Dodaj do ulubionych

Lepper: będzie wniosek do prokuratury w sprawie...

    • Gość: Czesiek Kowalski Coś z "Wprost" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.04, 10:19
      Piskorski na cenzurowanym
      Poniedziałek, 17 maja 2004 - 18:55 CEST (16:55 GMT)


      Paweł Piskorski (PO) zaprzecza oskarżeniom mediów, że będąc prezydentem stolicy
      ułatwił formalności firmie Dom Development w zamian za korzystny zakup trzech
      mieszkań pod wynajem.

      To element "brudnej kampanii wyborczej" - twierdzi sekretarz generalny PO i
      lider warszawskiej listy kandydatów tej partii do Parlamentu Europejskiego.
      Jego zdaniem ostatnie artykuły w "Gazecie Wyborczej" na temat okoliczności
      kupna przez niego mieszkań na wynajem są inspirowane przez środowisko obecnego
      prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego. Sygnały takie - jak twierdzi -
      docierają do niego z różnych źródeł.
      "Tego rodzaju sposób prowadzenia kampanii wyborczej polegający na obrzucaniu
      błotem, dowolną bzdurą - a nuż coś z tej bzdury się przyklei - uważam za
      niedopuszczalny" - powiedział Piskorski. Dodał, że "chciałby od Lecha
      Kaczyńskiego i polityków PiS dowiedzieć się, czy - jak bardzo wiele osób mówi -
      w Urzędzie Miasta istnieją specjalne zadania: wygrzebywać haki na poprzednią
      ekipę", a ludzie związani z Kaczyńskim wypuszczają "przecieki" do mediów licząc
      na to, że "albo znajdzie się ktoś nieżyczliwy, albo nieprofesjonalny, że nie
      będzie w stanie takich faktów zweryfikować".

      Jak napisała "Gazeta Wyborcza", Paweł Piskorski kupił trzy mieszkania na
      wynajem w firmie Dom Development, zaś jego bliski współpracownik Łukasz
      Abgarowicz (PO) dwa. W momencie zawierania transakcji, obaj byli na szczycie
      samorządowej władzy, a firma w zaskakująco sprawny sposób załatwiła wszystkie
      formalności. W jednym z artykułów napisano też, że ówczesna Gmina Centrum
      ułatwiła firmie szybki wykup gruntów.

      Paweł Piskorski zapewnia, że mieszkania w osiedlu przy Bartyckiej kupił po
      cenach rynkowych i wszystko odbyło się uczciwie - pisze "GW". - Jednak
      okoliczności towarzyszące transakcji budzą liczne kontrowersje. Paweł Piskorski
      w momencie kupowania udziałów w Dom Development (wrzesień 1999 r.) był
      prezydentem Warszawy i zarazem burmistrzem gminy Centrum. Łukasz Abgarowicz -
      wiceszefem Rady gminy Centrum, jednocześnie szefem rady nadzorczej Dom
      Development - podaje dziennik. Inwestowali więc na terenie miasta, którym
      rządzili. Wprawdzie nie złamali prawa, bo z formalnego punktu widzenia nie
      robili interesów na mieniu gminnym. Dom Development załatwiał więc zgody w
      urzędach, którym szefował Paweł Piskorski, a nadzorował Łukasz Abgarowicz -
      ujawnia gazeta.

      Jest jeszcze jedna rzecz, która pozwala podejrzewać, że nie wszystko jest w
      porządku. W transakcjach gruntowych decydującą rolę odegrał prywatny, nieznany
      powszechnie biznesmen, który kupił blisko dwa hektary ziemi od drobnych
      właścicieli za nieco ponad 200 tys. zł, a sprzedał za 4,7 mln zł firmie
      powiązanej z Dom Development. Miał genialną intuicję czy dostęp do informacji,
      które pozwoliły mu na tak wielki zarobek? - czytamy na łamach gazety.

      Wszystko najpewniej nigdy by nie wyszło na jaw, gdyby urzędnicy nie zwrócili
      uwagi na niekorzystne dla miasta straty gruntów w rejonie Bartyckiej z powodu
      tzw. zasiedzeń. Zaczęli przeglądać dokumenty. Okazało się, że pojawiają się w
      nich tak znane nazwiska jak Piskorski i Abgarowicz - podaje gazeta.

      Obaj są dziś posłami PO. Mieszkań przy Bartyckiej obaj posłowie nie wykazują w
      ogólnodostępnych zeznaniach majątkowych. Twierdzą, że spisali z żonami
      intercyzy i lokale nie należą już do nich. Paweł Piskorski zapewnia, że było to
      korzystne ze względu na korzyści podatkowe. Łukasz Abgarowicz figuruje w
      oficjalnym spisie właścicieli mieszkań, ale zapewnia, że to pomyłka -
      informuje "Gazeta Wyborcza".

      Były prezydent stolicy zapewnił, że jego postępowanie w tej sprawie było "nie
      tylko poprawne". "Starałem się dochować wszelkiej rzetelności, żeby było jak
      najbardziej prawidłowe". Ocenił, że opublikowany w sobotę artykuł w "GW"
      był "albo pisany w złej wierze, albo świadczy o głębokim nieprofesjonalizmie
      dziennikarza". Dodał, że wyjaśnił całą sprawę autorowi artykułu, ale jego
      wyjaśnienia zostały w tekście pominięte, bo "nie pasowały do tezy". Zarzucił
      też "GW", że wybiórczo potraktowała treść jego listu do redakcji
      stosując "charakterystyczne skróty".

      Były prezydent Warszawy powiedział, że kupił mieszkania na wynajem, by
      skorzystać z ulgi podatkowej, ale zapłacił tyle samo co wszyscy inni
      nabywcy. "Miałem tylko jedną prośbę, wynikającą właśnie z tego, że starałem się
      zadbać o to, aby wszelka rzetelność była dochowana: aby żaden z gruntów, na
      których ma powstać inwestycja (blok), nie był odkupywany od gminy, żeby nie
      było takiego argumentu, że ktoś, kto pełni jakąś funkcję, kupuje coś od skarbu
      samorządowego" - podkreślił.

      Zarzucił "Gazecie", że artykuły nie zawierają otwartych zarzutów - wówczas
      mógłby wystąpić na drogę sądową - ale "jest to rodzaj dziennikarstwa wyjątkowo
      obrzydliwy". "Jest to sugerowanie pewnych rzeczy z przemilczaniem faktów, które
      są niewygodne, i z opisywaniem pewnych faktów tak, żeby się wkomponowywały w
      pewną całość tezy założonej i manipulowanie słowami" - ocenił.

      Piskorski spodziewa się, że "pomówienia" zawarte w artykułach "GW" zostaną
      wyjaśnione. "Za miesiąc się okaże, że nie ma problemu, że terminy zostały
      dochowane, że nie było żadnego nadużycia władzy, ale to się oczywiście okaże po
      13 czerwca (po wyborach do PE)" - przewiduje.

      Z kolei Jan Fusiecki, dziennikarz "GW", autor i współautor wspomnianych
      artykułów, zapewnił, że podczas ich pisania "dochował wszelkiej staranności
      dziennikarskiej. Pisząc artykuł rozmawiałem długo z panem Piskorskim, kolega
      rozmawiał z panem Łukaszem Abgarowiczem i daliśmy im możliwość wypowiedzenia
      się" - powiedział. Podkreślił, że "całkowicie nieprawdziwy" jest zarzut, iż
      wyjaśnienia Piskorskiego i Abgarowicza nie zostały zamieszczone w artykułach.
      Powiedział też, że Piskorski kupił udziały w Dom Development jeszcze wówczas,
      gdy był prezydentem i szefem Gminy Centrum, a dopiero później firma otrzymała
      pozwolenie na budowę. Twierdzi, że nieprawdą jest to, o czym mówi Piskorski, że
      udziały kupił w momencie, kiedy firma miała już wszystkie potrzebne pozwolenia
      i rozpoczęła inwestycję.

      "Jeśli on (Piskorski) uważa, że to jest całkowicie moralne i poprawne, to to
      jest prawo do jego sądu, ale my stoimy na przeciwnym stanowisku. Uważamy, że
      prezydent nie powinien tak postępować, bo mu nie przystoi. Jest to konflikt
      interesów" - podkreślił.

      "Ja na ten temat trafiłem zupełnie przypadkowo, badając inny temat. Nie było to
      w żaden sposób inspirowane przez urzędników. Nigdy nie doświadczyłem takiej
      sytuacji, że jakiś urzędnik do mnie przychodzi, przedstawia się, że jest od
      Kaczyńskiego i mówi, że daje mi taki i taki temat. Ja raczej sam szukam
      tematów" - podkreślił Fusiecki.

      Tłumaczył też, że jako dziennikarz lokalny musi się w pewnych sprawach zgłaszać
      do Urzędu Miasta, który teraz działa pod kierownictwem Kaczyńskiego, a kiedyś
      kierował nim Piskorski. "Z urzędu pod kierownictwem Piskorskiego nie udało się
      niczego dowiedzieć. Transparentność ówczesnego urzędu była na poziomie zero.
      Urzędnicy bardzo często odmawiali udzielenia informacji" - powiedział.

      Podkreślił, że nie wierzy w słowa Piskorskiego, że dostawał od dziennikarzy
      telefony z powtarzającymi się i - według byłego prezydenta - absurdalnymi
      pytaniami. "Dziennikarze w ten sposób nie zbierają materiałów. Nie dzwonią do
      zainteresowanego i nie pytają go: +A wie pan, ja słyszałem, że pan ma jakiś
      domek na Siekierkach+. Ja w to nie wierzę" - dodał. Zarzutom Piskorskiego
      zaprzecza też prezydent Warszawy Lech Kaczyński. "Nie ma żadnego spisku
      przeciwko wynikom wyborczym PO; nie było żadnej inicjatywy z naszej strony, że
      my podtykamy dziennikarzom jakieś materiały. Piskorski działa nikczemnie" -
      oświadczył.

      Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk oświadczył w poniedziałek w
      Kielcach, ż
    • Gość: Sie Ma Re: Lepper: będzie wniosek do prokuratury w spraw IP: 212.14.48.* 18.05.04, 11:57
      mały onanista pod WC-tem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      To jest karalne wszędzie w Świecie cywilizowanym !
      U Rokity , chyba nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: Sie Ma Re: Lepper: będzie wniosek do prokuratury w spraw IP: 212.14.48.* 18.05.04, 11:59
      mały onanista pod WC-tem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      To jest karalne wszędzie w Świecie cywilizowany!
      Rokitko ty bojókarzu! A Fe , brzydko to pachnie!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: Sie Ma Re: Lepper: będzie wniosek do prokuratury w spraw IP: 212.14.48.* 18.05.04, 12:00
      Rokitka i jego bojówki WC-towe!!!!!!!!!!!!!!!
      A fe , to śmierdzi faszyzmem!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: Sie Ma Re: Lepper: będzie wniosek do prokuratury w spraw IP: 212.14.48.* 18.05.04, 12:00
      Rokitka i jego bojówki WC-towe!!!!!!!!!!!!!!!
      A fe , to śmierdzi faszyzmem!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: Sie Ma Re: Lepper: będzie wniosek do prokuratury w spraw IP: 212.14.48.* 18.05.04, 12:03
      Rokitka i jego bojówki młodzierzowe!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Mały onanista z bojówki zaatakował kobietę w WC-cie!!!!!!!!!!!!!!
      To są metody bojówek PO!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: Sie Ma Re: Lepper: będzie wniosek do prokuratury w spraw IP: 212.14.48.* 18.05.04, 12:06
      wpisałem kretyn , wyszły linki " Rokitka , Po , onaniści z pod WC-tów"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka