Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.02, 13:44

    Pomimo, że upłynęły dopiero dwa miesiące sezonu myślę, że można pokuśić się
    o pierwsze typy. Bezposrednim bodźcem dla rozpoczęcia tego wątku była ankiety
    z oficjalnej strony NBA

    "Who is the front-runner for MVP?

    Other 27%
    Jason Kidd 20%
    Tim Duncan 18%
    Shaquille O'Neal 14%
    Allen Iverson 13%
    Kevin Garnett 8%"

    Jestem poważnie zdziwiony, że aż 27 procent z blisko 60000 głosujących nie
    znalazła nikogo godnego tego tytułu wśród Kidda, Duncana, Shaq'a i KG. W każdym
    razie jest wśród niej mój typ... Kto powinien dostać tą nagrodę? Oprócz
    wymienionych: Pierce, Walker, Nowitzki, KB? Kto ją dostanie?

    Kwestia techniczna: napiszcie przy swoim typie jak rozumiecie tą nagrodę...
    Czy jako najbardziej wartościowego gracza dla swojego zespołu? Czy jako
    najbardziej wartościowego w lidze? Czy po prostu najlepszego gracza w NBA? Czy
    może jakoś inaczej?

    PZDR
    Obserwuj wątek
      • reggie Re: MVP 04.01.02, 14:47
        Cóż, może jeszcze MJ, albo Kobe, tak o Nowitzkim też nie wolno zapominać, to
        jest chyba te 27%.
        MVP to dla mnie najbardziej dominujący, wpływający na dobrą grę drużyny w
        największym stopniu, przy tym nie ciułający punkcików, ale zdolny do
        spektakularnych "wystrzałów"- 40 pkt, 20 zb itp.
        Musi się go jeszcze dobrze oglądać. Ufff.... Ciężko o więcej, niż 5-6
        kandydatów.
        Jeśli o mnie chodzi to wybrałbym kogoś z czwórki Garnett, Shaq, MJ, Bryant.
        Iverson nie, bo Philly przegrywa dość dużo meczy, to samo z Malonem.
        Nowitzki jeszcze ma rok, może dwa na stanie się naprawdę dominującym graczem.
        Duncan ostatnio mnie nie przekonuje, pomimo dobrych statystyk i wyników SAS gra
        trochę ociężale i statycznie.
      • Gość: easy79 Re: MVP IP: *.waw.cdp.pl 04.01.02, 17:48
        Moim zdaniem MVP to ktoś z grona Garnett, Duncan, Shaq i jeżeli Wizards będą
        dalej tak wysoko to bez wątpienia MJ. Celowo nie umieściłem tu Kobyego. Widać
        że bez Shaqa Lakersi wyraźnie tracą na wartości.
        Moim osobistym faworytem jest Garnett. Srednia punktów może i nie jakaś
        imponująca ale za to reszta idealna. Jego wpływu na grę wilków nie sposób
        przecenić. W dużej mierze dzięki niemu 21-9 w tym momencie. Oby tak dalej!
        Oczywiście cały czas sercem jestem także za Jordanem. Jeżeli utrzyma formę i
        Wizards dalej będą wygrywać to kto wie....

        Pozdr.
      • Gość: HyLo Re: MVP IP: *.phils.uj.edu.pl 04.01.02, 20:24
        te 27% to pewnie sporo zatwardziałych fanów MJ-a.

        dla mnie MVP to taki zawodnik, który ma nie tylko świetne statystyki, ale tez
        jest prawdziwym liderem drużyny, którą prowadzi do zwycięstw, których bez niego
        nigdy by nie osiąnęła. Gracz, który albo sam rozstrzyga mecz, albo poprzez
        zajęcie obrońców pomaga partnerom z drużyny poprowadzić ja do zwycięstwa.

        Moi kandydaci o w tym roku Kidd, Shaq, Duncan i Garnett.
        Kidd - moim zdaniem jeden z najbardziej niedocenianychgraczy ligi. Zdaje się
        jednak, że zaczyna się to zmieniać. słusznie. Patrzcie gdzie poprowadził Nets.
        statystyk moze nie ma lepszych od Marbury'ego, ale zwycięża ta ekipa gdzie ON
        gra.
        Shaq - bo jeszcze teraz to on jest numerem 1 w LA. Kobe chyba jeszcze nie
        potrafi ciągnąć drużyny non-stop na najwyższym poziomie.
        KG i Duncan - Spurs i Wolves to odpowiednio 2 i 4 drużyna na zachodzie. dzięki
        komu?

        Inni zawodnicy, którzy mogą dostać MVP to moim zdaniem Webber (patrzcie, co
        robił przed kontuzją), Iverson (jeśli poprowadzi Phillę do czołowego miejsca na
        wschodzie) i MJ (jeśli Wizards pewnie wejdą do play-off)

        Jednego kandydata nie odważyłbym się wysunąć.
        pozdr
      • Gość: nathan Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 05.01.02, 13:39
        Moi kandydaci to:
        Jason Kidd - Zgodzę się w 100% z tym co napisał HyLo

        Tim Ducan - Gra poprostu rewelacyjnie, chyba jest w tym czasie w najwyższej
        formie ze wszystkich. Gra równo i prowadzi w niezwykłym
        stylu Ostrogi do zwycięstw. Jak tak dalej pójdzie będzie moim
        numerem jeden.


        Michael Jordan - Nietylko z sentymentu. Naprawdę, jeżeli poprowadzi Wizards do
        play off, a wszytsko jak narazie ku temu wskazuje, wydaje mi
        że będzie poważnie brany pod uwagę.
        • reggie Re: MVP 05.01.02, 22:00
          Nathan: Duncan prowadzi SAS w znakomitym stylu? Statystyki ma naprawdę świetne,
          ale nie gra chyba tak jak Garnett czy Webber przed kontuzją?
          Duncan wciąż zalicza się do mojej ulubionej 10, ale brakuje mu tej żywiołowości
          i dynamiki, jaką ma ww. Garnett. Po prostu nie ogląda się go najlepiej, co nie
          przeczy faktu, że wykonuje w SA naprawdę tytaniczną pracę, rzeczywiście ciągnie
          ten zespół.
          • Gość: nathan Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 08.01.02, 00:17
            reggie napisał(a):

            > Nathan: Duncan prowadzi SAS w znakomitym stylu? Statystyki ma naprawdę świetne,
            >
            > ale nie gra chyba tak jak Garnett czy Webber przed kontuzją?
            > Duncan wciąż zalicza się do mojej ulubionej 10, ale brakuje mu tej żywiołowości
            >
            > i dynamiki, jaką ma ww. Garnett. Po prostu nie ogląda się go najlepiej, co nie
            > przeczy faktu, że wykonuje w SA naprawdę tytaniczną pracę, rzeczywiście ciągnie
            >
            > ten zespół.

            Tzn. chodzi Ci o widowiskowość? Może rzeczywiście brak mu takowej ale dla mnie
            poprostu jest jak narazie najbliżej tej nagrody. Wpływ na swoją drużynę ma jak
            narazie nieoceniony. Chyba tylko Iverson ma podobną (choc to obecnie po Jordanie
            mój ulubiony gracz to oczywiście dla niego "daleka jest droga do Rio...." ....
            MVP oczywiście ;-)). Zobaczymy co będzie dalej.


      • Gość: Wilt Re: MVP IP: 195.117.2.* 07.01.02, 16:06
        Jak dla mnie (ale naprawdę muszę już w skrócie) obecnie gra w NBA 4 graczy
        wyraźnie wyrastających nad innych; Shaq, Kobe, Garnett i Duncan – Kidd jest
        bardzo wartościowy, ale stanowczo nie te statystyki; straci nawet królowanie w
        asystach na rzecz A. Millera (w zeszłym roku z Iversonem było 5, choć LB pewnie
        upomni się o Webbera ;-) ). Shaq, choć wciąż nie do powstrzymania, już się
        trochę „zużył moralnie” jeśli idzie o MVP – panuje opinia, że już swoje zdobył.
        KG jeśli idzie o MVP trochę za bardzo ograniczył swoją rolę w ataku na rzecz
        drużyny, no i (co przy tym tytule się liczy) Wolves jednak będą chyba mieli
        słabszy bilans niż Spurs, nie mówiąc już o Lakers; za to na pocieszenie KG
        powinien zdobyć Defensive Player of The Year i przejść do II rundy ;-).
        Zostają Bryant i TD. Ja oczywiście wolę Kobego; najlepsza all – around game w
        całej NBA i największy obecnie talent (z satysfakcją widzę, że przyznaje to
        coraz więcej komentatorów :-) ); ale o ile jego rola w zespole w porównaniu z
        zeszłym rokiem wzrosła najwyżej minimalnie, a KG – trochę zmalała – to Duncana
        wzrosła. Stary, nie mogący już grać znaczącej roli Robinson posunął się na
        jego rzecz, nie ma pewnej drugiek opcji w ataku; i statystyki spuchły. Dobry
        jest też winning record, mimo relatywnego osłabienia składu w porównaniu z
        poprzednimi latami w stosunku do rywali; tu przydały się zmiany reguł, które –
        nie licząc Wolves, którzy dostosowali się do tego świadomie – najbardziej
        preferują Spurs jako zespół jednocześnie świetny za 3 i mający te całe “big
        bodies in the middle”. W sumie TD może być grożny; ale mam nadzieję, że Shaq
        dotrzyma słowa i ustąpi roli w ataku Kobemu na tyle, że będzie przodował w
        punktach tak jak Duncan w zbiórkach; a ze swoimi talentami strzeleckimi i
        celnością z gry na króla strzelców na pewno zasługuje...
        Oczywiście nie przesadzajmy; Kobe może zdobyć MVP i bez króla strzelców
        (którego najprawdopodobniej obroni wyraźnie jednak obecnie szkodzący przez to
        swojemu zespołowi Iverson), ale im będzie w tym rankingu wyżej, tym będzie mu
        łatwiej.
        A do krytyków jego gry w czasie nieobecności Shaqa; może nie zauważyliście, ale
        Kobe cały czas grał z kontuzją żeber, co ograniczało jego ruchliwość; gdyby
        Shaq nie położył się pierwszy, to on wziąłby parę meczów off, a tak musiał
        zostać. Na szczęście Shaq wrócił, Kobe wyzdrowiał; jego 31 pkt, 24 Shaqa i
        wygrana 20 punktami na wyjeździe z Raptors; teoretycznie może i najsilniejszym
        składem zespołem Wschodu. Czyli wszystko wraca do normy; a nawet w czasie
        nieobecności Shaqa Lakers utrzymali pierwszą pozycję w lidze!
        Pzdr
        • Gość: Helux Re: MVP IP: *.icpnet.pl 08.01.02, 03:05
          Prawda jest taka ze jest w tej chwili dwoch graczy w NBA ktorych kazdy trener
          chciałby miec za kazde pieniadze Robbo i Spaslak!!!A ze Lakersów nie lubię
          stawiam na kowboja z wysp dziewiczych.Chociaż mam nadzieję że His Airness
          pokaże im wszystkim miejsce w szeregu...
          • reggie Re: MVP 08.01.02, 14:20
            Gdyby nagrode przyznawali dziś, pewnie wybranoby Duncana.
            Nie wiem jednak, czy SAS wytrzyma to tempo do końca sezonu, a wtedy MVP będzie
            ktoś z drużyn liderujących zdecydowanie na Zachodzie, mam na myśli Kobe, gdzyż
            Lakers z pewnością będą mieli najlepszy bilans. Zgadzam się w tym miejscu z
            opinią, iż Shaq, notujacy mniej punktów i zbiórek niż w ostatnim sezonie,
            pomimo swej dominacji na pozycji C raczej ma mniejsze szanse niż Kobe, dla
            którego ten sezon jest bardzo udany i coraz częściej to on decyduje o wyniku
            oddając decydujące rzuty, absorbuje obronę przeciwnika w stopniu ogromnym.
            To Kobe, albo Kevin Garnett, który stał bardziej wszechstronnym, kompletnym
            graczem, nawet biorąc pod uwagę regres zdobywanych punktów. Minnesota powalczy
            z Sacramento o numer 2 na Zachodzie i wcale nie jest powiedziane, że stoją na
            przegranej pozycji.
            Duncan, Kidd i Shaq to bardzo poważni kandydaci, ale ww. dwójka ma w mojej
            opinii największe szanse.
      • Gość: LB Re: MVP IP: 217.11.142.* 09.01.02, 10:09
        Dawno, dawno temu, w 1993 r. Phil Jackson, po przyznaniu nagrody MVP sezonu
        Charlesowi Barkleyowi powiedział:
        - „Charles dostał MVP, ale wiadomo, kto tak naprawdę jest MVP w tej lidze.”
        Oczywiście chodziło mu o Jordana.

        Obecnie mógłbym właściwie powiedzieć mniej więcej to samo.
        - „[ wpiszcie tu nazwisko kogo chcecie ] dostanie MVP w sezonie 2001/2002, ale
        wiadomo, kto jest MVP tej ligi.” Oczywiście chodzi mi o Shaqa.

        Możemy sobie wybierać, zastanawiać się: czy lepszy jest KB, czy VC, TD a może
        KG, Jkidd lub AI, C-Webb ;))
        Ale kto waszym zdaniem tak naprawdę będzie miał pierścień w czerwcu?
        I dlaczego będą to znów Lakersi?
        I dzięki komu zdobędą ten tytuł?


        Owszem może Grubas nie gra aż tak rewelacyjnie, coraz lepsi są inni zawodnicy.
        Wszystko to prawda, ale ich wszystkich można powstrzymać. A Shaquilla niestety
        nie bardzo.
        W ogóle mam wrażenie, że O’Neal traktuje sezon zasadniczy jako zło konieczne.
        Pobiega, porzuca, pozbiera – a ile będzie tych punków i zbiórek, to już nie
        jest dla niego takie istotne.
        Natomiast gdy rozpoczną się play-offy, to skończą się żarty i prawdopodobnie
        będziemy mięli 3-Peat. Tzn nie my, lecz Lakersi. :))

        +++++++++++++++++++

        Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie można co roku wybierać tego samego
        zawodnika przez ileś tam sezonów, bo to stałoby się odrobinę nudne.
        O tym zresztą napisał Wilt: „Shaq zużył się moralnie i panuje przekonanie, że
        swoje już zdobył”.

        Dlatego jeśli chodzi o dyskusję o tym, kto będzie MVP sezonu (nie biorąc pod
        uwagę Shaqa, oczywiście :) to:
        Po pierwsze – wydaje mi się, że jeszcze za wcześnie by mówić o tym, kto
        (konkretnie) zdobędzie MVP. Wszak do końca sezonu przecież raczej dalej niż
        bliżej. I wiele może się wydarzyć... Dlatego wstrzymam się ze wskazaniem na
        tego jedynego do kwietnia.
        Po drugie – głównymi kandydatami są (tradycyjnie zresztą) ci, których już
        wymieniliście (KB, KG, TD, Kidd, może AI, C-Webb raczej nie w tym sezonie –
        jeżeli w ogóle?; Shaq musiałby mieć chyba śr. 35 pts i 15 zb, żeby dostać MVP,
        albo LA bilans w granicach 65-17). I co do tych kandydatów, to się z wami
        oczywiście zgadzam.

        +++++++++++++++++++

        Tak w ogóle to, mimo wszystko, nie jestem zwolennikiem przyznawania tej
        nagrody.
        No bo jak wybrać tego jednego najlepszego w grzez zespołowej? Czy wyżej ocenić
        zbiórki, czy asysty, ofensywę (i punkty) czy obronę, centra, skrzydłowego czy
        obrońcę itp, itd.
        (Mówiąc, że najbardziej wartościowym zawodnikiem jest Shaq – choć robię to
        wyłącznie na użytek tej dyskusji – mam na myśli przede wszystkim to, że po
        pierwsze – jest niemal nie do zatrzymania, po drugie – bez niego jego drużyna
        niewiele by osiągnęła, po trzecie – tego zawodnika chciałbym mieć w swojej
        drużynie ;))
        Osobiście wolę wybierać najlepszych graczy na poszczególnych pozycjach (All-NBA
        First Team), bo wtedy porównanie jest dużo łatwiejsze. I nie aż tak
        subiektywne.


        Pzdr,
        LB

        PS. I żeby mi nikt przypadkiem nie napisał, że jestem tendencyjny ;)
        Mój stosunek Lakersów (w tym także Shaqa czy KB) wyraziłbym hasłem: Beat LA!
        Go Kings ! :))
        • reggie Re: MVP 09.01.02, 12:08
          Nie mogę zgodzić się z tezą, którą przytoczył LB, a mianowicie, że to Lakersi
          zdobędą tytuł w czerwcu i w związku z tym powinno się przeznaczyć tytuł MVP dla
          Shaqa.
          Tytuł ten przyznaje się za dokonania w sezonie zasadniczym, za play-offs będzie
          przecież odrębne głosowanie. Popieram tezę Wilta o pewnym "zuzyciu" Shaqa, sam
          LB stwierdza, iż dla O'Neala regular season to takie zło konieczne, które
          trzeba przejść, aby dojść do wyższego celu.
          Też to poniekąd u niego dostrzegam, a więc nie zasługuje on w mojej opinii na
          tą nagrodę, powinien otzrymać ją ktoś ze świetnymi statystykami, występować
          (liderować) w którymś z dominujących teamów, a także wkładać ten trudny do
          zdefiniowania pierwiastek walki, zadziorności, udowadniać, że zależy mu na
          byciu najlepszym, albo chociaż do stawania się lepszym.
          Nie twierdzę, że u sympatycznego Shaqa nie ma owych cech, ale na dziś,
          powtarzam, na dziś, dostrzegam kilku innych graczy, którzy powinni być brani
          pod uwagę.
          Pzdr.
          • Gość: HyLo Re: MVP IP: *.phils.uj.edu.pl 09.01.02, 20:24
            reggie napisał(a):

            > Nie mogę zgodzić się z tezą, którą przytoczył LB, a mianowicie, że to Lakersi
            > zdobędą tytuł w czerwcu i w związku z tym powinno się przeznaczyć tytuł MVP dla
            >
            > Shaqa.
            > Tytuł ten przyznaje się za dokonania w sezonie zasadniczym, za play-offs będzie
            >
            > przecież odrębne głosowanie.

            Rzeczywiscie, ale wplyw 1 rundy play-offu, zanim zaostanie przyznana nagroda MVP,
            zawsze jest. Nie sądzę, żeby TD został triumfatorem gdyby, jakims cudem, Spurs
            odpadli. Oczywiście, nie oznacza to automatycznej nagrody dla Shaqa albo Kobe

            Popieram tezę Wilta o pewnym "zuzyciu" Shaqa, sam
            > LB stwierdza, iż dla O'Neala regular season to takie zło konieczne, które
            > trzeba przejść, aby dojść do wyższego celu.

            Właśnie, wydaje mi się, że kto raz zdobędzie MVP, ten musi się w kolejnym roku
            jeszcze bardziej postarać (vide Jordan lata temu), bo w tej nagrodzie jest tez
            element MIP. Shaq nie zdobędzie pewnie MVP, nawet jeśli będzie rzeczywiście
            najlepszy, bo nie gra tak dobrze, jak wcześniej. Z podobnego względu maleją
            szanse AI.

            pozdr
            • Gość: LB Re: MVP IP: 217.11.142.* 10.01.02, 13:40
              Gość portalu: HyLo napisał(a):

              > Właśnie, wydaje mi się, że kto raz zdobędzie MVP, ten musi się w kolejnym roku
              > jeszcze bardziej postarać (vide Jordan lata temu), bo w tej nagrodzie jest tez
              > element MIP. Shaq nie zdobędzie pewnie MVP, nawet jeśli będzie rzeczywiście
              > najlepszy, bo nie gra tak dobrze, jak wcześniej. Z podobnego względu maleją
              > szanse AI.

              Dokładnie tak. W pełni zgadzam się z Tobą HyLo, że aby dostać po raz drugi MVP
              trzeba się wykazać jeszcze lepszymi statystykami lub większą ilością zwycięstw.
              W innym przypadku szuka się kogoś innego jako kandydata na MVP.

              LB
        • Gość: LB Re: Shaq a MVP! IP: 217.11.142.* 14.01.02, 09:57
          Cofam to co powiedziałem o Shaqu!
          Z tak fatalnym prawym sierpowym nigdy nie będzie MVP!
          Nie potrafił trafić nawet powolnego Brada Millera!

          Gdyby był lepszy, używałby lewych prostych. Jak Michalczewski...

          :-)

          LB

          PS. Ale może w przyszłym sezonie nagroda Most Improved Player ? ;)))
        • Gość: LB Re: SHAQ a MVP IP: 217.11.142.* 25.01.02, 14:55
          To jest właśnie mniej więcej to co chciałem powiedzieć o Shaqu i MVP.
          Pzdr,
          LB


          Tuesday, January 22
          Updated: January 24, 3:38 PM ET

          espn.go.com/nba/columns/may/1315539.html

          By Peter May
          Special to ESPN.com

          'Kidd may be MVP now, but it's Shaq in the end'

          As Maria Von Trapp was fond of saying, 'let's start at the very beginning.' So
          we will. The Most Valuable Player in the NBA is Shaquille O'Neal and that will
          be the case until he either retires, or LeBron James comes into the league.
          Really, though, the trophy is on Shaq's shelf at home on permanent residency,
          the same way it was at Michael Jordan's home in the 1990s. The Big Munificent
          has, however, agreed to loan it out now and then at the behest of all of us
          smart NBA writers. It's sort of like the Stanley Cup, where all the winning
          players get to have it for a day. Shaq is more generous. He allows the person
          to have it for a whole year.

          There has never been an ironclad rule or definition for an MVP. Is it the best
          player? Is it the best player on the best team? Is it the player whose team
          would crumble and drift aimlessly without him? Is it the player whose team has
          made the most significant strides due to his presence and play?

          I tend to look at the guy whose team wins and who is the most responsible for
          those wins. Sometimes it's hard. The Sacramento Kings, for instance, have the
          best record in the league. Chris Webber is their best player and he might be an
          MVP candidate in April. But, right now, the Kings really don't have a serious
          MVP candidate, mainly because Webber has missed so many games (23 of 40).

          I also like to play the Copy and Paste game. If I copied Shaq and pasted him on
          the Celtics, for instance, and gave the Lakers Tony Battie and Vitaly
          Potapenko, which team do you like to go all the way? Or, let's say the Lakers
          traded Kobe Bryant for Paul Pierce. Which team do you like, the Lakers or the
          Celtics?

          I'd take Shaq over any other player in the league and he's still not the MVP
          for the first half of the season. But he should be the MVP for 2001-02 when the
          real votes are counted because the Lakers will be the best team and he will be
          the main reason.

          The first-half MVP is Jason Kidd of the Nets. But this is like John McCain
          winning the New Hampshire primary; it looks good and gets you good ink but, in
          the end, it doesn't mean a whole lot.

          Kidd has been sensational in the first half, completely turning around a
          franchise that had become synonymous with losing and bad luck. Yes, the Nets
          have had their key guys around, save for Kenyon Martin's occasional williwaw.
          But Kidd is the reason they have the best record in the East, starting with his
          play and continuing with his leadership and, we all thought, his blissful
          ignorance. Remember, he predicted the Nets would make the playoffs and we all
          said to ourselves, 'does this guy know where he's playing?'
          Kidd leads the league in assists, no small task on a team which historically is
          one of the worst shooting teams in the league. He's among the league leaders in
          steals. The Nets already have matched last year's win total. Naysayers will
          point to his pathetic shooting percentage (36.5 percent) to which I say, who
          cares? Bob Cousy won the award in 1957 and shot 38 percent. Do you think there
          isn't a single NBA coach who could find a way to live with Kidd's shooting? I'm
          sure Byron Scott isn't moaning about it.

          So, if the election were held today, the consensus is that Kidd would win. He's
          also a new face whereas the other deserving ones are always there, year-in and
          year-out. Kidd also is the only guard among a wholly subjective top five.

          After Kidd, the first half runner-up would probably be Kevin Garnett. He's an
          annual candidate and for good reason
      • Gość: nathan Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 09.01.02, 16:21
        W 100% zgadzam się z LB. Właśnie tak będzie jak mówi nagrodę dostanie ktoś
        inny a i tak Spaślak z Lakersami zmiażdzy wszystkich w drodze po 3 tytół
        (Spraw Panie oby tak sie nie stało! :)). Wracając do tej wypowiedzi z 1993.
        Tak rzeczywiście było ale trzeba pamiętać, ze Charles rozgrywał wtedy naprawdę
        życiową partię. Ten sezon to był chyba szczyt jego (dużych) możliwości. I
        Byki, w odróżnieniu od (chyba) dzisiejszych Lakersów naprawdę męczyły się nie
        tylko ze Słońcami ale też i niewiem czy nie bardziej z NYK. Przecież wtedy ten
        tytuł był o włosek od nich. Mam nadzieje, że LA też tak się będze męczyło ale
        pierścieni nie zgarną :)))))))).
        Jeżeli chodzi o to, że Shaq regular season traktuje jako zło konieczne to jest
        to racja. Tak samo Byki w czasach świetności traktowały rzecz. Czekali tylko
        na play offs. (Jordana przez jakiś czas nazywali Mr. Play off). Widać tu chyba
        pracę Phila (wyznaje chyba zasadę naszego obecnego premiera :). Mianowicie
        kwestie tą, że prawdziwego męszczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna ale
        po tym jak kończy :)))), który kładzie nacisk przede wszystkiem na play off i
        finały.
        Ja uważam, że TD dostanie MVP w tym roku (choć będzie mocno czuł na plecach KG)

        Pzdr.
        • Gość: LB Re: MVP IP: 217.11.142.* 09.01.02, 16:43
          Gość portalu: nathan napisał(a):

          W 100% zgadzam się z Tobą, Nathan :)))

          > trzeba pamiętać, ze Charles rozgrywał wtedy naprawdę
          > życiową partię. Ten sezon to był chyba szczyt jego (dużych) możliwości.

          Ten sezon był dla Charlesa niesamowity i dostał MVP jak najbardziej zasłużenie.
          Ale mimo wszystko nie był w stanie poprowadzić swoich Suns do zwycięstwa nad
          Bullsami Jordana w Finałach.

          I wydaje mi się, że podobną sytuację będziemy mieć w tym sezonie (zresztą w
          2000/2001 też tak było). Ktoś tam dostanie MVP, a wygrają kumple Grubasa.
          (Choć w skrytości duch liczę, ze może jednak znajdzie się ktoś, kto pokona
          Lakersów)

          Pzdr,
          LB

          • Gość: easy79 Re: MVP IP: *.waw.cdp.pl 09.01.02, 17:33
            A ja będę niepoprawnym optymista i jeszcze raz postawię na Garnetta i Wilki. A
            może oni dokopią Lakersom:))) To by było coś...
            Pozdr.
          • Gość: nathan Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 10.01.02, 11:06
            Gość portalu: LB napisał(a):


            > (Choć w skrytości duch liczę, ze może jednak znajdzie się ktoś, kto pokona
            > Lakersów)
            >
            > Pzdr,
            > LB


            Pewnie Królowie ;)))))))))))))))).

            P.S. Już chyba wiem jaka to dryżyna :)))). ACP?

            Pzdr.
            • Gość: LB Re: MVP IP: 217.11.142.* 10.01.02, 13:44
              Gość portalu: nathan napisał(a):

              > P.S. ACP?

              Yes, but keep this "secret" for yourself :)))

              Pzdr,
              LB

              • Gość: nathan Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 10.01.02, 16:27
                Gość portalu: LB napisał(a):


                >
                > Yes, but keep this "secret" for yourself :)))
                >
                > Pzdr,
                > LB
                >

                Ok, no problemo ;)

                Pzdr.

      • Gość: Wally#10 Re: MVP IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.02, 18:59

        Dla mnie MVP to Duncan. Zostało tu już wiele powiedziane i pozostaje tylko mi
        się podpisać. Oprócz Duncana, jedynymi kandydatami mogą być jeszcze KG, Shaq,
        Kobe. Dopisałbym Webbera, ale jeszcze za mało grał, więc na razie musi
        poczekać. Dodam może, że TD ma chyba najmniejszą pomoc ze strony swojego
        zespołu w osiąganiu dobrych wyników. Czy jest ktoś odmniennego zdania?

        Jeżeli chodzi o Kidda to: moim zdaniem sukces Nets nie leży w jego przyjściu
        do tego zespołu (a przynajmniej nie w takim stopniu w jakim jest to powszechnie
        uznawane). Popatrzmy: w tym roku w pierwszej piątce Nets grają Martin (w
        zeszłym roku był cieniem siebie; był po kontuzji i grał z kontuzją), Kittles
        (nie grał wogóle w zeszłym roku), MacCalough - porządny center, którego w
        zeszłym roku także nie było (nie było właściwie żadnego centra). To trzy nowe
        postaci w pierwszej piątce; z tym zespołem Marbury także zaszedłby wysoko (moim
        zdaniem). Kidd jest graczem z górnej półki, ale nie zbliża się do statusu MVP.
        No i jeszcze ten koszmarny FG %.

        KG - chciałbym móc mu z czystym sumieniem przyznać tą nagrodę, ale pomimo
        miliona zalet, KG nie potrafi przejąć gry na siebie i samemu jej kontrolować.
        Jest w stanie to zrobić i TD i Kobe i Shaq. Cała koszykówka Minney, opiera się
        na grze zespołowej i KG nie będzie rzucał nigdy więcej niż 21-22 punkty w
        sezonie. To, a także brak solidnej gry podkoszowej sprawia, że w obiektywnym
        rankingu jest tylko Top 5, a nie No. 1.

        Shaq - najbardziej dominujący na swojej pozycji, na pewno tak. Ja nie mogę mu
        darowac rzutów wolnych. Co to za MVP, którego strach mieć na parkiecie w
        ostatnich minutach spotkania? I wiem, że być może ostatnio poprawił się w tym
        elemencie, ale mimo wszystko.

        Kobe- zgadzam się z tym co powiedział o nim Wilt, ale i w zeszłym sezonie,
        kiedy Shaq miał kontuzję Kobe nie prowadził zespołu najlepiej. Pamiętam lanie
        jakie dostali w tym czasie, od przeciętnie grającej Minnesoty i kilka innych
        spotkań, w których Kobe zdobywał miał zawsze dobre statystyki, ale Lakers
        przegrywali. Ważne jest, także to, ze Lakers zbudowani są nieco inaczej niż
        inne zespoły bo mają dwie Super Gwiazdy. Zespół zbudowany wokół Kobiego grałby
        lepiej niż Lakers bez Shaqa. I odwrotnie.

        PS Jakieś deklaracje co zrobią fani Lakers, jeżeli ich zespół nie zdobędzie
        mistrzostwa? :)
        • Gość: easy79 Re: MVP IP: *.waw.cdp.pl 10.01.02, 19:24
          Gość portalu: Wally#10 napisał(a):

          > PS Jakieś deklaracje co zrobią fani Lakers, jeżeli ich zespół nie zdobędzie
          > mistrzostwa? :)

          Ja mam szczerą nadzieję, że wreszcie spokornieją:) Jak czytam niektóre posty to
          mam wrażenie, że Lakers przez co najmniej 10 ostatnich sezonów zdobywali
          mistrzostwo.
          Pozdr.

        • Gość: nathan Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 10.01.02, 23:56
          Gość portalu: Wally#10 napisał(a):

          >
          > Dla mnie MVP to Duncan. Zostało tu już wiele powiedziane i pozostaje tylko mi
          > się podpisać. Oprócz Duncana, jedynymi kandydatami mogą być jeszcze KG, Shaq,
          > Kobe. Dopisałbym Webbera, ale jeszcze za mało grał, więc na razie musi
          > poczekać. Dodam może, że TD ma chyba najmniejszą pomoc ze strony swojego
          > zespołu w osiąganiu dobrych wyników. Czy jest ktoś odmniennego zdania?

          Tak jest! Twoje argumenty dotykają istoty sprawy. Dla mnie MVP na dzisiaj to też
          TD.

          > Jeżeli chodzi o Kidda to: moim zdaniem sukces Nets nie leży w jego przyjściu
          > do tego zespołu (a przynajmniej nie w takim stopniu w jakim jest to powszechnie
          >
          > uznawane). Popatrzmy: w tym roku w pierwszej piątce Nets grają Martin (w
          > zeszłym roku był cieniem siebie; był po kontuzji i grał z kontuzją), Kittles
          > (nie grał wogóle w zeszłym roku), MacCalough - porządny center, którego w
          > zeszłym roku także nie było (nie było właściwie żadnego centra). To trzy nowe
          > postaci w pierwszej piątce; z tym zespołem Marbury także zaszedłby wysoko (moim
          >
          > zdaniem). Kidd jest graczem z górnej półki, ale nie zbliża się do statusu MVP.
          >
          > No i jeszcze ten koszmarny FG %.

          Może jest jeszcze dalej tej nagrody niż bliżej ale uważam, że tchnął ducha walki
          w ten zespół. Przecież w zeszłym sezonie czy dwa lata temu mieli też silny
          zespół, a pomimo to nic nie zdziałali.

          >
          > KG - chciałbym móc mu z czystym sumieniem przyznać tą nagrodę, ale pomimo
          > miliona zalet, KG nie potrafi przejąć gry na siebie i samemu jej kontrolować.
          > Jest w stanie to zrobić i TD i Kobe i Shaq. Cała koszykówka Minney, opiera się
          >
          > na grze zespołowej i KG nie będzie rzucał nigdy więcej niż 21-22 punkty w
          > sezonie. To, a także brak solidnej gry podkoszowej sprawia, że w obiektywnym
          > rankingu jest tylko Top 5, a nie No. 1.
          >
          > Shaq - najbardziej dominujący na swojej pozycji, na pewno tak. Ja nie mogę mu
          > darowac rzutów wolnych. Co to za MVP, którego strach mieć na parkiecie w
          > ostatnich minutach spotkania? I wiem, że być może ostatnio poprawił się w tym
          > elemencie, ale mimo wszystko.
          >

          Jest nie zły, ale gdzyby nie tagóra mięsa którą dzwiga jego kręgosłup wydaje mi
          się, że nie byłby tak dobry. Przecież 70% jego koszy, zdobywanych jest po
          wcześniejszym wbiciu w parkiet, tudzież zmiażdżeniu przeciwnika.

          > Kobe- zgadzam się z tym co powiedział o nim Wilt, ale i w zeszłym sezonie,
          > kiedy Shaq miał kontuzję Kobe nie prowadził zespołu najlepiej. Pamiętam lanie
          > jakie dostali w tym czasie, od przeciętnie grającej Minnesoty i kilka innych
          > spotkań, w których Kobe zdobywał miał zawsze dobre statystyki, ale Lakers
          > przegrywali. Ważne jest, także to, ze Lakers zbudowani są nieco inaczej niż
          > inne zespoły bo mają dwie Super Gwiazdy. Zespół zbudowany wokół Kobiego grałby
          >
          > lepiej niż Lakers bez Shaqa. I odwrotnie.
          >


          On jeszcze potrzebuje czasu. Za trzy, cztery lata wydaje mi się, że będzie nie
          do zatrzymania. Ale z Shaqiem grać nie będzie mógł. Wydaje mi się, że konflikt z
          zeszlego sezonu to nic innego jak: Kto będzie szefem na boisku i do kogo będzie
          należeć ostatnie zdanie. Młodziak Kobe trochę się rzucał ale musiał spasować po
          reprymendach Phila.


          > PS Jakieś deklaracje co zrobią fani Lakers, jeżeli ich zespół nie zdobędzie
          > mistrzostwa? :)

          Haha. Było by pięknie :)))). Ja byłem kibicem Lakers ale jeszcze z czasów
          Showtime. Grubas nie pasuje mi do tej drużyny. Jedyne co u niego lubię to
          teksty. W piątkowej Gazecie jest zawsze coś fajnego w kolumnie "Tako rzecze
          Shaq". Przypomniało mi się jedno fajne:
          Przez jakiś krótki okres O`Neal przebywał (chyba tam mieszkał) w Grecji.
          Któregoś razu dziennikarz zapytał go:
          - Wiadomo, że byłeś w Grecji, czy znasz któregoś z wielkich ludzi Hellady? -
          Shaq: - Pewnie! Arystotelesa znam! -
          Dziennikarz: - Wow! A skąd znasz tę postać? -
          A Shaq na to: - No jak to skąd!? Mam jego wszystkie płyty! -
          :)))))))))) Myślałem, że się wywróce na plecy jak to usłyszałem.
          • Gość: LB Re: MVP IP: 217.11.142.* 11.01.02, 09:16
            Gość portalu: nathan napisał(a):



            > Jedyne co u niego lubię to
            > teksty. W piątkowej Gazecie jest zawsze coś fajnego w kolumnie "Tako rzecze
            > Shaq". Przypomniało mi się jedno fajne:
            > Przez jakiś krótki okres O`Neal przebywał (chyba tam mieszkał) w Grecji.
            > Któregoś razu dziennikarz zapytał go:
            > - Wiadomo, że byłeś w Grecji, czy znasz któregoś z wielkich ludzi Hellady? -
            > Shaq: - Pewnie! Arystotelesa znam! -
            > Dziennikarz: - Wow! A skąd znasz tę postać? -
            > A Shaq na to: - No jak to skąd!? Mam jego wszystkie płyty! -
            > :)))))))))) Myślałem, że się wywróce na plecy jak to usłyszałem.

            A co w tym śmiesznego?????
            Ja też mam jego wszystkie płyty... :-)

            LB

            • Gość: nathan Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 11.01.02, 11:29
              Gość portalu: LB napisał(a):

              > A co w tym śmiesznego?????
              > Ja też mam jego wszystkie płyty... :-)
              >
              > LB
              >


              Ale on płyt nie wydawał, tylko występował na żywo... hehehe
              • Gość: LB Re: MVP IP: 217.11.142.* 11.01.02, 12:16
                Gość portalu: nathan napisał(a):

                > Ale on płyt nie wydawał, tylko występował na żywo... hehehe


                Wydawał, wydawał. Nic mi tu Nathan nie ściemniaj. Mam wszystkie jego płyty, w tym
                trzy Platonowe, ups, tzn. Platynowe ...

                Z resztą jak nie wierzysz, to mogę ci podesłać jakieś mp3.

                :-)
                LB
        • Gość: nathan Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 11.01.02, 00:11
          Gość portalu: Wally#10 napisał(a):

          >>
          > Kobe- zgadzam się z tym co powiedział o nim Wilt, ale i w zeszłym sezonie,
          > kiedy Shaq miał kontuzję Kobe nie prowadził zespołu najlepiej. Pamiętam lanie
          > jakie dostali w tym czasie, od przeciętnie grającej Minnesoty i kilka innych
          > spotkań, w których Kobe zdobywał miał zawsze dobre statystyki, ale Lakers
          > przegrywali.

          No widzisz sam. Liczby to nie wszystko. Statystyka jest jak strój bikini,
          odsłania wiele ale nie pokazuje najważniejszego. :)))))


          Pzdr.
        • Gość: LakerFan Re: MVP IP: *.chello.pl 11.01.02, 00:25
          zgadzam się z Tobą Wally w 100% jeśli chodzi o wybór MVP na dzień dzisiejszy.

          a jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie, to będę nieźle wkurzony i będzie mi
          bardzo smutno :-))))))))). a przede wszystkim będę musiał być twardy i odporny
          na wszelkie uszczypliwości ze strony kumpli i niektórych bywalców tego forum.
          wierzę jednak, że tak się nie stanie

          Beat LA? No way!!!!!!
          • Gość: HyLo Re: MVP IP: *.phils.uj.edu.pl 11.01.02, 11:48
            Gość portalu: LakerFan napisał(a):

            > zgadzam się z Tobą Wally w 100% jeśli chodzi o wybór MVP na dzień dzisiejszy.
            >
            > a jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie, to będę nieźle wkurzony i będzie mi
            > bardzo smutno :-))))))))). a przede wszystkim będę musiał być twardy i odporny
            > na wszelkie uszczypliwości ze strony kumpli i niektórych bywalców tego forum.
            > wierzę jednak, że tak się nie stanie
            >
            > Beat LA? No way!!!!!!

            Ja z kolei będę głównie zdziwiony. Nie chciałbym, żeby zabrzmiało to jak
            bufonada, ale naprawdę nie widzę żadnej drużyny, która jest w stanie wygrać serię
            play-off ze zdrowymi Lakersami. Natomiast gdyby to sie udało np. Kings czy Spurs,
            którym też kibicuję, to się zbytnio nie przejmę
            ja przez 10 lat patrzyłem, jak każda druzyna, którą wspierałem, przegrywa finał
            albo z Detroit, albo z Chicago, albo (o zgrozo!) z Houston, więc te 3 tytuły z
            rzędu dla moich faworytów (SA + 2 razy LA) już mnie uszczęśliwiły.

            natomiast doskonale rozumiem wszystkich, którzy krzyczą "beat LA". Sam spędziłem
            sporą część życia krzycząc "Beat Chicago"

            pozdr
            • Gość: Wilt W obronie Kobego i nie tylko... IP: 195.117.2.* 11.01.02, 15:14
              Spróbuję zbiorczo odnieść się do paru poruszonych tu spraw.
              1) Kobe. Co było w zeszłym roku (spory z Shaqiem, dążenie do lepszych statystyk
              strzeleckich czasem osłabiające wyniki zespołu), nie ma większego znaczenia w
              tym, bo widać (co zresztą zaczęło się jeszcze w końcu tamtego sezonu i dzięki
              czemu w ogóle możliwy był ten wspaniały run Lakers), jak zmienił się pod
              względem zachłanności na punkty i jak zadowala go obecna rola; doskonała all-
              around game. Ja nawet czasem mam do niego pretensje, że jest za mało
              egoistyczny ;-), przez co osłabia swoje szanse na tytuł króla strzelców, do
              którego w pełni predestynują go umiejętności - i w konsekwencji także na MVP -
              ale takie są wymogi obecnego ustawienia zespołu, któremu się podporządkował i w
              konsekwencji pełni w LAL rolę tylko na pół Jordana, a na pół Pippena. Lakers po
              prostu nie są zbudowani (jak zauważył też Wally)"na" Kobego w takim stopniu,
              jak Spurs - na Duncana, czy Sixers - na Iversona, o czym trzeba pamiętać
              porównując statystyki tych trzech. W każdym razie, jak wcześniej wspominałem,
              Kobego cechuje najlepsza all-around game w lidze (nikt w takim stopniu jak on
              nie radzi sobie jednoczesnie w ataku i w obronie, a na dodatek w kreowaniu gry)
              i jest jednym z 2 liderów (uważam, że obecnie "równocennym" z Shaqiem, tak jak
              swego czasu ich wielcy poprzednicy - Baylor i West) drużyny, która praktycznie
              na pewno wygra regular season; uważam, że ma bardzo duże i zasłużone szanse na
              MVP. Jeśli głosy na niego i Shaqa się rozstrzelą, to zwiększają się szanse TD
              (szczególnie jeśli wygra klasyfikację zbiórek; go Fortson! ;-)), jako
              bezapelacyjnego pojedynczego lidera słabszej, ale również silnej drużyny.
              Wolves albo Mavs, obudźcie się i odbierzcie im mistrzostwo dywizji! Na
              szczęście niedawny mecz z Pacers wykazał, że dobre wyniki Spurs to po części
              zasługa kalendarza - wcześniej grali mniej meczów z drużynami z winning records
              niż konkurenci.
              A Shaq (z czego się zresztą nie cieszę, ale powinno zaradzić się temu przez
              pozyskanie niezłych zmienników/PF; tu dobrze na szczęście zapowiada się
              Miedwiedenko) w ciągu najbliższych sezonów najprawdopodobniej - pozostając
              wciąż najlepszym centrem w lidze - trochę ograniczy swoje minuty i w
              konsekwencji takze rolę w zespole. Waga, zwiększona przez to podatność na
              kontuzje - te sprawy. Ale nawet w nie najlepszej wiadomości można odnaleźć
              dobrą stronę; nie będzie już wątpliwości (tym bardziej, że Kobe jednocześnie
              się jeszcze rozwinie), kto jest MVP tego zespołu i całej ligi ;-).

              2) Do LB; nie wiem, czy jest słuszne sugerowanie, że Sir Chuck nie zasługiwał
              na MVP'93, bo i tak przegrał z Jordanem w finałach. W końcu właśnie po to
              wprowadzono MVP finałów, żeby odróżnić te dwie sprawy: play off i regular
              season (wcześniej podejrzewam, że Bill Russell parę razy dostał MVP sezonu
              właśnie z tego powodu; żeby móc jakoś wyróżnić gracza prowadzącego seryjnie
              Celtów do mistrzostwa). I nie ma się co dziwić, że zdobywanie przez tych samych
              graczy MVP sezonu i finałów było raczej wyjątkiem niż regułą. W 1993 Barkley
              grał świetnie, a Suns mieli wyraźnie lepszy bilans od Bulls (zdaje się 63:57),
              więc nie dziwota, że to on wygrał.

              3) Do nathana; tę frazę o statystyce=stroju bikini powtarzasz już chyba 3.
              raz - może powinieneś zrobić z tego wątek i codziennie odświeżać? :-) Pomijając
              wszystko inne; czy nie przyszło ci nigdy do głowy, że przyjmując to
              twierdzenie, należałoby odnosić je również do statystyk zespołów? Bliskie
              Twojemu sercu przykłady; obecny bilans Wizards (dość łatwy kalendarz i kontuzje
              wielu czołowych graczy przeciwnika) albo te okrzyczane 72 zwycięstwa Bulls;
              odniesione niewątpliwie (choć jeden z Twoich adherentów to wyszydzał, ale
              przyzanł to nawet Rodman) w konkurencji znacznie słabszej niż sześćdziesiąt
              parę zwycięstw Celtics czy Lakers z lat 80. i przez to nie przesądzające o
              wyższości tych pierwszych. Ja w każdym razie nie mam sobie nic do zarzucenia,
              bo nigdy nie podaję suchych statystyk, ale osadzam je w tak zwanym kontekście;
              i wtedy można uznać (kłaniam się tu Wally'emu), że mają one znaczenie
              decydujące.

              • Gość: Wilt Re: W obronie Kobego i nie tylko - do LB IP: 195.117.2.* 11.01.02, 15:24
                Aha; zrewanżowałem Ci się (zresztą zupełnie niechcący) i ty razem to ja
                dokładnie nie przeczytałem Twojego postu. Wynika z niego, że jednak
                przyznajesz, że tamte MVP dla Barkleya było słuszne. Wybacz; piszę teraz w
                wielkim pośpiechu, a tu muszę jeszcze odpowiadać na ponawiające się ataki
                nathana&Co... W każdym razie przyłączam się do apelu reggiego, żebyś Ty - i my
                wszyscy - nie mieszali regular season z play off, bo to jednak 2 różne sprawy,
                czego dowiedli choćby Spurs'99 z Duncanem (3. w MVP sezonu, ale w play off
                bezapelacyjnie lepszy od Listonosza i MVP finałów) albo Warriors'75 z Barrym
                (identycznie; w dodatku mistrzostwo jako najwięksi "underdogs" w historii), a w
                drugą stronę; np. Robinson, MVP'95, ale zawodzący w play off.
                Pzdr
                • Gość: LB Re: w obronie KB IP: 217.11.142.* 11.01.02, 16:31
                  OK, no problem.
                  LB

                  PS. Jakoś nie mogę się odnaleźć w tej dyskusji o MVP. Wolę pisać o All-NBA
                  First Team. ;))
              • Gość: nathan Re: W obronie Kobego i nie tylko... IP: *.acn.waw.pl 11.01.02, 15:45
                Gość portalu: Wilt napisał(a):

                >.
                >
                > 3) Do nathana; tę frazę o statystyce=stroju bikini powtarzasz już chyba 3.
                > raz - może powinieneś zrobić z tego wątek i codziennie odświeżać? :-) Pomijając

                Tak nie lubię i tego przedmiotu i kierowniu się statystykami podzczas oceniania
                graczy, że dla Ciebie z wilką przyjemnąścią mógłbym to robić ...... i 2 razy
                dziennie!

                > wszystko inne; czy nie przyszło ci nigdy do głowy, że przyjmując to
                > twierdzenie, należałoby odnosić je również do statystyk zespołów? Bliskie
                > Twojemu sercu przykłady; obecny bilans Wizards (dość łatwy kalendarz i kontuzje
                >
                > wielu czołowych graczy przeciwnika) albo te okrzyczane 72 zwycięstwa Bulls;
                > odniesione niewątpliwie (choć jeden z Twoich adherentów to wyszydzał, ale
                > przyzanł to nawet Rodman)

                Co przyznał Rodman?! Jaśniej proszę.

                w konkurencji znacznie słabszej niż sześćdziesiąt
                > parę zwycięstw Celtics czy Lakers z lat 80. i przez to nie przesądzające o
                > wyższości tych pierwszych.

                Tak to sobie tłumacz.

                Ja w każdym razie nie mam sobie nic do zarzucenia,
                > bo nigdy nie podaję suchych statystyk, ale osadzam je w tak zwanym kontekście;
                > i wtedy można uznać (kłaniam się tu Wally'emu), że mają one znaczenie
                > decydujące.

                Oczywiście tak. Jeżeli są w kontekście, a ten w porównaniu z podawanymi przez
                Ciebie statystykami wypada nader mierniutko.
                • Gość: Wilt Re: W obronie Kobego i nie tylko... IP: 195.117.2.* 15.01.02, 12:28
                  Uwaga; to powtarzany przeze mnie tekst z innego wątku napisany przeciw
                  agresywnym krytykom KB. Niech jego umiarkowani krytycy, nie używający
                  demagogicznych argumentów, nie czują się urażeni ;-)


