flipflap
17.05.04, 03:41
newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=5079&Strona=1
Krótka historia o tym jak to jeden chrześcijanin pomaga drugiemu
>"Newsweek" dotarł do osób z całej Polski, których wstrząsające relacje
powinny zwrócić uwagę naszych służb dyplomatycznych i zmusić prokuraturę oraz
policję do intensywnego działania w kraju. Jak dotąd proceder postanowiło
ukrócić jedynie Ministerstwo Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej,
organizując legalne wyjazdy. Niestety, część z nich skończyła się podobnie
jak te organizowane przez oszustów.
Londyński dworzec Victoria. To tu przyjeżdżają autobusy z Polakami
szukającymi pracy. To tu koczują tłumy zrozpaczonych, oszukanych ludzi.
Mechanizm jest prawie zawsze ten sam. Pośrednicy ogłaszają się w lokalnych
dziennikach w całej Polsce. Oferują zarobki w wysokości 200-300 funtów
tygodniowo (1200-1600 zł). Sami zgarniają od naiwnych od 500 do 1500 zł. Ich
usługa ogranicza się do przekazania telefonu do polskiego pośrednika w
Londynie, który zazwyczaj twierdzi, że pracy ma w bród. Tylko wsiadać, jechać
i zbijać fortunę.<
Możliwość podjęcia legalnej pracy na Zachodzie to także jeden z
najważniejszych argumentów zwolenników wstąpienia Polski do Unii
Europejskiej. Ma to być szansa nie tylko dla wysokiej klasy specjalistów, ale
także dla bezrobotnych - odważnych, przedsiębiorczych, upartych, którzy
gotowi są jechać tysiące kilometrów, by poprawić swój los. Niestety, wielu
Polakom, którzy już dziś się na to odważyli, wspólny europejski rynek pracy
kojarzy się coraz częściej z dworcami w Londynie i Neapolu lub wyżebraną w
polskim konsulacie paczką papierosów niż z workiem pieniędzy, jaki mieli
nadzieję po powrocie rzucić do stóp stęsknionej rodzinie.