Gość: wartburg
IP: *.pool.mediaWays.net
12.02.04, 18:58
Próbowałem wczytać sie w tę kłótnię o Kuklińskiego i dałem sobie spokój. Tego
nie da się czytać... Jedna strona obrzuca drugą błotem. Dominują emocje,
najprymitywniejsze napaści, obelgi, krzyk. Prawie wszystkie wypowiedzi są
zaślepione nienawiścią...
Pytam, dlaczego?
Dla mnie ta dyskusja jest papierkiem lakmusowym. Ujawnia natychmiast stopień
powiązania z PRL-em niemal wszystkich tych, którzy z taką zajadłością atakują
Kuklińskiego.
Histeryczne oskarżenia o zdradę służą tylko jednemu - zakrzyczeniu pamięci o
ponad czterdziestu latach niesuwerennego bytu państwowego. Ich żródłem jest
lęk przed tym, co zrobił Kukliński. Albowiem zrobił coś, co mogłoby rzucić
zbyt ostry snop światła na nich samych.
Podczas kiedy on zachował się, tak jak na początku lat osiemdziesiątych
życzyła sobie większość Polaków, żeby zachowała się przynajmniej część wojska
polskiego na wypadek wkroczenia Rosjan. Żeby obawy Rosjan przed taką postawą
polskiej kadry oficerskiej powstrzymały ich rozpętaniem rzezi w Polsce.
Kukliński uratował honor polskiej kmadry oficerskiej, dał dowód, że takie
spekulacje nie były nieuzasadnione i że Polska nie mogła stać się bezwolnym
obiektem w rękach tych, którzy odebrali jej wolność.
Kto tego nie chce zrozumieć, okłamuje sam siebie. Staje w obronie mitu
stworzonego tylko na własny użytek i chce zakrzyczeć nieczyste sumienie.