Dodaj do ulubionych

motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadzie

22.02.09, 08:54
W toczącej się właśnie burzliwej dyskusji dotyczącej powodów czytania
Jeżycjady bardzo fajne wydały mi się rozważania nad własnymi motywacjami
czytelniczymi, o których zaczęłyście opowiadać. Oczywiste jest, że te potrzeby
są bardzo indywidualne i nawet jeśli dwoje ludzi ma identyczny zestaw
ulubionych książek, to u każdego z nich mógł on powstać na zupełnie innych
zasadach. I to jest właśnie bardzo ciekawe. A jeszcze ciekawsze jest chyba to,
że ta sama osoba może przez wiele lat czytać te same książki - ale w różnych
okresach życia z różnych powodów. Może pobawilibyśmy się w przypomnienie
sobie, jak to się u nas zmieniało w przypadku takich książek, które czytamy
stale od wielu lat? Na pierwszym miejscu powinna być, oczywiście, Jeżycjada,
ale inne też mile widziane.
Ja z Jeżycjadą nie mam bardzo interesująco. Najpierw czytałam, jak bajkę o
Kopciuszku - podobało mi się, że bohaterki tyle miały na początku kłopotów i
tak sobie z nimi nie radziły, a potem im się wszystko ślicznie układało. Potem
czytałam, jak oglądam telenowele, bo chciałam wiedzieć, co dalej się dzieje z
bohaterami. A teraz to głównie po to, żeby móc ze zrozumieniem czytać forum:)
Ale ciekawsze mi się wydały przemiany w przyczynach mojego wieloletniej
miłości do angielskich kryminałów. Najpierw była to miłość w sensie bardzo
konkretnym, to znaczy zadurzyłam się rozpaczliwie w Scherlocku Holmesie. Potem
przeszło mi pierwsze zakochanie, ale dalej koncentrowałam się na detektywach,
czerpiąc satysfakcję z tego, jak ich najpierw otoczenie nie docenia, a potem
zamiera z zachwytu, kiedy gładko rozwiązują zagadkę, z której nikt nic nie
rozumie. No, jak bajka o głupim Jasiu. Nie muszę chyba dodawać, że bardzo
chętnie zobaczyłabym siebie w roli takiego głupiego Jasia, który nie
wygląda za mądrze i otoczenie go nie docenia (to mi się akurat świetnie
zgadzało z rzeczywistością), ale to tylko pozory, bo potem zadziwia wszystkich
swoją błyskotliwą inteligencją (to się już niestety nie chciało zgodzić).
Zanim mi się ta potrzeba leczenia kompleksów nieco zmniejszyła, to zdążyłam
się podszkolić w schematach intryg kryminalnych, więc zaczęłam z kolei
koncentrować się na samej zagadce i samodzielnie ją rozwiązywać. A teraz
głównie wracam sentymentalnie do atmosfery angielskich miasteczek, gdzie w co
drugim oknie stoi ciekawska stara panna, na plebanii mieszka nieprzytomny,
uczony pastor i przenikliwa, znająca ludzi pastorowa, a w przyzwoitych domach
porządnych rodzin dzieją się różne straszne rzeczy.
Pobawicie się?
Obserwuj wątek
    • szprota Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 12:10
      Powiem od razu, że miałam bardzo podobnie z początkami czytania
      Jeżycjady i w całości z czytaniem angielskich kryminałów.
      Albo np. taki Pratchett. Początkowo sięgałam po niego, by znaleźć
      rozrywkę na dość podstawowym poziomie. Aktualnie (i tu chyba ma wpływ
      zarówno moja motywacja, jak i fakt, że i drogi Terry pisze jednak
      inaczej) prócz rozrywki szukam jeszcze tych jego pyszniutkich socjo-
      politologicznych obserwacyjek i z rozmachem, wielobarwnie kreślonych
      postaci.
    • rozdzial43 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 12:18
      To ja zacznę od dzieciństwa. Kiedy miałam 8-10 lat zaczytywałam "Dzieci z
      Bullerbyn". Myślę, że zaspokajałam tym tęsknotę dziecka wychowującego się w
      bloku w wielkim mieście za nieskrępowanymi zabawami na łonie przyrody. Łykałam
      opisy budowy szałasów, grot w stogach siana, kąpieli w jeziorach. Pamiętam, jak
      zainspirowane pocztą sznurkową próbowałyśmy z koleżanką przeprowadzić sznurek z
      jej okna w jednym bloku, do mojego okna w drugim bloku. Z tych samych pobudek
      zaczytywałam "Braci Lwie Serce". Z fascynacją czytałam o przejażdżkach konnych w
      Dolinie Wiśni.
      • jottka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 12:53
        um. ze tak powiem, bo w kontekscie tego i sasiednich watkow chcialam nadmienic,
        ze literatura nie spelnia wylacznie czy w glownej mierze funkcji kompensacyjnej,
        a mam wrazenie, ze ta wlasnie jest podawana jako glowny powod siegania po dziela
        dowolne. ona bez watpienia istnieje, ale ja bym na przyklad za podstawowy powod
        brania do reki ksiazek podala ciekawosc. w pelnym spektrum znaczen - od
        ciekawosci tego, co jest w srodku, przez ciekawosc fabuly/ przedstawianej tresci
        po ciekawosc swiatopogladu iksa czy igreka i stawianych przez niego/ nia hipotez
        poznawczych.


        w wypadku literatury popularnej, o ktorej tu glownie jest mowa, to jednak
        zasadnicza wg mnie jest funkcja rozrywkowa - czyli po trudach dnia codziennego
        mozna cos nieskomplikowanego sobie poczytac i sie posmiac wzglednie pobac,
        zalezy co kto lubi:) i tez raczej nie obstawialabym kompensacji, tylko raczej
        preferowana forme rozrywki, a tu raczej czlowiek sie odwoluje do rzeczy
        znajomych, w ktorych sie w miare pewnie czuje i ktore nie wymagaja od niego
        bezustannej czujnosci. stad czytanie po raz enty tego samego dla czystej
        przyjemnosci narracji, ktora nas niczym niemilym nie zaskoczy:)
        • mamarcela Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 13:22
          Z ust mi to Jottko wyjęłaś.
          A dodając swoje trzy grosze powiem jeszcze tak - z moim obserwacji w realu i
          wirtualu wynika, że po książki Musierowicz sięgają i z upodobaniem do nich
          wracają z reguły czytelnicy w wieku dojrzałym, którzy z racji zawodu i
          wykształcenia czytają kompletnie inna literaturę.
          Co się na polski tłumaczy, że po Musierowicz czytają raczej ci dorośli
          czytelnicy, którzy "przeczytali już wszystkie mądre książki", a nawet kilka sami
          napisali :) I nie rekompensują sobie tym IMO żadnych braków emocjonalnych,
          natomiast pławią się z upodobaniem w książkach posiadającej fabułę, hepi end,
          humor, wątek romansowy, czyli wszystko to, co powinna posiadać rozrywkowa
          literatura popularna.
          Albowiem Jeżycjada, szczególnie dawna, jest napisana dla bardzo inteligentnych
          dwunastolatek i to rożni ją od większości kultury pop (w tym literatury
          popularnej całkiem dorosłej), która jest stworzona dla bardzo nieinteligentnych
          dwunastolatek. I dlatego mieści się w tym samym worku, co Adrian Mole, cykl
          Prachetta, serial "Cudowne lata", i jeszcze kilka innych (jak tak przeleciałam
          pamięć to wcale nie tak znowu dużo).
      • klymenystra Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 14:06
        O tak, rozdziale, mam takie same odczucia. To samo pociagalo mnie w "Dzieciach
        "i w wlasciwie calej tworczsci Lindgren - zauwaz, ze w wielu ksiazkach ("Madika"
        "Mio" itd) jest obecna Przyroda. A Bracia Lwie Serce, to, jak odkrylam po latach
        - niezmiernie madra i trudna ksiazka.
    • klymenystra Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 14:04
      Ja tak naprawde sama nie wiem. Czesto wracam do ksiazek z dziecinstwa -
      Montgomery, Domek na Prerii, Musierowicz, Burnett. Jeszcze pare lat temu byla w
      tym chec ucieczki od tej strasznej doroslosci :) Teraz - czytam, zwracajac uwage
      na realia. Domek na Prerii jest pod wzgledem opisu obyczajwosci malym
      arcydzielem. Burnett cenie dodatkowo za basniowa atmosfere i jej wspanialy
      optymizm. W sumie jestem podobna do niej jako do osoby - odkrylam to, zaczytajac
      "The One that I knew the best" ("Lesna Boginka")- a ze sama marze o tym, by
      kiedys pisac - ona i jej ksiazki sa dla mnie niezwykle inspirujace, chocby w
      takich kwestiach, jak wplatanie motywow z wlasnego zycia do powiesci.
      Do moich ukochanych "doroslych" ksiazek naleza dzielka Carpentiera (w
      szczegolnosci Los Pasos Perdidos), Saramago, Tourniera (ktorego wielbie i
      czcze), Colette. Ci trzej pierwsi mitologizuja rzeczywistosc, wykorzystuja
      palimpsest, odwoluja sie do zbiorowej nieswiadomosc- o czym swiadczy to, ze ich
      lubie? Sama nie umiem tego wyjasnic. Colette to z kolei pisarstwo z rysem
      obyczajowosci, o ktorym juz wspomnialam, ale tez - piekny jezyk i duza doza
      kobiecosci. I tego szukam w jej ksiazkach.
    • nessie-jp Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 14:37
      Po pierwsze i przede wszystkim pragnę zauważyć :) że założenie iż czytelnik MUSI
      sobie coś kompensować literaturą, a jego dobór książek wskazuje co, nie ma
      rączek ani nóżek. Oznaczałoby bowiem, że normalni, dobrze rozwinięci i
      wykształceni ludzie nie czytają w ogóle :P

      To rzekłszy, faktycznie motywacje czytelnicze się zmieniają. Jako dziecko
      czytywałam wszystko, co mi w ręce wpadło, od Burnett i Kuttnera przez powieści o
      Indianach i Marsjanach po encyklopedię chorób zakaźnych. Miałam ogromny głód
      informacyjny, na widok książki dostawałam objawów narkomanii i nie spoczęłam,
      póki się nie przekonałam, co w niej jest.

      Jako nastolatka czytałam wymienione przez was kryminały i Jeżycjadę przede
      wszystkim i w 99% dla śmiechu. Kwiliłam z radości zarówno nad panną Marple, jak
      i nad Anielą Kowalik, podobnej radości szukałam w książkach o Ani Shirley i
      Emilce Starr czy w książkach Jane Austen.

      Teraz
      • alitzja Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 16:33
        nessie-jp napisała:

        > Po pierwsze i przede wszystkim pragnę zauważyć :) że założenie iż
        czytelnik MUSI sobie coś kompensować literaturą, a jego dobór
        książek wskazuje co, nie ma rączek ani nóżek. Oznaczałoby bowiem, że
        normalni, dobrze rozwinięci i wykształceni ludzie nie czytają w
        ogóle :P

        Co, zdaje się, jest prawdą - o ile wiem, dorosły Polak nie czyta
        wcale czy średnio jakąś jedną książkę rocznie;-)
        • nessie-jp Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 17:20
          > Co, zdaje się, jest prawdą - o ile wiem, dorosły Polak nie czyta
          > wcale czy średnio jakąś jedną książkę rocznie;-)

          No właśnie, jakie mamy zdrowe i niezakompleksione społeczeństwo!

          Swoją drogą, tacy Lisieccy musieli być wzorcową rodziną, pełną ciepła i miłości,
          skoro dzieci wcale nie czuły potrzeby czytać! A dorośli pewnie też nie :)
          • mama_kotula Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 17:37
            Ja jeszcze chcę na jedno zwrócić uwagę - na to, jak odbieramy daną książkę. Czyli jak ktoś spyta: o czym to jest? to liczy się pierwsza odpowiedź, która się nasunie ;-).

            W poprzednim wątku związanym tematycznie napisałam już, że nigdy przenigdy nie traktowałam Jeżycjady jako książki o RODZINIE, za czasów kiedy byłam targetem jeżycjady były to dla mnie książki o miłosnych perypetiach nastolatków, a wątki "rodzinne" stanowiły tło. Z kolei taka "Lalka" też jest dla mnie opowieścią o miłości, i śmiertelnie nudziły mnie rozdziały z cyklu Pamiętnik starego subiekta - skrzętnie je omijałam :P.
            I tu bym raczej poszła w dywagacje - dlaczego tak a nie inaczej odbieramy daną książkę, i to ewentualnie może powiedzieć coś o tych słynnych poniekąd skrywanych tęsknotach i potrzebie kompensacji, a nie sam WYBÓR konkretnej lektury.
            • nessie-jp Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 17:55
              > I tu bym raczej poszła w dywagacje - dlaczego tak a nie inaczej odbieramy daną
              > książkę, i to ewentualnie może powiedzieć coś o tych słynnych poniekąd skrywany
              > ch tęsknotach i potrzebie kompensacji, a nie sam WYBÓR konkretnej lektury.

              Słusznie!

              Dlatego "Opium" zawsze będzie dla mnie książką o samotności i strachu, a
              "Dziecko Piątku"
            • algod Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 18:04
              O, no właśnie. Też mi się zdaje, że ilu czytelników, tyle różnych powodów (czy
              raczej indywidualnych kombinacji powodów) sympatii do tej samej książki.
              A co do kompensacji to pewnie, że to tylko jedna z wielu czytelniczych
              przyjemności. Swoją drogą, u mnie całkiem często powodem, dla którego czytam do
              upadłego jakąś książkę, jest poniekąd owej kompensacji odwrotność. Mianowicie
              upajam się i rozkoszuję myślą, że ja nie muszę przeżywać tego, co bohaterowie. Z
              taką niecną motywacją czytam np. z dużym zapałem opowieści o wyprawach do bieguna.
    • szprota Mogę jeszcze dodać 22.02.09, 18:56
      że na pewno motywacją, zwłaszcza względem tych książek, do których
      wracam, jest ucieczka od rzeczywistości (nie kryję, że zwłaszcza
      wtedy, gdy mocno mi ona skrzeczy) w dobrze skonstruowaną opowieść.
      Nie musi mieć happy endu, bohaterowie mogą być plugawi i brzydcy,
      chociaż oczywiście najlepiej, gdy jednak triumfuje dobro albo chociaż
      ten mniej niesympatyczny bohater ;]
    • ananke666 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 22:37
      Mogę dopisać swoje motywacje, w paru przypadkach dość nietypowe, zdaje mi się.
      Mianowicie ogromnie lubię odnajdywać w książkach tło kulturowe - obyczaje,
      przedmioty, żarcie, poglądy itp. Dlatego tak lubię Kitowicza :) i dlatego z
      uporem przepchałam się kiedyś przez dość głupi cykl Jean Auel "Dzieci Ziemi",
      traktujący o przygodach jaskiniowej blond superwoman, która straciwszy rodziców,
      trafiła do klanu neandertalczyków, po czym wyleciawszy z niego... a zresztą kto
      chce, niech sam sobie czyta ;)
      Mianowicie znajdowała się w tych książkach potężna dawka opisów przedmiotów
      codziennego użytku, od igieł po domostwa, sposoby ich wytwarzania,
      przechowywania i co kto chce. Gotowanie i pierwociny sztuki. Hipotetyczne
      wierzenia. Dużo wiadomości o ziołach i w ogóle masa informacji bardzo dla mnie
      ciekawych, także o ówczesnych zwierzątkach, o różnicach w budowie między
      człowiekiem z Cro-Magnon a neandertalczykiem i w ogóle długo można by
      wymieniać... Sporo informacji było opartych na zachowanych przedmiotach, inne
      zaczerpnięto z różnych, niekoniecznie ściśle związanych z epoką źródeł - np.
      żarcie i zioła - zresztą na końcu książki znajdowały się sążniste podziękowania,
      wyszczególniono tam informatorów. Skończyło się na tym, że perypetie głównej
      bohaterki przelatywałam jednym okiem, za to chłonęłam opis szycia i ozdabiania
      bluzy. Albo strzelania z procy. Albo produkcji krzemiennego noża. I tak dalej.
      Tak mi się to podobało, że zapadłam w czytelniczy amok i słusznej objętości
      książki wchłonęłam w trzy czy cztery dni, robiąc przerwy na spanie, posiłki i
      spacery z psem.
      Przy okazji po raz kolejny przekonałam się, że całkiem często zdarza się, że
      info z tyłu książki zawierające króciutkie, częściowe streszczenie, można sobie
      w buty włożyć. Na wydaniu, które czytałam, stało bodajże, że panna po pewnym
      czasie zaczęła klanowi neandertalczyków przewodzić. Czekałam na to przewodzenie,
      czekałam - i się kurna nie doczekałam!
      • nessie-jp Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 22:47
        > Mianowicie ogromnie lubię odnajdywać w książkach tło kulturowe - obyczaje,
        > przedmioty, żarcie, poglądy

        Ależ tak! Te wszystkie Ramzesy synowie światłości czy Sagi o Ludziach Lodu są
        ciekawe właśnie dlatego
        • mama_kotula Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 23:01
          Cytat
          Z takiego też powodu lubiłam w dzieciństwie książki o Indianach i Eskimosach --
          te wszystkie opisy butów szytych ścięgnami renifera (fuj!) które w wodzie
          pęczniały i stawały się nieprzemakalne, itd., itp.


          A jak skóra butów za bardzo stwardniała, to trzeba ją było dobrze przeżuć. Za cholerę nie pamiętam, gdzie o tym czytałam, ale to żucie mi w pamięć zapadło, Eskimos jakiś wyjeżdżał zaprzęgiem gdzieś i takie rady ojca? matki? sobie przypominał, wyjeżdżając.

          Uwielbiam czytać "Tajemniczą Wyspę" Verne'a, za przepiękne opisy, jak to panowie cudownie wykonywali sobie różne rzeczy korzystając z dostepnych na wyspie środków.

          Kocham - wręcz kocham "Lubię majsterkować" Adama Słodowego. Cudo, harmonia, pełnia logiki i precyzji.
          Z tego samego powodu uwielbiam i zaczytuję się podręcznikami do matematyki, zwłaszcza analitycznej. Ostatnimi czasy na lekturę do autobusu, którym miałam jechać 7 godzin, wzięłam sobie Tablice matematyczne, fizyczne i chemiczne.
          Oooo, to to. To mi rekompensuje, eureka, wreszcie znalazłam potzrebę rekompensaty jakichś skrywanych tęsknot. Uwielbiam czytać podręczniki matematyczne bo rekompensuję sobie tym tęsknotę za cudownie przewidywalnym i uporządkowanym zorganizowanym światem, gdzie jak się powie A, to rzeczone A na wieki pozostanie A, a nie będzie Aaaaaaaaa bądź B zależnie od nastroju mówiącego.

          A generalnie to główną motywacją przy wyborze jakiejkolwiek książki jest GŁÓD WIEDZY.
          Pomijam sytuacje kiedy książkę wybieram po to, aby nie nudzić się w kibelku.
          • ananke666 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 23:35
            > A jak skóra butów za bardzo stwardniała, to trzeba ją było dobrze przeżuć. Za
            cholerę nie pamiętam, gdzie o tym czytałam, ale to żucie mi w pamięć zapadło

            O! ja też pamiętam jakieś żucie. I też za nic nie mogę sobie przypomnieć, gdzie
            to było!

            > Uwielbiam czytać "Tajemniczą Wyspę" Verne'a, za przepiękne opisy, jak to panowi
            > e cudownie wykonywali sobie różne rzeczy korzystając z dostepnych na wyspie
            śroków.

            Aha - ale za dobrze im szło, skubańcom. Nawet z jednego ziarenka zboża dziesięć
            kłosów wyhodowali!
            • mama_kotula Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 23:39
              Nie wiem dlaczego, ale właśnie mi się skojarzyło, że o żuciu mówił chłopiec mały, chyba 11- czy 12-letni.
              No i teraz będzie mnie to męczyć. Aż zorientuję się, co to była za książka.
              • jottka chłopiec? 22.02.09, 23:45
                no to obstawiam, że to odrapi, niesłusznie zwany odarpim:)
                • mama_kotula Re: chłopiec? 22.02.09, 23:51
                  O Odarpim to była lektura szkolna, tak? Trochę przynudnawa? To raczej nie. To
                  było coś pozaszkolnego wygrzebanego z biblioteczki dziadka.
                  I może to była nawet dziewczyna. Znaczy, wypowiadająca te słowa/myśli.
                  Taaak, jestem bardzo zdecydowana i pamięć mam rewelacyjną ;>
                  • jottka Re: chłopiec? 23.02.09, 00:03
                    mama_kotula napisała:

                    > O Odarpim to była lektura szkolna, tak? Trochę przynudnawa?


                    bladego pojęcia nie mam, za wczesnego młodu chciałam zostać polarnikiem i
                    czytałam wszystko, co miało mnie odpowiednio przygotować do zawodu, łącznie z
                    opisami połowów kryla, i wszystko mi się w jedną magmę zlało. jakieś polowania
                    na foki w odarpim były, ale równie dobrze o przeżuwaniu skór mogła mówić jakaś
                    bohaterka 'orlich piór' szklarskiego, indianki też żuły skóry na potęgę:)

                    z tym, że jeśli chłopiec eskimoski, to poza odarpim nie ma chyba takiego
                    bohatera w naszej literaturze dziecięcej. jeszcze jest ten polarny tumbo
                    centkiewiczów, no ale on eskimosem z całą pewnością nie był.
                    • mama_kotula Re: chłopiec? 23.02.09, 00:10
                      To nie była Indianka, nie nie.
                      gdzieś dotrzeć i zbudować igloo. I zadbać o to, aby mu buty nie przemokły i skóra na nich nie stwardniała, buty były nowiusieńkie, dostał je od matki(???) "wiedział dobrze, że potem trzeba wywrócić je włosem do środka i podeszwę dobrze przeżuć". I do piesków coś mówił, kierując zaprzęgiem, dużo było tego mówienia do piesków.
                      A potem wrąbał się do jakiejś wody, o.

                      Ratunku.

                      Nie przypomnę sobie, gdy pamięć przegrzebuję, to wyłącznie synestezja mi się włącza i zamiast tytułu kojarzę tylko jaką "barwę wewnętrzną" miała ta książka :/.

                      Może to rzeczywiście była książka Centkiewiczów. Ale jestem po prostu przekonana, że nie posiadałam egzemplarza w domu, tylko z biblioteki brałam, a tę, o której mówię, miałam w domu na bank.
                      • mama_kotula Urwało mi, miało być 23.02.09, 00:11
                        "Bohater miał gdzieś dotrzeć i zbudować..." itd.
                        • jottka Re: Urwało mi, miało być 23.02.09, 00:18
                          bestselera pod ręką nie posiadam, ale od czegóż wiki:

                          pl.wikipedia.org/wiki/Odarpi,_syn_Egigwy
                          ten opis dziwnie zgodny z twoimi wspomnieniami:) choć o żuciu czegokolwiek nic
                          nie ma, karygodne zaniedbanie.
                          • mama_kotula Re: Urwało mi, miało być 23.02.09, 00:22
                            No i chyba wyszło szydło z worka, a ja się zapierałam rękami i nogami przed tym
                            Odarpim!!
                            Oświeciło mnie przy siostrzyczce. Razem z siostrą te buciska żuli po tym, jak mu
                            zamokły, usiedli po obu stronach ogniska i tak bez słowa w zębach międlili.
                            Chyba. Znając życie, okaze się jednakowoż, że siostra bezzębnym niemowlęciem
                            była, a mnie się znowu coś pomerdało :D
                            • jottka Re: Urwało mi, miało być 23.02.09, 00:26
                              ja sobie chyba to pożyczę z biblioteki, twoje dramatyczne wspomnienia mnie
                              zachęciły, zwłaszcza mówienie do piesków:) ciekawe, czy mówił z pełnymi ustami.

                              a ta siostrzyczka chyba jednakowoż w domu siedziała, porządna squaw nie będzie
                              się szlajać za morsem (chyba?), to gdzie on te buty zgubił?
                              • mama_kotula Re: Urwało mi, miało być 23.02.09, 00:32
                                Wrócił do domu po wpadnięciu do przerębla, zgarnął słuszny ochrzan, po czym usiadł karnie przy ognisku i zaczął żuć.
                                Naprzeciwko niego usiadła Ivaloo i bez słowa wzięła do ręki drugi, po czym wpakowała do dzioba.

                                Ogólnie to nie pamiętam treści. Pamiętam za to doskonale nastrój - ten milczący ciężki nastrój panujący w igloo.
                                • mama_kotula A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 00:39
                                  po przeczytaniu streszczenia książki "Anaruk, chłopiec z Grenlandii"...
                                  :(((
                                  • mama_kotula Jedno jest pewne 23.02.09, 00:43
                                    Żucie odbyło się w milczeniu. Żuły dwie osoby siedzące naprzeciwko siebie przy
                                    ognisku. Amen.

                                    Zestaw mógł wyglądać: Odarpi + siostra, albo Anaruk + matka. Bo druga osoba była
                                    kobietą.

                                    Ja dzisiaj nie zasnę...
                                    • mama_kotula Jestem boska :P 23.02.09, 00:48
                                      Rany, rozmawiam sama ze sobą. To się zdarza o tej porze.

                                      Nie o tym żuciu w milczeniu, ale jednak znalazłam:
                                      pawlakmag.w.interia.pl/eskimosi.html
                                      i cytat:
                                      "...Wysuszone, twarde jak drweno skóry foki i rena matka Anaruka rozłożyła na podłodze i jeszcze raz bardzo starannie oczyściła kamykami ze śladów mięsa, a potem długo ugniatała w palcach,żeby je zmiękczyć. Delikatną skórę foki, matka zmiękczała jeszcze zębami.Sama nie dała jednak rady.Wtedy wszyscy zasiedli wokół i zaczli pracowicie żuć jej brzegi... Gdy wreszcie skóra była dostatecznie miękka,matka wielkim, ostrym nożem skroiła kurtkę i zaczęła ją zszywać dużą igłą z kości foki..."
                                      • lezbobimbo Re: Jestem boska :P 23.02.09, 04:15
                                        mama_kotula napisała:
                                        >matka zmiękczała jeszcze zębami.Sama nie dała jednak rady.Wtedy >wszyscy
                                        zasiedli wokół i zaczli pracowicie żuć jej brzegi

                                        Czy tylko ja to czytam w ten sposób, ze wszyscy zaczeli pracowicie zuc brzegi
                                        matki?;)
                                        • truscaveczka Re: Jestem boska :P 23.02.09, 12:40
                                          Matki-kotuli naturalnie :D
                                  • ananke666 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 00:57
                                    Czy to Anaruk zeżarł mydło?
                                    • mama_kotula Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 01:06
                                      ananke666 napisała:
                                      > Czy to Anaruk zeżarł mydło?

                                      Ananke, zlituj się, błagam... ja muszę pracować!!!!!!!
                                      A tu kolejna zagadka. Nie, no ja się poddaję.

                                      Mydło zeżarła małpa w Koziołku Matołku, co je ze słupa zdjęła. A druga przywiązała sobie szczoteczkę do ogona.
                                      Mydło zjadł również niejaki Gapcio.
                                      Tyle wiem w kwestii mydła jako artykułu służącego do konsumpcji ustnej.
                                      Google mi właśnie powiedziało, że Anaruk też. Mydło pożarł, a czekoladę powąchał i wyrzucił.

                                      Kotula, do pracy, ale to już!!!!!!!!! <dramatyczny jęk>
                                      • nessie-jp Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 01:11
                                        Doskonale pamiętam tę scenę z mydłem i czekoladą, bo czytałam to jako dziecię na
                                        czekoladowym głodzie (mydła to akurat było pod dostatkiem... ale czekolada na
                                        kartki!)
                                        • ananke666 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 01:16
                                          Węszę jakiś swąd z tym mydłem. On chyba zeżarł mydło, bo uznał, że było w nim
                                          dużo tłuszczu. Jakby go w czekoladzie brakowało, kurczę!
                                      • ananke666 Pieśń dla Kotuli 23.02.09, 01:24
                                        Uważaj, śpiewam specjalnie dla Ciebie!
                                        (Lojalnie uprzedzam, że jak ja śpiewam, to psy nawet nie wyją, tylko uciekają
                                        skowycząc dupami)


                                        Hej, junacy - ej, chłopcy, dziewczęta,
                                        Do roboty! do roboty!
                                        Jedno hasło jak rozkaz pamiętaj:
                                        Do roboty! do roboty!
                                        Za młoty, hej, ojczyzny wolne dzieci, dzielne dzieci,
                                        Do roboty! - serca w górę, myślą świecić!
                                        Raz! dwa! do roboty!
                                        Czas brać kielnię w garść!

                                        Żałobne zawodzenie o brudzie i nędzy zostaje Ci darowane...
                                        • mama_kotula cmok :* 23.02.09, 01:36
                                          Śliczna!!!

                                          Moja pieśń antymotywacyjna jest tu:
                                          www.youtube.com/watch?v=bXoc9hOIj3M
                                          a motywacyjną gdzieś wyżej w sygnaturce mam :P
                                        • szprota Re: Pieśń dla Kotuli 23.02.09, 19:59
                                          ananke666 napisała:
                                          Lojalnie uprzedzam, że jak ja śpiewam, to psy nawet nie wyją, tylko uciekają skowycząc dupami

                                          No i przepadło. Teraz absolutnie muszę posłuchać Twojego śpiewu celem zaobserwowania tych efektów ubocznych ;D
                                  • dakota77 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 12:51
                                    Niezaleznie od tego, czy to Odarpi czy Anaruk, obaj ciezko by sie obrazili za
                                    nazwanie ich Eskimosem, skoro byli z Grenlandii:)
                                    • nessie-jp Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 20:15
                                      Mnie się plącze po pamięci jeszcze zupełnie inny cykl przygód, też północny, ale
                                      jednak nie podbiegunowy
                                      • jottka Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 20:38
                                        w dziwnym widzeniu wieszczym majaczy mi się 'sejdżio i jej bobry', ale zabijcie
                                        mnie nie wiem dlaczego:)
                                        • mamarcela Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 21:00
                                          Kompletnie nie pamiętam tych scen, ale jeśli młodzież i trójka to może cykl
                                          Curwooda "łowcy wilków", "Łowcy złota" dokończony "Łowcami przygód" przez
                                          polskiego tłumacza, a raczej tłumaczkę.
                                          biblioteka.eksiazki.org/index.php/Jerzy_Marlicz
                                          "Sedzio i jej bobry" chyba bardziej "dzieciowe" niż młodzieżowe :)
                                          • jottka Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 21:08
                                            mamarcela napisała:

                                            > "Sedzio i jej bobry" chyba bardziej "dzieciowe" niż młodzieżowe :)


                                            jak wczoraj tu odarpi robił za bestseler ponad pokoleniami, to sejdżio nawet
                                            jakby poważniejsza:) a poważnie to pojęcia nie mam, fabułki nie pamiętam, ale
                                            rzeka, kanu i jakieś dążenie dokądś mi sie nieodparcie z sejdżio kojarzy:)
                                            • mamarcela Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 21:28
                                              Nieno, jasne :) Też fabuły nie pamiętam specjalnie, ale wiem, ze to o przyjaźni
                                              dziewczynki z bobrami.
                                              Natomiast owi "Łowcy" to jest historia, a właściwie historie,
                                              kryminalno-romansowe z kanadyjskiej północy. I z całą pewnością jest trójka
                                              bohaterów: mieszczuch Rod, półindianin Wabigoon zwany Wabim (jejku, że ja to
                                              wszystko pamiętam)oraz jego siostra piękna Minnetaki (albo coś w podobnie), w
                                              której się Rod nieprzytomnie kocha. Porywają mu ją a jakże! Jeżdżą psimi
                                              zaprzęgami, pływają anu i w ogóle pełen orgazm.

                                              A kto czytał "Fridtjow, co z ciebie wyrośnie" i "Człowiek, o którego upomniało
                                              się morze".? Naprawdę myślałam, że byłam jedyną małą dziewczynką, która marzyła
                                              o karierze polarnika. Nigdy się do tego nie przyznawałam, uważając to za dowód
                                              na mą dziecięcą dewiację.

                                              "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
                                              • the_dzidka Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 21:38
                                                Tak, Wabigoon i Minnetaki :) Czy ja dobrze pamiętam, że oni byli pół-
                                                Indianami? Mamusia była biała? :-)
                                                • mamarcela Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 21:45
                                                  Nie. Z tego, co pamiętam to tatuś był biały. Miał jakieś "białe" nazwisko i był
                                                  "agentem faktorii"? cokolwiek to znaczyło. W celu sprawdzenia musiałabym się
                                                  udać do pokoju któregoś z moich dzieci, a to grozi zawałem natychmiastowym. Z
                                                  tego, co pamiętam to Minnetaki w drugiej części porwał jakiś niedoszły amant
                                                  mamusi. Jak córka powróci w domowe pielesze nakażę jej przeszukanie pokoi jej i
                                                  brata i przeczytam z wielkim zapałem.
                                                  W trzeciej części pojawia się jeszcze amantka dla Wabigoona - Indiana przebrana
                                                  za Indianina.
                                                  • ananke666 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 23:07
                                                    > W trzeciej części pojawia się jeszcze amantka dla Wabigoona - Indiana przebrana
                                                    > za Indianina.

                                                    Nie Dolores jej było?
                                                    W ogóle to nie przyjmuję do wiadomości trzeciej części, Marlicz niech ją sobie w
                                                    buty wsadzi. Głupia niemożebnie.

                                                    A jeśli jesteśmy przy północnych klimatach - kto lubił Londona?
                                                    Odyseja Północy, Martin Eden, Biały Kieł, Zew krwi, Księżycowa Dolina?

                                                    Zew krwi i Białego miałam kiedyś w jednym tomiku, z dziesięć lat mogłam mieć jak
                                                    zaczytałam na śmierć.
                                                  • mama_kotula Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 23:20
                                                    London nuuuuuuuda ;). Zew krwi był chyba lekturą szkolną, nie doczytałam nawet do połowy. Może teraz, po latach się skuszę.

                                                    Z innych północnych klimatów kocham i zaczytuję do tej pory "Bajki ludów północy" i przegenialny jak dla mnie wybór "Syn latającej czarownicy" (tu można znaleźć większość www.terve.pl/literatura/bajki_laponskie/) - dla mnie przegenialny, większość znajomych moich nie wie, co ja w tym widzę ;).

                                                    Jeszcze z innych północnych - Kalewala, był okres, że z pamięci recytowałam. Nie mam pojęcia, gdzie jest mój egzemplarz, jakiś zły człowiek pożyczył i nie oddał :(.
                                                  • dakota77 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 00:08
                                                    Ja lubilam Londona. A basnie ludow Polnocy uwielbialam:)
                                                  • ananke666 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 10:27
                                                    Bajki ludów Północy...
                                                    Czy tam występowało określenie "różowy lód", a w jednej matka wycięła sobie
                                                    kawałek nogi, żeby złowić rybę?
                                                  • meduza7 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 12:00
                                                    Kalewala! Prawie się popłakałam ze szczęścia, gdy na jakiejś wyprzedaży
                                                    bibliotecznej znalazłam zapamiętaną z dzieciństwa wersję "dla dzieci", w
                                                    opracowaniu i przekładzie Porazińskiej. Ach ach... :)
                                                  • sofijufka Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 18:22
                                                    ja Ci dam: London - Nuda! wrrr... A "Księżycowa dolina"? i "Wilk
                                                    morski"....Ja tam w Wilku Larsenie sie podkochiwałam, ehhhh
                                                  • mamarcela Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 18:33
                                                    A "Bellew Zawieruchę" Londona czytywał ktoś? Ja pamiętam jakiś handel jajami i
                                                    wyścigi psich zaprzęgów. Bardzo zabawna to była książka w przeciwieństwie do
                                                    "Białego Kła", którego nie mogłam czytać, bo był okropnie smutny.
                                                    Natomiast kochałam zwierzęce książki wspominanego Curwooda "Szarą wilczycę",
                                                    "Barry'ego syna szarej wilczycy", "Władcę skalnej doliny", a przede wszystkim
                                                    "Włóczęgi północy". Pies mojego życia był dokładnie taki jak Miki z Włóczę tylko
                                                    zamiast niedźwiedzia miał kota, ale za to jakiego kota!
                                                  • jottka Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 18:47
                                                    londona czytałam, ale jakoś mi w pamięć nie zapadł, a później to już konwencja
                                                    mnie nie brała, natomiast curwood czemu nie, zwłaszcza niua:)

                                                    a czytał ktoś 'hultaja' sterlinga northa? lata 1.wojny, kanada, bodaj 10latek
                                                    wychowuje przedsiębiorczego szopa pracza od malucha - chyba wszystkie
                                                    egzemplarze wykupuję na allegro, żeby znajomym dzieciom wciskać:)
                                                  • mamarcela Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 18:57
                                                    Niua był słodziakiem absolutnym, a Miki miał tak samo klapnięte ucho jak mój
                                                    Pies. Przynajmniej na okładce mojej książki wydanej chyba zaraz powojnie, a
                                                    odziedziczonej przeze mnie po ciotce Jadźce.

                                                    Czytałam tego "Hultaja", ale mi szczególnie w pamięć nie zapadł.

                                                    Natomiast z innej beczki chociaż nie do końca innej Bootha Tarkingtona "Penroda"
                                                    i "Siedemnastolatka" zna ktoś?

                                                    A apropo "Wilka morskiego" "Kapitanowie zuchy" Kiplinga?
                                                  • jottka Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 19:04
                                                    mamarcela napisała:

                                                    > Niua był słodziakiem absolutnym, a Miki miał tak samo klapnięte ucho jak mój Pies.

                                                    miki był za bardzo psem:) a niua właściwie usposobienie miał kota, ale opisy
                                                    konfliktów światopoglądowych w tej parze były boskie.


                                                    > Czytałam tego "Hultaja", ale mi szczególnie w pamięć nie zapadł.

                                                    jeszcze jest 'wilczek' northa - ja węszyłam za dziecka za wszelkimi książkami o
                                                    zwierzętach i żeby to nie było o bohaterskiej śmierci za ukochanego pana, bo są
                                                    granice mojej odporności.


                                                    > Natomiast z innej beczki chociaż nie do końca innej Bootha Tarkingtona
                                                    "Penroda" i "Siedemnastolatka" zna ktoś?

                                                    to drugie - jeszcze robert stevenson nam sie nie pojawił:)


                                                    > A apropo "Wilka morskiego" "Kapitanowie zuchy" Kiplinga?

                                                    a nie, księga dżungli forever:) z bojowym plemieniem bandar-log!
                                                  • mamarcela Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 19:51
                                                    Apropo książek o zwierzętach to uchodziłam w rodzinie za kompletna psychopatkę,
                                                    socjopatkę i osobę serca pozbawioną. Otóż będąc małą dzieciną często nadzwyczaj
                                                    chorowałam i podczas którejś z tych chorób babcia zaczęła mi czytać opowiadania
                                                    dla dzieci bodajże Marii Dąbrowskiej. Sama już zapewne dawno umiałam czytać,
                                                    skoro to wydarzenie pamiętam, ale u mnie w domu się na głos czytywało, a już
                                                    szczególnie choremu dziecku. No i najpierw przez ileś tam stron umierał na
                                                    dyfteryt niejaki Janek, co ja znosiłam spokojnie, a nawet z niejakim znudzeniem,
                                                    ale potem w opowiadaniu kolejnym trzeba było zastrzelić chorego na wściekliznę
                                                    wyżła i wtedy ja wybuchłam płaczem, szlochem, wpadłam w spazmy, konwulsje i
                                                    dostałam gorączki. Trzeba było schować tę książkę, bo ja nawet nie chciałam
                                                    przebywać z nią w jednym pokoju. Pamiętam, że była szara, z niebieskim, w
                                                    płóciennej oprawie.
                                                  • mamarcela A Irkę i Czarkę czytywał ktoś? 24.02.09, 19:53
                                                    To już tak apropo zmiany klimatu, bo Czarka była panterą, a nie pingwinem :)
                                                  • jota-40 Re: A Irkę i Czarkę czytywał ktoś? 24.02.09, 20:00
                                                    Cykl o Czarce też przeleciałam, a jakże ;).
                                                    Kkokosie, a nie pamiętasz, czy przygoda z samolotem rozbitym gdzieś nad śniegami
                                                    okołobiegunowymi, i z Tumbem tamże ganiającym - to było w pierwszym tomie, czy
                                                    drugim? Mętnie przypominam sobie tylko, że pił jakieś słodzone mleko
                                                    skondensowane z puszki, co na mnie podziałało, bo sama mogłabym je pić litrami ;).
                                                  • kkokos Re: A Irkę i Czarkę czytywał ktoś? 24.02.09, 20:14
                                                    jota-40 napisała:

                                                    > Kkokosie, a nie pamiętasz, czy przygoda z samolotem rozbitym gdzieś nad śniegam
                                                    > i
                                                    > okołobiegunowymi, i z Tumbem tamże ganiającym - to było w pierwszym tomie, czy
                                                    > drugim?

                                                    niestety, ja głównie pamiętam krzywdę tumba :) a książki obie stoją na półce,
                                                    ale u mojej mamy, nie u mnie, więc nie zajrzę teraz
                                                  • yowah76 Re: A Irkę i Czarkę czytywał ktoś? 25.02.09, 22:18

                                                  • lezbobimbo Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 25.02.09, 00:18
                                                    mamarcela napisała:
                                                    (...)podczas którejś z tych chorób babcia zaczęła mi czytać >opowiadania dla
                                                    dzieci bodajże Marii Dąbrowskiej. (...) No i >najpierw przez >ileś tam stron
                                                    umierał na
                                                    > dyfteryt niejaki Janek,

                                                    Offtop tysieczny - czy to byl aby ten Janek maly przez wszystkich uwielbiany, co
                                                    w wieku 4 lat nosil krzesla debowe w raczkach, byl najodwazniejszy na swiecie i
                                                    przeziebil sie smiertelnie na kuligu, a potem umieral i umieral godzinami (nie
                                                    bojem sie! chyba nawet wolal) az familia chciala jechac w koncu do dochtóra,
                                                    zeby Jankowi gardlo cial; ojciec rzucil sie do okna, a tam 40 stopni mrozu, wiec
                                                    nie pojechali i zmarlo toto? To chyba byl nawet brat czy krewny Marii, czyz nie?
                                                  • klymenystra Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 25.02.09, 08:59
                                                    Ksiega Dzungli to jest to! Wlasnie przez te ksiazke i przez Bialego Kla
                                                    marzylam, ze kiedys bede wilczyca :)
                                                  • the_dzidka Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 20:00
                                                    > a czytał ktoś 'hultaja' sterlinga northa? ]

                                                    Ja, ja, ja! :))))))
                                                    I jeszcze mi się przypomina angielska książka o chłopcu, któego
                                                    rodzina wychowywała male liski :)
                                                  • meduza7 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 12:12
                                                    > W ogóle to nie przyjmuję do wiadomości trzeciej części, Marlicz niech ją sobie
                                                    > w buty wsadzi. Głupia niemożebnie.

                                                    Nieno. Trzecia część wykorzystuje wszystkie chwyty "Panienki z okienka" włącznie
                                                    z jakimś woreczkiem, który bohaterka całe życie nosiła na szyi i nigdy doń nie
                                                    zajrzała, a który zawierał dokumenty wyjaśniające jej pochodzenie, czy coś.
                                                    Pamiętam, że zdegustowało mnie to już wtedy, a czytałam mając jakieś 13 lat.
                                                    Oprócz tego Marlicz zamiast w calach i jardach, liczył w centymetrach i metrach.
                                                    To jest to, co zapamiętałam z tej książki.

                                                    A ktoś czytał indiańskie powieści Longina Jana Okonia? Trylogię o Tecumsehu?
                                                    Zachwycałam się tym, jako dziecko, później okazało się niestety mniej strawne.
                                                    Występował tam niezwykle szlachetny Polak, Ryszard Kos, o przydomku Czerwone Serce.
                                                    Chętnie bym to sobie odświeżyła, wciąż mam te książki gdzieś u mamy - lecz
                                                    odstrasza mnie świadomość, że mogę się mocno rozczarować i rozwiać swego rodzaju
                                                    legendę z dzieciństwa. Dlatego też nie wracam do "Tomków", odrzucił mnie
                                                    drewniany język Szklarskiego.
                                                  • mama_kotula Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 12:30
                                                    Cytat
                                                    Chętnie bym to sobie odświeżyła, wciąż mam te książki gdzieś u mamy - lecz
                                                    odstrasza mnie świadomość, że mogę się mocno rozczarować i rozwiać swego rodzaju
                                                    legendę z dzieciństwa. Dlatego też nie wracam do "Tomków", odrzucił mnie
                                                    drewniany język Szklarskiego.


                                                    o, to to.
                                                    Łykałam Tomki jak młody pelikan.
                                                    Ostatnio zaczęłam czytać jedną część, ebooka gdzieś wygrzebałam... aaaaaaa...
                                                    okropne.
                                                    To już wolę Pana Samochodzika, choć przynajmniej raz na kilka stron mam ochotę
                                                    głównemu bohaterowi w to przemądrzałe ryłko strzelić :P.
                                                  • anutek115 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 12:38
                                                    meduza7 napisała:

                                                    > A ktoś czytał indiańskie powieści Longina Jana Okonia? Trylogię o Tecumsehu?
                                                    > Zachwycałam się tym, jako dziecko, później okazało się niestety mniej strawne.
                                                    > Występował tam niezwykle szlachetny Polak, Ryszard Kos, o przydomku Czerwone Se
                                                    > rce.
                                                    > Chętnie bym to sobie odświeżyła, wciąż mam te książki gdzieś u mamy - lecz
                                                    > odstrasza mnie świadomość, że mogę się mocno rozczarować i rozwiać swego rodzaj
                                                    > u
                                                    > legendę z dzieciństwa.

                                                    Ja czytałam!!!! Jakieś dwadziescia razy!!! W dodatku od środka trylogii
                                                    zaczęłam, po drodze odkryłam, że to środek, i przekopałam chyba z pół miasta, by
                                                    dopaść resztę. A potem polowałam wytrwale w antykwariatach :-). I upolowałam.
                                                    Imam na półeczce, ale wieki nie czytałam, więc nie wiem, czy mi się nie przeżyło...
                                                  • klymenystra Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 17:14
                                                    Bialego Kla wielbie, bardzo cenie Londona opowiadania, a najwieksza miloscia
                                                    darze Martina Edena, jedna z najlepszych ksiazek w historii literatury:)
                                                  • tosia_4 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 18:42
                                                    Dołaczam do obrony Londona. Opowiadania są genialne, nad Martinem
                                                    Edenem się prawie popłakałam, ale najbardziej podobał mi się Wilk
                                                    morski.
                                                  • ewaty Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 20:16
                                                    Bialego Kla wielbie, bardzo cenie Londona opowiadania, a najwieksza
                                                    miloscia
                                                    > darze Martina Edena, jedna z najlepszych ksiazek w historii
                                                    literatury:)


                                                    Oj tak! Uwielbiałam "Opowieści mórz południowych", Martin Eden
                                                    znakomity, poza tym mam dość stare wydania Londona, nie
                                                    zbeszczeszczone nędznymi tłumaczeniami. Teraz boję się nawet
                                                    zaglądac do nowych tłumaczeń (nie tylko London, ale np. stare
                                                    kryminały), bo chyba każdy rozdział tłumaczy kto inny...


                                              • taria Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 21:48
                                                > A kto czytał "Fridtjow, co z ciebie wyrośnie" i "Człowiek, o
                                                którego upomniało
                                                > się morze".? Naprawdę myślałam, że byłam jedyną małą dziewczynką,
                                                która marzyła
                                                > o karierze polarnika. Nigdy się do tego nie przyznawałam, uważając
                                                to za dowód
                                                > na mą dziecięcą dewiację.

                                                Ja, ja czytałam! Próbowałam nawet spać zimą przy otwartym ogniu,
                                                żeby hartować się jak młody Fridtjof. I rzucałam gromy na Amundsena,
                                                że podstępnie wyludził od starego Nansena "Fram", żeby się na
                                                Antarktydę udać. A tłumaczenie, że w Arktyce nie należy się myć, bo
                                                brud izoluje przed chłodem, a po pół roku sam odpada płatami
                                                zapamiętam do końca życia :D
                                                • dakota77 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 00:07
                                                  A propos "Fram" to jesli bedziecie w Oslo, goraco polecam zwiedzenie tego
                                                  statku. Rany, jak oni mogli w takiej ciasnocie tyle miesiecy wytrzymac, brr...
                                              • meduza7 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 12:29
                                                > A kto czytał "Fridtjow, co z ciebie wyrośnie" i "Człowiek, o którego upomniało
                                                > się morze".?
                                                Ja czytałam, ja, ja, ja! :D
                                                Raaaany, jak ja się cieszę, czytając ten wątek, nie macie pojęcia nawet!!! :D
                                          • klymenystra Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 17:11
                                            Czy tylko ja mam nieprzyzwoite skojarzenia?
                                            • mama_kotula Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 17:13
                                              klymenystra napisała:

                                              > Czy tylko ja mam nieprzyzwoite skojarzenia?

                                              Do czego te skojarzenia? Do małej dziewczynki i jej bobra? A kysz, a kysz!
                                              ;-)
                                              • klymenystra Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 18:11
                                                Zeby to jeden bobr byl, to pol biedy... Ale... moja wyobraznia nie ogarnia
                                                pluralisu O.o
                                                • lezbobimbo Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 18:14
                                                  Przybywam z odsiecza! Od czego ciotka bimbo jak nie od dawania rady bobrom w
                                                  liczbie mnogiej? Ja ogarniam ;P
                                                  • jottka Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 18:42
                                                    i tak oto widzimy własnym okiem, że literatura poszerza horyzonty:)
                                      • the_dzidka Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 21:24
                                        > Mnie się plącze po pamięci jeszcze zupełnie inny cykl przygód, też
                                        północny, ale
                                        > jednak nie podbiegunowy
                                        • dakota77 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 00:14
                                          O, tym tez sie zaczytywalam.
                                      • the_dzidka Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 21:25
                                        Chłopcy mieli na imię Rod i Wabi :) Imienia dziewczyny nie pomnę,
                                        chyba jakoś na R...
                                        • nessie-jp Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 23.02.09, 22:10
                                          Ano właśnie :) Chyba sobie to odświeżę :)
                                          • jota-40 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 13:38
                                            Ach, wystarczy doba nieobecności i już nie nadążam odrabiać zaległości, a tak
                                            ciekawie wspominacie!
                                            Po pierwsze - zapisuję się do klubu polarników in spe ;). Do wszystkich wyżej
                                            wymienionych dorzucam jeszcze jedną pozycję, "Tumbo z Przylądka Dobrej Nadziei",
                                            czy jakoś tak. Centkiewiczowie, rzecz jasna. Pasażer na gapę z okrutnego,
                                            nieprawdaż i strasznie, nieprawdaż, rasistowskiego kraju pt. RPA na statku
                                            wielorybniczym.
                                            Po tej lekturze (nie wspominając już o "Tajemniczej wyspie", zaczytanej do cna)
                                            i ja miałam manię, jak Lezbobimbo - całymi dniami i nocami wyobrażałam sobie
                                            siebie w analogicznie ekstremalnej sytuacji i co ja bym mianowicie uczyniła ;)).
                                            Jak również bardzo długo nosiłam ze sobą zawsze dosyć ciężką torbę, w której
                                            kryły się obowiązkowo zapałki, scyzoryk, sznurek, takie tam. Do tej pory mi
                                            zostało ;).
                                            Jeśli chodzi o wyższą teorię czytelnictwa - w moim przypadku wchodzi w rachubę
                                            ciekawość i chęć rozrywki, ale też pewna umiejętność i zamiłowanie do pogrążania
                                            się bez granic w świecie odczytywanym. Zatracanie się jednym słowem, a tym samym
                                            - może ucieczka? Przed niedobrym światem?... Nie, raczej niepoprawne
                                            marzycielstwo, po prostu. Dlatego poniekąd moje życie naznaczone jest seriami,
                                            bowiem lubiłam przedłużać przyjemność: Muminki, Tomki, Anie w dzieciństwie;
                                            później Jeżycjada, kryminały angielskie (ostatnio odkryłam P.D. James - polecam
                                            gorąco), Mankell, Sapkowski, Pratchett - onże wybrankiem ostatnich kilku lat.
                                            Skończyłam "Piekło pocztowe" i zaczęłam czytać Świat Dysku od nowa ;)).
                                            • kkokos centkiewiczowie 24.02.09, 19:51
                                              nad losem biednego tumba płakałam rzewnymi łzami, że on przecież tę białą
                                              dziewczynkę od śmierci uratował, a tu taka niewdzięczność - szczerze mówiąc nie
                                              bardzo mieściło mi się w 9- czy 10-letniej głowie, że może istnieć taki okrutny,
                                              nieprawdaż, kraj. tumbo miał zresztą ciąg dalszy, ale akcji tej drugiej powieści
                                              już zupełnie nie pamiętam.
                                              ale tak w ogóle nie przepadałam za powieściami centkiewiczów. miałam to
                                              szczęście czy nieszczęście, że moja matka w swojej pracy miała z nimi częsty
                                              kontakt. więc poznałam starszych państwa, bardzo kulturalnych, przemiłych,
                                              zwłaszcza pani alina była niezwykle ciepłą osobą, bardzo życzliwą. nieszczęście
                                              polegało na tym, ze czułam się zobligowana do przeczytania wszystkich ich
                                              książek - a choć w tym wieku czytałam wszystko, co mi wpadło w ręce, to powieści
                                              mi nie bardzo podchodziły, znacznie ciekawsze wydawały mi się reportaże
                                              książkowe, relacje z podróży. no ale po dziewczynce w tym wieku spodziewano się
                                              raczej znajomości odarpiego (zresztą to lektura była, chyba).
                                              no i nigdy, mimo tych relacji z podróży na bieguny, mimo tych fabularyzowanych
                                              biografii największych polarników nie mogłam zrozumieć - i do dziś nie rozumiem
                                              - co ludzi pcha w tę straszną, nieprzyjazną białą krainę?
                                        • tosia_4 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 24.02.09, 18:41
                                          Dziewczyna, siostra Wabiego - Minnetaki :)
                                      • yowah76 Re: A teraz zgłupiałam doszczętnie 25.02.09, 22:15
                                        Cos z Nory Szczepanskiej, na pewno. Byly i powiesci, i zbiory
                                        opowiadan, o Karibu i roznych krewnych i znajomych.
                                        • agawa79 A może ktoś kojarzy takie książki 26.02.09, 06:54
                                          Pierwsza o Natalii. Natalia mieszkała w jakiejś małej wsi, chyba w
                                          leśniczówce, i z jakiegoś powodu wyjechała na rok do USA do swojej
                                          ciotki - góralki (nie zdała matury?). Tam pracowała m.in. w fabryce,
                                          gdzie dostała premię za to, że usprawniła odliczanie jakichś rurek,
                                          rysując kreskę kredą w odpowiednim miejscu. :) Pamiętam też, że
                                          ciotka wygłosiła zdanie: "Ty se nie rób śmichów z Pana Boga
                                          przynajmniej we Wigilię/ Wielkanoc" (no jedna z tych okazji to
                                          była;)). Pamiętam też, że Natalia dziwiła się, że goście w Ameryce
                                          jedzą w kuchni. A na końcu wróciła do Polski, gdzie czekał na nią
                                          pewien Łukasz.

                                          Teraz się zastanawiam, czy bohaterka na pewno miała na imię
                                          Natalia...

                                          Druga, której prawie nie pamiętam, a chciałabym sobie przypomnieć,
                                          to książka o polskiej rodzinie mieszkającej w Anglii, z nastoletnim
                                          męskim narratorem. O czym to było - pojęcia nie mam, pamiętam tylko,
                                          że narrator wyraził się o swojej matce przygotowującej się na
                                          przyjęcie mniej więcej tak: "W ciągu piętnastu minut potrafiła
                                          przeobrazić się w kobietę światową".

                                          Nie wiem, czemu akurat to zdanie tak mi utkwiło w pamięci. :)
                                          • pola_lawendowe Re: re-reminiscencje, znaczy myszki i reszta:) 27.02.09, 01:46
                                            Dzień dobry, ach dobry wieczór:)
                                            Dopiero dzisiaj trafiłam na ten wątek, jak mogłam go przegapić,
                                            pytam? ( bijąc się po głowie nie przymierzając, jak pan Maciołka):)

                                            Nawiązując do myszek, które zostały mimowolnymi bohaterkami
                                            Tabliczki marzenia: w rzeczywistości występowały w "Kołowrotku"
                                            Snopkiewiczowej. Główna bohaterka, Marysia, wypuściła je
                                            weterynarzu, temu misiu, żeby zainteresować nimi umierającego kota.

                                            Książkę " Więcej niż przyjaźń" ( tak, różowa okładka, czarnowłosa
                                            dzieczyna z sercami u warkoczy):) popełnił Eugeniusz Iwanicki,
                                            usiłuję ją sobie, książkę, nie dziewczynę, odkupić drogą Allegro,
                                            ale winszują sobie bóg wie ile, panie tego:)

                                            Jutro, przysięgam, na mą robaczywą duszę, wrócę truchcikiem i
                                            wypowiem się szerzej o książkowych reminiscencjach.
                                            Podczas lektur nadmiernie i zdecydowanie przesadnie utożsamiałam się
                                            z głównymi bohaterkami, niczym Alina z "Przyślę Panu list i klucz",
                                            coś w rodzaju " ale pan Stach przyjedzie, prawda, przyjedzie?" (
                                            kocham tę scenę miłością czystą):)
                                            Utożasamianie wyrobiło mi, cóż za szczęście nieziemskie, nie tyle
                                            osobowość wieloraką, co umiejętność przystosowania się do dowolnie (
                                            mam nadzieję) wybranej sytuacji, psychiczny kameleon taki:)
                                            Chociaż nie chciałabym sprawdzać w/w umiejętności w warunkach
                                            ekstremalnych ( "a wojny strasznie boję się")
                                            • nessie-jp Re: re-reminiscencje, znaczy myszki i reszta:) 27.02.09, 16:22
                                              > Nawiązując do myszek, które zostały mimowolnymi bohaterkami
                                              > Tabliczki marzenia: w rzeczywistości występowały w "Kołowrotku"
                                              > Snopkiewiczowej. Główna bohaterka, Marysia, wypuściła je
                                              > weterynarzu, temu misiu, żeby zainteresować nimi umierającego kota.

                                              Kobieto z lawendą! Niech cię uściskam! Czyli jednak nie miałam delirium! :)
                      • taria Re: chłopiec? 23.02.09, 21:33
                        Tak, to z pewnością był "Odarpi syn Egigwy". Mówi ci to kobieta,
                        która pomiędzy ósmym a jedenastym rokiem życia przeczytała większość
                        książek małżeństwa Centkiewiczów, łącznie z biografią Nansena.

                        Mnie akurat najbardziej utkwiło w pamięci zapasy na zimę w
                        postaci "kiełbasy" z jaj wlewanych w focze jelita. I instruktaż, jak
                        należy łowić foki podpływające w celu zaczerpnięcia powietrza do
                        specjalnych lejów wytopionych w lodzie:)

                        A eskimoskich kobiet było mi żal z powodu tych zębów startych do
                        dziąseł, aby co roku zaopatrzyć mężczyzn w miękkie rzemienie do
                        harpunów i uprzęży...
                        • mama_kotula Re: chłopiec? 23.02.09, 21:39
                          > Tak, to z pewnością był "Odarpi syn Egigwy

                          No własnie że nie, bo to był Anaruk chłopiec z Grenlandii <lol>.

                          Swoją drogą, dlaczego układ postów w drzewku się pomerdał i to, co powinno być
                          tu pod tym, jest na dole??
                  • the_dzidka Anaruk, chłopiec z Grenlandii :) 23.02.09, 12:30

                    • mama_kotula :) wiem, doszłam niżej, około 2 w nocy 23.02.09, 12:33
                      i po ciężkim boju z guglem... :):)
                      • the_dzidka Centkiewiczowie 23.02.09, 12:42
                        Napisali też serię opowiadań o polarnikach pływających na krach.
                        Kapitalna rzecz. O ile pamietam, gdy kra zaczynała sie już rozpadać,
                        podejmował ich stamtąd radziecki lodołamacz atomowy :)
                        Jeszcze pamiętam, ale to juz radziecka książka była, "Zatoka
                        Kulawego Niedźwiedzia" i jej kolejne części. Dwóch chłopców, Misza i
                        Lonia (?), i cała masa ruskich Eskimosów. I na bogów, jak to się
                        bosko czytało! Do dzisiaj wiem, że nie należy jeść wątroby
                        niedźwiedzia, bo dostaje się od niej potwornego uczulenia -
                        mianowicie skóra złazi płatami z całego ciała. I jak Eskimos się
                        cieszył (np. jedząc coś smacznego), to wołał "kulo, kulo!" :) Ech,
                        musze poszukać na allegro...
            • nessie-jp Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 00:23
              > Aha - ale za dobrze im szło, skubańcom. Nawet z jednego ziarenka zboża dziesięć
              > kłosów wyhodowali!

              A czytałyście "Wyspę Robinsona"? I dalsze dwa tomy o rozbitku dającym sobie radę
              gdzieś w okolicach Orinoko bodajże? Swietne książki, uwielbiałam właśnie te
              opisy "gospodarskie": próby wysiewania zboża (i wyżerające wszystko ptaki),
              robienia łopaty z żółwiej skorupy, uciekania przed tygrysem (umiał, bestia,
              pływać
              • jottka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 00:28
                chwilke, tygrys nad orinoko???
                • nessie-jp Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 00:30
                  jottka napisała:

                  > chwilke, tygrys nad orinoko???

                  No może to był lampart albo inny ocelot :) Też mi się wydaje, że z tym tygrysem
                  coś nie tegez (że się tak pięknie i po polsku wyrażę), ale dla mnie od wieków
                  każdy większy kot to jest tygrys...
                  • jottka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 00:38
                    omamo:) nessie, na użytek ogółu przyjmijmy może, że był to straszliwy jagular -
                    ten, co zlatywał z drzewa na puchatka i prosiaczka w nieco innej przestrzeni
                    fabularnej, ale widać tak skosem doleciał:)
                    • nessie-jp Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 00:40
                      > ten, co zlatywał z drzewa na puchatka i prosiaczka

                      Tak. To na pewno ten. Masz świętą rację!

                      Carpe Jugulum, zresztą! Znaczy się, karpio-jaguar.
                      • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 04:16
                        nessie-jp napisała:
                        > Carpe Jugulum, zresztą! Znaczy się, karpio-jaguar.

                        Jaki kuguar znowu, spierw przeciez!!:))))))
                  • sofijufka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 18:12
                    jaguar to był, krucafuks,do tego bohatera Białym Jaguarem nazwali!
              • olgadawidowicz Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 09:56
                nessie-jp napisała:

                > ależ byłam potem
                > rozczarowana, gdy przeczytałam prawdziwego Robinsona Crusoe!
                >
                Ale dlaczego? Ja prawdziwego Robinsona też czytałam dla takich
                właśnie szczegółów. Tam przecież też jest hodowanie zboża,
                rozpoznawanie użyteczności różnych roślin, poważne budowy
                uskuteczniane za pomocą wyszczerbionego noża, lepienie garnków z
                gliny, wyplatanie koszy, szycie ubrań ze skór... Rozczarowana byłam
                tylko wtedy, kiedy Robinson zdobył sobie te wszystkie dobra z
                rozbitego okrętu i tak za darmo miał. Wydawało mi się to jakoś tak
                nie w porządku, nieprawidłowo, nie po rozbitkowemu;)
                • nessie-jp Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 15:53
                  olgadawidowicz napisała:

                  CytatRozczarowana byłam tylko wtedy, kiedy Robinson zdobył sobie te wszystkie
                  dobra z rozbitego okrętu i tak za darmo miał. Wydawało mi się to jakoś tak nie w
                  porządku, nieprawidłowo, nie po rozbitkowemu;)


                  O, między innymi właśnie dlatego! Utrafiłaś w sedno
                  • klymenystra Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 16:28
                    To ja Wam, moje drogie, polecam "Pietaszek, albo otchlanie Pacyfiku"
                    wspomnianego juz przeze mnie Tourniera... Polecam. Oj, jak polecam!
          • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 10:06
            mama_kotula napisała:
            > Uwielbiam czytać "Tajemniczą Wyspę" Verne'a, za przepiękne opisy, >jak to
            panowie cudownie wykonywali sobie różne rzeczy korzystając z >dostepnych na
            wyspie środków.

            Pódz w me ramiona! Tez do tego mam slabosc i lubieznosc wielka od dziecinstwa!
            Dzisiaj co prawda mi szkoda fok, w których oni widzieli tylko mydlo i innych
            zwierzat, ale cala ta reszta! Ta niezmozona praktycznosc i entuzjazm w
            spozytkowaniu calej wyspy, te wiadomosci o chemii stosowanej - brzdacem bedac
            rozpisywalam sobie ich przepisy na zycie (wodorosty nalezy spalic na plazy,
            popiól z tego uzyc jako ług do rozdzielania tluszczu na gliceryne itd ;) Dopiero
            dzis jestem w stanie sie zastanawiac, co by bylo, gdyby nie mieli tylu
            sprzyjajacych surowców, ptaków i roslin i owiec-muflonów, albo wszystko caly
            czas sie przewracalo i psulo o wiele zlosliwiej niz ich raj z niczego, no i nie
            choruja w ogóle ani nie maja pasozytów tropikalnych itd. Ale wiem przynajmniej,
            ze na wyspe bezludna trzeba zabierac inzynierów o wszechstronnej specjalizacji ;PP
            Ta ich fabryka filcu albo elektrycznosc w jaskini z winda i malpa, która oswoili
            az tak, ze stala sie dla nich kucharzem i palila z nimi fajke... ;PPP Cudenka na
            kiju panie! :)
            • the_dzidka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 12:39
              A ja nauczyłam sie od Cyrusa Smitha (swoja drogą straszny chodzący
              był z niego ideał) oznaczania godziny i długości geograficznej.
              Serio. teraz już bym musiała sobie przypomnieć, ale parę razy tym
              zaszpanowałam :)
              • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 01:07
                >the_dzidka 23.02.09, 12:39 Odpowiedz
                >A ja nauczyłam sie od Cyrusa Smitha (swoja drogą straszny chodzący
                >był z niego ideał) oznaczania godziny i długości geograficznej.
                >Serio. teraz już bym musiała sobie przypomnieć, ale parę razy tym
                >zaszpanowałam smile

                Ooo tak, tak, czy to nie bylo cos takiego, ze najpierw musisz poczekac do
                równonocy marcowej lub wrzesniowej (oni oczywiscie jak na zawolanie mieli któras
                z nich pare dni pózniej) nastepnie czekac do poludnia i oznaczac malejacy cien
                patyczkami, az nie bedzie cienia (wtedy to bedzie dokladnie poludnie) i odliczac
                róznice w porównaniu z godzinami na nadal chodzacych nakrecanych zegarkach,
                nastawionych na godzine w Waszyngtonie czy jakos tak? ;))

                Swoja droga jak Cyrus Smith to nie byla Mary Sue Verna to ja sobie dam
                wytatuowac ciema z bacikiem na pupie ;P
                • meduza7 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 01:58
                  > Swoja droga jak Cyrus Smith to nie byla Mary Sue Verna to ja sobie dam
                  > wytatuowac ciema z bacikiem na pupie ;P

                  Mary Sue to był Dick Sand, Piętnastoletni Kapitan.
                • mama_kotula Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 09:38
                  Cytat
                  Swoja droga jak Cyrus Smith to nie byla Mary Sue Verna to ja sobie dam
                  wytatuowac ciema z bacikiem na pupie ;P


                  Nie. Cyrus Smith to MacGyver. Dajcie mi kamień i kawałek drewna, a ja wam
                  zbuduję telegraf. Aż dziw że nie był bezprzewodowy. Telegraf znaczy się, nie Cyrus.
      • klymenystra Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 22:52
        Ach, pamietam, czytalam jedna czesc "Dolina Koni", strasznie pornograficzne to
        bylo dla mnie (mialam 10 lat), ale z checia bym wrocila - z tych wzgledow, o
        ktorych piszesz :)
        • ananke666 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 23:31
          Ja byłam sporo starsza, chyba gdzieś w okolicach matury. Za to w jednej z tych
          scenek z "momentami" zarechotałam dziko, bo zdaje się, że pojawił się tekst "nie
          analizuj tego" - zestawiłam sobie jaskiniowego amanta z pojęciem analizy i padłam.
          • jottka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 22.02.09, 23:44
            głowy nie dam, ale czy to przypadkiem nie niezapomniany 'odarpi, syn egigwy'?
            eskimosi w powieściach dla dzieci i młodzieży to chyba do tej pory tylko u
            centkiewiczów występują:)


            a co do tej neandertalskiej sagi - mnie kolega przed jakimiś egzaminami
            podrzucił, no niezapomniane przeżucie, tfu, przeżycie artystyczne to jest:)
            czyta się faktycznie w dwa dni, wyjąc ze szczęścia, mnie najbardziej ujął
            moment, jak ludzki narzeczony naszej bohaterki 'zapadł się' w nią był, a do tej
            pory miał problemy, biedaczek, wszystkie panienki są takie płytkie..

            ale dobrze się to czytało, niezależnie od grafomanii, a opisy dawnego realu, acz
            nie wiem w jakim stopniu zaświadczone przez naukę, też niezłe. ale już sama
            wizja tej mieszanki neandertalsko-homosapienckiej to już zdaje sie czysta
            poezja, a nie twarde fakty.
            • sofijufka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 18:15
              kiedy podobno odkopano jakieś neandertalsko-cromaniońskie
              krzyżówki.... Nieletnie były, więc może nie mogły żyć zbyt długo -
              geny niekompatybilne?
              • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 18:27
                Jakie znowu niekompatybilne geny? Nasze geny sa w 99% identyczne z szympansami i
                bonobo, w 50% z psami a w 30% z kwiatami!! *czyz to nie fascynujace*
                Wariacja rasowa miedzy Cro a neandertalczykiem spokojnie moglaby wiec zaistniec :)
                • the_dzidka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 19:58
                  Najbardziej to są kompatybilne ze świnią i z... lilią :) A z
                  szympansami na pewno nie w 9(%.
                  • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 00:21
                    the_dzidka napisała:
                    > Najbardziej to są kompatybilne ze świnią i z... lilią :) A z
                    > szympansami na pewno nie w 9(%.

                    Ach, wiec rodzaj ludzki to takie swinskie lelije! :-D
                    Moze nie 99% z szympansami, ale naprawde bardzo wiele, moze 95% to bylo?. Z
                    orangutanami mamy 97% wspólnych.
                    • mama_kotula Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 00:29

                      A propos tej wspólnoty genowej ludzko-zwierzęcej - wczoraj moja młoda oglądała na National Geographic jakiś film o rozwoju płodu, i potem przyszła, konspiracyjnym szeptem informując:

                      - Mama, a tam powiedzieli, że jak ja byłam na początku w brzuchu, to nie było widać, czy to ja, czy małpka, czy świnka, wiesz? Nie bałaś się, że to będzie świnka?

                      Cholera, nie bałam się. A teraz na forum czytam, ile wspólnego i powinnam była się bać...!
                      • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 00:36
                        Tez to chyba widzialam na tym samym kanale (dlaczego znowu mam cos wspólnego z
                        Twoja córom? He? Mamo, to Ty? ;P)
                        Od 4 do 6 tygodnia wszystkie zarodki wygladaja tak samo bo maja ogon i oskrzela,
                        czy to czlek, czy swinka, czy gad, czy plaz, czy wydra czy rybo..
                    • szprota Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 00:42
                      lezbobimbo napisała:
                      Z orangutanami mamy 97% wspólnych.

                      Uuk?
                      (przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. Bibliotekarz to jedna z
                      moich ulubionych postaci ze Świata Dysku. Ulubieńszy jest chyba tylko
                      Patrycjusz)
                      • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 00:59
                        Uuk, uuk!

                        A co Ty masz za fascinato w sygnaturce znowuz? "kulawe papugi i słowika zmienią
                        w śpiewające marsza mięso" - hihi nastepne spierwy :))))
                      • nessie-jp Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 01:51
                        > Bibliotekarz to jedna z
                        > moich ulubionych postaci ze Świata Dysku.

                        A owszem :)

                        Dokonując dygresji z powrotem w kierunku tematu forum, Idusia ma z pewnością
                        więcej niż tylko 97% wspólnych genów z rudym orangutanem!
                • klymenystra Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 08:55
                  To ja Tobie proponuj pogadanie z bobrem... malwy ;)
      • anutek115 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 09:50
        ananke666 napisała:

        > Mianowicie znajdowała się w tych książkach potężna dawka opisów przedmiotów
        > codziennego użytku, od igieł po domostwa, sposoby ich wytwarzania,
        > przechowywania i co kto chce. Gotowanie i pierwociny sztuki. Hipotetyczne
        > wierzenia. Dużo wiadomości o ziołach i w ogóle masa informacji bardzo dla mnie
        > ciekawych, także o ówczesnych zwierzątkach, o różnicach w budowie między
        > człowiekiem z Cro-Magnon a neandertalczykiem i w ogóle długo można by
        > wymieniać... Sporo informacji było opartych na zachowanych przedmiotach, inne
        > zaczerpnięto z różnych, niekoniecznie ściśle związanych z epoką źródeł - np.
        > żarcie i zioła - zresztą na końcu książki znajdowały się sążniste podziękowania
        > ,
        > wyszczególniono tam informatorów. Skończyło się na tym, że perypetie głównej
        > bohaterki przelatywałam jednym okiem, za to chłonęłam opis szycia i ozdabiania
        > bluzy.

        O, tak! Z tego samego powodu przeczytałam ten cykl (my w ogóle mamy 3/4
        zbieżności w zaczytanych lekturach, zauważyłam to na poprzednim wątku, Ananke
        :-)). Ja jestem człowiek tworzący, dziergający, wyszywający, malujacy i
        rysujący, ta działalność zdobnicza była dla mnie fascynujaca!

        Ale i tak nie przebrnęłam przez dwa ostatnie tomy. Zaliczyłam tylko trzy...
        • algod Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 10:00
          A mnie się wydawało, że moje zamiłowanie do takich szczegółów jest
          bardzo oryginalnym dziwactwem:)))
        • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 10:25
          > ananke666 napisała:
          >> Mianowicie znajdowała się w tych książkach potężna dawka opisów
          >>przedmiot>>ów>> codziennego użytku, od igieł po domostwa, sposoby >>ich
          wytwarzania,> > przechowywania i co kto chce. Gotowanie i >>pierwociny sztuki.
          Hipotetyczne> > wierzenia. Dużo wiadomości o >>ziołach i w ogóle masa informacji
          bardzo dla
          >>mnie> > ciekawych, także o ówczesnych zwierzątkach,

          anutek115 napisała:
          > O, tak! Z tego samego powodu przeczytałam ten cykl (my w ogóle >mamy 3/4>
          zbieżności w zaczytanych lekturach, zauważyłam to na poprzednim wątku, Ananke
          > :-)). Ja jestem człowiek tworzący, dziergający, wyszywający, malujacy i>
          rysujący, ta działalność zdobnicza była dla mnie fascynujaca!>
          > Ale i tak nie przebrnęłam przez dwa ostatnie tomy. Zaliczyłam tylko trzy.

          Lo rany dziouszki wytlumaczcie mi zaraz co to za harlekin pornosowaty z epoki
          kamiennej! Bardzo lubie takie zycie przedpotopowe :)
          Dziecieciem bydląc, zaczytywalam sie w ksiazce podobnej, mianowicie Jerzego
          Cepika "Bizon z jaskini Bla" tzn oczywiscie nie bla tylko jakies takie podobne
          krótkie - to bylo imie glównego bohatera z epoki kamiennej wlasnie, który byl
          artysta w swoim plemieniu i ozdabial najpiekniej wszystkie miotacze harpunów z
          kosci, bizuty, laski itd. Tzn. byl malarzem-rzezbiarzem ale chyba igly z kosci
          tez wiercil. I zyl tak sobie grzecznie, z zona w skórach itd, on mial rózne
          przezycia niemalze szamanistyczne, az wreszcie wzial i stworzyl wszystkie bizony
          w jaskini Altamira ;PPP Oczywiscie wizja nieco szowinistyczna i naiwna no i
          przestarzala, ale bardzo pieknie opisane byly te zmagania ahtysty przekletego i
          to zycie codzienne a twardzielsko-wymagajace - oczarowana bylam calkowicie i
          maniakalnie malowalam i rysowalam bizony, odwzorowujac je z tych reprodukcji
          autentiko z ksiazki (Cepik w ogóle przyjemnie pisze o prehistoriach róznych,
          przestarzale ale dosc rozumne to, podobniez jak Kopalina:)

          No i tak po tych bizonach i po Tajemniczej Wyspie itp. lekturach od malego mam
          lekka, nieszkodliwa manie wyobrazania sobie, w jaki sposób dawalabym sobie rade
          w naturze, na wyspie tropikalnej, po kataklizmie i upadku calej cywilizacji. I
          co bym ze soba zabrala najwazniejszego ;) Od biedy dalabym MOZE nawet rade
          przezyc w polskim lesie (szalasy, lepianki, smolniak na ognisko, chrust, liscie
          dla ocieplenia, liscie do podcierania, pokrzywa na herbate, igliwie mlode na
          salatke, szczaw, grzybki itd co to mniej wiecej znam lub kojarze od radosnego
          dziecinstwa;)

          Paradoksalnie wiec - nie czytalam, aby sobie rekompensowac braki - tylko wrecz
          odwrotnie, to lektura obudzila we mnie jakies dziwne pragnienia nie z tej epoki,
          glody i braki ;)
          • anutek115 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 10:35
            A naści stroniczkę:
            www.fantasticfiction.co.uk/a/jean-marie-auel/
            Ja to czytałam jako osoba dorosła, więc wstawki erotyczne mną nie wstrząsały aż
            tak (no, może poza tymi płytkimi dziewczynkami, o których Jottka wspominała, i
            rytuał przejscia w dorosłą kobiecość mi się podobał ;-)), bardziej na to
            obszywanie koralikami zwracałam uwagę, i na produkcję mis z drewna. A, i zioła,
            ze szczególnym uwzględnieniem środków antykoncepcyjnych.

            Jednakowoż po "Łowcach mamutów" odpadłam, nie wiem, czy było gorzej, lepiej czy
            tak samo...

            Aha, a "Klan Niedźwiedzia" to mało pornograficzny nawet ;-). Tam chyba najwięcej
            ciekawostek było, potem już autorka tak wiecej ku uciesz gawiedzi poszła, mimo
            (a może dlatego ;-)), że jest członkiem Mensy. Niegłupia, znaczy, babeczka.
            • ananke666 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 22:35
              anutek115 napisała:

              > Jednakowoż po "Łowcach mamutów" odpadłam, nie wiem, czy było gorzej, lepiej czy
              > tak samo...

              Uprzejmie informuję, że podobnie i gorzej. Jeden tom opierał się na następującym
              schemacie:
              Superwoman i amant wędrują, natykają się na kolejnych ludków i następuje ciąg:
              - O kurde, ale magicy! Olaboga, mają konie i wilka!
              - Nie jesteśmy dziwolągami, patrzcie jacy jesteśmy fajni.
              - Faktycznie jesteście fajni. Zostańcie w gościnie.
              (Siedzą)
              - Jesteście tacy fajni, że najlepiej zostańcie na zawsze.
              - Dzięki, ale spadamy na chatę.
              - To nara.
              - Nara.

              I tak w koło macieju...
              Ostatni tom: zaszli gdzie trza, panna przy okazji też zaszła, po pewnej dozie
              kotłowaniny wszystko się poukładało, porodziła córę i fajnie im się działo.
              • anutek115 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 11:14
                ananke666 napisała:

                >
                > I tak w koło macieju...
                > Ostatni tom: zaszli gdzie trza, panna przy okazji też zaszła, po pewnej dozie
                > kotłowaniny wszystko się poukładało, porodziła córę i fajnie im się działo.
                >

                A dziękuję bardzo za streszczenie :-). Dzięki niemu przypomniałam sobie ponadto,
                że wszystkie zwierzeta, które zostały udomowione (plus tygrysa szablozębnego
                albo innego lwa, który też zostałby udomowiony, gdyby nie wymarł był) udomowiła
                wspomniana blond piękność z epoki kamienia. Bardzo pouczająca lektura, bardzo ;-P.
          • alitzja Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 17:27
            lezbobimbo napisała:
            > Dziecieciem bydląc, zaczytywalam sie w ksiazce podobnej,
            mianowicie Jerzego Cepika "Bizon z jaskini Bla" tzn oczywiscie nie
            bla tylko jakies takie podobne krótkie - to bylo imie glównego
            bohatera z epoki kamiennej wlasnie

            Biblionetka donosi, że bla = Dewa, a książka nazywa się "Bizon z
            jaskini Dewy";-)
          • meduza7 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 12:16
            > No i tak po tych bizonach i po Tajemniczej Wyspie itp. lekturach od malego mam
            > lekka, nieszkodliwa manie wyobrazania sobie, w jaki sposób dawalabym sobie rade
            > w naturze, na wyspie tropikalnej, po kataklizmie i upadku calej cywilizacji. I
            > co bym ze soba zabrala najwazniejszego ;)

            Ojojoj, ja też :D Co te lektury z ludźmi robią!
            W zasadzie można uznać, że mamy pewne przygotowanie teoretyczne...
    • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 05:03
      Uj ja tam nie lubie czytac Jezycjady wcale a wcale.
      Ukrywam nawet, ze wiem co to jest przed barzy ironicznymi kolezankami!

      Ale uwielbiam rozszarpywac to na strzepy z Wami tutaj
      i dla tych chwile warto live!!!
      • anutek115 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 10:05
        Wpis mię zeżarło, ale co tam, powtórzę się.

        Lezbobimbo, czy ja dobrze widzę, czy ty to pisałaś o 5.03? Czy mój komputer
        zwariował (zżera posty, to może i zwariował faktycznie...) i pokazuje
        nienormalną dla normalnego człowieka godzinę?

        To ja też wyznam, że ostatnie trzy części Jeżycjady przeczytałam (a ostatnią
        kupiłam nawet przed przeczytaniem) nie dlatego, że mam braki emocjonalne
        względem ciepłej rodziny, której łaknę, nie dlatego, że jestem niedojrzała
        emocjonalnie i nie przyswajam innych lektur, i nie dlatego, że jestem
        nieuleczalnie sentymentalna (chociaz jestem ;-), ale to sie odnosi do wczesnej
        jeżycjady, li i jedynie), ale dlatego, że chciałm zrozumieć, o czym tu toczą się
        dyskuje i móc w nich uczestniczyć na pełnych prawach :-).

        Tak więc, może jestescie wszystkie be i w ogóle stare, wredne i czepialskie, ale
        pani MM zarobiła na mnie tylko dzięki wam :-)))).
        • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 23.02.09, 10:36
          anutek115 napisała:
          > Lezbobimbo, czy ja dobrze widzę, czy ty to pisałaś o 5.03? Czy mój >komputer
          zwariował (zżera posty, to może i zwariował faktycznie...) >i pokazuje
          nienormalną dla normalnego człowieka godzinę?

          Ach nie zwariowala Twoja magiczna machina liczaca, tylko ja najwidoczniej ;) W
          rzeczy samej a nawet troche obok, pisalam ja to wtenczas - wszystko przez to, ze
          nie mam cieplej rodziny na glowie, prace olewcza i moge se pozwalac czasem na
          jakies upiorne godziny.. (no dobra, odkrylam sciagacz widel z jutuby i sciagalam
          cala noc ulubione stand up comediennes ;)

          > Tak więc, może jestescie wszystkie be i w ogóle stare, wredne i >czepialskie,
          ale> pani MM zarobiła na mnie tylko dzięki wam :-)))).

          Ja wrecz przeciwnie, jako wredna i niewdzieczna grupa docelowa po dyskusjach
          tutejszych stwierdzilam, ze nie dam pani MM juz wiecej na mnie naiwnej zarobic,
          wystarcza mi streszczenia pelne zracej ironii tutaj, a reszte sobie sama
          dospiewam (nawet e-buków nie trza;) Pomyslec, ze nabylam apokryf swego czasu i
          nawet 2 knigi potem! Juz mi te bejmy ani chwile uzyte na lekture nie wróca, wiec
          ciesze sie niezmiernie, ze trafilam na tutejsza ksiazke zazalen zawiedzionych
          konsumentów, honor sie reperuje nieco :)
    • ssssen Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 08:23
      algod napisała:

      > A teraz
      > głównie wracam sentymentalnie do atmosfery angielskich miasteczek, gdzie w co
      > drugim oknie stoi ciekawska stara panna, na plebanii mieszka nieprzytomny,
      > uczony pastor i przenikliwa, znająca ludzi pastorowa, a w przyzwoitych domach
      > porządnych rodzin dzieją się różne straszne rzeczy.

      "Zatrute pióro"? :)))
    • mamarcela DIAGNOZA 24.02.09, 11:25
      domorosłego pseudopsychologa, a co nie wolno mi?

      Otóż po głębokiej analizie wątków dotyczących motywacji czytelniczych dorosłych
      fanek/czytelniczek książek Małgorzaty Musierowicz ogłaszam, co następuje:

      dojrzałe czytelniczki Jeżycjady pławią się z upodobaniem lub bez upodobania, ale
      się pławią w ciepełku domowym kuchni Borejków bynajmniej nie po to, aby
      zrekompensować sobie braki w kawałku ciepła rodzinnego, ALE, żeby odtajać po
      dzieciństwie spędzonym na na Biegunie Północnym, Antarktydzie, Grenlandii, czy
      innej Alasce.

      I proszę mi tu nie atakować stadami i gromadnie mojej diagnozy, bo się obrażę :)
      • klymenystra Re: DIAGNOZA 24.02.09, 17:15
        Wyszarzymy Cie :p
        • mamarcela Re: DIAGNOZA 24.02.09, 17:37
          klymenystra napisała:

          > Wyszarzymy Cie :p

          Naprawdę? Jezu, jak cudnie. "Cudnie, cudnie i jeszcze raz cudnie" jak mawiał
          stryj Józek. W końcu moja wredota poczuje się doceniona.

          I dodam sobie do sygnaturki "będąc chwilami ruda i wredna oraz permanentnie
          wyszarzona". Super!

          "wyszarz mnie, za moje bezeceństwa..."
      • lezbobimbo Re: DIAGNOZA 25.02.09, 02:10
        mamarcela napisała:
        > dojrzałe czytelniczki Jeżycjady pławią się z upodobaniem lub bez >upodobania,
        ale> się pławią w ciepełku domowym kuchni Borejków >bynajmniej nie po to, aby
        zrekompensować sobie braki w kawałku >ciepła rodzinnego, ALE, żeby odtajać po>
        dzieciństwie spędzonym na >na Biegunie Północnym, Antarktydzie, Grenlandii, czy
        > innej Alasce.

        Hi hi.. ale ja nie czytalam nic o polarnikach ani Grenlandii.. moze tylko te
        basnie laponskie (Syn latajacej, a jakze).. co mnie tlumaczy?
        Zreszta czyz oziebla Mila-kostuchna wlasnie nie wpisuje sie mile w kanon
        hartowania sie i polarnictwa? :)
        • mamarcela Re: DIAGNOZA 25.02.09, 09:23
          lezbobimbo napisała:

          > mamarcela napisała:
          > > dojrzałe czytelniczki Jeżycjady pławią się z upodobaniem lub bez >upo
          > dobania,
          > ale> się pławią w ciepełku domowym kuchni Borejków >bynajmniej nie po t
          > o, aby
          > zrekompensować sobie braki w kawałku >ciepła rodzinnego, ALE, żeby odtajać
          > po>
          > dzieciństwie spędzonym na >na Biegunie Północnym, Antarktydzie, Grenlandii,
          > czy
          > > innej Alasce.
          >
          > Hi hi.. ale ja nie czytalam nic o polarnikach ani Grenlandii.. moze tylko te
          > basnie laponskie (Syn latajacej, a jakze).. co mnie tlumaczy?
          > Zreszta czyz oziebla Mila-kostuchna wlasnie nie wpisuje sie mile w kanon
          > hartowania sie i polarnictwa? :)
          >
          >

          WIEDZIAŁAM! Wiedziałam, że na kogo, jak na kogo, ale na Ciebie mogę zawsze
          liczyć. Zsabotujesz, podważysz, zdementujesz, zdeprecjonujesz, zaatakujesz
          stadami i gromadnie i nawet nie wyszarzysz. Buuu. Podła!

          Mila Polarnica bardzo mi pasi, zresztą o ile sobie przypominam to Gaba się też
          prysznicami zimnymi hartowała. :)
    • meduza7 Czy pozwolicie, że Was zacytuję? 24.02.09, 12:32
      Chciałabym umieścić fragmenty dyskusji na blogu, można? Chodzi mi o ten zestaw
      lektur podróżniczo - przygodowych i kontrast z różnymi "Pamiętnikami
      księżniczki", jakie czytają teraz nastolatki.
      • the_dzidka Re: Czy pozwolicie, że Was zacytuję? 24.02.09, 12:38
        Ja zezwalam :)
        • jottka Re: Czy pozwolicie, że Was zacytuję? 24.02.09, 13:23
          prawo cytatu ustawa gwarantuje:) ale poza tym polemizowałabym z tezą, że kiedyś
          to, pani, dzieweczki o polarnikach czytały, a teraz to tylko amerykański szajs
          czy jakoś tak. dalej czytają, tyle że - z jednej strony - metaforyczne
          polarnictwo wymaga bardziej zaangażowanej czytelniczki, z drugiej - panoszy się
          u nas tendencja do przyporządkowywania
          tego-co-dziewczynka/chłopczyk-czytać/robić-powinna/ powinien.

          jak chciałam dla członka rodziny w słusznym wieku nabyć łzawe romansidła na
          imieniny, gdyż on akurat ma taką radośnie nieskrywaną słabostkę, to musiałam
          mówić w księgarniach, że potrzebuję czytadła dla starszej pani, bo inaczej siły
          nie było, ciągnięto mnie przemocą do publicystyki albo pism motoryzacyjnych:(

          już nie wspomnę o jakimś hiperze (geant?), gdzie na stoisku z prasą ujrzałam
          kategorie 'dla kobiet' (gala, viva, twój styl, poród i ty) oraz 'dla mężczyzn'
          (polityka, wprost, gw, wiedza i życie, plus parę pornosów).
          • mama_kotula Re: Czy pozwolicie, że Was zacytuję? 24.02.09, 13:39
            Cytat
            le poza tym polemizowałabym z tezą, że kiedyś
            to, pani, dzieweczki o polarnikach czytały, a teraz to tylko amerykański szajs
            czy jakoś tak. dalej czytają


            Też bym polemizowała, ale z jednym zastrzeżeniem.
            Teraz jest niepomiernie więcej "amerykańskiego szajsu" dostępnego dla
            przeciętnej nastolatki. Za moich czasów (aaaaaaa, jak to brzmi) była seria
            "Beverly Hills 90210" i coś chyba yyy... <sprawdza na półce ;-)> o proszę:
            "Sweet Dreams. Ulubiona seria amerykańskich nastolatek".
            Co nie znaczy, że dawniej nastolatki nie lubiły czytać amerykańskich
            nastolatkowych romansideł, dość dużą popularnością cieszyły się "miłosne"
            opowiadania z Bravo Grill i innych "Dziewczyn".

            W sumie można zaczytywać Centkiewiczów i jednocześnie z dziką przyjemnością
            śledzić perypetie Trishy Jones i Julie Davis, z których ostatnia wykazuje 200%
            normy dla Mary Sue ;-). Jedno drugiego nie wyklucza :).
            • nessie-jp Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 14:39
              Zeżarło mi długi post... :(

              Streszczając:

              1. Tecumseh rulez! Czytałam jako pierwsze książki o Indianach i było to główne
              źródło mojej indiańskiej wiedzy.

              2. Książki dla dziewczynek też były
              • the_dzidka Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 14:50
                Myszki u weterynarza w Tabliczce Marzenia? W którym miejscu?!
                Jagoda w miescie i Jagoda dojrzewa - jakaś wredna stryjenka tam się
                pałętała :)
                Wstęga pawilonu, tak, o Annie, która przeżywała straszny dramat, bo
                sie jąkała, i dopiero wizyta w szpitalu uświadomiła jej, że są
                ludzkie nieszczęścia... etc., etc.
                Przez ciebie Drabie - bardzo lubiłam. Do dzisiaj pamiętam tę zgrozę,
                jak w połowie lat 90-tych wypuszczono na rynek wersję
                uwspółcześnioną i nagle zamiast Rity Hayworth pojawiła się Madonna.
                Tecumseh, tak, ja zaczęłam od ostatniego tomu.
                • nessie-jp Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 15:13
                  the_dzidka napisała:

                  > Myszki u weterynarza w Tabliczce Marzenia? W którym miejscu?!

                  Holender, może ja coś mylę i znowu mi się jakiś amalgamat zrobił z Durrellem?
                  Wydawało mi się, że główna bohaterka zabrała swojego kota-staruszka do
                  weterynarza, bo niedomagał (kot, nie weterynarz) i czekając na lekarza wypuściła
                  białe myszki z klatek, żeby kota rozruszać. I wyłapywali potem oboje, ona i
                  lekarz...


                  > Wstęga pawilonu, tak, o Annie, która przeżywała straszny dramat, bo
                  > sie jąkała, i

                  No nie tylko, ona miała ewidentnie wredną, zimną, odsuwającą się od niej matkę,
                  która w obrzydliwy sposób faworyzowała młodszą córkę...
                  • anutek115 Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 15:21
                    nessie-jp napisała:

                    > the_dzidka napisała:
                    >
                    > > Myszki u weterynarza w Tabliczce Marzenia? W którym miejscu?!
                    >
                    > Holender, może ja coś mylę i znowu mi się jakiś amalgamat zrobił z Durrellem?
                    > Wydawało mi się, że główna bohaterka zabrała swojego kota-staruszka do
                    > weterynarza, bo niedomagał (kot, nie weterynarz) i czekając na lekarza wypuścił
                    > a
                    > białe myszki z klatek, żeby kota rozruszać. I wyłapywali potem oboje, ona i
                    > lekarz...

                    Dobrze, że Dzidka spytała, bo ja chciałam. Myszek na pewno nie ma w "Tabliczce
                    marzenia", bohaterka nie ma kota (chyba, że mnie teraz pamięć zawodzi?). Za to
                    chce zostać biologiem i robi (nieudane) eksperymenty z wciąganiem much przez
                    odkurzacz. A wszystko pod wpływem uczucia ;-) do niejakiego Marka. Bardzo,
                    bardzo lubiłam "Tabliczkę marzenia", "Przez ciebie, Drabie" też i o wersji
                    uwspółcześnionej się teraz dowiedziałam dopiero, na szczęście. Nie przyjmuje do
                    wiadomości, w każdym razie :-).
                    • nessie-jp Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 15:26
                      No to co jest z tymi myszami, panie dzieju...? Skąd mi się one wzięły?

                      W tym samym dziele bohaterka główna wrzeszczy na bohatera pobocznego, że go
                      stłucze za znęcanie się nad zwierzętami, bo gówniarz się wygłupia na temat
                      'podkuwania kota', czyli przyklejania mu smołą do łap lupinek od orzechów :/ Też
                      bym stłukła.
                      • the_dzidka Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 16:05
                        To na pewno nie Tabliczka. W Tabliczce Ludka prosi starszego brata,
                        żeby jej pomógł zmienić w mamie stosunek do żółwi ;)))) Chodziło o
                        to, że psa nie ma, kota nie ma, to może chociaż żółwia... I mama
                        najpierw się zgodziła, ale jak zobaczyła żółwia w sklepie, to
                        uciekła z krzykiem oświadczając, że w życiu nie pozwoli, by jej
                        takie coś łaziło po domu :))
                        • nessie-jp Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 16:21
                          Choleha, że tak ahystokhatycznie zaklnę, to może to były Słoneczniki? Ale chyba
                          nie, Słoneczniki za poważne na takie wygłupy z myszami...
                          • klymenystra Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 17:20
                            E, nie, Sloneczniki znam prawie na pamiec, ni ma myszow :)
                          • the_dzidka Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 19:55
                            > Choleha, że tak ahystokhatycznie zaklnę, to może to były
                            Słoneczniki? Ale chyba
                            > nie, Słoneczniki za poważne na takie wygłupy z myszami...

                            Nessie, znowu mnie dołujesz :) Nie, to nie były Słoneczniki, ale
                            gdzież tam one za poważne na wygłupy z myszami? Co robiła Lilka,
                            Staś, Hindus, Juhas, inni partyzanci? :) Dla nich takie myszy to
                            pesteczka :)
                            • nessie-jp Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 20:02
                              > Dla nich takie myszy to
                              > pesteczka :)

                              Ja już się od tych myszy nie odczepię, przepadło... będą mnie prześladować (a
                              raczej ich brak) do końca życia!

                              NOWAKOWSKI! Gdzie jesteś?!
                              • mamarcela Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 20:08
                                nessie-jp napisała:

                                > > Dla nich takie myszy to
                                > > pesteczka :)
                                >
                                > Ja już się od tych myszy nie odczepię, przepadło... będą mnie prześladować (a
                                > raczej ich brak) do końca życia!
                                >
                                > NOWAKOWSKI! Gdzie jesteś?!
                                >

                                Jak Cię te myszy męczą to zadaj pytanie na Forum Książki w wątku "zapomniane
                                książki z dzieciństwa" niejaka Kawka na pewno będzie wiedziała, a jeśli nie
                                będzie to znaczy ni mniej ni więcej, że myszy są z delirium, a nie z książki :)
                                W tym kawałku Kawka wie po prostu wszystko.
                                • nessie-jp Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 20:25
                                  Cytatto znaczy ni mniej ni więcej, że myszy są z delirium, a nie z książki :)


                                  Aaaaa!!!! Ja to sobie chyba w sygnaturkę wstawię! :)
                    • the_dzidka Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 19:52
                      Bardzo,
                      > bardzo lubiłam "Tabliczkę marzenia", "Przez ciebie, Drabie" też i
                      o wersji
                      > uwspółcześnionej się teraz dowiedziałam dopiero, na szczęście. Nie
                      przyjmuje do
                      > wiadomości, w każdym razie :-).

                      Ja ją za to nieco odwspółcześniłam - tam była Jane Fonda, nie Rita
                      Hayworth ;-)
                      Poza tym zmienili przyczyny, dla któych mała Alicja trafiła do domu
                      dziecka - w oryginale było zdaje się Powstanie Warszawskie? Wojna w
                      każdym razie. Nie pamiętam, co było w "nowej" wersji, ale pamiętam,
                      że bardzo mi nie grało.
                      W dodatku najgorsze było to, że ja sobie tę nową wersję kupiłam, bo
                      stara gdzieś mi przepadła (w tym strasznym okresie życia, kiedy
                      człowiek uznaje, że nie będzie już czytał książek dla młodzieży, i
                      rozdaje je młodszym nie wiedząc, że za 10-20 lat będzie tego czynu
                      strasznie żałował). Ucieszona, że pojawiło się wznowienie, nabyłam
                      bez namysłu - i tu taki straszny zonk...
                  • the_dzidka Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 16:06
                    > No nie tylko, ona miała ewidentnie wredną, zimną, odsuwającą się
                    od niej matkę,
                    > która w obrzydliwy sposób faworyzowała młodszą córkę...

                    Fakt, o tym zapomniałam. O cudownej mamuni. Anna to była Anna, a
                    Kaśka to była "córa, córuchna" :-/ Szczęście, że ta Kaśka to
                    sympatyczne dziecko było.
                    Na szczęście Anna miała Doktorzycę :)
              • dakota77 Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 15:52
                "Wstege pawilonu" wciaz lubie czytac:)
              • ananke666 Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 16:22
                nessie-jp napisała:

                "Przez ciebie Drabie"
                > (średnio przygnębiające)

                O, a ja lubiłam i mnie nie przygnębiało...

                "Tabliczka marzenia" (pamiętam właściwie tylko scenę
                > wypuszczania myszek u weterynarza)

                He? Czytałam kilka razy i żadnych myszek nie pamiętam. Próby wciągania muchy do
                odkurzacza, tak. Lubiłam książki Snopkiewicz, Tabliczkę, Słoneczniki, Paladynów...
                • mamarcela Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 16:41
                  Jeszcze Chądzyńskiej było "Statki, które mijają się nocą..". Bohaterka miała na
                  imię bodajże Eryka i miała problemy ogólnoegzystencjalne, a bohater studiował
                  psychologię.
                  • szprota Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 00:15
                    mamarcela napisała:
                    Jeszcze Chądzyńskiej było "Statki, które mijają się nocą..". Bohaterka miała na imię bodajże Eryka i miała problemy ogólnoegzystencjalne, a bohater studiował psychologię.

                    Bohaterowi było Paweł i był darwinowatym egzemplarzem. Odświeżałam to sobie parę dni temu, bardzo lubię Erykę.
              • mama_kotula Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 16:44
                Cytat
                dość okropne dzieło komunistycznie poprawne
                politycznie o panience, co się kochała w gruźliku (bodajże 'Zawsze jakieś
                jutro'


                O towarzyszce Joannie Uruskiej, co za obrazę księdza została zmuszona do zmiany szkoły? Mniam, sam smaczek. Uwielbiam to podczytywać przy śniadanku. Propagandą idei dobrej roboty, nauki na chwałę kraju i pracy społecznej aż na kilometr wali i na stół spomiędzy kartek ścieka. Przepiękne.
                I kwintesencja romantyzmu między dwojgiem głównych bohaterów:
                - A ty co chcesz z życiem zrobić?
                - Tworzyć mądre prawa. A ty?
                - Budować ładne miasta.
                Plus zachwycone spojrzenie.

                Swoją drogą, spodziewałam się happy endu i romantycznego zakończenia. A tu lipa, towarzyszka Joanna Uruska ma tyle w sobie romantyzmu, co klapa od sedesu. Za to tendencją do umartwiania się i chorego praktycyzmu wyrabia 150% normy.

                Swoją drogą, dopiero z tej książki dowiedziałam się, że rynek w moim rodzinnym mieście jest ponoć "słynny".
              • kkokos Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 20:48
                > 2. Książki dla dziewczynek też były
                • mamarcela Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 20:57
                  jeszcze Ziółkowska była i "Tancerze" Jackiewiczowej - książka zakazana dla
                  dzieci i przez to pożądana okrutnie. A Popławską ktoś pamięta?

                  I była seria "Klub siedmiu przygód", gdzie paradoksalnie też się dziewczyńskie
                  ukazywały np. "historyczne" Ewy Nowackiej.
                  klub7.w.interia.pl/html/1991.html
                  • kkokos Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 21:03
                    mamarcela napisała:


                    > I była seria "Klub siedmiu przygód", gdzie paradoksalnie też się dziewczyńskie
                    > ukazywały np. "historyczne" Ewy Nowackiej.
                    > klub7.w.interia.pl/html/1991.html


                    aaaa, no właśnie! i to jej zawdzięczam jedną z moich ukochanych książek - marty
                    tomaszewskiej "zamach na wyspę". o 14-letnim leszku z warszawy, który
                    zrządzeniem losu oraz w wyniku walki polskich krętaczy z międzynarodową mafią
                    narkotykową wylądował na malutkiej wyspie polinezyjskiej, której to wyspy potem
                    bronił przed zakusami handlarzy narkotyków. a działo się to wszystko w roku
                    bodaj 1977, zanim polscy zdolni studenci z gdańska wynaleźli sposób pozyskiwania
                    narkotyków z byle maku - w "zamachu na wyspę" narkotyczne właściwości ma tylko
                    jedna, jedyna odmiana maku, trudna do sztucznej hodowli, więc każde naturalne
                    jej pole było na wagę złota i takie pole właśnie znalazło się na tytułowej wyspie.
                    strasznie temu leszkowi zazdrościłam!
                    • kkokos Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 21:07
                      ziało się to wszystko w roku
                      > bodaj 1977,

                      skłamałam, link podany przez mamarcelę informuje, że w roku 1976 było już drugie
                      wydanie. książka ma niezwykle łopatologiczny wydźwięk ekologiczny - choć wtedy
                      używano słowa sozologia - w każdym razie są soczyste opisy zatrutych ryb w
                      tybrze pokrywających swymi skierowanymi do góry brzuchami całą rzekę; tak, do
                      takich kataklizmów dochodziło na tym zgniłym, zdegenerowanym zachodzie
                    • meduza7 Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 00:10
                      o 14-letnim leszku z warszawy, który
                      > zrządzeniem losu oraz w wyniku walki polskich krętaczy z międzynarodową mafią
                      > narkotykową wylądował na malutkiej wyspie polinezyjskiej,

                      Leszek Lu! Krótkofalowiec-amator! Co to miał przezwisko od dziadkowego
                      powiedzenia "no to go lu!", a mafiozi zabrali go ze sobą, żeby utrzymywał dla
                      nich łączność alfabetem Morse'a, "bo każdy, kto usłyszy takie amatorskie
                      popiskiwanie, rozłączy się i nie będzie dalej słuchał"!
                      Kkokos dzięki, dzięki, dzięki za przypomnienie autorki i tytułu!
                      Uwielbiałam Tomaszewską, potrafiła robić niesamowity klimat - kojarzy mi się
                      "Omijajcie wyspę Hula", tam z kolei była bodajże Agnieszka, przeżywająca dziwne
                      przygody w jakimś świecie alternatywnym.
                      • kkokos Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 14:34
                        > Leszek Lu! Krótkofalowiec-amator! Co to miał przezwisko od
                        dziadkowego
                        > powiedzenia "no to go lu!", a mafiozi zabrali go ze sobą, żeby
                        utrzymywał dla
                        > nich łączność alfabetem Morse'a, "bo każdy, kto usłyszy takie
                        amatorskie
                        > popiskiwanie, rozłączy się i nie będzie dalej słuchał"!

                        ależ zupełnie nie tak! leszek lu został podstawiony pod
                        mieszkającego na podhalu janka bigosa z uwagi na wyjątkowe
                        podobnieńswo (wyłoniono leszka w czymś w rodzaju castingu, zwołując
                        przez krótkowalówkę "wszystkich chłopców, którzy cchą uciec z domu"
                        nad jeziorko czerniakowskie, udając, że to eksperyment
                        psychologiczny). prawdziwy jaś bigos mial stryja-wlaściciela wyspy
                        polinezyjskiej, który to stryj zażyczył sobie widzieć wnuka. polscy
                        kombinatorzy przejęli list od stryja, podstawili nieśiwadomego
                        niczego uzurpatora i oddali go poczciwemu wysłannikowi stryja - a
                        właściwie w szpony mafii międzynarodowej, gdyż jej szef o ksywce
                        scyzoryk zdążył się wkraść w łaski starego poczciwca. potem
                        poczciwiec bez przeszkód doholował leszka na wyspę, gdzie chłopiec
                        jeszce musiał przejść coś w rodzaju testu na inteligencje i szkoły
                        przetrwania - no i teraz znów dwie grupy przestępców się starły:
                        polacy podtruwali stryja, sfałszowali jego testament i czekali na
                        śmierć, co by w imieniu leszka/jasia przejąć wyspę, a międzynarodowi
                        chcieli, by stryj zdążył pokochać bratanka, a potem zamierzali
                        bratanka porwać, żądając wyspy jako okupu. prawie się udało, ale
                        przecież do akcji włączyła się - uwaga - polska milicja!!!! i dzięki
                        temu wszystkich przestępców aresztowano, leszek postanowił zostać
                        sozologiem, a z nibystryjem przyjaźnił się już do końca życia.
                        no i rzeczywiście najgorzej na tym wyszedł biedny góral, prawdziwy
                        jaś bigos...
                        • kkokos Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 14:35
                          > przez krótkowalówkę

                          dobrze, ze nie przez krótkowałówkę
                • alitzja Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 21:07
                  kkokos napisała:
                  ... takie, które się czyta "jednym tchem", i takie, które czytamy
                  powoli, smakując ich urodę.
                  (...)
                  zabawny jest ten przecinek po "jednym tchem".

                  Ja bardzo przepraszam, że nie biorę udziału w merytorycznej
                  dyskusji, ale mnie Centkiewiczowie nie pociągali i się czuję
                  wyalienowana;-) Za to muszę się polonistycznie wtrącić, że ten
                  przecinek jest BARDZO prawidłowo postawiony (to, co jest między
                  przecinkami, jest wtrącone i musi być wydzielone z obu stron tym
                  właśnie znakiem - mimo że jeden z nich się pojawia przed "i").
                  Szczerze mówiąc, życzyłabym sobie więcej takich trafnie wstawionych
                  przecinków w czytanych książkach.
                  • nessie-jp Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 21:14
                    > Ja bardzo przepraszam, że nie biorę udziału w merytorycznej
                    > dyskusji, ale mnie Centkiewiczowie nie pociągali i się czuję
                    > wyalienowana;-)

                    To sypnij przykładem z własnej biblioteczki :) Od razu się odalienujesz! Nie
                    tylko polarne książki się przecież czytywało...


                    > Szczerze mówiąc, życzyłabym sobie więcej takich trafnie wstawionych
                    > przecinków w czytanych książkach.

                    O tak, ja w ogóle jestem wielką fanką przecinka. :D Wstawiam, gdzie mogę i do
                    upartego bronię swojego prawa do rozdzielania przecinkiem zdań podrzędnych.
                    • alitzja Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 21:24
                      E no. Ja cierpię na przypadłość zwaną szalejącą sklerozą i wszystko
                      zapominam w tempie ekspresowym, więc żadnymi (no, prawie)
                      szczegółami nie sypnę.
                      Czytywałam Ożogowską - a jakże! ale pamiętam jedynie wybuch w
                      łazience, jak bodajże Wiktor podłączał sobie radio koło wanny - aż
                      dziw, że go nie zabiło. To było chyba "Ucho od śledzia".
                      Miłowałam wielce Siesicką - "Jezioro osobliwości" i "Ludzie jak
                      wiatr" lubię do dzisiaj (bo mam na półce - dlatego pamiętam, co w
                      środku, hehe). Nie wiem, czy to ona pisała o niejakiej Katarzynie,
                      przyjaźniącej się z sąsiadką (?) Zuzanną (???). Pamiętam tylko, że
                      to właśnie chyba dzięki niej bohaterka zaczęła używać swojego
                      pełnego imienia.
                      Był też taki cykl książek, które miały w tytule imię - "Portrety"
                      się to zwało? Lubiłam, ale nie wszystko.
                      I dość późno odkryłam Ewę Ostrowską - bardzo mną wstrząsnęła i
                      uważam, że świetnie pisze. "Zabić ptaka" na długo mnie rozbiło
                      wewnętrznie, a piosenki Kultu "Do Ani", która jest bardzo istotna
                      dla akcji, uparcie poszukiwałam i do dziś silnie kojarzę właśnie z
                      tą książką.
                      • kkokos Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 21:31
                        a piosenki Kultu "Do Ani", która jest bardzo istotna
                        > dla akcji...

                        no nie, to ja już wtedy w okolicach matury byłam :)
                      • mamarcela Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 21:33
                        Ja za to chyba nie mam sklerozy, a chyba już powinnam?, i sobie przypominam
                        mnóstwo tych dziewczyńskich. Np. książki niejakiej Natalii Gałczyńskiej, czyli
                        Anny Glińskiej - nie dość, że romansowe to jeszcze na dodatek podróżnicze.
                        Albo książki Marii Kruger.
                        Albo takie coś, co się nazywało "Zupełnie jak w filmie", a napisała to niejaka
                        Wetter Antonina. To był miłosny hardor, proszę szanownych pań.

                        A ciekawa jestem, czy ktoś czytał "Portret nocą malowany" pani Miry
                        Michałowskiej. Ja to czytałam jako zupełnie stara baba już, ale jakoś mi bardzo
                        zapadł.
                      • szprota Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 00:21
                        alitzja napisała:
                        Nie wiem, czy to ona pisała o niejakiej Katarzynie, przyjaźniącej
                        się z sąsiadką (?) Zuzanną (???). Pamiętam tylko, że to właśnie
                        chyba dzięki niej bohaterka zaczęła używać swojego pełnego
                        imienia.

                        A to nie było Posłuchaj, Katarzyno Krystyny Dąbrowskiej?
                        Dzieciństwo w Zakopanem, młodość w okupowanej Warszawie - opowieści
                        kobiety do bodaj trzynastoletniej dziewczynki, z którą jest na "ty"?
                        Pytam dlatego, że tam na pewno pada to zdanie o zamiłowaniu do
                        pełnych imion.
                        • kkokos Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 21:03
                          > A to nie było Posłuchaj, Katarzyno Krystyny Dąbrowskiej?
                          > Dzieciństwo w Zakopanem, młodość w okupowanej Warszawie - opowieści
                          > kobiety do bodaj trzynastoletniej dziewczynki, z którą jest na "ty"?

                          uwielbiałam tę książeczkę - najpierw zafascynował mnie format, że taka malutka i
                          kwadratowa, że tekst miała już na okładce, że czcionki różne były w środku, to
                          wszystko było dla mnie nowe i fascynujące. a potem po prostu bardzo mi się
                          spodobała opowieść. to tu po raz pierwszy napotkałam słowa "cepr" oraz "gilza",
                          to drugie w opisie własnoręcznie robionych papierosów za okupacji i oczywiście,
                          głupia smarkula, przeczytałam "glizda" i jakiś czas - do drugiej czy trzeciej
                          lektury - żyłam w przeświadczeniu, że oni naprawdę ten nibytytoń w dżdżownice
                          nabijali, w końcu to wojna, straszne rzeczy się działy, więc czemu niby nie
                          palenie nadzianych dżdżownic...

                          był też sequel - bodaj "dziękuję, katarzyno", ale mogę się mylić - okładka w
                          kwiatki, katarzyna już ma chłopaka i nie skupia się na opowieściach z życia
                          zuzanny, tylko na swoim życiu. i to już nie było takie fajne.
                          • jottka Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 21:43
                            kkokos napisała:

                            > i oczywiście, głupia smarkula, przeczytałam "glizda" i jakiś czas - do drugiej
                            czy trzeciej lektury - żyłam w przeświadczeniu, że oni naprawdę ten nibytytoń w
                            dżdżownice nabijali


                            nooo, jak baca może w chwili kryzysu dżdżownicy zamiast sznurówek używać, to
                            czemu by podczas wojny zamiast papierosa jej nie użyć:)
                        • alitzja Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 22:59
                          Szprotko miła! To musiało być TO - czyli "Posłuchaj, Katarzyno"
                          (pamiętam, że bohaterki mimo różnicy wieku były na "ty"). To, że
                          autorkę pokręciłam, to dość oczywiste - dzięki za przypomnienie!:*
                          • szprota Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 23:49
                            Miła Alitzja napisała:

                            Szprotko miła! To musiało być TO - czyli "Posłuchaj, Katarzyno"
                            (pamiętam, że bohaterki mimo różnicy wieku były na "ty"). To, że
                            autorkę pokręciłam, to dość oczywiste - dzięki za przypomnienie!:*


                            Heh, Szprotka sama jest Katarzyna, więc pamięta wszystkie przeczytane powieści z Katarzyną w tle: Oto jest Kasia, Babcia Katarzyna, Posłuchaj Katarzyno...
                      • szprota Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 00:28
                        alitzja napisała:
                        dość późno odkryłam Ewę Ostrowską - bardzo mną wstrząsnęła i uważam, że świetnie pisze. "Zabić ptaka" na długo mnie rozbiło wewnętrznie, a piosenki Kultu "Do Ani", która jest bardzo istotna dla akcji, uparcie poszukiwałam i do dziś silnie kojarzę właśnie z tą książką.

                        Ja też. Ostrowska pisze (pisała?) zgodnie z nazwiskiem: ostro, bez różowej mgiełki.
                        Tej samej autorki jest również Co słychać za tymi drzwiami. Opowieść o dwóch siostrach: Bronka to ta gruba, brzydka, szczera w swojej maksymie "śmierć frajerom", zaś Marynka jest śliczna, szczupła, poetyczna, cytuje Pawlikowskiej "Obojętni, syci i szczęśliwi"... Po niej mam zamiłowanie do powieści, w której bohater się rozwija i ulega przemianie.
                        • the_dzidka Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 11:02
                          > Tej samej autorki jest również Co słychać za tymi drzwiami.

                          I jeszcze "Długa lekcja". Mocna jest kobieta faktycznie.
                          Marynka wywoływała we mnie nieustające uczucie obrzydzenia.
                          • mama_kotula Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 19:31
                            the_dzidka napisała:
                            > I jeszcze "Długa lekcja". Mocna jest kobieta faktycznie.
                            > Marynka wywoływała we mnie nieustające uczucie obrzydzenia.

                            Dzidko kochana, dzięki stokrotne za przypomnienie tej książki, do nuszek padam
                            <cmok>.
                            Biblioteka obowiązkowo w dniach najbliższych.
                            • the_dzidka Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 01.03.09, 10:21
                              > Dzidko kochana, dzięki stokrotne za przypomnienie tej książki, do
                              nuszek padam
                              > <cmok>.

                              Ażem z tej okazji nuszki umyła.
                  • kkokos Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 21:19
                    alitzja napisała:

                    > kkokos napisała:
                    > ... takie, które się czyta "jednym tchem", i takie, które czytamy
                    > powoli, smakując ich urodę.
                    > (...)
                    > zabawny jest ten przecinek po "jednym tchem".
                    >
                    > Za to muszę się polonistycznie wtrącić, że ten
                    > przecinek jest BARDZO prawidłowo postawiony (to, co jest między
                    > przecinkami, jest wtrącone i musi być wydzielone z obu stron tym
                    > właśnie znakiem - mimo że jeden z nich się pojawia przed "i").

                    >

                    pozwolę sobie nie zgodzić się z tobą nie zgodzić
                    nie jest to wtrącenie - usuń wtrącenie i zostanie ci:

                    takie, (..), i takie, które czytamy powoli.



                    • alitzja Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 21:29
                      kkokos napisała:

                      > pozwolę sobie nie zgodzić się z tobą nie zgodzić
                      nie jest to wtrącenie - usuń wtrącenie i zostanie ci:
                      takie, (..), i takie, które czytamy powoli.

                      A to pozwolisz, że i ja się nie zgodzę. Może niedokładnie się
                      wyraziłam - może nie tyle wtrącenie, co rozwinięcie, cóż to są
                      te "takie" książki. I jeśli wyrzucimy to tak, jak napisałaś, to
                      analogicznie wywalamy też "które czytamy powoli" jako rozwinięcie
                      drugiego "takie" - po czym zostaje nam:
                      takie (...) i takie (...)
                      I wszystko gra:-)
                • nessie-jp Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 21:10
                  > ejże, ja pamiętam znacznie więcej
                  > chądzyńska, nowacka, snopkiewicz, ewa lach, siesicka, minkowski, ożogowska

                  Ja wymieniłam tylko te, które mi akurat utkwiły w pamięci jako czysto
                  dziewczyńskie i "miłosne", takie ówczesne odpowiedniki Beverly Hills i innych
                  młodzieżówek. Jednak Lach czy Ożogowska to była inna jakość, bardziej do śmiechu
                  i bardziej przygodowo-obyczajowo, niż ckliwie.

                  Siesickiej ani Minkowskiego nigdy nie czytałam nic, Minkowskiego zaczęłam, ale
                  nie zmogłam. Nowackiej jako autorki miłosnej za bardzo nie kojarzę, chociaż
                  streszczenie historii o wyspie (podane w innym poście) jest mi dziwnie znane --
                  ja coś podobnego czytałam, tylko że wydawało mi się, że to było raczej dzieło z
                  gatunku SF.
                  • filifionka-listopadowa Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 24.02.09, 23:54
                    Oj... "Inna" mało jest do śmiechu, mało
                    • nessie-jp Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 00:00
                      filifionka-listopadowa napisała:

                      > Oj... "Inna" mało jest do śmiechu, mało

                      A kto to napisał? Nie kojarzę za bardzo. Czy to ta druga część "Tego obcego"?
                      Słabo pamiętam, lektura była i jakoś mnie nie zainteresowało. O rzeczach do
                      śmiechu pisałam w odniesieniu do Ożogowskiej i Lach (Lach czytałam tylko te
                      humoreski typu Saga rodu Sawanów, Imieniny babci Józefiny, Kosmohikanie...)
                      • nighthrill Re: Tecumseh + powieści dziewczyńskie 25.02.09, 20:02
                        Za "Tym Obcym" przepadałam, gdy był w lekturze, a w czasie tych wakacji
                        przypomniałam go sobie, będąc u siostry mojego faceta, która akurat miała to
                        przeczytać do szkoły. I muszę przyznać, że Jurgielewiczowa przetrwała próbę
                        czasu - bohaterowie żywi, konflikty prawdopodobne. Tylko smutniejsza ta książka
                        mi się teraz wydaje - zwłaszcza postacie Uli i Zenka.
      • supervixen Re: Czy pozwolicie, że Was zacytuję? 24.02.09, 13:28
        Meduzo, z chęcią przeczytam, co napiszesz - temat literatury
        młodzieżowej jest bliski mojemu sercu:)

        Ale myślę, że porównywanie wspomnianych książek do Pamiętnika
        księżniczki i jemu pokrewnych nie jest sprawiedliwe, bo to dwie
        zupełnie różne bajki. Owszem, nie mamy teraz zalewu lit.
        podróżniczej, może dlatego, że Grenlandię można obejrzeć na National
        Geographic, ale pragnienie przygody zaspokaja nie Pamiętnik
        Księżniczki, a Harry Potter i inne książki z elementami fantasy.
        Jets np seria Kroniki Pradawnego Mroku, której akcja dzieje się 6
        tysięcy lat temu - ale też ma tą domieszkę magiczną.

        Rozumiem, że chodzi ci też o trendy czytelnicze, a nie tylko
        dostępność kiążek na rynku, ale ani młodzieżowy chick-lit nie
        stanowi obecnie jedynej oferty, ani Anaruk chyba nigdy nie był
        bestsellerem (przyznam, że ja nigdy nie czytałam, choć w
        dzieciństwie połykałam książki;))

        Przyznam za to, że wielu dobrych książek dla młodzieży się po prostu
        nie tłumaczy na polski, więc jest u nas trochę ograniczony wybór, co
        na pewno wielu młodych czytelników zniechęca i kreuje błędne
        wrażenie, że amerykańska literatura dla młodzieży to wyłącznie
        płytkie romansidła.
    • nessie-jp ZMIANA KLIMATU -- Afryka! 24.02.09, 18:56
      Spadam z kręgu polarnego bo mi zimno i przypomniała mi się jeszcze jedna
      ulubiona dziecięca seria przygodowa
      • ananke666 Re: ZMIANA KLIMATU -- Afryka! 24.02.09, 19:30
        Czy na dziewczynkę wołano "Dzika"?
        • dakota77 Re: ZMIANA KLIMATU -- Afryka! 24.02.09, 19:42
          Tak, bo Jadzka jej bylo:)
          • nessie-jp Re: ZMIANA KLIMATU -- Afryka! 24.02.09, 19:47
            No właśnie, a że Jadźka była dzika z natury to tak wyszło... :)

            Dla dziesięcioletniej dziewczynki taka powieść przygodowa o dziewczynce
            fotografującej dzikie zwierzęta w naturze i pomagającej łowić je do ogrodów
            zoologicznych to była sensacja... Wszędzie sami chłopcy, a jak dziewuszki
      • dakota77 Re: ZMIANA KLIMATU -- Afryka! 24.02.09, 19:41
        Ach,ach, zaczytywalam sie ksiazka "Nil, rzeka wielkiej przygody", ale nie mialam
        pojecia, ze byly kontynuacje!
      • kkokos Re: ZMIANA KLIMATU -- Afryka! 24.02.09, 20:19
        czytałyście, ale jakoś nie zapamiętałyście szczegółów :)
        tytuł wszakże jest mi mocno znany, bo w "złotych myślach" (tak nazywałyśmy taki
        rozbudowany rodzaj pamiętnika) z klasy II wszystkie dziewczynki, które pamiętam
        jako fajne, w rubryczce "ulubiona książka" mają wpisane "nil, rzeka wielkiej
        przygody" (w następnej rubryczce należało wpisać ulubiony zespół i wszystkie
        wpisywały abba i boney m:))

        za to cykl z tomkiem znałam w pewnym momencie na pamięć. podobnie jak winnetou i
        trylogię "złoto gór czarnych".
    • ewaty Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 20:28
      Uświadomiłam sobie, że mam dwie książki, które czytam co roku w
      czerwcu, to jest rytuał od lat, który symbolizuje początek lata.
      To "Większy kawałek świata" Chmielewskiej, "Lato leśnych ludzi"
      Rodziewiczówny. Nawet nie wiem, skąd to się wzięło. A "Lato..."
      przeczytałam po lekturze młodzieżówki "Tajemnica zielonej pieczęci",
      w której o tej książce była mowa ( czyli książka dzięki książce:))
      Śmiejcie się ze mnie, ale łyknęłam całą dostępną w bibliotece
      Rodziewiczównę, głównie zapatrując się w drugi plan: te dwory, tło
      Powstania Styczniowego, a nawet "Wrzos" nie jest takim durnym
      romansidłem, jak film, co co ja zrobię, że trafiają do mnie te
      klimaty sprzed lat:)Dzięki ponad 100-letniej bibliotece, do której
      należę, jako wczesna nastolatka przeczytałam mnóstwo żółtych ze
      starości książek "dla pensjonarek i panienek z dobrych domów". Mru!
      Naewt przez jakiś czas zaplatałam włosy w warkocze i próbowałam
      pisać kaligraficznie:)Teraz z ciekawości sięgnęłam po któryś z
      tamtych klimatów i trochę pochichotałam, ale urok toto ma.

      • mamarcela Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 20:37
        "Lato leśnych ludzi" czytała w Pieczęci Alinka po wypadku, prawda?
        Ja niestety dzięki Ożogowskiej miałam męża. Otóż tak mi się spodobało imię
        jednego z bohaterów jej książek, że oznajmiłam wszem i wobec, ze mój mąż będzie
        miał tak na imię i koniec. Innego rozwiązania w ogóle nie brałam pod uwagę.
        Miałam z dziesięć lat. A potem się sprawdziło niestety, normalnie jak w
        opowiadaniu z dreszczykiem "Małpia łapka"!
        • ewaty Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 21:16
          Zgadza się, zamiast "Ani z Psiej Górki":)
      • kkokos Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 21:11
        > Śmiejcie się ze mnie, ale łyknęłam całą dostępną w bibliotece
        > Rodziewiczównę, głównie zapatrując się w drugi plan: te dwory, tło
        > Powstania Styczniowego, a nawet "Wrzos" nie jest takim durnym
        > romansidłem, jak film, co co ja zrobię, że trafiają do mnie te
        > klimaty sprzed lat:)

        ja miałam w domu zaczytany "szary proch" wydany w latach 30. i znałam go w
        pewnym momencie na pamięć; w ogóle lepiej do mnie trafiały te rodziewiczówny nie
        wydawane przez komunę, "lato leśnych ludzi" mi nie podchodziło
        ale ostatnio trafiłam na też nie wznawiany za komuny "kwiat lotosu" i jest to
        niestety mniszkówna w czystej postaci - choć w patriotycznym sosie :)
        • ewaty Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 21:21
          No, trochę się zgodzę, ale np. "Czahary" ( jeśli dobrze zaisałam) to
          mnóstwo wdzięku:)Poza tym te książeczki są dla mnie pretekstem do
          zajrzenia w świat sprzed lat, trochę staram się szukać tła i klimatu
          owych czasów, spraw dla autorki oczywistych, które dziś pokazują
          trochę sposób myślenia ludzi, emocje itp. Oj, ciężko to
          zwerbalizować:)Zresztą to nurzanie w patriotyzmie to też ciekawy
          wątek do przemyślenia. Ciekawe, na ile ludzie tym nasiąkali?
        • the_dzidka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 21:26
          > ja miałam w domu zaczytany "szary proch" wydany w latach 30

          Tja, ja w wieku 9 lat u babci przeczytałam "Macierz" i ogromnie mnie
          zafascynowała; niewiele rozumiałam, ale grozą przejmował mnie pijany
          Hipek, co Magdę skatował. A związku Szczepańskiego z późniejszym
          synem Magdy w ogóle nie pojmowałam :) Chyba po prostu te wątki
          czytałam, bo czytałam :)
          • nessie-jp Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 21:31
            > A związku Szczepańskiego z późniejszym
            > synem Magdy w ogóle nie pojmowałam :)

            Jako całkowicie dziewicza pod względem tejże autorki pozwolę sobie wyrazić
            zdumienie
            • mamarcela Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 21:40
              Nie wiem, czy w powieściach Rodziewiczówny były wątki gejowskie, ale wcale mnie
              to nie zdziwiłoby, albowiem Rodziewiczówna była lesbijką w typie butch, z czym
              sie wcale nie kryła. Znany jest cytat "panie, panowie i ty Mario Rodziewiczówno"
              • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 22:43
                mamarcela napisała:
                > Nie wiem, czy w powieściach Rodziewiczówny były wątki gejowskie, >ale wcale
                mnie to nie zdziwiłoby, albowiem Rodziewiczówna była >lesbijką w typie butch, z
                czym sie wcale nie kryła. Znany jest >cytat >"panie, panowie i ty Mario
                Rodziewiczówno

                Ach to ona podrywala niewinne dziewcze w pociagu! Tylko dziewcze potem
                naskarzylo policji i Maria zaslynela w polskich kabaretach, skad ten cycat.
                Czytalam o tym w dziecinstwie* u starego swintucha Kobylinskiego, tylko
                pruderyjnie okreslil jom jako tajemnicza Marie R i w ogóle opisywal jej
                butchowatosc tak pejoratywnie, ze myslalam, ze to jakas dziwna pani listonosz
                byla.. Wreszcie sie wydalo, kto to. Dzieki Ci o mamo :D

                I tez bardzo chcialam poczytac "Lato lesnych ludzi" wlasnie przez Ozogowska i
                Zielona pieczec! :D

                *jak widac nie tylko lektury przygodowe wchlanialam, zakazane owoce dla
                doroslych tez mi cos rekompensowaly ;PPP
              • ewaty Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 23:03
                A i na zdjęciach bardziej na mężczyznę wygląda.Zresztą "Lato..." to
                opowieść o prawdziwej chacie w lesie. Ino zbudowanej dla niej i
                dwóch przyjaciółek.
            • ananke666 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 22:45
              > Jako całkowicie dziewicza pod względem tejże autorki pozwolę sobie wyrazić
              > zdumienie
              • nessie-jp Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 22:55
                > Nie gejowskie, tylko rodzicielskie. Magda machnęła sobie nieślubnego potomka ze
                > Szczepańskim. Dawno czytałam, ale pamiętam.

                No domyślam się, ale "związek pana X ze Szczepańskim" zabrzmiał szokująco
                współcześnie :)
                • the_dzidka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 10:55
                  > No domyślam się, ale "związek pana X ze Szczepańskim" zabrzmiał
                  szokująco
                  > współcześnie :)

                  Oj no, ładnie mi wyszło :)
                  Co to jest lesbijka w typie butch?
                  • mamarcela Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 11:00
                    Butch to jest kobieta nosząca się po męsku. Tak się ponoć nosiła Rodziewiczówna
                    i nawet mówiono do niej "panie dziedzicu".

                    tu są jakieś szczegóły
                    www.wiadomosci24.pl/artykul/na_pograniczu_kobiecosci_butch_21204.html
                    kobiety-kobietom.com/queer/art.php?art=4292
                    ale sama akurat tego nie czytałam, bo mam katar i odmawiam dokształcania sie
                    chwilowo
                    • mamarcela Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 11:05
                      oczywiście przez ten cholerny katar połowę zeżarło
                      butch jest kobietą, która czuje się mężczyzną, nosi się jak mężczyzna, ale nie
                      chce zmieniać płci - facet z damskimi genitaliami po prostu
                      • the_dzidka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 11:48
                        Ano tak. Dziękuję! :) Człowiek się całe życie uczy...
                        A ten toast "... i ty, Mario Rodziewiczówno" bardzo zacny! Zaraz
                        przypomina mi sie szaman Morski i jego "inne płcie" w toaście. Tyle
                        że tam o księdza chodziło :)))
                      • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 16:16
                        mamarcela napisała:
                        > oczywiście przez ten cholerny katar połowę zeżarło
                        > butch jest kobietą, która czuje się mężczyzną,

                        NIEEEE!! Otóz demencja!!
                        Kobita co sie czuje mezczyzna, to transseksualistka (female to male)!!
                        Butch to tylko kobieta, co chodzi w spodniach zamiast w sukienkach, nie maluje
                        sie i nie chodzi w szpilach.

                        >nosi się jak >mężczyzna, ale nie chce zmieniać płci - facet z >damskimi
                        genitaliami po prostu

                        Nieee :) Facet w kobiecym ciele to transseksualistka/ta, zupelnie insza inszosc
                        i nie musi miec nawet zwiazku z orientacja seksualna.

                        Butch to chlopczyca, la garconne, tomboy itd. To po prostu kobita - i to
                        niekoniecznie lesbijka - co sie nosi "niekobieco", czyli woli "meskie" ubranka w
                        odróznieniu od hiperdamskich susenek, szpilek i bluzek, czesto tez ma krótki
                        wlos. Sa oczywiscie rózne stadia, od takiej n.p. leleganckiej Kazi Szczuki (soft
                        butch) po stonebutch (k.d.lang) i jeszcze dochodza blizej nieokreslone androginy
                        wygladowe, kobiety noszace sie sportowo itd :)
                        Butch to prastara klasyfikacja ze Stanów Zjednoczonych - tam do dzisiaj lubia
                        szufladki. To skrót od butcher chyba - ze jak kobieta w epoce wiktorianskiej
                        wygladala jak rzeznik, to bylo niemal pewne, ze jest to straszna lesba, co
                        poluje na niewinne pensjonarki. Ale po pierwszej wojnie swiatowej wszystkie
                        kobiety zaczely chodzic w spodniach i ta klasyfikacja od tego czasu traci mycha.
                        W opozycji do butch istniala tez femme, znana dzisiaj jako lipstick lesbian,
                        czyli tez lesbijka, ale z makijazem, w susence, ponczoszankach i w szpiluniach
                        (cos jak Wirginia Woolf czy ). W czasach przedpotopowych femmy czesto lecialy na
                        butche i odwrotnie, co dalo hetero pretekst do bezsensownego pytania "a która z
                        Was jest mezczyzna".
                        Obie klasyfikacje byly przestarzale juz w latach 70-ych zeszlego wieku, bo w
                        miedzyczasie zaistnialo wiele róznych mód i strojów, i rzadko która kobieta nosi
                        TYLKO jeden rodzaj ubrania i fryzury - wiec od czasów istnienia femme nie mozna
                        rozpoznac les po ubraniu..
                        • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 16:22
                          lezbobimbo napisała: (cos jak Wirginia Woolf czy )

                          ..zjadlo mi, mialo byc "cos jak Wirginia Woolf czy Felice Schragenheim" :)
                        • mamarcela Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 17:54
                          Jak Ty myślisz, że ja się będę z Tobą kłócić, to Ty się grubo mylisz. Albowiem
                          napisałaś z grubsza to, co ja bym napisała, gdybym nie miała 38,5, gila do kolan
                          i nie cierpiała na ogólną nienawiść do wszelkiej aktywności, a już szczególnie
                          umysłowej. Tak więc polemizujesz z tym, co być może durnie i nieprecyzyjnie
                          napisałam, a nie z tym, co myślę. (nie będzie zbiorowych, buuuu). Dlatego tez
                          linkę dałam, coby moja zakichana głupotę i skrót myślowy, a nawet bezmyślowy,
                          doprecyzować.

                          Z jednym malutkim zastrzeżeniem butch lifestyle nie jest tylko sposobem
                          ubierania się i wyborem pomiędzy krótkimi, czy długimi, a przynajmniej nie zawsze.
                          www.imdb.com/title/tt0424871/
                          • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 18:18
                            mamarcela napisała:
                            > Jak Ty myślisz, że ja się będę z Tobą kłócić, to Ty się grubo >mylisz.

                            Ej no, szkoda.. ani jednej, malutkiej, grubiutkiej klótenki? ;)
                            Juz sie szykowalam na wyszarzanie, pyszczenie, odszarzanie, padanie sobie w
                            ramiona z przebaczeniem, tworzenie pacynek itd :)

                            >Albowiem napisałaś z grubsza to, co ja bym napisała,

                            Noooo stawianie znaku równosci miedzy transseksualizmem a butch to dla mnie zbyt
                            gruba przesada, aby nie poprawic :) Bo potem jakas wadliwa fama w lud idzie, ze
                            kazda lezba to butch, a butch to facet w kobiecym ciele ;)

                            > Z jednym malutkim zastrzeżeniem butch lifestyle nie jest tylko >sposobem
                            ubierania się i wyborem pomiędzy krótkimi, czy długimi, a >przynajmniej nie zawsze.

                            Owszem i tak bywa, jak podlinkowalas, ale oczywiscie to juz zalezy od
                            pojedynczej osoby, czy sie bardzo ktosia przejmuje tym lifestylem czy tylko
                            wciaga na grzbiet co akurat lubi, nieprawdaz :-) To wszystko takie plynne, panta
                            rhei i pantera rhei :)
                            • mamarcela Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 18:39
                              Obiecuję, że się pokłócę, słowo honoru, że się pokłócę, ale jak mi katar i
                              gorączka przejdą. Jak lwica się pokłócę i jagular w jednym.

                              Natomiast naprawdę nie miałam zamiaru stawiać żadnego znaku równości pomiędzy
                              transseksualizmem a butch i jeśli tak wyszło to z durnoty, panie władzo, z
                              durnoty, a nie z premedytacji. I bardzo dobrze, że mnie poprawiłaś. Za kare
                              wyszarz mnie od razu. Jak psa mnie wyszarz! I nahajem po plecach!
                              • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 18:46
                                mamarcela napisała:
                                >I nahajem po plecach!

                                Hi hi a jakie masz te plecki, biale czy wyszarzone? :)))))
                              • ananke666 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 19:21
                                mamarcela napisała:

                                > Jak lwica się pokłócę i jagular w jednym.

                                Jagular? O, para do śpierwa się znalazła! :D
                        • nessie-jp Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 18:10
                          No, Gabriella to nieźle buczystowska jest, wedle takiego podziału...
                          • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 18:21
                            nessie-jp napisała:
                            > No, Gabriella to nieźle buczystowska jest, wedle takiego >podziału...

                            Ja zawsze sie podsmiechuje, jak czytam o jej meskiej koszuli w krate i
                            niezadbaniu ekstremalnym, tylko nie wiedzialam, czy by ktos to podlapal ;)
                            Flanelowa koszula w krate! Tozto jak przykladowy butch z poradnika przesadów ;)

                            "She's a lumberjack and she's ok"
                        • meduza7 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 22:16
                          lezbobimbo napisała:
                          > Butch to tylko kobieta, co chodzi w spodniach zamiast w sukienkach, nie maluje
                          > sie i nie chodzi w szpilach.

                          Ożeż matko, wychodzi na to, żem jest butchem. Wyjąwszy fragment o malowaniu.
                          Czego to się człowiek o sobie nie dowiaduje z niewinnej dyskusji literackiej, no
                          no... ;)
                          • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 26.02.09, 02:11
                            meduza7 napisała:
                            >lezbobimbo napisała:
                            >> Butch to tylko kobieta, co chodzi w spodniach zamiast w >>sukienkach, nie
                            maluje> > sie i nie chodzi w szpilach.
                            > Ożeż matko, wychodzi na to, żem jest butchem. Wyjąwszy fragment o >malowaniu.
                            Czego to się człowiek o sobie nie dowiaduje z niewinnej >dyskusji literackiej,
                            n>o> no... ;)

                            Ale za to elegancki butch najwyrazniej z Ciebie :]

                            Oj, serio to prosze sie nie przejmowac! Ta klasyfikacja, jak pisalam, pochodzi z
                            anglosaskich czasów wiktorianskich, wiec przestarzala i od tego czasu wiele
                            stylów powstalo - dzisiaj kobietom wolno chodzic w porcietach i bez szpilów bez
                            bycia bezboznica/George Sand/lezba itd ;>
                      • yowah76 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 22:06
                        Hmmm, a czy mozna byc kobieta hetero w typie butch? Tj, wygladac jak
                        chlop, czuc sie jak chlop ale nie miec pociagu do kobiet? A moze to
                        jest kobieta w typie gay butch ;)?
                        • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 26.02.09, 02:06
                          yowah76 napisała:
                          > Hmmm, a czy mozna byc kobieta hetero w typie butch? Tj, wygladac >jak chlop,
                          czuc sie jak chlop ale nie miec pociagu do kobiet?

                          Oczywiscie, styl butch wcale nie musi sie wiazac z orientacja. Patrz na przyklad
                          hetero-mode na chlopczyce-garsonne z lat 1920-30 :) Albo na Kazie Szczuke (dla
                          mnie bardzo elegancka butch :)

                          Co do czucia sie wewnatrz jak chlop podczas bycia kobita na ciele to juz insza
                          inszosc. To moze byc albo transseksualizm albo po prostu nieidentyfikowanie sie
                          z oklepanymi wzorcami facet/kobita w danym spoleczenstwie.

                          Mam nadzienie, ze cos z tego brzmi zrozumiale :D
              • mamalilki Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 23:12
                Dołączam do koła polarnego. Nansen, Amundsen, spanie na podłodze zeby sie
                zahartowac... O tak, to bylo cos. A najbardziej lubiłam serię opowiadań "Okrutny
                biegun".
                Co do Sagowskiej to nawet po imionach moich dzieci mozna wnioskować ze nie byla
                mi obojętna. Zresztą Dzidzia Pahl też nie była.
                Gdzie ja posiałam te wszystkie książki?!
                Miałam jeszcze jedną wstydliwą miłość (wstydliwą bo moja rodzona siostra
                twierdziła ze to chłam) i była to "Ania z lechickich pól" - wszystkie trzy części.
                A "Róże Pani Cherrington"? Do dziś sie rechocze jak to czytam, najlepszy
                kryminal dla dzieci jaki czytalam.
                • dakota77 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 23:13
                  Ja tez chetnie wracam do "Roz pani Cherrington", zabojcza ksiazka:)
                  • nighthrill Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 20:20
                    Właśnie, cholerne "Róże..", których nigdzie nie można dostać, a mój egzemplarz
                    mi wsiąkł przy entej przeprowadzce.
                    Uwielbiałam to za młodu, pamiętam świetne postacie dzieci. Tylko ta mama była
                    jakaś d.upowata, wszystko za nią trzeba było robić.
                    A "Most do Therabitii" pamiętacie"? I "Wielką Gilly" tej samej autorki?
                    Katherine Paterson odmalowała świetny obraz Ameryki lat 70. To książki tak
                    naprawdę nie do końca dla dzieci - a przynajmniej mające drugie dno dla
                    dorosłych. Pochłaniałam je mając 10-12 lat.
                    "Polityka" ostatnio wydała "Most" w swojej serii literatury dziecięcej, kupiłam,
                    bo moje wydanie z 1984 już się rozpada. "Gilly" wcale nie była wznawiana, ale
                    nadal mam swoją w całkiem niezłym stanie.
                    • jottka nightrill!!! 25.02.09, 21:03
                      nighthrill napisała:

                      > Właśnie, cholerne "Róże..", których nigdzie nie można dostać, a mój egzemplarz
                      mi wsiąkł przy entej przeprowadzce.


                      jak chcesz, to w przyszłym tygodniu (bo w tym nie widzę, nie słyszę, trzy
                      zlecenia do tyłu) przyślij mi swój adres na pocztę gw, to zrobimy ci
                      niespodziewanego mikołaja:)

                      wiedziona licznymi zachwytami nabyłam bucha w antykwariacie i męczę się z
                      dziełem od roku i przeczytać nie mogę, pretensjonalny gniot, że tak ujmę
                      brutalnie, ale dopuszczam, że odbiór działa inaczej w wypadku ukochanych
                      bestsellerów z dzieciństwa:) aha, książeczka jest w stanie zużytym, ale bez
                      przesady, nie rozlatuje sie ani nic.
                      • nighthrill Re: nightrill!!! 25.02.09, 21:07
                        Ach, byłoby cudownie!:) Chętnie bym przeczytała. Mogę pożyczyć na jakiś czas i
                        odesłać, chyba że Ci naprawdę niepotrzebne.
                        Odezwę się w przyszłym tygodniu w takim razie. Dzięki:)
                        • jottka Re: nightrill!!! 25.02.09, 21:10
                          a po cholere mnie to, że tak wytwornie zapytam?:) co ma u mnie się książka
                          kurzyć, jak ktoś ją będzie kochał?

                          to tak we wtorek-środę o danie głosu poprosze
                          • nighthrill Re: nightrill!!! 25.02.09, 21:17
                            ok:)
    • hotwhiskey nie tylko daleka polnoc 24.02.09, 22:34
      Kurcze, ja chyba tez te wszystkie Anaruki i inne powiesci polarnicze polknelam w zamierzchlej przeszlosci, ale chyba najbardziej lubilam 'ksiazki dla mlodziezy', ktorych akcja rozgrywala sie w Polsce. Pamietam, jak kiedys na strychu u mojej babci natknelam sie na ksiazki z mlodosci mojego taty i jego rodzenstwa: cale sterty Bahdaja (uwielbiam do dzis, zreszta), Broszkiewicza ('Dlugi deszczowy tydzien' - pamietacie?), Siesickiej, itd. Troche wczesniej uwielbialam Muminki, Pagaczewskiego; troche pozniej przezylam fascynacje wszelkiej masci kryminalami.

      A teraz? Teraz czytam, bo lubie :-) Na pewno jest tak, ze czytanie to odskocznia od codziennosci; ale takze czynnosc tak oczywista, jak jedzenie czy mycie. Lubie, kiedy podczas czytania cos musze sprawdzic w encyklopedii, jakis pozornie malo istotny szczegol - a jednak mnie meczy ;-) dopoki sie nie dowiem, co i jak.

      Lubie tez czytac w jezykach obcych, to zawsze pewne wyzwanie, zeby z kolei nic nie sprawdzac w slownikach i starac sie wydedukowac nieznane slowka z kontekstu :-) Ale to juz takie moje 'zboczenie' lingwistyczne :-)
      • hotwhiskey Re: nie tylko daleka polnoc 24.02.09, 22:39
        Przepraszam, nie wiem, dlaczego moj pierwszy post wyladowal wlasnie tutaj :-/ Jako _nowa_ i malo doswiadczona, upraszam o wybaczenie...
    • mmoni Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 22:56
      Boże, wy wspominacie, a do mnie wraca całe dziecińśtwo, jak po magdalence
      maczanej w kwiecie lipy... co ja mówię, jak po całej tonie magdalanek!
      • jota-40 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 23:15
        Ha! "Zamach na wyspę"!!... Ach, jak mi się to podobało - zwłaszcza ta
        Polinezja... I gdzie ta książka jest, ja się pytam? Wchodzą w rachubę cztery
        piwnice;(.
        A "Zupełnie, jak w filmie" przekazała mi babcia ze swego przebogatego
        księgozbioru dziwnych romansów ;) i do dziś sobie czasem czytam. Te kiecki,
        Lazurowe Wybrzeże i szara mysia, przeobrażona w bohaterkę sezonu - mniam.

        Rodziewiczównę przeleciałam w połowie podstawówki; w księgozbiorze ostał się
        jedynie "Straszny dziadunio" ;), gdzie - jak Wam może wiadomo - liczna grupa
        spadkobierców poszukuje skarbu w rozległym dworze, a skarbem tym okazuje się być
        doskonały przepis na przyrządzenie dobrej tabaki ;)). Rozkoszne.
        • jota-40 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 23:17
          I potwierdzam z całą mocą doskonałość "Róż pani Ch." ! ;)) Czytam bezustannie od
          trzydziestu lat, to chyba o czymś świadczy?... ;)
          • mamalilki Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 23:20
            Kochasz sie w Rupercie?
            • mamalilki Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 23:21
              On był Rupert, ten co go April sobie wymyslila, dobrze pamietam?
              • jota-40 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 23:26
                Rupert, Rupert ;). Ja tam najbardziej lubię matkę, co to wtyka indyka do pudła
                po cukrze, a cukier do lodówki, czy jakoś tak... I tego grubego sierżanta, co to
                ma kupę własnych dzieciaków ;).
                • jota-40 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 23:28
                  O matko, fakt, to on sam ;). Nie wiem, dlaczego wypłynął "Straszny
                  dziadunio"??.. Pewnikiem dlatego, że Makuszyńskiego czytałam dokładnie w tym
                  samym czasie. I to jednak on został mi na półce, sprawdziłam ;). Rodziewiczówna
                  upłynniona, zniknęła w czeluściach piwnicy.
                  • lezbobimbo Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 00:09
                    Bo Makuszynski to byl straszny dziadunio ;) W dzieciestwie chlonac literatury
                    litrami jak gabka, w doroslosci usilujac poczytac Makucha omal nie zeszlam z
                    wymiotów karmelem.. wiem, ze chcial dobrze, ale ta tkliwosc, te piegowate
                    dobroci, te usmiechy slonca malujace ludziom radosc w sercach! Tylko wspomnienia
                    i opowiadania dla doroslych sie bronia jeszcze jako tako :-]
                    Nie no, dajcie mi Ande Marii Krüger any time :)
                • dakota77 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 10:52
                  Matka jest swietna, strasznie sypmaptyczna kobieta:)
                • the_dzidka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 10:58
                  Rupert van Deusen :) A Marian Castairs jest powalająca. Zgubić
                  fortepian, no, no...
        • ananke666 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 23:19
          > Rodziewiczównę przeleciałam w połowie podstawówki; w księgozbiorze ostał się
          > jedynie "Straszny dziadunio" ;), gdzie - jak Wam może wiadomo - liczna grupa
          > spadkobierców poszukuje skarbu w rozległym dworze, a skarbem tym okazuje się by
          > ć
          > doskonały przepis na przyrządzenie dobrej tabaki ;)). Rozkoszne.

          Ke???
          • jottka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 24.02.09, 23:24
            no jota siem walnęła - to 'list z tamtego świata' makuszyńskiego:) o wiele
            lepsze niż hieronim ratujący sierotki, żeby po kilkunastu latach sie z nimi
            żenić, obleśny zboczur
    • nighthrill Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 20:40
      O, dziewczyny drogie, jak pięknie trafiłyście z tym tematem! Albowiem uwielbiam
      czytać po wielokroć swoje ulubione książki z dzieciństwa, w wyniku czego jestem
      obiektem wytykania palcami w najbliższej rodzinie. A tu widzę, że nie ja jedna:)

      Dużą część tego, co lubię już tu wspomniałyście. A więc - Siesicka ("Beethoven i
      dżinsy" zwłaszcza, choć to smutne, z powstaniem warszawskim i traumami w tle),
      Snopkiewicz ( "Słoneczniki" rządzą!), Montgomery prawie wszystko, Pany
      Samochodziki czytuję do dziś...

      Ale mam też kilka takich, które mało kto zna i pamięta, więc może rozjaśnicie mi
      w głowie :

      1/ Książka o tytlue "Więcej niż przyjaźń", mam stare wydanie w różowej okładce,
      z dziewczyną o czarnych warkoczach. Bohaterką jest niejaka Iwonka i jej
      nieśmiała koleżanka, plącze się też Piotrek, które w końcu zostaje marynarzem, i
      jakiś Waldek czy Witek. Całość dzieje się w Warszawie lat 60., maksymalnie 70.
      Kto to napisał?
      2/ "Wielka Gra", o Ilce, która mieszka z matką trudniącą się szyciem, bierze
      udział w Wielkiej Grze i wygrywa. Nie pamiętam autorki.
      3/ Książka złożona zdaje się z opowiadań, bohaterką jest jakaś dziewczyna,
      przyjaźniąca się z chłopakiem o ksywie Garibaldi, wszystko dzieje się w małym
      miasteczku. To Siesicka, Ostrowska albo Nowacka - ktoś wie?
      4/ "Dama kier", bardzo dziwna książka o rodzinie z czwórką dzieci i ich
      sąsiadach - wśród dzieci są Marysia, Tomek, Małgosia i Kasia. No i apodyktyczna
      babcia, wróżąca z kart. Uwielbiam to.

      Co do klimatu takich książek dla młodzieży, rozgrywających się 20-30 lat temu,
      to odnalazłam go ostatnio w powieści Izabeli Sowy "Zielone jabłuszko". Nie
      chciałam jej czytać, myślałam, że to taka młodsza Grochola, ale kupiłam za 5
      złotych i zaczęłam. Czytałam pół dnia - świetne! Atmosfera lat 80. w polskim
      miasteczku, szkoła, koleżanki, muzyka, stroje z tamtych czasów. Znacie?

      Pamiętam też "Dziwna jesteś, Karolino", o romansie z nauczycielem polskiego, i
      "Chłopaka na niepogodę", który wydał mi się kiedyś strasznie gorzką książką, a
      teraz nigdzie nie mogę go znaleźć...
      • mamarcela Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 20:49
        "Wielka grę" napisała Danuta Bieńkowska.

        Chłopak o ksywie Garibaldi występuje, jak mi się wydaje, w opowiadaniu
        "Agnieszka" Siesickiej Ono się ukazało osobno w białej serii Portrety, ale także
        w zbiorku z dwa, czy trzema innymi min "Łukaszem". O ile pamiętam tytułowa
        Agnieszka z Garibaldim dokarmiali jakieś koty na strychu?
        • nighthrill Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 20:55
          Tak, tak, koty na pewno były!:)
          Czyli ja mam ten zbiór opowiadań, jest tam chyba "Łukasz", "Agnieszka" i coś
          jeszcze. Teraz rozjaśniło mi się w głowie - to ma chyba tytuł "Wielki jarmark".
      • szprota Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 20:59
        nighthrill napisała:
        Pamiętam też "Dziwna jesteś, Karolino", o romansie z nauczycielem polskiego, i "Chłopaka na niepogodę", który wydał mi się kiedyś strasznie gorzką książką, a teraz nigdzie nie mogę go znaleźć...

        Poloniście było Remigiusz. I jakiś dziwny mięczak z niego był. Ale do końca życia dzięki Ziółkowskiej zapamiętam, co znaczy bonan tagon w esperanto :)
        Co do "Chłopaka na niepogodę" - faktycznie gorzka. Najbardziej aktywni i wartościowi bohaterowie (Marta i Łukasz) dostają naprawdę w kość.
        BTW znalazłam ją gdziesik tu: podaj.net/isbn/9788322206232/Chlopak-na-niepogode
        Nie korzystałam z serwisu, ale może warto?
        • nighthrill Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 21:09
          "Chłopaka" gdzieś mam, muszę przy bytności u rodziców przerzucić strych...
          Co do "Karoliny" to dość dobrze pamiętam tę książkę. Ta sama autorka napisała
          też inną, o dziewczynie, która nie zdaje do następnej klasy, ukrywa to przed
          matką, wyjeżdża nad morze, a tam wymyśla sobie różne tożsamości i notorycznie
          kłamie. Jaki to miało tytuł...?
          • szprota Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 21:34
            nighthrill napisała:
            Co do "Karoliny" to dość dobrze pamiętam tę książkę. Ta sama autorka napisała też inną, o dziewczynie, która nie zdaje do następnej klasy, ukrywa to przed matką, wyjeżdża nad morze, a tam wymyśla sobie różne tożsamości i notorycznie kłamie. Jaki to miało tytuł...?

            Jeśli to coś pomoże, to nie mam pojęcia ;D Ziółkowska mnie nieco drażniła, wpychała za dużo wiedzy w te książki. W Karolnie były podstawy esperanto, podstawy angielskiego, przegląd tradycji czczenia zmarłych w kulturach różnych, mnóstwo okołowojennych wspominek szczecińskich. No i od groma Stachury - dodam sprawiedliwie, że w dobrym IMHO wydaniu, nie pieśniarza ze szlaku, lecz starego, dobrego Steda.
            • the_dzidka Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 01.03.09, 10:27
              Karolina doprowadzała mnie do szału, zresztą ZIółkowska także -
              matko, jaka ona egzaltowana była!
              Książkę o dziewczynie jadącej nad morze czytałam ostatnio. Pałętał
              się tam chłopak o imieniu Tytus, a morał z dziełka jadącego
              potwornym smrodkiem dydatktycznym był taki, że nie należy się
              puszczać na wakacjach ;)))
          • dakota77 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 23:34
            Heh, wlasnie czytajac ten watek mysle o tej ksiaze i tez za nic nie moge sobie
            przypomniec jej tytulu...
      • ananke666 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 21:12
        Bo kiepsko szukasz! :p
        allegro.pl/search.php?sg=0&string=ch%C5%82opak+na+niepogod%C4%99
        Kurczę link mi się jakoś dziwnie wkleja - 6 egzemplarzy jest na allegro po
        śmiesznych cenach.
        • agawa79 Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 22:09
          "Chłopaka na niepogodę" wypożyczałam swego czasu z biblioteki raz na
          dwa tygodnie, na przemian z wspominaną wyżej "Długą lekcją". Jak
          mnie te książki dołowały strasznie... "Chłopak..." do tego stopnia,
          że napisałam własne alternatywne i oczywiście pozytywne zakończenie.
          Niestety, w przypływie głupoty wyrzuciłam je na śmietnik. :(
      • alitzja Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 23:09
        nighthrill napisała:

        > 4/ "Dama kier", bardzo dziwna książka o rodzinie z czwórką dzieci
        i ich sąsiadach - wśród dzieci są Marysia, Tomek, Małgosia i Kasia.
        No i apodyktyczna babcia, wróżąca z kart. Uwielbiam to.

        Znam, znam! Na półce mam! To Maria Ewa Letki - bardzo mi się to
        podobało. Mam jeszcze jej "Wakacje z Cynamonem", ale już mnie tak
        nie urzekały, jak tajemnicze wróżby w "Dk".
    • nighthrill Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 25.02.09, 21:42
      A pamiętacie "Przygody Tomka Sawyera" Marka Twaina? Ależ się bałam Indianina Joe
      i tego jak Tomek i Becky zgubili się w pieczarach...Ostatnio kupiłam i
      przeczytałam, nadal fajne, ale niestety to inne tłumaczenie, niż miałam w
      dzieciństwie, a ja się przywiązuję do tłumaczeń, zwłaszcza jeśli coś czytałam
      setki razy i znam na pamięć.
    • mama_kotula Jeszcze mi się przypomniały 25.02.09, 22:16
      z literatury dziewczęco-nastolatkowej:

      - "Szkoła narzeczonych" Marii Kruger - matko kochana, jak ja chciałam iść do
      takiej szkoły, gdzie uczą wszystkiego, od smażenia jajka sadzonego, poprzez
      ścielenie wyrka, do dojenia krów włącznie. Swoją drogą, to by mi się przydała -
      gotować nie umiem, sprzątać nie umiem... ech...

      - "No cóż, za moich czasów" Klary Feher

      - "Dziewięć bied i jedno szczęście" Marii Kann - zawsze ale to przezawsze przy
      tym chlipię i się mażę, przynajmniej raz na każdy rozdział

      Kojarzycie którąś z nich? :)
      • szprota Re: Jeszcze mi się przypomniały 25.02.09, 23:46
        mama_kotula napisała:
        z literatury dziewczęco-nastolatkowej:

        - "Szkoła narzeczonych" Marii Kruger - matko kochana, jak ja chciałam
        iść do takiej szkoły, gdzie uczą wszystkiego, od smażenia jajka
        sadzonego, poprzez ścielenie wyrka, do dojenia krów włącznie. Swoją
        drogą, to by mi się przydała - gotować nie umiem, sprzątać nie
        umiem... ech...

        Ja kojarzę. Taka miła, pastelowa powieść.
        Skądinąd i mnie by się przydała :)
    • limotini Re: motywacje czytelnicze - nie tylko o Jeżycjadz 27.02.09, 18:20
      Nie przeczytałam jeszcze wszystkich Waszych wpisów, ale już czytając pierwszą
      setkę zaczęłam się zastanawiać nad własnymi motywacjami czytelniczymi i
      stwierdzam, że jest ich kilka, różnych, sprzecznych, zależnych od nastroju:
      1. chęć czerpania przyjemności z kontaktu z pięknym językiem. Czytanie takich
      ładnie zbudowanych, płynnych, czystych zdań sprawia mi radość - i zaspakajam ją
      bardzo różnymi środkami: Wiesław Myśliwski, Poświatowska, wczesna Musierowicz i
      Chmielewska, Pratchett w oryginale...
      2. Chęć dowiedzenia się czegoś, głód wiedzy: wszystkie książki Davisa, Biolgia
      komórki i molekularna, Effective C++, wywiady Torańskiej
      3. Chęć oderwania się od codzienności i od bieżących problemów. Książki muszą
      koniecznie wprowadzać w dobry nastrój, NIE zmuszać do myślenia, być bardzo łatwe
      w czytaniu i szczęśliwie się kończyć. W tej kategorii pojawiają się wszelkie
      głupiutkie romansidła, ale i też książki humorystyczne (znowu Musierowicz czy
      Chmielewska) oraz kryminały.
      4. Chęć poćwiczenia wyobraźni i intelektu. W tej kategorii mieszczą się
      wszystkie książki, które pokazują, jak inaczej można sobie wyobrażać świat.
      Przykładowo, ze wspomnianej już tutaj sagę o ludziach pierwotnych zapamiętałam
      opisane różnice między homo sapiens a neandertalczykami - wiem, że wymyślone
      przez autorkę, ale bardzo rozbudziło moją wyobraźnię takie bawienie się w to,
      jak inaczej rodzaj ludzki mógłby myśleć.

      Kolejność jest przypadkowa, wszystko zależy od mojego aktualnego stanu i
      wzajemnie się uzupełnia. Po takim np. "Nie takim prostym zwycięstwie" z radością
      sięgam po Harlequina :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka