Dodaj do ulubionych

To, co piękne...

    • andrzejg Józef Baran-KAPELUSZ 22.02.02, 14:06
      KAPELUSZ




      na początku był kapelusz
      cyrkowy kapelusz
      z którego Bóg
      ku własnemu zdumieniu
      wyciągnął samego siebie


      potem wkładał rękę
      do kapelusza
      i przez sześć dni z rzędu
      wyciągnął Niebo i Ziemię
      oraz pięć dowodów
      na własne istnienie



      z magicznego kapelusza
      wyskakiwały planety
      jak piłeczki pingpongowe
      a Bóg kolejno
      jedną za drugą
      wprawiał bożymi palcami w wirowanie



      Planety rozmnażały się
      z zatrważającą szybkością
      a On
      uwijał się jak w ukropie
      w środku wirującego planetarium
      uważając aby z palca żadnej nie uronić


      tymczasem na widowni
      siedzieli już Adam i Ewa
      i prawdę mówiąc
      nic a nic
      własnym oczom
      nie wierzyli
      • Gość: eM Zamyślenie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.02.02, 14:42
        Potrzeba mi pokoju Twoich rąk wyciągniętych
        (Jestem jak trzepocący motyl na srebrne igły wpięty)

        Niech mnie Twoja złocistość uśmiechem wypogodzi
        (Słówa takie stargane,a myśmy tacy "młodzi")

        Potrzeba mi modlitwy ust Twych szelestu
        Dobroci i martwoty wszelakich gestów.

        Potrzeba Twej jasnoty,już nie miłości
        Co ciszę mą rozdarła ostrzem stalowych gwożdzi.

        J.Liebert.
        • andrzejg Wspólny język 22.02.02, 15:21
          Wspólny język



          Pobawmy się trochę językiem

          mój język lubi się bawić
          bawi się twoim językiem
          wciąga go do zabawy
          sam dając się wciągnąć

          oba nasze języki
          rozdzielone na początku
          rozdwojone na końcu
          to jeden wspólny język
          który jest częścią ciała
          jest językiem ciała
          ciałem gry
          językowej
          która na tym polega
          aby oba języki
          nawzajem poruszały się w ustach
          zamieniając się naszymi ciałami
          przechodząc z jednego w drugie
          wyciągając się wzajemnie
          pokazywały
          że są takie same
          jakby ktoś je wyrwał
          z jednej pary
          butów

          mój język w twoim języku
          porusza się swobodnie
          jak każdy żywy język
          nie dopuszcza języków obcych
          nie posługuje się językami martwymi
          nie ucieka się do języków sztucznych

          obywa się zupełnie
          bez słów


          Lesław Nowara
          • Gość: Maya Re: Wspólny język IP: *.nsw.bigpond.net.au 22.02.02, 16:09
            MOWI MOJ JEZYK.

            KOCHAM TWOJE URODY,
            SWIECIE- ZE ZRANIONYM SKRZYDLEM.
            WIELBIE TWOJA BRZYDOTE,
            SMIETNIKU KOSMOSU.
            OPATRUJE TWE RANY,
            NIE WIEM, CZY ZDOLAM JE ZALECZYC.
            PRZEMAWIAM JEZYKIEM,
            DO OBECNYCH - ZA CHWILE.
            MOWA O TYCH,
            KTORYM SZYKUJEMY POSLANIE,
            ONI- NIE CHCA PRAWDY,
            CHCA PLASTIKU.


            W'gong 9.11.97

            • Gość: eM *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.02.02, 17:46
              Dwa krwiobiegi w jeden krwiobieg
              dwa oddechy w jeden oddech
              dwa płomienie w jeden ogień

              Oto wybrani przez łaskawość losu
              przez wiatr który nagle usiadł na pniu brzozy
              i kogucim dyszkantem zapiał w cztery strony świata

              Oto wybrani przez dobroć przypadku
              przez liść który nagle przyklęknął na dłoni
              i szeptem odmówił zdrowaśkę zachwytu

              Oto scaleni w jedno
              w jeden pień w jeden korzeń i w jedną łodygę
              nad którą wybuchł złoty pancerz kwiatu

              Oto rozdzieleni przez konieczność losu
              rozdarci na dwoje rozpruci do serca
              z ptakami słów które nigdy nie odnajdą gniazda.

              A.Grabowska.


              a
            • andrzejg Oferta 22.02.02, 20:01
              Oferta

              Z roku na rok dojrzewa świat
              kusi mędrca szkiełko i oko
              pomoc Harrisa
              uzdrowiciele
              nawet akupunktura
              i wahadełko
              ustawia łóżko nie na żyle wodnej
              Życie po życiu czytamy skrycie
              magia nas nęci
              biorytmy
              joga
              astrolog liczy znaki zodiaku
              poleca zdrową wodę na potencję
              dekalog raj obiecuje
              może różdżka czarodziejska
              uzdrowi naszą gospodarkę
              - składamy ofertę z nadzieją


              Janina Gzowska
          • Gość: eM *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.02.02, 18:56
            Stawiam stopę
            dotykam stopą
            pod kostką żyje puls
            widać w jednej żyłce
            niebieskiej dzień przed zachodem
            tętno dla tętna
            i nie mówię o tym
            co najważniejsze
            bo i tak nie powiem.

            G.Strumyk.
            • andrzejg Re: *** 22.02.02, 19:59
              podziel się ze mną
              mojej samotności chlebem powszednim
              obecnością zapełń
              nieobecne ściany
              pozłoć
              nie istniejące okno
              bądź mi drzwiami
              nade wszystko drzwiami
              które można otworzyć
              na oścież


              Halina Poświatowska
              • Gość: eM Re: *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.02.02, 20:16
    • andrzejg PROBLEM PO CZTERDZIESTCE 22.02.02, 19:49
      PROBLEM PO CZTERDZIESTCE



      Nagle zdałem sobie sprawę,
      Że nigdy nie spacerowałem nad Sekwaną,
      Nie jadłem lodów w Tivoli, w Kopenhadze



      Nie fotografowałem się na wielbłądach
      Koło egipskich piramid lub na stopniach
      Świątyni Majów w samym sercu Jukatanu



      Nie oglądałem pięknych dziewczyn
      Na złotych plażach Tahiti i Bali
      I złotych rybek koło Tasmanii,



      Nigdy nie czułem drżenia kwiatów
      Na zboczach Kordylierów czy Alp,
      Nie dumałem nad wodami Bajkału,



      Nie rozrabiałem jak Charles Bukowski,
      Na ścieżkach mej codzienności
      Nie spotkałem ani jednego białego słonia.



      Nigdy nie stałem na głowie
      I idę przez życie w szarym krawacie
      W szarym garniturze i czarnych skarpetkach.


      Adam Szyper
      • andrzejg *** 22.02.02, 20:41
        a gdyby tak na Słońce
        i w góry
        i jeszcze wyżej
        i w sawanny
        i antylopy
        i tygrysy
        i bita śmietana
        i irysy
        i rum
        i dżin
        i bieguny dwa
        i Madagaskar
        i Meksyk Nowy,
        a może
        i Bajkał
        a potem
        polizać znaczek
        zasnąć w błogim
        fotelu

        Wojciech Kornet
    • Gość: eM Re: To, co piękne... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.02.02, 20:31
      Pozwólmy by drzwi otwierały się same.
      A także żeby się zamykały.

      Trzeba wychodzić lub wchodzić
      przez otwarte lub zamknięte drzwi.
      Bez różnicy.

      I wybierać tylko takie
      które nie były przeznaczone
      do wchodzenia czy wychodzenia.

      Albowiem wszystko jest drzwiami,
      nawet ten co przed nimi stoi
      Po jednej stronie czy po drugiej.

      Tenże.
      • andrzejg Zaufanie 22.02.02, 20:43
        Zaufanie

        Zaufanie jest jak
        małe ziarenko piasku na pustyni
        Zaufanie jest jak
        kropla wody w oceanie.
        Bo pustynia i ocean
        to twoja dusza.
        Jeśli zgubisz ziarnko piasku
        lub kroplę wody w tej głębi,
        to możesz już nigdy
        ich nie odzyskać.

        Sylwia Jeleń
        • Gość: eM *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.02.02, 20:54
          pytasz-co dżwigają w jukach wielbłądy podróżne
          one niosą moje serce
          poprzez pustynię
          .............
          ziemia jest sucha
          i serca ludzi puste
          nie dla mnie bije
          żródło tkliwości

          czasem cię widzę
          lecz wyciągniętymi rękoma
          dotykam tylko

          mojej myśli o tobie

          pytasz co dżwigają w jukach wielbłądy podróżne
          one niosą moje serce
          poprzez pustynię.

          H.Poświatowska.
          • andrzejg ***** 22.02.02, 21:02
            Koniec. Już nic nie wymyślę.
            Mój mózg daje mi znać,
            ja wstaję podnoszę się od biurka
            i idę, do łóżka spać.
            A może coś mi się przyśni,
            jak jestem szczęśliwa, w raju,
            gdzie wszyscy radośni są.
            Och jak byłoby pięknie,
            nie sądzisz, czyż nie tak.
            To jest mój urojony umysł
            więc nie poradzę już na to.


            Małgorzata Smutas
            • Gość: eM Dobranoc IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.02.02, 21:33
              Dobranoc!już dziś więcej nie będziem bawili
              Niech snu anioł modrymi skrzydły cię otoczy,
              Dobranoc niech odpoczną po łzach twoje oczy,
              Dobranoc!niech cię serce pokojem zasili.....
              A.Mickiewicz.
              Dziękuję M.Smutas.eM.
    • andrzejg Na piekło z góry 23.02.02, 08:40
      Na piekło z góry

      Życie jest jednym wielkim piekłem
      przez cały żywot ten
      smażysz się w ogniu złym
      który zgotowało ci przeznaczenie
      Inni ludzie też mają ten sam problem,
      co ty, lecz ty myślisz, że twój jest największy
      Nie dajesz sobie rady z nim
      i dajesz kopa z wieżowca w dół
      Kiedy lądujesz jak zraniony ptak,
      na dole, na chodniku,
      spoglądam z góry na ciało swe
      wraz z gronem gapiów bez cienia współczucia.


      Małgorzata Smutas
      • andrzejg BEZSILNOŚĆ 23.02.02, 08:42
        BEZSILNOŚĆ




        Noc, wysoko nad Manhattanem

        Patrzę w dół i tam na skrzyżowaniu ulic

        W bladym świetle stoi mały człowiek.



        Mały jak drewniany żołnierzyk z bajki Andersena

        Zagubiony jak renifer oderwany od swego stada

        W śniegu i w lodzie, kim jest ten człowiek ?



        Kruchy, przeszyty arktycznym wiatrem

        Na pustej ulicy, w kanionach wrogiego miasta

        Nie wie w którą iść stronę.



        I nagle wydaje mi się, że to moja stara matka

        I krzyczę by nie odeszła w ciemność

        Przerażony bo w niczym nie mogę jej pomóc.


        Adam Szyper
        • Gość: Kagan Re: BEZSILNOŚĆ IP: *.vic.bigpond.net.au 23.02.02, 12:41
          andrzejg napisał(a):

          > BEZSILNOŚĆ
          > Noc, wysoko nad Manhattanem
          > Patrzę w dół i tam na skrzyżowaniu ulic
          > W bladym świetle stoi mały człowiek.

          K: Czyzby w NY nie mieli obecnie na porzadne oswietlenie ulic?
          Bylem tam kilka lat temu, ale wtedy moze bylo tam lepiej...

          > Mały jak drewniany żołnierzyk z bajki Andersena
          > Zagubiony jak renifer oderwany od swego stada
          > W śniegu i w lodzie, kim jest ten człowiek ?
          K: pwenie polaczek co nie ma na bilet powrotny, a wiza
          i praca sie dawno skonczyly...

          > Kruchy, przeszyty arktycznym wiatrem
          > Na pustej ulicy, w kanionach wrogiego miasta
          > Nie wie w którą iść stronę.
          K: Niech idzie na dol manhattanu, w strone b. WTC, tam sie dla niego
          znajdzie robota przy usuwaniu trupow i azbestu...

          > I nagle wydaje mi się, że to moja stara matka
          > I krzyczę by nie odeszła w ciemność
          > Przerażony bo w niczym nie mogę jej pomóc.
          K: pewnie, jak dularow NIE masz, to w USA jestes NIKIM...

          > Adam Szyper
          K: Pewnie nastepny polaczek z hameryki...
          Oj, szkoda mi was, szkoda! Naprawde! Na serio!

          Zagubieni Polacy na Manhattanie,
          Posrod swiatyn Mamony i Spekulacji.
          Nikt was tam nie chce,
          nikt sie tam za wami nie ujmie...
          Bo podobno jestescie z kraju dalekiego,
          dawniej komunistycznego, dzis antysemickiego...
          To wy zbudowaliscie (podobno) obozy smierci,
          to wy spaliliscie (podobno) setki Zydow w Jedwabnem...
          To wy byliscie gorsi niz hitlerowcy
          (Niemcow dawno juz nikt w Ameryce
          nie oskarza za zbrodnie wojenne).
          To wy jestescie ponizani na kazdym kroku:
          w ambasadzie czy konsulacie USA,
          gdy sie staracie o wize,
          na lotnisku im. Kennedy'ego, gdy przylatujecie,
          w pracy, bo nie macie tzw. zielonej karty,
          w polskich ambasadach czy konsulatach,
          bo w nich o prawdziwego Polaka trudno...
          No coz, taki wasz juz los,
          was, co tak kochacie te Ameryke,
          a ona was nawet nie chce zauwazyc...
          Placze wiec za was, gdy sie obudze w nocy,
          szczesliwy, ze nie jestem w Nowym Jorku...
          Kagan


          • Gość: AndrzejG Licytacja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.02.02, 17:49
            Licytacja

            ile jest warte twoje sumienie
            w plecy pchnął cię nożem
            twój cień — morderca
            byś mógł jak kruchy lód
            pochłonąć ślad

            ile jest warte twoje sumienie
            wystawione na licytację
            kto da więcej srebrników
            czasy się zmieniły
            teraz są w cenie pocałunki
            judasza

            ile jest warte twoje sumienie
            w twarz dał ci przyjaciel
            sprzedawca
            kto ma więcej nadziei
            więcej światła
            by ten cień się wydłużył jak pętla
            w nieskończoność

            Wiesław Ciesielski




        • Gość: eM Za tyle lat IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.02.02, 16:42
          Za tyle lat na ile będę wyglądać
          o ile dojrzeją do mówienia o nich
          za tyle lat powrócę popatrzeć na chwilę
          dom mój krokiem skończonym przypomnieć.

          Drzwi otwarte.Och przeciąg!Nie zamknąłeś
          i rozmowy nasze uleciały
          Teraz świat je PODSLUCHA.Teraz świat je ROZNIESIE.
          Będą jeszcze raz umierały.

          Jak niewiele się zmienia,
          Pokój pogodny zaproszeń na herbatę.
          W krzesłach lekko wytartych drżą jeszcze nasze cienie.
          Już półcienie.Wypełzły przez lato.

          Stół pokryty wyznaniem.Moim.Twoim.Już nie wiem
          Talon szczęścia.Nie wykupiony.
          Jeszcze kwiaty dla ciebie
          stoją chude wyschnięte zdumione.

          Jeszcze wiersze.Ach wiersze wsparte niemym porywem
          teraz z ręki do ręki przenoszę.
          Ale wiersze jak wiersze.Ale wiersze jak życie.
          Może tylko trochę bardziej siwe.

          E.Lipska.
        • Gość: eM Rozkosz grozy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.02.02, 16:53
          Jakże pragnąłem uprawiać białogrzywe
          pastwisko morza pojąc je błękitem
          płuczącym w słońcu niepochwytne runo chmur.

          O,ogrody morskiego dna kołyszące
          ciała rybaków i nieznanych dziewcząt
          z zatajonych miast-w zatokach morszczynu.

          z jakąż czułością oddawałem wam moją
          młodzieńczą smukłość płynąc po rozkosz
          grozy wprost w rozwarte ramiona horyzontu

          I nie spełniła się żadna czystość,coć chciałem
          jej do szpiku duszy.I odeszła każda miłość
          choć oddawałem zanią nawet-zbawienie

          Pod tobą wielki oddechu uwięziony
          jest ogień, a nad nami płonie śmiertelne
          słońce.Kroplo;z czyjego oka-łzo?

          T.J.Zukowski.
          • Gość: AndrzejG CZEKANIE IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.02.02, 17:20
            CZEKANIE

            Zestarzało się już twoje czekanie
            I nic już nie urodzi
            Bezpłodne jak stara kobieta
            Kamyk zamiast ziarna
            W jego łonie
            Odprysk wapiennej skały
            Ma na imię - na próżno


            Ale krzątasz się koło niego
            I cieszysz się, że go masz
            Choć wiesz jakie ma imię
            Wypieszczasz suchy kamyk
            Szukasz w nim iskry
            Aż ścierasz go na szary proch
            I znów zaczynasz od nowa
            Starasz się ocalić
            Swoje czekanie

            Julian Kawalec
            • Gość: eM *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.02.02, 19:08
              Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

              > CZEKANIE
              >
              > Zestarzało się już twoje czekanie
              > I nic już nie urodzi
              > Bezpłodne jak stara kobieta
              > Kamyk zamiast ziarna
              > W jego łonie
              > Odprysk wapiennej skały
              > Ma na imię - na próżno
              >
              >
              > Ale krzątasz się koło niego
              > I cieszysz się, że go masz
              > Choć wiesz jakie ma imię
              > Wypieszczasz suchy kamyk
              > Szukasz w nim iskry
              > Aż ścierasz go na szary proch
              > I znów zaczynasz od nowa
              > Starasz się ocalić
              > Swoje czekanie
              >
              > Julian Kawalec

              o tym zachodzie
              tak wypełnionym ludżmi strachem dzwonami
              powiem że twoje oczy mogą przepłoszyć
              dzień łagodniej straszniej bardziej gwałtownie;

              o tych dwóch wczesnych
              gwiazdach drżących na jednolitym
              tle wiem tylko tyle że twoje ręce
              poruszają się wyraziściej na tle wieczoru

              zaś co do światła i kształtu które znaczą
              księżyc to niejasno czuję
              że uśmiech twój jest bardziej
              uchwytnym zjawiskiem

              Ociężała ciemność jest grożna
              a ja nie mówię nie myślę ani nie wiem nic
              tyle tylko że domy puchną jak wspomnienia
              w krętej uliczce
              umysłu który znika spokojne i ze znawstwem.

              E.E.Cummings.
              (eM=Edgar)
              • andrzejg Kobieta czeka na swego Kolumba 24.02.02, 13:36
                KOBIETA CZEKA NA SWEGO KOLUMBA


                pierwszy przepłynął obok

                niczym błękitny obłok

                ach serce jej urosło

                gdy omusnął ją miłością



                drugi przemknął po niej

                z gwałtownością gradu

                rozmawiali na migi

                nie zostawił po sobie śladu

                trzeci podrzucił jej

                zgryzot na odchodne

                sam o mało się nie rozbił

                o jej rafy podwodne



                a czwarty wziął ją we mile

                za kodoś innego

                ponadawał fałszywe imiona

                musiała się na nowo odnajdywać



                tylekroć rozbierana

                i wciąż nieodkryta

                na swego kolumba czeka kobieta



                i coraz częściej

                czuje się skalistą

                tonącą w osamotnieniu wyspą

                do której nikt już

                poza Bogicm nie zawinie

                (więc coraz rzadziej zapala

                latarnię morską ciała)



                Sztokholm 1991
                Józef Baran
                • Gość: Maya Re: Kobieta czeka na swego Kolumba IP: *.nsw.bigpond.net.au 24.02.02, 13:40
                  .....Bardzo ladne.
    • andrzejg Na pocątku wsędy byli górole 24.02.02, 13:25
      Na pocątku wsędy byli górole,
      a dopiero pote porobiyli się Turcy i Zydzi.
      Górole byli tyz piyrsymi „filozofami”.
      „Filozof” – to jest pedziane po grecku.
      Znacy telo co : „mędrol”.A to jest pedziane
      po gercku dla niepoznaki.Niby, po co ma
      fto wiedzieć,jak było na pocątku?
      Ale Grecy to nie byli Grecy,ino górole,
      co udawali greka. Bo na pocątku nie było
      Greków , ino wsędy byli górole.

      Józef Tischner
      • Gość: eM lo Ciebie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.02.02, 19:59
        Coz som słowa? wiem,Tobie ik nie trza,
        choćby kwitły,jak miedza przed Tobą
        -choćbyk nimi zdolał jak wodom
        odbić jakiś promycek z powietrza.

        Choćby miały z młodziutkich coś sysek,
        choćby pochły ja smreki i skwierki
        Ze lo Ciebie-te słowa literki
        ani Tobie nie przyjdzie na mysel....

        H.Nowobielska


        ***
        Inaczej oddycha się
        fugą,inaczej sonatą.Skrzypce jednym haustem
        grotem smyczka wprost trafiają w serce,podczas gdy
        dżwięki klarnetu powoli,życiodajną
        cieczą wypełniają wysklepki
        i ożebrowania.I przestrzeń piersi
        aż po szczyty naw bocznych,aż po zwornik...
        po to kółko,na którym klatkę
        z szamocącym się ptakiem wieszamy wysoko.

        K.Lipka.
        • andrzejg Chałpa sie poliła 24.02.02, 20:58
          Chałpa sie poliła



          Wołojcies doktora goncies po znachora
          Jantko przepod przez miednice
          i wpod na gromnice

          Chałpa sie poliła Maryna rodziła
          Jantko wrescy w niebogłosy
          bo trza golić włosy

          Wrescy Jantko wrescy bo doktora ni ma
          ale starsy sikawkowy podwijo rynkowy

          Lyjcies po pierzynie a nie po Marynie
          Trza jom wynieś na pole
          niech rodzi w stodole

          Piyńć straży zjechało coby jom ratować
          Cało wieś sie gapiła jak Maryś rodziła

          Ej w bólach rodziła bliźnioki powiła
          Ej ciyntusy bliźnioki
          bedom z wos strażoki

          GOLEC uORKIESTRA
          • Gość: eM Wiersz Mazowiecki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.02.02, 21:17
            Cóż to przyszło ci do głowy?
            Cały łowicz kolorowy,
            Białe włosy małych dzieci
            I jabłoni biały pąk.
            Rażny powiew z tamtej strony,
            Baby niosą feretrony.
            Cóż to w oczach twoich świeci?
            Książka leci z drżących rąk.

            Nie gardenie ani lilie,
            Nie Italie nie Brazylie,
            Tylko jaskry,tylko mlecze
            Wśród zielonych trawy smug.
            Chcemy,chcemy utrudzeni,
            Tamtych kwiatów i zieleni,
            I tej drogi,co się wlecze
            Pod ubogiej chaty próg

            Jak patrzyło kiedyś dziecko
            Na wieś biedną,mazowiecką,
            Na zorane kartofliska,
            Na wiślany biały piach,
            Spod znużonej mej powieki
            Widzę ciebie widzę z bliska
            W każdej myśli,wszystkich snach.

            J.Lechoń
            • Gość: AndrzejG Kołodziej IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.02.02, 21:32
              Kołodziej


              O lat tysiąc świat cały wygląda mo młodziej,
              Gdy widzę, jak przed progiem swej lepianki wiejskiej
              Sprawuje rzemieślniczy swój trud kołodziejski,
              Jakimś kruszwickim czarem owiany kołodziej.

              Na jego skromną pracę w nierozgłośnym siole
              Słońce blask rzuca dziwny, rzkełbyś, nadgoplański.
              Gdy on sporządza koła, niby święty pański
              Dla dusz błogosławionych wieczne aureole.

              Jak gdyby plaster miodu albo chleba skibki
              Krajał pośród śnieżnej kwietnych płatków chmury.
              Struga dzwona i piastę z drzewa, kiedy wióry
              Prószą wokoło niego wśród złotej rozsypki.

              Ciosajże, jak promienie słońca, proste szprychy,
              Hej, ojcze kołodzieju, nieksiążęcy Piaście,
              By ich było, jak godzin w kole dnia, dwanaście,
              A wśród dwunastu godzin ani jednej lichej!

              A spajajże je mocno, aby trwały cało,
              By z jednych gniazda miały strażnicze bociany,
              A inne niech blask mają słońcem wyzłacany,
              Jakby na nich po świecie szczęście jechać miało!

              A zapłać-że ci Pan Bóg, że się tak mozolą
              Bary twe, że się dłoń twa nad kołami trudzi!
              A włóż w nie wraz z swym trudem życzenie dla ludzi
              By na nich umknąć mogli przed wszelką niedolą!




              Leopold Staff
    • andrzejg Dzisiejszego wieczoru 24.02.02, 22:09
      Dzisiejszego wieczoru

      Dzisiejszego wieczoru
      pozwalam Ci przy mnie zasnąć.
      Popatrz na moje powieki,
      zajrzyj w moje sny.
      W czerni nocy
      odkryj marzenia jak kołderkę.

      31.01.1997r.

      Dorota Gałażewska
      • Gość: eM Bajka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.02.02, 22:43
        Wzcoraj nocą (wszystko ściśle
        Z najlepszego żródła wiem)
        Szedł jegomość przez Powiśle
        Ze Starego Miasta tłem.

        Senna Wisła nagle drgnęła
        I w księżycu z srebrnych wód
        Cudna panna wypłynęła
        Z rybią łuską koło ud.

        I szepnęła "Mój chłopczyku
        Nic się nie bój!Daj mi dłoń!
        Tak jak stoisz w meloniku
        Pójdż gdzie mieszkam,w Wisły toń.

        Co się wachasz?Nikt cię nie zji,
        Znasz mnie przecież z twoich snów.
        Pogadamy o poezji,
        I do miasta wrócisz znów.

        Pomarzymy o przeszłości
        Co pod gruzem miasta śpi
        Nie mam widzisz znajomości,
        Wśród tych ludzi z nowych dni.

        Chlupnął Poldzio i spod fali
        Wyjrzał tylko jego nos.
        Po czym całą noc gadali
        Zaplatani w nimfy włos.

        A nad ranem,gdy świt ściera
        Mroki z sennych nieba lic
        Poldzio znów był u "Fukiera"
        Suchy jakby nigdy nic.
    • Gość: eM Są takie chwile IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.02.02, 22:47
      Są takie chwile,gdy się nie śmie badać
      swej własnej duszy bo się człowiek lęknie
      że ani jednej nie znajdzie w niej struny,
      co,potrącona,jeszcze czysto dżwięknie.

      ......
      K.Przerwa-Tetmajer.
      • Gość: AndrzejG Zaklęcie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.02.02, 07:21
        Zaklęcie


        Piękny jest ludzki rozum i niezwyciężony.
        Ani krata, ni drut, ni oddanie książek na przemiał,
        Ani wyrok banicji nie mogą nic przeciw niemu.
        On ustanawia w języku powszechne idee
        I prowadzi nam rękę, więc piszemy z wielkiej litery
        Prawda i Sprawiedliwość, a z małej kłamstwo i krzywda.
        On ponad to, co jest, wynosi, co być powinno,
        Nieprzyjaciel rozpaczy, przyjaciel nadziei.
        On nie zna Żyda ni Greka, niewolnika ni pana,
        W zarząd oddając nam wspólne gospodarstwo świata.
        On z plugawego zgiełku dręczonych wyrazów
        Ocala zdania surowe i jasne.
        On mówi nam, że wszystko jest ciągle nowe pod słońcem,
        Otwiera dłoń zakrzepłą tego, co już było
        Piękna i bardzo młoda jest Filo-Sofija

        I sprzymierzona z nią poezja w służbie Dobrego.
        Natura ledwo wczoraj święciła ich narodziny,
        Wieść o tym górom przyniosły jednorożec i echo.
        Sławna będzie ich przyjaźń, ich czas nie ma granic.
        Ich wrogowie wydali siebie na zniszczenie.


        Czesław Miłosz
      • andrzejg Przyjaciołom 25.02.02, 10:12
        Przyjaciołom


        Obeznani w przestrzeniach
        od ziemi do gwiazd,
        gubimy się w przestrzeni
        od ziemi do głowy.

        Jest międzyplanetarne
        od żalu do łzy.
        W drodze z fałszu ku prawdzie
        przestajesz być młody.

        Śmieszą nas odrzutowce,
        ta szczelina ciszy
        między lotem a głosem
        - jako rekord świata.

        Były szybsze odloty.
        Ich spóźniony głos
        wyszarpuje nas ze snu
        dopiero po latach.

        Rozlega się wołanie:
        Jesteśmy niewinni!
        Kto to woła? Biegniemy,
        okna otwieramy.

        Głos urywa się nagle.
        Za oknami gwiazdy
        spadają, jak po salwie
        tynk spada ze ściany.


        Wisława Szymborska
        • Gość: eM Wyznanie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.02.02, 14:40
          Królestwo moje nie jest z tego świata
          Gdzieś ponad nami,inny świat szeleści
          I strąca czasem jak zapowiedż lata,
          Liście oliwne na wydmy boleści.

          Ludzie chwytają rękami drżącemi
          Liliowe płatki i szepcą pacierze,
          I wierzą znowu w spełnienie na ziemi,
          Królestwa swego.I ja z nimi wierzę.

          Wierzę w świat lepszy i wierzę w świat nowy,
          I w burzę serca,co wolnością dyszy,
          I w świt,co znajdzie sekret wspólnej mowy,
          I w noc,co straci sekret wiecznej ciszy.

          Wierzę,że przyjdzie,wierzę,że jest blisko
          I razem z tymi,których ufność splata,
          Powtarzam:wierzę...A pomimo wszystko
          Królestwo moje nie jest z tego świata.

          S.Baliński.
          • Gość: eM Luty IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.02.02, 14:51
            Jeszcze tyle tygodni!Po co wiosny czekać?
            Bielą mrożnego kwiatu sad dziś w nocy obrósł,
            Słońce między pnie poszło szafiry rozwlekać
            I siec prętami cienia,biały skrzący obrus.

            Na nisko zwisłą gałąż spada ciężko wrona
            I skrzydłem białe puchy zmiata od niechcenia
            Wtedy pod nią na śniegu,śmiesznie wydłużona,
            Modrą wronę kołysze modra gałąż cienia.

            Drzewom sen o jesieni w mróz jest jeszcze dalszy
            A przecież-patrz-w tym białym roziskrzonym pyle
            Płonie już oto pąsem gatunek najtrwalszy
            Scigłych,zimowych jabłek...Przyleciały gile!

            B.Obertyńska.
            • andrzejg "MÓW DO MNIE JESZCZE" 25.02.02, 15:06


              ... Mów do mnie jeszcze... Za taką rozmową
              tęskniłem lata... Każde twoje słowo
              słodkie w mem sercu wywołuje dreszcze -
              mów do mnie jeszcze...

              Mów do mnie jeszcze... ludzie nas nie słyszą
              Słowa twe dziwnie poją i kołyszą,
              Jak kwiatem, każdem słowem twem się pieszczę -
              Mów do mnie jeszcze...



              Kazimierz Tetmajer
              • Gość: eM Bez granic IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.02.02, 15:43
                Potoki mają swe łoża-
                I mają granice morza
                Dla swojej fali-
                I góry,co toną w niebie,
                Mają kres dany dla siebie,
                Nie pójdą dalej!

                Lecz serce,serce człowieka,
                Wciąż w nieskończoność ucieka
                Przez łzy tęsknoty męczarnie
                I wierzy,że w swoim łonie
                Przestrzeń i wieczność pochłonie
                I niebo całe ogarnie.

                A.Asnyk.
                • Gość: AndrzejG Żyję IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.02.02, 19:02
                  Żyję




                  Coś jednak we mnie umiera

                  coś się we mnie rodzi

                  jestem jeszcze

                  jak ziemia

                  wyczekująca pogody


                  Andrzej Warzecha
                  • Gość: eM Prośba IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.02.02, 19:59
                    Boże przywróć rzeczom blask utracony
                    oblecz morze w jego zwykłą wspaniałość
                    a lasy ubierz znowu w barwy rozmaite
                    zdejm z oczu popiół
                    oczyść język z piołunu
                    spuść czysty deszcz by zmieszał się ze łzami
                    nasi umarli niechaj śpią w zieleni
                    niech żal uparty nie wstrzymuje czasu
                    a żywym niechaj rosną serca od miłości.

                    A.Kamieńska.
                    • andrzejg krzyżyk na drogę 25.02.02, 20:14
                      krzyżyk na drogę



                      mijając kościół

                      za każdym razem

                      żegnam się



                      z Bogiem


                      ---------------------------------


                      Wojciech Brzoska
                      • Gość: eM Cierń IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.02.02, 20:40
                        nie wierzę
                        nie wierzę od przebudzenia
                        do zaśnięcia

                        nie wierzę od brzegu do brzegu
                        mojego życia
                        nie wierzę tak otwarcie
                        głęboko
                        jak głęboko wierzyła
                        moja matka

                        nie wierzę
                        jedząc chleb
                        pijąc wodę
                        kochając ciało

                        nie wierzę
                        w jego świątyniach
                        kapłanach znakach

                        czytam jego przypowieści
                        proste jak kłos pszenicy
                        i myślę o bogu
                        który się nie śmiał

                        myślę o małym
                        bogu krwawiącym
                        w białych
                        chustach dzieciństwa

                        o cierniu który rozdziera
                        nasze oczy usta
                        teraz
                        i w godzinie śmierci

                        T.Różewicz.
                        • Gość: AndrzejG uścisnąć ciemność IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.02.02, 21:32
                          uścisnąć ciemność

                          zgiełk jest bogiem
                          szaleństwo jest bogiem

                          wiecznie trwający spokój
                          jest
                          wiecznie trwającą śmiercią.

                          agonia może zabić
                          lub
                          agonia może podtrzymać życie
                          ale spokój jest zawsze
                          przerażający
                          spokój jest najgorszą z
                          rzeczy
                          przechadzający się
                          mówiący
                          uśmiechający się,
                          zdający się być.

                          nie zapomnij o chodnikach
                          dziwkach,
                          zdradzie,
                          o robaku w jabłku,
                          barach, więzieniach,
                          samobójstwach kochanków.

                          tu w Ameryce
                          zamordowaliśmy prezydenta i
                          jego brata,
                          inny prezydent złożył urząd.

                          ludzie wierzący w politykę
                          są jak ludzie wierzący w
                          boga:
                          they are sucking wind
                          through bent
                          straws.

                          nie ma boga
                          nie ma polityki
                          nie ma spokoju
                          nie ma miłości
                          nie ma władzy
                          nie ma planu

                          trzymaj się z dala od boga
                          zostań niepokorny
                          staczaj się.

                          Charles Bukowski
                          • Gość: eM Do*** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.02.02, 22:00
                            Bunt nie przemija,bunt się ustatecznia;
                            Jest teraz w locie:dojrzałym dokolnym,
                            Jakim kołują doświadczone orły.

                            Bunt się uskrzydla tak-jak udorzecznia

                            Bo wpierw to było jakby piaskiem w oczy,
                            Turniejem chłopców na słonecznej plaży;
                            A teraz ciężki;teraz ciężej waży.

                            Bunt się uskrzydla tak-jak kamień toczy

                            I pomyśl;czułość,ta świetlista kula,
                            Teraz dopiero w mym pobliżu płonie
                            Luzując szczęki,łagodząc me dłonie

                            Bunt się uskrzydla tak-jak się uczula.

                            S.Grochowiak.
                            • Gość: AndrzejG **branoc IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.02.02, 22:13
                              :-)
                              • Gość: eM Re: **branoc IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.02.02, 22:34
                                Noc nie spłynęła z obłoków
                                Ale się z ziemi uniosła
                                Stanęła jak woda wysoka
                                Księżyc podałjej wiosła

                                Dobranoc.
                                • Gość: AndrzejG Dzień dobry IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.02.02, 04:57

                                  Dzień dobry! nie śmiem budzić, o wdzięczny widoku!
                                  Jej duch na poły w rajskie wzleciał okolice,
                                  Na poły został boskie ożywiając lice,
                                  Jak słońce na pół w niebie, pół w srebrnym obłoku.

                                  Dzień dobry! już westchnęła, błysnął promyk w oku,
                                  Dzień dobry! już obraża światłość twe źrenice,
                                  Naprzykrzają się ustom muchy swawolnice,
                                  Dzień dobry! słońce w oknach, ja przy twoim boku.

                                  Niosłem słodszy dzień dobry, lecz twe senne wdzięki
                                  Odebrały mi śmiałość; niech się wprzódy dowiem:
                                  Z łaskawym wstajesz sercem? z orzeźwionym zdrowiem?

                                  Dzień dobry! nie pozwalasz ucałować ręki?
                                  Każesz odejść, odchodzę: oto masz sukienki,
                                  Ubierz się i wyjdź prędko - dzień dobry ci powiem.



                                  Adam Mickiewicz
                                  • Gość: eM Re: Dzień dobry IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.02.02, 09:18
                                    Myśl się dziś moja jak płótno na trawie
                                    w słońcu nad wodą bieli
                                    i grzeje
                                    Zamykam oczy i nie wiem prawie,
                                    czy śni mi się tak,
                                    czy dzieje?

                                    Myśl się dziś moja jak płótno rozściela
                                    w długich wilgotnych pasmach
                                    nad wodą
                                    Niech wiatr ją chłodzi,słońce wybiela,
                                    niech przesiąka
                                    pogodą.

                                    B.Obertyńska.
                                    • Gość: AndrzejG xxx IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.02.02, 10:17

                                      gdybym nawet otworzyła ci usta

                                      i gdyby nasze języki odnalazły do siebie

                                      drogę bo przecież jest

                                      gdybyś błąd zamalował żółtą farbą

                                      i zapachem mandarynek chociażby najniklejszym

                                      gdybyś wrócił z dłońmi spragnionymi morza i piasku

                                      chleba i łez

                                      gdyby ucichł ten zew

                                      co odwiódł mnie od ciebie

                                      i długo z dymem prześladował

                                      i gdyby majak którym jestem

                                      rozgarnął ci jeszcze raz włosy

                                      i gdybym biegła po łące

                                      i gdybyś biegł po łące



                                      Ewa Hornowska
                                    • andrzejg Dni, których nie znamy 26.02.02, 13:13


                                      Tyle było dni do utraty sił a C G C
                                      Do utraty tchu, tyle było chwil d A C G
                                      Gdy żałujesz tych z których nie masz nic
                                      Jedno warto znać, jedno tylko wiedz

                                      Że ważne są tylko te dni d F G d E7 a
                                      Których jeszcze nie znamy a F G F G C A7
                                      Ważnych jest kilka tych chwil
                                      Tych na które czekamy

                                      Pewien znany ktoś, kto miał dom i sad
                                      Zgubił nagle sens i w złe kręgi wpadł
                                      Choć majątek prysł, on nie stoczył się
                                      Wytłumaczyć umiał sobie wtedy właśnie, że

                                      Że ważne są tylko te dni...

                                      Jak rozpoznać ludzi których już nie znamy a e C G
                                      Jak pozbierać myśli z tych nieposkładanych
                                      Jak oddzielić nagle serce od rozumu d A C G
                                      Jak usłyszeć siebie pośród śpiewu tłumu a e C G

                                      Bo ważne są tylko te dni...

                                      Jak rozpoznać ludzi których już nie znamy
                                      Jak pozbierać myśli z tych nieposkładanych
                                      Jak odnaleźć nagle radość i nadzieję
                                      Odpowiedzi szukaj, czasu jest tak wiele

                                      Bo ważne są tylko te dni...

                                      Marek Grechuta
    • Gość: Noa L. Cohen - A THOUSAND KISSES DEEP IP: *.pl 25.02.02, 00:18
      A THOUSAND KISSES DEEP
      for Sandy
      The ponies run, the girls are young,
      The odds are there to beat.
      You win a while, and then it’s done –
      Your little winning streak.
      And summoned now to deal
      With your invincible defeat,
      You live your life as if it’s real,
      A Thousand Kisses Deep.

      I’m turning tricks, I’m getting fixed,
      I’m back on Boogie Street.
      You lose your grip, and then you slip
      Into the Masterpiece.
      And maybe I had miles to drive,
      And promises to keep:
      You ditch it all to stay alive,
      A Thousand Kisses Deep.

      And sometimes when the night is slow,
      The wretched and the meek,
      We gather up our hearts and go,
      A Thousand Kisses Deep.

      Confined to sex, we pressed against
      The limits of the sea:
      I saw there were no oceans left
      For scavengers like me.
      I made it to the forward deck.
      I blessed our remnant fleet –
      And then consented to be wrecked,
      A Thousand Kisses Deep.

      I’m turning tricks, I’m getting fixed,
      I’m back on Boogie Street.
      I guess they won’t exchange the gifts
      That you were meant to keep.
      And quiet is the thought of you,
      The file on you complete,
      Except what we forgot to do,
      A Thousand Kisses Deep.

      And sometimes when the night is slow,
      The wretched and the meek,
      We gather up our hearts and go,
      A Thousand Kisses Deep.

      The ponies run, the girls are young,
      The odds are there to beat . . .
      • Gość: Kagan Anonimowy poeta... IP: *.lib.monash.edu.au 25.02.02, 07:31
        ...trasa Poznan-Gniezno-Warszawa-Czestochowa-Rzym (Watykan):

        Gdy jestes klerykiem, i spotkasz biskupa,
        to dnia nastepnego zaboli cie dupa.
        Pan Biskup kutasa do dupy ci wlozy,
        i forsy ci nie da, wiec cie upokorzy!
        Pan Prymas Biskupa ochroni przed tluszcza,
        i jeszcze te tluszcze na ciebie napuszcza!
        Pan Papiez Prymasa pochwali nad Tybrem,
        wiedz bowiem, iz z Kuria na pewno NIE wygrasz!
        Posadka koscielna dla ciebie niepewna,
        pod kosciol twa droga, na schodach masz zebrac!
        Bo kosciol ten rzymski to kupa gangsterow,
        z rodakiem-Polakiem (niestety) u steru...
        Kagan



        • Gość: @3 Re: Anonimowy poeta...-Kagan IP: *.port.gdynia.pl 25.02.02, 11:18
          już dostałeś radę w innym wątku, aby udać się po poradę do Dr.KrisK'a
          • Gość: Kagan Re: Anonimowy poeta...-Kagan IP: *.vic.bigpond.net.au 26.02.02, 12:43
            Gość portalu: @3 napisał(a):
            > już dostałeś radę w innym wątku, aby udać się po poradę do Dr.KrisK'a
            "Z dzienniczka Dr. KrisK, MD"
            Bedac mlodym psychiatra, zglosila sie do mnie pewnego dnia rodzina Izraelitow.
            - Puk, puk!
            - Prosze wejsc!
            Do gabinetu wszedl sedziwy, ale doskonale trzymajacy sie, brodaty a potezny
            senior rodu,
            jego mloda zona i syn, a nad nimi polatywal olbrzymi golab, jak sie pozniej
            dowiedzialem z gatunku pigeonous gigantus. Ojciec mial wyraznie semickie rysy,
            o rysach matki i syna niewiele moglem powiedziec, albowiem mieli twarze
            owiazane bandazami (jak sie pozniej dowiedzialem przechodzili oni szereg
            skomplikowanych operacji plastycznych, majacych im nadac 100% aryjski wyglad).
            - Co Panstwu dolega?
            - Nie Panstwu, ale Panu, jako iz jestesmy JEDNA Istota Plci Meskiej nazywajaca
            sie Mr. El Shaddai, tyle ze w trzech osobach, rzekl z godnoscia najstarszy.
            - Czterech, krzyknela kobieta, jestescie wszyscy male shovinist pigs!
            - Nieprawda, odezwal sie golab, ktory byl usiadl na mym filing cabinet, ja
            jestem bezplciowy, rozmnazam sie, jak kazdy pigeonus gigantus, przez
            paczkowanie!
            - Panie doktorze, rzekl najstarszy, prosze na nia nie zwracac uwagi, ona
            konieczne chce byc jedna z nas, ale nasza religia nie pozwala kobiecie byc
            jednym z mezczyznami czy osobami bezplciowymi.
            - No dobrze, odpowiedzialem, wyleczeniem przesadow religijnych zajmiemy sie
            pozniej, po przeprowadzeniu wywiadu srodowiskowego. Powiedzcie Panstwo, to
            jest, pardon me, niech mi Pan powie, co dolega Istocie El Szadaj, jesli wolno
            mi spolszczyc nawisko szanownego Pacjenta...
            - Nie mam nic przeciwko temu, rzekl najstarszy. Jestem bowiem znany pod
            wieloma
            nazwiskami, moze mnie Pan Doktor tytulowac po prostu Elohim.
            - A wiec co Panu, Panie Elohim dolega?
            - Mamy dwa problemy: pierwszy z naszym golebiem, ktory tak naprawde nie jest
            golebiem, ale duchem mego praprapradziadka nazwiskiem Moses. Narazil sie on
            byl
            dawno temu bozkowi Jahweh, i za to zostal zamieniony w olbrzymiego,
            bezplciowego golebia. Jako dewiantowi seksualnemu jest mu trudno zyc w
            spoleczenstwie skladajacym sie zasadniczo z dwoch plci...
            - Rozumiem, juz wzywam The Ghostbusters, ktorzy pomoga mi go wyleczyc.
            Chwycilem za "komorke", nacisnalem na kombinacje *#G i wyslalem szybkiego
            SMSa.
            Za niecale 5 minut uslyszalem syrene, i do mego gabinetu wpadli The
            Ghostbusters. Rozumielismy sie bez slow. Skierowali ejektory metaplazmy na
            golebia, ktory najpierw sie rozdwoil na samca i samiczke, po czym przyjaly one
            bezkstzaltne postacie duchow, i czesc meska zlaczyla sie z protoplasta rodu, a
            czesc zenska z kobieta (ktora, jak sie okazalo pozniej, miala na imie Miriam).
            - Ile sie nalezy, spytalem szefa Ghostbuster'ow.
            - Dopiszemy do rachunku, dzisiaj mamy zreszta promocje, wiec bedzie 10%
            znizki.
            Do widzenia,
            bo mamy kilka innych waznych prac do wykonania!
            - Szalom! Wykrzyknal za nimi mlodzieniec w bandazu na twarzy.
            - No dobrze, powiedzialem do Elohim'a, kiedy The Ghostbusters odjechali na
            syrenie, sprawa golebia zalatwiona, co dalej?
            - Jak pan doktor widzi, moja zona Miriam powila mi syna, ktorego nazwalismy
            Jeszu.
            Problem w tym, iz przywidzialo sie jej, ze poczeta byla nie przeze mnie, ale
            przez tego juz nieistniejacego golebia...
            - No problem! Krzyknalem. Przeprowadzimy badnia DNA, i wykazemy panskiej
            malzonce, kto jest tak naprawde ojcem jej syna.
            Szybko pobralem probki sliny od Elohim'a, Miriam i Jeszu. Jak sie latwo
            domyslec, ich DNA bylo identyczne. Co wiecej, Jeszu okazal sie byc klonem
            Elohim'a (bylo to zrozumiale, jako iz nawet 21 lat temu, czyli w roku
            urodzenia
            Jeszu, ojciec jego byl juz dawno nieplodny, tak wiec Jeszu byl tzw. dzieckiem
            z
            probowki, klonem swego ojca).
            - Dziekuje bardzo Panie Doktorze! Rzekl protoplasta rodu, nie ma to jak
            niezbite, obiektywne naukowe dowody! Malzonka ma nie bedzie dluzej negowac
            mego
            ojcostwa Jeszu, za co jestem Panu Doktorowi doglebnie wdzieczny.
            - Nie musi byc Pan wdzieczny, wystarczy, ze pozwoli mi Pan obciazyc panski
            rachunek skromna suma tysiaca Euro plus VAT. I spodzieam sie kolejnych wizyt,
            w
            ktorych wyperswaduje Panstwu, ze nie jestescie jedna istota, a zwyczajna,
            trzyosobowa rodzina...
            Tak sie zakonczyl moj kolejny dzien pracy w klinice "Szczesliwe Jutro".
            DrKrisK, MD
        • Gość: rozalia Re: Anonimowy poeta... IP: 66.213.109.* 29.08.03, 02:09
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > ...trasa Poznan-Gniezno-Warszawa-Czestochowa-Rzym (Watykan):
          >
          > Gdy jestes klerykiem, i spotkasz biskupa,
          > to dnia nastepnego zaboli cie dupa.
          > Pan Biskup kutasa do dupy ci wlozy,
          > i forsy ci nie da, wiec cie upokorzy!
          > Pan Prymas Biskupa ochroni przed tluszcza,
          > i jeszcze te tluszcze na ciebie napuszcza!
          > Pan Papiez Prymasa pochwali nad Tybrem,
          > wiedz bowiem, iz z Kuria na pewno NIE wygrasz!
          > Posadka koscielna dla ciebie niepewna,
          > pod kosciol twa droga, na schodach masz zebrac!
          > Bo kosciol ten rzymski to kupa gangsterow,
          > z rodakiem-Polakiem (niestety) u steru...
          > Kagan
          >
          >
          >



          O co tobie osle tutaj chodzi. Co ci przeszkadza ten watek?
    • Gość: k Re: To, co piękne...Dla wszystkich forumowieczów! IP: 212.244.77.* 26.02.02, 09:58
      Na dobranoc

      Rozgadana wiedza
      wymowna poezja
      przez radio Szopen mówić do mnie będzie
      Całuję cię na dobranoc
      mój krzyżyku niemy
      bo milczy tylko prawda i nieszczęście.

      x.Jan Twardowski


      Prawda jakie prawdziwe?Z pozdrowieniami -k.
      • amator1 Re: To, co piękne...Dla wszystkich forumowieczów! 26.02.02, 11:12
        Gość portalu: k napisał(a):

        > Na dobranoc
        >
        > Rozgadana wiedza
        > wymowna poezja
        > przez radio Szopen mówić do mnie będzie
        > Całuję cię na dobranoc
        > mój krzyżyku niemy
        > bo milczy tylko prawda i nieszczęście.
        >
        > x.Jan Twardowski
        >
        >
        > Prawda jakie prawdziwe?Z pozdrowieniami -k.

        i jakie piękne
    • Gość: Dzik Re: To, co piękne...: Eleanor Rigby IP: *.pse.pl 26.02.02, 12:18
      Eleanor Rigby
      (Lennon & Mc Cartney)
      ----------------------------------------------

      Ah, look at all the lonely people !
      Ah, look at all the lonely people !

      Eleanor Rigby picks up the rice in the church
      Where the wedding has been,
      Lives in a dream,
      Waits at the window, wearing a face
      That she keeps in a jar by the door
      Who is it for ?

      All the lonely people, where do they all come from ?
      All the lonely people, where do they all belong ?

      Father McKenzie, writing the words of a sermon
      That no one will hear.
      No one comes near.
      Look at him working, darning his socks in the night
      When there's nobody there, what does he care ?

      All the lonely people, where do they all come from ?
      All the lonely people, where do they all belong ?
      Ah, look at all the lonely people !
      Ah, look at all the lonely people !

      Eleanor Rigby died in the church and was buried
      Along with her name.
      Nobody came.
      Father McKenzie wiping the dirt from his hands
      As he walks from the grave
      No one was saved

      All the lonely people, where do they all come from ?
      All the lonely people, where do they all belong ?

    • Gość: k Re: To, co piękne...Norwid IP: 212.244.77.* 26.02.02, 12:39
      Przyszło nieszczęście do człowieka
      I zatopiło weń fatalne oczy
      – Czeka
      Czy człowiek zboczy?
      C. K. Norwid, Fatum

    • Gość: AndrzejG Przyjaciele... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.02.02, 12:43
      Przyjaciele

      Rozważali
      twą osobowość
      życzliwie i bez złości -
      ale bez ciebie.

      Byłeś przedmiotem ich rozpraw
      ich trosk
      najpoważniejszych.
      Omawiali twoje wady
      i życzenia -
      ale ciebie przy tym nie było.

      Mówili:
      - Trzeba!
      Powtarzali:
      - Należy!
      Wyznaczali ci los.
      Zapewniali: - Tak będzie lepiej.

      Orzekali:
      - Zdatny do...
      Krzyczeli:
      - Niepotrzebny!

      Wypowiadali się wszyscy -
      tylko nie ty.

      Janina Brzostowska

      • Gość: eM Re: Przyjaciele... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.02.02, 13:51
        obym mia l serce zawsze otwarte dla małych
        ptaków bo każdy z nich jest tajemnicą życia
        cokolwiek zaśpiewają jest lepsze niż wiedzieć
        gdy ktoś już ich nie słucha znaczy że siwieje

        obym miał myśli krążące dokoła
        męstwa pragnieniamuległości głodu
        nawet gdy jest niedziela obym mógł się mylić
        gdy ktoś ma rację znaczy że już nie jest młody

        obym nie robił nic co pożyteczne
        i kochał ciebie bardziej niż wiernie i wiecznie
        nie było takich przyjaciół co by nie umieli
        jednym uśmiechem się schować w nieba pościeli.
        • Gość: eM Re: Przyjaciele...Słucham i patrzę IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.02.02, 14:22
          Słucham i patrzę,oddycham i chodzę,
          I nie ma zachwyt mój granic i końca!
          Wszystko jest jasne!Wszak nawet cień w drodze
          Jest synem blasku;pochodzi ze słońca.

          I nie ma kresu to bezkresne życie
          Wszędzie żyjące,jedno i najkrótsze
          Wszak z wczorajszego dnia w wiecznym rozkwicie
          Wywodzi nowy sen o nowym jutrze.

          K.Wierzyński.
        • Gość: AndrzejG O przyjaciółko moja! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.02.02, 14:29

          O przyjaciółko moja!
          Dziwną jest własność serca:
          Gdy komuś się oddaje w pełni -
          Kogoś uśmierca.


          Władysław Orkan
          • Gość: eM XXXI IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.02.02, 17:06
            wejdż przyjdż
            pozwól że przeczytam że napiszę ten koan
            koan na dzień twojego przyjścia
            mój delikatny przyjacielu
            mój bliżni mój bracie

            ułożę ten wiersz w takt mojego oddechu
            wdech-i to co banalne
            wydech-i sens bez skazy

            sto lat temu pozwoliłbym sobie na inny wiersz w tej sprawie
            dziś usilnie pragnę pozostać przy tym co mamy

            dziś wszyscy wszystko wiedzą
            wiersze są tyko po to by się spotkać

            pewne rzeczy są we mnie niezmienne jak pory roku
            a innych potrafię się pozbyć jak chusteczek
            każdy jest Różewiczem swego losu
            a z drugiej strony dopóty Miłosz Nobla nosi
            dopóki-no wiesz.

            M.K.E.Baczewski.
            • Gość: eM CHINOISERIE IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.02.02, 20:48
              Nie po to chcę jechać do Chin,
              by widzieć piękne świątynie,
              wieżę jakąś Ming czy Tsin,
              lub pejzaż w Kao-linie

              Przecież

              póki mam twarz białą z różowym
              bez kurzych łapek na skroni,
              marzyć o tym lub owym
              nikt mi nie wzbroni.

              Otóż:

              Chcę jechać do chińskiej miłości,
              chcę jechać do chińskiej wiśni,
              najłatwiej tam i najprościej
              sen chiński mi się wyśni.

              Może

              jakiś szumiący dostojnik
              nieznany,żółty i ciemny,
              w ramionach jedwabiem strojnych
              nauczy mnie chińskich tajemnic?

              Jakich?

              Tajemnic laki,herbaty,
              płaskich jak liść kapeluszy,
              pagód i smoków rogatych,
              i mojej własnej duszy.

              M.Jasnorzewska.
              • Gość: AndrzejG PLE PLE PLE PLE IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.02.02, 21:44
                PLE PLE PLE PLE


                Mirkowi Drabczykowi


                jestem inteligentny
                jestem elokwentny
                na wszystkie pytania
                mam gotową odpowiedź

                : nie wiem



                86.07.31



                Jacek Podsiadło
                • andrzejg Moja tęsknota... 26.02.02, 22:14



                  Moja tęsknota
                  do niewidzialnej kochanki,
                  jak lilia złota
                  marznąca w zimne ranki.
                  Lecz żaden duch z zaświatów
                  skrzydłami nie oprzędnie -
                  oh, tyle więdnie
                  kwiatów...

                  Tadeusz Miciński

                  --------------------------------------------------------

                  tak już obok poezji : dobranoc
                  a może to też jest poezja?
                  • Gość: eM Re: Moja tęsknota... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.02.02, 15:22
                    Jabłka na drzewach tańczą
                    Szum wznosi się i odchodzi
                    Słońce nagle przygrzeje
                    Wiatr się zerwie-ochłodzi


                    Uśmiecham się,w uśmiechu
                    Jest cała prawda smutku.
                    Ale nikt,nikt nie widzi
                    Jak płaczę po cichutku.


                    I tylko popętane
                    Na wielkich łąkach konie
                    Też troskę mają w oczach
                    I liżą moje dłonie


                    Przestrzenie,o przestrzenie!
                    Jesieni niepojęta-
                    Owoce i obłoki,
                    Samotność i zwierzęta.

                    J.Liebert.
                    • andrzejg Wino samotnych 27.02.02, 17:30


                      Jeszcze jeden krok, mała wieczność
                      Ta minuta trwać może sto lat
                      Obok twoich póz niedorzeczność
                      Jest samotność jak lustro i walc
                      To twój cień objął cię chłodem szarym
                      Szepce ci: jesteś nikt, nie ma cię
                      Nie ma prawd, nie ma kłamstw
                      Jedno wiesz, jesteś sam
                      I tak będzie, zostanie jak jest
                      Wypij do dna
                      Gorzkie wino samotnych
                      Wypij
                      I ty i ja
                      Potrafimy z tym żyć
                      Śmierć oczy ma
                      Z wypłowiałych afiszy
                      W ciszy
                      Gorzkie wino samotnych
                      Wypij do dna
                      Jeszcze masz jakąś twarz, jakieś ciało
                      Celę, w której uwięził cię byt
                      Jeszcze się dotąd nic nie udało
                      Jedno wiesz, było głupio i wstyd
                      W pustych dni gęstą sieć zaplątany
                      W węzłach żył słyszysz szum ciemnej krwi
                      Nie ma prawd, nie ma kłamstw
                      Jedno wiesz, jesteś sam
                      Pogodzony z swą klęską ktoś... nikt...

                      Wypij do dna
                      Gorzkie wino samotnych
                      Wypij
                      Niech czarny blask
                      Zamigoce we szkle
                      W świecie ze ścian
                      Tylko siebie usłyszysz
                      W ciszy
                      Gorzkie wino samotnych
                      Wypij do dna


                      Jonasz Kofta
                      • Gość: eM SEN IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.02.02, 17:47
                        Byłem górzystą krainą
                        z głębokiej rozpadliny wznosił się szary kamienny słup
                        na ktory wspinały się małe czarne sylwetki
                        bo na szczycie leżała gruba księga
                        zajmowała cały płaskowyż
                        wspinali się żeby ją otworzyć
                        ale pierwszy który tam dotarł
                        przekonał się że księga jest wykuta w skale
                        długo stał na niej i patrzył w dół
                        na zielone doliny
                        a potem spojrzał w górę
                        nad nim był następny szary kamienny słup
                        WYZSZY

                        P.Mitzner.
                        • Gość: AndrzejG Wiersz o Tu i Teraz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.02.02, 18:22

                          Nitki życia pozbieraj do różowego koszyczka
                          skołtunione prząść zacznij z czułością
                          może zrozumiesz
                          że to sam z nitek nici a z nich
                          warkocz upleciesz mocny jak okrętowa lina
                          i sens życia pochwycisz

                          Nie licz że czasu mało od narodzin do śmierci
                          ile ci zostało to nie twoja sprawa
                          uwierz mi uwierz mi jest ktoś
                          kto zna się od ciebie lepiej na tym egzystencjalnym
                          problemie

                          Nie śpiesz się - nie spiesz do Nieba Czyśćca Piekła
                          na ziemi żyjesz tylko raz
                          więc myśl byś nie stracił czasu
                          albo trać go bez żalu
                          bo cóż - stracony czas
                          nie powróci w jakiejkolwiek postaci tu i teraz
                          chyba że obsesją


                          Wiersz Krzysztofa Paciorka
                          • Gość: eM *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.02.02, 18:43
                            Swiat mnie przerażał swym ogromem.
                            Rosłem ku niemu krzywo,zachwiany jak kwiat,
                            Zalękniony na progu zakochanych lat,
                            Jak ten,kto pod oknami nieznanego domu,
                            (Gdzie w zapuszczonych storach onieśmiela cisza)
                            Przechadza się krokiem niepewnym,nim wejdzie do wnętrza,
                            Dzisiaj-gniewem wyrosłem nad dom,
                            Ku dalekim wytężony dniom,
                            Nienawiścią,która kocha,gdy dręczy,
                            Wierszem,który podważyć i dżwignąć chce świat
                            Nie proszę,żądam od życia.

                            M.Jastrun.
                            • Gość: AndrzejG Trzeba marzyć IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.02.02, 19:04

                              Żeby coś się zdarzyło
                              Żeby mogło się zdarzyć
                              I zjawiła się miłość
                              Trzeba marzyć
                              Zamiast dmuchać na zimne
                              Na gorącym się sparzyć
                              Z deszczu pobiec pod rynnę
                              Trzeba marzyć

                              Gdy spadają jak liście
                              Kartki dat z kalendarzy
                              Kiedy szaro i mgliście
                              Trzeba marzyć
                              W chłodnej, pustej godzinie
                              Na swój los się odważyć
                              Nim twe szczęście cię minie
                              Trzeba marzyć

                              W rytmie wietrznej tęsknoty
                              Wraca fala do plaży
                              Ty pamiętaj wciąż o tym
                              Trzeba marzyć
                              Żeby coś się zdarzyło
                              Żeby mogło się zdarzyć
                              I zjawiła się miłość
                              Trzeba marzyć

                              Jonasz Kofta
                              • Gość: eM Plejady IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.02.02, 19:28
                                Plejady to gwiazdozbiór już pażdziernikowy.
                                Wypływa nad horyzont ciemno i okrutnie
                                I patrzy na schylone zadumane głowy,
                                Na połamane brzozy i pobite lutnie.

                                Przechodzi i o świcie drży nad moim domem.
                                Posyła promień cichy,ale przenikliwy,
                                I głosem mówi do mnie,i takim znajomym,
                                Ze może jest kto jeszcze na świecie szczęśliwy.

                                Szczęśliwy,kto kocha;szczęśliwy kto wierzy;
                                Szczęśliwy...albo tylko tak jemu się zdaje...
                                Szczęśliwy,który łąką o świtaniu bieży
                                I na jesiennym niebie widzi gwiazdy maja.

                                J.Iwaszkiewicz.
                                • Gość: AndrzejG "szczęście" IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.02.02, 19:49


                                  mam szczęście!
                                  krzyczą dzieci

                                  chwytając piłkę

                                  z nurtów wody



                                  a ono - na niebie świeci

                                  roześmiane złotem - młode



                                  wyciągnij rękę - zamknij

                                  płonący krążek w pięści

                                  i głośno - głośno krzyknij

                                  - mam szczęście -



                                  Halina Poświatowska
                                  • Gość: eM Re: Na fujarce IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.02.02, 20:36
                                    Komużeś ty potrzebne,
                                    Nieróbstwo moje śpiewne
                                    Słówka,zda się konieczne-
                                    Zbyteczne wy,zbyteczne.

                                    Liryczne ptasie nutki,
                                    Po których wtór króciutki,
                                    Rzucane po kryjomu,
                                    Każdemu i nikomu.

                                    Niewiele ich,niewiele,
                                    Ale są czyste trele,
                                    Niezbędne wiem,konieczne-
                                    Swiatu nieużyteczne.

                                    W drewienko liche dmucham,
                                    Z rozpaczą nutek słucham...
                                    Namawiam świat daremnie-
                                    Obywa się beze mnie.
                                    • Gość: AndrzejG *** IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.02.02, 20:51
                                      Idę drogą życia,
                                      o coś się potykam.
                                      Lecę, upadam.
                                      Dlaczego nikt mnie nie łapie ?
                                      Dlaczego nikt mi nie pomaga ?
                                      Prawie wszyscy kosztem wszystkiego
                                      do przodu się pchają,
                                      do góry się pną,
                                      oni tylko pieniądze i sławę kochają.


                                      Paweł Pławski

                                      • Gość: eM Re: ***Jedwabnik IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.02.02, 21:14
                                        W kokonie słów mieszka Cel.
                                        Jak w wierszu krąży krew.
                                        Każdy krzyk osiądzie jak echo.
                                        I poeta osieroci wiersze w przytułku planety.
                                        Lecz ty-nie rań słów.I podnieś siebie-

                                        T.Agatowski
                                        • Gość: eM Wieczór IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.02.02, 22:36
                                          Okno cieniem zmierzchu zamyślone,
                                          Już nie troszczy się o ciche ściany.
                                          I już ściany nie są zwykłym domem,
                                          Zimnym domem-złym trupem ceglanym.

                                          Wszystkie sprzęty się uduchowiły,
                                          Już nie sprzęty,lecz milczące widma.
                                          Gdybyś dotknął ich,drgnęłyby nagle,
                                          Jak uśpionych duchów drżące skrzydła.

                                          Nawet zegar nie szepce nerwowo,
                                          Zaświat dżwięczy z każdym taktem zgodnie-
                                          Gdybyś wsłuchał się,odróżnisz słowo
                                          I usłyszysz nieziemską melodię.

                                          Teraz w mieście w wszystkich domów drzwi
                                          Wiwczór palcem melodyjnym puka-
                                          I zgubionych w głębi ludzkich ciał
                                          ANIOLOW szuka.

                                          W.Bąk.
                                          Dobranoc.
                                          • Gość: AndrzejG Przebyłem noc właśnie... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.02.02, 09:15

                                            Przebyłem noc właśnie i nikt mnie nie wita

                                            nikt mi żaden nie mówi - bądź pozdrowiony

                                            bądź na śniadaniu tako na wieczerzy

                                            a sen niech cię ma między tym a tamtym



                                            Przebyłem noc właśnie i nikt mnie nie wita

                                            a pracowałem ciężko nad szukaniem

                                            nad wyszukaniem tych bram nieśmiertelnych

                                            tych bram zatraconych poszukując



                                            Przebyłem noc właśnie i nikt mnie nie spyta

                                            nikt mnie żaden nie spyta - jak ci się szło

                                            jak też ci się szło przez czarne listowie



                                            Przebyłem noc mówię i jestem zmęczony

                                            nie odwiedził mnie faun ani anioł stróż

                                            ani też najmniejszy robaczek świetlisty


                                            Edward Stachura
                                            Dzień dobry
                                            • Gość: eM Noc XC IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.02.02, 10:09
                                              pytałeś ja noc przyrządzać
                                              może koktajl z gwiezdnego szampana
                                              albo z przyprawą obojętną danie samotnicze
                                              dam jedną radę
                                              mieć czyste niebo
                                              z gwarancją
                                              że nie zaczniesz wojny
                                              o apetyczne powszechniki

                                              wtedy wolno wybierać smak
                                              rozjaśniać go i ściemniać
                                              albo nasycać w inne jeszcze zmysły
                                              być mistrzem stołu
                                              naprawdę nie boli
                                              wtedy wolno podawać

                                              B.Budzińska.
                                              miłego dnia.
                                              • Gość: AndrzejG Re: Noc XC:Ździebełko - Ciepełko IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.02.02, 11:30
                                                Ździebełko - Ciepełko


                                                Wiem, że miłość jest udręką
                                                Bo się wszystkiego od niej chce
                                                Ja pragnę mało, malusieńko
                                                A właściwie jeszcze mniej

                                                Ździebełko ciepełka
                                                W codziennych piekiełkach
                                                W wyblakłym na szaro obłędzie
                                                Różowa perełka, ździebełko ciepełka
                                                Znów wiem, że jakoś to będzie

                                                Gdy serce ukłuje przykrości igiełka
                                                I biedne się czuje, niczyje
                                                Ciepełka ździebełko
                                                Ździebełko ciepełka
                                                Wystarczy i ewszystko przemija

                                                Ździebełko ciepełka
                                                Diamencik ze szkiełka
                                                Czułości kropelka na listku
                                                Ciepełka ździebełko
                                                Tkliwości światełko
                                                W twych oczach wystarczy za wszystko

                                                Nie chcę wichrów, burz, nawałnic
                                                Uczuć, w których spalę się
                                                Jesteśmy przecież łatwopalni
                                                Dla mnie najważniejsze jest:

                                                Ździebełka ciepełka...

                                                Jonasz Kofta
                                                • Gość: eM Re: Noc XC:Ździebełko - Ciepełko IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.02.02, 15:01
                                                  więcej uczucia
                                                  dla drobnej chwili
                                                  niech napełni cię sobą pochłonie
                                                  nachyl się tylko
                                                  nad jej żródełkiem
                                                  zaczerpnij w dłonie

                                                  wstrzymaj życie
                                                  niebieskich chwil
                                                  szalone obroty
                                                  przejrzyj się
                                                  w kropli ciszy
                                                  nie nazywaj tego
                                                  pustym przelotem

                                                  spowolnij życie
                                                  naciesz się tym co jest
                                                  otwórz oczy
                                                  to może jedyna wieczność
                                                  którą przeoczysz.

                                                  bo mijamy chwile
                                                  biegnąc ślepo przed siebie
                                                  i one nas potrącą odbiegną
                                                  nie przygarną w potrzebie.

                                                  J.Baran.
                                                  • Gość: AndrzejG Nic dwa razy IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.02.02, 15:46

                                                    Nic dwa razy się nie zdarza
                                                    i nie zdarzy. Z tej przyczyny
                                                    zrodziliśmy się bez wprawy
                                                    i pomrzemy bez rutyny.

                                                    Choćbyśmy uczniami byli
                                                    najtępszymi w szkole świata,
                                                    nie będziemy repetować
                                                    żadnej zimy ani lata.

                                                    Żaden dzień się nie powtórzy,
                                                    nie ma dwóch podobnych nocy,
                                                    dwóch tych samych pocałunków,
                                                    dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

                                                    Wczoraj, kiedy twoje imię
                                                    ktoś wymówił przy mnie głośno,
                                                    tak mi było, jakby róża
                                                    przez otwarte wpadła okno.

                                                    Dziś, kiedy jesteśmy razem,
                                                    odwróciłam twarz ku ścianie.
                                                    Róża? Jak wygląda róża?
                                                    Czy to kwiat? A może kamień?

                                                    Czemu ty się, zła godzino,
                                                    z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
                                                    Jesteś - a więc musisz minąć,
                                                    Miniesz - a więc to jest piękne.

                                                    Uśmiechnięci, wpółobjęci
                                                    spróbujemy szukać zgody,
                                                    choć różnimy się od siebie
                                                    jak dwie krople czystej wody.


                                                    Wisława Szymborska
                                                  • Gość: eM Re: Nic dwa razy *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.02.02, 18:44
                                                    Uczę się ciebie człowieku.
                                                    Powoli się uczę,powoli
                                                    Od tego uczenia trudnego
                                                    Raduje się serce i boli

                                                    O świcie nadzieją zakwita,
                                                    Pod wieczór niczemu nie wierzy,
                                                    Czy wątpi,czy ufa-jednako-
                                                    Do ciebie,człowieku należy.

                                                    Uczę się ciebie i uczę
                                                    I wciąż cię jeszcze nie umiem
                                                    Ale twe ranne wesele,
                                                    Twą troskę wieczorną rozumiem.

                                                    J.Liebert.
                                                  • Gość: AndrzejG DRŻĄCYM GŁOSEM IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.02.02, 19:45
                                                    właśnie skończyłem wiersz
                                                    przypatruję mu się bacznie
                                                    wyciągam dłoń stawiam palec
                                                    badam proporcje niby malarz

                                                    i tylko ty wiesz
                                                    jak zbędne są to zabiegi
                                                    i że za chwilę usiądę przy tobie
                                                    z miną małego chłopca
                                                    któremu pani poprawia dyktando
                                                    z miną na wpół świadomego
                                                    swego łotrostwa hultaja
                                                    i przeczytam

                                                    Grzegprz Ciechowski
                                                  • Gość: eM Początek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.02.02, 20:26
                                                    Trzeba przeczytać raz,
                                                    Trzeba przeczytać dwa razy,
                                                    Trzeba czytać przez lata:
                                                    Wtedy przyleci ptak
                                                    Do ręki twojej,
                                                    Nie zlęknie się,oswoi.

                                                    Trzeba napisać raz,
                                                    Trzeba napisać dwa razy,
                                                    Trzeba pisać przez lata?-
                                                    Aż ptak ci wywróży
                                                    Koniec twojej samotności,
                                                    Uniesie cię nad wodami
                                                    Ze ślepej nocy i burzy,
                                                    Wtedy zaufaj mu,
                                                    Zaufaj samemu sobie,
                                                    Zacznij początek
                                                    Swiata.

                                                    K.Wierzyński.
                                                  • Gość: AndrzejG NOCNY LIST IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.02.02, 20:35

                                                    Czarno to piszę

                                                    pismo pochyłe

                                                    burzy się świat

                                                    atrament zgasł

                                                    niebo tak wysoko



                                                    Czarno to widzę

                                                    Noc taka gęsta

                                                    że orzech włoski

                                                    ślepnie za oknem

                                                    na jedno oko



                                                    Adam Ziemianin
                                                  • Gość: eM Re: NOCNY LIST *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.02.02, 20:53
                                                    Kosmata gwiazda
                                                    Donikąd w pędzie
                                                    Z grożnego nigdzie.
                                                    Wśród stad złotorunych obca,
                                                    Przybłęda-owca-
                                                    Spadasz jak krzyk-
                                                    Starożytnych włochata gwiazdo!

                                                    M.Cwietajewa.
                                                  • Gość: AndrzejG tragedia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.02.02, 21:01
                                                    tragedia przychodzi
                                                    w zwyczajne dni
                                                    zawsze nieproszona
                                                    gdy odwracamy głowę
                                                    lub na chwilę
                                                    zamykamy powieki
                                                    nadciąga gwałtownie
                                                    jak burza
                                                    zostawia po sobie ślady
                                                    wilgotnych oczu
                                                    rozdartych ust
                                                    i brzęczące słowa rozpaczy
                                                    jakże bolesne

                                                    Sławomir Skibicki
                                                  • Gość: AndrzejG Czekając na jutro IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.02.02, 21:08
                                                    dzień kolejny mówi dobranoc,
                                                    bardzo cicho,
                                                    jakby bał się że kogoś obudzi.
                                                    kolejny papieros dogasa w popielniczce
                                                    jeszcze żywy,
                                                    skruszony morderca
                                                    z głową posypaną popiołem,
                                                    świetliki okien gasną jeden po drugim,
                                                    zabierając ze sobą tajemnicę nocy,
                                                    pies niespokojnie szczeka w ciemność
                                                    choć nie ma odpowiedzi,
                                                    dzień co odchodzi na zawsze
                                                    dla tych którzy nie śpią,
                                                    w oczekiwaniu na inne jutro

                                                    Ś.Ś. 97.07.05
                                                    Sławomir Skibicki

                                                    Dobranoc.
                                                    Jutro też?
                                                  • Gość: eM Re: Czekając na jutro *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.02.02, 21:35
                                                    Nim przyjdzie wiosna,
                                                    nim miną mrozy,
                                                    w ciszy kolebce-
                                                    nade mną sosna
                                                    nade mną brzoza
                                                    witkami szepce.

                                                    Szepce i śpiewa
                                                    niby skrzypcowa
                                                    melodia cicha
                                                    melodia nowa
                                                    której nie słychać,
                                                    która dojrzewa.

                                                    Tak się zapadam
                                                    jak w śniegu puchy
                                                    w jesienne liście
                                                    i tylko duchem
                                                    słucham i badam
                                                    czy noc nadchodzi
                                                    czy świt się rodzi,
                                                    czy rzeczywiście??

                                                    J.Iwaszkiewicz.
                                                    Dobrej nocy.
                                                    będę napewno.
                                                  • Gość: AndrzejG LISTOPAD. 4.00 RANO MUSZĘ WSTAĆ I JECHAĆ IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.03.02, 03:56




                                                    gdy za oknem mrok i ziąb i ziemia

                                                    niczym piórko zawieją miotana

                                                    przebudzony rozmyślam o śmierci

                                                    jak o strasznej rozprawie w nieznane


                                                    Józef Baran
                                                  • Gość: eM *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.03.02, 06:38
                                                    Anioł Boży mrożnym rankiem
                                                    Potajemnie nas połączył
                                                    I nie spuszcza ciemnych oczu
                                                    Z naszych dni niefrasobliwych

                                                    To dlatego tak kochamy
                                                    Niebo,wiatr,powietrze rześkie
                                                    I konary czerniejące
                                                    Za żeliwnym ogrodzeniem.

                                                    To dlatego tak kochamy
                                                    Ciemnowodne srogie miasta,
                                                    Pokochaliśmy rozstania
                                                    I godziny krótkich spotkań.
                                                    **********************************

                                                    ***
                                                    Lubię te rozmowy po świt prowadzone-
                                                    Na maleńkim stoliku szklanki wystudzone,
                                                    Nad czarną kawą cienkie,wonne smużki pary,
                                                    Kominek rozbuchany zimowym ciężkim żarem,
                                                    Wesoły ostry ton literackiego żartu
                                                    I to pierwsze spojrzenie,bezradne,nieodparte.

                                                    A.Achmatowa.
                                                  • Gość: AndrzejG Kim właściwie była ta piękna pani IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.03.02, 10:56

                                                    Nikt nie zna ścieżek gwiazd;
                                                    Wybrańcem kto wśród nas?
                                                    Zapukał ktoś...
                                                    To do mnie gość?!



                                                    Włóczyłem się jak cień,
                                                    Czekałem na ten dzień;
                                                    I stoisz w drzwiach...
                                                    Jak dziwny ptak.



                                                    Więc bardzo proszę, wejdź,
                                                    Tu siadaj, rozgość się
                                                    I zdradź mi, kim tyś jest,
                                                    Madame?
                                                    Albo nie zdradzaj mi,
                                                    Lepiej nie mówmy nic.



                                                    Nieśmiało sunie brzask,
                                                    Zatrzymać chciałbym czas.
                                                    Inaczej jest...
                                                    Czas musi biec.



                                                    Gdzieś w dali zapiał kur
                                                    Niemodny wdziewasz strój,
                                                    Już stoisz w drzwiach...
                                                    Jak dziwny ptak.



                                                    Więc jednak musisz pójść,
                                                    Posyłasz mi przez próg
                                                    Ulotny uśmiech twój,
                                                    Madame?
                                                    Lecz będę czekać, przyjdź!
                                                    Gdy tylko zechcesz, przyjdź!
                                                    Będziemy razem żyć!
                                                    Ja będę czekać, przyjdź!
                                                    Gdy tylko zechcesz, przyjdź!

                                                    Edward Stachura
                                                  • Gość: eM Ocalenie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.03.02, 17:43
                                                    Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
                                                    Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
                                                    Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
                                                    A kto tak patrzy,choć sam o tym nie wie,
                                                    Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
                                                    Ptak mu i drzewo mówią:przyjacielu.

                                                    Wtedy i siebie,i rzeczy chce użyć,
                                                    Zeby stanęły w wypełnienia łunie.
                                                    To nic,że czasem nie wie,czemu służyć:
                                                    Nie ten najlepiej służy,kto rozumie.

                                                    C.Miłosz.
                                                  • Gość: AndrzejG *** IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.03.02, 18:18
                                                    Kiedy
                                                    Myślisz
                                                    O tym
                                                    Milczysz...
                                                    Nic więcej
                                                    Prócz
                                                    Wiązki
                                                    Marzeń błądzących
                                                    Nie wołasz
                                                    Już...
                                                    Nie trzeba
                                                    Spoglądasz
                                                    Tylko -
                                                    Mała drobna
                                                    Łza niewinnie
                                                    Spływa...
                                                    Drążąc długą
                                                    Wstęgę
                                                    Wspomnienia...


                                                    Zbigniew Barteczka
                                                  • Gość: eM Re: *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.03.02, 18:38
                                                    z tęsknoty pisze się wiersze
                                                    z bolesnej
                                                    drżącej śpiewny owoc ciała
                                                    patrząc na samotne palce
                                                    mogę wysnuć pięć poematów
                                                    dotykając moich napiętych ust
                                                    szepczę
                                                    i słowa-rozkołysane rytmem wielkiej wody
                                                    plotą się w wiersze
                                                    mokre
                                                    bardzo słono biegną poprzez twarz

                                                    H.Poświatowska.
                                                  • andrzejg Gra w niebo i piekło 01.03.02, 19:47


                                                    Włodkowi Pawluczukowi



                                                    1

                                                    do piekła i do nieba

                                                    wiodą podobne bramy

                                                    wnętrza i korytarze

                                                    tu i tam te same



                                                    rozkład zajęć jadłospis

                                                    nieomal tożsame

                                                    więc czemu tu zgrzytanie

                                                    tam pienia ku chwale Pana



                                                    2

                                                    byłem w celi klasztornej

                                                    i w więziennej celi

                                                    na pozór identyczna przestrzeń

                                                    lecz przepaść bez dna



                                                    wybrańcy i skazańcy

                                                    żyjący na antypodach

                                                    wyboru i przymusu

                                                    ot w niebo i piekło gra



                                                    3

                                                    widziałem zakochanych

                                                    zamkniętych w uścisku

                                                    którym sławili wolność

                                                    będąc w siódmych niebach

                                                    gdy ich później ujrzałem

                                                    dusili się w dybach

                                                    bliskość ciążyła piekielnie

                                                    wypędzonym z nieba



                                                    Adam Ziemianin
                                                  • andrzejg Re: Gra w niebo i piekło - errata 01.03.02, 19:52
                                                    Autor-Józef Baran

                                                    Przepraszam
                                                  • Gość: eM Wszelki wypadek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.03.02, 20:23
                                                    Zdarzyć się mogło
                                                    Zdarzyć się musiało.
                                                    Zdarzyło się wcześniej.Póżniej.
                                                    Bliżej.Dalej.
                                                    Zdarzyło się nie tobie.

                                                    Ocalałeś,bo byłeś pierwszy.
                                                    Ocalałeś,bo byłeś ostatni.
                                                    Bo sam.Bo ludzie.
                                                    Bo w lewo.Bo w prawo.
                                                    Bo padał deszcz.Bo padał cień.
                                                    Bo panowała słoneczna pogoda.

                                                    Wskutek,ponieważ,a jednak,pomimo
                                                    Co by to było,gdyby ręka,noga,
                                                    o krok,o włos
                                                    od zbiegu okoliczności.

                                                    Więc jesteś?Prosto z uchylonej jeszcze chwili?
                                                    Sieć była jednooka,a ty przez to oko?
                                                    Nie umiem się nadziwić,namilczeć temu.
                                                    Posłuchaj,
                                                    jak mi prędko bije twoje serce.

                                                    W.Szymborska.
                                                  • andrzejg "Chwila" 01.03.02, 20:48

                                                    Dana jest tylko chwila
                                                    a teraz rzuć się w jej bezdenną głąb
                                                    krąż wokół niej jak wskazówka zegara
                                                    jak ramię cyrkla bierz z niej miarę

                                                    Ciągle mówimy by nic nie powiedzieć
                                                    a chwila i tak zaskakuje naszą krew bez zwiastowania
                                                    komórki ciała przekazują ją sobie jak ból

                                                    Wieczne odpoczywanie nam
                                                    w chwili


                                                    Anna Kamieńska
                                                  • Gość: eM Re: Prośba IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.03.02, 21:07
                                                    Boże przywróć rzeczom blask utracony
                                                    oblecz morze w jego zwykłą wspaniałość
                                                    a lasy ubierz znowu w barwy rozmaite
                                                    zdejm z oczu popiół
                                                    oczyść język z piołunu
                                                    spuść czysty deszcz by zmieszał się ze łzami
                                                    nasi umarli niechaj śpią w zieleni
                                                    niech żal uparty nie wstrzymuje czasu
                                                    a żywym niechaj rosną serca do miłości

                                                    A.Kamieńska.
                                                  • Gość: AndrzejG Estetyka IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.03.02, 21:14

                                                    Stateczne damy, panny schludne,
                                                    Różne mijałem w życiu panie,
                                                    Te całkiem łatwe i te trudne;
                                                    Takie wyrażę o nich zdanie:


                                                    Więc kwiaty w różnym to przebraniu;
                                                    Minę wyniosło-smutną mają,
                                                    Głuche na nasze są wołania,
                                                    My się szarpiemy, one trwają.


                                                    Nic ich nie bierze, nie obraża,
                                                    Byleby sławić ich urodę,
                                                    Byleby rzężąc im powtarzać,
                                                    Że, używane, wciąż są młode.


                                                    Co tam przysięgi, sakramenty,
                                                    Ssijmy z nich to, co nam dać mogą,
                                                    Respekt im raczej obojętny,
                                                    Oczy gdzieś patrzą w dal złowrogą.


                                                    Bez złudzeń rwijmy i bez dramy
                                                    Te kwiaty, co z różami zwiędną.
                                                    I ćwiczmy, cóż ćwiczmy te gamy,
                                                    Bo istnieje tylko to jedno.

                                                    Jules Laforgue

                                                    ---------------------------
                                                    Trzymaj się-cześć
                                                  • Gość: eM *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.03.02, 21:55
                                                    Zamawiam cię od złota mocy,
                                                    Od skrzydlatej wdowy o północy,
                                                    Od błotnego zjadliwego dymu,
                                                    Od staruchy przechodzącej mimo.

                                                    Zmii pod progiem,
                                                    Wody pod mostem,
                                                    Krzyżowej drogi,
                                                    Od baby-postem.

                                                    Szalów bucharskich,
                                                    Ukazów carskich,
                                                    Od czarnej zbrodni,
                                                    Od białej dłoni!!

                                                    M.Cwietajewa.
                                                    Dobrych snów.Dziękuję.
                                                  • Gość: AndrzejG Czary IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.03.02, 22:13

                                                    To są czary, pewno czary!
                                                    Coś dziwnego w tym się święci,
                                                    Dobrze mówi ojciec stary:
                                                    Robię, gadam bez pamięci.

                                                    W każdym miejscu, każdą dobą
                                                    Idę w lasy czyli w jary:
                                                    Zawsze widzę ją przed sobą!
                                                    To są czary, pewno czary!

                                                    Czy pogoda sprawia ciszę,
                                                    Czy wiatr łamie drzew konary:
                                                    Zawsze, wszędzie głos jej słyszę!
                                                    O! to pewno, pewno czary!

                                                    W dzień się myślą przy niej stawię,
                                                    W nocy kształt jej biorą mary:
                                                    Ona przy mnie w snach, na jawie!
                                                    Jestem pewny, że to czary!

                                                    Gdy z nią śpiewam - czuję trwogę;
                                                    Gdy odejdzie - żal bez miary;
                                                    Chcę być wespół - i nie mogę!
                                                    Ani wątpić, że to czary!

                                                    Na to miłe słówko rzekła,
                                                    Przywabiła mię do domu,
                                                    By zdradziła, by urzekła!
                                                    Ufajże tu teraz komu!

                                                    Lecz czekajcie, mam ja radę!
                                                    Po miesiącu znajdę ziele:
                                                    A gdy zdradą spłacę zdradę -
                                                    Będzie, musi być wesele.


                                                    Stefan Witwicki
                                                    ---------------
                                            • Gość: Dzik Re: Przebyłem noc właśnie... - Bądź pozdrowiony IP: *.pse.pl 28.02.02, 10:31
    • Gość: Pijar Bob Dylan: Ballad of a Thin Man IP: *.nsw.bigpond.net.au 26.02.02, 22:51
      You walk into the room
      With your pencil in your hand
      You see somebody naked
      And you say, "Who is that man?"
      You try so hard
      But you don't understand
      Just what you'll say
      When you get home

      Because something is happening here
      But you don't know what it is
      Do you, Mister Jones?

      You raise up your head
      And you ask, "Is this where it is?"
      And somebody points to you and says
      "It's his"
      And you say, "What's mine?"
      And somebody else says, "Where what is?"
      And you say, "Oh my God
      Am I here all alone?"

      Because something is happening here
      But you don't know what it is
      Do you, Mister Jones?

      You hand in your ticket
      And you go watch the geek
      Who immediately walks up to you
      When he hears you speak
      And says, "How does it feel
      To be such a freak?"
      And you say, "Impossible"
      As he hands you a bone

      Because something is happening here
      But you don't know what it is
      Do you, Mister Jones?

      You have many contacts
      Among the lumberjacks
      To get you facts
      When someone attacks your imagination
      But nobody has any respect
      Anyway they already expect you
      To just give a check
      To tax-deductible charity organizations

      You've been with the professors
      And they've all liked your looks
      With great lawyers you have
      Discussed lepers and crooks
      You've been through all of
      F. Scott Fitzgerald's books
      You're very well read
      It's well known

      Because something is happening here
      But you don't know what it is
      Do you, Mister Jones?

      Well, the sword swallower, he comes up to you
      And then he kneels
      He crosses himself
      And then he clicks his high heels
      And without further notice
      He asks you how it feels
      And he says, "Here is your throat back
      Thanks for the loan"

      Because something is happening here
      But you don't know what it is
      Do you, Mister Jones?

      Now you see this one-eyed midget
      Shouting the word "NOW"
      And you say, "For what reason?"
      And he says, "How?"
      And you say, "What does this mean?"
      And he screams back, "You're a cow
      Give me some milk
      Or else go home"

      Because something is happening here
      But you don't know what it is
      Do you, Mister Jones?

      Well, you walk into the room
      Like a camel and then you frown
      You put your eyes in your pocket
      And your nose on the ground
      There ought to be a law
      Against you comin' around
      You should be made
      To wear earphones

      Because something is happening here
      But you don't know what it is
      Do you, Mister Jones?



      Copyright © 1965; renewed 1993 Special Rider Music
    • Gość: AndrzejG Song sprzątaczki IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.02.02, 10:02


      Jak one te ludzie brudzo
      To opadajo rence
      Jak pracujo brudzo
      Jak nocujo brudzo
      Jak się nudzo brudzo najwiencej

      Jak one te ludzie wstydu nie majo
      Że też na mnie oglondać to padło
      Po hotelach się gzo, pornografie uprawiajo
      Ja wiem wszystko, do mnie idzie każde jedne prześcieradło

      Jak one te ludzie, kiedy robio ze sobo koniec
      Te ludzie różne nie pomyślo nawet
      Tylko żyły sobie ciach! i zadowolone
      A to potem wszystko musi być na mokro szorowane
      (Na sucho nie pójdzie)

      Ja wszystko robie i tera powiem
      Że wszystko złe, co na świecie jest
      To jest dlatego, że ludzie
      Nie sprzontajo po sobie

      Jak one te ludzie chco mieć wygodnie
      Najbardziej konsumpcyjna jest młodzież
      Do tego nawet doszło, że się relaksujo w spodnie
      Ja wiem wszystko, do mnie idzie każda jedna odzież

      Jak one te ludzie, co chco zrobić lepiej
      Nie pomyślo nawet, ile przy tym się nabrudzi
      Tylko w ksinżkach czytajo, bide taki klepie
      Ja tam wogle nie rozumiem takich ludzi

      Ja jestem człowiek i tera powiem
      Że wszystko złe, co na świecie jest
      To jest dtatego, że ludzie
      Nie sprzontajo po sobie

      Ja też jestem człowiek i tera powiem
      A róbżesz rewolucje jeden z drugim, rób
      Tylko potem
      Posprzontaj po sobie

      Jonasz Kofta
      • amator1 Re: Song sprzątaczki 27.02.02, 10:16
        dedykuję "swojej" Pani Basi.
    • Gość: Dzik Re: To, co piękne...: Chris Rea - tell me ..... IP: *.pse.pl 27.02.02, 13:25
      Tell Me There's A Heaven.

      (Chris Rea)


      The little girl she said to me
      What are these things that I can see
      Each night when I come home from school
      When mama calls me in for tea
      On every night a baby dies
      And every night a mama cries
      What makes those men do what they do
      To make that person black and blue

      Grandpa says they're happy now
      They sit with God in paradise
      With angels wings and still somehow
      It makes me feel
      Like ice

      Tell me there's a heaven
      Tell that it's true
      Tell me that there's a reason
      Why I'm seeing what I do
      Tell me there's a heaven
      Where all those people go
      Tell me that they're happy now
      Papa tell me that it's so

      So do I tell her that it's true
      That there's a place for me and you
      Where hungry children smile and say
      We wouldn't have no other way
      That every painful crack of bone
      Is a step along the way
      That every wrong done is a game plan
      To that great and joyful day

      And I'm looking at the father and the son
      And I'm looking at the mother and the daughter
      And I'm watching them in tears in pain
      And I'm watching them suffer
      Don't tell that little girl

      Tell me

      • Gość: @3 Re: To, co piękne...: Chris Rea - tell me ..... IP: *.port.gdynia.pl 28.02.02, 09:54
        wydrukowałam. może syn mi przetłumaczy.
        nie wiem co tam w środku, ale na wszelki wypadek przesyłam :)))
        • Gość: @3 Re: To, co piękne...: Chris Rea - tell me ..... IP: *.port.gdynia.pl 01.03.02, 08:18
          syn zdal jeszcze przed maturą test z angielskiego.
          :))) były trochę na wyrost, co do treści sogu; rzecz jasna.
          przesylam:( i :)
    • Gość: basia Re: To, co piękne... IP: 192.168.1.* 28.02.02, 09:47
      Nie myślcie o szczęściu.
      Jeżeli przyjdzie, zrobi wam niespodziankę,
      jesli nie przyjdzie, nie zrobi wam zawodu.

      Bolesław Prus
      • Gość: @3 Re: To, co piękne... IP: *.port.gdynia.pl 28.02.02, 09:50
        to nie tyle piękne co mądre.
        pzdr :)))
    • Gość: AndrzejG Ptaszki św. Franciszka - bądź pozdrowiony Dziku IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.02.02, 11:32
      Jarosław Iwaszkiewicz

      --------------------------------------------------------------------------------

      Wisimy grzecznie w klatkach
      wzdłuż ulicy św. Augustyna

      Zachowujemy się pięknie, kos gwiżdze
      a szczygły w ciasnych klateczkach
      pokazują swoje kolory

      z pobliskiego kościośa
      przemawia do nas św. Franciszek

      Bardzo lubimy kazania
      świętego Franciszka

      Mówi żebyśmy się kochali wzajemnie
      nie wyrywali sobie piórek

      nie podkładali sobie bomb pod gniazdka
      żeby samice wysiadywały jajka

      żebyśmy kochali swoje klatki
      (posłuchaj jak kos pięknie gwiżdze)
      i żebyśmy mówili mu: bracie Franciszku

      jak ładnie:
      bracie Franciszku

      • Gość: @3 Re: Ptaszki św. Franciszka - bądź pozdrowiony Dziku IP: *.port.gdynia.pl 28.02.02, 12:45
        to nas zasmuciło @3
        • Gość: eM Groteska (żeby odsmucić) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.02.02, 14:42
          Jedzie ogrodem na wozie
          Wenus w apoteozie.
          Blondyna soczysta jak marchew
          z rąk wyskakuje jej szarfa.
          Jedzie w bobkowym wieńcu
          wkrąg primadonny klęczą,
          wiozą ją po szpalerze
          dwa seraficzne zwierze.
          Z bursztynowych obłoków
          kapią charyty szerokie
          do góry nogami na rzepę
          charyty obfite i ciepłe.
          Rżą drogocenne zwierzęta
          i stają się wielorakie.
          Po przerażliwych miętach
          amorki siedzą okrakiem.
          Trzech bohaterskich tenorów
          rozpacza u jaworu,
          trzy panny stoją z rumieńcem.
          Gołąbek,lilia i wieńce.
          Słońce w włoszczyżnie wesołej.
          Drżą z egzaltacji anioły
          i z pysków zwierząt pociekły
          peany zdrowe jak mleko.
          radość tak blisko
          blisko-niedaleko.
          • Gość: MAYA POZWOL IP: *.nsw.bigpond.net.au 28.02.02, 15:13
            SOBIE-
            PRZEBACZENIA NIE POZWOLE.
            TWYCH
            CZASTEK WIELE POSIADLAM,
            SA ONE
            W MILOSCI ZBIORZE.
            MAM CIEBIE NAJPIEKNIEJ,
            GLEBOKO
            I NAJMADRZEJ.
            PRZEBACZENIA SOBIE
            NIE POZWOLE.
            TOBIE
            SWIAT MARZENIA UKLADAM,
            MYCH CZASTEK WIELE ODDAJE,
            SA ONE
            W KOCHANIA ZBIORZE
            ..DLA CIEBIE.
            OD CZASU TAMTEGO MADRZEJ.
            POZWOLISZ-
            ....PRZEBACZENIA DAC SOBIE?
            • Gość: AndrzejG Maja :))))))))) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.02.02, 15:50
              Pszczółka Maja

              Jest gdzieś lecz nie wiadomo gdzie
              Świat w którym baśń ta dzieje się
              Malutka pszczółka mieszka w nim
              Co wsród owadów wiedzie prym

              Tę pszczółkę, którą tu widzicie zowią Mają
              Wszyscy Maję znają i kochają
              Maja fruwa tu i tam
              Świat swój pokazując nam

              Dziś spotka nas malaneńka zwinna, pszczółka Maja
              Śmiała, sprytna, rezolutna Maja
              Mała zwinna przyjaciółka Maja
              Maju, cóż zobaczymy dziś


              • Gość: Inka Ogrodniczki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.03.02, 01:46
                Panieneczki mieszczaneczki polewają ogródeczki
                Posypują żółtym piaskiem drobne wąskie steczki.

                Paniczyki (och okrzyki!)cynie fuksje i gozdziki
                Rezedowe wonne grządki pieski kotki i króliki.

                Zakasawszy swe spódniczki z falbankami perkaliczki
                Panieneczki mieszczaneczki,panieneczki ogrodniczki

                Za sztachetą ktos karetą przybył.Czarne stoją konie,
                Stoi rycerz czarny,w masce,w czarnym płaszczu z kosą w dłoni.
                • Gość: @3 Re: Ogrodniczki IP: *.port.gdynia.pl 01.03.02, 08:27
                  Gość portalu: Inka napisał(a):

                  >
                  > Za sztachetą ktos karetą przybył.Czarne stoją konie,
                  > Stoi rycerz czarny,w masce,w czarnym płaszczu z kosą w dłoni.

                  czy to ma być tzw. czarny humor?
          • Gość: @3 Re: Groteska (żeby odsmucić) IP: *.port.gdynia.pl 01.03.02, 08:21
            :) lekki
    • Gość: Dzik Re: To, co ..: Nikos Kazantzakis - Grek Zorba (1) IP: *.pse.pl 01.03.02, 11:03
      Ten dzień przed pierwszym maja zachowam w swojej
      pamięci na całe życie. Kolejka była gotowa, słupy,
      liny i haki błyszczały w porannym słońcu.
      Stos ogromnych, ociosanych pni sosnowych leżał
      na szczycie góry. Robotnicy czekali tylko na znak,
      by umocować je na linach i spuścić w kierunku morza.

      Wielka grecka flaga trzepotała na szczycie pierwszego
      filaru na górze, a druga na wierzchołku ostatniego
      słupa na wybrzeżu. Przed wejściem do baraku Zorba
      ustawił beczułkę wina, obok jeden z robotników piekł
      na rożnie tłuste jagnię. Po poświęceniu i dokonaniu
      oficjalnego otwarcia goście mieli być zaproszeni
      na pieczeń i do wychylenia szklanki wina za naszą
      pomyślność.
      Zorba zdjął ze ściany klatkę z papugą i postawił ją
      na wysokim głazie w pobliżu pierwszego filaru.
      - To tak, jakbym widział jej panię - szepnął
      spoglądając tkliwie na papugę i karmiąc ją fistaszkami,
      które wyjmował z kieszeni.
      Był odświętnie ubrany w białą koszulę, zieloną
      marynarkę, szare spodnie i eleganckie buty na gumowych
      podeszwach. Ponadto przzyciemnił wąsy, z których
      zaczęła już schodzić farba.
      Wyszedł na spotkanie wiejskiej starszyzny niby
      udzielny książe, który wita wielkich panów, i wyjaśniał
      zasadę działania kolejki, wskazując na pożytek, jaki
      przyniesie ona całej okolicy, i opowiadając, jak to
      Matka Boska oświecała go i błogosławiła mu w tym
      wielkim dziele.
      .....
      Tymczasem przybyli pozostali mnisi i zsiedli z
      mułów.
      Ojciec ochmistrz dzierżył w ramionach cudowny
      obraz.
      Wspiął się na jedną ze skał, a wszyscy tłocząc się
      pobiegli, aby upaść na twarz przed Najświętszą
      Panienką. Dometios, idący w tyle, niósł tacę, zbierał
      datki i machając kropidłem zraszał obficie święcona
      wodą chłopskie czoła. Trzej mnisi, stanąwszy wokół i
      splótłszy owłosione ręce na brzuchach,
      zaczęli śpiewąc kantyczki, pocąc się
      obficie.
      - Obejdziemy pobliskie wioski na Krecie - powiedział
      gruby Dometios - aby wierni mogli ukorzyć się przed
      widomą oznaką Jej miłosierdzia i zaofiarować,
      co łaska ... Musimy mieć pieniądze, dużo pieniędzy na
      odbudowę świętego klasztoru.
      - Opasłe wieprze! - warknął Zorba. - Zarobią
      jeszcze
      na
      tym!
      Zbliżył się do
      opata.
      - Ojcze święty - powiedział. - Wszystko przygotowane
      do
      ceremonii. Niech Święta Dziewica pobłogosławi nasze
      dzieło.
      Słońce wzniosło się już wysoko, powietrza nie mącił
      nawet najlżejszy powiew, panował upał nie do
      zniesienia. Mnisi skupili się wokół pierwszego filaru,
      otarli czoła szerokimi rękawami habitów i zaintonowali
      pieśń nabożną na intencję wznoszenia
      budynków:
      "Wzniosłeś, Panie, tę twierdzę na mocnej skale i ani
      wiatr, ani woda nie skruszą
      jej..."
      Zanurzyli kropidło w dzbanie z brązu, poświęcili
      słupy, liny, bloki, Zorbę, mnie, a potem chłopów,
      robotników i
      morze.
      Ostrożnie niby chorą kobietę podnieśli ikonę,
      ustawili na wysokim kamieniu tuż obok papugi i stanęli
      dookoła.
      Z drugiej strony słupa zajęła miejsca wiejska
      starszyzna z Zorbą pośrodku. Wycofałem się w stronę
      morza i czekałem.
      Na początek postanowili spuścić trzy pnie dla
      uczczenia Świętej Trójcy. Potem dołożyliśmy jednak
      czwarty jako dowód wdzięczności wobec Matki Boskiej
      Karzącej.
      Mnisi, wieśniacy i robotnicy przeżegnali
      się:
      - W imię Trójcy Świętej i Przenajświętszej Marii
      Panny
      -
      szeptali.
      Zorba jednym susem znalazł się przy pierwszym
      filarze, pociągnął linę i opuścił flagę. Był to sygnał
      dla robotników czekających wysoko na górze. Odsunęliśmy
      się wszyscy i skierowali wzrok w stronę
      szczytu.
      - W imię Ojca ... - zawołał
      opat.
      Trudno opisać, co się później działo.
      Katastrofa uderzyła w nas jak grom, ledwo zdołaliśmy
      ujść z życiem. Cały wyciąg zadrżał. Sosna, którą
      robotnicy umocowali na linie, pędziła z demoniczną siłą
      w dół, jarząc się iskrami od tarcia. Wielkie szczapy
      odrywały się i rozpryskiwały w powietrzu, a po kilku
      sekundach pozostała już tylko mała, na pół spalona
      głownia.


      [c.d.n.]
      • Gość: Pijar Ten oblesny Grek Zorba IP: *.nsw.bigpond.net.au 01.03.02, 12:37
        Nie czytalem, ale z filmu zapamietalem Greka Zorbe jako oblesna postac.
        Pijar
        • Gość: AndrzejG Re: Ten oblesny Grek Zorba IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.03.02, 13:05
          Poszedłeś najprostszą drogą i przyjęłeś czyjeś wyobrażenie o Zorbie.
          Zawsze tak?
        • Gość: Dzik Re: Ten oblesny Grek Zorba IP: *.pse.pl 01.03.02, 15:37
          Gość portalu: Pijar napisał(a):

          > Nie czytalem, ale z filmu zapamietalem Greka Zorbe jako
          > oblesna postac.
          > Pijar
          no cóż,
          Zorba aniołkiem nie był. Ale kochał ludzi.

          Film widziałem raz, bardzo dawno.

          To co zapamietałem i co chyba widać w tym fragmencie
          książki to
          * więź z naturą i radość życia -
          wyrażona na przykład w tańcu Zorby -,
          * beztroska życia (nie twierdzę, że to jest dobre,
          ale jako Polacy jesteśmy nieuzasadnienie ponurzy) i
          * dystans do spraw materialnych (wspaniała jest jego
          reakcja na katastrofę, kiedy coś mi się bardzo nie
          udaje staje mi przed oczami włąśnie tańczący Zorba).

          My pracujemy w firmie Trwoga & Żołądek (z wiersza K.I.G.)
        • kolargol Re: Ten oblesny Grek Zorba 01.03.02, 20:57
          Gość portalu: Pijar napisał(a):

          > Nie czytalem, ale z filmu zapamietalem Greka Zorbe jako oblesna postac.
          > Pijar


          Wiecej Kagan czytaj a mniej pisz to moze zmadrzejasz.
          • Gość: Pijar Ten oblesny kolargol# IP: *.nsw.bigpond.net.au 24.03.02, 13:06
    • Gość: Dzik Re: To, co ..: Nikos Kazantzakis - Grek Zorba (2) IP: *.pse.pl 01.03.02, 11:14
      Zorba spojrzał na mnie jak zbity pies, mnisi i
      mieszkańcy wioski odsunęli się przezornie, uwiązane
      muły zaczęły wierzgać. Gruby Dometios przypadł sapiąc
      do ziemi.
      - O Panie! - Zmiłuj się nade mną - jęczał przerażony.
      Zorba podniósł rękę.
      - To nic - powiedział. - Zawsze tak jest za pierwszym
      razem, teraz się wyreguluje. Patrzcie.
      Wzniósł flagę, dał znak i odbiegł na
      bok.
      - .. i Syna! - zawołał opat drżącym
      głosem.
      Spuszczono drugi pień. Słupy zakołysały się,
      drzewo
      nabrało rozpędu, skakało jak delfin, toczyło się
      prosto
      na nas, lecz nie dotarło zbyt daleko, roztrzaskało
      się
      w drzazgi w połowie
      góry.
      - Do diabła! - mruknął Zorba, przygryzając wąsa.
      -
      Ten przeklęty kąt nachylenia jeszcze nie jest w
      porządku.
      Skoczył z pasją do słupa i opuścił flagę, dając w
      ten
      sposób sygnał do trzeciej próby. Mnisi, ukryci
      za
      grzbietami mułów, żegnali się z lękiem. Goście
      czekali,
      gotowi do
      ucieczki.
      - .. i Ducha Świętego! - wykrztusił przez
      ściśnięte
      gardło opat, unosząc
      habit.
      Trzeci pień był ogromnych rozmiarów. Zaraz po
      spuszczeniu go rozległ się potężny
      huk.
      - Padnijcie na litość boską! - wrzasnął Zorba,
      uciekając.
      Mnisi padli na twarz, wieśniacy wzięli nogi za
      pas.
      Pień to unosił się w górę, to znów opadał na linę z
      takim impetem, że sypały się iskry, i nim zdążyliśmy
      się obejrzeć, wyprysnął ponad wybrzeże i wpadł daleko w
      morze, wzbijając wysokie, spienione fale. Słupy chwiały
      się niepokojąco. Muły uciekły, zerwawszy krępujące je
      pęta.
      - To nic! To nic! - zawołał Zorba, wyskakując
      niemal
      ze skóry. - Teraz pójdzie gładko.
      Jazda!
      Znowu uniósł flagę. Czuło się, że jest
      zrezygnowany
      i pragnie tylko, żeby to wszystko się już
      skończyło.
      - .. i Matki Boskiej Karzącej - bełkotał opat, kryjąc
      się pośpiesznie za
      skałę.
      Ruszył czwarty pień. "Trach!" - rozległ się
      straszliwy huk, jeszcze raz: "Trrrach!" - i wszystko
      runęło jak domek z
      kart.
      - Panie, zmiłuj się nad nami! - rozpaczliwie
      jęczeli
      robotnicy, wieśniacy i mnisi, uciekając w
      popłochu.
      Jedna drzazga zraniła Dometiosa w udo, niewiele
      brakowało, by inna wybiła oko opatowi. Po mieszkańcach
      wioski nie było już śladu, tylko Najświętsza Panienka
      stała na głazie i wyprostowana, z włócznią w dłoni,
      spozierała surowym wzrokiem na ludzi. Obok trzepotała
      się na wpół żywa ze strachu papuga z nastroszonymi
      zielonymi piórami.
      Mnisi uczepili się świętego obrazu, który ściskali
      w
      ramionach, podnieśli jęczącego z bólu Dometiosa,
      schwytali muły, dosiedli ich i rozpoczęli odwrót.
      Robotnik, obracjący rożen, zmykał w popłochu,
      porzuciwszy jagnię, które właśnie zaczynało się
      przypalać.
      - Jagnię upiecze mi się na węgiel ! - zawołał z
      niepokojem Zorba i pobiegł, aby przekręcić
      rożen.
      Siadłem obok niego. Wybrzeże już opustoszało,
      pozostaliśmy zupełnie sami. Odwrócił się, spojrzał na
      mnie niepewnie i z wahaniem ... Nie wiedział, jak
      potraktuję katastrofę i jak skończy się cała ta
      historia. Chwycił nóż, pochylił się znowu nad
      jagnięciem, ukroił kawał mięsa, spróbował.
      Zdjął pieczeń z ognia i oparł rożen pionowo o
      drzewo.
      - W sam raz - powiedział. - Delicje, szefie! Chcesz
      spróbować?
      - Przynieś wino i chleb! Jestem
      głodny.
      Zorba skoczył, zwinnie przytoczył beczułkę i
      postawił
      w pobliżu jagnięcia, przyniósł duży bochen pszennego
      chleba i dwie szklanki. Każdy z nas ujął nóż,
      ukroiliśmy dwa duże plastry mięsa, dwie grube pajdy
      chleba i wzięliśmy się z apetytem do
      jedzenia.
      ......
      - Twoje zdrowie, szefie! Mówią, że los jest ślepy, nie
      wie, dokąd dąży, potyka się o przechodniów, a tego, na
      kogo padnie nazywają szczęściarzem. Do diabła z takim
      szczęściem! Nie chcemy go, szefie.
      Prawda?
      - Nie chcemy, Zorbo. Twoje
      zdrowie!
      Piliśmy i pałaszowaliśmy resztki jagnięcia, świat
      stawał się jakby lżejszy, morze było roześmiane, ziemia
      kołysała się jak pokład okrętu, dwie mewy człapiąc po
      kamykach przyglądały się sobie jak
      ludzie.
      Wstałem.
      - Chodź, Zorbo! - zawołałem. - Naucz mnie tańczyć!
      Zorba podskoczył, jego twarz zajaśniała.
      - Tańczyć, szefie? - krzyknął. - Tańczyć! Chodź!
      - Jazda, Zorbo! Moje życie odmieniło się. Śmiało!
      - Na początek nauczę cię zebekiko. To taniec wojenny.
      My, tam w górach, tańczyliśmy go przed bitwą.
      Zdjął buty i skarpetki buraczkowego koloru. Został
      tylko w spodniach i koszuli, ale i ona go dusiła, więc
      po chwili zerwał ją z siebie. - Patrz na moje nogi,
      szefie - komenderował. - Uważaj!
      Wyciągnął stopę, delikatnie dotknął nią ziemi,
      wyciągnął drugą, kroki łączyły się z sobą w dzikich,
      radosnych podskokach, aż ziemia
      zadudniła.
      Chwycił mnie za
      ramię:
      - Chodź, chłopcze, teraz
      razem!
      Poszliśmy w taniec. Zorba poprawiał mnie delikatnie,
      poważny i cierpliwy. Nabierałem odwagi, miałem uczucie,
      jakby moim ciężkim stopom przyprawiono
      skrzydła.
      - Brawo, jesteś asem! - krzyknął Zorba, klaszcząc w
      ręce, aby utrzymać tempo. - Brawo, mój chłopcze! Precz
      z papierzyskami i atramentem! Precz z majątkiem i
      zyskiem! Precz z kopalniami i klasztorami! Teraz, kiedy
      możesz tańczyć, znasz moją mowę.
      Nareszcie będziemy mogli pogadać.


      [c.d.n.]
      • d_nutka Re: To, co ..: Nikos Kazantzakis - Grek Zorba (2) 01.03.02, 11:44
        wydrukowałam dla spokojnego i wygodnego przeczytania.
        recenzji nie będzie(chiba)
    • Gość: Dzik Re: To, co ..: Nikos Kazantzakis - Grek Zorba (3) IP: *.pse.pl 01.03.02, 11:20
      Patrząc na tańczącego Zorbę po raz pierwszy
      zrozumiałem potworny wysiłek człowieka, pragnącego
      przezwyciężyć ciężar ciałą. Podziwiałem jego
      wytrwałość, zwinność i dumę. Mocne i zręczne kroki
      Zorby rzeźbiły na kamieniach opętańczą historię
      ludzkości.
      Zatrzymał się, spojrzał na kolejkę, która już była
      tylko kupą drewna. Słońce chyliło się ku zachodowi,
      cienie stawały się coraz dłuższe. Zorba
      wytrzeszczył
      oczy, jakby nagle coś sobie przypomniał. Odwrócił
      się
      do mnie i swoim zwykłym gestem zakrył dłonią
      usta.
      - Oj, oj, szefie! - rzekł. - Widziałeś, jak
      szelma
      sypał
      iskrami?
      Wybuchnęliśmy śmiechem. Zorba rzucił się do
      mnie,
      chwycił w objęcia i zaczął
      całować.
      - Śmiejesz się, szefie? - zawołał
      serdecznie.
      - Ty też się śmiejesz? Brawo,
      chłopie!
      Rycząc ze śmiechu, długo mocowaliśmy się dla
      żartu
      na kamieniach. Wreszcie padliśmy na nadbrzeżny
      piasek
      i obejmując się ramionami
      zasnęliśmy.

      Wstałem o świcie i z mocno bijącym sercem poszedłem
      szybko wybrzeżem do wioski. Rzadko w swoim życiu
      odczuwałem tak wielką wesołość. Właściwie nawet
      nie wesołość, lecz podniosłe, nieuchwytne, niczym nie
      usprawiedliwione uczucie radości. Zresztą nie tyle nie
      usprawiedliwione, ile wbrew wszelkim racjom. Tym razem
      straciłem cały majątek: pieniądze, liny, kolejkę.
      Odeszli również ludzie. Przystań zbudowana specjalnie,
      aby wywozić stąd węgiel, nie będzie teraz służyła
      niczemu. Przepadło wszystko.
      I w tej chwili doznałem niespodziewanego uczucia
      wyzwolenia. Jakbym zamknięty w ponurym, ciężkim
      więzieniu konieczności znalazł w małym kąciku igrającą
      swawolnie wolność i wraz z nią oddał się
      zabawie.
      W momencie kiedy wszystko dzieje się na opak,
      wielkim
      szczęściem jest sprawdzenie, iż własne serce -
      wystawione na próbę - ma hart i wytrzymałość. Gdy
      wydaje się, że jakiś niewidzialny, wszechmocny wróg,
      którego jedni nazywają Bogiem, inni diabłem, dopada
      nas, usiłuje powalić, a my trwamy nieugięci, mając
      wewnętrzną świadomość odniesionego zwycięstwa,
      odczuwamy radość i dumę w pełnym znaczeniu tego słowa,
      mimo iż pozornie los nas powalił.
      Poniesiona obiektywnie klęska staje się wtedy
      źródłem
      wielkiej, choć niełatwej
      satysfakcji.
      Przypomniałem sobie to, co pewnego wieczoru
      opowiedział mi
      Zorba:
      - Było to w Macedonii. Nad górami pokrytymi śniegiem
      zerwał się nocą straszliwy wicher. Wstrząsał mizerną
      chałupą, w której się schroniłem, próbując ją
      przewrócić. Ale ja ją dobrze umocniłem. Siedziałem
      samotnie przed kominem, w którym płonął ogień, i ze
      śmiechem wyzywałem wichurę, krzycząc do niej: "Nie uda
      ci się wcisnąć do mojej chaty, nie otworzę ci drzwi,
      nie zgasisz mojego ognia, nie obalisz
      mnie!"
      - Te słowa Zorby pokazały mi, jak powinien zachowywać
      się człowiek i jakim językiem przemawiać do ślepej
      potęgi konieczności. Toteż idąc szybko wzdłuż brzegu i
      ja przemawiałem do niewidzialnego wroga. "Nie uda ci
      się wtargnąć do mojej duszy, nie otworzę ci drzwi, nie
      zgasisz mojego ognia, nie obalisz mnie!" -
      wołałem.
      Słońce nie wyjrzało jeszcze spoza gór. Niebo i morze
      mieniły się niebieskimi, zielonymi, różowymi i
      perłowymi barwami, a gdzieś wśród drzew oliwkowych
      zbudziły się i zaczęły szczebiotać upojone światłem
      ptaszki.
      Poszedłem wzdłuż morza, bo chciałem pożegnać to
      samotne wybrzeże, wyryć jego obraz w pamięci i unieść
      ze sobą. Doznałem tutaj wiele radości. Obcowanie z
      Zorbą wzbogaciło moje serce, niektóre jego słowa dały
      ukojenie duszy, rozświetlając nurtujące ją problemy.
      Ten człowiek ze swoim nieomylnym pierwotnym instynktem,
      orlim wzrokiem wypatrywał najkrótszych dróg i tamtędy
      kierując swój lot, osiągał szczyt swych dążeń, mało
      tego - starczało mu jeszcze tchu, by iść
      dalej.

      • Gość: AndrzejG Dzięki IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.03.02, 13:03
        No Dziku, zawsze w Ciebie wierzyłem
      • d_nutka Re: To, co ..: Nikos Kazantzakis - Grek Zorba (3) 04.03.02, 07:21
        cóż można powiedzieć po przeczytaniu 3 części Greka Zorby.
        Chyba tylko skłonić głowę przed taką postawą do życia i starać się naśladować.
    • Gość: Milek Do ANdzeja G. IP: *.abo.wanadoo.fr 01.03.02, 14:17
      Nie wiem, czy znajdziesz moj post.
      Piosenke 'moi przyjaciele' spiewala w Lublinie Agata Budzynska, jesli sie nie
      myle
      Pozdrawiam
      • Gość: AndrzejG Re: Do ANdzeja G. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.03.02, 15:11
        Dobrze ,że napisałeś na samym końcu , ponieważ najprawdopodobniej
        nie zerknąłbym na początek.Mam kontakt z oko, tak mi się wydaje,
        i przekażę mu Twoją informację.Dzięki
    • malek1 Re: To, co piękne... 01.03.02, 18:08
      Rozwiaz miloscia, to cos zwiazal lekiem

      Sw. Augustyn
    • Gość: Inka *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.03.02, 19:47
      Migocą złote pomarańcze
      w odludnym czarnym salonie-
      Ty-upiór rządzisz na tronie-
      z miesiącem wchodzę ja i tańczę.

      Splecione kobry nad róż misą
      nurzają jady w kryształ czarek-
      wśród maurytańskich kolumn Wareg
      mieczem wskazuje tam,gdzie lwy są.

      Miłosne krwawe pomarańcze
      w letargu śniącej,czarnej Diany-
      o jęku,tylko raz słyszany!
      Tadeusz Micinski
      • andrzejg ? 01.03.02, 20:15
        "A ty czekasz , ty czekasz na jedno,
        co twe życie wzniesie nieskończenie,
        na wielkie niezwykłę zdarzenie ,
        na kamieni nagłe przebudzenie ,
        na głębie co u nóg twych legną."

        Rilke
    • Gość: AndrzejG SUPERONOWA IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.03.02, 18:45

      Gwiazdo moja gwiazdo!!!!!
      Dokad prowadzisz mnie?
      Zadajac to pytanie
      Wciaz zastanawiam sie
      Czy wszechswiat jest w stanie przyjac
      Kolejne wcielenie me
      Moze moja gwiadza zgasnie
      I znów w SUPERNOWEJ odrodze sie
      Moze bede z predkoscia swiatla
      W strone czarnej dziury poruszac sie
      Moze na koncu tej czarnej dziury
      Odnajde równolegly swiat
      Moze w nim zamieszkam
      Moze problemów w nim bedzie brak
      I znów bede szczesliwa
      Jak sprzed paru lat
      Znów usmiech zagosci na twarzy mej
      Znów bede sie cieszyc
      Kazdym nowym dniem
    • Gość: eM Re: To, co piękne... *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 02.03.02, 22:29
      Pomnożyłem siebie i pomysły na życie
      Jest mnie więcej
      Posiadam dużo dobrych przestrzeni
      W lustrze odbijam przestudzone myśli
      W ciepłych obłoczkach pary
      Płynę z zielonym wiatrem przez soczyste łąki
      Cedzę drobiny światła
      Na przecięciu chłodu i gorącego ciała
      Pulsuję życiem
      tętnię krwią
      czerwoną.
      ********************************************
      Stworzenie

      zauważyłeś mnie,więc jestem
      i nazwałeś
      żadne tony papieru,płótna i marmury
      nie są,już znakiem mojej obecności
      tylko ten pierwszy błysk komety
      reszta-ogon

      wśród morza drzew kwiatów i mchu
      twoja dłoń
      -a dłonią są i oczy i słowa-
      dotknęła mnie
      twój dotyk jest
      przeniesieniem płomienia z zapalonej świecy
      do świecy czekającej.

      S.Pastuszewski.
      Supernowa-piękne.
      • andrzejg *** 02.03.02, 22:41
        Noc ich przenika i otula.

        Para małżonków śpi cicho w swym łożu, on z dłonią na biodrze żony i ona z
        dłonią na biodrze męża,

        Kochające się siostry, jedna przy drugiej śpią we wspólnym łożu,

        Kochający się mężczyźni śpią ramię w ramię, każdy w swym łożu,

        I matka śpi ze swym małym dzieckiem otulonym troskliwie.

        Śpią ślepcy i głuchoniemi śpią,

        Więzień zdrowo śpi w więzieniu i syn marnotrawny śpi,

        Morderca, którego nazajutrz powieszą, jakże on spać może?

        I jakim snem śpi jego ofiara?

        Śpi kobieta zakochana bez wzajemności,

        I śpi mężczyzna kochający miłością niezaspokojoną,

        Śpi głowa przedsiębiorcy, która przez dzień cały kalkulowała,

        I rozwścieczeni, i skorzy do zdrady, wszyscy, wszyscy śpią.

        Zatrzymuję się w ciemności spoglądając ku najdotkliwiej cierpiącym i bezsennym,

        Łagodnie przesuwam rękami o kilka cali ponad nimi,

        Bezsenni pogrążają się w swych łożach, we śnie niepewnym.

        Teraz przebijam ciemności, ukazują się istnienia,

        Ziemia zapada się w mroku,

        Widziałem jak piękna była i widzę, że co ziemią nie jest, jest piękne także.

        Podążam od łóżka do łóżka, śpię blisko innych śpiących, kolejno z każdym,

        A we śnie swym śnię wszystkie sny innych śniących,

        I staję się innymi śniącymi.

        Jestem tańcem - zagrajcie mi! ruch porywa mnie w wir bystry!

        Jestem wiecznie śmiejącym się - oto nowy księżyc i ciemność,

        Widzę ostoję dobroci, gdziekolwiek spojrzę widzę zwinne duchy,

        fragment- Walt Whitman
        • andrzejg gdzie nie zasypiam 02.03.02, 23:01
          w obcych domach
          wchłaniam tupot spiesznych kroków
          w zapachach przyklejonym do okien
          w drzwiach zamkniętych halabardami zamków
          korniki cicho drążą swe korytarze strachu
          tam w obcych domach moje sny
          nie głoszą wiotkich historii
          pod powiekami
          zaciśniętych jak pięść
          hoduje piasek

          Sławomir Skibicki
          • Gość: eM *** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 02.03.02, 23:34
            Najgłębszy cień nic nie znaczy,
            gdy mieszkam w wydrążonym ziarenku piasku.
            Tych kilka dni kilka słów w pyłku kurzu mieści.
            (Wydrążone ziarenko piasku jest przestronne)
            Tak się skurczyłem i zmalałem.
            Ogrzewa mnie blask gwiazd,
            koncentrowany w ciepły promień krzemową soczewką.
            Najgłębszy cień naprawdę nic nie znaczy,
            to ważne,
            choć tego nie pojmuję chyba.
            Jasna moneta bólu rozświetla ciemność.
            (Bo ból jest ceną istnienia)
            Skąd tyle światła z mrocznego smutku?
            Czy jeszcze coś dopisać?

            K.Soliński.
            • andrzejg Re: *** 02.03.02, 23:38
              tak dopisz
        • Gość: eM Antyfona nocna IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 02.03.02, 23:09
          Noc jak dym z drzemiącego ognia
          kręci się wokół iskier drzewa
          na której to gałęzi spocznie
          Imię co jeszcze w nas dojrzewa.

          Owocobranie planet w pełni
          już płachtę czerni embrion chwyta.
          Ojcze korzenny módl sie w kropli
          Niech błyszczy w oku i nie znika.

          Na pojednanie i przetrwanie
          któż lepiej zna się w pestce jutra...
          Niech nam się zdarzy prawem cudu
          z zasłony lotnej kiełkowanie.

          A.Grabowski.
          • Gość: eM Rzeka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.03.02, 00:05
            Rzeka po nocy ma gwiezdne oczy,
            Młodzika pieści w głebi roztoczy.

            Rzeka o świcie jak rybka pluska,
            Drżąca w syrenich mieni się łuskach.

            Rzeka w południe jest na kształt lustra,
            W miarę bezduszna,gładka i pusta.

            Rzeka o zmierzchu marszczy się cała,
            Jak twarz zgaszona i spochmurniała.

            Rzeka po nocy przez sen bełkocze,
            Rozmawia z sobą nie wiedzieć o czem.

            S.Gołębiowski.

            ***********************************

            U św.Antoniego.

            Kamień pod głową
            kładł podobno
            święty Antoni
            aby sny były krótkie

            to mi bardziej imponuje
            więcej zachwyca
            niż wszystkie jego
            znalezione cuda.

            E.Biela.
            • Gość: AndrzejG Re: Rzeka: *** (Czas na mnie/czas nagli) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.03.02, 12:06



              Czas na mnie
              czas nagli

              co ze sobą zabrać
              na tamten brzeg

              nic

              więc to już
              wszystko
              mamo

              tak synku
              to już wszystko

              a więc to tylko tyle

              tylko tyle

              więc to jest całe życie

              tak całe życie



              Tadeusz Różewicz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka