jacenty7
11.12.07, 14:07
Nasz syn (jutro konczy rok!) troche ostatnio choruje. 2 tygodnie
temu dostal kataru, nastepnie kaszlu wiec zadzwonilem do IKI i
umowilem sie do lekarza na rano na 8.00. Przyjechalismy na miejsce,
na drzwiach lista pacjentow tylko...lekarza nie ma! Od innych
pacjentow dowiedzielismy sie, ze jest strajk lekarzy i zaden nie
przyszedl do pracy. W sekretariacie nic nie wiedzieli, IKA nic nie
wiedziala, w recepcji tez nie (czyto mozliwe?!).
W ostatni weekend Jasiu mialas silna goraczke, wysypke itd.
Zadzwonilismy do naszej prywatnej Pani doktor, ktora poradzila,
abysmy poszli do szpitala. W jednym szpitalu kazali jechac do
nastepnego. Tam z niemowiaca po ang kobieta w recepcji udalo nam sie
zarejestrowac do pediatry, ktory okazal sie kompletnym burakiem,
traktujacym Jasia jak noge od stolu podczas badania, po 2 h czekania
wsrod tlumu chorych w wieku od 1-80 lat. Za co Jasiu nakrzyczal mu
do ucha! Jeszcze mial "doktor" muchy w nosie, ze przyszlismy z 1-
dniodniowa goraczka. Ale jak zajrzal do gardla to zmienil zdanie.
Jego ang byl rowniez daleki od doskonalosci.
Jakie wy macie doswiadczenia u lekarza, bo my zaczelismy sie
martwic tym poziomem jakosci - bylejakosci. Na razie to tylko katar,
zapalenie gardla ale gdyby bylo cos naprawde powaznego...brrrr