Dodaj do ulubionych

Kary cielesne

30.11.08, 15:27
Właśnie ze zdumieniem przeczytałam, że Babi Borejko miała zwyczaj
karcić dzieci swoją kościstą rączką. A kiedyś Józinkowi oberwało
się - chyba od ojca (a może od Idy), jak rzucił w Ignasia kubkiem
jogurtu. A te straszne pogróżki: "Kto mlaszcze, dostanie w paszczę"?
Horrendum!
Obserwuj wątek
    • klymenystra Re: Kary cielesne 30.11.08, 16:39
      Kiedys byly inne sposoby wychowacze. Ja pare razy tez dostalam klapsa w
      dziecinstwie i jakos nie czuje urazow na psychice.
      • yasemin Re: Kary cielesne 30.11.08, 17:15
        ja mam dokładnie tak samo, dlatego dla mnie sceny karania
        dzieciaczków w Jeżycjadzie klapsami - np. jak Mamerciątkom oberwało
        się od ojca albo jak ojciec Anieli odgrażał się w liście do
        Mamertów, że jak będzie trzeba, to "przyjadę i pas ze sobą wezmę"-
        nie zdziwiły mnie wcale- dziwię się natomiast, dlaczego już Tygrys
        nigdy nie dostał, a należałoby mu się nieraz. (Być może więcej by to
        dało niż takie ciągłe rozpaczanie Gabrieli, że popełniła błąd
        wychowawczy, albo że dlaczego odziedziczyła taki charakter po
        Pyziaku itp.) Kiedyś tu już nawet o tym dyskutowaliśmy- jedna osoba
        napisała, że ją aż "ciarki przechodzą" przy scenie "egzekucji"
        Mamerciątek- dla mnie taka reakcja to już przesada... Uważam, że
        czasem klaps jest właśnie najlepszym lekarstwem na nieposłuszeństwo-
        i że bać się należy tego, do czego może doprowadzić taka polityka
        wychowania absolutnie bez klapsów, tak ostatnio promowana w mediach.
        • nessie-jp Re: Kary cielesne 30.11.08, 17:28
          Tym bardziej, że scena egzekucji Mamerciątek jest dalece zrytualizowana
        • jottka Re: Kary cielesne 30.11.08, 17:36
          po primo - ja myślę, że jednak yanga jest zorientowana w wychowywaniu dziatek
          nieco dawniej niż wczoraj:) i że nie jest prawdą, jak to począwszy od,
          powiedzmy, lat 90. w tył wszyscy rodzice lali dziatki równo, tak jak i nie jest
          prawdą, że obecna rozwydrzona młódź to wynik li i jedynie wychowania bez klapsów.

          mnie matuś nie bili, co oznacza, że chowali mnie absolutnie bez klapsów i jakoś
          na degeneratkę nie wyrosłam. a za to znam parę osób dobrze dorosłych, którzy do
          dzisiaj z różnymi traumami się borykają związanymi bezpośrednio z jakoby
          niewinnym laniem ich jako dzieci, policzkowaniem jako młodzieży itd. czasem
          trudno się powstrzymać od agresji, fakt, ale też przemoc zawsze jest wyrazem
          bezradności agresora i nic dobrego na dłuższą metę nie przyniesie.

          • klymenystra Re: Kary cielesne 30.11.08, 18:35
            Oczywiscie, ze nic dobrego. Powtarzam jednak - mnie to nie szokuje. Jestem w
            wieku Tygrysa - nigdy nie dostalam lania jako takiego, nie bolalo, raczej byl to
            symboliczny klaps. I wiem, ze wiekszosc moich znajomych byla wychowywana tak
            samo. Przeciez naprawde wtedy sie nie mowilo o przemocy i innych takich. Nie
            mozemy patrzec na obyczajowosc lat 70 czy 80 patrzec przez pryzmat wspolczesnych
            trendow psychologii. Jak nie mowilo sie o szkodliwosci palenia, to Ignac lazil
            po domu z petem. Potem nagle rzucil - bo palenie przestalo byc postrzegane tak
            jak dawniej. Tak samo nie bede sie rozwdodzic nad tym, ze w XIX wieku
            dziewczetom kazano kleczec na grochu, no.
    • anutek115 Re: Kary cielesne 30.11.08, 18:43
      I, Yango, wybacz, ale traktowac powaznie "Kto mlaszcze dostanie w paszczę"...
      Czy to znaczy, że jeśli Borejkowie mają przyszpilone "kto mleka nie pije ten z
      głodu zawyje" będą oni głodzić dzieci nie pijące mleka? Trochę w tym przesady
      jednak widzę.
    • yanga Re: Kary cielesne 30.11.08, 19:16
      Bo to tak jest, jak się nie stosuje emotikonów. Mea culpa!
      Zapomniałam, że przecież nie znamy się osobiście, a przez klawiature
      trudno przekazać ironiczny ton. Oczywiście była to z mojej strony
      podpucha ;-). Może nie jestem zwolenniczką metody "nahajem po
      białych plecach", ale kiedy czytam o Tygrysie, ręka aż mnie
      świerzbi, tak samo przy wyczynach tego małego kapusia Ignacego
      Grzegorza.
      • anutek115 Re: Kary cielesne 30.11.08, 21:27
        yanga napisała:

        > Bo to tak jest, jak się nie stosuje emotikonów. Mea culpa!
        > Zapomniałam, że przecież nie znamy się osobiście, a przez klawiature
        > trudno przekazać ironiczny ton. Oczywiście była to z mojej strony
        > podpucha ;-).

        I widzisz, jak się pięknie udało :-))). A wzgledem nie znania się osobiście
        zachęcająco mrugam w kwestii spotkania w Toruniu pod koniec grudnia (chyba).

        No, chyba, że - czego na razie nie wiemy - piszesz do nas zza Oceanu lub choćby
        z na przykład Szwajcaryi...
        • sowca Re: Kary cielesne 30.11.08, 22:34
          Należę do tych, które dostają dreszczy przy czytaniu o biciu
          Mamerciątek. Jetsem absolutnie i bezwzględnie przeciwniczką bicia
          dzieci, nawet poprzez rzekomo niewinne klapsy. To nie jest żadna
          metoda wychowawcza. Sama jestem owocem bezstresowego wychowania,
          nikt nigdy na mnie ręki nie podniósł, podobnie jak na moje
          rodzeństwo i żadne z nas nie sprawiało nigdy żadnych kłopotów. Jak
          czytam o laniu pasem Mamerciątek, to mnie krew zalewa. Nie obchodzi
          mnie, czy scena jest zrytualizowana, czy nie. Upokarzanie, ból, to
          nie są rzeczy, które oduczają złego zachowania - wprost przeciwnie!
          Pokazują, że najlepszym lekiem na zło jest przemoc. Nie uznaję nawet
          czegoś takiego jak klapsy (to także forma przemocy!) - nie godzi się
          bić słabszego, a dziecko jest własnie słabe i na dodatek jeszczez na
          dodatek nie do końca orientuje się, co jest dobre, a co złe. I
          przemoc je tego rozróżnienia bynajmniej nie nauczy. W najlepszym
          razie nauczy sie tylko tego: "nie wolno mi oszukiwać drugiego
          człowieka, bo dostanę klapsa". A jak już będzie dorosłe i nikt mu
          klapsa nie wlepi, to co? Czy będzie taki czlowiek rozumiał prawdziwe
          motywy właściwego postępowania?
          W dodatku przemoc pozostawia ślady, nie tylko na ciele. Można z
          wyniosłą miną miną słuchać "mędrków, mówiących o szkodliwości bicia"
          i oznajmiać "Mnie ojciec lał i wyszedłem na ludzi". Czytałam kiedyś
          w Dużym Formacie wspomniania ludzi, którzy doświadczyli bicia - to
          było coś koszmarnego i za każdym razem, kiedy przypominam sobie ten
          artykuł, dziękuję Bogu, że moich rodziców obdarzył mądrością.
          Wkurzam się, kiedy słyszę, że klaps to nie przemoc. A co wobec tego?
          Nie tylko przemoc, także wyraz bezradności rodzica i chęci pójścia
          na łatwiznę na zasadzie: co będę tłumaczyć, wlepię gówniarzowi
          klapsa i na drugi raz tego nie zrobi. Bo łatwiej jest uderzyć, niż
          wytłumaczyć albo pozwolić poznać konsekwencje czynu - bo to także
          jest jakaś metoda wychowawcza, na pewno lepsza od bezmyślnego bicia
          dziecka.\
          Uważam, że powinny być specjalne kursy dla rodziców o tym, jak
          wychowywać dziecko bez przemocy. A bicie powinno być czynem
          zakazanym i społecznie napiętnowanym.
          • nessie-jp Re: Kary cielesne 01.12.08, 03:29
            Ja szczerze powiedziawszy nawet nie pamiętam, czy Mamerciątka zostały
            rzeczywiście UDERZONE, czy też cała scena miała charakter czysto teatralny. O
            ile pamiętam, Mamert odnalazłszy pas (w zamrażalniku?) śmignął lekko każde
            dziecię po odzianym w spodenki tyłku, nie wywołując żadnych obrażeń.

            Nie przypominam sobie ani jednego dziecka, które by w Jeżycjadzie zostało
            faktycznie, boleśnie uderzone (z wyjątkiem Lisieckich, oczywiście
            • kaliope3 Re: Kary cielesne 01.12.08, 07:54
              Ja jestem właśnie na etapie "praktycznego" zastanawiania się czy dać
              czasem klapsa lekkiego w pupę czy tez nie, bo córka weszła właśnie w
              wiek "koszmarnej dwulatki" strasznie zbuntowanej i "na nie",oraz
              robiącej mnóstwo najprzedziwniejszych "psot":). Nie zdarzyło mi się
              jeszcze,szczęśliwi, klapsem jej potraktować i chyba jednak nie
              zdarzy, bo mam dziwnie głębokie przeczucie że to tak naprawdę nic
              nie da, że mi będzie strasznie wstyd potem i że jak już zacznę, to w
              chwili wielkiego zdenerwowania nie zapanuję nad natężeniem owego
              niby niewinnego klapsika. Owszem zdarzyło mi się dać jej po tzw
              łapach kiedy koniecznie chciała bawić się pokrętłami od kuchenki
              elektrycznej,której płyta jest na wyciągnięcie ręki-zrobiłam to pod
              wpływem chwili i powodowana autentycznym strachem,ale i tak myślę,że
              powinnam była jakoś inaczej zareagować.I tak się zastanawiam,jakie
              byłyby jej wspomnienia o mnie gdybym już u zarania świadomego
              dzieciństwa wprowadziła klapsy w naszą codzienną rutynę.To tylko
              takie moje rozważania, bo temat jednak nurtuje:)
              • agi40 Re: Kary cielesne 01.12.08, 12:29
                Mnie bijano regularnie (pasem na tylek) glownie za...niemyslenie (no
                bo w ieku 4 lat to mozna oczywiscie przewidziec konsekwencje swoich
                wszystkich poczynan) i mimo 40 na karku niemal, pamietam wiele z
                tych sytuacji.
                Wiem, tez czego sie dzieki biciu i strachowi z nim zwiazanym
                nauczylam.
                Klamac (nawet w malych sprawach, bo nie wiedzialam, czy szczerosc ni
                eokaze sie bolesna) i byc bierna, niezauwazalna...
                Ile mi zabralo oduczenie sie tego (a i tak poczucie bezsilnosci,
                brak poczucia wlasnej wartosci peta sie za czlowiekiem cale zycie)
                to ja tylko wiem...na szczescie spotkalam ludzi, ktorzy mi w tym
                pomogli.
            • tennesee Re: Kary cielesne 06.12.08, 15:57
              nessie-jp napisała:

              > Ja szczerze powiedziawszy nawet nie pamiętam, czy Mamerciątka
              zostały
              > rzeczywiście UDERZONE, czy też cała scena miała charakter czysto
              teatralny. O
              > ile pamiętam, Mamert odnalazłszy pas (w zamrażalniku?) śmignął
              lekko każde
              > dziecię po odzianym w spodenki tyłku, nie wywołując żadnych
              obrażeń.
              >

              Przpraszam, ale ostatnia fraza mnie absolutnie zszokowała! I wobec
              tego, że się z Tobą nie zgadzam w rozmowie na żywo zapewne powinnam
              jakoś swój sprzeciw zaznaczyć, może na przykład klapsem? Chociaż
              nie, klapsy zarezerwujmy dla dzieci, to musi być mocniejszy akcent,
              ale spoko- nie będzie żadnych obrażeń.

              A tak na serio i bez ironii:
              przetoczyła się kiedyś dyskusja o wychowaniu z klapsami i bez
              klapsów, gdzie opowiedziałam się zdecydowanie przeciwko. Ponieważ
              nie mam własnych dzieci, to zawsze można mi zarzucić, że to czysta
              teoria, ale naprawdę jestem przekonana, że klapsy nie wychowują.
              Sama kilka razy klapsa dostałam i doskonale pamiętam moje uczucia-
              zdecydowanie przeważała chęć zemsty. Uważam, że argument "mnie bito
              i wyrosłem na porządnego człowieka, więc moje dzieci też będę bił"
              jest w sensie logicznym fałszem, bo ktoś, kto bije słabszego nie
              jest porządny, w każdym razie w tym aspekcie.
              Ponadto zawsze pozostaje problem skali przewinienia- jeżeli dziecko
              za bezczelną odzywkę ma dostać klapsa, to jak rozumiem, za naprawdę
              powazne przewinienie- może chłosta? A jak np. coś ukradnie albo
              kogoś poniży- może przypalanie papierosem?
              Uważam także, że klapsy nie uczą dzieci, że ich ciało jest "ich" i
              jest czymś integralnym. Nie uczą granic.
              Poza tym, jak już kiedyś pisałam- zdaję sobie sprawę z tego, że
              rodzic bywa bezsilny. Idzie ulicą i dziecko szaleje w ataku jakiejś
              histerii co zagraża jego bezpieczeństwo. Rozumiem, że jakiś rodzaj
              przemocy fizycznej bywa wtedy konieczny dla otrzeźwienia tego
              dziecka ale klaps nie może być regułą wychowawczą.
              Klaps IMHO niczego nie uczy poza tym, że silniejszy ma rację. W
              razie pomyłki rodzica nie można klapsowi zadośćuczynić.

              Co do sceny bicia Marmeciątek- po pierwsze uważam, że afera nie
              wynikała z ich winy. Uważam, ze dzieci nie zrobiły niczego złego i
              padły tu ofiarą stosunków społecznych. Li i jedyne. Przerażająca
              jest tu jednak dla mnie rytualność tej sceny właśnie. Spróbuję to
              wytłumaczyć na przykładzie: rodzic, który wlepi klapsa szarpiącemu
              się na ulicy dziecku i mówi "uspokój się, uważaj bo wpadniesz pod
              samochód" nie zyska w ten sposób szacunku dziecka, ale może zyska
              jego uwagę. Rodzic, ktory daje klapsa, bo dziecko założyło
              wypożyczalnię sprzętu piaskowego i wkopało mamę przed szefową
              rytualnym klapsem daje sygnał "jestem wściekły, bo mam kłopoty w
              pracy, następnym razem ja ani moja szefowa mamy się o tym nie
              dowiedzieć, bo znowu będzie klaps"
              Co do zlania pasem na tyłek Anieli- powiem szczerze, że nie umiem
              sobie tego wyobrazić, jak ojciec leje po tyłku... wprawdzie dziecko,
              ale przecież już kobietę. I skoro można w wieku 15 lat, to pewnie i
              30...
              • nessie-jp Re: Kary cielesne 06.12.08, 16:43
                > Przpraszam, ale ostatnia fraza mnie absolutnie zszokowała!

                A niesłusznie.

                Bo w dyskusji o biciu dziecka warto najpierw sprawdzić, czy dziecko zostału
                UDERZONE.


                > Uważam, że argument "mnie bito
                > i wyrosłem na porządnego człowieka, więc moje
                > dzieci też będę bił"

                Ale mnie nie bito i wyrosłam na porządnego człowieka, a dzieci nie mam.

                Natomiast podtrzymuję tezę, że należy BEZWGZLEDNIE rozdzielić zjawisko znęcania
                się nad dziećmi (które wcale nie musi mieć formy wyłącznie fizycznej, vide
                Jedwabińscy i mała Aurelia) od przypadkowej niewydolności wychowawczej rodzica,
                jaką jest klaps.

                I też nie uważam, żeby regularne stosowanie klapsów było dobrą metodą
                wychowawczą. Nie jest. Ale absurdalne są nagonki na rodziców, którym się czasem
                taki klaps wypsnie. Robrojek by mnie zapewne zrugał za relatywizm i tak dalej,
                ale jestem przekonana, że gdybym miała dziecko i to dziecko by próbowało mi się
                wyrwać i wybiec na ulicę mimo powtarzanych łagodnych, wychowawczych przemów, to
                bym straciła cierpliwość i nadużyła siły. Niekoniecznie w formie klapsa. Pewnie
                skończyłoby się na ostrzejszym szarpnięciu za rękę, co dla dziecka byłoby i
                boleśniejsze, i bardziej niebezpieczne od klapsa.

                Natomiast sama scena kaźni Mamerciątek jest, co tu dużo gadać, reliktem
                poprzedniej epoki. Niezbyt brutalnym wstępem do pogadanki wychowawczej.

                W dalszym ciągu uważam, że istnieją dużo gorsze formy przemocy wobec dziecka,
                niż rytualny klaps
                • tennesee Re: Kary cielesne 06.12.08, 16:51
                  nessie-jp napisała:

                  > > Przpraszam, ale ostatnia fraza mnie absolutnie zszokowała!
                  >
                  > A niesłusznie.
                  >
                  > Bo w dyskusji o biciu dziecka warto najpierw sprawdzić, czy
                  dziecko zostału
                  > UDERZONE.

                  Warto, choć zamiar uderzenia dziecka z zimną krwią uważam za
                  naganny. A poza tym odniosłam się do stwierdzenia, że dzieci nie
                  odniosły obrażeń.


                  > Natomiast podtrzymuję tezę, że należy BEZWGZLEDNIE rozdzielić
                  zjawisko znęcania
                  > się nad dziećmi (które wcale nie musi mieć formy wyłącznie
                  fizycznej, vide
                  > Jedwabińscy i mała Aurelia) od przypadkowej niewydolności
                  wychowawczej rodzica,
                  > jaką jest klaps.

                  100% zgody:)


                  Robrojek by mnie zapewne zrugał za relatywizm i tak dalej,
                  > ale jestem przekonana, że gdybym miała dziecko i to dziecko by
                  próbowało mi się
                  > wyrwać i wybiec na ulicę mimo powtarzanych łagodnych,
                  wychowawczych przemów, to
                  > bym straciła cierpliwość i nadużyła siły. Niekoniecznie w formie
                  klapsa.

                  tu sie także zgadzam, co zresztą opisałam powyżej:)

                  > W dalszym ciągu uważam, że istnieją dużo gorsze formy przemocy
                  wobec dziecka,
                  > niż rytualny klaps
                  • nessie-jp Re: Kary cielesne 06.12.08, 17:30
                    > Hm, tu mam mieszane uczucia. Bo uważam, że bojkot czy izolowanie
                    > dziecka to faktycznie fatalne, to jednak rozumiem, ze zdarza się, ze
                    > rodzic krzyknie na dziecko.

                    Tak samo, jak ZDARZA się, że da dziecku klapsa! Widzisz?

                    Przecież
                    • tennesee Re: Kary cielesne 06.12.08, 18:01
                      widzisz, tylko że sądzę, ze wychowanie dziecka zmierza do tego, żeby
                      wychować go na szczęśliwego i elementarnie zsocjalizowanego
                      człowieka. W tym mieści się także nauczenie dziecka rozwiązywania
                      kofliktów czy rozładowania negatywnych emocji. I wyznam w zaufaniu,
                      że zdarzyło mi się w dorosłym świecie na kogoś nakrzyczeć albo
                      widzieć, jak dorosłe odoby krzyczą w złości na siebie, ale klapsów w
                      środowisku w jakim się obracam nie widziałam.

                      Oczywiście wyostrzam i na potrzeby polemiki lekko przerysowuję, bo
                      konkluzja jednak jest taka, że i krzyk i klaps się zdarzają, jedno i
                      drugie jest złe i jedno i drugi obie uznajemy w sytuacjach
                      wyjątkowych za dopuszczalne.
                      • nessie-jp Re: Kary cielesne 06.12.08, 18:17
                        > że zdarzyło mi się w dorosłym świecie na kogoś nakrzyczeć albo
                        > widzieć, jak dorosłe odoby krzyczą w złości na siebie, ale klapsów w
                        > środowisku w jakim się obracam nie widziałam.

                        A widziałaś, żeby ktoś komuś KAZAŁ coś do końca zjeść? Albo iść spać? Albo
                        odrobić lekcje? Dorosły dorosłemu? Kazał i wymagał posłuszeństwa?

                        Między relacją dorosły-dziecko a dorosły-dorosły istnieją ogromne różnice. M.
                        in. takie, że jeśli jakiś dorosły nie je i nie odrabia lekcji, to wzruszam
                        ramionami i nic mnie to nie obchodzi. Jeśli jakiś dorosły demoluje moje
                        mieszkanie albo samochód, to wzywam policję. Jeśli jakiś dorosły jest wobec mnie
                        niegrzeczny, to nie odzywam się do niego i go bojkotuję. Dziecka - nie.

                        Jasne, można wezwać policję i wtedy, gdy dziecko porysuje ci gwoździem
                        karoserię. Można nie zwracać uwagi, że dziecko wybiega na ulicę czy wkłada palce
                        do kontaktu
                        • tennesee Re: Kary cielesne 06.12.08, 18:32
                          nessie-jp napisała:

                          > A widziałaś, żeby ktoś komuś KAZAŁ coś do końca zjeść? Albo iść
                          spać? Albo
                          > odrobić lekcje? Dorosły dorosłemu? Kazał i wymagał posłuszeństwa?

                          Po kolei: jako dziecku nie kazano mi jesć. Jadłam sama, Jak nie
                          jadłam to był następny posiłek. Do jedzenia nikt mnie nie zmuszał.

                          Nie zmuszano mnie do spania (z wyjątkiem leżakowania w przedszkolu).
                          Odkad miałam swój pokój pora mojego pójścia spać zależała ode mnie,
                          przy czym wiadomo było, że wstaję o odpowiedniej dla pójścia do
                          szkoły godzinie, więc jak za póżno poszłam spać to byłam potem
                          niewyspana i kładłam się odpowiednio.

                          Nie, nie widziałam dorosłego, któremu każe się odrobić lekcje. Ale
                          widziałam dorosłych, któremu kazano wykonać jego obowiązki w pracy.
                          Owszem widuję dorosłych, od których wymaga się posłuszeństwa- po 1.
                          często takie relacje ludzie mają na szczeblu zawodowym.
                          > karoserię. Można nie zwracać uwagi, że dziecko wybiega na ulicę
                          czy wkłada palc
                          > e
                          > do kontaktu
                          • nessie-jp Re: Kary cielesne 06.12.08, 19:00
                            > Po kolei: jako dziecku nie kazano mi jesć. Jadłam sama, Jak nie
                            > jadłam to był następny posiłek. Do jedzenia nikt mnie nie zmuszał.

                            Ale za to zabraniał. Czyli dziecko wolno głodzić, bo nie zjadło poprzedniego
                            posiłku o określonej porze?

                            Widzisz
                            • tennesee Re: Kary cielesne 06.12.08, 19:46
                              nessie-jp napisała:

                              > > Po kolei: jako dziecku nie kazano mi jesć. Jadłam sama, Jak nie
                              > > jadłam to był następny posiłek. Do jedzenia nikt mnie nie
                              zmuszał.
                              >
                              > Ale za to zabraniał. Czyli dziecko wolno głodzić, bo nie zjadło
                              poprzedniego
                              > posiłku o określonej porze?
                              >
                              > Widzisz
                              • nessie-jp Re: Kary cielesne 06.12.08, 20:26
                                > Otóż w dorosłym życiu, a nawet nieco wcześniej (np. w szkole)
                                > obowiązują nas pewne normy społeczne i konwencje zachowań.

                                Czyli, parafrazując retorykę dyskusji o klapsach i znęcaniu się, ty możesz
                                powiedzieć "Mnie głodzili i proszę na jaką porządną osobę wyrosłam, kulturalną i
                                w ogóle".

                                Ale nie wiesz, czy za 10 lat ktoś nie przeczyta tego wątku i nie zblednie z
                                przerażenia, że ktoś mógł tak bezrefleksyjnie krzywdzić i poniżać dziecko,
                                odmawiając mu prawa jedzenia wtedy, kiedy *ono* jest głodne i jedzenia takich
                                potraw, które mu smakują.

                                Bo przecież
                                • sowca Re: Kary cielesne 06.12.08, 23:37
                                  Nessie, wybacz mi, ale mam wrażenie, że nie rozumiesz pewnego
                                  zasadniczego elementu. O ile dobrze interpretuję Twoje wypowiedzi,
                                  to uważasz, że klaps jest słuszny, bo przecież można skrzywdzić
                                  dziecko o wiele bardziej, a poza tym jest to zwykłą sankcją. I oto
                                  wchodzimy w zasadniczy problem: czy klaps jest mniejszym złem? Moim
                                  zdaniem, nie jest. Dlatego, że jest wyrazem przemocy. I zrozum, to
                                  nie chodzi o to, czy sprawiasz dziecku ból czy jest to tylko
                                  symboliczne. Chodzi o to, że niezależnie od skali bólu upokarzasz
                                  edziecko, stosujesz wobec niego przemoc - wobec mniejszego,
                                  słabszego i bezbronnego. Uczysz go tym samym, że ono samo -
                                  bezbronne i słabe wobec Ciebie - może również stosować przemoc wobec
                                  słabszych od niego, na przykład małych zwierząt albo mniejszych
                                  dzieci. Ja wiem, że Twoją intencją w tym przypadku nie jest
                                  sprawienie bólu dziecku, tylko nauczenie go czegoś. Tylko że nie
                                  nauczysz niczego. Możesz w najlepszym razie wymusić posłuszeństwo
                                  albo wyuczyć zasady: nie zjem, to mama mi da klapsa.
                                  Bicie dziecka jest dla barbarzyństwem, zawsze (chociaż zgadzam się z
                                  Tenessee, że rzeczywiście, na przykłąd keidy dziecko wybiega nagle
                                  na ulicę, jest to w jakiś sposob zrozumiałe). Przemoc jest czymś
                                  złym. Zwykle oburzamy się, gdy dajmy na to trzech osiłków tłucze
                                  słabszego na ulicy, bo nie godzi się bić słabszego, czemu uważamy za
                                  normalne, że rodzic, człowiek dorosły i obdarzony rozumem, bije
                                  swoje małe dziecko?
                                  • nessie-jp Re: Kary cielesne 07.12.08, 01:03
                                    > O ile dobrze interpretuję Twoje wypowiedzi,
                                    > to uważasz, że klaps jest słuszny, bo przecież można skrzywdzić
                                    > dziecko o wiele bardziej,

                                    NIE! Nienienienienie!!! Nic podobnego!

                                    Jedyne, co mi przeszkadza, to *zrównywanie* przypadkowego, jednorazowego klapsa
                                    wymierzonego przez zdesperowaną mamę, z rozmyślnym okrucieństwem wobec dziecka.

                                    Nigdy nie twierdziłam, że klaps jest DOBRA metodą wychowawczą. Jest jakąś
                                    porażką rodzicielską
                                    • sowca Re: Kary cielesne 07.12.08, 23:30
                                      Cieszę się, że pewne kwestie sobie wyjaśniłyśmy :) . Rzecz
                                      oczywista, że istnieje różnica między znęcaniem się nad dzieckiem a
                                      daniem mu klapsa. Nie można stawiać znaku równości między takimi
                                      sytuacjami. Ale przyznałaś mi rację, że klaps nie jest metodą
                                      wychowawczą. Uważam, że ten ordzaj sankcji należy wyeliminować z
                                      wychowywania dziecka, ponieważ są metody o wiele lepsze i bardziehj
                                      skuteczne, nawet jezeli wymagają one od rodzica o wiele więcej
                                      cierpliwości, zaangażowania i chęci. Dlatego uważam, że powinny
                                      odbywać się kursy dla rodziców, które uczyłyby, jak porozumeiwać się
                                      z dzieckiem, jak budować z nim relacje i jak uczyć je funkcjonowania
                                      w świecie bez odwoływania się do przemocy.
                        • a_weasley Legalna przemoc między dorosłymi 07.12.08, 22:29
                          nessie-jp napisała:

                          > ale klapsów w środowisku w jakim się obracam
                          > nie widziałam.

                          Jednakowoż niektórzy dorośli noszą pałki przy boku i czasem biją nimi innych
                          dorosłych. A także używają innych form przemocy. W majestacie prawa.

                          > ramionami i nic mnie to nie obchodzi. Jeśli
                          > jakiś dorosły demoluje moje mieszkanie albo
                          > samochód, to wzywam policję.

                          Ewentualnie jeżeli mam takie możliwości fizyczne, przeszkadzam mu w tym czynnie
                          i żaden sąd mi złego słowa nie ma prawa powiedzieć.
                          Podobnie jak nie złamałem prawa biorąc za frak wulgarnego pijaka i wysadzając z
                          autobusu na pierwszym przystanku. Trzy razy mu mówiłem, uprzejmie go prosiłem,
                          lecz nie posłuchał łobuz mnie...
                          ("Działa w obronie koniecznej także ten, kto podejmuje działanie w celu
                          przywrócenia porządku publicznego, chociażby to nie wynikało z jego obowiązków").
                          • nessie-jp Re: Legalna przemoc między dorosłymi 07.12.08, 23:23
                            a_weasley napisał:

                            > nessie-jp napisała:
                            >
                            > > ale klapsów w środowisku w jakim się obracam
                            > > nie widziałam.

                            Przepraszam uprzejmie, ale JA TEGO NIE NAPISAŁAM. Proszę mi nie wkładać w usta
                            cudzych słów.
                            • a_weasley Re: Legalna przemoc między dorosłymi 07.12.08, 23:54
                              nessie-jp napisała:

                              >>> ale klapsów w środowisku w jakim się obracam
                              >>> nie widziałam.

                              > Przepraszam uprzejmie, ale JA TEGO NIE NAPISAŁAM.

                              W rzeczy samej. Zauważyłem to w międzyczasie, alem nie sądził, by to miało
                              istotne znaczenie, więc nie prostowałem, za co uprzejmie przepraszam.
                              • nessie-jp Re: Legalna przemoc między dorosłymi 08.12.08, 00:37
                                Może i mało, ale jednak jest elementem wypowiedzi, z którą POLEMIZOWAŁAM :) No
                                więc.

                                Nie żebym natykała się na każdym kroku na dorosłych dających sobie klapsy... :)
                                • a_weasley Re: Legalna przemoc między dorosłymi 08.12.08, 09:38
                                  nessie-jp napisała:

                                  > Nie żebym natykała się na każdym kroku na dorosłych
                                  > dających sobie klapsy... :)

                                  No więc właśnie dlatego nie prostowałem ;)
          • a_weasley Proporcje 07.12.08, 22:43
            Sowca napisała:

            > Czytałam kiedyś w Dużym Formacie wspomniania
            > ludzi, którzy doświadczyli bicia - to
            > było coś koszmarnego

            Na zupełnie innym forum prowadziłem tu ostatnio dyskusję z apostołem radykalnej
            abstynencji. W jego wizji świata nie mieści się picie umiarkowane. Alkohol na
            imprezie = orgie, pawie i skatowane dzieci. On też mógłby powołać się na relacje
            ludzi, którzy doświadczyli alkoholu w domu i to był po prostu koszmar.
            Swoją drogą jak jest w Jeżycjadzie z alkoholem? Tak na dzień dobry to sobie nie
            przypominam, oprócz wina po maturze Mili...
            • mmaupa Re: Proporcje 08.12.08, 18:07
              Spojrz w watek o Belli i wyplacie.

              Co do doswiadczen z biciem - byc moze wspomnienia sa rozne (zapomniany
              klaps/rozpamietywany klaps/koszmar bitego dziecka itd), ale raczej mieszcza sie
              w przedziale od neutralnych po silnie negatywne. Bo niby dlaczego mialyby byc
              pozytywne? Nie poznalam jeszcze czlowieka twierdzacego, ze lepiej byloby gdyby
              rodzice go lali w mlodosci.

              Mnie rodzice nigdy nie uderzyli (nie dali nawet klapsa) - i tez wyroslam na
              porzadnego czlowieka :)
              • a_weasley Re: Proporcje 08.12.08, 19:27
                mmaupa napisała:

                > Co do doswiadczen z biciem - byc moze wspomnienia
                > sa rozne (zapomniany klaps/rozpamietywany
                > klaps/koszmar bitego dziecka itd),

                Przede wszystkim, niezależnie od siły i ilości, trzy sytuacje zupełnie różne:
                - kara za coś, co się zrobiło
                - kara za coś, czego się nie zrobiło
                - istota problemu znętów, czyli kara za to, że się akurat było na linii strzału.
                Co innego bać się ojca wracającego ze szkoły, do której został wezwany, bo się
                przy pomocy głowy kolegi testowało wytrzymałość pulpitu, a co innego bać się
                ojca wracającego z knajpy, który będzie bił, bo zawsze bije, jak wraca z knajpy.

                > ale raczej mieszcza sie
                > w przedziale od neutralnych po silnie negatywne.
                > Bo niby dlaczego mialyby byc pozytywne?

                Ostatecznie to była kara, a nie nagroda.
                • mmaupa Re: Proporcje 09.12.08, 11:09
                  > Ostatecznie to była kara, a nie nagroda.
                  Jednak sytuacje mozna wspominac niejako pozytywnie.

                  Pierwsza wersja: ukradlam kolezance piec zlotych, wydalo sie, ojciec mnie zlal.

                  Druga wersja: ukradlam kolezance piec zlotych, ojciec wzial mnie na rozmowe,
                  wypytal dlaczego to zrobilam, wyjasnil, czemu nie wolno krasc, powiedzial ze
                  musze przeprosic, oddac pieniadze z wlasnych oszczednosci itd, itd. Wrazenia
                  ostateczne pozytywne, mozna byc pod wrazeniem postawy ojca i jego umiejetnosci
                  pedagogicznych.
                  • sowca Re: Proporcje 09.12.08, 22:31
                    Otóż to, Mmaupo. Bardzo obrazowy przyład :)
                  • nessie-jp Re: Proporcje 09.12.08, 23:06
                    > Druga wersja: ukradlam kolezance piec zlotych, ojciec wzial mnie na rozmowe,
                    > wypytal dlaczego to zrobilam, wyjasnil, czemu nie wolno krasc, powiedzial ze
                    > musze przeprosic, oddac pieniadze z wlasnych oszczednosci itd, itd.

                    No tak, ale tu nie ma w ogóle elementu kary. Jest wyjaśnienie i
                    zadośćuczynienie, ale kary nie ma. Tak można postąpić wtedy, gdy dziecko po raz
                    pierwszy zrobi coś źle. Za czwartym razem, gdy okradniesz koleżankę, trzeba już
                    cię ukarać. Niekoniecznie cieleśnie! Ale każda kara, jaką poniesiesz, będzie
                    przykra.

                    Wyobraź sobie, że zamiast klapsa w tyłek zostaniesz ukarana inaczej
                    • mmaupa Re: Proporcje 10.12.08, 02:52
                      Fakt, nie bylo elementu kary. Ale dlaczego inteligentne, dobrze wychowane
                      dziecko (ktore ZROZUMIE swoje przewinienie) mialoby krasc ponownie? Wiem, dzieci
                      sa rozne. Wlasnych nie mam, wiec nie moge przewidziec, co bym zrobila w
                      przypadku notorycznych kradziezy/klamstw/wagarow. Jednak z wlasnego
                      doswiadczenia moge powiedziec, ze nie pamietam, zeby kiedykolwiek mnie ani brata
                      karano - po prostu nie bylo takiej potrzeby, wystarczalo tlumaczenie lub
                      naturalne, "zyciowe" konsekwencje (spoznisz sie do szkoly -> musisz sam
                      tlumaczyc sie przed klasa). Moze bylismy wyjatkowo grzecznymi dziecmi? Moze nasi
                      rodzice mieli stalowe nerwy? Chyba nie, bo moi najblizsi przyjaciele, ktorych
                      rodzice mieli podobne metody wychowawcze do naszych, jakos tez nie sprawiali
                      wiekszych klopotow. Nie przypominam sobie upokorzen, odbierania zabawek i
                      kieszonkowego, zabraniania wyjazdow itd - nigdy, nawet w
                      zlosliwo-drazliwo-buntowniczym okresie dojrzewania, nie dalismy rodzicom popalic
                      na tyle, zeby do takich kar musieli siegnac.

                      Jasne, skrzywdzic mozna dziecko zarowno fizycznie, jak i psychicznie. Ale jestem
                      zywym przykladem na to, ze mozna dziecko wychowac bez krzywdzenia.
                      • nessie-jp Re: Proporcje 10.12.08, 16:21
                        mmaupa napisała:

                        > Fakt, nie bylo elementu kary. Ale dlaczego inteligentne, dobrze wychowane
                        > dziecko (ktore ZROZUMIE swoje przewinienie) mialoby krasc ponownie?

                        No więc niestety chyba zdarza się, że nie zrozumie, nie jest inteligentne i
                        popełnia występek ponownie.

                        I takich sytuacji dotyczy pojęcie KARY.

                        Oczywiście, że najlepiej, gdy nie trzeba dziecka karać w ogóle! Któż o tym nie
                        marzy, żeby jego dziecko zawsze było inteligentne, rozumiało wszystko i dawało
                        sobą kierować łagodnie i wyrozumiale.

                        No, ale co zrobić w sytuacjach, gdy kara jest konieczna?

                        A co gorsza, co zrobić w sytuacji, gdy rodzicowi puści bezpiecznik i się po
                        prostu wścieknie? Rodzic to także człowiek. Nie można od niego wymagać
                        całkowitej kontroli nad własnymi emocjami.

                        Moim zdaniem, pół biedy, jeśli doprowadzony do ostateczności rodzic raz czy dwa
                        razy w życiu dziecka da mu klapsa w tyłek albo na niego wrzaśnie. Pod warunkiem,
                        że jest to epizodyczne i kończy się wyjaśnieniem, że rodzic nie miał racji, że
                        mu przykro.

                        Gorzej, jeśli za 'złe' uważa się tylko klapsy i rodzic np. nie ma poczucia
                        znęcania się nad dzieckiem - bo przecież go nie bije! - tylko wrzeszczy,
                        straszy, stosuje obrzydliwy szantaż emocjonalny, bojkotuje, poniża. To wszystko
                        jest PRZEMOC i nie wolno przymykać oczu na to tylko dlatego, że to nie klaps.
                        Już lepszy jednorazowy klaps od codziennego szantażu.
                        • mmaupa Re: Proporcje 10.12.08, 16:51
                          Oj nessie, a gdzie ja mowie, ze szantaz, krzyki i straszenie sa
                          dobra metoda wychowawcza? Nie sa.

                          Z mojej strony sa to rozmyslania osoby wychowywanej, nie
                          wychowujacej - dlatego szczerze ci napisze, ze nie mam pojecia co
                          powinno sie robic z krnabrnym i wrednym dzieckiem. Pewnie za kilka
                          lat sie dowiem :)
                          • nessie-jp Re: Proporcje 10.12.08, 17:12
                            mmaupa napisała:

                            > Oj nessie, a gdzie ja mowie, ze szantaz, krzyki i straszenie sa
                            > dobra metoda wychowawcza? Nie sa.

                            Nie są! Ale wątek tonem zgrozy odnosi się do "kar cielesnych", tak jakby
                            przylanie kościstą rączką w tyłek było najgorszym rodzajem znęcania się nad
                            dzieckiem.

                            Ja protestuję przeciwko takiemu fałszowaniu rzeczywistości. Jedwabińscy znęcali
                            się nad swoimi dziećmi o wiele bardziej, niż Kowalikowie czy Borejkowie, ale to
                            właśnie "kary cielesne" budzą świętą zgrozę, a nie przemoc psychiczna.
                            • mmaupa Re: Proporcje 10.12.08, 19:15
                              Chyba w przypadku Kowalikow zgroze budzi fakt, ze zamiast rozmowy bylo krotkie
                              "wystawiac kupry" - tym bardziej, ze Mamert wlasciwie nie potrafil wytlumaczyc,
                              czym dzieci zawinily ("waluta powinny byc kasztany..." zupelnie do mnie nie
                              przemawia, do Tomcia tez nie).
                              • sowca Re: Proporcje 10.12.08, 22:20
                                Mmaupo, powiem Ci tak. W moim domu również nie było nigdy ani
                                uderzenia (nawet klapsa), ani tak zwanych szlabanów, ani zabierania
                                telefonu (!) czy kieszonkowego (!!!). I jakoś zarówno ja, jak i mój
                                brat i moja siostra nie sprawialiśmy żadnych kłopotów wychowawczych.
                                Może mój brat trochę, ale to było później, w liceum - ale to też nie
                                były żadne poważne sprawy, rodzice nigdy go nie uderzyli ani nie
                                karali. Wszyscy wyszliśmy na ludzi i co więcej, moja siostra i mój
                                brat mają swoje własne dzieci i również nigdy ich nie biją.
                                Dzieciaki są cudowne, mądre i aż miło na nie popatrzec, chociaż mój
                                młodszy bratanek troszkę jest krnąbrny - ale i tak brat i bratowa
                                starają się stosować inne metody wychowawcze niż kary i powoli
                                maluszek robi się coraz grzeczniejszy.
                                Oczywiście, ja się zgadzam z tym, że krzyczenie na
                                dziecko,upokarzanie go itp to również niedopuszczalna forma
                                wychowawcza i również może zostawić ślady w psychice dziecka. Ale
                                fakt, że inna metoda wychowawcza nie jest dobra, nie stanowi w tym
                                momencie argumentu, ponieważ mówimy konkretnie o biciu dziecka -
                                także o klapsach. A to nie jest dobra metoda bez względu na to,
                                jakie są inne.
                                • nessie-jp Re: Proporcje 11.12.08, 01:15
                                  > fakt, że inna metoda wychowawcza nie jest dobra,
                                  > nie stanowi w tym
                                  > momencie argumentu

                                  Boziu, no. Dla mnie stanowi. Bo nie lubię histerii antyklapsowej podczas gdy
                                  tysiące dzieci są poddawane naprawdę paskudnym karom psychologicznym, ale ich
                                  rodzice czują się świetnymi pedagogami, bo przecież nigdy klapsa nie dali.

                                  I w tym kontekście mówię, że lepsi Kowalikowie niż Jedwabińscy. Dlaczego? Bo
                                  Mamert przynajmniej PROBOWAŁ wytłumaczyć, a dzieciom żadnej krzywdy fizycznej
                                  nie wyrządził. Ergo
      • klymenystra Re: Kary cielesne 30.11.08, 23:05
        No, tos zrobila podpuche :)))))))) Hehe :D
        • jordanpeter Re: Kary cielesne 01.12.08, 08:24
          Czasem rączka świerzbi, ale bicie nic nie daje. Tak mniemam. pewnie
          tylko wstyd człowiekowi potem, że inaczej nie umiał załatwić sprawy.
    • yanga Re: Kary cielesne 01.12.08, 11:59
      Tak na serio to i ja jestem przeciwna karom cielesnym. Sama byłam
      wychowywana bardzo surowo, nie obyło się bez pasa i związanej z tym
      traumy. Ale niestety zdarzyło mi się przylać (otwartą dłonią - żeby
      i mnie bolało) rozzłoszonej dwulatce, za co jednak się wstydzę - to
      tak, jakbym nie zdała jakiegoś egzaminu. Była też w naszym domu
      zasada "Za brak kapci - kapciem", ale raczej traktowana jako żart.
      No i owszem, umieściłam kiedyś na mazurku wielkanocnym tabliczkę z
      napisem: "Kto orzecha stąd ukradnie, temu pas na tyłek spadnie" :-).
      Dziecko - już po lekturze "Szóstej klepki" - bardzo się z tego
      śmiało. Natomiast wnuka - dziś trzynastoletniego - nikt nigdy nie
      tknął palcem. To jednak było łatwe - w życiu nie widziałam
      grzeczniejszego i bardziej posłusznego dziecka. Uważam, że Ten, kto
      tam w górze przydziela dzieciom charaktery, po prostu sobie ze mnie
      zakpił: zawsze groziłam pyskującej córce: "Poczekaj, Kasia ci za
      mnie odpłaci". Kasia to miała być jej córka, której się jednak nie
      doczekała. Ma grzecznego syna, ale od niedawna także psa płci
      żeńskiej z wyraźnymi objawami ADHD ;-) - więc wszystko jeszcze przed
      nami.
      Anutku, ja z Warszawy i do Torunia nie mogę się wybrać, ale dziękuję
      za zaproszenie :-)
      • jottka nieco off 01.12.08, 12:11
        yanga, a zwierzę zdarzyło ci sie uderzyć? nawet takie z adhd (jaka to rasa?
        foksio jakiś?:) bo też panuje ogólne przeświadczenie, że to tak jak z dzieckiem,
        nie zaszkodzi, a wręcz pomoże, a w szczegółach się okazuje, że nieporównanie
        lepiej działa znajomość zachowań zwierzaka.

        i nawet z krnąbrnym kociskiem, które z zasady wie najlepiej i WEJDZIE do tej
        lodówki, można się dogadać paszczą:) no więc tym bardziej z rozumną bądź co
        bądź, acz ledwo odrosłą od ziemi istotą.
        • yanga Re: nieco off 01.12.08, 12:38
          W życiu! No, może palcem po ogonie za łażenie po stole - mówię o
          kotach :-). Psa nigdy nie wychowywałam, psunia Frida, u której
          samozwańczo zdiagnozowałam ADHD, należy do mojej córki i zięcia.
          Rasa... hm, oni mówią, że to wyżeł enerdowski i niech tak zostanie.
          Rzeczywiście musiała w przodkach mieć wyżła. Jest
          wychowywana "pozytywnie", czyli wyłącznie za pomocą nagród, co
          oznacza, że moje dzieci mają kieszenie kurtek pełne różnych psich
          łakoci. Zapisali ją też do specjalnej szkoły. Frida jest psem "po
          przejściach" - prawdopodobnie jako dziecko wyrzuconym z samochodu,
          więc ma prawo do alternatywnych zachowań i lęków. Przypętała sie na
          budowę domu, pocałowała córkę w rękę i powiedziała: "I ty, właśnie
          ty będziesz moją panią". Facetów zdecydowanie się bała, teraz powoli
          jej to przechodzi. Wszyscy ją bardzo kochają.
          Gdyby Cię to interesowało, podaję linka do tej szkoły - bardzo
          ciekawa sprawa. Są tam też zdjęcia Fridy - w galerii "psa domowego".
          www.azorres.pl
          • yanga Re: nieco off 01.12.08, 12:45
            Jeszcze raz, bo się nie uaktywnił
            www.azorres.pl
            • yanga Re: nieco off 01.12.08, 12:48
              Chyba coś źle robię :-( - przepraszam za ten bałagan.
              www.azorres.pl/index.php
          • jottka Re: nieco off 01.12.08, 12:49
            yanga napisała:

            > W życiu!

            no właśnie:)


            > No, może palcem po ogonie za łażenie po stole - mówię o
            > kotach :-)

            tja, a potem lecisz do kuchni po coś dobrego na przeprosiny?:) moje kocisko
            siadywa buntowniczo na stole, a przyłapane odszczekuje się prześladowcom:)


            > Psa nigdy nie wychowywałam, psunia Frida, u której
            > samozwańczo zdiagnozowałam ADHD, należy do mojej córki i zięcia.
            > Rasa... hm, oni mówią, że to wyżeł enerdowski i niech tak zostanie.
            Rzeczywiście musiała w przodkach mieć wyżła.


            no to sie nie ma co dziwić, żywotna rasa:) ale to bardzo mądre pieski, co
            zresztą z twojego postu wynika:)


            > więc ma prawo do alternatywnych zachowań i lęków. Przypętała sie na budowę
            domu, pocałowała córkę w rękę i powiedziała: "I ty, właśnie ty będziesz moją panią".


            ooo, na miejscu twojej córki czułabym się szalenie zaszczycona:)


            > Gdyby Cię to interesowało, podaję linka do tej szkoły - bardzo
            > ciekawa sprawa. Są tam też zdjęcia Fridy - w galerii "psa domowego".
            > www.azorres.pl

            chętnie zbadam, dzięki
            • jottka Re: nieco off 01.12.08, 13:00
              kursantka frida jest prześliczna:) ale zdjęcia portretowe by siem przydały:)
              • yanga Re: nieco off 01.12.08, 13:41
                Tu jest jeszcze jedno, a portret mogem wysłać na priva, bo jeszcze
                nie nauczyłam się wklejać. A poza tym nie chcę nadużywać funkcji off
                top, bo cierpliwość szefowej ma swoje granice.
                fotoforum.gazeta.pl/3,0,1482131,2,1.html
                • jottka Re: nieco off 01.12.08, 13:50
                  omamooo, jakby na mnie takie coś spojrzało takim wzrokiem, to ja bym już na
                  klęczkach była:) i czy mi sie dobrze zdaje, że ona ma biały koniuszek ogona? no
                  przepiękna jest

                  wyślij, wyślij, ale piękne zdjęcia pięknych zwierzaków podnoszą poziom foruma i
                  budzą ciepłe uczucia wśród forumowictwa, więc nie widzę powodu, dla którego
                  trzeba by sie ukrywać:) ewentualnie dla równowagi wklej kociszcze:)
                  • yanga Re: nieco off 01.12.08, 14:21
                    No. Jak umoczony w śmietanie. A na łapach skarpetki z "wyżlego"
                    materiału, tylko na jedną trochę nie starczyło. I na tych zdjęciach
                    nie widać, ale ma przez cały brzuszek taką srebrzystą smugę.
                    A o tym, że mam koty i je kocham, wie większość osób na tym forum,
                    bo przecież z niejednego foruma chleb my jadły :-)
                    • kaliope3 Re: nieco off 01.12.08, 14:27
                      Spojrzenie wywołujące natychmiastowy napad refleksji i jakie mądre
                • lezbobimbo Re: nieco off 01.12.08, 15:46
                  >yanga napisała:
                  > A poza tym nie chcę nadużywać funkcji off
                  > top, bo cierpliwość szefowej ma swoje granice.

                  ;)))))
                  Pardon, ale tak sie akurat sklada (z wozu do piwnicy;)
                  ze tutejsze forum przoduje w olimpijskiej dziedzinie offtopów :)
                  Gdyby nas szefowa miala karcic za kazdy, to by zycia dawno nie miala i zmienila
                  sie w wysuszone truchelko, wzglednie bota :)
                • laura-gomez Re: nieco off 04.12.08, 19:56
                  Yango, piękna jest ta twoja psia pociecha :)
                • tennesee Re: nieco off 06.12.08, 16:05
                  OOOOOOOOOO!
                  Paszcza mię się na widok Fridy nieinteligentnie rozwarła!

                  Albowiem Frida z wyłączeniem białych elementów jest wypisz- wymaluj
                  moim zmarłym 2 lata temu psem, a właściwie suczką z ADHD:) Była
                  przekochanym i moim jedynym psem i poszła sobie do krainy wieczych
                  łowów w swej szesnastej wiośnie życia!

                  Ale się wzruszyłam!
                  • yanga Re: nieco off 06.12.08, 18:02
                    Jejku! Aż mnie ciarki przeszły... Dobrze, że jednak są te białe
                    elementy, bo jeszcze by mnie gupie myśli naszły, jako że Frida
                    pojawiła się nagle, znikąd, na odludziu, po prostu jak... duch!
                    Właśnie kupiłam córce na Mikołaja książkę "Przechytrzyć psa" - o
                    pozytywnym wychowaniu. Sama nigdy w życiu nie podjęłabym się
                    wychowania psa - po prostu brakuje mi czasu i dziwię się, skąd ona
                    go bierze, ale widać, tak być musi...
                    • tennesee Re: nieco off 06.12.08, 18:03
                      ech tam duch! Reinkarnacja po prostu w niemal identycznym ciele:)
            • yanga Re: nieco off 01.12.08, 13:15
              Nie tylko zaszczycona; to jest miłość z wzajemnością od pierwszego
              wejrzenia. Tak się złożyło, że po pierwszym tygodniu sunia urwała
              się młodemu na psacerze, bo się czegoś przestraszyła. Szukało go pół
              klasy, młodzież rozdawała ludziom ulotki ze zdjęciem, aż wreszcie
              ktoś ją po tygodniu w środku nocy znalazł i zadzwonił (na szczęście
              miała już medalik z telefonem). Ale ja nigdy przedtem nie widziałam
              mojej córki w takiej rozpaczy (nawet po śmierci kotki!) - po prostu
              nie dawało się z nią rozmawiać. Teraz Frida, która właśnie odbywa
              rekonwalescencję po sterylce, jest sławna na osiedlu, a młody dzięki
              tej akcji poszukiwawczej przekonał się, jak jest lubiany w swojej
              klasie: ekipa ochotników zjawiła się po kilkunastu minutach.
              • ginestra Re: nieco off 04.12.08, 15:53
                Cudowna psinka z tej Fridy! - piękne zdjęcie i opowieści.
                Stronka o tresurze psów i miłości do psów też bardzo fajna. :-)



        • nessie-jp Re: nieco off 01.12.08, 15:28
          jottka napisała:

          > yanga, a zwierzę zdarzyło ci sie uderzyć?

          Ja jednakowoż stosowałam kary cielesne wobec bardziej żywiołowego z moich kotów
          • ready4freddy Re: nieco off 01.12.08, 17:00
            o tak, woda ze spryskiwacza jest doskonalym srodkiem perswazji, a jednoczesnie
            "nieinwazyjnym" :)
          • biljana Re: nieco off 01.12.08, 17:03
            Moją grubaśnicę też próbowałam okiełznać przy pomocy spryskiwacza, ale
            zapomniałam, że to kot wodny jest i cały szatański zamiar się nie powiódł. Kota
            nadstawiała się, żeby ją polewać jeszcze, jeszcze, jeszcze :)
            • lezbobimbo Re: nieco off 01.12.08, 17:21
              biljana napisała:
              >Kota nadstawiała się, żeby ją polewać jeszcze, jeszcze, jeszcze :)

              Boska kota! Rosofilka :))))
              A jak reagowala na psikanie cytrusami? Niektóre koty ponoc tego nie lubia (inne
              znowuz obojetne, i traf tutaj.. ;)
              • biljana Re: nieco off 01.12.08, 17:57
                lezbobimbo napisała:


                > A jak reagowala na psikanie cytrusami? Niektóre koty ponoc tego nie lubia

                ha! tego jeszcze nie próbowałam. Ale ona takim grzecznym stworzonkiem się
                zrobiła, więc mam nadzieję, że nieprędko spróbuję.
                W ogóle to Maja kocha wodę i z miłą chęcią tarza się np. w wannie po prysznicu
                albo w ręczniku który pańcia zostawi na podłodze po kąpieli. I potem tak jej
                pięknie futerko pachnie:) Hmm płyn do kąpieli graphefriutowy jej ewidentnie nie
                przeszkadza... :)
        • yowah76 Re: nieco off 07.12.08, 03:26
          Jesli chodzi o szkolenie zwierzat wszelakich - ja akurat mialam
          stycznosc i z psami roznych ras, z konmi, szczurami, kotami...
          obecnie odchodzi sie od stosowania kar cielesnych ale szczegolnie
          jesli chodzi o psy i o konie sa takie przypadki, ze bez tzw
          piachopiryny nie da sie. Generalnie chodzi o to, zeby stworzyc taka
          sytuacje, aby zwierze zrobilo to co chcemy, wydawalo mu sie, ze
          zrobilo to co chce i jeszcze dostalo nagrode, plus wzmacnia sie
          pozadane zachowania a ignoruje niepozadane. I wszystko fajnie, tylko
          zwierzaki tez czasem mysla, maja rozne nawyki, gorszy dzien itp. I
          jak pcha sie na mnie 600 kilo rozpaskudzonego konia, ktory wlasnie
          ma problem z dominacja w stadzie to ja nie bede czekac az on wykaze
          pozytywne zachowanie, jesli mu ustapie to na drugi raz powtorzy ten
          sam numer z wiekszym zacieciem ... w takiej sytuacji trzeba czasem
          zareagowac krotko a skutecznie (nie w kazdym przypadku, to sprawa
          indywidualna), a pozniej w odpowiednich warunkach przepracowac pewne
          sprawy i miec nadzieje, ze zapamieta. Sa tez rasy psow wybitnie
          nadwrazliwe (np. collie z tego slyna), ktore nalezy szkolic
          absolutnie bez agresji, nawet krzyk bywa zbyt intensywnym bodzcem i
          hamuje szkolenie - a sa i takie, np. moje ukochane ACD, hodowane do
          gryzienia dzikich krow po nogach i w zwiazku z tym twarde
          psychicznie, malo wrazliwe na bol a przy tym dziko inteligentne,
          ktorych wlasciciele w sytuacjach zmierzajacych w strone krytycznych
          bez oporu daja psu po lbie, bo inaczej nie dotrze.
          Z kotami gorzej, bo obrazony kot moze pojsc nalac w buty, co np.
          koniowi do glowy nie przyjdzie, ale po mojej trojce i paru znajomych
          mam przekonanie, ze wojna psychologiczna dziala w wielu wypadkach a
          w pozostalych i tak rzadzi kot.

          Ogolnie, jestem zdania, ze jesli mamy zdrowe psychicznie zwierze to
          z jednej strony stawiamy mu wyrazna bariere a z drugiej otwieramy
          interesujace mozliwosci. Czyli ta przyslowiowa zelazna reka w
          jedwabnej rekawiczce ;) Podejrzewam, ze z dziecmi jest tak samo i
          mysle, ze okazjonalny klaps ( nie regularne bicie, bo to znieczula i
          traci sens )w momencie szczegolnie wystawiania rodzicow na probe i
          przekraczania wyznaczonych granic ma sens. Zwlaszcza u dziecka w
          wieku nierozumnym, tzn. wytlumaczyc mu sie jeszcze nie da, ale
          wyrobic pewne odruchy tak.
          • yowah76 Re: nieco off 07.12.08, 03:32
            Dodam jeszcze dla tych, co to uwazaja, ze koniki sa suodkie i nie
            mozna ich bic;) ze wlasnie konie przepieknie wykorzystuja to, ze im
            sie odpuszcza - np. zrebak lekko szczypnie - czlowiek sie cofa;
            drugi raz - to samo; jak sie na trzeci raz nie cofnie to konik
            gryzie, no bo widocznie sie zepsul ze sie nie cofa i trzeba mu
            przypomniec;) (dlatego ja bardzo tepilam dopuszczanie dzieci do
            zrebiat, bo zrebaki musialy potem przechodzic dodatkowe nieprzyjemne
            lekcje nt. jak sie traktuje czlowieka). One traktuja nas jak rownych
            sobie i czasem trzeba im w ich jezyku wytlumaczyc. Co wiecej,
            zwlaszcza w przypadku koni, czasem jeden klaps po pysku czy raz
            batem po nogach dziala cuda i starcza do konca zycia o ile sie ktos
            bardzo nie postara, zeby to zepsuc...
            • klymenystra Re: nieco off 07.12.08, 11:03
              Bardzo ciekawe to, co piszesz. Ale z drugiej strony ludzie tez powinni znac
              granice. W jednej stadninie raz dzieci jezdzily sobie w kolku na koniach, nagle
              do srodka wbiegl zrebak i tez sobie truchtal po okregu, obok swojej matki.
              Szanowny pan wlasciciel skopal konika po brzuchu ;(((( To juz chyba
              niedopuszczalne, co?
              • dakota77 Re: nieco off 07.12.08, 11:23
                Na pewno. Roznica dokladnie taka sama, jak klaps dla dziecka, ktore pomino
                tlumaczenia wyrwalo sie rodzicowi i przebieglo przez jezdnie, a pobiciem
                dziecka. Jestem przeciwniczka stosowania przemocy i wobec ludzi, i wobec
                zwierzac. Ale czym innym jest ustalanie granic, jak w opisanej przez Yowah
                sytuacji ze zrebakiem. Reakcja pana opisanego przez ciebie ustalaniem granic na
                pewno nie byla. Ktos zareagowal na to?
                • yowah76 Re: nieco off 07.12.08, 12:23
                  Dakota, trudno mowic o przemocy w przypadku klapsa po nosie czy
                  nawet solidnego szturchanca jesli chodzi o zwierze, ktorego czule
                  zachowania albo po prostu nieuwaga groza Tobie smiercia lub
                  kalectwem;) Jezeli konia nie nauczy sie ostroznego postepowania z
                  delikatna istota ludzka i zachowywania fizycznego dystansu w
                  wyznaczonych przez czlowieka granicach, tzn. NIE kopiemy tak jak
                  wujka, NIE gryziemy tak jak kumpla, NIE skaczemy na leb jak mamusi,
                  NIE depczemy, NIE przyciskamy, NIE urywamy sie ze sznurka itp - to
                  taki kon staje sie niebezpieczny, nie ze zlosliwosci tylko z powodu
                  swoich nieswiadomych mozliwosci fizycznych. Pare razy mialam
                  stycznosc z konmi chowanymi na butelce, bez matki, i o ile matka i
                  inne konie ucza zrebaka zachowan spolecznych - czasem dosc
                  brutalnie - to ludzie nie zawsze potrafia, a bo to zal sierotce dac
                  po ryju (tak mniej wiecej). I potem rzeczona sierotka np. 600kg
                  traktuje ludzi jak rownorzednych partnerow do konskich rozrywek
                  (gryzienie/tratowanie/przepychanie/kopy), dziekuje bardzo...
                  I oczywiscie, konie tez przechodza okresy buntu w trakcie
                  dorastania, fajnie jest;) Ja w ogole najbardziej lubilam prace ze
                  zrebakami. Kwestia dzialan fizycznych polegala nie tyla na sile i
                  czestotliwosci, co na wybraniu wlasciwego momentu - nie mowie tu
                  koniecznie o klapsach, czasem o popchnieciu, przytrzymaniu,
                  przesunieciu - jak sie to zrobilo we wlasciwym momencie i we
                  wlasciwy sposob to bylo b. skuteczne.
                  • yowah76 Re: nieco off 07.12.08, 12:29
                    Tak dla wrazliwych, to jeszcze dodam, ze nasz reczny klaps czy
                    szturchaniec w konskim swiecie i tak raczej liczy sie jako
                    pieszczota jesli chodzi o sile wyrazu;) Moze byc nieprzyjemny, ale
                    krzywdy fizycznej raczej sie gola reka koniowi zrobic nie da, a
                    zadanie faktycznego bolu jest mozliwe tylko przy pewnych technikach
                    i raczej sie ich uzywa do unieruchomienia konia do zabiegu np. niz
                    jako kary.
                    Ja np. potrafilam na danym koniu przez pol roku jezdzic z palcatem i
                    ani razu go nie uzyc w sposob nieprzyjemny dla konia; jezeli kon
                    zostal nauczony, co to jest palcat - wystarczy, ze sie go ma.
                    Naduzywanie znieczula, wystarczy sie przejechac na szkolkowej
                    chabecie zeby to poczuc.
                  • dakota77 Re: nieco off 07.12.08, 13:10
                    Alez Ypwah, ja nie uwazam szturchanca w przypadku konia za przemoc. Fachowcem
                    nie jestem, ale jezdzilam konno, wiem jakie to sa zwierzeta. No ale opisane
                    kopanie czy w ogole kazda kara niewspomierna do winy to juz chyba jest przesada.
                    • yowah76 Re: nieco off 07.12.08, 17:58
                      Dakota, ja nie do Ciebie pisalam o tej nadwrazliwosci, jak
                      jezdzilas, to sama wiesz, ze jak Ci kon na noge nadepnie i nie chce
                      zejsc to przestaje sie czlowiek z nim cackac (ciekawostka - kon
                      odpychany nacisnie jeszcze bardziej;) to sie bodajze negatywna
                      tigmotaksja nazywa) - ale ktos bez doswiadczen tego typu sie moze
                      przejac, ze ja tak zrebaczka po ryju;)))
                      • dakota77 Re: nieco off 07.12.08, 18:08
                        E nie, ani przez moment tego tak nie odebralam:-). Ale faktem jest, ze jak ktos
                        koni nie zna, moze pomyslec: jak to, do biednego zwierzatka tak silowo?;-)
                        • yowah76 Re: nieco off 07.12.08, 18:55
                          I to samo jest z niektorymi psami, tymi eee, mniej wrazliwymi;)
                          Kolezanka hodowala dogi de Bordeaux i mowila, ze szczelne sa
                          wybitnie i czasem trzeba bylo silowo. Takze, nie zawsze mozna byc
                          milym...
                          A co do dzieci: ja wprawdzie nie dzieciata i nie planuje, ale mam
                          wrazenie, ze kiedys te granice po czesci wyznaczaly sie naturalnie.
                          Tzn. dzieci mialy wieksza swobode, wieksza mozliwosc przekonania sie
                          na wlasnej skorze ze to boli, tamto piecze a gdzies tam wchodzic nie
                          nalezy i naturalnie sie uczyly po kilku nieprzyjemnych
                          doswiadczeniach, ze moze czasem warto posluchac starszych, ktorzy
                          np. zakazuja wbiegania na droge, ze w najlepszym razie to grozi kara
                          cielesna ale alternatywa, powiedzmy kara z niebios;) tez nie jest
                          fajna. Jak ktores bylo odporne na wiedze, to nie przekazywalo genow
                          dalej ;) A nikt mnie nie przekona, ze dwulatkowi mozna cierpliwym
                          tlumaczeniem wcisnac do glowy, ze cos jest niebezpieczne, jesli do
                          tej pory nie mial sie okazji skaleczyc czy poobijac. Slyszalam
                          kiedys wypowiedz kobiety, ktora zabrala grupe 12-latek na piknik i
                          zadna nie potrafila sie poslugiwac nozem, znaly teorie, jak trzymac,
                          ze strugac od siebie... co z tego. Kurcze, ja sie w dziecinstwie
                          rwalam do prac polowych na wakacjach i jak mialam ze 12 lat to
                          dostawalam konia z wozem (tj. szlam na lake, lapalam konia...), noz
                          i polecenie zeby przywiezc kukurydzy dla krow z pola;))) a jaka
                          bylam szczesliwa wtedy;))) I mam wszystkie palce.
                          Przeraza mnie to, wiecie? To, ze moja kolezanka odprowadza
                          szesciolatke do klatki obok, ze na tutejszych ulicach nie ma dzieci,
                          chyba ze akurat ze szkoly maja blisko... ja sie kurcze od 5 roku
                          zycia bawilam pod blokiem, jak mialam te 10 lat w ogole znikalam z
                          pola widzenia, mojego brata w podobnym wieku lokalizowalo sie po
                          najblizszym slupie dymu;)... a jak sie poczyta ksiazki dla mlodziezy
                          z lat 60, dzisiaj 20-latkowie nie maja takiej swobody. Niedobrze.
                          • yowah76 Re: nieco off 07.12.08, 18:57
                            W zasadzie c mi za roznica, skoro ja swoje geny z pelna swiadomoscia
                            skazuje na wymarcie. To pisalam ja, Yowah, slepa uliczka ewolucji;)))
                • klymenystra Re: nieco off 08.12.08, 08:38
                  Kto mial zareagowac? Dzieciaki w wieku 10-13 lat byly, wtedy sie nie mowilo o
                  asertywnosci :/
              • yowah76 Re: nieco off 07.12.08, 12:12
                Jezeli zebak po prostu sobie wszedl i lazil za matka, to OK, nie
                powinien oberwac, najwyzej wlasciciel jesli mu to przeszkadza
                powinien lepiej ogrodzic ring albo zamykac zrebaka. No i kopanie po
                brzuchu to juz troche ekstremalna sprawa, chociaz w niektorych
                przypadkach solidny szturchaniec w te okolice niezle dziala, bo
                mniej wiecej tak konie rozmawiaja miedzy soba (to proste mozdzki
                sa ;) ). Z drugiej strony nie wiemy, czy zrebak nie mamusia zrebaka
                nie zaczyna sie histerycznie zachowywac w jego obecnosci i kopac
                inne konie, czy nie zatrzymuje sie co chwile do karmienia, czy sam
                zrebak po chwili sie nie nudzi lazeniem za matka i nie obskakuje
                innych koni walac jezdzcow kopytami przy okazji albo czy nie obgryza
                jezdzcom nog; czy z nudow nie taranuje pana prowadzacego albo nie
                skacze mu z tylu na plecy (przerabialam, dlatego unikalam jak moglam
                prowadzenia jazd ze zrebakami na ujezdzalni, bo wtedy trzeba uwazac
                nie tylko na konie i jezdzcow, ktorzy sa wystarczajaco
                nieprzewidywalni, ale jeszcze i na malego znudzonego glupola z
                szalonymi pomyslami)? Tylko, ze jezeli trzeba zadzialac w sposob
                niesympatyczny, to robi sie to tak, zeby postronni nie widzieli, to
                po pierwsze, a po drugie wlasnie unika sie takich sytuacji np.
                zamykajac malego na drugim wybiegu i pozwalajac sie napic w
                przerwach pracy.
                • klymenystra Re: nieco off 08.12.08, 08:39
                  Dla dzieci ten widok nie byl najbardziej wskazany. Konik i matka byly spokojne,
                  facet mogl zwyczajnie zrebaka wyprowadzic i zawolac kogos. W kazdym razie do tej
                  pory to pamietam, a tych niezliczonych razy szpicruta - juz nie.
    • a_weasley Re: Kary cielesne 07.12.08, 22:33
      yanga napisała:

      > Właśnie ze zdumieniem przeczytałam, że Babi
      > Borejko miała zwyczaj karcić dzieci swoją
      > kościstą rączką.

      A co w tym zdumiewającego? Większość polskich rodziców ten zwyczaj ma do
      dzisiaj, a wtedy była to norma, rodzin, w których by to było do nie do
      pomyślenia, było bardzo niewiele, a prof. Łopatkową z jej żądaniem zakazania
      powyższego traktowano równie poważnie jak prof. Marcinkowskiego twierdzącego, że
      alkohol jest narkotykiem i tak samo powinien być zakazany.
      • sowca Re: Kary cielesne 07.12.08, 23:24
        Tak, masz rację, jest normą. Niestety...
    • yanga Re: Kary cielesne 10.12.08, 19:20
      Ooo, mam następny przykład. Jestem przy "Opium". Pani Lelujkowa w
      rozmowie z Ewą Jedwabińską mówi, że chłopaki za każdą dwóję
      dostawały od ojca lanie!
      • verdana Re: Kary cielesne 11.12.08, 21:54
        Lanie jest karygodne. Z klapsem jest nieco inaczej - klaps dziecka
        niczego nie nauczy, to jasne, ale oduczyć, owszem, moze. Włazenia na
        parapet, odkrecania kurkow od gazu, wybiegania na jezdnie. W takim
        wypadku, w przypadku malych dzieci uwazam, ze lepszy klaps, niz
        nieszczęście.
        Natomiast jest szereg obecnie modnych , kulturalnych metod, ktore we
        mnie z kolei (i adze ze w pokoleniu wychowywanych w ten sposob
        dzieci) budza przerazenie i wstret. Dla mnie kara bez porownania
        gorsza od klapsa jest wyprowadzanie zaryczanego, zbuntowanego
        dziecka do innego pokoju, aby się uspokoiło. To odtrącenie, dla mnie
        nie lepsze od uderzenia. Zdarzało mi się dac klapsa, ale jedyne,
        czego naprawde żaluje, to jednorazowego wyprowadzenie dziecka do
        przedpokoju i zostawienia go tam samego na parę minut. Skutki tego
        odkrecalam parę tygodni.
    • yanga Re: Kary cielesne 11.12.08, 22:03
      A ja nic, tylko dokumentuję. Teraz jestem w BBB. I tam niejakiemu
      Sebastianowi vel Mucykowi, lat około trzech, też mama "nałożyła
      porządnie po zadku, dając w ten sposób, oczywiście, upust przede
      wszystkim własnemu poczuciu winy".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka