Dodaj do ulubionych

Czy jest dzisiaj Hania?

IP: *.pcz.czest.pl 26.03.02, 12:58
A propos naszej ostatniej dyskusji nt. wychowywania. Przeczytaj artykul
z ostatniego Wprost pt. "Pieklo kobiet" (tygodnik.wprost.pl).
I kto mial racje w swietle najnowszych badan? :)
Obserwuj wątek
    • Gość: Marcelin Re: Czy jest dzisiaj Hania? IP: *.torun.dialup.inetia.pl 26.03.02, 13:08
      Szanowna Pani mecenas (Hania) ma dzisiaj sprawę w
      sądzie. Broni z urzędu zboczeńca, który zgwałcił 612
      kobiet dzieci, facetów, kotów i psów (w tym cztery rasowe).
      Marcelin
    • Gość: Hania Re: Czy jest dzisiaj Hania? IP: 195.217.253.* 26.03.02, 13:54
      Gość portalu: brzytwa napisał(a):

      > A propos naszej ostatniej dyskusji nt. wychowywania. Przeczytaj artykul
      > z ostatniego Wprost pt. "Pieklo kobiet" (<a href="tygodnik.wprost.pl)."t
      > arget="_blank">tygodnik.wprost.pl).</a>
      > I kto mial racje w swietle najnowszych badan? :)

      Jest. Zaraz przeczytam. Dzieki za link :)
    • Gość: Hania Do Brzytwy IP: 195.217.253.* 26.03.02, 14:06
      Nie wiem, jak ten artykul ma sie do naszej ostatniej dyskusji? Mowi on o
      kobietach, ktore poswiecaja wszystko, lacznie ze zdrowiem i zyciem osobistym,
      dla kariery. A rozmawialismy o wychowywaniu dzieci bez wpasowywania ich na sile
      w pewne stereotypy. Gdzie tu lacznik?
      Dziekuje za link. Nie czytam Wprost, a ten artykul jest bardzo ciekawy. Tylko
      kiedy powstanie artykul o mezczyznach, ktorych zony zostawiaja, bo maja dosyc
      znerwicowanych pracoholikow, ktorych dzieci widuja tylko w niedziele i Swieta,
      a i wtedy nie zawsze?
      Pozdrawiam.
      • Gość: brzytwa Re: Do Brzytwy IP: *.pcz.czest.pl 26.03.02, 14:42
        Gość portalu: Hania napisał(a):

        > Nie wiem, jak ten artykul ma sie do naszej ostatniej dyskusji? Mowi on o
        > kobietach, ktore poswiecaja wszystko, lacznie ze zdrowiem i zyciem osobistym,
        > dla kariery. A rozmawialismy o wychowywaniu dzieci bez wpasowywania ich na sile

        No jak to jak? Przeciez wyrazna teza tego artykulu jest taka, ze kobiety
        gorzej znosza taki styl zycia niz mezczyzni. Sa do niego po prostu gorzej
        przystosowane, odbija sie to nie tylko na ich zdrowiu ale nawet
        zachowaniu w lozku:). Nie dziwota, skoro (o zgrozo) maja podwyzszony poziom
        testosteronu. Wniosek z tego taki, ze nalezy sie trzymac stereotypow
        co do roli plci;).

        > w pewne stereotypy. Gdzie tu lacznik?
        > Dziekuje za link. Nie czytam Wprost, a ten artykul jest bardzo ciekawy. Tylko
        > kiedy powstanie artykul o mezczyznach, ktorych zony zostawiaja, bo maja dosyc
        > znerwicowanych pracoholikow, ktorych dzieci widuja tylko w niedziele i Swieta,
        > a i wtedy nie zawsze?

        Widze, ze jednak uparcie bedziesz sie trzymala dogmatu o braku roznic "bo
        mezczyzni tak samo...". No coz, nawet w obliczu tak powalajacych faktow?
        • Gość: Hania Re: Do Brzytwy IP: 195.217.253.* 26.03.02, 14:47
          Gość portalu: brzytwa napisał(a):

          > Gość portalu: Hania napisał(a):
          >
          >
          > Widze, ze jednak uparcie bedziesz sie trzymala dogmatu o braku roznic "bo
          > mezczyzni tak samo...". No coz, nawet w obliczu tak powalajacych faktow?

          Ale co ma piernik do wiatraka, ze tak sie wyraze? Po prostu nie widze zwiazku!
          Szkoda, ze artykul ten nie wspomnial o panach w wieku 35-40, wygladajacych na 50-
          60, z wielokilogramowa nadwaga, problemami z nadcisnieniem, cholesterolem,
          przewodem pokarmowym, itd. Uwierz mi, ze jest ich znacznie wiecej niz kobiet,
          ktore nie potrafia odnalezc rownowagi pomiedzy zyciem zawodowym i prywatnym.
          Jeszcze raz pozdrawiam.
          • Gość: brzytwa Re: Do Brzytwy IP: *.pcz.czest.pl 26.03.02, 15:12
            Gość portalu: Hania napisał(a):


            > Ale co ma piernik do wiatraka, ze tak sie wyraze? Po prostu nie widze zwiazku!

            Przeciez, tam wyraznie jest postawiona teza, ze kobiety znosza to GORZEJ niz
            mezczyzni. Wlasnie GORZEJ, a nie, ze tez mozna pokazac podobnych mezczyzn.
            Wniosek, kobiety do dzieci i gotowania! Rozumiem jednak, ze musisz sie najpierw
            oswoic z ta mysla, bo powoduje, ze twoj swiatopoglad legl w gruzach :)
            • Gość: Hania Re: Do Brzytwy IP: 195.217.253.* 26.03.02, 15:18
              Gość portalu: brzytwa napisał(a):

              > Gość portalu: Hania napisał(a):
              >
              >
              > > Ale co ma piernik do wiatraka, ze tak sie wyraze? Po prostu nie widze zwia
              > zku!
              >
              > Przeciez, tam wyraznie jest postawiona teza, ze kobiety znosza to GORZEJ niz
              > mezczyzni. Wlasnie GORZEJ, a nie, ze tez mozna pokazac podobnych mezczyzn.
              > Wniosek, kobiety do dzieci i gotowania! Rozumiem jednak, ze musisz sie najpierw
              > oswoic z ta mysla, bo powoduje, ze twoj swiatopoglad legl w gruzach :)

              Oj, Brzytwo, Brzytwo... W zasadzie nie mam o czym z Toba juz teraz dyskutowac.
              Ciekawe, ktory mezczyzna swietnie znosi 15 godzin pracy dzien w dzien + alkohol +
              papierosy + nieodpowiednia dieta + stres + brak wypoczynku. Moim zdaniem, ten
              artykul sygnalizuje niebezpieczenstwo zarowno dla kobiet i mezczyzn.
              A jezeli chodzi o wychowywanie dzieci, to zapewniam Cie, ze karmienie co 3
              godziny i noszenie dzieciaczka, ktory ma nieustajaca kolke calymi nocami na
              rekach to bardzo wyczerpujaca praca.
              • Gość: t Re: Do Brzytwy IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.03.02, 15:24
                Co to znaczy wychowanie dzieci "bez wpasowywania je na siłę w stereotypy"?
                • Gość: Hania do t IP: 195.217.253.* 26.03.02, 15:29
                  Gość portalu: t napisał(a):

                  > Co to znaczy wychowanie dzieci "bez wpasowywania je na siłę w stereotypy"?

                  To jest nawiazanie do mojej rozmowy z Brzytwa. Wyszlismy od hipokryzji i
                  dualistycznego sposobu wychowania stosowanego przez pania Dulska wzgledem syna i
                  corek. Wedlug mnie, nie mozna np. zabraniac chlopcu bawic sie misiami albo
                  lalkami i na sile wysylac go z plastikowym karabinem na podworko, a dziewczynce
                  zabierac samochodziki albo zestaw "maly majsterkowicz" i zmuszac do zabawy
                  lalkami. To uproszczenie, ale chodzilo mi o to, ze uwazam wychowywanie wedlug
                  podzialu na zabawy i zajecia "tylko dla chlopcow" i "tylko dla dziewczynek" za
                  krzywdzace. Oczywiscie warto zwrocic uwage na jakies ostre anomalia w zachowaniu,
                  a przede wszystkim trzeba z dzieckiem b. duzo rozmawiac, zeby wiedziec dlaczego
                  postepuje tak a nie inaczej. Nie wiem, czy wyrazilam sie jasno, ale mam nadizeje,
                  ze tak.
                  • Gość: t Re: do t IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.03.02, 16:00
                    Gość portalu: Hania napisał(a):

                    > Gość portalu: t napisał(a):
                    >
                    > > Co to znaczy wychowanie dzieci "bez wpasowywania je na siłę w stereotypy"?
                    >
                    >
                    > To jest nawiazanie do mojej rozmowy z Brzytwa. Wyszlismy od hipokryzji i
                    > dualistycznego sposobu wychowania stosowanego przez pania Dulska wzgledem syna
                    > i
                    > corek. Wedlug mnie, nie mozna np. zabraniac chlopcu bawic sie misiami albo
                    > lalkami i na sile wysylac go z plastikowym karabinem na podworko, a dziewczynce
                    >
                    > zabierac samochodziki albo zestaw "maly majsterkowicz" i zmuszac do zabawy
                    > lalkami. To uproszczenie, ale chodzilo mi o to, ze uwazam wychowywanie wedlug
                    > podzialu na zabawy i zajecia "tylko dla chlopcow" i "tylko dla dziewczynek" za
                    > krzywdzace. Oczywiscie warto zwrocic uwage na jakies ostre anomalia w zachowani
                    > u,
                    > a przede wszystkim trzeba z dzieckiem b. duzo rozmawiac, zeby wiedziec dlaczego
                    >
                    > postepuje tak a nie inaczej. Nie wiem, czy wyrazilam sie jasno, ale mam nadizej
                    > e,
                    > ze tak.

                    Rzecz w tym, że -pomijając jednostkowe przypadki - nikt nie zmusza chłopców do
                    zabawy w zabawy "chłopięce" a dziewczynek do zabawy w zabawy "dziewczęce". Dzieci
                    same chcą się bawić tak a nie inaczej i jest to naturalne. Ten "stereotyp" to po
                    proistu odbicie rzeczywistości. Podział ról tkwi korzeniami w biologii i próby
                    zmieniania tego stanu na siłę to czysty totalitaryzm. Niwelować role społeczne
                    próbowano już nie raz i nic z tego na szczęscie nie wyszło.
                    • Gość: t Re: do t IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.03.02, 16:02
                      Dodam, że w wychowaniu tkwi element przymusu, i stwierdzenia w rodzaju "dzieci
                      nie należy do niczego zmuszać" są niepoważne.
                      • Gość: Hania Re: do t IP: 195.217.253.* 26.03.02, 16:06
                        Gość portalu: t napisał(a):

                        > Dodam, że w wychowaniu tkwi element przymusu, i stwierdzenia w rodzaju "dzieci
                        > nie należy do niczego zmuszać" są niepoważne.

                        Możesz zmusić, żeby nie klęło jak kolega w przedszkolu, żeby mówiło "dzień dobry"
                        i myło ząbki. Ale do wszystkiego zmusić się nie da, a nawet można dziecku zrobić
                        tym krzywdę. Nie uważasz, że powinno się przede wszystkim obserwować dziecko i
                        rozmawiać z nim (kiedy już będzie mogło rozmawiać, rzecz jasna), żeby zobaczyć
                        dlaczego postępuje tak a nie inaczej, zamiast uprościć sobie sprawę mówiąc "rób
                        tak", "nie rób tak", bez jakiegokolwiek zastanowienia się nad przyczynami tudzież
                        wyjaśnienia?
                    • Gość: Hania Re: do t IP: 195.217.253.* 26.03.02, 16:03
                      Gość portalu: t napisał(a):

                      > Rzecz w tym, że -pomijając jednostkowe przypadki - nikt nie zmusza chłopców do
                      > zabawy w zabawy "chłopięce" a dziewczynek do zabawy w zabawy "dziewczęce". Dzie
                      > ci
                      > same chcą się bawić tak a nie inaczej i jest to naturalne. Ten "stereotyp" to p
                      > o
                      > proistu odbicie rzeczywistości. Podział ról tkwi korzeniami w biologii i próby
                      > zmieniania tego stanu na siłę to czysty totalitaryzm. Niwelować role społeczne
                      > próbowano już nie raz i nic z tego na szczęscie nie wyszło.

                      Zabawy to był tylko przykład. Nie mówie o "zmienianiu na siłę" - skąd Ci to
                      przyszło to głowy? O jakim niwelowaniu ról społecznych mówisz?
                  • Gość: Miedź Br Re: do t IP: 2.2.STABLE* / 10.10.99.* 26.03.02, 16:03
                    Napisałaś: "Wedlug mnie, nie mozna np. zabraniac chlopcu bawic sie misiami albo
                    lalkami i na sile wysylac go z plastikowym karabinem na podworko, a dziewczynce
                    zabierac samochodziki albo zestaw "maly majsterkowicz" i zmuszac do zabawy
                    lalkami." Literalnie - masz rację. Ale zauważ, że sytuacja w naszym kręgu
                    cywilizacyjnym nie jest taka, że ktos temu hipotetycznemu chłopcu wydziera z rąk
                    lalki, a hipotetycznej dziewczynce - samochodzik. Jest poniekąd odwrotnie -
                    progresiści próbują na siłę dziewczynce włożyć do rąk samochodzik (a jak dobrze
                    pójdzie, to i chłopcu - lalkę) i zmusić ich do zabawy tym, co czym chłopiec czy
                    dziewczynka niekoniecznie najbardziej chcą się bawić. A czynią to w imię
                    ideologii niwelowania różnic między płciami.
                    • Gość: Hania Do Miedzi IP: 195.217.253.* 26.03.02, 16:07
                      Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

                      > Napisałaś: "Wedlug mnie, nie mozna np. zabraniac chlopcu bawic sie misiami albo
                      >
                      > lalkami i na sile wysylac go z plastikowym karabinem na podworko, a dziewczynce
                      >
                      > zabierac samochodziki albo zestaw "maly majsterkowicz" i zmuszac do zabawy
                      > lalkami." Literalnie - masz rację. Ale zauważ, że sytuacja w naszym kręgu
                      > cywilizacyjnym nie jest taka, że ktos temu hipotetycznemu chłopcu wydziera z rą
                      > k
                      > lalki, a hipotetycznej dziewczynce - samochodzik. Jest poniekąd odwrotnie -
                      > progresiści próbują na siłę dziewczynce włożyć do rąk samochodzik (a jak dobrze
                      >
                      > pójdzie, to i chłopcu - lalkę) i zmusić ich do zabawy tym, co czym chłopiec czy
                      >
                      > dziewczynka niekoniecznie najbardziej chcą się bawić. A czynią to w imię
                      > ideologii niwelowania różnic między płciami.

                      No i to też jest bez sensu :)
                      • Gość: Miedź Br Re: Do Miedzi IP: 2.2.STABLE* / 10.10.99.* 26.03.02, 17:28
                        Też. Ale właśnie to jest rzeczywistością, a nie zagrożenie odwrotne. A skoro
                        tak, to może raczej trzeba walczyć z tym, co jest zagrożeniem rzeczywistym, a
                        nie wyimaginowanym, czy w najlepszym razie historycznym? Pozdrawiam.
                        • Gość: Hania Re: Do Miedzi IP: 195.217.253.* 26.03.02, 17:33
                          Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

                          > Też. Ale właśnie to jest rzeczywistością, a nie zagrożenie odwrotne. A skoro
                          > tak, to może raczej trzeba walczyć z tym, co jest zagrożeniem rzeczywistym, a
                          > nie wyimaginowanym, czy w najlepszym razie historycznym? Pozdrawiam.

                          A może z jednym i drugim? Ciężko mi wywnioskować z domeny, skąd piszesz, ale w
                          Polsce przeważa na razie to, co nazywasz zagrożeniem "wyimaginowanym"
                          i "historycznym".
                          • Gość: t Re: Do Miedzi IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.03.02, 18:01
                            Gość portalu: Hania napisał(a):

                            > Gość portalu: Miedź Br napisał(a):
                            >
                            > > Też. Ale właśnie to jest rzeczywistością, a nie zagrożenie odwrotne. A sko
                            > ro
                            > > tak, to może raczej trzeba walczyć z tym, co jest zagrożeniem rzeczywistym
                            > , a
                            > > nie wyimaginowanym, czy w najlepszym razie historycznym? Pozdrawiam.
                            >
                            > A może z jednym i drugim? Ciężko mi wywnioskować z domeny, skąd piszesz, ale w
                            > Polsce przeważa na razie to, co nazywasz zagrożeniem "wyimaginowanym"
                            > i "historycznym".

                            W zasadzie Miedź napisał to co ja mógłbym napisać, więc nie będę tego powtarzał.
                            Dodam tylko, że problem z demoliberalizmem - tak jak w przypaDKU INNYCH
                            TOTALITARNYCH IDEOLOGII (duże litery - to przypadek), polega na tym, ze
                            demoliberałowie opracowali sobie model "Nowego Człowieka" i bardzo chcą go
                            wcielić w życie. Ich postulaty wychowawcze to element tego programu.
                            • Gość: Hania Re: Do t IP: 195.217.253.* 26.03.02, 18:04
                              Gość portalu: t napisał(a):

                              > Gość portalu: Hania napisał(a):
                              >
                              > Dodam tylko, że problem z demoliberalizmem - tak jak w przypaDKU INNYCH
                              > TOTALITARNYCH IDEOLOGII (duże litery - to przypadek), polega na tym, ze
                              > demoliberałowie opracowali sobie model "Nowego Człowieka" i bardzo chcą go
                              > wcielić w życie. Ich postulaty wychowawcze to element tego programu.

                              Byłabym wdzięczna, gdybyś mi powiedział, na czym polega ten model i jakie są
                              postulaty wychowawcze demoliberałów.
                              • Gość: t Re: Do t IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.03.02, 18:10
                                Gość portalu: Hania napisał(a):

                                > Gość portalu: t napisał(a):
                                >
                                > > Gość portalu: Hania napisał(a):
                                > >
                                > > Dodam tylko, że problem z demoliberalizmem - tak jak w przypaDKU INNYCH
                                > > TOTALITARNYCH IDEOLOGII (duże litery - to przypadek), polega na tym, ze
                                > > demoliberałowie opracowali sobie model "Nowego Człowieka" i bardzo chcą go
                                >
                                > > wcielić w życie. Ich postulaty wychowawcze to element tego programu.
                                >
                                > Byłabym wdzięczna, gdybyś mi powiedział, na czym polega ten model i jakie są
                                > postulaty wychowawcze demoliberałów.

                                Jeden z tych postulatów to własnie niwelowanie róznic pomiędzy rolami społecznymi
                                płci. Co do modelu to - w skrócie - sprowadza się do tego, by za "pierwsze
                                przykazanie" uznać zabójczą dla społeczeństwa zasadę "co nie szkodzi innym jest
                                dozwolone". Prosta droga do zbydlęcenia ludzkości.
                                • Gość: Hania Re: Do t IP: 195.217.253.* 26.03.02, 18:16
                                  Gość portalu: t napisał(a):

                                  > Jeden z tych postulatów to własnie niwelowanie róznic pomiędzy rolami społeczny
                                  > mi
                                  > płci. Co do modelu to - w skrócie - sprowadza się do tego, by za "pierwsze
                                  > przykazanie" uznać zabójczą dla społeczeństwa zasadę "co nie szkodzi innym jest
                                  >
                                  > dozwolone". Prosta droga do zbydlęcenia ludzkości.

                                  A jakie "role społeczne" masz na myśli?
                                  • Gość: t Re: Do t IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.03.02, 18:36
                                    Gość portalu: Hania napisał(a):

                                    > Gość portalu: t napisał(a):
                                    >
                                    > > Jeden z tych postulatów to własnie niwelowanie róznic pomiędzy rolami społ
                                    > eczny
                                    > > mi
                                    > > płci. Co do modelu to - w skrócie - sprowadza się do tego, by za "pierwsze
                                    >
                                    > > przykazanie" uznać zabójczą dla społeczeństwa zasadę "co nie szkodzi innym
                                    > jest
                                    > >
                                    > > dozwolone". Prosta droga do zbydlęcenia ludzkości.
                                    >
                                    > A jakie "role społeczne" masz na myśli?

                                    Pewnie te same, o których piszesz, że "przeważają w Polsce". ;p
                                    • Gość: Hania Re: Do t IP: 195.217.253.* 27.03.02, 09:52
                                      Gość portalu: t napisał(a):

                                      > Gość portalu: Hania napisał(a):
                                      >
                                      > > Gość portalu: t napisał(a):
                                      > >
                                      > > > Jeden z tych postulatów to własnie niwelowanie róznic pomiędzy rolami
                                      > społ
                                      > > eczny
                                      > > > mi
                                      > > > płci. Co do modelu to - w skrócie - sprowadza się do tego, by za "pie
                                      > rwsze
                                      > >
                                      > > > przykazanie" uznać zabójczą dla społeczeństwa zasadę "co nie szkodzi
                                      > innym
                                      > > jest
                                      > > >
                                      > > > dozwolone". Prosta droga do zbydlęcenia ludzkości.
                                      > >
                                      > > A jakie "role społeczne" masz na myśli?
                                      >
                                      > Pewnie te same, o których piszesz, że "przeważają w Polsce". ;p

                                      A nie przewazaja? ;p
              • Gość: brzytwa Re: Do Brzytwy IP: *.pcz.czest.pl 26.03.02, 15:49
                Gość portalu: Hania napisał(a):


                > Oj, Brzytwo, Brzytwo... W zasadzie nie mam o czym z Toba juz teraz dyskutowac.

                Dobrze. Widze, ze nie masz dzis ochoty na zarty. Do zobaczenia w innym watku.
                • Gość: Hania Re: Do Brzytwy IP: 195.217.253.* 26.03.02, 15:50
                  Gość portalu: brzytwa napisał(a):

                  > Gość portalu: Hania napisał(a):
                  >
                  >
                  > > Oj, Brzytwo, Brzytwo... W zasadzie nie mam o czym z Toba juz teraz dyskuto
                  > wac.
                  >
                  > Dobrze. Widze, ze nie masz dzis ochoty na zarty. Do zobaczenia w innym watku.

                  Aha, to byl zart. Przepraszam, ja dzisiaj w malo zartobliwym usposobieniu :)
      • Gość: starzec Re: Do Hani------- IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 26.03.02, 16:12
        Z POGRANICZA PROBLEMU:-NASZA EPOKA UJAJIŁA MĘŻCZYZN-MYŚLIWYCH, NIE MAJĄ SKORUPY
        NA TELEFONY KOMÓRKOWE, MENEDŻERYZM ITDDD. PARTNERKA GO LEKCEWAŻY ALE NASTOLATKA
        Z PRACY PODZIWIA, PATRZY JAK W SŁOŃCE, NO TO ON LECI ZA NIĄ SAM ZASKOCZONY, ŻE
        MU STAJE. -JAKOŚ TAM POTWIERDZA SWOJĄ WARTOŚĆ
    • Gość: Miedź Br Do Hani - z pozdrowieniami IP: 2.2.STABLE* / 10.10.99.* 26.03.02, 19:16
      Haniu, napisałaś: "w Polsce przeważa na razie to, co nazywasz
      zagrożeniem "wyimaginowanym" i "historycznym".". Nie zgadzam się. W Polsce tzw.
      konserwatywne wzorce (bo o to Ci chyba chodzi) są niemal martwe. Społeczeństwo
      jest permisywne - nie w tym sensie żeby było lewackie, tylko w tym, że tak
      naprawdę wzorce, role społeczne są totalnie zachwiane, i tak naprawdę
      większości Polaków nic nie obchodzą. Na tym tle kulturowa lewica (czyli ci,
      którzy chcą "wyrywać dziewczynkom lalki, a chłopcom samochody") choć nadal
      niezbyt liczna, ma przewagę, bo dysponuje przewagą medialną (sympatia magnatów
      medialnych i większości dziennikarzy), a przede wszystkim - wie, czego chce.
      Obrazowo, więc i przesadnie: w Polsce nie jest tak, że surowy patriarchalny
      ojciec, rządzący żelazną ręką rodziną, wyrywa z ręki córeczki samochodzik, o
      którym ona śniła, a który w konspiracji dostarczyła jej feministyczna
      łączniczka. Jest natomiast tak: pijany (jak zwykle) ojciec leży w barłogu,
      matka (jak zwykle) dała mu po pysku, a teraz (jak zwykle) pytluje przez telefon
      z kumą, a córeczka chciałaby się bawić lalkami. Natomiast w całym otoczeniu
      jedyna osoba, która ma jakiś pomysł na to, czym ta dziewczynka powinna się
      bawić - to owa feminstyczna łączniczka...
      • Gość: Jaceq Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: *.ppp.szeptel.net.pl 26.03.02, 20:14
        Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

        > Natomiast w całym otoczeniu
        > jedyna osoba, która ma jakiś pomysł na to, czym ta dziewczynka powinna się
        > bawić - to owa feminstyczna łączniczka...

        No, mogłyby trafić się znacznie gorsze 'autorytety'.
        I skąd to przekonanie, że artykulik z wprost'a to prawda objawiona? Toż to jedynie względny punkt widzenia.
        • Gość: Miedź Br Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 2.2.STABLE* / 10.10.99.* 26.03.02, 20:23
          Mogłyby. Ale się nie trafiają.
          • Gość: t Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.03.02, 20:40
            Miedź przesadził przedstawiając obraz typowej polskiej rodziny ( choć faktem jest
            że zniszczenie sporej części naszych elit przez nazistów i komunistówi oraz pół
            wieku rujnującego tkankę społeczną realsocjalizmu nie wyszło Polsce na zdrowie),
            ale nie przesadził pisząc, ze media zdominowane są przez jedną opcję, prowadzącą
            nachalną propagandę. Ten stan, to oczywiście w znacznej mierze skutek naszej
            historii, o której wspominałem - nie mogliśmy rozwijać się normalnie i ponosimy
            tego skutki.
          • Gość: Hania Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 195.217.253.* 27.03.02, 09:51
            Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

            > Mogłyby. Ale się nie trafiają.

            A dlaczego? Dlaczego nie trafia do dzieci kosciol, szkola, harcerstwo -
            cokolwiek? Do dziewczynek predzej dotrze ideal 180 cm i 50 kg wagi + silikonowy
            biust i dazenie do niego latwo determinuje ich zycie.
      • Gość: Hania Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 195.217.253.* 27.03.02, 09:49
        Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

        > Haniu, napisałaś: "w Polsce przeważa na razie to, co nazywasz
        > zagrożeniem "wyimaginowanym" i "historycznym".". Nie zgadzam się. W Polsce tzw.
        >
        > konserwatywne wzorce (bo o to Ci chyba chodzi) są niemal martwe. Społeczeństwo
        > jest permisywne - nie w tym sensie żeby było lewackie, tylko w tym, że tak
        > naprawdę wzorce, role społeczne są totalnie zachwiane, i tak naprawdę
        > większości Polaków nic nie obchodzą. Na tym tle kulturowa lewica (czyli ci,
        > którzy chcą "wyrywać dziewczynkom lalki, a chłopcom samochody") choć nadal
        > niezbyt liczna, ma przewagę, bo dysponuje przewagą medialną (sympatia magnatów
        > medialnych i większości dziennikarzy), a przede wszystkim - wie, czego chce.
        > Obrazowo, więc i przesadnie: w Polsce nie jest tak, że surowy patriarchalny
        > ojciec, rządzący żelazną ręką rodziną, wyrywa z ręki córeczki samochodzik, o
        > którym ona śniła, a który w konspiracji dostarczyła jej feministyczna
        > łączniczka. Jest natomiast tak: pijany (jak zwykle) ojciec leży w barłogu,
        > matka (jak zwykle) dała mu po pysku, a teraz (jak zwykle) pytluje przez telefon
        >
        > z kumą, a córeczka chciałaby się bawić lalkami. Natomiast w całym otoczeniu
        > jedyna osoba, która ma jakiś pomysł na to, czym ta dziewczynka powinna się
        > bawić - to owa feminstyczna łączniczka...

        Bardzo dziekuje za pozdrowienia, ale pozwole sie nie zgodzic z wszystkimi
        elementami Twojego postu.
        Zgadzam sie z tym, ze b. wiele, zbyt wiele dzieci jest zostawionych "samopas", bo
        rodzice nie maja czasu, ochoty, rozumu, serca (wstaw jeszcze, co chcesz), zeby
        zajac sie ciezka praca jaka jest ich wychowanie. W zwiazku z tym, dzieci sa
        podatne na wplywy z zewnatrz. Kto pierwszy dotrze do ich serduszek, ten ma na nie
        wplyw.
        Ale, ze bedzie to akurat "feministyczna" laczniczka - w to szczerze watpie. Wplyw
        dzialaczek organizacji feministycznych na cokolwiek w Polsce jest sztucznie
        naglasniany, poniewaz feministki traktowane sa w mediach i przez opinie publiczna
        jako egzotyczne zjawiska (w pozytywnym lub negatywnym tego slowa znaczeniu). W
        zwiazku z tym, w swiadomosci powstaje obraz bojowek feministycznych na tropie
        szczatkow patriarchatu.
        Rowniez pozdrawiam.
        • Gość: Miedź Br Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 2.2.STABLE* / 10.10.99.* 27.03.02, 11:48
          Oczywiście, że feministki w Polsce są - porównaniu do Zachodu - w formie
          zalążkowej. Ale - po pierwsze - nie chodzi mi wyłącznie o feministki sensu
          stricte, tylko raczej o cały zjednoczony front progresywistyczny. A ten to już
          w Polsce siła pokaźna. Po drugie (i chyba ważniejsze) - siły i słabości nie
          mierzy się bezwizględnie, tylko relatywnie. W zborowości 100 osób 10 osób
          zorganizowanych i wiedzących czego chcą może mieć różną siłę. Jeśli będzie to
          10 takich osób przeciw 90 osobom też świadomym czego chcą i też zorganizowanym,
          to 10 osób sie nie liczy, jest mniejszością i to niewielką. Inaczej jest
          natomiast, kiedy jest 10 osób zorganizowanych i czegoś chcących, a 90
          pozostałych jest niezorganizowana, nic nie chce albo nie wie czego chce itd. W
          takiej sytuacji nawet niewielka mniejszość może - zwłaszcza jeśli działa
          stopniowo - przeforsować swoją wolę w bardzo wielu sprawach. Otóż tak właśnie
          moim zdaniem jest w Polsce - kulturowa lewica wie czego chce, społeczeństwo w
          którym działa jest zatomizowane, zdegenerowane i jako całość nie wie czego
          chce, a siły konserwatywne są słabe, rozbite i nieskuteczne. W tej sytuacji
          mniejszość - zwłaszcza jeśli dysponuje mediami, a kulturowa lewica mediami
          dysponuje (w tym sensie że są one w większości przez nią zdominowane
          intelektualnie, co oczywiście nie zawsze oznacza podległość organizacyjną) może
          skutecznie forsować swoje wzorce. Pozdrawiam.
          • Gość: Hania Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 195.217.253.* 27.03.02, 11:53
            Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

            > Oczywiście, że feministki w Polsce są - porównaniu do Zachodu - w formie
            > zalążkowej. Ale - po pierwsze - nie chodzi mi wyłącznie o feministki sensu
            > stricte, tylko raczej o cały zjednoczony front progresywistyczny. A ten to już
            > w Polsce siła pokaźna. Po drugie (i chyba ważniejsze) - siły i słabości nie
            > mierzy się bezwizględnie, tylko relatywnie. W zborowości 100 osób 10 osób
            > zorganizowanych i wiedzących czego chcą może mieć różną siłę. Jeśli będzie to
            > 10 takich osób przeciw 90 osobom też świadomym czego chcą i też zorganizowanym,
            >
            > to 10 osób sie nie liczy, jest mniejszością i to niewielką. Inaczej jest
            > natomiast, kiedy jest 10 osób zorganizowanych i czegoś chcących, a 90
            > pozostałych jest niezorganizowana, nic nie chce albo nie wie czego chce itd. W
            > takiej sytuacji nawet niewielka mniejszość może - zwłaszcza jeśli działa
            > stopniowo - przeforsować swoją wolę w bardzo wielu sprawach. Otóż tak właśnie
            > moim zdaniem jest w Polsce - kulturowa lewica wie czego chce, społeczeństwo w
            > którym działa jest zatomizowane, zdegenerowane i jako całość nie wie czego
            > chce, a siły konserwatywne są słabe, rozbite i nieskuteczne. W tej sytuacji
            > mniejszość - zwłaszcza jeśli dysponuje mediami, a kulturowa lewica mediami
            > dysponuje (w tym sensie że są one w większości przez nią zdominowane
            > intelektualnie, co oczywiście nie zawsze oznacza podległość organizacyjną) może
            >
            > skutecznie forsować swoje wzorce. Pozdrawiam.

            Ale jakie to wzorce? Nie ublizajmy feministkom porownujac ich dzialalnosc z tym,
            co serwuja media. Seriale latynoskie, gdzie piekna, uboga, szlachetna dziewczyna
            jest gnebiona przez wszystkich przez 499 odcinkow, a w 500 wychodzi za maz za
            ksiecia. BB - mlodziez operujaca na codzien zasobem okolo 30 slow. Program Bar -
            ditto. Teleturnieje - zgroza.
            • Gość: Miedź Br Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 2.2.STABLE* / 10.10.99.* 27.03.02, 12:31
              Jasne. Latynoskie seriale itd. nie są tożsame z ideologią feministyczną (bo w
              BB już bym takie elementy znalazł). Ale razem odgrywają rolę tarana,
              rozbijającego stare wzorce (któtre i bez tego ledwo się trzymają).
              • Gość: Hania Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 195.217.253.* 27.03.02, 13:04
                Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

                > Jasne. Latynoskie seriale itd. nie są tożsame z ideologią feministyczną (bo w
                > BB już bym takie elementy znalazł). Ale razem odgrywają rolę tarana,
                > rozbijającego stare wzorce (któtre i bez tego ledwo się trzymają).

                Nie demonizowalabym latynoskich seriali :)
                A jakie wspolne elementy znajdujesz w BB i w "ideologii feministycznej"?
                • Gość: Miedź Br Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 2.2.STABLE* / 10.10.10.* 27.03.02, 13:22
                  No jak to jakie? Totalne wyzwolenie!
                  • Gość: Hania Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 195.217.253.* 27.03.02, 13:25
                    Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

                    > No jak to jakie? Totalne wyzwolenie!

                    Hm... Jakby Ci tu powiedziec... BB to dla mnie totalna glupota, ale glupota moze
                    byc poczytywana za wyzwolenie z okowow rozumu, wiec moze i masz racje? Ale nie
                    wiem, czy o takie wyzwolenie (glupie panny robia co chca glupimi kolesiami i vice
                    versa) feministkom chodzi.
                    Rozumiem jednak, ze uwazasz feministki za zlo wcielone?
                    • Gość: Miedź Br Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 2.2.STABLE* / 10.10.99.* 27.03.02, 14:09
                      Nie, nie uważam. Sądzę jednak, że globalnie są częścią sił destrukcji
                      (przepraszam za "górny" i mentorski ton), podobnie jak inne segmenty
                      progresywistycznej koalicji. Uważam, że w ogólnym rozrachunku "tradycyjne" role
                      społeczne dobrze służyły i zbiorowości, i jednostce (tj. kiedyś i mężczyźni, i
                      kobiety byli szczęśliwsi, bardziej się akceptowali). Zauważ, że nie kwestonuję
                      wielu złych cech i efektów "tradycyjnego" społeczeństwa. Twierdzę natomiast, że
                      w ogólnym rozrachunku plusy przeważały nad minusami. Nie kwestionuję też
                      przykładów rzeczywistej dyskryminacji kobiet i konieczności walki z nią (jeśli
                      np.istnieje rzeczywista dyskryminacja płacowa, to obowiązkiem państwa jest
                      wymuszenie tu równości). Twierdzę natomiast, że reformowanie powinno być
                      ostrożne i zatrzymywać się przed momentem, w którym zagrożone byłyby tradycyjne
                      wzorce. Bo one się wspólnocie po prostu opłacają.
                      • Gość: Hania Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 195.217.253.* 27.03.02, 14:15
                        Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

                        > Nie, nie uważam. Sądzę jednak, że globalnie są częścią sił destrukcji
                        > (przepraszam za "górny" i mentorski ton), podobnie jak inne segmenty
                        > progresywistycznej koalicji. Uważam, że w ogólnym rozrachunku "tradycyjne" role
                        >
                        > społeczne dobrze służyły i zbiorowości, i jednostce (tj. kiedyś i mężczyźni, i
                        > kobiety byli szczęśliwsi, bardziej się akceptowali). Zauważ, że nie kwestonuję
                        > wielu złych cech i efektów "tradycyjnego" społeczeństwa. Twierdzę natomiast, że
                        >
                        > w ogólnym rozrachunku plusy przeważały nad minusami. Nie kwestionuję też
                        > przykładów rzeczywistej dyskryminacji kobiet i konieczności walki z nią (jeśli
                        > np.istnieje rzeczywista dyskryminacja płacowa, to obowiązkiem państwa jest
                        > wymuszenie tu równości). Twierdzę natomiast, że reformowanie powinno być
                        > ostrożne i zatrzymywać się przed momentem, w którym zagrożone byłyby tradycyjne
                        >
                        > wzorce. Bo one się wspólnocie po prostu opłacają.

                        Na czym te tradycyjne podzialy polagaja? Na tym, ze zona siedzi w domu i rodzi
                        dziecko za dzieckiem, a maz chodzi do pracy, na piwko albo wodke z kolegami i
                        kiedy juz zona nie wydaje sie tak ponetna jak kiedys, znajduje sobie kochanke,
                        ktora zona znosi potulnie, bo jak sie odezwie, to maz jej pieniedzy nie da? To
                        jest ten tradycyjny podzial? Wybacz mi trywializowanie i upraszczanie, ale jezeli
                        kobietom odbierze sie znowu prawo do samodzielnosci w kazdej dziedzinie zycia, to
                        wrocimy do takiego wzorca.
                        Czy uwazasz, ze kobiety nie powinny pracowac, tylko czy tego chca czy nie -
                        siedziec w domu?
                        • Gość: Miedź Br Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 2.2.STABLE* / 10.10.10.* 27.03.02, 14:34
                          Nie, nie uważam. Uważam że oczywiście powinny mieć prawo pracować. Natomiast w
                          interesie społecznym leży, żeby stwarzać im warunki, aby z tego prawa nie
                          korzystały, czy też korzystały umiarkowanie. Chodzi mi o stworzenie sytuacji, w
                          której byłoby to opłacalne materialnie - nawet kosztem np. dobrze zarabiających
                          osób samotnych. Co do tego, że "maz chodzi do pracy, na piwko albo wodke z
                          kolegami i kiedy juz zona nie wydaje sie tak ponetna jak kiedys, znajduje sobie
                          kochanke, ktora zona znosi potulnie, bo jak sie odezwie, to maz jej pieniedzy
                          nie da", to bynajmniej nie wzywam kobiet do akceptowania takiego stanu rzeczy.
                          • Gość: Hania Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 195.217.253.* 27.03.02, 14:44
                            Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

                            > Nie, nie uważam. Uważam że oczywiście powinny mieć prawo pracować. Natomiast w
                            > interesie społecznym leży, żeby stwarzać im warunki, aby z tego prawa nie
                            > korzystały, czy też korzystały umiarkowanie. Chodzi mi o stworzenie sytuacji, w
                            >
                            > której byłoby to opłacalne materialnie - nawet kosztem np. dobrze zarabiających
                            >
                            > osób samotnych. Co do tego, że "maz chodzi do pracy, na piwko albo wodke z
                            > kolegami i kiedy juz zona nie wydaje sie tak ponetna jak kiedys, znajduje sobie
                            >
                            > kochanke, ktora zona znosi potulnie, bo jak sie odezwie, to maz jej pieniedzy
                            > nie da", to bynajmniej nie wzywam kobiet do akceptowania takiego stanu rzeczy.

                            Ok, ale jezeli zona nie pracuje, to jak ma sobie poradzic bez wsparcia meza?
                            Jezeli nigdy nie byla nauczona samodzielnosci materialnej, co ma zrobic? Pojsc na
                            ulice, czy do przytulku? Moze wrocic do rodzicow i czekac pare lat na zasadzenie
                            alimentow w wysokosci 100-200 zl na dziecko?
                            A poza tym nie zgadzam sie na to, zeby zamozniejsze osoby samotne mialy pracowac
                            na malzenstwa, w ktorych jedna osoba nie pracuje, bo nie jest to zgodne z
                            tradycyjnym podzialem spolecznym. W jakim to interesie spolecznym lezy wychowanie
                            sfrustrowanych kur domowych? Powtarzam - jesli kobieta ma sprzyjajace warunki
                            materialne i chce zajmowac sie domem - bardzo prosze. Jezeli jednak chce pracowac
                            zawodowo, zmuszanie jej do siedzenia w domu jest nieludzkie. A nie przyszlo Ci do
                            glowy, ze sa mezczyzni, ktorzy wola zajmowac sie domem niz pracowac zawodowo? Oni
                            tez nie pasuja do tradycyjnego wzorca? A mowi Ci cos slowo "partnerstwo"? Czy tez
                            uwazasz je za wymysl progresywistow?
                            • Gość: Miedź Br Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 2.2.STABLE* / 10.10.99.* 27.03.02, 15:03
                              1) "A nie przyszło Ci do glowy, ze sa mezczyzni, ktorzy wola zajmowac sie domem
                              niz pracowac zawodowo?" Nie przyszło, bo moim zdaniem takowych nie ma, albo są
                              to bardzo nieliczne przypadki, tak nieliczne że w skali społecznej nieistotne;

                              2) Uważam, że można usprawnić system ściągania (i zasądzania) alimentów - tak
                              żeby czynnik materialny nie determinował decyzji kobiety o odejściu od
                              mężczyzny (choć zarazem jestem jak się domyślasz zwolennikiem wspierania
                              trwałości małżeństw);

                              3) Chodzi właśnie o to, że wszechobecne wzorce tworzą stereotyp, że kobieta
                              pozostająca w domu to tzw. kura domowa. I m.in. dlatego (choć oczywiście nie
                              tylko dlatego) taka kobieta bywa sfrustrowana. Inne wzorce owocują inną
                              świadomością.

                              A teraz, Haniu, niestety muszę przerwać tę tak miłą dyskusję. Jeśli zechcesz
                              coś mi odpowiedzieć na ten post, to nie obraź się, ale odpowiem Ci dopiero
                              jutro. W nadziei, że tak się stanie, kreślę się z poważaniem - MB.
                              • Gość: Hania Re: Do Hani - z pozdrowieniami IP: 195.217.253.* 27.03.02, 15:09
                                Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

                                > 1) "A nie przyszło Ci do glowy, ze sa mezczyzni, ktorzy wola zajmowac sie domem
                                >
                                > niz pracowac zawodowo?" Nie przyszło, bo moim zdaniem takowych nie ma, albo są
                                > to bardzo nieliczne przypadki, tak nieliczne że w skali społecznej nieistotne;
                                >
                                A ja mysle, ze dopoki nie wiemy jak liczne lub nieliczne sa takie przypadki, nie
                                mozemy o tym przesadzac.

                                > 2) Uważam, że można usprawnić system ściągania (i zasądzania) alimentów - tak
                                > żeby czynnik materialny nie determinował decyzji kobiety o odejściu od
                                > mężczyzny (choć zarazem jestem jak się domyślasz zwolennikiem wspierania
                                > trwałości małżeństw);

                                Mysle, ze to jest obecnie niewykonalne.
                                >
                                > 3) Chodzi właśnie o to, że wszechobecne wzorce tworzą stereotyp, że kobieta
                                > pozostająca w domu to tzw. kura domowa. I m.in. dlatego (choć oczywiście nie
                                > tylko dlatego) taka kobieta bywa sfrustrowana. Inne wzorce owocują inną
                                > świadomością.

                                Nie. Uwazam, ze nie kazda kobieta pozostajaca w domu jest kura domowa. Ale
                                kobieta, ktora siedzenie w domu frustruje, z biegiem czasu staje sie kura domowa.
                                Tak samo jak kobieta, ktora nie chce pracowac zawodowo, a musi pracowac ze
                                wzgledow ekonomicznych - wszelki przymus rodzi frustracje. Zapewniam Cie, ze
                                jesli mialabym reszte zycia spedzic w domu, to chyba bym oszalala, aczkolwiek nie
                                jestem tez osoba, ktora najchetniej nie wychodzilaby z pracy. Ciesze sie, ze mam
                                mozliwosc dzielenia swojego czasu pomiedzy jedno i drugie. I ze nie musze
                                wykonywac dramatycznych wyborow.
                                >
                                > A teraz, Haniu, niestety muszę przerwać tę tak miłą dyskusję. Jeśli zechcesz
                                > coś mi odpowiedzieć na ten post, to nie obraź się, ale odpowiem Ci dopiero
                                > jutro. W nadziei, że tak się stanie, kreślę się z poważaniem - MB.

                                Pozdrawiam i do jutra :)
                                • Gość: Miedź Br Re: Do Hani - jeśli gdzieś tam jest IP: 2.2.STABLE* / 10.10.10.* 28.03.02, 11:51
                                  Co do Twojego argumentu o obecnej niemożliwości polepszenia ściągalności
                                  alimentów - to trochę masz rację (budżet!), trochę nie masz (doświadczenie
                                  uczy, że jak się za jakiś problem bierze polityk, któremu naprawdę zależy na
                                  jego rozwiązaniu, to nawet jak nie ma kasy, to trochę (podkreślam
                                  słowo "trochę"!) potrafi zrobić. Ale nie to jest najważniejsze. Wydaje mi się,
                                  że dyskutujemy nie wyłącznie o perspektywie zupełnie doraźnej. A w perspektywie
                                  kilku lat sytuacja budżetowa państwa się (mam nadzieję - niestety nie pewność)
                                  polepszy.

                                  Co do "domowych mężczyzn", to istotnie statystyk nie znam, ale sądzę, że
                                  powszechne doświadczenie jest jednak jakimś argumentem. Nie znam żadnego
                                  faceta, który by o czymś takim nawet nie marzył, ale to na serio rozpatrywał. I
                                  nie słyszałem o takim. Znam natomiast, a o jeszcze większej ich liczbie
                                  słyszałem (wiesz, znajome znajomych) dużo kobiet, które np. urodziły dziecko
                                  (dzieci), poszły na urlop, i wróciły z niego z ciężkim sercem wyłącznie z
                                  przyczyn materialnych. Gdyby zapewnić im taką możliwość, to przypuszczam, że
                                  większość z tej grupy by do pracy nie wróciła, a i dziecko następne pewnie
                                  urodziła. Znam też, Haniu, sporo kobiet, które zmuszone przez sytuację do
                                  odejścia z pracy na urlop wariują z nudów, poczucia braku przydatności i
                                  niewykorzystania. Tu zgoda. Ale zwróć uwagę, że ja nie proponuję stworzenia
                                  mechanizmów zmuszających takie kobiety do zostania w domu, tylko odwrotnie -
                                  stworzenie mechanizmów, umożliwiących kobietom z pierwszej grupy ppozostanie w
                                  domu. Wiem oczywiście, że dziś z przyczyn finansowych to niemożliwe. Ale
                                  zarazem jestem pewien, że ci, którzy dziś najgłośniej krzyczą przeciw zasiłkom
                                  rodzinnym, długim urlopom macierzyńskim, polityce prorodzinnej itd., powołując
                                  się na brak pieniędzy, traktują ten brak tak naprawdę jako pretekst. Gdyby
                                  nawet Polska została nagle Kuwejtem, krzyczeliby podobnie. Bo tak naprawdę
                                  realizują swoją misję ideologiczną, i o to im tak naprawdę chodzi, a nie o brak
                                  kasy.
                                  • Gość: Hania Re: Do Hani - jeśli gdzieś tam jest IP: 195.217.253.* 28.03.02, 12:03
                                    Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

                                    Jest, jest i już odpisuje.

                                    > Co do Twojego argumentu o obecnej niemożliwości polepszenia ściągalności
                                    > alimentów - to trochę masz rację (budżet!), trochę nie masz (doświadczenie
                                    > uczy, że jak się za jakiś problem bierze polityk, któremu naprawdę zależy na
                                    > jego rozwiązaniu, to nawet jak nie ma kasy, to trochę (podkreślam
                                    > słowo "trochę"!) potrafi zrobić. Ale nie to jest najważniejsze. Wydaje mi się,
                                    > że dyskutujemy nie wyłącznie o perspektywie zupełnie doraźnej. A w perspektywie
                                    >
                                    > kilku lat sytuacja budżetowa państwa się (mam nadzieję - niestety nie pewność)
                                    > polepszy.
                                    >

                                    Ponieważ na razie dywagujemy o przyszłości ekonomicznej Polski, wolałabym nie
                                    prowadzić dyskusji na zasadzie wróżenia z fusów. :)

                                    > Co do "domowych mężczyzn", to istotnie statystyk nie znam, ale sądzę, że
                                    > powszechne doświadczenie jest jednak jakimś argumentem. Nie znam żadnego
                                    > faceta, który by o czymś takim nawet nie marzył, ale to na serio rozpatrywał. I
                                    >
                                    > nie słyszałem o takim. Znam natomiast, a o jeszcze większej ich liczbie
                                    > słyszałem (wiesz, znajome znajomych) dużo kobiet, które np. urodziły dziecko
                                    > (dzieci), poszły na urlop, i wróciły z niego z ciężkim sercem wyłącznie z
                                    > przyczyn materialnych. Gdyby zapewnić im taką możliwość, to przypuszczam, że
                                    > większość z tej grupy by do pracy nie wróciła, a i dziecko następne pewnie
                                    > urodziła. Znam też, Haniu, sporo kobiet, które zmuszone przez sytuację do
                                    > odejścia z pracy na urlop wariują z nudów, poczucia braku przydatności i
                                    > niewykorzystania. Tu zgoda. Ale zwróć uwagę, że ja nie proponuję stworzenia
                                    > mechanizmów zmuszających takie kobiety do zostania w domu, tylko odwrotnie -
                                    > stworzenie mechanizmów, umożliwiących kobietom z pierwszej grupy ppozostanie w
                                    > domu. Wiem oczywiście, że dziś z przyczyn finansowych to niemożliwe. Ale
                                    > zarazem jestem pewien, że ci, którzy dziś najgłośniej krzyczą przeciw zasiłkom
                                    > rodzinnym, długim urlopom macierzyńskim, polityce prorodzinnej itd., powołując
                                    > się na brak pieniędzy, traktują ten brak tak naprawdę jako pretekst. Gdyby
                                    > nawet Polska została nagle Kuwejtem, krzyczeliby podobnie. Bo tak naprawdę
                                    > realizują swoją misję ideologiczną, i o to im tak naprawdę chodzi, a nie o brak
                                    >
                                    > kasy.

                                    Wydaje mi się, że brak pieniędzy jest tu jednak pierwszym argumentem. Zresztą
                                    raczej naszych polityków podejrzewałabym o chęć zatrzymania kobiet w domach, żeby
                                    stworzyć miejsca pracy dla mężczyzn. Nie wiem, jaką misję ideologiczną w
                                    odniesieniu do kobiet ma SLD. Sądząc po błyskotliwych wypowiedziach obecnego
                                    premiera, nie jest mu daleko do Janusza Korwin Mikkego i jego słynnej
                                    maksymy "Kobieta powinna leżeć i ładnie pachnieć.", tyle że prezentuje bardziej
                                    rubaszny i ludowy styl. Myślę, że politycy co do zasady mają w nosie problemy
                                    kobiet - to, że jedne chciałyby normalnie pracować i nie bać się kosych spojrzeń
                                    szefa lub szefowej, której się życie "nie ułożyło", kiedy przyjdzie im do głowy
                                    zajść w ciążę i pójść na urlop macierzyński, a inne tzw. prowadzić dom bez obawy
                                    o to, czy wytrzyma to rodzinny budżet. I tyle.
                                    Pozdrawiam.
                                    • Gość: Miedź Br Re: Do Hani - jeśli gdzieś tam jest IP: 2.2.STABLE* / 10.10.10.* 28.03.02, 12:41
                                      Co do tego, czy dla wrogów polityki prorodzinnej brak forsy jest argumentem
                                      najważniejszym, czy czysto pretekstowym, to pozostaję przy swoim zdaniu. No
                                      cóż - intuicja (Twoja) przeciw mojej. Co do SLD - co do Millera masz chyba
                                      rację, ale SLD ewoluuje na pozycje zachodniej lewicy, a zachodnia lewica ma
                                      właśnie taki mniej więcej program jeśli chodzi o sprawy, o których dyskutujemy.

                                      A 'propos dyskusji o zbliżonych sprawach - nie wiem czy czytałaś tekst Piotra
                                      Zaremby w "Rzeczposolitej". Pisze on mniej więcej to, co ja myślę. (Niestety
                                      nie udało mi się przenieść aktywnego linku, więc próbuję skopiować cały teksy -
                                      może się uda). Jeśli się uda, to ciekaw jestem Twojej opinii.


                                      Zdradzili swoje prawdziwe oblicze - taki ton wyzierał z komentarzy
                                      tradycjonalistów, gdy posłowie SLD zaproponowali legalizację konkubinatów,
                                      również homoseksualnych. I rzeczywiście, inicjatywa ta pojawiła się wtedy,
                                      kiedy mówiono szczególnie dużo o kompromisie Sojuszu z Kościołem i niechęci
                                      Leszka Millera do wzniecania sporów światopoglądowych. Czyżby posłanka "z
                                      tylnych rzędów" Joanna Sosnowska miała zburzyć ten obraz?
                                      Nie rozważałbym tego w kategoriach podstępu czy spisku. SLD nigdy nie
                                      twierdził, że zmienił strategiczne cele - także w kwestiach ideowych. Nie
                                      zmienił ich nie tylko ze względu na swoje korzenie (peerelowski
                                      antyklerykalizm), ale przede wszystkim dlatego, że takie jest oblicze
                                      współczesnej zachodniej lewicy (ba, nawet liberalnego centrum!).
                                      Zaczekają, a potem...
                                      Wszelkiego typu zaniechania, przemilczenia i wyczekiwania postkomunistycznej
                                      lewicy trzeba rozważać wyłącznie w kategoriach taktyki. A jeśli tak, jest
                                      zrozumiałe, że w tej taktyce będą i wyłomy - bo trzeba zadowolić część własnej
                                      bazy, bo obok starszych, niepalących się do obyczajowych eksperymentów
                                      weteranów rodem z PRL, wyrasta autentyczne lobby arcypostępowej młodzieży. To
                                      lobby można trzymać na smyczy (w SLD jest to łatwiejsze niż w innych
                                      formacjach), ale czasem trzeba tę smycz popuścić - w imię tym razem
                                      wewnątrzpartyjnego kompromisu.
                                      Od zgłoszenia do uchwalenia daleka droga - Leszek Miller już odłożył projekt o
                                      co najmniej dwa lata, to znaczy do referendum europejskiego. Panem porządku
                                      dziennego jest zresztą marszałek Marek Borowski, który reprezentuje ostrożny
                                      SLD-owski establishment, a w dodatku szykuje się do prezydentury, będzie więc
                                      miał na względzie opinie różnych odłamów społeczeństwa.
                                      Warto zwrócić uwagę na co innego. Ta inicjatywa jest sprzedawana jako
                                      umiarkowana - można ją przecież interpretować na przykład jako zagrodzenie
                                      drogi małżeństwom homoseksualnym. Jest przedstawiana jako oferta wyzbyta
                                      ideologii, zdroworozsądkowa, wreszcie - wynikająca z europejskich standardów
                                      (choć w rzeczywistości te standardy są wciąż zróżnicowane).
                                      Co wobec takiego stylu prezentacji dzieje się po drugiej stronie? Mamy dwa typy
                                      reakcji. Pierwszy to bardzo emocjonalna odmowa dyskusji. Inicjatywa jest tak
                                      absurdalna, tak obrzydliwa, tak antyrodzinna i uderzająca w moralność, że można
                                      ją co najwyżej wykpić lub zademonstrować ostentacyjny wstręt. Takie stanowisko
                                      wyrazili - co ciekawe - zarówno politycy wyrazistej prawicy, jak i uchodzący za
                                      kościelnego liberała biskup Tadeusz Pieronek.
                                      Z kolei niechętni projektowi politycy Platformy Obywatelskiej poprzestali na
                                      przedstawianiu projektu jako tematu zastępczego, na który przytłoczony pracami
                                      legislacyjnymi parlament nie ma czasu. To charakterystyczne, że o ile na
                                      początku lat 90. motyw "tematu zastępczego" służył stronie "postępowej" do
                                      walki z takimi inicjatywami jak ustawa antyaborcyjna, konkordat czy separacja,
                                      o tyle dziś chętnie sięgają po nią w obronie status quo umiarkowani
                                      tradycjonaliści.
                                      Obie reakcje są zrozumiałe, ale obu czegoś brakuje. Pierwszą łatwo zbyć jako
                                      wyraz ideologicznego zacietrzewienia. Na pewno nie trafi ona do większości
                                      młodszych wyborców. Druga jest tyleż zręczna, co zawodna, bo można się nią
                                      posługiwać jedynie przejściowo. Wreszcie kiedyś czas się znajdzie. A skoro
                                      argument "przecież cała Europa" staje się głównym we wszelkiego typu debatach,
                                      także i tej dyskusji nie sposób będzie odwlekać w nieskończoność.
                                      Uszczęśliwianie, ale kogo?
                                      Oponenci nowego projektu nie sięgnęli po inny typ argumentacji. Projekt
                                      posłanki Sosnowskiej przypomina nieco rozwodowy projekt Parlamentarnej Grupy
                                      Kobiet zgłoszony w połowie lat 90. w Sejmie II kadencji. Sprzedawano go wówczas
                                      jako pomysł na ułatwienie życia tym, którzy chcą się jak najszybciej rozwieść.
                                      Tak bardzo miał im ułatwiać życie, że rezygnowano w nim - w przypadku
                                      bezdzietnych małżeństw - z ustalenia winy za tak zwany rozkład pożycia, co przy
                                      podziale wspólnego majątku prowadziło do automatycznej decyzji: pół na pół. W
                                      konsekwencji mogło dojść do tego, że opuszczona przez męża i - powiedzmy -
                                      chora żona musiałaby w dodatku odstąpić swojemu byłemu towarzyszowi życia
                                      połowę własnego mienia.
                                      Tak niesprawiedliwy i w pewnych sytuacjach antykobiecy projekt reklamowano jako
                                      niosący szczęście. Powstawało jedynie pytanie - komu? Propozycji nigdy nie
                                      rozpatrzono.
                                      Obecna inicjatywa Sojuszu Lewicy zmierza do stworzenia jakby dwóch kategorii
                                      małżeństw cywilnych. Pierwsze, klasyczne, zawierane w urzędach stanu cywilnego,
                                      ale rozwiązywane przed sądem, wiąże się z korzyściami i udogodnieniami
                                      (dziedziczenie, wspólne opodatkowanie), ale też i obowiązkami. Te obowiązki to
                                      właśnie wspólnota majątkowa ze wszystkimi jej konsekwencjami, alimenty i -
                                      zwłaszcza - pewne utrudnienia w formalnym zakończeniu związku. Te utrudnienia
                                      służą choćby temu, aby się zastanowić, czy związku jednak nie da się uratować.
                                      Konkubinat byłby drugim, bardziej "nowoczesnym" typem małżeństwa. Pozostałyby
                                      udogodnienia, za to zniknęły obowiązki. Posłanka Sosnowska przewiduje co prawda
                                      wspólnotę majątkową, ale nie ma dobrego pomysłu na podział wspólnego mienia. Do
                                      zakończenia konkubinatu wystarczyłoby "oświadczenie jednej ze stron". Alimenty
                                      byłyby w takim łatwo rozwiązywalnym układzie wręcz nielogiczne.
                                      To też jest ideologia
                                      Ze względu na prostotę formuły taki układ byłby zapewne atrakcyjny i można
                                      sądzić, że wielu młodych ludzi, zwłaszcza nielubiących zobowiązań mężczyzn,
                                      mogłoby go preferować, wywierając nacisk na swoich potencjalnych partnerów, aby
                                      się do niego ograniczyć. Ale łatwo też sobie wyobrazić kres tego szczęścia.
                                      Przekonałby się o tym partner (częściej kobieta, bo one angażują się bardziej)
                                      powiadomiony znienacka, że koniec jest równie prosty i łatwy jak początek.
                                      Naturalnie teraz również istnieją konkubinaty i równie łatwo można je
                                      zakończyć. Tyle że państwo nie czyni z nich alternatywnej propozycji życiowej
                                      dla klasycznego małżeństwa, traktuje jako prywatną sprawę dwojga dorosłych
                                      ludzi. Państwo podsuwające tę formę związku jako wygodniejszą drogę byłoby
                                      państwem odwołującym się do ideologii. Jest to ideologia łatwej przyjemności i
                                      braku obowiązków, co nie czyni jej szczególnie sympatyczną.
                                      Z tego punktu widzenia jedyny konkubinat, którego rejestracja przez państwo
                                      wydaje się rozwiązaniem logicznym, to - o paradoksie - związek ludzi tej samej
                                      płci. Skoro nie mogą zawrzeć normalnego małżeństwa, nie mają też wyboru. W ich
                                      przypadku nie ma mowy o podkopywaniu rodziny. Mogą się zaś zdarzyć sytuacje, w
                                      których prawo do dziedziczenia czy do podjęcia decyzji za chorego partnera
                                      będzie nie tylko przydatne, ale i w pełni uzasadnione.
                                      Znaczące wątpliwości co do takich konkubinatów wynikają ze strategii stosowanej
                                      przez środowiska homoseksualne w państwach zachodniej Europy. Każda forma
                                      legalizacji związków tej samej płci traktowana tam była i jest jedynie jako
                                      wstęp do kolejnych roszczeń. Można by się więc prawdopodobnie spodziewać już
                                      wkrótce żądania legalizacji pełnych małżeństw homoseksualnych, ich prawa do
                                      adopcji dzieci albo do propagowania miłości homoseksualnej w programach
                                      szkolnych, co dla ludzi młodych o niepeł
                                      • Gość: Miedź Br Re: Do Hani - jeśli gdzieś tam jest IP: 2.2.STABLE* / 10.10.10.* 28.03.02, 12:43
                                        (przesyłam urwaną część):

                                        Znaczące wątpliwości co do takich konkubinatów wynikają ze strategii stosowanej
                                        przez środowiska homoseksualne w państwach zachodniej Europy. Każda forma
                                        legalizacji związków tej samej płci traktowana tam była i jest jedynie jako
                                        wstęp do kolejnych roszczeń. Można by się więc prawdopodobnie spodziewać już
                                        wkrótce żądania legalizacji pełnych małżeństw homoseksualnych, ich prawa do
                                        adopcji dzieci albo do propagowania miłości homoseksualnej w programach
                                        szkolnych, co dla ludzi młodych o niepełnej i niepewnej tożsamości mogłoby być
                                        niewskazane.

                                        Oburzenie nie wystarczy

                                        Warto mieć w każdym razie świadomość, że projekt posłanki Sosnowskiej to wyraz
                                        tendencji nurtujących Europę. Niektóre państwa zachodnie przyjęły regulacje
                                        prawne osłabiające instytucję już niekoniecznie tradycyjnej, ale po prostu
                                        zwykłej rodziny, już nie tylko tradycyjnego, ale po prostu zwykłego małżeństwa.
                                        Roszczenia homoseksualistów są tylko fragmentem tej tendencji, być może wcale
                                        nie najistotniejszym.

                                        Aby się do tych tendencji odnieść, nie wystarczy się oburzać, zatykać uszu,
                                        recytować oburzonym głosem: rodzina, rodzina. Może nadszedł już czas
                                        wyjaśniania Polakom, jakie są zalety i przewagi normalnego małżeństwa i
                                        normalnej rodziny oraz jakie są zalety społeczeństwa, w którym ta forma związku
                                        między ludźmi - przy uwzględnieniu naturalnej różnorodności ludzkich wyborów -
                                        jednak wciąż dominuje. W takim zakresie, w jakim to dotyczy rozwiązań prawnych,
                                        jest to wyzwanie również dla polityków.

                                        Autor jest publicystą.

                                        • Gość: Hania Re: Do Miedzi - jeśli gdzieś tam jest IP: 195.217.253.* 28.03.02, 15:02
                                          B. dobry artykul - dziekuje! Wywazony, nie uderza w tony "Larum, w Ojczyznie
                                          gore." Sklania do zastanowienia sie.
                                          To prawda, ze konkubinat daje wszystkie przywileje malzenstwa i zadnych
                                          obowiazkow. W ogole wydaje mi sie, ze ostatnim krzykiem mody zyciowej to
                                          maximum przyjemnosci, minimum przykrosci. Zeby Epikur wiedzial, jaki renesans
                                          przezywa jego system filozoficzny!
                                          Pozdrawiam.
                                          Hania
                                          • Gość: Miedź Br Re: Do Miedzi - jeśli gdzieś tam jest IP: 2.2.STABLE* / 10.10.10.* 28.03.02, 15:35
                                            Dziękuję za dziękuję!
                                          • Gość: t Re: Do Miedzi - jeśli gdzieś tam jest IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 29.03.02, 15:42
                                            Gość portalu: Hania napisał(a):

                                            > B. dobry artykul - dziekuje! Wywazony, nie uderza w tony "Larum, w Ojczyznie
                                            > gore." Sklania do zastanowienia sie.
                                            > To prawda, ze konkubinat daje wszystkie przywileje malzenstwa i zadnych
                                            > obowiazkow. W ogole wydaje mi sie, ze ostatnim krzykiem mody zyciowej to
                                            > maximum przyjemnosci, minimum przykrosci. Zeby Epikur wiedzial, jaki renesans
                                            > przezywa jego system filozoficzny!
                                            > Pozdrawiam.
                                            > Hania

                                            Tu się wtrącam z protestem. Krzywdzisz bowiem Epikura sprowadzając jego filozofię
                                            do hasła "maximum przyjemności.....". Epikureizm był zupełnie inny niż
                                            dzisiejsze, potoczne o nim wyobrażenie i podczepianie się pod niego przez
                                            współczesnych hedonistów to nadużycie.
    • Gość: Miedź Br Wirtualna Haniu... IP: 2.2.STABLE* / 10.10.10.* 29.03.02, 10:26
      ... witam i nakłaniam do przeczytania artykułu Zyty Gilowskiej w
      dzisiejszej "Rzeczpospolitej" (ten sam temat co Zaremba).
      • Gość: Hania Re: Wirtualna Haniu... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.03.02, 12:49
        Gość portalu: Miedź Br napisał(a):

        > ... witam i nakłaniam do przeczytania artykułu Zyty Gilowskiej w
        > dzisiejszej "Rzeczpospolitej" (ten sam temat co Zaremba).

        Przeczytam wieczorem jak uporam sie z mazurkami i zaprawianiem pieczeni. Dzisiaj
        dzien kuchni i garow ;)
        Pozdrawiam i zycze Wesolych Swiat!
        • Gość: Miedź Br Re: Wirtualna Haniu... IP: 2.2.STABLE* / 10.10.10.* 29.03.02, 14:44
          Tobie nawzajem wesołych i pogodnych i spokojnych!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka