Gość: AndrzejG setny tekst IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.02.02, 15:02 Sto lat , sto lat niech żyje, żyje nam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andy Re: Pieknosci IP: *.pl 11.02.02, 20:48 Nie pamietam juz autora, ale wpisal mi sie mniej wiecej tak: Zasypani pylem przemijan,odgrzebujemy w zachwycie i zalu kamienie wspomnien drewnianym stukotem serc mierzac odlegly czas. Niezle.... Odpowiedz Link Zgłoś
krakers11 Re: Pieknosci 12.02.02, 00:55 GDY SIE JEST SAMOTNYM Gdy sie jest samotnym teski sie aby byc we dwoje ale gdy sie jest we dwoje jest sie zawsze w troje ten trzeci to ow samotny ktory nadal jest samotny Smutne ale piekne Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Re: Pieknosci IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.02.02, 06:35 krakers11 napisał(a): > GDY SIE JEST SAMOTNYM > > Gdy sie jest samotnym > teski sie aby byc we dwoje > ale gdy sie jest we dwoje > jest sie zawsze w troje > ten trzeci to ow samotny > ktory nadal jest samotny > > > Smutne ale piekne Według mnie jest sie we czworo , a to już może być wesoło jak ci samotni, którzy nadal sa samotni beda razem:))) Odpowiedz Link Zgłoś
przyjaciel1 Re: To, co piękne... 12.02.02, 10:29 to co piękne jest niedostrzegalne wyrażnie tylko dla oczu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dzik To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (1) IP: *.*.*.* 12.02.02, 13:46 Poncjusz Piłat W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan pod krytą kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł procurator Judei Poncjusz Piłat. Procurator ponad wszystko nienawidził zapachu olejku różanego, a dziś wszystko zapowiadało niedobry dzień, ponieważ woń róż prześladowała procuratora od samego rana. Miał wrażenie, że różany aromat sączy się z rosnących w ogrodzie palm i cyprysów, że z wydzielanym przez eskortę odorem potu i skórzanego rynsztunku miesza się zapach znienawidzonych kwiatów. Z zabudowań na tyłach pałacu, gdzie kwaterowała przybyła do Jeruszalaim wraz z procuratorem pierwsza kohorta dwunastego legionu Błyskawic, aż tu, pod kolumnadę, napływał poprzez górną kondygnację ogrodu gorzkawy dymek świadczący, że kucharze w centuriach zaczęli już gotować obiad, i w tym dymku także była domieszka oleistych różanych aromatów. "Za cóż mnie tak karzecie, o bogowie ?... Tak, to bez wątpienia znowu ta niezwyciężona, straszliwa choroba .... hemicrania, przy której boli pół głowy ..... choroba, na którą nie ma lekarstwa, przed którą nie ma ratunku... Spróbuję nie poruszać głową.." Na mozaikowej posadzce przy fontannie był już przygotowany tron i procurator nie spojrzawszy na nikogo zasiadł na nim i wyciągnął rękę w bok. Sekretarz z uszanowaniem złożył w jego dłoni kawałek pergaminu. Procurator, nie zdoławszy opanować bolesnego grymasu, kątem oka pobieżnie przejrzał tekst, zwrócił sekretarzowi pergamin, powiedział z trudem: - Podsądny z Galilei ? Przesłaliście sprawę tetrarsze ? - Tak, procuratorze - odparł sekretarz. - A on ? - Odmówił rozstrzygnięcia tej sprawy i wydany przez Sanhedryn wyrok śmierci przesłał do twojej decyzji - wyjaśnił sekretarz. Procuratorowi skurcz wykrzywił policzek. Powiedział cicho: - Wprowadzić oskarżonego. Natychmiast dwóch legionistów wprowadziło między kolumny z ogrodowego placyku dwudziestosiedmioletniego człowieka i przywiodło go przed tron procuratora. Człowiek ów odziany był w stary, rozdarty, błękitny chiton. Na głowie miał biały zawój przewiązany wokół rzemykiem, ręce związano mu z tyłu. Pod jego lewym okiem widniał wielki siniak, w kąciku ust miał zdartą skórę i zaschłą krew. patrzył na procuratora z lękliwą ciekawością. Tamten milczał przez chwilę, potem cicho zapytał po aramejsku: - Więc to ty namawiałeś lud do zburzenia jeruszalaimskiej świątyni ? Procurator siedział niczym wykuty z kamienia i tylko jego wargi poruszały się ledwie zauważalnie, kiedy wymawiał te słowa. Był jak z kamienia, bał się bowiem poruszyć głową płonącą z piekielnego bólu. Człowiek ze związanymi rekami postąpił nieco ku przodowi i począł mówić: - Człowieku dobry. Uwierz mi .... Ale procurator, nadal znieruchomiały, natychmiast przerwał mu, ani o włos nie podnosząc głosu: - Czy to mnie nazwałeś dobrym człowiekiem ? Jesteś w błędzie. Każdy w Jeruszalaim powie ci, że jestem okrutnym potworem, i to święta prawda. - Po czym równie beznamietnie dodał: - Centurion Szczurza Śmierć, do mnie ! Wszystkim się wydało, że zapada mrok, kiedy centurion pierwszej centurii Marek, zwany także Szczurzą Śmiercią, wszedł na taras i stanął przed procuratorem. Był o głowę wyższy od najwyższego żołnierza legionu i tak szeroki w barach, że przesłonił sobą niewysokie jeszcze słońce. Procurator zwrócił się do centuriona po łacinie: -Przestępca nazwał mnie człowiekiem dobrym. Wyprowadź go stąd na chwilę i wyjaśnij mu, jak należy się do mnie zwracać. Ale nie kalecz go. Wszyscy prócz nieruchomego procuratora odprowadzali spojrzeniami Marka Szczurzą Śmierć, który skinął na aresztanta, każąc mu iść za sobą. Szczurzą Śmierć w ogóle zawsze wszyscy odprowadzali spojrzeniami, gdziekolwiek się pojawiał, tak niecodziennego był wzrostu, a ci, którzy widzieli go po raz pierwszy, patrzyli nań z tego także powodu, że twarz centuriona była potwornie zeszpecona - nos jego strzaskało nigdyś uderzenie germańskiej maczugi. Ciężkie buciory Marka załomotały po mozaice, związany poszedł za nim bezgłośnie, pod kolumnadą zapanowało milczenie, słychać było gruchanie gołębi na ogrodowym placyku nie opodal balkonu, a także wodę śpiewającą w fontannie dziwaczną i miłą piosenkę. Procurator nagle zapragnął wstać, podstawić skroń pod strugę wody i pozostać już w tej pozycji. Wiedział jednak, że i to nie przyniesie ulgi. Szczurza Śmierć spod kolumnady wyprowadził aresztowanego do ogrodu, wziął bicz z rąk legionisty, który stał u stóp brązowego posągu, zamachnął się od niechcenia i uderzył aresztowanego po ramionach. Ruch centuriona był lekki i niedbały, ale związany człowiek natychmiast zwalił się na ziemię, jakby mu ktoś podciął nogi, zachłysnął się powietrzem, krew uciekła mu z twarzy, a jego oczy stały się puste. Marek lewą ręką lekko poderwał leżącego w powietrze, jakby to był pusty worek, postawił go na nogi, powiedział przez nos, kalecząc arameiskie słowa: - Do procuratora rzymskiego zwracać się: hegemon. Innych słów nie mówić. Stać spokojnie. Zrozumiałeś czy uderzyć ? Aresztowany zachwiał się, ale przemógł słabość, krew znów krążyła, odetchnął głęboko i ochryple powiedział: - Zrozumiałem cię. Nie bij mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dzik To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (2) IP: *.*.*.* 12.02.02, 13:54 Po chwili znowu stał przed procuratorem. Rozległ się matowy, zbolały głos: - Imię ? - Moje ? - pośpiesznie zapytał aresztowany, całym swoim jestestwem wyrażając gotowość do szybkich i rzeczowych odpowiedzi, postanowienie, że nie da więcej powodów do gniewu. Procurator powiedział cicho: - Moje znam. Nie udawaj głupszego, niż jesteś. Twoje. - Jeszua - śpiesznie odpowiedział aresztowany. - Masz przezwisko ? - Ha-Nocri. - Skąd jesteś ? - Z miasta Gamala - odpowiedział aresztant, zarazem wskazując głową, że gdzieś tam daleko, na prawo od niego, na północy,jest miasto Gamala. - Z jakiej krwi ? - Dokładnie tego nie wiem - z ożywieniem odpowiedział aresztowany. - Nie pamiętam moich rodziców. Powiadają, że ojciec był Syryjczykiem .... - Gdzie stale mieszkasz ? - Nigdzie, nie mam domu - nieśmiało odpowiedział aresztant. - Wędruję od miasta do miasta. - Można to nazwać krócej, jednym słowem. Włóczęgostwo - powiedział procurator i zapytał: - Masz rodzinę ? - Nie mam nikogo. Sam jestem na świecie. - Umiesz czytać, pisać ? - Umiem. - Znasz jakiś język prócz arameiskiego ? - Znam. Grecki. Uniosła się opuchnięta powieka, zasnute mgiełką cierpienia oko wpatrzyło się w aresztowangeo. Drugie nadal było zamknięte. Piłat odezwał się po grecku: - Więc to ty zamierzałeś zburzyć świątynię i nawoływałeś do tego lud ? Aresztowany znowu się ożywił, jego oczy nie wyrażały juz strachu, zaczął mówić po grecku: - Czło... - przerażenie błysnęło w jego oczach, zrozumiał,że omal się nie przejęzyczył. - Ja, hegemonie, nigdy w życiu nie miałem zamiaru burzyć świątyni i nikogo nie namawiałem do tak nonsensownego uczynku. Zdziwienie odmalowało się na twarzy sekretarza, który pochylony nad niziutkim stołem spisywał zeznania. Uniósł głowę, ale natychmiast znów ją pochylił nad pergaminem. - Wielka ilość rozmaitych ludzi schodzi się do tego miasta na święto. Są wśród nich magowie, astrologowie, wróżbici i mordercy - monotonnie mówił procurator - niekiedy zdarzają się także kłamcy. Ty, na przykład, jesteś kłamcą. Zapisano tu wyraźnie - podburzałeś do zniszczenia świątyni. Tak zaświadczyli ludzie. - Ci dobrzy ludzie - zaczął mówić więzień i śpiesznie dodawszy: - hegemonie - ciągnął: - niczego nie studiowali i wszystko, co mówiłem, poprzekręcali. W ogóle zaczynam się obawiać, że te nieporozumienia będą trwały jeszcze bardzo, bardzo długo. A wszystko dlatego, że on niedokładnie zapisuje to, co mówię. Zapadło milczenie. Teraz juz oboje zbolałych oczu patrzyło ociężale na aresztowanego. - Powtarzam ci, ale już po raz ostatni, abyś przestał udawać wariata, zbrodniarzu - łagodnie, monotonnie powiedział Piłat. - Niewiele zapisano z tego, coś mówił, ale tego, co zapisano, jest w każdym razie dość, aby cię powiesić. - O, nie, o, nie, hegemonie ! - w żarliwym pragnieniu przekonania rozmówcy mówił aresztant - chodzi za mną taki jeden z kozim pergaminem i bez przerwy pisze. Ale kiedyś zajrzałem mu do tego pergaminu i strach mnie zdjął. Nie mówiłem dosłownie nic z tego, co tam zostało napisane. Błagałem go: spal, proszę cię, ten pergamin ! Ale on mi go wyrwał i uciekł. - Któż to taki ? - opryskliwie zapytał Piłat i dotknął dłonią skroni. - Mateusz Lewita - skwapliwie powiedział więzień. - Był poborcą podatkowym i spotkałem go po raz pierwszy na drodze do Bettagium, w tym miejscu, gdzie do drogi przytyka ogród figowy, i rozmawiałem z nim. Na początku potraktował mnie nieprzyjaźnie, a nawet mnie obrażał, to znaczy wydawało mu sie, że mnie obraża, ponieważ nazywał mnie psem. - Aresztowany uśmiechnął się. - Co do mnie, nie widzę w tym zwierzęciu nic złego, nic takiego, żeby się obrażać za to słowo .... Sekretarz przestał notować i ukradkiem spojrzał zdziwiony nie na aresztowanego jednak, tylko na procuratora. -... lecz wysłuchawszy mnie, złagodniał - ciągnął Jeszua - a w końcu cisnął pieniądze na drogę i oświadczył, że pójdzie ze mną na wędrówkę. .... Piłat uśmiechnął się połową twarzy, wyszczerzając pożółkłe zęby i przemówił, całym ciałem zwracając się ku sekretarzowi: - O, miasto Jeruszalaim ! Czegóż tu nie można usłyszeć ?! Poborca podatków, słyszycie, cisnął pieniądze na drogę ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dzik To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (3) IP: *.*.*.* 12.02.02, 14:02 Sekretarz, nie wiedząc, co na to odpowiedzieć, uznał za wskazane uśmiechnąć się tak jak Piłat. - Powiedział, że od tej chwili nienawidzi pieniędzy - objaśnił Jeszua dziwne zachowanie Mateusza Lewity i dodał: - Odtąd wędrował wraz ze mną. Procurator, ciągle jeszcze szczerząc zęby, przyjrzał się więźniowi, potem spojrzał na słońce, które nieubłaganie wznosiło się coraz wyżej i wyżej nad posągami jeźdźców na leżącym z prawej strony, w dali, w dolinie, hipodromie, i znienacka, w jakiejś męczącej udręce, pomyślał, że najprościej byłoby pozbyć się z balkonu tego dziwacznego rozbójnika, wyrzekłszy dwa tylko słowa: "powiesić go !" Pozbyć się także eskorty, przejść spod kolumnady do wnętrza pałacu, polecić by zaciemniono okna komnaty, zwalić się na łoże, zażądać zimnej wody, umęczonym głosem przywołać psa Bangę, użalić się przed nim na tę hemicranię ... W obolałej głowie procuratora błysnęła nagle kusząca myśl o truciźnie. Patrzył na więźnia zmętniałymi oczyma i przez czas jakiś milczał, z trudem usiłując sobie przypomnieć, czemu to na tym niemiłosiernym porannym skwerze stoi przed nim więzień o twarzy zniekształconej razami, uświadomić sobie, jakie jeszcze niepotrzebne nikomu pytania będzie tu musiał zadawać. - Mateusz Lewita ? - zapytał ochryple chory i zamknął oczy. - Tak, Mateusz Lewita - dotarł doń wysoki, zadręczający głos. - W takim razie, co mówiłeś o świątyni tłumowi na targowisku ? Wydawało się Piłatowi, że głos odpowiadającego kłuje go w skroń, ten głos męczył go niewypowiedzianie, ten głos mówił: - Mówiłem, hegemonie, o tym, że runie świątynia starej wiary i powstanie nowa świątynia prawdy. Powiedziałem tak, żeby mnie łatwiej zrozumieli. - Czemuś, włóczęgo, wzburzał umysły ludu na targowisku opowieściami o prawdzie, o której ty sam nie masz pojęcia ? Cóż więc jest prawdą ? I pomyślał sobie procurator: "Bogowie ! Pytam go na sądzie o takie rzeczy, o które pytać nie powinienem ... Mój umysł mnie zawodzi .. " I znów zamajaczył mu przed oczyma puchar ciemnego płynu "Trucizny mi dajcie, trucizny ..." I znów usłyszał głos: - Prawdą jest to przede wszystkim, że boli cię głowa i to tak bardzo cię boli, że małodusznie rozmyślasz o śmierci. Nie dość, że nie starcza ci sił, by ze mną mówić, ale trudno ci nawet na mnie patrzeć. Mimo woli staję się teraz twoim katem, co zasmuca mnie ogromnie. Nie możesz nawet o niczym myśleć i tylko marzysz o tym, by nadszedł twój pies, jedyne zapewne stworzenie, do którego jesteś przywiązany. Ale twoje męczarnie zaraz się skończą, ból głowy ustąpi. Sekretarz wytrzeszczył oczy na więźnia, nie dopisał słowa do końca. Piłat podniósł na aresztanta umęczone spojrzenie i zobaczył, że słońce stoi już dość wysoko nad hipodromem, że promień słoneczny przeniknął pod kolumnadę, podpełza ku znoszonym sandałom Jeszui, i że ten stara się usunąć ze słońca. Wówczas procurator wstał z tronu, ścisnął dłońmi głowę, na jego wygolonej żółtawej twarzy pojawił się wyraz przerażenia. Ale Piłat natychmiast opanował go wysiłkiem woli i znowu opadł na tron. Więzień natomiast kontynuował tymczasem swoją przemowę, sekretarz niczego już jednak nie notował, tylko wyciągnął szyję jak gąsior i starał się nie uronić ani słowa. - I oto wszystko się już skończyło - życzliwie spoglądając na Piłata mówił aresztowany - i niezmiernie sie z tego cieszę. Radziłbym ci, hegemonie, abyś na czas jakiś opuścił pałac i odbył małą przechadzkę po okolicy, chociażby po ogrodach na stoku eleońskiej góry. Burza nadciągnie ...- więzień odwrócił się i popatrzył zmrużonymi oczyma w słońce - ... później, pod wieczór. Przechadzka dobrze ci zrobi, a ja ci chętnie będę towarzyszył. Przyszło mi go głowy kilka nowych myśli, które, jak sądzę, mogłyby ci się wydać interesującymi, i z przyjemnością bym się nimi z tobą podzielił, tym bardziej, że sprawiasz na mnie wrażenie bardzo mądrego człowieka. - Sekretarz zbladł śmiertelnie, pergamin spadł mu na posadzkę. - Szkoda tylko - ciągnął związany Ha-Nocri i nikt mu nie przerywał - że zbytnio jesteś zamknięty w sobie i zupełnie opuściła cię wiara w ludzi. Przyznasz przecież, że nie można wszystkich swoich uczuć przelewać na psa. Smutne jest twoje życie, hegemonie - w tym miejscu mówiący pozwolił sobie na uśmiech. Sekretarz myślał teraz już tylko o jednym - wierzyć czy nie wierzyć własnym uszom. Musiał im wierzyć. Postarał się zatem wyobrazić sobie, jaką też wymyślną formę przybierze gniew zapalczywego procuratora wobec tej niesłychanej śmiałości aresztowanego. Ale nie mógł sobie tego wyobrazić, choć nieźle znał procuratora. Wówczas dał się słyszeć zdarty, nieco zachrypnięty głos procuratora mówiącego po łacinie: - Rozwiążcie mu ręce. jeden z konwojujących legionistów stuknął włócznią o posadzkę, podał ją sąsiadowi, zbliżył się i zdjął więźniowi pęta. Sekretarz podniósł z ziemi pergamin, postanowił, że niczego na razie nie będzie notował i że niczemu nie będzie się dziwił. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dzik To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (4) IP: *.*.*.* 12.02.02, 14:10 - Przyznaj się - zapytał cicho po grecku Piłat - jesteś wielkim lekarzem ? - Nie, procuratorze, nie jestem lekarzem - odpowiedział aresztowany, rozcierając z ulgą zniekształcone i opuchniete, purpurowe przeguby dłoni. Piłat surowo przyglądał się aresztowanemu spode łab, w jego oczach nie było mgiełki, pojawiły się w nich dobrze wszystkim znane iskry. - Nie pytałem cię o to - powiedział - ale czy znasz może również łacinę ? - Znam - odpowiedział aresztowany. Rumieniec wystąpił na zżółkłe policzki Piłata i procurator zapytał po łacinie: - Skąd wiedziałeś, że chciałem przywołać psa ? - To zupełnie proste - odpowiedział po łacinie aresztowany. - Wodziłeś w powietrzu dłonią - tu więzień powtórzył gest Piłata - tak, jakbyś chciał go pogłaskać, a twoje wargi ... - Tak...- powiedział Piłat. Milczęli przez chwilę. A potem Piłat zapytał po grecku: - A zatem jesteś lekarzem ? - Nie, nie - żywo odpowiedział więzień. - Wierz mi, nie jestem lekarzem. - No cóż, jeśli chcesz to zachować w tajemnicy, zachowaj. Bezpośrednio ze sprawą to się nie wiąże. Utrzymujesz zatem, że nie nawoływałeś do zburzenia światyni ... czy też jej podpalenia, czy zniszczenia jej w jakiś inny sposób ? - Nikogo, hegemonie, nie nawoływałem do niczego takiego, powtarzam. Czy wyglądam na człowieka niespełna rozumu ? - O, nie, nie wyglądasz na człowieka niespełna rozumu - cicho odpowiedział procurator z jakimś strasznym uśmiechem. - Przysięgnij zatem, że nic takiego nie miało miejsca. - Na co chcesz, abym przysiągł ? - zapytał z ożywieniem uwolniony z więzów. - Choćby na własne życie - odpowiedział procurator. - Najwyższy czas, abyś na nie przysiągł, bo wiedz o tym, że wisi ono na włosku. - Czy sądzisz, hegemonie, że to tyś je na nim zawiesił ? - zapytał więzień. - Jeśli sądzisz tak, bardzo się mylisz. Piłat drgnął i odparł przez zęby: - Mogę przeciąć ten włosek. - Co do tego także się mylisz - powiedział z powątpiewaniem aresztowany, uśmiechając się dobrodusznie i zasłaniając dłonią przed słońcem. - Przyznasz, że przeciąć ten włosek może chyba tylko ten, kto zawiesił na nim moje życie. - Tak, tak - powiedział Piłat i uśmiechnął się. - Nie wątpię już teraz, że jeruszalaimscy próżniacy włóczyli się za tobą. Nie wiem, gdzieś się ćwiczył w wymowie, ale języka w gębie nie zapominasz. Nawiasem mówiąc, powiedz mi, czy to prawda, że przybyłeś do Jeruszalaim przez Suzską Bramę, jadąc oklep na ośle, i że towarzyszyły ci tłumy motłochu wiwatującego na twoją cześć, jakbyś był jakim prorokiem ? - i procurator wskazał zwój pergaminu. Więzień popatrzył na procuratora z niedowierzaniem. - Nie mam żadnego osła, hegemonie - powiedział.- Rzeczywiście wszedłem do Jeruszalaim przez Suzską Bramę, ale przyszedłem pieszo, a towarzyszył mi tylko Mateusz Lewita i nikt nie wiwatował ani niczego nie krzyczał, bo nikt mnie wtedy w Jeruszalaim nie znał. - Czy znany ci jest - ciągnął Piłat nie spuszczając wzroku z więźnia - niejaki Dismos albo Gestas, albo może Bar Rawan ? - Nie znam tych dobrych ludzi - odpowiedział aresztowany. - Czy to prawda ? - To prawda. - Powiedz mi zatem, czemu nieustannie mówisz o dobrych ludziach ? Czy nazywasz tak wszystkich ludzi ? - Wszystkich - odpowiedział więzień. - Na świecie nie ma złych ludzi. - Pierwszy raz spotykam się z takim poglądem - powiedział Piłat i uśmiechnął się. - Ale, być może za mało znam życie !.. Teraz możesz już nie notować - zwrócił się do sekretarza, chociaż sekretarz i tak niczego nie notował, a potem znowu zwrócił się do więźnia:- Czy wyczytałeś to w którejś z greckich ksiąg ? - Nie, sam do tego doszedłem. - I tego nauczasz ? - Tak. - A na przykład centurion Marek, którego nazywają Szczurzą Śmiercią, czy on także jest dobrym człowiekiem ? - Tak - odparł więzień. - Co prawda, jest to człowiek nieszczęśliwy. Od czasu, kiedy dobrzy ludzie go okaleczyli, stał się okrutny i nieczuły. Ciekawe, kto też tak go zeszpecił ? - Chętnie cię o tym poinformuję - powiedział Piłat - ponieważ byłem przy tym obecny. Dobrzy ludzie rzucili się na niego jak gończe na niedźwiedzia. Germanie wpili mu się w kark, w ręce, w nogi. Manipuł piechoty wpadł w zasadzkę i gdyby nie to, że turma jazdy, którą dowodziłem, przedarła się ze skrzydła, nie miałbyś, filozofie, okazji do rozmowy ze Szczurzą Śmiercią. To było w czasie bitwy pod Idistavino, w Dolinie Dziewic. - Jestem pewien - zamyśliwszy się powiedział więzień - że gdyby z nim porozmawiać, zmieniłby się z pewnością. - Sądzę - powiedział Piłat - że legat legionu nie byłby rad, gdyby ci wpadło do głowy porozmawiać z którymś z jego oficerów czy żołnierzy. Zresztą nie dojdzie do tego, na szczęście, i już ja będę pierwszym, który się o to zatroszczy. Wpadła pod kolumnadę jaskółka, zatoczyła krąg pod złotym jej pułapem, obniżyła lot, nieomal musnęła ostrym skrzydłem twarz stojącego we wnęce miedziangeo posągu i zniknęła za kapitelem kolumny. Być może zamierzała uwić tam gniazdo. Procurator śledził jej lot, myśl miał teraz jasną i lotną, sentencja wyroku dojrzała. Była taka: hegemnon rozpatrzył sprawę wędrownego filozofa Jeszui, którego zwą także Ha-Nocri, i w jego działalności nie dopatrzył się cech przestępstwa. Nie dopatrzył się zwłaszcza żadnego związku między działalnością Jeszui a niepokojami, które niedawno miały miejsce w Jeruszalaim. Wędrowny filozof okazał się być obłąkany, w związku z czym procurator nie zatwierdza wyroku śmierci wydanego na Ha-Nocri przez Mały Sanhedryn. Biorąc jednak pod uwagę to, że utopijne mowy szaleńca Ha-Nocri mogą stać się przyczyną rozruchów, procurator poleca wydalić Jeszuę z Jeruszalaim i uwięzić go w Caesarea Stratonica nad Morzem Śródziemnym, tam gdzie znajduje się rezydencja procuratora. Pozostało podyktować tę sentencję sekretarzowi. Skrzydła jaskółki zafurkotały tuż nad głową hegemona, ptak przemknął nad basenem fontanny, wyleciał spod kolumnady na otwartą przestrzeń. Procurator podniósł wzrok na więźnia i spostrzegł obok niego gorejący słup pyłu. - To już wszystko ? - zapytał sekretarza. - Niestety, nie - nieoczekiwanie odpowiedział tamten i podał Piłatowi następny kawałek pergaminu. - Cóż więc jeszcze ? - zapytał Piłat i zasępił się. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dzik To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (5) IP: *.*.*.* 12.02.02, 14:21 Kiedy przeczytał podany mu pergamin, jego twarz zmieniła się jeszcze bardziej. Czy to ciemna krew, która napłynęła do szyi i twarzy, czy też stało się coś jeszcze innego, dość, że skóra na twarzy procuratora z żółtej stała się ziemista, a oczy jak gdyby zapadły w głąb czaszki. Powodem tego była z pewnością jak zwykle krew, która napłynęła do skroni i łomotała w nich teraz, ale coś jednocześnie stało się ze wzrokiem procuratora. Przywidziało mu się, że głowa więźnia odpłynęła kędyś w bok, a na jej miejscu pojawiła sie inna. Ta druga głowa, łysiejąca, okolona była wieńcem z niewielu złotych listków. Na czole widniał okrągły wrzód, wyżartą skórę posmarowano maścią. Bezzębne usta były zapadnięte, dolna warga obwisła i kapryśna. Wydawało się Piłatowi, że znikły gdzieś różowawe kolumny tarasu i dalekie dachy Jeruszalaim, widniejące zwykle w dole za ogrodami, że wszystko dokoła zatonęło w gęstej zieleni ogrodów Caprejów. Ze słuchem także stało się coś dziwnego - jakby gdzieś w dali cicho, ale groźnie zagrały trąby i dobiegł wyraźny nosowy głos znacząco podkreślający słowa: "Ustawa o obrazie majestatu ..." Pobiegły urywane, chaotyczne, niezwykłe myśli: "Zginął !...", a potem - "Zginęliśmy !..." I błysnęła wśród tych myśli jakaś zupełnie głupia, o jakiejś tam nieśmiertelności, przy czym ta nieśmiertelność, nie wiedzieć czemu, była przyczyną niezwykłego smutku. Piłat skupił wolę, odpędził widziadła, spojrzeniem powrócił na taras i znowu zobaczył przed sobą oczy więźnia. - Słuchaj, Ha-Nocri - powiedział dziwnie jakoś spoglądając na Jeszuę; twarz procuratora była surowa, ale w oczach czaiła sie trwoga. - Czy kiedykolwiek mówiłeś coś o wielkim Cezarze ? Odpowiadaj ! Mówiłeś ? ... Czy też .. nie mówiłeś. - Słowo "nie" Piłat podkreśłił nieco bardziej, niżby to wypadało w sądzie, a jego spojrzenie przekazywało więźniowi jakąś myśl, jakby chciał coś aresztowanemu zasugerować. - Łatwo i miło jest mówić prawdę - zauważył Jeszua. - Nie muszę wiedzieć - powiedział Piłat głosem gniewnym i przytłumionym - czy miło ci, czy nie miło mówić prawdę. Będziesz musiał ją powiedzieć. Mów, rozważ każde słowo, jeśli nie pragniesz śmierci nie tylko niechybnej, ale i okrutnej. Nikt nie wie, co się stało procuratorowi Judei, dość, że pozwolił sobie na to, by podnieść rękę, jak gdyby osłaniając się przed palącym słońcem, i spod osłony dłoni, jak zza tarczy, przesłał więźniowi porozumiewawcze spojrzenie. - A więc - mówił - czy znasz niejakiego Judę z Kiriatu i co mianowicie mówiłeś temu człowiekowi o Cezarze, jeśliś mówił ? - To było tak - skwapliwie zaczął opowiadać aresztowany. - Przedwczoraj wieczorem w pobliżu świątyni poznałem pewnego młodego człowieka, który przedstawił mi się jako Juda z Kiriatu. Zaprosił mnie do swojego domu w Dolnym Mieście i podejmował mnie tam ... - Czy to dobry człowiek ? - zapytał Piłat i w jego oczach zabłysnął diabelski płomień. - Bardzo dobry i żądny wiedzy - przytaknął więzień. - Zainteresowały go bardzo moje przemyślenia, podjął mnie nader gościnnie... - Zapalił świeczniki .. - wtrącił przez zęby Piłat takim samym tonem, a jego oczy połyskiwały. - Tak - ciągnął Jeszua, nieco zdziwiony, że procurator wiedział o tym. - Poprosił mnie, abym zapoznał go z mymi poglądami na władzę państwową. Te sprawy ogromnie go ciekawiły. - Cóż więc mu powiedziałeś ? - zapytał Piłat. - Odpowiesz mi może, że nie pamietasz, co mówiłeś ? - ale w głosie Piłata nie było już nadziei. - Mówiłem o wielu sprawach - opowiadał więzień - także i o tym, że wszelka władza jest gwałtem, zadawanym ludziom, i że nadejdzie czas, kiedy nie będzie władzy ani cesarskiej, ani żadnej innej. Człowiek wejdzie do królestwa prawdy i sprawiedliwości, w którym niepotrzebna już będzie władza. - Mów dalej ! Co było potem ? - Nic już nie było - powiedział aresztowany. - Nagle wbiegli ludzie, związali mnie i poprowadzili do więzienia. Sekretarz szybko kreśłił, starając się nie uronić ani słowa. - Nie było na świecie, nie ma i nie będzie żadnej władzy wspanialszej i lepszej dla ludzi niż władanie Cezara Tyberiusza ! - zdart i zbolały głos Piłata spotężniał. Procurator, nie wiedzieć czemu, patrzył z nienawiścią na sekretarza i eskortę. - I nie tobie o tym sądzić, szalony przestępco ! - I Piłat nagle krzyknął: - Wyprowadzić żołnierzy z tarasu ! - I dodał zwracając się do sekretarza: - Zostawcie mnie samego z oskarżonym, to sprawa wagi państwowej ! Eskorta wzniosła włócznie i miarowo łomocąc podkutymi skórzniami zeszła z tarasu do ogrodu, a za eskortą podążył sekretarz. Przez chwilę ciszę panującą na tarasie zakłócał tylko śpiew wody w fontannie. Piłat patrzył, jak nad rzygaczem fontanny wydyma się miseczka uczyniona z wody, jak odłamują się jej krawędzie i strumykami spadają w dół. Pierwszy zaczął mówić więzień: - Widzę, że to, o czym mówiłem z tym młodzieńcem z Kiriatu, stało się przyczyną jakiegoś niesczęścia. Mam takie przeczucie, hegemonie, że temu młodzieńcowi stanie się coś złego, i bardzo mi go żal. - Myślę - odpowiedział procurator z dziwnym uśmiechem - że istnieje ktoś eszcze, nad kim mógłbyś się bardziej użalić niż nad Judą z Kiriatu, ktoś, czyj los będzie znacznie gorszy niż los Judy ! ... A więc Marek Szczurza Śmierć, zimny i pozbawiony skrupułów oprawca, i ci ludzie, którzy, jak widzę - tu procurator wskazał zmasakrowaną twarz Jeszui - bili cię za twoje proroctwa, i rozbójnicy Dismos i Getas, którzy wraz ze swymi kamratami zabili czterech moich żołnierzy, i ten brudny zdrajca Juda wreszcie - wszystko to są więc ludzie dobrzy ? - Tak - odpowiedział więzień. - I nastanie królestwo prawdy ? - Nastanie, hegemonie - z przekonaniem odparł Jeszua. - Ono nigdy nie nastanie - nieoczekiwanie zaczął krzyczeć Piłat, a krzyczał głosem tak strasznym, że Jeszua aż się cofnął. takim głosem przed wieloma laty w Dolinie Dziewic wołał Piłat do swoich jezdnych: "Rąb ich ! Rąb ich ! Olbrzym Szczurza Śmierć jest otoczony !" Jeszcze podniósł zdarty od wywrzaskiwania komend głos, wykrzykiwał słowa tak, aby słyszano je w ogrodzie: - Łotrze ! Łotrze ! Łotrze ! - A potem ściszył głos i zapytał: - Jeszua Ha-Nocri, czy wierzysz w jakichkolwiek bogów ? - Jest jeden Bóg - odpowiedział Jeszua - i w niego wierzę. - Więc się do niego pomódl ! Módl się najgoręcej, jak umiesz ! A zresztą .. - głos Piłata pękł nagle - nic ci to nie pomoże. Masz żonę ? - zapytał ze smutkiem, sam nie rozumiał, co się z nim dzieje. - Nie, jestem samotny. - Przeklęte miasto ... - nie wiadomo dlaczego mruknął nagle procurator i wstrząsnął się, jakby go przeszedł ziąb, potarł dłonie, jakby je umywał. - Zaprawdę, byłoby to znacznie dla ciebie lepiej, gdyby ci ktoś poderżnął gardło, zanim spotkałeś Judę z Kiriatu. - A może byś mnie wypuścił, hegemonie - poprosił nagle więzień Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dzik To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (6) IP: *.*.*.* 12.02.02, 14:28 - A może byś mnie wypuścił, hegemonie - poprosił nagle więzień i w jego głosie zabrzmiał strach. - Widzę, że chcą mnie zabić. Przez twarz Piłata przebiegł skurcz, zwrócił na Jeszuę przekrwione białka oczu i powiedział : - Czy doprawdy sądzisz, nieszzęsny, że procurator rzymski puści wolno człowieka, który powiedział to, co ty mówiłeś ? O, bogowie ! Przypuszczasz może, że mam ochotę zająć twoje miejsce ? Ja twoich poglądów nie podzielam ! I zapamiętaj sobie, że jeśli powiesz od tej chwili choćby jedno słowo, jeśli będziesz z kimkolwiek rozmawiał - to strzeż się mnie ! Powtarzam - strzeż sie ! - Hegemonie ... - Zamilcz ! - krzyknął Piłat i powiódł wściekłym spojrzeniem za jaskółką, która znowu wpadła pod kolumnadę. - Do mnie ! - zawołał. Kiedy sekretarz i żołnierze eskorty powrócili na swoje miejsca, Piłat oznajmił, że zatwierdza wyrok śmierci wydany na przestępcę Jeszuę Ha-Nocri przez zgromadzenie Małego Sanhedrynu, a sekretarz zapisał, to co Piłat powiedział. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Aleś mi zadał bobu IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.02.02, 18:03 Zanim ja to przeczytam to trochę potrwa:) Odpowiedz Link Zgłoś
przyjaciel1 Re: Aleś mi zadał bobu 13.02.02, 09:51 Gość portalu: AndrzejG napisał(a): > Zanim ja to przeczytam to trochę potrwa:) potrzebne są dobre okulary Odpowiedz Link Zgłoś
przyjaciel1 Re: To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (6) 13.02.02, 12:33 nie pamiętam już tak dokładnie treści tej książki Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Re: To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (6) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.02.02, 13:25 Przyjaciel1?Druh wodniak? Odpowiedz Link Zgłoś
przyjaciel1 Re: To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (6) 14.02.02, 09:44 Gość portalu: AndrzejG napisał(a): > Przyjaciel1?Druh wodniak? Borsk. Obóz żeglarski. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Re: To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (6) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.02.02, 10:03 przyjaciel1 napisał(a): > Gość portalu: AndrzejG napisał(a): > > > Przyjaciel1?Druh wodniak? > > Borsk. Obóz żeglarski. Czuwaj! Na forum tez Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata-wnioski laika IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.02.02, 14:06 1.Uczmy się języków obcych.Na dzisiejsze czasy to angielski , niemiecki i jakiś latynoski.Dla bardziej zdecydowanych japoński(ot egzotyka) 2.Nie ma złych ludzi.Są sami dobrzy tylko niektórzy są skrzywdzeni przez los. Jak na nich wpłynąć, żeby znów byli dobrzy i czy starczy nam sił i Argumentacji? Jednak zgodzę się z tym poglądem.Nie widzę w swym otoczeniu ludzi z gruntu złych.Oni są (z reguły) daleko, często w mediach.Na ile jest to moją zasługą? Nie wiem.Nie wiem też , czy kiedyś się nie zawiodę. 3.Zasadnicze pytanie: czy występowanie przeciw istniejącej władzy rozpatrywać z punktu jednostki ,czy społeczeństwa? Czy iść śladem bohatera przytoczonej powieści i dać się 'zabić' wiedząc, że wygramy bo nasze działania są słuszne na dalszą metę? Dla niego to była pestka.Nie dość ,że samotny to jeszcze naznaczony. Inną sprawą jest ,że bez buntów społecznych pozostalibyśmy w marazmie. Jest tylko jeden problem, ileż można się buntować?Bunt to cecha młodości. Czy będąc w wieku dojrzałym też mamy wychodzić na barykady? Obserwacja naszych rodzimych buntowników pokazuje ,że okres buntu kończy się z momentem osiągnięcia pewnego statusu społecznego bądź majątkowego. Czy jest to wzór do naśladowania ? Czy wzorem do naśladowania są również liczni nawiedzeni? Ja k oni sobie radzą z życiem? Andrzej P.S. Za błędną interpretację z góry przepraszam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Na Walentynki- Miłość doskonała IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.02.02, 23:56 Miłość doskonała zdarza się zaiste rzadko... By kochac trzeba mieć ciągle w sobie wiedzę mędrca, giętkość dziecka, wrażliwość artysty, subtelność filozofa, pokorę świętego, tolerancję uczonego oraz hart ducha właściwy nielicznym. Odpowiedz Link Zgłoś
krakers11 Re: Na Walentynki- Miłość doskonała 14.02.02, 00:26 Poszli przez rowy kaczencow pelne przez ploty z ksiezycowego drutu nad zielony staw do stodoly cieplej i zoltej jak sloma Matka Boska sowe wrzeszczaca z dachu zdjela Odeszla usmiechnieta ze zgorszona sowa pod pacha Nie pamietam kto to napisal Odpowiedz Link Zgłoś
damodar Re: Na Walentynki- Miłość doskonała 01.07.02, 06:35 krakers11 napisał(a): > Poszli przez rowy > kaczencow pelne > przez ploty > z ksiezycowego drutu > nad zielony staw > do stodoly cieplej i zoltej > jak sloma > Matka Boska > sowe wrzeszczaca > z dachu zdjela > > Odeszla usmiechnieta > ze zgorszona sowa > pod pacha > > > Nie pamietam kto to napisal Bardzo ladne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: grzegorz Re: Na Walentynki- Miłość doskonała IP: *.dsl.wotnoh.ameritech.net 06.08.03, 19:20 krakers11 napisał(a): > Poszli przez rowy > kaczencow pelne > przez ploty > z ksiezycowego drutu > nad zielony staw > do stodoly cieplej i zoltej > jak sloma > Matka Boska > sowe wrzeszczaca > z dachu zdjela > > Odeszla usmiechnieta > ze zgorszona sowa > pod pacha > > > Nie pamietam kto to napisal Bardzo ladne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Re: Na Walentynki- Miłość doskonała IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.02.02, 09:59 przyjaciel1 napisał(a): > ? No dobra , bardziej prawdziwe, ale przez to tez piekne. Ściągnęłem z kartek z onetu , po napisaniu 'walentynki' mojej żonce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dzik Re: Na Walentynki - Cytaty IP: *.*.*.* 14.02.02, 10:19 znów korzystam ze zbioru H.Markiewicza "Cytaty mądre i zabawne" mam nadzieję, że mi autor wybaczy, wszak robię mu darmowo reklamę. Miłość Źle na świecie żyć z babami, ale trudno żyć bez bab. [Arystofanes z Aten, Lysistrata, 411 p.n.e] Serce nie sługa, nie zna, co to pany, Nie da się okuć przemocą w kajdany. [Zabobon czyli Krakowiacy i Górale, a. III 1816] Serce nie ma zmarszczek. [Charles Guillaume Etienne, Joconde, a. III , 1814] Jak dobrze się składa, jak dobrze zaczyna Że ja jestem chłopiec, a tyżeś dziewczyna. [niemiecka piosenka ludowa] Miłość to egoizm we dwoje. [Germaine de Stael-Holstein] Lepiej jest kochać i stracić, Niż w ogóle nigdy nie kochać. [Alfred Tennyson, In memoriam, 1850] Miłośc polega na tym, by móc się razem wygłupiać. [Paul Valery, Monsieur Teste, 1896] Zostawmy ładne kobiety mężczyznom bez wyobraźni. [Marcel Proust, W poszukiwaniu straconego czasu, 1925] Starość nie chroni przed miłością, ale miłość chroni przed starością. [Coco Chanel] Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: konrad Re: Na Walentynki - Cytaty IP: *.port.gdynia.pl 14.02.02, 12:24 ostatni cytat mi się spodobał. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MAYA Re: Na Walentynki IP: *.nsw.bigpond.net.au 14.02.02, 14:36 W ZNIEWOLONEJ PAMIECI, NATCHNIONYCH KRAJOBRAZOW, CIERNIOWYCH KORON ....JEST SWIATLO. NICIA PROMIENI STWORZYLO TRON, MOTYLOM BEZKRESNYCH LAK SPIEWU. W PAMIECI ZACHOWAJ ....CO ZWIESZ SIE MILOSC. PELNIA W TWOICH DLONIACH WIECZNIE. JAK BOZEGO GOLEBIA SERCE ....BEDZIE SWIATLO. m. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Darz Bór- Dariusz Krzysztof Dudkiewicz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.02.02, 06:19 Dariusz Krzysztof Dudkiewicz "Kapuściana głowa" Upolować chciał dziewczę przy polu kapusty, By zechciało choć trochę użyć z nim rozpusty. Jednego nie przewidział, stary nemrod-wyga, Że głowa o tym myśli, ale "głąb" nie "dyga" ! "Ta różnica" Choć obaj polujemy, to my lepiej mamy, Rzekł na raucie podrywacz, kiedym był bez damy. Na pytanie - to czemu ? Odrzekł bez rezonu, My nigdy nie miewamy "martwego sezonu" ! "Już nauczona" Pośród kwiecia, na łące, ja - myśliwy stary Chciałem prędko ją uczyć słów myśliwskiej gwary, Żem już uczyć nie musiał, spostrzegłem niemile, Usłyszawszy - gomóło, zabieraj badyle ! "Spoko !" Że gwałtem spust nacisnął i pomylił rury, Wypalił raz myśliwy "zerówką" do kury, Morał z tej historyjki w tym kierunku zmierza - Zbyt szybkiemu ni śrutu nie stanie, ni pierza ! "Nauka poszła w las" Gdy na nowiu szły dziki w owsie się posilić, Pytał młody starego, jak myśliwych zmylić. Życia jeszcze się uczysz, więc radą ci służę - Mniej chrząkać, ciszej mlaskać, a będziesz żył dłużej. "Nie ta kita" Śnił o lisie myśliwy, wraz z nim jego żona, Gdy wieczorem do łoża szła rozanielona, Ale nemrod nasz chwacki legł w polu pobity - On chciał miękkiej, puszystej - ona ..... twardej kity ! Odpowiedz Link Zgłoś
przyjaciel1 Re: Darz Bór- Dariusz Krzysztof Dudkiewicz 15.02.02, 09:08 zabawne fraszki Odpowiedz Link Zgłoś
krakers11 To co piekne 15.02.02, 15:53 lubie tesknic wspinac sie po poreczy dzwieku i koloru w usta otwarte chwytac zapach zmarzniety lubie moja samotnosc zawieszona wyzej niz most rekoma obejmujacy niebo milosc moja idaca boso po sniegu Halina Poswiatowska Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg Fraszki : Henryk Szumielski 15.02.02, 18:01 Henryk Szumielski WSPOMINIKI Piersi miała jak korale. Znaczy - nie było ich wcale. RODOWÓD MĘŻCZYZNY Cała para poszła w gwizdek - tak to stworzył Bóg mężczyznę. O NIM Wszystko mu łatwo wpada do głowy poprzez otwór gębowy. ODMIANA Dawniej samochód na przedpłaty - teraz za książki spłacam raty. RÓŻNICA Młodzieniec pożera wzrokiem i starzec wzrokiem pożera - lecz starca już nie uwiera. FANTASTA Marzył o szampanie, kobietach i o sławie, pozostał jednak przy zbożowej kawie. LEŚNY FOLKLOR Drzewa, drzewa, drzewa... i gajowy... pijany śpiewa. WYKŁAD "Czy się stoi, czy się leży..." - to już historia, proszę młodzieży. SEKS ODPOWIEDZIALNY Seks odpowiedzialny? Puste słowa! Seks to przecież energia jądrowa. Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg OKO PAŃSKIE, CO KONIA TUCZY 15.02.02, 20:45 Znalezione w Muzeum Rzeczy Nieistniejących OKO PAŃSKIE, CO KONIA TUCZY W dawnych czasach gospodarki ekstensywnej służyło do użyźniania pól uprawnych i zapładniania trzody. W dzisiejszych czasach OKO zostało zastąpione kamerami w supermaketach, a także inseminatorami w przypadku trzody" Fundatorka eksponatu: "Śliwka Prunka" z Toronto Odpowiedz Link Zgłoś
krakers11 To co piekne 15.02.02, 21:56 Kiedy wspomne pieszczote twych rak mie jestem juz dziewczyna ktora spokojnie czesze wlosy ustawia gliniane garnki na sosnawej polce Bezradna czuje jak plomienie twoich palcow zapalaja szyje, ramiona Stoje tak czasem w srodku dnia na bialej ulicy i zakrywam reka usta Nie moge przeciez krzyczec Malgorzata Hillar Odpowiedz Link Zgłoś
krakers11 Re: To co piekne 15.02.02, 22:04 Lkanie bezsennej Skrzypki jesiennej Sierocej Serce mi rani Grazy w otchlani Niemocy Drzacy i siny Gdy brzmia godziny Tulacze Wspomnieniem tone W czasy minione I placze I ide smutnie W wichr co okrutnie Mnie miecie Swymi podmuchy Niby lisc suchy Po swiecie Paul Verlaine Odpowiedz Link Zgłoś
krakers11 Re: To co piekne 15.02.02, 22:29 Gdzies musi byc przeblysk swiatla ktory rozprasza mrok przyszlosci nadzieja ktora nie daje sie zabic beznadziejnoscia i wiara ktora nie zaczyna natychmiast niedowierzac sobie Gdzies musi byc niewinne dziecko ktorego jeszcze nie zdobyly demony swiezosc zycia co nie tchnie jeszcze zgnilizna i szczescie ktorego nie osiaga sie nieszczesciem innych Gdzies musi byc budzik rozwagi ktory ostrzega przed zabawa w samounicestwienie powaga ktora wazy sie brac siebie powaznie i dobroc ktorej korzeniem nie jest tylko powstrzymane zlo Gdzies musi byc piekno ktore wciaz pozostaje pieknem czyste sumienie co nie ukrywa zatajonej zbrodni musi byc milosc do zycia ktora nie mowi rozdwojonym jezykiem i wolnosc ktorej nie zdobywa sie niewola innych Maria Wine Odpowiedz Link Zgłoś
krakers11 Re: To co piekne 15.02.02, 22:38 Snieg pada Naga dziewczyna jest w moim pokoju Wpatruje sie w dywan koloru wina Ma osiemnascie lat I proste wlosy Nie mowi montrealskim akcentem Nie wyglada na zadomowiona Lecz nie ma gesiej skorki Mozemy sluchac burzy Zapala papierosa Gazowa zapalniczka Odrzuca do tylu dlugie wlosy Leonard Cohen Odpowiedz Link Zgłoś
krakers11 Re: To co piekne 15.02.02, 22:48 kiedys idac droga E-17 na polnoc spotkalem mloda hippiske czekala na boga lub jakis samochod poszlismy razem lowilem ryby a ona mowila ze zrobi kolacje gwiazdy spadaly nam prosto do ogniska a iskry lecialy do gory i gasly w dzien spalismy siodmego dnia stworzylem nowy swiat autor nieznany Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Leopold Staff - Kowal IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.02.02, 22:53 Leopold Staff KOWAL Całą bezkształtną masę kruszców drogocennych, Które zaległy piersi mej głąb nieodgadłą, Jak wulkan z swych otchłani wyrzucam bezdennych I ciskam ją na twarde, stalowe kowadło. Grzmotem młota w nią walę w radosnej otusze, Bo wykonać mi trzeba dzieło wielkie, pilne, Bo z tych kruszców dla siebie serce wykuć muszę, Serce hartowne, mężne, serce dumne, silne. Lecz gdy ulegniesz, serce pod młota żelazem; Gdy pękniesz, przeciw ciosom stali nieodporne: W pył cię rozbiją pięści mej gromy potworne! Bo lepiej giń, zmiażdżone cyklopowym razem, Niżbyś żyć miało własną słabością przeklęte, Rysą chorej niemocy skażone, pęknięte. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Leopold Staff - Żuraw IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.02.02, 22:57 Leopold Staff Żuraw Wyższy nad strzechy chałup, wśród sadów i muraw. Drewniany strażnik studni, skąd człek i chudoba Piją, na jednej nodze stoi chudy żuraw. Wideł, w których kołysze się, skrzydła wzniósł oba I jakby z pól wyglądał ludzi, pręży szyję, Dzierżąc gotowe wiadro w długim kiju dzioba. Na rozkaz ludzki schyla kark i z głębi pije, A czując na swym grzbiecie głaz ciężki jak praca. Czerpie jedyne dobro wszystkich i niczyje; Rychło do góry z pełnym czerpakiem powraca I obficie rozdziela słodkie skarby wody, Bo wie sam, czym znój-ciężar i ochłoda-płaca On, zgodna, równa waga trudu i nagrody. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Leopold Staff- Chleb IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.02.02, 22:48 Leopold Staff CHLEB Wiecznie tak samo jeszcze jak za czasów Piasta, Po łokcie umączone ręce dzierżąc w dzieży, Zakwasem zaczyniony chleb ugniata świeży Przejęta swym odwiecznym obrządkiem niewiasta. Gdy wedle doświadczenia niechybnych probieży, Nazajutrz ugniot miary właściwej dorasta, Pierzyną ciepłą kryje pulchne ciało ciasta, Kędy cierpliwie pory wypieku doleży. I uklepawszy w płaskie półkule miąższ miękki W gorący piec je wsuwa na długiej kociubie, Skąd roztaczając zapach kuszący i miły Wychodzą wnet pożywne, razowe bochenki, Brunatne i okrągłe - ku piekarki chlubie - Jak widnokrąg zoranych pól, co chleb zrodziły. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: To co piekne IP: 66.213.109.* 29.08.03, 02:06 krakers11 napisał(a): > Lkanie bezsennej > Skrzypki jesiennej > Sierocej > > Serce mi rani > Grazy w otchlani > Niemocy > > Drzacy i siny > Gdy brzmia godziny > Tulacze > > Wspomnieniem tone > W czasy minione > I placze > > I ide smutnie > W wichr co okrutnie > Mnie miecie > > Swymi podmuchy > Niby lisc suchy > Po swiecie > > > Paul Verlaine To jeden z moich ulubionych wierszy. Odpowiedz Link Zgłoś
garbatka Re: To, co piękne...Leśmian 15.02.02, 23:43 Bolesław Leśmian Dusiołek Szedł po świecie Bajdała, Co go wiosna zagrzała - Oprócz siebie - wiódł szkapę, oprócz szkapy - wołu, Tyleż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu. Zachciało się Bajdale, Przespać upał w upale, Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu popod lasem, Czy dogodna dla karku - spróbował obcasem. Poległ cielska tobołem Między szkapą a wołem, Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął I ziewnął wniebogłosy i splunął i zasnął. Nie wiadomo dziś wcale, Co się śniło Bajdale? Lecz wiadomo, że szpecąc przystojność przestworza, Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża. Pysk miał z żabia ślimaczy - (Że też taki żyć raczy!) - A zad tyli, co kwoka, kiedy znosi jajo. Milcz gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają! Ogon miał ci z rzemyka, Podogonie zaś z łyka. Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie - Póty dusił i dusił, aż coś warkło w chłopie! Warkło, trzasło, spotniało! Coć się stało, Bajdało? Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy - Słuchajta, wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy! Sterał we śnie Bajdała Pół duszy i pół ciała, Lecz po prawdzie niedługo ze zmorą marudził - Wyparskał ją nozdrzami, zmarszczył się i zbudził. Rzekł Bajdała do szkapy: Czemu zwieszasz swe chrapy? Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić, Zanim zdążył mój spokój w całym polu zmącić! Rzekł Bajdała do wołu: Czemuś skąpił mozołu? Trzebać było rogami Dusiołka postronić, Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić! Rzekł Bajdała do Boga: O, rety - olaboga! Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka, Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka? Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg "Pożegnanie" 16.02.02, 07:03 "Pożegnanie" Chyba dobrze wiesz już jaką z dróg Popłyniesz, kiedy serce rośnie ci nadzieją, ze jeszcze są schowane gdzieś nieznane lądy, które życie twe odmienią. Chyba dobrze wiesz już jaką z dróg. Wśród fal i białej piany statek twój popłynie. A jeśli tak spotkamy się na jakiejś łajbie, którą szczęście swe odkryjesz. Morza i oceany grzmią, pieśni pożegnalny ton. Jeszcze nieraz zobaczymy się. Czas stawić żagle i z portu wyruszyć nam w rejs. O Kolorowych światłach, kejach śnisz i główki portów sennie mruczą do widzenia. A jutro, gdy nastanie świt w rejs wyruszymy by odkrywać swe marzenia. Nim ostatni akord wybrzmi już na pustej scenie nieme staną mikrofony. Ostatni raz śpiewamy dziś na pożegnanie wszystkim morzem uderzonym. Morza i oceany grzmią, pieśni pożegnalny ton. Jeszcze nieraz zobaczymy się. Czas stawić żagle i z portu wyruszyć nam w rejs. (x2) --------------------------------------------------------------------------- Dziękuję wszystkim , a szczególnie oko, Dzik , k, waw . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: oko POŻEGNANIE IP: *.chello.pl 16.02.02, 10:57 Mialem sie juz nie odzywac, ale - jeszcze ten jeden raz. "Ogniska juz dogasa blask - braterski splecmy krag, w odblasku ognia, w swietle gwiazd - ostatni uscisk rak." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Yidele Re: To, co piękne...Byrne IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.02.02, 12:40 Chapter One Somebody had to do it. Blasted Byrne Pulled out a bunch of dollars from his pocket, Escudos, francs and dirhams. `Let them learn If they've a speck of talent not to mock it But plant it and expect a slow return. I whizzed mine skywards like a bloody rocket. Tell what they call a cautionary tale. Here's on the nail. Expect more in the mail.' He thought he was a kind of living myth And hence deserving of ottava runa, The scheme that Ariosto juggled with, Apt for a lecherous defective dreamer. He'd have preferred a stronger-muscled smith, Anvilling rhymes amid poetic steam, a Sort of Lord Byron. Byron was long dead. This poetaster had to do instead. Some lines attributed to Homer speak Of someone called Margites. `Him the gods Had not made skilled in craft or good in Greek. He failed in every art.' Against the odds His name survives. His case is not unique. He should lie with forgotten odds and sods, But still he serves to nominate a species And lives while Byrne is mixed with his own faeces. Byrne's name survives among film-music-makers Because the late-night shows subsist on trash. His opera's buried by art's undertakers, His paintings join his funerary ash. He left no land. `My property's two achers,' Stroking laborious ballocks. As for cash, He lived on women, paying in about Ten inches. We don't know what they paid out. Handsome enough, there was no doubt of that Blue-eyed and with an Irish peasant's stature, His belly flat, it never ran to fat; Possessed of quite a punch whose crack could match your Boundary-winning slam; lithe as a cat, With two great paws, a natural outfield catcher; Not that he ever wasted time on sport Save only for the amatory sort. The Irish are peculiar, no doubt: They prefer drink to women. Nightly splurges On whiskey, pints of plain or creaming stout Serve to inhibit their erotic urges. Seed-spending's peccative, but seed will out, As Dr Kettle said. The Irish clergy's At one with booze in locking semen in, Though holy wedlock will annul the sin. Byrne was no Rechabite by any means; Drink was for him an aphrodisiac. A foreign substance in the family genes Burned up this Byrne alone. Long ages back, When restive Erin was a redhaired queen's Pain in the arse, the Spanish took a crack At heretic England with their proud Armada, Striking her navy hard, but that struck harder. God's wind blew and they scattered, and some scattered To Ireland's coast. When they had dried their doublets, Survival seemed the only thing that mattered. They swilled their buttermilk from peasant goblets And, vowing they would never more be battered By wind and wave, said, with a Spanish sob, `Let's Resign ourselves to pigshit, peat and mud, And tickle these mad Irish with our blood.' The Spaniard darkly shone from Byrne's complexion, Though this was tempered by his mother's colour. She was a Liverpudlian confection, With Wales and Glasgow brightening the duller Pallor, and a half-hazy recollection Of sourmilk skin upon a Nordic skull, a Tobacco-chewer's beard, half-gray, half-flaxen, Proclaiming Dutch or Dane or Swede or Saxon. Since Ireland was all England's, Irish reason Said England was all Ireland's, and it showed In July barbering or, at any season, Setting down rails or mammocking the road. O'Connell preached his demagogic treason: The English harrow crushed the Irish toad; Freed, though not freed of economic panics, Ireland would not use England as an annexe. The County Mayo Byrnes were not political: They only wanted to be free to eat. Their situation wobbled to the critical Each harvest time. Pigs were forbidden meat That paid the farm-rent to the parasitical Absentee landlord. Over smoky peat They munched their murphies, stirred their rancid stirabout. Poverty was the one thing to confer about. Old Peter Byrne could not say: 'This is my land.' So when the blight killed the potato crop, He spat upon the stones, then cursed awhile and Announced that Liverpool was their next stop, A Celtic port in John Bull's primary island, Where other Byrnes already ran a shop That catered to the poor's nutritive needs By selling wormy cabbages and swedes. The vegetable Byrnes sent off the fare, And then the seasick vegetableless, Hearing the Cunard sirens blast the air, Settled to chronic urban shiftlessness, Except for Kate, who, with a dancing flair, Cavorted at the Empire in undress And fired the fancy of a cotton broker. Her brother Pat became a Cunard stoker. Another brother came like Christmas sun When Byrne the father thought his wells were dry. His wife's fertility had months to run Before the menopause should bid it fly. It seemed to him that what the Lord had done Was like the dayspring flashing from on high. His knowledge of the Bible being dim, He did not think of Ann and Joachim. It was coincidence that made them christen The fruit of this late coupling Sean or John. Paternal pride made rheumy optics glisten Behind the mended glasses they had on. It brought the country past alive to listen To lullabies culled from a time long gone. But, like Saint Joseph, he'd a certain doubt About his wife the nights that he was out. She was a pretty woman, with a figure Whose slimness was a fruit of malnutrition. Her eyes were like a doe's, though rather bigger Because her face bespoke her past condition. Was someone tupping her with cash and vigour? She spread a table rich for the position Of a mere Mersey Harbour Board nightwatchman. The swine, he thought, could hardly be a Scotchman. But Father Leary brooked no contradiction About the unitary fatherhood. Paternity was but a legal fiction, And God was good, particularly good, As was made clear from scriptural depiction, At fertilising. Earthly fathers stood Stuck in a kind of foster-parent's groove: True fatherhood's a thing you cannot prove. Catholic, of course, and good as Catholics went, She crossed herself at thunder and forked lightning. Hearing the sacring bell, she duly bent, Ate fish on Fridays and went in for tightening Her corset by eschewing stout in Lent. The hellfire doctrine she found rather frightening, But didn't fancy hymning the Almighty Paraded in a chilly cotton nighty. Young John grew up a pagan like his dad, Even more pagan when his dad was dead. The Christian Brothers schooling that he had Assailed his rump but passed beyond his head. His sister was, though long gone to the bad, Good at odd hand-outs, so his mother said. Pat stoked away and sent home half his screw. They managed: Merseysiders sometimes do. John had a treble voice so sweetly piercing It quite belied his boyish heathen heart. Old ladies, when they heard the little dear sing, Could not forbear to let the teardrops smart. He got a great audition. They said: `Here, sing This Agnus Dei Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Yidele Re: To, co piękne...Byrne II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.02.02, 12:42 Well, not quite of that heavy smoker's metal. Say John McCormack, who became a papal Count, gifted with a mistier, milder fettle, Or syrupy, like drippings from the maple, Or sensuous-soft, like stroking a rose-petal, Whose songs would be the repertorial staple Of Irish airs or such innocuous salads As bland recitals of Victorian ballads. John had, in fact, one of those tenor voices You only find among the sons of Erin, A sugary warbling flute just like James Joyce's, Whose talent didn't get him anywhere in The singing business. Still, he had two choices: Butchering English was his other care. In All honesty I'll give my verdict. This is: He should have sung and not spewed up Ulysses. John Byrne, not John McCormack, couldn't write, Except fair copies of the company's letters, But he would take his voice out every night In temporary remission from the fetters Of clerkly slavery. In the smoky light Of pub or club or parish hall he'd get a s- -Mall recompense for singing out his soul In Tom Moore's words, set to the tunes he stole. One Christmas he sang solo in Messiah -- With `Comfort ye, my pee-eople' etcetera. He saw a dark-haired mezzo in the choir, And a few days after he'd properly met her a Fleshly affection in them both took fire. They kissed and colled in parks and fields and, better, a Warm bed, her own. There's danger, I suppose, In singing sacred oratorios. Here name was Sybil (Delphic prophetess: The etymology meant nothing to her). She was the sort of girl whose comeliness Lies less in shape than sensual allure. There are such women, often drab in dress, Who give out thermal signals. Pure, demure, They show, even when singing in a choir, The lineaments of gratified desire. Her parents were, for two nights, out of town. When she and John wrenched their glued parts apart No admonitory hagiographs gloomed down Of Holy Family or Sacred Heart Done in the Dublin style, thick-coated brown, The piety more potent than the art. Strict C. of E., she found it fun to doubt God's seeing eye. Besides, the light was out. Her father was a partner in a company That specialised in oranges. They made A decent profit, and they used to dump any Gone putrid on to factories that paid Not by the gross but by the sodden lump. Any Orangy rot will do for orangeade Or marmalade. They shipped them from the Bosporus. The old man was illiterate but prosperous. He did not much object to John Byrne's wooing His little Sybil, and his literate spouse Guessed what her giggling girl and he were doing In the back parlour. Yet true love allows Something more solid than mere billing, cooing, Cuddling and kissing, petulance and rows. But stern Victoria at this time was regnant, And it was awkward when a girl grew pregnant. Still, Sybil's mother's folk came from Glamorgan, Where pregnancy was an engagement ring. Accordingly she did not play the Gorgon When Sybil blurted out that very thing. The wedding would be now, with flowers and organ, The bride in lying white, and John could sing After, if not quite during, his own wedding. Then there could be decorum in their bedding. The father yielded to the nuptial knot As fathers, pushed by mothers, always do. John's dolled-up sister, best-man brother (hot From stoking) looked, his snivelling mother too, Uncomfortably alien in what Was, in their native Irish papist view, A church that God Almighty scowled upon. This was no marriage. But it was to John. It was, as well, a genuine advancement, For Sybil's father fixed him with a place Among the oranges. This citrous chance meant Another insult to the Irish race, According to John's brother, an enhancement Of Williamite schismatical disgrace. He'd wrongly smashed the fruit into a symbol; His sense of history would fill a thimble. So orange-fragrant John came home each day To a mortgaged house, exiguous but clean, Out of the noisy town, near Crosby way. Sybil served up the Liverpool cuisine Odpowiedz Link Zgłoś
krakers11 Re: To, co piękne 16.02.02, 22:41 W gorach jest wszystko co kocham Wszystkie wiersze sa w bukach Zawsze kiedy tam wracam Biora mnie klony za wnuka Zawsze kiedy tam wracam Siedze na lawce z ksiezycem I szumia brzoz kropidla Dalekie miasta sa niczem Ja sie tu urodzilem w pismie Ja wszystko gorom zapisalem czarnym Ja jeden znam tylko Synaj na lasce jalowca wsparty I czerwien kalin jak cyrylica pisze I na trombitach jesieni glosi bor Ze jedna jest tylko madrosc Dzielo zdjete z gor Jerzy Harasymowicz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: samanta Za pozno IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 16.02.02, 23:10 To tylko blysk, To tylko szmer, To tylko cwierc sekundy! A juz krzyk, I haka dzwiek, Koniec ostatniej rundy. Mysl? na co? Mysl ? Po co? Za pozno. Szkoda,ze Promien zgsl. A potem juz ciemnosc... Moze blask.... Czy tak? Odpowiedz Link Zgłoś
krakers11 Re: To co piekne 17.02.02, 17:18 Glogi glogi glogi ni wiersza ni czleka ni ptak nie narzeka Spokoj nie trzeba pisac nie trzeba swiata soba zachwycac Glogostan Jerzy Harasymowicz Odpowiedz Link Zgłoś
przyjaciel1 Re: Za pozno 18.02.02, 10:54 Gość portalu: samanta napisał(a): > To tylko blysk, > To tylko szmer, > To tylko cwierc sekundy! > A juz krzyk, > I haka dzwiek, > Koniec ostatniej rundy. > Mysl? na co? > Mysl ? Po co? > Za pozno. > Szkoda,ze > Promien zgasl. > A potem juz ciemnosc... > Moze blask.... > Czy tak? może tak. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozalia Re: To, co piękne IP: 66.213.109.* 29.08.03, 02:07 krakers11 napisał(a): > W gorach jest wszystko co kocham > Wszystkie wiersze sa w bukach > Zawsze kiedy tam wracam > Biora mnie klony za wnuka > > Zawsze kiedy tam wracam > Siedze na lawce z ksiezycem > I szumia brzoz kropidla > Dalekie miasta sa niczem > > Ja sie tu urodzilem w pismie > Ja wszystko gorom zapisalem czarnym > Ja jeden znam tylko Synaj > na lasce jalowca wsparty > > I czerwien kalin jak cyrylica pisze > I na trombitach jesieni glosi bor > Ze jedna jest tylko madrosc > Dzielo zdjete z gor > > Jerzy Harasymowicz I ten tez. Uwielbiam Harasymowicza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Yidele Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.02.02, 22:33 People often ask me if I have any words of advice for young people. Well here are a few simple admonitions for young and old. Never intefere in a boy-and-girl fight. Beware of whores who say they don't want money. The hell they don't. What they mean is they want more money. Much more. If you're doing business with a religious son-of-a-bitch, Get it in writing. His word isn't worth shit. Not with the good lord telling him how to fuck you on the deal. Avoid fuck-ups. We all know the type. Anything they have anything to do with, No matter how good it sounds, Turns into a disaster. Do not offer sympathy to the mentally ill. Tell them firmly: I am not paid to listen to this drivel. You are a terminal boob. Now some of you may encounter the Devil's Bargain, If you get that far. Any old soul is worth saving, At least to a priest, But not every soul is worth buying. So you can take the offer as a compliment. He tries the easy ones first. You know like money, All the money there is. But who wants to be the richest guy in some cemetary? Money won't buy. Not much left to spend it on, eh gramps? Getting too old to cut the mustard. Well time hits the hardest blows. Especially below the belt. How's a young body grab you? Like three card monte, like pea under the shell, Now you see it, now you don't. Haven't you forgotten something, gramps? In order to feel something, You've got to be there. You have to be eighteen. You're not eighteen. You are seventy-eight. Old fool sold his soul for a strap-on. Well they always try the easiest ones first. How about an honorable bargain? You always wanted to be a doctor, Well now's your chance. Why don't you become a great healer And benefit humanity? What's wrong with that? Just about everything. Just about everything. There are no honorable bargains Involving exchange Of qualitative merchandise Like souls For quantitative merchandise Like time and money. So piss off Satan And don't take me for dumber than I look. An old junk pusher told me - Watch whose money you pick up. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM. Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.02.02, 14:26 Mnie i ten głos nie zdoła zbałamucić, Gościu przygodny,w drogę,czas ucieka. Lecz,ponoć,korci mordercę,by wrócić Zobaczyć trupa jeszcze choć z daleka. Lecz ponoć...Dziś nie o tym jednak mowa, Pora szykować do snu swoje ciało, śpiewałam sobie jak ważka Kryłowa Przez lato,zimę,jesień,wiosnę całą. I,zda się,program wykonany zgoła, Niejedno jest mi na tym świecie drogie, Trwa szekspirowski dramat dookoła I w cudzym lustrze widziadło złowrogie. A.Achmatowa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.02.02, 18:15 Często w duszy mi dzwoni,pieśń wyłkana w żałobie, O tych dwojgu ludzieńkach,co kochali się w sobie. Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania. Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy, A czas ciągle upływał-bezpowrotny,jedyny. A gdy zeszli się,dłonie wyciągając po kwiecie, Zachorzeli tak bardzo,jak nikt dotąd na świecie! Pod jaworem-dwa łożka,pod jaworem-dwa cienie, Pod jaworem ostatnie,beznadziejne spojrzenie. I pomarli oboje bez pieszczoty,bez grzechu, Bez łzy szczęścia na oczach,bez jednego uśmiechu. Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie, I pobledli tak bardzo,jak nikt dotąd na świecie! Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą, Ale miłość umarła,już miłości nie było. I poklękli spóżnieni u niedoli swej proga, By się modlić o wszystko,lecz nie było już Boga. Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny,do lata, By powrócić na ziemię - lecz nie było już świata. B.Leśmian Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: e M. Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.02.02, 18:09 chcę pisać o tobie twoim imieniem wesprzeć skrzywiony płot zmarzłą czereśnię o twoich ustach składać strofy wygięte o twoich rzęsach kłamać że ciemne chcę twoje imię z gwiazdami zmieszać z krwią być w tobie nie być z tobą zniknąć jak kropla deszczu którą wchłonęła noc. H.Poświatowska Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg Charles Bukowski-Afryka, Paryż, Grecja 19.02.02, 19:33 Afryka, Paryż, Grecja 2 kobiety które znam które są dość podobne prawie w tym samym wieku obeznane w literaturze z każdą z nich kiedyś spałem ale teraz to już skończone jesteśmy przyjaciółmi były w Afryce Paryżu Grecji tu i tam pieprzyły kilku znanych facetów jedna żyje teraz z milionerem jakieś kilka mil stąd chodzi z nim na śniadania i kolacje karmi jego rybki jego koty i jego psa kiedy się upije dzwoni do mnie ta druga ma trudniejsze życie sama w małym mieszkaniu w Venice (Kalifornia) słuchająca bębenków bongo sławni mężczyźni wolą chyba młode kobiety młodej kobiety łatwiej się pozbyć: mają więcej miejsc do których mogą iść kobietom które były kiedyś piękne trudno się zestarzeć muszą stać się inteligentniejsze (jeżeli chcą utrzymać swojego faceta) i robić więcej rzeczy w łóżku i poza nim te 2 kobiety które znam są dobre w łóżku i poza nim i są inteligentne wystarczająco inteligentne by wiedzieć że nie mogą do mnie przyjść i zostać dłużej niż godzinę lub dwie są dość podobne i wiem że jeśli przeczytają ten wiersz zrozumieją go tak samo jak rozumieją Rimbauda i Rilkego czy Keatsa w międzyczasie spotkałem młodą blondynkę z Fairfax kiedy ogląda moje obrazy na ścianach ja skrobie spody jej stóp. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM Kochankowie z Werony IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.02.02, 21:29 Oni się jeszcze nie poznali a już są straceni - Jeszcze ręka nie zna tamtej ręki uściśnienia a już wszystko przegrane jest i wypełnione - Bo gdzieś już się rozstają i grób się otwiera a czas ostrzem jedno ciało dzieli od drugiego - Oni się jeszcze nie poznali a przecież każdy nasłuchuje kroków co przyjdą i słów wymówionych którymi tętni przestrzeń zamilkła - I tak za niewidoczną szybą trwając skroń przy skroni skazują się nawzajem - Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM Zamieszkaj sobie. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.02.02, 22:03 Ależ tak oczywiście proszę proszę zamieszkaj sobie w moim świecie drzwi otwarte bardziej niż rana najgłębsza Wejdż Spójrz jak przestronnie tu choć przecież tłoczno od marzeń kłębków śmiechu łez baśniokruchów Popatrz ile jeszcze wolnych krzeseł na nitce nadziei dynda ile złotych myśli przetyka zgrzebne chodniki ile luster czujnych blaskiem kusi Proszę jeśli tak bardzo chcesz zamieszkaj w moim świecie Chwileczkę tylko łokciem ławę przetrę na przyjęcie nagłego gościa no i już możesz przycupnąć odpocząć choćby pod oknem Zobacz jak mrugają do ciebie płomienie świec jak wirują w nagłym tańcu wszystkie śmiecie. R.Marciniak Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg Zbigniew Matyjaszczyk-Kwiecia pielęgnowanie 19.02.02, 22:58 Kwiecia pielęgnowanie Żonie Iwonie dedykuję W donicy kwiat przez całe lata rosły wdycha codzienność - dwojga ludzi trwanie. I taką wonią pokój nam wypełnia, jakim kochaniem jest podlany przez nas. Bywa, że w pąki chowa sens współżycia, przyschnięte liście zwija w rulon zżółkły, by w dzień następny młodym wzbić się pędem, nauczyć się przebaczać, piękniejszym być od łanów smutnych traw. Trzeba mu słów, dotyków domowników, słonecznej ciepli, z ust danej kropli wody, zapewnień, że potrzebny nam jego widok miły, że zabłąkany w nas motyl wysączy jego słodki smak. Zmywamy liście, głaszczemy delikatnie każdą łodyżkę i małe w niej wspomnienie, lecz tylko miłe, tylko to miłe... inne ścieramy w niebyt zapomnienia. I każdym rankiem znów zerkamy w okno, pielęgnujemy, co nam pozostało, budzimy życie weń pocałunkami, by kwiecia miłość więcej rozkwitała. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM Nieistniejący IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.02.02, 23:58 Gdzie jesteś,przyjacielu czysty jak roślina, wierniejszy niż własne ciało. Miliony ludzi rodzi ziemia, ale ty się nie urodziłeś. Nie ma nawet ciszy oczekującej na twój głos, nawet przestrzeni oczekującej na cień poruszenia się twojej ręki. NIEISTNIEJACY, przyjdż do mnie. A.Swirszczyńska Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg Bazyli Wielki - Napisz mi, proszę cię 20.02.02, 21:18 Bazyli Wielki Napisz mi, proszę cię Jeśli mnie kochasz, napisz mi, proszę cię; jeśli jesteś nadąsany na mnie, napisz mi także, mimo swego nadąsania. Zawsze będzie dla mnie wielką radością, gdy otrzymam list od przyjaciela, jeśli nawet jest trochę zagniewany. Zatem, zdecyduj się... Otrząśnij się ze swej ociężałości! Nie mów, że nie masz nic do napisania. Jeśli nie masz co mi napisać, napisz mi, że nie masz co mi napisać: będzie to dla mnie już coś ważnego i radosnego! Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg Roman Brandstaetter-Madonna ateistów 20.02.02, 21:00 Madonna ateistów Czuwam nad tymi, Którzy nie wierzą W mojego Syna. Pragnę im pomóc. Są moimi dziećmi. Jak wszyscy. Chociaż nic o tym Nie wiedzą. Modlę się. Modlę się Za tych, Którzy się nie modlą. Gdy krwawią, Moją modlitwą Jak bandażem Owijam ich rany. Gdy toną, Rzucam im Moją modlitwę Jak pas ratunkowy. Gdy umierają, Z mojej modlitwy Czynię wezgłowie Dla ich zmęczonej Skroni. A potem biorę do ręki Ich syczące popioły. I kładę je U stóp mojego Syna. I błagam Go O miłosierdzie Dla próchna. Dla przeczących Dla niewierzących. Dla nie istniejących. Mówię: Stwórz ich, Mój Synu najukochańszy. Wypełń ich Swoją treścią. Natchnij ich Swoją wiecznością. Rozpal ich Swoją męką. Niech będą Twoim cierniem. Niech będą Twoim krzyżem. Umrzyj za nich. Umrzyj jeszcze jeden raz. Jeszcze raz. Ostatni raz, Mój Synu najukochańszy. Błaga Cię o to Twoja Matka. Błaga Cię o to Madonna ateistów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.02.02, 22:25 A mnie z tobą pijanym wesoło- Nie ma sensu w twoich opowieściach. Wczesna jesień rozwiesiła wkoło Chorągiewki żółte na gałęziach. Zabłądziliśmy w ułudne strony I oboje się gorzko kajamy, Lecz dlaczego nieodgadniony Martwy uśmiech na ustach mamy? Myśmy męki okrutnej pragnęli Zamiast szczęścia niezmąconego... Nie odwrócę się od przyjaciela I rozpasanego i czułego. A.Achmatowa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Anna Kamieńska-Do przyjaciół IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.02.02, 22:36 Anna Kamieńska Do przyjaciół Źle źle się starzejemy przyjaciele tak się czepiamy piachu dni tak się boimy zim jesieni przeszłość nam idzie za plecami lufami karabinów nas popycha a palec światła wyczesuje z mroku Czekając aż się zacznie życie źle źle się starzejemy przyjaciele z głową wstecz obróconą nie zdążymy Schodzimy z wolna z twarzą starych dzieci młodością poorani głodami niesyci zdziwieni że raz jeszcze nikt nie ocaleje Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Ignacy Krasicki-Przyjaciele IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.02.02, 22:40 Ignacy Krasicki Przyjaciele Zajączek jeden młody Korzystając z swobody, Pasł się trawką, ziółkami w polu i ogrodzie, Z każdym w zgodzie. A że był bardzo grzeczny, rozkoszny i miły, Bardzo go inne zwierzęta lubiły. I on też, używając wszystkiego z weselem, Wszystkich był przyjacielem. Raz, gdy wyszedł w świtanie i bujał po łące, Słyszy przerażające Głosy trąb, psów szczekania, trzask wielki po lesie. Stanął... Słucha... Dziwuje sie... A gdy się coraz zbliżał ów hałas, wrzask srogi, Zając w nogi. Spojrzy się poza siebie: aż tu psy i strzelce! Strwożon wielce, Przecież wypadł na drogę, od psów się oddalił. Spotkał konia, prosi go, iżby się użalił "Weź mnie na grzbiet i unieś!" Koń na to: "Nie mogę, ale od innych pewną będziesz miał załogę" Jakoż wół się nadarzył. "Ratuj, przyjacielu!" Wół na to: "Takich jak ja zapewne niewielu Znajdziesz, ale poczekaj i ukryj się w trawie, Jałowica mnie czeka, niedługo zabawię. A tymczasem masz kozła, co ci dopomoże" Kozieł: "Żal mi cię, niebożę! Ale ci grzbietu nie dam, twardy, nie dogodzi; Oto wełniasta owca niedaleko chodzi, Będzie ci miętko siedzieć" Owca rzecze: "Ja nie przeczę, Ale choć uniosę pomiędzy manowce, Psy dogonią i zjedzą zająca i owcę; Udaj się do cielęcia, które się tu pasie ". "Jak ja ciebie mam wziąć na się, Kiedy starsi nie wzięli?" - cielę na to rzekło I uciekło. Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły, Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM Bajka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.02.02, 22:55 Jak bardzo wiele mamy lat pod tą leszczyną.Pod tą leszczyną. Ciągłością umęczony świat i czją winą?Czyją winą? Tak w siebie zapatrzeni przekraczamy nas. Daleko za odległość.Daleko za odległość. Oczom widocznie nadszedł czas, by dojrzeć świata część zaległą. Zobaczył nam się nagle świat ja ciebie widzę a ty mnie Och jak niewiele mamy lat: jak krótka bajka w długim śnie. E.Lipska. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM * * * * IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.02.02, 23:03 Zasłuchany w głos szepcący O czymś lepszym w głębi mnie, Myśli złudnej i mamiącej Nie uwierzę nawet w śnie. Czekam fali nadchodzącej, Co ku złotym zorzom zwie. Ledwie poprzez rozmodlenia, Na kolana padłszy w pył Widzę biały odblask cienia Swiata,w którym dotąd żył, Skroś widzenia,przywidzenia Lepszych potęg większych sił. A.Błok. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.02.02, 22:33 Chorału Bacha słyszę dżwięki, Na niebo ciągną szare mgły I wszystko mi już leci z ręki: Miłość i rozkosz,prawda,sny. I w którąkolwiek pójdę stronę, Wszędzie jesienny chrzęści chrust. A jeszcze nic nie załatwione I nie odjęte nic od ust. Patrz!Dzikiej róży krzak serdeczny W wichurze zeschły traci liść. Ach!I Sąd jeszcze Ostateczny, Na który trzeba będzie iść. J.Lechoń. Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg Re: To, co piękne... 20.02.02, 23:16 No to idę ,ale tylko się przespać Dobranoc .......... zresztą któż wie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.02.02, 23:20 Piękne teksty,więc sny pewnie takie będą.Dobranoc. Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg Józef Baran-Ballada o staruszkach 21.02.02, 22:25 Ballada o staruszkach patrzą lecz mało widzą słuchają nie słyszą mówią lecz nic nam to nie mówi już prawie są ciszą istnieją nieistotnie coraz bledsze kopie zaginionego w lustrze Autentyku ich rozkład do którego stosują się skrupulatnie jest co do minuty nieaktualny od czasu do czasu bawią się z czasem w chowanego szukając rano i wieczorem nieistniejącego odbicia z wczoraj Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg Adam Ziemianin - Nosi mnie 21.02.02, 14:52 Adam Ziemianin NOSI MNIE Nosi mnie wodzi mnie Na pokuszenie mnie nosi Po ogrodku wodzi mnie Po lesie i po asfalcie W środę piątek i niedzielę Nawet wcale nie wiem Po jaką cholerę Nosi mnie i wodzi mnie Na pokuszenie A może to tylko Pospolite ruszenie Zbieram sobie kaczeńce i półszlachetne kamienie Ale dalej mnie nosi Rzucam się miotam się I tak mnie wodzi Że idę przed siebie A tu puste kieszenie Chyba na pokuszenie Więc jeszcze bardziej wodzi mnie Nic tutaj nie zmienię Kiedyś zbierałem znaczki I etykiety zapałczane Nawet w sobie się zbierałem A teraz wodzi mnie Nosi mnie na pokuszenie Nawet po wodzie mineralnej Wodzi mnie i kusi mnie Zwłaszcza nad ranem I amen w pacierzu Choć mówię do siebie I nie wódź mnie Na pokuszenie Nosi mnie wodzi mnie Słońce po bożemu wstaje A ziemnia dziwną mi jest Bo mnie nosi i wodzi Koło kiosku "Ruchu" Przy telewizorze - o Boże! A nawet przy stole Też mnie nosi i wodzi W radiu coś mówią Że mnie nosi i wodzi W telewizji nawet Mówią i pokazują Więc tęskno mi Bo mnie nosi i wodzi Na zatracenie I na pokuszenie Po całym domu I po strychu Też mnie nosi Tylko czekać Jak mnie rozniesie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 18:20 Zarem bucha dzionek wietrzny, Słońce spiekło mi ramiona. Ponade mną strop powietrzny, Niby tafla szkła przyćmiona; Nieśmiertelnik zasuszony W rozsypanych pachnie włosach. Na pniu jodły pokrzywionej Wąziuteńka mrówcza szosa. Lśni leniwie toń jeziora, Zycie znowu jest przyjemne... Kto mi przyśni się z wieczora, Gdy w hamaku pstrym zadrzemnę ? M.A.Gorienko. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AndrzejG Adam Ziemianin-Sen pod mostem IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.02.02, 18:37 Sen pod mostem Sen był tak lekki Jak letnie poziomki Nikt go nie przyniósł Nie wiem kto odkrył? Przyszedł całkiem znienacka Sam urodził się pod mostem Górą szli ludzie na drugi brzeg Woda w rzece była do kostek W tej rzece ryby szły do źródła Jedna o drugą tarły łuską We śnie też brakowało wody Zmętniało całkiem wody lustro Górą dalej ludzie szli na drugi brzeg Krzyżując się w marszu z rybami I budzili się pod koniec drogi Wszyscy tak samotnie sami Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM co noc........ IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 20:40 Co noc,gdy już nas nuda bezbrzeżna ogarnia, Gdy czczość jałową w myśli,w sercu pustkę mamy, Wypluwa nas na miasto knajpa lub kawiarnia, I błądzimy bez celu po zamknięciu bramy. A potem:łomotanie czasem półgodzinne, Nimwreszcie stróż zaspany obudzić się raczy, I myśl:zabłądzić w końcu przed drzwi jakieś inne, Co prowadzą do "Lepiej" lub choćby "Inaczej". J.Lechoń. Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejg Julian Kawalec-DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA 21.02.02, 22:35 Julian Kawalec DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA Jaka długa i trudna jest droga Do ciebie drugi człowieku Już mi się wydało Że stanąłem na progu I że za chwilę będę u ciebie Ale gdy przestąpiłem próg Ściany izby nagle się rozpadły I znalazłem się pośrodku Nieznanej przymglonej przestrzeni Stąpałem jakby po omacku A gdy się nieco rozjaśniło Ucieszyłem się niezmiernie Bo myślałem, że wszedłem Na łąkę twojej dobroci I że jaskry mam na przewodników Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM Małżeństwo IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 23:22 Ze tak im było dane zestarzeć się jak świątkom przy drodze tak samo spróchniali tak samo poorani mrozem i zawieją Ze tak im dozwolono iść serce w serce biodro w biodro zmarszczka w zmarszczkę Ze tak im darowano istnieć w sobie podwójnie i milczeć wzajemnie Ze tak im dopuszczono by nawet w sen wchodzili razem on ją obejmował na poduszce by o kamień snu nie zraniła stopy Ze tak ich wysłuchano aby to on czerwone jabłko niósł jej do szpitala i ukląkł w jej ostatniej łzie A.Kamieńska. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM Drzwi IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 23:38 Były tam drzwi. Zwyczajne drzwi. Otwierał. Sciany z radości wokół mnie jak dzwon. Co myślał?-nie wiem. Co czuł?-nie pojmuję. W ciemnym,wilgotnym od starości domu światło ze wszystkich stron. A to już noc. On ze mną-tokujący jak ptak w gałęziach drzewa. I ja wpatrzona w niego niepamiętna że czas upływa. I było tak jakby przez pokój wiał ziołami pachnący wiatr i jakby nas nie ściany otaczały ale kwitnący sad. Dziś innych dzierżaw zwiedzamy pejzaże. Nie pozostaje w nich dotyku ślad. Lecz wśród tych ścian i poza tymi drzwiami blask owej nocy trwa. J.Brzostowska. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ANdrzejG Józef Baran-ON I ONA IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.02.02, 06:22 ON I ONA gdy on już w myślach zdążył się otrzepać jak kogut zbiec po schodach hotelu wsiąść do pociągu by czym prędzej czmychnąć od niej gdzie pieprz rośnie ona przytulając się do niego z zamkniętymi oczyma zbudowała z nimi przez ten czas dom pachnący obiadem i świeżymi dziećmi do którego wbiegł właśnie po schodach (w rzeczywistości on i ona przespali się dziś z sobą pierwszy raz i leżąc milczą o tym właśnie w dwu obcych nieznanych sobie językach) Józef Baran Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eM Niespodziane spotkanie. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.02.02, 07:56 Jesteśmy bardzo uprzejmi dla siebie, twierdzimy że to miło spotkać się po latach. Nasze tygrysy piją mleko. nasze jastrzębie chodzą pieszo. Nasze rekiny toną w wodzie. nasze wilki ziewaą przed otwartą klatką. Nasze żmije otrząsneły się z błyskawic, małpy z natchnień,pawie z piór. Nietoperze jakże dawno uleciały z naszych włosów. Milkniemy w połowie zdania bez ratunku uśmiechnięci. Nasi ludzie nie umieją mówić ze sobą. W.Szymborska. Odpowiedz Link Zgłoś