                  Tylko w skrócie, bo niektóre teksty naprawdę nie zasługują na to, żeby się z
                  nimi dłużej bawić. Niektórym po prostu niechęć do Lakers i Kobego przyćmiewa
                  rozsądek w stopniu niemal równie wielkim co uwielbienie do MJ (ciekawa logika
                  zresztą przy jednoczesnym sugerowaniu wzorowania się Kobego na MJ; jego
                  uwielbiają, a jego kontynuację już nie?).
                  - Kobe wzorujący się na MJ. Po pierwsze, nie ma to znaczenia dla oceny ich
                  gry; po drugie, widac nie pamiętacie, że Jordana swego czasu oskarżano o
                  kopiowanie Ervinga. Co z tego zostało po latach - wiadomo (nic).
                  - Kobe na miarę Pippena i bez prawdziwej wielkości. Ha! Pytania: czemu w
                  takim razie Kobe już obecnie, jeszcze grubo przed szczytem możliwości,
                  wymieniany jest jako jeden z najpoważniejszych kandydatów do MVP, podczas gdy
                  Pippen nawet u szczytu swoich możliwości (który wypadł akurat w czasie
                  nieobecności MJ, więc nie ma mowy o odwracaniu uwagi przez tamtego) nigdy
                  takowym nie był? I czemu wielu teraz (jak dla mnie - słusznie) żałuje wyboru
                  Pippena do "50" wszechczasów, podczas gdy - z drugiej strony - pojawiają się
                  głosy, że gdyby taki wybór odbył się teraz, to Kobe już obecnie załapałby się,
                  wypychając z "50" któregoś z graczy o znacznie dłuższym stażu (może właśnie
                  Pipa ;-)) ? A jeśli Kobe nie ma prawdziwej wielkości, to przepraszam; kto ją ma
                  z obecnego pokolenia? Iverson (którego zresztą lubię), przez swój egoizm
                  strzelecki i brak chęci współpracy trzymający swój zespół ponizej 500.? Dbający
                  głównie o dunki Carter? Kobe, obok Duncana i Garnetta (ale nawet jeszcze
                  częściej od nich) wymieniany jest właśnie jako gracz mający w sobie to coś, co
                  odróżnia graczy swietnych od naprawdę wybitnych. Widać to, gdy gra przeciw
                  Carterowi czy Rayowi Allenowi; obaj są świetni, ale w porównaniu z nim czegoś
                  im brakuje; determinacji, woli walki, wreszcie nawet umiejętności. Co do tego
                  ostatniego punktu, przypomnę, że Jackson określił Kobego jako najlepszego all -
                  around player, jakiego kiedykolwiek trenował. Any comments? :-)
                  - Niektórzy mają tak krótką pamięć, że nie przypominają sobie olśniewających
                  akcji KB czy brania przez niego w decydujących momentach ciężaru gry na siebie
                  (a wydawałoby się, że przeciętny internauta jest za młody na Alzheimera... ;-
                  ) ). Niech pooglądają więc sobie choćby 7. mecz z Blazers w 2000 albo ostatnie
                  serie play offs z Kings czy Spurs - nie mówiąc już o ostatnim pogromie
                  Grizzlies (56 pkt w 34 minuty!).
                  - Szczególnie agresywnością wyróżnia się ostatnio kolega toms, dla którego
                  widać stylistyka nathana jest jeszcze zbyt ugodowa (istny "jastrząb" forum).
                  Dla przeforsowania swoich tez sięga nawet po statystyki (nieżleście się
                  podzielili pracą z nathanem; jeden atakuje ze strony "statystyki nie są ważne",
                  a drugi sięga po nie wtedy, kiedy to jest wygodne,jakoś nie spotykając się przy
                  tym z kontrakcją ze strony pierwszego! ;-) ). Tylko wiesz, toms; statystyki
                  trzeba jeszcze rozumieć - bo inaczej przytaczając je można dowieść ceny
                  odwrotnej niż by się chciało.Oto dokonujesz epokowego odkrycia, że podczas
                  nieobecności Shaqa kontuzjowany przecież - przypomnę - Kobe oddawał więcej
                  rzutów, ale z gorszą celnością. Mucha nie siada. Jordan po nieobecność Pippena
                  oddawał pewnie mniej, ale za to z lepszą - w dodatku będąc kontuzjowany. Nieco
                  zbyt daleko posuniętą łatwizną intelektualną jest również sugerowanie, że to
                  przez nieobecność Shaqa Kobe miał 2 razy mniej wolnych. A to, że z kontuzją nie
                  pchał się tak bardzo pod kosz, zajmując się bardziej organizowaniem gry, pewnie
                  nie ma z tym nic wspólnego. Podobno myślenie nie boli...
                  Tym, co się naprawdę liczy w takiej analizie jest fakt, że Kobe jest w lidze
                  9. w FG - Attempted, a 3. w punktach, podczas gdy Jordan - 3. w FG - Attempted
                  i 8. w punktach; niemal dokładnie odwrotnie! Czy potrzebne są jeszcze jakieś
                  tłumaczenia, czyj rzut jest obecnie bardziej wartościowy? A gdyby Kobe miał
                  szansę oddawania choćby w przybliżeniu tylu rzutów co Jordan, na koniec sezonu
                  byłby ze sporym zapasem królem strzelców. On jednak obecnie nie stawia tego
                  sobie jako ważnego celu, stawiając na pierwszym miejscu zespół. Trzeba naprawdę
                  wiele złej woli, żeby tego wszystkiego nie widzieć; a już szczególnie fałszywie
                  brzmi w tym kontekście powoływanie się na Jordana i Iversona; czy któryś z nich
                  kiedyś zdobył się na taki wybór?
                  • Gość: Wilt Re: W obronie Kobego i nie tylko... IP: 195.117.2.* 15.01.02, 12:29
                    - Nie wiem również, co mają oznaczać kolejne bujdy o "usprawiedliwianiu" się
                    Kobego kontuzją. On uspraweidliwiać się nie potrzebuje, zapewniam, nawet przed
                    kolegą tomsem - nawet o tej kontuzji osobiście nie poinformował. Po prostu gra,
                    jak na to pozwala mu zdrowie w danym momencie - tak jak zresztą robił to
                    Jordan. Natomiast co do Iversona, który przed play off w zeszłym roku chwalił
                    się 5 czy 6 urazami; ostatnio czytałem ciekawą sugestię, że część z nich była
                    raczej przesadzona... Z kolei sam Allen postąpił fatalnie z czekaniem na
                    operację prawdziwej kontuzji; opuścił przez to miesiąc, a negatywne skutki
                    trwają do dzisiaj. I to ma być wzór lidera zespołu? Kobe nigdy by tego nie
                    zrobił.
                    - Tak, podpowiem ci, skoro sam odpowiedzi nie znasz; Wizards po dojściu Shaqa
                    zstaliby się nieporównanie mocniejsi (jak to zawsze zresztą bywa, gdy dojdzie
                    gracz lepszy od poprzedniego najlepszego zawodnika ;-)); natomiast byliby
                    słabsi od obecnych LAL, tak jak MJ jest słabszy od Kobego czy Whitney - od
                    Fisha. :-)
                    - Twierdzenie, że Kobe jest Pippenem dla Shaqa i świadczy to o słabości Kobego
                    nie tylko nie jest obecnie prawdą (patrz wyżej) - prawdą w pewnej mierze było,
                    gdy Kobe był młodszy, ale jest w ogóle pozbawione sensu. Czy naprawdę
                    sądzicie, że Jordan przychodząc do Bulls i zastając tam Shaqa (tym bardziej
                    jako nastolatek, co niektórzy z was sugerują) nie wpasowałby się w podobną
                    rolę? I gdzie byłyby wtedy jego statystyki życiowe i 10 tytułów króla strzelców?
                    To, że w dodatku podnosicie, ile by to punktów zdobył Jordan przychodzac do
                    ligi w wieku 18 lat, nie zauważajac, jaki by to miało wpływ na jego życiowe
                    średnie, którymi się tak chwalicie - również skłądam na karb logiki
                    projordanowskiej, w wielu punktach odmiennej od tradycyjnej
                    arystotelesowskiej ;-).
                    - Nathan, po raz kolejny ciekawa sprawa; podkreślasz z uśmiechem, że Jordan
                    zdobył więcej mistrzostw od Chamberlaina, ale już przy Russellu twierdzisz,że
                    to nie ma żadnego znaczenia... Jesteś zresztą przy tym osamotniony w tej
                    argumentacji; inni fani MJ uwielbiają powoływać się na jego tytuły...
                    - Krótkie podsumowanie, bo nie chce mi się już odpowiadać na wszystkie
                    niemerytoryczne zaczepki. Jak słusznie powiedział Reggie (którego przy okazji
                    pozdrawiam); przyszłość NBA nazywa się Kobe Bryant, który - tu mogę się
                    założyć - jeśli nie wydarzy się (odpukać) jakaś katastrofa w rodzaju kończącego
                    karierę złamania nogi - będzie określany jako koszykarz obecnej dekady tak jak
                    graczem lat 90. był Jordan. Od razu współczuję, że będziecie trochę z tego
                    powodu cierpieć (znam ten ból, sam cierpiałem z powodu MJ ;-) ). ale tak
                    właśnie będzie i lepiej się z tą myślą zawczasu oswoić. Kobe zdobędzie też
                    więcej tytułów niż Jordan i, nawet biorąc pod uwagę jego dobrowolne
                    samoograniczanie się w tej mierze, więcej punktów w karierze. Ach, prawda,
                    zapomniałem; te wszystkie względy się nie liczą. Chyba ze dotyczą MJ...;-)
                    Nathan. Kiedyś - chyba z braku innych argumentów - podniosłeś, że o wielkości
                    Jordana świadczy to, że tak często o nim piszą, nawet krytycznie (ja). Nb.
                    chwyt używany często przez kiboli Legii z łównego forum...;-) A jeśli tak
                    rozumujesz, to zastanów się, o czym świadczy fakt, że wraz z kumplami tak
                    często i krytycznie zajmujecie się właśnei Kobem? Powiem wam dlaczego; tak
                    naprawdę wyczuwacie, że z tej generacji on jest największy. Dlatego właśnie
                    wywołuje porównania do MJ, które tak bardzo was denerwują, bo uważacie, że MJ
                    nie można porównywac z kimkolwiek. Stąd ten atak, że nie dorównuje, nie dorasta
                    itd. i to właśnie na Kobego, a nie Iversona czy Cartera, choć przecież fakt, ze
                    żadnego z nich nie da się pomylić z MJ obecnie (i w przeciwieństwie do Kobego,
                    również w przyszłości) jest znacznie bardziej ewidentny; Allena można pomylić
                    najwyzej z I.Thomasem, a Cartera - z Dominique Wilkinsem...
                    Ja osobiście staram się być ostrożny i nie twierdzę, że Kobe dorówna MJ - w
                    końcu na pewno jednemu z Top 10 wszechczasów. Natomiast ma na to duże szanse, i
                    to największe z tego pokolenia. A w każdym razie za parę lat będzie go można z
                    Jordanem porównywać (i nie macie się co przed tym bronić, bo nawet wśród SG
                    były już zdolni do tego; radzę przypomnieć sobie dorobek Robertsona i
                    Westa...).


                    P.S. Nathanie; jak ci już wypomniał reggie, może byś się w końcu zdecydował,
                    jaki model dyskusji bardziej ci odpowiada? Przytaczanie przeze mnie mnóstwa
                    faktów i cyfr, czy koncentrowanie się bardziej na swoich opiniach przez
                    reggiego? (zresztą za Twoim przykładem)? Czas się i w tej sprawie zdecydować,
                    bo na razie wygląda na to, że żadna forma postu cię nie zadowoli - oczywiście
                    tylko wtedy, gdy nie odpowiada ci jego treść. ;-)
                    P.P.S. A teraz chyba postąpię za przykładem jednego ze stronnictwa pro -
                    MJ/anty - Kobe i rozpowszechnię swój post po eszystkich mówiących o tym wątkach.
                    P.P.P.S. I jeszcze jedno, drodzy adwersarze; w razie odpowiadania mi przyjemnie
                    mnie zaskoczcie i skupcie się na argumentach merytorycznych, porzucając
                    wycieczki osobiste nt. Kobego, Chamberlaina czy wreszcie mojej skromnej osoby.
                    Wtedy i ja będę mógł wrócić do mojej poprzedniej, bardziej neutralnej
                    stylistyki.
                    Pzdr
                  • Gość: LB Re: W obronie Pippena :-) IP: 217.11.142.* 15.01.02, 13:31

                    Ja tylko w jednej kwestii.

                    Gość portalu: Wilt napisał(a):

                    > - Kobe na miarę Pippena i bez prawdziwej wielkości. Ha! Pytania: czemu w
                    > takim razie Kobe już obecnie, jeszcze grubo przed szczytem możliwości,
                    > wymieniany jest jako jeden z najpoważniejszych kandydatów do MVP, podczas gdy
                    > Pippen nawet u szczytu swoich możliwości (który wypadł akurat w czasie
                    > nieobecności MJ, więc nie ma mowy o odwracaniu uwagi przez tamtego) nigdy
                    > takowym nie był? I czemu wielu teraz (jak dla mnie - słusznie) żałuje wyboru
                    > Pippena do "50" wszechczasów, podczas gdy - z drugiej strony - pojawiają się
                    > głosy, że gdyby taki wybór odbył się teraz, to Kobe już obecnie załapałby się,
                    > wypychając z "50" któregoś z graczy o znacznie dłuższym stażu (może właśnie
                    > Pipa ;-))


                    Bardzo proszę niczego Pippenowi nie ujmować. :-)
                    Ani tym bardziej nie sugerować, że nie należało mu się miejsce w "50".

                    Być może jego słabsza gra w ostatnich sezonach (m.in. kontuzje) nieco zaciemnia
                    właściwą ocenę Pipa. Ale wystarczy spojrzeć na "career highlights" (www.nba.com),
                    żeby się przekonać z jakiego kalibru graczem mamy do czynienia.

                    We wspomnianym 1994 r. Pippen (22,0 ppg; 8,2 rpg; 5,2 apg; 2,94 spg) poprowadził
                    Bulls do półfinału Konferencji Wschodniej, który przegrali nieznacznie z Knicks,
                    po ostrej i pasjonującej walce (np. wsad ponad Ewingiem - mistrzowski!).

                    A ze nie dostał MVP sezonu - cóż - nie zawsze dostaje ją ten, który na nią
                    zasłużył :-) Choć kandydatem do MVP był bardzo poważnym.
                    Był za to MVP All Star Game oraz All-NBA First Team i All-NBA First Defensive
                    Team.

                    Być może też, za kilka lat okaże się, że KB był znacznie lepszy niż Scottie. A ma
                    ku temu wszelkie predyspozycje (pisałem już, że jeśli ktoś z młodego pokolenia ma
                    szanse stać się graczem, który będzie dominował w swojej dekadzie jak MJ, to
                    największe szanse ma na to Kobe). Ale jak na razie miejsce w "50" bez wahania
                    oddałbym Pippenowi.

                    LB

                    PS. Tak se napisałem, bo lubię Pippena, mimo, że ostatnie sezony to żenua. Albo
                    kontuzje, albo chyba już dostał kaskę i położył na to laskę.
                    Ale za to wcześniej jak grał. I ta jego defensywa....
                    • Gość: Wilt Re: W obronie Pippena :-) IP: 195.117.2.* 15.01.02, 15:32
                      Gość portalu: LB napisał(a):

                      >
                      > Ja tylko w jednej kwestii.
                      >
                      > Gość portalu: Wilt napisał(a):
                      >
                      > > - Kobe na miarę Pippena i bez prawdziwej wielkości. Ha! Pytania: czemu w
                      >
                      > > takim razie Kobe już obecnie, jeszcze grubo przed szczytem możliwości,
                      > > wymieniany jest jako jeden z najpoważniejszych kandydatów do MVP, podczas
                      > gdy
                      > > Pippen nawet u szczytu swoich możliwości (który wypadł akurat w czasie
                      > > nieobecności MJ, więc nie ma mowy o odwracaniu uwagi przez tamtego) nigdy
                      > > takowym nie był? I czemu wielu teraz (jak dla mnie - słusznie) żałuje wybo
                      > ru
                      > > Pippena do "50" wszechczasów, podczas gdy - z drugiej strony - pojawiają s
                      > ię
                      > > głosy, że gdyby taki wybór odbył się teraz, to Kobe już obecnie załapałby
                      > się,
                      > > wypychając z "50" któregoś z graczy o znacznie dłuższym stażu (może właśni
                      > e
                      > > Pipa ;-))
                      >
                      >
                      > Bardzo proszę niczego Pippenowi nie ujmować. :-)
                      > Ani tym bardziej nie sugerować, że nie należało mu się miejsce w "50".
                      >
                      > Być może jego słabsza gra w ostatnich sezonach (m.in. kontuzje) nieco zaciemnia
                      >
                      > właściwą ocenę Pipa. Ale wystarczy spojrzeć na "career highlights" (www.nba.com
                      > ),
                      > żeby się przekonać z jakiego kalibru graczem mamy do czynienia.
                      >
                      > We wspomnianym 1994 r. Pippen (22,0 ppg; 8,2 rpg; 5,2 apg; 2,94 spg) poprowadzi
                      > ł
                      > Bulls do półfinału Konferencji Wschodniej, który przegrali nieznacznie z Knicks
                      > ,
                      > po ostrej i pasjonującej walce (np. wsad ponad Ewingiem - mistrzowski!).
                      >
                      > A ze nie dostał MVP sezonu - cóż - nie zawsze dostaje ją ten, który na nią
                      > zasłużył :-) Choć kandydatem do MVP był bardzo poważnym.
                      > Był za to MVP All Star Game oraz All-NBA First Team i All-NBA First Defensive
                      > Team.

                      Ale chyba nie sugerujesz, że generalnie był lepszy niż Robinson, Shaq, Malone,
                      Stockton, a przede wszystkim Hakeem, który nagrodę dostał; All-NBA First Team,
                      All-NBA First Defensive Team, Defensive Player of the Year, trzeci strzelec ligi?
                      Pippen był wtedy naprawdę doby, ale po prostu byli lepsi.

                      > Być może też, za kilka lat okaże się, że KB był znacznie lepszy niż Scottie. A
                      > ma
                      > ku temu wszelkie predyspozycje (pisałem już, że jeśli ktoś z młodego pokolenia
                      > ma
                      > szanse stać się graczem, który będzie dominował w swojej dekadzie jak MJ, to
                      > największe szanse ma na to Kobe). Ale jak na razie miejsce w "50" bez wahania
                      > oddałbym Pippenowi.
                      >
                      > LB
                      >
                      > PS. Tak se napisałem, bo lubię Pippena, mimo, że ostatnie sezony to żenua. Albo
                      >
                      > kontuzje, albo chyba już dostał kaskę i położył na to laskę.
                      > Ale za to wcześniej jak grał. I ta jego defensywa....

                      Słuchaj LB, zacznimy od tego,że ja szczerze mówiąc Pippena nie lubię (żebyś mógł
                      brać ewentualne poprawki na moje oceny ;-) ). A co do jego gry...gość był gwiazdą
                      wśród role players wszechczasów, w drużynie z McHalem, Worthym i przede wszystkim
                      wczesnym Havlickiem, ja mu defensywy, uniwersalności i przyszłego miejsca w Hall
                      of Fame nie odmawiam, ale pierwsza "50" wszechczasów? Tu mam poważne wątpliwości;
                      wydaje mi się, że dostał to miejsce jedynie tylko dzięki członkostwu w dynastii
                      Bulls. Warto zauważyć, że gdyby był w słabszym zespole, nie nadrobiłby - jak
                      twierdzi wielu jego fanów - braku tych pierścieni lepszymi, bo bez MJ,
                      statystykami; grającemu bez MJ w Bulls Pipowi statystyki ledwie drgnęły.
                      Ale lub go sobie oczywiście, jeśli chcesz :-). Natomiast przyznasz, że sam fakt,
                      że zawodnik, który nie skończył jeszcze 24 lat, jest wymieniany jako ten, który
                      może wypchnąć z "50" gracza o tak bogatym dorobku jak Pippen, świadczy chyba
                      jednoznacznie pozytywnie o możliwościach tego zawodnika.
                      Pzdr
                      • Gość: LB Re: W obronie Pippena :-) IP: 217.11.142.* 15.01.02, 17:32
                        Gość portalu Wilt napisał:
                        > Słuchaj LB, zacznimy od tego,że ja szczerze mówiąc Pippena nie lubię (żebyś mó
                        > gł
                        > brać ewentualne poprawki na moje oceny ;-) ).

                        Będę miał na uwadze twój stosunek do Pippena ;))
                        Podobnie jak przy twoich wypowiedziach o MJ ;)


                        > Ale chyba nie sugerujesz, że generalnie był lepszy niż Robinson, Shaq, Malone,
                        > Stockton, a przede wszystkim Hakeem, który nagrodę dostał; All-NBA First Team,
                        > All-NBA First Defensive Team, Defensive Player of the Year, trzeci strzelec lig
                        > i?
                        > Pippen był wtedy naprawdę doby, ale po prostu byli lepsi.

                        Na swojej pozycji był wówczas najlepszy. A czy lepszy niż wyżej wymienieni?
                        Nie lubię wybierania tego jednego jedynego najlepszego...


                        > A co do jego gry...gość był gwiaz
                        > dą
                        > wśród role players wszechczasów, w drużynie z McHalem, Worthym i przede wszystk
                        > im
                        > wczesnym Havlickiem, ja mu defensywy, uniwersalności i przyszłego miejsca w Hal
                        > l
                        > of Fame nie odmawiam, ale pierwsza "50" wszechczasów? Tu mam poważne wątpliwośc
                        > i;
                        > wydaje mi się, że dostał to miejsce jedynie tylko dzięki członkostwu w dynastii
                        >
                        > Bulls.

                        Ale trzeba powiedzieć, że do tych pierścieni walnie się przyczynił.
                        Pamiętam, że to jego wystawił Phil przeciwko Magikowi, kiedy Jordan sobie nie
                        radził. Tak samo było w meczach przeciwko Drexlerowi.
                        To nie był pionek w mistrzowskiej drużynie.

                        > Warto zauważyć, że gdyby był w słabszym zespole, nie nadrobiłby - jak
                        > twierdzi wielu jego fanów - braku tych pierścieni lepszymi, bo bez MJ,
                        > statystykami; grającemu bez MJ w Bulls Pipowi statystyki ledwie drgnęły.

                        Owszem, nie rzucał po 30 ptk, ale był doskonałym all-around player.
                        Poza tym, wszystkie jego średnie są na bardzo wysokim poziomie. Ilu graczy miało
                        wówczas takie "all-around" statystyki?

                        A poza tym:

                        Scottie Pippen
                        YEAR G GS MPG FG% 3P% FT% RPG APG SPG BPG TO PG
                        92-93 81 81 38.6 .473 .237 .663 7.70 6.3 2.14 .90 3.04 18.6
                        93-94 72 72 38.3 .491 .320 .660 8.70 5.6 2.93 .81 3.22 22.0

                        Kobe Bryant
                        YEAR G GS MPG FG% 3P% FT% RPG APG SPG BPG TO PG
                        00-01 68 68 40.9 .464 .305 .853 5.90 5.0 1.68 .63 3.24 28.5
                        01-02 35 35 37.7 .487 .329 .837 5.40 5.8 1.69 .43 2.69 26.6

                        Czy jest między nimi aż taka różnica?
                        Czy już dziś można powiedzieć, że KB powinien być w "50" zamiast Pippa?

                        > Ale lub go sobie oczywiście, jeśli chcesz :-).

                        Chcę.

                        > Natomiast przyznasz, że sam fak
                        > t,
                        > że zawodnik, który nie skończył jeszcze 24 lat, jest wymieniany jako ten, który
                        > może wypchnąć z "50" gracza o tak bogatym dorobku jak Pippen, świadczy chyba
                        > jednoznacznie pozytywnie o możliwościach tego zawodnika.

                        Ja, przyznam się, takich opinii nie słyszałem. I mimo potencjału KB (który
                        zresztą jest ogromny), na dzień dzisiejszy, są one sporo na wyrost.
                        Może w przyszłości, ale nie teraz. Jeszcze nie...

                        Pozdrawiam,
                        LB

                        PS. Mam nadzieję, że statystyki się nie rozwalą...
                • Gość: Wilt Re: W obronie Kobego i nie tylko... IP: 195.117.2.* 15.01.02, 14:45
                  Gość portalu: nathan napisał(a):

                  > Gość portalu: Wilt napisał(a):
                  >
                  > >.
                  > >
                  > > 3) Do nathana; tę frazę o statystyce=stroju bikini powtarzasz już chyba 3
                  > .
                  > > raz - może powinieneś zrobić z tego wątek i codziennie odświeżać? :-) Pomi
                  > jając
                  >
                  > Tak nie lubię i tego przedmiotu i kierowniu się statystykami podzczas oceniania
                  >
                  > graczy, że dla Ciebie z wilką przyjemnąścią mógłbym to robić ...... i 2 razy
                  > dziennie!

                  To rób ;-)

                  > > wszystko inne; czy nie przyszło ci nigdy do głowy, że przyjmując to
                  > > twierdzenie, należałoby odnosić je również do statystyk zespołów? Bliskie
                  > > Twojemu sercu przykłady; obecny bilans Wizards (dość łatwy kalendarz i kon
                  > tuzje
                  > >
                  > > wielu czołowych graczy przeciwnika) albo te okrzyczane 72 zwycięstwa Bulls
                  > ;
                  > > odniesione niewątpliwie (choć jeden z Twoich adherentów to wyszydzał, ale
                  > > przyzanł to nawet Rodman)
                  >
                  > Co przyznał Rodman?! Jaśniej proszę.

                  Przyznał, że w latach 80. (już to zresztą chyba pisałem) tamci Bulls nie
                  osiągnęliby 70 zwycięstw.Wystarczająco jasno? :-) Opinią uczestnika drużyn
                  mistrzowskich zarówno z lat 80., jak i 90. warto się chyba zająć.

                  I z podobnej beczki; Jacksonowi wyrwało się, że ostatnią drużyną z naprawdę
                  wyrównanym składem, jaką widział, byli Pistons, a przy innej okazji (co
                  przytaczam obok), że obecni Lakers kadrowo już są silniejsi niż jego Bulls!

                  > w konkurencji znacznie słabszej niż sześćdziesiąt
                  > > parę zwycięstw Celtics czy Lakers z lat 80. i przez to nie przesądzające o
                  >
                  > > wyższości tych pierwszych.
                  >
                  > Tak to sobie tłumacz.

                  Tak to sobie właśnie tłumaczę. A Ty jak? ;-)

                  > Ja w każdym razie nie mam sobie nic do zarzucenia,
                  > > bo nigdy nie podaję suchych statystyk, ale osadzam je w tak zwanym kontekś
                  > cie;
                  > > i wtedy można uznać (kłaniam się tu Wally'emu), że mają one znaczenie
                  > > decydujące.
                  >
                  > Oczywiście tak. Jeżeli są w kontekście, a ten w porównaniu z podawanymi przez
                  > Ciebie statystykami wypada nader mierniutko.

                  Widzę, że jednak - mimo deklarowanych przyjaznych uczuć - nie możesz przestać
                  mnie od czasu do czasu napadać. Może jednak lepiej było po prostu dokończyć tamtą
                  polemikę zamiast wycofywać się - jak Ty - z poczuciem resentymentu wobec mnie, co
                  jakiś czas domagającym się ujścia?
                  Ale proszę bardzo; podaj przykłady mojego operowania statystykami bez osadzania
                  ich we właściwym kontekście. Jeszcze mam trochę więcej czasu w pracy, jeszcze
                  możemy podyskutować - chyba że to gadanie dla samego gadania...
                  • Gość: Wilt Re: W obronie Kobego i nie tylko... IP: 195.117.2.* 15.01.02, 14:48
                    Gość portalu: Wilt napisał(a):

                    > Gość portalu: nathan napisał(a):
                    >
                    > > Gość portalu: Wilt napisał(a):
                    > >
                    > > >.
                    > > >
                    > > > 3) Do nathana; tę frazę o statystyce=stroju bikini powtarzasz już ch
                    > yba 3
                    > > .
                    > > > raz - może powinieneś zrobić z tego wątek i codziennie odświeżać? :-)
                    > Pomi
                    > > jając
                    > >
                    > > Tak nie lubię i tego przedmiotu i kierowniu się statystykami podzczas ocen
                    > iania
                    > >
                    > > graczy,

                    Zdaje się, że toms też lubi statystyki. Jego nie skrytykujesz? ;-)
              • Gość: toms Re: W obronie Kobego i nie tylko... IP: *.cu.com.pl 15.01.02, 09:54
                Gość portalu: Wilt napisał(a):

                >Ja nawet czasem mam do niego pretensje, że jest za mało
                > egoistyczny ;-), przez co osłabia swoje szanse na tytuł króla strzelców, do
                > którego w pełni predestynują go umiejętności - i w konsekwencji także na MVP -
                ale takie są wymogi obecnego ustawienia zespołu, któremu się podporządkował i w

                pytanie czy gdyby zmienic ustawienie zespolu LAL byliby tak silni ! i czy
                wygraliby lige ! nie jest to takie oczywiste a w zasadzie musialoby to prowadzic
                do wywalenia z druzyny Shaqu a jak LAL nie byliby tak silni to mozna zapomiec o
                MVP
                >
                Lakers po
                prostu nie są zbudowani (jak zauważył też Wally)"na" Kobego w takim stopniu,
                > jak Spurs - na Duncana, czy Sixers - na Iversona, o czym trzeba pamiętać
                > porównując statystyki tych trzech.

                no tak nie sa zbudowani na Kobiego a ten mimo to oddaje w meczu srednio 19,8
                rzutu z pola i 7,4 osobistych dla porownania Duncan oddaje w meczu 18 rzutow
                srednio i 8,9 osobistych !!! A Malone np. odpowiednio 18,8 i 8,2
                wiec te opowiadania o tym ze Kobi tak malo rzuca i wogole to nei moze sobie
                pograc to sa BAJKI ! bo rzuca calkiem sporo i to obok, co trzeba koniecznie
                podkreslic Shaquila !!! tak sobie rzuca ! to ja nie wiem co dobrze byloby jakby
                rzucal Koby w meczu ile 30 rzutow , 40 rzutow ?????


                Na szczęście niedawny mecz z Pacers wykazał, że dobre wyniki Spurs to po części
                > zasługa kalendarza - wcześniej grali mniej meczów z drużynami z winning records
                > > niż konkurenci.

                Jak mnie denerwuje takie pisanie ze jak LAL przegraja z Grizzlies albo Chicago to
                nic takiego, wogole tego nei bylo i nalezy o tym zapomniec ale jak Wizards czy
                spurs wygrywaja 8 czy 9 meczy z rzedu min z tym druzynami to one nagle sa nic wie
                warte i wogole NBA dla nich to jakas pomylka

                > albo te okrzyczane 72 zwycięstwa Bulls;
                > odniesione niewątpliwie (choć jeden z Twoich adherentów to wyszydzał, ale
                > przyzanł to nawet Rodman) w konkurencji znacznie słabszej niż sześćdziesiąt
                > parę zwycięstw Celtics czy Lakers z lat 80. i przez to nie przesądzające o
                > wyższości tych pierwszych.

                O kurcze to juz takich rzeczy nie czytalem ! to tak jakbys powiedzial ze francja
                nie jest taka super w noge bo w mistrzostwach graly kiepskie druzyny a Adam
                Malysz ten swoj puchar to moze sobie wsadzic gdzies bo w zeszlym sezonie byli
                nagle gorsi konkurenci ... co to za argumenty wogole !!! 72 zwyciestwa ! slownie
                : siedemdziesiat dwa zwyciestwa w najlepszej lidze swiata NBA przypomne to nie
                jest okregowa liga przedszkolakow do lat 3 to jest NBA i ktos mi mowi ze to jest
                mniej warte niz 60 zwyciestw??? To co to dajemy jakies noty za styl???
                Po tym co tu widze to od konca lat 80-tych (czytaj koniec dominacji LAL i
                Celtics) mamy ogromny regres w NBA ktory na szczescie sie skonczyl w 2000 roku
                kiedy tytul odzyskali LAL !

                Pierwsze prawo Wilta!
                NBA jest tylko wtedy silna liga gdy wygrywaja LAL

                Drugie prawo Wilta
                Jezeli NBA wygrywa inna druzyna niz LAL a w szczegolnosci Byki z Jordanem mamy
                wtedy do czynienia z najslabsza forma NBA w hitorii.

                kurcze wydawalo mi sie ze 2 razy 3 zwyciestwa z rzedu i fenomenalny wynik 72-10
                oraz potem 69-13 przemowia do wszystkich a tu widze ze za malo to ile Bullss
                mieli wygrac ??? 82 na 82 mecze ? Wilt zeby cie przekonac ? a moze 83 na 82 !
                zaraz sprawdze jak inne zespoly wtedy mialy wynik bo przeciez to byla taka latwa
                liga wtedy

                • Gość: Wilt Re: W obronie Kobego i nie tylko... IP: 195.117.2.* 15.01.02, 15:18
                  Gość portalu: toms napisał(a):

                  > Gość portalu: Wilt napisał(a):
                  >
                  > >Ja nawet czasem mam do niego pretensje, że jest za mało
                  > > egoistyczny ;-), przez co osłabia swoje szanse na tytuł króla strzelców, d
                  > o
                  > > którego w pełni predestynują go umiejętności - i w konsekwencji także na M
                  > VP -
                  > ale takie są wymogi obecnego ustawienia zespołu, któremu się podporządkował i
                  > w
                  >
                  > pytanie czy gdyby zmienic ustawienie zespolu LAL byliby tak silni !

                  Byliby. Ja zresztą nie proponuję żadnej rewolucji, ale jedynie przesunięcie
                  akcentów; obecnie ofensywa idzie w powiedzmy 55% przez Shaqa i 45% przez Kobego
                  (chyba ze konieczne są clutch shots - wtedy wzrasta rola Kobego), a ja chciałbym
                  odwrócić te proporcje.

                  i czy
                  > wygraliby lige ! nie jest to takie oczywiste a w zasadzie musialoby to prowadzi
                  > c
                  > do wywalenia z druzyny Shaqu

                  ??? A czemu niby?
                  Poza tym za parę lat w Lakers i tak dokona się przesunięcie akcentów, o którym
                  mówię, bo taka jest logika zmian - naprawdę sądzisz, że Shaq wtedy odejdzie? On
                  już, na szczęście, porzucił marzenia o kolejnych tytułach króla strzelców,
                  natomiast - co się jeszcze zmieni - wciąż jeszcze chce być najważniejszy lub
                  przynajmniej równie ważny w ataku swojego zespołu. Tak czy owak, z latami coraz
                  bardziej ustępuje miejsca Kobemu; ja po prostu wolałbym, żeby działo się to
                  szybciej.

                  a jak LAL nie byliby tak silni to mozna zapomiec o
                  >
                  > MVP
                  > >
                  > Lakers po
                  > prostu nie są zbudowani (jak zauważył też Wally)"na" Kobego w takim stopniu,
                  > > jak Spurs - na Duncana, czy Sixers - na Iversona, o czym trzeba pamiętać
                  > > porównując statystyki tych trzech.
                  >
                  > no tak nie sa zbudowani na Kobiego a ten mimo to oddaje w meczu srednio 19,8
                  > rzutu z pola i 7,4 osobistych dla porownania Duncan oddaje w meczu 18 rzutow
                  > srednio i 8,9 osobistych !!! A Malone np. odpowiednio 18,8 i 8,2
                  > wiec te opowiadania o tym ze Kobi tak malo rzuca i wogole to nei moze sobie
                  > pograc to sa BAJKI ! bo rzuca calkiem sporo i to obok, co trzeba koniecznie
                  > podkreslic Shaquila !!! tak sobie rzuca ! to ja nie wiem co dobrze byloby jakby
                  >
                  > rzucal Koby w meczu ile 30 rzutow , 40 rzutow ?????

                  Tyle właśnie rzucał Jordan w tych meczach, które tak wychwalaliście ;-) - a ma
                  na to szansę znacznie częściej niż Kobe. A poważniej; obaj gracze przed KB na
                  liście strzelców (i sporo graczy za nim, w tym Jordan) przewyższa go w liczbie
                  oddawanych rzutów. Drobna zagadka; w takim razie o czym świadczy "zaledwie" 3.
                  miejsce Kobego - o jego słabości, czy może jednak raczej sile w ataku?

                  > Na szczęście niedawny mecz z Pacers wykazał, że dobre wyniki Spurs to po części
                  >
                  > > zasługa kalendarza - wcześniej grali mniej meczów z drużynami z winning re
                  > cords
                  > > > niż konkurenci.
                  >
                  > Jak mnie denerwuje takie pisanie ze jak LAL przegraja z Grizzlies albo Chicago
                  > to
                  > nic takiego, wogole tego nei bylo i nalezy o tym zapomniec ale jak Wizards czy
                  > spurs wygrywaja 8 czy 9 meczy z rzedu min z tym druzynami to one nagle sa nic w
                  > ie
                  > warte i wogole NBA dla nich to jakas pomylka

                  Naprawdę sądzisz, że LAL mają gorszy bilans wszechczasów czy ostatnich lat z
                  drużynami typu Grizzlies (czy zresztą i z silniejszymi) niż Spurs czy Wizards? W
                  takim razie po sprawdzeniu czeka cię spore rozczarowanie...

                  > > albo te okrzyczane 72 zwycięstwa Bulls;
                  > > odniesione niewątpliwie (choć jeden z Twoich adherentów to wyszydzał, ale
                  > > przyzanł to nawet Rodman) w konkurencji znacznie słabszej niż sześćdziesią
                  > t
                  > > parę zwycięstw Celtics czy Lakers z lat 80. i przez to nie przesądzające o
                  >
                  > > wyższości tych pierwszych.
                  >
                  > O kurcze to juz takich rzeczy nie czytalem ! to tak jakbys powiedzial ze francj
                  > a
                  > nie jest taka super w noge bo w mistrzostwach graly kiepskie druzyny a Adam
                  > Malysz ten swoj puchar to moze sobie wsadzic gdzies bo w zeszlym sezonie byli
                  > nagle gorsi konkurenci ... co to za argumenty wogole !!! 72 zwyciestwa ! slowni
                  > e
                  > : siedemdziesiat dwa zwyciestwa w najlepszej lidze swiata NBA przypomne to nie
                  > jest okregowa liga przedszkolakow do lat 3 to jest NBA i ktos mi mowi ze to jes
                  > t
                  > mniej warte niz 60 zwyciestw???

                  Genialne, drogi Watsonie. W takim razie szkoda, że w zeszłym roku w PLK nie
                  rozgrywano więcej spotkań; Zepter miałby więcej zwycięstw niż Bulls'96 i byłby od
                  nich lepszy, bo przecież "nie dajemy not za styl"!
                  Aha, wspominasz tylko o NBA. Jasne; w tej lidze nie ma żadnych zmian i fluktuacji
                  w poziomie gry i mistrzostwo Sonics'79 (z Bullets) nie może być mniej warte niż
                  zwycięstwo Lakers nad Celtics z 1987. Jedno pytanie; dlaczego w takim razie u
                  licha rozróżniamy (w tym nawet ty) wartość poszczególnych zwycięstw już w ramach
                  jednego sezonu? Przecież to wszystko jedno, czy wygra się z Kings, czy z
                  Grizzlies bez Pau Gasola...
                  Patrz też mój post do nathana o wypowiedziach Rodmana i Phila Jacksona.

                  To co to dajemy jakies noty za styl???
                  > Po tym co tu widze to od konca lat 80-tych (czytaj koniec dominacji LAL i
                  > Celtics) mamy ogromny regres w NBA ktory na szczescie sie skonczyl w 2000 roku
                  > kiedy tytul odzyskali LAL !
                  >
                  > Pierwsze prawo Wilta!
                  > NBA jest tylko wtedy silna liga gdy wygrywaja LAL
                  >
                  > Drugie prawo Wilta
                  > Jezeli NBA wygrywa inna druzyna niz LAL a w szczegolnosci Byki z Jordanem mamy
                  > wtedy do czynienia z najslabsza forma NBA w hitorii.

                  Drobna uwaga ; w latach 60., o których przecież pisałem, że właśnie wtedy było
                  najwięcej wielkich graczy, Lakers akurat nie zdobyli ani jednego mistrzostwa,
                  przegrywając regularnie z Celtics - z czego byś sobie dawał sprawę, gdybyś
                  wiedział o tych latach chociaż absolutne minimum - przynajmniej tyle co nathan.
                  Pierwsze i główne prawo Wilta we właściwej formule (especially for you, toms);
                  nie wystarczy mówić, co się wie; trzeba jeszcze wiedzieć, co się mówi.

                  > kurcze wydawalo mi sie ze 2 razy 3 zwyciestwa z rzedu


                  Grajac w bardziej wyrównanej lidze, Lakers'72 (z Wiltem i Westem) mieli 33
                  zwycięstwa z rzędu, a Bucks'71 (z Robertsonem i Kareemem)- 20... No i co?

                  i fenomenalny wynik 72-10
                  >
                  > oraz potem 69-13 przemowia do wszystkich a tu widze ze za malo to ile Bullss
                  > mieli wygrac ??? 82 na 82 mecze ? Wilt zeby cie przekonac ? a moze 83 na 82 !
                  > zaraz sprawdze jak inne zespoly wtedy mialy wynik bo przeciez to byla taka latw
                  > a
                  > liga wtedy

                  A sprawdź sobie sprawdź (dla ułatwienia: Sonics mieli 64 zwycięstwa). Nie wiem,
                  w czym to ci pomoże... ;-)
                  • Gość: toms Re: W obronie Kobego i nie tylko... IP: *.cu.com.pl 15.01.02, 15:50

                    > Pierwsze i główne prawo Wilta we właściwej formule (especially for you, toms);
                    >
                    > nie wystarczy mówić, co się wie; trzeba jeszcze wiedzieć, co się mówi.
                    >

                    Wilt twoje sugestie w kazdym mailu na temat moich zdolnosci umyslowych sa na
                    prawde irytujace
                    ostatni raz prosze cie abys wiecej tego nie robil
                    i coraz bardziej mnie martwi to ze te sugestie sa u ciebie coraz czesciej
                    wykorzystywane
                    uzywanie takich argumentow nie zbyt dobrze swiadczy o tobie
                    jak chcesz to mozesz sobie zalozyc forum pod tutułem "wyzywamy sie wzajemnie od
                    głupków i kretynow" i tam bedziesz sie udzielal do woli
                    jak na razie prosze pisz wylacznie o koszykowce bo wiedze masz duza i moga byc
                    ceikawe dyskusje...

                  • toms_ Re: W obronie Kobego i nie tylko... 16.01.02, 11:23
                    Gość portalu: Wilt napisał(a):


                    > > pytanie czy gdyby zmienic ustawienie zespolu LAL byliby tak silni !
                    >
                    > Byliby. Ja zresztą nie proponuję żadnej rewolucji, ale jedynie przesunięcie
                    > akcentów; obecnie ofensywa idzie w powiedzmy 55% przez Shaqa i 45% przez Kobego
                    > (chyba ze konieczne są clutch shots - wtedy wzrasta rola Kobego), a ja chciałby
                    > m
                    > odwrócić te proporcje.
                    >
                    Wilt zastanawia mnie jedno skad ty bierzesz te liczby ???
                    Np biorac pod uwage liczbe oddanych rzutow na mecz to Kobi oddaje ich 20,2 a
                    Shaqu 18,44 średnio ! Wiec na jakiej podstawie twierdzisz ze to shaqu przytlacza
                    Kobiego ?

                    > > pograc to sa BAJKI ! bo rzuca calkiem sporo i to obok, co trzeba konieczni
                    > e
                    > > podkreslic Shaquila !!! tak sobie rzuca ! to ja nie wiem co dobrze byloby
                    > jakby
                    > >
                    > > rzucal Koby w meczu ile 30 rzutow , 40 rzutow ?????
                    >

                    > Tyle właśnie rzucał Jordan w tych meczach, które tak wychwalaliście ;-) - a ma
                    >
                    > na to szansę znacznie częściej niż Kobe.

                    Jordan nie rzuca średnio w meczu 30 razy a 23,5 raza natomiast Kobi 20,2 raza
                    wiec czy roznica jest az tak wielka ? biorac pod uwage fakt ze Kobi rzuca srednio
                    wiecej osobistych niz MJ

                    > > Jak mnie denerwuje takie pisanie ze jak LAL przegraja z Grizzlies albo Chi
                    > cago
                    > > to
                    > > nic takiego, wogole tego nei bylo i nalezy o tym zapomniec ale jak Wizards
                    > czy
                    > > spurs wygrywaja 8 czy 9 meczy z rzedu min z tym druzynami to one nagle sa
                    > nic w
                    > > ie
                    > > warte i wogole NBA dla nich to jakas pomylka
                    >
                    > Naprawdę sądzisz, że LAL mają gorszy bilans wszechczasów czy ostatnich lat z
                    > drużynami typu Grizzlies (czy zresztą i z silniejszymi) niż Spurs czy Wizards?
                    > W
                    > takim razie po sprawdzeniu czeka cię spore rozczarowanie...

                    Jaki bilans wszech czasow ?
                    czy cos przeoczylem? ktos cos pisal wczesniej o bilansie wszech czasow?
                    skad ty to wziales? co mam spardzac? dlaczego ? o czym ty mowisz ? i co to ma do
                    rzeczy? moze mi wyjasnisz bo zupelnie nei rozumiem?
                    >
                    [ciach]
                    72 zwyciestwa ! slownie siedemdziesiat dwa zwyciestwa w najlepszej lidze swiata
                    NBA przypomne to
                    > nie jest okregowa liga przedszkolakow do lat 3 to jest NBA i ktos mi mowi ze t
                    > o jest mniej warte niz 60 zwyciestw???
                    >
                    > Genialne, drogi Watsonie. W takim razie szkoda, że w zeszłym roku w PLK nie
                    > rozgrywano więcej spotkań; Zepter miałby więcej zwycięstw niż Bulls'96 i byłby
                    > od
                    > nich lepszy, bo przecież "nie dajemy not za styl"!

                    Aha, wspominasz tylko o NBA. Jasne; w tej lidze nie ma żadnych zmian i fluktuac
                    > ji w poziomie gry i mistrzostwo Sonics'79 (z Bullets) nie może być mniej warte
                    niż zwycięstwo Lakers nad Celtics z 1987.

                    Szczerze mowiac nie widze roznicy jedni i drudzy sa mistrzami NBA
                    napisz dalczego powinieniem widziec roznice

                    >Jedno pytanie; dlaczego w takim razie u
                    > licha rozróżniamy (w tym nawet ty) wartość poszczególnych zwycięstw już w ramac
                    > h
                    > jednego sezonu? Przecież to wszystko jedno, czy wygra się z Kings, czy z
                    > Grizzlies bez Pau Gasola...

                    roznica jest taka ze mowimy nie o jednym meczu ktory moze byc przypadkiem ale o
                    calym sezonie i play off a to juz nie jest przypadek
                    trudno mi zrozumiec jak chcesz analizowac i porownywac sile druzyn sprzed ilus
                    tam lat ? Analizujac poszczegolnych graczy ???
                    Po pierwsze sa przypadki kiedy to wartosc druzyny jest duzo duzo wyzsza niz suma
                    wartosci poszczegolnych graczy (patrz byki jako druzyna i statystyki po rozpadzie)
                    Po drugie są przypadki kiedy to wartosć druzyny jest niższa niż suma wartości
                    poszczegolnych graczy (patrz LAL przed przyjsciem Jacksona )

                    Wiec nie widze sensownych metod takiego porownywania, jak sa to prosze wskaz mi
                    je! dlatego uwazam ze takie porowania sa mozliwe glownei na bazie statystyk te
                    nie sa wpradzie w 100% obiektywne i powinny byc wsparte szersza analiza ale ma
                    juz to jakis sens

                    Bardzo prostym przykladem jest proba porownania MJ i Wilta. owszem Wilt mial
                    super statystyki ale nie do konca bo srendia z kariery MJ ma wyzsza a z kolei MJ
                    wiecej tytulow zdobyl i co wazniejsze walnie sie do tego przyczynil
                    Powiem tak ze gdyby Wilt zdobyl 6 mistrzostw nie byloby dyskusji kto jest the
                    best of the best a tak to zostaje szerokie pole do dyskusji....
                    Ale to moze inny watek i juz chyba taka dyskusja byla

                    A propo wypowiedzi Rodmana to ciekaw jestem czy wypowiedal sie rowneiz na temat
                    Kobiego :-)))

                    >
                    > Grajac w bardziej wyrównanej lidze, Lakers'72 (z Wiltem i Westem) mieli 33
                    > zwycięstwa z rzędu, a Bucks'71 (z Robertsonem i Kareemem)- 20... No i co?

                    Widzisz Wilt uwazam ze podstawowa miara wielkosci druzyny jest liczba zwyciestw
                    NBA i bilans z sezonu ! bilans z sezonu decyduje o awansie do playoff i o
                    przewadze boiska i jest posrednio bardzo dobra miara sily druzyny dlatego duzo
                    wieksz rzesza fanow pamieta 72-10 niz 33 zwyciestwa z rzedu Po prostu to jest
                    duzo wazniejsze !

                    >
                    > i fenomenalny wynik 72-10
                    > >
                    > > oraz potem 69-13 przemowia do wszystkich a tu widze ze za malo to ile Bul
                    > lss
                    > > mieli wygrac ??? 82 na 82 mecze ? Wilt zeby cie przekonac ? a moze 83 na 8
                    > 2 !
                    > > zaraz sprawdze jak inne zespoly wtedy mialy wynik bo przeciez to byla taka
                    > latw
                    > > a
                    > > liga wtedy
                    >
                    > A sprawdź sobie sprawdź (dla ułatwienia: Sonics mieli 64 zwycięstwa). Nie wiem
                    > ,
                    > w czym to ci pomoże... ;-)
                    Widzisz Wilt nie odpowiedziales na moje pytanie bo tak na prawde zgodnie z twoja
                    logika nie ma odpowiedzi na tak postawione pytanie . Jaka liczba zwyciestw by cie
                    zadowolila i uwazalbys ze jednak Bulls byli lepsi od starych LAL ! Nie ma takeij
                    liczby! Paradoksalnie im wiecej meczy Bulls by wygrali tym gorzej bo wg ciebie
                    swiadczy to tym bardziej o slabosci ligi ! Powiem w ten sposob ze wg ciebei Bulls
                    nie sa lepsi bo grali wedlug ciebei w salbszej lidze to jest zaden argument i
                    jest to po prostu odwracanie kota ogonem. Myslac tak jak ty Wilt mozna dojsc do
                    jeszcze wiekszych paradoksow a mianowicie wezmy pod uwage Utah Jazz i wyobrazmy
                    sobei ze 2 razy wygrywaja z bullsami w finale to staosujac twoj tok myslenia Utah
                    jest super ekstra bo miala trudnego przeciwnika jakim byli Bulls (4 krotni
                    mistrzowie) a Malone pokonal MJ wiec jak mieli trudnego przeciwnika to nalezy im
                    sie gloria a jak Bulls wygrali to nic im sie nie nalezy ....
                    bleee ale dlugi ten wywod...
                    podsumowujac to Wilt wg ciebie Bulls nie mogla byc porownywani z LAL czy Celtics
                    nie dlatego ze są kiepska druzyna ale dlatego ze pojawili sie w zlym miejscu i
                    zlym czasie i mogli by sobie wygrac wszystkie sezony 82-82 i miec 8 tytulow a ty
                    tym bardziej bys twierdzil ze te zwyciestwa sa mniej warte niz powiedzmy bulsow z
                    84 roku kiedy to byla silna (wg ciebie) liga

                    Wiesz co? to jest takie relatywane gadanie ze srebrny medal olimpijski Partyki
                    jest wiecej wart niz dwa zlote Korzeniowskiego bo partyka mial niby trudniejsza
                    konkurencje

                    stanowczo sie nie zgadzam z odbieraniem prawa Bulls do wielkosci tylko dlatego ze
                    wedlug czyjegos widzi misie liga byla slabsza
                    liczby mowia za siebie : 72-10 kto sie do tego zblizy ? jaki to jest wyczyn? jaki
                    niewyobrazalny wysilek? jaka dominacjaaaaa.....!!!!
                    • Gość: Wilt Re: W obronie Kobego i nie tylko... IP: 195.117.2.* 18.01.02, 17:58
                      toms_ napisał(a):

                      ) Gość portalu: Wilt napisał(a):
                      )
                      )
                      ) ) ) pytanie czy gdyby zmienic ustawienie zespolu LAL byliby tak silni !
                      ) )
                      ) ) Byliby. Ja zresztą nie proponuję żadnej rewolucji, ale jedynie przesunięci
                      ) e
                      ) ) akcentów; obecnie ofensywa idzie w powiedzmy 55% przez Shaqa i 45% przez K
                      ) obego
                      ) ) (chyba ze konieczne są clutch shots - wtedy wzrasta rola Kobego), a ja chc
                      ) iałby
                      ) ) m
                      ) ) odwrócić te proporcje.
                      ) )
                      ) Wilt zastanawia mnie jedno skad ty bierzesz te liczby ???
                      ) Np biorac pod uwage liczbe oddanych rzutow na mecz to Kobi oddaje ich 20,2 a
                      ) Shaqu 18,44 średnio ! Wiec na jakiej podstawie twierdzisz ze to shaqu przytlacz
                      ) a
                      ) Kobiego ?

                      Ja nie twierdzę, że przytłacza; twierdzę, że przez dzielenie się z Shaqiem Kobe
                      nie jest królem strzelców. CZYTAJ UWAŻNIE. Co do tego, że Shaq oddaje mniej
                      rzutów, to jest oczywiste, gdy porówna się ich miejsca w rankingu strzelców
                      (nieznacznie wyżej Kobe) i celności z gry (tu oczywiście znacznie wyżej Shaq,
                      jak zresztą prawie zawsze środkowy od obrońcy). Natomiast sama liczba rzutów to
                      nie wszystko; liczy się np. to kto z łatwiejszych pozycji je oddaje; liczy się
                      to, kto jest głównym go-to-guy w trójkątach Lakers (oczywiste jest, że obecnie
                      Shaq; wprost mówi to Phil Jackson. Tu drobna zagadka; do kogo najczęściej idą
                      podania - Kobego czy Shaqa?) i takie właśnie sprawy. Na mniejszą średnią liczbę
                      rzutów Shaqa wpływa też po prostu to, że w tym sezonie z powodu kłopotów
                      zdrowotnych spędza na parkiecie zauważalnie mniej minut niż Kobe (a jeszcze 2
                      lata temu był zdaje się 2. w lidze w czasie gry), no i ładnych parę meczów już
                      opuścił. Kiedy nie ma go na parkiecie, wzrasta rola i liczba rzutów Kobego (który
                      sam jeszcze meczu nie opuścił); ale kiedy jest...

                      ) ) ) pograc to sa BAJKI ! bo rzuca calkiem sporo i to obok, co trzeba koni
                      ) eczni
                      ) ) e
                      ) ) ) podkreslic Shaquila !!! tak sobie rzuca ! to ja nie wiem co dobrze by
                      ) loby
                      ) ) jakby
                      ) ) )
                      ) ) ) rzucal Koby w meczu ile 30 rzutow , 40 rzutow ?????
                      ) )
                      )
                      ) ) Tyle właśnie rzucał Jordan w tych meczach, które tak wychwalaliście ;-) -
                      ) a ma
                      ) )
                      ) ) na to szansę znacznie częściej niż Kobe.
                      )
                      ) Jordan nie rzuca średnio w meczu 30 razy a 23,5 raza natomiast Kobi 20,2 raza
                      ) wiec czy roznica jest az tak wielka ? biorac pod uwage fakt ze Kobi rzuca sredn
                      ) io
                      ) wiecej osobistych niz MJ

                      Znów apel; czytaj uważniej. Piszę wyrażnie; w tych meczach, które tak
                      wychwalaliście (te z 51 i 45 pkt). Natomiast czy MJ nie oddawał średnio jeszcze
                      więcej rzutów niż obecnie - czyli w sumie znacznie więcej od Kobego teraz -
                      kiedy ustanawiał swoje osiągnięcia strzeleckie, które tak chętnie przytaczacie,
                      żeby udowodnić, że Kobego nigdy nie będzie można z nim porównać? A przecież w
                      czasie swoich rekordów sezonu(do 1989) Jordan nie miał się praktycznie z piłką
                      kim dzielić. A obecnie jeśli tylko chce (np. chce coś udowodnić, jak w tamtych
                      meczach mających zatrzeć wrażenie po 6 pkt) z Pacers, to dalej może tyle rzucać.
                      ile tylko zapragnie - i to właśnie diametralnie różni go od Kobego, który swobodę
                      w tym zakresie ma tylko pod nieobecność Shaqa.

                      ) ) ) Jak mnie denerwuje takie pisanie ze jak LAL przegraja z Grizzlies alb
                      ) o Chi
                      ) ) cago
                      ) ) ) to
                      ) ) ) nic takiego, wogole tego nei bylo i nalezy o tym zapomniec ale jak Wi
                      ) zards
                      ) ) czy
                      ) ) ) spurs wygrywaja 8 czy 9 meczy z rzedu min z tym druzynami to one nagl
                      ) e sa
                      ) ) nic w
                      ) ) ) ie
                      ) ) ) warte i wogole NBA dla nich to jakas pomylka
                      ) )
                      ) ) Naprawdę sądzisz, że LAL mają gorszy bilans wszechczasów czy ostatnich la
                      ) t z
                      ) ) drużynami typu Grizzlies (czy zresztą i z silniejszymi) niż Spurs czy Wiza
                      ) rds?
                      ) ) W
                      ) ) takim razie po sprawdzeniu czeka cię spore rozczarowanie...
                      )
                      ) Jaki bilans wszech czasow ?
                      ) czy cos przeoczylem? ktos cos pisal wczesniej o bilansie wszech czasow?
                      ) skad ty to wziales? co mam spardzac? dlaczego ? o czym ty mowisz ? i co to ma d
                      ) o
                      ) rzeczy? moze mi wyjasnisz bo zupelnie nei rozumiem?

                      To spróbuję wyjaśnić. Pisałeś o 8-9 meczach z rzędu, więc chyba nie o tylko
                      obecnym sezonie, prawda? Napisałem więc o bilansie z paru ostatnich lat,
                      wspominając przy okazji również o blilansie wszechczasów. Uff.

                      ) [ciach]
                      ) 72 zwyciestwa ! slownie siedemdziesiat dwa zwyciestwa w najlepszej lidze swiata
                      )
                      ) NBA przypomne to
                      ) ) nie jest okregowa liga przedszkolakow do lat 3 to jest NBA i ktos mi mowi
                      ) ze t
                      ) ) o jest mniej warte niz 60 zwyciestw???
                      ) )
                      ) ) Genialne, drogi Watsonie. W takim razie szkoda, że w zeszłym roku w PLK
                      ) nie
                      ) ) rozgrywano więcej spotkań; Zepter miałby więcej zwycięstw niż Bulls'96 i b
                      ) yłby
                      ) ) od
                      ) ) nich lepszy, bo przecież "nie dajemy not za styl"!
                      )
                      ) Aha, wspominasz tylko o NBA. Jasne; w tej lidze nie ma żadnych zmian i fluktuac
                      ) ) ji w poziomie gry i mistrzostwo Sonics'79 (z Bullets) nie może być mniej w
                      ) arte
                      ) niż zwycięstwo Lakers nad Celtics z 1987.
                      )
                      ) Szczerze mowiac nie widze roznicy jedni i drudzy sa mistrzami NBA
                      ) napisz dalczego powinieniem widziec roznice
                      )
                      ) )Jedno pytanie; dlaczego w takim razie u
                      ) ) licha rozróżniamy (w tym nawet ty) wartość poszczególnych zwycięstw już w
                      ) ramac
                      ) ) h
                      ) ) jednego sezonu? Przecież to wszystko jedno, czy wygra się z Kings, czy z
                      ) ) Grizzlies bez Pau Gasola...
                      )
                      ) roznica jest taka ze mowimy nie o jednym meczu ktory moze byc przypadkiem ale o
                      )
                      ) calym sezonie i play off a to juz nie jest przypadek

                      Wiesz, zakładam, ze jest w tym ukryta jakaś głębsza myśl, ale szczerze mówiąc
                      jej nie widzę ;-). Przemyśl to jeszcze raz i spóbuj wyjaśnić, czemu to niby,
                      skoro poziom drużyn zmienia się i lekką różnicą jest wygrana z Bulls'98 5
                      punktami (trudniej) w porównaniu z wygraną z Bulls'2002 20 punktami (znacznie
                      łatwiej, choć patrząc tylko na liczby trudniej), to poziom ligi ma się nie
                      zmieniać i ma się nie brać pod uwagę tego, że 67 zwycięstw w roku 1986 może
                      więcej dowodzić w praktyce niż 72 zwycięstwa w 1996. Bo na razie chyba się
                      zaplątałeś; a powyższa myśl jest jak dla mnie raczej mało jasna i niezbyt a
                      propos.


                      ) trudno mi zrozumiec jak chcesz analizowac i porownywac sile druzyn sprzed ilus
                      ) tam lat ? Analizujac poszczegolnych graczy ???

                      A jak inaczej?!!! Przecież to najbardziej oczywiste podejście; trzeba tak robić,
                      nie zaniedbując oczywiście wzajemnych relacji graczy w zespole, roli coacha, a
                      przede wszystkim ogólnej sytuacji ligi z danego okresu.

                      ) Po pierwsze sa przypadki kiedy to wartosc druzyny jest duzo duzo wyzsza niz sum
                      ) a
                      ) wartosci poszczegolnych graczy (patrz byki jako druzyna i statystyki po rozpadz
                      ) ie)
                      ) Po drugie są przypadki kiedy to wartosć druzyny jest niższa niż suma wartości
                      ) poszczegolnych graczy (patrz LAL przed przyjsciem Jacksona )

                      To jest oczywiste, natomiast ten czynnik można również wziąć pod uwagę. Nie
                      istnieje jednak w ogóle nawet taka potrzeba, bo żaden z teamów, które stawiam
                      wyżej od Bulls, nie był paczką underachievers, którzy z braku dobrego trenera czy
                      jakiegokolwiek innego powodu grali poniżej swoich możliwości. Widzę, jakbyś nie
                      zauważał, że mówię o samych drużynach z wybranej w 1996 r. Top 10 wszechczasów, a
                      nie o Lakers przed przyjściem Jacksona czy Bulls (ciekawe czemu nie podajesz
                      tego, analogicznego przykładu) również przed przyjściem Jacksona.


                      ) Wiec nie widze sensownych metod takiego porownywania, jak sa to prosze wskaz mi
                      )
                      ) je! dlatego uwazam ze takie porowania sa mozliwe glownei na bazie statystyk te
                      ) nie sa wpradzie w 100% obiektywne i powinny byc wsparte szersza analiza ale ma
                      ) juz to jakis sens

                      Owszem, na statystyce też oparte mogą być; ale chyba nie przede wszystkim na
                      prostej i niewiele jeszcze samej w sobie mówiącej statystyce zwycięstw.Bardzo
                      żałuję, że zaniedbałem skopiowania sobie (potem w archiwach już nie mogłem tego
                      znależć) materiału, jaki był w offseason na CNNSI
                      • Gość: Wilt Re: W obronie Kobego i nie tylko... IP: 195.117.2.* 18.01.02, 18:00
                        toms_ napisał(a):

                        ) Gość portalu: Wilt napisał(a):
                        .Bardzo żałuję, że zaniedbałem skopiowania sobie (potem w archiwach już nie
                        mogłem tego znależć) materiału, jaki był w offseason na CNNSI; porównania
                        wyników i statystyk z play off Lakers'2001, Bulls'96, Bucks'71 oraz drużyn
                        które od Bulls'96 za lepsze uważam; Sixers'83 (trochę lepsze), Celtics'86 i
                        Lakers'87 (lepsze wyraźnie). Otóż wszystkie te historyczne drużyny przewyższały
                        solidarnie Bulls POD WSZYSTKIMI WAŻNYMI KATEGORIAMI STATYSTYCZNYMI: punkty,
                        zbiórki, asysty... Żeby Cię uspokoić; dziennikarze, wciąż jeszcze (aczkolwiek
                        na szczęście coraz mniej) w szponach Bullsomanii, uznali, że w bezpośrednim
                        starciu Byki na pewno zostaliby pokonani tylko przez Lakers'87 (łaskawcy! ;-
                        ) ) - ale i to Cię pewnie nie zadowala. W każdym razie statystyki ciekawie
                        przejrzeć.

                        ) Bardzo prostym przykladem jest proba porownania MJ i Wilta. owszem Wilt mial
                        ) super statystyki ale nie do konca bo srendia z kariery MJ ma wyzsza a z kolei
                        M
                        ) J
                        ) wiecej tytulow zdobyl i co wazniejsze walnie sie do tego przyczynil
                        ) Powiem tak ze gdyby Wilt zdobyl 6 mistrzostw nie byloby dyskusji kto jest the
                        ) best of the best a tak to zostaje szerokie pole do dyskusji....
                        ) Ale to moze inny watek i juz chyba taka dyskusja byla

                        Na to odpowiadam gdzie indziej (np. na wątku Top 10).

                        ) A propo wypowiedzi Rodmana to ciekaw jestem czy wypowiedal sie rowneiz na
                        temat
                        )
                        ) Kobiego :-)))
                        )

                        Nie przypominam sobie. Ale dobrze, że przeczytałeś sobie tę wypowiedź, jak
                        zapewne i Jacksona; jak myślisz, o czym świadczą?
                        A tak w ogóle; do Top 10 wszechczasów wybrano aż 4 różne teamy z lat 80.; ww.
                        Lakers, Celtics i Sixers oraz Pistons'89. W latach 90. tylko Bulls w 2
                        mutacjach; '92 i '96 (tej pierwszej to się zresztą jak dla mnie nie należało,
                        dałbym tam Bucks'71 albo ewentualnie Lakers'50). No i kiedy była większa
                        konkurencja drużynowa i trudniej było o więcej zwycięstw? Jasne, że w latach
                        80. Ktoś mógłby argumentować, że to dlatego, że Bulls byli tacy silni i gasili
                        wielkie drużyny. Odpowiem; wymagałoby to stwierdzenia, że Knicks'93 czy Jazz'97
                        były drużynami na miarę tamtych 4 z lat 80. Nawet u najzawziętszych fanów lat
                        90. z takim twierdzeniem się nie spotkałem. Poza tym (sam chyba gdzieś o tych
                        liczbach napomykasz) nie dość że dla Bulls nie było konkurencji porównywalnej,
                        to nie było nawet konkurencji stałej. Zamiast ciągnących się przez dekady
                        wielkich rywalizacji typu Lakers - Celtics, Celtics - Sixers czy chocby Sonics -
                        Bullets, kiedy gracze i trenerzy rywalizujących drużyn mieli okazję poznać
                        nawzajem swoje słabości i poszukać lepszej taktyki na następny raz, w latach
                        90. panował kompletny bałagan. W ciągu 6 lat mistrzowskich Bulls spotkali się
                        oni w finałach konferencji z 6 drużynami, a w finałach ligi - z 5; prawie
                        maksimum! Jedyną namiastką tego typu mistrzowskiej rywalizacji było te parę
                        serii Bulls-Knicks; ale Knicks mieli duze fluktuacje w poziomie i cały czas
                        mając za głównego gracza przereklamowanego Ewinga (jak dla mnie poziom Pippena,
                        może odrobinę lepszy) mieli za mało talentu, żeby Bulls z Jordanem zwyciężyć.
                        Dlatego właśnie Byki mogły osiagnąc te swoje rekordowe 72 zwycięstwa, które nie
                        świadczą wcale o ich wyższości; tak jak - posłużę się przykładem - nie
                        świadczyłoby o najlepszej formie Małysza w zeszłym roku wygranie z rekordową
                        przewagą TCS, jeśliby na starcie nie pojawił się żaden inny wybitny skoczek.

                        ) ) Grajac w bardziej wyrównanej lidze, Lakers'72 (z Wiltem i Westem) mieli 3
                        ) 3
                        ) ) zwycięstwa z rzędu, a Bucks'71 (z Robertsonem i Kareemem)- 20... No i co?
                        )
                        ) Widzisz Wilt uwazam ze podstawowa miara wielkosci druzyny jest liczba
                        zwyciestw
                        )
                        ) NBA i bilans z sezonu ! bilans z sezonu decyduje o awansie do playoff i o
                        ) przewadze boiska i jest posrednio bardzo dobra miara sily druzyny dlatego
                        duzo
                        ) wieksz rzesza fanow pamieta 72-10 niz 33 zwyciestwa z rzedu Po prostu to jest
                        ) duzo wazniejsze !

                        A o tym napisałeś dopiero wtedy, kiedy podałem Ci dane dotyczące winning
                        streaks innych zespołów niż Bulls; bo sam wywołałeś ten temat, pisząc o winning
                        streaks Bulls ;-). Natomiast ucieszę Cię trochę; Bulls'96 też mieli kilkanaście
                        zwycięstw z rzędu w tamtym sezonie, zdaje się 18 - a nie skromne 3.

                        ) ) i fenomenalny wynik 72-10
                        ) ) )
                        ) ) ) oraz potem 69-13 przemowia do wszystkich a tu widze ze za malo to il
                        ) e Bul
                        ) ) lss
                        ) ) ) mieli wygrac ??? 82 na 82 mecze ? Wilt zeby cie przekonac ? a moze 83
                        ) na 8
                        ) ) 2 !
                        ) ) ) zaraz sprawdze jak inne zespoly wtedy mialy wynik bo przeciez to byla
                        ) taka
                        ) ) latw
                        ) ) ) a
                        ) ) ) liga wtedy
                        ) )
                        ) ) A sprawdź sobie sprawdź (dla ułatwienia: Sonics mieli 64 zwycięstwa). Nie
                        ) wiem
                        ) ) ,
                        ) ) w czym to ci pomoże... ;-)
                        ) Widzisz Wilt nie odpowiedziales na moje pytanie bo tak na prawde zgodnie z
                        twoj
                        ) a
                        ) logika nie ma odpowiedzi na tak postawione pytanie . Jaka liczba zwyciestw by
                        c
                        ) ie
                        ) zadowolila i uwazalbys ze jednak Bulls byli lepsi od starych LAL ! Nie ma
                        takei
                        ) j
                        ) liczby! Paradoksalnie im wiecej meczy Bulls by wygrali tym gorzej bo wg
                        ciebie
                        ) swiadczy to tym bardziej o slabosci ligi ! Powiem w ten sposob ze wg ciebei
                        Bul
                        ) ls
                        ) nie sa lepsi bo grali wedlug ciebei w salbszej lidze to jest zaden argument
                        i
                        ) jest to po prostu odwracanie kota ogonem. Myslac tak jak ty Wilt mozna dojsc
                        do
                        )
                        ) jeszcze wiekszych paradoksow a mianowicie wezmy pod uwage Utah Jazz i
                        wyobrazmy
                        )
                        ) sobei ze 2 razy wygrywaja z bullsami w finale to staosujac twoj tok myslenia
                        Ut
                        ) ah
                        ) jest super ekstra bo miala trudnego przeciwnika jakim byli Bulls (4 krotni
                        ) mistrzowie) a Malone pokonal MJ wiec jak mieli trudnego przeciwnika to nalezy
                        i
                        ) m
                        ) sie gloria a jak Bulls wygrali to nic im sie nie nalezy ....
                        ) bleee ale dlugi ten wywod...
                        ) podsumowujac to Wilt wg ciebie Bulls nie mogla byc porownywani z LAL czy
                        Celtic
                        ) s
                        ) nie dlatego ze są kiepska druzyna ale dlatego ze pojawili sie w zlym miejscu
                        i
                        ) zlym czasie i mogli by sobie wygrac wszystkie sezony 82-82 i miec 8 tytulow a
                        t
                        ) y
                        ) tym bardziej bys twierdzil ze te zwyciestwa sa mniej warte niz powiedzmy
                        bulsow
                        ) z
                        ) 84 roku kiedy to byla silna (wg ciebie) liga
                        )
                        ) Wiesz co? to jest takie relatywane gadanie ze srebrny medal olimpijski
                        Partyki
                        ) jest wiecej wart niz dwa zlote Korzeniowskiego bo partyka mial niby
                        trudniejsza
                        )
                        ) konkurencje
                        )
                        ) stanowczo sie nie zgadzam z odbieraniem prawa Bulls do wielkosci tylko
                        dlatego
                        ) ze
                        ) wedlug czyjegos widzi misie liga byla slabsza
                        ) liczby mowia za siebie : 72-10 kto sie do tego zblizy ? jaki to jest wyczyn?
                        ja
                        ) ki
                        ) niewyobrazalny wysilek? jaka dominacjaaaaa.....!!!!

                        Na wstępie chciałbym zauważyć, że Twoje rozumowanie jest raczej samobójcze w
                        kontekście zajmowanego przez Ciebie stanowiska w sporze Wilt czy MJ. Jeśli nie
                        powinno się w ogóle analizować żadnych uwarunkowań wpływającyh na statystyki,
                        to ja mogę powiedzieć: mam gościa, który osiągał (a to tylko wycinek jego
                        rekordów)w sezonie nawet 50,4 pkt (MJ maksymalnie 37,1 pkt) i 27,2 zb. Który
                        jest na liście kariery drugi w średniej punktów, pierwszy w zbiórkach i czasie
                        gry (żadnen inny gracz nie jest tak wysoko w tylu kategoriach); a panuje
                        konsensus, że nie jest razem z Russellem na czele listy bloków, kilometry nawet
                        przed Kareemem i Olajuwonem, jedynie dlatego, że bloków wówczas jeszcze nie
                        obliczano. I co - tylko to się liczy i Wilt jest większy od Jordana; i proszę
                        mi tu nie truć ;-) (co niektórzy czynią), że obecnie są inne czasy, bo np.
                        większy wysiłek kładzie się na obronę zespołową.
                        Natomiast ja oczywiście nie rozumuję w sposób, który wyżej próbujesz
                        parodiować; byłoby to stawianie wozu przed koniem. Najpierw trzeba mieć ogólny
                        obraz stanu rzeczy w danym okresie w NBA, a dopiero potem na tej podstawie
                        przykładać właściwą miarę do poszczeg
                        • Gość: Wilt Re: W obronie Kobego i nie tylko... IP: 195.117.2.* 18.01.02, 18:01
                          toms_ napisał(a):

                          > Gość portalu: Wilt napisał(a):
                          >
                          >
                          Natomiast ja oczywiście nie rozumuję w sposób, który wyżej próbujesz
                          parodiować; byłoby to stawianie wozu przed koniem. Najpierw trzeba mieć ogólny
                          obraz stanu rzeczy w danym okresie w NBA, a dopiero potem na tej podstawie
                          przykładać właściwą miarę do poszczególnych osiągnięć w liczbie zwycięstw. W
                          latach 80., kiedy powerhouse'ów w lidze było zawsze co najmniej 3 (Lakers,
                          Celtics i najpierw Sixers, a potem Pistons) i ich składy były szersze i
                          bardziej wyrównane niż w następnej dekadzie, każde zwycięstwo znaczyło więcej
                          niż w latach 90., z jednym tylko powerhouse; Bulls. I tyle.
                          Nawiasem mówiąc, popadasz w sprzeczność; liczba zwycięstw w sezonie jest tak
                          ważna, bo decyduje o pozycji w play off. Stąd chyba liczba zwycięstw w samym
                          play off i sposób pokonywania wtedy przeciwników sa jeszcze ważniejsze, bo
                          zawsze to, do czego się przygotowuje, jest ważniejsze niż samo przygotowanie
                          (przy innej okazji zresztą sam podkreślasz większą wagę od play off od regular
                          season). A więc co powiesz o rekordowym bilansie 15:1 Lakers z tamtego sezonu -
                          skoro liczy się tylko liczba zwycięstw i nic ponadto, czy nie oznacza to, że
                          byli oni automatycznie lepsi np. od Bulls'96 z ich "skromnym" wynikiem 15:3?

                          To tyle na razie (rozpisałem się na zapas, bo będę teraz musiał na parę dni -
                          może do czwartku - wziąć rozbrat z forum). A jeszcze bym sobie popisał...
                          (chyba wpadam w uzależnienie ;-).
                          Pzdr
      • Gość: easy79 Kobe a MVP IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 14.01.02, 22:38
        Jak w ogóle możemy dyskutować nad tym czy KB może zostać MVP tej ligi czy nie
        może, skoro On nawet nie jest najważniejszym graczem w swojej drużynie. Bo co
        do tego to chyba nie ma wątpliwości. W Lakers najważniejszy jest Shaq. To
        wokół niego zbudowana jest ta drużyna, Kobe jest tam tzw drugą opcją.
        I ciekawe jak ta "druga opcja" sobie poradzi w sytuacji gdy pierwsza pewnie
        zostanie zdyskwalifikowana na kilka meczyków.
        No i oczywiście po raz kolejny chciałbym oddać głos na mojego MVP - Kevin
        Garnett.
        • Gość: easy79 Re: Kobe a MVP IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 14.01.02, 22:41
          No tak, zapomniałem:
          Pozdr:)))
        • Gość: easy79 Re: Kobe a MVP IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 15.01.02, 07:16
          Np cóż, tym razem chyba obudziła się w nim sportowa złość. W sumie nic
          dziwnego, wszyscy tak na niego psioczyli za te 9 ostatnich rzutów z Chicago...
          Nie zmienia to oczywiście mojego zdania - w Lakers i tak naj... jest Shaq.

          PS: Już widzę te zadwolone miny regieego i kilku innych osób gdy będą pisali
          dziś na forum:)))

          Pozdr.
      • Gość: Kosa Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 04.02.02, 13:52
        Kocham Jordana ale najlepszy zdecydowanie jest Shaq, to nie zawodnik to zjawisko
        gdyby grał w Bulls też by weszli do play off, jest w 10-ce w czterech
        statystykach...szkoda czasu na uzasadnienie.
        Pozdrawiam.
        • Gość: nathan Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 05.02.02, 12:23
          To, że Jpordan to też zjawisko to chyba nie trzeba mówić.
          Mówisz o Bullsach `96-`98? Zpewnością by się tam znależli :-)))). Zresztą byli
          tam i bez niego. Nawet mistrzostwo zdobyli :-)))))).
          • Gość: toms Re: MVP IP: *.cu.com.pl 05.02.02, 12:31
            Gość portalu: nathan napisał(a):

            > To, że Jpordan to też zjawisko to chyba nie trzeba mówić.
            > Mówisz o Bullsach `96-`98? Zpewnością by się tam znależli :-)))). Zresztą byli
            > tam i bez niego. Nawet mistrzostwo zdobyli :-)))))).
            ja bym powiedzial ze w 96 to zdobyli ogywajac Shaqu w Orlando:-)
            • Gość: Wilt Re: MVP IP: 195.117.2.* 06.02.02, 17:29
              Gość portalu: toms napisał(a):


              > ja bym powiedzial ze w 96 to zdobyli ogywajac Shaqu w Orlando:-)


              Ktoś postronny mógłby się mocno zdziwić; najlepszy wg tomsa gracz wszechczasów w
              najlepszej wg tomsa drużynie wszechczasów pokonał skromnego Shaqa,
              niedoświadczonego i dalekiego jeszcze od swego późniejszego formatu niemal
              jednomyślnego MVP, a w dodatku pozbawionego jednego z 2 najważniejszych
              partnerów; H. Granta. Czy to powód do satysfakcji i uśmiechów? Aha, przecież toms
              cieszy się z rewanżu za porażkę Bulls z powracajacym Jordanem z Orlando ze
              Shaqiem w 1995 (o której już jednak nie wspomina)- wychodzi więc na to, że chyba
              Shaq z Jordanem - mimo znacznej różnicy w wieku osiągnięcia optymalnej formy - w
              play offs wyszli na remis? To chyba niewielki powód do chwały dla MJ - a spory
              dla Shaqa. Przykład ten pokazuje zresztą, jak - abstrahując od rozważań o
              osobistej wielkości MJ - wielkie szczęście mieli Bulls, że w swoich sezonach
              mistrzowskich oprócz młodego jeszcze Shaqa nie trafili na żadnego naprawdę
              dominującego centra (szczególnie w Finałach, gdzie wszyscy rywale byli podobnie
              słabi na środku jak oni), który wymiótłby w walce pod koszem ich PF. Ja tylko
              przypomnę, że w starciach z Rockets Jordan miał ujemny bilans kariery (a przecież
              Olajuwon miał słabszy supporting crew od niego!)- i już nietrudno sobie
              wyobrazić, co by się stało, gdyby nawet ówczesny Shaq znalazł się nawet u
              najsłabszego finałowego przeciwnika Bulls - Sonics przeciw najmocniejszemu
              składowi Bulls - właśnie z 1996.
              • Gość: toms Re: MVP IP: *.pl 06.02.02, 22:22
                Gość portalu: Wilt napisał(a):

                > Gość portalu: toms napisał(a):
                >
                >
                > > ja bym powiedzial ze w 96 to zdobyli ogywajac Shaqu w Orlando:-)
                >
                >
                > Ktoś postronny mógłby się mocno zdziwić; najlepszy wg tomsa gracz wszechczasów
                > w
                > najlepszej wg tomsa drużynie wszechczasów pokonał skromnego Shaqa,
                > niedoświadczonego i dalekiego jeszcze od swego późniejszego formatu niemal
                > jednomyślnego MVP, a w dodatku pozbawionego jednego z 2 najważniejszych
                > partnerów; H. Granta. Czy to powód do satysfakcji i uśmiechów? Aha, przecież to
                > ms
                > cieszy się z rewanżu za porażkę Bulls z powracajacym Jordanem z Orlando ze
                > Shaqiem w 1995 (o której już jednak nie wspomina)- wychodzi więc na to, że chyb
                > a
                > Shaq z Jordanem - mimo znacznej różnicy w wieku osiągnięcia optymalnej formy -
                > w
                > play offs wyszli na remis? To chyba niewielki powód do chwały dla MJ - a spory
                >
                > dla Shaqa.

                Ha ha ha niezle sie ubawilem !
                Ja nie nazywalbym tego rewanzem a MIAZGĄ!!!!
                Odpowiedzmy sobie na pytanie dlaczego Shaqu i Jordan spotkali sie tylko dwa razy
                |:-)
                to jest najsmiesniejsze
                wiec pamietny rok 95 gdy Jordan powaraca po 17 miesiacach porazka z Orlando 4-2
                natepnie 96 rok i Chicago wygrywaja (delikatnie mowiac) 4:0!!!w finale konferencji
                nastepnie 97 rok Shaqu przechodzi do LAL i dostaje 4:1 od Utah
                nastepnie 98 rok LAL dostaja jeszcze ostrzej w tylek od Utah bo aż 4:0
                no i dorzucmy do tego Jeszcze rok 99 gdy LAL oberwali od Sanantonio 4:0!

                i ktos tu mowi o pojedynku Shaqu a Jordan w latach 95-96 ha ha ha
                w zasadzie to moge powiedziec ze Shaqu mial szczescie ze nie spotkal sie z
                Jordanem i bulsami w playoff wiecej razy i wpore poniosl sromotne porazki w
                konferencji Zachodniej

                Przykład ten pokazuje zresztą, jak - abstrahując od rozważań o
                > osobistej wielkości MJ - wielkie szczęście mieli Bulls, że w swoich sezonach
                > mistrzowskich oprócz młodego jeszcze Shaqa nie trafili na żadnego naprawdę
                > dominującego centra (szczególnie w Finałach, gdzie wszyscy rywale byli podobnie
                >
                > słabi na środku jak oni),

                A wiesz dlaczego nie trafili na te druzyny z centrami w finale bo byly one po
                prostu za kiepskie na to aby wejsc do finalu!!!

                który wymiótłby w walce pod koszem ich PF. Ja tylko
                > przypomnę, że w starciach z Rockets Jordan miał ujemny bilans kariery (a przeci
                > eż
                > Olajuwon miał słabszy supporting crew od niego!)- i już nietrudno sobie
                > wyobrazić, co by się stało, gdyby nawet ówczesny Shaq znalazł się nawet u
                > najsłabszego finałowego przeciwnika Bulls - Sonics przeciw najmocniejszemu
                > składowi Bulls - właśnie z 1996.

                wiem co by sie stalo dostali by ostro w tyłek !!! tak jak dostawaly wszystkie
                druzyny co weszly z bulsami do finalu!
                A co to za ukladanie jakis druzyn marzen Chamberline, Magic, Bird, Malone i
                Jordan kontra Bulls z 96 roku ? jaki to ma sens ?
                • Gość: Wilt Re: MVP IP: 195.117.2.* 12.02.02, 16:09
                  Gość portalu: toms napisał(a):

                  > Gość portalu: Wilt napisał(a):
                  >
                  > > Gość portalu: toms napisał(a):
                  > >
                  > >
                  > > > ja bym powiedzial ze w 96 to zdobyli ogywajac Shaqu w Orlando:-)
                  > >
                  > >
                  > > Ktoś postronny mógłby się mocno zdziwić; najlepszy wg tomsa gracz wszechc
                  > zasów
                  > > w
                  > > najlepszej wg tomsa drużynie wszechczasów pokonał skromnego Shaqa,
                  > > niedoświadczonego i dalekiego jeszcze od swego późniejszego formatu niemal
                  >
                  > > jednomyślnego MVP, a w dodatku pozbawionego jednego z 2 najważniejszych
                  > > partnerów; H. Granta. Czy to powód do satysfakcji i uśmiechów? Aha, przeci
                  > eż to
                  > > ms
                  > > cieszy się z rewanżu za porażkę Bulls z powracajacym Jordanem z Orlando ze
                  >
                  > > Shaqiem w 1995 (o której już jednak nie wspomina)- wychodzi więc na to, że
                  > chyb
                  > > a
                  > > Shaq z Jordanem - mimo znacznej różnicy w wieku osiągnięcia optymalnej for
                  > my -
                  > > w
                  > > play offs wyszli na remis? To chyba niewielki powód do chwały dla MJ - a
                  > spory
                  > >
                  > > dla Shaqa.
                  >
                  > Ha ha ha niezle sie ubawilem !
                  > Ja nie nazywalbym tego rewanzem a MIAZGĄ!!!!
                  > Odpowiedzmy sobie na pytanie dlaczego Shaqu i Jordan spotkali sie tylko dwa raz
                  > y
                  > |:-)
                  > to jest najsmiesniejsze
                  > wiec pamietny rok 95 gdy Jordan powaraca po 17 miesiacach porazka z Orlando 4-2
                  > natepnie 96 rok i Chicago wygrywaja (delikatnie mowiac) 4:0!!!w finale konferen
                  > cji
                  > nastepnie 97 rok Shaqu przechodzi do LAL i dostaje 4:1 od Utah
                  > nastepnie 98 rok LAL dostaja jeszcze ostrzej w tylek od Utah bo aż 4:0
                  > no i dorzucmy do tego Jeszcze rok 99 gdy LAL oberwali od Sanantonio 4:0!
                  >
                  > i ktos tu mowi o pojedynku Shaqu a Jordan w latach 95-96 ha ha ha
                  > w zasadzie to moge powiedziec ze Shaqu mial szczescie ze nie spotkal sie z
                  > Jordanem i bulsami w playoff wiecej razy i wpore poniosl sromotne porazki w
                  > konferencji Zachodniej

                  Ha ha - o kto zawsze pisze do mnie, żeby nie gdybać, bo to jakoby nie ma sensu?
                  Ja też mógłbym powiedzieć np.; szkoda, że w latach 80. Bulls więcej razy nie
                  spotykali się w play off z Celtami zamiast z Cavs; tu już nie byłoby przejścia
                  nawet pierwszej serii! Powtarzam; w kontekście twojego pisania o MJ jako graczu
                  wszechczasów i Bulls'96 - jako drużynie wszechczasów, jest co najmniej dziwne, że
                  się tak podniecasz ich zwycięstwem nad Magic w 1996 (które i tak nie byłoby tak
                  łatwe, gdyby nie absencja Horace'a Granta, stanowiącego kręgosłup tego młodego i
                  niedoświadczonego zespołu).
                  Nie sądź przy tym, że ja się szczeógólnie martwię tamtą przegraną; bez niej być
                  może nie udałoby się ściągnąć Shaqa do Lakers :-). Po prostu zwracam uwagę na
                  twoją niekonsekwencję.
                  (miazga - fajne słowo a propos basketu, muszę je sobie zapamiętać choćby do opisu
                  pierwszego spotkania Bulls z Pistons).

                  > Przykład ten pokazuje zresztą, jak - abstrahując od rozważań o
                  > > osobistej wielkości MJ - wielkie szczęście mieli Bulls, że w swoich sezona
                  > ch
                  > > mistrzowskich oprócz młodego jeszcze Shaqa nie trafili na żadnego naprawdę
                  >
                  > > dominującego centra (szczególnie w Finałach, gdzie wszyscy rywale byli pod
                  > obnie
                  > >
                  > > słabi na środku jak oni),
                  >
                  > A wiesz dlaczego nie trafili na te druzyny z centrami w finale bo byly one po
                  > prostu za kiepskie na to aby wejsc do finalu!!!

                  Jestes pewien? ;-) A mnie się coś wydaje, że Olajuwon 2 razy wszedł do finału i
                  nawet wygrał, w tym za 2. razem pokonując Robinsona (po prostu centrzy wykosili
                  się miedzy sobą), który też w końcu dostał się do finału i wygrał - ale nie
                  zdążył się spotkać z MJ, który juz odszedł. O Shaqu już mówiliśmy. No i co?

                  > który wymiótłby w walce pod koszem ich PF. Ja tylko
                  > > przypomnę, że w starciach z Rockets Jordan miał ujemny bilans kariery (a p
                  > rzeci
                  > > eż
                  > > Olajuwon miał słabszy supporting crew od niego!)- i już nietrudno sobie
                  > > wyobrazić, co by się stało, gdyby nawet ówczesny Shaq znalazł się nawet u
                  > > najsłabszego finałowego przeciwnika Bulls - Sonics przeciw najmocniejszemu
                  >
                  > > składowi Bulls - właśnie z 1996.
                  >
                  > wiem co by sie stalo dostali by ostro w tyłek !!! tak jak dostawaly wszystkie
                  > druzyny co weszly z bulsami do finalu!
                  > A co to za ukladanie jakis druzyn marzen Chamberline, Magic, Bird, Malone i
                  > Jordan kontra Bulls z 96 roku ? jaki to ma sens ?

                  To się zdecyduj; czy Sonics z Shaqiem to drużyna marzeń, czy goście, którzy
                  dostaliby ostro w tyłek od Bulls; bo dla mnie to pojęcia raczej się
                  wykluczają ;-). To po prostu dość oczywisty eksperyment myślowy, ukazujący, co
                  by się stało, gdyby Shaq znalazł się wtedy w znacznie silniejszej od Magic
                  (szczególnie biorąc pod uwagę absencję Granta ), bardziej zgranej i lepiej
                  trenowanej drużynie, jaką byli Sonics - w dodatku posiadającej takiego perimeter
                  defender jak Payton; który wtedy sprowadził MJ do jego najniższej średniej w
                  Finałach.
          • Gość: Kosa Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 05.02.02, 12:33
            Myślę o Bullsach 2002.Niestety czas nie działa na korzyść Jordana a Shaq ciągle
            na fali. Współczesny Jordan to strateg,filozof geniusz motywacji przy nim po
            prostu nie godzi się żle grać czy obijać na treningu, to serce zespołu.
            Pozdrawiam.
            • Gość: toms Re: MVP IP: *.cu.com.pl 05.02.02, 12:39
              Gość portalu: Kosa napisał(a):

              > Myślę o Bullsach 2002.Niestety czas nie działa na korzyść Jordana a Shaq ciągle
              >
              > na fali. Współczesny Jordan to strateg,filozof geniusz motywacji przy nim po
              > prostu nie godzi się żle grać czy obijać na treningu, to serce zespołu.
              > Pozdrawiam.
              Lepiej bym tego nie ujął. :-))
            • Gość: nathan Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 05.02.02, 13:00
              Tak się jakoś dziwnie składa, że czas działa na nie korzyść wszystkich nie
              tylko na Jordana.
              Czy Shaq wprowadził by Bulls 2002 do play off? Ja osobiście w to nie wierze.
              To, że jest na fali to zgoda, jest w optymalnym wieku jak ta koszykarza i w
              szczytowej formie, ale dużo mu brakuje w sferze psychiki. To jeszcze taki duży
              dzieciak i potrzebuje prowadzenia za rączkę. Kobas chyba jest dojrzalszy od
              niego :-))). Bez P. Jacksona LAL nie byli by tam gdzie są. Tak jak Byki nie
              miały by 6 tytułów bez niego. Jordan jest teraz tym geniuszem, filozofem itd.
              (o czym tak mówiłeś) ponieważ dużo uczył się od P.J., przede wszytskim
              podejścia do pracy, motywacji i wogóle do życia. Idąc za Twoja myślą jeżeli
              Jordan był sercem zespołu to Phil jego mózgiem. Co jest ważniejszą rzeczą nie
              trzeba chyba mówić. Bez pracy serca i jednoczesną pracą mózgu organizm jeszcze
              żyje i ma szanse na dalsze funkcjonowanie. Podczas gdy mózg nie pracuje
              następuje nieodwracalna śmierć.
              To taka mała analogia do tej sytuacji. :-))
              • Gość: toms Re: MVP IP: *.cu.com.pl 05.02.02, 13:25
                widze nathan jestes mistrzem analogi :-))
                wpierw bikini teraz serce i mozg...
                • Gość: nathan Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 05.02.02, 14:07
                  Gość portalu: toms napisał(a):

                  > widze nathan jestes mistrzem analogi :-))
                  > wpierw bikini teraz serce i mozg...



                  Coś jeszcze wymyśle :-))


                  Pzdr.


              • Gość: Kosa Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 05.02.02, 20:04
                A czego zabrakło Bulls w 1994 i 1995 roku, chyba mózg Philla był na
                miejscu,jednak czegoś zabrakło,a może kogoś..??! jak on się nazywa...pamiętasz?
                Pozdrawiam.
                • Gość: nathan Re: MVP IP: *.acn.waw.pl 06.02.02, 01:29
                  Gość portalu: Kosa napisał(a):

                  > A czego zabrakło Bulls w 1994 i 1995 roku, chyba mózg Philla był na
                  > miejscu,jednak czegoś zabrakło,a może kogoś..??! jak on się nazywa...pamiętasz?
                  >
                  > Pozdrawiam.



                  Pamiętam, serca im zabrakło :-))))), a nazywa się Michael Jordan :-). Ok
                  wszystko racja, organizm bez serca był chory, ale nad nim stawiam mózg.
                  Oczywiście, że bez MJ nie byłoby też tych tytułów. Ale Bulls w `94 i `95 byli
                  troche w niedobrej sytuacji. Tzn. Jordan ich w takiej postawił. Przecież o tym,
                  że odchodzi, powiedział prawie z dnia na dzień. Cała gra była ustawiana pod
                  niego. Wszystko kręciło się wokół niego (jak mówił Dennis Rodman: w Chicago
                  wszystko zalezy od Michaela Jordana), a on nagle odchodzi. Wszystkie koncepcje
                  gry, tych trójkątów itd. wzięło w łeb. Bulls 94-95 to nie drużyna budowana od
                  podstaw, która miała by czas na zgranie się i ustawienie każdego w roli którą ma
                  do spełnienia. To była drużyna, która straciła z dnia na dzień najważnieszego
                  gracza. H. Grant, mówił pózniej, że czasami jak trzeba było rzucić najważniejsze
                  punkty oni szukali na boisku M. Jordana! A jego nie było. Oni musieli przede
                  wszytskim poradzić sobie z nową sytuacją, nie z przeciwnikami, a z samymi sobą.
                  To była trudna sytuacja. Poprostu nie mieli czasu na oswojenie się z nową
                  sytuacją. (bo 1.5 sezonu na stworzenie nowego ładu to zdecydowanie za mało).
                  Presja na nich była duża. I w tym momencie wyszło np. to, że S. Pippen jest
                  świetnym graczem ale nie liderem. Nie potrafił pociągnąć drużyny, co z tego, że
                  wiele meczy dla Chicago wygrał ale jak został tym najważniejszym w zespole nie
                  sprostał zadaniu.
                  Wracając do tego co wcześniej, to rzeczywiście organizm bez serca jest mocno
                  chory ale bez pracy mózgu nie ma mowy o dalszym funkcjonowaniu. Bo bez Michaela
                  nie zdobyli tytułu, ale byli naprawdę blisko od wyeliminowania NY i zagrania w
                  finale, a bez Phila uważam to za zupełnie nie możliwe. (zresztą nie tylko to)
                  Takie jest moje zdanie.



                  Pzdr.


                  P.S. Myślę, że Lakersi bez swojego serca (czytaj Shaqa) byliby w podobnej
                  sytuacji.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka