algod
22.02.09, 08:54
W toczącej się właśnie burzliwej dyskusji dotyczącej powodów czytania
Jeżycjady bardzo fajne wydały mi się rozważania nad własnymi motywacjami
czytelniczymi, o których zaczęłyście opowiadać. Oczywiste jest, że te potrzeby
są bardzo indywidualne i nawet jeśli dwoje ludzi ma identyczny zestaw
ulubionych książek, to u każdego z nich mógł on powstać na zupełnie innych
zasadach. I to jest właśnie bardzo ciekawe. A jeszcze ciekawsze jest chyba to,
że ta sama osoba może przez wiele lat czytać te same książki - ale w różnych
okresach życia z różnych powodów. Może pobawilibyśmy się w przypomnienie
sobie, jak to się u nas zmieniało w przypadku takich książek, które czytamy
stale od wielu lat? Na pierwszym miejscu powinna być, oczywiście, Jeżycjada,
ale inne też mile widziane.
Ja z Jeżycjadą nie mam bardzo interesująco. Najpierw czytałam, jak bajkę o
Kopciuszku - podobało mi się, że bohaterki tyle miały na początku kłopotów i
tak sobie z nimi nie radziły, a potem im się wszystko ślicznie układało. Potem
czytałam, jak oglądam telenowele, bo chciałam wiedzieć, co dalej się dzieje z
bohaterami. A teraz to głównie po to, żeby móc ze zrozumieniem czytać forum:)
Ale ciekawsze mi się wydały przemiany w przyczynach mojego wieloletniej
miłości do angielskich kryminałów. Najpierw była to miłość w sensie bardzo
konkretnym, to znaczy zadurzyłam się rozpaczliwie w Scherlocku Holmesie. Potem
przeszło mi pierwsze zakochanie, ale dalej koncentrowałam się na detektywach,
czerpiąc satysfakcję z tego, jak ich najpierw otoczenie nie docenia, a potem
zamiera z zachwytu, kiedy gładko rozwiązują zagadkę, z której nikt nic nie
rozumie. No, jak bajka o głupim Jasiu. Nie muszę chyba dodawać, że bardzo
chętnie zobaczyłabym siebie w roli takiego głupiego Jasia, który nie
wygląda za mądrze i otoczenie go nie docenia (to mi się akurat świetnie
zgadzało z rzeczywistością), ale to tylko pozory, bo potem zadziwia wszystkich
swoją błyskotliwą inteligencją (to się już niestety nie chciało zgodzić).
Zanim mi się ta potrzeba leczenia kompleksów nieco zmniejszyła, to zdążyłam
się podszkolić w schematach intryg kryminalnych, więc zaczęłam z kolei
koncentrować się na samej zagadce i samodzielnie ją rozwiązywać. A teraz
głównie wracam sentymentalnie do atmosfery angielskich miasteczek, gdzie w co
drugim oknie stoi ciekawska stara panna, na plebanii mieszka nieprzytomny,
uczony pastor i przenikliwa, znająca ludzi pastorowa, a w przyzwoitych domach
porządnych rodzin dzieją się różne straszne rzeczy.
Pobawicie się?