Gość: tete
IP: w3cache.* / *.2-0.pl
02.04.04, 10:49
BRONISŁAW WILDSTEIN
Lepper u bram! - wołają obserwatorzy i uczestnicy życia politycznego w
Polsce. Grozi nam fala skrajnego populizmu, która stać się może katastrofą
dla kraju - wieszczą. Wszystko to prawda. Warto jednak zadać pytanie, skąd
wziął się Lepper i jak zaistniał na polskiej scenie politycznej. Odpowiedź na
to pytanie być może pozwoli na uporanie się z tym zagrożeniem i uniknięcie go
w przyszłości.
9 kwietnia 1992 roku grupka aktywistów Samoobrony zajęła gmach Ministerstwa
Rolnictwa, domagając się umorzenia niespłaconych przez siebie kredytów. Była
to jedna z pierwszych akcji tego ugrupowania założonego nieco wcześniej przez
Andrzeja Leppera. Liczyło ono kilkuset rolników, którzy zaciągnęli wielkie
kredyty i nie byli ich w stanie spłacić. W przeprowadzonych niewiele później
przez socjologa wsi Barbarę Fedyszak-Radziejowską badaniach rolnicy
deklarowali nieufność wobec Samoobrony, a jej członków nie uznawali nawet za
rolników. "Rolnik nie bierze kredytu, którego nie jest w stanie spłacić" -
tak najczęściej brzmiało wytłumaczenie tej postawy. Za kilka lat miała ulec
ona diametralnej zmianie.
Premier Olszewski zadeklarował, że wyrzeka się siły w rozwiązywaniu
konfliktów społecznych, a więc jego rząd wdał się w absurdalne (i
nieskuteczne) negocjacje z bojówkarzami okupującymi ministerstwo. Sytuację
wykorzystał prezydent Wałęsa, który 27 kwietnia zaprosił Leppera i jego
towarzyszy do Belwederu, gdzie podpisał z nimi porozumienie. Zawierało ono
obietnicę wstrzymania naliczania karnych odsetek i uruchomienie kolejnych
tanich kredytów. Nie ma chyba potrzeby wyjaśniać, że prezydent nie miał do
niczego takiego uprawnień. Lepper dołączył do porozumienia apel o
konieczności odwołania rządu Olszewskiego. Zaraz potem ogłosił, że ponieważ
Polska jest "państwem bezprawia", z "komornikami, bankami i urzędami
skarbowymi" podejmuje walkę "z bronią w ręku".
W lipcu Samoobrona blokować zaczyna drogi dojazdowe do Warszawy, wskazując,
skądinąd słusznie, że obietnice prezydenta nie zostają spełnione. Próbuje
organizować strajki, a w kwietniu 1993 r. atakuje siedzibę parlamentu.
Również w tym roku Lepper przechodzi do działań "czynnych". Jego bojówka
organizuje "chłostę", czyli solidnie bije komornika. W Praszce wdziera się do
Urzędu Miejskiego, bije niepełnosprawnego burmistrza, a następnie obwozi go w
taczkach po rynku. Wszystko to (poza atakiem na parlament) dzieje się przy
absolutnej bierności policji. W wyborach tego roku Samoobrona zdobywa 2,78
proc. głosów.
Od umorzenia długu do walki o władzę
Sekwencja tych wydarzeń jaskrawo pokazuje, jak z awanturnika, który usiłuje
zrobić skok na niedużą kasę, wyrasta walczący o władzę demagog. Podstawową
przyczyną tego jest słabość państwa. Lepperowi i jego kompanom chodziło o
umorzenie kredytów. Czy odważyliby się zająć ministerstwo, gdyby nie
deklaracja Olszewskiego o wyrzeczeniu się siły w rozwiązywaniu konfliktów
społecznych? Serio traktowana oznacza abdykację państwa. Państwo musi mieć
monopol na używanie siły i odwoływać się do niej, kiedy jest to konieczne. To
jego fundamentalna racja bytu. Jeśli z tego rezygnuje, następuje prywatyzacja
przemocy. Formuła konfliktów społecznych jest umowna. Dowodzi tego przykład
Samoobrony właśnie, która z grupki niechcących zwracać długów kredytobiorców
stała się reprezentantem bliżej niesprecyzowanej grupy "pokrzywdzonych".
III RP nie została zbudowana od nowa jako państwo demokratyczne. Jest owocem
przerabiania i dostosowywania PRL do nowych warunków ze wszystkimi
ułomnościami i niekonsekwencjami tego stanu rzeczy. Efektem jest słabość
państwa, które ciągle jeszcze usiłuje nadzorować bezpośrednio całość życia
społecznego i interweniuje w dziedziny, które winny znajdować się poza jego
kontrolą w regulowanej wyłącznie przez prawo sferze układów między różnymi
podmiotami. Państwo, które usiłuje robić wszystko, potrafi robić bardzo
niewiele. Przede wszystkim nie potrafi zapewnić właściwego funkcjonowania
prawa, co winno być jego podstawową rolą. Skrajny model takiej sytuacji
zaprezentował Wałęsa. Olszewski swoim zaniechaniem rozzuchwalił lumpów z
Samoobrony, Wałęsa awansował ich na polityków, dając przy tym spektakl
absolutnego lekceważenia prawa.
Bezsilne prawo
Najbardziej przerażająca jest bezkarność Leppera. Przestępstwa pospolite,
takie jak zamach na nietykalność cielesną człowieka i na jego godność
(uderzenie w instytucje państwa, jaką jest urząd, chociaż ważne, ma wobec
fizycznej napaści na ludzi znaczenie mniejsze), zagrożone wieloletnimi karami
więzienia, uchodzą mu zupełnie na sucho. Jednym wyjaśnieniem jest tchórzostwo
naszych stróży prawa, którzy nie czują za sobą wystarczającej osłony zajętego
innymi sprawami państwa. To, co winno być fundamentalnym zadaniem państwa, a
więc funkcjonowanie prawa, staje się elementem doraźnych rozgrywek. Przy
nadmiernym rozszerzeniu uprawnień państwa nie można zresztą sytuacji takiej
uniknąć. Prawo staje się ad hoc kształtowanym instrumentem władzy. Sytuacja
taka musi demoralizować jego funkcjonariuszy.
W Polsce dochodzi do tego jeszcze istotniejszy czynnik. Stróży prawa
dziedziczymy bezpośrednio z PRL. Sędziowie przy Okrągłym Stole uzyskali
przywilej nieodwoływalności, co jakkolwiek jest normą w krajach
praworządnych, ale poprzedzone jest ich nominacją zgodną ze standardami
państwa prawa. Nie ma chyba potrzeby przypominać, że PRL państwem takim nie
było. Oczywiście i w PRL znajdowali się przyzwoici sędziowie, ale to nie oni
wyznaczali normę zachowania środowiska. Można mieć uzasadnione obawy, że nie
oni wyznaczają ją dalej. Również w tej dziedzinie następuje reprodukcja
układów i postaw z czasów PRL. Nowi ludzie zwłaszcza przy systemie kooptacji
do prawniczej korporacji nie tylko, że zwykle są z nią rodzinnie powiązani,
to i mentalnie kształtowani są przez funkcjonujące w niej zwyczaje i układy.
A Lepper bardzo prędko zorientował się, jakie układy w Polsce mają nie tylko
przeszłość, ale i przyszłość.
W postkomunistycznym układzie
Lider Samoobrony zaczynał od prób zbijania kapitału politycznego na skrajnej
prawicy, od manifestacji katolickości i nacjonalizmu. Na początku swojej
działalności związał się z Bryczkowskim, liderem grupy skinheadów oraz m.in.
próbował ustawiać pod Sejmem krzyż. Prędko jednak przeorientował się na lewo.
Wbrew pozorom zresztą skrajnie prawicowe afiliacje w Polsce uwikłane są w
komunistyczne powiązania. Bryczkowski nie ukrywał nawet swoich kontaktów z
KGB. Od początku wokół Leppera kręciło się wielu peerelowskich
funkcjonariuszy MSW. Krzywobłocka i Poręba, główni doradcy Leppera przy
wyborach 1993 r., to głosiciele nacjonalkomunizmu, ideologii MSW z czasów
późniejszej PRL. Poczesne miejsce na wyborczej liście Samoobrony zajmował
aktor Ryszard Filipski, chyba najbardziej medialnie eksponowany w PRL
przedstawiciel tej grupy. Środowisko to stanowiło wcześniej zaplecze Stana
Tymińskiego.
Na początku swojego działania Lepper środki czerpał m.in. od niemieckiego
Instytutu Schillera, który, jak wszystko wskazuje, był ekspozyturą wywiadu
sowieckiego przeznaczoną do infiltracji skrajnej prawicy europejskiej. Przez
dawny układ esbecki Lepper powiązany był z postkomunistami. I pomimo pozorów
ich kontestacji doskonale z nimi współdziałał. Związki te opisali
dziennikarze "Gazety Polskiej", Eliza Michalik i Tomasz Sakiewicz w
książce "Układ". Przekładały się one najprawdopodobniej na pobłażliwość sądów
wobec jego działań.
W tej sytuacji nie dziwi, że Lepper, który nie odpowiada za organizowanie
napaści i pobicia ludzi, za naruszanie na dużą skalę porządku publicznego
poprzez blokady, ciągany jest po sądach za określenie prezydenta jako lenia.
Nagły powrót
W wyborach 1993 roku Samoobrona zdobyła prawie 3 procent. Jednak w latach
1993 - 1997, kiedy władzę sprawowali spadkobiercy PRL, ugrupo