Dodaj do ulubionych

To, co piękne...

    • Gość: AndrzejG setny tekst IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.02.02, 15:02
      Sto lat , sto lat
      niech żyje, żyje nam
      • Gość: Dzik Re: setny ubaw :-) IP: *.*.*.* 11.02.02, 15:10
        • Gość: Andy Re: Pieknosci IP: *.pl 11.02.02, 20:48
          Nie pamietam juz autora, ale wpisal mi sie mniej wiecej tak:
          Zasypani pylem przemijan,odgrzebujemy w zachwycie i zalu
          kamienie wspomnien
          drewnianym stukotem serc mierzac odlegly czas.

          Niezle....
          • krakers11 Re: Pieknosci 12.02.02, 00:55
            GDY SIE JEST SAMOTNYM

            Gdy sie jest samotnym
            teski sie aby byc we dwoje
            ale gdy sie jest we dwoje
            jest sie zawsze w troje
            ten trzeci to ow samotny
            ktory nadal jest samotny


            Smutne ale piekne
            • Gość: AndrzejG Re: Pieknosci IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.02.02, 06:35
              krakers11 napisał(a):

              > GDY SIE JEST SAMOTNYM
              >
              > Gdy sie jest samotnym
              > teski sie aby byc we dwoje
              > ale gdy sie jest we dwoje
              > jest sie zawsze w troje
              > ten trzeci to ow samotny
              > ktory nadal jest samotny
              >
              >
              > Smutne ale piekne

              Według mnie jest sie we czworo , a to już może być wesoło
              jak ci samotni, którzy nadal sa samotni beda razem:)))
    • przyjaciel1 Re: To, co piękne... 12.02.02, 10:29
      to co piękne jest niedostrzegalne wyrażnie tylko dla oczu
    • Gość: Dzik To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (1) IP: *.*.*.* 12.02.02, 13:46
      Poncjusz Piłat

      W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika
      posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem
      czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan pod krytą
      kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego
      wyszedł procurator Judei Poncjusz
      Piłat.

      Procurator ponad wszystko nienawidził zapachu olejku
      różanego, a dziś wszystko zapowiadało niedobry dzień,
      ponieważ woń róż prześladowała procuratora od samego
      rana. Miał wrażenie, że różany aromat sączy się z
      rosnących w ogrodzie palm i cyprysów, że z wydzielanym
      przez eskortę odorem potu i skórzanego rynsztunku
      miesza się zapach znienawidzonych
      kwiatów.
      Z zabudowań na tyłach pałacu, gdzie kwaterowała
      przybyła do Jeruszalaim wraz z procuratorem pierwsza
      kohorta dwunastego legionu Błyskawic, aż tu,
      pod kolumnadę, napływał poprzez górną kondygnację
      ogrodu gorzkawy dymek świadczący, że kucharze w
      centuriach zaczęli już gotować obiad, i w tym
      dymku także była domieszka oleistych różanych
      aromatów.
      "Za cóż mnie tak karzecie, o bogowie ?... Tak, to bez
      wątpienia znowu ta niezwyciężona, straszliwa choroba
      .... hemicrania, przy której boli pół głowy .....
      choroba, na którą nie ma lekarstwa, przed którą nie
      ma
      ratunku... Spróbuję nie poruszać głową.."
      Na mozaikowej posadzce przy fontannie był już
      przygotowany tron i procurator nie spojrzawszy na
      nikogo zasiadł na nim i wyciągnął rękę w bok. Sekretarz
      z uszanowaniem złożył w jego dłoni kawałek pergaminu.
      Procurator, nie zdoławszy opanować bolesnego grymasu,
      kątem oka pobieżnie przejrzał tekst, zwrócił
      sekretarzowi pergamin, powiedział z
      trudem:
      - Podsądny z Galilei ?
      Przesłaliście sprawę tetrarsze ?
      - Tak, procuratorze - odparł
      sekretarz.
      - A on
      ?
      - Odmówił rozstrzygnięcia tej sprawy i wydany przez
      Sanhedryn wyrok śmierci przesłał do twojej decyzji -
      wyjaśnił sekretarz.
      Procuratorowi skurcz wykrzywił policzek. Powiedział
      cicho:
      - Wprowadzić
      oskarżonego.
      Natychmiast dwóch legionistów wprowadziło między
      kolumny z ogrodowego placyku dwudziestosiedmioletniego
      człowieka i przywiodło go przed tron procuratora.
      Człowiek ów odziany był w stary, rozdarty, błękitny
      chiton. Na głowie miał biały zawój przewiązany wokół
      rzemykiem, ręce związano mu z tyłu. Pod jego lewym
      okiem widniał wielki siniak, w kąciku ust miał zdartą
      skórę i zaschłą krew. patrzył na procuratora z lękliwą
      ciekawością. Tamten milczał przez chwilę, potem cicho
      zapytał po aramejsku:
      - Więc to ty namawiałeś lud do zburzenia
      jeruszalaimskiej świątyni ?
      Procurator siedział niczym wykuty z kamienia i tylko
      jego wargi poruszały się ledwie zauważalnie, kiedy
      wymawiał te słowa. Był jak z kamienia, bał się bowiem
      poruszyć głową płonącą z piekielnego
      bólu.
      Człowiek ze związanymi rekami postąpił nieco ku
      przodowi i począł mówić:
      - Człowieku dobry. Uwierz mi
      ....
      Ale procurator, nadal znieruchomiały, natychmiast
      przerwał mu, ani o włos nie podnosząc
      głosu:
      - Czy to mnie nazwałeś dobrym człowiekiem ? Jesteś w
      błędzie. Każdy w Jeruszalaim powie ci, że jestem
      okrutnym potworem, i to święta prawda. - Po
      czym równie beznamietnie dodał: - Centurion Szczurza
      Śmierć, do mnie !
      Wszystkim się wydało, że zapada mrok, kiedy centurion
      pierwszej centurii Marek, zwany także Szczurzą
      Śmiercią, wszedł na taras i stanął przed procuratorem.
      Był o głowę wyższy od najwyższego żołnierza legionu i
      tak szeroki w barach, że przesłonił sobą niewysokie
      jeszcze słońce. Procurator zwrócił się do centuriona po
      łacinie:
      -Przestępca nazwał mnie człowiekiem
      dobrym.
      Wyprowadź go stąd na chwilę i wyjaśnij mu, jak należy
      się do mnie zwracać. Ale nie kalecz go.
      Wszyscy prócz nieruchomego procuratora odprowadzali
      spojrzeniami Marka Szczurzą Śmierć, który skinął na
      aresztanta, każąc mu iść za sobą.
      Szczurzą Śmierć w ogóle zawsze wszyscy odprowadzali
      spojrzeniami, gdziekolwiek się pojawiał, tak
      niecodziennego był wzrostu, a ci, którzy
      widzieli go po raz pierwszy, patrzyli nań z tego także
      powodu, że twarz centuriona była potwornie zeszpecona -
      nos jego strzaskało nigdyś uderzenie germańskiej
      maczugi. Ciężkie buciory Marka załomotały po mozaice,
      związany poszedł za nim bezgłośnie, pod kolumnadą
      zapanowało milczenie, słychać było gruchanie
      gołębi na ogrodowym placyku nie opodal balkonu, a także
      wodę śpiewającą w fontannie dziwaczną i miłą
      piosenkę.
      Procurator nagle zapragnął wstać, podstawić skroń pod
      strugę wody i pozostać już w tej pozycji. Wiedział
      jednak, że i to nie przyniesie ulgi. Szczurza Śmierć
      spod kolumnady wyprowadził aresztowanego do ogrodu,
      wziął bicz z rąk legionisty, który stał u stóp
      brązowego posągu, zamachnął się od niechcenia i uderzył
      aresztowanego po ramionach. Ruch centuriona był lekki
      i niedbały, ale związany człowiek natychmiast zwalił
      się na ziemię, jakby mu ktoś podciął nogi, zachłysnął
      się powietrzem, krew uciekła mu z twarzy, a jego oczy
      stały się puste. Marek lewą ręką lekko poderwał
      leżącego w powietrze, jakby to był pusty worek,
      postawił go na nogi, powiedział przez nos, kalecząc
      arameiskie słowa:
      - Do procuratora rzymskiego zwracać się: hegemon.
      Innych słów nie mówić. Stać spokojnie. Zrozumiałeś czy
      uderzyć ?
      Aresztowany zachwiał się, ale przemógł słabość, krew
      znów krążyła, odetchnął głęboko i ochryple
      powiedział:
      - Zrozumiałem cię. Nie bij mnie.
    • Gość: Dzik To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (2) IP: *.*.*.* 12.02.02, 13:54
      Po chwili znowu stał przed
      procuratorem.
      Rozległ się matowy, zbolały
      głos:
      - Imię
      ?
      - Moje ? - pośpiesznie zapytał aresztowany, całym swoim
      jestestwem wyrażając gotowość do szybkich i rzeczowych
      odpowiedzi, postanowienie, że nie da więcej powodów do
      gniewu. Procurator powiedział
      cicho:
      - Moje znam. Nie udawaj głupszego, niż jesteś.
      Twoje.
      - Jeszua - śpiesznie odpowiedział
      aresztowany.
      - Masz przezwisko
      ?
      -
      Ha-Nocri.
      - Skąd jesteś
      ?
      - Z miasta Gamala - odpowiedział aresztant, zarazem
      wskazując głową, że gdzieś tam daleko, na prawo od
      niego, na północy,jest miasto Gamala.
      - Z jakiej krwi
      ?
      - Dokładnie tego nie wiem - z ożywieniem odpowiedział
      aresztowany. - Nie pamiętam moich rodziców. Powiadają,
      że ojciec był Syryjczykiem ....
      - Gdzie stale mieszkasz
      ?
      - Nigdzie, nie mam domu - nieśmiało odpowiedział
      aresztant. - Wędruję od miasta do miasta.
      - Można to nazwać krócej, jednym słowem. Włóczęgostwo -
      powiedział procurator i zapytał: - Masz rodzinę
      ?
      - Nie mam nikogo. Sam jestem na
      świecie.
      - Umiesz czytać, pisać
      ?
      -
      Umiem.
      - Znasz jakiś język prócz arameiskiego
      ?
      - Znam.
      Grecki.
      Uniosła się opuchnięta powieka, zasnute mgiełką
      cierpienia oko wpatrzyło się w aresztowangeo. Drugie
      nadal było zamknięte. Piłat odezwał się po
      grecku:
      - Więc to ty zamierzałeś zburzyć świątynię i
      nawoływałeś do tego lud ?
      Aresztowany znowu się ożywił, jego oczy nie wyrażały
      juz strachu, zaczął mówić po
      grecku:
      - Czło... - przerażenie błysnęło w jego oczach,
      zrozumiał,że omal się nie przejęzyczył. - Ja,
      hegemonie, nigdy w życiu nie miałem zamiaru burzyć
      świątyni i nikogo nie namawiałem do tak nonsensownego
      uczynku. Zdziwienie odmalowało się na twarzy
      sekretarza, który pochylony nad niziutkim stołem
      spisywał zeznania. Uniósł głowę, ale natychmiast znów
      ją pochylił nad
      pergaminem.
      - Wielka ilość rozmaitych ludzi schodzi się do tego
      miasta na święto. Są wśród nich magowie, astrologowie,
      wróżbici i mordercy - monotonnie mówił procurator -
      niekiedy zdarzają się także kłamcy. Ty, na przykład,
      jesteś kłamcą. Zapisano tu wyraźnie - podburzałeś do
      zniszczenia świątyni. Tak zaświadczyli
      ludzie.
      - Ci dobrzy ludzie - zaczął mówić więzień i śpiesznie
      dodawszy: - hegemonie - ciągnął: - niczego nie
      studiowali i wszystko, co mówiłem, poprzekręcali.
      W ogóle zaczynam się obawiać, że te nieporozumienia
      będą trwały jeszcze bardzo, bardzo długo. A wszystko
      dlatego, że on niedokładnie zapisuje to, co
      mówię.
      Zapadło milczenie. Teraz juz oboje zbolałych oczu
      patrzyło ociężale na
      aresztowanego.
      - Powtarzam ci, ale już po raz ostatni, abyś przestał
      udawać wariata, zbrodniarzu - łagodnie, monotonnie
      powiedział Piłat. - Niewiele zapisano z tego, coś
      mówił, ale tego, co zapisano, jest w każdym razie dość,
      aby cię
      powiesić.
      - O, nie, o, nie, hegemonie ! - w żarliwym pragnieniu
      przekonania rozmówcy mówił aresztant - chodzi za mną
      taki jeden z kozim pergaminem i bez przerwy pisze. Ale
      kiedyś zajrzałem mu do tego pergaminu i strach
      mnie
      zdjął. Nie mówiłem dosłownie nic z tego, co tam zostało
      napisane. Błagałem go: spal, proszę cię, ten pergamin
      ! Ale on mi go wyrwał i uciekł.
      - Któż to taki ? - opryskliwie zapytał Piłat i dotknął
      dłonią skroni.
      - Mateusz Lewita - skwapliwie powiedział więzień. - Był
      poborcą podatkowym i spotkałem go po raz pierwszy na
      drodze do Bettagium, w tym miejscu, gdzie do drogi
      przytyka ogród figowy, i rozmawiałem z nim. Na początku
      potraktował mnie nieprzyjaźnie, a nawet mnie obrażał,
      to znaczy wydawało mu sie, że mnie obraża, ponieważ
      nazywał mnie psem. - Aresztowany uśmiechnął się. - Co
      do mnie, nie widzę w tym zwierzęciu nic złego, nic
      takiego, żeby się obrażać za to słowo
      ....
      Sekretarz przestał notować i ukradkiem spojrzał
      zdziwiony nie na aresztowanego jednak, tylko na
      procuratora.
      -... lecz wysłuchawszy mnie, złagodniał - ciągnął
      Jeszua - a w końcu cisnął pieniądze na drogę i
      oświadczył, że pójdzie ze mną na wędrówkę.
      ....
      Piłat uśmiechnął się połową twarzy, wyszczerzając
      pożółkłe zęby i przemówił, całym ciałem zwracając się
      ku sekretarzowi:
      - O, miasto Jeruszalaim ! Czegóż tu nie można usłyszeć
      ?! Poborca podatków, słyszycie, cisnął pieniądze na
      drogę !

    • Gość: Dzik To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (3) IP: *.*.*.* 12.02.02, 14:02
      Sekretarz, nie wiedząc, co na to odpowiedzieć, uznał za
      wskazane uśmiechnąć się tak jak
      Piłat.
      - Powiedział, że od tej chwili nienawidzi pieniędzy -
      objaśnił Jeszua dziwne zachowanie Mateusza Lewity i
      dodał: - Odtąd wędrował wraz ze mną.
      Procurator, ciągle jeszcze szczerząc zęby, przyjrzał
      się więźniowi, potem spojrzał na słońce, które
      nieubłaganie wznosiło się coraz wyżej i wyżej nad
      posągami jeźdźców na leżącym z prawej strony, w dali, w
      dolinie, hipodromie, i znienacka, w jakiejś męczącej
      udręce, pomyślał, że najprościej byłoby pozbyć się z
      balkonu tego dziwacznego rozbójnika, wyrzekłszy dwa
      tylko słowa: "powiesić go
      !"
      Pozbyć się także eskorty, przejść spod kolumnady do
      wnętrza pałacu, polecić by zaciemniono okna komnaty,
      zwalić się na łoże, zażądać zimnej wody, umęczonym
      głosem przywołać psa Bangę, użalić się przed nim na tę
      hemicranię ... W obolałej głowie procuratora błysnęła
      nagle kusząca myśl o truciźnie.
      Patrzył na więźnia zmętniałymi oczyma i przez czas
      jakiś milczał, z trudem usiłując sobie przypomnieć,
      czemu to na tym niemiłosiernym porannym skwerze
      stoi przed nim więzień o twarzy zniekształconej razami,
      uświadomić sobie, jakie jeszcze niepotrzebne nikomu
      pytania będzie tu musiał zadawać.
      - Mateusz Lewita ? - zapytał ochryple chory i zamknął
      oczy.
      - Tak, Mateusz Lewita - dotarł doń wysoki, zadręczający
      głos.
      - W takim razie, co mówiłeś o świątyni tłumowi na
      targowisku ?
      Wydawało się Piłatowi, że głos odpowiadającego kłuje go
      w skroń, ten głos męczył go niewypowiedzianie, ten głos
      mówił:
      - Mówiłem, hegemonie, o tym, że runie świątynia starej
      wiary i powstanie nowa świątynia prawdy. Powiedziałem
      tak, żeby mnie łatwiej zrozumieli.
      - Czemuś, włóczęgo, wzburzał umysły ludu na targowisku
      opowieściami o prawdzie, o której ty sam nie masz
      pojęcia ? Cóż więc jest prawdą ?
      I pomyślał sobie procurator: "Bogowie ! Pytam go na
      sądzie o takie rzeczy, o które pytać nie powinienem ...
      Mój umysł mnie zawodzi .. " I znów zamajaczył
      mu przed oczyma puchar ciemnego płynu "Trucizny mi
      dajcie, trucizny ..." I znów usłyszał
      głos:
      - Prawdą jest to przede wszystkim, że boli cię głowa i
      to tak bardzo cię boli, że małodusznie rozmyślasz o
      śmierci. Nie dość, że nie starcza ci sił, by ze mną
      mówić, ale trudno ci nawet na mnie patrzeć. Mimo woli
      staję się teraz twoim katem, co zasmuca mnie ogromnie.
      Nie możesz nawet o niczym myśleć i tylko marzysz o tym,
      by nadszedł twój pies, jedyne zapewne stworzenie, do
      którego jesteś przywiązany. Ale twoje męczarnie zaraz
      się skończą, ból głowy
      ustąpi.
      Sekretarz wytrzeszczył oczy na więźnia, nie dopisał
      słowa do końca. Piłat podniósł na aresztanta umęczone
      spojrzenie i zobaczył, że słońce stoi już dość wysoko
      nad hipodromem, że promień słoneczny przeniknął
      pod
      kolumnadę, podpełza ku znoszonym sandałom Jeszui, i że
      ten stara się usunąć ze
      słońca.
      Wówczas procurator wstał z tronu, ścisnął dłońmi głowę,
      na jego wygolonej żółtawej twarzy pojawił się wyraz
      przerażenia. Ale Piłat natychmiast opanował go
      wysiłkiem woli i znowu opadł na tron. Więzień natomiast
      kontynuował tymczasem swoją przemowę, sekretarz
      niczego
      już jednak nie notował, tylko wyciągnął szyję jak
      gąsior i starał się nie uronić ani
      słowa.
      - I oto wszystko się już skończyło - życzliwie
      spoglądając na Piłata mówił aresztowany - i niezmiernie
      sie z tego cieszę. Radziłbym ci, hegemonie, abyś
      na czas jakiś opuścił pałac i odbył małą przechadzkę po
      okolicy, chociażby po ogrodach na stoku eleońskiej
      góry. Burza nadciągnie ...- więzień odwrócił się i
      popatrzył zmrużonymi oczyma w słońce - ...
      później,
      pod wieczór. Przechadzka dobrze ci zrobi, a ja ci
      chętnie będę towarzyszył. Przyszło mi go głowy kilka
      nowych myśli, które, jak sądzę, mogłyby ci się
      wydać interesującymi, i z przyjemnością bym się nimi z
      tobą podzielił, tym bardziej, że sprawiasz na mnie
      wrażenie bardzo mądrego człowieka. - Sekretarz
      zbladł śmiertelnie, pergamin spadł mu na posadzkę. -
      Szkoda tylko - ciągnął związany Ha-Nocri i nikt mu nie
      przerywał - że zbytnio jesteś zamknięty w sobie i
      zupełnie opuściła cię wiara w ludzi. Przyznasz
      przecież, że nie można wszystkich swoich uczuć
      przelewać na psa. Smutne jest twoje życie, hegemonie
      - w tym miejscu mówiący pozwolił sobie na
      uśmiech.
      Sekretarz myślał teraz już tylko o jednym - wierzyć czy
      nie wierzyć własnym uszom. Musiał im wierzyć. Postarał
      się zatem wyobrazić sobie, jaką też wymyślną formę
      przybierze gniew zapalczywego procuratora wobec tej
      niesłychanej śmiałości aresztowanego. Ale nie mógł
      sobie tego wyobrazić, choć nieźle znał
      procuratora.
      Wówczas dał się słyszeć zdarty, nieco zachrypnięty głos
      procuratora mówiącego po
      łacinie:
      - Rozwiążcie mu
      ręce.
      jeden z konwojujących legionistów stuknął włócznią o
      posadzkę, podał ją sąsiadowi, zbliżył się i zdjął
      więźniowi pęta. Sekretarz podniósł z ziemi pergamin,
      postanowił, że niczego na razie nie będzie notował i że
      niczemu nie będzie się dziwił.
    • Gość: Dzik To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (4) IP: *.*.*.* 12.02.02, 14:10
      - Przyznaj się - zapytał cicho po grecku Piłat - jesteś
      wielkim lekarzem ?
      - Nie, procuratorze, nie jestem lekarzem - odpowiedział
      aresztowany, rozcierając z ulgą zniekształcone i
      opuchniete, purpurowe przeguby dłoni.
      Piłat surowo przyglądał się aresztowanemu spode łab, w
      jego oczach nie było mgiełki, pojawiły się w nich
      dobrze wszystkim znane iskry.
      - Nie pytałem cię o to - powiedział - ale czy znasz
      może również łacinę ?
      - Znam - odpowiedział
      aresztowany.
      Rumieniec wystąpił na zżółkłe policzki Piłata i
      procurator zapytał po
      łacinie:
      - Skąd wiedziałeś, że chciałem przywołać psa
      ?
      - To zupełnie proste - odpowiedział po łacinie
      aresztowany. - Wodziłeś w powietrzu dłonią - tu więzień
      powtórzył gest Piłata - tak, jakbyś chciał go
      pogłaskać, a twoje wargi
      ...
      - Tak...- powiedział
      Piłat.
      Milczęli przez chwilę. A potem Piłat zapytał po
      grecku:
      - A zatem jesteś lekarzem
      ?
      - Nie, nie - żywo odpowiedział więzień. - Wierz mi, nie
      jestem lekarzem.
      - No cóż, jeśli chcesz to zachować w tajemnicy,
      zachowaj. Bezpośrednio ze sprawą to się nie wiąże.
      Utrzymujesz zatem, że nie nawoływałeś do zburzenia
      światyni ... czy też jej podpalenia, czy zniszczenia
      jej w jakiś inny sposób ?
      - Nikogo, hegemonie, nie nawoływałem do niczego
      takiego, powtarzam. Czy wyglądam na człowieka niespełna
      rozumu ?
      - O, nie, nie wyglądasz na człowieka niespełna rozumu -
      cicho odpowiedział procurator z jakimś strasznym
      uśmiechem. - Przysięgnij zatem, że nic takiego nie
      miało
      miejsca.
      - Na co chcesz, abym przysiągł ? - zapytał z ożywieniem
      uwolniony z więzów.
      - Choćby na własne życie - odpowiedział procurator. -
      Najwyższy czas, abyś na nie przysiągł, bo wiedz o tym,
      że wisi ono na włosku.
      - Czy sądzisz, hegemonie, że to tyś je na nim zawiesił
      ? - zapytał więzień.
      - Jeśli sądzisz tak, bardzo się mylisz.
      Piłat drgnął i odparł przez zęby:
      - Mogę przeciąć ten włosek.
      - Co do tego także się mylisz - powiedział z
      powątpiewaniem aresztowany, uśmiechając się
      dobrodusznie i zasłaniając dłonią przed słońcem. -
      Przyznasz, że przeciąć ten włosek może chyba tylko ten,
      kto zawiesił na nim moje
      życie.
      - Tak, tak - powiedział Piłat i uśmiechnął się. - Nie
      wątpię już teraz, że jeruszalaimscy próżniacy włóczyli
      się za tobą. Nie wiem, gdzieś się ćwiczył w wymowie,
      ale języka w gębie nie zapominasz. Nawiasem mówiąc,
      powiedz mi, czy to prawda, że przybyłeś do Jeruszalaim
      przez Suzską Bramę, jadąc oklep na ośle, i że
      towarzyszyły ci tłumy motłochu wiwatującego na twoją
      cześć, jakbyś był jakim prorokiem ? - i procurator
      wskazał zwój pergaminu.
      Więzień popatrzył na procuratora z niedowierzaniem. -
      Nie mam żadnego osła, hegemonie - powiedział.-
      Rzeczywiście wszedłem do Jeruszalaim przez Suzską
      Bramę, ale przyszedłem pieszo, a towarzyszył mi
      tylko Mateusz Lewita i nikt nie wiwatował ani niczego
      nie krzyczał, bo nikt mnie wtedy w Jeruszalaim nie
      znał.
      - Czy znany ci jest - ciągnął Piłat nie spuszczając
      wzroku z więźnia - niejaki Dismos albo Gestas, albo
      może Bar Rawan ?
      - Nie znam tych dobrych ludzi - odpowiedział
      aresztowany.
      - Czy to prawda
      ?
      - To
      prawda.
      - Powiedz mi zatem, czemu nieustannie mówisz o dobrych
      ludziach ? Czy nazywasz tak wszystkich ludzi ?
      - Wszystkich - odpowiedział więzień. - Na świecie nie
      ma złych ludzi.
      - Pierwszy raz spotykam się z takim poglądem -
      powiedział Piłat i uśmiechnął się. - Ale, być może za
      mało znam życie !.. Teraz możesz już nie notować -
      zwrócił się do sekretarza, chociaż sekretarz i tak
      niczego nie notował, a potem znowu zwrócił się do
      więźnia:- Czy wyczytałeś to w którejś z greckich ksiąg
      ?
      - Nie, sam do tego
      doszedłem.
      - I tego nauczasz
      ?
      -
      Tak.
      - A na przykład centurion Marek, którego nazywają
      Szczurzą Śmiercią, czy on także jest dobrym człowiekiem
      ?
      - Tak - odparł więzień. - Co prawda, jest to człowiek
      nieszczęśliwy. Od czasu, kiedy dobrzy ludzie go
      okaleczyli, stał się okrutny i nieczuły. Ciekawe, kto
      też tak go zeszpecił
      ?
      - Chętnie cię o tym poinformuję - powiedział Piłat -
      ponieważ byłem przy tym obecny. Dobrzy ludzie rzucili
      się na niego jak gończe na niedźwiedzia.
      Germanie wpili mu się w kark, w ręce, w nogi. Manipuł
      piechoty wpadł w zasadzkę i gdyby nie to, że turma
      jazdy, którą dowodziłem, przedarła się ze skrzydła, nie
      miałbyś, filozofie, okazji do rozmowy ze Szczurzą
      Śmiercią. To było w czasie bitwy pod Idistavino, w
      Dolinie Dziewic.
      - Jestem pewien - zamyśliwszy się powiedział więzień -
      że gdyby z nim porozmawiać, zmieniłby się z
      pewnością.
      - Sądzę - powiedział Piłat - że legat legionu nie byłby
      rad, gdyby ci wpadło do głowy porozmawiać z którymś z
      jego oficerów czy żołnierzy. Zresztą nie dojdzie do
      tego, na szczęście, i już ja będę pierwszym, który się
      o to
      zatroszczy.
      Wpadła pod kolumnadę jaskółka, zatoczyła krąg pod
      złotym jej pułapem, obniżyła lot, nieomal musnęła
      ostrym skrzydłem twarz stojącego we wnęce
      miedziangeo posągu i zniknęła za kapitelem kolumny. Być
      może zamierzała uwić tam
      gniazdo.
      Procurator śledził jej lot, myśl miał teraz jasną i
      lotną, sentencja wyroku dojrzała. Była taka: hegemnon
      rozpatrzył sprawę wędrownego filozofa Jeszui,
      którego zwą także Ha-Nocri, i w jego działalności nie
      dopatrzył się cech przestępstwa. Nie dopatrzył się
      zwłaszcza żadnego związku między działalnością Jeszui a
      niepokojami, które niedawno miały miejsce w
      Jeruszalaim. Wędrowny filozof okazał się być obłąkany,
      w związku z czym procurator nie zatwierdza wyroku
      śmierci wydanego na Ha-Nocri przez Mały Sanhedryn.
      Biorąc jednak pod uwagę to, że utopijne mowy szaleńca
      Ha-Nocri mogą stać się przyczyną rozruchów, procurator
      poleca wydalić Jeszuę z Jeruszalaim i uwięzić go w
      Caesarea Stratonica nad Morzem Śródziemnym, tam
      gdzie znajduje się rezydencja
      procuratora.
      Pozostało podyktować tę sentencję
      sekretarzowi.
      Skrzydła jaskółki zafurkotały tuż nad głową hegemona,
      ptak przemknął nad basenem fontanny, wyleciał spod
      kolumnady na otwartą przestrzeń. Procurator podniósł
      wzrok na więźnia i spostrzegł obok niego gorejący słup
      pyłu.
      - To już wszystko ? - zapytał sekretarza.
      - Niestety, nie - nieoczekiwanie odpowiedział tamten i
      podał Piłatowi następny kawałek
      pergaminu.
      - Cóż więc jeszcze ? - zapytał Piłat i zasępił
      się.


    • Gość: Dzik To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (5) IP: *.*.*.* 12.02.02, 14:21
      Kiedy przeczytał podany mu pergamin, jego twarz
      zmieniła się jeszcze bardziej. Czy to ciemna krew,
      która napłynęła do szyi i twarzy, czy też stało się coś
      jeszcze innego, dość, że skóra na twarzy procuratora z
      żółtej stała się ziemista, a oczy jak gdyby zapadły w
      głąb czaszki. Powodem tego była z pewnością jak zwykle
      krew, która napłynęła do skroni i łomotała w nich
      teraz, ale coś jednocześnie stało się ze
      wzrokiem
      procuratora. Przywidziało mu się, że głowa więźnia
      odpłynęła kędyś w bok, a na jej miejscu pojawiła sie
      inna. Ta druga głowa, łysiejąca, okolona była
      wieńcem z niewielu złotych listków. Na czole widniał
      okrągły wrzód, wyżartą skórę posmarowano maścią.
      Bezzębne usta były zapadnięte, dolna warga obwisła i
      kapryśna. Wydawało się Piłatowi, że znikły gdzieś
      różowawe kolumny tarasu i dalekie dachy Jeruszalaim,
      widniejące zwykle w dole za ogrodami, że wszystko
      dokoła zatonęło w gęstej zieleni ogrodów Caprejów. Ze
      słuchem także stało się coś dziwnego - jakby gdzieś w
      dali cicho, ale groźnie zagrały trąby i dobiegł wyraźny
      nosowy głos znacząco podkreślający słowa: "Ustawa o
      obrazie majestatu
      ..."
      Pobiegły urywane, chaotyczne, niezwykłe myśli: "Zginął
      !...", a potem - "Zginęliśmy !..." I błysnęła wśród
      tych myśli jakaś zupełnie głupia, o jakiejś tam
      nieśmiertelności, przy czym ta nieśmiertelność, nie
      wiedzieć czemu, była przyczyną niezwykłego
      smutku.
      Piłat skupił wolę, odpędził widziadła, spojrzeniem
      powrócił na taras i znowu zobaczył przed sobą oczy
      więźnia. - Słuchaj, Ha-Nocri - powiedział dziwnie
      jakoś spoglądając na Jeszuę; twarz procuratora była
      surowa, ale w oczach czaiła sie trwoga. - Czy
      kiedykolwiek mówiłeś coś o wielkim Cezarze ? Odpowiadaj
      ! Mówiłeś ? ... Czy też .. nie mówiłeś. - Słowo "nie"
      Piłat podkreśłił nieco bardziej, niżby to wypadało
      w sądzie, a jego spojrzenie przekazywało więźniowi
      jakąś myśl, jakby chciał coś aresztowanemu
      zasugerować.
      - Łatwo i miło jest mówić prawdę - zauważył
      Jeszua.
      - Nie muszę wiedzieć - powiedział Piłat głosem gniewnym
      i przytłumionym - czy miło ci, czy nie miło mówić
      prawdę. Będziesz musiał ją powiedzieć. Mów, rozważ
      każde słowo, jeśli nie pragniesz śmierci nie tylko
      niechybnej, ale i
      okrutnej.
      Nikt nie wie, co się stało procuratorowi Judei, dość,
      że pozwolił sobie na to, by podnieść rękę, jak gdyby
      osłaniając się przed palącym słońcem, i spod osłony
      dłoni, jak zza tarczy, przesłał więźniowi
      porozumiewawcze spojrzenie.
      - A więc - mówił - czy znasz niejakiego Judę z Kiriatu
      i co mianowicie mówiłeś temu człowiekowi o Cezarze,
      jeśliś mówił ?
      - To było tak - skwapliwie zaczął opowiadać
      aresztowany. - Przedwczoraj wieczorem w pobliżu
      świątyni poznałem pewnego młodego człowieka,
      który
      przedstawił mi się jako Juda z Kiriatu. Zaprosił mnie
      do swojego domu w Dolnym Mieście i podejmował mnie tam
      ...
      - Czy to dobry człowiek ? - zapytał Piłat i w jego
      oczach zabłysnął diabelski płomień. - Bardzo dobry i
      żądny wiedzy - przytaknął więzień. - Zainteresowały
      go
      bardzo moje przemyślenia, podjął mnie nader
      gościnnie...
      - Zapalił świeczniki .. - wtrącił przez zęby Piłat
      takim samym tonem, a jego oczy
      połyskiwały.
      - Tak - ciągnął Jeszua, nieco zdziwiony, że procurator
      wiedział o tym. - Poprosił mnie, abym zapoznał go z
      mymi poglądami na władzę państwową. Te sprawy ogromnie
      go
      ciekawiły.
      - Cóż więc mu powiedziałeś ? - zapytał Piłat. -
      Odpowiesz mi może, że nie pamietasz, co mówiłeś ? - ale
      w głosie Piłata nie było już nadziei.
      - Mówiłem o wielu sprawach - opowiadał więzień - także
      i o tym, że wszelka władza jest gwałtem, zadawanym
      ludziom, i że nadejdzie czas, kiedy nie będzie
      władzy ani cesarskiej, ani żadnej innej. Człowiek
      wejdzie do królestwa prawdy i sprawiedliwości, w którym
      niepotrzebna już będzie władza.
      - Mów dalej ! Co było potem
      ?
      - Nic już nie było - powiedział aresztowany. - Nagle
      wbiegli ludzie, związali mnie i poprowadzili do
      więzienia.
      Sekretarz szybko kreśłił, starając się nie uronić ani
      słowa.
      - Nie było na świecie, nie ma i nie będzie żadnej
      władzy wspanialszej i lepszej dla ludzi niż władanie
      Cezara Tyberiusza ! - zdart i zbolały głos Piłata
      spotężniał. Procurator, nie wiedzieć czemu, patrzył z
      nienawiścią na sekretarza i
      eskortę.
      - I nie tobie o tym sądzić, szalony przestępco ! - I
      Piłat nagle krzyknął: - Wyprowadzić żołnierzy z tarasu
      ! -
      I dodał zwracając się do sekretarza: - Zostawcie mnie
      samego z oskarżonym, to sprawa wagi państwowej
      !
      Eskorta wzniosła włócznie i miarowo łomocąc podkutymi
      skórzniami zeszła z tarasu do ogrodu, a za eskortą
      podążył sekretarz. Przez chwilę ciszę panującą na
      tarasie zakłócał tylko śpiew wody w fontannie.
      Piłat patrzył, jak nad rzygaczem fontanny wydyma się
      miseczka uczyniona z wody, jak odłamują się jej
      krawędzie i strumykami spadają w dół.
      Pierwszy zaczął mówić
      więzień:
      - Widzę, że to, o czym mówiłem z tym młodzieńcem z
      Kiriatu, stało się przyczyną jakiegoś niesczęścia. Mam
      takie przeczucie, hegemonie, że temu młodzieńcowi
      stanie się coś złego, i bardzo mi go
      żal.
      - Myślę - odpowiedział procurator z dziwnym uśmiechem -
      że istnieje ktoś eszcze, nad kim mógłbyś się bardziej
      użalić niż nad Judą z Kiriatu, ktoś, czyj los będzie
      znacznie gorszy niż los Judy ! ... A więc Marek
      Szczurza Śmierć, zimny i pozbawiony skrupułów oprawca,
      i ci ludzie, którzy, jak widzę - tu procurator wskazał
      zmasakrowaną twarz Jeszui - bili cię za twoje
      proroctwa, i rozbójnicy Dismos i Getas, którzy wraz ze
      swymi kamratami zabili czterech moich żołnierzy, i ten
      brudny zdrajca Juda wreszcie - wszystko to są więc
      ludzie dobrzy
      ?
      - Tak - odpowiedział
      więzień.
      - I nastanie królestwo prawdy ? - Nastanie, hegemonie
      - z przekonaniem odparł
      Jeszua.
      - Ono nigdy nie nastanie - nieoczekiwanie zaczął
      krzyczeć Piłat, a krzyczał głosem tak strasznym, że
      Jeszua aż się cofnął. takim głosem przed wieloma
      laty w Dolinie Dziewic wołał Piłat do swoich jezdnych:
      "Rąb ich ! Rąb ich ! Olbrzym Szczurza Śmierć jest
      otoczony !" Jeszcze podniósł zdarty od
      wywrzaskiwania komend głos, wykrzykiwał słowa tak, aby
      słyszano je w ogrodzie: - Łotrze ! Łotrze ! Łotrze ! -
      A potem ściszył głos i zapytał: -
      Jeszua Ha-Nocri, czy wierzysz w jakichkolwiek bogów
      ?
      - Jest jeden Bóg - odpowiedział Jeszua - i w niego
      wierzę.
      - Więc się do niego pomódl ! Módl się najgoręcej, jak
      umiesz ! A zresztą ..
      - głos Piłata pękł nagle - nic ci to nie pomoże. Masz
      żonę ? - zapytał ze smutkiem, sam nie rozumiał, co się
      z nim dzieje.
      - Nie, jestem samotny.
      - Przeklęte miasto ... - nie wiadomo dlaczego mruknął
      nagle procurator i wstrząsnął się, jakby go przeszedł
      ziąb, potarł dłonie, jakby je umywał. -
      Zaprawdę, byłoby to znacznie dla ciebie lepiej, gdyby
      ci ktoś poderżnął gardło, zanim spotkałeś Judę z
      Kiriatu.
      - A może byś mnie wypuścił, hegemonie - poprosił nagle
      więzień
      • Gość: Dzik To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (6) IP: *.*.*.* 12.02.02, 14:28
        - A może byś mnie wypuścił, hegemonie - poprosił nagle
        więzień i w jego głosie zabrzmiał strach. - Widzę, że
        chcą mnie zabić.
        Przez twarz Piłata przebiegł skurcz, zwrócił na Jeszuę
        przekrwione białka oczu i powiedział
        :
        - Czy doprawdy sądzisz, nieszzęsny, że procurator
        rzymski puści wolno człowieka, który powiedział to, co
        ty mówiłeś ? O, bogowie ! Przypuszczasz może, że mam
        ochotę zająć twoje miejsce ? Ja twoich poglądów nie
        podzielam !
        I zapamiętaj sobie, że jeśli powiesz od tej chwili
        choćby jedno słowo, jeśli będziesz z kimkolwiek
        rozmawiał - to strzeż się mnie ! Powtarzam - strzeż
        sie
        !
        - Hegemonie
        ...
        - Zamilcz ! - krzyknął Piłat i powiódł wściekłym
        spojrzeniem za jaskółką, która znowu wpadła pod
        kolumnadę.
        - Do mnie ! -
        zawołał.
        Kiedy sekretarz i żołnierze eskorty powrócili na swoje
        miejsca, Piłat oznajmił, że zatwierdza wyrok śmierci
        wydany na przestępcę Jeszuę Ha-Nocri przez zgromadzenie
        Małego Sanhedrynu, a sekretarz zapisał, to co Piłat
        powiedział.

        • Gość: AndrzejG Aleś mi zadał bobu IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.02.02, 18:03
          Zanim ja to przeczytam to trochę potrwa:)
          • przyjaciel1 Re: Aleś mi zadał bobu 13.02.02, 09:51
            Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

            > Zanim ja to przeczytam to trochę potrwa:)

            potrzebne są dobre okulary
        • przyjaciel1 Re: To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (6) 13.02.02, 12:33
          nie pamiętam już tak dokładnie treści tej książki
          • Gość: AndrzejG Re: To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (6) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.02.02, 13:25
            Przyjaciel1?Druh wodniak?
            • przyjaciel1 Re: To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (6) 14.02.02, 09:44
              Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

              > Przyjaciel1?Druh wodniak?

              Borsk. Obóz żeglarski.
              • Gość: AndrzejG Re: To, co : M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata (6) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.02.02, 10:03
                przyjaciel1 napisał(a):

                > Gość portalu: AndrzejG napisał(a):
                >
                > > Przyjaciel1?Druh wodniak?
                >
                > Borsk. Obóz żeglarski.


                Czuwaj!

                Na forum tez

        • Gość: AndrzejG M.Bułhakow - Mistrz i Małgorzata-wnioski laika IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.02.02, 14:06
          1.Uczmy się języków obcych.Na dzisiejsze czasy to angielski , niemiecki i
          jakiś latynoski.Dla bardziej zdecydowanych japoński(ot egzotyka)

          2.Nie ma złych ludzi.Są sami dobrzy tylko niektórzy są skrzywdzeni przez los.
          Jak na nich wpłynąć, żeby znów byli dobrzy i czy starczy nam sił i
          Argumentacji?
          Jednak zgodzę się z tym poglądem.Nie widzę w swym otoczeniu ludzi z gruntu
          złych.Oni są (z reguły) daleko, często w mediach.Na ile jest to moją zasługą?
          Nie wiem.Nie wiem też , czy kiedyś się nie zawiodę.

          3.Zasadnicze pytanie: czy występowanie przeciw istniejącej władzy rozpatrywać
          z punktu jednostki ,czy społeczeństwa?
          Czy iść śladem bohatera przytoczonej powieści i dać się 'zabić' wiedząc,
          że wygramy bo nasze działania są słuszne na dalszą metę?
          Dla niego to była pestka.Nie dość ,że samotny to jeszcze naznaczony.
          Inną sprawą jest ,że bez buntów społecznych pozostalibyśmy w marazmie.
          Jest tylko jeden problem, ileż można się buntować?Bunt to cecha młodości.
          Czy będąc w wieku dojrzałym też mamy wychodzić na barykady?
          Obserwacja naszych rodzimych buntowników pokazuje ,że okres buntu
          kończy się z momentem osiągnięcia pewnego statusu społecznego bądź
          majątkowego.
          Czy jest to wzór do naśladowania ?
          Czy wzorem do naśladowania są również liczni nawiedzeni?
          Ja k oni sobie radzą z życiem?




          Andrzej

          P.S.
          Za błędną interpretację z góry przepraszam.
    • Gość: AndrzejG Na Walentynki- Miłość doskonała IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.02.02, 23:56
      Miłość doskonała
      zdarza się zaiste rzadko...
      By kochac trzeba mieć ciągle w sobie
      wiedzę mędrca, giętkość dziecka,
      wrażliwość artysty,
      subtelność filozofa, pokorę świętego,
      tolerancję uczonego oraz hart ducha właściwy nielicznym.


      • krakers11 Re: Na Walentynki- Miłość doskonała 14.02.02, 00:26
        Poszli przez rowy
        kaczencow pelne
        przez ploty
        z ksiezycowego drutu
        nad zielony staw
        do stodoly cieplej i zoltej
        jak sloma
        Matka Boska
        sowe wrzeszczaca
        z dachu zdjela

        Odeszla usmiechnieta
        ze zgorszona sowa
        pod pacha


        Nie pamietam kto to napisal
        • przyjaciel1 Re: Na Walentynki- Miłość doskonała 14.02.02, 09:47
          piękne
        • damodar Re: Na Walentynki- Miłość doskonała 01.07.02, 06:35
          krakers11 napisał(a):

          > Poszli przez rowy
          > kaczencow pelne
          > przez ploty
          > z ksiezycowego drutu
          > nad zielony staw
          > do stodoly cieplej i zoltej
          > jak sloma
          > Matka Boska
          > sowe wrzeszczaca
          > z dachu zdjela
          >
          > Odeszla usmiechnieta
          > ze zgorszona sowa
          > pod pacha
          >
          >
          > Nie pamietam kto to napisal


          Bardzo ladne.

        • Gość: grzegorz Re: Na Walentynki- Miłość doskonała IP: *.dsl.wotnoh.ameritech.net 06.08.03, 19:20
          krakers11 napisał(a):

          > Poszli przez rowy
          > kaczencow pelne
          > przez ploty
          > z ksiezycowego drutu
          > nad zielony staw
          > do stodoly cieplej i zoltej
          > jak sloma
          > Matka Boska
          > sowe wrzeszczaca
          > z dachu zdjela
          >
          > Odeszla usmiechnieta
          > ze zgorszona sowa
          > pod pacha
          >
          >
          > Nie pamietam kto to napisal



          Bardzo ladne.
      • przyjaciel1 Re: Na Walentynki- Miłość doskonała 14.02.02, 09:46
        ?
        • Gość: AndrzejG Re: Na Walentynki- Miłość doskonała IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.02.02, 09:59
          przyjaciel1 napisał(a):

          > ?

          No dobra , bardziej prawdziwe, ale przez to tez piekne.
          Ściągnęłem z kartek z onetu , po napisaniu 'walentynki' mojej żonce.

      • Gość: Dzik Re: Na Walentynki - Cytaty IP: *.*.*.* 14.02.02, 10:19
        znów korzystam ze zbioru
        H.Markiewicza "Cytaty mądre i zabawne"
        mam nadzieję, że mi autor wybaczy,
        wszak robię mu darmowo reklamę.


        Miłość

        Źle na świecie żyć z babami, ale trudno żyć bez bab.
        [Arystofanes z Aten, Lysistrata, 411 p.n.e]

        Serce nie sługa, nie zna, co to pany,
        Nie da się okuć przemocą w kajdany.
        [Zabobon czyli Krakowiacy i Górale,
        a. III 1816]

        Serce nie ma zmarszczek.
        [Charles Guillaume Etienne,
        Joconde, a. III , 1814]

        Jak dobrze się składa, jak dobrze zaczyna
        Że ja jestem chłopiec, a tyżeś dziewczyna.
        [niemiecka piosenka ludowa]

        Miłość to egoizm we dwoje.
        [Germaine de Stael-Holstein]

        Lepiej jest kochać i stracić,
        Niż w ogóle nigdy nie kochać.
        [Alfred Tennyson, In memoriam, 1850]

        Miłośc polega na tym, by móc się razem wygłupiać.
        [Paul Valery, Monsieur Teste, 1896]

        Zostawmy ładne kobiety mężczyznom bez wyobraźni.
        [Marcel Proust,
        W poszukiwaniu straconego czasu, 1925]

        Starość nie chroni przed miłością,
        ale miłość chroni przed starością.
        [Coco Chanel]

        • Gość: konrad Re: Na Walentynki - Cytaty IP: *.port.gdynia.pl 14.02.02, 12:24
          ostatni cytat mi się spodobał.
          • Gość: MAYA Re: Na Walentynki IP: *.nsw.bigpond.net.au 14.02.02, 14:36
            W ZNIEWOLONEJ PAMIECI,
            NATCHNIONYCH KRAJOBRAZOW,
            CIERNIOWYCH KORON
            ....JEST SWIATLO.
            NICIA PROMIENI
            STWORZYLO TRON,
            MOTYLOM BEZKRESNYCH LAK SPIEWU.
            W PAMIECI
            ZACHOWAJ
            ....CO ZWIESZ SIE MILOSC.
            PELNIA
            W TWOICH DLONIACH WIECZNIE.
            JAK BOZEGO GOLEBIA SERCE
            ....BEDZIE SWIATLO.
            m.
    • Gość: AndrzejG Darz Bór- Dariusz Krzysztof Dudkiewicz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.02.02, 06:19
      Dariusz Krzysztof Dudkiewicz

      "Kapuściana głowa"
      Upolować chciał dziewczę przy polu kapusty,
      By zechciało choć trochę użyć z nim rozpusty.
      Jednego nie przewidział, stary nemrod-wyga,
      Że głowa o tym myśli, ale "głąb" nie "dyga" !

      "Ta różnica"
      Choć obaj polujemy, to my lepiej mamy,
      Rzekł na raucie podrywacz, kiedym był bez damy.
      Na pytanie - to czemu ? Odrzekł bez rezonu,
      My nigdy nie miewamy "martwego sezonu" !

      "Już nauczona"
      Pośród kwiecia, na łące, ja - myśliwy stary
      Chciałem prędko ją uczyć słów myśliwskiej gwary,
      Żem już uczyć nie musiał, spostrzegłem niemile,
      Usłyszawszy - gomóło, zabieraj badyle !

      "Spoko !"
      Że gwałtem spust nacisnął i pomylił rury,
      Wypalił raz myśliwy "zerówką" do kury,
      Morał z tej historyjki w tym kierunku zmierza -
      Zbyt szybkiemu ni śrutu nie stanie, ni pierza !

      "Nauka poszła w las"
      Gdy na nowiu szły dziki w owsie się posilić,
      Pytał młody starego, jak myśliwych zmylić.
      Życia jeszcze się uczysz, więc radą ci służę -
      Mniej chrząkać, ciszej mlaskać, a będziesz żył dłużej.

      "Nie ta kita"
      Śnił o lisie myśliwy, wraz z nim jego żona,
      Gdy wieczorem do łoża szła rozanielona,
      Ale nemrod nasz chwacki legł w polu pobity -
      On chciał miękkiej, puszystej - ona ..... twardej kity !
      • przyjaciel1 Re: Darz Bór- Dariusz Krzysztof Dudkiewicz 15.02.02, 09:08
        zabawne fraszki
        • krakers11 To co piekne 15.02.02, 15:53
          lubie tesknic
          wspinac sie po poreczy dzwieku i koloru
          w usta otwarte chwytac
          zapach zmarzniety

          lubie moja samotnosc
          zawieszona wyzej
          niz most
          rekoma obejmujacy niebo

          milosc moja
          idaca boso
          po sniegu

          Halina Poswiatowska
      • andrzejg Fraszki : Henryk Szumielski 15.02.02, 18:01
        Henryk Szumielski


        WSPOMINIKI
        Piersi miała jak korale.
        Znaczy - nie było ich wcale.

        RODOWÓD MĘŻCZYZNY
        Cała para poszła w gwizdek -
        tak to stworzył Bóg mężczyznę.

        O NIM
        Wszystko mu łatwo wpada do głowy
        poprzez otwór gębowy.

        ODMIANA
        Dawniej samochód na przedpłaty -
        teraz za książki spłacam raty.

        RÓŻNICA
        Młodzieniec pożera wzrokiem
        i starzec wzrokiem pożera -
        lecz starca już nie uwiera.

        FANTASTA
        Marzył o szampanie, kobietach i o sławie,
        pozostał jednak przy zbożowej kawie.

        LEŚNY FOLKLOR
        Drzewa, drzewa, drzewa...
        i gajowy... pijany śpiewa.

        WYKŁAD
        "Czy się stoi, czy się leży..." -
        to już historia, proszę młodzieży.

        SEKS ODPOWIEDZIALNY
        Seks odpowiedzialny? Puste słowa!
        Seks to przecież energia jądrowa.
    • andrzejg OKO PAŃSKIE, CO KONIA TUCZY 15.02.02, 20:45
      Znalezione w Muzeum Rzeczy Nieistniejących


      OKO PAŃSKIE, CO KONIA TUCZY

      W dawnych czasach gospodarki ekstensywnej służyło do użyźniania pól uprawnych i
      zapładniania trzody. W dzisiejszych czasach OKO zostało zastąpione kamerami w
      supermaketach, a także inseminatorami w przypadku trzody"

      Fundatorka eksponatu: "Śliwka Prunka" z Toronto
      • krakers11 To co piekne 15.02.02, 21:56
        Kiedy wspomne
        pieszczote twych rak
        mie jestem juz dziewczyna
        ktora spokojnie czesze wlosy
        ustawia gliniane garnki na sosnawej polce

        Bezradna czuje
        jak plomienie twoich palcow
        zapalaja szyje, ramiona

        Stoje tak czasem
        w srodku dnia
        na bialej ulicy
        i zakrywam reka usta

        Nie moge przeciez krzyczec


        Malgorzata Hillar
        • krakers11 Re: To co piekne 15.02.02, 22:04
          Lkanie bezsennej
          Skrzypki jesiennej
          Sierocej

          Serce mi rani
          Grazy w otchlani
          Niemocy

          Drzacy i siny
          Gdy brzmia godziny
          Tulacze

          Wspomnieniem tone
          W czasy minione
          I placze

          I ide smutnie
          W wichr co okrutnie
          Mnie miecie

          Swymi podmuchy
          Niby lisc suchy
          Po swiecie


          Paul Verlaine
          • krakers11 Re: To co piekne 15.02.02, 22:29
            Gdzies
            musi byc przeblysk swiatla
            ktory rozprasza mrok przyszlosci
            nadzieja
            ktora nie daje sie zabic
            beznadziejnoscia
            i wiara
            ktora nie zaczyna natychmiast
            niedowierzac sobie

            Gdzies
            musi byc niewinne dziecko
            ktorego jeszcze nie zdobyly demony
            swiezosc zycia
            co nie tchnie jeszcze
            zgnilizna
            i szczescie
            ktorego nie osiaga sie
            nieszczesciem innych

            Gdzies
            musi byc budzik rozwagi
            ktory ostrzega przed zabawa w samounicestwienie
            powaga
            ktora wazy sie brac siebie powaznie
            i dobroc
            ktorej korzeniem nie jest tylko
            powstrzymane zlo

            Gdzies
            musi byc piekno
            ktore wciaz pozostaje pieknem
            czyste sumienie
            co nie ukrywa zatajonej zbrodni
            musi byc
            milosc do zycia
            ktora nie mowi rozdwojonym jezykiem
            i wolnosc
            ktorej nie zdobywa sie niewola innych



            Maria Wine
            • krakers11 Re: To co piekne 15.02.02, 22:38
              Snieg pada
              Naga dziewczyna jest w moim pokoju
              Wpatruje sie w dywan koloru wina

              Ma osiemnascie lat
              I proste wlosy
              Nie mowi montrealskim akcentem

              Nie wyglada na zadomowiona
              Lecz nie ma gesiej skorki
              Mozemy sluchac burzy

              Zapala papierosa
              Gazowa zapalniczka
              Odrzuca do tylu dlugie wlosy



              Leonard Cohen
              • krakers11 Re: To co piekne 15.02.02, 22:48
                kiedys idac droga E-17 na polnoc
                spotkalem mloda hippiske czekala
                na boga lub jakis samochod poszlismy razem
                lowilem ryby a ona mowila ze zrobi kolacje
                gwiazdy spadaly nam prosto do ogniska a iskry
                lecialy do gory i gasly w dzien spalismy
                siodmego dnia stworzylem nowy swiat


                autor nieznany
                • Gość: AndrzejG Leopold Staff - Kowal IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.02.02, 22:53
                  Leopold Staff

                  KOWAL
                  Całą bezkształtną masę kruszców drogocennych,
                  Które zaległy piersi mej głąb nieodgadłą,
                  Jak wulkan z swych otchłani wyrzucam bezdennych
                  I ciskam ją na twarde, stalowe kowadło.

                  Grzmotem młota w nią walę w radosnej otusze,
                  Bo wykonać mi trzeba dzieło wielkie, pilne,
                  Bo z tych kruszców dla siebie serce wykuć muszę,
                  Serce hartowne, mężne, serce dumne, silne.

                  Lecz gdy ulegniesz, serce pod młota żelazem;
                  Gdy pękniesz, przeciw ciosom stali nieodporne:
                  W pył cię rozbiją pięści mej gromy potworne!

                  Bo lepiej giń, zmiażdżone cyklopowym razem,
                  Niżbyś żyć miało własną słabością przeklęte,
                  Rysą chorej niemocy skażone, pęknięte.


                  • Gość: AndrzejG Leopold Staff - Żuraw IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.02.02, 22:57
                    Leopold Staff


                    Żuraw
                    Wyższy nad strzechy chałup, wśród sadów i muraw.
                    Drewniany strażnik studni, skąd człek i chudoba
                    Piją, na jednej nodze stoi chudy żuraw.

                    Wideł, w których kołysze się, skrzydła wzniósł oba
                    I jakby z pól wyglądał ludzi, pręży szyję,
                    Dzierżąc gotowe wiadro w długim kiju dzioba.

                    Na rozkaz ludzki schyla kark i z głębi pije,
                    A czując na swym grzbiecie głaz ciężki jak praca.
                    Czerpie jedyne dobro wszystkich i niczyje;

                    Rychło do góry z pełnym czerpakiem powraca
                    I obficie rozdziela słodkie skarby wody,
                    Bo wie sam, czym znój-ciężar i ochłoda-płaca

                    On, zgodna, równa waga trudu i nagrody.

              • Gość: AndrzejG Leopold Staff- Chleb IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.02.02, 22:48
                Leopold Staff


                CHLEB
                Wiecznie tak samo jeszcze jak za czasów Piasta,
                Po łokcie umączone ręce dzierżąc w dzieży,
                Zakwasem zaczyniony chleb ugniata świeży
                Przejęta swym odwiecznym obrządkiem niewiasta.

                Gdy wedle doświadczenia niechybnych probieży,
                Nazajutrz ugniot miary właściwej dorasta,
                Pierzyną ciepłą kryje pulchne ciało ciasta,
                Kędy cierpliwie pory wypieku doleży.

                I uklepawszy w płaskie półkule miąższ miękki
                W gorący piec je wsuwa na długiej kociubie,
                Skąd roztaczając zapach kuszący i miły

                Wychodzą wnet pożywne, razowe bochenki,
                Brunatne i okrągłe - ku piekarki chlubie -
                Jak widnokrąg zoranych pól, co chleb zrodziły.


          • Gość: rozalia Re: To co piekne IP: 66.213.109.* 29.08.03, 02:06
            krakers11 napisał(a):

            > Lkanie bezsennej
            > Skrzypki jesiennej
            > Sierocej
            >
            > Serce mi rani
            > Grazy w otchlani
            > Niemocy
            >
            > Drzacy i siny
            > Gdy brzmia godziny
            > Tulacze
            >
            > Wspomnieniem tone
            > W czasy minione
            > I placze
            >
            > I ide smutnie
            > W wichr co okrutnie
            > Mnie miecie
            >
            > Swymi podmuchy
            > Niby lisc suchy
            > Po swiecie
            >
            >
            > Paul Verlaine


            To jeden z moich ulubionych wierszy.
    • garbatka Re: To, co piękne...Leśmian 15.02.02, 23:43
      Bolesław Leśmian
      Dusiołek

      Szedł po świecie Bajdała,
      Co go wiosna zagrzała -
      Oprócz siebie - wiódł szkapę, oprócz szkapy - wołu,
      Tyleż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu.

      Zachciało się Bajdale,
      Przespać upał w upale,
      Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu popod lasem,
      Czy dogodna dla karku - spróbował obcasem.

      Poległ cielska tobołem
      Między szkapą a wołem,
      Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął
      I ziewnął wniebogłosy i splunął i zasnął.

      Nie wiadomo dziś wcale,
      Co się śniło Bajdale?
      Lecz wiadomo, że szpecąc przystojność przestworza,
      Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża.

      Pysk miał z żabia ślimaczy -
      (Że też taki żyć raczy!) -
      A zad tyli, co kwoka, kiedy znosi jajo.
      Milcz gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają!

      Ogon miał ci z rzemyka,
      Podogonie zaś z łyka.
      Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie -
      Póty dusił i dusił, aż coś warkło w chłopie!

      Warkło, trzasło, spotniało!
      Coć się stało, Bajdało?
      Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy -
      Słuchajta, wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy!

      Sterał we śnie Bajdała
      Pół duszy i pół ciała,
      Lecz po prawdzie niedługo ze zmorą marudził -
      Wyparskał ją nozdrzami, zmarszczył się i zbudził.

      Rzekł Bajdała do szkapy:
      Czemu zwieszasz swe chrapy?
      Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić,
      Zanim zdążył mój spokój w całym polu zmącić!

      Rzekł Bajdała do wołu:
      Czemuś skąpił mozołu?
      Trzebać było rogami Dusiołka postronić,
      Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić!

      Rzekł Bajdała do Boga:
      O, rety - olaboga!
      Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka,
      Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?
    • andrzejg "Pożegnanie" 16.02.02, 07:03
      "Pożegnanie"



      Chyba dobrze wiesz już jaką z dróg
      Popłyniesz, kiedy serce rośnie ci nadzieją,
      ze jeszcze są schowane gdzieś nieznane lądy,
      które życie twe odmienią.
      Chyba dobrze wiesz już jaką z dróg.
      Wśród fal i białej piany statek twój popłynie.
      A jeśli tak spotkamy się na jakiejś łajbie,
      którą szczęście swe odkryjesz.


      Morza i oceany grzmią,
      pieśni pożegnalny ton.
      Jeszcze nieraz zobaczymy się.
      Czas stawić żagle i z portu wyruszyć nam w rejs.


      O Kolorowych światłach, kejach śnisz
      i główki portów sennie mruczą do widzenia.
      A jutro, gdy nastanie świt
      w rejs wyruszymy by odkrywać swe marzenia.
      Nim ostatni akord wybrzmi już
      na pustej scenie nieme staną mikrofony.
      Ostatni raz śpiewamy dziś
      na pożegnanie wszystkim morzem uderzonym.


      Morza i oceany grzmią,
      pieśni pożegnalny ton.
      Jeszcze nieraz zobaczymy się.
      Czas stawić żagle i z portu wyruszyć nam w rejs. (x2)




      ---------------------------------------------------------------------------

      Dziękuję wszystkim , a szczególnie oko, Dzik , k, waw .

      • Gość: oko POŻEGNANIE IP: *.chello.pl 16.02.02, 10:57
        Mialem sie juz nie odzywac, ale - jeszcze ten jeden raz.

        "Ogniska juz dogasa blask -
        braterski splecmy krag,
        w odblasku ognia, w swietle gwiazd -
        ostatni uscisk rak."

    • Gość: Yidele Re: To, co piękne...Byrne IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.02.02, 12:40
      Chapter One

      Somebody had to do it. Blasted Byrne
      Pulled out a bunch of dollars from his pocket,
      Escudos, francs and dirhams. `Let them learn
      If they've a speck of talent not to mock it
      But plant it and expect a slow return.
      I whizzed mine skywards like a bloody rocket.
      Tell what they call a cautionary tale.
      Here's on the nail. Expect more in the mail.'

      He thought he was a kind of living myth
      And hence deserving of ottava runa,
      The scheme that Ariosto juggled with,
      Apt for a lecherous defective dreamer.
      He'd have preferred a stronger-muscled smith,
      Anvilling rhymes amid poetic steam, a
      Sort of Lord Byron. Byron was long dead.
      This poetaster had to do instead.

      Some lines attributed to Homer speak
      Of someone called Margites. `Him the gods
      Had not made skilled in craft or good in Greek.
      He failed in every art.' Against the odds
      His name survives. His case is not unique.
      He should lie with forgotten odds and sods,
      But still he serves to nominate a species
      And lives while Byrne is mixed with his own faeces.

      Byrne's name survives among film-music-makers
      Because the late-night shows subsist on trash.
      His opera's buried by art's undertakers,
      His paintings join his funerary ash.
      He left no land. `My property's two achers,'
      Stroking laborious ballocks. As for cash,
      He lived on women, paying in about
      Ten inches. We don't know what they paid out.

      Handsome enough, there was no doubt of that
      Blue-eyed and with an Irish peasant's stature,
      His belly flat, it never ran to fat;
      Possessed of quite a punch whose crack could match your
      Boundary-winning slam; lithe as a cat,
      With two great paws, a natural outfield catcher;
      Not that he ever wasted time on sport
      Save only for the amatory sort.

      The Irish are peculiar, no doubt:
      They prefer drink to women. Nightly splurges
      On whiskey, pints of plain or creaming stout
      Serve to inhibit their erotic urges.
      Seed-spending's peccative, but seed will out,
      As Dr Kettle said. The Irish clergy's
      At one with booze in locking semen in,
      Though holy wedlock will annul the sin.

      Byrne was no Rechabite by any means;
      Drink was for him an aphrodisiac.
      A foreign substance in the family genes
      Burned up this Byrne alone. Long ages back,
      When restive Erin was a redhaired queen's
      Pain in the arse, the Spanish took a crack
      At heretic England with their proud Armada,
      Striking her navy hard, but that struck harder.

      God's wind blew and they scattered, and some scattered
      To Ireland's coast. When they had dried their doublets,
      Survival seemed the only thing that mattered.
      They swilled their buttermilk from peasant goblets
      And, vowing they would never more be battered
      By wind and wave, said, with a Spanish sob, `Let's
      Resign ourselves to pigshit, peat and mud,
      And tickle these mad Irish with our blood.'

      The Spaniard darkly shone from Byrne's complexion,
      Though this was tempered by his mother's colour.
      She was a Liverpudlian confection,
      With Wales and Glasgow brightening the duller
      Pallor, and a half-hazy recollection
      Of sourmilk skin upon a Nordic skull, a
      Tobacco-chewer's beard, half-gray, half-flaxen,
      Proclaiming Dutch or Dane or Swede or Saxon.

      Since Ireland was all England's, Irish reason
      Said England was all Ireland's, and it showed
      In July barbering or, at any season,
      Setting down rails or mammocking the road.
      O'Connell preached his demagogic treason:
      The English harrow crushed the Irish toad;
      Freed, though not freed of economic panics,
      Ireland would not use England as an annexe.

      The County Mayo Byrnes were not political:
      They only wanted to be free to eat.
      Their situation wobbled to the critical
      Each harvest time. Pigs were forbidden meat
      That paid the farm-rent to the parasitical
      Absentee landlord. Over smoky peat
      They munched their murphies, stirred their rancid stirabout.
      Poverty was the one thing to confer about.

      Old Peter Byrne could not say: 'This is my land.'
      So when the blight killed the potato crop,
      He spat upon the stones, then cursed awhile and
      Announced that Liverpool was their next stop,
      A Celtic port in John Bull's primary island,
      Where other Byrnes already ran a shop
      That catered to the poor's nutritive needs
      By selling wormy cabbages and swedes.

      The vegetable Byrnes sent off the fare,
      And then the seasick vegetableless,
      Hearing the Cunard sirens blast the air,
      Settled to chronic urban shiftlessness,
      Except for Kate, who, with a dancing flair,
      Cavorted at the Empire in undress
      And fired the fancy of a cotton broker.
      Her brother Pat became a Cunard stoker.

      Another brother came like Christmas sun
      When Byrne the father thought his wells were dry.
      His wife's fertility had months to run
      Before the menopause should bid it fly.
      It seemed to him that what the Lord had done
      Was like the dayspring flashing from on high.
      His knowledge of the Bible being dim,
      He did not think of Ann and Joachim.

      It was coincidence that made them christen
      The fruit of this late coupling Sean or John.
      Paternal pride made rheumy optics glisten
      Behind the mended glasses they had on.
      It brought the country past alive to listen
      To lullabies culled from a time long gone.
      But, like Saint Joseph, he'd a certain doubt
      About his wife the nights that he was out.

      She was a pretty woman, with a figure
      Whose slimness was a fruit of malnutrition.
      Her eyes were like a doe's, though rather bigger
      Because her face bespoke her past condition.
      Was someone tupping her with cash and vigour?
      She spread a table rich for the position
      Of a mere Mersey Harbour Board nightwatchman.
      The swine, he thought, could hardly be a Scotchman.

      But Father Leary brooked no contradiction
      About the unitary fatherhood.
      Paternity was but a legal fiction,
      And God was good, particularly good,
      As was made clear from scriptural depiction,
      At fertilising. Earthly fathers stood
      Stuck in a kind of foster-parent's groove:
      True fatherhood's a thing you cannot prove.

      Catholic, of course, and good as Catholics went,
      She crossed herself at thunder and forked lightning.
      Hearing the sacring bell, she duly bent,
      Ate fish on Fridays and went in for tightening
      Her corset by eschewing stout in Lent.
      The hellfire doctrine she found rather frightening,
      But didn't fancy hymning the Almighty
      Paraded in a chilly cotton nighty.

      Young John grew up a pagan like his dad,
      Even more pagan when his dad was dead.
      The Christian Brothers schooling that he had
      Assailed his rump but passed beyond his head.
      His sister was, though long gone to the bad,
      Good at odd hand-outs, so his mother said.
      Pat stoked away and sent home half his screw.
      They managed: Merseysiders sometimes do.

      John had a treble voice so sweetly piercing
      It quite belied his boyish heathen heart.
      Old ladies, when they heard the little dear sing,
      Could not forbear to let the teardrops smart.
      He got a great audition. They said: `Here, sing
      This Agnus Dei
    • Gość: Yidele Re: To, co piękne...Byrne II IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.02.02, 12:42
      Well, not quite of that heavy smoker's metal.
      Say John McCormack, who became a papal
      Count, gifted with a mistier, milder fettle,
      Or syrupy, like drippings from the maple,
      Or sensuous-soft, like stroking a rose-petal,
      Whose songs would be the repertorial staple
      Of Irish airs or such innocuous salads
      As bland recitals of Victorian ballads.

      John had, in fact, one of those tenor voices
      You only find among the sons of Erin,
      A sugary warbling flute just like James Joyce's,
      Whose talent didn't get him anywhere in
      The singing business. Still, he had two choices:
      Butchering English was his other care. In
      All honesty I'll give my verdict. This is:
      He should have sung and not spewed up Ulysses.

      John Byrne, not John McCormack, couldn't write,
      Except fair copies of the company's letters,
      But he would take his voice out every night
      In temporary remission from the fetters
      Of clerkly slavery. In the smoky light
      Of pub or club or parish hall he'd get a s-
      -Mall recompense for singing out his soul
      In Tom Moore's words, set to the tunes he stole.

      One Christmas he sang solo in Messiah --
      With `Comfort ye, my pee-eople' etcetera.
      He saw a dark-haired mezzo in the choir,
      And a few days after he'd properly met her a
      Fleshly affection in them both took fire.
      They kissed and colled in parks and fields and, better, a
      Warm bed, her own. There's danger, I suppose,
      In singing sacred oratorios.

      Here name was Sybil (Delphic prophetess:
      The etymology meant nothing to her).
      She was the sort of girl whose comeliness
      Lies less in shape than sensual allure.
      There are such women, often drab in dress,
      Who give out thermal signals. Pure, demure,
      They show, even when singing in a choir,
      The lineaments of gratified desire.

      Her parents were, for two nights, out of town.
      When she and John wrenched their glued parts apart
      No admonitory hagiographs gloomed down
      Of Holy Family or Sacred Heart
      Done in the Dublin style, thick-coated brown,
      The piety more potent than the art.
      Strict C. of E., she found it fun to doubt
      God's seeing eye. Besides, the light was out.

      Her father was a partner in a company
      That specialised in oranges. They made
      A decent profit, and they used to dump any
      Gone putrid on to factories that paid
      Not by the gross but by the sodden lump. Any
      Orangy rot will do for orangeade
      Or marmalade. They shipped them from the Bosporus.
      The old man was illiterate but prosperous.

      He did not much object to John Byrne's wooing
      His little Sybil, and his literate spouse
      Guessed what her giggling girl and he were doing
      In the back parlour. Yet true love allows
      Something more solid than mere billing, cooing,
      Cuddling and kissing, petulance and rows.
      But stern Victoria at this time was regnant,
      And it was awkward when a girl grew pregnant.

      Still, Sybil's mother's folk came from Glamorgan,
      Where pregnancy was an engagement ring.
      Accordingly she did not play the Gorgon
      When Sybil blurted out that very thing.
      The wedding would be now, with flowers and organ,
      The bride in lying white, and John could sing
      After, if not quite during, his own wedding.
      Then there could be decorum in their bedding.

      The father yielded to the nuptial knot
      As fathers, pushed by mothers, always do.
      John's dolled-up sister, best-man brother (hot
      From stoking) looked, his snivelling mother too,
      Uncomfortably alien in what
      Was, in their native Irish papist view,
      A church that God Almighty scowled upon.
      This was no marriage. But it was to John.

      It was, as well, a genuine advancement,
      For Sybil's father fixed him with a place
      Among the oranges. This citrous chance meant
      Another insult to the Irish race,
      According to John's brother, an enhancement
      Of Williamite schismatical disgrace.
      He'd wrongly smashed the fruit into a symbol;
      His sense of history would fill a thimble.

      So orange-fragrant John came home each day
      To a mortgaged house, exiguous but clean,
      Out of the noisy town, near Crosby way.
      Sybil served up the Liverpool cuisine
      • krakers11 Re: To, co piękne 16.02.02, 22:41
        W gorach jest wszystko co kocham
        Wszystkie wiersze sa w bukach
        Zawsze kiedy tam wracam
        Biora mnie klony za wnuka

        Zawsze kiedy tam wracam
        Siedze na lawce z ksiezycem
        I szumia brzoz kropidla
        Dalekie miasta sa niczem

        Ja sie tu urodzilem w pismie
        Ja wszystko gorom zapisalem czarnym
        Ja jeden znam tylko Synaj
        na lasce jalowca wsparty

        I czerwien kalin jak cyrylica pisze
        I na trombitach jesieni glosi bor
        Ze jedna jest tylko madrosc
        Dzielo zdjete z gor

        Jerzy Harasymowicz
        • Gość: samanta Za pozno IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 16.02.02, 23:10
          To tylko blysk,
          To tylko szmer,
          To tylko cwierc sekundy!
          A juz krzyk,
          I haka dzwiek,
          Koniec ostatniej rundy.
          Mysl? na co?
          Mysl ? Po co?
          Za pozno.
          Szkoda,ze
          Promien zgsl.
          A potem juz ciemnosc...
          Moze blask....
          Czy tak?
          • krakers11 Re: To co piekne 17.02.02, 17:18
            Glogi glogi glogi
            ni wiersza
            ni czleka
            ni ptak nie narzeka

            Spokoj
            nie trzeba pisac
            nie trzeba swiata
            soba zachwycac

            Glogostan


            Jerzy Harasymowicz
          • przyjaciel1 Re: Za pozno 18.02.02, 10:54
            Gość portalu: samanta napisał(a):

            > To tylko blysk,
            > To tylko szmer,
            > To tylko cwierc sekundy!
            > A juz krzyk,
            > I haka dzwiek,
            > Koniec ostatniej rundy.
            > Mysl? na co?
            > Mysl ? Po co?
            > Za pozno.
            > Szkoda,ze
            > Promien zgasl.
            > A potem juz ciemnosc...
            > Moze blask....
            > Czy tak?

            może tak.
        • Gość: rozalia Re: To, co piękne IP: 66.213.109.* 29.08.03, 02:07
          krakers11 napisał(a):

          > W gorach jest wszystko co kocham
          > Wszystkie wiersze sa w bukach
          > Zawsze kiedy tam wracam
          > Biora mnie klony za wnuka
          >
          > Zawsze kiedy tam wracam
          > Siedze na lawce z ksiezycem
          > I szumia brzoz kropidla
          > Dalekie miasta sa niczem
          >
          > Ja sie tu urodzilem w pismie
          > Ja wszystko gorom zapisalem czarnym
          > Ja jeden znam tylko Synaj
          > na lasce jalowca wsparty
          >
          > I czerwien kalin jak cyrylica pisze
          > I na trombitach jesieni glosi bor
          > Ze jedna jest tylko madrosc
          > Dzielo zdjete z gor
          >
          > Jerzy Harasymowicz


          I ten tez. Uwielbiam Harasymowicza.
    • Gość: Yidele Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.02.02, 22:33
      People often ask me if I have any words of advice for young people.
      Well here are a few simple admonitions for young and old.
      Never intefere in a boy-and-girl fight.
      Beware of whores who say they don't want money.
      The hell they don't.
      What they mean is they want more money. Much more.
      If you're doing business with a religious son-of-a-bitch,
      Get it in writing.
      His word isn't worth shit.
      Not with the good lord telling him how to fuck you on the deal.

      Avoid fuck-ups.
      We all know the type.
      Anything they have anything to do with,
      No matter how good it sounds,
      Turns into a disaster.
      Do not offer sympathy to the mentally ill.
      Tell them firmly:
      I am not paid to listen to this drivel.
      You are a terminal boob.

      Now some of you may encounter the Devil's Bargain,
      If you get that far.
      Any old soul is worth saving,
      At least to a priest,
      But not every soul is worth buying.
      So you can take the offer as a compliment.
      He tries the easy ones first.
      You know like money,
      All the money there is.
      But who wants to be the richest guy in some cemetary?
      Money won't buy.
      Not much left to spend it on, eh gramps?
      Getting too old to cut the mustard.

      Well time hits the hardest blows.
      Especially below the belt.
      How's a young body grab you?
      Like three card monte, like pea under the shell,
      Now you see it, now you don't.
      Haven't you forgotten something, gramps?
      In order to feel something,
      You've got to be there.
      You have to be eighteen.
      You're not eighteen.
      You are seventy-eight.
      Old fool sold his soul for a strap-on.

      Well they always try the easiest ones first.
      How about an honorable bargain?
      You always wanted to be a doctor,
      Well now's your chance.
      Why don't you become a great healer
      And benefit humanity?
      What's wrong with that?
      Just about everything.
      Just about everything.
      There are no honorable bargains
      Involving exchange
      Of qualitative merchandise
      Like souls
      For quantitative merchandise
      Like time and money.
      So piss off Satan
      And don't take me for dumber than I look.

      An old junk pusher told me -
      Watch whose money you pick up.

      • Gość: eM. Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.02.02, 14:26
        Mnie i ten głos nie zdoła zbałamucić,
        Gościu przygodny,w drogę,czas ucieka.
        Lecz,ponoć,korci mordercę,by wrócić
        Zobaczyć trupa jeszcze choć z daleka.
        Lecz ponoć...Dziś nie o tym jednak mowa,
        Pora szykować do snu swoje ciało,
        śpiewałam sobie jak ważka Kryłowa
        Przez lato,zimę,jesień,wiosnę całą.
        I,zda się,program wykonany zgoła,
        Niejedno jest mi na tym świecie drogie,
        Trwa szekspirowski dramat dookoła
        I w cudzym lustrze widziadło złowrogie.
        A.Achmatowa.
    • Gość: eM Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.02.02, 18:15
      Często w duszy mi dzwoni,pieśń wyłkana w żałobie,
      O tych dwojgu ludzieńkach,co kochali się w sobie.

      Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania
      Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania.

      Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy,
      A czas ciągle upływał-bezpowrotny,jedyny.

      A gdy zeszli się,dłonie wyciągając po kwiecie,
      Zachorzeli tak bardzo,jak nikt dotąd na świecie!

      Pod jaworem-dwa łożka,pod jaworem-dwa cienie,
      Pod jaworem ostatnie,beznadziejne spojrzenie.

      I pomarli oboje bez pieszczoty,bez grzechu,
      Bez łzy szczęścia na oczach,bez jednego uśmiechu.

      Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie,
      I pobledli tak bardzo,jak nikt dotąd na świecie!

      Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą,
      Ale miłość umarła,już miłości nie było.

      I poklękli spóżnieni u niedoli swej proga,
      By się modlić o wszystko,lecz nie było już Boga.

      Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny,do lata,
      By powrócić na ziemię - lecz nie było już świata.

      B.Leśmian
    • Gość: e M. Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.02.02, 18:09
      chcę pisać o tobie
      twoim imieniem wesprzeć skrzywiony płot
      zmarzłą czereśnię
      o twoich ustach
      składać strofy wygięte
      o twoich rzęsach kłamać że ciemne
      chcę
      twoje imię z gwiazdami zmieszać
      z krwią
      być w tobie
      nie być z tobą
      zniknąć
      jak kropla deszczu którą wchłonęła noc.
      H.Poświatowska
    • andrzejg Charles Bukowski-Afryka, Paryż, Grecja 19.02.02, 19:33
      Afryka, Paryż, Grecja

      2 kobiety
      które znam które są
      dość podobne

      prawie w tym samym
      wieku
      obeznane
      w literaturze

      z każdą z nich kiedyś
      spałem
      ale teraz to już
      skończone

      jesteśmy przyjaciółmi

      były w Afryce
      Paryżu
      Grecji

      tu i tam

      pieprzyły kilku znanych
      facetów

      jedna żyje teraz z
      milionerem
      jakieś kilka mil
      stąd chodzi z nim na
      śniadania
      i kolacje
      karmi jego rybki jego koty i
      jego psa
      kiedy się upije dzwoni do
      mnie

      ta druga ma
      trudniejsze życie
      sama w małym mieszkaniu w
      Venice (Kalifornia)
      słuchająca bębenków
      bongo

      sławni mężczyźni wolą chyba
      młode kobiety

      młodej kobiety łatwiej się
      pozbyć: mają więcej miejsc
      do których mogą
      iść

      kobietom które były kiedyś
      piękne
      trudno się
      zestarzeć

      muszą stać się
      inteligentniejsze (jeżeli
      chcą
      utrzymać swojego faceta) i
      robić
      więcej rzeczy w łóżku i poza
      nim

      te 2 kobiety które znam
      są dobre w łóżku i poza
      nim

      i są inteligentne
      wystarczająco inteligentne
      by wiedzieć
      że nie mogą do mnie przyjść
      i zostać
      dłużej niż
      godzinę lub dwie

      są dość
      podobne

      i wiem
      że jeśli przeczytają ten
      wiersz
      zrozumieją
      go
      tak samo jak rozumieją
      Rimbauda i Rilkego

      czy Keatsa

      w międzyczasie spotkałem
      młodą blondynkę z
      Fairfax

      kiedy ogląda moje obrazy
      na ścianach
      ja skrobie spody
      jej stóp.

      • Gość: eM Kochankowie z Werony IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.02.02, 21:29
        Oni się jeszcze nie poznali
        a już są straceni -
        Jeszcze ręka nie zna
        tamtej ręki uściśnienia
        a już wszystko przegrane jest
        i wypełnione -

        Bo gdzieś już się rozstają
        i grób się otwiera
        a czas ostrzem jedno ciało
        dzieli od drugiego -

        Oni się jeszcze nie poznali
        a przecież każdy nasłuchuje
        kroków co przyjdą
        i słów wymówionych
        którymi tętni przestrzeń
        zamilkła -

        I tak za niewidoczną szybą
        trwając skroń przy skroni
        skazują się nawzajem -
      • d_nutka Re: AndrzejG-znawca nie tylko poezji 19.03.02, 07:38
        :)
    • Gość: eM Zamieszkaj sobie. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.02.02, 22:03
      Ależ tak oczywiście
      proszę proszę
      zamieszkaj sobie w moim świecie
      drzwi otwarte
      bardziej niż rana
      najgłębsza
      Wejdż
      Spójrz jak przestronnie tu
      choć przecież tłoczno
      od marzeń kłębków śmiechu łez
      baśniokruchów
      Popatrz
      ile jeszcze wolnych krzeseł
      na nitce nadziei dynda
      ile złotych myśli
      przetyka
      zgrzebne chodniki
      ile luster czujnych
      blaskiem kusi
      Proszę jeśli tak bardzo chcesz
      zamieszkaj w moim świecie
      Chwileczkę
      tylko łokciem ławę przetrę
      na przyjęcie nagłego gościa
      no i już
      możesz przycupnąć odpocząć
      choćby pod oknem
      Zobacz
      jak mrugają do ciebie
      płomienie świec
      jak wirują w nagłym tańcu
      wszystkie śmiecie.

      R.Marciniak
      • andrzejg Zbigniew Matyjaszczyk-Kwiecia pielęgnowanie 19.02.02, 22:58
        Kwiecia pielęgnowanie
        Żonie Iwonie dedykuję


        W donicy kwiat przez całe lata rosły
        wdycha codzienność - dwojga ludzi trwanie.
        I taką wonią pokój nam wypełnia,
        jakim kochaniem jest podlany przez nas.

        Bywa, że w pąki chowa sens współżycia,
        przyschnięte liście zwija w rulon zżółkły, by w dzień następny
        młodym wzbić się pędem,
        nauczyć się przebaczać,
        piękniejszym być od łanów smutnych
        traw.

        Trzeba mu słów, dotyków domowników,
        słonecznej ciepli, z ust danej kropli wody,
        zapewnień, że potrzebny nam jego widok miły,
        że zabłąkany w nas motyl
        wysączy jego słodki smak.

        Zmywamy liście, głaszczemy delikatnie
        każdą łodyżkę i małe w niej wspomnienie,
        lecz tylko miłe,
        tylko to miłe...
        inne ścieramy w niebyt zapomnienia.

        I każdym rankiem znów zerkamy w okno,
        pielęgnujemy, co nam pozostało,
        budzimy życie weń pocałunkami,
        by kwiecia miłość więcej rozkwitała.




        • Gość: eM Nieistniejący IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.02.02, 23:58
          Gdzie jesteś,przyjacielu
          czysty jak roślina,
          wierniejszy
          niż własne ciało.
          Miliony ludzi rodzi ziemia,
          ale ty się nie urodziłeś.

          Nie ma
          nawet ciszy oczekującej na twój głos,
          nawet przestrzeni
          oczekującej na cień poruszenia się
          twojej ręki.

          NIEISTNIEJACY,
          przyjdż do mnie.

          A.Swirszczyńska
          • andrzejg Bazyli Wielki - Napisz mi, proszę cię 20.02.02, 21:18
            Bazyli Wielki

            Napisz mi, proszę cię

            Jeśli mnie kochasz,
            napisz mi, proszę cię;
            jeśli jesteś nadąsany na mnie,
            napisz mi także,
            mimo swego nadąsania.
            Zawsze będzie dla mnie wielką radością,
            gdy otrzymam list od przyjaciela,
            jeśli nawet jest trochę zagniewany.
            Zatem, zdecyduj się...
            Otrząśnij się ze swej ociężałości!
            Nie mów,
            że nie masz nic do napisania.
            Jeśli nie masz co mi napisać,
            napisz mi,
            że nie masz co mi napisać:
            będzie to dla mnie
            już coś ważnego i radosnego!

    • andrzejg Roman Brandstaetter-Madonna ateistów 20.02.02, 21:00
      Madonna ateistów



      Czuwam nad tymi,
      Którzy nie wierzą
      W mojego Syna.

      Pragnę im pomóc.

      Są moimi dziećmi.

      Jak wszyscy.

      Chociaż nic o tym
      Nie wiedzą.

      Modlę się.

      Modlę się
      Za tych,
      Którzy się nie modlą.

      Gdy krwawią,
      Moją modlitwą
      Jak bandażem
      Owijam ich rany.

      Gdy toną,
      Rzucam im
      Moją modlitwę
      Jak pas ratunkowy.

      Gdy umierają,
      Z mojej modlitwy
      Czynię wezgłowie
      Dla ich zmęczonej
      Skroni.

      A potem biorę do ręki
      Ich syczące popioły.

      I kładę je
      U stóp mojego Syna.

      I błagam Go
      O miłosierdzie
      Dla próchna.

      Dla przeczących

      Dla niewierzących.

      Dla nie istniejących.

      Mówię:
      Stwórz ich,
      Mój Synu najukochańszy.

      Wypełń ich
      Swoją treścią.

      Natchnij ich
      Swoją wiecznością.

      Rozpal ich
      Swoją męką.

      Niech będą
      Twoim cierniem.

      Niech będą
      Twoim krzyżem.

      Umrzyj za nich.
      Umrzyj jeszcze jeden raz.
      Jeszcze raz.

      Ostatni raz,
      Mój Synu najukochańszy.

      Błaga Cię o to
      Twoja Matka.

      Błaga Cię o to
      Madonna ateistów.

    • Gość: eM Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.02.02, 22:25
      A mnie z tobą pijanym wesoło-
      Nie ma sensu w twoich opowieściach.
      Wczesna jesień rozwiesiła wkoło
      Chorągiewki żółte na gałęziach.

      Zabłądziliśmy w ułudne strony
      I oboje się gorzko kajamy,
      Lecz dlaczego nieodgadniony
      Martwy uśmiech na ustach mamy?

      Myśmy męki okrutnej pragnęli
      Zamiast szczęścia niezmąconego...
      Nie odwrócę się od przyjaciela
      I rozpasanego i czułego.

      A.Achmatowa.
      • Gość: AndrzejG Anna Kamieńska-Do przyjaciół IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.02.02, 22:36
        Anna Kamieńska

        Do przyjaciół

        Źle źle się starzejemy przyjaciele
        tak się czepiamy piachu dni
        tak się boimy zim jesieni
        przeszłość nam idzie za plecami
        lufami karabinów nas popycha
        a palec światła wyczesuje z mroku

        Czekając aż się zacznie życie
        źle źle się starzejemy przyjaciele
        z głową wstecz obróconą nie zdążymy
        Schodzimy z wolna z twarzą starych dzieci
        młodością poorani głodami niesyci
        zdziwieni
        że raz jeszcze nikt nie ocaleje

        • Gość: AndrzejG Ignacy Krasicki-Przyjaciele IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.02.02, 22:40
          Ignacy Krasicki

          Przyjaciele

          Zajączek jeden młody
          Korzystając z swobody,
          Pasł się trawką, ziółkami w polu i ogrodzie,
          Z każdym w zgodzie.
          A że był bardzo grzeczny, rozkoszny i miły,
          Bardzo go inne zwierzęta lubiły.
          I on też, używając wszystkiego z weselem,
          Wszystkich był przyjacielem.
          Raz, gdy wyszedł w świtanie i bujał po łące,
          Słyszy przerażające
          Głosy trąb, psów szczekania, trzask wielki po lesie.
          Stanął... Słucha... Dziwuje sie...
          A gdy się coraz zbliżał ów hałas, wrzask srogi,
          Zając w nogi.
          Spojrzy się poza siebie: aż tu psy i strzelce!
          Strwożon wielce,
          Przecież wypadł na drogę, od psów się oddalił.
          Spotkał konia, prosi go, iżby się użalił
          "Weź mnie na grzbiet i unieś!" Koń na to: "Nie mogę,
          ale od innych pewną będziesz miał załogę"
          Jakoż wół się nadarzył. "Ratuj, przyjacielu!"
          Wół na to: "Takich jak ja zapewne niewielu
          Znajdziesz, ale poczekaj i ukryj się w trawie,
          Jałowica mnie czeka, niedługo zabawię.
          A tymczasem masz kozła, co ci dopomoże"
          Kozieł: "Żal mi cię, niebożę!
          Ale ci grzbietu nie dam, twardy, nie dogodzi;
          Oto wełniasta owca niedaleko chodzi,
          Będzie ci miętko siedzieć" Owca rzecze:
          "Ja nie przeczę,
          Ale choć uniosę pomiędzy manowce,
          Psy dogonią i zjedzą zająca i owcę;
          Udaj się do cielęcia, które się tu pasie ".
          "Jak ja ciebie mam wziąć na się,
          Kiedy starsi nie wzięli?" - cielę na to rzekło
          I uciekło.
          Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły,
          Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.

          • Gość: eM Bajka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.02.02, 22:55
            Jak bardzo wiele mamy lat
            pod tą leszczyną.Pod tą leszczyną.
            Ciągłością umęczony świat
            i czją winą?Czyją winą?

            Tak w siebie zapatrzeni przekraczamy nas.
            Daleko za odległość.Daleko za odległość.
            Oczom widocznie nadszedł czas,
            by dojrzeć świata część zaległą.

            Zobaczył nam się nagle świat
            ja ciebie widzę a ty mnie
            Och jak niewiele mamy lat:
            jak krótka bajka w długim śnie.

            E.Lipska.
          • Gość: eM * * * * IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.02.02, 23:03
            Zasłuchany w głos szepcący
            O czymś lepszym w głębi mnie,
            Myśli złudnej i mamiącej
            Nie uwierzę nawet w śnie.
            Czekam fali nadchodzącej,
            Co ku złotym zorzom zwie.

            Ledwie poprzez rozmodlenia,
            Na kolana padłszy w pył
            Widzę biały odblask cienia
            Swiata,w którym dotąd żył,
            Skroś widzenia,przywidzenia
            Lepszych potęg większych sił.

            A.Błok.
    • Gość: eM Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.02.02, 22:33
      Chorału Bacha słyszę dżwięki,
      Na niebo ciągną szare mgły
      I wszystko mi już leci z ręki:
      Miłość i rozkosz,prawda,sny.

      I w którąkolwiek pójdę stronę,
      Wszędzie jesienny chrzęści chrust.
      A jeszcze nic nie załatwione
      I nie odjęte nic od ust.

      Patrz!Dzikiej róży krzak serdeczny
      W wichurze zeschły traci liść.
      Ach!I Sąd jeszcze Ostateczny,
      Na który trzeba będzie iść.

      J.Lechoń.
      • andrzejg Re: To, co piękne... 20.02.02, 23:16
        No to idę ,ale tylko się przespać
        Dobranoc
        ..........
        zresztą któż wie
        • Gość: eM Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.02.02, 23:20
          Piękne teksty,więc sny pewnie takie będą.Dobranoc.
      • andrzejg Józef Baran-Ballada o staruszkach 21.02.02, 22:25
        Ballada o staruszkach



        patrzą lecz mało widzą
        słuchają nie słyszą
        mówią lecz nic nam to nie mówi
        już prawie są ciszą



        istnieją nieistotnie
        coraz bledsze kopie
        zaginionego w lustrze
        Autentyku



        ich rozkład
        do którego stosują się skrupulatnie
        jest co do minuty
        nieaktualny



        od czasu do czasu
        bawią się z czasem w chowanego
        szukając rano i wieczorem
        nieistniejącego odbicia z wczoraj

    • andrzejg Adam Ziemianin - Nosi mnie 21.02.02, 14:52
      Adam Ziemianin


      NOSI MNIE




      Nosi mnie wodzi mnie

      Na pokuszenie mnie nosi

      Po ogrodku wodzi mnie

      Po lesie i po asfalcie

      W środę piątek i niedzielę

      Nawet wcale nie wiem

      Po jaką cholerę

      Nosi mnie i wodzi mnie

      Na pokuszenie

      A może to tylko

      Pospolite ruszenie



      Zbieram sobie kaczeńce

      i półszlachetne kamienie

      Ale dalej mnie nosi

      Rzucam się miotam się

      I tak mnie wodzi

      Że idę przed siebie

      A tu puste kieszenie

      Chyba na pokuszenie

      Więc jeszcze bardziej wodzi mnie

      Nic tutaj nie zmienię



      Kiedyś zbierałem znaczki

      I etykiety zapałczane

      Nawet w sobie się zbierałem

      A teraz wodzi mnie

      Nosi mnie na pokuszenie

      Nawet po wodzie mineralnej

      Wodzi mnie i kusi mnie

      Zwłaszcza nad ranem

      I amen w pacierzu

      Choć mówię do siebie

      I nie wódź mnie

      Na pokuszenie

      Nosi mnie wodzi mnie



      Słońce po bożemu wstaje

      A ziemnia dziwną mi jest

      Bo mnie nosi i wodzi

      Koło kiosku "Ruchu"

      Przy telewizorze - o Boże!

      A nawet przy stole

      Też mnie nosi i wodzi



      W radiu coś mówią

      Że mnie nosi i wodzi

      W telewizji nawet

      Mówią i pokazują

      Więc tęskno mi

      Bo mnie nosi i wodzi

      Na zatracenie

      I na pokuszenie

      Po całym domu

      I po strychu

      Też mnie nosi



      Tylko czekać

      Jak mnie rozniesie


    • Gość: eM Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 18:20
      Zarem bucha dzionek wietrzny,
      Słońce spiekło mi ramiona.
      Ponade mną strop powietrzny,
      Niby tafla szkła przyćmiona;

      Nieśmiertelnik zasuszony
      W rozsypanych pachnie włosach.
      Na pniu jodły pokrzywionej
      Wąziuteńka mrówcza szosa.

      Lśni leniwie toń jeziora,
      Zycie znowu jest przyjemne...
      Kto mi przyśni się z wieczora,
      Gdy w hamaku pstrym zadrzemnę ?

      M.A.Gorienko.
      • Gość: AndrzejG Adam Ziemianin-Sen pod mostem IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.02.02, 18:37
        Sen pod mostem




        Sen był tak lekki

        Jak letnie poziomki

        Nikt go nie przyniósł

        Nie wiem kto odkrył?



        Przyszedł całkiem znienacka

        Sam urodził się pod mostem

        Górą szli ludzie na drugi brzeg

        Woda w rzece była do kostek



        W tej rzece ryby szły do źródła

        Jedna o drugą tarły łuską

        We śnie też brakowało wody

        Zmętniało całkiem wody lustro



        Górą dalej ludzie szli na drugi brzeg

        Krzyżując się w marszu z rybami

        I budzili się pod koniec drogi

        Wszyscy tak samotnie sami
        • Gość: eM co noc........ IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 20:40
          Co noc,gdy już nas nuda bezbrzeżna ogarnia,
          Gdy czczość jałową w myśli,w sercu pustkę mamy,
          Wypluwa nas na miasto knajpa lub kawiarnia,
          I błądzimy bez celu po zamknięciu bramy.

          A potem:łomotanie czasem półgodzinne,
          Nimwreszcie stróż zaspany obudzić się raczy,
          I myśl:zabłądzić w końcu przed drzwi jakieś inne,
          Co prowadzą do "Lepiej" lub choćby "Inaczej".

          J.Lechoń.
          • andrzejg Julian Kawalec-DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA 21.02.02, 22:35
            Julian Kawalec

            DO DRUGIEGO CZŁOWIEKA




            Jaka długa i trudna jest droga
            Do ciebie drugi człowieku
            Już mi się wydało
            Że stanąłem na progu

            I że za chwilę będę u ciebie
            Ale gdy przestąpiłem próg
            Ściany izby nagle się rozpadły
            I znalazłem się pośrodku

            Nieznanej przymglonej przestrzeni
            Stąpałem jakby po omacku
            A gdy się nieco rozjaśniło
            Ucieszyłem się niezmiernie

            Bo myślałem, że wszedłem
            Na łąkę twojej dobroci
            I że jaskry mam na przewodników


            • Gość: eM Małżeństwo IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 23:22
              Ze tak im było dane
              zestarzeć się jak świątkom przy drodze
              tak samo spróchniali
              tak samo
              poorani mrozem i zawieją

              Ze tak im dozwolono
              iść serce w serce
              biodro w biodro
              zmarszczka w zmarszczkę

              Ze tak im darowano
              istnieć w sobie podwójnie
              i milczeć wzajemnie

              Ze tak im dopuszczono
              by nawet w sen wchodzili razem
              on ją obejmował na poduszce
              by o kamień snu nie zraniła stopy

              Ze tak ich wysłuchano
              aby to on
              czerwone jabłko niósł jej do szpitala
              i ukląkł w jej ostatniej łzie

              A.Kamieńska.
            • Gość: eM Drzwi IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.02.02, 23:38
              Były tam drzwi.
              Zwyczajne drzwi.
              Otwierał.
              Sciany z radości wokół mnie
              jak dzwon.

              Co myślał?-nie wiem.
              Co czuł?-nie pojmuję.
              W ciemnym,wilgotnym od starości domu
              światło ze wszystkich stron.

              A to już noc.
              On ze mną-tokujący
              jak ptak w gałęziach drzewa.
              I ja wpatrzona w niego
              niepamiętna
              że czas upływa.

              I było tak
              jakby przez pokój wiał
              ziołami pachnący wiatr
              i jakby nas
              nie ściany otaczały
              ale kwitnący sad.

              Dziś innych dzierżaw zwiedzamy pejzaże.
              Nie pozostaje w nich
              dotyku ślad.

              Lecz wśród tych ścian
              i poza tymi drzwiami
              blask owej nocy
              trwa.

              J.Brzostowska.
              • Gość: ANdrzejG Józef Baran-ON I ONA IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.02.02, 06:22
                ON I ONA




                gdy on już w myślach
                zdążył się otrzepać jak kogut
                zbiec po schodach hotelu
                wsiąść do pociągu
                by czym prędzej
                czmychnąć od niej
                gdzie pieprz rośnie



                ona przytulając się
                do niego z zamkniętymi oczyma
                zbudowała z nimi przez ten czas
                dom
                pachnący obiadem
                i świeżymi dziećmi
                do którego wbiegł właśnie
                po schodach



                (w rzeczywistości
                on i ona przespali się
                dziś z sobą pierwszy raz
                i leżąc
                milczą o tym właśnie
                w dwu obcych
                nieznanych sobie
                językach)



                Józef Baran
    • Gość: eM Niespodziane spotkanie. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.02.02, 07:56
      Jesteśmy bardzo uprzejmi dla siebie,
      twierdzimy że to miło spotkać się po latach.

      Nasze tygrysy piją mleko.
      nasze jastrzębie chodzą pieszo.
      Nasze rekiny toną w wodzie.
      nasze wilki ziewaą przed otwartą klatką.

      Nasze żmije otrząsneły się z błyskawic,
      małpy z natchnień,pawie z piór.
      Nietoperze jakże dawno uleciały z naszych włosów.

      Milkniemy w połowie zdania
      bez ratunku uśmiechnięci.
      Nasi ludzie
      nie umieją mówić ze sobą.

      W.Szymborska.
      • andrzejg piękne bo prawdziwe 22.02.02, 14:10
        kim jesteś?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka