strikemaster
20.04.11, 11:41
Czyli o metodach zarządzania naszym społeczeństwem. Zastrajkowali górnicy, chca podwyżek, dać im w łeb, niech nie skaczą. Własnie widzimy przykłady popisowej ignorancji w związku z tym. Padają propozycje likwidacji kopalń, czy też prywatyczacji (na jedno wychodzi, chyba jest jasne, ze nasze kopalnie fedrujące pod ziemią nie mogą cenowo konkurowac z australijskimi kopalniami odkrywkowymi. Czy to oznacza, że mamy naszą energetykę calkowicie uzależnić od zewnętrznych źródeł surowców? A co będzie, jak Australijczycy postanowią sobie na nas dorobić i korzystając z faktu, ze nie mamy surowców sprzedawać nam węgiel znacznie drożej? A żartów nie ma, utrzymanie nieczynnej kopalni dużo koztuje (odwodnienie, wentylacja i kilka innych systemów działać muszą), w dodatku nie jest możliwe na dłuższą metę, bo odsłonięte złoże musi być wydobyte (węgiel w kontakcie z powietrzem sie rozgrzewa doprowadzając z czasem do samozapłonu, czyli spalenia się złoża). Nie da się też zbudowac nowej kopalni w miejscu starej. Zasypanie powoduje więc zniszczenie okolicznych złóż tak, ze stają się one niemożliwe do wydobycia w przyszłości. Czy warto w imię potrząsania workiem ze szczurami (czyli napuszczania jednych grup zawodowych na inne) niszczyć cenne surowce?