Gość: leo3
IP: *.pro.gdansk.sint.pl
10.05.04, 12:34
Uroczystości ku czci św. Stanisława (tekst homilii)
„Ale musimy być czujni, krańcowo roztropni i przewidujący, bo wróg jest
dobrze uzbrojony i wyjątkowo chytry. Co więcej, przenika już szańce naszej
obrony” - przekonywał w homilii ks. kard. Nagy.
Ponad 100 tysięcy osób uczestniczyło wczoraj w krakowskich
uroczystościach ku czci św. Stanisława. Nabożeństwu przewodniczy arcybiskup
Detroit, kardynał Adam Maida, a homilię wygłosi ksiądz kardynał Stanisław
Nagy.
Oto pełny tekst homilii ks. kardynała.
"Świadczyłem o Twoich przykazaniach wobec królów a nie wstydziłem się,
rozważałem Twoje przykazania, które umiłowałem". (Ps. 119, 46-7).
Eminencjo, Księże Kardynale Franciszku, Arcypasterzu Krakowski, Księże
Prymasie Józefie, Księże Arcybiskupie Nuncjuszu Apostolski, Eminencje, Księża
Kardynałowie, Ekscelencje, Księża Arcybiskupi i Biskupi, Bracia kapłani,
Rodziny zakonne, Ukochany Ludu Boży Stołecznego Krakowa
1. Przemierzyliśmy ten historyczny szlak prowadzący od Wawelskiego
Wzgórza, świętego miejsca tryumfalnego pochówku św. Stanisława i doszliśmy
tutaj - na Skałkę, stanowiącej Jego Golgotę. Nic więc dziwnego, że na tym
miejscu i po tym historycznym pochodzie jest czas na głęboką zadumę.
Bo cóż się stało tutaj, tych 900 lat temu?
Dokonał się bolesny dramat dwu ludzi, posiadający dwa diametralnie różne
oblicza. Nastąpiło zwarcie dwu przeciwstawnych sobie mocy z przeciwstawnymi
tego zwarcia skutkami.
2. Zderzyła się mianowicie niepohamowana, zagubiona w sobie i ślepa na
dobro obywateli władza państwowa, z heroicznym poczuciem odpowiedzialności za
misję służenia sprawie zbawiania. Pierwsza postać tego starcia odniosła
pyrrusowe zwycięstwo, które zaowocowało zapadnięciem w tragiczny mrok
historycznej niepamięci. Druga poniosła pozorną klęskę, jak to stało się
niegdyś na tamtej kalwaryjskiej Golgocie, ale jak tamta, zaowocowała tryumfem
zamieszkania w królewskiej, wawelskiej katedrze i ostatecznym zwycięstwem
krzyża w Kraju nad Wisłą.
3. Zanim przyjdzie nam wrócić do tej błogosławionej warstwy dramatu na
Skałce - zatrzymajmy się na chwilę na tym jego ponurym wymiarze dramatu
reprezentowanym przez króla zabójcę. Jest bowiem faktem, że wymiar ten
systematycznie odżywa w dziejach innych, ale i naszego Narodu. Bo także i
dzisiaj, polski los wiąże się z funkcjonowaniem tego zagubienia się
dzierżących władzę w wykonywaniu przez nich płynących z tego tytułu
obowiązków. Zagubienie to dziś może już nie grozi przelewaniem krwi
Sprawiedliwego, jak wtedy na Skałce, czy nie tak dawno temu w nurtach Wisły
pod Włocławkiem, ale kładzie się na życiu Narodu cieniem kulejącego wymiaru
sprawiedliwości, bezczelnej korupcji, tanim, dwuznacznym cynizmem w
usprawiedliwianiu popełnionych błędów, praktycznej bierności wobec
bezrobocia, karygodnego manipulowania sprawą narodowego zdrowia.
Nie można przejść obojętnie obok tych nie rozwiązywanych problemów, które
rodzą otępienie, rozdrażnienie i poczucie wstydu wobec karykaturalnie
funkcjonującej państwowości. Nie można dłużej głuchym być na głosy młodego
pokolenia, które jakżeż często nie chce już wiązać swoich losów z ojczystym
zagonem, wstydzi się manipulowania władz i myśli coraz częściej o opuszczeniu
kraju i odejściu w mrok emigracyjnego losu.
Rządzący w Polsce, muszą sobie przypomnieć, że to nie Naród ma im służyć,
a oni winni być przez uczciwe rządzenie jego sługami. W przeciwnym razie
czeka ich los zagubionego króla - zabójcy ze Skałki, a więc popadnięcie w
historyczną niepamięć i banicję z kart narodowej historii.
4. W tej świętej zadumie, czas przejść do drugiej odsłony tego dramatu ze
Skałki, który stanowi męczeński cios zadany dobremu Pasterzowi Krakowa,
świętokradczą dłonią zagubionego władcy. Była to życiowa klęska ugodzonego
śmiertelnie biskupa, i to po ludzku definitywna klęska, bo strata życia
doczesnego, ziemskiego. Ale była to klęska przynosząca zwycięstwo i pełnię
nowego życia. Transparentem tego zwycięskiego dobra chwilowej i częściowej
klęski, stało się wstąpienie umęczonego ciała na tron królewskiej katedry na
Wawelu.
Ale ta osobista, materialna cząstka zwycięstwa przez klęskę męczeńskiej
śmierci św. Stanisława, miała swoje duchowe przestrzenne i czasowe
przedłużenie. Stała się iskrą błogosławioną, która przeniknęła zbawiennym
dreszczem skamieniały w osłupieniu i przerażeniu lud Krakowa, stolicy i
całego Państwa. Zatargała sumieniami Polaków na nutę żarliwej wiary i
przywiązania do świeżo poznanego Boga, do Chrystusa i obejmującego go
matczynymi ramionami Kościoła.
5. Była to klęska, której treść istotną stanowiła niewzruszona wiara w
Chrystusa, potwierdzona śmiercią, której pieczęcią była wylana krew i
umęczone ciało.
"Świadczyłem o Twoich przykazaniach wobec królów" - streści to introit
dzisiejszej Mszy świętej - uprawniający do chlubnego tytułu "defensor
infatigubilis fidei".
W tej zadziwiającej klęsce był drugi jeszcze człon, który wyraził inny
tekst, tym razem z ewangelii św. Jana, związany z tożsamością Mistrza i
Zbawiciela. "Ja jestem dobry Pasterz i daję życie za owce swoje" (J 10,11). A
więc dobry Pasterz, który życie daje za owce Krakowskiego Kościoła, kościoła
ówczesnej stolicy i ówczesnego Państwa. A zatem "Defensor Patriae". Obrońca
Ojczyzny i wiary, "promotor fidei" - jej synów, który zapłacił życiem za swą
troskę o powierzone mu owce.
6. I owce zrozumiały sens tej wysokiej uiszczonej za nie zapłaty.
Porażone jej wysokością, w pierwszym momencie odpowiedziały żarliwym gestem
przylgnięcia do bezapelacyjnej i ostatecznej - kwestionowanej przez chwilowe
podniesienie głowy odrzuconego tak niedawno pogaństwa - wiary w Chrystusa. I
to był błogosławiony skutek tej iskry Bożej, która stanowi dramat ze Skałki.
Ale ta Boża iskra owocująca promieniowaniem niewzruszonej wiary w
społeczny organizm Kościoła, która wytrysnęła stąd, ze Skałki, z Krakowa, z
kraju nad Wisłą, miała swój błogosławiony ciąg dalszy, tyle że stawała się
płomieniem sięgającym rubieży tego Kraju, a z biegiem czasu wybiegającym poza
jego granice. Grunwald, Warna, Chocim, Wiedeń, Warszawa 1920 - to symbole
tego polskiego promieniowania ofiary składanej w obronie wiary.
7. A to bohaterskie polskie ofiarne promieniowanie w obronie wiary w
przeszłości, miało drugi jeszcze wielki, bohaterski wariant. Miejscami, w
których się rozgrywał były Dachau, Oświęcim, Sachsenhausen, Stutthof i tyle
Golgot polskich kapłanów i świeckich, którzy płacili cenę najwyższą za
heroicznie wyznawaną wiarę i jej obronę. Czy wariant ten nie stanowi
przesłanki do tego, że dziś Kościół nad Wisłą jest upatrywany za bastion
Chrześcijaństwa w Europie? Dalecy od popadania w zatrącający pychą mesjanizm
i naiwność, musimy to potraktować raczej jako wyzwanie Opatrzności, żeby
wytrwać i pomóc do wytrwania innym.
8. Najjaskrawiej jednak świecący płomień na horyzoncie już współczesnego
Kościoła, zapłonął znowu tu nad krakowską Wisłą i rozbłysnął na horyzoncie
wzburzonego świata łuną żarliwej wiary i głębokiej nadziei.
Nie trudno się domyśleć kogo mam na myśli. To On, następca Stanisława -
męczennika ze Skałki. Jan Paweł II Papież z rodu Polaków. To właśnie On z
żagwią wiary żarliwie głoszonej na ścieżkach całego prawie świata przemknął
jako Anioł Pokoju i Nadziei i przez polskie drogi, od Bałtyku po Karpaty, od
Bugu po Odrę, dokonując ważkiego bierzmowania ojczystej ziemi. Do dzisiaj
słychać echa tego wołania z Placu Zwycięstwa: "Niech zstąpi Duch Twój na tę
ziemię" i ten z niedalekich stąd Błoń Krakowskich z 10 czerwca 1979 r. też
dramatyczny apel - błagania: "abyście nigdy nie wzgardzili miłością, która
jest największ