:) Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:00 Ale sluchaj dalej, n.p. tej uroczej konkluzji: "Moim zdaniem Ignacy Borejko jest człowiekiem inteligentnym, dobrym i potrafiącym sobie radzić w rzeczywistości, na przykład omijając kolejki po mięso aktorską grą. Niestety zajmuje się zbyt dużo czasu poświęca bujaniu w obłokach i filozofii, a za mało rzeczywistości." MM bylaby prze-dumna :) A czytanie reszty tej sciagi.pl to perwersyjna przyjemnosc, poczulam sie tytanka entelektu ;P Odpowiedz Link
jottka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:17 no nie wiem, czy byłaby dumna z tych wysiłków małopiśmiennego bądź małopiśmiennej - gramatyka trudne słowo, ale dobrze znać ją bliżej:) Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:31 nie juz początek urzekł: "Człowiek ten zainteresował mnie ponieważ, tak jak ja, kiedy robi to co kocha, czyli czyta książki." Tak, że autor tej twórczości kocha czytać książki to się po prostu na oczy rzuca. Jak myślicie, na ile taka praca może zostać oceniona? Odpowiedz Link
mmaupa Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:44 Pewnie szczodra troje. Mnie dobil ten kawalek: Jako że był jedynym mężczyzną w domu „Jego wrodzoną i wykształconą melancholię spowijał woal zadumy”. Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:47 Uległam ciekawości i poczytałam ciągi dlasze, nieprawdaż. To z charakterystyki Gaby: "Ostrożnie postępowała, gdy poznała Janusza Pyziaka, który próbował oczarować każdą dziewczynę z AZS-u różnymi słowami. Gabrysię różnież to spotkało. Nazwał ją kwiatem kalafiora (stąd też tytuł książki). Nie uległa mu, ale wręcz przeciwnie - zignorowała go." No nie wiem jak wy, ale jakby mnie ktoś nazwał kwiatem kalafiora uległabym mu bez chwili wahania ;-). Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:49 > każdą dziewczynę z AZS-u różnymi słowami Hm... Mam wizję JP, jak emanuje z siebie różne słowa, czyli jeden po drugim rzeczownik w M.lp. " Krowa, maszynopis, budżet, małpa, kosa, bilet..." Odpowiedz Link
ananke666 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 21:19 > Hm... Mam wizję JP, jak emanuje z siebie różne słowa, czyli jeden po drugim > rzeczownik w M.lp. " > > Krowa, maszynopis, budżet, małpa, kosa, bilet..." Jezus Maria, posikam się. Odpowiedz Link
senseeko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 11:25 kochanica-francuza napisała: > > > każdą dziewczynę z AZS-u różnymi słowami > > Hm... Mam wizję JP, jak emanuje z siebie różne słowa, czyli jeden po drugim > rzeczownik w M.lp. " > > Krowa, maszynopis, budżet, małpa, kosa, bilet..." Cudne, cudne! Widzę ten obraz i tarzam się ze śmiechu aż tu nagle... ... nagle doznałam oświecenia czytając Twoją wypowiedź JP - z czym Wam się to kojarzy? I kto w takim razie będzie w powieści Januszem Pyziakiem II? Czyż nie Frycuś? Antynomia JPII? Ale on jest FS, Fryderyk Szopen. Rodem paryżanin, sercem Polak a talentem świata obywatel. Wszystko się zgadza. Mialaś rację Kochanico, MM ciągle nawiązuje do JP. I to w całym ciagu JPI, JPII które summa summarum okazuje się bohaterem pozytywnym W róznych ukladach. Kto zatem będzie B16? Bernard? Czy może Wolfi? W końcu w hiszpańskim "W" wymawiamy jak "B" Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 14:50 kochanica-francuza napisała: > > > każdą dziewczynę z AZS-u różnymi słowami > > Hm... Mam wizję JP, jak emanuje z siebie różne słowa, czyli jeden po drugim > rzeczownik w M.lp. " > > Krowa, maszynopis, budżet, małpa, kosa, bilet..." w sprytny sposob udalo ci sie polaczyc moja ulubionma lekture, "Czlowieka EpokI" Iredynskiego z Monty Pythonem :) uszyma wyobrazni slysze, jak Pyziak wymawia drewniane slowa "kaplyca" i "karybu", przeplatajac je takimi perlami jak "dziegiec" i "witriol" :D Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:48 Dawalyscie gdzies do tego cuda linka? Czy cos przegapilam? Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:49 dakota77 napisała: > Dawalyscie gdzies do tego cuda linka? Czy cos przegapilam? Masz i ciesz się, albo załamuj, wedle uznania: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=85547935&a=85553429 Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:53 Dzieki:-). Mocna rzecz:-) Odpowiedz Link
meduza7 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 19:47 okazuje się te, że Ignacy był... no kim? „Ze spokojem prawdziwego fizolofa tkwił w toczących się burzliwych kłótniach” Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:45 anutek115 napisała: > nie juz początek urzekł: > > "Człowiek ten zainteresował mnie ponieważ, tak jak ja, kiedy robi to co kocha, > czyli czyta książki." > > Tak, że autor tej twórczości kocha czytać książki to się po prostu na oczy rzuc > a. > > Jak myślicie, na ile taka praca może zostać oceniona? Stawiam trzy mniej i ani grosza więcej. Zmieniam na dwóję, jeśli stwierdzę, że praca nie jest samodzielna. (Teoria. Nie wytrzymałabym nawet z jednym z tej bandy drapieżników, jaką są obecnie kochane dzieciątka szkolne). Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:11 kochanica-francuza napisała: > Stawiam trzy mniej i ani grosza więcej. > > Zmieniam na dwóję, jeśli stwierdzę, że praca nie jest samodzielna. > Ach, zauważyłam, otrząsnąwszy się z osłupienia, że ta strona ma ocenę z boku. Jest oceniona na prawie cztery (ciekawe, jak sie to przekłada na oceny szkolne?). Ma też komentarze. Poczytałam, ale tylko trochę, bo mi mózg zaczął parować, wyraźnie czułam, jak mi się szare komórki redukują... Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:12 Zapewnie oceniaja dzieciaki z kompetencja jezykowa zblizona do autora/autorki dziela;-) Odpowiedz Link
jottka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:12 anutek115 napisała: > wyraźnie czułam, jak mi się szare komórki redukują... edukują - chciałaś powiedzieć?:) Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:18 Na swój sposób edukują rzeczywiscie... ponoć nauki nigdy dość... Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:47 anutek115 napisała: > Na swój sposób edukują rzeczywiscie... ponoć nauki nigdy dość... a może reedukują? Odpowiedz Link
senseeko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 11:27 kochanica-francuza napisała: > anutek115 napisała: > > > Na swój sposób edukują rzeczywiscie... ponoć nauki nigdy dość... > > a może reedukują? Kochanica, przestań, bo się posikam! Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:46 anutek115 napisała: > kochanica-francuza napisała: > > > Stawiam trzy mniej i ani grosza więcej. > > > > Zmieniam na dwóję, jeśli stwierdzę, że praca nie jest samodzielna. > > > > Ach, zauważyłam, otrząsnąwszy się z osłupienia, że ta strona ma ocenę z boku. > Jest oceniona na prawie cztery (ciekawe, jak sie to przekłada na oceny > szkolne?). Ma też komentarze. Poczytałam, ale tylko trochę, bo mi mózg zaczął > parować, wyraźnie czułam, jak mi się szare komórki redukują... Ja wolę nie... Wizja kochanej młodzieży, zbrojnej w tę wiedzę, powoduje u mnie depresję - człowiek ideolo jestem... Odpowiedz Link
sowca Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 22:14 Hahaha :D ta charakterystyka wymiata :D ciekawa jestem, która to klasa... chyba któraś gimnazjum? Odpowiedz Link
senseeko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 11:29 sowca napisała: > Hahaha :D ta charakterystyka wymiata :D ciekawa jestem, która to > klasa... chyba któraś gimnazjum? Niestety, rozwieję Twoje nadzieje. Jeśli dobrze widzę, jest to podpięte pod li-ce-um. No i co ja się tak dziwię? Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 21:35 pod liceum??? o madre de Dios! [bije łbem o ścianę] Odpowiedz Link
sowca Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 22:53 Ja nie wierzę :O no nic, matury dzieciątko nie zda. Chociaż, z drugiej strony....może podstawową na 30 %... Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 23:48 sowca napisała: > Ja nie wierzę :O no nic, matury dzieciątko nie zda. Iii tam. Zda, wystarczy obniżyć wymagania... Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 15:46 mnie zaciekawilo co innego. nie wiem jak wam, ale mnie nad tekstem (na razie przebrnalem przez dwa zdania, ale widze, ze rozrywka bedzie przednia) wyswietla sie "Jesteś w ciąży? - kliknij!". i to cos kieruje do portalu dla, jak zrozumialem, swiezo upieczonych rodzicow. bardzo ciekawe pozycjonowanie, ale to chyba nad brykiem do "Zaby" powinno byc, w KK ciaz nie bywalo :) Odpowiedz Link
mama_kotula Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 20:08 jottka napisała: zaraz, twór jest porażający, ale do czego nawiązuje ten passus?: "Nie lubił on jednak swojej pracy. Był bibliotekarzem w Bibliotece Rapaczyńskich, lecz nie było tam interesujących go tytułów." Jak to do czego? Proszz: "Ze smutkiem też stwierdził, że jego parotitis epidemica kończy się niestety, i trzeba bedzie porzucić zacisze domowe, by wrócić do pracy i przez pół dnia czytać nie te książki, na które ma ochotę." Swoją drogą, podziwiam polonistów, że są w stanie nie pozabijać swoich podopiecznych. To się chyba "powołanie" nazywa. Odpowiedz Link
ananke666 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 21:17 > zaraz, twór jest porażający, ale do czego nawiązuje ten passus? Do tego, że Ignac wspomniał, jak to po chorobie będzie musiał wrócić do pracy i pół dnia czytać nie te książki, na które ma ochotę. Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 14:42 ROTFL :) teraz wszystko rozumiem, Ignac robi dla Agory :))) Odpowiedz Link
senseeko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 11:14 mmaupa napisała: > A propos tego, ze Jezycjada trafila do kanonu lektur szkolnych - znalazlam > piekne wypracowanie-sciage: > > www.sciaga.pl/tekst/16211-17-kwiat_kalafiora_ignacy_borejko_charakterystyka To chyba jakaś piąta kolumna? Gdybym była nauczycielką tego dziecka, uciekłabym z krzykiem. "Pecuniua oboediut omina, Biblioteka Rapaczyńskich.." Oh My User! Czy to nie jest czasem wypracowanie w stylu "niedaleko Damaszku siedzi diabeł na daszku..."? Odpowiedz Link
tygrys2112 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:59 "O, tak, bez najmniejszego trudu. Nawet nie trzeba było stosować szczepienia. Same od kolebki wykazywały namiętny głód słowa drukowanego. Poniekąd w sensie dosłownym." :D))))) Odpowiedz Link
tygrys2112 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:37 "Nie, to nie jest trudne. Wystarczy traktować swoich czytelników tak, jak własne dzieci - bawiąc, uczyć. Wychowywać nie przez tyranię, tylko przez ukazywanie dobrych wzorców. Oczywiście, te dobre wzorce, za których obecność ja, autorka, biorę odpowiedzialność, kwalifikować mogę tylko ja, nikt inny. Pewnie nie wszystkim się one podobają. Trudno. Zawsze można sięgnąć po inną książkę, zawierającą inne propozycje i wzorce, prawda? Mamy wolność! A czasy, w których dyżurni ideologowie dyktowali autorom, co dokładnie mają napisać, co im wolno, a co nie, co jest "po linii", a co jest "be", kiedy organizowali nagonki i z różnych trybun wyklinali twórców, minęły już dość dawno. Ufajmy, że na zawsze. Autor nie powinien też, moim zdaniem, nadmiernie wsłuchiwać się w oczekiwania publiczności. Po pierwsze, to on jest władcą i panem na swoim terenie, on dyktuje warunki i nikomu nic do tego, jeśli tylko autor nie narusza norm obyczajowych i prawnych. Po drugie, żądania płynące ze strony czytelników są na ogół wzajemnie sprzeczne i nie da się ich zaspokoić. To chyba oczywiste, że niemożliwe jest, bym sprostała wszystkim oczekiwaniom i ustosunkowała się do wszelkich przejawów życia społecznego. Siłą rzeczy, także dla artystycznego dobra mojego dzieła, muszę dokonywać wielu eliminacji. Ale to moje dzieło, moje eliminacje i moja odpowiedzialność za własną moją pracę. A więc - nikt nie ma prawa czegokolwiek mi narzucać. Na pewno nie będę też propagować rzeczy, z którymi się nie zgadzam, lub które uważam za szkodliwe, groteskowe lub w złym guście. Pozostaje mi tylko poradzić niektórym osobom dorosłym, żeby nie traktowały książek młodzieżowych jako źródła wzorców i inspiracji dla siebie. Czas przejść do poważniejszych lektur, stosownych do wieku, a dzieciom pozwolić się cieszyć ich książkami." Wiecie, ja w zasadzie nie odebrałam tego fragmentu jako obraźliwego. Raczej jako asertywny. I zgadzam się, że niemożliwe jest pogodzić ze obą sprzecznych żądań. Że autor nie ma obowiązku podporządkowywać się naciskom i sam może wybrać czy chce się czymś sugerować czy nie. I że ma prawo uprawiać swoją ideologię. Jedyne co jest zgrzytliwe, to ostatnie zdanie, tu naprawdę się trochę zdziwiłam. Ale z drugiej strony czytelnik też ma prawo oceniać i wybierać i wyrażać sądy. Krytyka jest bolesna, ale trzeba się z nią zmierzyć. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:47 Ja sie w pelni zgadzam, ze autor powinien kierowac sie przy pisaniu wlasna wola. Kazdy z czytelnikow ciagnie w inna strone, chce czegos innego. Nie oczekuje, ze MM przyjmie nasze uwagi, choc niektore naprawde wyszlyby serii na dobre. Ale raz, ze jesli w gre wchodzi wola jakiegos jej guru typu Milosz czy Raszewski, to nie ma oporow przed zmienianiem akcji, a dwa, ze jakas ta obrona strasznie gwaltowna:-). No a o ostanim zdaniu juz wczesniej pisalam,z e mnie dotknelo niemilo. Odpowiedz Link
kochanica-francuza Hm... A ja to odebrałam... 05.10.08, 19:49 że MM już za życia postawiła sobie postument (w którym punkcie Poznania, dzieci???), wdrapała się na niego, udrapowała (w antyczną togę?), zamarła we wzniosłej pozie i za nic nie da się zepchnąć... Odpowiedz Link
dakota77 Re: Hm... A ja to odebrałam... 05.10.08, 19:50 A to swoja droga. W koncu jako osobie o Jedynie Slusznych Opiniach postument jej sie nalezy. Odpowiedz Link
tygrys2112 Re: Hm... A ja to odebrałam... 05.10.08, 19:55 Ja myślę raczej, że odbiera nasze opinie i krytykę jako atak na swoją osobę, niektóre rzeczy słusznie, inne mniej. I dlatego zareagowała tak ostro. Odpowiedz Link
truscaveczka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 20:02 Tu są same kwiatki :/ "zy nie sądzi Pani, że przedstawienie tylko pozytywnych stron macierzyństwa może wpływać negatywnie na samoocenę czytelniczek, które właśnie zostają matkami? Nie, nie sądzę żeby humorystyczne, romantyczne książki dla dziewcząt mogły mieć aż tak silny wpływ na samoocenę osób dorosłych. Ostatecznie, ja piszę młodzieżowe powieści rozrywkowe, a nie poradniki pielęgnacji niemowląt." Gdyż albowiem powiadam wam, iż nie będzie niedorosła osoba rodzić dzieci. A przeto mącić w głowach niedorosłych mogę do woli. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 20:07 No tak, to pisze dla osob doroslych, ktorym to nie zaszkodzi, czy dla 9-latek? Bo jezeli jej ukochani odbiorcy sa nieletni, to takie beztroskie przedstawienie macierzynstwa jednak moze im namieszac w glowie. Odpowiedz Link
limotini Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 10:28 Przesadzacie :) Mnie się bardzo podobał fragment, w którym MM opowiada o swojej pasji czytania książek. Podobała mi się też romantyczna historia Japonki przyjeżdżającej na studia do Poznania - a my tu się zastanawiamy, czy Aniella popełnia szaleństwo. MM pisze, że z jej obserwacji (spoktania czytelnicze, listy) wynika, że cały czas wielu bardzo młodych ludzi czyta jej książki. Dlaczego miałabym jej nie wierzyć? MM pisze, że autor nie może ulegać presji czytelniczej na temat tego, o czym ma pisać. Zgadzam się. Pisze, że jeśli autor ma swoje poglądy, to nie ma powodu, żeby się starał się ich nie pokazywać w książkach. Jak najbardziej. W ogóle Pisarka bardzo ładnie (imho) odpowiada na pytania. *** Pisarka kieruje swoje książki do osób w wieku 10-14 lat? Trudno, najwyższy czas się z tym pogodzić, że jestem dwa razy za stara. Niektóre książki się bronią przed kryzysem (patrz odpowiedni wątek), inne nie. Przecież nie możemy zmusić MM, żeby pisała dla nas, bez sensu. Możemy sobie co najwyżej porozmawiać o tym, że nam szkoda. Ale to Jej wybór. W wywiadzie nie pojawia się pytanie o to, że część czytelników narzeka, że styl książek jest z tomu na tom coraz gorszy. Bromba się nie pyta, dlaczego tyle wpadek czasowych i rzeczowych, dlaczego tło jest dużo słabiej dopracowane. A szkoda. Czy Wy też macie wrażenie, że pytanie o Bambolandię nie przypadkiem pojawia się po wyjaśnienieniu o czym będzie Sprężyna? Bo ja się zastanawiam, czy się te dwie serie nam nie zbiegną, jeśli chodzi o wiek bohaterów... A już zupełnie z innej beczki: trochę pod wpływem tego wywiadu, trochę na wspomnienie historii Róży przychodzą mi do głowy skojarzenia z amerykańską panią Palin. Odpowiedz Link
ananke666 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 11:12 O wartości książki nie przesądza wiek ludzi, do których jest kierowana. Ten pogląd jest z gruntu fałszywy i nie bójmy się tych słów, kompletnie głupi. Gdyby tak było, nie wygrywałabym na allegro z bijącym sercem "O wróżkach i czarodziejach" Natalii Gałczyńskiej, koniecznie z dziwnymi ilustracjami Olgi Siemaszko, której ni cholery nie mogłam znaleźć w księgarniach, same audiobooki mieli. Gdyby tak było, nasz egzemplarz "Dzieci z Bullerbyn" nie byłby kompletnie i do szczątków zaczytany przeze mnie ('78), siostrę ('64), Mamę ('41) oraz brata ('64!!). Nie byłoby długiego wątku o książkach, które się oparły próbie czasu. Ronja, bracia Lwie Serce dalej twardo trzymają się swoich wysokich miejsc, razem z chmarą innych bohaterów. I "Szósta klepka" trzyma się tak samo twardo! Dobra książka broni się sama, nieważne, czy ona dla dzieci czy nie! Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 13:12 Limotini, jak czytam, co ty masz na temat wywiadu do powiedzenia i to, jak to mówisz, to zgadzam się z kazdym twoim słowem, nawet z konkluzją, że przesadzamy. Ale jak czytam: "Oczywiście, te dobre wzorce, za których obecność ja, autorka, biorę odpowiedzialność, kwalifikować mogę tylko ja, nikt inny. Pewnie nie wszystkim się one podobają. Trudno. Zawsze można sięgnąć po inną książkę, zawierającą inne propozycje i wzorce, prawda? Mamy wolność! A czasy, w których dyżurni ideologowie dyktowali autorom, co dokładnie mają napisać, co im wolno, a co nie, co jest "po linii", a co jest "be", kiedy organizowali nagonki i z różnych trybun wyklinali twórców, minęły już dość dawno. Ufajmy, że na zawsze." A jeszcze bardziej: "A więc - nikt nie ma prawa czegokolwiek mi narzucać. Na pewno nie będę też propagować rzeczy, z którymi się nie zgadzam, lub które uważam za szkodliwe, groteskowe lub w złym guście. Pozostaje mi tylko poradzić niektórym osobom dorosłym, żeby nie traktowały książek młodzieżowych jako źródła wzorców i inspiracji dla siebie. Czas przejść do poważniejszych lektur, stosownych do wieku, a dzieciom pozwolić się cieszyć ich książkami." To juz niekoniecznie - z tym czepianiem się, mam na mysli. Dla mnie te słowa brzmia napastliwie, moze jestem przewrażliwiona mimozą, trudno. Ale zwlaszcza dotyka mnie, jako wiernego od wielu lat czytelnika, który pakował ostatnie oszczędności w powieści MM, który wytrwale gromadził je na półkach, nieraz wyszukując je w dziwnych miejscach, który niektóre tomy musiał wymienić, gdyż pierwsze nabyte zaczytał, zdanie ostatnie. Jestem oto w oczach pani MM kimś, o kogo nie warto się starać. Kimś, kto się co najwyżej czepia (oczywiście bez powodu), kimś obcym, bo nie zgadza się z każdym słowem (inaczej czyż by się czepiała?). Mnie też się podoba historia Japonki, ja też uważam, że autor ma prawo w swoich powieściach zawierać opinie, które są dla niego wazne, co więcej, mnie nawet nie chodzi o brak mądrych feministek i zwierząt domowych. I zgadzam się z opinią Uccello, wyrażoną gdzieś wyżej, że krytyka, choćby słuszna, boli. Ale pogląd autora, że są czytelnicy, na których można kreskę (z różnych powodów) położyć, to, wybacz, nie jest coś, co mogę zrozumieć. I podzielam opinię dziewczyn piszących o tym, że dobra książka się broni sama. Co to znaczy, pisanie dla 10-14-latek? Jak można napisac książkę, zakładając z góry, że wiek odbiorców będzie taki, a nie inny? Niestety, ale dla mnie to podpada pod bylejakość. Wcale nie chcę zmuszać pani MM by pisała dla nas. Ale chciałabym, by pisała dobrze - i w związku z tym też żałuję, że nie padły pod jej adresem pytania, które i ty stawiasz. Odpowiedz Link
limotini Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 13:41 Anutek, dzięki za komentarz. Przeczytałam te zacytowane wypowiedzi i, niestety, zgadzam się: można się poczuć urażonym. Możliwe, że ja je przy czyteniu artykułu (a czytałam god dwukrotnie) po prostu wyparłam, bo jak najbardziej uderzają też we mnie. Ale wiesz co? Ja już (i to od jakiegoś czasu, a nie od przeczytania artykułu) nie czekam na Sprężynę. Może dlatego jakoś tak mniej emocjonalnie do tego podeszłam i tylko przemknęłam wzrokiem po tych lekceważących wzmiankach? Odpowiedz Link
uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 14:12 anutek115 napisała: >I podzielam opinię dziewczyn piszących o tym, że dobra książka się >broni sama. >Co to znaczy, pisanie dla 10-14-latek? Jak można napisac książkę, >zakładając z góry, że wiek odbiorców będzie taki, a nie inny? >Niestety, ale dla mnie to podpada pod bylejakość. L.J.Kern ładnie powiedział ,że: Książki dla dzieci powinny być takie ,żeby je zrozumiał nawet dorosły. Ale myślę ,że nie działa to w drugą stronę. Wielu wybitnych, poruszających, mądrych książek dla dorosłych , człowiek powiedzmy 12letni nie jest w stanie zrozumieć. Po prostu trzeba do nich emocjonalnie i intelektualnie dorosnąć. Dla 14latki, trzydziestoparolatka jest już po drugiej stronie tęczy. Problemy jakie osoba dorosła może mieć- w pracy, w życiu erotycznym, w relacjach z najbliższymi, są dla bardzo młodego czytelnika abstrakcją- poprzez brak doświadczenia. Że tak eufemistycznie powiem- empatia wobec dorosłych nie jest najmocniejszą cechą nastolatków. Można słowa MM, które cytujesz Anutku odebrać jako skreślenie nas- najwierniejszych czytelniczek, a można odczytać jako deklarację, że dzieci i świeżo opierzone nastolatki są dla MM zawsze najważniejsze. Wg mnie troszkę ją (MM) złości/nuży/irytuje przykładanie szkiełka i oka do Jeżycjady, bo tak naprawdę , chodzi jej o to by poruszyć jedno z drugim zielone serce . Odpowiedz Link
jottka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 14:44 uccello napisała: > Wg mnie troszkę ją (MM) złości/nuży/irytuje przykładanie szkiełka i > oka do Jeżycjady, bo tak naprawdę , chodzi jej o to by poruszyć > jedno z drugim zielone serce . znaczy - w przekładzie na codzienną prozę - na żywym i poruszającym przykładzie pokazać młodej dziewczynie, a nawet dziewczynce (bo między 9 a 14 lat), że nie żyje sama na świecie, że powinna nauczyć się myśleć i działać samodzielnie dla dobra bliźnich? jest to piękny program i widzę jego realizację na przykład w 'idzie' czy 'kłamczusze', niezależnie od uwag, jakie mogę mieć pod adresem tych powieści jako osoba dorosła. ale w takim razie co ma poruszyć owe zielone serca dziesięciolatek w najnowszej love story pyzy i frycka? bezmyślność tych dorosłych wszakże osób? nieumiejętność wzięcia odpowiedzialności za siebie bądź drugiego człowieka? jeszcze coś innego? ciężar problemów widzi mi się zdecydowanie nieodpowiedni dla młodocianych. a może to ma być ta wspominana w wywiadzie powieść rozrywkowa dla młodzieży? to w takim razie poczucie humoru sie faktycznie zdecydowanie zmieniło od moich lat szkolnych. i o te pewne takie pęknięcia nam chodzi, zgrzybiałemu krytykanctwu:) Odpowiedz Link
uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 00:15 jottka napisała: > ale w takim razie co ma poruszyć owe zielone serca >dziesięciolatek w najnowszej love story pyzy i frycka? bezmyślność >tych dorosłych wszakże osób? nieumiejętność wzięcia >odpowiedzialności za siebie bądź drugiego człowieka? jeszcze coś innego? Myślę ,że przy odrobinie dobrej woli dziewczę wyczytać może ,że ciąża nie jest mrocznym, potwornym stanem - początkiem końca świata. Że w miłości zdarzają się też takie chwile, kiedy wątpi się lojalność drugiej strony i nie warto się zacinać w urażonej dumie, jeno rozmawiać, rozmawiać , rozmawiać. Że niekoniecznie osoby które kochamy np. dziadek i np. chłopak muszą się uwielbiać wzajem , ale że nie trzeba wybierać między nimi. No i że warto pomyśleć, zanim się da człowiek porwać wichrom namiętności wsród teleskopów i lunet. Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 09:07 uccello napisała: > > No i że warto pomyśleć, zanim się da człowiek porwać wichrom > namiętności wsród teleskopów i lunet. Nie, Uccello. Tego z pewnościa się nastolatki nie dowiedzą. Tego nikt w książce nie mówi, nie daje do zrozumienia nawet zmarszczeniem brwi, Gaba idzie się pomartwić do Idy, martwi się kwadrans, a potem się już wszyscy ciesza z cudu nowego życia. Nastolatki dostają przekaz - w tej jednej sprawie - wszystko się ułoży, zdradliwy mężczyzna powróci, jak sobie przemyśli, a jak nie, to małe dziecko nie jest niebezpieczne. Juz je wszyscy kochamy. Wyżywimy je kaszką na mleku, ubierzemy w spioszki po siostrzeńcach, takie małe dziecko, co ono kosztuje?! I ja tę radość i wsparcie naprawdę uważam za właściwą reakcję rodziny, bo trzeba wspierać kogoś, kto jest w trudnej sytuacji. Ale jeśli jest TYLKO radość, no cóż... to akurat może dać całkowicie fałszywy obraz sytuacji. I do myślenia nie skłoni absolutnie. Odpowiedz Link
kaliope3 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 10:41 Mało tego.Można w zasadzie wysnuć wniosek że na ten cud życia czekamy te kilkanaście lat i jest to najważniejszy jego element do którego można dążyc różnymi drogami(oczywiście podświadomie) i wszystkie te drogi będą w pełni usprawiedliwione najwspanialszym ich celem. No i że zatrzymanie ukochanego jest również jednym z nadrzędnych zadań które trzeba wykonać jak najszybciej.To w zasadzie główne motywacje działań młodej dziewczyny-o całą resztę zatroszczy się rodzina jakby co. Jedynym kłopotem może być namolny dziadziuś, ale i z nim,dzięki niezłomności i odwadze możemy sobie dać radę. Odpowiedz Link
szprota Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 12:32 Wydaje mi się, że próbie czasu opierają się te książki, które traktują czytelnika poważnie i jak omal równorzędnego partnera we wspólnym przeżywaniu literatury. Nieco wobec tego martwi mnie podejście z wychowawczą misją (czyż Szósta Klepka albo OwR miały wychowywać?) i lekkie spojrzenie z góry na ex definitione młodziutką czytelniczkę (słynne wyjaśnianie, co to jest rosa w "Na gwiazdkę"). Odpowiedz Link
biljana Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 13:04 No cóż mamy za swoje ;) Pani MM się na nas obraziła, by nie użyć brzydkiego słowa, które w tym miejscu jakoś ciśnie mi się na usta. Nie podoba się? To won! Nie czytajcie! Bo tak w ogóle to ja już dla was nie piszę, moje drogie wielbicielki trzydziestoparoletniego Baltony i domowych zwierzątek wszelkiej maści. Mam teraz nowe, 9 letnie, młode czytelniczki, które mnie kochają i nie krytykują. A co, Józinek nowym bohaterem masowej wyobraźni:) Odpowiedz Link
weronika753 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 13:30 Czy rzeczywiście są 9-letnie czytelniczki Jeżycjady? Nawet 13-letnie? Ale takie, które sięgają po cykl z prawdziwą przyjemnością "same z siebie"? Moim zdaniem, to nie one, lecz "stara gwardia" z niecierpliwością czeka na Sprężynę. Stara gwardia, to znaczy my, czytelniczki po "osiemnastce". Odpowiedz Link
limotini Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 13:45 Ja sięgnęłam po Jeżycjadę w tym wieku, więc to może się zgadzać. Zresztą zajrzyj do wątku, w którym opisujemy książki poza kryzyzem, tam jako nasza lektura z dzieciństwa bardzo często jest wspominany "Potop" czy "Pan Wołodyjowski" (najczęściej jako przykład lektur, które kryzysu nie przeszły - choć mnie do nich ciągle ciągnie). Ciekawe, czy Sienkiewicz się spodziewał, że pisze ku pokrzepieniu nastoletnich serc :) Nie mamy też powodu, by nie wierzyć w to, że pani M. spotyka się z wieloma wyrazami zainteresowania ze strony czytelnictwa(?) w tym wieku. Odpowiedz Link
ananke666 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 14:05 Samozwaniec o Sienkiewiczu: "z tym pisarzem szło się pod rękę aż do 20. roku życia". Cóż, ja pewnie będę szła do późnej starości ;) Aj, dopiero zauważyłam, że zrobiłam z siostry bliźniaczkę brata. Siostra '67 :) Odpowiedz Link
jottka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 14:12 limotini, ale czy ty nie zauważasz, że twierdzenie, jakoby krytykantki po prostu są za stare do tej lektury i dlatego marudzą, jest typowym ustawieniem sobie przeciwnika do bicia?:) to, że krytykantki zupełnie o czym innym mówią i nie o wzorcach dla siebie się wypowiadają, nie ma tu nic do rzeczy, bo wtedy trzeba by było uczciwie się z tąże krytyką zmierzyć. odnosząc się tylko do tego forum, nie przypominam sobie zarzutów pod adresem 'jeżycjady' typu - 'boże, ja tak się chciałam dowiedzieć, co u pyzuni, a ona tak głupio postąpiła, jakaż się czuję zawiedziona, wszak zawsze stanowiła dla mnie wzorzec rozsądku!'. bardzo dużo jest natomiast: 1/ zarzutów warsztatowych (z najczęściej chyba powracającym zarzutem niespójności postaci i niedoróbek redakcyjnych) oraz 2/ zarzutów dot. rozdźwięku między ideologią deklarowaną a ideologią zaświadczaną czynami; a zważywszy, że czytelniczki 30letnie są (jeszcze) w stanie mocno wpłynąć na wybory 9letnich czytelniczek, to ja bym sie jednak zastanowiła nad zarzutami stawianymi przez tę starszą grupę. zwłaszcza że one dotyczą właśnie wzorców przekazywanych nieletnim:) Odpowiedz Link
limotini Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 15:25 A tak poważnie i wcale nie ironicznie: skąd pani Musierowicz ma wiedzieć, czego nam brakuje w jej nowych książkach? Ma się przekopać przez to forum pełne najbardziej absurdalnych wypowiedzi (uwielbiam absurd, żeby nie było). Ja uczciwie powiem, że nie próbowałam ani razu napisać do MM z wyjaśnieniem, co dokładnie leży mi na sercu. Czy jest możliwe, że do Pisarki docierają tylko wnioski, przefiltrowane przez redaktorę z gazety, na temat zwiększenia ilości zwierzątek, uczestnictwa a Paradzie Równości czy też wyeliminowania błękitu i bergamotki w celu nie epatowania religią? Odpowiedz Link
verdana Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 15:36 Wątpię. MM zapomina tez o wzgledach handlowych. To ten niewasciwy target jest faktycznym targetem, bo on nabywa w drodze kupna książki niezrownanej MM. Jesli uzna je za takie sobie, moze kupi. Jesli uzna je za niewychowawcze (a to jeden z zarzutow) to pewnie nie kupi. Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 21:19 verdana napisała: > Wątpię. > MM zapomina tez o wzgledach handlowych. To ten niewasciwy target > jest faktycznym targetem, bo on nabywa w drodze kupna książki > niezrownanej MM. > Jesli uzna je za takie sobie, moze kupi. Jesli uzna je za > niewychowawcze (a to jeden z zarzutow) to pewnie nie kupi. pomijajac fakt, ze przyznanie sie do celowania w okreslona grupe konsumentow to dla pisarza, badz co badz artysty poniekad stwierdzenie "tak, robie to wylacznie dla pieniedzy", to.. mylisz sie, Verdano. "brand value" jest tak silny, ze kupicie nie tylko "Sprezyne", ale i to, co po niej przyjdzie, niewazne na jaka kaszane bedzie sie zapowiadac. nie jestem ekspertem od marketingu, ale z doswiadczenia wiem, ze takie kultowe marki maja bardzo dlugi zywot :) Odpowiedz Link
verdana Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 21:33 My kupimy, bo tu są sami fanatycy. Ale przeciętni czytelnicy nie kupią, bo ksiązki drogie, więc lepiej kupić coś wartosciowego... Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 09:01 ready4freddy napisał: >"brand value" jest tak silny, ze > kupicie nie tylko "Sprezyne", ale i to, co po niej przyjdzie, niewazne na jaka > kaszane bedzie sie zapowiadac. Cóż, a otóż niekoniecznie. Był taki wątek "Kto ma całą Jeżycjadę" i nie mogłam się wpisać, bo nie mam ostatniej części. Wydanie "Czarnej polewki" przypadło na okres, gdy byłam naprawdę biedna, nie stac mnie było na nic (poza rzeczmi koniecznymi, jak jedzenie i płacenie rachunków, poza tym nie miałam żadych pieniędzy, zupełnie jak Borejkowie na początku) więc książkę pożyczyłam od kuzynki planując ją nabyć, jak się mnie polepszy. I jak się polepszyło, nie nabyłam. Powiem brutalnie szczerze, żal mi było pieniędzy. Gdy wchodziłam do księgarni, zawsze wychodziłam z INNĄ ksiązką. Taką, na która pieniędzy nie było żal... Ze "Sprężyną" zrobię dokładnie tak samo. Przykro mi, ale ja nadal nie jestem zbyt bogata. Kupowanie książek to u mnie nawyk i życiowa konieczność, ale mam naprawdę za mało pieniędzy, by kupować każdą, także złą MM, tylko dlatego, że to MM. Jest mi strasznie przykro, że dożyłam takiej chwili, i ze nie okazałam się fanatykiem też, ale co robić. Na moim przykładzie widać jednak trochę to, co może się stać z odbiorem MM, jak dalej będą powstawać książki dla dziesięciolatek. Odpowiedz Link
biljana Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 10:13 Ja się zgadzam z Anutkiem. Co mi się, nawiasem mówiąc, bardzo często zdarza. Też nie mam wszystkich części Jeżycjady. Brakuje mi bodajże Imienin araz Tygrysa i Róży. Też tak jakoś się dziwnie składa, że wychodząc co i rusz z księgarni z nowymi książkami, nie ma wśród nich tych brakujących. Jakoś tak mnie nie ciągnie. Jest tyle dobrych książek. A ja jakoś straciłam sentyment do "nowej Jeżycjady". Tak btw, te nowe części (Polewka, Trolla) to nawet nie poszły do drugiego czytania:) Nie mówiąc o trzecim. Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 10:43 alez ja doskonale rozumiem :) skoro za te sama cene mozna miec "Polewke" albo np. "Mozliwosc wyspy" Houellebecq'a, literacko jak lokalne rozgrywki amatorow w hokeja vs. Puchar Stanleya :) to rachunek jest prosty. Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 14:56 Cytatready4freddy napisał: > verdana napisała: > > Wątpię. > > MM zapomina tez o wzgledach handlowych. To ten niewasciwy target > > jest faktycznym targetem, bo on nabywa w drodze kupna książki > > niezrownanej MM. > > Jesli uzna je za takie sobie, moze kupi. Jesli uzna je za > > niewychowawcze (a to jeden z zarzutow) to pewnie nie kupi. > pomijajac fakt, ze przyznanie sie do celowania w okreslona grupe konsumentow to > dla pisarza, badz co badz artysty poniekad stwierdzenie "tak, robie to wylacznie> dla pieniedzy", Wiecie, mam bardzo dziwne odczucia po przeczytaniu tego wywiadu brombicznego - z jednej strony MM nadmienia, ze Cytat to.. mylisz sie, Verdano. "brand value" jest tak silny, ze > kupicie nie tylko "Sprezyne", ale i to, co po niej przyjdzie, niewazne na jaka> kaszane bedzie sie zapowiadac. nie jestem ekspertem od marketingu, ale z > doswiadczenia wiem, ze takie kultowe marki maja bardzo dlugi zywot :) Oj no.. freddy, mów za siebie, kupuj za siebie! ;P Ja dotad nie kupilam CP. Ani Frywolitek 3 ani tych tam lapsusów walentynkowo-swiatecznych. Sprezyny tez raczej nie kupie. Wole przeczytac w sklepie, a kupic sobie cos lepszego. Zwlaszcza po tym wywiadzie nieszczesnym nie widze, dlaczego mialabym MM nagradzac pieniedzmi za mozliwosc zgrzytania zebami i przewracania oczami ;P MM nie jest juz niestety kultowa marka, i sama robi wszystko, aby sobie obnizyc brand value. Produkt zszedl na kaszane juz dawno, a kobieta-marka teraz jeszcze obraza sie na swój najwierniejszy i najbogatszy segment targetu! W marketingu jest tak, ze gdy jakis segment klienteli wyraza watpliwosci co do jakosci produktu, to minimum dobrego brandingu polega na tym, ze zaniepokojona firma-marka-przedstawiciele marki jak najszybciej staraja sie skontaktowac z ta klientela i uspokoic, albo zapewnic, ze nawet jesli cos nie tak, to postaraja sie to naprawic. Bo jak takie uspokojenie nie nastapi, to klientela zniechecona odchodzi... Odpowiedz Link
joasia_jot Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 01:42 musierowicz.com.pl/oautorce-tek-b-a-1.html a propos papieskiego kubka. i paru innych rzeczy też :D swoją drogą, ciekawa linia obrony. tok argumentacji jest mniej więcej taki: pokazuję czytelnikom świat określonych wartości i jednorodnych poglądów, bo - właściwie - jestem poza tymi poglądami, w pozycji bezstronnego świadka. paradoks:) Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 17:52 joasia_jot napisała: > musierowicz.com.pl/oautorce-tek-b-a-1.html > a propos papieskiego kubka. i paru innych rzeczy też :D to kongenialne! dopiero dwa zdania, a mnie juz sie szalenie podoba, "wypijając bezkompromisowo herbatę" jest rownie doskonale jak "chamskie krakanie" wron. przepraszam, czy ktos nam pania Autorke p o d m i e n i l, jakis nocny podmieniec, ze zacytuje? bo to przeciez nie jest osoba zdolna napisac "Szosta klepke", ta pani ktora sie podszyla pod Autorke??? Odpowiedz Link
ginestra Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 18:07 Bardzo ciekawy ten wpis na stronie pani MM, a ten pierwszy wywiad, z założycielskiego wątku, też ciekawy - jak i dyskusja po nim! Moje wrażenie jest takie, że i w wywiadzie i w tym wpisie na swojej stronie pani Musierowicz pokazuje się nam (jednak!) z bardzo osobistej strony. Nie powinien nas zwieść chyba ten dystans i mówienie takie "ogólne" o świecie, o ideałach, o tym jak te ideały pani MM wyznaje i co jej przyświeca, gdy pisze, ale ten dystans (według mnie przynajmniej) pokrywa taki fakt, że pani Musierowicz krytykę chyba dość osobiście przyjmuje, i że jest nią już zmęczona i zawiedziona. Moim zdaniem to widać mimo tej mężności odpowiedzi, na którą wskazała Uccello. Nie wiem czy to słuszne odczucie czy jakieś moje przewrażliwienie, ale wydaje mi się, że pani MM na nas się zawiodła i to mnie martwi, a jednocześnie czuję, że pewnie słusznie się zawiodła (tzn. z jej perspektywy tak może być - zaraz wyjaśnię). Na nas, to znaczy na naszym forum. Pamiętam jeszcze sprzed paru lat ten ciepły odzew od niej na spotkaniu poznańskim (sms do Julka od pani MM osobiście i telefon od przyjaciółki pani MM do nas), a wcześniej ten wpis na Gwiazdkę, na forum, z życzeniami świątecznymi, który napisała osoba o nicku: "małgorzata_musierowicz". Oczywiście każdy mógł sobie założyć taki nick, ale coś mi mówi (od początku mówiło), że to była właśnie ona! Moim zdaniem te życzenia objawiały taki stłumiony entuzjazm, żeby ta radość nie wybuchła w sposób egzaltowany, więc tak niby poważnie i miło, ale dało się tę radość wyczuć, to serdeczne nastawienie. Te życzenia były dla "moich wszystkich drogich czytelników" czy jakoś tak. Teraz jak czytam stronę pani MM to widzę, że w podobny sposób pani MM pisze - zawsze z jakimś ciepłem do czytelników, jakąś trochę nieśmiałością, trochę szacunkiem. I to mi pasuje do tego wpisu świątecznego. Myślę, że choć to było parę słów, to tak dobranych, że ciężko komuś by to było podrobić, a zresztą po co by miał ktoś się podszywać pod panią MM? To było w takim szczególnym, kameralnym, dość "intymnym" wątku (o tym jak różne osoby były chore, pamiętacie?). I taki był niepowtarzalny klimat, że chyba pani MM nie wytrzymała i nam napisała od siebie te życzenia. Chcę powiedzieć, że wydaje mi się, że mimo tych naszych krytyk miała do nas ciepłe uczucia i takie poczucie, że jej nie zawiedziemy, że jesteśmy takimi wiernymi czytelnikami, którzy mogą krytykować bohaterów czy wpadki, ale to nic, bo i tak rozumieją, co jej samej przyświeca i kochają jej książki i to pokazywało może, że jej praca ma sens, że łączy ludzi, wyzwala w nich dobre uczucia i wzajemną bliskość. Potem był ten okropny artykuł w WO. I my chciałyśmy napisać to sprostowanie, ale nie napisałyśmy w końcu! Były spotkania i miałyśmy ułożyć wspólny list, przyniosłyśmy takie jakby listy od siebie itp., ale akcja była dość niezborna i chyba nie dotarły one jeszcze do pani MM (choć nie wiem, może dotarły?). Ja też przyznam się, że nie zrobiłam nic w tym kierunku, żeby je dostarczyć czy coś, a więc czuję się winna. Z tych listów, które miały się składać na ten zbiorowy list, bardzo ładnie (najtrafniej moim zdaniem!), pamiętam, Onion przedstawiła to, jak jest z naszym forum i z tą krytyką. Nie ośmielam się cytować, ale to było na mój ogląd bardzo trafne i delikatne i z wyczuciem i wyjaśniało prawdę o tym jak jest z naszą krytyką i jednoczesną miłością do tych książek. Myślę, że gdyby ten list trafił do pani MM czy też to sprostowanie w GW, to by dziś nie było w niej tej wyczuwalnej w wywiadzie goryczy i takiego trochę nastawienia z rezygnacją, że dla dorosłej części czytelników co by nie napisała, to się im i tak nie spodoba, a do dzieci, to owszem, można pisać, bo one chcą, wpisują się na stronę, lubią tych bohaterów itp. A tylko wtedy pisanie ma sens, kiedy jest odbiór, kiedy coś się dobrego dla świata przysparza (tak można myśleć). Może w kontekście dzieci pani MM to czuje, ale w kontekście dorosłych już nie? (Oczywiście nie wiem co myśli pani MM, ale takie mam intuicje.) Rozumiem, że może nam być z tym nieprzyjemnie, ale moim zdaniem bardzo możliwe, że taka jest prawda, że pani MM czuje się przez nas jakoś "zdradzona", odrzucona. Być może, tak jak pisały dziewczyny, nie przekopuje się przez nasze forum, więc nie wie jak jest naprawdę, a dochodzi do niej zewsząd krytyka. I pani MM czuje się atakowana i broni się w formie: "jestem jaka jestem, mam prawo pisać to, co chcę". Nie mówiłaby tak, gdyby nie czuła się krytykowana. Również jest chyba aspekt rodzinny: pani MM pomaga jej córka (a może inne dzieci też) w jej działalności wydawniczo-medialnej i jest pewnie pani MM przykro, że jej dzieci jakoś muszą tę krytykę słyszeć i one pewnie jej bronią, a ona ich (tzn. np. zarzuty co do redakcji tekstu muszą jej doskwierać, bo tę redakcję robi jej córka i pewnie razem żyją tą książką, rozmawiają, śmieją się, cieszą, zastanawiają jak to czytelnicy przyjmą, a potem są nieprzychylne komentarze). Mnie się wydaje więc, że ta merytoryczna krytyka co do bohaterów, realiów i redakcji tekstu (jakkolwiek słuszna w wielu aspektach) nie może dotrzeć do pani MM i wpłynąć na nią, bo istnieje u niej ta obronna warstwa "jestem jaka jestem i nie mogę ulec temu, co mówią inni, że mam to zmienić, żeby sama nie zwariować". Skądinąd taka postawa mi się podoba i jest cenna (jestem jaka jestem), bo broni integralności człowieka, tylko nie jest chyba dobrze, jeśli ktoś się tak za mocno obuduje. Ale czasem nie można na to nic poradzić i człowieka samo coś obudowuje wskutek jego doświadczeń i ich powtarzalności. Może jakby tej krytyki było mniej, to i tego obudowania mniej. Z drugiej strony pani MM z tym obudowaniem też walczy - chce być nadal wrażliwa i jednostkowo traktować ludzi, nie tracić sympatii do świata (to widać w tych cytatach Marka Aureliusza itp.). A zatem, bo zmierzam do czegoś :), może byśmy jakoś ten pomysł z listem/ listami od nas doprowadziły do końca? Może na najbliższym spotkaniu? Ja osobiście wierzę, że gdybyśmy coś wspólnie jako forum napisały lub/i też wybrały się osobiście do pani MM i powiedziały w czym rzecz, to odtajałaby trochę i z większą ufnością i śmiałością zaczęłaby pisać = czyli z tym duchem jaki jej przyświecał przy pierwszych częściach Jeżycjady, kiedy widziała, że książki się naprawdę podobają i należą do tych "pasujących do każdego wieku". A teraz, mam wrażenie, że zachwiała się na duchu, nie ma tej pewności i jest rozdarta między pisaniem Sprężyny (jak po grudzie, z poczuciem, że i tak zostanie skrytykowana), a życiem rodzinnym, w którym czuje się spełniona. Pewnie by nie pisała wcale, gdyby nie te "zielone serca", które do niej piszą i chcą tych książek. No i może wtedy wszyscy byliby zadowoleni: my byśmy miały piękną książkę, pełną dawnego ducha, młode pokolenie też i pani MM też by się cieszyła i nie byłaby taka zgaszona. No nie wiem, co myślicie, to taka garść refleksji osobistych. Pozdrawiam! Odpowiedz Link
ginestra Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 18:12 Ready4freddy, pisaliśmy jednocześnie. Ja też napisałam o "podszywaniu się pod Autorkę", ale w innym sensie. Ciekawa zbieżność. :) A chwilowo nie mogę się skupić na "bezkompromisowo wypitej herbacie" czy to taki zgrzyt czy nie. Muszę chyba wyciszyć myśli. Pozdrawiam! Odpowiedz Link
ginestra Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 18:24 Acha, i taki trochę lapsus popełniłam pisząc o tej akcji pisania listów czy pójścia do pani MM (np. na spotkanie autorskie, ale jako osoby z tego forum, żeby to było wiadome, że to my), bo wszystko pisałam w rodzaju żeńskim, a przecież __moglibyśmy__ to zrobić, gdyby pomysł się spodobał, także z męskimi osobnikami na forum. :) Przepraszam za to! I jeszcze dodam, że nie chodzi o to, że te listy to miałyby być takim podlizywaniem się i ukłonami, ale takie po prostu od siebie. Bo w sumie jest tak, że chyba każdy kto tu pisze, to za coś tę twórczość ceni i panią MM jako człowieka też. Krytyka to krytyka, a uczucia to uczucia. Można wyrazić swoje postulaty, ale też i tę prawdę jaka jest, że przecież każdy coś tam zawdzięcza tym książkom i pani MM i coś czuje. Żeby wiedziała, jako żywy człowiek, że jest i to i to. I ta krytyka z różnych stron i też ten sens pisania dla kogoś, dla konkretnej osoby. No, nie wiem absolutnie czy to podchwycicie, ale można chyba pomyśleć o takim wyrazie pewnej prawdy, choć złożonej zapewne. Pozdrawiam! Odpowiedz Link
onion68 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 18:52 Zastanawiam się, Ginestro, czy na akcję listową nie jest już za późno - w końcu po WO był ten najbardziej właściwy moment, bo wpisy były wybrane jednak "pod tezę", to raz, a dwa, jednak jakaś manipulacja ze strony portalu też była - pamiętacie ten wątek założony przez nowy nick i od razu wyciągnięty na pierwszą stronę. Co do mnie, to krytykuję od "Żaby" wzwyż totalnie, a wzniż wybiórczo, ale faktem jest, że z córką na co dzień rozmawiamy "musierowicz" - szczególnie "Szóstą klepką". Nawet widziałyśmy niedawno w sklepie płaszcz Julii-Cesi - prawie, bo miał trochę grzeczniejszy kołnierz, ale wyglądało się w nim jak ołówek. I od razu obie miałyśmy to skojarzenie. Odpowiedz Link
hamerykanka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.12.08, 04:16 herbata to jeszcze nic...mna wstzasnely okreslenia uzyte w 'Zabie' : dziadyga, pijaczyna, ktorego to w szpitalu zszywano... Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 18:14 A kto obiecywal MM, ze bedziemy bezktrycznie ja wielbic? Jezeli ktos z forum ma ochote spotykac sie z MM/pisac do niej i tlumaczyc, ze nie mialysmy nic zlego na mysli, nie mam nic przweciwko temu. Jednakze w inicjatywe sie nie wlacze. Moja krytyka wyrazana na forum nie jest bezzasadna, wrecz przeciwnie, dobrze umotywowana i nie zamierzam sie z niej wycofywac. Rozumiem, ze krytyka boli, jednak autor musi byc swiadomoy, ze wszystkich nie zadowoli. MM wyraznie odsuwa sie od wiernych czytelniczek i stawia na dzieciaki, ktore nie krytykuja. Mnie to sprawilo przykrosc. Mam ja za to teraz przepraszac?;-) Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 19:04 ginestra napisała: Chcę powiedzieć, że wydaje mi się, że mimo tych naszych krytyk miała do nas > ciepłe uczucia i takie poczucie, że jej nie zawiedziemy, że jesteśmy takimi > wiernymi czytelnikami, którzy mogą krytykować bohaterów czy wpadki, ale to nic, > bo i tak rozumieją, co jej samej przyświeca i kochają jej książki i to > pokazywało może, że jej praca ma sens, że łączy ludzi, wyzwala w nich dobre > uczucia i wzajemną bliskość. No i ja właśnie o tym teraz napiszę. Rozumiem, Ginestro, że ty (też, dodam, bo ja odniosłam podobne wrażenie)zakładasz, pani MM albo zna nasze forum, bo je czytuje, albo jest ktoś, kto je czytuje i co ciekawsze fragmenty jej streszcza względnie przesyła do przeczytania. Więc (nie zaczynamy zdania od "więc", wiem, wiem) czy mogłaby nie zauważyć, że jej praca ma sens, wyzwala dobre uczucia i wzajemną bliskość. Spotkałysmy się na tym forum dzięki jej książkom. Bez względu na to, jak je krytykujemy, nikt tego nie neguje - to forum nazuwa się "fani MM" i tu są jej fani. I ci fani spotykaja się, podnoszą na duchu, wspierają w trudnych chwilach, martwią o siebie i cieszą z sobą. Nigdy nie zapomnę, jak wielkim wsparciem byli dla mnie ludzie z tego forum, gdy moja życiowa sytuacja stała się trudna. Nie zapomnę też pierwszej myśli, gdy problem się rozwiązał. Pierwsza "Muszę zadzwonić do mamy". Druga "Trzeba napisać dziewczynom!". A nie jestem jedyną osobą, która na tym forum szukała wsparcia i znalazła je. Więc, jeśli uznamy, że pani MM w jakimś stopniu zna to forum, czy można zlekceważyc coś takiego? Tę masę przyjaznych uczuć? I chęci? Energię, którą się z siebie krzesa, bo teoretycznie obcy człowiek poczuł się lepiej? Czy to nie jest najpełniejsze wcielenie idei z jej książek? I jak można za ważniejsze uznać... no cóż, swoją urażoną dumę? Chyba, że pani MM cale nie zna tego forum. Gdzie więc zetknęła się z masową krytyką? A jeśli się nie zetknęła - to czy mogła aż tak się zmienić? A jeśli się zmieniła, to... cóż,... czy jest w stanie napisac jeszcze naprawde ciepłą książkę? Oto jest pytanie. Odpowiedz Link
ginestra Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 20:47 No właśnie, ja też tak się zastanawiam od różnych stron, czy pani MM się na nas zawiodła czy nie, czy zna to forum i jego prawdziwy klimat, czy może dochodzą do niej wieści wybiórcze (np. opinie od osób, które czytają i cytują jej jakieś fragmenty czy na przykład takie ogólne wrażenia, że choćby są zakładane wątki o "kryzysie jeżycjadowym" i mają po sto kilkadziesiąt wpisów, albo wątek "wpadki", który ma z 700 wpisów itp.). No nie wiem jak może to forum odbierać ktoś, kto nie śledzi go na co dzień i tylko słyszy jakieś pojedyncze wrażenia "że bardzo krytykują", a przy tym jest autorem tych książek. Co może myśleć. Z drugiej strony nie wiemy wcale czy tak jest, to tylko domysły. Wprawdzie coś pani MM mówiła, że jej córka czyta i znajomi. Ale co jej mówią, tego nie wiadomo.. Z drugiej strony, pani Musierowicz raczej, jak myślę, jako osoba niegłupia, wie, że to forum bardzo zbliża ludzi (w tym sensie, o jakim mówi Anutek), i to też powinno ją cieszyć i powinna wiedzieć, że lubimy jej twórczość. Mam tylko takie wrażenie, że się jakoś mimo wszystko zawiodła na nas i stąd ta gorycz. Myślę, że ten artykuł zrobił wiele złego, bo on nieprawdziwie pokazał forum i przedstawił tezę, że pokolenie dorosłych czytelników zawiodło się, krytykuje, zarzuca brak pewnych tematów, i że o te tematy głównie chodzi. I może pani MM w to uwierzyła, bo nie było z naszej strony sprostowania. Skłaniam się do tego, co mówi Onion, że może faktycznie za późno na listy i jakieś wybranie się do pani MM. Nie chciałabym jednak, żeby się w niej utrwaliło to poczucie zawodu. (Chyba dobrze wyczuwam, że jest ten zawód, taki ludzki, jak na przyjaciołach czy coś, czy Wy też wyczuwacie?) Myślę, że możemy po prostu, kto chce, jakoś indywidualnie coś od siebie napisać do pani MM przez jej stronę czy coś, ale to ogólnie wiadomo, że można. Też Szprota podzieliła się z nami wrażeniami z korespondencji :). Chciałam jeszcze sprostować, że nie miałam na myśli tego, co mówi Dakota, żeby na przykład przepraszać za krytykę, do której ma się przecież prawo. Nie chciałabym żeby ktokolwiek nie był sobą, czy pisał coś polukrowanego. Chodziło mi o to, że jak ktoś chce, to może się podzielić swoją prawdą, tj. tym, że (być może) jest i to i to. Nawet osoba krytykująca jednak wchodzi na forum i lubi temat Jeżycjady, lubi ten klimat - nadal, mimo tych zarzutów. Myślałam, że ta wiedza, z pierwszej ręki, podbudowałaby panią MM i zmieniłaby jej nastawienie. Gdybym miała to jakoś przybliżyć na innym przykładzie, to podałabym przykład siebie w kontekście pisarza Paolo Coelho. Otóż wiele lat temu przeczytałam Alchemika i ta książka naprawdę wiele we mnie zmieniła, zachwyciła mnie (być może mi w moim ówczesnym stanie ducha potrzeba było takiego otworzenia i takiej "psychologicznej pomocy", którą oferowała ta historia). Ale i z dzisiejszej perspektywy mam wrażenie, że Alchemik się broni i ja go bronię, co by inni ludzie nie mówili. Dla mnie ma on jakąś moc w sobie. Natomiast dalsze książki Coelho, które czytałam (bo nie wszystkie) już mi się nie podobają i denerwują mnie i jestem czasem wręcz urażona różnymi rzeczami, które tam znajduję i postawą autora i porzuciłam je, zawiodłam się. Oczywiście wiem, że mimo wszystko każda z nich coś niesie (miałam dylemat, bo moja córka rok temu miała taką fazę na Coelho, ale pomyślałam, że niech czyta, na pewno nie zaszkodzą, w tym sensie, że każda z nich coś tam krzepiącego i dobrego między wierszami wnosi). I teraz, kontynuując ten przykład, żeby pokazać analogię do lubienia Jeżycjady, to ja bym nie wytrzymała chyba długo na forum fanów Coelho (z całym szacunkiem dla osób, które tam są, ja nie byłam na tym forum, tylko sobie tak wyobrażam), bo nie miałabym ochoty rozmawiać o bohaterach poszczególnych książek i o tych tematach. Musiałoby coś się tak wspaniałego obronić w tych książkach (czy choćby w Alchemiku), żebym chciała tam dzień w dzień wchodzić i omawiać je. Co do krytyki, to też bym nie miała takiej potrzeby: po prostu po co wchodzić na forum książek, które mi się nie podobają i krytykować i tym ludziom psuć nastrój, skoro oni je lubią? Czyli myślę, że żeby wytrwać, chcieć wchodzić na forum często i krytykować, jak u nas, to siłą rzeczy trzeba te książki kochać. :) Może pani MM to rozumie? Mam nadzieję. Jednakże ta jej rezygnacja trochę mnie martwi. Myślę, że trudniej to zrozumieć z osobistej perspektywy autora książek. Nie wiem jak będzie dalej, czy uwierzy, że jednak rówieśnicy starszych bohaterów Jeżycjady nadal lubią te książki? Następna refleksja to właściwie taka bardziej praktyczna. Przyznaję rację pani MM w wywiadzie, że trzeba się jakoś zdecydować dla kogo pisać, bo gdyby opisywać, dajmy na to, realistyczne implikacje powrotu Pyziaka w życiu uczuciowym Gaby, czyli na przykład kryzys jej związku z Grzegorzem, refleksje kobiety po czterdziestce, która została babcią, a jednocześnie jest mamą gimnazjalisty, a przy tym w duchu na przykład czuje się zakochana w Pyziaku, a przywiązana do Grzegorza i w ogóle, to te młodziutkie czytelniczki będą na sto procent znudzone. A więc trzeba jakoś skupić uwagę na kimś nastoletnim i mu towarzyszyć, a Borejkowie będą w tle. Może nam nie odpowiadać Łusia, bo za mała, ale może mimo wszystko jest świeżą postacią (bo o Żabie już było). Wiem, że dzieci Kreski też są, że może być jakaś też inna postać, ale skoro pani MM czuje akurat do Łusi sympatię i ją właśnie lubi, to czemu nie? Ale to z kolei trochę zniechęca nas, starszych. Ja rozumiem, że można pisać książki dla młodzieży, które i starsi czytają z wypiekami na twarzy (vide Harry Potter ;-) ) i ja myślę, że pani MM też by taką chciała napisać i na pewno będzie się o to starać. Pytanie tylko co by mogła zrobić, żeby tak było w istocie. Potrzebny jest chyba ten "duch" i pisanie w jakiejś takiej telepatycznej więzi z czytelnikami. Myślę, że pisarz musi czuć pisząc, że opowiada historię żywej osobie, która jest nią zaciekawiona i przeżywa ją razem z nim. Tylko skąd wziąć to uczucie? Ono musi brać się z rzeczywistości, żeby podświadomość pani MM to czuła. I moim zdaniem to zwątpienie i poczucie braku więzi z dawnymi czytelnikami musi jej w tym przeszkadzać. W końcu jest to seria. Ta utrata więzi z dawnymi odbiorcami musi dezorientować i odbierać pewność pisania, tak myślę. Przyświecało mi to, że gdyby to poczucie więzi przywrócić, to by powstała lepsza książka. Z drugiej strony pewnie pani MM czuje przez skórę, że jednak ma wielu wiernych czytelników, i że pisze też dla nas. No cóż chyba przyjdzie mi ją o to zapytać zamiast spekulować... :) Pozdrawiam! Odpowiedz Link
idomeneo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 10:57 Cytatginestra napisała: dochodzą do niej wieści wybiórcze (np. opinie od osób, które czytają i cytują jej jakieś fragmenty czy na przykład takie ogólne wrażenia, że choćby są zakładane wątki o "kryzysie jeżycjadowym" i mają po sto kilkadziesiąt wpisów, albo wątek "wpadki", który ma z 700 wpisów itp. przyznam, że gdybym była twórcą, którego utwory ludziom chce się tak dokładnie i z niesłabnącą energią analizować, to chyba bardzo by mi to pochlebiało. Zważcie, że takie maniackie wychwytywanie wpadek ma miejsce w przypadku dzieł, które mają rzesze zagorzałych, naprawdę oddanych wielbicieli - stąd mimo upływu kilkudziesięciu lat od publikacji/premiery utworu kwitną na przykład te wszystkie strony internetowe z niekończącymi się dywagacjami o tym, dlaczego Frodo nie poleciał do Mordoru na orle albo czemu w "Gwiezdnych Wojnach" Han Solo nieprawidłowo używa terminu "parsek". Żeby wyłapać niektóre smaczki w stylu: "w 13059 sekundzie drugiej części filmu widać przez chwilę na niebie współczesny samolot, a oto dowód..." ludzie najwyraźniej musieli oglądać ukochane filmy, czy też czytać książki po sto razy i w podglądzie stopklatkowym. I my tutaj robimy to samo - chce nam się drobiazgowo analizować zachowanie szóstoplanowych postaci, rwać włosy z głów nad drobnymi i grubszymi niekonsekwencjami, biadać nad tym, że nowe części to już nie to samo co stare (ale i tak je zwykle czytamy, gdy tylko się ukażą) itd. Dla mnie to stuprocentowy dowód na to, że jesteśmy prawdziwymi fanami MM - choć na pewno nie bezkrytycznymi apologetami. Co do odcięcia się od krytyki poprzez wskazywanie na wiek krytykanta, to jest to argumentum ad personam, piętnowane w klasycznych podręcznikach retoryki jako środek niski, bo oparty na lekceważeniu dla rozmówcy, a jego użycie wskazuje na brak merytorycznej pewności siebie mówiącego, jako że jest ono stosowane zwykle wtedy, gdy się nie ma rzeczowych argumentów, by odeprzeć konkretne zarzuty rozmówcy. Trzeba przyznać, że występuje zwykle w postaci "młodyś, to i głupiś" oraz "jak dorośniesz, to zrozumiesz" (ale wytłumaczyć ci tego ani tym bardziej racjonalnie przekonać jakoś nie potrafię). Tu mamy sytuację odwrotną, z komunikatem "za starzy jesteście, więc wasze uwagi zignoruję", ale mechanizm jest imho ten sam. I tu chciałam wspomnieć o Harrym Potterze, o którym przypomniała też Ginestra - dla mnie główną siłą tego cyklu jest jego obyczajowa przenikliwość. Sam świat przedstawiony nie jest szczególnie oryginalny, jest tam sporo konstrukcyjnych niekonsekwencji, ale sposób przedstawienia postaci, logika ich rozwoju, motywacje i wzajemne oddziaływanie: to wszystko jest tam moim zdaniem naprawdę wysokiej próby. To jest dla mnie przykład książek przeznaczonych dla młodszego czytelnika, który został potraktowany poważnie i z szacunkiem, a i ja, będąc po trzydziestce, czytam to z przyjemnością. Stąd, gdy Uccello napisała, że dla nastolatek nie byłyby interesujące rozważania na temat uczuciowych dylematów czterdziestoletniej Gabrieli, to trudno mi się się z tym zgodzić. Jeśli te dylematy wydają się naturalną konsekwencją fabularnego rozwoju cyklu, to dlaczego Autorka miałaby je przemilczać? Zgadzam się, że one nie powinny być główną osią książek przeznaczonych dla dziewczynek, ale czemu nie miałyby zostać przekonująco zarysowane w tle? U Rowling moim zdaniem tak właśnie by się stało, tam nie ma takich odautorskich ucieczek, czy wypierania niewygodnych (a nieuniknionych w myśl rozwoju fabuły) tematów - więc nie ma też takich jak w Jeżycjadzie rozbieżności i rozdźwięku pomiędzy "puclami a obrazkiem", między tym, co się nam podaje do czytelniczego wierzenia, a tym, co sami dostrzegamy w postaciach i ich losach. Odpowiedz Link
tygrys2112 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 15:57 takie maniackie wychwytywanie wpadek ma miejsce w przypadku dzieł, które maj > ą > rzesze zagorzałych, naprawdę oddanych wielbicieli - stąd mimo upływu > kilkudziesięciu lat od publikacji/premiery utworu kwitną na przykład te > wszystkie strony internetowe z niekończącymi się dywagacjami o tym, dlaczego > Frodo nie poleciał do Mordoru na orle albo czemu w "Gwiezdnych Wojnach" Han Sol > o > nieprawidłowo używa terminu "parsek". Żeby wyłapać niektóre smaczki w stylu: "w > 13059 sekundzie drugiej części filmu widać przez chwilę na niebie współczesny > samolot, a oto dowód..." ludzie najwyraźniej musieli oglądać ukochane filmy, cz > y > też czytać książki po sto razy i w podglądzie stopklatkowym. To prawda. Oprócz Jeżycjady mam to z "Alternatywami". Oglądałam jakieś 30 razy, znam na pamięć całe sekwencje, a masowo licze wpadki np miał zamieszkać pod 12 a mieszka pod 6, otwiera kluczem, który zostawił w piwnicy i cała masa innych. Co nie zmienia faktu że dla mnie i mojej rodziny ten serial jest kultowy. > Co do odcięcia się od krytyki poprzez wskazywanie na wiek krytykanta, to jest t > o > argumentum ad personam, piętnowane w klasycznych podręcznikach retoryki jako > środek niski, bo oparty na lekceważeniu dla rozmówcy, a jego użycie wskazuje na > brak merytorycznej pewności siebie mówiącego, jako że jest ono stosowane zwykle > wtedy, gdy się nie ma rzeczowych argumentów, by odeprzeć > konkretne zarzuty rozmówcy. Trzeba przyznać, że występuje zwykle w postaci > "młodyś, to i głupiś" oraz "jak dorośniesz, to zrozumiesz" (ale wytłumaczyć ci > tego ani tym bardziej racjonalnie przekonać jakoś nie potrafię). Tu mamy > sytuację odwrotną, z komunikatem "za starzy jesteście, więc wasze uwagi > zignoruję", ale mechanizm jest imho ten sam. Przypomina mi się scena z Alternatyw: - Tato, a co to jest alternatywa? Balcerek: Cicho bądź smarkaczu. Za młody jesteś żeby o takie rzeczy pytać. Balcerkowa: Józiek tak nie można, trzeba dziecku wytłumaczyć. Blcerek: Jak dorośnie to mu dziewczucha wytłumaczy. Odpowiedz Link
uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 01:52 idomeneo napisała: > Co do odcięcia się od krytyki poprzez wskazywanie na wiek >krytykanta, to jest to argumentum ad personam, piętnowane w >klasycznych podręcznikach retoryki jako > środek niski, bo oparty na lekceważeniu dla rozmówcy, a jego >użycie wskazuje na brak merytorycznej pewności siebie mówiącego, >jako że jest ono stosowane zwykle wtedy, gdy się nie ma rzeczowych >argumentów, by odeprzeć konkretne zarzuty rozmówcy. A z czymś takim się zetknęłaś, w wywiadzie MM, lub wśród wypowiedzi na forum? Możesz zacytować? Odpowiedz Link
idomeneo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 08:01 tak, chodzi o wypowiedź o odbiorcach książek, co do której sama stwierdziłaś (odpowiadając Anutkowi): CytatRe: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz uccello 06.10.08, 14:12 Można słowa MM, które cytujesz Anutku odebrać jako skreślenie nas- najwierniejszych czytelniczek Odpowiedz Link
uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 11:57 Idomeneo!to ja może skończę zdanie: >Można słowa MM, które cytujesz Anutku odebrać jako skreślenie nas- >najwierniejszych czytelniczek, a można odczytać jako deklarację, że >dzieci i świeżo opierzone nastolatki są dla MM zawsze >najważniejsze. Jeśli forumowiczki określają się ironicznie jako "zgrzybiałe krytykantki", nie oznacza ,że takie zdanie ma o nich MM. Zdaje się ,że wyciągasz wnioski z opinii współdyskutantek, a nie z samodzielnej lektury. Chętnie przeczytam ten fragment w wywiadzie z MM- świadczacy o niegodnym chwycie ad personam, którego jakoby dopuściła się MM. Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 12:12 "Siłą rzeczy, także dla artystycznego dobra mojego dzieła, muszę dokonywać wielu eliminacji. Ale to moje dzieło, moje eliminacje i moja odpowiedzialność za własną moją pracę. A więc - nikt nie ma prawa czegokolwiek mi narzucać. Na pewno nie będę też propagować rzeczy, z którymi się nie zgadzam, lub które uważam za szkodliwe, groteskowe lub w złym guście. Pozostaje mi tylko poradzić niektórym osobom dorosłym, żeby nie traktowały książek młodzieżowych jako źródła wzorców i inspiracji dla siebie. Czas przejść do poważniejszych lektur, stosownych do wieku, a dzieciom pozwolić się cieszyć ich książkami." Nie wiem czy o tym fragmencie pisała Idomeneo, ale dla mnie jest to jednak argument ad personam. Jasne, nie jest tam napisame "a wszystkie wredne panie z forum takoż proszę won!", ale ta poblazliwa rada, żeby dorośli zaczęli wreszcie czytać to, co przystoi osobom w powaznym wieku i odczepili się od literatury młodzieżowej... Może jestem naczelnym egotykiem tego forum, ale - jak już pisałam - poczułam się dotknięta. A czyż nie teksty rzucane ad personam nas dotykają? W książkach pani MM jest masę podskórnych, nie wypowiedzianeych werbalnie przekonan, które mnie dotykały (ludzie z bloków są gorsi, na przykład), ale zawsze przyznawałam, że czułam sie subiektywnie urażona. Tu zostało walnięte, moim zdaniem, kawa na ławe - nie dla was pisze, dajcie mi spokój. ak to nie jest ad personam, to nie wiem, co mogłoby być, czyż jest konieczne do uznania za argument "ad personam" gdyby pani MM po nickach poleciała? Odpowiedz Link
uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 12:27 > Nie wiem czy o tym fragmencie pisała Idomeneo, ale dla mnie jest >to jednak argument ad personam. Anutku miły- naprawdę traktujesz Jeżycjadę jako źródło wzorców i inspiracji dla siebie? Bo do takich osób zwracała się MM. Odpowiedz Link
idomeneo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 12:51 Ja tam nie odebrałam tej wypowiedzi MM osobiście, bo niby dlaczego? Natomiast stosowanie takich strategii argumentacyjnych, jak w przytaczanej wypowiedzi, uważam generalnie za niezbyt ładne. No i nie wiem jak dla Anutka, ale dla mnie Jeżycjada nie jest źródłem wzorców, natomiast rozrywki (więc może w tym sensie inspiracji) jak najbardziej - z czego wynika na przykład moja chęć uczestniczenia w forumowych dyskusjach. Zresztą piszę o tym osobno w tym wątku, że siła ruchu fanowskiego, także tego krytycznego, to moim zdaniem naprawdę wielki komplement dla twórcy i siły jego/jej talentu, a nie powód do rozsierdzania się. Odpowiedz Link
idomeneo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 12:25 Uccello, chodziło mi o to, że sama dopuszczasz taką interpretację jako możliwą (choć nie jedyną) :) Istotą argumentu ad personam w tej wersji, o której wspomniałam, jest zasugerowanie, że adwersarz z powodu wieku albo nie jest w stanie pojąć albo nie powinien się wypowiadać na temat, będący przedmiotem dyskusji. I teraz zobaczmy - w wywiadzie mamy pytanie Bromby: CytatTo prawda, Pani książki to młodzieżowe powieści rozrywkowe. Ale te książki dla pokoleń czytelniczek stały się również wychowawcami, dostarczycielami wzorców i inspiracji. To pewnie dlatego czują się one rozczarowane, gdy nie znajdują w nich czegoś, co uważają za ważne (zwierzątek domowych, przedstawicieli różnych wyznań i braku wyznań, mądrych feministek). Czy trudno jest pogodzić rozrywkową formę z wychowawczą treścią? - i jest to imho nienajszczęśliwiej sformułowane zagadnięcie Autorki o to, że czytelnicy dostrzegają w Jej powieściach rozmaite deficyty, czy też są niektórymi rzeczami rozczarowani (formułują krytyczne zastrzeżenia). Bromba sobie jeszcze sama dopowiada, że to pewnie z wychowawczych względów, ale to już jej interpretacja. Słowa MM, odnoszące się do kwestii wieku są zatem odpowiedzią na to pytanie o jej reakcję na krytykę. I w tym kontekście MM mówi, że nie zamierza ulegać niczyim sugestiom ani komentarzom, a następnie: CytatPozostaje mi tylko poradzić niektórym osobom dorosłym, żeby nie traktowały książek młodzieżowych jako źródła wzorców i inspiracji dla siebie. Czas przejść do poważniejszych lektur, stosownych do wieku, a dzieciom pozwolić się cieszyć ich książkami. I dla mnie jest to przykład elegancko, choć dość stanowczo wyrażonego komunikatu: dorosli nie są moim targetem, więc niech się nie czepiają książek dla dzieci, tylko zajmą czym innym. Jest to umocowanie własnego unikania odpowiedzi na merytoryczną krytykę poprzez odwołanie się do wieku krytykujących. Ktoś już zresztą w tym wątku określił tę strategię jako "ustawianie sobie" adwersarza i nic na to nie poradzę - ale ja też tak właśnie tę wypowiedź odbieram... Odpowiedz Link
uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 13:07 > Istotą argumentu ad personam w tej wersji, o której wspomniałam, >jest zasugerowanie, że adwersarz z powodu wieku albo nie jest w >stanie pojąć albo nie powinien się wypowiadać na temat, będący >przedmiotem dyskusji. Jak dla mnie słowa MM Pozostaje mi tylko poradzić niektórym osobom dorosłym, żeby nie traktowały książek młodzieżowych jako źródła wzorców i inspiracji dla siebie. są jedynie radą ( wkurzającą dla każdego kto nie lubi rad) by czytelniczki nie traktowały Jeżycjady niczym Koranu- jak Krystyna dzieła o pielęgnacji niemowląt. Jeżycjada nie jest poradnikiem "jak żyć" , więc np. roztrząsanie czy wszstkie pary u MM mają ślub kościelny, i co z tego dla nas -czytelników wynika, są trochę śmieszne. Jak dla mnie przynajmniej. To fantastyczne ,że te książki wywołują tyle emocji, ale pewien dystans wobec wykreowanej rzeczywistości jest moim zdaniem niezbędny. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 13:25 A jednak udzielasz sie w tych dyskusjach. A to przeciez tylko literatura, trzeba zachowac dystans... Nie sadze, zeby tu na forum byl ktos, kto traktuje Jezycjade jak Koran. Pomijam juz fakt, ze Koran jest ksiazka o niebo wartosciowsza od tych ksiazek. Nie jestesmy naiwnymi dziewczynkiami, wzorcow szukamy gdzie indziej. Zreszta gdybysmy byly dziewczynkami is zukaly wzorcow u MM, mialybysmy problem, bo w Jezycjadzie, zwlaszcza nowszej, strasznie z tym kiepsko. Ale jak widac w wywiadzie MM tego nie widzi. Odpowiedz Link
senseeko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 14:33 dakota77 napisała: > Nie sadze, zeby tu na forum byl ktos, kto traktuje Jezycjade jak Koran. Pomijam > juz fakt, ze Koran jest ksiazka o niebo wartosciowsza od tych ksiazek. Żądajcie świadectwa dwóch świadków spośród waszych mężczyzn! A jeśli nie będzie dwóch mężczyzn, to jeden mężczyzna i dwie kobiety mogą być świadkami, na których się zgodzicie; jeśli jedna z nich zbłądzi, to druga będzie mogła ją napomnieć. /Koran 2:282/ Mężczyźni stoją nad kobietami ze względu na to, że Bóg dał wyższość jednym nad drugimi, i ze względu na to, że oni rozdają ze swojego majątku. Przeto cnotliwe kobiety są pokorne i zachowują w skrytości to, co zachował Bóg. I napominajcie te, których nieposłuszeństwa się boicie, pozostawiajcie je w łożach i bijcie je! A jeśli są wam posłuszne, to starajcie się nie stosować do nich przymusu. Zaprawdę, Bóg jest wzniosły, wielki! /Koran 4:34/ Zaprawdę o niebo wartosciowsza ;))) :P Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 22:50 Ja sie nie odnosze do religii, a do wartosci literackiej. Odpowiedz Link
senseeko Koran 10.10.08, 23:07 dakota77 napisała: > Ja sie nie odnosze do religii, a do wartosci literackiej. Możesz rozwinąć, zrobić jakąś analizę porównawczą wartości literackiej Koranu a Jeżycjady? To się Twoim zdaniem w ogóle da porównać na tyle, by wartościować? To trochę tak jakby porównywać wartość literacką Legendy o św Aleksym z Trylogią (nie chcę przez to powidzeieć, ze Koran to "Legenda" a MM to Sienkiewicz albo na odwrót, chodzi o przykład) Oba mają wartość literacką ale każde z innego powodu Legenda dlatego, że jest zabytkiem, drugie ze względu na język, warsztat etc Równie dobrze moglibyśmy dyskutować co ma większą wartość: długość krokodyla czy zieloność trzciny nadbrzeżnej. Da się te rzeczy porównać? Profesor Stanisławski (Jan Tadeusz) się kłania Odpowiedz Link
dakota77 Re: Koran 10.10.08, 23:10 Nie, w takim ujeciu porownywac i dyskutowac nie warto. Totez dyskusji nie podejme. Jets pozno, jestem zmeczona, ani krokodyle, ani Koran, ani Jezycjada mnie w tej chwili nie ruszaja. Odpowiedz Link
senseeko Re: Koran 10.10.08, 23:19 A szkoda. Chętnie bym się dowiedziała na czym właściwie polega ta "wyższość Koranu nad Jeżycjadą" ;) Niekoniecznie dziś, bo tez uciekam spać. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Koran 15.10.08, 10:02 > Możesz rozwinąć, zrobić jakąś analizę porównawczą wartości literackiej Koranu a > Jeżycjady? > To się Twoim zdaniem w ogóle da porównać na tyle, by wartościować? Zacytuję Halinę Snopkiewicz i wymyslony przez jej bohaterkę temat wypracowania: "Porównianie Starego Boryny z Janem Kiepurą" :D Odpowiedz Link
uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 16:51 dakota77 napisała: > A jednak udzielasz sie w tych dyskusjach. A to przeciez tylko literatura, trzeb > a zachowac dystans... Przyjemność rozmowy z Wami to jedno, a nieustanne porównywanie własnych poglądów z przekonaniami autorki( lub bohaterów ) to drugie. Indoktrynacja niebieskim kubkiem z bergamotką jest koroną tej postawy. Odpowiedz Link
anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 17:37 Kubek z bergamotką został obsmiany przez wszystkich tu obecnych, nawet autorka usiłowała się powykręcać... A porównywanie własnych poglądów z poglądami bohaterów lubianych książek i filmów, oraz z poglądami ich autorów, jeśli są to poglądy (tych autorów) dość szeroko dostępne wydaja mi się naturalne z kolei. Ja nie wiodę swojego życia z nieustannym: "co by Gaba zrobiła w tej sytuacji?" w głowie, ale przyznam, że irytuję się, gdy jakiś literacki bohater zrobi coś głupiego (w moim odbiorze), potrafię nawet wznosić okrzyki podczas lektury, o wybuchach śmiechu czy płaczu nie wspomnę. Obawiam się, że to taka skaza, raczej się nie wyleczę... Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 14:20 Idomeneo, tak ladnie i krótko wylozylas o co chodzi, ze skasowalam wlasny dlugasny post "Niejakie wyjasnienie" :-) (przychylam sie jak widac do Twego zdania, ze po pierwsze: - brombowy wywiad jest nieszczesliwie sformulowany; a po drugie MM posyla starsze czytelniczki na drzewo, dajac im rade, ze dorosle osoby nie powinny znajdowac u niej wzorców, tylko pozwalac dzieciom cieszyc sie ksiazkami ;P Tylko ze ten komunikat nie wydaje sie tak znowu elegancki.. lektury stosowne do wieku, tez cos! Rozumiem wspólforumki, które poczuly sie wypowiedzia MM urazone. Odpowiedz Link
tygrys2112 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 13:44 O ile na początku czytałam z ciekawością, o tyle drugą część "idzcie drogie czytelniczki i kupcie" z uczuciem zgrzytu. Ta modlitwa Tomasza More'a jest ciekawa. Odpowiedz Link
limotini Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 08.10.08, 13:48 A ja niestety przekonałam się, że jesteśmy strasznie egocentryczni. No, kto z Was nie miał przekonania, że jeśli gdzieś pojawia się wzmianka o krytykantach książek MM, to na pewno chodzi o nasze forum (nawet nie wiecie jaką radością mnie napełniło spostrzeżenie, że odruchowo napisałam "nasze")? A tymczasem takich głosów jest więcej, że zacytuję dwie losowo wybrane strony które wyszukiwarka wskazała w odpowiedzi na "czarna polewka": www.biblionetka.pl/ks.asp?id=66680 merlin.pl/Czarna-polewka_Malgorzata-Musierowicz/browse/product/1,478232.html#fullinfo Odpowiedz Link
dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 08.10.08, 13:51 Ja nie zakladam, ze kiedy mowa o osobach krytykujacych chodzi o forum. Wiadomo, ze nie jestesmy w tym jedyne:-). Szkoda mi za to, ze MM nie wycigaga z krytyki zadnych wnioskow. Oczywiscie nie chodzi mi o to, zeby pisala pod dyktando, ale zeby robila to staranniej i od czasu do czasu przy tym myslac. Odpowiedz Link
ginestra Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 11:39 Bardzo ciekawe dla mnie Wasze spostrzeżenia, Idomeneo, Limotini, Dakoto. Przeczytałam też sporo spośród tych recenzji z linków wklejonych przez Limotini i ulżyło mi, że nie tylko my krytykujemy, bo przyznam się, ja faktycznie myślałam, że ten zawód na "dorosłych czytelnikach" u Autorki jest głównie pod wpływem naszego :) forum i tego artykułu o nim. A tymczasem te recenzje też mogła pani Musierowicz przeczytać albo usłyszeć podobne słowa bezpośrednio, czy zreferowane przez znajomych, wydawcę itp. Myślę, że dobrze by zrobiło, żeby pani Musierowicz na spokojnie przyjęła ten stan rzeczy, rozważyła i uznała, że "coś w tym jest", co mówią te krytyczne głosy. Ale żeby też nie zachwiała wiary w swój talent (i w naszą, mimo wszystko, sympatię do tych książek). (O tym zachwianiu, niepewności pisania też ktoś pisał w jednej z recenzji). Natomiast, być może też uległa trochę poczuciu nieomylności, swojej jedynej racji czy coś i to by było niedobrze i jeśli tak jest, to mogłaby spróbować z tego ślepego zaułka zawrócić. Nie wiem czy tak jest w istocie, że uległa, ale takie przesłanki jakby są.. W recenzjach jest mowa o dzieleniu świata na tych, którzy lubią poezję, czytają dobre książki oraz na tych, którzy nie są tacy i przez to pokazani w gorszym świetle. To mi się wydaje prawdziwe. Także pisano o tym, że osobom, które nie mają dzieci (z różnych powodów, nawet z powodów zdrowotnych) mogło zrobić się przykro pod wpływem Czarnej polewki, gdzie jest wielka gloryfikacja macierzyństwa, a z drugiej strony jest przedstawiona ta postać "odymionej policjantki", która nie ma dzieci i jest niemiła oraz pan Schoppe, który mówi o pułapce biologicznej i jest antypatyczny. Pamiętam, że i mnie się to rzuciło w oczy, gdy czytałam Polewkę. Ogólnie w recenzjach są te same zarzuty, które prezentowane były u nas na forum! Czyli nie tylko my mamy takie zdanie. Mam nadzieję, że pani Musierowicz tę krytykę jakoś przyjmie, pomyśli i nie straci, a wręcz odzyska (w jakiś sposób) tego swojego dawnego ducha, i że Sprężyna jednak będzie napisana podobnie do tych lepszych książek serii. Odpowiedz Link
yowah76 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 20:21 To z biblionetki :" Książka opowiada o dwóch zakochanych parach - Laurze i Wolfim, Róże i Fryderyku" - ladniusie;) " Odpowiedz Link
kochanica-francuza Zaraz, ale co z tymi wzorcami? 09.10.08, 23:51 Czy mamy nie znajdować wzorców dla siebie, czy wzorców jako takich? Bo wzorce to tam ogólnie latają ze świstem, trudno ich nie znajdować, jak się nimi jest bombardowaną... A zachowania osób dorosłych? Wszyscy jak jeden mąż biorą śluby kościelne. To nie ma być wzorzec dla dorosłych? Odpowiedz Link
uccello Re: Zaraz, ale co z tymi wzorcami? 10.10.08, 01:34 kochanica-francuza napisała: > A zachowania osób dorosłych? Wszyscy jak jeden mąż biorą śluby kościelne. To nie ma być wzorzec dla dorosłych? Jak czytasz książki o kosmitach , to czujesz się gorsza/podbechtywana do zmiany, bo nie masz tylu odnóży co podmiot liryczny i kierujesz się innym systemem wartości? Odpowiedz Link
senseeko Re: Zaraz, ale co z tymi wzorcami? 10.10.08, 11:58 kochanica-francuza napisała: >> A zachowania osób dorosłych? Wszyscy jak jeden mąż biorą śluby kościelne. To ni > e > ma być wzorzec dla dorosłych? Jak to wszyscy? Gaba miała z Pyziakiem cywilny. Li i jedynie. Pyza z Frycelkiem jak na razie na kocią łapę żyją. Uważaj na kwantyfikatowy. Odpowiedz Link
jordanpeter Re: Zaraz, ale co z tymi wzorcami? 05.12.08, 15:28 Kiedyś rodzinka Borejkow wydawała mi się wzorcowa. Teraz myślę sobie, że MM chce odejść od wzorców, bo czuje, że jej opowieść jest przesłodzona. Więc w Sprężynie sobie trochę poszalała z odejściem od wzorców, ale historia ta przesłodzona i nierealna jest nadal. Smiać mi się chce, że niby osoby dorosłe czerpią wzór z książek MM - dla mnie jej książka to coś w stylu obejrzenia przesłodzonej reklamy; niby piękne obrazki, ale nieprawda wyziera zewsząd, więc... tylko małolaty będą w stanie czytać bezkrytycznie. I to nie wszystkie przecież. Odpowiedz Link