sacacorchos
07.11.08, 13:32
Natchnęły mnie pierwsze strony KK i muszę sie z Wami podzielić...
Od razu zaznaczę, że znam i częściowo podzielam dominujące zdanie
Szanownego Towrzystwa na temat Mili Borejko. To znaczy również
uważam, że to osoba despotyczna, która po to tylko chyba (bo po cóż
by innego?)upolowała sobie na męża ciapę Ignaca, żeby móc kogoś
ustawiać przez całe życie podług swej woli.
Ale, mimo to... spotykamy Milę po raz pierwszy 31 grudnia - to jej
urodziny i imieniny, a co robi solenizantojubilatka? Odkurza.
Przygotowuje zdrową, acz niskokaloryczną kolację na 6 osób. Szykuje
Gabie kreację na Sylwestra. Jej plany na wieczór to... posiedzieć
sobie przy telewizji z córami, Ignacem i Waldusiem. Hem. Wiecie co?
ja bym nie miała tyle pokory wobec losu. Ilekroć przychodzi mój
dzień domagam się (a przynajmniej podświadomie i wewnętrzne
oczekuję) peanów i hołdów na swoją cześć. I właśnie po przeczytaniu
pierwszego rozdziału KK zaczęłam sie zastanawiać, dlaczego tak się
domagam?
Inna rzecz oczywiście, że przed rokiem Kalamburką nikt, nawet MM,
nie wiedział, że ten dzień to urodzinoimieniny Mili B. W Kalamburce
Ignac dał jej złote serduszko (zielone oczko, smukła ropuszko) i
przeprosił ją za "te wszystkie rocznice i urodziny, których razem
nie obeszli, i o których zapomniał", więc coś jest na rzeczy.
A Mila od tego serduszka poczuła się bardzo, ale to bardzo
rozpieszczona. Hm...