Dodaj do ulubionych

Wpadki w Spręzynie, niestety....

18.11.08, 21:23
Przede wszystkim "rada małpa, że sie smieli...", a nie "rada małpa raz w
kapieli..."

dla mnie dość szokująca wpadka
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 18.11.08, 21:26
      A ja musze przyznac, ze nie zwrocilam na to uwagi:-). Ale inni tak, zobacz
      dyskusje tutaj: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=87336945
      :-)
    • anutek115 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 18.11.08, 22:01
      Dla mnie Józinek rąbiący kiełbaskę w piątek trzynastego, a w piątek dwudziestego
      usuwający ją sprzed ust Laurze z tekstem: "Dziś piątek!". I tez tego sama nie
      zauważyłam, któraś z (nowszych, zdaje się) koleżanek zauważyła w wątku
      spoilerowym, z tym, że ona uznała to za przejaw hipokryzji Józinka. Ja uznaję za
      wpadkę.
      No, wpadeczkę :-).
      • alitzja Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 18.11.08, 22:17
        Ja się zastanawiam nad czymś innym. Jest czerwiec, Laura to
        studentka - i zupełnie się nie przejmuje sesją. Rozumiem, że mogła
        być zaaferowana zakochaniem, ale jakieś szczątkowe chociaż
        informacje na temat sesji (czy już za nią? jak jej poszła? czy ma
        przed sobą jeszcze jakieś egzaminy?) powinniśmy dostać. A ona -
        zupełnie jak na wakacjach. Na żadne zajęcia też przecież nie chodzi.
        Podobne myśli naszły mnie przy okazji przyjazdu Magdusi. Kurczę,
        pzyjeżdża w poniedziałek, tydzień przed końcem roku szkolnego - i
        co? dostała wcześniej świadectwo? Zwracam uwagę, że Magdusia to
        rocznik 1992, a więc w czerwcu kończyła gimnazjum i powinna
        startować do szkoły średniej. Nie wiem, jak przebiega rekrutacja w
        Poznaniu, ale my w Gliwicach mamy rekrutację elektroniczną i taka
        przeprowadzka musiałaby być dużo wcześniej ustalona, żeby dziecko w
        ogóle miało szansę dostać się do jakiejś szkoły. I co z drugą
        bliźniaczką? Ona do szkoły się nie wybiera?
        Nie wiem też, dlaczego Magdusia nie mogła poczekać tygodnia (do
        rozdania świadectw), żeby dojechać do Dmuchawca? W końcu umierający
        to on się nie stał z dnia na dzień, a 16-letnia dzieczyna chyba by
        tydzień dała radę pomieszkać sama, skoro Ogorzałkowie faktycznie
        musieli wyjechać w takim gorącym okresie. Strasznie to wszystko
        pogmatwane, wygląda, jakby tylko najmłodsze pokolenie chodziło do
        szkoły.
        • anutek115 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 18.11.08, 22:25
          Z Magdusią to ci wyjaśnię, chociaż u mnie to podpada pod "Irytacje w
          Jeżycjadzie" (przebóg! Jeszcze trochę i się okaże, że "Sprężyna" się bardziej w
          szwach rozchodzi niż "Czarna polewka"! A Mama_kotula martwiła się, nad czym
          będziemy się pastwić. Słusznie ją uspokajałam :-)). Magdusia musiała przyjechać
          do Dmuchawca, coby zasugerować tzw. ciąg dalszy. I to mnie okropnie zirytowało
          jako przejaw zbyt już daleko posuniętej telenowelowatości. Czego by nie
          powiedzieć o poprzednich częściach, każda stanowiła zamkniętą całość, w ramach
          której następowało rozwiązanie problemów bohaterów. Tylko ta nie. Ta ma wyraźne
          "ciąg dalszy nastąpi". Mniejsza o logikę i tzw. realia...
          • uccello koniec roku szkolnego 18.11.08, 22:39
            alitzja napisała:

            > Ja się zastanawiam nad czymś innym. Jest czerwiec, Laura to
            > studentka - i zupełnie się nie przejmuje sesją.

            Na artystycznych uczelniach sesja jest na przełomie maja i czerwca,
            bo wcześniej też niż na innych uczelniach, są egzaminy wstępne.

            No a, zwolnienie jednej z Ogorzałych bliźniaczek na 5 dni przed
            końcem roku szkolnego, to przy całym amabarasie wyjazdu za granicę z
            dobytkiem (i drugą bliźniaczką wyrwaną zapewne z tej samej klasy)-
            to pikuś organizacyjny. Nie mówiąc już o tym,że lekcji jako takich
            już nie ma, tylko żmudnie wypisuje się świadectwa i ogarnia chaos
            administracyjny.
            • verdana Re: koniec roku szkolnego 18.11.08, 22:43
              Zwolnienie jest łatwe - natomias kwestia przyjecia do liceum to inna
              sprawa. Na tyle wazna, ze zadziwia wyjazd obojga rodziców.
              Ale Ogorzałkowny teoretycznie mogy juz w liceum być. Moj syn np.
              mając lat 15 powinien być w liceum, bo poszedł rok wczesniej.
            • verdana Re: koniec roku szkolnego 18.11.08, 22:43
              Zwolnienie jest łatwe - natomias kwestia przyjecia do liceum to inna
              sprawa. Na tyle wazna, ze zadziwia wyjazd obojga rodziców.
              Ale Ogorzałkowny teoretycznie mogy juz w liceum być. Moj syn np.
              mając lat 15 powinien być w liceum, bo poszedł rok wczesniej.
            • alitzja Re: koniec roku szkolnego 18.11.08, 22:56
              Niby tak, niby nic się o tej porze w szkole nie dzieje, ale jeśli to
              ostatnia klasa gimnazjum, to dzieje się bardzo dużo. Przede
              wszystkim mniej więcej tydzień przed końcem roku przychodzą
              zaświadczenia o wynikach egzaminu gimnazjalnego, na które wszyscy
              uczniowie czekają, obgryzając paznokcie. No i ta cała rekrutacja...
              Jedyne wyjście to faktycznie wcześniejsze pójście bliźniaczek do
              szkoły (ewentualnie powtarzanie przez nie klasy;-)).
              W ogóle nie bardzo rozumiem pomysł z przeprowadzką Ogorzałków do
              Wrocławia. Po co wyjeżdżali tak daleko od Dmuchawca, skoro i tak
              czują, że powinni się nim opiekować i podrzucają mu Magdusię? Nie
              wierzę, że wrócili do rodziców Kreski, bo wtedy nie trzeba by było
              Magdusi wysyłać do Dmuchawca - zostałaby z dziadkami, a nie
              wybierała się do Poznania. Chodziło chyba tylko o to, by usunąć
              nadmiar bohaterów z Poznania (nie trzeba wtedy o nich zbyt często
              wspominać), a i sugerowany przez Anutka dalszy ciąg można jakoś
              przyłatać.
        • agnieszka_azj Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 18.11.08, 23:41
          alitzja napisała:
          > Podobne myśli naszły mnie przy okazji przyjazdu Magdusi. Kurczę,
          > pzyjeżdża w poniedziałek, tydzień przed końcem roku szkolnego - i
          > co? dostała wcześniej świadectwo? Zwracam uwagę, że Magdusia to
          > rocznik 1992, a więc w czerwcu kończyła gimnazjum i powinna
          > startować do szkoły średniej. Nie wiem, jak przebiega rekrutacja
          w
          > Poznaniu, ale my w Gliwicach mamy rekrutację elektroniczną i taka
          > przeprowadzka musiałaby być dużo wcześniej ustalona, żeby dziecko
          w
          > ogóle miało szansę dostać się do jakiejś szkoły. I co z drugą
          > bliźniaczką? Ona do szkoły się nie wybiera?

          A czy tam jest gdzieś napisane, na jak długo ona do Poznania
          przyjechała ? Ja odniosłam wrażenie, że to jest tylko sprawa
          wakacji.
          Trudno mi sobie wyobrazić po co (i za co ?) Ogorzałkowie mieliby w
          komplecie towarzyszyć Kasi we Francji, jeśli leczenie miało by
          trwać dłużej.
          • alitzja Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 17:31
            agnieszka_azj napisała:

            > A czy tam jest gdzieś napisane, na jak długo ona do Poznania
            > przyjechała ? Ja odniosłam wrażenie, że to jest tylko sprawa
            > wakacji.
            > Trudno mi sobie wyobrazić po co (i za co ?) Ogorzałkowie mieliby w
            > komplecie towarzyszyć Kasi we Francji, jeśli leczenie miało by
            > trwać dłużej.

            Fakt, tego nie wzięłam pod uwagę. Ale jeśli to tylko sprawa wakacji,
            to tym bardziej można było z tym przyjazdem poczekać do końca roku
            szkolnego i do czasu, kiedy Magdusia zostanie przyjęta do jakiegoś
            wrocławskiego liceum (wiem, strasznie się uparłam na to liceum, ale
            nie wierzę, że powtarzała klasę / poszła rok wcześniej do szkoły -
            MUSIAŁA dopiero kończyć gimnazjum).
            Z drugiej jednak strony, jeśli to tylko sprawa wakacji, to jaki jest
            sens wprowadzania nowej bohaterki, skoro niedługo musi wrócić do
            Wrocławia? Czeka na nas "McDusia", a więc Ogorzała Madzia będzie
            przeżywać jakieś porywy uczuć - i co, zaraz potem wracać do domu?
            kochać na odległość? eeee... Z drugiej strony ostatnie romanse
            rozwijają się w tempie iście ekspresowym, więc wielce możliwe, że
            podczas wakacji Madzia przeżyje swój romans i wróci potulnie do
            Wrocławia, gdy uczucia wygasną;-)

            I też nie bardzo rozumiem, dlaczego do tego Paryża musieli jechać
            wszyscy.
            • alitzja Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 17:32
              Ekhm, coś mi sporo tych "drugich stron" wyszło;-)
            • grimma Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 17:34
              bo moze to jest dlugotrwale leczenie
        • zieleniack Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 24.11.08, 00:05
          sesja zaczyna się juz w maju, Laura mogła miec wiekszosc
          przedmiotów, konczacych sie pracami i kolokwiami zaliczeniowymi,
          ktore musza byc przed sesja, a z kolei w sesji, na samym jej
          poczatku, miec jakis egzamin. Prawdopodobne, bo kiedys sama tak
          mialam.
      • agawa79 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 07:19
        anutek115 napisała:

        > Dla mnie Józinek rąbiący kiełbaskę w piątek trzynastego, a w
        piątek dwudziesteg
        > o
        > usuwający ją sprzed ust Laurze z tekstem: "Dziś piątek!". I tez
        tego sama nie
        > zauważyłam, któraś z (nowszych, zdaje się) koleżanek zauważyła w
        wątku
        > spoilerowym, z tym, że ona uznała to za przejaw hipokryzji
        Józinka. Ja uznaję z
        > a
        > wpadkę.
        > No, wpadeczkę :-).

        A ja uznaję, że żadnej kiełbaski w ogóle nie było. :) Obietnica
        kiełbaski miała wywabić Laurę z łóżka, jak trzydzieści lat wcześniej
        z łóżka wywabił Idę okrzyk "Walduś dzwoni!" (chociaż nie
        dzwonił :p). Uwaga o piątku miała sprawić, żeby Laura o kiełbaskę
        nie marudziła. Z poglądami Józinka na piątkowe jedzenie kiełbasy nie
        miało to nic wspólnego.
        • anutek115 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 10:05
          No możliwe :-). W końcu Borejkowie nigdy nie pościli w piątek, to na 18 tomów
          pierwsza o tym wzmianka (chociaz zdaje się są wzmianki o "dniach bezmięsnych" w
          szkołach czy innych stołówkach, ale to insz inszość). Jednakże Laura po takim
          tekście Józinka nie puka sie znacząco w czoło i nie rzuca na kiełbasę (która
          jest nie obiecana, ale jak najbardziej realna, Józinek nią majta przed nosem
          uśpionej Laury, by ją zapachem obudzić), tylko robi urażoną minę. Wnioskuję, że
          wie o co chodzi i tradycja piątkowa nie jest jej obca.

          Inna sprawa, że trochę mi zgrzyta ta uduchowiona Laura żyjaca Mozartem i złotymi
          nićmi wokół serca, w przerwach rąbiąca jak maszyna kiełbasę czosnkową czy inną
          swojską. Słowo daję, nie dlatego, że jestem wegetarianką :-))).
          • agawa79 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 10:39
            E no, jak rąbie kiełbasę czosnkową, to staje się bardziej realna -
            gdyby żywiła się ambrozją, to byśmy się czepiały, że takich osób nie
            ma. ;) I faktycznie racja, że Józinek wymachiwał kiełbasą - jakoś to
            przegapiłam i zdawało mi się, że to jedynie kiełbasa hipotetyczna.

            Nawiasem mówiąc, mnie rozbuchana mięsożerność Borejków (z domniemaną
            mięsożernością Natalii włącznie) przyprawia o ciarki na plecach.
            Brrr, ten rosół na kościach czy rosół spacerujący po podwórku... ;)
            • lezbobimbo Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 20.11.08, 05:01
              agawa79 napisała:
              > Nawiasem mówiąc, mnie rozbuchana mięsożerność Borejków (z domniemaną
              > mięsożernością Natalii włącznie) przyprawia o ciarki na plecach.
              > Brrr, ten rosół na kościach czy rosół spacerujący po podwórku... ;)

              Nie zapomnij tez o juz klasycznych combrach jagniecych, rumieniacych sie w
              piekarniku, czy o OwRowskiej ofiarnej kurze-kamikaze.
              Przeminely niestety dni królujacego Malomównego i cale obiady jarskie z
              nalesnikami i jablkami w ciescie..
          • zieleniack Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 24.11.08, 00:06
            wzmianki o dniach bezmiesnych dotyczyły prlowego poniedziałku
            (w 'Kłamczusze')
        • kalina.tatry Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 09.12.08, 19:27
          Dobry wieczór wszystkim,
          nie tylko Józinek, ale i Ignaś i doktor Pałyś rąbią kiełbaski na
          wieczornym ognisku na pikniku nad jeziorem...
          • uccello Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 09.12.08, 19:33
            Cześć Kalino!
            Rąb( w kalwiatur:) z nami!
      • anchan Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 21:09
        e no, tez to uznalam za wpadke tylko moze ;) przy hipokryzji niewyrazny mi wyszedl
      • biala-myszka Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 21.11.08, 09:08
        EEE... chyba tylko złośliwość Józinka (złośliwy --> to dobrze,
        znaczy inteligentny!)
        Witam serdecznie wszystkich Forumowiczów/czki, bom tu nowa 9ale
        podczytuję regularnie).
        biała myszka
      • lutecja4 kielbaska czosnkowa 02.12.08, 08:11
        anutek115 napisała:

        > Dla mnie Józinek rąbiący kiełbaskę w piątek trzynastego, a w piątek dwudziesteg
        > o
        > usuwający ją sprzed ust Laurze z tekstem: "Dziś piątek!". I tez tego sama nie
        > zauważyłam, któraś z (nowszych, zdaje się) koleżanek zauważyła w wątku
        > spoilerowym, z tym, że ona uznała to za przejaw hipokryzji Józinka. Ja uznaję z
        > a
        > wpadkę.
        > No, wpadeczkę :-)
        cos mi sie wydaje,ze Jozinek jadl te kielbase juz w poniedzialek 16
    • yowah76 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 18.11.08, 22:45
      Obiadowe kurcze, ktore mial usmiercic Baltona, chodzilo po trawie
      dziobiac pedraki. Pedrak o ile mi tam cos majaczy to larwa
      chrzaszcza a moze nawet konkretniej chrabaszcza? i raczej po trawie
      nie chodzi tylko siedzi pod ziemia i czeka na swoj wielki moment.
      Chyba, ze ten kurczak to kiwi;)
      • jamniczysko Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 18.11.08, 23:53
        Od razu mi się przypomniało przy tej arcyupiornej scenie
        (szlachtować kurczaka, brrr...), jak Kłamczucha uparcie zwracała się
        do Kozia per "Ty pędraku".

        A tak o propos, to zachodzę w głowę, jakim cudem Kozio z
        powiększającą się rodziną wciąż siedzą w służbowym teatralnym
        mieszkaniu Józefiny? Wykupili od teatru, tacy bogaci? A jeśli nawet
        tak było, to zanim stali się bogaci, Józefina przecież od dawna była
        w Brazylii z nowym facetem, a nie na etacie w poznańskim (fikcyjnym,
        bo Miejskim) teatrze, więc przez tyle lat dyrekcja administracyjna
        tegoż teatru pozwalała tam mieszkać Koziowi, litując się nad jego
        bezdomnością lub też w uznaniu jego talentów? Nie wierzę...
        • agnieszka_azj Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 18.11.08, 23:59
          Kozio też jest czlowiekiem teatru, więc może teraz juz mieszka
          tam "na siebie" ;-)

          A wczesniej - Józefina była w Stanach (w Brazylii był jej eksmąż),
          a po zmianie ustroju różnie żeczy się działy z tzw. mieszkaniami
          służbowymi. Coś mi się kołacze, że były jakieś uproszczone sposoby
          nabywania takich mieszkań dla osób, które w nich mieszkały.
          Ten pan, co ją w Wigilię odzianą w futro zabierał mógł sypnąc kasą
          na mieszkanie dla pasierbów ;-)
      • senseeko Re: pędraki 13.12.08, 11:08
        yowah76 napisała:

        > Obiadowe kurcze, ktore mial usmiercic Baltona, chodzilo po trawie
        > dziobiac pedraki. Pedrak o ile mi tam cos majaczy to larwa
        > chrzaszcza a moze nawet konkretniej chrabaszcza? i raczej po trawie
        > nie chodzi tylko siedzi pod ziemia i czeka na swoj wielki moment.

        Pędrak to larwa chrabąszcza i owszem siedzi pod ziemią, ale ptak potrafi toto
        spod ziemi wydziobać. Jak on to robi - tego nie wiem. Nie wiem też czy kurcze to
        potrafi, ale raczej tak, bo kuraki generalnie czymś takim na wolności się
        zajmują. Moim zdaniem żadna wpadka. A w miastach można to zaobserwować na
        przykładzie wron. Nie czekają aż im taki pędrak, dżdżownica czy nicień do dzioba
        wlezie, tylko czynnie poszukują obiadku. A że kura jeszcze przy tym grzebie, to
        pędraki wygrzebie i wydziobie bez problemu.
    • grimma Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 10:14
      8 miesieczne niemowle raczej juz nie powinno ulewac. moje dziecie ulewalo tak
      teatralnie jak Ziutek ale tak do 7 miesiaca. jak zaczal siedziec i lazic to
      zrobilo sie znosniej
      poza tym ulewanie jest zazwyczaj objawem czegos, moje dizecie mialo alergie.
      moze Ziutek ma refluks zoladkowo-przelykowy - cos z tym powinno sie zrobic.
      oczywiscie mozna uznac ze skoro przybiera na wadze i dobrze sie rozwija to
      wszytko jest ok. ale o tak
      • lira_korbowa Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 11:13
        To może nie wpadka, ale ja jestem ciekawa, gdzie się Laura obijała
        przez trzy lata.
        Laura - rocznik 1984 - w czerwcu 2008 powinna kończyć piąty rok
        studiów. Tymczasem, dostawszy się za drugim razem, jest na roku
        drugim. Co więc robiła w tzw. międzyczasie?
        • klymenystra Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 13:13
          Laurka jest rocznik 84 tylko na poczatku. Potem juz 85 - jest ostatnim
          rocznikiem, ktory zdawal stara mature. Jest napisane chyba, ze dostala sie za
          drugim podejsciem, czy za trzecim. Co nie zmienia faktu, ze pewnie kurczakow
          przez te lata nie sprzedawala ;)
          • lutecja4 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 20.11.08, 07:37
            Laura a CPw 2004r ma 19lat jak sama mowi,a w Sprezynie jest mowa,ze dostala sie
            na studia za drugim razem-tak czy tak rok gdzies pani MM uciekl-powinna byla w
            czerwcu 2008r konczyc trzeci rok studiow,no chyba ze cos powtarzala albo na rok
            wziela dziekanke i udajacprzed rodzina,ze jedzie do Wolfiego pojechala w
            tajemnicza podroz z ojcem marnotrawnym
            a Wolfi?czemu on rzucil swoje studia-rezyserie dzwieku-na ktora tak ciezko bylo
            sie dostac-juz nie pamietam, ile osob byla tam na jedno miejsce?czemu nie ma
            nawet jednego slowa wyjasnienia,bo musiel je rzucic,skoro juz drugi rok jest za
            granica
            • weatherwax84 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 21.11.08, 15:45
              Laura nie zdawała od razu po maturze na śpiew. Zdawała na psychologię i muzykę
              estradową. Nie dostała się wtedy na żadne studia. Na śpiew mogła zdawać pierwszy
              raz rok po maturze, a dostała się za drugim razem więc wszystko się zgadza.
            • a_weasley Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 01.12.08, 18:08
              lutecja4 napisała:

              > a Wolfi?czemu on rzucil swoje studia-rezyserie
              > dzwieku-na ktora tak ciezko bylo sie dostac

              Bodzio - i wszystko jasne. Przecież on za Bodziem świata nie widzi.
              • ginny22 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 01.12.08, 18:33
                > Bodzio - i wszystko jasne. Przecież on za Bodziem świata nie widzi.

                Hm, musiałby być w Bodziu ostro zakochany, żeby studia dla niego
                rzucać.
        • julus_d Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 13.12.08, 16:31




          lira_korbowa napisała:

          > To może nie wpadka, ale ja jestem ciekawa, gdzie się Laura obijała
          > przez trzy lata.
          > Laura - rocznik 1984 - w czerwcu 2008 powinna kończyć piąty rok
          > studiów. Tymczasem, dostawszy się za drugim razem, jest na roku
          > drugim. Co więc robiła w tzw. międzyczasie?


          Oooo! To samo miałem na uwadze! Zresztą Laura jest rocznik 84 tylko
          teoretycznie. W roku szkolnym 98/99 była w 7 klasie szkoły podst. i maturę
          zdawała w roku 2004 tak samo jak mój brat, rocznik 85 ;) Ale nawet zakładając,
          że była 85 i odliczając ten jeden rok niedostania się to powinna kończyć rok
          trzeci, a nie drugi :] Zresztą MM zawsze miała takie roczne wpadki. Pulpecja,
          jak wynika z KK ma 5 lat w roku 77, czyli rocznik 72, ale maturę zdaję w 1992, a
          nie 91. Pyza to samo. Trzy lata starsza od Tygrysa, czyli rocznik 81 (w wigilię
          91 ma przecież 10 lat) ale LO zaczyna w roku 97/98, a nie rok wcześniej jak
          powinna...
    • hobiala Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 13:34
      Ja zanotowałam jeszcze inne wpadki. Przede wszystkim MM zapomniała o zmianie
      czasu wynikającej z szerokości geograficznej podczas telefonów Laura- Pyza. W
      Oxfordzie musiała byc przecież inna godzina niż w okolicach Poznania!Ponadto (to
      juz moze nie wpadka ale niedopracowany szczegół) Pyza mówi Laurze, że Fryderyk w
      pracy, a mała Mila bawi się obok w pidżamce. No a gdzie bladym świtem wywiało
      Milę Borejko i panią Schoppe? jakoś nie wierzę, że śpią...

      Przy okazji pozdrawiam wszystkich, bardzo lubię to forum, rzadko zabieram głos
      ale śledzę Wasze dyskusje z przyjemnością :)
      • dakota77 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 13:40
        No faktycznie, mowa najpierw o tym, ze Laura obudzila sie troche po szostej,
        skubnelo cos na sniadanie i zadzwonila do Pyzy. I Pyza wyraznie mowi, ze Laura
        do niej dzwoni o wspol do siodmiej. Ta godzina jest zapewne w Polsce, ale
        przeciez miedzy Polska a Wielka Brytania jest godzina roznicy. U Pyzy jest wiec
        wpol do szostej:)
        Akurat brak obu babc mnie nie razi, moze jeszcze po prostu spia?:-)
        • ptasia Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 04.12.08, 11:10
          zastanawiałam się nad tym, ale przed skubaniem śniadania jeszcze długo się myła
          i ubierała, plus odbyła rozmowę z Patrycją, przeszła na ganek, skubnęła,
          zadzwoniła. Przy długich ablucjach spokojnie godzina mogła upłynąć.
          • mmaupa Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 20.12.08, 22:08
            Ha! Wlasnie przeczytalam Sprezyne i od razu musze sie odezwac. Najbardziej
            zastanawia mnie dlaczego Frycek musi sie tak wczesnie zerwac do pracy - w OX
            wszyscy naukowcy pojawiaja sie na wydzialach ok. 9tej. Chyba ze pracuje jako
            mleczarz, nie fizyk?

            Moze to bedzie poruszane gdzies dalej w tym watku, jesli tak, to przepraszamn -
            czytam i dopisuje na biezaco.
            • dakota77 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 20.12.08, 22:42
              Zastanawialysmy sie tylko, co Frycek robi, bo nigdzie nie jest powiedziane czym
              sie konkretnie zajmuje.
            • avvg Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 20.12.08, 22:50
              Może właśnie w tej chwili trwa w głowie autorki rozważanie "za" i
              "przeciw" pozwalaniu Fryckowi na rozwijanie talentów naukowych:) Gdyby
              miał z niego wyjść taki naukowiec jak Gaba, to już wolę, żeby się
              uczciwie handlem mlekiem zajął.
            • idomeneo Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 21.12.08, 09:26
              Mmaupo, ja już o tym wspominałam tuż po przeczytaniu książki w wątku
              spoilerowym, ale ze Sprężyny tak naprawdę wynika tylko, że Frycek mieszka w
              mieście Oxford i ma tam jakąś pracę - być moze na University of Oxford, być może
              na Brookesie, a być może w mleczarni.
              • mmaupa Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 21.12.08, 12:25
                Ok, czas sie przebic przez te 600+ postow.
    • yo-a-ko Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 17:09
      Ida i Natalia przychodzą do Dmuchawca, i widzą, że profesor ma wieżę (dar od
      Damba) w miejscu, w którym poprzednio stał adapter... a przecież Dmuchawiec
      dostał od Kreski i Maćka - w "Noelce" magnetofon (i komplet kaset z dzełami
      Mozarta, by tenże Mozart "nie chrypiał" więcej na adapterze)... więc wieża
      ewentualnie mogła zastąpić ten magnetofon, a nie adapter!
      • yanga Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 23.11.08, 13:51
        To już, za pozwoleniem, jest czepialstwo. Magnetofon (dwukasetowy)
        był przenośny i mógł stać gdziekolwiek, natomiast adapter,
        jako "stacjonarny" był zakotwiczony na stałe w poblizu gniazdka. I
        to właśnie miejsce zajęła wieża.
        • the_dzidka Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 24.11.08, 10:01
          > To już, za pozwoleniem, jest czepialstwo. Magnetofon (dwukasetowy)
          > był przenośny i mógł stać gdziekolwiek, natomiast adapter,
          > jako "stacjonarny" był zakotwiczony na stałe w poblizu gniazdka. I
          > to właśnie miejsce zajęła wieża.

          Dmuchawiec dostał magnetofon, żeby, cytuję, Mozart mu nie chrypiał.
          I dostał też wszystkie utwory Mozarta na kasetach, nawet te, których
          nie miał w wersji płytowej. Ergo - magnetofon zajął miejsce adapteru.
          • minerwamcg Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 24.11.08, 18:06
            Dobrze, ale kto dzisiaj, kochani moi, słucha kaset? Dmuchawiec też
            się pewnie przesiadł na kompakty, perfekcyjne, pojemne, i w
            przeciwieństwie do kaset przechowujące dźwięk w stanie
            niezmienionym.
            • dakota77 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 24.11.08, 18:14
              A to akurat w przypadku kompaktow nieprawda;-).Jezeli maja dzwiek z mastera
              cyfrowego, brzmia dobrze, dopoki oczywiscie sie nie porysuja. Ale niuanse
              dzwieku lepiej oddaja jednak czarne plyty:-). Tyle ze o kasetach oczywiscie nie
              ma co nawet mowic, lepiej zapomniec od razu.
    • lezbobimbo Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 18:22
      nie znam sie na lacinie, ale zastanawia mnie drobiazg przy Vitalisie - dlaczego
      Ignac twierdzi, ze to znaczy "dajacy zycie" po lacinie?
      Czy vitalis to nie jest po prostu lacinski przymiotnik - zywotny?
      (ewentualnie jakis rzeczownik na is?)

      Kto tu sie zna na lacinie i potrafi mi wytlumaczyc? :)
      • uccello Wpadki w Spręzynie? 19.11.08, 18:44

        PWN ci prawdę powie:)

        vis vitalis [łac.], biol. → siła życiowa.
        entelechia [gr. entelécheia], filoz.
        1) u Arystotelesa siła (forma) działająca celowo w przyrodzie,
        powodująca rozwój roślin i zwierząt, będąca duszą ciała ludzkiego;
        2) w nowoż. witalizmie „vis vitalis”, siła życiowa kierująca
        przebiegiem zjawisk w świecie organicznym.

        Nauka —
        siła życiowa, łac. vis vitalis, niematerialny czynnik warunkujący
        przebieg procesów życiowych i rozwój organizmu;
        witalizm [łac.], filoz. koncepcja, popularna zwł. w końcu XVII i w
        XVIII w., zakładająca istnienie w organizmach żywych
        niematerialnej „siły życiowej” (vis vitalis), kierującej ich
        funkcjami i rozwojem;
      • jota-40 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 19.11.08, 18:46
        Owszem, "vitalis" może też znaczyć "dający życie", "wart życia".
    • k_linka Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone... 19.11.08, 20:02
      Szkola w ktorej uczy sie Lusia (chyba podstawowka wszystkich Borejczat?) to w
      "Sprzezynie" kuznia talentow. Nad przyczynami rozwodzi sie ciazarna Aurelia - to
      zmiana dyrektora na... jej szwagra.
      I Aurelia wspomina, ze zna go jeszcze z uniwesytetu (jak to? Kozio nie dopuscil
      do kontaktow ukochanej z jego siostra i jej chlopakiem?)
      I po drugie - czyzby Hajduk byl takim marnym dyrektorem?
      Czy ja czegos nie zrozumialam?
      • yowah76 nasz-klasa 19.11.08, 20:23
        Tak mnie sie dzisiaj objawilo, ze Pulpa wcale nie potrzebowala
        rzeczonego portalu, zeby miec wiadomosci o Romie - o ile ta nie
        odciela sie od rodziny zupelnie. Wystarczyloby jej zapytac meza
        pasierbicy swojej siostry. Kontaktu mogly nie miec, ale jakies dane
        chyba przesiakaly?
        • grimma Re: nasz-klasa 19.11.08, 21:32
          mysle ze tam chodzilo o to ze zamiescila zdjecia i sobie Pulpa poogladala. a
          Roma mogla sie odciac bo ona gdzies poza PL mieszka nieprawdaz?
      • sacacorchos Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 19.11.08, 20:39
        Aurelia z unwersytetu zna Naszegopana Polonistę.

        Natomiast Hajduk jest dyrektorem w borejkowskim liceum.
      • madame-bovary Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 19.11.08, 20:42
        k_linka napisała:

        > Szkola w ktorej uczy sie Lusia (chyba podstawowka wszystkich Borejczat?) to w
        > "Sprzezynie" kuznia talentow. Nad przyczynami rozwodzi sie ciazarna Aurelia - t
        > o
        > zmiana dyrektora na... jej szwagra.
        > I Aurelia wspomina, ze zna go jeszcze z uniwesytetu (jak to? Kozio nie dopuscil
        > do kontaktow ukochanej z jego siostra i jej chlopakiem?)
        > I po drugie - czyzby Hajduk byl takim marnym dyrektorem?
        > Czy ja czegos nie zrozumialam?

        Też się chwilę zastanawiałam o kogo dokładnie chodzi w wypowiedzi Aurelii na temat "męża opatrznościowego" i doszłam do wniosku, że nie o Damba (który faktycznie został dyrektorem szkoły podstawowej, choć przecie wcześniej uczył w liceum Pyzy, no ale nieważne) tylko o Adama Fidelisa - Naszpana Polonistę. To by się zgadzało idealnie, bo wiek podobny, a i kierunek studiów ten sam: Aurelia kończyła wszak polonistykę!..
        Jeśli zaś chodzi o Hajduka, to pamietam że na pewno był dyrektorem liceum Żeromskiego.
        • alitzja Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 19.11.08, 22:13
          madame-bovary napisał:
          o Adama Fidelisa - Naszpana Polonistę. To by się
          > zgadzało idealnie, bo wiek podobny, a i kierunek studiów ten sam:
          > Aurelia kończyła wszak polonistykę!..

          Wiek podobny? No nie wiem, Aurelia ma już 31 lat, a Adam... hm...
          tego nie wie nikt, ale ustaliliśmy, że najwyżej 25-26, więc jeśli
          się znali z uczelni, to BARDZO przelotnie. Ja na piątym roku nie
          znałam nikogo z pierwszego.
          • dakota77 Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 19.11.08, 22:17
            Kiedy ustalilismy, ze Adam na tyle lat?:-)
            • alitzja Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 19.11.08, 22:24
              Zdaje się, że mniej więcej wtedy, gdy oglądaliśmy rysunek Adama -
              trudno mi w tej chwili znaleźć, ale jak się uprę, to poszukam. Na
              pewno ktoś pisał, że wygląda na góra 23 lata;-)
              • dakota77 Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 19.11.08, 22:28
                Pamietam, ze ogladajac go na malym skanie ktos twierdzil, ze wyglada jak
                dzieciak:). Mnie sie wydaje, ze nie jest mlodszy niz te 25-26 lat, no bo
                skonczyl przeciez studia, a skoro tak dobrze sobie radzi jako nauczyciel, mysle,
                ze moze miec juz odrobine doswiadczenia. Ale rownie dobrze mogby miec 30:-)
                • alitzja Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 19.11.08, 22:34
                  A tak. Uparłam się i znalazłam:-)
                  yowah76 pisała najpierw, że na malutkich obrazkach wygląda, jakby
                  miał 16 - na większych, jakby miał 23. Napisała też: "Zdaje sobie
                  sprawe, ze musi byc pod trzydziestke, ale nie wyglada ;)
                  Na tymobrazku to taki troche Tomek w krainie kangurow czy inny Stas
                  Tarkowski, mlodzienczy bohaterski typ;)))"
                  (tutaj).
                  A potem Ty, dakoto, napisałaś: "Amant zdaje sie raczej blizej 30-
                  tki, tylko na malym obrazku faktycznie moze tego nie byc. Skoro jets
                  takim super polonistka, to chyba nie skonczyl dopiero co studiow? W
                  tekscie nie ma mowy o jego wieku. Ale mysle, ze 26-27 moze miec
                  spokojnie".
                  No to się machnęłam o rok w tych założeniach;-)

                  Na pewno ma już jakieś doświadczenie, ale nie sądzę, żeby dłuższe
                  niż 2-3 lata, czyli ma powiedzmy 27 lat. To i tak o 4 mniej niż
                  Aurelia. Moim zdaniem nie mogli się znać z uczelni.
                  • dakota77 Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 19.11.08, 22:44
                    No tak, przy takim zalozeniu faktycznie raczej sie nie znali.
                    • agawa79 Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 20.11.08, 11:50
                      Ale mogli się znać np. z koła studenckiego czy z redakcji jakiejś
                      gazety studenckiej. Ja na pierwszym roku poznałam w ten sposób sporo
                      ludzi ze starszych roczników.
                  • el_la Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 20.11.08, 23:56
                    A dlaczego może mieć tylko 2-3 lata doświadczeń? Spokojnie mógl
                    kręcic się to tu to tam nawet i z 10 lat!
                    • gbrylka Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 03.12.08, 10:55
                      Z książki wynika że klasa Łusi byłaby jego pierwszym wychowawstwem, więc chyba
                      nie może zbyt długo tam pracować. Tu powinien wypowiedzieć się nauczyciel, jakie
                      powinno się mieć doświadczenie by zostać wychowawcą klasy
                      • alitzja Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 03.12.08, 18:26
                        gbrylka napisała:
                        > Tu powinien wypowiedzieć się nauczyciel, jakie
                        > powinno się mieć doświadczenie by zostać wychowawcą klasy

                        To, jakie powinno się mieć doświadczenie, a to, jaka jest polityka
                        szkoły - to dwie różne sprawy.
                        Ja swoje pierwsze wychowawstwo dostałam, kiedy przyszłam w
                        listopadzie, świeżo po studiach, na zastępstwo za ciężarną
                        nauczycielkę. I doprowadziłam tym sposobem klasę VI do testów.
                        Potem zmieniłam pracę - w styczniu dostałam stały etat za emerytkę -
                        i znów przejęłam po niej klasę (tym razem I gimnazjum). I od tamtej
                        pory (prawie 6 lat) mam wychowawstwo cały czas (oddaję jedną klasę,
                        dostaję kolejną). Uważam, że na początku nie byłam odpowiednio
                        przygotowana na to, by pełnić tę funkcję - ale nikogo to nie
                        obchodziło, wręcz mogłam sobie robić, co chciałam i nikt tego nie
                        kontrolował (!).
                        Z drugiej strony mam koleżanki (głównie wuefistki i te od języków
                        obcych), które pracują dużo dłużej niż ja i nigdy się wychowawstwem
                        nie skalały. Ale to już kwestia polityki dyrektora.
                        Wniosek jest chyba taki, że nie ma reguł i Adam, otrzymując pierwsze
                        wychowawstwo (a czy my mamy pewność, że byłoby ono pierwsze?), może
                        być zarówno zaraz po studiach, jak i mieć już spore doświadczenie.
                      • nessie-jp Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 03.12.08, 19:17
                        gbrylka napisała:

                        > Z książki wynika że klasa Łusi byłaby jego pierwszym wychowawstwem, więc chyba
                        > nie może zbyt długo tam pracować.

                        Mógł po prostu nie chcieć wychowawstwa
                        • alitzja Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 03.12.08, 19:50
                          nessie-jp napisała:
                          > Mógł po prostu nie chcieć wychowawstwa

                          Nie wiem, jak to wygląda w innych szkołach (może jakiś inny
                          nauczyciel by się wypowiedział?), ale w mojej szkole nie można
                          nie chcieć wychowawstwa. To dyrektor decyduje, a nie nauczyciel.
                          (ale ja nie twierdzę, że moja szkoła jest normalna...)
                          • nessie-jp Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 03.12.08, 20:01
                            Aha :) No ale tamta szkoła miała opinię szczególnie dobrej, więc może nie
                            wrzucali garbów na siłę, jak ktoś nie chciał :)

                            W mojej szkole (dawno to było) niektórzy nauczyciele po prostu nie chcieli
                            wychowawstwa (szczególnie ci młodsi) i nikt im - na szczęście - na siłę nie wciskał.
      • jamniczysko Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 19.11.08, 22:29
        Hajduk był dyrektorem liceum... przynajmniej w "Imieninach" i
        w "Tygrysie i Róży".
      • laura-gomez Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 20.11.08, 16:35
        k_linka napisała:
        > I Aurelia wspomina, ze zna go jeszcze z uniwesytetu (jak to? Kozio nie dopuscil
        > do kontaktow ukochanej z jego siostra i jej chlopakiem?)

        Te słowa Aurelii odnoszą się do Adama, a nie do Damba

        > I po drugie - czyzby Hajduk byl takim marnym dyrektorem?
        > Czy ja czegos nie zrozumialam?

        Hajduk był dyrektorem w liceum, do którego uczęszczała Róża. Dambo też tam kiedyś pracował, ale widocznie zmienił pracę, skoro objął posadę w podstawówce, do której chodzi Łusia
      • el_la Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 20.11.08, 23:52
        Hajduk był dyrektorem w liceum i tam Dambo uczył historii. Spokojnie
        mógł zostać dyrektorem podstawówki. A z uniwersytetu Aurelia zna
        Naszpana Polonistę a nie Dambo.
      • anutek115 Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 21.11.08, 09:50
        Czy Hajduk nie był dyrektorem szkoły, do której chodzili Róża i Frycek? Czyli
        liceum? Bo fakt, jest wspomniany jako "dyrektor" w TiR, a Laura jest wtedy w
        podstawówce, ale jest też wspomniany jako dyrektor przez naszą romantyczną parę
        jadacą na wagary. Czyli awansował? Zmienił szkołę? Zdegradowali go? Obskoczył
        wszystkie szkoły w Poznaniu?
        Czy jednak coś tu nie za teges pasuje?

        Jakos dotąd nie zwróciłam na to uwagi...
      • pitu_finka Re: Nie wiem czy wpadka ale chyba niezamierzone. 24.11.08, 14:27
        Hajduk był dyrektorem liceum Żeromskiego, a słowa że "zna go jeszcze
        z uniwersytetu" odnosiły się raczej do Lisa-Witalisa

        A tak w ogóle to witam;)
    • annmi Małpa!!! 19.11.08, 20:54
      dla mnie dość szokująca wypowiedź, przecież to jest prawidłowo!!!!!! bajka
      Fredry idzie tak:
      Rada małpa, że się śmieli,
      Kiedy mogła udać człeka,
      Widząc panią raz w kąpieli,
      Wlazła pod stół - cicho czeka.
      Pani wyszła, drzwi zamknęła;
      Małpa figlarz - nuż do dzieła!
      • uccello Re: Małpa!!! 19.11.08, 22:53
        > Rada małpa, że się śmieli,
        > Kiedy mogła udać człeka,
        > Widząc panią raz w kąpieli,
        > Wlazła pod stół - cicho czeka.
        > Pani wyszła, drzwi zamknęła;
        > Małpa figlarz - nuż do dzieła!

        Załóżmy jakiś kącik dla ZSZOKOWANYCH. Ciągle dołaczają nowe ofiary
        pomyłki Ignacego B.! Herbata gratis, okłady z kapuśniaczków , czy
        co?

        iborkowska 18.11.08, 21:23
        dla mnie dość szokująca wpadka

        annmi 09.11.08, 17:13
        dla mnie dość szokująca wypowiedź,


        yanga 17.11.08, 19:15
        . Dziś jednakowoż nie
        mogę milczeć, ponieważ czytam własnie "Sprężynę" i zatrzęsło mnie ze
        zgrozy
        • dakota77 Re: Małpa!!! 19.11.08, 23:02
          A ja przyznam szczerze, ze kompletnie nie zwrocilam na to uwagi, nie pamietalam
          jak dokladnie to szlo;-)
        • mama_kotula Re: Małpa!!! 19.11.08, 23:05
          A nie nie, Uccello droga, zszokowane są dwie panie. Pani Annmi w jej szoku
          chodziło o wypowiedź poprzedniczki - czyli post tytułowy wątku - a nie o
          wypowiedź Ignacego.
          Rzeczywiście, post tytułowy można bowiem przeczytać dwojako.

          Cytat
          Przede wszystkim "rada małpa, że sie smieli...", a nie "rada małpa raz w
          kapieli..."


          1 opcja:
          Przede wszystkim ma być:"rada małpa, że sie smieli...", a nie "rada małpa
          raz w kapieli..."

          2 opcja:
          Przede wszystkim wpadką taką jest "rada małpa, że sie smieli...", a nie
          "rada małpa raz w kapieli..."

          Mniam, uwielbiam słowa i niedomówienia :)
          I takie smaczki :)
    • anchan Roma 19.11.08, 21:27
      Zdziwilo mnie odpytywanie Gaby czy pamieta Rome, tak jakby byla to obca osoba, a
      to przeciez szwagierka jej syna. Inna sprawa, ze o Noelce tez dawno juz wzmianki
      nie bylo... Grzegorz ma szanse juz byc dziadkiem
      • avvg Re: Roma 20.11.08, 02:24
        Pasierba:)
        Szwagierka jej pasierba, a nie syna.
        • yowah76 Re: Roma 20.11.08, 02:27
          Pasierbicy;)))
          • lezbobimbo Re: Roma 20.11.08, 04:58
            podsumujmy: Roma jest z Gaba spowinowacona jako: szwagierka, dawniej zełwa,
            pasierbicy Gaby.

            Ale najwazniejsze jest to, ze przeciez Roma byla najblizsza, jesli nie jedyna,
            przyjaciólka Pulpecji w mlodosci! Jakim cudem Gaba, wibrujaca odwieczna
            siostrzana miloscia, moglaby kogos takiego przeoczyc, a nastepnie ze szczetem
            zapomniec?
            I do tego Roma jest jeszcze córka konsyliarza domowego, samego imc Kowalika, a
            Tomcio z Nutria chodzili do klasy SP...
            • jamniczysko Re: Roma 20.11.08, 08:57
              "Zełwa" - piękne!

              Chyba jeszcze piękniejsze niż "świekra".
              • ananke666 Re: Roma 27.11.08, 13:08
                > "Zełwa" - piękne!
                >
                > Chyba jeszcze piękniejsze niż "świekra".

                A "jątrew" się podoba?
      • nessie-jp Re: Roma 22.11.08, 22:31
        anchan napisała:

        > Zdziwilo mnie odpytywanie Gaby czy pamieta Rome,
        > tak jakby byla to obca osoba,

        W tym samym akapicie było też odpytywanie, czy pamięta Plastusia, tak jakby to
        była obca osoba :))) Pulpecja biedna po prostu dostała słowotoku na tle. Nie
        upatrywałabym w tym wpadki.
    • karuuu Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 20.11.08, 20:06
      Tak mi się nasunęło przy okazji czytania innego wątku, nie wiem, czy to wpadka,
      może ktoś mi wyjaśni.

      Z rozmowy Łusi z Ignacem dowiadujemy się, że Józinek (przepraszam, Józef!)
      regularnie na zakończenie roku otrzymuje nagrodę w postaci słownika
      ortograficznego - nagrodę za dobre wyniki w nauce, od szkoły, jak mniemam?

      Kilka stron później czytamy zaś, że Józinek wybrał politykę niskich kosztów i
      edukacją interesuje się li i jedynie na tyle, by nie wypaść z obiegu - czyli nie
      powtarzać klasy.

      No więc jak to jest? Taki domorosły geniusz, że nie zauważa nawet, iż same
      piąteczki na świadectwie ma?
      • wali89 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 20.11.08, 20:27
        masz rację karuuu, to się kupy nie trzyma,`właśnie przed chwilą wszedł(Józinek)
        do kuchni dziadków ze świadectwem zwiniętym w trąbkę, rzucił je niedbale na
        wierzch lodówki, po czym zdjął białą koszulę i cisnął ją tamże, przykrywając ów
        NIEDOSKONAŁY DRUCZEK` . Powinien chyba dźwigać opasłe tomisko słownika:)
        • uccello Józinkowe wyniki 20.11.08, 20:32
          To z pewnością prewencja - przestał kuć, żeby nie dostawać tych
          cholernych słowników.
      • anhes Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 20.11.08, 23:46
        oj niekoniecznie za DOBRE wyniki w nauce. Może dostawać nagrodę za
        samo zakończenie klasy po postu.
        • k_linka Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 20.11.08, 23:53
          Albo za wyniki sportowe, dzialanie w samorzadzie klasowym....
          • mama_kotula Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 21.11.08, 11:02
            k_linka napisała:

            > Albo za wyniki sportowe, dzialanie w samorzadzie klasowym....

            O tak, tak - to by było to.
            Ponieważ za dobre wyniki w nauce w józinkowej szkole otrzymywało się nowiutkie
            piłki futbolowe, które służyły do rzucenia w najgłębszy kąt piwnicy
            Ooo, chyba się dopiszę do wątku o irytacjach - w CP mnie to baaardzo rozjuszyło,
            takie czarno-białe skontrastowanie - szkolny prymus, zajęty nauką, gardzi
            sportem - i w kontraście Józinek, gardzący słownikami.
          • elm_m Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 22.11.08, 20:23
            Albo, jak Tytus de Zoo, za przychodzenie do szkoły zawsze w kapciach
            i opiekę nad szkolnymi myszami.
    • basiulka1881 bierki 20.11.08, 21:04
      Zdziwiło mnie trochę,że Ignas i Józinek grali na biwaku w bierki,
      podczas gdy wiał silny wiatr. Jakoś sobie nie moge tego
      wyobrazić,zwłaszcza że wywnioskowałam, że oni siedzieli przy
      ognisku i dopiero koło 23 wygasili je i poszli do namiotu. Czyli
      nie grali w namiocie.Tylko na trawie?? A wiatr hulał? No to jak ? A
      do tego podłoże nie było chyba zbyt równe. Było ciemno. Chyba, że w
      Poznaniu maja jakieś inne bierki ? Poprawcie mnie proszę jesli sie
      mylę i coś źle zrozumiałam.
      • uccello Re: bierki 20.11.08, 21:41
        "Tu przynajmniej nie wiało. Gruba ściana szumiących trzcin brała na
        siebie uderzenia wiatru."
    • basiulka1881 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 20.11.08, 21:30
      A czy Nora nie była wcześniej ruda? A teraz jest blond aniołkiem?
      • myself-m Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 20.11.08, 21:50
        No cóż, jest złotowłosa, to chyba nie musi oznaczać blondu? :) A inne określenie
        chyba nie pada?

        Chociaż nie wiem, w waszym odczuciu "złotowłosa" brzmi jednoznacznie (blond) czy
        nie? Bo właśnie zwątpiłam.
        • malwa51 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 20.11.08, 21:57
          Wg mnie to moze byc to szerokie spektrum, od blondu do rdzawych
          refleksow wlacznie :)
          • myself-m Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 20.11.08, 22:01
            Taki np. Samuel Linde wśród synonimów blondyna podaje "złotawy". Tyle że podaje
            również "lisowaty" (to empirycznie chyba bardziej rudy jednak), "płowy" i hit:
            "białokurowaty". Generalnie też podaje szerokie spektrum ;) (i nie rozwiązuje
            problemu...)
    • 77stokrotek Aurelia i Ignacy 21.11.08, 10:23
      Gdy Ignacy odwiedza Gabrielę w szpitalu i spotyka tam Aurelię (którą
      następnie odprowadza do domu) - pada tam sformułowanie (przepraszam,
      że niedokładnie, nie mam przy sobie książki)że Ignacy rozpoznaje w
      tej eleganckiej osobie małą dziewczynkę w bereciku, która pukała do
      drzwi obcych osób, "zapraszając się" na obiadki. W czasie gdy
      Aurelia poznała Borejków, tata Borejko był internowany i nie mógł
      poznać Aurelii; a ponieważ pod koniec akcji "OwR"
      następuje "pogodzenie się" Ewy Jedwabińskiej z córką, mało realne
      jest aby ta, jako Genowefa nadal wpraszała się na obiadki do obcych
      osób...
      • grimma Re: Aurelia i Ignacy 21.11.08, 11:32
        hehe
        z opowiadan znal ;)
        • kaliope3 Re: Aurelia i Ignacy 21.11.08, 15:51
          Może była już o tym mowa w potężnym wątku spoilerowym, ale to jest
          jednak wpadka, więc dopiszę. Bernard podczas wizyty u Gaby na widok
          Laury doznaje zachwytu, zwłaszcza jej włosami i mówi że jak ją
          ostatnio widział, miała na głowie zieloną szczecinkę. Przecież w
          czarnej polewce Laura miała loki i natknęła się na Bernarda na
          mostku, w parku
          • agnieszka_azj Re: Aurelia i Ignacy 21.11.08, 17:50
            kaliope3 napisała:
            kaliope3 napisała:

            > Może była już o tym mowa w potężnym wątku spoilerowym, ale to
            jest
            > jednak wpadka, więc dopiszę. Bernard podczas wizyty u Gaby na
            widok
            > Laury doznaje zachwytu, zwłaszcza jej włosami i mówi że jak ją
            > ostatnio widział, miała na głowie zieloną szczecinkę. Przecież w
            > czarnej polewce Laura miała loki i natknęła się na Bernarda na
            > mostku, w parku

            I myślicie, że przez nastepne dwa lata nie mieli okazji się
            spotkać ???
            • dakota77 Re: Aurelia i Ignacy 21.11.08, 17:57
              Sadzac po tym, ze wszyscy z kregu Borejkow na siebie wciaz wpadaja i wszystko w
              ich zyciu wiaze sie z ta sama grupa ludzi wynika, ze Poznac jest malenki i ze
              powinni na siebie wpadacm dwa razy dziennie;-).Ale racja, ze Laura nie mogla
              miec zielonej szczecinki, kiedy Bernard widzial ja ostatni raz, niezlaeznie do
              tego, czy to bylo w Zabie na mostku czy dzien przed poczatkiem akcji Sprezyny:-)
              • agnieszka_azj Re: Aurelia i Ignacy 21.11.08, 18:01
                dakota77 napisała:
                Ale racja, ze Laura nie mogla
                > miec zielonej szczecinki, kiedy Bernard widzial ja ostatni raz,
                niezlaeznie do
                > tego, czy to bylo w Zabie na mostku czy dzien przed poczatkiem
                akcji Sprezyny:-
                > )

                Dlaczego ?
                Dzień przed poczatkiem "SPrężyny" - rozumiem, ale wcześniej ? Bo
                teraz ma długie i potrzebowały czasu, zeby urosnąć ?
                • dakota77 Re: Aurelia i Ignacy 21.11.08, 18:05
                  Przeciez w Zabie miala juz dlugie. To chyba ich nie obcinala znowu i nie
                  farbowala na zielono od tamtego czasu?
                  • agnieszka_azj Re: Aurelia i Ignacy 21.11.08, 18:27
                    A dlaczego nie ?

                    Laura jest kobietą nieprzewidywalną ;-)
                    • dakota77 Re: Aurelia i Ignacy 21.11.08, 18:28
                      Bo slyszala glosy, ze brzydko wyglada w takiej fryzurze. To naprawde
                      wystarczajacy powod:-)
                      • kadanka Re: Aurelia i Ignacy 05.12.08, 18:11
                        poza tym przeciez w zabie i polewce laura przestaje byc zbutnowaną i
                        najezoną a staje sie kobieca slodka itp, loczki, "przyjemne fryzurki
                        itd" . te zielone wlosy podczas ostatniego widzenia z bernardem to
                        ewidentna wtopa MM hehe:)
                    • kaliope3 Re: Aurelia i Ignacy 22.11.08, 00:43
                      A dlatego nie, że Laura zieloną szczecinkę miała w JT,potem szczęśliwie zmieniła
                      zarówno kolor włosów jak i uczesanie,co było nawet przez kogoś (nie pamiętam
                      kogo) z uznaniem komentowane.
                      Bernard jakby zapomniał,że widział ją 2 lata wcześniej całującą się na mostku z
                      Wolfim i że jak zwykle uraczył napotkanych długą tyradą, nie bacząc przy tym na
                      cierpiącego syna (wracali od dentysty).Z tego co pamiętam,wówczas również
                      komplementował Laurę.
                    • gbrylka Re: Aurelia i Ignacy 03.12.08, 11:07
                      a może to Bernard (swoją drogą nieźle zapatrzony w siebie i swój artyzm - gdzie
                      się podziały jego happeningi?) po prostu wyrzucił z pamięci te momenty, kiedy
                      spotykał Laurę nie wyróżniającą się kolorem włosów, bo ten zielony na pewno mógł
                      mocno wbić się w pamięć
                    • sentja Re: Aurelia i Ignacy 14.12.08, 22:07
                      agnieszka_azj napisała:

                      > A dlaczego nie ?
                      >
                      > Laura jest kobietą nieprzewidywalną ;-)

                      Znajomy psychiatria twierdzi, ze diagnzowalby Laure w kierunku zaburzen
                      osobowosci... ;-)
                  • ananke666 Re: Aurelia i Ignacy 27.11.08, 13:12
                    > Przeciez w Zabie miala juz dlugie.

                    Nie miała. Na rysunkach ma krótkie.
            • magdonna Re: Aurelia i Ignacy 08.12.08, 17:49
              Za lat licealno-studenckich mojego męża, dobry kolega z młodości mojego teścia,
              (który mieszka jakieś 30 km od nicj) wpadał do domu teściów akurat wtedy, kiedy
              mój mąż bywał na imprezach. Finalnie widzieli się przelotem w drzwiach zaledwie
              2 razy, z czego za każdym razem mój mąż był pod wpływem :)

              TAK, TO SIĘ MOGŁO ZDARZYĆ :)
      • truscaveczka Re: Aurelia i Ignacy 21.11.08, 16:19
        Ooooooooo, to mocne jest, też mnie to uderzyło.
    • minerwamcg Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 22.11.08, 12:59
      A mnie się nie podoba szpital. Jak leżałam na pooperacyjnej, to
      wpuścili męża i mamę, każde osobno i tylko na chwileczkę, po
      uprzednim sprawdzeniu, że nie śpię i przyodzianiu odwiedzającego w
      ochronne ciuchy. A tu rodzina siedzi przy Gabrysi godzinami a
      znajomi pielgrzymują prawie ze śpiewem na ustach i feretronami.
      • verdana Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 22.11.08, 13:11
        Do mojego syna, ktory miał operacje dzień po Gabrysi, faktycznie
        kazdy mogł wejść, kiedy chciał, w czymkolwiek chciał i bez strojow
        ochronnych(stwierdzono, ze więcej bakterii jest na tych strojach niż
        tych przyniesionych z domu). Więć jest to mozliwe. Chociaż
        przeszkadza innym na sali, więc nalezy nie przesadzać.
        • minerwamcg Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 22.11.08, 15:18
          Ale z tego co opowiadałaś na www, u Twojego syna operacja była
          niewielka choć trudna, pole operacyjne małe. A tu obojczyk,
          szczęka... ortopedia jest strasznie "krwawą" dziedziną chirurgii i
          człowiek jest potem bardzo pokrajany.
          W tym szpitalu gdzie ja leżałam, stroje ochronne na pooperacyjną
          były sterylne jednorazowe.

          >Chociaż
          > przeszkadza innym na sali, więc nalezy nie przesadzać.

          No właśnie, tu też coś mi nie gra! Rozumiem, że Gabriela jakimś
          fuksem dostała pojedynczą salę. Zdarza się, mnie też się kiedyś
          zdarzyło. Ale przecież bezpośrednio po operacji jej tam z powrotem
          nie przewieźli! Musiała spedzić przynajmniej dzień na pooperacyjnej.
          I co, ta też pojedyncza była?
          • bat_oczir Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 15.12.08, 22:06
            >Musiała spedzić przynajmniej dzień na pooperacyjnej.
            > I co, ta też pojedyncza była?

            jako anestezjolog stwierdzam - niekoniecznie musiała. Jest zdrową babką bez
            obciążeń internistycznych. Jeśli zabieg był w miarę krótki - obojczyk + żuchwa
            dla sprawnego zespołu to max 1,5 godziny; to po kolejnym 1,5 godzny na sali
            obserwacyjnej bloku operacyjnego mogli ją położyć na zwykłej pojedynce jeśli np
            tego dnia były oprócz niej operowane 3 staruszki, które zablokowały Odcinek
            Wzmożonego Nadzoru :)
            • mmaupa Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 21.12.08, 02:06
              Bat-oczir, a znasz Anaesthetists Hymn grupy Amateur Transplants?

              www.youtube.com/watch?v=xuZl9tRqjoQ
              • bat_oczir Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 21.12.08, 07:06
                > Bat-oczir, a znasz Anaesthetists Hymn grupy Amateur Transplants?

                :) :) :) :) :) :) nie znałem :) :) muszę dziś puścić koleżankom na dyżurze:) :)
    • glonik Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 22.11.08, 14:29
      Wpadeczka raczej, ale zgrzytliwa.

      "Czuję się jak młody efeb, Gabuniu." (Ignacy)
      Nie widziałam starego efeba.
      Choć zdarzyło mi się ujrzeć, starszego (od efeba) osobnika, który
      taki efekt chciał osiągnąć.
      Co osiąnął - zmilczę.

      "Jak młody bóg" - owszem, ale efeb, to określenie młodego człowieka
      zawarte już w samym słowie.
      A moze to miała być gra słów, a durny glonik nie pojął?
      • monikate Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 22.11.08, 20:31
        Owiedziny w szpitalu? Zależy chyba od konkretnej placówki. Leżałam
        na ortopedii w szpitalu klinicznym i każda sala przypominała dworzec
        kolejowy... tyle było odwiedzających. Zaczynało się od 8 rano i
        kończyło pod wieczór. Nie ukrywam, że bywało to męczące, choć miło,
        że wszyscy krewni i znajomi się "poczuwali".
        • monikate Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 22.11.08, 20:32
          Aha, na salę pooperacyjną też ludzie przychodzili. w mniejszych
          ilościach, lecz jednak.
      • nessie-jp Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 22.11.08, 22:36
        > A moze to miała być gra słów

        Smaczny kąsek do notesika Łusi :)
      • yanga Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 01.12.08, 22:02
        Ale to zaraz zostało sprostowane!
    • posafega Naszpan Polonista 23.11.08, 23:34
      Mnie natomiast właśnie uderzył jeden szczegół. Jak to możliwe jest, że przy
      Roosvelta 5 nikt nazwiska Naszegopana nie znał. Jedną rzeczą jest, że Ida
      powinna jednak wiedzieć z kim konkretnie jej dziecię ma zajęcia dodatkowe, do
      których pała uczuciem tak gorącym. Ale, co najważniejsze!! - przecież Ignac i
      Polonista się spotkali. Wymienili męskie uściski dłoni. Czy w tym momencie nie
      powinny paść nazwiska? I w trakcie rozmowy kuchennej, wystarczająco długiej, by
      herbatę wypić i Ziutka zabawiać, nikt się do Adama nie zwracał? Ignac uwielbiał
      zawsze do wszelkich absztyfikantów się po imieniu zwracać: Panie Juliuszu, Panie
      Polucku, Panie Baltona...
      No dziwne mi się to wydaje :)
      • sowca Re: Naszpan Polonista 24.11.08, 21:39
        Jestem dziwnie pewna, że Ida nie pamięta takich drobiazgów jak
        nazwisko Polonisty, a określenie Naszpan Polonista tak do niego
        przylgnęło, że nie było właściwie okazji do mówienia o nim po
        nazwisku. Poza tym Adam nie był jeszcze absztyfikantem nikogo, więc
        Ignacy pewnie nie pozwolil sobie na taką poufałośc wobec obcego
        wszystkim oprócz Łusi faceta. Natomiast fakt, że Adam powinien był
        się przedstawić Ignacemu.
        • mamalilki Re: Naszpan Polonista 25.11.08, 21:10
          Moze nie powinnam sie przyznawac, ale ja slucham kaset :-) Mam cala mase rzeczy
          na kasetach i nie stac mnie na kupienie tego wszystkiego na plytach a piratow
          nie posiadamy z zasady.
          • lutecja4 Re: Naszpan Polonista 25.11.08, 22:40
            dla mnie wpadka (choc moze sie czepiam) jest to,ze Laura dzwoni do Pyzy z
            komorki-jako niepracujaca studentka dosc beztrosko traktuje kwestie kosztow
            takiej rozmowy
            tez mam kolezanke w Oxfordzie,ale rozmawiamy przez Skypa albo ona dzwoni do mnie
            na telefon stacjonarny-na pewno nie dzwonilabym do niej z komorki,zeby sobie
            pogadac, mimo,ze zarabiam
            • szprota Re: Naszpan Polonista 26.11.08, 20:30
              Przy odpowiednio ustawionej taryfie nie płaciłaby więcej niż 1 zł- 1,20 zł za
              minutę. Czasy, gdy rozmowy międzynarodowe były koszmarnie drogie na szczęście
              już mijają :)
            • sir.vimes Re: Naszpan Polonista 08.12.08, 15:26
              A ja bym zadzwoniła. Laura zresztą nigdy nie była specjalnie oszczędna czy też
              gospodarna i nie sądzę by zastanawiała się nad tym.
        • karolina_w_gazecie Re: Naszpan Polonista 25.11.08, 21:41
          >Natomiast fakt, że Adam powinien był się przedstawić Ignacemu.

          Myślę, że w przypadku Ignacego B. jedno przedstawienie się wiosny nie czyni.
          Janusz, Juliusz, Witalis, Fidelis - i tak by senior rodu wszystko pomieszał.
          Zresztą - właśnie! Przecież Borejko był przekonany, że zna nazwisko Naszpana.
          Witalis.
        • kriss_de_valnorrr Re: Naszpan Polonista 01.12.08, 20:02
          Przeciez nawet jezeli Adam sie przedstawil to musimy pamietac o
          umiejetnosci seniora rodu Borejko do znieksztalcania i mylenia imion
          badz tez nazwisk (panie Juliuszu zamiast Januszu). Zla wersje wbijal
          sobie do glowy zamiast poprawnej zwlaszcza wtedy, gdy ta pierwsza
          miala zrodloslow lacinski, wiec trudno sie dziwic, ze poprzestal na
          Witalisie i nie drazyl wiecej tematu. Naszpan Witalis-nic dodac, nic
          ujac. No i gdyby nawet trabil z kuchni imie i nazwisko Naszpana w
          pelni poprawnie to nie sadze zeby naladowana Laura bedac w swoim
          wlasnym swiecie zwrocila na to uwage. Znienawidzony Naszpan
          Polonista byl tak daleki od jej romantycznego obrazu w glowie jak
          Koluszki od Bermudow.
    • asia-fb Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 27.11.08, 01:02
      może nie wpadka, ale zgrzytnęło mi: Ignacy junior buszujący po sklepowych
      półkach w poszukiwaniu pierwszej części 'Szklanej pułapki' (IGS nieodzownie do
      badań nad scenariuszami filmów sensacyjnych musiał znać wszystkie cztery części
      serii). Ot, bidulek. Pierwszą "Szklaną pułapkę" telewizje serwują z uporem
      godnym lepszej sprawy w każde święta i w każdego sylwestra - naprawdę, Miągwa
      nie miał dotychczas okazji obejrzeć tego akurat filmu?
      No, ale to już czyste czepianie się ;)
      • dakota77 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 27.11.08, 05:50
        Faktycznie, okazji powinien miec mnostwo:-). Moze zalezalo mu koniecznie na DVD,
        zeby moc sobie film spokojnie analizowac, ale masz racje, ze dziwne, ze nie
        trafil na ten film wczesniej:)
        • ananke666 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 27.11.08, 13:22
          Ja to jestem w stanie zrozumieć, miewam narady maniactwa i analizowane sceny oglądam po kilka razy pod rząd.
          • ananke666 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 27.11.08, 13:31
            Kurrrrr tak to jest, jak ma się uwieszone dziecko i pisze jednym palcem. Napady maniactwa!
            • mamalilki Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 27.11.08, 14:40
              A moj mąż onegdaj w zeszly weekend postanowil wypozyczyc "Szklana pulapke" bo
              nigdy nie widzial. Co prawda nie mamy telewizora, ale go nie mamy od 5 lat a ten
              film to staroc. Ale to nie pierwszy raz widze, ze my jacys sredniowieczni... Ja
              mysle ze nobliwa rodzina Borejkow nie pozwalala przelączyc na Szklaną Pulapkę bo
              w tym czasie na dwójce leciał program kulturalny. Wobec tego Ignas oglada te
              wszystkie dziela na komputerze z swoim pokoju.
              • myself-m Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 27.11.08, 14:45
                mamalilki napisała:

                Ja
                > mysle ze nobliwa rodzina Borejkow nie pozwalala przelączyc na Szklaną Pulapkę bo
                > w tym czasie na dwójce leciał program kulturalny. Wobec tego Ignas oglada te
                > wszystkie dziela na komputerze z swoim pokoju.

                No taka prawda, żeby obejrzeć np. monodram Anieli, jeśli przypadkiem nie leci
                grubo po północy, to z wielu innych atrakcji trzeba zrezygnować...
            • nessie-jp Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 27.11.08, 15:01
              Co chcesz, narady maniactwa brzmią bardzo ładnie. I sugestywnie :)
        • kkokos Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 27.11.08, 20:29
          przecież w tej rodzinie nie ogląda się telewizji, tylko czyta lub gra w scrabble'a
          • dakota77 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 28.11.08, 12:45
            Sprezyny nie czytalas?:). Przeciez dziadek Borejko w kolko oglada stare filmy na
            TCM, czasy bez telewizji juz sie skonczyly.
            • kkokos Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 28.11.08, 12:59
              dakota77 napisała:

              > Sprezyny nie czytalas?:). Przeciez dziadek Borejko w kolko oglada stare filmy n
              > a
              > TCM, czasy bez telewizji juz sie skonczyly.

              ale w to, że bominki zafundowały sobie więcej niż jeden telewizor nie uwierzę :)
              więc skoro ignacy stale okupuje odbiornik zachwycając się shirley maclaine, to
              inni czytają, co mają robić :)
              • dakota77 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 28.11.08, 13:02
                A tu sie zgadzam, dziadek okupuje telewizor i inni musza obejsc sie smakiem:-)
            • bat_oczir Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 15.12.08, 22:10
              notabene ciekawe...bo czy w tych starych kamienicach Poznania działa telewizja
              kablowa? Bo jakoś nie znalazłem w Jeżycjadzie wzmianki o tym, że Borejkowie
              podłączyli sobie jakąś platformę cyfrową...
              • dakota77 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 15.12.08, 22:24
                To jest ciekawe pytanie. Mam mieszkanie w kamienicy z poczatku zeszlego wieku i
                tam nie mozna bylo wiercic w scianach pod kablowke. Mielismy telewizje cyfrowa,
                ona wymagala tylko jdnej dziury pod kabel w ramie okna.
                • bat_oczir Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 15.12.08, 22:27
                  talerz mogli sobie zamontować choćby na balkonie, ale chyba byłaby o tym jakaś
                  wzmianka, choćby przy forsowaniu go przez Wolfiego?
          • asia-fb Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 28.11.08, 13:23
            wydaje mi się, że rodzinie B. zdarza się obejrzeć TV - chociażby Jozinek w
            sylwestrowy wieczór.
            • bat_oczir Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 15.12.08, 22:10
              ale Józinek to rodzina P. :)
    • iwoniaw Zdjęcie ślubne Róży i Fryderyka 28.11.08, 11:36
      Dla mnie cała ta opisana scena się nie trzyma - nomen omen ;-) - kupy. Dlaczego
      państwo młodzi zmieniają swej córce pieluchę na schodach kościoła? Czy naprawdę
      nie wygodniej byłoby dojść do samochodu, odłożyć nieszczęsną wiązankę różyczek,
      wyjąć torbę z akcesoriami... A właśnie - tego pampersa, którego jej zakłada, to
      Frycek profilaktycznie w kieszeni swego przepięknego ślubnego garnituru schował
      przed ceremonią czy jak?
      • dakota77 Re: Zdjęcie ślubne Róży i Fryderyka 28.11.08, 11:43
        Tez sie nad tym zastanawialam:-).
        • sowca Re: Zdjęcie ślubne Róży i Fryderyka 28.11.08, 23:58
          Zapewne ktoś miał pod ręką paczkę i ofiarował Fryckowi, żeby mógł
          przewinąc córcię :p
      • kkokos Re: Zdjęcie ślubne Róży i Fryderyka 01.12.08, 17:54
        tego pampersa, którego jej zakłada, to
        > Frycek profilaktycznie w kieszeni swego przepięknego ślubnego garnituru schował
        > przed ceremonią czy jak?

        straszne jesteście! jak ziutek podrzucany rodzinie, to źle. jak frycek
        udowadnia, że jest do szpiku kości, do dna, do sedna samowystarczalny jako
        ojciec - jeszcze gorzej :))
        • lezbobimbo Re: Zdjęcie ślubne Róży i Fryderyka 01.12.08, 21:00
          Zrozumialam teraz, ze ten pampers na zdjeciu slubnym to mial byc element
          komiczny.. a my takie powazne, rozszarpujemy szczesliwa pare za niewinne
          zmienianie pieluchy na schodach kosciola... ;P
          • lezbobimbo Re: Zdjęcie ślubne Róży i Fryderyka 01.12.08, 21:04
            A znowuz - czy nie bylo mozliwe zrobienie nastepnego zdjecia bez pampersowego
            dodatku?
      • yanga Re: Zdjęcie ślubne Róży i Fryderyka 01.12.08, 22:08
        Bo to była specjalna sesja zdjęciowa - dla draki! Teraz takie są w
        modzie.
      • ptasia Re: Zdjęcie ślubne Róży i Fryderyka 04.12.08, 11:17
        a mi się to zdjęcie akurat podobało. komiczne ;)
        i na pewno kolejne było - na weselach przecież każdy pstryka wszystkim co się da
        - ale po co wieszać nudne i takie, jak każdy ma? też bym powiesiła takie inne ;)
      • sir.vimes Pielucha, jak sadzę, była w wózku 08.12.08, 15:24
        mylę , ze małą milę wwieziono w wózku do kościoła. Lub w nosidełku samochodowym
        leżało kilka pieluch i chusteczek. Wydaje mi sie to realne.
        • iwoniaw No niestety,nadal twierdzę, 11.12.08, 15:36
          iż nienormalnym mi się wydaje przewijanie dziecka bez uprzedniego zejścia ze
          schodów kościoła chociażby, nawet bukietu nie odłożywszy na bok...

          Swoją drogą, ciekawe, że w rodzinie takiej opiekuńczej i pomocnej, gdzie
          Niemowlę To Nie Problem Logistyczny Lecz Usprawnienie (grr...), gdzie zawsze
          komuś da się wcisnąć Ziutka, którego matka wszak ma urlop wychowawczy (ciekawam
          po co, skoro opieka jest, jaka jest...) - że w TEJ rodzinie nie wpadł nikt na
          genialny pomysł, by jednak zająć się małą Milą w kościele przez tę godzinkę, gdy
          jej rodzice biorą ślub... My tu na forum o tym, jak ta Róża żeruje, a tymczasem
          okazuje się, że nie może liczyć nawet na - zdawałoby się - tak naturalną w tej
          sytuacji przysługę :-(
          • lezbobimbo Re: No niestety,nadal twierdzę, 11.12.08, 15:56
            Iwoniuw, zgadzam sie z Toba w calej rozciaglosci pieluchy!
            Po pierwsze, goscie uroczyscie przybywaja na slub, a tu nagle nieswieza
            pieluszka buch przed wejsciem (nieapetyczne to)
            Po drugie, wystawiac podroby dzieciece tak na widok calej ulicy.. no ja nie
            wiem, nie szkoda dziecka? Moze jestem zbyt pruderyjna czy co? Btw. moze sie
            przeziebic ;P
            Po trzecie rzeczywiscie przekret z ta opieka logistyczna nad niemowleciem.. to
            ma byc sprawnosc?

            Rozumiem, ze pewnie MM chciala okrasic akcje humorystyczna groteska?
            • iwoniaw Re: No niestety,nadal twierdzę, 11.12.08, 17:32
              > Rozumiem, ze pewnie MM chciala okrasic akcje humorystyczna groteska?

              Tak przypuszczam, iż miał to być sequel a to superśmiesznych zdjęć typu Ignac
              wywala się na ślubie Nutrii(?), a to dowcipnych powiedzonek rodzinnych
              przyczepionych na "gazetce ściennej". Tyle, że o ile wypadek Ignaca był
              _wypadkiem_ i w sumie zdjęcie takie pasowało do konwencji, o tyle przewijanie
              niemowlęcia na schodach kościoła (czyli nie wyszedłszy jeszcze dobrze na
              zewnątrz, co by nie rzec) w przytomności tłumu gości, jakoś mną, matką
              najwyraźniej pruderyjną dwójki mocno nieletniej, nieco wstrząsa (nie tylko
              estetycznie). No i ta wiązanka w dłoni, ta wiązanka! Niechże by już Pyza i
              Frycek nie wpadli na to, by choć wyjść do końca z kościoła i do samochodu/ na
              stronę się oddalić - ale kwiecie to już Róża z czysto technicznych względów
              powinna dać komuś do przytrzymania! Toż to nierealistyczne jest, no nierealistyczne!
            • senseeko Re: No niestety,nadal twierdzę, 13.12.08, 11:29
              lezbobimbo napisała:

              > Iwoniuw, zgadzam sie z Toba w calej rozciaglosci pieluchy!
              > Po pierwsze, goscie uroczyscie przybywaja na slub, a tu nagle nieswieza
              > pieluszka buch przed wejsciem (nieapetyczne to)
              > Po drugie, wystawiac podroby dzieciece tak na widok calej ulicy.. no ja nie
              > wiem, nie szkoda dziecka? Moze jestem zbyt pruderyjna czy co? Btw. moze sie
              > przeziebic ;P
              > Po trzecie rzeczywiscie przekret z ta opieka logistyczna nad niemowleciem.. to
              > ma byc sprawnosc?
              >
              > Rozumiem, ze pewnie MM chciala okrasic akcje humorystyczna groteska?
              >
              Było to rownie humorystyczne jak Polucek. Niesmaczne i tyle
          • senseeko Re: No niestety,nadal twierdzę, 13.12.08, 11:26
            O, to to!
            Mnie owo ślubne zdjęcie bardzo zniesmaczyło. To znaczy nie tyle zdjęcie, co
            zachowanie Róży, Frycelka, tudzież pozostalych gości.
            Eksponowanie gołego od pasa w dół niemowlęcia hmmm... Gdybm to ja była owym
            niemowlęciem, to po dorośnięciu spaliłabym wszystkie zdjęcia oraz negatyw i
            mialabym ogromny żal do rodziny, że przez tyle lat pozwoliła znajomym i obcym
            gapić się na mój goły i pardon my french obsrany tyłek (oraz przodek).
            Dla mnie to jak gwałt. Jeśli mam ochotę pokazać to, co mam pod bielizną to sama
            wybieram czas, miejsce i osobę, natomiast eksponowanie moich gołych zdjec każdy
            uznalby za naruszenie mojej gpodności osobistej. Czemu zatem tej godności
            odmawia się nemowlęciu? Bo jest za małe by zaprotestować?
            Po drugie - jeśli mała Mila zrobila kupę, to przed zalożeniem jej pieluchy
            należy ją po prostu podetrzeć a nie przytulać do ślubnej sukni (chyba że suknia
            byla w sraczkowatym kolorze i i tak nie widać na neij plam). Podetrzec też
            trzeba by się dziecię nie odparzyło.
            A jeli pieluchę zmieniają bo Mila ma mokro, to pampersy różnią się od tetry tym,
            ze Mila mokro nie ma i spokojnie mogła poczekać tych parę minut aż rodziciele
            zejdą ze stopni kościoła, znajdą miejsce gdzie dziecko mozna położyć (choćby w
            wózku) i spokojnie przewinać. Nie mówiac o tym, że i w tym wypadku przydaloby
            się pupę czyms przetrzeć. Tak, to byl kolejny fragnemt który mnie negatywnie
            poruszył w Sprężynie. Na szczęście było tych fragmentow mniej niż w poprzednich
            częsciach.
      • bat_oczir Re: Zdjęcie ślubne Róży i Fryderyka 15.12.08, 22:11
        > Dla mnie cała ta opisana scena się nie trzyma - nomen omen ;-) - kupy. Dlaczego
        > państwo młodzi zmieniają swej córce pieluchę na schodach kościoła?

        bo naturalia non sunt turpia :)
    • ginny22 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 01.12.08, 17:32
      Józinek, jak wiadomo, fanem sportu jest wielkim, piłkę nożną
      ubóstwia. "Sprężyna" zaczyna się 13 czerwca, w trakcie fazy grupowej
      EURO (dzień po niesławnym meczu Polska-Austria z sędzią Webbem w
      roli głównej). Mam uwierzyć, że czternastoletni fan sportu nie
      poświęca ME ani chwili uwagi? Skoro my na forum dyskutowaliśmy o
      meczach na 500 wpisów?
      Wpadka, jak nic ;)
      PS. Po dlugiej nieobecności wracam na foruma łono. :) Czy mogę?
      • dakota77 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 01.12.08, 17:44
        Fan sportu poswiecilby napewno wiecje niz chwile uwagi Euro, gdyby tylko autorka
        miala o tym jakies pojecie;-). MM uwaza, ze widok Jozinka z pilka ma nam
        wystarczyc i juz.
        • ginny22 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 01.12.08, 19:11
          >Fan sportu poswiecilby napewno wiecje niz chwile uwagi Euro, gdyby
          > tylko autorka miala o tym jakies pojecie;-).

          Pojęcia mieć by nie musiała, wystarczyłoby, że przejrzałaby gazety z
          okresu (nieodległego przecież), o którym pisze. EURO nie dało się
          przegapić.

          > MM uwaza, ze widok Jozinka z pilka ma nam wystarczyc i juz.

          Tia, podobnie jak Gaba robiąca karierę naukową w międzyczasie i Mila
          w międzyczasie pisząca genialne sztuki... ;)
          • dakota77 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 01.12.08, 19:16
            Ale nie pierwszy to raz, kiedy wyraznie widac, ze autorka nie ma ochoty zrobic
            researchu. Napisala, ze fan sportu, a Gaba naukowiec? To czego my jeszcze
            chcemy?;-). Po co jakies uprawdopodobnianie postaci, coz to za fanaberie...:-)
            • avvg Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 01.12.08, 20:06
              No właśnie, można się jeszcze przyczepić, że w KK nie było podane
              precyzyjnie, jak miażdżyła rywali drużyna mająca w składzie Pyziaka,
              bo autorka nie sprawdziła, do ilu punktów, setów czy czego tam jeszcze
              rozgrywa się mecze koszykówki:)))
              • sowca Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 01.12.08, 21:45
                Gdyby MM chciała udowadniać hobby bądź pracę każdego z bohaterów, to
                by się zrobiło tomiszcze grubości wszystkich tomów Harry'ego P :P
                • dakota77 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 01.12.08, 21:47
                  Dlaczego? Przeciez wystarczy jedno zdanie rzucone w odpowiednim momencie.
    • ptasia Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 04.12.08, 11:23
      mnie zastanowiło coś innego, może to nie wpadka, ale:
      Adam wiezie różę do Laury, czyli wie, gdzie mieszka i kim jest. Gdy Łusia
      wspomina o kuzynce Laurze na kółku, coś mu pewnie świta. Potem, gdy idzie do
      Borejków, musi chyba rozpoznać mieszkanie, do którego dostarczył różę - tak? A
      jednak nic nie mówi, choćby "mamy wspólnych znajomych", albo "jak się kwiatek
      podobał"? Oczywiście, może się krępuje, jest skryty, ma lęki itd. Musi jednak
      wiedzieć, że to Laura będzie śpiewać na akademii, więc czemu wydaje mi się, że
      jest jednak zaskoczony, jak ją widzi? Czy to zaskoczenie Laury mi się na niego
      przeniosło?
      • laura-gomez Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 04.12.08, 20:45
        Ja też to zauważyłam
        "To live is so startling it leaves little time for anything else." (Emily Dickinson)
      • justyna302 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 08.12.08, 13:03
        ptasia napisała:
        Musi jednak
        > wiedzieć, że to Laura będzie śpiewać na akademii, więc czemu
        wydaje mi się, że
        > jest jednak zaskoczony, jak ją widzi? Czy to zaskoczenie Laury mi
        się na niego
        > przeniosło?

        Dzień dobry:)
        Też się nad tym jakiś czas zastanawiałam, ale potem, po
        przeanalizowaniu całej sceny doszłam do wniosku, że właściwie nic
        nie wskazuje na to, że Adam był zaskoczony. Wszystko widzimy z
        perspektywy Łusi, a zatem to, że pan polonista tak samo jak wszyscy
        gapił się na Łaurę, potem opuścił głowę, potem gromko bił brawo, a
        znalazł się w towarzystwie Borejków i to nikt inny tylko Laura
        wyglądała jakby ktoś ją zdzielił pałką.
        Moim zdaniem Adam nie był zaskoczony faktem, że zobaczył Laurę, a
        jego zachowanie zdradzało wyłącznie zachwyt jej wyjątkowo pięknym
        wyglądem, dumną postawą, a przede wszystkim cudownym śpiewem. Była
        to sytuacja tak inna od tych w których zwykł ją do tej pory widywać,
        że pewnie Amor w tym momencie strzelił w biedaka z całej siły i
        całkowicie zbił go z pantałyku.
    • cathy1976 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 08.12.08, 12:03
      może nie wpadka, ale zgrzyt:
      plakat Zidane'a na scianie i to plakat z reklamą dezodorantu
      Po pierwsze to Zidane od dwóch lat NIE jest czynnym piłkarzem.
      Teoretycznie mógłby Józinek trzymać u siebie na ścianie przebrzmiałą
      (nomen omen:-) gwiazdę futbolu, ale jakoś mi sie to mało
      prawdopodobne wydaje. Nawet przy założeniu że Zidane to swoista
      ikona.
      No i druga sprawa: reklama dezodorantu?! czy już naprawdę nie było
      innego plakatu?
      • jordanpeter Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 08.12.08, 14:20
        Cytat:
        Dzień dobry:)
        Też się nad tym jakiś czas zastanawiałam, ale potem, po
        przeanalizowaniu całej sceny doszłam do wniosku, że właściwie nic
        nie wskazuje na to, że Adam był zaskoczony. Wszystko widzimy z
        perspektywy Łusi, a zatem to, że pan polonista tak samo jak wszyscy
        gapił się na Łaurę, potem opuścił głowę, potem gromko bił brawo, a
        znalazł się w towarzystwie Borejków i to nikt inny tylko Laura
        wyglądała jakby ktoś ją zdzielił pałką.
        _________
        Mnie Adam wyglądał na takiego, który wzruszył się jej śpiewem, więc
        spuścił głowę (może łzy?)

        Zidane mnie nie razi, tzn. może minimalnie, ale jest do przejscia.
        Może Józinek nie jest trendy ;)
      • dakota77 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 08.12.08, 14:56
        Nie razi mnie to, ze Jozinek na na scianie plakat Zidane'a, nie ma przeciez
        zakazu lubienia przebrzmialych gwiazd. Ja tez lubie mase sportowcow ktorzy juz
        nie sa tak wielkimi gwiazdami jak kiedys. Fajni powinni byc wierni:-)
        Ale z ta reklama dezodorantu to juz gorzej to wyglada wydaje i sie to byc takie
        "uncool" jak na chlopaka w tym wieku. Tyle jest roznych plakatow dostepnych,
        czemu mialby akurat powiesic sobie taki?
        • lezbobimbo Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 08.12.08, 15:19
          Dorosla logika nie trafisz za specyficznymi gusty dzieci i mlodziezy, zwlaszcza
          fikcyjnej ;P
          Józinek przeciez po to ma reklame dezodorantu, zeby mu sie komponowala z
          Rammsteinem.
      • lutecja4 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 09.12.08, 20:56
        > może nie wpadka, ale zgrzyt:
        > plakat Zidane'a na scianie i to plakat z reklamą dezodorantu
        > Po pierwsze to Zidane od dwóch lat NIE jest czynnym piłkarzem.
        > Teoretycznie mógłby Józinek trzymać u siebie na ścianie przebrzmiałą
        > (nomen omen:-) gwiazdę futbolu, ale jakoś mi sie to mało
        > prawdopodobne wydaje. Nawet przy założeniu że Zidane to swoista
        > ikona.
        > No i druga sprawa: reklama dezodorantu?! czy już naprawdę nie było
        > innego plakatu?
        Zidane nie jest czynnym pilkarzem ale wciaz zarabia na reklamie-moze Jozinek nie
        mogl zdobyc innego plakatu ze swoim idolem a reklame adidasa dostal w
        zaprzyjaznionym sklepie kosmetycznym? ja tez wciaz lubie Zidana, mimo ze juz nie
        gra w reprezentacji
        • bat_oczir Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 15.12.08, 22:18
          > moze Jozinek ni
          > e
          > mogl zdobyc innego plakatu ze swoim idolem

          nie wierzę.
          allegro.pl/item498817773_zinedine_zidane_adidas_kolekcja.html
    • meg_mag Re: Wpadki w Spręzynie, samochod? 08.12.08, 15:40
      Gaba ma wypadek w starej astrze, tymczasem w Tygrysie i Rozy pojawia sie ford
      "swiezo nabyty w systemie ratalnym".
      Czy jest w innych tomach mowa o tym, ze Strybowie zmienili samochod?
      Czy to moze Janusz Pyziak zostawil Borejkom swojego czerwonego opla?

      A w CP rodzina udala sie na slub Laury glownie skoda Palysow.
      • piotr7777 Re: Wpadki w Spręzynie, samochod? 08.12.08, 17:16
        meg_mag napisała:

        > Gaba ma wypadek w starej astrze, tymczasem w Tygrysie i Rozy
        pojawia sie ford
        > "swiezo nabyty w systemie ratalnym".
        > Czy jest w innych tomach mowa o tym, ze Strybowie zmienili
        samochod?
        > Czy to moze Janusz Pyziak zostawil Borejkom swojego czerwonego
        opla?
        >
        > A w CP rodzina udala sie na slub Laury glownie skoda Palysow.
        Po 9 latach samochód można zmienić.

        Ja mam drobną nieścisłość - wbrew temu co pisze Laura do Wolfiego
        nie jest on jej szwagrem tylko szwagrem jej siostry, z kolei
        szwagrem Laury jest tylko i wyłącznie Fryderyk.
        • lutecja4 Re: Wpadki w Spręzynie 12.12.08, 23:08
          nie wiem, czy to wpadka-dlaczego Florian mowi,ze rano przyszlo awizo i on
          pojedzie na poczte-awizo zostawia sie,gdy nikogo w domu nie ma-a gdzie niby
          wywialo cala rodzine Gorskich,ze nie mogli odebrac paczki i listonosz nikogo nie
          zastal? troche mi to nie pasuje do wiejskiego stylu zycia Patrycji i
          Floriana-maja przeciez male dzieci,ogrod,gospodarstwo,ktos musi tego pilnowac na
          miejscu,a na wsi chyba mniej wiecej wiadomo,o ktorej jezdzi listonosz
          • kkokos Re: Wpadki w Spręzynie 12.12.08, 23:43
            lutecja4 napisała:

            > nie wiem, czy to wpadka-dlaczego Florian mowi,ze rano przyszlo
            awizo i on
            > pojedzie na poczte-awizo zostawia sie,gdy nikogo w domu nie ma-a
            gdzie niby
            > wywialo cala rodzine Gorskich,ze nie mogli odebrac paczki i
            listonosz nikogo ni
            > e
            > zastal? troche mi to nie pasuje do wiejskiego stylu zycia Patrycji
            i
            > Floriana-maja przeciez male dzieci,ogrod,gospodarstwo,ktos musi
            tego pilnowac n
            > a
            > miejscu,a na wsi chyba mniej wiecej wiadomo,o ktorej jezdzi
            listonosz


            a to są akurat nowe zwyczaje pocztowe - moja mama rzadko wychodzi z
            domu, a awiza pojawiają się w skrzynce akurat w te dni, kiedy nie
            wychodziła. i czasem jest to nawet awizo z informacją, że powtórne,
            choć pierwszego nikt na oczy nie widział. po prostu listonoszowi się
            nie chce chodzić po piętrach, łatwiej wrzucić karteluszek do
            skrzynki. i zdarza się to naprawdę bardzo często.
            no ale oczywiście na wsi to pewnie inaczej wygląda
            • k_linka Re: Wpadki w Spręzynie 12.12.08, 23:55
              Nie, na wsi tez sie listonoszowi nie chce nosic ciezkich paczek... Wcale sie nie
              dziwnie, biorac po duwage ze spora czesc jezdzi np rowerem :)
              • jordanpeter Re: Wpadki w Spręzynie 13.12.08, 14:42
                A mnie ostatnio listonoszka nie przyniosła 2-ch listów poleconych,
                bo były w dmuchanych kopertach i jej się do torby nie zmieściły :(

                Jeśli MM zrobiła aluzję do olewczych listonoszy to fajnie jej
                wyszło :)

                • lutecja4 Re: Wpadki w Spręzynie 13.12.08, 21:54
                  no chyba ze tak ;)
                  • lutecja4 Re: Wpadki w Spręzynie 14.12.08, 09:31
                    poprawcie mnie,jesli to nie wpadka
                    cos mi sie kojarzy,ze w ktoryms z tomow Jezycjady Gzregorz porzucil kariere
                    naukowa na rzecz lepiej platnej kariery przedstawiciela handlowego z branzy
                    komputerowo-informatycznej
                    jak w tej sytuacji Ignasiowi nauka przychodzila bez trudu,poniewaz "po prostu
                    wzorowal sie na swoim tacie-naukowcu i przejal jego metody pracy"
                    czy Grzegorz powrocil na lono uczelni? bo moze to nie wpadka i po prostu ja cos
                    zle pamietam
                    no i z innej beczki-czemu Ignas nie wzorowal sie na swojej mamie-naukowcu
                    (docencie przeciez)
                    • anutek115 Re: Wpadki w Spręzynie 14.12.08, 13:15
                      lutecja4 napisała:

                      > poprawcie mnie,jesli to nie wpadka
                      > cos mi sie kojarzy,ze w ktoryms z tomow Jezycjady Gzregorz porzucil kariere
                      > naukowa na rzecz lepiej platnej kariery przedstawiciela handlowego z branzy
                      > komputerowo-informatycznej

                      Źle pamiętasz - Grzegorz rozważał taką możliwość. Pewnie na rozważaniach
                      poprzestał i jednak pozostał pracownikiem naukowym.

                      > no i z innej beczki-czemu Ignas nie wzorowal sie na swojej mamie-naukowcu
                      > (docencie przeciez)

                      Bo Ignaś, jako wunderkind i geniusz wiedział to, co i my wiemy, że z Gaby taki
                      naukowiec jak z Zidaine'a baletnica baletu radzieckiego ;-).
                      • senseeko Re: Wpadki w Spręzynie 14.12.08, 21:50
                        > lutecja4 napisała:
                        > > no i z innej beczki-czemu Ignas nie wzorowal sie na swojej mamie-naukowcu
                        > > (docencie przeciez)
                        anutek115 napisała:
                        > Bo Ignaś, jako wunderkind i geniusz wiedział to, co i my wiemy, że z Gaby taki
                        > naukowiec jak z Zidaine'a baletnica baletu radzieckiego ;-).

                        Poza tym podejrzewam, że MM ciągle zapomina, że uczyniła z Gaby osobę chodzacą do pracy.
                • alitzja Re: Wpadki w Spręzynie 14.12.08, 13:09
                  A u mnie rodzina podpisała na poczcie jakiś papiór, dzięki któremu polecone
                  wrzucają nam bezpośrednio do skrzynki - i tylko po takie z obowiązkowym
                  potwierdzeniem odbioru trzeba latać na pocztę. Pulpa też by chyba mogła - no
                  chyba że chodzi o paczkę (nie pamiętam, co Górscy mieli dostać), wtedy to
                  oczywiste, że listonoszowi się jej nie chciało tachać ze sobą.
                  I szczerze mówiąc, rzadko się zdarza, żeby listonosz nam czegoś z lenistwa nie
                  wrzucił do skrzynki - ja przynajmniej nie kojarzę takiego wypadku. Ale może mamy
                  wyjątkowo solidnego listonosza?
                  • dakota77 Re: Wpadki w Spręzynie 14.12.08, 13:14
                    Ja tez mam podpisana z poczta umowe, dzieki ktorej wiekszosc poleconych trafia
                    do skrzynki. Tyle ze robie sporo zakupow przez internet i sporo z tych przesylek
                    jest wieksza niz list. I czesto mam wrazenie, ze listonosz nawet nie probuje
                    zmiescic jej w skrzynce. wiele razy mialam awizo zostawione, gdy bylam w domu,
                    juz nawet kiedys poszlam na poczte poprosic panie, by przekazaly listonoszowi,
                    ze moglby sprawdzac, czy jestem:)
                  • senseeko Re: Wpadki w Spręzynie 14.12.08, 21:47
                    alitzja napisała:

                    > A u mnie rodzina podpisała na poczcie jakiś papiór, dzięki któremu polecone
                    > wrzucają nam bezpośrednio do skrzynki - i tylko po takie z obowiązkowym
                    > potwierdzeniem odbioru trzeba latać na pocztę. Pulpa też by chyba mogła - no
                    > chyba że chodzi o paczkę (nie pamiętam, co Górscy mieli dostać),

                    Zakładając, ze daliby ten papiór, bo tylko niektóre UPT wystąpiły z tą
                    propozycją (zresztą IMHO idiotyczną, bo jeśli nadaje się list poleconym, to psim
                    obowiązkiem poczty jest dopilnowanie by list dotarł do adresata, a jak sie
                    wrzuci do skrzynki to juz nie ma tej pewności)

                    >wtedy to
                    > oczywiste, że listonoszowi się jej nie chciało tachać ze sobą.
                    > I szczerze mówiąc, rzadko się zdarza, żeby listonosz nam czegoś z lenistwa nie
                    > wrzucił do skrzynki - ja przynajmniej nie kojarzę takiego wypadku. Ale może mam
                    > y
                    > wyjątkowo solidnego listonosza?

                    Zdecydowanie Twój jest ewenementem. U nas nawet jeśli list zwykły jest większy
                    niz zwykły, np zawiera ksiażkę, to listonoszowi nie chce się tachać i podrzuca
                    awizo. I w większości przypadków nawet nie sprawdza czy adresat jest w domu,
                    tylko pcha awizo do skrzynki, bo przecież nic to nie da jak da adresatowi awizo
                    do łapy, skoro przesyłka i tak leży na poczcie.
                    Jak człowiek protestuje, to poczta macha jakąś ustawą :)
                    • mmoni Re: Wpadki w Spręzynie 14.12.08, 22:16
                      senseeko napisała
                      I w większości przypadków nawet nie sprawdza czy adresat jest w domu,
                      tylko pcha awizo do skrzynki, bo przecież nic to nie da jak da adresatowi awizo do łapy, skoro przesyłka i tak leży na poczcie.
                      Jak człowiek protestuje, to poczta macha jakąś ustawą :)


                      Mi się przydarzyło raz, że listonosz zostawił awizo, zamiast się pofatygować. Że wkurzyło mnie to okrutnie, bo spodziewałam się przesyłki i specjalnie siedziałam kamieniem w domu, to wysmażyłam reklamację drogą papierową i e-mailową. I nie powiem, dostałam przeprosiny na piśmie, prób powtórzenia manewru z awizem na razie brak.
                      • szprota Re: Wpadki w Spręzynie 14.12.08, 23:21
                        Ja właściwie awizo dostaję zawsze. Dodam, że przesyłki polecone, które
                        najczęściej do mnie przychodzą, to koperty bąbelkowe, wielkości nieco ponad
                        rozmiar normalnego listu i takiegoż ciężaru. Mimo to listonosz uznaje, że
                        doznałby ruptury od dźwigania mojej kolejnej porcyjki ładnej bielizny.
                        Może też wysmażę reklamację, bo jak wracam do domu koło tej 18:00, to
                        najczęściej ostatnią rzeczą, o jakiej marzę, jest gnanie na pocztę i ogonkowanie
                        w tłumie rozzłoszczonych petentów.
                        • lutecja4 Re: Wpadki w Spręzynie 20.12.08, 22:48
                          zastanawiam sie nad scena,kiedy to Adam przywiozl roze na Roosvelta-otworzyl mu
                          syn Natalii i przyjal przesylke,ale czy to normalne,ze Adam nie spytal o kogos z
                          doroslych lub o sama Laure?
                          a nastepnego dnia Laura byla wielce zdziwiona widzac doniczke z roza, a przeciez
                          byla w kuchni,kiedy Szymon wrocil i mowil o tym, ze jakis czlowiek przyniosl
                          kwiatek w doniczce
                          jakos mi sie to kupy nie trzyma
                          • nessie-jp Re: Wpadki w Spręzynie 21.12.08, 00:18
                            > jakos mi sie to kupy nie trzyma

                            Mnie się w ogóle to wszystko nie trzyma, cała ta intryga z Naszpanem
                            Ogrodnikiem. No bo zeby tyle osób
                            • panda32 Re: Wpadki w Spręzynie 27.12.08, 17:19
                              Witam. Jestem świeżo po lekturze.
                              Wrażenie ogólne bardzo pozytywne, jak zawsze, kilka rzeczy naprawdę mnie
                              ubawiło- monolog Pulpy w szpitalu u Gaby, tamże monolog Żeromskiego (witaj
                              kobieto z nogami), mnóstwo tekstów Łusi (Zupełnie rozebrana.Całkowicie, sonet i
                              wszystkie te gramatyczno- polonistyczne uwagi, sytuacje, kiedy wcale, ale to
                              wcale nie podsłuchuje, lecz słyszy i wcale nie podaje dalej, bo nie jest
                              przecież niedyskretna. Nawiasem mówiąc postaci małych dziewczynek wyjątkowo
                              Musierowicz wychodzą. Tak było z małymi Borejkównymi czy przezabawną Gieniusią,
                              która doprowadzała mnie do ataków śmiechu (w nosie miała dwie świeczki, a w
                              oczach zdumienie- czy jakoś tak)

                              W sprawie podlania kwiata herbatą przez Tygrysa: to, że herbata dobrze mu
                              zrobiła Tygrys nie ma pojęcia. Gest ten więc świadczy nie o troskliwości czy
                              wiedzy, ale totalnym braku wyobraźni i odpowiedzialności. Dziewczyna naprawdę
                              zakochana taki krzaczek róż traktowałaby jak największy skarb! A tymczasem gapi
                              się w doniczkę, daje mu schnąć a potem wlewa mu pomyje.

                              Druga rzecz. Przynosi ktoś krzak róży do domu, a nikt nie reaguje, nie pyta od
                              kogo i dla kogo. TAK SIĘ NIE DZIEJE W ŻADNYM DOMU! Mimo rozgardiaszu i gości.
                              Potem Laura odbiera krzaka, woła, że lubi dostawać kwiaty i tyle, mniejsza z
                              tym, kto przyniósł i od kogo.

                              Dalej: Lis-Witalis jest całkowicie i nienaturalnie bierny. Przyniósł krzaka, zna
                              adres i nic? Na kółku polonistycznym kojarzy, że Łusia mówi o jego dziewczynie
                              od sosen, świerków i Mozarta i ma tylko "rozkojarzony wzrok" bez większych
                              wstrząsów?
                              Potem daje się zaprosić na herbatkę i nic nie robi, nie mówi, nie pyta?
                              (przypominam, że jest POLONISTĄ, więc języka w gębie chyba był nie zapomniał)
                              Dziwne też jest, że kiedy spotyka Laurę przy autobusie, nie reaguje jak
                              normalny. Normalny by się zdziwił ale i uradował, i zagadał: dostarczyłem róże,
                              uczę twoja kuzynkę i tak dalej. Jeny, co za MIĄGIEW ten facet, normalnie śpiąca
                              królewna- całą robotę musi odwalać Tygrys. W ogóle Adam jest papierowy i
                              nierzeczywisty. I w takim gościu zakochuje się energiczna i niezależna Laura?..

                              Na koniec biedna Laura dowiaduje się, że Adam od Mozarta złotą nicią z nią
                              związany to Naszpan Polonista, którego z całego serca nienawidzi i...również nie
                              ma adekwatnej reakcji. A mogła być taka zabawna.

                              Jeszcze inna sprawa. Łusia, 3-klasistka, zostaje wyrzucona ze szkoły, ponieważ
                              ta zostaje zamknięta na kłódkę. Tak się nigdy nie dzieje! Oraz: dziewczynkę
                              zabiera nauczyciel (facet!) do swojego samochodu. Tak się nie dzieje...

                              Generalnie odnoszę wrażenie, że końcówka książki jest pisana w pośpiechu i
                              nieprzemyślana do końca. Ale sama autorka przyznała, że spieszy się z pisaniem,
                              by zdążyć przed Mikołajem, więc to by się zgadzało.
                              • grimma Re: Wpadki w Spręzynie 27.12.08, 17:47
                                wez pod uwage (to w sprawie tej nieszczesnej rozy) ze jest to czas kiedy
                                Gabrysia lezy w szpitalu po wypadku. niezbyt potwornie powaznym ale jednak. w
                                takim ukladzie roza przy drzwiach moze pozostac niezauwazona
                                • lutecja4 Re: Wpadki w Spręzynie 01.01.09, 20:49
                                  grimma napisała:

                                  > wez pod uwage (to w sprawie tej nieszczesnej rozy) ze jest to czas kiedy
                                  > Gabrysia lezy w szpitalu po wypadku. niezbyt potwornie powaznym ale jednak. w
                                  > takim ukladzie roza przy drzwiach moze pozostac niezauwazona
                                  roza przy drzwiach nie powinna zostac niezauwazona,bo Szymon po powrocie do
                                  kuchni wyraznie powiedzial,ze jakis czlowiek przyniosl roze
                                  i wciaz sie upieram, ze to dziwne,ze Adam oddal roze nie pytajec chlopca o to,
                                  czy jest Laura lub tez ktos z doroslych-w koncu przywiozl ja na Roosvelta
                                  specjalnie,mogl ja zostawic u Florka,ktorego wlasnie o Laure pytal
    • qlka_79 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 28.12.08, 18:27
      Po łyknięciu Sprężyny przyleciałam zobaczyć Wasze komentarze.
      Uśmiałam się prawie tak, jak podczas lektury.
      Książka jest świetna, powiewa dawną formą, a rażących wpadek nie stwierdzam żadnych, nawet tych wskazanych przez Was.
      Akcja jest wartka, przemiana Laury wypada przekonująco, jedyne, czego żaluję, to że domyśliłam się przed końcem, kim jest Naszpan Polinista:D
      Nie dziwi mnie nieznajomość Szklanej Pułapki. Fascynacja Ignasia popkulturą jest dość świeża i pewnie wcześniej nie miał ani okazji, ani chęci - o odpowiednim na takie seanse wieku nie mówiąc - aby ten film zobaczyć. Skoro ja nie widziałam jeszcze Rejsu (a mam 29 lat), to nieznajomość Pułapki wcale mnie nie dziwi.
      Naszpan Polinista mógł być bierny, ponieważ wydaje się nieśmiały albo niezainteresowany Laurą (reakcja podczas rozmowy).
      Wpadki wieku bohaterów zdarzały się już wcześniej.
      Przyjazd Magdusi przed końcem roku szkolnego też mnie nie dziwi. Skoro dziewczę było rogate, to nie dziwota, że rodzice wypchali ją do dziadka, zamiast narażać się na nerwy, co się dzieje w domu. A skoro drugą córkę czekała poważna opercja oczu, więc to chyba oczywiste, że rodzice pojechali razem. Można dywagować, że tylko jedno z nich znało francuski. Albo każde z nich znało go na tyle słabo, że tylko w parze mogli się dogadać:D
      I tak dalej, łącznie z adapterem zamiast magentofonu (a o modzie na starocie nikt nie słyszał?) i leniwym listonoszem (moi rodzice mieszkają na wsi, gdzie obie panie listonoszki nigdy nie robią numerów z awizo w skrzynce).
      Przebieram już girami na McDusię.
      Pozdrowienia dla wszystkich:)
      • lutecja4 Re: Wpadki w Spręzynie, niestety.... 01.01.09, 20:58
        na samym poczatku ksiazki mamy opis pogody w feralny piatek trzynastego-od rana
        bylo goraco,a "po poludniu przez dzielnice Jezyc przemknal pierwszy zwiastun
        zmian:porywczy,suchy wiatr"-ostatnie zeschle kwiatki z kasztanowcow poruszone
        przez ten wiatr opadly, a kilka z nich wyladowalo tez na wlosach siedzacej w
        parku Laury
        kilka akapitow pozniej staruszek kontynuowal swoj poranny spacer z jamnikiem-to
        co-czy poranny spacer odbywa sie po poludniu? a moze od rana do popoludnia tak
        chodzil?w sumie mogl,ale to troche meczace by bylo,zwazywszy ze rano byl
        straszny upal

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka