Dodaj do ulubionych

Śmierć w Jeżycjadzie

30.10.08, 15:26
Witam Was, czytająca od - nie pomnę kiedy.
Nie wiem, czy był taki wątek, jesli tak, to do kosza.

Natchnęła mnie mmoni.

Przyznam uczciwie, że piszę a vista, nie posiłkując się stosowną
lekturą.

Pamiętam śmierć Ewy Jedwabińskiej - potraktowanej dość pobieżnie.
Nowotwór złośliwy - jego przebieg, trwa dość długo, zależy od
momentu wykrycia i stosowanej terapii.

Druga śmierć, żony Robrojka, kompletnie bez szczegółów (to nie to,
że się lubuję w krwawych opowieściach).
Wiem, wiem, ciężko mówić wdowcowi o takich sprawach, ale jakiś
komentarz odautorski byłby nie od rzeczy.

Brak mi śmierci, nie dlatego, że krwiożerczam, ale ludzie umierają...
Borejków to nie dotyczy?

A, jestem rok starsza od Gabrysi i jakoś nie czuję się z nią bliska.
Juz to pokoleniowo, już to emocjonalnie.

PS Jesteście porażająco erudycyjni i dlatego tak długo trwało, zanim
zdecydowałam się wziąć klawiaturę w swoje ręce.

PPS Jeszcze mam opory żeby toto wysłać.

PPPS A co tam, idzie <desperacja>



Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 15:48
      Bardzo fajnie, ze sie odezwalas:-). To faktycznie ciekawy temat, bo jednak
      smierc jest, jakby nie bylo, czescia naszego zycia. Ja jakis czas temu
      narzekalam tu tez, ze w ksiazkach dziejacych sie po Kalamburce dziwnie malo
      wspomina sie Gizele, nie ma wyraznej wzmianki, ze Borejkowie chodza na jej grob.
      Zastanawialysmy sie juz chyba kiedys, czy autorka odwazy sie kiedys usmiercic
      ktoregos z glownych bohaterow, np. Dmuchawca czy ktores z Borejkow-seniorow.
      • tygrys2112 Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 15:53
        Szczerze powiedziawszy, nie wiem czemu, ale jakoś zawsze, kiedy
        rozmawiamy o Dmuchawcu, to myślę o nim jak o kimś kogo nie ma. Może
        dlatego, że nie pojawiają się o nim prawie zadne wzmianki? Ale
        szczerze powiedziawszy dopiero Twój post uświadomił mi, że on
        żyje. :]
        • dakota77 Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 15:55
          Ja nie wiem, ile on ma lat, ale juz iles lat temu byl opisywany jako bardzo
          stary i schorowany. Nie wiem, czy nie powinien juz nie zyc. Tylko jezeli tak
          jest, wolalabym, zeby MM jakos o tym napisala, np. zeby Borejkowie z Kreska
          porozmawiali o tesknocie za nim. Nie zeby zniknal bez slowa lub wspomniany
          jednym zdaniem.
          • nioszka Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 15:57
            dziadek Żak już też powinien już raczej być po tej drugiej stronie...
            • dakota77 Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 15:58
              No wlasnie, przeciez bym mocno starszym panem juz w latach 70-tych.
              • nioszka Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:02
                no i babcia Marta z mężem swym panem Bronkiem czy obaj Strybowie-może ci dwaj
                dlatego nie uczestniczą w wychowaniu IGS, bo ich nie ma? Tak jak ktoś mówił, że
                MM uśmierca mamusie w Jeżycjadzie i mamy kilka półsierotek, tak może robi ze
                starszymi bohaterami-trzask prask, przekraczają 70-tkę czy 80-tkę więc trzeba
                żegnać się (ich) ze światem?
                • dakota77 Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:03
                  Im mniej postaci, tym mniejsze zamieszanie, latwiej je kontrolowac?;-P
              • verdana Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:04
                A bo w Jezycjadzie umieraja ludzie w sile wieku, nie starzy.
                Bez wiekszego zastanowienia - rodzice Mili (wojna), żona Robrojka,
                zona Grzegorza, Ewa Jedwabińska, zona Dmuchawca najprawdopodobniej,
                nie wspominajac juz o tym, ze jedyną ooba powaznie chora tez jest
                nastolatka.
                Ze starszych tylko Gizela i wspominana z okazji sledzi z buraczkami
                teściowa Mili.
          • laura-gomez Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 18:44
            dakota77 napisała:

            > Ja nie wiem, ile on ma lat, ale juz iles lat temu byl opisywany jako bardzo
            > stary i schorowany. Nie wiem, czy nie powinien juz nie zyc.

            Dmuchawiec ma sztuczną zastawke, więc chyba jeszcze żyje..
    • anhes Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:03
      dmuchawiec jest jak zółw :-) żyć będzie 500 lat :-)

      a swoją droga nie zapominajcie dla jakiego targrtu pisze MM, oni nie
      mają takich roztrek.
      • dakota77 Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:08
        Nie kazda nastolatka jest bezrefleksyjna;-)
        • limotini Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:17
          Ja nawet myślę, że nastolatki dużo częściej rozmyślają o śmierci (nawiwnie bo
          naiwnie, "Yedi zachoruje na AIDS, a ja będę go pielęgnowała aż do śmierci", że
          tak sobie z ciepłym uśmiechem zacytuję). Poza tym przecież wielu nastolatkowych
          idoli umiera młodo, więc o tym się mówi, tak czy siak.

          Wydaje mi się, że to jednak jest tak, że z wiekiem uczymy się, że śmierć jest
          tematem tabu, no i jest może chodzi też o to, że jest jakaś bliższa i bardziej
          realna?

          A wracając do Jeżycjady - a cały wątek Trolli? Czy nie miał on jednak jakiegoś
          takiego widma śmierci unoszącego się ponad całą tą sytuacją? Czy mi się tylko
          wydaje?
        • ready4freddy Re: Śmierć w Jeżycjadzie 04.11.08, 22:50
          dakota77 napisała:

          > Nie kazda nastolatka jest bezrefleksyjna;-)

          nie w tym rzecz. zgadzam sie z anhes, tu chodzi o target, a raczej konwencje,
          troche bajkowa. oczywiscie wiemy, ze Autorka nie jest specjalnie pedantyczna w
          kwestiach chronologicznych, ale mimo wszystko taki, dajmy na to, dziadek Zak
          faktycznie nie ma juz wielkich szans na przebywanie wsrod zywych. co nie znaczy,
          ze koniecznie gdzies musi byc o tym otwarcie powiedziane. Autorka po prostu o
          tym nie pisze, i juz. jesli spojrzysz z osobna na dowolny "tom", zamiast widziec
          Jezycjade jako calosc, stwierdzisz, ze tyle sie dzieje, ze nie ma czasu o
          wszystkim wspomniec. innymi slowy, aby zaznaczyc czyjesc odejscie, trzebaby to
          uczynic fragmentem fabuly danej ksiazki. inaczej bez klopotu mozna pominac... i
          tak wlasnie sie dzieje. nie wiem, czy jasno sie wyrazilem :)
          • the_dzidka Re: Śmierć w Jeżycjadzie 04.11.08, 23:17
            > innymi slowy, aby zaznaczyc czyjesc odejscie, trzebaby to
            > uczynic fragmentem fabuly danej ksiazki.

            A ja uważam, że MM winna jest takie "zaznaczenie odejścia" osobom,
            które miały jakiś wpływ na Jeżycjadę! Czyli Dziadkowi, Dmuchawcowi
            itd.
      • ssssen Re: Śmierć w Jeżycjadzie 31.10.08, 10:25
        > dmuchawiec jest jak zółw :-) żyć będzie 500 lat :-)

        Coś w tym jest, on nawet jest podobny do żółwia. Żółwia w okularach w
        plastikowych oprawkach :)
    • limotini Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:11
      Witaj, Glonik! Super, że się odezwałaś!
      Cytat
      PS Jesteście porażająco erudycyjni i dlatego tak długo trwało, zanim
      zdecydowałam się wziąć klawiaturę w swoje ręce.

      Wiedziałam, wiedziałam, że to się tak skończy! Jako odtrutkę zapraszam do wątku
      z coming-outami :)

      Zgadzam się, że śmierć jest ważnym tematem w życiu, a bardzo często spychanym w
      kąt, takim, na który się nie rozmawia. Więc tym bardziej warto, by pojawiały się
      takie rozmowy w literaturze. Nawet takiej dla nastolatek.

      A w ogóle to dobry czas na takie rozmowy, takie przygotowanie do 1-ego
      listopada. Powiem Wam, że mi bardzo brakuje tutaj na emigracji tej odświętności
      tego dnia, rozświetlonych i ukwieconych cmentarzy, tej chwili wspomnienia tych,
      którzy odeszli.

      Za to podzielę się z Wami moim zaskoczeniem, jak tutaj (w Szwajcarii) wyglądają
      cmentarze. Otóż (przynajmniej w małych miasteczkach i wioskach), kamienia
      nagrobne są pionowe i są na nich wyryte sceny z życia codziennego. Ciągnik na
      polu (w tle góry). Kobieta dojąca kozy (w tle góry). Drewniany domek (w tle
      góry). Góry (bez tła). Widzieliście gdzieś jeszcze coś podobnego?





      • alitzja Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:36
        Cytatlimotini napisała:
        Widzieliście gdzieś jeszcze coś podobnego?
        Ja widziałam. W
        Stanach. Wyrytego chłopca grającego w baseball (teraz zapewne
        nieżywego). Albo ulubiony samochód zmarłego. Trochę komiksowo to
        wyglądało i mocno zalatywało groteską.
        • dakota77 Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:41
          Ja co prawda nie widzialam tego na zywo, tylko w rosyjskich filmach
          dokumentalnych: na nagrobkach przedstawione byly postacie zmarlych zgodnie z ich
          zawodami czy zajeciami- pilot w mundurze lotniczym, zastrzelona miss Rosji
          przepasana szarfa miss.
          • ready4freddy Re: Śmierć w Jeżycjadzie 04.11.08, 22:54
            takich rzeczy to nie widzialem, ale za to a turynskim cmentarzu monumentalnym sa
            takie grobowce, ze gdyby im dorobic okna, to ja bym nie pogardzil taka mala,
            zgrabna willa :O w dodaku maja.. piwnice! tak, takie duze (bardzo duze) kamienne
            klocki, do ktorych mozna wejsc przez oszklone drzwi i zejsc na dol...
    • mmaupa Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:16
      Czesc Gloniku! Kiedys pisalam o smierci (watek: Trup sie sciele gesto, czy jakos
      tak), ale z zupelnie innej perspektywy. Bardzo ciekawe jest Twoje spostrzezenie
      - wszyscy umieraja cicho i mimochodem, bez powodu, bez specjalnego cierpienia
      itd. Bo jakby nie patrzec, bardzo wiele osob umarlo "w tle" - rodzice Pyziaka,
      Hajduka, Mili, zony Grzesia i RObrojka, ojcowie Lelujki, Ignaca i Tunia, matka
      Anieli...

      Czesc z tych osob umarla bardzo mlodo - nie pokazuje sie tego w odpowiednim
      kontekscie, na przyklad nie widac bolu rodzicow oplakujacych strate dziecka (a
      przeciez Ewa, matki Belli i Elki mialy jakichs rodzicow, ktore je przezyli).
      Widzimy chyba tylko cierpienie Aurelii, zakonczone zreszta zastrzykiem i
      pocalunkiem z Mackiem.
      • lezbobimbo Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 17:47
        Nie lubie tego takiego, jakby to rzec, pochopnego przedstawienia smierci w
        Jezycjadzie.
        Z jednej strony te masowe sieroty i wdowcy, ale nie wspominajacy w specjalnie
        swoich zgaslych zon.
        Na przyklad za to nie lubie Rojbrojka, ze nie zajaknal sie ani jedna mysla ani
        wspomnieniem o zmarlej tragicznie zonie. Za to roztrzasa byla milostke z liceum.
        A otoczenie twierdzi, ze sie zmienil w taki sposób, ze odnioslam wrazenie, ze
        jego najwieksza tragedia byl ten wspólnik, co go byl wykiwal.
        Nie znosze tez dziada Jankowiaka, który wspomina zone tylko w kontekscie dobrej
        sluzacej, co znikla - nie ma kto mu prac i prasowac, wiec musi to robic sam i to
        jest takie straszne. W ogóle jakby nie brakowalo mu zony jako ukochanej, albo
        chociazby jako przyjaciela.. echhh

        Bominki nie chodza na grób Gizeli, bo dopisana zostala dopiero w apokryfie ;P
        • dakota77 Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 17:48
          Now apokryfie, owszem, ale przeciez przynajmniej po Kalamburce istniala i
          zaslugiwala na wspomnienie:-)
      • the_dzidka Re: Śmierć w Jeżycjadzie 03.11.08, 23:11
        > Czesc z tych osob umarla bardzo mlodo - nie pokazuje sie tego w
        odpowiednim
        > kontekscie, na przyklad nie widac bolu rodzicow oplakujacych
        strate dziecka (a
        > przeciez Ewa, matki Belli i Elki mialy jakichs rodzicow, ktore je
        przezyli).

        Ojej, ale to już by była Moda na Sukces - o matce Ewy, matce matki
        Belli i matce matki Elki (o dżizasie brodaty, zamątliłam, ale
        wiecie, o co chodzi) nie ma w J ani słowa, więc trudno, żeby
        opisywać ich ból, tu bym się MM nie czepiała.
        • mmaupa Re: Śmierć w Jeżycjadzie 04.11.08, 22:58
          Jesli moze byc wspomniana babcia Belli w kontekscie "jak sie miewa moj ukochany
          ziec Robercik", to czemu nie nadmienic np. ze razem z ta babcia chodzilo sie na
          grob matki?
          • uccello Re: Śmierć w Jeżycjadzie 05.11.08, 12:24
            mmaupa napisała:

            > Jesli moze byc wspomniana babcia Belli w kontekscie "jak sie miewa
            moj ukochany
            > ziec Robercik", to czemu nie nadmienic np. ze razem z ta babcia
            >chodzilo sie na grob matki?

            mnie tam wystarczy ararbelinna rozdrapa, że musiała wyjechać z
            Łodzi, gdzie był grób mamy.
    • minerwamcg Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:18
      Czytając MM wydaje się, że śmierć jest jedyną rzeczą, której nie
      można zaradzić świeżo zaparzoną herbatą i drożdżowym ciastem. Więc
      jej nie ma. Albo jest daleko w tle.
      • nioszka Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:28
        nno, była akcja niby-umierania starego Ignaca-jego sercowe kłopoty i
        towarzyszące temu przedśmiertne bon-moty (w TiR?)
        • alitzja Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:39
          Cytatnioszka napisała:
          nno, była akcja niby-umierania starego Ignaca-jego sercowe kłopoty i
          towarzyszące temu przedśmiertne bon-moty (w TiR?)

          Po ostatnich szaleństwach Ignaca zaczęłam żałować, że to było tylko
          niby-umieranie.
          Swoją drogą - ciekawe, czy czarny charakter Laurki pogłębiłby swój
          mrok, gdyby wtedy Ignac skonał na jej kolanach? (wiem, makabreską
          powiało).
          • nioszka Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:43
            o tym umieraniu Ignaca był chyba jakiś fragment w starym artykule w WO bodajże,
            sprawdzę w domu.
            No i mam mgliste wrażenie, że Mila z Igancem na te tematy rozmawiali w stylu,
            które z nich miałoby odejść pierwsze.
            • dakota77 Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 16:47
              O ile pamietam oni na temat smierci rozmawiali, gdy nie mieli jeszcze 60-tki lub
              niewiele ponad. Tak jakby oboje byli zgrzybialymi starcami, ktorym zostalo
              niewiele zycia.
    • limotini Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 17:58
      Wydaje mi się, że mamy trzy opcje:
      1. Pisarz nie pisze o śmierci, bo nie umie - nie oszukujmy się, nie jest łatwo
      pisać o śmierci naturalnie, nie patetycznie.
      2. Pisarz świadomie nie pisze o śmierci, bo z jego obserwacji wynika, że ludzie
      tacy jak jego bohaterowie unikają wspominania śmierci.
      3. Pisarz świadomie nie pisze, bo wie (albo wydaje mu się, że wie), że jego
      czytelnicy nie lubią napomknięć o śmierci.
      • tygrys2112 Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 18:03
        Albo uważa śmierć i żałobę za tabu i nie chce o niej pisać.
        • glonik Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 18:40
          tygrys2112 napisała:

          > Albo uważa śmierć i żałobę za tabu i nie chce o niej pisać.

          Uff, paskudnie.
          Mój Dziadek (urodzony w XIX w.) umierając na - teraz leczoną
          niewydolnośc nerek - zaordynował: dzieci słuchajcie - wezwaszy je
          uprzednio - macie to i to do zrobienia, czego nie zdążyłem.
          Jako pięciolatka podsłuchiwałam pod drzwiami i powiem Wam, że mnie
          to ustawiło na całą resztę życia.

          1. Umieram - ale bez roztkliwiania, ważniejsze są sprawy do
          załatwienia.

          2. Umieram i proszę - bądźcie ze mną.

          3. Dziadek to dostał.

          Nie była to celebracja godna, bo ja wiem: Poniatowskich,
          Tyszkiewiczów, czy (Boh chranit) Piłsudskiego.

          Po śmierci mojego Ojca (zawał), stwierdziłam, że nie można uciekać
          przed śmiercią, chyba że w samobójstwo ;-).
          Umrę, bo boję się, że umrę.
          Bardzo mi brakuje u Borejków zwykłego wspominania, bez roztkliwiania
          się nad "odeszłymi".
          Kiedy czterdziestolenia Mila wydaje się być staruszką, a Dmuchawiec
          wiecznie żywy, zażywa Mozarta, to ja odpadam (wiem, przeniesienie w
          czasie).

          Zmarłym, jeśli byli kochani, należy się wspomnienie.

          Dzięki za przypomnienie Mamy Anieli, Cyryjka i Metodego i, co za tym
          idzie Terpentuli, ach...



          • laura-gomez Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 18:51
            W BBB jest wzmianka o śmierci ciotki Lili. Stary Kowalik też musi już nie życ, skoro Kłamczucha odziedziczyła po nim dom w Łebie.
            • glonik Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 18:55
              laura-gomez napisała:

              > W BBB jest wzmianka o śmierci ciotki Lili. Stary Kowalik też musi
              już nie życ,
              > skoro Kłamczucha odziedziczyła po nim dom w Łebie.


              I to tak, ot sobie?

              U tych wrażliwców, co to i Rumunki wezmą, i obiadek, nie mówiąc o
              herbatce, dadzą???

              "Nie sztymie" mi.


              • sowca Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 21:19
                Mnie się wydaje, że MM po prostu unika tematu śmierci, żeby nie
                wprowadzać smutku i żałoby do swoich ciepłych, radosnych książek.
                Nie łudźmy się - śmierć zawsze związana jest z jakimś bólem,
                cierpieniem, smutkiem. Można ją oswoić oczywiście, ale zawsze będzie
                wydarzeniem smutnym, bolesnym. Sądzę, że MM wprowadza śmierć na
                tyle, na ile umie - chociażby w "Dziecku Piątku", kiedy Aurelia
                przeżywa smutek po śmierci matki (a minęło już przecież trochę czasu
                od tego wydarzenia) albo w "Kalamburce", kiedy Gizela przeżywa, na
                swój oschły i opanowany sposób, smierć swojego męża Kazia. Jak na
                powieści tego typu to już sporo.
                Natomiast śmierci postaci, których nie znamy prawie lub wcale (żona
                Robrojka, ojciec Anieli, rodzice Pyziaka) wynikają chyba bardziej z
                tego, że MM nie ma co robić z tymi postaciami. Doprawdy trudno, żeby
                opisywała śmierć każdego z bohaterów tak pobocznych - powstałaby
                przygnębiająca książka o śmierciach, pogrzebach, wspominaniach o
                zmarłych.
                • amelia007 Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 21:28
                  Zapewne umarl rowniez dziadek Zak, w Szóstej klepce emeryt
                  odkladajacy na wlasny pogrzeb. Skoro juz w BBB w domu z wiezyczka
                  dostepny byl tylko Zaczek (ale juz jako dziadek licznego potomstwa
                  swoich córek), to jego szacowny ojciec musial niepostrzezenie odejsc
                  w zaswiaty. A szkoda, bo to byla bardzo przyjemna postac, mialam do
                  niego wiele sympatii i, jakos mi sie niespecjalnie podoba to, ze
                  odszedl tak bez slowa wspomnienia.
                  • dakota77 Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 21:33
                    Ja tez bardzo lubilam dziadka Zaczka i tez wolalabym przeczytac choc wzmianke o
                    jego odejsciu. Nie chodzi przeciez o to, by o kazdej postaci, ktora odeszla,
                    czytac dokladnie co jej bylo itp. Tylko zeby nie usuwac ich z ksiazek tak bez slowa.
                    • nioszka Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 21:41
                      Ale to dotyczy nie tylko fizycznego odejścia danego bohatera ze świata, ale także usuwania ich z akcji książek-my się domagamy kontynuacji Żaczków i innej starej gwardii a tu będzie się gimanazjum z podstawówką pętac pod nogami.
                  • the_dzidka Re: Śmierć w Jeżycjadzie 31.10.08, 11:22
                    > Zapewne umarl rowniez dziadek Zak, w Szóstej klepce emeryt
                    > odkladajacy na wlasny pogrzeb. Skoro juz w BBB w domu z wiezyczka
                    > dostepny byl tylko Zaczek (ale juz jako dziadek licznego potomstwa
                    > swoich córek), to jego szacowny ojciec musial niepostrzezenie
                    odejsc
                    > w zaswiaty.

                    Alez skąd! Przecież Dziadek Żak jeszcze w Noelce jest w doskonałym
                    zdrowiu - dziadek inteligent z siwymi najezonymi brwiami, który
                    chichotał jeszcze długo po tym, kiedy inni zamilkli.
          • croyance Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 21:55
            Moj dziadek, umierajac, powiedzial:

            'i zafundujcie Croyance kurs prawa jazdy. Ale nie dawajcie jej
            pieniedzy!'

            ... czym wykazal, na lozu smierci, wielka przytomnosc umyslu, po
            faktycznie, gdybym dostala forse do reki, nie przeznaczylabym jej na
            lekcje jazdy ...

            Co do tematu w tytule, ja nie narzekam, ze w Jezycjadzie smierc jest
            gdzies za kulisami. Dosc sie czlowiek nadenerwuje w zyciu, zeby
            jeszcze czytac o tematach powaznych w pisanych dla pokrzepienia serc
            ksiazkach dla nastolatkach!
    • asia-fb Re: Śmierć w Jeżycjadzie 30.10.08, 22:28
      mam wrażenie że MM w jednym z wywiadów stwierdziła, że w jej optymistycznych
      książkach nie ma miejsca na opisywanie umierania i w związku z tym Borejkowie
      seniorowie w zaświaty się nie przeniosą. Ale głowy nie daję ;)
      Tego że MM nie poświęca tyle miejsca bohaterom ile byśmy (my, wierni czytelnicy)
      chcieli to insza inszość, może coś zmieni zapowiadana po wielokroć Ęcyklopedia
      Jeżycjady ;)
      • laura-gomez Re: Śmierć w Jeżycjadzie 31.10.08, 13:24
        asia-fb napisała:

        > mam wrażenie że MM w jednym z wywiadów stwierdziła, że w jej optymistycznych
        > książkach nie ma miejsca na opisywanie umierania i w związku z tym Borejkowie
        > seniorowie w zaświaty się nie przeniosą.

        A ja z kolei pamietam, że po napisaniu "Kalamburki" MM stwierdziła, iż nie powstaną kolejne tomy "Jeżycjady", bo wypadałoby niektórych jej bohaterów uśmiercić.. a nasza droga pisarka nie chciała tego robić. Dobrze, że zmieniła zdanie chociaż co do pisania.
    • marajka Re: Śmierć w Jeżycjadzie 31.10.08, 12:12
      Jak dobrze być tu z powrotem;)

      Wydaje mi się, że MM wspomniała w jakimś wywiadzie, że nie będzie
      nikogo uśmiercać, czyli Dmuchawiec pożyje sobie jak Dumbledore,
      który też musiał mieć ponad setkę, a jeszcze taki waleczny był...
      Była już dyskusja o tym, że Borejkowie nie chodzą na cmentarz- ja
      wcięż nie potrafię zrozumieć dlaczego. Wiem, że to nie są książki,
      które mają stawiać poważne pytania egzystencjalne, ale jednak nie są
      to też głupie czytadełka. Mamy narodziny, a nie mamy smierci i to
      jest po prostu nienaturalne. Umierają tylko postacie epizodyczne, z
      głównych bohaterów nie umiera nikt. A gdyby tak Grzegorz w wypadku
      samochodowym zginął?
    • ginestra Re: Śmierć w Jeżycjadzie 31.10.08, 12:15
      Witaj Gloniku, jak fajnie, że napisałaś. Niczym się nie przejmuj i pisz! :)

      Co do prawdziwych chwil śmierci (tak jak pisze Glonik o dziadku albo Croyance),
      to mi też to bardzo imponuje i mam takie intuicje, że ktoś, kto wie, że umiera,
      a ma jasność umysłu i trochę siły w sobie, choćby do mówienia, to jednocześnie
      (być może) doznaje także w tej szczególnej chwili czegoś nadprzyrodzonego, co
      zwiększa tę jego siłę i jasność umysłu i rozeznanie tego, co jest dla niego
      ważne i konkretne, aby przekazać innym ludziom. Jakby już mówi z innego poziomu.
      Posługując się językiem religijnym, można by powiedzieć, że to czego doznaje ta
      osoba, to szczególna łaska. A inaczej pewnie też można by próbować to nazwać.
      Moim zdaniem to niekoniecznie wyraża się w natchnionych słowach, ale w takim
      właśnie konkrecie oraz w trosce o żywych, w odczuciu większej bliskości z nimi i
      miłości do nich, takiej trochę innej, bez osłonek, bo się wie, że się odchodzi.
      I zwykle te osoby mają taką dzielność w sobie w tej chwili i konkret i myślą o
      innych, a nie o sobie. Myślą też o tym, czego nie zdążyły zrobić, a co jest
      ważne dla nich, aby dopełnić. Czują, że dokończenie tego będzie dobre. To znaczy
      nie wiem czy dobrze jest powiedzieć, że "zwykle mają" (tę dzielność i uczucie
      bliskości itp.), bo ja te sytuacje znam ze słyszenia tylko i jest to tylko kilka
      sytuacji, ale teraz mi te opowieści stoją przed oczami. Zwłaszcza mam na myśli
      ten spokój ludzi, którzy odchodzą - spokój, w którym nie wyczuwa się lęku - a
      także taką czystą miłość do bliskich, którą ci bliscy też odbierają i mają potem
      świadomość jakby ten umierający coś im zdążył na koniec, w tej ostatniej chwili
      życia, podarować. O tym odczuciu czystej miłości to kilka osób mi mówiło (które
      były przy śmierci kogoś z rodziny). Jedna osoba mówiła, że to była dla niej
      jedna z najpiękniejszych, takich "nie do opisania" chwil jej życia (co może być
      dziwne do pomyślenia, bo zarówno był ten wielki smutek pożegnania, ale też było
      to wzruszenie i ten "dar"). Natomiast druga osoba, o której chcę powiedzieć,
      miała też takie samo uczucie, że ten umierający w chwili przed śmiercią (tzn.
      jak się żegnali nie wiedząc w sumie czy to ich ostatnia rozmowa, ale był on w
      szpitalu i była świadomość, że może być ostatnia), to objawił jej się od innej
      strony, odsłonił w takim przebłysku miłość, której nie potrafił okazać za życia,
      a ta osoba nie umiała jakby tego przyjąć i potem (myślę, że do dziś) odczuwa
      jakiś żal do siebie, że zareagowała tak trochę sztywno, chłodno. Za co nie można
      jej przecież winić, bo ten zmarły za życia bardzo był dla niej niedobry i nie
      zdołali w warunkach życiowych poprawić relacji. Jednakże jestem pewna, że i tak
      wiele zostało przekazane w inny sposób (choćby przychodzenie tej osoby do
      szpitala i bycie przy chorym to też znak wybaczenia i miłości).

      Naturalne jest dla mnie, że się wspomina osobę zmarłą, która dla nas wiele
      znaczyła. I trochę rzeczywiście szkoda, że w Jeżycjadzie nie ma wiele tego
      wspominania, takiego bardziej emocjonalnego, gdy już jesteśmy przy monologu
      wewnętrznym bohatera (np. Robrojka rozmyślającego o żonie czy Mili o Gizeli).
      Natomiast ja myślę, że to, że ta śmierć w Jeżycjadzie jest taka "mimochodem", to
      dlatego, że książki te mają być takie właśnie optymistyczno-ciepło-bajkowe.

      Jeśli chodzi o fakt zaadresowania książek do bardzo młodych ludzi, to nie
      przeszkadzałoby, moim zdaniem, wspominanie zmarłych (np. w jakimś kontekście,
      gdy już jest o zmarłym mowa - np. jest mowa o tym, że ktoś nie ma rodziców i
      mógłby wyznać czytelnikowi w myślach czy drugiemu z bohaterów, że brakuje mu
      ich), dlatego, że wiele młodziutkich osób zetknęło się już ze śmiercią i ze
      stratą. I
      dlatego nie przeszkodziłaby taka wzmianka. Natomiast chyba przyczyną braku tych
      tematów w Jeżycjadzie jest to założenie, że książki mają być pogodne,
      optymistyczne, skrzące się od zabawnych dialogów itp.
      To taki wybór pani MM.

      Ale z drugiej strony, np. w Kalamburce, Autorka nie waha się pokazywać trudne
      tematy, wojnę, ciężkie czasy. Czyli mogłaby też te pogłębione refleksje o
      zmarłych wplatać.

      Myślę, że może pani MM chciała na ten temat wspominać raczej przy wydarzeniach
      bieżących, a nie przeszłych. W przypadku Aurelii, na przykład, gdy śmierć matki
      jest wydarzeniem świeżym, to widzimy rzeczywiście dziewczynę w żałobie,
      przeżywającą tę śmierć. A w przypadku np. Anieli, Belli czy Elki mamy po
      prostu, jako czytelnicy, nie skupiać się na fakcie śmierci czy na tym jak
      dziewczyna teraz ten fakt odczuwa, tylko mamy po prostu przyjąć do wiadomości,
      że wychowywała się bez matki i dlatego jest teraz np. rozpiesczona (Elka),
      niepewna siebie (Bella) albo przedwcześnie zaradna (Aniela).

      Ale teraz pomyślałam.. słuchajcie, a nie ma tam takich fragmentów, że na
      przykład któraś mówi "gdyby mama żyła..", albo zazdrości przyjaciółce, że ma
      matkę? Bo może są takie wzmianki u pani MM, tylko ich nie pamiętamy (u Anieli na
      przykład)?
      Jednak muszę chyba te książki odświeżyć.

      A rzeczywiście wątek ten bardzo pasuje do nadchodzących dni...


      • ginestra Re: Śmierć w Jeżycjadzie 31.10.08, 12:38
        Marajko, pisałyśmy jednocześnie.
        To faktycznie zastanawiające, że nikt z bliższych czytelnikowi bohaterów nie
        umiera i jego bliscy nie muszą przeżywać tej straty, a my z nimi. I że nie
        chodzą na cmentarz. I że pani MM mówi otwarcie, że nikogo nie uśmierci.

        No i tak pomyślałam to musi taka uroda tych książek, z samego autorskiego
        założenia, któremu pani MM jest wierna. Ja już wspominałam kiedyś, że dla mnie
        jedną z wielkich zalet tej serii jest to, że zawsze wiem w ciemno, że książka
        dobrze się skończy, i że nie będzie tam mowy o żadnych zdradach czy tragediach
        czy uzależnieniach czy innych poważnych życiowych problemach (tzn. może być
        mowa, ale wiemy, że te sprawy nie dotkną naszych pierwszoplanowych bohaterów;
        zauważcie, że nawet rozstanie Gaby z Pyziakiem pokazane jest tak, że nie byliśmy
        świadkami tego, co się działo na bieżąco: jak Gaba jest w ciąży z Laurą, próbuje
        się skontaktować z Januszem, on ją odrzuca, jak ona rodzi Laurę i płacze i
        przeżywa różne bardzo smutne stany, tylko widzimy ją jak już wróciła do
        równowagi, jest pogodna, skupia się na codziennym życiu; albo nie jesteśmy
        świadkami diagnozy nowotworu u Trolli, tego, co przeżywa ona i jej rodzina,
        tylko widzimy ją już po chemioterapii, z nadzieją na lepsze jutro, pogodną,
        żyjącą normalnie, jak inne nastolatki). I dlatego te książki mogą stanowić taką
        gwarantowaną odskocznię od rzeczywistości. Dla mnie osobiście to duży walor -
        możliwość odstresowania się.

        Myślę, że to taka konsekwentna formuła pani MM, bo na przykład są książki
        skądinąd pogodne (np. Grocholi z serii o Judycie), gdzie mimo tej pogodności i
        humoru JEDNAK musimy towarzyszyć bohaterce w jej problemach i załamaniach. A tu
        jest inaczej. Mamy zagwarantowane, że od naszych własnych problemów możemy
        spokojnie oddalić się na czas zanurzenia w lekturze, i że dostaniemy ogromną
        dawkę pokrzepienia, energii, optymizmu i w ogóle. I dostajemy. :)
        Nie wiem czy małe wzmianki o tym, że bohater tęskni za zmarłą osobą by coś tu
        zakłóciły - chyba nie. No i teraz nie wiem, wydaje mi się, że te wzmianki jednak
        są (Elka?, Aniela?, Bella?). Przyznam się, że nie pamiętam. A więc myślę, że
        jeśli jest jakaś tęsknota, to nie wyeksponowana, bo prymatem jest ten optymizm i
        oderwanie od życia.
        Nie wiem co myślicie o tym. To takie moje refleksje na gorąco..
        Pozdrawiam!
        • the_dzidka Re: Śmierć w Jeżycjadzie 03.11.08, 23:32
          > To faktycznie zastanawiające, że nikt z bliższych czytelnikowi
          bohaterów nie
          > umiera i jego bliscy nie muszą przeżywać tej straty, a my z nimi.
          I że nie
          > chodzą na cmentarz. I że pani MM mówi otwarcie, że nikogo nie
          uśmierci.
          > No i tak pomyślałam to musi taka uroda tych książek, z samego
          autorskiego
          > założenia, któremu pani MM jest wierna.

          Ginestro, pełna zgoda. Z jednym "ale" ;-)
          Mamy do czynienia nie tylko z (założenia) ciepłymi uroczymi
          książkami, które się dobrze kończą. Mamy mianowicie do czynienia od
          dłuższego czasu z s a g ą. Której stuknęło już chwalić bogów 33
          lata, o ile dobrze liczę. W tak długiej serii nie ma siły, żeby ktoś
          nie umarł. I nie chodzi oczywiście o to, żeby opisywać zabieranie
          zwłok z domu, płacz rodziny i pogrzeb z odwalającym na byle jak
          swoje obowiązki księdzem. Ale brakuje mi w Jezycjadzie jakichś
          wzmianek, wspominek, pójścia na cmentarz z kwiatkiem... Mowa jest
          tylko o Ewie J. i o wspominanej Gizeli. To za mało. Popatrzcie,
          przecież w serii o Ani LMM, która rozgrywa się na przestrzeni ponad
          35 lat, śmierć jest opisywana często - w sposób smutny, ale piękny i
          mądry. U MM mogłyby się pojawiać wstawki typu "po śmierci Dmuchawca
          na wiosnę ubiegłego roku Kreska i Maciek postanowili, że..."
          albo "pan Paszkiet, który krótko przed śmiercią wezwał do siebie Idę
          i..." To by wystarczyło.
          Wspominki o zmarłych też mogą być ciepłe, śmieszne i zabawne, tak
          jak jest w mojej rodzinie. Vide kultowy już tekst mojej Babci,
          wygłoszony w roku 1980 nad grobem Dziadka ( +1970), który był
          przedwojennym PPSowcem i zajadle nienawidził ZSRR i miłościwie nam
          natenczas panującego ustroju:
          - Franek, ty widzisz co się dzieje?! Rozruchy, Solidarność, związki
          zawodowe - a ty leżysz i nawet płytą nie ruszysz?!

          O śmierci nie należy nieustannie myśleć i mówić - ale całkowite
          relegowanie jej z naszego życia i tak kończy się fiaskiem. I tak
          pewnego dnia nasz współmałżonek powie: - Kochanie, przyszedł do
          ciebie jakiś facet z kosą. Mówi, że nazywa się Ponury Żniwiarz. To
          chyba jakiś rolnik.

          Chyba lepiej go/ją obłaskawić na tyle, żeby wyglądał/a np, jak
          Baltona :-)
          • kkokos a czy w ogóle gdzieś w cyklu jest 1 listopada? 03.11.08, 23:49
            a czy w ogóle gdzieś w cyklu jest 1 listopada? mamy imieniny różne,
            wigilie, sylwestry i walentynki, a był 1 listopada?
            • glonik Re: a czy w ogóle gdzieś w cyklu jest 1 listopada 04.11.08, 17:39
              kkokos napisała:

              > a czy w ogóle gdzieś w cyklu jest 1 listopada? mamy imieniny
              różne,
              > wigilie, sylwestry i walentynki, a był 1 listopada?


              Otóż właśnie.
              Święta sś celebrowane wizytami w kościele. Pasterka, także, a jakże.
              Ja mało kościelna jestem, ale wiem, że 1 listopada też są msze za
              zmarłych.
              Dlaczego zatem brak jest tam Borejków?

              A resztę, to napisała za mnie the_dzidka - o wspomnieniu - przy
              okazji neutralnej całkiem - o nieobecnym/ej.

              Nie wymagam Wielkiego Cierpienia, ale krótkiej myśli, np.: "szkoda,
              że Gizela nie widzi, jakie mam wspaniałe wnuki".
              • dakota77 Re: a czy w ogóle gdzieś w cyklu jest 1 listopada 04.11.08, 17:42
                Mnie tez dokladnie chodzi o takie wspominanie jednym zdaniem, o wzmianke o
                tesknocie, a nie o jakies opisywanie szczegolow rozstawania sie tych postaci ze
                swiatem.
                • uccello Gizela 04.11.08, 21:51
                  "Żaba"

                  (...) Babi bardzo się zdziwiła, że to będzie jej imienniczka.
                  -Zdziwiła?! Myślałam ,że się ucieszy.
                  -Znasz babcię. Jestem pewna , że nawet się wzruszyła, ale okazywać
                  to byłoby nie w jej stylu.
                  (...)
                  -Ach i prosiła, żeby wobec tego na drugie dziecko miało Gizela.
                  -Gizela! Dobrze ,że nie na pierwsze.
                  -Powiedziała,że nie było by Mili bez Gizeli i tak ma być nadal.
                  • the_dzidka Re: Gizela 04.11.08, 23:05
                    Eee tam.
                    Podobnie "Mila gdy wspominała Gizelę, to głądziła ten stary kuchenny
                    stół, jakby gładzila rękę człowieka" czy jakoś tak.
                    Pisałam tutaj, że Gizelę się trochę wspomina. Ale tylko Gizelę. A
                    reszta?
                    • lezbobimbo Re: Gizela 04.11.08, 23:14
                      Jak miala w ogóle na imie matka Belli? Tez tajemnica..
                      • the_dzidka Re: Gizela 04.11.08, 23:18
                        Flecistka.
                        Nie wiem, ale kiedy czytam opis tej fotografii u Belli, na której
                        widnieje młoda długowłosa dziewczyna z fletem przy ustach, od razu
                        WIEM, że ona miała na imię Anna.
                        (też tak macie z imionami?)
                        • dakota77 Re: Gizela 04.11.08, 23:19
                          Oj, tak:-). Tylko nie zawsze sie to sprawdza:-)
                        • mmaupa Re: Gizela 05.11.08, 12:36
                          Flecistka to nazwisko panienskie, na imie miala Mlodziutka.
                      • kkokos Re: Gizela 05.11.08, 07:18
                        na pewno Anna, Agnieszka, Katarzyna, Małgorzata - jakieś banalne imię, masowo
                        noszone w tym pokoleniu. szkoda by było marnować na nią jakąś Teodozję, Bożymirę
                        czy Scholastykę...
      • lezbobimbo Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 31.10.08, 16:05
        ginestra napisała:
        >słuchajcie, a nie ma tam takich fragmentów, że na przykład któraś >mówi "gdyby
        mama żyła..", albo zazdrości przyjaciółce, że ma
        > matkę?

        Jest fragment, dzieki ze mi przypomnialas :)))
        W Noelce, Elka po wizycie u Borejków marzy o tym, ze dobrze by bylo miec mame,
        siostre czy chociaz kuzynke, bo panowie z rodziny to jednak nie to, chociaz
        rozbestwiali jak tylko umieli. I chyba jeszcze anty-wspomina mame czyli
        nadmienia, ze byla za mala, zeby mame pamietac.
        O ile dobrze pamietam, Bella tylko raz przez okamgnienie produkuje mysl, ze
        miala w Lodzi grób mamy.

        >A w przypadku np. Anieli, Belli czy Elki mamy po> prostu, jako >czytelnicy, nie
        skupiać się na fakcie śmierci czy na tym jak
        > dziewczyna teraz ten fakt odczuwa, tylko mamy po prostu przyjąć do
        >wiadomości,> że wychowywała się bez matki i dlatego jest teraz np.
        >rozpiesczona (Elka),> niepewna siebie (Bella) albo przedwcześnie >zaradna (Aniela).

        A co zlego w zaradnosci? To wszak nie patologia syndromu sierocego, tylko :-O
        Nie uwazam tez, ze akurat Bella jest niepewna siebie - jej slowa i czyny wg.
        mnie wskazywaly raczej na osobe zamaszysta i równiez zaradna. Niepewna siebie to
        byla raczej Bebe albo Nutria w doroslosci (zapewne przez to, ze przestala
        ubierac sie jak magazynier, co dawalo jej zbroje przed swiatem.. ;).

        Powtórze tutaj, ze nie podoba mi sie to, jak pisze MM o smierci.
        Niestety smierc krewnych a juz zwlaszcza rodziców dziecka, to nie jest po prostu
        pochopne zjawisko, latwe do przeskoczenia jednym zdawkowym zdankiem. Wiele z
        tych pólsierot musialoby przezywac to, co przezyla Orelka w DP (chociaz tutaj MM
        asekuruje sie czesto zdaniem-kluczem, ze dana pólsierota byla za mala, aby
        pamietac mame)

        Nie moge po prostu wybaczyc MM, ze tak latwo morduje drugoplanowych bohaterów.
        Skoro ich najpierw tworzy i wplata w akcje w jednej ksiazce, to dlaczego w
        nastepnej morduje? Skoro juz nadmienia o nich jednym zdaniem, to dlaczego tak
        czesto musi to byc wiadomosc o smierci, a nie o ich dalszym zyciu - albo jakiejs
        innej migawce, chociazby chichotaniu z najezonymi brwiami? (dobrze ze dziadkowi
        Zaczkowemu przynajmniej sie udalo).
        Te wszystkie smierci opisane tak pochopnie czynia wg. mnie lodowate, nieczule
        kawalki zbulwysynów z tych, co zyja dalej, czyli z glównych bohaterów (n.p. z
        Rojka).

        Po prostu nie moge MM wybaczyc zamordowania:
        - ciotki Lili (taka swietna postac, tak znaczaca, a Aniela mysli potem o niej
        tylko w kontekscie, ze Kowalikowie dostali po niej chate! Nastepna zbulwysynka!)
        - pani Szczepanskiej (tez nadmienionej tylko w kontekscie, ze ci mili, ciepli i
        niezaradni Borejkowie pierwsze co zrobili, to zabrali sobie po zmarlej
        mieszkanie/pokój bez lazienki. Nie ma to jak zacni, minimalistyczni sasiedzi)
        - Ewy Jedwabinskiej! A zwlaszcza skwitowania calego jej zycia jednym
        pochopniutkim zdankiem Aurelii "biedna mama, zawsze taka spieta, chociaz sie
        starala". Noz kurde, kiedy to czytalam po raz pierwszy, poczulam sie tak, jakby
        OwR i urywek z BBB równie dobrze moznaby wyrzucic do kosza.. zegnaj konsekwencjo..
        Nie moge równiez wybaczyc smierci Ewy, bo razem z nia umarla tez bezpowrotnie
        Geniusia. Zauwazyliscie, ze po OwR Geniusia juz nie istnieje? Jest tylko ponura
        córka nauczycielki, potem zmasakrowana zaloba Orelka a na koniec przezroczysta,
        smetna firana, która nigdy juz sie nie smieje ochoczo, nikogo nie poklepuje ani
        nie robi dowcipasów..
        - wyjatkowo brutalnie wyszla tez smierc Gizeli. Jak MM mogla napisac, ze umarla
        ona w samotnosci, a Mila dowiedziala sie o tym pózniej? Gdzie Gazela mieszkala,
        na kresach, czy na Rodopach? Furda! Jak tez i w przypadku babci Jedwabinskiej,
        Poznan nagle staje sie odciety od swiata i nie istnieja pociagi, samochody ani
        autobusy.
        I tak Mila tez sie stala okrutna zbulwysynka (o czystych, przenikliwych oczach).

        Z kolei Dmuchawiec i same Borejki seniory zyja wiecznie, dreczac nas bonmotami o
        zyciu i smierci ;P

        Podsumowanie pierwsze: jesli to ma byc tak pochopne i niechlujne, to MM nie
        powinna pisac o smierci w ogóle. Skoro to maja byc mlodziezowe ksiazki ku
        pokrzepieniu serc, to po co w ogóle o tej smierci nadmieniac? "Nie mozna ze
        smiercia flirtowac, wymaga ona bowiem trwalszego zwiazku" ;) czyli uwazam, ze
        jak sie powiedzialo A (smierc) to nie ma sily, musi byc B, czyli konsekwencje
        tego, w pierwszej kolejnosci zaloba i tesknota pozostawionych krewnych itp.
        czyli cos wykraczajace poza humorzasta forme Jezycjady..

        Preludium do podsumowania drugiego: wiecie co, TKNELO MNIE (jak palec Smierci
        Szczurów) gdym pisala powyzsze narzekania. Przeniklam!!
        Rozwiazalam jedna z tajemnic Jezycjady!
        MM pisze o tych pólsierotach i usmierca masowo matki, bo .. nie przejdzie jej
        przez pióro.. sytuacja o wiele bardziej prawdopodobna i zwyczajna, czyli..
        ROZWODY rodziców!
        Zamiast zwyczajnie napisac, ze Elka, Bella, Aniela, Jurek Hajduk, Aurelia,
        Lelujkowie mieszkali z samotnym tata/samotna babcia/samotna mama BO to drugie od
        pary Rozwiodlo sie & Wyprowadzilo w nowe zycie, to CIACH. Smierc zamiast rozwodu.
        Wychodzi na to, ze dla MM rozwód jest gorszy od smierci. Rozwód to najwieksze,
        nietykalne Tabu Jezycjady!! Stygma! Zbuk!
        Co podkreslone jest tez tym, ze jedyne 3 rozwody & wyprowadzenie sie w nowe
        zycie, opisane sa jako pandemoniczne konce swiata:
        - ciocia Wiesia chlipie w garsc (tutaj stosunkowo najzdrowiej pokazany rozwód i
        nie jest to jeszcze naznaczone az taka stygma;)
        - Eugeniusz jest diablem wcielonym, a Ewa od tego rozwodu w koncu UMIERA,
        zamiast poznac kogos nowego i zaczac nowe zycie, albo sobie zyc spokojnie z
        wesola Geniusia
        - no i oczywiscie sw. Gaba, która po porzuceniu przez to Nieopisane Monstrum
        Pyziaka Jasia sama potwornieje i msci sie na niewinnej Laurze, a konsekwencje
        tego rozwodu przeslaniaja nawet nowy zwiazek Gabiny (i jeszcze w apokryfie
        jakies szopki sa opisane tak, aby ten zwiazek jednak okazal sie "nieslubny"
        czyli zly).

        Jedna zas kobieta zyjaca sama z dziecmi, bez smierci malzonka i wdowienstwa po
        grób to Józefina, wpierw pokazana jako patologia, która jeszcze na dodatek
        ucieka od wlasnych dzieci - niewybaczalne, niemalze jak smierc! - na szczescie
        pózniej nadmieniona jednym zdankiem, ze jako tako wrócila i ma sie dobrze.
        No i Idusia zrywa z hukiem zareczyny ze Slawkiem, ale oczywiscie Przed Slubem a
        nie po.
        • piotr7777 Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 01.11.08, 19:36
          Pozornie śmierć któregoś z rodziców to coś o wiele bardziej
          traumatycznego niż rozwód ale czy do końca?

          Czy czasem nie jest tak, że dzieci porzucone przez jednego z
          rodziców dłużej niosą w sercu ból niż półsieroty?

          A Twój post skłonił mnie do innego pytania - czy Eugeniusz mógł tak
          po prostu zabrać Aurelię do siebie, to znaczy do swojej partnerki.
          Jeżeli po rozwodzie Jedwabińskich wychowanie dziecka powierzono
          matce, to ojciec albo władzę rodzicielską utracił albo ograniczono
          mu jej wychowanie a wtedy o ewentualnym powierzeniu mu opieki nad
          Aurelią musiałby orzec sąd opiekuńczy i to nie tak od razu (najpierw
          wywiad środowiskowy, opinia psychologa etc.) Raczej ojciec, który z
          córką od lat nie miał kontaktu miałby marne szanse.

          Chyba, że Jedwabińscy wcale się nie rozwiedli. Zauważcie, że
          Eugeniusz oficjalnie mieszkał na Norwida, w każdym razie tak
          wynikało z ksążki telefonicznej.
          • dakota77 Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 01.11.08, 19:55
            Chwileczke, chwileczke. Jezeli Jedwabinscy rozwiedli sie bez przekania o winie,
            mogli dzielic opieke nad corka.
            Co do ksiazki telefonicznej, nie wiem czy to dowod na brak rozwodu. Ksiazki nie
            sa aktualizowane czesto, poza tym moze Eugeniusz nie wymeldowal sie po prostu z
            tamtego mieszkania.
            • biljana Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 01.11.08, 20:04
              poza tym, władza rodzicielska to jedno, a prawo do odwiedzin i widywania się z
              dzieckiem to drugie. Nie wydaje mi się, żeby Eugeniusz miał zakaz kontaktów z
              córką. Chyba, że zakaz ten pochodził od nowej żony, a to już inna para kaloszy...
              • dakota77 Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 01.11.08, 20:05
                No wlasnie, na zakaz odwiedzin trzeba sobie solidnie zapracowac. Zapracowanie i
                emocjonalny chlod nie sa wystarczajacym powodem.
          • dakota77 Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 01.11.08, 20:04
            A, i nie robmy z kazdego dziecka rozwiedzionych rodzicow dziecka porzuconego
            przez rodzica. Wiadomo, ze to nie tos amo co pelna rodzina, ale mozna byc dobrym
            rodzicem i miec dobre relacje z dzieckiem po rozwodzie.
          • lezbobimbo Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 01.11.08, 20:12
            piotr7777 napisał:
            > Czy czasem nie jest tak, że dzieci porzucone przez jednego z
            > rodziców dłużej niosą w sercu ból niż półsieroty?

            Nic bardziej mylnego! Rozwód to nie koniec zycia, smierc owszem.
            Przeciez po rozwodzie dzieci nadal moga sie widywac z rodzicem, i nawet
            utrzymywac z nim dobre kontakty (w wielu przypadkach).
            Kiedy rodzic umiera, to dopiero wtedy naprawde nigdy nie wróci i dopieroz wtedy
            dziecko traci wszelkie mozliwosci kontaktu.

            Zreszta pisalam o tym jak postrzega rozwód MM. Czyli gorzej od smierci, co jest
            bez sensu..
            • piotr7777 Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 02.11.08, 08:25
              Czym innym jest kwestia winy za rozkład pożycia a czym innym kwestia
              wykonywania włądzy rodzicielskiej nad wspólnym małoletnim dzieckiem.
              Otóż ani nie jest tak, że karą za spowodowanie rozkładu jest
              pozbawienie prawa do dziecka ani też tak że tylko niewinny małżonek
              może to dziecko wychowyać. Sąd bierze (a przynajmniej pownien brać)
              pod uwagę dobro dziecka a więc może zdarzyć się tak że zostaje ono z
              małżonkiem winnym.
              Nawet jeśli rozwód był u Jedwabińskich bez orzekania o winie to
              fakt, że mieli oni mieszkać odrębnie wiązał się z koniecznością
              ustalenia kwestii opieki nad Aurelią. A co za tymn idzie Eugeniusz
              mógł co najwyżej współdecydować w najważniejszych sprawach
              dotyczących dziecka (typu wybór liceum). Śmierć Ewy nie mogła tego
              tak po prostu zmienić.
              Nie wymagam od autorki konsultacji z prawnikiem, ale sytuacja, w
              której zmiana sytuacji rodzinnej Aurelii odbywa się całkowicie bez
              udziału stosownych władz jest taka trochę dziwna.
              Podobnie zresztą jak fakt, że Kreska z rodziną i babcia Jedwabińska
              dość łatwo przeszły nad tym faktem do porządku dziennego.
              • laura-gomez Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 02.11.08, 13:33
                A Jedwabińscy mieli w ogóle rozwód? Jest to gdzieś napisane? Może żyli w separacji
                • ginestra Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 13:18
                  Ja post Lezbobimbo odebrałam jako pokazanie jak pani MM (prawdopodobnie)
                  postrzega rozwód i śmierć i ja także mam podobne odczucia czytelnicze (że
                  powinno być jednak konsekwentnie: po śmierci kogoś bliskiego jakieś wyraźne
                  przeżywanie tego faktu przez osieroconych żywych oraz rozwód jako też dość
                  częste zdarzenie). Mnie też się wydaje (podobnie jak wspomniała Lezbobimbo) że
                  pani MM trudno jest podawać przykłady na to, że po rozwodzie może tak być, że po
                  pierwszym ciężkim okresie potem dochodzi do jakiejś stabilizacji i oboje rodzice
                  układają sobie życie z innym partnerem, pozytywnie współpracują ze sobą na rzecz
                  dzieci i dzieci mogą odetchnąć z ulgą, że mają dwoje kochających ich rodziców i
                  w jakiś sposób szczęśliwych, choć rozwiedzionych - bo to by mogło wyglądać w
                  książce jako pochwała rozwodów i być może pani MM tego się obawia.

                  (Inna sprawa, że takie przypadki jak powyżej opisany i mnie wydają się bardzo
                  rzadkie i zagadkowe dla mnie jest to w jaki sposób może minąć to uczucie żalu i
                  zazdrości itp. i może nastąpić otwarcie się na nowy związek i harmonijne
                  stosunki z byłym partnerem, jakby nigdy nic; ale wierzę, że takie przypadki też
                  bywają. Czytałam o nich w książkach psychologicznych, że warto do takiego stanu
                  dążyć i starać się, i że jest możliwy, no to pewnie jest). Ale można też opisać
                  w książce (myślę) i mniej harmonijny rozwój wydarzeń po rozwodzie, choć
                  jednocześnie połączony ze staraniem się rozwiedzionych stron o dobrą współpracę
                  na rzecz dziecka i jednakowoż pokojowymi, służbowymi relacjami. To by też był
                  jakiś wyraz prawdy o świecie - również świecie, w którym żyją młodziutkie
                  odbiorczynie Jeżycjady.

                  Co do tej Elki (rozpieszczonej), Belli (niepewnej siebie) i Anieli
                  (przedwcześnie zaradnej), to ja tak to ujęłam umownie, takim skrótem myślowym,
                  żeby scharakteryzować bohaterkę jednym słowem i wskazać na to, że w taki sposób
                  wyewoluowała ta postać bez matki. Ale zgadzam się, że niezbyt trafnie może
                  dobrałam te przymiotniki, choć moim zdaniem (zapewne częściowo) do tych postaci
                  pasują.

                  Co do Jedwabińskich, to ja miałam przeświadczenie, że Aurelia zamieszkała z
                  ojcem dopiero po śmierci matki, ale nie jestem pewna - trzeba sprawdzić w
                  tekście. No i rzeczywiście nie wiem czy był wspomniany ten rozwód jako fakt
                  (ktoś pamięta?) A może on miał na boku tę Monikę i dopiero jak Ewa umarła to ją
                  ujawnił? Albo nie miał na boku, a związał się z nią dopiero po śmierci Ewy?
                  Trzeba to sprawdzić, bo inaczej możemy niewinnie pomówić biednego Eugeniusza. ;)
                  • jota-40 Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 13:48
                    Służę cytatami ;) :
                    ".. Było to w pierwszą noc po śmierci mamusi.
                    Mieszkała wtedy u Kreski i Maćka, bo mamusia już od kilku tygodni leżała w
                    szpitalu onkologicznym."

                    Potem jest wiadomość o śmierci, zastrzyk... I dalej:

                    Nie mogła płakać. Wcale. Na pogrzebie pojawił się ojciec - sam oczywiście, bez
                    swojej nowej rodziny. Aurelia widziała go wtedy po raz pierwszy od pięciu lat.
                    Był taki zakłopotany. (...)
                    - Spakuj się - powiedział, patrząc w bok - Pojedziesz do... do... do mnie."
                    Czyli do mieszkania pani Moniki, gdzie, jak wiadomo, w kuchni wisiały dwa
                    kalendarze, jeden z kotami, drugi z psami, oba na rok 1992.
                    Czyli - jednak chyba był rozwód; najbardziej wstrząsnął mną fakt, że Aurelia nie
                    widziała ojca przez pięć lat! To jakaś zgroza jest.
                    • ginestra Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 16:40
                      Joto-40, dziękuję za cytaty. :)

                      Czyli wyobraźmy sobie - mała Gieniusia-Aurelia po OwR mieszkała z rodzicami
                      jeszcze tylko 4 lata i pewnie był to czas dalszego zaniku więzi między
                      rodzicami, kryzysu, a może nawet czas, w którym ojciec już miał romans. Gdy
                      miała 10 lat ojciec wyprowadził się do Moniki i jej syna i nie widział córki
                      przez całe 5 lat. W ciągu tych 5 lat, gdy Aurelia mieszkała z mamą, mama
                      chorowała na raka i w końcu zmarła. Ojciec nawet wtedy gdy mama chorowała nie
                      wspierał córki i nie kontaktował się z nią. Dopiero przyjechał na pogrzeb i
                      zabrał ją do tej nowej rodziny. :((((((
                      Rzeczywiście strasznie ciężko na duszy się robi, gdy to się czyta.
                      Te lata dla Aurelii musiały być tak ciężkie, że nie dziwne, że już nie zostało
                      śladu po dawnej Gieniusi :(((
                      Usłyszałam kiedyś takie zdanie i zgadzam się z nim: "nawet najtwardszego,
                      najdzielniejszego człowieka można złamać". Trochę trudno przyjąć, że pewne
                      rzeczy mogą być do tego stopnia nieodwracalne, ale wydaje mi się, że tak może
                      być. I chyba w tej książce Aurelia byłaby przykładem na to, że jednak może
                      __bezpowrotnie__ zostać zabita taka dziecięca beztroska i trzpiotowatość, gdy
                      zbyt długo trwają w życiu dziecka zbyt ciężkie przeżycia.

                      Z drugiej strony ta Aurelia z Dziecka Piątku wydaje się jakoś odzyskiwać pogodę
                      ducha. Zresztą miała przez cały czas wsparcie i ciepło ze strony Kreski choćby.
                      A więc na pewno nie całkiem jakoś zgasła, ale w dużej mierze tak.

                      Teraz rozumiem, że z tym Eugeniuszem tak ciężko jej było nawiązać ponownie
                      kontakt. Toż to potwór jakiś, wygląda na to. :-/

                      Powiem Wam, że nie spodziewałam się, że aż tak wyglądały losy Gieniusi. :( Muszę
                      przeczytać jak najszybciej DP, bo to aż dziwne jak mało zapamiętałam.

                      Ale widzę w tym przykładzie potwierdzenie na to, że w Jeżycjadzie jak ojciec
                      odchodzi, to porzuca też dzieci i kompletnie ich nie widuje - zobaczcie: Pyziak,
                      Eugeniusz, ojciec Bebe i Kozia. A przecież w prawdziwym życiu najczęściej jednak
                      widuje i chce podtrzymywać kontakt z dzieckiem, a jeśli nie widuje latami, to
                      jest to chyba bardzo rzadkie. Myślę, że własne przeżycia pani MM rzutują na
                      takie przedstawienie odchodzących ojców - i w konsekwencji na widzenie rozwodów
                      jako straszliwych zdarzeń, gorszych niż śmierć, bo w nich ojciec naprawdę jakby
                      umarł, a przecież jednak żyje i wielkim okrucieństwem z jego strony jest to, że
                      nie chce znać własnych dzieci. Ja myślę, że widzenie rozwodu w Jeżycjadzie jest
                      jednoznacznie takie, bo nie ma chyba w tych książkach przykładu na to, że
                      rozwiedzeni rodzice jakoś kontaktują się i współpracują.
                      I stąd pewnie ta niezgoda pani MM wobec przedstawienia rozwodu jako wydarzenia,
                      z którym da się jakoś żyć i które mieści się w obyczajowym krajobrazie
                      współczesnych czasów i dla dzieci jest w miarę znośnym wydarzeniem, a wręcz
                      jakimś dobrym wyjściem z impasu, dzięki któremu wszystkim osobom może być
                      lepiej. Może pani MM chce uczulić czytelników na to, żeby pochopnie nie
                      decydowali się na rozwód? Przekazać, że sam w sobie jest wielkim złem?
                      Jak dla mnie, to jest to możliwe (że tak pani MM chce przekazać).
                      Pozdrawiam!
                      • kkokos Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 19:22
                        niezgoda pani MM wobec przedstawienia rozwodu jako wydarzenia,
                        > z którym da się jakoś żyć i które mieści się w obyczajowym krajobrazie
                        > współczesnych czasów i dla dzieci jest w miarę znośnym wydarzeniem, a wręcz
                        > jakimś dobrym wyjściem z impasu, dzięki któremu wszystkim osobom może być
                        > lepiej. Może pani MM chce uczulić czytelników na to, żeby pochopnie nie
                        > decydowali się na rozwód? Przekazać, że sam w sobie jest wielkim złem?

                        tak, też mam takie wrażenie - i uważam, że to bardzo nie w porządku. o ile można
                        zgodzić się na pewną bajkę w postaci wyidealizowanej rodziny borejków
                        (przyjmuję, że to dla autorki rodzina idealna), która to bajka - o czym było w
                        innych wątkach - pomaga czytelni(cz)kom w chwilach chandry itd., to przekłamanie
                        świata na temat rozwodów jest po prostu społecznie szkodliwe. świat pełen jest
                        dzieci z rozwiedzionych rodzin, a stosunkowo mało w nim sierot. wśród
                        rozwiedzionych rodzin wcale nie mało jest takich, w których ojcowie mają niezłe
                        relacje z dziećmi, a przynajmniej stały kontakt.
                        tymczasem sygnał wysyłany do czytelniczki brzmi "jeśli twoi rodzice się
                        rozstaną, nie zobaczysz ojca nigdy w życiu" oraz "jeśli ty kiedykolwiek
                        zdecydujesz się na rozstanie, zabierzesz ojca dziecku". a to, niestety, jest
                        robienie wody z mózgu.
                        • dakota77 Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 19:30
                          Otoz to. Oczywiscie wymaga to pracy wszystkich zainteresowanych, ale mozna miec
                          normalne, dobre relacje z ojcem po rozwodzie rodzicow, i ja np. takie mam. Mozna
                          zostac wychowanym w przekonaniu, ze choc malzenstwo rodzicow sie rozpadlo, nie
                          ma to wplywu na milosc obojga z nich do dziecka. Do tego nie zawsze popularne
                          haslo "ratujemy malzenstwo dla dobra dziecka" sprawdza sie w rzeczywistosci.
                          Czasem dla dobra dziecka lepiej sie rozstac w miare pokojowo, na ile sie
                          potrafi, niz fundowac mu codzienne awantury.
                    • piotr7777 Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 16:46
                      Eugeniusz i Aurelia niek kontaktowali się, bo Eugeniusz bał się tych
                      kontaktów. A Aurelia obwiniała go za rozstanie rodziców.
                      W świecie MM po rozwodzie dziecko zostaje z matką a ojciec z jego
                      życia znika bezpowrotnie - Bobcio wychowuje się bez ojca, Róża i
                      Laura tak samo (Laura chce go poznać i to jest traktowane przez
                      autorkę jako coś absolutnie niedopuszczalnego), nic nie wiemy o ojcu
                      (a może różnych ojcach) Konrada i Beaty.


                      • alitzja Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 17:00
                        Cytatpiotr7777 napisał:
                        nic nie wiemy o ojcu (a może różnych ojcach) Konrada i Beaty.

                        Chyba jednak o jednym - przecież oboje noszą to samo nazwisko:
                        Bitner.
                        • jota-40 Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 17:31
                          No, to jest nazwisko Józefiny - można oczywiście gdybać sobie, że miała Bebe z
                          panem Bitnerem, potem się z nim rozstała i Kozia zrobiła z innym facetem (nie
                          zmieniając przy tym nazwiska) - ale to chyba nadinterpretacja, łagodnie mówiąc
                          ;)). Mam wrażenie, że niewiele się wspomina o ich ojcu w BBB.
                          Rzeczywiście, wydaje mi się, że Ginestra słusznie podejrzewa u MM kompleks
                          nieobecnego ojca. Pamiętam jak przez mgłę z "Tym razem serio" taki passus, kiedy
                          to dziwnie wypowiadała się na jego temat (coś w rodzaju "i wtedy pan Barańczak
                          zniknął raz na zawsze", a później już ani słowa o ojcu).
                          • ananke666 Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 23:38
                            > Rzeczywiście, wydaje mi się, że Ginestra słusznie podejrzewa u MM kompleks
                            > nieobecnego ojca. Pamiętam jak przez mgłę z "Tym razem serio" taki passus, kied
                            > y
                            > to dziwnie wypowiadała się na jego temat (coś w rodzaju "i wtedy pan Barańczak
                            > zniknął raz na zawsze", a później już ani słowa o ojcu).


                            Z pierwszego wydania pamiętam tylko, że matka MM "wyszła za kolegę z roku, Jana Barańczaka". Koniec, kropka.
                            Aluzyjne są tylko zdania o "czarnych wspomnieniach" pierwszej młodości, czy jakoś tak to leciało, czyli prawdopodobnie po rozwodzie rodziców. Równie dobrze mogły być czarne z jakiegokolwiek innego powodu, więc wolę się asekurować słowem "prawdopodobnie".
                            • alitzja Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 23:52
                              Zgadza się - nie ma nic o znikaniu pana Barańczaka - są takie
                              passusy:
                              "W tym mieszkaniu na Kościuszki zostaliśmy we troje - Mama, Staś i
                              ja".
                              "Przy Kościuszki nigdy nie czułam się specjalnie domowo - być może
                              dlatego, że tam właśnie minął najczarniejszy okres mojego życia".
                              "Mam złe wspomnienia ze szkoły, bo złe są wspomnienia mojej wczesnej
                              młodości. Był to ponury okres w moim życiu i w życiu mojej rodziny i
                              nie chcę się o tym tutaj rozpisywać, bo nie lubię tego wspominać".
                              I to chyba tyle. Kiedy czytałam "Tym razem serio" pierwszy raz
                              (miałam jakieś 16 lat), zdawało mi się, że wcale nie chodziło o
                              rozwód, tylko o jakieś straszne sprawy polityczne, aresztowanie czy
                              coś podobnego. Rozwód jakoś mi do głowy nie przyszedł - i nie
                              wnikam, dlaczego i czy dlatego właśnie o panu Barańczaku tak malutko
                              w książce. W każdym razie wydaje mi się bardzo możliwe, że to z tego
                              względu pani MM ma taki a nie inny stosunek do rozwodów.
                            • mmoni Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 04.11.08, 17:49
                              100 lat temu ktoś tutaj wspominał wywiad z MM w "Twoim Stylu", w którym
                              wspominała, że ojciec opuścił rodzinę, ale to opuszczanie było długie i bolesne.
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=34402375&a=34646780
              • kkokos Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 19:08
                > Czym innym jest kwestia winy za rozkład pożycia a czym innym kwestia
                > wykonywania włądzy rodzicielskiej nad wspólnym małoletnim dzieckiem........(...)

                chyba przekombinowałeś. sąd może ustalić miejsce POBYTU dziecka "przy matce", a
                OPIEKę nad dzieckiem rodzice mają sprawować WSPóLNIE. sformułowanie "władza
                rodzicielska" może w ogóle nie paść, bo ta władza (rozumiana jako prawa i
                obowiązki rodzica wobec dziecka) jest oczywista, chyba że ktoś narozrabia - i
                musi nieźle narozrabiać! - by mieć tę władzę ograniczoną (nie mówiąc o jej
                pozbawieniu). i moim zdaniem nie masz racji pisząc, że jeśli orelka mieszkała z
                matką, to eugeniusz mógł tylko decydować o rzeczach wielkich typu wybór szkoły.
                gdyby normalnie się kontaktował z dzieckiem i uczestniczył w jego życiu,
                współdecydowałby o wszystkim - chyba że z kolei ewa robiłaby mu wstręty i go od
                decyzji odsuwała, ale to już byłby jeszcze inny przypadek.
                tak więc przeprowadzka do ojca po śmierci matki jest dla mnie całkiem naturalna
                z formalnego punktu widzenia.
        • kkokos Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 19:36
          > Po prostu nie moge MM wybaczyc zamordowania:
          > - ciotki Lili (taka swietna postac, tak znaczaca, a Aniela mysli potem o niej
          > tylko w kontekscie, ze Kowalikowie dostali po niej chate! Nastepna zbulwysynka!
          > )

          ja też lubiłam ciotkę lilę, ale aniela taka jest. dla mnie to spójne z całością
          postaci

          > - pani Szczepanskiej (tez nadmienionej tylko w kontekscie, ze ci mili, ciepli i
          > niezaradni Borejkowie pierwsze co zrobili, to zabrali sobie po zmarlej
          > mieszkanie/pokój bez lazienki. Nie ma to jak zacni, minimalistyczni sasiedzi)

          e tam, przesadzasz :) mieli nie brać? czy też autorka miała opisywać dwuletnią
          procedurę przejmowania tego pokoju?


          > - Ewy Jedwabinskiej! A zwlaszcza skwitowania calego jej zycia jednym
          > pochopniutkim zdankiem Aurelii "biedna mama, zawsze taka spieta, chociaz sie
          > starala".

          no ale właściwie czego ci tu brakuje? wydaje mi się, że opis nieszczęśliwej
          dziewczynki w zimnym świecie chłodnej i spiętej matki oraz zimnego i ostatnio
          nieobecnego ojca jest bardzo przekonujący. aurelia niespecjalnie miała wsparcie
          w matce, chyba nie tęskniła za głęboką łączącą ich miłością i zrozumieniem,
          raczej za faktem posiadania matki i za czasem, gdy ona żyła, bo jednak z matką
          było jej cieplej na świecie niż z ojcem i panią moniką. od zawsze aurelia była
          samotna i raczej niekończące się monologi wewnętrzne "mamo, jak ja cię kocham i
          za tobą tęsknię" byłyby nieprawdziwe. IMO.

          > - wyjatkowo brutalnie wyszla tez smierc Gizeli.
          a tego nie wiem, bo mimo dwóch podejść nie udało mi się przebrnąć przez kalamburkę
          • alitzja Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 21:52
            Kompletnie nie znam się na meandrach prawnych, ale skoro - jak
            przypomniała jota-40 - ojciec nie kontaktował się z Aurelią od 5 lat
            (!), to czy po śmierci Ewy mógł ot tak, po prostu, zabrać córkę do
            siebie?
            • uccello absolutnie niedopuszczalne 03.11.08, 22:24
              Piotr 777 napisał
              Laura chce go poznać ( ojca *)i to jest traktowane przez
              autorkę jako coś absolutnie niedopuszczalnego

              * przypisek mój dla jasności wyrwanego z kontekstu zdania


              Autorka traktuje Tygrysią chęć poznania ojca jako coś
              niedopuszczalnego?!

              Gaba unika tego tematu, bo nie pogodziła się z tym ,że Janusz
              opuścił ją i dzieci, dziadkom trudno ukryć niechęć do byłego zięcia
              chociaż się starają ( był miłym chłopcem, choć nieodpowiedzialnym,
              czasy były chore, wyjechał, im dłużej to trwało , tym trudniej mu
              było się odezwać itd), ale czyn Laury nie jest piętnowany ani przez
              bohaterów powieściowych, ani tym bardziej przez MM.
              To ,że rodzina przeżywa tak wyjazd Tygrysa, wynika stąd ,że Laura
              jest uczennicą podstawówki, znika z domu, nikomu nic nie mówiąc i
              nie wraca na noc. Poza tym jako osoba lubiąca skupiać na sobie
              uwagę , kwestie o chęci poznania "Tatusia" mówi dosyć wyzywająco-
              kreując się na uciśnioną sierotę. Osłupienie Borejków w scenie
              powrotu Matnotrawnego Tygrysa brać się może też z lęku o nią- czego
              się dowiedziała, i jak to odebrała.
              • alitzja Re: absolutnie niedopuszczalne 03.11.08, 22:56
                Nie wiem, czy dobrze rozumiem - odnosisz się tylko do wyjazdu Laury
                do Torunia czy do wszelkich jej działań związanych z chęcią poznania
                Janusza? Bo jeśli do wszelkich je poczynań (a takie odniosłam
                wrażenie), to moim zdaniem Piotr ma rację. Pierwszy z brzegu cytat:
                TiR, str. 21 - monolog wewnętrzny Natalii:
                "Coś się dzieje z Laurą. Ostatnio już mało mówiła o Januszu,
                najgorzej było rok temu. Zdawało się, że wspólnym wysiłkiem całej
                rodziny udało się przecież sprawę zażegnać - ale nie, tli się nadal".
                Według mnie to jak najbardziej jest ocena - negatywna - chęci
                poznania ojca przez Laurę.
                • kkokos Re: absolutnie niedopuszczalne 03.11.08, 23:03
                  zgadzam sie z alitzją
                  choć oczywiście to naturalne, że - obok problemu pyziaka -
                  borejkowie po prostu boją się o nieletnią, nieprzewidywalną dla nich
                  uciekinierkę mając mgliste pojęcie, co się z nią dzieje.
                • uccello Re: absolutnie niedopuszczalne 04.11.08, 00:33
                  alitzja napisała:
                  > TiR, str. 21 - monolog wewnętrzny Natalii:
                  > "Coś się dzieje z Laurą. Ostatnio już mało mówiła o Januszu,
                  > najgorzej było rok temu. Zdawało się, że wspólnym wysiłkiem całej
                  > rodziny udało się przecież sprawę zażegnać - ale nie, tli się
                  nadal".

                  Jak dla mnie, ten cytat ,to spostrzeżenie Natalii, że Tygrysa
                  ciągle ---niepokoi i boli-
                  • kkokos Re: absolutnie niedopuszczalne 04.11.08, 00:48
                    > Nie widzę w tym ani nagany
                    > Nutrii wobec Tygrysa ,że ośmiela się myśleć o swoim ojcu, ani tym
                    > bardziej opinii Autorki, że chęć poznania swojego nieobecnego
                    > rodzica jest "absolutnie niedopuszczalna".

                    a ja owszem, widzę naganę. i widzę, że chęć poznania ojca ewidentnie
                    sprawia kłopot reszcie rodziny. a nikt nie lubi kłopotów.

                    > Często w smutnej rzeczywistości (dorośli nie potrafią się dogadać,
                    > są nieodpowiedzialni i opuszczają fizycznie i mentalnie swoje
                    > dzieci) widzą albo swoją winę- co we mnie jest takiego felernego,
                    że
                    > ojciec nie chce mnie znać?!
                    > albo wietrzą jakowąś mroczną, a romantyczną TAJEMNICĘ.

                    jak najbardziej. dlatego mądrzy rodzice (rodzina) nie podsycają tej
                    tajemnicy, na każdą wzmiankę o ojcu kuląc się z bólu, jak gaba i
                    ucinając temat w zarodku. mądra rodzina w takiej sytuacji rozmawia.

                    > Laura wie ,że jest podobna do ojca. Większość Borejków ma do
                    Janusza
                    > wielki żal. Głównie o to ,że skrzywdził dzieci, nie interesując
                    się
                    > nimi kompletnie. Tygrys tę niechęć rodziny do Pyziaka, odbiera
                    jako
                    > zastrzeżenie wobec niej samej.

                    jak wyżej, niestety

                    > Pyziak miał swoje
                    > dzieci w nosie, i ostracyzm rodziny moim zdaniem nie brał się
                    > stąd ,że ośmielił się z Gabą ROZWIEŚĆ, tylko stąd ,że w tak
                    > bezmyślny i okrutny sposób zachował się wobec swoich dzieci- nie
                    > interesując się nimi wcale.

                    a ja myślę, że i jedno i drugie. być może także dlatego, że to
                    porządna katolicka rodzina, w której rozwodów sie nie akceptuje.
                    wyobraźmy sobie, że pyziak odszedł, ale mieszka na winogradach i co
                    drugi weekend oraz w drugi dzień świąt bierze dziewczynki do siebie
                    i do swojej nowej żony. jak zniosłaby to gabriela? coś mi się nie
                    widzi, że kuliłaby się z bólu mniej. a jak jeszcze usłyszałaby w
                    pewnym momencie od laury, że tatuś jest fajniejszy, bo u niego można
                    robić to, czego matka zbrania (choćby kupuje kolejne lody przed
                    obiadem albo obdarowuje lalkami barbie, pyziak na pewno kupowałby
                    barbie) - dopiero by się kuliła...
                    • uccello Re: absolutnie niedopuszczalne 04.11.08, 01:11
                      Gaba próbuje rozmawiać. Nie bardzo jej to wychodzi, ale naprawdę
                      próbuje. Dialog między nią a Tygrysem jest bardzo długi - toczy się
                      na stronach 136 i 137 w Imieninach.

                      Nie pamiętam gdzie toczy się rozmowa między Babcią a Laurą o Pyziaku.
                      To znaczy pamiętam,że w parku:), ale nie wiem, w którym to było
                      tomie.

                      Także Tygrys nie spotykał się z murem niechęci ,milczenia i
                      ostratyzmu, tylko zadawał ciagle te same pytania i otrzymywał na nie
                      te same banalne odpowiedzi- był młody, nie dogadał się z Gabrielą i
                      poszedł sobie w siną dal. Czemu nie był ciekaw swoich dzieci i nie
                      czuł się za nie odpowiedzialny?- nie bardzo wiadomo.
                      Trudno odpowiedzieć za niego, prawda?
                      • sowca Re: absolutnie niedopuszczalne 04.11.08, 21:49
                        Moim zdaniem problem leży zasadniczo w tym, że Gaba nie umie ze
                        swoimi dziećmi rozmawiać, a już na pewno nie o Januszu. O tym, że
                        rozwód wciąż tak bardzo ją boli, wspominamy często, więc nie będę
                        się nad tym rozdrabniać. Próbuje, nie wychodzi jej, ucieka od tego.
                        Moim zdaniem boi się, że córka odszuka ojca, a on ją znowu odrzuci.
                        Gabriela została porzucona dwa razy, nie chciała, żeby spotkało to
                        Laurę. Skandaliczne jest natomiast zachowanie Mili wobec Laury, a
                        ona w zasadzie nigdy jej nie pokochała tak jak Pyzy czy Józinka.
                        Najlepiej z tą sytuacją radzi sobie - o dziwo! - Ignacy. On
                        przynajmniej naprawdę rozmawia z Laurą i wnuczka po tej rozmowie
                        jest jednak spokojniejsza. Ignacy stara się przedstawić sytuację
                        obiektywnie i może nie usprawiedliwia Janusza, ale stara się go
                        zrozumieć. Niepokój rodziny moim zdaniem bierze się z tego, że widzą
                        cierpienie Laury, martwią się, co ona może zrobić i tego, że kiedy
                        zetknie się z brutalną rzeczywistością, poczuje się jeszcze gorzej.
            • kkokos Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 23:14
              alitzja napisała:

              > Kompletnie nie znam się na meandrach prawnych, ale skoro - jak
              > przypomniała jota-40 - ojciec nie kontaktował się z Aurelią od 5
              lat
              > (!), to czy po śmierci Ewy mógł ot tak, po prostu, zabrać córkę do
              > siebie?


              no ale na zdrowy rozum na kim spoczywał obowiązek prawny wychowania
              tego dziecka? ojcu nie zostały odebrane prawa rodzicielskie - gdyby
              tak było, aurelia wylądowałaby w bidulu. skoro ojciec żyje, nie
              został pozbawiony praw (zresztą nie ma tu podstaw do odebrania praw -
              przecież przy rozwodzie ewa musiałaby udowodnić, że katował dziecko
              albo zmuszał do picia alkoholu podczas libacji, gdy podsuwał ją swym
              kolegom, niekoniecznie za pieniądze itp. obojętność czy chłód
              uczuciowy w domu dwojga rozstających się rodziców nie jest powodem
              ograniczenia czy odebrania praw) no więc skoro ojciec żyje i prawa
              rodzicielskie ma, to dlaczego ciężar wychowania dziecka ma
              przejmować państwo?
              • alitzja Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 03.11.08, 23:33
                kkokos napisała:
                > skoro ojciec żyje i prawa
                > rodzicielskie ma, to dlaczego ciężar wychowania dziecka ma
                > przejmować państwo?

                Chciałam napisać: "Niekoniecznie państwo, ale może babcia czy ktoś
                bliżej związany z dzieckiem", ale pomyślałam sobie, że fakt, nie ma
                nikogo takiego - święta babcia Jedwabińska wszak pojawia się dopiero
                w "DP". Ojciec to rzeczywiście oczywistość, samo się narzuca, że
                powinien Aurelię wziąć do siebie, ale tym bardziej dziwi mnie, że aż
                tyle lat nie interesował się nią wcale a wcale.
                Tak sobie jeszcze pomyślałam... często ludzie śmiertelnie chorzy
                starają się uporządkować swoje sprawy - ciekawe, czy Ewa o tym
                myślała (chodzi mi właśnie przede wszystkim o Aurelię - co się z nią
                stanie po jej śmierci), czy chciała, żeby Eugeniusz zajął się nią,
                czy też może wolałaby poszukać dla niej innego domu - np. właśnie
                dziadków (nic chyba nie wiemy o rodzicach Ewy? czy żyją? jacy są?).
                No i nie wiem też, czy nawet w takiej sytuacji takie chęci mają
                znaczenie prawne? Czy gdyby - hipotetycznie - Ewa wolała zostawić
                Aurelię np. ze swoimi rodzicami - to takie rozwiązanie ma podstawy
                prawne? Mogłaby tak zrobić?
                Czy jest na sali prawnik?;-)
                • kkokos Re: Śmierć w Jeżycjadzie a TABU Rozwodniajace! 04.11.08, 00:04
                  > Czy jest na sali prawnik?;-)

                  o tej porze mogą być kłopoty, albo śpi, albo czyta akta na jutro :)
                  nie jestem prawnikiem, ale tak na czuja to chyba nie byłoby kłopotów
                  na dzień dobry, gdyby po prostu dziecko przeprowadziło się po
                  śmierci matki do dziadków, dziadkowie zapisali do nowej szkoły, tam
                  by się pojawiali na zebraniach mówiąc, że matka nie żyje, a ojciec
                  bóg wie gdzie martenowski stawia piec - dopóki przy jakiejś bardziej
                  formalnej okazji nie zapytano by ich o formalna opiekę. a to się
                  niestety załatwia przez sąd, czyli chyba musiałby rzeczywiście być
                  jakiś powód. czy w takiej sytuacji pięć lat milczenia to powód, by
                  dziadków ustanowić rodziną zastępczą, nie wiem - jeśli ojciec dalej
                  nie wykazuje zainteresowania, to być może tak, ale eugeniusz na
                  pewno by wykazał, wezwany przez sąd. jak potoczyłaby się taka walka,
                  nie wiem.
                  mnie nie dziwi, że się nie odzywał, ewą i jej szarpaniną był
                  zmęczony, dziecko niespecjalnie kochał, a już na pewno go nie
                  rozumiał. generalnie chciał mieć święty spokój i pani monika go
                  zapewniała wraz z obiadami może nie tak perfekcyjnie podanymi jak u
                  ewy (bo na pewno jeśli już gotowała, to układała na talerzu
                  perfekcyjne kompozycje z perfekcyjnych dań, nie wiem, czy smacznych,
                  ale idealnie według przepisu i idealnie dopasowanych do sytuacji),
                  ale ciepłymi i pewnymi. to słaby człowiek, bez charakteru - wolę nie
                  myśleć, jak by się zachował, gdyby urodziło mu się dziecko
                  niepełnosprawne, prawdopodobnie po dwóch miesiącach okazałoby się,
                  że "nerwy ma słabe i nie ma serca patrzeć na tę mękę" (a lekarstwem
                  też byłaby pani monika). miłość do świętego spokoju jest też
                  przyczyną, dla któej nie kontaktuje się z matką. aurelia z ewą
                  pewnie sobie jakoś dają radę, a on przy każdym kontakcie z nimi
                  narażałby się na dyskomfort, więc po co?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka