razowiec
15.07.03, 13:36
www1.gazeta.pl/warszawa/1,34889,1572056.html
Ciemne chmury nad festynem Samoobrony pod Siedlcami
Włodzimierz Pawłowski 13-07-2003, ostatnia aktualizacja 13-07-2003 22:58
Mają swoje pomniki SLD i PSL, ma "Solidarność", teraz będzie je miała i
Samoobrona. Zaczęła w niedzielę o Ługów Gołaczy pod Siedlcami
W miejscu, gdzie wiosną 1999 r. blokujący drogę rolnicy starli się z policją,
już dwa lata temu Samoobrona postawiła pamiątkową tablicę. Wczoraj Andrzej
Lepper złożył przy niej wieniec z biało-czerwonych róż. Zapowiedział, że
podobne pomniki pojawią się wszędzie, gdzie miały miejsce blokady.
Senator Sławomir Izdebski uzasadnił to krótkim wykładem najnowszej historii
Polski: rok 1980 - naród sprzeciwił się systemowi totalitarnemu; rok 1989 -
naród postanowił zmienić system; rok 1999 - rolnicy z Samoobrony wyszli na
drogi, by upomnieć się o swoje prawa.
Nikt nie ukrywał, że wielki festyn, na który zjechało ponad tysiąc osób, to
tylko pretekst. - Imprezy imprezami, ale od polityki uciec się nie da -
stwierdził Lepper i po staremu ruszył z kopyta. Tradycyjnie najwięcej dostało
się Balcerowiczowi ("temu łobuzowi i szkodnikowi Polski"), sporo obelg padło
też pod adresem Geremka, Michnika i Kuronia.
- A co powiecie o takim, który rzucił przechodniowi "Spieprzaj, dziadu"? -
pytał lider Samoobrony. - A powiedział to Lech Kaczyński i za to mieszkańcy
wybrali go na prezydenta Warszawy - dodał ze zgrozą.
Lepper zdystansował się wobec komunizmu, ale potępił też kapitalizm. - Nie
chcę powrotu do starego systemu, ale był on stokroć lepszy od obecnego.
Dlatego szczycę się tym, że byłem w PZPR - wyznał.
Nawałnica przy kielichu
Dalej już tylko zbierał oznaki czołobitności. - Na polskiej wsi mamy wielu
wspaniałych ludzi, jak np. Andrzej Lepper - przekonywał senator Samoobrony
Henryk Dzido. - Szanowny panie marszałku, Bóg jest z panem i na pewno ma
wobec pana poważne plany - wtórował mu poseł Jerzy Curyło.
Wymówił to w złą godzinę. Nad Ługami pojawiła się ciemna chmura i zerwał się
silny wiatr. Pierwszy padł namiot Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji
Rolnictwa. Kto żyw ruszył spod estrady pod parasole, gdzie serwowano coś z
grilla i piwo. Jedna z artystek, niegdyś gwiazda zespołu marynarki wojennej,
śpiewała "Dzięki ci, Panie, za słońce i deszcz".
Strojne panie z Koła Gospodyń Wiejskich przekonywały: - Idziemy do was siłą
tej piorunowej burzy, co bujny urodzaj naszej ziemi wróży.
Nie pomogło. Na zawieruchę najlepszym lekarstwem było piwo. Starsi ruszyli do
pobliskiej stacji paliw i zaopatrzyli się w coś mocniejszego. Flaszka na
czterech, potem druga, za chwilę trzecia, ale już na sześciu.
Szef Samoobrony w otoczeniu swoich posłów i senatorów przeczekał nawałnicę na
zamkniętym obiedzie w oddalonych o trzy kilometry Borkach. Serwowano
strogonowa, zakąski i wódkę alpejską. - Nie myśl pan, że tam było tak dobrze -
wyznał po powrocie jeden z siedleckich biznesmenów. - Chociaż po paru
kieliszkach wszyscy są równi - dodał filozoficznie.
Jednak będzie agrobiznes
Gościom czekającym na zapowiedziany na godz. 18 koncert Bohdana Łazuki
pozostała tylko biesiada. - Podłe to piwo. Jedno można wytrzymać, ale więcej
się nie daje - żalił się starszy pan, pędząc na pobliską łąkę za stertę
pustaków.
Jakaś para zmęczona zbyt długim staniem chciała przysiąść pod piwnym
parasolem. - Można? - zapytał chłopak. - Nie - odburknął wyraźnie
podchmielony jegomość. Jego młodszy kompan, najwyraźniej z mocniejszą głową,
był grzeczniejszy: - Można, można - zachęcał. - No, chyba że będą głosować na
Leppera - orzekł starszy.
Przy sąsiednim stoliku odchodził biznes. - Wuju, mam sprawę. Ta sadzawka za
domem musi być moja - tłumaczył młody mężczyzna. Potem zniżył głos. - Z
wójtem już załatwiłem, teraz tylko brać, stodołę na stajnię się przerobi,
trochę siana, do tego dwa koniki, ale koniecznie takie łaciate i niech laski
na nich jeżdżą. To będzie agrobiznes - wyjaśniał.
A Bohdana Łazuki nie było nadal.
Mocne uderzenie
Młodsi zaczęli się tłoczyć przed maszyną zwaną Boxer. Wystarczyło wrzucić
złotówkę, a odchylała się bokserska "gruszka". Po ciosie na świetlnej tablicy
pojawiała się moc uderzenia w punktach. Rekordzista przekroczył 700 na tysiąc
możliwych. Zebrał gromkie brawa. Mocarz miał dobrze po pięćdziesiątce. Rosły
młodzian zapragnął go pokonać. Uderzył, a na tablicy wyświetliło się 34.
Powszechny śmiech nie stropił pretendenta. - Przyjmę jeszcze dwa browary i
wtedy wam pokażę - rzucił.
Przed godz. 20 Łazuki wciąż nie było. - Czekamy, mamy nadzieję, że jednak się
pojawi - tłumaczył konferansjer, puszczając z magnetofonu kolejny kawałek
zespołu Ich Troje.
Wtedy nad polem, gdzie odbywał się festyn, przeleciał bocian. A przecież
zobaczyć bociana w locie to szczęście murowane. Spokojnie można było opuścić
zabawę zaplanowaną do białego świtu.