Gość: Dzik
IP: *.pse.pl
26.03.02, 16:52
"Świętowanie Pana Boga" (wyd. znak 2001)
fragment wywiadu Aliny Petrowej-Wasilewicz (APW)
i Jacka Borkowicza (JB) z ojcem Jackiem
Salijem.
[...]
APW:
Czy przeszłość powinna być puszczona w niepamięć ?
Nieprawości, o których Ojciec opowiada, zostały objęte
swoistą świecką absolucją, choć nie było aktu skruchy.
A działy się wówczas rzeczy przerażające, takie jak z
tą dziewczynką szantażowaną przez radziecki wywiad,
zamordowanie księdza Popiełuszki. Jak zamknąć tę sprawę
w świetle wiary ?
JS:
Tradycyjna mądrość podsuwa rozwiązanie: "karać, ale
przebaczyć". Kara może i powinna być formą okazania
szacunku przestępcy, dania mu szansy, bo oczywiście on
ma swoje własne sumienie i może karę przyjąć tak, jak
sam będzie chciał. Kara jednak wprowadza go, czy on
chce tego, czy nie, na pole sprawiedliwości. Nawet u
miłosiernego i wszechmogącego Boga, przebaczenie nie
oznacza odstąpienia od kary. "Bóg miłosierny i
litościwy, przebaczający niegodziwość - to słowa Księgi
Wyjścia - lecz nie pozostawiający grzechu bez
ukarania". Podobny przekaz zawiera się w przysłowiu:
"Karanie słuszne - lekarstwo duszne". Przebaczyć
wielkie przestepstwo bez kary to trochę tak, jakby
zaraz po udanej operacji żołądka karmić chorego
zwyczajnym jedzeniem. Mało prawdopodobne, żeby pacjent
tę "wspaniałomyślność" przeżył. Myślę, że samiśmy winni
temu, iż u dawnych esbeków i partyjnych sekretarzy dziś
tyle arogancji. Jestem zresztą jak najdalszy od
formułowania wniosku, że wszyscy dawni esbecy i
sekretarze powinni być ukarani.
Owszem, niekiedy intuicja moralna podpowiada nam, żeby
przestępcę ukarać raczej łagodniej niż surowiej, bo już
stosunkowo łagodna kara spełni swoje elementarne cele.
Generalnie jednak, pozostawienie przestępstwa
(a zwłaszcza zbrodni) bez kary to tyle samo co
utrudnienie lub nawet uniemożliwienie temu człowiekowi
prawdziwego nawrócenia. To właśnie dlatego bezkarność
przestępstw rozzuchwala przestepców. Płynę teraz takim
wąziutkim przesmykiem między Scyllą i Charybdą, dlatego
bardzo proszę słuchać mnie uważnie. Sprawa rozliczenia
się z przeszłością powinna być jak najmniej sprawą
polityczną i jak najwięcej sprawą moralną. To nie jest
dobrze, że staje się ona znakiem identyfikacyjnym
takiej czy innej partii politycznej. Powiem skrótem: to
jest chore, jeśli ktoś domaga się rozliczenia z
przeszłością, dlatego że nie lubi SLD, albo broni się
przed takim rozliczeniem, dlatego że z SLD sympatyzuje.
JB:
Czyli ani przebaczenia, ani potępienia nie powinno się
rozciągać na całą formację ?
JS:
Chyba podpisałbym się pod tym zdaniem. Bo grzech, choć
rozlewa się na struktury, w swoim źródle zawsze wypływa
z ludzkiej osoby. Przy historycznych rozliczeniach
istotną uwagę zwracać trzeba najpierw na przestępstwa
konkretnych ludzi. Reszta przyjdzie sama.
[......]
AWP:
Miniony rozdział naszej historii nie zakończył się jak
moralitet - źli nie zostali napiętnowani, a dobrzy
nagrodzeni. Na dodatek okazało się, że wszyscy byli
"umoczeni", a ponadto, że w ogóle nie wiadomo, co to
jest dobro, a co zło.
JS:
Nigdy dość przypominania, że są to dwa zupełnie różne
porządki. Z jednej strony, wszyscy jesteśmy grzeszni,
ale z drugiej strony, istnieje realna, bardzo realna
różnica między człowiekiem uczciwym i łajdakiem. Na
pewno zbrodnie powinny być ukarane. A co do reszty -
w tej chwili bardzo się boję cokolwiek twierdzić, ja
tylko głośno myślę: Może jest jakaś mądrość w tym, że
nasze tradycyjne reakcje na zdrady narodowe są właśnie
takie. Przecież nie było też głębszych rozliczeń po
szwedzkim potopie, nie było, nawet na terenie byłego
zaboru rosyjskiego, poważniejszych weryfikacji
po roku 1918. Może to nie tylko nasza polska
pobłażliwość i niepozbieranie. Może to nas uchroniło od
poważniejszych wojen domowych i skończyło się wszystko
na rokoszu Lubomirskiego czy przewrocie majowym.
Ufajmy, że tym razem uda nam się uniknąć nawet i tego.
A skoro szukają państwo morału, może właśnie o tej
sytuacji mówi powiastka z Dziadów części III o
podróżnych śpiących pod murem, który miał się zawalić.
Największego rozbójnika obudził anioł i on jeden został
uratowany. "Ty najwięcej zgrzeszyłeś ! Kary nie
wyminiesz - odpowiada anioł na jego podziękowania -
lecz ostatni najgłośniej, najhaniebniej zginiesz".
Nie myślę nawet o Sądzie Ostatecznym. Jest w Piśmie
Świętym wiele dające do myślenia pojęcie, że miara
czyichś grzechów musi się dopełnić. Czasem tak sobie
myślę, że miara grzechów formacji komunistycznej
jeszcze się nie dopełniła. Nie mam na myśli członków
czy sympatyków SLD, bo to są moi współobywatele, myślę
o pewnej mentalności, pewnej formacji, o tym duchowym
wynaturzeniu, które może w nas wszystkich zostało po
trosze po czasach komunistycznych.
[.........]
Przecież istotą tego systemu było rozbijanie więzi
społecznych, niszczenie przedsiębiorczości,
rozluźnianie i znieprawianie naturalnych związków
między pracą i wynagrodzeniem oraz między prawdą i
sprawiedliwością, budowanie na strachu, apatii i
służalczości. Krótko mówiąc, komunizm był zaprzeczeniem
treści, których można by sie spodziewać po jego nazwie:
'communio' znaczy przecież "wspólnota", a komunizm
niszczył w ludziach istotę społeczną. Mogliśmy się
praktycznie przekonać, że negując transcendentny wymiar
w człowieku, niszczy się zarazem człowieka jako istotę
społeczną.
APW:
Walka z nim to nie był tylko spór ideologiczny -
efektem starcia Kościoła z komunizmem są rzesze
męczenników.
JS:
Wstrząsające wrażenie zrobił na mnie opublikowany
kiedyś w "Tygodniku Powszechnym" raport NKWD z
przesłuchania Janiny Jandulskiej, inwalidki spod
Żytomierza, oskarżonej o utworzenie organizacji
antypaństwowej. Oskarżona w prostych słowach
wyjaśniała, że była to piętnastoosobowa grupa Żywego
Różańca, której jedyna działalność polegała na
odmawianiu tegoż różańca. Po kilku miesiącach śledztwa
Jandulska została rozstrzelana bez sądu. Było to na
początku 1937 roku. Jeden Bóg zna wszystkie imiona
tamtych męczenników. Ale prawdą jest również i to, że
wielu się wówczas załamało i stało się narzędziami tego
nieludzkiego systemu. Wielu też niesprawiedliwie
skazanych nie umiało przyjąć swojej śmierci jako
męczeństwa. Gdyby nie to, zło komunizmu zapewne
wypaliłoby się znacznie
wcześniej.