Dodaj do ulubionych

WSPANIAŁA__HOMILA___W KRAKOWIE ! : :

IP: *.pro.gdansk.sint.pl 10.05.04, 12:34
Uroczystości ku czci św. Stanisława (tekst homilii)
„Ale musimy być czujni, krańcowo roztropni i przewidujący, bo wróg jest
dobrze uzbrojony i wyjątkowo chytry. Co więcej, przenika już szańce naszej
obrony” - przekonywał w homilii ks. kard. Nagy.
Ponad 100 tysięcy osób uczestniczyło wczoraj w krakowskich
uroczystościach ku czci św. Stanisława. Nabożeństwu przewodniczy arcybiskup
Detroit, kardynał Adam Maida, a homilię wygłosi ksiądz kardynał Stanisław
Nagy.


Oto pełny tekst homilii ks. kardynała.

"Świadczyłem o Twoich przykazaniach wobec królów a nie wstydziłem się,
rozważałem Twoje przykazania, które umiłowałem". (Ps. 119, 46-7).

Eminencjo, Księże Kardynale Franciszku, Arcypasterzu Krakowski, Księże
Prymasie Józefie, Księże Arcybiskupie Nuncjuszu Apostolski, Eminencje, Księża
Kardynałowie, Ekscelencje, Księża Arcybiskupi i Biskupi, Bracia kapłani,
Rodziny zakonne, Ukochany Ludu Boży Stołecznego Krakowa

1. Przemierzyliśmy ten historyczny szlak prowadzący od Wawelskiego
Wzgórza, świętego miejsca tryumfalnego pochówku św. Stanisława i doszliśmy
tutaj - na Skałkę, stanowiącej Jego Golgotę. Nic więc dziwnego, że na tym
miejscu i po tym historycznym pochodzie jest czas na głęboką zadumę.

Bo cóż się stało tutaj, tych 900 lat temu?

Dokonał się bolesny dramat dwu ludzi, posiadający dwa diametralnie różne
oblicza. Nastąpiło zwarcie dwu przeciwstawnych sobie mocy z przeciwstawnymi
tego zwarcia skutkami.

2. Zderzyła się mianowicie niepohamowana, zagubiona w sobie i ślepa na
dobro obywateli władza państwowa, z heroicznym poczuciem odpowiedzialności za
misję służenia sprawie zbawiania. Pierwsza postać tego starcia odniosła
pyrrusowe zwycięstwo, które zaowocowało zapadnięciem w tragiczny mrok
historycznej niepamięci. Druga poniosła pozorną klęskę, jak to stało się
niegdyś na tamtej kalwaryjskiej Golgocie, ale jak tamta, zaowocowała tryumfem
zamieszkania w królewskiej, wawelskiej katedrze i ostatecznym zwycięstwem
krzyża w Kraju nad Wisłą.

3. Zanim przyjdzie nam wrócić do tej błogosławionej warstwy dramatu na
Skałce - zatrzymajmy się na chwilę na tym jego ponurym wymiarze dramatu
reprezentowanym przez króla zabójcę. Jest bowiem faktem, że wymiar ten
systematycznie odżywa w dziejach innych, ale i naszego Narodu. Bo także i
dzisiaj, polski los wiąże się z funkcjonowaniem tego zagubienia się
dzierżących władzę w wykonywaniu przez nich płynących z tego tytułu
obowiązków. Zagubienie to dziś może już nie grozi przelewaniem krwi
Sprawiedliwego, jak wtedy na Skałce, czy nie tak dawno temu w nurtach Wisły
pod Włocławkiem, ale kładzie się na życiu Narodu cieniem kulejącego wymiaru
sprawiedliwości, bezczelnej korupcji, tanim, dwuznacznym cynizmem w
usprawiedliwianiu popełnionych błędów, praktycznej bierności wobec
bezrobocia, karygodnego manipulowania sprawą narodowego zdrowia.

Nie można przejść obojętnie obok tych nie rozwiązywanych problemów, które
rodzą otępienie, rozdrażnienie i poczucie wstydu wobec karykaturalnie
funkcjonującej państwowości. Nie można dłużej głuchym być na głosy młodego
pokolenia, które jakżeż często nie chce już wiązać swoich losów z ojczystym
zagonem, wstydzi się manipulowania władz i myśli coraz częściej o opuszczeniu
kraju i odejściu w mrok emigracyjnego losu.

Rządzący w Polsce, muszą sobie przypomnieć, że to nie Naród ma im służyć,
a oni winni być przez uczciwe rządzenie jego sługami. W przeciwnym razie
czeka ich los zagubionego króla - zabójcy ze Skałki, a więc popadnięcie w
historyczną niepamięć i banicję z kart narodowej historii.

4. W tej świętej zadumie, czas przejść do drugiej odsłony tego dramatu ze
Skałki, który stanowi męczeński cios zadany dobremu Pasterzowi Krakowa,
świętokradczą dłonią zagubionego władcy. Była to życiowa klęska ugodzonego
śmiertelnie biskupa, i to po ludzku definitywna klęska, bo strata życia
doczesnego, ziemskiego. Ale była to klęska przynosząca zwycięstwo i pełnię
nowego życia. Transparentem tego zwycięskiego dobra chwilowej i częściowej
klęski, stało się wstąpienie umęczonego ciała na tron królewskiej katedry na
Wawelu.

Ale ta osobista, materialna cząstka zwycięstwa przez klęskę męczeńskiej
śmierci św. Stanisława, miała swoje duchowe przestrzenne i czasowe
przedłużenie. Stała się iskrą błogosławioną, która przeniknęła zbawiennym
dreszczem skamieniały w osłupieniu i przerażeniu lud Krakowa, stolicy i
całego Państwa. Zatargała sumieniami Polaków na nutę żarliwej wiary i
przywiązania do świeżo poznanego Boga, do Chrystusa i obejmującego go
matczynymi ramionami Kościoła.

5. Była to klęska, której treść istotną stanowiła niewzruszona wiara w
Chrystusa, potwierdzona śmiercią, której pieczęcią była wylana krew i
umęczone ciało.

"Świadczyłem o Twoich przykazaniach wobec królów" - streści to introit
dzisiejszej Mszy świętej - uprawniający do chlubnego tytułu "defensor
infatigubilis fidei".

W tej zadziwiającej klęsce był drugi jeszcze człon, który wyraził inny
tekst, tym razem z ewangelii św. Jana, związany z tożsamością Mistrza i
Zbawiciela. "Ja jestem dobry Pasterz i daję życie za owce swoje" (J 10,11). A
więc dobry Pasterz, który życie daje za owce Krakowskiego Kościoła, kościoła
ówczesnej stolicy i ówczesnego Państwa. A zatem "Defensor Patriae". Obrońca
Ojczyzny i wiary, "promotor fidei" - jej synów, który zapłacił życiem za swą
troskę o powierzone mu owce.

6. I owce zrozumiały sens tej wysokiej uiszczonej za nie zapłaty.
Porażone jej wysokością, w pierwszym momencie odpowiedziały żarliwym gestem
przylgnięcia do bezapelacyjnej i ostatecznej - kwestionowanej przez chwilowe
podniesienie głowy odrzuconego tak niedawno pogaństwa - wiary w Chrystusa. I
to był błogosławiony skutek tej iskry Bożej, która stanowi dramat ze Skałki.

Ale ta Boża iskra owocująca promieniowaniem niewzruszonej wiary w
społeczny organizm Kościoła, która wytrysnęła stąd, ze Skałki, z Krakowa, z
kraju nad Wisłą, miała swój błogosławiony ciąg dalszy, tyle że stawała się
płomieniem sięgającym rubieży tego Kraju, a z biegiem czasu wybiegającym poza
jego granice. Grunwald, Warna, Chocim, Wiedeń, Warszawa 1920 - to symbole
tego polskiego promieniowania ofiary składanej w obronie wiary.

7. A to bohaterskie polskie ofiarne promieniowanie w obronie wiary w
przeszłości, miało drugi jeszcze wielki, bohaterski wariant. Miejscami, w
których się rozgrywał były Dachau, Oświęcim, Sachsenhausen, Stutthof i tyle
Golgot polskich kapłanów i świeckich, którzy płacili cenę najwyższą za
heroicznie wyznawaną wiarę i jej obronę. Czy wariant ten nie stanowi
przesłanki do tego, że dziś Kościół nad Wisłą jest upatrywany za bastion
Chrześcijaństwa w Europie? Dalecy od popadania w zatrącający pychą mesjanizm
i naiwność, musimy to potraktować raczej jako wyzwanie Opatrzności, żeby
wytrwać i pomóc do wytrwania innym.

8. Najjaskrawiej jednak świecący płomień na horyzoncie już współczesnego
Kościoła, zapłonął znowu tu nad krakowską Wisłą i rozbłysnął na horyzoncie
wzburzonego świata łuną żarliwej wiary i głębokiej nadziei.

Nie trudno się domyśleć kogo mam na myśli. To On, następca Stanisława -
męczennika ze Skałki. Jan Paweł II Papież z rodu Polaków. To właśnie On z
żagwią wiary żarliwie głoszonej na ścieżkach całego prawie świata przemknął
jako Anioł Pokoju i Nadziei i przez polskie drogi, od Bałtyku po Karpaty, od
Bugu po Odrę, dokonując ważkiego bierzmowania ojczystej ziemi. Do dzisiaj
słychać echa tego wołania z Placu Zwycięstwa: "Niech zstąpi Duch Twój na tę
ziemię" i ten z niedalekich stąd Błoń Krakowskich z 10 czerwca 1979 r. też
dramatyczny apel - błagania: "abyście nigdy nie wzgardzili miłością, która
jest największ
Obserwuj wątek
    • basia.basia Re: WSPANIAŁA__HOMILA___W KRAKOWIE ! : : 10.05.04, 13:01
      Gość portalu: leo3 napisał(a):

      Zgadzam się z twoją opinią ale jak zanm życie:) to z powodu tego fragmentu:

      "Zagubienie to dziś może już nie grozi przelewaniem krwi
      Sprawiedliwego, jak wtedy na Skałce, czy nie tak dawno temu w nurtach Wisły
      pod Włocławkiem, ale kładzie się na życiu Narodu cieniem kulejącego wymiaru
      sprawiedliwości, bezczelnej korupcji, tanim, dwuznacznym cynizmem w
      usprawiedliwianiu popełnionych błędów, praktycznej bierności wobec
      bezrobocia, karygodnego manipulowania sprawą narodowego zdrowia.

      Nie można przejść obojętnie obok tych nie rozwiązywanych problemów, które
      rodzą otępienie, rozdrażnienie i poczucie wstydu wobec karykaturalnie
      funkcjonującej państwowości. Nie można dłużej głuchym być na głosy młodego
      pokolenia, które jakżeż często nie chce już wiązać swoich losów z ojczystym
      zagonem, wstydzi się manipulowania władz i myśli coraz częściej o opuszczeniu
      kraju i odejściu w mrok emigracyjnego losu.

      Rządzący w Polsce, muszą sobie przypomnieć, że to nie Naród ma im służyć,
      a oni winni być przez uczciwe rządzenie jego sługami. W przeciwnym razie
      czeka ich los zagubionego króla - zabójcy ze Skałki, a więc popadnięcie w
      historyczną niepamięć i banicję z kart narodowej historii."

      rozlegnie się lewicowy wrzask, że kościół nie powinien się mieszać
      do spraw doczesnych:) A niech wrzeszczą, racja jest po naszej stronie,

      "to nie Naród ma im służyć,
      a oni winni być przez uczciwe rządzenie jego sługami".
      • Gość: next Re: WSPANIAŁA__HOMILA___W KRAKOWIE ! : : IP: *.lubin.dialog.net.pl 10.05.04, 22:01
        obawiam się, że zamiast wrzasku będzie (jest) totalna ignorancja - metoda
        bardzo skuteczna. no cóż - trudno polemizować z prawdami tak oczywistymi, jak
        wygłoszone w homilii. gdyby kardynał powiedział coś, z czego można by zrobić
        aferę, to co innego...
    • Gość: bolek [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.04, 22:04
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: alicja Re: WSPANIAŁA__HOMILA___W KRAKOWIE ! : : IP: *.net.autocom.pl 12.05.04, 22:45
      Tą krakowską homilię wysłuchałam bardzo dokładnie. A oto refleksja:
      wysokie władze kościoła katolickiego gardzą premierem Millerem i prezydentem
      Kwaśniewskim pomimo, że przez cały okres tzw.demokracji pozwalają kościelnym na
      gromadzenie gigantycznych finansów i dóbr materialnych. Kościół robi to bez
      opamiętania i tak jak w homilii, mówi tym głupcom, którzy na to pozwalają, że
      gardzi nimi bo na piedestale jest wyłacznie kler. Reszta to motloch, który
      wytwarza by kośćielni legalnie i nie legalnie brali, brali, brali aż do
      obrzydzenia. Księża kpią z darczyńców. To powiedzieli w homilii. Bieda narodu,
      którą pogłębiają i którą z Rokitą spowodowali oszustwem konkordatowym ich nie
      obchodzi. Mają rację, że gradzę głupcami rządowymi kładącymi kamienie węgielne
      pod nielegalne i zbędna budowle sakralne. UE trochę poprawiła by byt narodu
      polskiego i ukróciła rozpasanie kościelne. Jednak głupcy zabronili UE pomagać
      Polsce. To w homilii też miało odniesienie i jeszcze chcą rękę bo palec to za
      mało dla rozpasanego finansowo KrK. Przydałoby się doić Unię tak jak Polskę.
      • Gość: Palnick Kler ma za świętego zdrajcę ojczyzny- nic dziwnego IP: *.stenaline.com 12.05.04, 23:58

        "Polsko ! Ojczyzno moja ! Ty jesteś macocha,
        Która podłego syna bezrozumnie kocha,
        Zaś dobre dziecko krzywdzi znieczulicą łona,
        Bo jej niemiłe! Tak ogrodnica szalona
        Chwast podlewa, nawozi, przed wiatrem osłania,
        Gdy kwiat daremnie czeka kropli zmiłowania,
        Choć lepszy - wyrzucony do kąta ogrodu.

        Nie mogłem tego pojąć, czytając za młodu
        O królu Bolesławie i o winowajcy,
        Którego bratem Judasz, godłem - stygmat zdrajcy,
        A zrobiono zeń Polski świętego patrona!

        Dziś wiem, iż była to rzecz trafnie ułożona
        Dla kraju, gdzie wciąż jeszcze ropieje ta blizna:
        Zdrajców domem, zaś prawych przytułkiem ojczyzna."

        Waldemar Łysiak

        Mit o św. Stanisławie jest bardzo popularny w Polsce . Co gorsza - jest mitem
        paradoksalnym, który niemalże przez osiemset lat uznawany jest za fakt.
        Tymczasem faktem jest, że przez 750 lat patronem państwa polskiego jest
        człowiek, który je zdradził.

        Św. Stanisław - patron Polski, pierwszy Polak, którego Kościół uznał za
        świętego - został kanonizowany 17 września 1253, niemalże dwieście lat po
        swojej śmierci (11 kwietnia 1079 r.). Samo kanonizowanie Stanisława, służące
        celom politycznym nie obyło się bez silnych sprzeciwów i wątpliwości. Wymowny
        zwłaszcza jest fakt, że dla tego właśnie procesu kanonizacyjnego pierwszy raz w
        dziejach powołano instytucję advocatus diaboli, kardynała, który z urzędu
        podnosi zarzuty przeciw wnioskowi o przyznanie komuś aureoli ! Proces
        kanonizacyjny trwał cztery lata, ale w końcu jakoś "udało się' wynieść go na
        ołtarze.
        Oczywiście, jak na świętego przystało, należało mu sporządzić odpowiednią
        hagiografię. Wśród jego "cudów" najważniejsze są dwa:
        zrośnięcie się jego członków po męczeńskiej śmierci, które następnie pilnowane
        były przez orły. W dobie kanonizacji Polska była rozbita na dzielnice, więc
        taki "cud" był wspaniałym symbolem, łączącym Kościół z odbudową jedności
        państwa.
        wskrzeszenie Piotrowina: król kwestionuje przed sądem prawo własności
        Stanisława do majątku zmarłego rycerza Piotra z Janiszewa, a ten, na skutek
        gorących modłów przyszłego świętego, zmartwychwstaje i potwierdza, że sprzedał
        majątek biskupowi.
        Jaki naprawdę był św. Stanisław, jeden z "najpopularniejszych" świętych w Kraju
        nad Wisłą ?

        Tło historyczne wydarzeń

        Bolesław Śmiały, władca Polski, podjął się chwalebnego zadania - zamierzał
        odbudować królestwo i zrzucić zależność Polski od cesarstwa. Jak jednak
        pokazały wypadki w Czechach z 1041 r. (zwierzchnik czeskiego Kościoła zdradził
        króla na polecenie swojego przełożonego, arcybiskupa mogunckiego), o odbudowie
        niezawisłości państwa od cesarstwa nie można było myśleć bez niezawisłości
        Kościoła. Szczęśliwie dla Polski się złożyło, że na tronie papieskim zasiadł
        wielki papież o szerokich horyzontach - Grzegorz VII. Podjął on głęboką reformę
        całego Kościoła. Po pierwsze wewnętrzną: zamierzał zlikwidować symonię
        (świętokupstwo) oraz wprowadzić bezżenność księży (nie było to trafne
        rozwiązanie, ale Grzegorz czynił to w dobrej intencji). Trzeba zaznaczyć, że
        księża świeccy byli podówczas przeważnie żonaci, odegnanie żon od duchownych
        przelało wiele krwi (duchowni zaciekle bronili małżeństwa, także w Polsce), ale
        przyniosło ten skutek, że umocniło Kościół. Po drugie, podjął reformę
        zewnętrzną: uzdrowienie stosunków europejskich, w szczególności poprzez
        zrównoważenie cesarstwa powagą tronu papieskiego (oczywiście podbudowaną
        odpowiednim obozem państw sojuszniczych). Grzegorz szczerze wierzył w
        Chrystusową ideę powszechnej miłości, jednak wokół widział samo zło. Przyczynę
        tego upatrywał w fakcie supremacji cesarstwa nad Europą. Grzegorz był
        człowiekiem pochodzenia włościańskiego, zakonnikiem kluniackim, szczerze
        wierzył w boskie ustanowienie władzy Kościoła, nie był uwikłany w koneksje
        arystokratyczne. Idea zdawała się być dobra, ale tylko w teorii, gdyż niewielu
        było przed nim i po nim papieży odpornych na deprawacyjny charakter władzy,
        niewielu z nich też przedkładało Jezusa ponad siebie.
        W styczniu 1076 r. odbył się synod wormancki na którym ogłoszono destytucję
        Grzegorza z tronu papieskiego (większość biskupów było wcześniej zawieszonych
        przez papieża za symonię). Ponowną destytucję papieża ogłoszono na synodzie w
        Brixen w 1080 r., dokonano wtedy obioru antypapieża Klemensa III (ta schizma
        trwała do śmierci Klemensa w 1100 roku). Kolejny schizmatycki synod odbył się w
        Moguncji w 1085 r., na którym oprócz kolejnej już destytucji Grzegorza,
        ogłoszono wyklęcie piętnastu arcybiskupów i biskupów wiernych papieżowi.
        Grzegorz, który utracił oparcie w sojuszu sasko-polsko-węgierkim zmuszony był
        uciec z Rzymu, gdzie zasiadł antypapież. Zmarł na wygnaniu 25 maja 1085 r.

        Polska wraz z Węgrami przystąpiła do obozu papieskiego. Bolesław zaprzestał
        płacenia trybutu cesarstwu. Ułatwiło to powstanie Sasów przeciwko Henrykowi IV
        i Gejzy przeciwko procesarskiemu Salomonowi na Węgrzech. Zarówno Gejzie jak i
        Sasom Bolesław udzielał zbrojnej pomocy. Trzeba przyznać, że wówczas zależność
        Polski od papieża była zdecydowanie korzystniejsza niż zależność od cesarza.
        Odbudowano metropolię w Gnieźnie. Zapewne to najbardziej poirytowało biskupa
        krakowskiego - Stanisława, który dotąd był pierwszym w polskiej hierarchii
        kościelnej. W porozumieniu z papieżem Bolesław zamierzał również rozbudować w
        Polsce sieć biskupstw, co również było niekorzystne dla Stanisława, gdyż
        zmniejszyłoby jego domenę (do tej pory diecezja krakowska była prawdziwym
        potentatem ziemskim).
        Stanisław przystąpił do cesarskiego obozu antypapieskiego, w którym znajdowało
        się również wielu biskupów podległych Henrykowi, władca Czech Wratysław, oraz
        Salomon. Znalazł też w Polsce wielu duchownych niechętnych papieżowi (większość
        z nich miała żony), jak i jego zbrojnemu ramieniu - królowi polskiemu. Zapewne
        należeli do spisku Sieciech, późniejszy palatyn Hermana i Marcin, przyszły
        arcybiskup gnieźnieński. Oni wszyscy za papieża uznawali odtąd antypapieża
        Klemensa, desygnowanego przez Henryka. Na łono prawowiernego Kościoła powróciła
        Polska dopiero w roku 1104.(...)

        W 1920 r. pierwszy rząd polski po odzyskaniu niepodległości i po uchwaleniu
        tego przez sejm zwrócił się do Rzymu z żądaniem o anulowanie w dniu 8 maja
        święta Stanisława Szczepanowskiego, skreślenia go z kalendarza z listy świętych
        i o zaprzestanie głoszenia jego kultu, podając oczywiście stosowne motywy.
        Papież bez żadnego oporu na to przystał.
        Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz
      • Gość: Terry Alicja jest w krainie czarów IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.05.04, 00:18
        Ależ zioniesz nienawiścią do kk. Tak wielką, że przesłania ci zdolność
        zdroworozsądkowego myślenia. Nic nie ma Miller i Kwaśniewski do gromadzenia
        dóbr kościelnych, dobra te zresztą gromadzone sa dobrowolnie a nie w drodze
        przestępstwa tak jak dobra komuchów. Za organizację życia w państwie
        odpowiadają włądze państwowe a nie kościelne - tym nawet zakazuje się
        zajmowania polityką - zatem nie można mieć pretensji do kk o biedę
        społeczeństwa bo to "zasługa" władz państwowych. Niestety wszyscy płacimy za
        kilkadziesiąt lat włądzy robotniczo-=chłopskiej. Przypisywanie konkordatowi
        problemów społęczno-gospodarczych Polski jest już zupełnym nieuctwem. Zatem
        mogę ci smiało powiedzieć: Alicja do garów, nie zajmuj się polityką, to za
        trudne dla blondynki.
    • Gość: Palnick Biskup nie jest zwykłym obywatelem! Wszystko może. IP: *.stenaline.com 13.05.04, 13:23
      Oto dlaczego kler stawia siebie ponad prawem .

      Chciałbym tylko w kwestii formalnej zwrócić Waszą uwagę na zasadniczą
      przyczynę dla której kler pogardza prawem, wiernymi i naukami, które wtrynia do
      przestrzegania maluczkim. Pomyślcie czy ktoś, kto ma w swoim mniemaniu władzę
      nad samym Chrystusem, uzna zwierzchność Państwa w jakiejkolwiek sprawie? Czy
      parafianin siedzący za stołem sędziowskim, lub w biurze prokuratora odważy się
      podnieść rękę na takiego mocarza? Czy biskup będzie się wstydził za zdrajcę
      Stanisława? Czy powstrzyma się od bezczelnych konstatacji?
      Zaprawdę wielka jest moc sprawcza księży.

      Polecam artykuł:

      www.webmedia.pl/siz/02-1/ofiara.htm
      Fragment:
      "Dostojeństwo kapłana bierze się także stąd, że posiada on moc nad prawdziwym i
      mistycznym ciałem Jezusa Chrystusa. W sprawie mocy, jaką kapłani sprawują nad
      prawdziwym ciałem Jezusa Chrystusa, naucza się, że gdy wygłoszą słowa
      konsekracji, Wcielone Słowo jest zobowiązane posłusznie przyjść do ich rąk w
      postaci sakramentu...
      Sam Bóg posłuszny wypowiedzianym przez kapłanów słowom - HOC EST CORPUS MEUM
      ("To jest ciało moje") - zstępuje na ołtarz, przychodzi gdzie Go zawołają,
      ilekroć Go zawołają, oddając się w ich ręce, choćby byli jego nieprzyjaciółmi.
      Gdy już przyjdzie, pozostaje całkowicie w ich gestii; przesuwają Go z miejsca
      na miejsce, jak im się podoba, mogą też, jeśli sobie życzą, zamknąć Go w
      tabernakulum, zostawić na ołtarzu lub usunąć na zewnątrz kościoła, mogą też,
      jeśli tak postanowią, spożyć Jego ciało lub podać innym jako pokarm...
      W ten sposób kapłan może być nazwany stworzycielem swego Stwórcy, gdyż
      wypowiadając słowa konsekracji, stwarza on jakby Jezusa w sakramencie, dając Mu
      w nim życie, a także oferuje Go jako ofiarę wiecznemu Ojcu... wystarczy, że
      kapłan powie: 'Hoc est corpus meum' i oto chleb przestaje być chlebem, ale
      staje się ciałem Jezusa Chrystusa. Dlatego św. Bernard ze Sienny mówi: 'Moc
      kapłana jest mocą boskiej osoby, gdyż transsubstancjacja chleba wymaga tyle
      samo mocy, ile stworzenie świata'".(7)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka