iq-ok
26.10.13, 12:57
Wiem, że jest inny wątek w tej sprawie
forum.gazeta.pl/forum/w,28,147700790,147700790,Sa_dowody_Cieszewski_zelgal_.html
Skutecznie próbują go zamulić różne silesiusy.
Mnie interesuje inny aspekt tej sprawy.
Sam mechanizm hucpy. Jak z wątpliwej naukowo prezentacji doktora prowincjonalnej amerykańskiej uczelni można w prosty sposób uczynić koronny dowód w sprawie od trzech ponad lat dzielącej polskie społeczeństwo.
Okazuje się, że banalnie prosto:
1. Organizuje się konferencję naukową na którą zgłasza się ów doktor
2. Doktor ów prewencyjnie przygotowuje jakieś artykuły naukowe w sponsorowanym i wydawanym przez siebie czasopiśmie (nota bene jedynym które zechciało nadać pozór naukowości symulacjom Biniendy publikując je) w którym posługuje się zdjęciami ze Smoleńska.
W artykule typowo przyczynkarskim nie ma nic kontrowersyjnego, więc poproszeni o współpracę czy ocenę profesorowie jak to światku nauki chętnie się godzą na współautorstwo (te rankingi).
3. Nasz bohater zgłasza na konferencję smoleńską dwa wystąpienia pod enigmatycznymi tytułami. Jako współautorów podaje wkręconych wcześniej profesorów, którzy zechcieli dać się dopisać jako współautorzy do nic nie znaczącego przyczynkarskiego artykułu.
4. Tu następuje mały zgrzyt bo gdy przychodzi do uzgadniania abstraktów część z profesorów wymienionych w zgłoszeniu jako współautorzy wycofuje się (indagowani później przez dziennikarzy twierdzą, ze nie mieli z tym nic wspólnego). Część godzi się pod warunkiem umieszczenia odpowiedniego disclaimer na wstępie prezentacji (naiwnie wierzą, że uchroni ich to przed wkręceniem w hucpę)
Z dwóch artykułów robi się ostatecznie jeden firmowany prze bohatera intrygi dwóch wkręconych profesorów i dwóch nieznaczących nic pracowników technicznych tej uczelni (na tych ostatnich spłynie ostatecznie splendor nazwania ich przez anwad profesorami)
5. Na wszelki wypadek jeden z referatów zgłasza się na konferencję leśników w Nowym Orleanie. Nikt tak dokładnie nie wie co tam zostało powiedziane ( i czy w ogóle Cieszewski zechciał tam ów referat wygłosić). Liczy się sztuka a bohater intrygi może potem powiedzieć, że "tezy swego wystąpienia poddał ocenie secjalistów".
6. A potem to już z górki. Cieszewski gada sobie w Warszawie co mu ślina na język przyniesie (albo mocodawcy oczekują). Cos tam bąknie na koniec, że autorzy są zupełnie inni (i tak już w świat poszły ich nazwiska jako popierających tezy warszawskie).
Po studiach telewizyjnych odgrywa rolę niezależnego amerykańskiego naukowca. O meritum sprawy za wiele na wszelki wypadek nie mówi za to o mediach w Polsce, polskich przywarach itp. jak najbardziej. Pisolubni się zachwycą jak to amerykański profesor dał w dupę itd. itp.
To zresztą nie ma już żadnego znaczenia bo w świat poszedł przekaz "amerykańscy uczeni zadali kłam". Już o to Antek i jego wyznawcy zadbają:).
PS. Sprawa w szczegółach mogła wyglądać inaczej, ale i tak to co napisałem wyżej jest bliższe prawdy niż tezy Cieszewskiego i wnioski wyciągane z nich przez bezmyślnych akolitów AM.