witek.bis
01.04.10, 08:39
Egzekwie nad politycznym trupem Mira Drzewieckiego trwają sobie w najlepsze.
Wczoraj wieczorem i dzisiaj rano już ze stu szamanów zastanawiało się, czy
przeprosiny za "dziki kraj" wystarczą, czy też Mirowi trzeba jeszcze coś
urżnąć albo przypiec. Żeby nie było wątpliwości - dla mnie Miro jako polityk
jest skończony, ale akurat nie za "dziki kraj" i za "gardzenie polityką",
tylko za coś zupełnie innego. A o jego losie zadecydują wyborcy, o ile jeszcze
kiedyś do jakichś wyborów stanie.
TVN24 zapytał swoich widzów, jakie konsekwencje powinny spotkać Drzewieckiego
za słowa o "dzikim kraju". Nie znam wyników tej sondy, więc nie wiem ,
czy będzie to łamanie kołem czy zagilgotanie na śmierć. Jednak wszystkim tym,
którzy głosują za urządzeniem Mirowi efektownego auto da fe przypominam, że
inni politycy w o wiele mniej dramatycznych i nieprzyjemnych dla siebie
okolicznościach posługiwali się bardzo podobnymi sformułowaniami i to nie na
prywatnym polu golfowym na Florydzie, tylko na antenie Polskiego Radia.
"Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział dziś, że "w najbliższych dniach"
zostanie złożony wniosek o odwołanie marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego.
To efekt komentarza Komorowskiego do incydentu w Gruzji.
Ja nie znam przypadków w cywilizowanych krajach, żeby druga osoba w
państwie mówiła o tego typu wydarzeniu, gdzie przynajmniej potencjalnie było
zagrożone życie prezydenta, w taki sposób; to jest po prostu Afryka
- mówił J. Kaczyński w radiowych "Sygnałach Dnia".
tinyurl.com/yzd9fuh
Być może Jarosław K. przeprosił już za tę "Afrykę", a na dodatek poddał się
dobrowolnej chłoście, a ja się go niepotrzebnie czepiam. Od listopada 2008
rany po samobiczowaniu mogły się przecież zagoić. Jeśli tak, to bardzo pana
Prezesa przepraszam i obiecuję, że już więcej na niego napadał nie będę, bo to
przecież nie jakaś Afryka.