Gość: SLD-UPek
IP: *.czajen.pl
25.03.04, 09:07
------------------------------------------------------------------------------
Wrócił kontrowersyjny pomysł emerytur dla byłych parlamentarzystów
Finansowy dodatek za Wiejską
Czy byli parlamentarzyści, którzy nie będą mogli znaleźć pracy, dostaną co
miesiąc nawet do 1600 złotych specjalnej emerytury? Pomysł taki ma kilku
senatorów, którzy pracują nad przepisami w tej sprawie.
Problemy z pracą wśród byłych parlamentarzystów ujawniły się na szerszą skalę
w zeszłej kadencji. Choć brzmi to zaskakująco, po raz pierwszy odnotowano
wtedy, że prawie 40 z byłych posłów przeszło na zasiłki dla bezrobotnych.
Często po prostu nie mają dokąd wracać, bo ich zakłady zostały zlikwidowane.
Według Danuty Ciborowskiej w tej kadencji problem narasta i takich przypadków
będzie coraz więcej. Parlamentarzyści, którzy najczęściej zwracają się o
pomoc do Sejmu, to osoby powyżej 70 lat, ciężko chore, po operacjach.
Systematycznie rok po roku proszą o wsparcie, wskazując konkretny cel -
wydatki na leczenie, na sprzęt rehabilitacyjny, zimą na opał. Druga grupa to
osoby w wieku 40 - 50 lat, z dorastającymi dziećmi, bezrobotni. W obu grupach
znajdują się byli posłowie o znanych nazwiskach i bogatym dorobku
parlamentarnym - mówi Ciborowska.
W tej kadencji (dane z września 2002 roku) Poselski Zespół ds. Pomocy
Socjalnej udzielił jednorazowego wsparcia 105 posłom byłych kadencji.
Średnio, co roku, zespół ten przyznaje zapomogi stu byłym posłom. Zazwyczaj
są to te same osoby. W Senacie takich osób jest znacznie mniej - senatorowie
naliczyli takich przypadków dziesięć.
W Sejmie wysokość świadczenia socjalnego nie może przekroczyć 1300 zł. Gdy
poseł jest bez środków do życia, wyjątkowo nawet 2500 zł.
Zespół socjalny przyznaje także posłom zapomogi w wypadkach losowych (w tej
kadencji otrzymało je pięciu posłów) oraz pożyczki mieszkaniowe (udzielono
ich 150). Prezydium Sejmu zakazało jednak przyznawania takich pożyczek w
wyniku krytycznych artykułów prasowych na ten temat. Danuta Ciborowska nie
zgadza się z tą decyzją. Argumentuje m.in., że spłaty tych pożyczek szły na
pomoc socjalną dla byłych posłów.
Swoją inicjatywę uzasadniają trudną sytuacją byłych posłów i senatorów. Co
roku ponad stu z nich zwraca się do Sejmu z prośbą o pomoc finansową. Brakuje
im pieniędzy na życie, leczenie, nie mają pracy. Dyskusja o tym, jak się
zabezpieczyć na przyszłość, trwa także w Sejmie. Przychylnie na inicjatywę
patrzy Kancelaria Prezydenta.
Byli parlamentarzyści, którzy nie mogą znaleźć pracy lub zarabiają mało,
dostawaliby co miesiąc specjalną emeryturę. Jak dużą? Dziś mogłaby to być
kwota od 800 do 1600 zł. Tak wynika z pierwszych przymiarek. Senatorowie
odżegnują się wprawdzie od sformułowania "emerytury", jednak podczas
posiedzeń mówią, że pracują nad "ustawą o emeryturach dla byłych posłów i
senatorów".
Wszystko odbywa się w tajemnicy i jak rzadko - ponad politycznymi podziałami.
O atmosferze dyskusji nad tym projektem najlepiej niech świadczy scenka z
Sejmowej Komisji Regulaminowej. Jeden z posłów opozycji pyta: - Może
wprowadzić to do planu pracy czy lepiej nie? - Lepiej nie wprowadzać, ale
zrobić - odpowiada mu posłanka koalicji. Rodzącą się dyskusję ucina
przewodniczący i proponuje omówić tę sprawę w innym miejscu. Czy dlatego, by
nie było po niej śladu w oficjalnych protokołach? A pomysł jest
kontrowersyjny. Byłby to kolejny parlamentarny przywilej i kolejne wydatki z
budżetu państwa na utrzymanie władzy.
Danuta Ciborowska (SLD) zasiada w sejmowym zespole socjalnym, który pomaga
finansowo potrzebującym posłom. Uważa, że pomysł specjalnego systemu
emerytalnego nie ma obecnie szans. - W niezwykle trudnej sytuacji finansowej
państwa taka inicjatywa nie jest możliwa, bo społeczeństwo na to nie pozwoli.
Nie ma szczególnego powodu, by ta grupa była chroniona - mówi.
Minimum socjalne
Z pomysłem, by komisja stworzyła projekt świadczeń dla byłych posłów i
senatorów, wystąpił w ubiegłym roku senator Andrzej Chronowski (Blok Senat
2001).
- W wielu krajach, gdy parlamentarzysta nie podejmuje pracy, przysługuje mu
pewnego rodzaju stały zasiłek - coś na kształt minimum socjalnego -
zagwarantowany po zakończeniu kadencji - przekonywał.
Wtórował mu senator Jerzy Cieślak (SLD):
- Polityk, który osiąga wiek przedemerytalny, po zakończeniu mandatu nie ma
żadnych szans na uzyskanie pracy. (...) A poza tym wszyscy jesteśmy, nazwijmy
to umownie, politycznie umoczeni - ocenił Cieślak.
Powołano nieformalny trzyosobowy zespół, który rozpoczął prace. - Nasze
propozycje nie mają jeszcze formy żadnego projektu, to luźne założenia -
mówi "Rz" senator Gerard Czaja (SLD).
W Sejmowej Komisji Regulaminowej temat ten był podejmowany kilkakrotnie. - To
powinno być jakieś trwałe rozwiązanie. Sytuacja, w której posłowie,
szczególnie tych dawniejszych kadencji, znajdują się w zupełnie żałosnych
warunkach, urąga powadze urzędu poselskiego - przekonywał w zeszłym roku
Marcin Libicki (PiS). Odbyło się nawet zamknięte posiedzenie na temat
sytuacji materialnej byłych posłów. Danuta Ciborowska zapewnia jednak, że do
tej pory w Sejmie nie powstał nawet wstępny projekt.
Z budżetu państwa
Wstępne założenia ma natomiast zespół senacki. - Uregulowania mają mieć
charakter socjalny i będą dotyczyć osób, które kończą swoją aktywność
parlamentarną i mają trudności finansowe z różnych powodów, politycznych czy
innych - mówi senator Andrzej Spychalski (UP).
Jego zdaniem byłym parlamentarzystom w trudnej sytuacji należy dać szansę
uzyskania wsparcia w wysokości jednego czy dwóch najniższych uposażeń.
Zważywszy na to, że w 2003 r. minimalne wynagrodzenie wynosiło 800 zł, będą
oni mogli liczyć na 800 zł - 1,6 tys. zł.
Pieniądze na dodatki parlamentarne pochodziłyby z kasy państwa - ocenia
Ciborowska. Dodaje jednak, że na ten cel można byłoby opodatkować posłów i
senatorów. - Fundusze tak zebrane odciążyłyby budżet. Inna byłaby też ocena
społeczeństwa - argumentuje.
Stare jest dobre
Senatorowie przyznają, że korzystają z założeń, które opracowano już w formie
projektu w poprzedniej kadencji. - Sięgnęliśmy po stary projekt poselski z
poprzedniej kadencji, który ostatecznie nie został przedłożony w Sejmie -
mówi senator Gerard Czaja.
Na ten projekt powoływał się również Andrzej Chronowski.
- Właściwie jest opracowany gotowy projekt ustawy, którego realizacja
prawdopodobnie bardzo niewiele kosztowałaby w skali roku - maksymalnie
kilkaset, no 200 - 250 tysięcy zł. I czy nie warto, zwłaszcza w końcowej
fazie, kiedy zbliża się koniec kadencji... - mówił podczas posiedzenia
komisji w ubiegłym roku.
Stary projekt zakłada, że minimalna emerytura nie powinna być niższa niż 45
proc. uposażenia parlamentarzysty (całe uposażenie to prawie 9 tys. zł). Na
takie świadczenie mógłby liczyć parlamentarzysta, który przepracował w Sejmie
dwie kadencje, 55 proc. dostawałby ten, który na Wiejskiej spędził trzy
kadencje, a 65 proc. parlamentarzysta co najmniej czterech kadencji. Aby mieć
zaliczoną jedną kadencję, wystarczy pełnić mandat przez pół roku.
Dorota Kołakowska
Cezary Bielakowski
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040325/kraj/kraj_a_6.html