basia.basia
23.04.04, 11:40
za ŻW:
Rządowe last minute
Czasu ubywa, przybywa urzędników
Nowi wiceministrowie, sekretarze stanu, ambasadorowie. Rząd Leszka Millera
będzie kierował państwem jeszcze tylko kilka dni, ale potrzebuje coraz więcej
urzędników.
Leszek Miller ma podać się do dymisji razem z całym rządem już 2 maja. Ciągle
jednak podejmuje ważne decyzje personalne. W ciągu ostatniego miesiąca
powołał m.in. nowego wiceministra środowiska - Andrzeja Mizgajskiego,
podsekretarza stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej - Andrzeja
Szejnę i pełnomocnika rządu do spraw osób niepełnosprawnych - Leszka
Stanisława Zielińskiego.
Przybywa też dyplomatów. Minister spraw zagranicznych w ostatnich tygodniach
wskazał kilku kandydatów na ambasadorów. Część z nich, dzięki podpisowi
prezydenta, wyjechała już na placówki - m.in. Eugeniusz Sawicki do Brunei, a
Jan Natkański do Egiptu. Kolejni szykują się do wyjazdu na Bliski Wschód i do
jednego z krajów europejskich.
- To oczywisty skok na państwową kasę - nie kryje oburzenia Mirosława Kątna z
Socjaldemokracji Polskiej. - Decyzje personalne w ostatnich dniach
sprawowania władzy powinny być wstrzymane. Wiadomo, że jak przyjdzie nowa
ekipa, to prawdopodobnie wszystkich wymieni i ci odchodzący dostaną wysokie
odprawy, mimo że będą sprawować swoje funkcje tylko przez kilka tygodni -
zgadza się z nią Marta Fogler z Platformy Obywatelskiej.
- Wiceministrowi przysługuje trzymiesięczna odprawa niezależnie od tego, jak
długo sprawuje funkcję - mówi Marcin Kaszuba, rzecznik rządu. Wyjaśnia
krótko, że te osoby są potrzebne w rządzie i nie chce komentować ich
powołania.- Przecież przez kilka dni jakiś inny wiceminister mógłby spokojnie
wykonywać ich obowiązki. Tak jak zrobiono z resortem spraw wewnętrznych,
który po odejściu Oleksego powierzono ministrowi obrony. Ale obecna ekipa
chce urządzić swoich ludzi - dodaje Kątna.
To, że powołanie nowych pracowników ma charakter przejściowy widać na
przykładzie Andrzeja Szejny, dotychczasowego wiceprezesa zarządu Polskiej
Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, gdzie trafił w styczniu tego
roku z Ministerstwa Gospodarki.
Jak powiedział nam jeden z jego współpracowników, zamierza on ubiegać się o
fotel deputowanego w Parlamencie Europejskim w wyborach 13 czerwca. Choć nie
ma go jeszcze na listach (ma czas do 5 maja), to czołowy polityk SLD
potwierdza nam jego zainteresowanie wyborami. - Stawiał nawet warunki, że
chce być pierwszy na liście - tłumaczy nasz rozmówca.
O Szejnie zrobiło się głośno kilka lat temu. Prasa opisywała jego działalność
w samorządzie i w fundacji warszawskiej SGH. Miał m.in. za darmo, już po
skończeniu uczelni, mieszkać w hotelu studenckim Sabinki, korzystał też dość
swobodnie ze środków fundacji. Sam Szejna nie znalazł dla nas wczoraj czasu.
23.04.2004 r.