Dodaj do ulubionych

Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz

05.10.08, 13:57
Na brombie- stronie poświęconej książkom dla dzieci i młodzieży:
www.bromba.pl/rozmowa/rozmowaMM.htm
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:03
      Urocza jak zwykle. "Pozostaje mi tylko poradzić niektórym osobom dorosłym, żeby
      nie traktowały książek młodzieżowych jako źródła wzorców i inspiracji dla
      siebie. Czas przejść do poważniejszych lektur, stosownych do wieku, a dzieciom
      pozwolić się cieszyć ich książkami."
      Ok, to przestaje czytac Jezycjade;-). Swoja droga MM chyba sie nieco przecenia?
      Czytam Jezycjade sz sentymentu, obok lektur, jak to nazwala, stosownych do
      wieku. Ale nie traktuje jej jako zrodla wzorcow i inspiracji. Tych od dawna w
      tych ksiazkach nie ma.
      • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:17
        dakota77 napisała:
        > Ok, to przestaje czytac Jezycjade;-).

        No i najwyższy czas. Nie, żebym zaglądała kobietom w metrykę, ale nie jesteś
        targetem, moja droga - czyli dziewczynką w wieku 10-14 lat. Ze już nie wspomnę o
        dziewięciolatce, która ma już całą Jeżycjadę za sobą i łaknie informacji o Łusi
        Pałysiance.

        CZas umierać, Dakoto ;-).
        • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:19
          Ja jakos nie moge uwerzyc w to, ze naprawde takie dzieciaki czytaja Jezycjade.
          To znaczy ze przede wszystkim one. Moim zdaniem MM odrzuca prawde- ze to my
          jestesmy glownie czytelniczkami- bo wie, ze my nie kupujemy w ciemno
          wszystkiego, co chce nam sprzedac. Bedzie sie trzymac mlodszych czytelniczek, bo
          nie sa krytyczne;-)
          • verdana Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:29
            Nie cała Jezycjada jest w lekturze... To raz.
            Dwa - nie mam nic przeciw temu, aby utor pisał to co chce i jak
            chce. Może nawet uwazać, ze to jest wychowawcze. Korwin-Mikke tez
            pisywal ksiązki o wychowaniu.
            Trzy - o ile piersze tomy dalabym teraz dziecku w celach
            wychowawczych, dalsze pozwolilabym czytac, ale z komentarzem
            wlasnym, wskazujacym na toksyczność zachowań głównych bohaterów.
            Jesli to ma byc wzorzec idealnej rodziny, to ja zyje w patologii i
            chce żyć w niej nadal - i uznalabym za klęske wychowawcza, gdyby
            dziecko przejęło sie ideałami MM.
          • uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:40
            dakota77 napisała:

            > Ja jakos nie moge uwerzyc w to, ze naprawde takie dzieciaki
            czytaja Jezycjade.
            > To znaczy ze przede wszystkim one.

            No ale zerknij na stronę MM,
            musierowicz.com.pl/kontakt-ksi.html
            większość wpisów pochodzi od bardzo młodziutkich dziewcząt, ktore
            wyznają ,że czytają , kochają, książki MM są dla nich drogowskazem,
            tratwą ratunkową, lekiem na grypę i smutki.

            To tak jakbyś starała sie wbić w za małe ubranie i twierdziła ,że
            jest źle uszyte.
            • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:47
              Przeciez nie twierdzilam, ze mlode osoby nie czytaja Jezycjady. Tak swoja droga
              na strone tradfiaja wszystkiew pisy, czy tylko pochlebne? Ale uwazam, ze MM
              swiadomie odrzuca stare -w sensie towarzyszenia cyklow od lat, nie
              wieku-czytelniczki. Te uwagi, zebysmy wziely sie za dorosle ksiazki mile nie byly.
              • ding_yun Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:52
                Jakkolwiek nie lubię wydawania kategorycznych sądów to muszę
                powiedzieć, że czuję się zniesmaczona i dotknięta po lekturze tego
                wywiadu. Chyba nie muszę szerzej komentować dlaczego bo zrobiły to
                już przedmówczynie. Ale jeszcze do tego wszystkiego ten
                protekcjonalny ton MM, sposób w jaki nam radzi przerzucić się na
                bardziej dorosłe książki... Naprawdę, źle jest.
              • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 14:52
                Te uwagi, ze autorowi wszystko wolno i czytelnikom od pouczeń wara też nie.
                Swoją drogą, ciekawe jak mają się opinie o tym, że nie wolno ulegać naciskom
                czytelników, bo to przecież nigdy się wszystkich nie zadowoli do Czesława
                Miłosza i kończenia romansu Natalii zgodnie z jego sugestią, a i Zbigniew
                Raszewski podobno też miał to i owo do poweidzenia...

                To znaczy, żeby nie było, przed sugestią Miłosza też bym sie pewnie ugięła, ale
                jednak starałabym się nie opowiadać później, że autor jest jednostką
                autonomiczną, i nikt mu tu nie będzie, panie dziejku, mówił!
              • uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:01
                dakota77 napisała:

                Tak swoja droga
                > na strone tradfiaja wszystkiew pisy, czy tylko pochlebne?

                Nie mam pojęcia, nie próbowałam tam wpisać ani pochlebnej , ani nie
                pochlebnej opinii. Ale sama pewnie wiesz - jako autorka bloga, że
                niektórzy czują frajdę próbując dotknąć autora, z czystej
                bezinteresownej złośliwości. Sama (o ile Ci się to zdarza na blogu)
                usuwasz?
                dyskutujesz?
                czy pozwalasz ,żeby rozprawili się z wredniakiem inni dyskutanci?

                Dakota:
                > Te uwagi, zebysmy wziely sie za dorosle ksiazki mile nie by
                > ly.

                nie wiem, ja się jakoś nie przejęłam. Nie mam kompleksów na tle
                czytelniczym .


                • jamniczysko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:07
                  ...i po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że nie miałabym
                  ochoty znaleźć się z Panią Małgorzatą Musierowicz w pustym
                  przedziale... :/
                • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:08
                  Czyli ze ja mam kompleksy?:-). Alez zapewniam, ze nie. Ale ta uwaga MM naprawde
                  nie byla mila. Czytamy Jezycjade od lat, ale mamy przestac i siedziec cicho, bo
                  nie mamy 9 lat?
                  Jak na razie na blogu mialam szczescie, bo nie trafily mi sie takie negatywne
                  uwagi obliczone na wyrzadzenie przykrosci. Negatywna opinia, dosc mocna, raz sie
                  pojawila, podjelam wtedy dyskusje. Nie usunelam komenatrza. Wyrzucilabym pewnie
                  taki w stulu" ale jestes paskudna", ale nie krytyke, ktora mozna uznac za
                  konstruktywna.
                  • verdana Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:11
                    prolem z tym, ze ja jestem już tak stara, ze najwczesniejsze książki
                    MM czytalam jako odoba calkowicie dorosla i dzieciata. I były dobre.
                    Rzecz nie w tym, ze my wyroslysmy (bo wyroslybysmy ze wszystkic),
                    tylko że nowe książki sa po prostu słabe. Słabe książki też moga się
                    podobać, byc potrzebne i być masowo czytane (zeby wspomniec
                    chocby "Trędowatą"), ale nawet glosy zachwytu czytelnikow nie
                    zmienią ich w dobre książki.
                    I w tym problem.
                    • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:18
                      Vide nasz wątek "Poza kryzysem", masę jest tam książek dla dziewięciolatków,
                      ktore nadal czytamy z zapartym tchem i zachwytem.

                      Ja, nietsety, odniosłam tez wrażenie, że ten czytelnik nieletni jest fajniejszy,
                      bo zachwyci się wszystkim, co mu się podsunie. A nie będzie określał rodziny
                      Borejków mianem toksycznej i jeszcze to udowadniał na przykładach hojnie
                      czerpanych z samych książek.

                      Słowem, pisze się dla tych z natury mniej wymagających?
                      • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:20
                        Anutku, ja odnioslam takie samo wrazenie. My sie mamy odczepic, bo ktytkujemy. A
                        dzieciaki ponoc zachwycone. Ponoc, bo naprawde nie wiem czym. Tym negatywnym
                        obrazem wspolczesnej mlodziezy?
                  • uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:21
                    dakota77 napisała:

                    > Czyli ze ja mam kompleksy?:-).
                    Dobrze ,że dałaś ten uśmieszek, bo zbaraniałam na chwilę.

                    • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:22
                      Napisalas, ze ty sie nie przejelas, bo nie masz kompleksow. Czyli skoro ja sie
                      przejelam tym fragmentem, to...

                      To tak tylko dla wyjasnienia. A naprawde sie przejelam, nie sadzilam, ze MM do
                      tego stopnia lekcewazy czyetlniczki od lat czytajace jej ksiazki.
                • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:11
                  Uccello, ja tez nie mam kompleksów na tle czytelniczym, ale dotknięta sie
                  poczułam. I zlekceważona. Na zasadzie "nie masz tych 14 lat, nie interesują cię
                  losy Łusi, myslisz co innego niż ja, won!". Może było to przekazane trochę
                  łagodniej, ale, cóż, tylko trochę.
                  Dla mnie te wypowiedzi były wręcz agresywne. I... cóż... ja jestem starym
                  czytelnikiem. A poczułam się jak ktoś, o kogo już w ogóle nie warto zabiegać.
                  Niech się odpimpa i czyta co innego.
                  Jak na osobe deklarującą otwartość i sympatię dla swiata, nieładnie.
                  • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:12
                    Anutku, otwartosc na swiat MM jest wedlug mnie rownie deklaratywna jak dobroc i
                    inne cud cechy jej bohaterow. I nie, po namysle nie zakoncze tego emotikonem.
                    • lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:28
                      Hej, hola, hola!
                      Gwoli sprawiedliwosci dodam, ze MM niejako odpowiedziala na prowokacyjne poglady
                      samej wywiadowczej bromby!

                      Oto, co rzekla bromba:
                      "Ale te książki dla pokoleń czytelniczek stały się również wychowawcami,
                      dostarczycielami wzorców i inspiracji. To pewnie dlatego czują się one
                      rozczarowane, gdy nie znajdują w nich czegoś, co uważają za ważne (zwierzątek
                      domowych, przedstawicieli różnych wyznań i braku wyznań, mądrych feministek)."

                      Czyli po pierwsze, to nie MM zaczela, ze dostarcza wzorce.
                      Po drugie, to bromba stawia ksiazki MM na piedestale wzorców wychowawczych.
                      Po trzecie, to masakryczna konkluzja bromby na temat rozczarowanych czytelniczek
                      bardziej mnie rozwala niz to, co na to odpowiedziala MM, choc i tej nie brakuje
                      skromnosci oraz obiektywnego spojrzenia na swa twórczosc i warsztat literacki:

                      "Bromba: Czy trudno jest pogodzić rozrywkową formę z wychowawczą treścią?

                      MM: Nie, to nie jest trudne. Wystarczy traktować swoich czytelników tak,
                      jak własne dzieci - bawiąc, uczyć. Wychowywać nie przez tyranię, tylko przez
                      ukazywanie dobrych wzorców."

                      AAAaQQAAA! No tak, czytelnicy to taka dziatwa wymagajaca wychowania!

                      Szkoda tylko, ze ta deklaratywne rozrywka juz dawno nie bawi, a wzorce sa
                      toksyczne, lodowate i zdegenerowane psychicznie.
                      Gdybym ja miala czerpac wzorce z MM, to bym wymagala dlugiej i ciezkiej terapii,
                      zwlaszcza w konfrontacji z logika lub rzeczywistoscia
                      (o ile nie skonczylabym uduszona przez jakiegos pieknego, kochanego psychopate z
                      kajdankami).

                      Widac tez, ze bromba znakomicie zna WSZYSTKIE pokolenia czytelniczek a takze
                      podczytuje chyba nasze forum i jak to zwykle ma miejsce, wszystko wypacza ;P
                      • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:54
                        lezbobimbo napisała:

                        >To pewnie dlatego czują się one
                        > rozczarowane, gdy nie znajdują w nich czegoś, co uważają za ważne (zwierzątek
                        > domowych, przedstawicieli różnych wyznań i braku wyznań, mądrych feministek)."

                        Na co, ile pamiętam, pada odpowiedź MM, że nie będzie w jej książkach niczego,
                        co ona sama uważa za niewłaściwe lub w złym guście. Co rozumiem jak najbardziej
                        i uważam za normalne i oczywiste.

                        Tylko, i nie złośliwie pytam, tylko chciałabym wiedzieć, którą z rzeczy
                        wymienionych przez Brombę uważa pani MM za bedącą w złym guście (niewłasciwą to
                        wiem ;-))?

                        BTW, Bromba zna nasze forum na pewno :-).
                        • lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 16:40
                          anutek115 napisała:
                          > lezbobimbo napisała:
                          > >To pewnie dlatego czują się one
                          > > rozczarowane, gdy nie znajdują w nich czegoś, co uważają za ważne (zwierz> ątek
                          > > domowych, przedstawicieli różnych wyznań i braku wyznań, mądrych feminist> ek)."

                          > Na co, ile pamiętam, pada odpowiedź MM, że nie będzie w jej książkach niczego,
                          > co ona sama uważa za niewłaściwe lub w złym guście. Co rozumiem jak najbardziej
                          > i uważam za normalne i oczywiste.

                          Nie calkiem, ta wypowiedz brombiana zaczyna sie tym kuriozalnym STWIERDZENIEM
                          bez znaku zapytania, ze czytelniczki to od wieków uwazaja rozrywkowe ksiazki MM
                          za wytyczna moralnosci i wzorzec wychowawczy, a wiec DLATEGO czuja sie
                          rozczarowane jak w ksiazkach nie ma madrych zwierzatek ani feministek (co za
                          skok myslowy, naprawde brawo bic!) - i na sam koniec tej wypowiedzi bromba
                          stawia nastepujace pytanie samo w sobie tez zaslugujace na podziw, jako
                          konkluzja na powyzsze stwierdzenie:
                          Czy latwo jest pogodzic tresci wychowawcze z rozrywkowymi?

                          Na co MM odpowiada, co tu juz wytluszczalam, ze: alez skad, nie jest to trudne,
                          wystarczy traktowac czytelników jak swoje wlasne dzieci i bawiac, uczyc!

                          (przez te oto skromnosc autorki przekrecila mi sie ze smiechu struna
                          grzbietowa.. Ach jak latwo jest wychowywac czytelników i dzieci zarazem..)

                          Odpowiedz MM ze usiluje nie opisywac tego, czego nie pochwala nastepuje na inne,
                          pózniejsze pytanie (równie glupie;)

                          Wydaje mi sie, ze ten wywiad polegal na wzajemnym piciu sobie z dziubków -
                          bromba wyglosila pochwale, ze czytelniczki od wieków znaja i kochaja i czerpia
                          wzorce (!) - pani MM uwierzyla, poczula sie mile poglaskana i wyjasnila, ze
                          czytelnicy to takie dzieci, potrzebujace wychowania itd. A jak sie nie podoba,
                          to ona nie bedzie spelniac zyczen czytelników ze wzgledu na troske o forme
                          artystyczna swego przekazu. Jednym tchem tez dodala, ze nie opisuje tego, czego
                          nie pochwala, ale ani jedna z fikcyjnych osób nie odzwierciedla osobistych
                          przekonan autorki ;P
                          Bromba zapytala tez (jedno sensowne chyba pytanie) o promocje slynnego
                          zapominania o sobie w Jezycjadzie i dodala, ze przeciez teraz wiemy, ze trzeba
                          zadbac najpierw o siebie i swe relacje, przez co potem mamy nadwyzke, za pomoca
                          której mozemy pomagac innym i jak to sie ma do Jezycjady, gdzie babcia J. mówi
                          Orelce, zeby zapomniala o sobie albo takoz mama B. Idusi.
                          Na co MM odrzekla, ze przeciez w Idusi mama B. mówi "trzeba najpierw siebie
                          polubic, a potem o sobie zapomniec" ... (tak jakby to usprawiedliwialo nakaz
                          zapomnienia!] I dodala, ze ona tylko tepi egoizm i narcyzm w jakichkolwiek
                          przejawach. A dbanie o siebie to ona owszem popiera... (alez samozaprzeczenia)

                          (ja osobiscie takiej babci J. za serdeczne nakazywanie sierocie w zalobie po
                          jedynej bliskiej osobie "zapomnij o sobie, trzeba zyc dalej!" to bym chyba
                          nastukala... )
                          • idomeneo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 13:30
                            Cytat Bromba zapytala tez (jedno sensowne chyba pytanie) o promocje slynnego
                            zapominania o sobie w Jezycjadzie i dodala, ze przeciez teraz wiemy, ze trzeba
                            zadbac najpierw o siebie i swe relacje, przez co potem mamy nadwyzke, za pomoca
                            której mozemy pomagac innym i jak to sie ma do Jezycjady, gdzie babcia J. mówi
                            Orelce, zeby zapomniala o sobie albo takoz mama B. Idusi. Na co MM odrzekla, ze
                            przeciez w Idusi mama B. mówi "trzeba najpierw siebie polubic, a potem o sobie
                            zapomniec" ... (tak jakby to usprawiedliwialo nakaz zapomnienia!


                            a ja się tutaj zgodzę z MM, bo dla mnie też to były zawsze dwie zupełnie różne
                            rady: jedna całkiem niezła (ta dla Idy), a druga - no cóż...

                            O warknięciu babci Jedwabińskiej nie ma się co rozwodzić. Natomiast to, co mówi
                            Mila Idzie (najpierw polubić siebie, potem można o sobie zapomnieć) odbierałam
                            zawsze nie jako pochwałę ścielenia się innym pod nogi, tylko jako wskazanie
                            tego, o czym i Ty piszesz, Lezbobimbo - a mianowicie, że gdy człowiekowi samemu
                            ze sobą jest dobrze, to wtedy można się uwolnić od takiego nadmiernego
                            przejmowania się sobą, które jest męczące i dla nas samych i dla naszych
                            bliźnich. W sąsiednim wątku o tej samej postawie - tak to odbieram - pisze
                            Ginestra, przytaczając wypowiedź jakiejś włoskiej gwiazdy o autoironii, która
                            pozwala się nam tak bardzo nie przejmować sobą.

                            W ogóle cała ta rozmowa Mili z Idą o atrakcyjności, która płynie z wewnętrznego
                            lubienia siebie i nienadawania przesadnej wagi własnym niedoskonałościom (co
                            zostaje zgrabnie zademonstrowane na Mili studenckim przykładzie) wydawała mi się
                            zawsze sensowna i przyjazna. Bohaterką zaś, u której pod tym względem nastąpił
                            wyraźny regres i która zupełnie przestała lubić własną fizyczność, jest Gaba (no
                            ale o tym w innym wątku).
                            • senseeko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 20:14
                              idomeneo napisała:


                              > Bohaterką zaś, u której pod tym względem nastąpił
                              > wyraźny regres i która zupełnie przestała lubić własną fizyczność, jest Gaba (n
                              > o
                              > ale o tym w innym wątku).

                              W którym? Bo mnie to zaciekawiło bardzo.
                              • idomeneo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 20:26
                                w "Między Gabą a Pyziakiem" jest kolejna odsłona dyskusji o tym, czemu Gabie się
                                nie chce o siebie zadbać ;)
                          • nessie-jp Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.12.08, 16:28
                            > (ja osobiscie takiej babci J. za serdeczne nakazywanie sierocie w zalobie po
                            > jedynej bliskiej osobie "zapomnij o sobie, trzeba zyc dalej!" to bym chyba
                            > nastukala... )

                            A ja nie. Wiem, że teraz modne jest pokładanie się na kozetkach i zagłębianie we
                            własną psychikę po 100 zł za godzinę, ale... doskonale rozumiem, o co chodziło
                            Babci J. Ona po prostu powiedziała Aurelii
                  • uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 15:39

                    anutek115 napisała:
                    >Dla mnie te wypowiedzi były wręcz agresywne.

                    No ja też wyczułam w tej rozmowie, może nie agresywną, a waleczną
                    nutę. Jakby MM była już ZMĘCZONA podobnymi zarzutami ( artykuł w
                    Obciachach, nasze forum, pewnie zdarzaja się czytelnicy, którzy chcą
                    jej "dobrze poradzić" listownie, czy na spotkaniach autorskich)

                    Znacie ten stan irytacji, kiedy wszyscy zarzucają Was DOBRYMI
                    RADAMI, np. co do Waszego życia uczuciowego, lub co do wychowywania
                    Waszych dzieci?

                    To porównanie z dziećmi niby od czapy, ale biedny Autor spotykając
                    się z krytyką dzieła , czuje się jak Rodzic, w obliczu krytyki
                    własnego dziecka. Niby się wie, że nie jest ideałem, bywa
                    irytujące, ma wady, zdarzają się wpadki

                    , ale boleć -boli.
                    • lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 16:49
                      uccello napisała:
                      > To porównanie z dziećmi niby od czapy, ale biedny Autor spotykając
                      > się z krytyką dzieła , czuje się jak Rodzic, w obliczu krytyki
                      > własnego dziecka. Niby się wie, że nie jest ideałem, bywa
                      > irytujące, ma wady, zdarzają się wpadki
                      > , ale boleć -boli.

                      Znaczy, ze dobry czytelnik MM to taki, co tylko chwali?
                      Skoro wpadek jest az tyle, ze tutejsze forum sie tym latami karmi i przestac nie
                      ma jak, bo sie wpadki dalej mnoza, to moze sygnal, ze nie wszystko co jezyckie
                      to samorodek zloty?

                      Ksiazka to jednak nie jest dziecko, bo ksiazke poprawic mozna. Rozjechane watki
                      i nieprawdopodobnie koszmarne postaci nawet nalezy ;)

                      Jesli zas MM krytyka doroslych czytelników sie nie przejmuje i chce pisac jak
                      sie Jej podoba, to prosim bardzo, droga wolna i nikt jej nie zabrania. Dorosli
                      po prostu przestana kupowac, a po co komu taki target, skoro dzieci maja tyle
                      pieniedzy... ;)
                      Aczkolwiek pozycja na liscie lektur szkolnych zobowiazuje do chociazby minimum
                      realizmu i dbalosci o warsztat, a nie jechaniu na latwiznie i wyrobionej przed
                      laty marce..
                      • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 16:55
                        Otoz to.
      • kochanica-francuza Jako młodzież też nie mogłam traktować tego jako.. 05.10.08, 17:10
        ... źródła inspiracji - charakterem nie pasowałam. I umysłowością.

        Może ja prosta kochanica jestem, ale wolę pop-kryminały niż Senekę w oryginale.

        A o mojej osobowości niepasującej już było.

        Nie tylko my, drogie forumki, się starzejemy! MM też! Ach, gdzież są
        niegdysiejsze jaja w jej książkach!

        Gdzież romantyczne tulenia kontrapunktowane Laurą, pędzącą do lasu, by zwymiotować!

        Teraz to już tylko papież, ojciec Krzysztof, wzorce co drugą linijkę i na każdej
        stronie ze trzy razy "oczywiście"!
        • sowca Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 22:07
          Tak, oczywiście. Cała Jeżycjada to w gruncie rzeczy nic innego, jak
          opowieść o papieżu i ojcu Krzysztofie... może mi wskażesz, gdzie w
          ostatnich tomach papież jest choćby wspomniany? Ja przypominam sobie
          tylko "Kalamburkę", gdzie Borejkowie poszli na mszę odprawianą przez
          Niego w Poznaniu. Ja też mam do MM sporo uwag, ale do licha, staram
          się, żeby były one poparte faktami.
          • kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 22:21
            sowca napisała:

            > Tak, oczywiście. Cała Jeżycjada to w gruncie rzeczy nic innego, jak
            > opowieść o papieżu i ojcu Krzysztofie... może mi wskażesz, gdzie w
            > ostatnich tomach papież jest choćby wspomniany?

            Hm.

            Gizela idzie na spotkanie z papieżem, primo.

            Ktoś z Borejków pije w błękitnym [kolor papieski] kubku herbatę i zapachu
            bergamotki [ulubiony smak papieża].

            Ja skończyłam na "JT", więc dalej nie wiem.

            Poza tym nie chodziło o osoby papieża o ojca K., tylko o wzrastającą
            ideologiczno-dydaktyczną atmosferę książek, z jednoczesną kompletną rezygnacją z
            porządnej groteski

            (vide myszy Bobcia, "Sam jesteś małżowina. Oraz trąbka" Julii do ojca,
            wymiotująca Laura jako kontrapunkt sytuacji lirycznej etc.)
            • uccello Porządna groteska 05.10.08, 22:28
              kochanica-francuza napisała:
              > Ktoś z Borejków pije w błękitnym [kolor papieski] kubku herbatę i
              zapachu
              > bergamotki [ulubiony smak papieża].


              pociągnijmy to dalej:
              kubek jak się patrzy nań z góry , jest okrągły, a wiadomo, że to
              kształt piuski, wiec znowu ta zakamuflowana indoktrynacja,
              kubek ma ucho - JEDNO -wiadomo chodzi o to ,że Papież jest jeden
              itd...
              • kochanica-francuza Re: Porządna groteska 05.10.08, 22:36

                > pociągnijmy to dalej:
                > kubek jak się patrzy nań z góry , jest okrągły

                Na ten temat nie było danych, a nie każdy kubek jest okrągły.


                , a wiadomo, że to
                > kształt piuski, wiec znowu ta zakamuflowana indoktrynacja,
                > kubek ma ucho - JEDNO -wiadomo chodzi o to ,że Papież jest jeden
                > itd...

                Każdy kubek ma jedno ucho. Natomiast kolory są różne, smaki herbaty także.
              • anutek115 Re: Porządna groteska 06.10.08, 09:14
                :-D...
                • anutek115 Re: Porządna groteska 06.10.08, 09:58
                  Uśmiech był do Uccello, to o kubeczku przepiękne, jak to jednak miło taka
                  niewinna groteską rozpocząć dzień. :-))))
              • the_dzidka Dziewczyny, zlitujcie się :D 06.10.08, 11:12
                > kochanica-francuza napisała:
                > > Ktoś z Borejków pije w błękitnym [kolor papieski] kubku herbatę
                i
                > zapachu
                > > bergamotki [ulubiony smak papieża].
                >
                >
                > pociągnijmy to dalej:
                > kubek jak się patrzy nań z góry , jest okrągły, a wiadomo, że to
                > kształt piuski, wiec znowu ta zakamuflowana indoktrynacja,
                > kubek ma ucho - JEDNO -wiadomo chodzi o to ,że Papież jest jeden
                > itd...

                Ja jestem w biurze, nie mogę się głosno śmiać, a dostałam właśnie
                ataku histerii, nie mogę się opanować, łzy mi lecą, duszę się i
                trzęsę całym boksem...
              • avvg Re: Porządna groteska 15.10.08, 01:14
                > kubek jak się patrzy nań z góry , jest okrągły, a wiadomo, że to
                > kształt piuski, wiec znowu ta zakamuflowana indoktrynacja,
                > kubek ma ucho - JEDNO -wiadomo chodzi o to ,że Papież jest jeden
                > itd...

                Co więcej

                a) z czego, jeśli nie z wody, robi się herbatę? A jak woda, to w tej
                moherowej rodzinie na pewno święcona. Pfuuuu.

                b) podgrzewanie wody - znając Borejków, nie zniżają się do
                posiadania czajnika elektrycznego (chyba że mi wyleciało z głowy)
                ani kuchenki elektrycznej, toteż woda (święcona) została podgrzana
                na płomieniu, co też budzi niepokojące religijne skojarzenia.

                c) gaz pewnie odpalają zapałkami: czyli - drewno; stąd już
                niebezpiecznie blisko do krzyża. Co za bezczelna indoktrynacja!

                d) zapałka - ciąg dalszy. Składa się z drewna i siarki. Siarka -
                czyli jak nic aluzja do piekła. Wycofać z listy lektur, bo spowoduje
                traumę u młodzieży szkolnej!

                e) zmywanie kubka po herbacie - czyli oczyszczenie. Metafora obrzędu
                chrztu. No to już przegięcie! W świeckiej książce!
            • dakota77 Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 22:30
              Ej no, niebieskiego kubka i herbaty z bergamotki bym sie jednak nie czepiala:-).
              Mnie sie to z papiezem nie kojarzylo. A w nowej Jezycjadzie najbardziej mnie
              drazni oderwanie od rzeczywistosci i autorska niestarannosc, to, jak bardzo
              zmienily sie fajnie niegdys postacie. Smrodku dydaktycznego pelno, z ideologia
              chyba kimo wszystko nie jest tragiczne.
              • mama_kotula Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 22:34
                dakota77 napisała:

                Ej no, niebieskiego kubka i herbaty z bergamotki bym sie jednak nie czepiala:-) Mnie sie to z papiezem nie kojarzylo.


                U mnie już przepadło, nie ma zmiłuj - po tym wpisie Kochanicy już ZAWSZE ten nieszczęsny niebieski kubek i równie nieszczęsna bergamotka będą mi się kojarzyć z papieżem.
              • kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 22:35
                dakota77 napisała:

                > Ej no, niebieskiego kubka i herbaty z bergamotki bym sie jednak nie czepiala:-)
                > .
                > Mnie sie to z papiezem nie kojarzylo.

                Mnie też nie, dopiero jak mi ktoś napisał o bergamotce jako ulubionej herbacie
                papieża.
            • senseeko Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 23:16
              kochanica-francuza napisała:


              > Ktoś z Borejków pije w błękitnym [kolor papieski] kubku herbatę i zapachu
              > bergamotki [ulubiony smak papieża].

              O ja Cię w mordę jeża! Tyle lat żyję na tym świecie i dopiero dziś się dowiedziałam, że jak piję herbatę z bergamotki (a już nie daj Boże z niebieskiego kubka) to robię jakąś papieską propagandę.
              BTW czy kolor papieski to nie jest czasem biało-żółty?
              (O zgrozo mam biały kubek w domu i był na nim żółty kwiatek namalowany przez dziecię, ale na szczęście się zmył. Niebieskiego kubka nie posiadam, chyba że wliczyć błękitno-kremowy, z ozdóbkami.)
              A kysz! Apage!

              BTW gdzie można się dowiedzieć o ulubione smaki papieża? Bo pierwszy raz się z tym spotykam. Może ja zła katoliczka jestem?
              • dakota77 Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 23:24
                Jeszcze trzeba by ustalic, o ktorym papiezu mowa, bo przeciez ich lista jest
                dluga,a chyba nie ma obowiazku dostania szalu na punkcie bergamotki jak tylko
                skonczy sie konklawe;-)
              • kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 05.10.08, 23:28

                >
                > ałam, że jak piję herbatę z bergamotki (a już nie daj Boże z niebieskiego kubka
                > ) to robię jakąś papieską propagandę.

                Misiu. To co robisz w przestrzeni prywatnej to TWOJA SPRAWA. Natomiast w
                przestrzeni publicznej, a już na pewno na stronach Musierowicz, latają sobie WZORCE.

                Nie wierzysz? To zastanów się, jaka jest różnica między gołą babą prywatnie
                wychodzącą z kąpieli w prywatnej łazience a gołą babą na publicznej rozkładówce
                "Playboya".


                > BTW czy kolor papieski to nie jest czasem biało-żółty

                Palnęłam głupotę? Ha, nikt nie jest doskonały, nawet kochanica. ;-)

                Ja się dowiedziałam na forum kościół, religia.
                • mama_kotula Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 00:15
                  CytatMisiu. To co robisz w przestrzeni prywatnej to TWOJA SPRAWA. Natomiast w przestrzeni publicznej, a już na pewno na stronach Musierowicz, latają sobie WZORCE.

                  Kochanico droga, ale mam wrażenie, że tych konotacji z papieżem dopatrzą się w błękitnym kubku i herbacie z bergamotki li i jedynie ci, co wszędzie węszą spiskową teorię dziejów ;)
                  • kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 00:21

                    >
                    > Kochanico droga, ale mam wrażenie, że tych konotacji z papieżem dopatrzą się w
                    > błękitnym kubku i herbacie z bergamotki li i jedynie ci, co wszędzie węszą spis
                    > kową teorię dziejów ;)

                    Wypraszam sobie. Wcale nie węszę, mam najwyżej bujną wyobraźnię.
                • szprota Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 00:17
                  Mimo wszystko mnie też wydaje się skojarzenie niebieskiego kubka z earl greyem z papieżem dużą nadinterpretacją.
                  Jeśli nawet M.M. umieściła to świadomie (w co szalenie wątpię, możemy ją zresztą o to zapytać), to symbol był na tyle mało czytelny dla większości czytelników, że spełnił co najwyżej rolę sympatycznej, delikatnej aluzji. A tych się nie czepiam. Bo w tym czepialstwie dojdziemy do tego, że jeśli M.M. napisze, że ktoś sobie zanucił, dajmy na to, Między ciszą a ciszą , to dlatego, że chce nas indoktrynować Turnauem, znanym przez nią i osobiście lubianym, a nie dlatego, że np. szalenie pasowałby estetyką do Nutrii.
                  • kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 00:22
                    to, Między ciszą a ciszą , to dlatego, że chce
                    > nas indoktrynować Turnauem, znanym przez nią i osobiście lubianym, a nie dlate
                    > go, że np. szalenie pasowałby estetyką do Nutrii.

                    No dobra, ten argument jest przekonujący.
                  • ready4freddy Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 14:54
                    niby masz Szproto racje, ale gdyby to byla "Lolita", moznaby bylo byc (co za
                    piekna, wielopietrowa konstrukcja!) pewnym swiadomej aluzji!
                    ale nie jest, i to tak bardzo nie jest, ze bardziej nie mozna :)
                • senseeko Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 10:56
                  > > BTW czy kolor papieski to nie jest czasem biało-żółty
                  >
                  > Palnęłam głupotę? Ha, nikt nie jest doskonały, nawet kochanica. ;-)
                  >
                  > Ja się dowiedziałam na forum kościół, religia.
                  I tak powtarzasz? Bez sprawdzenia? No doprawdy, "Czego oni ich uczą w tychszkołach!"

                  Czyli rozumiem, że teraz przyznasz, że pisząc:
                  CytatTeraz to już tylko papież, ojciec Krzysztof, wzorce co drugą linijkę
                  nieco się, że tak powiem, zagalopowałaś? Ewentualnie powtórzyłaś coś,
                  co ktoś fajny zarzucił, a co wprawdzie niewiele miało wspólnego z faktami, ale
                  fajnie brzmiało?
                  • kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 21:29


                    nieco się, że tak powiem, zagalopowałaś?

                    Nie przyznam, oświadczę, że to była licentia poetica. ;-) Uparta jestem i nie
                    lubię, jak mi dyktować, co mam powiedzieć. Przyznałam się do błędu i chwatit`.


                    Ewentualnie powtórzyłaś coś,
                    > co ktoś fajny zarzucił

                    Kiciu, ja nie w tym wieku, żeby powtarzać coś dlatego, że "ktoś fajny to
                    zarzucił"...
                    • senseeko Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 07.10.08, 14:32
                      kochanica-francuza napisała:

                      >
                      >
                      > nieco się, że tak powiem, zagalopowałaś?
                      >
                      > Nie przyznam, oświadczę, że to była licentia poetica. ;-) Uparta jestem i nie
                      > lubię, jak mi dyktować, co mam powiedzieć. Przyznałam się do błędu i chwatit`.
                      >
                      Taż właśnie o przyznanie do błędu mi chodziło. O pewien rodzaj odwagi, by
                      odszczekać.
                      No ale skoro się przyznałaś do błędu, to chwatit, Kiciu.
                      • kochanica-francuza Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 07.10.08, 16:34

                        > odszczekać.


                        Odszczekać to może pies na widok suki.

                        >
                        >
                        • senseeko Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 07.10.08, 19:50
                          kochanica-francuza napisała:

                          >
                          > > odszczekać.
                          >
                          >
                          > Odszczekać to może pies na widok suki.

                          Pies na widok suki, to co najwyżej skomli. Ale skoro zeszłaś na Kicie, to
                          sądziłam, że lepiej odmiauczeć ;)
                          Bez urazy.
                          Dla mnie EOT
                • ready4freddy Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 14:38
                  nie chce sie wymadrzac, zeby sie nie wyglupic ;) ale faktycznie flaga Watykanu
                  jest bialo-zolta. natomiast (i tu troche zgaduje) blekitny ma zwiazek z kultem
                  maryjnym (nie bez kozery, jak mniemam, Matka Boska z figurek ma czesto blekitne
                  okrycie), a jako ze JP2 mial maksyme "Totus tuus" i odnosilo sie do wlasnie do
                  Matki Boskiej (znow mi dzwoni mam nadzieje ze we wlasciwym kosciele), stad i
                  zolty, i blekitny.
                  • the_dzidka Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 15:21
                    > a jako ze JP2 mial maksyme "Totus tuus"

                    W pierwszej chwili przeczytałam, że miał KSYWĘ i juz zaczęłam
                    dopasowywać: Jan "Totus Tuus" Paweł Drugi itd. Wygląda idiotycznie,
                    dobrze że to moje oko sie machnęło :))
                    • ready4freddy Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 06.10.08, 17:18
                      LOL :) bo i bylo napisac "motto", maksyma to chyba cos innego :)
                      • kochanica-francuza No! Zleźć ze mnie, dzieci! 06.10.08, 21:26
                        Przyznałam się do błędu, dość tego!

                        Niczego nie powtarzałam po nikim, tekst był autorski.

                        W szkole uczą mnie aktualnie historii sztuki, nie życia i myśli JP II.
                        • szprota Dziecinko, już schodzimy [nt] 06.10.08, 22:53


                          • ginestra Re: Dziecinko, już schodzimy [nt] 07.10.08, 16:35
                            Tak tak, schodzimy, ale "papieski off-topic" w tym wątku jest śliczny.
                            Poza wszystkim, to nie wiedziałam o bergamotce! Nabrałam ochoty. :)

                            Aż mi brakuje, żeby się wypowiedziała tu nasza Papieska-kremówka. Na kremówki
                            też mam straszną ochotę. Natomiast skojarzenia w wątku niezrównane! Podziwiam
                            Waszą wyobraźnię. Nawet i Frycek został dopasowany. :)
                            • sowca Re: Dziecinko, już schodzimy [nt] 09.10.08, 22:47
                              A ja już chyba wiem, co będzie w "Sprężynie". Pyza zajdzie w kolejną
                              ciążę, urodzi trojaczki i nada im imiona Karol, Jan i Paweł :D
                              (przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać, tarzam się ze
                              śmiechu:P)
                              • kochanica-francuza Kremówka, kremówka... 09.10.08, 23:46
                                ... a mnie tu eklerki zeżarli!

                                Tak naprawdę chodzi o to, że chciałam sama zeżreć wszystkie, a nie mogłam. Mam
                                jednak wzorzec w postaci Borejków, u których "nikt nie marudził, gdyż mogło się
                                zdarzyć, że któraś z sióstr zajęłaby się porcją grymaśnicy". Tak więc nie
                                marudziłam i jadłam ochoczo.

            • sowca Re: Jako młodzież też nie mogłam traktować tego j 09.10.08, 22:42
              Mam szczerą nadzieję, że to była ironia, bo padłam głową na
              klawiaturę. Nawet fani LOST, którzy widzą we wszystkim aluzje do
              czegos innego, nie przekroczyli tej granicy :P
    • mmaupa Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 16:22
      Oj, zeby sie MM nie przejechala z tym pisaniem o dziewieciolatkach. Pamietam, ze
      jako dziecko zawsze wolalam czytac ksiazki o bohaterach starszych ode mnie, niz
      o "maluchach". Taka jedenastoletnia Ania z Zielonego Wzgorza byla dla mnie,
      siedmiolatki, niemalze dorosla - a Gabrysia w KK to ho, ho, matrona prawie.
      Dlatego tez mysle, ze owe dziewieciolatki wpisujace sie na strone internetowa
      pociaga w ksiazkach tez ten aspekt "doroslosci", bo czytanie o rownolatkach nie
      jest ani w polowie tak ekscytujace jak czytanie o starszych.

      No i wrzucenie zwierzatek domowych, feminizmu i roznych wyznan do worka
      "szkodliwe, groteskowe i w zlym guscie" uwazam za smieszne. A takze szkodliwe,
      groteskowe i w zlym guscie.
      • jottka wiecie co 05.10.08, 17:08
        a ja mam wrażenie, że internet po raz pierwszy pozwolił pani mm zetknąć się z
        ostrą krytyką jej książek - i to krytyką tego rodzaju, którą trudno zbyć
        machnięciem ręki (czyt. kompleksy niespełnionych panienek po trzydziestce). nie
        to, żeby pani mm nie próbowała:), ale w ten sposób łba hydrze nie ukręci.


        na spotkania z czytelnikami przychodzą najbardziej oddane fanki, one też piszą
        listy do autorki czy do gazet, mało prawdopodobne, że będą się tam dopuszczać
        krytyki filologicznej czy ideowej. w świecie, że tak powiem, preinternetowym za
        jedyną wiedźmę atakującą panią mm robiła kinga dunin, dzisiaj to jedno forum
        starczy, żeby dojść do wniosku, że albo pani dunin popadła w schizofrenię i
        pisuje pod dziesiątkami nicków, albo też nastąpiło jakieś przesunięcie
        rzeczywistości. mnie by to skłoniło do przemyśleń.


        zgadzam sie z ucello, że krytyka boli, ale - po pierwsze - każda osoba oddająca
        swe dzieło publiczności musi być na nią przygotowana i musi umieć się z nią
        zmierzyć. a owa krytyka nie jest, żeby ograniczyć się choćby do tego forum,
        wyrażana w słowach 'niech sie ta stara kobieta przestanie zajmować pisaniem dla
        pokolenia, które jest jej z natury rzeczy obce', a coś takiego pani mm
        zaserwowała w tym wywiadzie swoim najstarszym czytelniczkom. to sie nazywa
        argument ad personam i świadczy o tym, że nasz rozmówca nie potrafi podjąć
        dyskusji rzeczowej, li i jedynie.


        po drugie - uznanie słuszności paru krytycznych argumentów mogłoby nierzadko
        wyjść na dobre nowym powieściom, o słabościach redakcyjnych pisano tu iks razy.
        po trzecie - mnie by jednakowoż jako autorkę ucieszyło, gdyby sie okazało, że
        pierwsze pokolenia czytelniczek wyrosły na szalenie wykształcone, niezależne
        intelektualnie osoby, którym nadal się chce dyskutować z moimi dziełami:) z
        czego wynika dla mnie po czwarte - pani mm, w tej chwili przynajmniej, jest w
        szoku poznawczym i zamyka się w okopach świętej trójcy (te dziewięciolatki:),
        jak sie to skończyło, nie muszę przypominać wykształconym koleżankom:)
        • kochanica-francuza Tę Kingę Dunin osobiście czytałam 05.10.08, 17:13

          >
          > jedyną wiedźmę atakującą panią mm robiła kinga dunin

          bo ciekawa byłam, ki diabeł.

          I... rozczarowała mnie! Spodziewałam się dogłębnej krytyki genderowej,
          dekonstrukcji postaci etc., a Dunin jak na Dunin przypięła się całkiem
          umiarkowanie.
        • lezbobimbo Re: wiecie co 05.10.08, 17:37
          jottka napisała:
          > a ja mam wrażenie, że internet po raz pierwszy pozwolił pani mm zetknąć się z
          > ostrą krytyką jej książek - i to krytyką tego rodzaju, którą trudno zbyć
          > machnięciem ręki (czyt. kompleksy niespełnionych panienek po trzydziestce).

          Nienie i nie calkiem prawda :)
          Krytyka powiesci MM istniala juz w przedpotopowych czasach, w recenzjach.
          Na poczatku MM spotykaly ze strony odbiorców zasluzone nagrody za humor w
          pierwszych ksiazkach (Koziolki itd), a krytyka, o ile dobrze pamietam z
          TymRazemSerio, naprawde zjadliwa pojawila sie po wydaniu OwR. Czesc tego zapewne
          byla polityczna (przez chwile MM miala nawet stracic prawo do wydawania ksiazek,
          razem z innymi autorami zakazanymi) ale czesc krytyków czepiala sie tez samego
          rdzenia powiesci: ze bohaterka "zawsze" jest nastolatka, regularnie niezbyt
          urodziwa, ale za to dzielna i zbawiajaca swiat, i ze "zawsze" ma dobry, cieply
          dom, w którym wszystko sie kreci wokól czyjejs mamusi spokojnie gotujacej rosól
          z kluskami na obiad.
          Na to bunczuczna odpowiedzia MM byl caly BBB! MM stworzyla specjalnie na przekór
          kluczowi, dokladnie odwrotna, bohaterke glówna: przepiekna ale za to
          niepoukladana w srodku, bojazliwa i niezbawiajaca, a dom formalnie rozbity i
          mamusie niegotujaca obiadków.
          Po przelomie pojawialy sie tez inne krytyki, nie tylko Dunin w Tao Gospodyni
          Domowej, ale tez inne recenzje przy wydaniach nowych tomów. MM napisala w
          któryms felietonie, bodajze we Frywolitkach, ze po którejs takiej krytyce
          obrazila sie na swiat, postanowila nie zajmowac sie pisarstwem i na pare tygodni
          zakopala sie pod koldra z ulubionymi lekturami. Pytala tez w tym felietonie
          retorycznie, dlaczego to wg. owych krytyków zle, ze Jezycjade czytaja glównie
          dzieci?

          (to tyle co pamietam o krytykach).
          • kochanica-francuza Re: wiecie co 05.10.08, 17:45
            C
            > rdzenia powiesci: ze bohaterka "zawsze" jest nastolatka, regularnie niezbyt
            > urodziwa, ale za to dzielna i zbawiajaca swiat

            A osoby urodziwe i/lub ubrane modnie i/lub drogo okazują się postaciami
            negatywnymi (Paulinka, Krystian etc.)



            > kluczowi, dokladnie odwrotna, bohaterke glówna: przepiekna ale za to
            > niepoukladana w srodku, bojazliwa i niezbawiajaca, a dom formalnie rozbity i
            > mamusie niegotujaca obiadków.


            Czyli nie ma opcji:

            - piękna/y, ale w porządku

            - dom w porządku, ale mamusia nie gotuje


            • croyance Re: wiecie co 10.10.08, 12:34
              Alez Kochanico, jakby ktos byl piekny i w porzadku, to nie trzeba by
              o nim ksiazki pisac. W ksiazce musi byc konflikt, inaczej nie ma
              fabuly.
          • jottka Re: wiecie co 05.10.08, 17:47
            eno, myśl najwyraźniej przesadnie skróciłam:) zdaję sobie sprawę, że trafiały
            się teksty mocno krytyczne, tyle że część ich (jak w przypadku 'opium') dało się
            zbyć przyczynami politycznymi, a pozostałe były jednak tekstami rozproszonymi po
            różnych pismach funkcjonującymi raczej w zamkniętych, by nie rzec niszowych
            obiegach. fora internetowa to zupełnie inna skala, zasięg i charakter
            komunikacji - no i trudno tu użyć argumentu, że jeden czy drugi niespełniony
            krytyk się czepia, bo staje się, że tak ujmę, twarzą w nick żywego czytelnictwa.

            no ale sposób reakcji pani mm podobny, może i szkoda.
            • anutek115 Re: wiecie co 05.10.08, 18:41
              Ja też źle znoszę krytykę (kto znosi świetnie, niech pierwszy rzuci kamieniem, a
              potem mi paru porad udzieli ;-)), ale wiecie? Jakby mnie miał tłum krytykować,
              to chciałabym, żeby to był nasz tłum. Owszem, pani MM staje twarzą w nick, jak
              to pięknie ujęła Jottka, ale mimo, że bycie tylko nickiem pozwala na baaardzo
              dużo, daje wolność do bycia bardzo, ale to bardzo nieeleganckim, to ja tej
              nieelegancji w naszych krytykach nie widzę... Niechby pani MM zajrzała choćby na
              forum "Seriale" albo "Telewizja" coby zobaczyć, jak można oberwać od ludzi
              ukrytych za nickami, tam też nie jest tak źle, jak potrafi być na innych forach,
              ale my w porównaniu z nimi to bon ton, savoir vivre, pardon.

              A jeśli chodzi o to, że o skali popularności ma pokazywać to, że się trafia na
              listę lektur, to cóż... przed wpisaniem się tu przeczytałam wątek do końca. Ten
              bryk też. Takich się pani MM dochowa czytelników, jeśli na liście lektur zechce
              bazować.

              To już bym wolała nas ;-).
      • kochanica-francuza O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:14
        Bo feministka-straszak to w naszej literaturze poniekąd norma.
        • dakota77 Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:14
          Pewnie o nasze narzekania na forum, ze w Jezycjadzie nikt nie ma zwierzat domowych.
          • kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:22
            a nie ma? ja pamiętam JEDNO ZDANIE, że ktoś miał - ale poza tym na akcję nie
            wpływało owo zwierzątko (kotek albo piesek, nie pamiętam nawet).

            No wiesz, z psem se nie pogadasz o Senece... ;-)))
            • jottka Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:26
              kochanica-francuza napisała:

              > a nie ma? ja pamiętam JEDNO ZDANIE, że ktoś miał - ale poza tym na akcję nie
              wpływało owo zwierzątko (kotek albo piesek, nie pamiętam nawet).


              MYSZA!!! i jak to nie wpływała na akcję??? no szalenie wpływała:)

              • kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:28

                > MYSZA!!! i jak to nie wpływała na akcję??? no szalenie wpływała:)
                >
                to był TEN MYSZ, przede wszystkim ;-)

                po drugie jeszcze był drugi mysz

                po trzecie kotkopiesek występował znacznie później i w zupełnie innej książce
                • jottka Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:35
                  etam, w momencie wpływania na akcję to ona była mysza:) i pojedynczo wpływała,
                  dopiero później się okazało, że to upiorna parka jest.

                  a pieska miał pan maciołek vel maciołka, który tymże pieskiem ciskał jak szmatą.
                  chyba. i tu sie zgodzę, raczej dla urozmaicenia, a nie popchnięcia naprzód
                  fabuły. ale był jeszcze lucyfer panny basieńki, który do rozwoju akcji się
                  jednak przyczynił. tyle że to chyba wszystko.
                  • kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:37
                    jottka napisała:

                    > etam, w momencie wpływania na akcję to ona była mysza:) i pojedynczo wpływała,
                    > dopiero później się okazało, że to upiorna parka jest.

                    Bo drugi był epizodystą. ;-)
                    >
                    > a pieska miał pan maciołek vel maciołka, który tymże pieskiem ciskał jak szmatą

                    Krzycząc "Ludzie, sumienia nie macie, pieska żeście obudzili!!!"

                    > .
                    > chyba. i tu sie zgodzę, raczej dla urozmaicenia, a nie popchnięcia naprzód
                    > fabuły. ale był jeszcze lucyfer panny basieńki, który do rozwoju akcji się
                    > jednak przyczynił. tyle że to chyba wszystko.

                    Mnie chodziło o zdanie rzucone mimochodem, że ktoś miał pieska czy kotka. Któraś
                    z wzorcowych borejkowskich rodzin. W stylu "kochamy wszystkich, kotka też".
                    • lezbobimbo Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:54
                      kochanica-francuza napisała:
                      > Mnie chodziło o zdanie rzucone mimochodem, że ktoś miał pieska czy >kotka.
                      Która>ś> z wzorcowych borejkowskich rodzin. W stylu "kochamy >wszystkich, kotka też"

                      To sama wzorcowa Gaba przygarniala ponoc - deklaratywnie i mimochodem - psy i
                      koty z ulicy, tylko nie wiadomo, co z nimi pózniej robila!
                      (patrz watek: Tajemnice oraz sugestie Dzidki, ze to samo co z malymi Romkami:
                      wystawiala je z powrotem na ulice z mokrymi ubraniami w reklamówkach;)

                      Byl tez jakis wlasciciel zaprzyjaznionego pudla!
                      • kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:58

                        >
                        > To sama wzorcowa Gaba przygarniala ponoc - deklaratywnie i mimochodem - psy i
                        > koty z ulicy, tylko nie wiadomo, co z nimi pózniej robila!

                        O, to, to!
                        • anhes Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 20:24
                          no jeszcze Feluś przecież ;-)
                      • ananke666 Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 21:12
                        Lucyper był.
                        • szprota Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 22:27
                          Właśnie, Lucypera żeście zapomnieli! Dlaczego wy, ludzie, zapomnieliście Lucypera?!
                          • ready4freddy Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 14:59
                            bo to jancykryst wcielony, jak sama nazwa wskazuje :) nie zapomnielim, a
                            chcielim zapomniec!

                            :D
                            • kebbe Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 18:44
                              kalumnia. a Lucyper muchy by nie skrzywdził, jak mawiała Basia...
                              oj było troszkię tych zwierząt, tak mimochodem...ja nie pamiętam
                              zwierzęcego wątku za dobrze, ale czy ktoś wspominał małego za to
                              brzydkiego psa, jedynego towarzysza nadgryzionego zębem czasu
                              Zbysława? Żółty był, pewnie żeby się ładnie komponował ze złotym
                              łańcuchem swojego pana...
                              • dakota77 Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 18:48
                                Oczywiscie, ze jakies zwierzeta sie w Jezycjadzie pojawiaja, ale nigdy u
                                Borejkow i osob z ich bliskiego kregu towarzyskiego. A mnie wciaz interesuje,
                                gdzie te koty i psy przygarniane przez Gabe. Bo jak moja mama byla nastolatka,
                                to faktycznie przygarniala kolejne bezpanskie koty. I widac je bylo w domu, nie
                                trzymala ich w tajemniczym miejscu oddalonym od domu;-)
                          • kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 21:29
                            szprota napisała:

                            > Właśnie, Lucypera żeście zapomnieli! Dlaczego wy, ludzie, zapomnieliście Lucype
                            > ra?!
                            >
                            Czyj był, kurde, Lucyper???
                            • kebbe Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 21:42
                              Pana Paszkieta, no...najwięcej go przecież z całej Jeżycjadowej
                              menażerii...
                            • ananke666 Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 23:23
                              Pana Paszkieta ew. Basi. Maczał pysk w mleku (uwielbiam ten tekst: "...ale to nie jest dobre mleko. Lucyper pysk w nim maczał - powiedziała Basia grobowo i przewróciła oczami" - Basia była zajebiaszcza :D) i został pomalowany na zielono, po czym spał snem istoty zszokowanej.
                              • szprota Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 23:28
                                I wyrażał swym spojrzeniem szczerą miłość :)
                                • kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 07.10.08, 00:10
                                  szprota napisała:

                                  > I wyrażał swym spojrzeniem szczerą miłość :)

                                  Po czym zasypiał. ;-)
              • senseeko Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 11:00
                jottka napisała:

                > kochanica-francuza napisała:
                >
                > > a nie ma? ja pamiętam JEDNO ZDANIE, że ktoś miał - ale poza tym na akcję
                > nie
                > wpływało owo zwierzątko (kotek albo piesek, nie pamiętam nawet).
                >
                >
                > MYSZA!!! i jak to nie wpływała na akcję??? no szalenie wpływała:)
                >
                No i pies pana Paszkota (jeśli nie przekręciłam nazwiska. IS czytałam już dość dawno) No i Gaba zbierała bezpańskie koty (tylko gdzieś gromadziła je z dala od domu ;) i to na akcję rzeczywiście nie wpływało, co najwyżej pokazywało czułe serce Gaby.
                • dakota77 Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 11:02
                  Deklaratywnie czule serce.
                  • senseeko Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 06.10.08, 11:09
                    dakota77 napisała:

                    > Deklaratywnie czule serce.

                    Bo ja mam takie czułe serce
                    że je na wylot zaraz wiercę
                    jak widzę pieska albo kotka
                    lub cyganiątko jakieś spotkam
                    I krwią serdeczną wszystkich poję
                    żadnej krytyki się nie boję
        • jottka Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:17
          łomatko, ale ja już nie chciałam dawać cudzysłowów wokół wiedźmy:) pani dunin
          akurat pisuje rozsądne teksty, a wiedźmą dyżurną została raczej dlatego, że
          pierwsza powiedziała 'król jest nagi'.
          • kochanica-francuza Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:21
            jottka napisała:

            > łomatko, ale ja już nie chciałam dawać cudzysłowów wokół wiedźmy:) pani dunin
            > akurat pisuje rozsądne teksty

            Ale na ogół ostre. A tamten to było nie tyle "król jest nagi" co "król chyba
            jest niekompletnie ubrany".
            • jottka Re: O co chodzi ze zwierzątkami domowymi? 05.10.08, 17:25
              z t ostrością to ja bym polemizowała:) tzn. owszem, pani dunin wyraża często
              niepopularne poglądy i w tym się bodaj jej ostrość zawiera, ale nie atakuje w
              stylu pilcha, powiedzmy, który potrafi być bardzo wredny w swych tekstach pod
              adresem konkretnych osób. dunin nawet jeśli polemizuje z określonym iksem, to
              stara się uogólnić problem i szukać rozwiązania, wyłazi z niej dusza uczonej:)
    • mmaupa Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 17:28
      A propos tego, ze Jezycjada trafila do kanonu lektur szkolnych - znalazlam
      piekne wypracowanie-sciage:

      www.sciaga.pl/tekst/16211-17-kwiat_kalafiora_ignacy_borejko_charakterystyka
      • kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 17:30
        Oui, oui... MM załapała się na czasy bryków z bryków...

        Widziałam w hipermarkecie "tablice matematyczne" (OK) i "tablice polonistyczne".
        Jak się okazało - tabelka z rubryczkami: Dzieło, Bohaterowie, Akcja, Główne
        myśli - każda rubryczka po dwa zdania odnośnie danego dzieła.
        • jottka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 17:32
          zaraz, twór jest porażający, ale do czego nawiązuje ten passus?:

          "Nie lubił on jednak swojej pracy. Był bibliotekarzem w Bibliotece
          Rapaczyńskich, lecz nie było tam interesujących go tytułów."


          i dlaczego rapaczyńskich? wszystko już oplata pajęczyna wyborczej?:)
          • lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 17:49
            jottka napisała:
            > zaraz, twór jest porażający, ale do czego nawiązuje ten passus?:
            > "Nie lubił on jednak swojej pracy. Był bibliotekarzem w Bibliotece
            > Rapaczyńskich, lecz nie było tam interesujących go tytułów."

            Oto jak uwaznie mlody target czyta lekture szkolna i co z tego wynika.
            Powiedziec, ze Ignac nie lubi swej pracy bibliofilskiej i nie interesuja go
            tamtejsze zbiory, to policzek wymierzony calej Jezycjadzie! I to przez kogo,
            jakie dziecie tak niewinne...
            • jottka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 17:51
              wiesz co, zasadniczo cholera wie, co można w bibliotece pod takim patronatem
              znaleźć:) szkoda, że pani mm nie jest z opcji, powiedzmy, profesora legutki i
              ziemkiewicza, bo wtedy tragiczna sytuacja ignaca byłaby jasna:)
              • lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:00
                Ale sluchaj dalej, n.p. tej uroczej konkluzji:

                "Moim zdaniem Ignacy Borejko jest człowiekiem inteligentnym, dobrym i
                potrafiącym sobie radzić w rzeczywistości, na przykład omijając kolejki po mięso
                aktorską grą. Niestety zajmuje się zbyt dużo czasu poświęca bujaniu w obłokach i
                filozofii, a za mało rzeczywistości."

                MM bylaby prze-dumna :)
                A czytanie reszty tej sciagi.pl to perwersyjna przyjemnosc, poczulam sie tytanka
                entelektu ;P
                • jottka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:17
                  no nie wiem, czy byłaby dumna z tych wysiłków małopiśmiennego bądź
                  małopiśmiennej - gramatyka trudne słowo, ale dobrze znać ją bliżej:)
                  • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:31
                    nie juz początek urzekł:

                    "Człowiek ten zainteresował mnie ponieważ, tak jak ja, kiedy robi to co kocha,
                    czyli czyta książki."

                    Tak, że autor tej twórczości kocha czytać książki to się po prostu na oczy rzuca.

                    Jak myślicie, na ile taka praca może zostać oceniona?
                    • mmaupa Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:44
                      Pewnie szczodra troje.

                      Mnie dobil ten kawalek:
                      Jako że był jedynym mężczyzną w domu „Jego wrodzoną i wykształconą melancholię
                      spowijał woal zadumy”.
                      • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:47
                        Uległam ciekawości i poczytałam ciągi dlasze, nieprawdaż. To z charakterystyki
                        Gaby:

                        "Ostrożnie postępowała, gdy poznała Janusza Pyziaka, który próbował oczarować
                        każdą dziewczynę z AZS-u różnymi słowami. Gabrysię różnież to spotkało. Nazwał
                        ją kwiatem kalafiora (stąd też tytuł książki). Nie uległa mu, ale wręcz
                        przeciwnie - zignorowała go."


                        No nie wiem jak wy, ale jakby mnie ktoś nazwał kwiatem kalafiora uległabym mu
                        bez chwili wahania ;-).
                        • kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:49

                          > każdą dziewczynę z AZS-u różnymi słowami

                          Hm... Mam wizję JP, jak emanuje z siebie różne słowa, czyli jeden po drugim
                          rzeczownik w M.lp. "

                          Krowa, maszynopis, budżet, małpa, kosa, bilet..."
                          • ananke666 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 21:19
                            > Hm... Mam wizję JP, jak emanuje z siebie różne słowa, czyli jeden po drugim
                            > rzeczownik w M.lp. "
                            >
                            > Krowa, maszynopis, budżet, małpa, kosa, bilet..."

                            Jezus Maria, posikam się.
                          • senseeko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 11:25
                            kochanica-francuza napisała:

                            >
                            > > każdą dziewczynę z AZS-u różnymi słowami
                            >
                            > Hm... Mam wizję JP, jak emanuje z siebie różne słowa, czyli jeden po drugim
                            > rzeczownik w M.lp. "
                            >
                            > Krowa, maszynopis, budżet, małpa, kosa, bilet..."

                            Cudne, cudne! Widzę ten obraz i tarzam się ze śmiechu aż tu nagle...
                            ... nagle doznałam oświecenia czytając Twoją wypowiedź
                            JP - z czym Wam się to kojarzy?
                            I kto w takim razie będzie w powieści Januszem Pyziakiem II? Czyż nie Frycuś? Antynomia JPII? Ale on jest FS, Fryderyk Szopen. Rodem paryżanin, sercem Polak a talentem świata obywatel. Wszystko się zgadza.
                            Mialaś rację Kochanico, MM ciągle nawiązuje do JP. I to w całym ciagu JPI, JPII które summa summarum okazuje się bohaterem pozytywnym
                            W róznych ukladach.
                            Kto zatem będzie B16?
                            Bernard? Czy może Wolfi? W końcu w hiszpańskim "W" wymawiamy jak "B"
                          • ready4freddy Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 14:50
                            kochanica-francuza napisała:

                            >
                            > > każdą dziewczynę z AZS-u różnymi słowami
                            >
                            > Hm... Mam wizję JP, jak emanuje z siebie różne słowa, czyli jeden po drugim
                            > rzeczownik w M.lp. "
                            >
                            > Krowa, maszynopis, budżet, małpa, kosa, bilet..."


                            w sprytny sposob udalo ci sie polaczyc moja ulubionma lekture, "Czlowieka EpokI"
                            Iredynskiego z Monty Pythonem :) uszyma wyobrazni slysze, jak Pyziak wymawia
                            drewniane slowa "kaplyca" i "karybu", przeplatajac je takimi perlami jak
                            "dziegiec" i "witriol" :D
                      • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:48
                        Dawalyscie gdzies do tego cuda linka? Czy cos przegapilam?
                        • kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:49
                          dakota77 napisała:

                          > Dawalyscie gdzies do tego cuda linka? Czy cos przegapilam?

                          Masz i ciesz się, albo załamuj, wedle uznania:

                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=85547935&a=85553429
                          • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:53
                            Dzieki:-). Mocna rzecz:-)
                      • meduza7 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 19:47
                        okazuje się te, że Ignacy był... no kim?

                        „Ze
                        spokojem prawdziwego fizolofa tkwił w toczących się burzliwych kłótniach”
                    • kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:45
                      anutek115 napisała:

                      > nie juz początek urzekł:
                      >
                      > "Człowiek ten zainteresował mnie ponieważ, tak jak ja, kiedy robi to co kocha,
                      > czyli czyta książki."
                      >
                      > Tak, że autor tej twórczości kocha czytać książki to się po prostu na oczy rzuc
                      > a.
                      >
                      > Jak myślicie, na ile taka praca może zostać oceniona?

                      Stawiam trzy mniej i ani grosza więcej.

                      Zmieniam na dwóję, jeśli stwierdzę, że praca nie jest samodzielna.

                      (Teoria. Nie wytrzymałabym nawet z jednym z tej bandy drapieżników, jaką są
                      obecnie kochane dzieciątka szkolne).
                      • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:11
                        kochanica-francuza napisała:

                        > Stawiam trzy mniej i ani grosza więcej.
                        >
                        > Zmieniam na dwóję, jeśli stwierdzę, że praca nie jest samodzielna.
                        >

                        Ach, zauważyłam, otrząsnąwszy się z osłupienia, że ta strona ma ocenę z boku.
                        Jest oceniona na prawie cztery (ciekawe, jak sie to przekłada na oceny
                        szkolne?). Ma też komentarze. Poczytałam, ale tylko trochę, bo mi mózg zaczął
                        parować, wyraźnie czułam, jak mi się szare komórki redukują...
                        • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:12
                          Zapewnie oceniaja dzieciaki z kompetencja jezykowa zblizona do autora/autorki
                          dziela;-)
                        • jottka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:12
                          anutek115 napisała:

                          > wyraźnie czułam, jak mi się szare komórki redukują...

                          edukują - chciałaś powiedzieć?:)
                          • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:18
                            Na swój sposób edukują rzeczywiscie... ponoć nauki nigdy dość...
                            • kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:47
                              anutek115 napisała:

                              > Na swój sposób edukują rzeczywiscie... ponoć nauki nigdy dość...

                              a może reedukują?
                              • senseeko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 11:27
                                kochanica-francuza napisała:

                                > anutek115 napisała:
                                >
                                > > Na swój sposób edukują rzeczywiscie... ponoć nauki nigdy dość...
                                >
                                > a może reedukują?

                                Kochanica, przestań, bo się posikam!
                        • kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:46
                          anutek115 napisała:

                          > kochanica-francuza napisała:
                          >
                          > > Stawiam trzy mniej i ani grosza więcej.
                          > >
                          > > Zmieniam na dwóję, jeśli stwierdzę, że praca nie jest samodzielna.
                          > >
                          >
                          > Ach, zauważyłam, otrząsnąwszy się z osłupienia, że ta strona ma ocenę z boku.
                          > Jest oceniona na prawie cztery (ciekawe, jak sie to przekłada na oceny
                          > szkolne?). Ma też komentarze. Poczytałam, ale tylko trochę, bo mi mózg zaczął
                          > parować, wyraźnie czułam, jak mi się szare komórki redukują...

                          Ja wolę nie... Wizja kochanej młodzieży, zbrojnej w tę wiedzę, powoduje u mnie
                          depresję - człowiek ideolo jestem...

            • sowca Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 22:14
              Hahaha :D ta charakterystyka wymiata :D ciekawa jestem, która to
              klasa... chyba któraś gimnazjum?
              • senseeko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 11:29
                sowca napisała:

                > Hahaha :D ta charakterystyka wymiata :D ciekawa jestem, która to
                > klasa... chyba któraś gimnazjum?
                Niestety, rozwieję Twoje nadzieje. Jeśli dobrze widzę, jest to podpięte pod
                li-ce-um.
                No i co ja się tak dziwię?
                • kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 21:35
                  pod liceum??? o madre de Dios! [bije łbem o ścianę]
                  • sowca Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 22:53
                    Ja nie wierzę :O no nic, matury dzieciątko nie zda. Chociaż, z
                    drugiej strony....może podstawową na 30 %...
                    • kochanica-francuza Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 23:48
                      sowca napisała:

                      > Ja nie wierzę :O no nic, matury dzieciątko nie zda.

                      Iii tam. Zda, wystarczy obniżyć wymagania...
              • ready4freddy Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 15:46
                mnie zaciekawilo co innego. nie wiem jak wam, ale mnie nad tekstem (na razie
                przebrnalem przez dwa zdania, ale widze, ze rozrywka bedzie przednia) wyswietla
                sie "Jesteś w ciąży? - kliknij!". i to cos kieruje do portalu dla, jak
                zrozumialem, swiezo upieczonych rodzicow. bardzo ciekawe pozycjonowanie, ale to
                chyba nad brykiem do "Zaby" powinno byc, w KK ciaz nie bywalo :)
          • mama_kotula Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 20:08
            jottka napisała:

            zaraz, twór jest porażający, ale do czego nawiązuje ten passus?:
            "Nie lubił on jednak swojej pracy. Był bibliotekarzem w Bibliotece
            Rapaczyńskich, lecz nie było tam interesujących go tytułów."


            Jak to do czego? Proszz:
            "Ze smutkiem też stwierdził, że jego parotitis epidemica kończy się niestety, i trzeba bedzie porzucić zacisze domowe, by wrócić do pracy i przez pół dnia czytać nie te książki, na które ma ochotę."

            Swoją drogą, podziwiam polonistów, że są w stanie nie pozabijać swoich podopiecznych. To się chyba "powołanie" nazywa.
          • ananke666 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 21:17
            > zaraz, twór jest porażający, ale do czego nawiązuje ten passus?

            Do tego, że Ignac wspomniał, jak to po chorobie będzie musiał wrócić do pracy i pół dnia czytać nie te książki, na które ma ochotę.
          • ready4freddy Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 14:42
            ROTFL :) teraz wszystko rozumiem, Ignac robi dla Agory :)))
      • senseeko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 11:14
        mmaupa napisała:

        > A propos tego, ze Jezycjada trafila do kanonu lektur szkolnych - znalazlam
        > piekne wypracowanie-sciage:
        >
        > www.sciaga.pl/tekst/16211-17-kwiat_kalafiora_ignacy_borejko_charakterystyka

        To chyba jakaś piąta kolumna? Gdybym była nauczycielką tego dziecka, uciekłabym z krzykiem.
        "Pecuniua oboediut omina, Biblioteka Rapaczyńskich.." Oh My User!

        Czy to nie jest czasem wypracowanie w stylu "niedaleko Damaszku siedzi diabeł na daszku..."?
    • tygrys2112 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 18:59
      "O, tak, bez najmniejszego trudu. Nawet nie trzeba było stosować
      szczepienia. Same od kolebki wykazywały namiętny głód słowa
      drukowanego. Poniekąd w sensie dosłownym." :D)))))



    • tygrys2112 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:37
      "Nie, to nie jest trudne. Wystarczy traktować swoich czytelników
      tak, jak własne dzieci - bawiąc, uczyć. Wychowywać nie przez
      tyranię, tylko przez ukazywanie dobrych wzorców. Oczywiście, te
      dobre wzorce, za których obecność ja, autorka, biorę
      odpowiedzialność, kwalifikować mogę tylko ja, nikt inny. Pewnie nie
      wszystkim się one podobają. Trudno. Zawsze można sięgnąć po inną
      książkę, zawierającą inne propozycje i wzorce, prawda? Mamy wolność!
      A czasy, w których dyżurni ideologowie dyktowali autorom, co
      dokładnie mają napisać, co im wolno, a co nie, co jest "po linii", a
      co jest "be", kiedy organizowali nagonki i z różnych trybun
      wyklinali twórców, minęły już dość dawno. Ufajmy, że na zawsze.
      Autor nie powinien też, moim zdaniem, nadmiernie wsłuchiwać się w
      oczekiwania publiczności. Po pierwsze, to on jest władcą i panem na
      swoim terenie, on dyktuje warunki i nikomu nic do tego, jeśli tylko
      autor nie narusza norm obyczajowych i prawnych. Po drugie, żądania
      płynące ze strony czytelników są na ogół wzajemnie sprzeczne i nie
      da się ich zaspokoić. To chyba oczywiste, że niemożliwe jest, bym
      sprostała wszystkim oczekiwaniom i ustosunkowała się do wszelkich
      przejawów życia społecznego. Siłą rzeczy, także dla artystycznego
      dobra mojego dzieła, muszę dokonywać wielu eliminacji. Ale to moje
      dzieło, moje eliminacje i moja odpowiedzialność za własną moją
      pracę. A więc - nikt nie ma prawa czegokolwiek mi narzucać. Na pewno
      nie będę też propagować rzeczy, z którymi się nie zgadzam, lub które
      uważam za szkodliwe, groteskowe lub w złym guście. Pozostaje mi
      tylko poradzić niektórym osobom dorosłym, żeby nie traktowały
      książek młodzieżowych jako źródła wzorców i inspiracji dla siebie.
      Czas przejść do poważniejszych lektur, stosownych do wieku, a
      dzieciom pozwolić się cieszyć ich książkami."

      Wiecie, ja w zasadzie nie odebrałam tego fragmentu jako obraźliwego.
      Raczej jako asertywny. I zgadzam się, że niemożliwe jest pogodzić ze
      obą sprzecznych żądań. Że autor nie ma obowiązku podporządkowywać
      się naciskom i sam może wybrać czy chce się czymś sugerować czy nie.
      I że ma prawo uprawiać swoją ideologię. Jedyne co jest zgrzytliwe,
      to ostatnie zdanie, tu naprawdę się trochę zdziwiłam.
      Ale z drugiej strony czytelnik też ma prawo oceniać i wybierać i
      wyrażać sądy. Krytyka jest bolesna, ale trzeba się z nią zmierzyć.

      • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 19:47
        Ja sie w pelni zgadzam, ze autor powinien kierowac sie przy pisaniu wlasna wola.
        Kazdy z czytelnikow ciagnie w inna strone, chce czegos innego. Nie oczekuje, ze
        MM przyjmie nasze uwagi, choc niektore naprawde wyszlyby serii na dobre. Ale
        raz, ze jesli w gre wchodzi wola jakiegos jej guru typu Milosz czy Raszewski, to
        nie ma oporow przed zmienianiem akcji, a dwa, ze jakas ta obrona strasznie
        gwaltowna:-). No a o ostanim zdaniu juz wczesniej pisalam,z e mnie dotknelo niemilo.
      • kochanica-francuza Hm... A ja to odebrałam... 05.10.08, 19:49
        że MM już za życia postawiła sobie postument (w którym punkcie Poznania,
        dzieci???), wdrapała się na niego, udrapowała (w antyczną togę?), zamarła we
        wzniosłej pozie i za nic nie da się zepchnąć...
        • dakota77 Re: Hm... A ja to odebrałam... 05.10.08, 19:50
          A to swoja droga. W koncu jako osobie o Jedynie Slusznych Opiniach postument jej
          sie nalezy.
        • tygrys2112 Re: Hm... A ja to odebrałam... 05.10.08, 19:55
          Ja myślę raczej, że odbiera nasze opinie i krytykę jako atak na
          swoją osobę, niektóre rzeczy słusznie, inne mniej. I dlatego
          zareagowała tak ostro.
    • truscaveczka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 20:02
      Tu są same kwiatki :/

      "zy nie sądzi Pani, że przedstawienie tylko pozytywnych stron macierzyństwa może
      wpływać negatywnie na samoocenę czytelniczek, które właśnie zostają matkami?

      Nie, nie sądzę żeby humorystyczne, romantyczne książki dla dziewcząt mogły mieć
      aż tak silny wpływ na samoocenę osób dorosłych. Ostatecznie, ja piszę
      młodzieżowe powieści rozrywkowe, a nie poradniki pielęgnacji niemowląt."

      Gdyż albowiem powiadam wam, iż nie będzie niedorosła osoba rodzić dzieci. A
      przeto mącić w głowach niedorosłych mogę do woli.
      • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 05.10.08, 20:07
        No tak, to pisze dla osob doroslych, ktorym to nie zaszkodzi, czy dla 9-latek?
        Bo jezeli jej ukochani odbiorcy sa nieletni, to takie beztroskie przedstawienie
        macierzynstwa jednak moze im namieszac w glowie.
    • limotini Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 10:28
      Przesadzacie :)

      Mnie się bardzo podobał fragment, w którym MM opowiada o swojej pasji czytania
      książek. Podobała mi się też romantyczna historia Japonki przyjeżdżającej na
      studia do Poznania - a my tu się zastanawiamy, czy Aniella popełnia szaleństwo.

      MM pisze, że z jej obserwacji (spoktania czytelnicze, listy) wynika, że cały
      czas wielu bardzo młodych ludzi czyta jej książki. Dlaczego miałabym jej nie
      wierzyć? MM pisze, że autor nie może ulegać presji czytelniczej na temat tego, o
      czym ma pisać. Zgadzam się. Pisze, że jeśli autor ma swoje poglądy, to nie ma
      powodu, żeby się starał się ich nie pokazywać w książkach. Jak najbardziej. W
      ogóle Pisarka bardzo ładnie (imho) odpowiada na pytania.

      ***
      Pisarka kieruje swoje książki do osób w wieku 10-14 lat? Trudno, najwyższy czas
      się z tym pogodzić, że jestem dwa razy za stara. Niektóre książki się bronią
      przed kryzysem (patrz odpowiedni wątek), inne nie. Przecież nie możemy zmusić
      MM, żeby pisała dla nas, bez sensu. Możemy sobie co najwyżej porozmawiać o tym,
      że nam szkoda. Ale to Jej wybór.

      W wywiadzie nie pojawia się pytanie o to, że część czytelników narzeka, że styl
      książek jest z tomu na tom coraz gorszy. Bromba się nie pyta, dlaczego tyle
      wpadek czasowych i rzeczowych, dlaczego tło jest dużo słabiej dopracowane. A szkoda.

      Czy Wy też macie wrażenie, że pytanie o Bambolandię nie przypadkiem pojawia się
      po wyjaśnienieniu o czym będzie Sprężyna? Bo ja się zastanawiam, czy się te dwie
      serie nam nie zbiegną, jeśli chodzi o wiek bohaterów...

      A już zupełnie z innej beczki: trochę pod wpływem tego wywiadu, trochę na
      wspomnienie historii Róży przychodzą mi do głowy skojarzenia z amerykańską panią
      Palin.
      • ananke666 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 11:12
        O wartości książki nie przesądza wiek ludzi, do których jest kierowana. Ten pogląd jest z gruntu fałszywy i nie bójmy się tych słów, kompletnie głupi.
        Gdyby tak było, nie wygrywałabym na allegro z bijącym sercem "O wróżkach i czarodziejach" Natalii Gałczyńskiej, koniecznie z dziwnymi ilustracjami Olgi Siemaszko, której ni cholery nie mogłam znaleźć w księgarniach, same audiobooki mieli. Gdyby tak było, nasz egzemplarz "Dzieci z Bullerbyn" nie byłby kompletnie i do szczątków zaczytany przeze mnie ('78), siostrę ('64), Mamę ('41) oraz brata ('64!!). Nie byłoby długiego wątku o książkach, które się oparły próbie czasu. Ronja, bracia Lwie Serce dalej twardo trzymają się swoich wysokich miejsc, razem z chmarą innych bohaterów. I "Szósta klepka" trzyma się tak samo twardo!
        Dobra książka broni się sama, nieważne, czy ona dla dzieci czy nie!
      • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 13:12
        Limotini, jak czytam, co ty masz na temat wywiadu do powiedzenia i to, jak to
        mówisz, to zgadzam się z kazdym twoim słowem, nawet z konkluzją, że przesadzamy.
        Ale jak czytam:

        "Oczywiście, te dobre wzorce, za których obecność ja, autorka, biorę
        odpowiedzialność, kwalifikować mogę tylko ja, nikt inny. Pewnie nie wszystkim
        się one podobają. Trudno. Zawsze można sięgnąć po inną książkę, zawierającą inne
        propozycje i wzorce, prawda? Mamy wolność! A czasy, w których dyżurni
        ideologowie dyktowali autorom, co dokładnie mają napisać, co im wolno, a co nie,
        co jest "po linii", a co jest "be", kiedy organizowali nagonki i z różnych
        trybun wyklinali twórców, minęły już dość dawno. Ufajmy, że na zawsze."

        A jeszcze bardziej:

        "A więc - nikt nie ma prawa czegokolwiek mi narzucać. Na pewno nie będę też
        propagować rzeczy, z którymi się nie zgadzam, lub które uważam za szkodliwe,
        groteskowe lub w złym guście. Pozostaje mi tylko poradzić niektórym osobom
        dorosłym, żeby nie traktowały książek młodzieżowych jako źródła wzorców i
        inspiracji dla siebie. Czas przejść do poważniejszych lektur, stosownych do
        wieku, a dzieciom pozwolić się cieszyć ich książkami."

        To juz niekoniecznie - z tym czepianiem się, mam na mysli. Dla mnie te słowa
        brzmia napastliwie, moze jestem przewrażliwiona mimozą, trudno. Ale zwlaszcza
        dotyka mnie, jako wiernego od wielu lat czytelnika, który pakował ostatnie
        oszczędności w powieści MM, który wytrwale gromadził je na półkach, nieraz
        wyszukując je w dziwnych miejscach, który niektóre tomy musiał wymienić, gdyż
        pierwsze nabyte zaczytał, zdanie ostatnie. Jestem oto w oczach pani MM kimś, o
        kogo nie warto się starać. Kimś, kto się co najwyżej czepia (oczywiście bez
        powodu), kimś obcym, bo nie zgadza się z każdym słowem (inaczej czyż by się
        czepiała?). Mnie też się podoba historia Japonki, ja też uważam, że autor ma
        prawo w swoich powieściach zawierać opinie, które są dla niego wazne, co więcej,
        mnie nawet nie chodzi o brak mądrych feministek i zwierząt domowych. I zgadzam
        się z opinią Uccello, wyrażoną gdzieś wyżej, że krytyka, choćby słuszna, boli.
        Ale pogląd autora, że są czytelnicy, na których można kreskę (z różnych powodów)
        położyć, to, wybacz, nie jest coś, co mogę zrozumieć.

        I podzielam opinię dziewczyn piszących o tym, że dobra książka się broni sama.
        Co to znaczy, pisanie dla 10-14-latek? Jak można napisac książkę, zakładając z
        góry, że wiek odbiorców będzie taki, a nie inny? Niestety, ale dla mnie to
        podpada pod bylejakość.

        Wcale nie chcę zmuszać pani MM by pisała dla nas. Ale chciałabym, by pisała
        dobrze - i w związku z tym też żałuję, że nie padły pod jej adresem pytania,
        które i ty stawiasz.
        • limotini Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 13:41
          Anutek,
          dzięki za komentarz.

          Przeczytałam te zacytowane wypowiedzi i, niestety, zgadzam się: można się poczuć
          urażonym. Możliwe, że ja je przy czyteniu artykułu (a czytałam god dwukrotnie)
          po prostu wyparłam, bo jak najbardziej uderzają też we mnie. Ale wiesz co? Ja
          już (i to od jakiegoś czasu, a nie od przeczytania artykułu) nie czekam na
          Sprężynę. Może dlatego jakoś tak mniej emocjonalnie do tego podeszłam i tylko
          przemknęłam wzrokiem po tych lekceważących wzmiankach?
        • uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 14:12

          anutek115 napisała:
          >I podzielam opinię dziewczyn piszących o tym, że dobra książka się
          >broni sama.
          >Co to znaczy, pisanie dla 10-14-latek? Jak można napisac książkę,
          >zakładając z góry, że wiek odbiorców będzie taki, a nie inny?
          >Niestety, ale dla mnie to podpada pod bylejakość.

          L.J.Kern ładnie powiedział ,że:
          Książki dla dzieci powinny być takie ,żeby je zrozumiał nawet
          dorosły.

          Ale myślę ,że nie działa to w drugą stronę. Wielu wybitnych,
          poruszających, mądrych książek dla dorosłych , człowiek powiedzmy
          12letni nie jest w stanie zrozumieć. Po prostu trzeba do nich
          emocjonalnie i intelektualnie dorosnąć. Dla 14latki,
          trzydziestoparolatka jest już po drugiej stronie tęczy. Problemy
          jakie osoba dorosła może mieć- w pracy, w życiu erotycznym, w
          relacjach z najbliższymi, są dla bardzo młodego czytelnika
          abstrakcją- poprzez brak doświadczenia. Że tak eufemistycznie powiem-
          empatia wobec dorosłych nie jest najmocniejszą cechą nastolatków.

          Można słowa MM, które cytujesz Anutku odebrać jako skreślenie nas-
          najwierniejszych czytelniczek, a można odczytać jako deklarację, że
          dzieci i świeżo opierzone nastolatki są dla MM zawsze najważniejsze.
          Wg mnie troszkę ją (MM) złości/nuży/irytuje przykładanie szkiełka i
          oka do Jeżycjady, bo tak naprawdę , chodzi jej o to by poruszyć
          jedno z drugim zielone serce .
          • jottka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 14:44
            uccello napisała:

            > Wg mnie troszkę ją (MM) złości/nuży/irytuje przykładanie szkiełka i
            > oka do Jeżycjady, bo tak naprawdę , chodzi jej o to by poruszyć
            > jedno z drugim zielone serce .


            znaczy - w przekładzie na codzienną prozę - na żywym i poruszającym przykładzie
            pokazać młodej dziewczynie, a nawet dziewczynce (bo między 9 a 14 lat), że nie
            żyje sama na świecie, że powinna nauczyć się myśleć i działać samodzielnie dla
            dobra bliźnich? jest to piękny program i widzę jego realizację na przykład w
            'idzie' czy 'kłamczusze', niezależnie od uwag, jakie mogę mieć pod adresem tych
            powieści jako osoba dorosła. ale w takim razie co ma poruszyć owe zielone serca
            dziesięciolatek w najnowszej love story pyzy i frycka? bezmyślność tych
            dorosłych wszakże osób? nieumiejętność wzięcia odpowiedzialności za siebie bądź
            drugiego człowieka? jeszcze coś innego?

            ciężar problemów widzi mi się zdecydowanie nieodpowiedni dla młodocianych. a
            może to ma być ta wspominana w wywiadzie powieść rozrywkowa dla młodzieży? to w
            takim razie poczucie humoru sie faktycznie zdecydowanie zmieniło od moich lat
            szkolnych.

            i o te pewne takie pęknięcia nam chodzi, zgrzybiałemu krytykanctwu:)
            • uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 00:15
              jottka napisała:
              > ale w takim razie co ma poruszyć owe zielone serca
              >dziesięciolatek w najnowszej love story pyzy i frycka? bezmyślność
              >tych dorosłych wszakże osób? nieumiejętność wzięcia
              >odpowiedzialności za siebie bądź drugiego człowieka? jeszcze coś
              innego?

              Myślę ,że przy odrobinie dobrej woli dziewczę wyczytać może ,że
              ciąża nie jest mrocznym, potwornym stanem - początkiem końca świata.


              Że w miłości zdarzają się też takie chwile, kiedy wątpi się
              lojalność drugiej strony i nie warto się zacinać w urażonej dumie,
              jeno rozmawiać, rozmawiać , rozmawiać.

              Że niekoniecznie osoby które kochamy np. dziadek i np. chłopak muszą
              się uwielbiać wzajem , ale że nie trzeba wybierać między nimi.

              No i że warto pomyśleć, zanim się da człowiek porwać wichrom
              namiętności wsród teleskopów i lunet.
              • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 09:07
                uccello napisała:

                >
                > No i że warto pomyśleć, zanim się da człowiek porwać wichrom
                > namiętności wsród teleskopów i lunet.

                Nie, Uccello. Tego z pewnościa się nastolatki nie dowiedzą. Tego nikt w książce
                nie mówi, nie daje do zrozumienia nawet zmarszczeniem brwi, Gaba idzie się
                pomartwić do Idy, martwi się kwadrans, a potem się już wszyscy ciesza z cudu
                nowego życia. Nastolatki dostają przekaz - w tej jednej sprawie - wszystko się
                ułoży, zdradliwy mężczyzna powróci, jak sobie przemyśli, a jak nie, to małe
                dziecko nie jest niebezpieczne. Juz je wszyscy kochamy. Wyżywimy je kaszką na
                mleku, ubierzemy w spioszki po siostrzeńcach, takie małe dziecko, co ono kosztuje?!
                I ja tę radość i wsparcie naprawdę uważam za właściwą reakcję rodziny, bo trzeba
                wspierać kogoś, kto jest w trudnej sytuacji. Ale jeśli jest TYLKO radość, no
                cóż... to akurat może dać całkowicie fałszywy obraz sytuacji. I do myślenia nie
                skłoni absolutnie.

                • kaliope3 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 10:41
                  Mało tego.Można w zasadzie wysnuć wniosek że na ten cud życia
                  czekamy te kilkanaście lat i jest to najważniejszy jego element do
                  którego można dążyc różnymi drogami(oczywiście podświadomie) i
                  wszystkie te drogi będą w pełni usprawiedliwione najwspanialszym ich
                  celem. No i że zatrzymanie ukochanego jest również jednym z
                  nadrzędnych zadań które trzeba wykonać jak najszybciej.To w zasadzie
                  główne motywacje działań młodej dziewczyny-o całą resztę zatroszczy
                  się rodzina jakby co. Jedynym kłopotem może być namolny dziadziuś,
                  ale i z nim,dzięki niezłomności i odwadze możemy sobie dać radę.
    • szprota Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 12:32
      Wydaje mi się, że próbie czasu opierają się te książki, które traktują
      czytelnika poważnie i jak omal równorzędnego partnera we wspólnym przeżywaniu
      literatury. Nieco wobec tego martwi mnie podejście z wychowawczą misją (czyż
      Szósta Klepka albo OwR miały wychowywać?) i lekkie spojrzenie z góry na ex
      definitione młodziutką czytelniczkę (słynne wyjaśnianie, co to jest rosa w "Na
      gwiazdkę").
    • biljana Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 13:04
      No cóż mamy za swoje ;) Pani MM się na nas obraziła, by nie użyć brzydkiego
      słowa, które w tym miejscu jakoś ciśnie mi się na usta. Nie podoba się? To won!
      Nie czytajcie! Bo tak w ogóle to ja już dla was nie piszę, moje drogie
      wielbicielki trzydziestoparoletniego Baltony i domowych zwierzątek wszelkiej
      maści. Mam teraz nowe, 9 letnie, młode czytelniczki, które mnie kochają i nie
      krytykują. A co, Józinek nowym bohaterem masowej wyobraźni:)
      • weronika753 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 13:30
        Czy rzeczywiście są 9-letnie czytelniczki Jeżycjady?
        Nawet 13-letnie? Ale takie, które sięgają po cykl z prawdziwą przyjemnością
        "same z siebie"?

        Moim zdaniem, to nie one, lecz "stara gwardia" z niecierpliwością czeka na
        Sprężynę. Stara gwardia, to znaczy my, czytelniczki po "osiemnastce".

        • limotini Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 13:45
          Ja sięgnęłam po Jeżycjadę w tym wieku, więc to może się zgadzać.

          Zresztą zajrzyj do wątku, w którym opisujemy książki poza kryzyzem, tam jako
          nasza lektura z dzieciństwa bardzo często jest wspominany "Potop" czy "Pan
          Wołodyjowski" (najczęściej jako przykład lektur, które kryzysu nie przeszły -
          choć mnie do nich ciągle ciągnie). Ciekawe, czy Sienkiewicz się spodziewał, że
          pisze ku pokrzepieniu nastoletnich serc :)

          Nie mamy też powodu, by nie wierzyć w to, że pani M. spotyka się z wieloma
          wyrazami zainteresowania ze strony czytelnictwa(?) w tym wieku.
          • ananke666 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 14:05
            Samozwaniec o Sienkiewiczu: "z tym pisarzem szło się pod rękę aż do 20. roku życia".
            Cóż, ja pewnie będę szła do późnej starości ;)
            Aj, dopiero zauważyłam, że zrobiłam z siostry bliźniaczkę brata. Siostra '67 :)
          • jottka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 14:12
            limotini, ale czy ty nie zauważasz, że twierdzenie, jakoby krytykantki po prostu
            są za stare do tej lektury i dlatego marudzą, jest typowym ustawieniem sobie
            przeciwnika do bicia?:) to, że krytykantki zupełnie o czym innym mówią i nie o
            wzorcach dla siebie się wypowiadają, nie ma tu nic do rzeczy, bo wtedy trzeba by
            było uczciwie się z tąże krytyką zmierzyć.


            odnosząc się tylko do tego forum, nie przypominam sobie zarzutów pod adresem
            'jeżycjady' typu - 'boże, ja tak się chciałam dowiedzieć, co u pyzuni, a ona tak
            głupio postąpiła, jakaż się czuję zawiedziona, wszak zawsze stanowiła dla mnie
            wzorzec rozsądku!'. bardzo dużo jest natomiast:

            1/ zarzutów warsztatowych (z najczęściej chyba powracającym zarzutem
            niespójności postaci i niedoróbek redakcyjnych) oraz

            2/ zarzutów dot. rozdźwięku między ideologią deklarowaną a ideologią
            zaświadczaną czynami; a zważywszy, że czytelniczki 30letnie są (jeszcze) w
            stanie mocno wpłynąć na wybory 9letnich czytelniczek, to ja bym sie jednak
            zastanowiła nad zarzutami stawianymi przez tę starszą grupę. zwłaszcza że one
            dotyczą właśnie wzorców przekazywanych nieletnim:)

    • limotini Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 15:25
      A tak poważnie i wcale nie ironicznie: skąd pani Musierowicz ma wiedzieć, czego
      nam brakuje w jej nowych książkach? Ma się przekopać przez to forum pełne
      najbardziej absurdalnych wypowiedzi (uwielbiam absurd, żeby nie było).

      Ja uczciwie powiem, że nie próbowałam ani razu napisać do MM z wyjaśnieniem, co
      dokładnie leży mi na sercu.

      Czy jest możliwe, że do Pisarki docierają tylko wnioski, przefiltrowane przez
      redaktorę z gazety, na temat zwiększenia ilości zwierzątek, uczestnictwa a
      Paradzie Równości czy też wyeliminowania błękitu i bergamotki w celu nie
      epatowania religią?
      • verdana Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 15:36
        Wątpię.
        MM zapomina tez o wzgledach handlowych. To ten niewasciwy target
        jest faktycznym targetem, bo on nabywa w drodze kupna książki
        niezrownanej MM.
        Jesli uzna je za takie sobie, moze kupi. Jesli uzna je za
        niewychowawcze (a to jeden z zarzutow) to pewnie nie kupi.
        • ready4freddy Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 21:19
          verdana napisała:

          > Wątpię.
          > MM zapomina tez o wzgledach handlowych. To ten niewasciwy target
          > jest faktycznym targetem, bo on nabywa w drodze kupna książki
          > niezrownanej MM.
          > Jesli uzna je za takie sobie, moze kupi. Jesli uzna je za
          > niewychowawcze (a to jeden z zarzutow) to pewnie nie kupi.

          pomijajac fakt, ze przyznanie sie do celowania w okreslona grupe konsumentow to
          dla pisarza, badz co badz artysty poniekad stwierdzenie "tak, robie to wylacznie
          dla pieniedzy", to.. mylisz sie, Verdano. "brand value" jest tak silny, ze
          kupicie nie tylko "Sprezyne", ale i to, co po niej przyjdzie, niewazne na jaka
          kaszane bedzie sie zapowiadac. nie jestem ekspertem od marketingu, ale z
          doswiadczenia wiem, ze takie kultowe marki maja bardzo dlugi zywot :)
          • verdana Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.10.08, 21:33
            My kupimy, bo tu są sami fanatycy. Ale przeciętni czytelnicy nie
            kupią, bo ksiązki drogie, więc lepiej kupić coś wartosciowego...
          • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 09:01
            ready4freddy napisał:

            >"brand value" jest tak silny, ze
            > kupicie nie tylko "Sprezyne", ale i to, co po niej przyjdzie, niewazne na jaka
            > kaszane bedzie sie zapowiadac.

            Cóż, a otóż niekoniecznie. Był taki wątek "Kto ma całą Jeżycjadę" i nie mogłam
            się wpisać, bo nie mam ostatniej części. Wydanie "Czarnej polewki" przypadło na
            okres, gdy byłam naprawdę biedna, nie stac mnie było na nic (poza rzeczmi
            koniecznymi, jak jedzenie i płacenie rachunków, poza tym nie miałam żadych
            pieniędzy, zupełnie jak Borejkowie na początku) więc książkę pożyczyłam od
            kuzynki planując ją nabyć, jak się mnie polepszy. I jak się polepszyło, nie
            nabyłam. Powiem brutalnie szczerze, żal mi było pieniędzy. Gdy wchodziłam do
            księgarni, zawsze wychodziłam z INNĄ ksiązką. Taką, na która pieniędzy nie było
            żal...
            Ze "Sprężyną" zrobię dokładnie tak samo. Przykro mi, ale ja nadal nie jestem
            zbyt bogata. Kupowanie książek to u mnie nawyk i życiowa konieczność, ale mam
            naprawdę za mało pieniędzy, by kupować każdą, także złą MM, tylko dlatego, że to
            MM. Jest mi strasznie przykro, że dożyłam takiej chwili, i ze nie okazałam się
            fanatykiem też, ale co robić.
            Na moim przykładzie widać jednak trochę to, co może się stać z odbiorem MM, jak
            dalej będą powstawać książki dla dziesięciolatek.
            • biljana Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 10:13
              Ja się zgadzam z Anutkiem. Co mi się, nawiasem mówiąc, bardzo często zdarza.
              Też nie mam wszystkich części Jeżycjady. Brakuje mi bodajże Imienin araz Tygrysa
              i Róży. Też tak jakoś się dziwnie składa, że wychodząc co i rusz z księgarni z
              nowymi książkami, nie ma wśród nich tych brakujących. Jakoś tak mnie nie
              ciągnie. Jest tyle dobrych książek. A ja jakoś straciłam sentyment do "nowej
              Jeżycjady". Tak btw, te nowe części (Polewka, Trolla) to nawet nie poszły do
              drugiego czytania:) Nie mówiąc o trzecim.
            • ready4freddy Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 10:43
              alez ja doskonale rozumiem :) skoro za te sama cene mozna miec "Polewke" albo
              np. "Mozliwosc wyspy" Houellebecq'a, literacko jak lokalne rozgrywki amatorow w
              hokeja vs. Puchar Stanleya :) to rachunek jest prosty.
          • lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 14:56
            Cytatready4freddy napisał:
            > verdana napisała:
            > > Wątpię.
            > > MM zapomina tez o wzgledach handlowych. To ten niewasciwy target
            > > jest faktycznym targetem, bo on nabywa w drodze kupna książki
            > > niezrownanej MM.
            > > Jesli uzna je za takie sobie, moze kupi. Jesli uzna je za
            > > niewychowawcze (a to jeden z zarzutow) to pewnie nie kupi.
            > pomijajac fakt, ze przyznanie sie do celowania w okreslona grupe
            konsumentow to
            > dla pisarza, badz co badz artysty poniekad stwierdzenie "tak,
            robie to wylacznie> dla pieniedzy",


            Wiecie, mam bardzo dziwne odczucia po przeczytaniu tego wywiadu
            brombicznego - z jednej strony MM nadmienia, ze


            Cytat to.. mylisz sie, Verdano. "brand value" jest tak silny, ze
            > kupicie nie tylko "Sprezyne", ale i to, co po niej przyjdzie,
            niewazne na jaka> kaszane bedzie sie zapowiadac. nie jestem
            ekspertem od marketingu, ale z
            > doswiadczenia wiem, ze takie kultowe marki maja bardzo dlugi
            zywot :)


            Oj no.. freddy, mów za siebie, kupuj za siebie! ;P
            Ja dotad nie kupilam CP. Ani Frywolitek 3 ani tych tam lapsusów
            walentynkowo-swiatecznych. Sprezyny tez raczej nie kupie. Wole
            przeczytac w sklepie, a kupic sobie cos lepszego.
            Zwlaszcza po tym wywiadzie nieszczesnym nie widze, dlaczego mialabym
            MM nagradzac pieniedzmi za mozliwosc zgrzytania zebami i
            przewracania oczami ;P

            MM nie jest juz niestety kultowa marka, i sama robi wszystko, aby
            sobie obnizyc brand value.
            Produkt zszedl na kaszane juz dawno, a kobieta-marka teraz jeszcze
            obraza sie na swój najwierniejszy i najbogatszy segment targetu!

            W marketingu jest tak, ze gdy jakis segment klienteli wyraza
            watpliwosci co do jakosci produktu, to minimum dobrego brandingu
            polega na tym, ze zaniepokojona firma-marka-przedstawiciele marki
            jak najszybciej staraja sie skontaktowac z ta klientela i uspokoic,
            albo zapewnic, ze nawet jesli cos nie tak, to postaraja sie to
            naprawic. Bo jak takie uspokojenie nie nastapi, to klientela
            zniechecona odchodzi...
    • joasia_jot Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 01:42
      musierowicz.com.pl/oautorce-tek-b-a-1.html
      a propos papieskiego kubka. i paru innych rzeczy też :D
      swoją drogą, ciekawa linia obrony. tok argumentacji jest mniej więcej taki:
      pokazuję czytelnikom świat określonych wartości i jednorodnych poglądów, bo -
      właściwie - jestem poza tymi poglądami, w pozycji bezstronnego świadka. paradoks:)
      • ready4freddy Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 17:52
        joasia_jot napisała:

        > musierowicz.com.pl/oautorce-tek-b-a-1.html
        > a propos papieskiego kubka. i paru innych rzeczy też :D

        to kongenialne! dopiero dwa zdania, a mnie juz sie szalenie podoba, "wypijając
        bezkompromisowo herbatę" jest rownie doskonale jak "chamskie krakanie" wron.
        przepraszam, czy ktos nam pania Autorke
        p o d m i e n i l, jakis nocny podmieniec, ze zacytuje? bo to przeciez nie jest
        osoba zdolna napisac "Szosta klepke", ta pani ktora sie podszyla pod Autorke???
      • ginestra Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 18:07
        Bardzo ciekawy ten wpis na stronie pani MM, a ten pierwszy wywiad, z
        założycielskiego wątku, też ciekawy - jak i dyskusja po nim!

        Moje wrażenie jest takie, że i w wywiadzie i w tym wpisie na swojej stronie pani
        Musierowicz pokazuje się nam (jednak!) z bardzo osobistej strony.

        Nie powinien nas zwieść chyba ten dystans i mówienie takie "ogólne" o świecie, o
        ideałach, o tym jak te ideały pani MM wyznaje i co jej przyświeca, gdy pisze,
        ale ten dystans (według mnie przynajmniej) pokrywa taki fakt, że pani
        Musierowicz krytykę chyba dość osobiście przyjmuje, i że jest nią już zmęczona i
        zawiedziona. Moim zdaniem to widać mimo tej mężności odpowiedzi, na którą
        wskazała Uccello.

        Nie wiem czy to słuszne odczucie czy jakieś moje przewrażliwienie, ale wydaje mi
        się, że pani MM na nas się zawiodła i to mnie martwi, a jednocześnie czuję, że
        pewnie słusznie się zawiodła (tzn. z jej perspektywy tak może być - zaraz
        wyjaśnię). Na nas, to znaczy na naszym forum. Pamiętam jeszcze sprzed paru lat
        ten ciepły odzew od niej na spotkaniu poznańskim (sms do Julka od pani MM
        osobiście i telefon od przyjaciółki pani MM do nas), a wcześniej ten wpis na
        Gwiazdkę, na forum, z życzeniami świątecznymi, który napisała osoba o nicku:
        "małgorzata_musierowicz". Oczywiście każdy mógł sobie założyć taki nick, ale coś
        mi mówi (od początku mówiło), że to była właśnie ona!
        Moim zdaniem te życzenia objawiały taki stłumiony entuzjazm, żeby ta radość nie
        wybuchła w sposób egzaltowany, więc tak niby poważnie i miło, ale dało się tę
        radość wyczuć, to serdeczne nastawienie. Te życzenia były dla "moich wszystkich
        drogich czytelników" czy jakoś tak. Teraz jak czytam stronę pani MM to widzę, że
        w podobny sposób pani MM pisze - zawsze z jakimś ciepłem do czytelników, jakąś
        trochę nieśmiałością, trochę szacunkiem. I to mi pasuje do tego wpisu
        świątecznego. Myślę, że choć to było parę słów, to tak dobranych, że ciężko
        komuś by to było podrobić, a zresztą po co by miał ktoś się podszywać pod panią
        MM? To było w takim szczególnym, kameralnym, dość "intymnym" wątku (o tym jak
        różne osoby były chore, pamiętacie?). I taki był niepowtarzalny klimat, że chyba
        pani MM nie wytrzymała i nam napisała od siebie te życzenia.

        Chcę powiedzieć, że wydaje mi się, że mimo tych naszych krytyk miała do nas
        ciepłe uczucia i takie poczucie, że jej nie zawiedziemy, że jesteśmy takimi
        wiernymi czytelnikami, którzy mogą krytykować bohaterów czy wpadki, ale to nic,
        bo i tak rozumieją, co jej samej przyświeca i kochają jej książki i to
        pokazywało może, że jej praca ma sens, że łączy ludzi, wyzwala w nich dobre
        uczucia i wzajemną bliskość.

        Potem był ten okropny artykuł w WO. I my chciałyśmy napisać to sprostowanie, ale
        nie napisałyśmy w końcu! Były spotkania i miałyśmy ułożyć wspólny list,
        przyniosłyśmy takie jakby listy od siebie itp., ale akcja była dość niezborna i
        chyba nie dotarły one jeszcze do pani MM (choć nie wiem, może dotarły?). Ja też
        przyznam się, że nie zrobiłam nic w tym kierunku, żeby je dostarczyć czy coś, a
        więc czuję się winna. Z tych listów, które miały się składać na ten zbiorowy
        list, bardzo ładnie (najtrafniej moim zdaniem!), pamiętam, Onion przedstawiła
        to, jak jest z naszym forum i z tą krytyką. Nie ośmielam się cytować, ale to
        było na mój ogląd bardzo trafne i delikatne i z wyczuciem i wyjaśniało prawdę o
        tym jak jest z naszą krytyką i jednoczesną miłością do tych książek. Myślę, że
        gdyby ten list trafił do pani MM czy też to sprostowanie w GW, to by dziś nie
        było w niej tej wyczuwalnej w wywiadzie goryczy i takiego trochę nastawienia z
        rezygnacją, że dla dorosłej części czytelników co by nie napisała, to się im i
        tak nie spodoba, a do dzieci, to owszem, można pisać, bo one chcą, wpisują się
        na stronę, lubią tych bohaterów itp. A tylko wtedy pisanie ma sens, kiedy jest
        odbiór, kiedy coś się dobrego dla świata przysparza (tak można myśleć). Może w
        kontekście dzieci pani MM to czuje, ale w kontekście dorosłych już nie?
        (Oczywiście nie wiem co myśli pani MM, ale takie mam intuicje.)

        Rozumiem, że może nam być z tym nieprzyjemnie, ale moim zdaniem bardzo możliwe,
        że taka jest prawda, że pani MM czuje się przez nas jakoś "zdradzona",
        odrzucona. Być może, tak jak pisały dziewczyny, nie przekopuje się przez nasze
        forum, więc nie wie jak jest naprawdę, a dochodzi do niej zewsząd krytyka. I
        pani MM czuje się atakowana i broni się w formie: "jestem jaka jestem, mam prawo
        pisać to, co chcę". Nie mówiłaby tak, gdyby nie czuła się krytykowana. Również
        jest chyba aspekt rodzinny: pani MM pomaga jej córka (a może inne dzieci też) w
        jej działalności wydawniczo-medialnej i jest pewnie pani MM przykro, że jej
        dzieci jakoś muszą tę krytykę słyszeć i one pewnie jej bronią, a ona ich (tzn.
        np. zarzuty co do redakcji tekstu muszą jej doskwierać, bo tę redakcję robi jej
        córka i pewnie razem żyją tą książką, rozmawiają, śmieją się, cieszą,
        zastanawiają jak to czytelnicy przyjmą, a potem są nieprzychylne komentarze).

        Mnie się wydaje więc, że ta merytoryczna krytyka co do bohaterów, realiów i
        redakcji tekstu (jakkolwiek słuszna w wielu aspektach) nie może dotrzeć do pani
        MM i wpłynąć na nią, bo istnieje u niej ta obronna warstwa "jestem jaka jestem i
        nie mogę ulec temu, co mówią inni, że mam to zmienić, żeby sama nie zwariować".
        Skądinąd taka postawa mi się podoba i jest cenna (jestem jaka jestem), bo broni
        integralności człowieka, tylko nie jest chyba dobrze, jeśli ktoś się tak za
        mocno obuduje. Ale czasem nie można na to nic poradzić i człowieka samo coś
        obudowuje wskutek jego doświadczeń i ich powtarzalności. Może jakby tej krytyki
        było mniej, to i tego obudowania mniej. Z drugiej strony pani MM z tym
        obudowaniem też walczy - chce być nadal wrażliwa i jednostkowo traktować ludzi,
        nie tracić sympatii do świata (to widać w tych cytatach Marka Aureliusza itp.).

        A zatem, bo zmierzam do czegoś :), może byśmy jakoś ten pomysł z listem/ listami
        od nas doprowadziły do końca? Może na najbliższym spotkaniu? Ja osobiście
        wierzę, że gdybyśmy coś wspólnie jako forum napisały lub/i też wybrały się
        osobiście do pani MM i powiedziały w czym rzecz, to odtajałaby trochę i z
        większą ufnością i śmiałością zaczęłaby pisać = czyli z tym duchem jaki jej
        przyświecał przy pierwszych częściach Jeżycjady, kiedy widziała, że książki się
        naprawdę podobają i należą do tych "pasujących do każdego wieku". A teraz, mam
        wrażenie, że zachwiała się na duchu, nie ma tej pewności i jest rozdarta między
        pisaniem Sprężyny (jak po grudzie, z poczuciem, że i tak zostanie skrytykowana),
        a życiem rodzinnym, w którym czuje się spełniona. Pewnie by nie pisała wcale,
        gdyby nie te "zielone serca", które do niej piszą i chcą tych książek.

        No i może wtedy wszyscy byliby zadowoleni: my byśmy miały piękną książkę, pełną
        dawnego ducha, młode pokolenie też i pani MM też by się cieszyła i nie byłaby
        taka zgaszona.

        No nie wiem, co myślicie, to taka garść refleksji osobistych.
        Pozdrawiam!
        • ginestra Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 18:12
          Ready4freddy, pisaliśmy jednocześnie.
          Ja też napisałam o "podszywaniu się pod Autorkę", ale w innym sensie. Ciekawa
          zbieżność. :)

          A chwilowo nie mogę się skupić na "bezkompromisowo wypitej herbacie" czy to taki
          zgrzyt czy nie. Muszę chyba wyciszyć myśli.
          Pozdrawiam!
          • ginestra Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 18:24
            Acha, i taki trochę lapsus popełniłam pisząc o tej akcji pisania listów czy
            pójścia do pani MM (np. na spotkanie autorskie, ale jako osoby z tego forum,
            żeby to było wiadome, że to my), bo wszystko pisałam w rodzaju żeńskim, a
            przecież __moglibyśmy__ to zrobić, gdyby pomysł się spodobał, także z męskimi
            osobnikami na forum. :) Przepraszam za to!

            I jeszcze dodam, że nie chodzi o to, że te listy to miałyby być takim
            podlizywaniem się i ukłonami, ale takie po prostu od siebie. Bo w sumie jest
            tak, że chyba każdy kto tu pisze, to za coś tę twórczość ceni i panią MM jako
            człowieka też. Krytyka to krytyka, a uczucia to uczucia. Można wyrazić swoje
            postulaty, ale też i tę prawdę jaka jest, że przecież każdy coś tam zawdzięcza
            tym książkom i pani MM i coś czuje. Żeby wiedziała, jako żywy człowiek, że jest
            i to i to. I ta krytyka z różnych stron i też ten sens pisania dla kogoś, dla
            konkretnej osoby.
            No, nie wiem absolutnie czy to podchwycicie, ale można chyba pomyśleć o takim
            wyrazie pewnej prawdy, choć złożonej zapewne.
            Pozdrawiam!
            • onion68 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 18:52
              Zastanawiam się, Ginestro, czy na akcję listową nie jest już za późno - w końcu
              po WO był ten najbardziej właściwy moment, bo wpisy były wybrane jednak "pod
              tezę", to raz, a dwa, jednak jakaś manipulacja ze strony portalu też była -
              pamiętacie ten wątek założony przez nowy nick i od razu wyciągnięty na pierwszą
              stronę.
              Co do mnie, to krytykuję od "Żaby" wzwyż totalnie, a wzniż wybiórczo, ale faktem
              jest, że z córką na co dzień rozmawiamy "musierowicz" - szczególnie "Szóstą klepką".
              Nawet widziałyśmy niedawno w sklepie płaszcz Julii-Cesi - prawie, bo miał trochę
              grzeczniejszy kołnierz, ale wyglądało się w nim jak ołówek. I od razu obie
              miałyśmy to skojarzenie.
          • hamerykanka Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 06.12.08, 04:16
            herbata to jeszcze nic...mna wstzasnely okreslenia uzyte w 'Zabie' :
            dziadyga, pijaczyna, ktorego to w szpitalu zszywano...
        • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 18:14
          A kto obiecywal MM, ze bedziemy bezktrycznie ja wielbic? Jezeli ktos z forum ma
          ochote spotykac sie z MM/pisac do niej i tlumaczyc, ze nie mialysmy nic zlego na
          mysli, nie mam nic przweciwko temu. Jednakze w inicjatywe sie nie wlacze. Moja
          krytyka wyrazana na forum nie jest bezzasadna, wrecz przeciwnie, dobrze
          umotywowana i nie zamierzam sie z niej wycofywac. Rozumiem, ze krytyka boli,
          jednak autor musi byc swiadomoy, ze wszystkich nie zadowoli. MM wyraznie odsuwa
          sie od wiernych czytelniczek i stawia na dzieciaki, ktore nie krytykuja. Mnie to
          sprawilo przykrosc. Mam ja za to teraz przepraszac?;-)
        • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 19:04
          ginestra napisała:

          Chcę powiedzieć, że wydaje mi się, że mimo tych naszych krytyk miała do nas
          > ciepłe uczucia i takie poczucie, że jej nie zawiedziemy, że jesteśmy takimi
          > wiernymi czytelnikami, którzy mogą krytykować bohaterów czy wpadki, ale to nic,
          > bo i tak rozumieją, co jej samej przyświeca i kochają jej książki i to
          > pokazywało może, że jej praca ma sens, że łączy ludzi, wyzwala w nich dobre
          > uczucia i wzajemną bliskość.

          No i ja właśnie o tym teraz napiszę. Rozumiem, Ginestro, że ty (też, dodam, bo
          ja odniosłam podobne wrażenie)zakładasz, pani MM albo zna nasze forum, bo je
          czytuje, albo jest ktoś, kto je czytuje i co ciekawsze fragmenty jej streszcza
          względnie przesyła do przeczytania. Więc (nie zaczynamy zdania od "więc", wiem,
          wiem) czy mogłaby nie zauważyć, że jej praca ma sens, wyzwala dobre uczucia i
          wzajemną bliskość. Spotkałysmy się na tym forum dzięki jej książkom. Bez względu
          na to, jak je krytykujemy, nikt tego nie neguje - to forum nazuwa się "fani MM"
          i tu są jej fani. I ci fani spotykaja się, podnoszą na duchu, wspierają w
          trudnych chwilach, martwią o siebie i cieszą z sobą. Nigdy nie zapomnę, jak
          wielkim wsparciem byli dla mnie ludzie z tego forum, gdy moja życiowa sytuacja
          stała się trudna. Nie zapomnę też pierwszej myśli, gdy problem się rozwiązał.
          Pierwsza "Muszę zadzwonić do mamy". Druga "Trzeba napisać dziewczynom!". A nie
          jestem jedyną osobą, która na tym forum szukała wsparcia i znalazła je.

          Więc, jeśli uznamy, że pani MM w jakimś stopniu zna to forum, czy można
          zlekceważyc coś takiego? Tę masę przyjaznych uczuć? I chęci? Energię, którą się
          z siebie krzesa, bo teoretycznie obcy człowiek poczuł się lepiej? Czy to nie
          jest najpełniejsze wcielenie idei z jej książek?

          I jak można za ważniejsze uznać... no cóż, swoją urażoną dumę?

          Chyba, że pani MM cale nie zna tego forum. Gdzie więc zetknęła się z masową
          krytyką? A jeśli się nie zetknęła - to czy mogła aż tak się zmienić?

          A jeśli się zmieniła, to... cóż,... czy jest w stanie napisac jeszcze naprawde
          ciepłą książkę?

          Oto jest pytanie.
          • ginestra Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 07.10.08, 20:47
            No właśnie,
            ja też tak się zastanawiam od różnych stron, czy pani MM się na nas zawiodła czy
            nie, czy zna to forum i jego prawdziwy klimat, czy może dochodzą do niej wieści
            wybiórcze (np. opinie od osób, które czytają i cytują jej jakieś fragmenty czy
            na przykład takie ogólne wrażenia, że choćby są zakładane wątki o "kryzysie
            jeżycjadowym" i mają po sto kilkadziesiąt wpisów, albo wątek "wpadki", który ma
            z 700 wpisów itp.). No nie wiem jak może to forum odbierać ktoś, kto nie śledzi
            go na co dzień i tylko słyszy jakieś pojedyncze wrażenia "że bardzo krytykują",
            a przy tym jest autorem tych książek. Co może myśleć. Z drugiej strony nie wiemy
            wcale czy tak jest, to tylko domysły. Wprawdzie coś pani MM mówiła, że jej córka
            czyta i znajomi. Ale co jej mówią, tego nie wiadomo..

            Z drugiej strony, pani Musierowicz raczej, jak myślę, jako osoba niegłupia, wie,
            że to forum bardzo zbliża ludzi (w tym sensie, o jakim mówi Anutek), i to też
            powinno ją cieszyć i powinna wiedzieć, że lubimy jej twórczość.

            Mam tylko takie wrażenie, że się jakoś mimo wszystko zawiodła na nas i stąd ta
            gorycz. Myślę, że ten artykuł zrobił wiele złego, bo on nieprawdziwie pokazał
            forum i przedstawił tezę, że pokolenie dorosłych czytelników zawiodło się,
            krytykuje, zarzuca brak pewnych tematów, i że o te tematy głównie chodzi. I może
            pani MM w to uwierzyła, bo nie było z naszej strony sprostowania. Skłaniam się
            do tego, co mówi Onion, że może faktycznie za późno na listy i jakieś wybranie
            się do pani MM. Nie chciałabym jednak, żeby się w niej utrwaliło to poczucie
            zawodu. (Chyba dobrze wyczuwam, że jest ten zawód, taki ludzki, jak na
            przyjaciołach czy coś, czy Wy też wyczuwacie?)

            Myślę, że możemy po prostu, kto chce, jakoś indywidualnie coś od siebie napisać
            do pani MM przez jej stronę czy coś, ale to ogólnie wiadomo, że można. Też
            Szprota podzieliła się z nami wrażeniami z korespondencji :). Chciałam jeszcze
            sprostować, że nie miałam na myśli tego, co mówi Dakota, żeby na przykład
            przepraszać za krytykę, do której ma się przecież prawo. Nie chciałabym żeby
            ktokolwiek nie był sobą, czy pisał coś polukrowanego.
            Chodziło mi o to, że jak ktoś chce, to może się podzielić swoją prawdą, tj. tym,
            że (być może) jest i to i to. Nawet osoba krytykująca jednak wchodzi na forum i
            lubi temat Jeżycjady, lubi ten klimat - nadal, mimo tych zarzutów. Myślałam, że
            ta wiedza, z pierwszej ręki, podbudowałaby panią MM i zmieniłaby jej nastawienie.

            Gdybym miała to jakoś przybliżyć na innym przykładzie, to podałabym przykład
            siebie w kontekście pisarza Paolo Coelho. Otóż wiele lat temu przeczytałam
            Alchemika i ta książka naprawdę wiele we mnie zmieniła, zachwyciła mnie (być
            może mi w moim ówczesnym stanie ducha potrzeba było takiego otworzenia i takiej
            "psychologicznej pomocy", którą oferowała ta historia). Ale i z dzisiejszej
            perspektywy mam wrażenie, że Alchemik się broni i ja go bronię, co by inni
            ludzie nie mówili. Dla mnie ma on jakąś moc w sobie. Natomiast dalsze książki
            Coelho, które czytałam (bo nie wszystkie) już mi się nie podobają i denerwują
            mnie i jestem czasem wręcz urażona różnymi rzeczami, które tam znajduję i
            postawą autora i porzuciłam je, zawiodłam się. Oczywiście wiem, że mimo wszystko
            każda z nich coś niesie (miałam dylemat, bo moja córka rok temu miała taką fazę
            na Coelho, ale pomyślałam, że niech czyta, na pewno nie zaszkodzą, w tym sensie,
            że każda z nich coś tam krzepiącego i dobrego między wierszami wnosi).

            I teraz, kontynuując ten przykład, żeby pokazać analogię do lubienia Jeżycjady,
            to ja bym nie wytrzymała chyba długo na forum fanów Coelho (z całym szacunkiem
            dla osób, które tam są, ja nie byłam na tym forum, tylko sobie tak wyobrażam),
            bo nie miałabym ochoty rozmawiać o bohaterach poszczególnych książek i o tych
            tematach. Musiałoby coś się tak wspaniałego obronić w tych książkach (czy choćby
            w Alchemiku), żebym chciała tam dzień w dzień wchodzić i omawiać je. Co do
            krytyki, to też bym nie miała takiej potrzeby: po prostu po co wchodzić na forum
            książek, które mi się nie podobają i krytykować i tym ludziom psuć nastrój,
            skoro oni je lubią?

            Czyli myślę, że żeby wytrwać, chcieć wchodzić na forum często i krytykować, jak
            u nas, to siłą rzeczy trzeba te książki kochać. :)

            Może pani MM to rozumie? Mam nadzieję. Jednakże ta jej rezygnacja trochę mnie
            martwi. Myślę, że trudniej to zrozumieć z osobistej perspektywy autora książek.
            Nie wiem jak będzie dalej, czy uwierzy, że jednak rówieśnicy starszych bohaterów
            Jeżycjady nadal lubią te książki?

            Następna refleksja to właściwie taka bardziej praktyczna. Przyznaję rację pani
            MM w wywiadzie, że trzeba się jakoś zdecydować dla kogo pisać, bo gdyby
            opisywać, dajmy na to, realistyczne implikacje powrotu Pyziaka w życiu
            uczuciowym Gaby, czyli na przykład kryzys jej związku z Grzegorzem, refleksje
            kobiety po czterdziestce, która została babcią, a jednocześnie jest mamą
            gimnazjalisty, a przy tym w duchu na przykład czuje się zakochana w Pyziaku, a
            przywiązana do Grzegorza i w ogóle, to te młodziutkie czytelniczki będą na sto
            procent znudzone. A więc trzeba jakoś skupić uwagę na kimś nastoletnim i mu
            towarzyszyć, a Borejkowie będą w tle. Może nam nie odpowiadać Łusia, bo za mała,
            ale może mimo wszystko jest świeżą postacią (bo o Żabie już było). Wiem, że
            dzieci Kreski też są, że może być jakaś też inna postać, ale skoro pani MM czuje
            akurat do Łusi sympatię i ją właśnie lubi, to czemu nie? Ale to z kolei trochę
            zniechęca nas, starszych.

            Ja rozumiem, że można pisać książki dla młodzieży, które i starsi czytają z
            wypiekami na twarzy (vide Harry Potter ;-) ) i ja myślę, że pani MM też by taką
            chciała napisać i na pewno będzie się o to starać. Pytanie tylko co by mogła
            zrobić, żeby tak było w istocie. Potrzebny jest chyba ten "duch" i pisanie w
            jakiejś takiej telepatycznej więzi z czytelnikami. Myślę, że pisarz musi czuć
            pisząc, że opowiada historię żywej osobie, która jest nią zaciekawiona i
            przeżywa ją razem z nim. Tylko skąd wziąć to uczucie? Ono musi brać się z
            rzeczywistości, żeby podświadomość pani MM to czuła. I moim zdaniem to
            zwątpienie i poczucie braku więzi z dawnymi czytelnikami musi jej w tym
            przeszkadzać. W końcu jest to seria. Ta utrata więzi z dawnymi odbiorcami musi
            dezorientować i odbierać pewność pisania, tak myślę.
            Przyświecało mi to, że gdyby to poczucie więzi przywrócić, to by powstała lepsza
            książka.

            Z drugiej strony pewnie pani MM czuje przez skórę, że jednak ma wielu wiernych
            czytelników, i że pisze też dla nas. No cóż chyba przyjdzie mi ją o to zapytać
            zamiast spekulować... :)
            Pozdrawiam!
            • idomeneo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 10:57
              Cytatginestra napisała:

              dochodzą do niej wieści wybiórcze (np. opinie od osób, które czytają i cytują
              jej jakieś fragmenty czy na przykład takie ogólne wrażenia, że choćby są
              zakładane wątki o "kryzysie jeżycjadowym" i mają po sto kilkadziesiąt wpisów,
              albo wątek "wpadki", który ma z 700 wpisów itp.


              przyznam, że gdybym była twórcą, którego utwory ludziom chce się tak dokładnie i
              z niesłabnącą energią analizować, to chyba bardzo by mi to pochlebiało. Zważcie,
              że takie maniackie wychwytywanie wpadek ma miejsce w przypadku dzieł, które mają
              rzesze zagorzałych, naprawdę oddanych wielbicieli - stąd mimo upływu
              kilkudziesięciu lat od publikacji/premiery utworu kwitną na przykład te
              wszystkie strony internetowe z niekończącymi się dywagacjami o tym, dlaczego
              Frodo nie poleciał do Mordoru na orle albo czemu w "Gwiezdnych Wojnach" Han Solo
              nieprawidłowo używa terminu "parsek". Żeby wyłapać niektóre smaczki w stylu: "w
              13059 sekundzie drugiej części filmu widać przez chwilę na niebie współczesny
              samolot, a oto dowód..." ludzie najwyraźniej musieli oglądać ukochane filmy, czy
              też czytać książki po sto razy i w podglądzie stopklatkowym.

              I my tutaj robimy to samo - chce nam się drobiazgowo analizować zachowanie
              szóstoplanowych postaci, rwać włosy z głów nad drobnymi i grubszymi
              niekonsekwencjami, biadać nad tym, że nowe części to już nie to samo co stare
              (ale i tak je zwykle czytamy, gdy tylko się ukażą) itd. Dla mnie to
              stuprocentowy dowód na to, że jesteśmy prawdziwymi fanami MM - choć na pewno nie
              bezkrytycznymi apologetami.

              Co do odcięcia się od krytyki poprzez wskazywanie na wiek krytykanta, to jest to
              argumentum ad personam, piętnowane w klasycznych podręcznikach retoryki jako
              środek niski, bo oparty na lekceważeniu dla rozmówcy, a jego użycie wskazuje na
              brak merytorycznej pewności siebie mówiącego, jako że jest ono stosowane zwykle
              wtedy, gdy się nie ma rzeczowych argumentów, by odeprzeć
              konkretne zarzuty rozmówcy. Trzeba przyznać, że występuje zwykle w postaci
              "młodyś, to i głupiś" oraz "jak dorośniesz, to zrozumiesz" (ale wytłumaczyć ci
              tego ani tym bardziej racjonalnie przekonać jakoś nie potrafię). Tu mamy
              sytuację odwrotną, z komunikatem "za starzy jesteście, więc wasze uwagi
              zignoruję", ale mechanizm jest imho ten sam.

              I tu chciałam wspomnieć o Harrym Potterze, o którym przypomniała też Ginestra -
              dla mnie główną siłą tego cyklu jest jego obyczajowa przenikliwość. Sam świat
              przedstawiony nie jest szczególnie oryginalny, jest tam sporo konstrukcyjnych
              niekonsekwencji, ale sposób przedstawienia postaci, logika ich rozwoju,
              motywacje i wzajemne oddziaływanie: to wszystko jest tam moim zdaniem naprawdę
              wysokiej próby. To jest dla mnie przykład książek przeznaczonych dla młodszego
              czytelnika, który został potraktowany poważnie i z szacunkiem, a i ja, będąc po
              trzydziestce, czytam to z przyjemnością.

              Stąd, gdy Uccello napisała, że dla nastolatek nie byłyby interesujące rozważania
              na temat uczuciowych dylematów czterdziestoletniej Gabrieli, to trudno mi się
              się z tym zgodzić. Jeśli te dylematy wydają się naturalną konsekwencją
              fabularnego rozwoju cyklu, to dlaczego Autorka miałaby je przemilczać? Zgadzam
              się, że one nie powinny być główną osią książek przeznaczonych dla dziewczynek,
              ale czemu nie miałyby zostać przekonująco zarysowane w tle? U Rowling moim
              zdaniem tak właśnie by się stało, tam nie ma takich odautorskich ucieczek, czy
              wypierania niewygodnych (a nieuniknionych w myśl rozwoju fabuły) tematów - więc
              nie ma też takich jak w Jeżycjadzie rozbieżności i rozdźwięku pomiędzy "puclami
              a obrazkiem", między tym, co się nam podaje do czytelniczego wierzenia, a tym,
              co sami dostrzegamy w postaciach i ich losach.
              • tygrys2112 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 15:57
                takie maniackie wychwytywanie wpadek ma miejsce w przypadku dzieł,
                które maj
                > ą
                > rzesze zagorzałych, naprawdę oddanych wielbicieli - stąd mimo
                upływu
                > kilkudziesięciu lat od publikacji/premiery utworu kwitną na
                przykład te
                > wszystkie strony internetowe z niekończącymi się dywagacjami o
                tym, dlaczego
                > Frodo nie poleciał do Mordoru na orle albo czemu w "Gwiezdnych
                Wojnach" Han Sol
                > o
                > nieprawidłowo używa terminu "parsek". Żeby wyłapać niektóre
                smaczki w stylu: "w
                > 13059 sekundzie drugiej części filmu widać przez chwilę na niebie
                współczesny
                > samolot, a oto dowód..." ludzie najwyraźniej musieli oglądać
                ukochane filmy, cz
                > y
                > też czytać książki po sto razy i w podglądzie stopklatkowym.

                To prawda. Oprócz Jeżycjady mam to z "Alternatywami". Oglądałam
                jakieś 30 razy, znam na pamięć całe sekwencje, a masowo licze wpadki
                np miał zamieszkać pod 12 a mieszka pod 6, otwiera kluczem, który
                zostawił w piwnicy i cała masa innych. Co nie zmienia faktu że dla
                mnie i mojej rodziny ten serial jest kultowy.

                > Co do odcięcia się od krytyki poprzez wskazywanie na wiek
                krytykanta, to jest t
                > o
                > argumentum ad personam, piętnowane w klasycznych podręcznikach
                retoryki jako
                > środek niski, bo oparty na lekceważeniu dla rozmówcy, a jego
                użycie wskazuje na
                > brak merytorycznej pewności siebie mówiącego, jako że jest ono
                stosowane zwykle
                > wtedy, gdy się nie ma rzeczowych argumentów, by odeprzeć
                > konkretne zarzuty rozmówcy. Trzeba przyznać, że występuje zwykle w
                postaci
                > "młodyś, to i głupiś" oraz "jak dorośniesz, to zrozumiesz" (ale
                wytłumaczyć ci
                > tego ani tym bardziej racjonalnie przekonać jakoś nie potrafię).
                Tu mamy
                > sytuację odwrotną, z komunikatem "za starzy jesteście, więc wasze
                uwagi
                > zignoruję", ale mechanizm jest imho ten sam.

                Przypomina mi się scena z Alternatyw: - Tato, a co to jest
                alternatywa? Balcerek: Cicho bądź smarkaczu. Za młody jesteś żeby o
                takie rzeczy pytać. Balcerkowa: Józiek tak nie można, trzeba dziecku
                wytłumaczyć. Blcerek: Jak dorośnie to mu dziewczucha wytłumaczy.

              • uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 01:52
                idomeneo napisała:

                > Co do odcięcia się od krytyki poprzez wskazywanie na wiek
                >krytykanta, to jest to argumentum ad personam, piętnowane w
                >klasycznych podręcznikach retoryki jako
                > środek niski, bo oparty na lekceważeniu dla rozmówcy, a jego
                >użycie wskazuje na brak merytorycznej pewności siebie mówiącego,
                >jako że jest ono stosowane zwykle wtedy, gdy się nie ma rzeczowych
                >argumentów, by odeprzeć konkretne zarzuty rozmówcy.


                A z czymś takim się zetknęłaś, w wywiadzie MM, lub wśród wypowiedzi
                na forum? Możesz zacytować?
                • idomeneo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 08:01
                  tak, chodzi o wypowiedź o odbiorcach książek, co do której sama stwierdziłaś
                  (odpowiadając Anutkowi):
                  CytatRe: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz
                  uccello 06.10.08, 14:12

                  Można słowa MM, które cytujesz Anutku odebrać jako skreślenie nas-
                  najwierniejszych czytelniczek
                  • uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 11:57
                    Idomeneo!to ja może skończę zdanie:

                    >Można słowa MM, które cytujesz Anutku odebrać jako skreślenie nas-
                    >najwierniejszych czytelniczek, a można odczytać jako deklarację, że
                    >dzieci i świeżo opierzone nastolatki są dla MM zawsze
                    >najważniejsze.

                    Jeśli forumowiczki określają się ironicznie jako "zgrzybiałe
                    krytykantki", nie oznacza ,że takie zdanie ma o nich MM.
                    Zdaje się ,że wyciągasz wnioski z opinii współdyskutantek, a nie z
                    samodzielnej lektury.
                    Chętnie przeczytam ten fragment w wywiadzie z MM- świadczacy o
                    niegodnym chwycie ad personam, którego jakoby dopuściła się MM.
                    • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 12:12
                      "Siłą rzeczy, także dla artystycznego dobra mojego dzieła, muszę dokonywać wielu
                      eliminacji. Ale to moje dzieło, moje eliminacje i moja odpowiedzialność za
                      własną moją pracę. A więc - nikt nie ma prawa czegokolwiek mi narzucać. Na pewno
                      nie będę też propagować rzeczy, z którymi się nie zgadzam, lub które uważam za
                      szkodliwe, groteskowe lub w złym guście. Pozostaje mi tylko poradzić niektórym
                      osobom dorosłym, żeby nie traktowały książek młodzieżowych jako źródła wzorców i
                      inspiracji dla siebie. Czas przejść do poważniejszych lektur, stosownych do
                      wieku, a dzieciom pozwolić się cieszyć ich książkami."

                      Nie wiem czy o tym fragmencie pisała Idomeneo, ale dla mnie jest to jednak
                      argument ad personam. Jasne, nie jest tam napisame "a wszystkie wredne panie z
                      forum takoż proszę won!", ale ta poblazliwa rada, żeby dorośli zaczęli wreszcie
                      czytać to, co przystoi osobom w powaznym wieku i odczepili się od literatury
                      młodzieżowej... Może jestem naczelnym egotykiem tego forum, ale - jak już
                      pisałam - poczułam się dotknięta. A czyż nie teksty rzucane ad personam nas
                      dotykają?
                      W książkach pani MM jest masę podskórnych, nie wypowiedzianeych werbalnie
                      przekonan, które mnie dotykały (ludzie z bloków są gorsi, na przykład), ale
                      zawsze przyznawałam, że czułam sie subiektywnie urażona. Tu zostało walnięte,
                      moim zdaniem, kawa na ławe - nie dla was pisze, dajcie mi spokój. ak to nie jest
                      ad personam, to nie wiem, co mogłoby być, czyż jest konieczne do uznania za
                      argument "ad personam" gdyby pani MM po nickach poleciała?
                      • uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 12:27
                        > Nie wiem czy o tym fragmencie pisała Idomeneo, ale dla mnie jest
                        >to jednak argument ad personam.


                        Anutku miły- naprawdę traktujesz Jeżycjadę jako źródło wzorców i
                        inspiracji dla siebie? Bo do takich osób zwracała się MM.
                        • idomeneo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 12:51
                          Ja tam nie odebrałam tej wypowiedzi MM osobiście, bo niby dlaczego? Natomiast
                          stosowanie takich strategii argumentacyjnych, jak w przytaczanej wypowiedzi,
                          uważam generalnie za niezbyt ładne.

                          No i nie wiem jak dla Anutka, ale dla mnie Jeżycjada nie jest źródłem wzorców,
                          natomiast rozrywki (więc może w tym sensie inspiracji) jak najbardziej - z czego
                          wynika na przykład moja chęć uczestniczenia w forumowych dyskusjach. Zresztą
                          piszę o tym osobno w tym wątku, że siła ruchu fanowskiego, także tego
                          krytycznego, to moim zdaniem naprawdę wielki komplement dla twórcy i siły
                          jego/jej talentu, a nie powód do rozsierdzania się.
                    • idomeneo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 12:25
                      Uccello, chodziło mi o to, że sama dopuszczasz taką interpretację jako możliwą
                      (choć nie jedyną) :)

                      Istotą argumentu ad personam w tej wersji, o której wspomniałam, jest
                      zasugerowanie, że adwersarz z powodu wieku albo nie jest w stanie pojąć albo nie
                      powinien się wypowiadać na temat, będący przedmiotem dyskusji.

                      I teraz zobaczmy - w wywiadzie mamy pytanie Bromby:
                      CytatTo prawda, Pani książki to młodzieżowe powieści rozrywkowe. Ale te
                      książki dla pokoleń czytelniczek stały się również wychowawcami,
                      dostarczycielami wzorców i inspiracji. To pewnie dlatego czują się one
                      rozczarowane, gdy nie znajdują w nich czegoś, co uważają za ważne (zwierzątek
                      domowych, przedstawicieli różnych wyznań i braku wyznań, mądrych feministek).
                      Czy trudno jest pogodzić rozrywkową formę z wychowawczą treścią?

                      - i jest to imho nienajszczęśliwiej sformułowane zagadnięcie Autorki o to, że
                      czytelnicy dostrzegają w Jej powieściach rozmaite deficyty, czy też są
                      niektórymi rzeczami rozczarowani (formułują krytyczne zastrzeżenia). Bromba
                      sobie jeszcze sama dopowiada, że to pewnie z wychowawczych względów, ale to już
                      jej interpretacja. Słowa MM, odnoszące się do kwestii wieku są zatem
                      odpowiedzią na to pytanie o jej reakcję na krytykę. I w tym kontekście MM
                      mówi, że nie zamierza ulegać niczyim sugestiom ani komentarzom, a następnie:
                      CytatPozostaje mi tylko poradzić niektórym osobom dorosłym, żeby nie
                      traktowały książek młodzieżowych jako źródła wzorców i inspiracji dla siebie.
                      Czas przejść do poważniejszych lektur, stosownych do wieku, a dzieciom pozwolić
                      się cieszyć ich książkami.

                      I dla mnie jest to przykład elegancko, choć dość stanowczo wyrażonego
                      komunikatu: dorosli nie są moim targetem, więc niech się nie czepiają książek
                      dla dzieci, tylko zajmą czym innym. Jest to umocowanie własnego unikania
                      odpowiedzi na merytoryczną krytykę poprzez odwołanie się do wieku krytykujących.
                      Ktoś już zresztą w tym wątku określił tę strategię jako "ustawianie sobie"
                      adwersarza i nic na to nie poradzę - ale ja też tak właśnie tę wypowiedź odbieram...
                      • uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 13:07
                        > Istotą argumentu ad personam w tej wersji, o której wspomniałam,
                        >jest zasugerowanie, że adwersarz z powodu wieku albo nie jest w
                        >stanie pojąć albo nie powinien się wypowiadać na temat, będący
                        >przedmiotem dyskusji.

                        Jak dla mnie słowa MM
                        Pozostaje mi tylko poradzić niektórym osobom dorosłym, żeby nie
                        traktowały książek młodzieżowych jako źródła wzorców i inspiracji
                        dla siebie.

                        są jedynie radą ( wkurzającą dla każdego kto nie lubi rad) by
                        czytelniczki nie traktowały Jeżycjady niczym Koranu- jak Krystyna
                        dzieła o pielęgnacji niemowląt. Jeżycjada nie jest poradnikiem "jak
                        żyć" , więc np. roztrząsanie czy wszstkie pary u MM mają ślub
                        kościelny, i co z tego dla nas -czytelników wynika, są trochę
                        śmieszne. Jak dla mnie przynajmniej.
                        To fantastyczne ,że te książki wywołują tyle emocji, ale pewien
                        dystans wobec wykreowanej rzeczywistości jest moim zdaniem niezbędny.


                        • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 13:25
                          A jednak udzielasz sie w tych dyskusjach. A to przeciez tylko literatura, trzeba zachowac dystans...
                          Nie sadze, zeby tu na forum byl ktos, kto traktuje Jezycjade jak Koran. Pomijam juz fakt, ze Koran jest ksiazka o niebo wartosciowsza od tych ksiazek. Nie jestesmy naiwnymi dziewczynkiami, wzorcow szukamy gdzie indziej. Zreszta gdybysmy byly dziewczynkami is zukaly wzorcow u MM, mialybysmy problem, bo w Jezycjadzie, zwlaszcza nowszej, strasznie z tym kiepsko. Ale jak widac w wywiadzie MM tego nie widzi.
                          • senseeko Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 14:33
                            dakota77 napisała:

                            > Nie sadze, zeby tu na forum byl ktos, kto traktuje Jezycjade jak Koran. Pomijam
                            > juz fakt, ze Koran jest ksiazka o niebo wartosciowsza od tych ksiazek.


                            Żądajcie świadectwa dwóch świadków
                            spośród waszych mężczyzn!
                            A jeśli nie będzie dwóch mężczyzn,
                            to jeden mężczyzna i dwie kobiety
                            mogą być świadkami, na których się zgodzicie;
                            jeśli jedna z nich zbłądzi,
                            to druga będzie mogła ją napomnieć.
                            /Koran 2:282/

                            Mężczyźni stoją nad kobietami
                            ze względu na to, że Bóg dał wyższość jednym nad drugimi,
                            i ze względu na to,
                            że oni rozdają ze swojego majątku.
                            Przeto cnotliwe kobiety są pokorne
                            i zachowują w skrytości
                            to, co zachował Bóg.
                            I napominajcie te,
                            których nieposłuszeństwa się boicie,
                            pozostawiajcie je w łożach
                            i bijcie je!
                            A jeśli są wam posłuszne,
                            to starajcie się nie stosować do nich przymusu.
                            Zaprawdę, Bóg jest wzniosły, wielki!
                            /Koran 4:34/


                            Zaprawdę o niebo wartosciowsza ;))) :P
                            • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 22:50
                              Ja sie nie odnosze do religii, a do wartosci literackiej.
                              • senseeko Koran 10.10.08, 23:07
                                dakota77 napisała:

                                > Ja sie nie odnosze do religii, a do wartosci literackiej.

                                Możesz rozwinąć, zrobić jakąś analizę porównawczą wartości literackiej Koranu a Jeżycjady?
                                To się Twoim zdaniem w ogóle da porównać na tyle, by wartościować?

                                To trochę tak jakby porównywać wartość literacką Legendy o św Aleksym z Trylogią (nie chcę przez to powidzeieć, ze Koran to "Legenda" a MM to Sienkiewicz albo na odwrót, chodzi o przykład)

                                Oba mają wartość literacką ale każde z innego powodu Legenda dlatego, że jest zabytkiem, drugie ze względu na język, warsztat etc
                                Równie dobrze moglibyśmy dyskutować co ma większą wartość: długość krokodyla czy zieloność trzciny nadbrzeżnej.

                                Da się te rzeczy porównać? Profesor Stanisławski (Jan Tadeusz) się kłania
                                • dakota77 Re: Koran 10.10.08, 23:10
                                  Nie, w takim ujeciu porownywac i dyskutowac nie warto. Totez dyskusji nie
                                  podejme. Jets pozno, jestem zmeczona, ani krokodyle, ani Koran, ani Jezycjada
                                  mnie w tej chwili nie ruszaja.
                                  • senseeko Re: Koran 10.10.08, 23:19
                                    A szkoda. Chętnie bym się dowiedziała na czym właściwie polega ta "wyższość Koranu nad Jeżycjadą" ;)

                                    Niekoniecznie dziś, bo tez uciekam spać.
                                • the_dzidka Re: Koran 15.10.08, 10:02
                                  > Możesz rozwinąć, zrobić jakąś analizę porównawczą wartości
                                  literackiej Koranu a
                                  > Jeżycjady?
                                  > To się Twoim zdaniem w ogóle da porównać na tyle, by wartościować?

                                  Zacytuję Halinę Snopkiewicz i wymyslony przez jej bohaterkę temat
                                  wypracowania: "Porównianie Starego Boryny z Janem Kiepurą" :D
                          • uccello Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 16:51
                            dakota77 napisała:

                            > A jednak udzielasz sie w tych dyskusjach. A to przeciez tylko
                            literatura, trzeb
                            > a zachowac dystans...

                            Przyjemność rozmowy z Wami to jedno, a nieustanne porównywanie
                            własnych poglądów z przekonaniami autorki( lub bohaterów ) to drugie.
                            Indoktrynacja niebieskim kubkiem z bergamotką jest koroną tej
                            postawy.
                            • anutek115 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 17:37
                              Kubek z bergamotką został obsmiany przez wszystkich tu obecnych, nawet autorka
                              usiłowała się powykręcać...
                              A porównywanie własnych poglądów z poglądami bohaterów lubianych książek i
                              filmów, oraz z poglądami ich autorów, jeśli są to poglądy (tych autorów) dość
                              szeroko dostępne wydaja mi się naturalne z kolei. Ja nie wiodę swojego życia z
                              nieustannym: "co by Gaba zrobiła w tej sytuacji?" w głowie, ale przyznam, że
                              irytuję się, gdy jakiś literacki bohater zrobi coś głupiego (w moim odbiorze),
                              potrafię nawet wznosić okrzyki podczas lektury, o wybuchach śmiechu czy płaczu
                              nie wspomnę. Obawiam się, że to taka skaza, raczej się nie wyleczę...
                      • lezbobimbo Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 10.10.08, 14:20
                        Idomeneo, tak ladnie i krótko wylozylas o co chodzi, ze skasowalam
                        wlasny dlugasny post "Niejakie wyjasnienie" :-)

                        (przychylam sie jak widac do Twego zdania, ze po pierwsze:
                        - brombowy wywiad jest nieszczesliwie sformulowany;
                        a po drugie MM posyla starsze czytelniczki na drzewo, dajac im rade,
                        ze dorosle osoby nie powinny znajdowac u niej wzorców, tylko
                        pozwalac dzieciom cieszyc sie ksiazkami ;P
                        Tylko ze ten komunikat nie wydaje sie tak znowu elegancki.. lektury
                        stosowne do wieku, tez cos!
                        Rozumiem wspólforumki, które poczuly sie wypowiedzia MM urazone.
      • tygrys2112 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 13:44
        O ile na początku czytałam z ciekawością, o tyle drugą część "idzcie
        drogie czytelniczki i kupcie" z uczuciem zgrzytu.
        Ta modlitwa Tomasza More'a jest ciekawa.
    • limotini Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 08.10.08, 13:48
      A ja niestety przekonałam się, że jesteśmy strasznie egocentryczni. No, kto z
      Was nie miał przekonania, że jeśli gdzieś pojawia się wzmianka o krytykantach
      książek MM, to na pewno chodzi o nasze forum (nawet nie wiecie jaką radością
      mnie napełniło spostrzeżenie, że odruchowo napisałam "nasze")?
      A tymczasem takich głosów jest więcej, że zacytuję dwie losowo wybrane strony
      które wyszukiwarka wskazała w odpowiedzi na "czarna polewka":

      www.biblionetka.pl/ks.asp?id=66680
      merlin.pl/Czarna-polewka_Malgorzata-Musierowicz/browse/product/1,478232.html#fullinfo
      • dakota77 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 08.10.08, 13:51
        Ja nie zakladam, ze kiedy mowa o osobach krytykujacych chodzi o forum. Wiadomo,
        ze nie jestesmy w tym jedyne:-). Szkoda mi za to, ze MM nie wycigaga z krytyki
        zadnych wnioskow. Oczywiscie nie chodzi mi o to, zeby pisala pod dyktando, ale
        zeby robila to staranniej i od czasu do czasu przy tym myslac.
        • ginestra Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 11:39
          Bardzo ciekawe dla mnie Wasze spostrzeżenia, Idomeneo, Limotini, Dakoto.
          Przeczytałam też sporo spośród tych recenzji z linków wklejonych przez Limotini
          i ulżyło mi, że nie tylko my krytykujemy, bo przyznam się, ja faktycznie
          myślałam, że ten zawód na "dorosłych czytelnikach" u Autorki jest głównie pod
          wpływem naszego :) forum i tego artykułu o nim. A tymczasem te recenzje też
          mogła pani Musierowicz przeczytać albo usłyszeć podobne słowa bezpośrednio, czy
          zreferowane przez znajomych, wydawcę itp.

          Myślę, że dobrze by zrobiło, żeby pani Musierowicz na spokojnie przyjęła ten
          stan rzeczy, rozważyła i uznała, że "coś w tym jest", co mówią te krytyczne
          głosy. Ale żeby też nie zachwiała wiary w swój talent (i w naszą, mimo wszystko,
          sympatię do tych książek). (O tym zachwianiu, niepewności pisania też ktoś pisał
          w jednej z recenzji).

          Natomiast, być może też uległa trochę poczuciu nieomylności, swojej jedynej
          racji czy coś i to by było niedobrze i jeśli tak jest, to mogłaby spróbować z
          tego ślepego zaułka zawrócić. Nie wiem czy tak jest w istocie, że uległa, ale
          takie przesłanki jakby są.. W recenzjach jest mowa o dzieleniu świata na tych,
          którzy lubią poezję, czytają dobre książki oraz na tych, którzy nie są tacy i
          przez to pokazani w gorszym świetle. To mi się wydaje prawdziwe. Także pisano o
          tym, że osobom, które nie mają dzieci (z różnych powodów, nawet z powodów
          zdrowotnych) mogło zrobić się przykro pod wpływem Czarnej polewki, gdzie jest
          wielka gloryfikacja macierzyństwa, a z drugiej strony jest przedstawiona ta
          postać "odymionej policjantki", która nie ma dzieci i jest niemiła oraz pan
          Schoppe, który mówi o pułapce biologicznej i jest antypatyczny. Pamiętam, że i
          mnie się to rzuciło w oczy, gdy czytałam Polewkę.

          Ogólnie w recenzjach są te same zarzuty, które prezentowane były u nas na forum!
          Czyli nie tylko my mamy takie zdanie.

          Mam nadzieję, że pani Musierowicz tę krytykę jakoś przyjmie, pomyśli i nie
          straci, a wręcz odzyska (w jakiś sposób) tego swojego dawnego ducha, i że
          Sprężyna jednak będzie napisana podobnie do tych lepszych książek serii.
      • yowah76 Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 09.10.08, 20:21
        To z biblionetki :" Książka opowiada o dwóch zakochanych parach -
        Laurze i Wolfim, Róże i Fryderyku" - ladniusie;)
        "
        • trawiasta Re: Rozmowa z Małgorzatą Musierowicz 15.10.08, 17:39
          :-DDD Piękne!
    • kochanica-francuza Zaraz, ale co z tymi wzorcami? 09.10.08, 23:51
      Czy mamy nie znajdować wzorców dla siebie, czy wzorców jako takich?

      Bo wzorce to tam ogólnie latają ze świstem, trudno ich nie znajdować, jak się
      nimi jest bombardowaną...

      A zachowania osób dorosłych? Wszyscy jak jeden mąż biorą śluby kościelne. To nie
      ma być wzorzec dla dorosłych?
      • uccello Re: Zaraz, ale co z tymi wzorcami? 10.10.08, 01:34
        kochanica-francuza napisała:

        > A zachowania osób dorosłych? Wszyscy jak jeden mąż biorą śluby
        kościelne. To nie ma być wzorzec dla dorosłych?


        Jak czytasz książki o kosmitach , to czujesz się
        gorsza/podbechtywana do zmiany, bo nie masz tylu odnóży co podmiot
        liryczny i kierujesz się innym systemem wartości?

      • senseeko Re: Zaraz, ale co z tymi wzorcami? 10.10.08, 11:58
        kochanica-francuza napisała:

        >> A zachowania osób dorosłych? Wszyscy jak jeden mąż biorą śluby kościelne. To ni
        > e
        > ma być wzorzec dla dorosłych?

        Jak to wszyscy? Gaba miała z Pyziakiem cywilny. Li i jedynie. Pyza z Frycelkiem jak na razie na kocią łapę żyją.
        Uważaj na kwantyfikatowy.
        • jordanpeter Re: Zaraz, ale co z tymi wzorcami? 05.12.08, 15:28
          Kiedyś rodzinka Borejkow wydawała mi się wzorcowa.
          Teraz myślę sobie, że MM chce odejść od wzorców, bo czuje, że jej
          opowieść jest przesłodzona. Więc w Sprężynie sobie trochę poszalała
          z odejściem od wzorców, ale historia ta przesłodzona i nierealna
          jest nadal.

          Smiać mi się chce, że niby osoby dorosłe czerpią wzór z książek MM -
          dla mnie jej książka to coś w stylu obejrzenia przesłodzonej
          reklamy; niby piękne obrazki, ale nieprawda wyziera zewsząd, więc...
          tylko małolaty będą w stanie czytać bezkrytycznie. I to nie
          wszystkie przecież.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka