jot-es49
07.08.13, 07:11
"Komunistyczny" przeżytek jakim jest obowiązkowy podatek od posiadania odbiornika radiowego czy telewizyjnego - zwany dla zmyłki "abonamentem" ma zostać przypisany (jeden z pomysłów) do opłaty za energię elektryczną.
Z tą opłatą za energię elektryczną też niezły przekręt jest. Nawet jeśli nie zużyjesz nawet 1 Wata ale posiadasz tzw. licznik - i tak dostaniesz solidny rachunek do zapłaty. Ma to niby pokrywać koszty eksploatacyjne. Tyle tylko, że w przypadku awarii na liniach przesyłowych pies z kulawą nogą nie interesuje się stratami ponoszonymi w związku z "niemaniem prądu".
W gospodarstwach domowych może to być jedynie związane z rozmrożeniem się lodówki i innymi drobnymi niedogodnościami ale już nawet w małej firmie produkcyjnej czy usługowej straty są znacznie wyższe. No ale to na marginesie tylko było.
Wracając zaś do "adremu".
Obowiązkowe opodatkowanie odbiorników R i TV było niegdyś swoistym podatkiem od luksusu. Sklep w którym, kupowałeś taki cud techniki powiadamiał Pocztę Polską o namiarach szczęśliwego posiadacza tych dobroci w celu niezwłocznego jego opodatkowania. Szwędali się również różni tacy z dużymi uszami i uprzejmie informowali, że Kowalski pewnie kupił sobie telewizor bo słychać u niego było sygnał dziennika telewizyjnego...
Tak to mniej więcej bywało.
Obecnie mamy demokrację, wolność - w tym wolność wyboru. Wielu z nas (was) posiada TVSat, "kablówkę" czy inne takie tam pierdółki współczesnego świata. Zazwyczaj związane jest to z płaceniem prawdziwego abonamentu - często bardzo wysokiego (nawet za internet - jeśli ktoś chce się nim posługiwać). Sądzę, a wręcz jestem pewien, że każdy operator, który w swoim pakiecie zawarte na kanały TV (sic!) publicznej czy też takiegoż radia musi płacić haracz za prawo jego rozpowszechniania.
To ja się, qźva, pytam - ile razy mam płacić, za coś czego i tak nie oglądam ani nie słucham?
No dobra - już widzę, że mieszkaniec "przedmieścia" pisze, że nie ma "kablówki" ani "satelity" a odbiera to za pomocą "platformy cyfrowej". No i ok! Niech mu Poczta Polska posatwi maleńki dekoderek na kartę. Coś na podobieństwo "pre paid" (to już nawet kiedyś było). Chcesz oglądać cokolwiek "publicznego" - zapłać. Nie płacisz - nie oglądasz ale równocześnie - nie oglądasz - nie płacisz!
Proste!
Prawie tak jak z "ustawą śmieciową"!
No ale to kolejna beczka śmieci... ups... śmiechu - musimy dopłacać aby inni mogli na tym jeszcze zarobić!
Na całym świecie największy biznes robi się na "śmieciach" a może prawidłowo trzeba sprawę nazwać - na surowcach wtórnych.
Na świecie!
W Polsce musimy ich jeszcze sponsorować, segregować, myć - suche i czyste, doskonale posegregowane... sypane są do jednego wora, przepraszam, samochodu.
I tak się nam kręci ta nasza demokratyczna, niepodległa i wolna Polska.
A jak coś - to zawsze można zwalić naszą własną nieudolność, nieuctwo i brak kompetencji na tych co aktualnie są "na górze".
I jak sięgnę pamięcią wstecz - nigdy, nawet za tzw. "komuny" - nie było takiego Rządu na którym by Polacy psów nie wieszali.
Teraz tylko czynią to głośniej i odważniej bo anonimowo (oj, jaki to durny sposób myślenia - nasza anonimowość - obecnie - kończy się w chwili gdy jeden zuchwały i bojowy plemnik wdziera się do jajeczka!).