Dodaj do ulubionych

MIŁOSZ WRESZCIE ZDEMASKOWANY

IP: 65.110.6.* 02.09.04, 11:27
Profesor Jan Majda: Fałszywa ocena postawy Miłosza

Polemiki literackie mają czasem dużą wartość, jeśli są redagowane i
podejmowane z naukową rzetelnością i jeśli ich autorzy argumentują swoje
poglądy obiektywnymi faktami. Niestety, nie miała tych walorów polemika
historyków literatury Uniwersytetu Jagiellońskiego ("Dziennik Polski", 24 VIII
2004 r.) z moimi tezami zawartymi w rozmowie pt. "Antypolskie oblicze Czesława
Miłosza", opublikowanej 19 sierpnia br. w "Naszym Dzienniku". Autorzy tej
polemiki nie ustosunkowali się do podanych przeze mnie konkretnych dowodów -
cytatów pochodzących z utworów Cz. Miłosza, a świadczących o jego antypolskiej
postawie - lecz zredagowali tylko pełną uwielbienia apologię tego noblisty,
składającą się z ogólnikowych frazesów. Zlekceważyli antypolskie wypowiedzi
Miłosza zawarte w jego utworach.

Skomentuję tylko niektóre składniki tej absurdalnej gloryfikacji Miłosza,
którą zaprezentowali moi polemiści, czyli poloniści UJ. Głoszą oni m.in., że
Miłosz miał prawo krytykować, "co mu się w polskim życiu nie podobało" - i
jako analogię podają, że Kochanowski, Słowacki, Norwid, Wyspiański i Żeromski
też krytykowali polskie społeczeństwo. Tu ci historycy literatury nie
rozumieją istoty krytyki wad społecznych, której dokonywali w swoich utworach
wymienieni pisarze, ponieważ ich krytyka miała charakter p r o p o l s k i, a
krytyka Miłosza była a n t y p o l s k a. Cenimy sobie różnego rodzaju satyry
pisarzy, które mają zdrowy, dydaktyczny sens, bo apelują o naprawę błędów
społecznych z miłości do naszego kraju i jego mieszkańców. Właśnie tak czynił
Kochanowski i inni nasi twórcy. Tymczasem Miłosz nie z miłości do Polski, lecz
z awersji uprawiał wobec nas totalną krytykę, bo dyskwalifikował nasz kraj,
nasz Naród, różne dziedziny polskiego życia i kulturowe wartości; jego książki
przepełnione są złośliwymi oskarżeniami polskości; jego krytyka ma charakter
chorobliwy, bo nie wady, lecz nasze wartości stara się zniszczyć.

Zarówno w mojej książce ("Karol Wojtyła, Wisława Szymborska, Czesław Miłosz",
Kraków 2002), jak i we wspomnianej rozmowie w "Naszym Dzienniku" podaję sporo
wypowiedzi Miłosza odsłaniających prawdę, iż uważa się on za Litwina, a należy
do literatury polskiej tylko dlatego, że posługuje się naszym językiem jako
tworzywem literackiej wypowiedzi. Tych antypolskich wyznań Litwina Miłosza
jest dużo, podam tu choćby parę. W 1943 roku podjął decyzję skierowaną
"przeciwko polskiej prawowierności" ("Zaraz po wojnie"), czyli wyzwolił się od
polskich obowiązków; "W Polsce nie mam nic do roboty" ("Zaraz po wojnie");
"Pracujemy nie dla polskości, nie dla nacjonalistycznego upiora" ("Prywatne
obowiązki"); "Patriotyzm i ojczyzna, czyli wartości zbiorowe. Jest mi to
najzupełniej obce" ("Tygodnik Powszechny" 1996, nr 9). I tuzin podobnych jego
wypowiedzi. Moi polemiści z UJ piszą, że "Ojczyzną Miłosza był język polski".
To prawda - t y l k o nasz język był mu ojczyzną, a nie Polska. Ale i tę
ojczyznę-język potrafi ten Litwin noblista brutalnie znieważać; w zbiorze
esejów pt. "Prywatne obowiązki" tak fałszywie go ocenia: "ten język w ubóstwie
form literackich codziennego spożycia pobiłby chyba wszystkie rekordy (...),
jest stale zagrożony przez ciamkanie, syczenia Polaków", czego dowodem jest
jego wiersz "Moja wierna mowo":

"Bo ty jesteś mową upodlonych, / mową nierozumnych i nienawidzących / siebie
bardziej niż innych narodów, / mową konfidentów, / mową pomieszanych, /
chorych na własną nienawiść" / ("Wiersze", t. 2).

Jak jeszcze obelżywie ocenia Miłosz Polaków, podaję zarówno w mojej książce,
jak i we wspomnianej rozmowie z "Naszym Dziennikiem".

Dalej moi polemiści z UJ zasługę Miłosza widzą w tym, że "był niezwykle
zasłużonym w dziele propagowania polskiej literatury i kultury". Ta ocena jest
błędna. Bo wprawdzie przetłumaczył wiersze paru polskich poetów i wydał je w
USA (to jedyna jego zasługa), ale jako wykładowca literatury na uniwersytecie
w Berkeley i autor pseudopodręcznika w języku angielskim - "Historia
literatury polskiej", oraz jako oceniający polskich pisarzy w swoich
eseistycznych książkach - Miłosz ujawnił się jako naukowy ignorant i
paszkwilant naszej literatury. Powypisywał tyle fałszywych ocen twórczości
naszych pisarzy, że gdybym tu podał wszystkie jego perwersyjne oceny polskiej
literatury, to powstałaby z tego duża antologia. Podam tylko parę przykładów.

Miłosz dyskwalifikuje naszą wspaniałą literaturę romantyczną za jej
patriotyzm; potępia patriotyczne utwory Mickiewicza, Słowackiego, Norwida oraz
wszystkich patriotycznych powieściopisarzy - Prusa, Sienkiewicza, Żeromskiego,
Reymonta, a także Wyspiańskiego - ważne filary naszej literatury - i wielu
innych. Choćby garść cytatów: "Sienkiewicz nie był pisarzem wysokiej miary"
("Prywatne obowiązki") - i złośliwie dyskwalifikuje wszystkie jego utwory,
nawet pisze, że nie należała mu się Nagroda Nobla za "Quo vadis". Podobnie
dyskwalifikuje "Chłopów" Reymonta. Wyspiański, według Miłosza, to "pisarz
prowincjonalny" ("Prywatne obowiązki"). Tymczasem cały świat uczcił w 1969 r.
genialny artyzm malarski, literacki i teatralny tego naszego wieszcza, bo
decyzją UNESCO obchodzony był Rok Wyspiańskiego.

Na naszych poetów XX wieku powypisywał Miłosz inwektywy: "osioł Przyboś",
"błazen Tuwim" ("Zaraz po wojnie") - i na innych pisarzy podobnie. Pisze
często, że w literaturze polskiej jest dużo kiczu, "toteż podejrzewam w tzw.
duszy polskiej wyjątkowe pokłady kiczu" ("Zaczynając od moich ulic").
Podobnych obelg w jego utworach jest więcej. Te wszystkie złośliwe i partackie
pod względem naukowym oceny naszej literatury ujęte w "podręczniku" Miłosza i
eseistycznych książkach wywodzą się stąd, że był z wykształcenia prawnikiem i
nie posiadał fachowej wiedzy historycznoliterackiej, toteż sztubacko
interpretował twórczość naszych pisarzy. Ponadto to jego partactwo podbudowane
i przepojone było nienawiścią do Polski oraz jego litewskim szowinizmem.
Dyskwalifikował szczególnie dzieła o treści patriotycznej, bo on nienawidził
polskiego patriotyzmu - w swoich utworach propagował tylko patriotyzm litewski.

Polacy bardzo sobie cenią wkład naszych pisarzy w budowanie narodowych
wartości, gdyż w krytycznych momentach naszej historii właśnie ludzie pióra
budowali naszą tożsamość narodową. To karygodne, że moi polemiści - historycy
literatury, piszą, iż Miłosz "był niezwykle zasłużonym w dziele propagowania
polskiej literatury i kultury". To fałszywa ocena, a prawda jest taka, że ten
noblista i w wykładach, i w swoich książkach paszkwilancko dyskwalifikował w
skali światowej naszą literaturę i kulturę. Tu przytoczę jedną tylko (spośród
licznych jego kpiących ocen naszej kultury) typową wypowiedź: "Polska muzyka
ludowa jest dla mnie uboga, krakowiaki i oberki śmieszą. Chopin drażni" ("Inne
abecadło"). Tymczasem prawda jest taka, że występy naszych ludowych zespołów -
Mazowsza czy Śląska - były z podziwem przyjmowane w różnych krajach, a Chopin
jest królem światowej muzyki fortepianowej. Błędny jest również pogląd moich
polemistów, że krytyka antypolskich wypowiedzi Miłosza "godzi w poczucie
tożsamości i w żywotne siły polskiej kultury". Odwrotnie, ta krytyka poglądów
tego literata jest obroną naszej kultury i narodowej tożsamości - zarówno w
wersji wewnętrznokrakowskiej, jak i międzynarodowej. Młode polskie pokolenie
nie powinno się skosmopolityzować poprzez przyjmowanie antypolskich poglądów
Miłosza, a na zewnątrz musimy bronić naszych wartości i narodowej godności.
Ukazując w swojej wypowiedzi fałszywy stosunek Miłosza do polskości, moi
polemiści lekceważą jego obelgi pod adresem naszego kraju. Jan Majda
Obserwuj wątek
    • Gość: enteroseptol Re: MIŁOSZ WRESZCIE ZDEMASKOWANY IP: 65.110.6.* 02.09.04, 11:29
      www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20040902&id=my21.txt
    • Gość: VlaD Re: MIŁOSZ WRESZCIE ZDEMASKOWANY IP: *.localdomain / *.kim.pl 02.09.04, 12:08
      Co ty tam, laxigenie jeden, cytujesz?
      Dr Majda nawet sobie trudu nie zadał żeby poszukać nowych cytatów, posiłkuje
      się wciąż tymi samymi - mimo że po wielokroć już pokazywano jak brzydko zostały
      wyrwane z kontekstu np. słowa poniższego wiersza:

      MOJA WIERNA MOWO

      Moja wierna mowo,
      służyłem tobie.
      Co noc stawiałem przed tobą miseczki z kolorami,
      żebyś miała i brzozę i konika polnego i gila
      zachowanych w mojej pamięci.

      Trwało to dużo lat.
      Byłaś moją ojczyzną bo zabrakło innej.
      Myślałem że będziesz także pośredniczką
      pomiędzy mną i dobrymi ludźmi,
      choćby ich było dwudziestu, dziesięciu,
      albo nie urodzili się jeszcze.

      Teraz przyznaję się do zwątpienia.
      Są chwile kiedy wydaje się, że zmarnowałem życie.
      Bo ty jesteś mową upodlonych,
      mową nierozumnych i nienawidzących
      siebie bardziej może od innych narodów,
      mową konfidentów,
      mową pomieszanych,
      chorych na własną niewinność.

      Ale bez ciebie kim jestem.
      Tylko szkolarzem gdzieś w odległym kraju,
      a success, bez lęku i poniżeń.
      No tak, kim jestem bez ciebie.
      Filozofem takim jak każdy.

      Rozumiem, to ma być moje wychowanie:
      gloria indywidualności odjęta,
      Grzesznikowi z moralitetu
      czerwony dywan podścieła Wielki Chwał,
      a w tym samym czasie latarnia magiczna
      rzuca na płótno obrazy ludzkiej i boskiej udręki.

      Moja wierna mowo,
      może to jednak ja muszę ciebie ratować.
      Więc będę dalej stawiać przed tobą miseczki z kolorami
      jasnymi i czystymi jeżeli to możliwe,
      bo w nieszczęściu potrzebny jakiś ład czy piękno.


      Laxigenku, jeżeli jesteś w stanie czytać samodzielnie - rób to, zamiast mieszać
      w całą sprawę nieszczęsnego dra Majdę, z którego obśmiewa się obecnie chyba z
      pół Polski (mimo że to nieładnie nabijać się z ułomnych).

      A teraz mały cytat z dr Majdy, cytującego z Miłosza
      > Ale i tę ojczyznę-język potrafi ten Litwin noblista brutalnie znieważać; w
      > zbiorze esejów pt. "Prywatne obowiązki" tak fałszywie go ocenia: "ten język w
      > ubóstwie form literackich codziennego spożycia pobiłby chyba wszystkie
      > rekordy(...), jest stale zagrożony przez ciamkanie, syczenia Polaków"

      Ożeszku! Niestety. Podpisuję się wszystkimi czterema kończynami pod
      stwierdzeniem Miłosza. Zwłaszcza w sytuacji gdy zubaża nasz
      język "językoznawca" tak tępy, że przez przeszło tydzień nie był w stanie
      wymyślić nowych łgarstw czy zmienić zestawu obelg. A i repertuarem językowym
      oraz stylistycznym dysponuje dziwnie jak na speca od języka polskiego ubogim.
      Jako że czytanie ze zrozumieniem literackiej polszczyzny także wielkie
      przedstawia dlań trudności, pozwolę sobie "z polskiego na nasze" cytat powyższy
      przetłumaczyć:
      - "ubóstwo form literackich codziennego spożycia" - to uproszczony, schamiony
      język ulicy, to dostosowany do tegoż języka ulicy poziom licznych pism,
      rozporządzeń etc, to wreszcie zubażający wpływ perelowskiej nowomowy
      - "stale zagrożony przez ciamkanie, syczenia Polaków" - a czyż to, co powyżej
      nie stanowi zagrożenia dla języka? I kto to zagrożenie sprowadza jak nie
      właśnie Polacy? Czyżby to Zimbabweńczycy w rozmowach codziennych skundloną
      polszczyzną się posługiwali?
      Oj, nie udało się, panie doktorze, nie udało. Już nawet dawna biegłość w
      obsłudze nożyczek zanika? Źle wycięty cytat, ot co. Nieumiejętność dokonania
      tak prostej manipulacji zupełnie dyskwalifikuje Pana jako językoznawcę.
    • humbak To ja też wkleję. 02.09.04, 13:08
      Jesteśmy oburzeni...

      List otwarty studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego



      2004-09-05


      Jesteśmy oburzeni wypowiedziami dr. hab. Jana Majdy, emerytowanego pracownika
      UJ, oraz oświadczeniem członków Młodzieży Wszechpolskiej w sprawie miejsca
      pochówku Czesława Miłosza. Protestujemy przeciw tendencyjnej i kłamliwej
      prezentacji dorobku Noblisty, a także kampanii nienawiści prowadzonej na
      łamach “Naszego Dziennika”. Przeciwstawiamy się promocji etnonacjonalizmu,
      upodabniającego naród - czyli wspólnotę wewnętrznie zróżnicowaną historycznie i
      kulturowo - do jednolitej, bezrefleksyjnej wspólnoty plemiennej. Wysuwane przez
      tzw. obóz narodowy oskarżenia o antypolskość Miłosza są przykładem
      instrumentalizacji interesów Polski, polskiej kultury i sztuki w imię
      partykularnych interesów politycznych.

      Manipulacje pana Majdy wiernie powtarza Rada Naczelna Młodzieży Wszechpolskiej,
      protestująca przeciw rzekomo “znieważającym opiniom, jakie formułował Zmarły
      pod adresem historii Polski, jej kultury, religii, piśmiennictwa, samych
      Polaków”. W zamieszczonym w internecie oświadczeniu Młodzież Wszechpolska
      próbuje uwiarygodnić swój urojony obraz twórczości Miłosza kilkoma wyrwanymi z
      kontekstu cytatami z Jego pism. Czytamy m.in., że odnosząc się do sytuacji z
      1940 r., gdy Rosjanie zajęli Wilno, Miłosz miał napisać: “»Było mi żal tego
      miasta«, ale »nie doznałem niczego podobnego podczas podboju Polski przez
      Hitlera« (»Rodzinna Europa«)”. Usunięcie fragmentu zdania wypaczyło sens
      wypowiedzi, brzmiącej w oryginale następująco: “Było mi żal tego miasta
      [Wilna], bo znałem tu każdy kamień, i wszystkich dróg, lasów, jezior, wiosek
      kraju wrzuconych w młyn mielący nie tylko ludzi, również krajobrazy, na miazgę.
      Nie doznałem niczego podobnego podczas podboju Polski przez Hitlera, bo w głębi
      serca nie mogłem uważać nacjonal-socjalizmu za zjawisko mocne i trwałe. Wilk
      jest może niebezpiecznym zwierzęciem i jeżeli kogoś zagryzie, nie zdadzą się na
      nic pociechy, ale równocześnie z wyobrażeniem jego kłów i pazurów trwa w nas
      obraz inny: automatycznej broni, tanków, samolotów, wobec których wilk jest
      bezsilny. Odpowiednikiem tej wyższej techniki był dla mnie marksizm i
      Rewolucja” (Czesław Miłosz “Rodzinna Europa”, Kraków 1990, s. 226). Powyższa
      wypowiedź świadczy zatem nie tyle o znieczulicy autora wobec klęski Polski, ile
      o lęku przed nadchodzącym komunizmem, który, jak przewiduje, z pewnością
      zwycięży faszyzm, ale - nieodwołalnie - obejmie i Litwę, i Polskę.

      Przykład manipulacji, często przytaczany przez krytyków fragment o polskim
      Ciemnogrodzie, nie jest wyrazem przekonań Miłosza, ale interpretacją
      opublikowanego w 1968 r. wiersza Ernesta Brylla “Mtacminda”. W komentarzu do
      ostatnich wersów utworu Noblista pisze: “Polska to Ciemnogród, ale my sami z
      Ciemnogrodu, więc piszmy, że nie sądzone jest nam wyjść poza Ciemnogród.
      Przytoczony wiersz Brylla to właśnie, nic innego, głosi” (Czesław
      Miłosz “Prywatne obowiązki”, Paryż 1985, s. 85).

      Według Jana Majdy, Miłosz “dyskwalifikuje (...) całą naszą literaturę za jej
      patriotyczne treści, uderzając zwłaszcza w jej filary - twórców tej miary, co
      A. Mickiewicz, J. Słowacki, C. K. Norwid, H. Sienkiewicz, S. Żeromski, S.
      Wyspiański i wielu innych”. W “Historii literatury polskiej” Miłosz nie
      przedstawia wyidealizowanego obrazu naszej literatury i jej twórców. Świadczy
      to jednak o rzetelności Jego syntezy, a nie umniejszaniu znaczenia dla kultury
      narodowej czy niedocenianiu dzieł, wspomnianych przez Majdę, twórców. Jako
      przykład przytoczmy fragmenty, w których Miłosz pisze m.in. o sztukach
      Wyspiańskiego, że “stanowią kamień węgielny nowoczesnego teatru polskiego”, a
      o “Sonetach krymskich” Mickiewicza, że “słusznie umieszcza się [je] między
      najwyższymi osiągnięciami liryki polskiej” (Czesław Miłosz “Historia literatury
      polskiej”, Kraków 1999, s. 412, 256). Ale Mickiewicz nie jest - według
      standardów krytyków Miłosza - reprezentatywny, bo przecież mógłby również
      zostać oskarżony o antypolskość i litewskość. Obaj poeci “nazywali swoją
      ojczyzną Litwę” - jak pisał o Miłoszu i Mickiewiczu Tomas Venclova (“Dwa
      księstwa”, “TP” nr 34/04) - “i uważali się za Litwinów - w dawnym sensie tego
      słowa, kiedy oznaczało ono obywatela niegdysiejszego Wielkiego Księstwa”.
      Działo się to w czasach, gdy nikt nie myślał o integralnym, etnocentrycznym
      nacjonalizmie.

      W naszym przekonaniu Jan Majda łamie Akademicki Kodeks Wartości uchwalony
      niedawno przez Senat UJ. Prawda, Odpowiedzialność, Uczciwość, Życzliwość,
      Rzetelność, Sprawiedliwość, Tolerancja to obce mu wartości. Fakt, że osoba ta
      jest przedstawiana jako wykładowca UJ, a jej wypowiedzi wspiera powaga
      najstarszej polskiej Uczelni, budzi nasze oburzenie. Oczekujemy zdecydowanej
      reakcji Senatu UJ.

      Do godz. 18.00 w niedzielę 29 VIII list podpisało 224 studentów UJ.
      • Gość: aa Re: To ja też wkleję. IP: *.d2.club-internet.fr 02.09.04, 13:38
        dzieki Vlad i humbak!

        bumerang obskurantyzmu, pan dr habilitowany Majda, powraca, uporczywie jako
        "profesor", choc profesorem nigdy nie byl i chyba juz nie bedzie
        • kapitan.kirk Re: To ja też wkleję. 02.09.04, 14:31
          Jest dr hab., no i profesorem UJ - ale nie profesorem zwyczajnym, o czym jakoś
          wszyscy zapominają napisać. Ota taka drobna różnica, jak między porucznikiem a
          generałem-porucznikiem :-DDD
          • Gość: aa Re: To ja też wkleję. IP: *.d2.club-internet.fr 02.09.04, 15:13
            oj cos to nie tak Panie Kapitanie

            dr habilitowany J. Majda, byl w y k l d o w c a, a nie profesorem UJ

            a juz tak chcesz wykazac sie precyzja

            to zauwaz, ze tytul profesorski, pozostaje po przejsciu na emeryture

            podpisywanie sie tytulem profesorskim, bez jego posiadania, jest jednak mniej
            zenujace,(choc rownie nie etyczne i promocja snoba))niz pamflety pseudo naukowe,
            ktorymi szafuje "Nasz Dziennik"
            (poczytaj powyzsze skrotowe forumowe dowody rzeczowe)


            wiec "profesor" Jan Majda to zwykly kolokwializm

            w takiej sytuacji profesor gimnazjalny posiadajacy naukowy tutul magistra
            publikujacy sie, badz cytowany moze rownie dobrze zamiast mgr Jan Kowalski
            byc podpisany: profesor Jan Kowalski tylko dlatego, aby nadciagnac autorytet
            danej osoby do promocji gloszonej idei

            ale taki to juz 'profesorski' charakter posiada "Nasz Dziennik"
            • humbak Re: To ja też wkleję. 02.09.04, 15:23
              Z tego, co ktoś mówił, to on był tak: dr hab. J. Majda prof. nadzw. UJ, ale to
              jest tytuł uczelniany, nie naukowy.
              • Gość: aa Re: To ja też wkleję. IP: *.d2.club-internet.fr 02.09.04, 15:27
                o to mi wlasnie chodzilo
                dziekuje humbak
                stad tez to nadciaganie 'naukowosci'
                • Gość: enteroseptol Re: profesorowie? IP: 65.110.6.* 02.09.04, 15:36
                  Szkoda, że nie dodałeś nazwisk tych "profesorów UJ". Wszyscy koszerni! Wszyscy
                  na żołdzie Sorosa! Pokaż mi choćby jednego z podpisanych, który nie jest
                  arcybufonem naukowym i który w przeszłości nie współpracował z ubecją! Wolę
                  profesora Majdę.
                  • kapitan.kirk Re: profesorowie? 02.09.04, 15:38
                    To może odwrócę pytanie - pokaż mi proszę tych profesorów, którzy SĄ na żołdzie
                    owych ciemnych sił - ale konkretnie i z dowodami, bo to może być ciekawe :-D
                    • Gość: aa Re: profesorowie? IP: *.d2.club-internet.fr 02.09.04, 15:47
                      nikt Ci nie zabrania preferowania dr. habilitownego Jana Majdy, specjalisty od
                      etnonacjonalizmu.

                      podpisuje sie pod Kapitanem i oczekuje rzeczowych argumentow Twej
                      etnonacjonalistycznej tezy .


                      (bo jak widac z Twych kolejnych wpisow, tos nawet nie przeczytal powyzszych postow,
                      ktore ukazuja 'szastane ' cytaty w ich oryginalnym kontekscie)
                  • neceser glupiec woli glupca. 02.09.04, 15:54
                    miedzy wami, lprakami, lojalnosc dla glupoty i chamstwa sa legendarne.
                    Gość portalu: enteroseptol napisał(a):

                    > Szkoda, że nie dodałeś nazwisk tych "profesorów UJ". Wszyscy koszerni! Wszyscy
                    > na żołdzie Sorosa! Pokaż mi choćby jednego z podpisanych, który nie jest
                    > arcybufonem naukowym i który w przeszłości nie współpracował z ubecją! Wolę
                    > profesora Majdę.
                  • Gość: VlaD Re: profesorowie? IP: *.localdomain / *.kim.pl 02.09.04, 16:37
                    W poprzednim poście użyłem słowa "laxigen". Przepraszam za pomyłkę - Twoja
                    twórczość to jednak ewidentnie emetyk. I to jeden z silniejszych.

                    > Szkoda, że nie dodałeś nazwisk tych "profesorów UJ". Wszyscy koszerni! Wszyscy
                    > na żołdzie Sorosa! Pokaż mi choćby jednego z podpisanych, który nie jest
                    > arcybufonem naukowym i który w przeszłości nie współpracował z ubecją!

                    Masz na myśli tych studentów, którzy podpisali się pod listem? Arcybufony
                    naukowe? Współpracownicy ubecji? Studenci!?!?!?!? Strzałka czasu Ci się we
                    wstęgę Moebiusa zapętliła czy ki pieron? Argumenty, cholera, podsyłaj, a nie
                    inwektywy.
                    • Gość: f Re: profesorowie? Czy propagandyści komuny? IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 02.09.04, 17:36
                      No właśnie czy to są profesorowie? Czy faceci od dozwolonych lektur?
                      Listę tychże- 30 lat sporządzała Szymborska ,katując dzici np 5 z ulicy
                      Barskiej
                      czy zakłamanym do szóstej potęgi <popiołem i diamentem> itd...
                      Wyć się chce jak człowiek zwykły dowie sie co za kanalie kształowały postawy
                      i sumienia prawie 3 pokoleń Polaków....
                      • humbak Re: profesorowie? Czy propagandyści komuny? 02.09.04, 17:48
                        Kurcze, jacy na forum wszyscy są mądrzy. Przede wszystkim nikt tu żadnych
                        profesorów nie cytował. To I sprawa, a po drugie, nie ośmieszaj się
                        krytykowaniem profesorów UJtu. Sugerujesz, że znasz się na literaturze lepiej
                        niż oni? Udowodnij do jasnej ciasnej, że nie mają w tej kwestii racji, bo jak
                        narazie, nawet forumowicze te żałosne argument przytaczane w ND skutecznie
                        podważają. Wkurzyłem się!
                        • Gość: f Re: profesorowie? Czy propagandyści komuny? IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 02.09.04, 17:52
                          Ten prof Ziejka rektor UJ zwolennik przemarszu 3 Maja <kochających
                          inaczej>Niech sobie idą ale 3 Maja?
                          I to ma być wzór dla młodzieży?
                          WF-u uczyć w Wólce Rosowskiej a nie pchać się do Krakowa!!!
                          • humbak Re: profesorowie? Czy propagandyści komuny? 02.09.04, 17:58
                            Pewnie że wzór. Mają prawo iść. Z jakiej racji niby nie mogliby? Bo jest
                            święto? Chodziło o uznanie ich praw do bycia kim są. Nie jestem zwolennikiem
                            propagowania homoseksyalizmu, ale ludzie tacy istnieją i nie widzę powodów, by
                            mieli to ukrywać. Również w święta. Poza tym, prawa strona tak krzyczy w
                            sprawie tego wydarzenia. To Młodzierz wszechpolska najbardziej się wtedy
                            skompromitowała.
                            A teraz sprawa zasadnicza. A co to ma do listu przeciw szkalowaniu Miłosza?
                            • Gość: f Re: profesorowie? Czy propagandyści komuny? IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 02.09.04, 18:03
                              Bo ten nawrócony w ostatniej chwili Litwin na chrześcijaństwo też był
                              zwolennikiem
                              przemarszu w Krakowie <onych>!
                              A propos gdyby pisał w ukochanym przez siebie litewskim nigdy bu nie dostał
                              nagrody Nobla- czy Szwed naraziłby się ruskiemu? Wolne żarty...
                              • humbak Re: profesorowie? Czy propagandyści komuny? 02.09.04, 18:09
                                Ad.1 No i co z tego. Całe mnóstwo ludzi było. Jakoś Krakowianom to nie
                                przeszkadzało i na pogrzeb przyszli tłumnie, choć to konserwatywni ludzie.
                                Ad.2 A skąd Ty to wiesz? Ciekawe co by ci Ruscy- tak wogóle to się pisze
                                Rosjanie- zrobili? Bo ja sądzę, że nic.

                                Czy w twoich ustach Litwin to obelga? Bo tak to zabrzmiało.
                                • Gość: JAC Re: profesorowie? Czy propagandyści komuny? IP: 213.17.204.* 02.09.04, 18:28
                                  Bez przesady 7000 osób na 700 000 Kraków to nie takie masy
                                  • humbak Re: profesorowie? Czy propagandyści komuny? 02.09.04, 18:31
                                    No, baaardzo mało. Faktycznie. Biorąc pod uwagę, że większość nie przyszła z
                                    braku ochoty lub czasu. Poza tym faktycznie 700000? Może włącznie ze
                                    studentami?;)
                              • Gość: aa Re: profesorowie? Czy propagandyści komuny? IP: *.d2.club-internet.fr 02.09.04, 18:29
                                Gość portalu: f napisał(a):

                                > Bo ten nawrócony w ostatniej chwili Litwin na chrześcijaństwo też był
                                a co Ty wiesz o prywatnym religijnym zyciu Milosza?
                                poczekaj na pelna biografie, to troszke sie przebudzisz
                                a po za tym dlaczego interpretujesz dowolnie ostatnia korespondencje pomiedzy
                                Miloszem i papiezem jak 'nawrocenie ostatniej chwili'?

                                oczywiscie nie jest Ci wiadome, ze to nie pierwszy raz kiedy ich dwoje ze soba
                                rozmawialo, czy to korespondencyjnie, czy tez osobiscie

                                > zwolennikiem
                                > przemarszu w Krakowie <onych>!
                                wiesz, gdybys przezyl totalitaryzmy, albo choc cos na temat ich zrodel poczytal,
                                to moze i bys cos zaczal rozumiec: dlaczego?
                                > A propos gdyby pisał w ukochanym przez siebie litewskim nigdy bu nie dostał
                                > nagrody Nobla- czy Szwed naraziłby się ruskiemu? Wolne żarty...
                                Milosz zawsze pisal po polsku. I w glowie nie byly mu zadne Noble.
                                Pisal codziennie.

                                Jest na tym watku piekny wierz Milosza wlasnie o jezyku polskim.
                                Tu masz szanse zaznajomic sie w calosci o co tu w tym wszystkim chodzi.

          • Gość: traian durne spory o tytul profesora IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.09.04, 18:13
            jakie ma znaczenie czy prof. Majda byl profesorem uczelnianym czy mianowanym
            zrobil HABILITACJE to powinien byc wystarczajacy powód do nazywania go
            profesorem, w wiekszosci krajów wystarczy zrobic DOKTORAT zeby byc nazwanym
            proefesorem...
            pamietajcie ze tytuly profesora mianowanego nadaje prezydent - pytam sie jakie
            prawo ma Kwaśniewski do nadawania tego tytulu???
            • humbak Re: durne spory o tytul profesora 02.09.04, 18:17
              Tytuł profesora świadczy o dokonaniach naukowca. Wieeelu nie daje rady spełnić
              tym wymogom. A by zdobyć habilitację to się CHYBA pracę pisze. Poza tym skoro
              to nie ma znaczenia, to po co ND pisze prof.? A jeśli chodzi o tytuły, to
              Amerykanie się ciągle nabijają z Europejczyków i ich (naszej) tytułomanii.
              • Gość: f Re: durne spory o tytul profesora IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 02.09.04, 18:25
                Jeżeli się nie mylę w Berkeley do Miłosza też zwracono się per panie
                profesor...
                • humbak Re: durne spory o tytul profesora 02.09.04, 18:28
                  Przecież piszę, że Amerykanie mało zwarzają na tytuły. Poza tym nie wiem jak
                  się zwracali do Miłosza. Spadam zająć się czymś ważniejszym. Jak nie macie nic
                  ciekawszego do roboty to krytukujcie se go dalej.
                • Gość: traian Re: durne spory o tytul profesora IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.09.04, 18:33
                  ja do mojej pani w liceum tez mowilem pani profesor ;)
              • Gość: traian Re: durne spory o tytul profesora IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.09.04, 18:30
                > Tytuł profesora świadczy o dokonaniach naukowca.

                taaa wielu obecnych profesorów starszych wiekiem ma wielkie dokonania, tytuly
                nadane za komuny wzamian za wierną slużbę

                > Wieeelu nie daje rady spełnić tym wymogom.

                np dr hab. Łojek, jeden z najbardziej blyskotliwych historyków, nie dal rady
                spelnic, za malo sie podlizywal komunie

                > A by zdobyć habilitację to się CHYBA pracę pisze. Poza tym skoro
                > to nie ma znaczenia, to po co ND pisze prof.?

                bo jest PROFESOREM !!! tak trudno zrozumiec, a ze nie ma nominacji od Kwacha,
                to co z tego?

                >>A jeśli chodzi o tytuły, to Amerykanie się ciągle nabijają z Europejczyków i
                ich (naszej) tytułomanii.

                taa nabijaja sie a sie na kazdym kroku tytulują, tylko tam wystarczy zrobic
                doktorat i sie zostaje profesorem
                • humbak Re: durne spory o tytul profesora 02.09.04, 18:34
                  Nie wiem, czy zauważyłeś, ale te uwagi nie mają nic wspólnego z tematem
                  dysksji. Część arg. dr Majdy została podważona przez studentów i jednego
                  forumowicza. Tytuł nie ma tu nic do rzeczy. A Majda mógł dostać tytuł
                  wcześniej, przed kadencjami Kwaśniewskiego. Jakoś mu się nie udało. Poza tym
                  zawsze zrzucacie winę na Kwacha, Michnika, Millera, czy kogo tam jeszcze.
    • indris Zdemaskował się... 02.09.04, 18:36
      ...raczej Nasz Dziennik.
    • basia.basia Gwoli ścisłości ... 02.09.04, 18:41
      Rzepa, 26.08.04 r.

      List profesorów Uniwersytetu Jagielońskiego
      Miłosz i jego wrogowie

      Od ogłoszenia w mediach listu polskich pisarzy i intelektualistów domagających
      się pochowania Czesława Miłosza w krypcie kościoła Na Skałce nasila się
      kampania przeciwników tej idei, którzy nie przebierają w środkach i nie cofają
      się przed niczym, aby osobę wielkiego Poety i Człowieka zniesławić i zohydzić w
      oczach społeczeństwa.

      Niestety, znalazł się wśród nich także emerytowany pracownik Instytutu
      Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego dr hab. Jan Majda, który w wywiadzie
      dla "Naszego Dziennika", na podstawie licznych wyrwanych z kontekstu cytatów
      prezentujących rzekome stanowisko Poety, oskarżył go wręcz o antypolskość. Są
      to działania haniebne. Czesław Miłosz należał do ludzi śmiało krytykujących to,
      co mu się w polskim życiu publicznym nie podobało, był jednak człowiekiem
      najgłębiej w interes kraju zaangażowanym, niezwykle zasłużonym w dziele
      propagowania polskiej literatury i kultury na całym świecie. Ten, kto tego nie
      dostrzega i myli ksenofobiczny nacjonalizm, którego Poeta nie znosił, z
      polskością, której służył, a której najpiękniejszą tradycją jest tolerancja i
      otwartość na innych, zdradza, iż nie tyle "dokonał głębokiej analizy pism
      Czesława Miłosza", ile że niczego z jego przesłania nie zrozumiał. Można się z
      Miłoszem w wielu kwestiach spierać, źle jest jednak, gdy ludzie małego formatu
      próbują rozprawiać się z nim po swojemu metodą manipulacji i oszczerstw.

      W prawdziwe jednak osłupienie wprawia zestaw nazwisk osób, które podpisały
      protest przeciwko pochowaniu Poety na Skałce. Są to w większości ludzie albo
      opinii publicznej zupełnie nieznani, albo pamiętni z kompromitujących zachowań
      w czasach komunizmu, a szczególnie w okresie stanu wojennego. Nie przypadkiem
      ton tego apelu przypomina do złudzenia połajanki, których nie szczędzili kiedyś
      Poecie dyspozycyjni propagandziści PRL. Pozwala to sądzić, że głównym motorem
      tej akcji jest resentyment, chęć "odegrania się" za własne klęski moralne na
      wybitnym autorytecie, sponiewierania go, sprowadzenia do własnego poziomu.
      Przedstawiciele tych politycznych sił, czy to o prawicowym, czy lewicowym
      rodowodzie, nie od dziś lubią przypisywać sobie miano "prawdziwych Polaków". W
      rzeczywistości ich działania prowadzą nie do pomnożenia narodowego dobra, lecz
      do jego niszczenia.

      Jednym bowiem z największych skarbów, jakie naród posiada, są jego wybitni
      przedstawiciele, powszechnie w świecie uznane autorytety. Ich zaś najważniejsza
      rola, wbrew temu, co wielu sądzi, nie polega bynajmniej na tym, że utwierdzają
      swych ziomków w dobrym samopoczuciu. Istotne naprawdę jest to, że autorytety
      wobec własnego społeczeństwa mogą sobie pozwolić na skuteczną krytykę, mogą
      wytykać występki, pobudzać do refleksji i bolesnych czasem rachunków sumienia.
      Taką rolę krytyków i budzicieli sumień pełnili wobec Polaków Kochanowski,
      Słowacki, Norwid, Wyspiański czy Żeromski; taką rolę pełnił też Czesław Miłosz.
      Naród, który ma tylko klakierów i zacietrzewionych obrońców, nie ma zaś
      budzicieli sumień, jest głęboko chory.

      Różne są formy miłości ojczyzny i różne rodzaje względem niej zasług. Zasługą
      Miłosza było, że swoją refleksją kształtował niepodległość intelektualną
      Polaków, że z niezwykłą przenikliwością analizował totalitarne zniewolenie
      umysłów, że ze wspaniałą siłą wyrazu ukazywał fascynacje i udręki, a w późnej
      swej twórczości także poszukiwania religijne współczesnego człowieka; że
      polskiemu słowu poetyckiemu nadał czystość i dźwięk najwyższej mocy, że wyraził
      w polszczyźnie najgłębszą afirmację życia, że rozsławił jak nikt przed nim
      poezję polską na świecie. Ojczyzną Miłosza był język polski; i trudno o
      bardziej poruszające wyznanie miłości niż to, które zawarł w jednym ze swoich
      wierszy:

      "Wiernie służyłem polskiemu językowi

      Pośród wielu języków jest dla mnie jedyny

      I wzywa, nakazuje, żeby go uświetniać,

      Bo mówi nim za dużo małpoludów.

      Do których, nie ukrywam, mam odrazę,

      Ale też wiele istot tak dobrych i czystych,

      Że ich modlitwy powinny świat zmienić.

      Toteż polszczyzna jest zobowiązaniem,

      A dla niektórych pasją. Nie oddałbym jej

      Za arcydzieła najmądrzejszych krajów."

      Atak na Miłosza godzi w poczucie tożsamości i system wartości, jakim kieruje
      się większość krakowskiego środowiska polonistycznego, z którego wywodzą się
      autorzy wielu książek poświęconych twórczości Noblisty; jest też kolejną próbą
      niszczenia rzeczywistych wielkości i autorytetów. Ci, co ją podejmują, niszczą
      w istocie żywotne siły polskiej kultury. Dla własnych interesów politycznych i
      osobistych obsesji biorą udział w destrukcji fundamentów, na których wspiera
      się społeczny ład i poczucie sensu; ich dziełem jest powszechna w wielu kręgach
      dezorientacja i niewiara w jakiekolwiek trwałe i nieskompromitowane wartości.
      Tym destruktywnym działaniom chcemy przeciwstawić się z całą mocą i jak
      najsilniej je potępić. Niech te głosy z "polskiego piekła" nie zakłócają żałoby
      po największym polskim poecie XX wieku.

      W imieniu dyrekcji Instytutu Polonistyki UJ

      prof. UJ dr hab. Jacek Popiel

      prof. UJ dr hab. Teresa Walas

      W imieniu profesorów Instytutu Polonistyki UJ

      prof. dr hab. Stanisław Balbus

      prof. dr hab. Andrzej Borowski

      prof. dr hab. Aleksander Fiut

      prof. dr hab. Jerzy Jarzębski

      prof. dr hab. Halina Kurek

      prof. UJ dr hab. Anna Łebkowska

      prof. dr Henryk Markiewicz

      prof. dr hab. Ewa Miodońska- -Brookes

      prof. dr hab. Ryszard Nycz

      prof. dr hab. Maria Podraza-Kwiatkowska

      prof. dr hab. Marian Stala

      prof. dr hab. Marta Wyka

      prof. dr hab. Franciszek Ziejka
      • Gość: traian ;) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.09.04, 18:46
        a dlaczego dr hab. Popiel i dr hab. Walas uzywają tytulów profesora ? ;)
        • humbak Re: ;) 02.09.04, 18:49
          Stoi jak byk: prof. UJ, nie profesor
        • basia.basia Re: ;) 02.09.04, 19:12
          Gość portalu: traian napisał(a):

          > a dlaczego dr hab. Popiel i dr hab. Walas uzywają tytulów profesora ? ;)

          Są tzw. profesorami uczelnianymi, co jest zaznaczone przy ich tytułach
          (prof.UJ). W oficjalnych dokumentach to UJ musi być zaznaczone, bo mają nieco
          mniejsze uprawnienia ( w taryfikatorze płac są oczko niżej profesora tzw.
          belwederskiego) np. nie mogą być recenzentami dorobku kandydata na profesora.

          Dodam jeszcze, że zwyczajowo się przyjęło, że osoba posiadająca habilitację
          w sytuacjach towarzyskich tytułowana jest profesorem:)

          • humbak Re: ;) 02.09.04, 19:15
            Wyczerpująca i podejrzanie rzeczowa informacja;)
          • Gość: traian do mnie studenci I roku tez mówią panie profesorze IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.09.04, 21:59
            pewnie im zostalo ze szkoly ;)
            • humbak Re: do mnie studenci I roku tez mówią panie profe 02.09.04, 22:02
              U nas można podpaść za przesadzenie z tytułem;)
          • tak_zwany Re: ;) 02.09.04, 23:02
            Czyli jeśli dobrze zrozumiem, nie będzie nietaktem powiedzieć do "gołego" (bez
            profesora uczelnianego) doktora habilitowanego "Panie profesorze"? Nie wiem, jak
            się do jednej takiej osoby zwracać. Dobrze, że u mnie znacząca większość nie
            choruje na tytułomanię - co najwyżej się śmieją przy pomyłkach...
            • basia.basia Re: ;) 03.09.04, 23:12
              tak_zwany napisał:

              > Czyli jeśli dobrze zrozumiem, nie będzie nietaktem powiedzieć do "gołego" (bez
              > profesora uczelnianego) doktora habilitowanego "Panie profesorze"? Nie wiem,
              ja
              > k
              > się do jednej takiej osoby zwracać. Dobrze, że u mnie znacząca większość nie
              > choruje na tytułomanię - co najwyżej się śmieją przy pomyłkach...

              :)

              Pisząc o tym kierowałam się zwyczajami krakowskimi ale z drugiej
              strony ma ten obyczaj potwierdzenie w podręcznikach savoir vivre`u:)

      • Gość: f Re: Gwoli prawdy IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 02.09.04, 18:50
        Ponad 20 <profesorów > wyraziło sprzeciw aby język polski uznać jednym z
        języków funkcojnujących w Unii Europejskiej -chodziło czy franzuski czy
        polski ?Jak można mieć szacunek do takiej postawy!Albo brał forsę od Rosjan
        albo bierze od Niemców czy Francuzów!Dylemat wiekowy!
      • basia.basia Gwoli ścisłości ... jeszcze coś 02.09.04, 19:05

        > Niestety, znalazł się wśród nich także emerytowany pracownik Instytutu
        > Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego dr hab. Jan Majda, który w wywiadzie
        > dla "Naszego Dziennika", na podstawie licznych wyrwanych z kontekstu cytatów
        > prezentujących rzekome stanowisko Poety, oskarżył go wręcz o antypolskość. Są
        > to działania haniebne.

        Nie ma tu słowa "profesor" przy nazwisku Jana Majdy, ponieważ tego tytułu nie
        posiada. Do niedawna UJ z najwyższą niechęcią mianował profesorów uczelnianych
        a wymagania do uzyskania tytułu belwederskiego są bardzo duże. Już habilitacja
        wymaga wydania dysertacji w formie książki a następna jest konieczna (nie
        mówiąc o iluś tam publikacjach) przy ubieganiu się o tytuł profesorski.
        Formalnie rzecz odbywa się w ten sposób, że rada wydziału prowadzi postępowanie
        do tytułu profesorskiego: wymagana jest dokumentacja dokonań, o których mowa
        wyżej oraz 3 recenzje profesorów tzw. belwederskich (tylko jeden może być z
        macierzystej uczelni). Następnie rada postanawia (lub nie), że wymagania są
        spełnione i śle wniosek do rektora uczelni by ten wystąpił do Centralnej
        Komisji ds. Tytułów Naukowych o przyznanie tytułu profesora takiemu to a
        takiemu osobnikowi. CKTN zwraca się do kolejnego profesora (w trybie tajnym)
        z prośbą o zrecenzowanie dorobku delikwenta. Komisja zbiera się na specjalnym
        posiedzeniu, czyta recenzje i wszystkie dokumenty oraz wysłuchuje opinii tego
        tajnego recenzenta (musi być obecny) a następnie głosuje jawnie czy przyznać
        tytuł. Jeśli wynik jest pozytywny ( zdarza się, że nie ) to CKTN występuje z
        wnioskiem do prezydenta o nadanie tytułu takiemu a takiemu:)
        Cała procedura opisana jest dokładnie w ustawie o szkolnictwie wyższym.
    • yossarian18 Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji??? 02.09.04, 19:15
      bierutowsko-stalinowskiej:
      "Przypadkiem trafiłem na jedną z drobnych usług poety Miłosza i nic w tym
      poetycznego znaleźć nie umiem. W „Dzienniku Polskim” [i Dzienniku Żołnierza] z
      28 maja 1947 zamieszczono korespondencję z Waszyngtonu, pióra Vigila [Vigil O
      Świerczewskim, Murzynach i „porwaniu dzieci. Popisy propagandowe pomocników
      Winiewicza, „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, 1947, nr 125.). Jest w niej
      taki fragment:
      „Polonia Amerykańska sprowadziła dwie grupy sierot polskich z Indii oraz
      poważną grupę bezdomnych dzieci polskich z obozu Santa Rosa w Meksyku.
      Wszystkie te dzieci przeszły piekło zsyłki sowieckiej i ogromna większość z
      nich postradała rodziców na obszarach Peczory, poprzez Kołymę do Kazachstanu.
      Obecnie dzieci są w szkołach, pod znakomitą opieką, wiele z nich adoptowały
      rodziny amerykańskie, a kongresman Jan Lesiński, który jako przewodniczący
      kongresowej komisji imigracji i naturalizacji w poprzedniej kadencji Izby
      najwięcej napracował się nad sprowadzeniem dzieci – otoczony jest wdzięcznością
      zarówno ze strony małoletnich imigrantów, jak i ich opiekunów.
      Inaczej rzecz się ma z p. Józefem Giebułtowiczem, pierwszym sekretarzem zespołu
      waszyngtońskiego, i p. Czesławem Miłoszem, który, jak Erenburg w <<Prawdzie>>,
      w krakowskim <<Przekroju>> cierpliwie naucza Amerykanów demokracji. [Od
      założenia „Przekroju” (1945, nr 1) Cz. Miłosz publikował na jego łamach cykl
      felietonów pt. Kolorowym atramentem].
      Pewnego dnia obaj młodzi ludzie wmaszerowali do jednego z gabinetów
      Departamentu Stanu z interwencyjnymi wyrazami twarzy. Chodzi o te dzieci. Mają
      wrócić do Polski, szczególnie te z Indii, ale i te z Meksyku również. Rząd tego
      się domaga, bo rząd jest jedynym opiekunem obywateli polskich za granicą.
      Dzieci <<wywieziono>> do Stanów Zjednoczonych i wydano w obce ręce bez
      porozumienia się z rządem. Podobno nawet w Polsce znaleźli się rodzice, którzy
      domagają się zwrotu swych dzieci. Nazwiska? – to później. Teraz chodzi o
      zasadę.
      Odpowiedź była grzeczna i prosta. Stany Zjednoczone załatwiły sprawę imigracji
      dzieci zgodnie z przepisami prawa i w zgodzie z prawnymi opiekunami dzieci,
      którymi byli – w Indiach na przykład – ludzie mianowani przez sąd okręgowy w
      Bombaju. Obecnie amerykańskie instytucje opieki społecznej są całkowicie
      zadowolone ze sposobu umieszczenia dzieci, ich kształcenia itd. To – wszystko.
      Dyplomatyczni interwenci zdenerwowali się najwidoczniej, skoro p. Giebułtowicz
      zaryzykował okrzyk i wyraził przekonanie, że dzieci zostały porwane. Wyrażenie
      amerykańskie, którego użył, brzmi: <<kidnapped>> i posiada wydźwięk dla
      Amerykanina tak wyraźny, że rozmówca amerykański odpowiedział coś w rodzaju:
      <<... przykro mi, że pan posiadł język nasz w ten sposób, iż używa
      niewłaściwych wyrażeń...>>, po czy rozmowę urwał.
      Dyplomacja – jak widać – też na poziomie”.
      Ale wyobraźmy sobie, że miły poeta Miłosz natchnioną wymową poetycką
      przekonałby Amerykanów, że dzieci polskie należą do Polski, a ponieważ stracili
      rodziców, ich nowy papa Bierut smuci się po nich i łzy wylewa, i mocno do serca
      przycisnąć pragnie, Radkiewicz [członek Biura Politycznego KC PPR i PZPR; w
      latach 1944 – 1954 minister bezpieczeństwa publicznego, jeden z wykonawców
      polityki stalinizacji Polski] niepokoi się, czy dziateczek nie zdeprawowano, a
      ojczulek wszystkich dzieci w demokracjach ludowych, Stalin, tez ich losem jest
      srodze zmartwiony. No i oddaliby je Amerykanie. I wyrosłaby z nich, na
      przykład, kupa utalentowanych poetów klasy Miłosza i jegoż wysokiego poczucia
      patriotycznego!
      Jak szkoda, że rząd bierutowski nie posłał poety Miłosza na Sybir, aby ściągnąć
      dzieci polskie, która pojechały tam na wycieczkę krajoznawczą w latach 1939 –
      1944. Wiele z nich zostało sierotami. Ale może, wychowani w „Nowej Wierze”,
      baliby się jechać do Polski... W liście z Polski czytałem: „Janeczek wieczorem
      boi się spać i prosi dobrze zamykać drzwi. Twierdzi, że za drzwiami czai się
      reakcjonista”.
      Za: Sergiusz Piasecki "Były poputczik Czesław Miłosz"
      PS. Jeszcze żaden z fanów Miłosza nie skomentował tego tekstu, a wklejałem go
      wielokrotnie.
      • Gość: jack Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? IP: *.proxy.aol.com 02.09.04, 19:33
        Co chcesz przez ten belkot udowodnic?
        Raczej swiadczy to o twojej postepujacej schizofreni.
        • yossarian18 Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 02.09.04, 19:36
          Chcę przybliżyć kulisy pracy Miłosza w dyplomacji bierutowsko-stalinowskiej.
          • Gość: f Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 02.09.04, 20:00
            Na żąłdku! Wolal Coca colę niz kwas chlebowy!
          • leszek.sopot Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 02.09.04, 22:33
            A o czym to ma niby swiadczyc, ze Polska za czasow Bieruta nie powinna sie byla
            starac o to by te dzieci wrocily do swojej ojczyzny, gdzie byc moze zyli
            jeszcze ich krewni?
            Przypomina mi sie sytuacja z tym kubanskim dzieckie, ktorego matka zginela w
            czasie ucieczki z wyspy. Po wielu perturbacjach i ogromnych naciskach Fidela
            Castro Amerykanie zwrocili dziecko ojcu.
            Moze budzic zastanowienie, ze przedstawiciele polskiej dyplomacji tak slabo
            starali sie by te dzieci wrocily do kraju i zadowolili sie kilkoma zbywajacymi
            ich slowami. Dlaczego, nie wywolali miedzynarodowej afery? Byc moze nie chcieli
            mocniej sie starac, bo wiedzieli, ze w Ameryce, choc bez bliskich, bedzie im
            duzo lepiej niz w kraju...
            • Gość: bonio Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? IP: 65.110.6.* 02.09.04, 22:40
              Naukowy komentarz do "Listu profesorów Uniwersytetu Jagielońskiego: Miłosz i
              jego wrogowie"

              -----"Można się z Miłoszem w wielu kwestiach spierać, źle jest jednak, gdy
              ludzie małego formatu próbują rozprawiać się z nim po swojemu metodą manipulacji
              i oszczerstw."

              CZYTAJ: jak śmie człowiek taki mały, jak profesor Majda, kwestionować mądrość
              krakowskich literatów i "naukowcow" skupionych wokół "Tygodnika Powszechnego",
              "Gazety Wyborczej" i ZNAKu! Autorytetem może być tylko ten, który otrzymał
              błogosławieństwo jedynej słusznej - koszernej - opcji politycznej.

              -----"W prawdziwe jednak osłupienie wprawia zestaw nazwisk osób, które podpisały
              protest przeciwko pochowaniu Poety na Skałce. Są to w większości ludzie albo
              opinii publicznej zupełnie nieznani, albo pamiętni z kompromitujących zachowań w
              czasach komunizmu, a szczególnie w okresie stanu wojennego."

              CZYTAJ: My teraz jesteśmy na topie bo pieniądze i sławę rozdają tacy ludzie, jak
              Michnik i Soros. To nie szkodzi, że za komuny my wszyscy współpracowaliśmy z
              jedynie słuszną Partią. Człowiek musi przecież żyć! Zresztą nawet Miłosz kilka
              razy zmieniał swoją orientację dla chleba: w Polsce atakował takich wrogów
              Partii, jak o. Kolbe, a po uczieczce na zachód atakował komunistów. Nie
              rozumiecie, kto teraz rządzi? Kto chce być na topie musi być liberałem i składać
              hołd sodomitom. Przecież oni też są na topie, nie rozumiecie tego?

              -----"Jednym bowiem z największych skarbów, jakie naród posiada, są jego wybitni
              przedstawiciele, powszechnie w świecie uznane autorytety. Ich zaś najważniejsza
              rola, wbrew temu, co wielu sądzi, nie polega bynajmniej na tym, że utwierdzają
              swych ziomków w dobrym samopoczuciu. Istotne naprawdę jest to, że autorytety
              wobec własnego społeczeństwa mogą sobie pozwolić na skuteczną krytykę, mogą
              wytykać występki, pobudzać do refleksji i bolesnych czasem rachunków sumienia.
              Taką rolę krytyków i budzicieli sumień pełnili wobec Polaków Kochanowski,
              Słowacki, Norwid, Wyspiański czy Żeromski; taką rolę pełnił też Czesław Miłosz."

              CZYTAJ: Tylko my możemy być autorytetami, bo tylko my otrzymaliśmy stosowne
              zaświadczenie od naszego towarzystwa wzajemnej adoracji w Krakowie. Jak śmią
              ludzie bez tytułów kwestionować nasze opinie! Jesteśmy skarbem narodu! Jesteśmy
              NAJ! Jesteśmy NA TOPIE! Czy wy nie rozumiecie, co to jest być AUTORYTETEM? My
              was przecież wychowujemy!!! Bez nas nie wiedzielibyście nawet, jak trzeba jeść
              poprawnie, a co dopiero myśleć. Miłosz też był autorytetem i przez całe życie
              wychowywał kolejne pokolenia rodaków (tzn. tych polskojęzycznych). I co go
              spotkało? CZARNA NIEWDZIĘCZNOŚĆ KRAKOWSKIEJ HOŁOTY, która nie chciała rozumieć,
              że to tylko DLA ICH DOBRA poparł przemarsz sodomitów zorganizowany przez naszego
              ukochanego rektora. Przecież teraz homo jest na topie: kto tego nie rozumie
              powinien dać się zbadać. Po prostu jesteście zazdrośni, że nasz rektor a nie o.
              Rydzyk dostał order od Francuzów za szerzenie tolerancji. Gdyby dzisiaj żył
              Mickiewicz, to na pewno byłby po naszej stronie! Nawet Królowa Jadwiga
              rozumiałaby, że działamy tylko dla dobra uczelni i kraju.

              -----Różne są formy miłości ojczyzny i różne rodzaje względem niej zasług.
              Zasługą Miłosza było, że swoją refleksją kształtował niepodległość intelektualną
              Polaków, że z niezwykłą przenikliwością analizował totalitarne zniewolenie
              umysłów, że ze wspaniałą siłą wyrazu ukazywał fascynacje i udręki, a w późnej
              swej twórczości także poszukiwania religijne współczesnego człowieka; że
              polskiemu słowu poetyckiemu nadał czystość i dźwięk najwyższej mocy, że wyraził
              w polszczyźnie najgłębszą afirmację życia, że rozsławił jak nikt przed nim
              poezję polską na świecie. Ojczyzną Miłosza był język polski;

              CZYTAJ: To nieprawda, że Miłosz był tylko polskojęzyczny: skoro pisał po polsku
              to przecież MUSIAŁ być Polakiem. Jeżeli tego nie rozumiecie, to nie macie
              pojęcia o logice. Zresztą to nie wina Miłosza, że rodzice nie nauczyli go mówić
              po litewsku. To wina tego imperialisty Piłsudskiego, który o całe
              dziesięciolecia opóźnił wyzwolenie Litwy przez lud pracujący bratniego ZSRR.

              -----Atak na Miłosza godzi w poczucie tożsamości i system wartości, jakim
              kieruje się większość krakowskiego środowiska polonistycznego, z którego wywodzą
              się autorzy wielu książek poświęconych twórczości Noblisty; jest też kolejną
              próbą niszczenia rzeczywistych wielkości i autorytetów. Ci, co ją podejmują,
              niszczą w istocie żywotne siły polskiej kultury. Dla własnych interesów
              politycznych i osobistych obsesji biorą udział w destrukcji fundamentów, na
              których wspiera się społeczny ład i poczucie sensu; ich dziełem jest powszechna
              w wielu kręgach dezorientacja i niewiara w jakiekolwiek trwałe i
              nieskompromitowane wartości.

              CZYTAJ: Czy nie rozumiecie, że bez nas runęłaby cała polska kultura? Ośmieszając
              tak ważnych ludzi z tytułami profesorskimi w rzeczywistoście ośmieszacie cały
              kraj! Ci z innych krajów patrzą na nas, a nie na was! Skutek może być taki, że
              żaden polski pisarz Nobla już nie dostanie, a Soros przestanie nas finansować.
              Powie, że nikt nas i tak nie szanuje, więc po co ma płacić za takie marny
              efekty. W końcu rozejdzie się fama, że większość Polaków to (strach nawet
              myśleć!) fanatyczni fundamentaliści i homofobiczni katolicy najgorszego
              toruńskiego rodzaju! Boże kochany! Będziemy musieli znowu chodzić na żebry do
              hierarchów kościelnych, jak za czasów stanu wojennego. I ten Jankowski będzie
              nam dawał kieszonkowe i zapraszał na te nudne nabożeństwa. Czy taki ma być los
              ludzi z autorytetem?
              • humbak Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 02.09.04, 22:51
                Gość portalu: bonio napisał(a):

                > Naukowy komentarz do "Listu profesorów Uniwersytetu Jagielońskiego: Miłosz i
                > jego wrogowie"
                >
                > -----"Można się z Miłoszem w wielu kwestiach spierać, źle jest jednak, gdy
                > ludzie małego formatu próbują rozprawiać się z nim po swojemu metodą
                manipulacj
                > i
                > i oszczerstw."
                >
                > CZYTAJ: jak śmie człowiek taki mały, jak profesor Majda, kwestionować
                mądrość
                > krakowskich literatów i "naukowcow" skupionych wokół "Tygodnika Powszechnego",
                > "Gazety Wyborczej" i ZNAKu! Autorytetem może być tylko ten, który otrzymał
                > błogosławieństwo jedynej słusznej - koszernej - opcji politycznej.

                Tu chodzi o ludzi LPR, RM i ND, a nie dr. Majdę.


                >
                > -----"W prawdziwe jednak osłupienie wprawia zestaw nazwisk osób, które
                podpisał
                > y
                > protest przeciwko pochowaniu Poety na Skałce. Są to w większości ludzie albo
                > opinii publicznej zupełnie nieznani, albo pamiętni z kompromitujących
                zachowań
                > w
                > czasach komunizmu, a szczególnie w okresie stanu wojennego."
                >
                > CZYTAJ: My teraz jesteśmy na topie bo pieniądze i sławę rozdają tacy ludzie,
                ja
                > k
                > Michnik i Soros. To nie szkodzi, że za komuny my wszyscy współpracowaliśmy z
                > jedynie słuszną Partią. Człowiek musi przecież żyć! Zresztą nawet Miłosz kilka
                > razy zmieniał swoją orientację dla chleba: w Polsce atakował takich wrogów
                > Partii, jak o. Kolbe, a po uczieczce na zachód atakował komunistów. Nie
                > rozumiecie, kto teraz rządzi? Kto chce być na topie musi być liberałem i
                składa
                > ć
                > hołd sodomitom. Przecież oni też są na topie, nie rozumiecie tego?
                >

                Nie wiem, gdie to wyczytałeś. Oni podważają wiarygodność osób podpisujących, a
                Ty ich, bez sensu. Kolbe był krytykowany za coś innego niż wrogość systemowi o
                ile zdąrzyłem zauważyć.


                > -----"Jednym bowiem z największych skarbów, jakie naród posiada, są jego
                wybitn
                > i
                > przedstawiciele, powszechnie w świecie uznane autorytety. Ich zaś
                najważniejsza
                > rola, wbrew temu, co wielu sądzi, nie polega bynajmniej na tym, że utwierdzają
                > swych ziomków w dobrym samopoczuciu. Istotne naprawdę jest to, że autorytety
                > wobec własnego społeczeństwa mogą sobie pozwolić na skuteczną krytykę, mogą
                > wytykać występki, pobudzać do refleksji i bolesnych czasem rachunków sumienia.
                > Taką rolę krytyków i budzicieli sumień pełnili wobec Polaków Kochanowski,
                > Słowacki, Norwid, Wyspiański czy Żeromski; taką rolę pełnił też Czesław
                Miłosz.
                > "
                >
                > CZYTAJ: Tylko my możemy być autorytetami, bo tylko my otrzymaliśmy stosowne
                > zaświadczenie od naszego towarzystwa wzajemnej adoracji w Krakowie. Jak śmią
                > ludzie bez tytułów kwestionować nasze opinie! Jesteśmy skarbem narodu!
                Jesteśmy
                > NAJ! Jesteśmy NA TOPIE! Czy wy nie rozumiecie, co to jest być AUTORYTETEM? My
                > was przecież wychowujemy!!! Bez nas nie wiedzielibyście nawet, jak trzeba jeść
                > poprawnie, a co dopiero myśleć. Miłosz też był autorytetem i przez całe życie
                > wychowywał kolejne pokolenia rodaków (tzn. tych polskojęzycznych). I co go
                > spotkało? CZARNA NIEWDZIĘCZNOŚĆ KRAKOWSKIEJ HOŁOTY, która nie chciała
                rozumieć
                > ,
                > że to tylko DLA ICH DOBRA poparł przemarsz sodomitów zorganizowany przez
                naszeg
                > o
                > ukochanego rektora. Przecież teraz homo jest na topie: kto tego nie rozumie
                > powinien dać się zbadać. Po prostu jesteście zazdrośni, że nasz rektor a nie
                o.
                > Rydzyk dostał order od Francuzów za szerzenie tolerancji. Gdyby dzisiaj żył
                > Mickiewicz, to na pewno byłby po naszej stronie! Nawet Królowa Jadwiga
                > rozumiałaby, że działamy tylko dla dobra uczelni i kraju.
                >

                Jesteś zawistny, albo mi się zdaje? To są banialuki.



                > -----Różne są formy miłości ojczyzny i różne rodzaje względem niej zasług.
                > Zasługą Miłosza było, że swoją refleksją kształtował niepodległość
                intelektualn
                > ą
                > Polaków, że z niezwykłą przenikliwością analizował totalitarne zniewolenie
                > umysłów, że ze wspaniałą siłą wyrazu ukazywał fascynacje i udręki, a w późnej
                > swej twórczości także poszukiwania religijne współczesnego człowieka; że
                > polskiemu słowu poetyckiemu nadał czystość i dźwięk najwyższej mocy, że
                wyraził
                > w polszczyźnie najgłębszą afirmację życia, że rozsławił jak nikt przed nim
                > poezję polską na świecie. Ojczyzną Miłosza był język polski;
                >
                > CZYTAJ: To nieprawda, że Miłosz był tylko polskojęzyczny: skoro pisał po
                polsku
                Nikt tego nie twierdzi poza Tobą.


                > -----Atak na Miłosza godzi w poczucie tożsamości i system wartości, jakim
                > kieruje się większość krakowskiego środowiska polonistycznego, z którego
                wywodz
                > ą
                > się autorzy wielu książek poświęconych twórczości Noblisty; jest też kolejną
                > próbą niszczenia rzeczywistych wielkości i autorytetów. Ci, co ją podejmują,
                > niszczą w istocie żywotne siły polskiej kultury. Dla własnych interesów
                > politycznych i osobistych obsesji biorą udział w destrukcji fundamentów, na
                > których wspiera się społeczny ład i poczucie sensu; ich dziełem jest
                powszechna
                > w wielu kręgach dezorientacja i niewiara w jakiekolwiek trwałe i
                > nieskompromitowane wartości.
                >
                > CZYTAJ: Czy nie rozumiecie, że bez nas runęłaby cała polska kultura?
                Ośmieszają
                > c
                > tak ważnych ludzi z tytułami profesorskimi w rzeczywistoście ośmieszacie cały
                > kraj! Ci z innych krajów patrzą na nas, a nie na was! Skutek może być taki, że
                > żaden polski pisarz Nobla już nie dostanie, a Soros przestanie nas finansować.
                > Powie, że nikt nas i tak nie szanuje, więc po co ma płacić za takie marny
                > efekty. W końcu rozejdzie się fama, że większość Polaków to (strach nawet
                > myśleć!) fanatyczni fundamentaliści i homofobiczni katolicy najgorszego
                > toruńskiego rodzaju! Boże kochany! Będziemy musieli znowu chodzić na żebry do
                > hierarchów kościelnych, jak za czasów stanu wojennego. I ten Jankowski będzie
                > nam dawał kieszonkowe i zapraszał na te nudne nabożeństwa. Czy taki ma być los
                > ludzi z autorytetem?

                Raczej:może zostawcie interpretację literatury, bo ewidentnie wam to nie
                wychodzi.
                • Gość: ciociaklocia Re: MIŁOSZ WRESZCIE ZDEMASKOWANY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.04, 09:27
                  Teraz już wiadomo, jakie w przyszłości będą standardowe tematy dla biednych
                  maturzystów: "Miłosz był patriotą" (gdy ministrem oświaty będzie z PO lub SLD)/
                  "Miłosz był zdrajcą" (gdy ministrem oświaty będzie z LPR).
                  • humbak Re: MIŁOSZ WRESZCIE ZDEMASKOWANY 03.09.04, 11:15
                    :D
                • Gość: f Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 03.09.04, 19:12
                  A czy stosowna tablica informuje o fakcie,że Pnn Miłosz był masonem?
                  A wiadmo,że masoneria zwalcza Kośćiół KatoLicki i co się jej udało
                  na Zachodzie? Na miejsce chrześcijaństwa wchodzą muzułmanie!
                  O to idzie Panu Bonieckiemu,Macharskiemu i niestety Wojtyle?
                  Chyba tak! Skoro z taką premedytacją niszczą narodowe symbole jaką jest
                  Skałka!!!
                  • humbak Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:17
                    No patrz, Macharski i Jan Paweł drugi nie mają racji. Nie wiem czy słyszałeś o
                    takim jednym dogmacie na temat papieża i wiary. Na zachodzie kościół nie został
                    pokonany przez masonów, tylko stracił znaczenie, bo ludzie przestali chodzićć
                    do kościołów. A wejście muzułmanów nie ma już nic wspólnego ani z masonami, ani
                    tym bardziej z Miłoszem. Acha, a z tematem wątku to ma jedynie pośredni związek.
            • yossarian18 Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:22
              Naprawdę chciałbyś żeby te dzieci z "burżuazyjno-kapitalistycznej" Ameryki
              wróciły do stalinowsko-bierutowskiej Polski???
              • humbak Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:24
                Wiesz, tego Leszek nie napisał. Chodzi o to, że dyolomaci polscy zbytnio nie
                naciskali. Pewnie właśnie z tej przyczyny, o której piszesz.
                • yossarian18 Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:32
                  No nie wiem jak tam było, ale udział Miłosza w tej sprawie chluby mu nie
                  przynosi.
                  • humbak Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:35
                    Był przedstawicielem władz. W końcu zwiał, ale do czasu musiał zapewne słuchać
                    nakazów, ni uważasz?
                    • yossarian18 Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:38
                      Nikt mu nie kazal pracowac w dyplomacji. Poza tym wiedzial czym jest komunizm.
                      • humbak Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:41
                        Nie znam motywów postępowania Miłosza. Poza tym znowu odbiegamy od tematu
                        wątku:)
                      • Gość: f Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 03.09.04, 19:41
                        Spijał koniaki i szampany ustami pracującej klasy robotniczej i chłopstwa!
                        • humbak Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:42
                          Co to niby ma znaczyć? I znów bez związku z tematem.
                        • leszek.sopot Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:43
                          Gość portalu: f napisał(a):

                          > Spijał koniaki i szampany ustami pracującej klasy robotniczej i chłopstwa!

                          O, komunista sie odezwal.
                          • humbak Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:44
                            :D
                  • leszek.sopot Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:42
                    yossarian18 napisał:

                    > No nie wiem jak tam było, ale udział Miłosza w tej sprawie chluby mu nie
                    > przynosi.

                    No popatrz, nie wiesz jak tam bylo, ale wiesz co chlube przynosi a co nie.
                    PS
                    Uwazasz, ze polskie dzieci powinny byc wychowywane w Ameryce w roznych (moze
                    zydowskich?) niepolskich rodzinach?
                    Pod tym pytaniem nie kryje sie moj poglad na te sprawe. By wydac osad musial
                    bym ja znac bardzo dobrze, gdyz zawsze kierowalbym sie dobrem dziecka, a nie
                    byc moze w tym wypadku zle rozumianym patriotyzmem.
                    • humbak Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:43
                      Trzeba przyznać że sprawa jest równie nietrywialna jak owego chłopca z Kuby.
                      • leszek.sopot Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:45
                        humbak napisał:

                        > Trzeba przyznać że sprawa jest równie nietrywialna jak owego chłopca z Kuby.

                        Dokladnie. Ja niestety juz wiele lat temu czytalem historie tych dzieci i z
                        trudem sobie przypominam fakty. Losy ich byly bardzo dramatyczne.
                        • humbak Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:49
                          Znaczy się? Bo zrozumiałem, że zostały "kraju wolności". Coś tam było nie tak?
                          • leszek.sopot Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:52
                            humbak napisał:

                            > Znaczy się? Bo zrozumiałem, że zostały "kraju wolności". Coś tam było nie tak?

                            Chodzi o ich droge z Kazachstanu do Indii i Meksyku. Dlaszych ich losow w USA
                            nie znam.
                            • humbak Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:54
                              No tak. Ta droga do miłych nie należała. Jestem w stanie w to uwierzyć, choć nie
                              wyobrazić to sobie.
                              • leszek.sopot Jeszcze troche infor. o dzieciach 03.09.04, 21:50
                                Okazuje sie, ze w czasie wojny Amerykanie wcale nie byli chetni by wposcic
                                polskich uchodzcow do swego kraju.

                                "[...] Pierwszym przystankiem dla uchodzcow ewakuowanych z armia Andersa byl
                                Iran, gdzie zostali zakwaterowani tymczasowo w duzych obozach przejsciowych,
                                umiejscowionych poczatkowo w Pahlewi i Mashhadzie, pozniej w Teheranie i
                                Ahvazie. Podczas, kiedy wojsko gen. Andersa zostalo nastepnie przeniesione do
                                Palestyny, a stamtad do Iraku, ludnosc cywilna pozostala w Iranie. Dla
                                zakwaterowania uchodzcow zostaje utworzony staly, wciaz rozrastajacy sie oboz w
                                Isfahanie. Poniewaz w jego obrebie bylo kilka podobozow przeznaczonych dla
                                tysiecy osieroconych polskich dzieci, Isfahan byl znany jako "Miasto Polskich
                                Dzieci". Opieka, jaka otoczyly uchodzcow wladze polskie, brytyjskie,
                                amerykanskie i iranskie, wplynela na polepszenie sie ich warunkow bytowych oraz
                                pozwolila na opanowanie wyniszczajacych chorob zakaznych - chorob, choc
                                nabytych w Zwiazku Sowieckim, po uwolnieniu wciaz jeszcze siejacych
                                spustoszenie wsrod uchodzcow (tylko w Iranie zmarlo ponad 2000 uchodzcow). Z
                                czasem, powolane zostaly w Iranie do zycia rozliczne polskie instytucje, w tym
                                24 szkoly dla okolo 3000 uczniow. Zaczelo sie takze ukazywac kilka polskich
                                czasopism i gazet.
                                Ich pobyt w Iranie nie potrwal jednak dlugo z powodu wrogiego nastawienia wojsk
                                sowieckich okupujacych Polnocny Iran, a takze zagrozenia ze strony armii
                                niemieckich, ktore juz osiagnely Kaukaz. Ostatecznie, uchodzcy zostali
                                przeniesieni z Iranu do innych krajow, takich jak Liban, Palestyna, India,
                                Uganda, Kenia, Tanganika, Polnocna i Poludniowa Rodezja, Poludniowa Afryka,
                                Meksyk i Nowa Zelandia. Uchodzcy polscy, gdziekolwiek sie znalezli, spotykali
                                sie z wylewna serdecznoscia nie tylko ze strony rzadow krajow, ktore ich
                                zaprosily, lecz takze ze strony miejscowej ludnosci. Transparenty z polska
                                flaga, Orlem Bialym i slowami otuchy czesto witaly przybylych Polakow. Wysocy
                                urzednicy rzadowi skladali im wizyty, a nawet na ich czesc wznoszono pomniki! W
                                odroznieniu od Zwiazku Sowieckiego byly to, jakby nie bylo, stare, wysoko
                                rozwiniete cywilizacje.
                                Dlaczego Ameryka nie otworzyla swych drzwi, i to na osciez, dla polskich
                                uchodzcow? O tym, ze zachodni Alianci wiedzieli dobrze o deportacjach, swiadczy
                                pomoc, jakiej udzielili deportowanym w Rosji i na Srodkowym Wschodzie. W
                                Iranie, jakkolwiek zobowiazywani do skladania zeznan na temat swoich
                                doswiadczen w Rosji Sowieckiej, uchodzcy nie byli zachecani do dzielenia sie
                                swoimi przezyciami z osobami postronnymi. W Ameryce, data (25 czerwca 1943
                                roku) przybycia na pokladzie USS Hermitage pierwszego transportu skladajacego
                                sie z 706 uchodzcow, w tym 166 dzieci, byla objeta tajemnica panstwowa i w dwa
                                dni po wyokretowaniu Polacy zostali wyslani do Meksyku. Druga grupa, 726
                                uchodzcow, w tym 408 dzieci, glownie sierot takze wyladowala w Meksyku. Wyglada
                                na to, ze delikatny balans miedzy Zwiazkiem Sowieckim, a zachodnimi Aliantami,
                                musial byc zachowany za wszelka cene. [...]"

                                www.electronicmuseum.ca/Poland-WW2/soviet_deportations/deportations_3_pol.html
                    • yossarian18 Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:46
                      A czemu nie w zydowskich? Wolalbym zeby te dzieci zostaly ortodoksyjnymi zydami
                      niz zeby mialy powrocic do komunistycznej Polski.
                      Moim zdaniem chluby nie przynosi.
                      • leszek.sopot Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:48
                        yossarian18 napisał:

                        > A czemu nie w zydowskich? Wolalbym zeby te dzieci zostaly ortodoksyjnymi
                        zydami niz zeby mialy powrocic do komunistycznej Polski.
                        > Moim zdaniem chluby nie przynosi.

                        Fziwna opinia. Miliony dzieci wychowaly sie w komunistycznej Polsce, a teraz
                        jako dorosli tu zyja. Odmawiasz im/mnie polskosci?
                        • yossarian18 Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:49
                          Oczywiscie, ze to Polacy. Ale co dobrego by czekalo te dzieci w bierutowskiej
                          Polsce? Reakcjonista za rogiem?
                          • leszek.sopot Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:50
                            yossarian18 napisał:

                            > Oczywiscie, ze to Polacy. Ale co dobrego by czekalo te dzieci w bierutowskiej
                            > Polsce? Reakcjonista za rogiem?

                            Reakcjonista za rogiem?
                            • yossarian18 Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 19:53
                              Za drzwiami. Ostatnie zdanie z tekstu Piaseckiego.
                              • leszek.sopot Re: Na czym polegała praca Miłosza w dyplomacji?? 03.09.04, 20:09
                                yossarian18 napisał:

                                > Za drzwiami. Ostatnie zdanie z tekstu Piaseckiego.

                                "Jak szkoda, że rząd bierutowski nie posłał poety Miłosza na Sybir, aby
                                ściągnąć dzieci polskie, która pojechały tam na wycieczkę krajoznawczą w latach
                                1939 – 1944. Wiele z nich zostało sierotami. Ale może, wychowani w „Nowej
                                Wierze”, baliby się jechać do Polski... W liście z Polski czytałem: „Janeczek
                                wieczorem boi się spać i prosi dobrze zamykać drzwi. Twierdzi, że za drzwiami
                                czai się reakcjonista"."

                                To poetyka felietonu. Jedno jest pewne - te dzieci zyly w lepszych warunkach,
                                mialy lepsza pomoc lekarska i lepsza edukacje. Moze jest jakas ksiazka, ktora
                                opisuje ich losy - pewnie jest, bo cos mi chodzi po glowie, ze jakis czas temu
                                cos sie o tej sprawie mowilo i gdzies byl publikowany jakis tekst.
                                W necie znalazlem na temat dzieci, ktore znalazly sie w Indiach taki tekst we
                                Wprost:
                                www.wprost.pl/ar/?O=59095&C=57
    • neceser przez katopolglowka z chlewu rydzyka? 03.09.04, 19:15

      jaki rydzyk taki jego polonista.Gość portalu: enteroseptol napisał(a):

      ) Profesor Jan Majda: Fałszywa ocena postawy Miłosza
      )
      ) Polemiki literackie mają czasem dużą wartość, jeśli są redagowane i
      ) podejmowane z naukową rzetelnością i jeśli ich autorzy argumentują swoje
      ) poglądy obiektywnymi faktami. Niestety, nie miała tych walorów polemika
      ) historyków literatury Uniwersytetu Jagiellońskiego ("Dziennik Polski", 24 VIII
      ) 2004 r.) z moimi tezami zawartymi w rozmowie pt. "Antypolskie oblicze Czesława
      ) Miłosza", opublikowanej 19 sierpnia br. w "Naszym Dzienniku". Autorzy tej
      ) polemiki nie ustosunkowali się do podanych przeze mnie konkretnych dowodów -
      ) cytatów pochodzących z utworów Cz. Miłosza, a świadczących o jego antypolskiej
      ) postawie - lecz zredagowali tylko pełną uwielbienia apologię tego noblisty,
      ) składającą się z ogólnikowych frazesów. Zlekceważyli antypolskie wypowiedzi
      ) Miłosza zawarte w jego utworach.
      )
      ) Skomentuję tylko niektóre składniki tej absurdalnej gloryfikacji Miłosza,
      ) którą zaprezentowali moi polemiści, czyli poloniści UJ. Głoszą oni m.in., że
      ) Miłosz miał prawo krytykować, "co mu się w polskim życiu nie podobało" - i
      ) jako analogię podają, że Kochanowski, Słowacki, Norwid, Wyspiański i Żeromski
      ) też krytykowali polskie społeczeństwo. Tu ci historycy literatury nie
      ) rozumieją istoty krytyki wad społecznych, której dokonywali w swoich utworach
      ) wymienieni pisarze, ponieważ ich krytyka miała charakter p r o p o l s k i, a
      ) krytyka Miłosza była a n t y p o l s k a. Cenimy sobie różnego rodzaju satyry
      ) pisarzy, które mają zdrowy, dydaktyczny sens, bo apelują o naprawę błędów
      ) społecznych z miłości do naszego kraju i jego mieszkańców. Właśnie tak czynił
      ) Kochanowski i inni nasi twórcy. Tymczasem Miłosz nie z miłości do Polski, lecz
      ) z awersji uprawiał wobec nas totalną krytykę, bo dyskwalifikował nasz kraj,
      ) nasz Naród, różne dziedziny polskiego życia i kulturowe wartości; jego książki
      ) przepełnione są złośliwymi oskarżeniami polskości; jego krytyka ma charakter
      ) chorobliwy, bo nie wady, lecz nasze wartości stara się zniszczyć.
      )
      ) Zarówno w mojej książce ("Karol Wojtyła, Wisława Szymborska, Czesław Miłosz",
      ) Kraków 2002), jak i we wspomnianej rozmowie w "Naszym Dzienniku" podaję sporo
      ) wypowiedzi Miłosza odsłaniających prawdę, iż uważa się on za Litwina, a należy
      ) do literatury polskiej tylko dlatego, że posługuje się naszym językiem jako
      ) tworzywem literackiej wypowiedzi. Tych antypolskich wyznań Litwina Miłosza
      ) jest dużo, podam tu choćby parę. W 1943 roku podjął decyzję skierowaną
      ) "przeciwko polskiej prawowierności" ("Zaraz po wojnie"), czyli wyzwolił się od
      ) polskich obowiązków; "W Polsce nie mam nic do roboty" ("Zaraz po wojnie");
      ) "Pracujemy nie dla polskości, nie dla nacjonalistycznego upiora" ("Prywatne
      ) obowiązki"); "Patriotyzm i ojczyzna, czyli wartości zbiorowe. Jest mi to
      ) najzupełniej obce" ("Tygodnik Powszechny" 1996, nr 9). I tuzin podobnych jego
      ) wypowiedzi. Moi polemiści z UJ piszą, że "Ojczyzną Miłosza był język polski".
      ) To prawda - t y l k o nasz język był mu ojczyzną, a nie Polska. Ale i tę
      ) ojczyznę-język potrafi ten Litwin noblista brutalnie znieważać; w zbiorze
      ) esejów pt. "Prywatne obowiązki" tak fałszywie go ocenia: "ten język w ubóstwie
      ) form literackich codziennego spożycia pobiłby chyba wszystkie rekordy (...),
      ) jest stale zagrożony przez ciamkanie, syczenia Polaków", czego dowodem jest
      ) jego wiersz "Moja wierna mowo":
      )
      ) "Bo ty jesteś mową upodlonych, / mową nierozumnych i nienawidzących / siebie
      ) bardziej niż innych narodów, / mową konfidentów, / mową pomieszanych, /
      ) chorych na własną nienawiść" / ("Wiersze", t. 2).
      )
      ) Jak jeszcze obelżywie ocenia Miłosz Polaków, podaję zarówno w mojej książce,
      ) jak i we wspomnianej rozmowie z "Naszym Dziennikiem".
      )
      ) Dalej moi polemiści z UJ zasługę Miłosza widzą w tym, że "był niezwykle
      ) zasłużonym w dziele propagowania polskiej literatury i kultury". Ta ocena jest
      ) błędna. Bo wprawdzie przetłumaczył wiersze paru polskich poetów i wydał je w
      ) USA (to jedyna jego zasługa), ale jako wykładowca literatury na uniwersytecie
      ) w Berkeley i autor pseudopodręcznika w języku angielskim - "Historia
      ) literatury polskiej", oraz jako oceniający polskich pisarzy w swoich
      ) eseistycznych książkach - Miłosz ujawnił się jako naukowy ignorant i
      ) paszkwilant naszej literatury. Powypisywał tyle fałszywych ocen twórczości
      ) naszych pisarzy, że gdybym tu podał wszystkie jego perwersyjne oceny polskiej
      ) literatury, to powstałaby z tego duża antologia. Podam tylko parę przykładów.
      )
      ) Miłosz dyskwalifikuje naszą wspaniałą literaturę romantyczną za jej
      ) patriotyzm; potępia patriotyczne utwory Mickiewicza, Słowackiego, Norwida oraz
      ) wszystkich patriotycznych powieściopisarzy - Prusa, Sienkiewicza, Żeromskiego,
      ) Reymonta, a także Wyspiańskiego - ważne filary naszej literatury - i wielu
      ) innych. Choćby garść cytatów: "Sienkiewicz nie był pisarzem wysokiej miary"
      ) ("Prywatne obowiązki") - i złośliwie dyskwalifikuje wszystkie jego utwory,
      ) nawet pisze, że nie należała mu się Nagroda Nobla za "Quo vadis". Podobnie
      ) dyskwalifikuje "Chłopów" Reymonta. Wyspiański, według Miłosza, to "pisarz
      ) prowincjonalny" ("Prywatne obowiązki"). Tymczasem cały świat uczcił w 1969 r.
      ) genialny artyzm malarski, literacki i teatralny tego naszego wieszcza, bo
      ) decyzją UNESCO obchodzony był Rok Wyspiańskiego.
      )
      ) Na naszych poetów XX wieku powypisywał Miłosz inwektywy: "osioł Przyboś",
      ) "błazen Tuwim" ("Zaraz po wojnie") - i na innych pisarzy podobnie. Pisze
      ) często, że w literaturze polskiej jest dużo kiczu, "toteż podejrzewam w tzw.
      ) duszy polskiej wyjątkowe pokłady kiczu" ("Zaczynając od moich ulic").
      ) Podobnych obelg w jego utworach jest więcej. Te wszystkie złośliwe i partackie
      ) pod względem naukowym oceny naszej literatury ujęte w "podręczniku" Miłosza i
      ) eseistycznych książkach wywodzą się stąd, że był z wykształcenia prawnikiem i
      ) nie posiadał fachowej wiedzy historycznoliterackiej, toteż sztubacko
      ) interpretował twórczość naszych pisarzy. Ponadto to jego partactwo podbudowane
      ) i przepojone było nienawiścią do Polski oraz jego litewskim szowinizmem.
      ) Dyskwalifikował szczególnie dzieła o treści patriotycznej, bo on nienawidził
      ) polskiego patriotyzmu - w swoich utworach propagował tylko patriotyzm
      litewski.
      )
      )
      ) Polacy bardzo sobie cenią wkład naszych pisarzy w budowanie narodowych
      ) wartości, gdyż w krytycznych momentach naszej historii właśnie ludzie pióra
      ) budowali naszą tożsamość narodową. To karygodne, że moi polemiści - historycy
      ) literatury, piszą, iż Miłosz "był niezwykle zasłużonym w dziele propagowania
      ) polskiej literatury i kultury". To fałszywa ocena, a prawda jest taka, że ten
      ) noblista i w wykładach, i w swoich książkach paszkwilancko dyskwalifikował w
      ) skali światowej naszą literaturę i kulturę. Tu przytoczę jedną tylko (spośród
      ) licznych jego kpiących ocen naszej kultury) typową wypowiedź: "Polska muzyka
      ) ludowa jest dla mnie uboga, krakowiaki i oberki śmieszą. Chopin drażni" ("Inne
      ) abecadło"). Tymczasem prawda jest taka, że występy naszych ludowych zespołów -
      ) Mazowsza czy Śląska - były z podziwem przyjmowane w różnych krajach, a Chopin
      ) jest królem światowej muzyki fortepianowej. Błędny jest również pogląd moich
      ) polemistów, że krytyka antypolskich wypowiedzi Miłosza "godzi w poczucie
      ) tożsamości i w żywotne siły polskiej kultury". Odwrotnie, ta krytyka poglądów
      ) tego literata jest obroną naszej kultury i narodowej tożsamości - zarówno w
      ) wersji wewnętrznokrakowskiej, jak i międzynarodowej. Młode polskie pokolenie
      ) nie powinno się skosmopolityzować poprzez przyjmowanie antypolskich poglądów
      &g
      • humbak Re: przez katopolglowka z chlewu rydzyka? 03.09.04, 19:19
        Dr hab. Majda nie jest polonistą, tylko bodajże historykiem. I półgłówkiem
        pewnie też nie jest tylko się pcha, gdzie nie powinien.
        • Gość: f Re: przez katopolglowka z chlewu rydzyka? IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 03.09.04, 19:31
          Wolisz jak pokazują rosyjskie dzieci wynoszone na noszach czy o zgrozo
          musisz sobie wyobrażić dzieci czeczenskie ginące od min zabawek?
          Tych scen nie pokaże żadna TV!Jak nikt nawet taka odważna jak Paradowska
          nie zapyta Pawelki czemu nie chce zwrotu miasta Kanta?Paranoja!
          Trzeba porwać kilku Rosjan aby sprawę nagłośnić?
          • humbak Re: przez katopolglowka z chlewu rydzyka? 03.09.04, 19:37
            Pozwolę sobie zapytać: a gdzie związek?
            • Gość: f Czemu ten Litwim zamiast dać zarobić Litwinom IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 03.09.04, 23:29
              Wysepił za darmo mieszkanie w Krakowie warte conjmnej 800 000 USD
              za darmo bo wtedy rozdawał majątek swojakokm niejaki Wożniakowski
              nomen omem mason i <komunista> Tygodnika Powszechnego dał majątek rrzędu 40
              milonów dolarów! Oto Zydzi w pełni krasyy!Np Ulicę Szewską!!!
              A Hennelowa uważa ,że to i tak malo!
              ASle skorzystał opluwacz polskości niejali Mleczko! Kupił kamienicę w cenie
              szałasu w Gorcacvh!Jak sławny opozycjonista i zarazem kapuś Karkosza...
              • humbak Re: Czemu ten Litwim zamiast dać zarobić Litwinom 03.09.04, 23:37
                Znowu odbiegasz od tematu. W dodatku usilnie szukasz sposobu by zdyskredytować
                Miłosza. Nie wysępił, tylko dostał. Bywasz w Krakowie? Patrzyłeś kiedyś w okna
                budynków na starówce? Sporo stoi pustych.
                Co ma do tego Mleczko? Po coś go tu wpakował. Może jeszcze wspomnij o Kim Ir
                Senie?
                I zostaw Żydów. Zaczynasz się rzucać bez sensu.
                Mógłbyś chociaż przyłożyć się i nie pisać tak niedbale.
              • leszek.sopot Stare kobiety 03.09.04, 23:45
                Slowo pisane do ciebie nie przemawia, to moze choc sluch masz sprawny,
                posluchaj jak recytuje a pozniej analizuje wiersz Milosza ks. Jerzy Szymik w
                cyklu "Chrystus w zwierciadle poezji polskiej"

                www.opoka.org.pl/biblioteka/B/BA/RVaudycje/20030925_poezja_teologia.ram
    • basia.basia Głos rozsądku:) 03.09.04, 23:17
      Sępy na grobie Miłosza
      Tygodnik "Wprost", Nr 1136 (05 września 2004)

      Wielka sztuka rzadko pozostaje w harmonii z osobistym życiem artysty

      Gorszący spór o pogrzeb Czesława Miłosza - pełen demonstracji małości, a
      zarazem pychy - miał też swoje groteskowe, w innych okolicznościach wręcz
      zabawne, elementy. Przeciwnicy pochowania Miłosza na Skałce, wywodzący się z
      kręgów narodowo-katolickich, uznali za konieczną - a może tylko
      najskuteczniejszą - odmowę przyznania zmarłemu poecie jakichkolwiek walorów.
      Nawet talentu, nie mówiąc o polskości, godności, rozumie i przyzwoitości.
      Polacy powinni właściwie się wstydzić i tego, że Miłosz pisał po polsku, i
      tego, że otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Niemal z rozczuleniem odebrałem
      przeciwstawianie w tych kręgach Miłoszowi Władysława Syrokomli.
      Obrońcy Miłosza, a przynajmniej ich część, nie dopuszczali z kolei w ogóle
      myśli, że można by kwestionować słuszność całej drogi życiowej poety, podważać
      cokolwiek z tego, co napisał i uczynił, sprzeciwiać się którejkolwiek z
      wyrażonych przez niego myśli. Słowem - dyskutować ze zmarłym i jego dziełami. I
      znów zabawne jest to, że obrońcy integralności życia i twórczości Miłosza, jako
      nie kwestionowanej, jedynej emanacji słuszności, uważają się, co wielokrotnie
      deklarowali, za spadkobierców Boya-Żeleńskiego. Widocznie jednak tylko w sferze
      obyczaju seksualnego. Boy - walczący całe życie z zasłanianiem żywych ludzi
      pomnikami z brązu - w tym wypadku widać nie może być przewodnikiem.

      Człowiek bez drogi
      Obie strony bezsensownego konfliktu o pogrzeb, który w gruncie rzeczy jest
      ideologicznym konfliktem o rządy dusz, mają z sobą więcej wspólnego, niż
      chciałyby przyznać. Obie traktują Miłosza jak monolit wyrąbany z jednego
      kawałka, bez żadnych subtelności i zawiłości charakteru. Człowieka bez drogi,
      bez wahań, bez wątpliwości. Kogoś, kto nie szukał i nie błądził, tylko przez
      całe życie stał w miejscu. Dla jednych - w złym, dla drugich w dobrym miejscu.
      Taki Miłosz nie jest potrzebny nikomu - najmniej jego czytelnikom. Potrzebny
      jest tylko ideologom. Pogrzeb jeszcze się nie odbył, jeszcze nie zamknięto
      trumny, a już tą trumną dwie polityczne orientacje zaczęły okładać się po
      głowach jak pałką. Grób, jeszcze nie gotowy, obsiadły sępy. Polskie piekło nie
      polega, zdaje się, na tym, aby każdego, kto wyrasta ponad innych, ściągnąć w
      dół i unurzać w bagnie. Polega na walce między tymi, którzy dezawuując wielkość
      z powodu prawdziwych czy rzekomych występków, odsądzają ją też od talentu, a
      tymi, którzy wielbiąc talent, nie pozwalają mówić o błędach.
      Pisarz, który miał tak powikłane i burzliwe życie, który napisał tak wiele
      znakomitych książek, który spisywał swe myśli, ważne i mniej ważne, słuszne i
      błędne, ale który myślał, pisarz, którego chce się nadal czytać i z którym
      można się wadzić dziś i będzie można się wadzić jeszcze za wiele
      dziesięcioleci, zasługuje w chwili śmierci na trochę więcej niż tylko
      instrumentalne traktowanie. Zasługuje na chwilę refleksji - w ciszy i
      skupieniu.

      Dzikie chaszcze w ogrodzie nauk moralnych
      W chwili śmierci Miłoszowi zaczęto przeciwstawiać Zbigniewa Herberta. Nawet nie
      jako poetę - jako człowieka, którego życie było zgodne i harmonijne z
      pisarstwem. Przy odrobinie złej woli można by i wobec Herberta wysunąć zarzuty
      moralne, co zresztą próbowano robić i co było równie odrażające jak obecna
      kampania anty-Miłoszowa. Niestety, nikt z tamtej lekcji nie wyciągnął nauki, co
      potwierdza smutny fakt, że nasz ogród nauk moralnych wciąż porastają dzikie
      chaszcze.
      Prawda jest taka, że nie każdemu dany jest dar integralności moralnej o tak
      wysokim stopniu natężenia, że w wypadku twórców czy artystów ich sztuka
      pozostaje w pełnej harmonii z osobistym życiem. Przykładów w dziejach
      literatury, i to nie tylko polskiej, jest mnóstwo. Może warto przypomnieć kilka
      najbardziej drastycznych, choćby po to, aby zrelatywizować nieco naszą hańbę
      domową i nasz piekielny spór.
      Rok po zakończeniu II wojny światowej przed sądem wojennym w Waszyngtonie
      stanął poeta Ezra Pound, o którym encyklopedie piszą dziś, że był jednym z
      największych anglojęzycznych pisarzy XX wieku, ojcem pisarstwa Jamesa JoyceŐa,
      T.S. Eliota i Ernesta Hemingwaya. Pound był oskarżony o zdradę stanu i groziła
      mu kara śmierci, ponieważ przez całą wojnę na falach Radia Rzym prowadził
      propagandową audycję wychwalającą faszyzm, Mussoliniego i Hitlera, a po
      lądowaniu aliantów na Sycylii wzywał żołnierzy do poddania się i przechodzenia
      na stronę państw osi. Na wniosek obrony poetę zbadali psychiatrzy sądowi i
      orzekli, że jest psychicznie chory i nie może kierować swoim postępowaniem.
      Pounda wsadzono na dwanaście lat do szpitala psychiatrycznego. Tłumaczył tam
      poezje chińskie, pisał, a w 1949 r. otrzymał nawet nagrodę Bollingena
      za "Pieśni pizańskie". Był zdrajcą i wariatem, ale nie przestał być wielkim
      poetą.
      Mniej więcej w tym samym czasie w Norwegii uznano za chorego psychicznie
      największego pisarza w historii tego kraju, laureata Nagrody Nobla,
      autora "Głodu" - Knuta Hamsuna, ideowego nazistę i wielbiciela Hitlera. Jemu
      także uznanie za wariata uratowało życie. Antoni Słonimski, komentując postawę
      Hamsuna, napisał: "Stary, zbałamucony przez hitleryzm, świetny niegdyś
      pisarz...". Prawda jest jednak inna. Hamsun nie przestał być świetnym pisarzem
      tylko dlatego, że dokonał złego wyboru. To nie ma nic wspólnego z rangą
      pisarką. To jest inna kategoria.
      Louis Celine, jeden z największych talentów pisarskich w dziejach literatury
      francuskiej, autor "Podróży do kresu nocy", był też jednym z najwybitniejszych
      zwolenników faszyzmu i jednym z czołowych kolaborantów. Nie został uznany za
      wariata, bo natychmiast po lądowaniu aliantów w Normandii zaszył swój majątek
      przekraczający milion franków szwajcarskich w kamizelkę, zabrał niemieckie
      dokumenty i pistolet - prezent od szefa wywiadu Rzeszy na Europę Zachodnią
      Hermanna Bicklera - i uciekł do Danii. W roku 1950 skazano go zaocznie na rok
      więzienia (tyle odsiedział już w duńskim areszcie) i na grzywnę. Zapłacił i
      mógł wrócić do Francji, gdzie zadbano o jego opinię wśród potomnych. Dwóch jego
      książek apoteozujących faszyzm - "Drobiazg o masakrze" i "Szkoła zwłok" - nie
      ma nawet w dziale prohibitów Biblioteki Historycznej w Paryżu.
      Nie przypominam o tym, broń Boże, aby dokonywać jakichś analogii. Są to po
      prostu przykłady, szczególnie jaskrawe, tego, że talent nie chroni przed
      błędami życiowymi, nawet zbrodniczymi. Talent jest darem, ale nie asekuracją
      przed upadkiem.

      Literatura kontra ideologia
      Ludziom niezwykle trudno jest zaakceptować fakt, że ktoś może być artystycznie
      wielce utalentowany, a jednocześnie ograniczony umysłowo, niewrażliwy moralnie,
      błądzący życiowo, ulegający ideologiom i z trudem się z nich otrząsający. W
      literaturze taka akceptacja jest jeszcze trudniejsza niż w muzyce i malarstwie.
      A przecież twierdząca odpowiedź na pytanie, czy wielki pisarz może być
      komunistą, faszystą, rasistą, a nawet zwykłą świnią, jest raczej oczywista.
      Odmowa literackiej wielkości z pozaliterackich motywów należy do świata
      ideologii. A przecież niczego tak podobno wszyscy nie pragniemy, jak trzymania
      literatury z dala od ideologii.
      Być może spory o grób Miłosza potrwają jeszcze długo, zwłaszcza że jest wielu
      zainteresowanych, by trwały. Sądzę jednak, że poezja laureata Nagrody Nobla
      będzie trwała dłużej. Wielka poezja, w odróżnieniu od jej twórcy i od jej
      krytyków, jest nieśmiertelna. Co obchodzą dziś kogoś poglądy polityczne
      Anakreonta i życiowe meandry Wergiliusza? Nic. A dlaczego? Bo nie da się z nich
      ukręcić bicza na współczesnych.

      Maciej Rybiński
      publicysta "Rzeczpospolitej"
      • Gość: f Re: Głos rozsądku:) IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 03.09.04, 23:35
        Po co się wepchnął tam gdzie go nie chcą!Obłudnik!
        • humbak Re: Głos rozsądku:) 03.09.04, 23:38
          Miłosz?
          • Gość: f Re: Głos rozsądku:) IP: *.tarnobrzeg.sdi.tpnet.pl 03.09.04, 23:41
            Nie Jaruzelski!!
            • humbak Re: Głos rozsądku:) 03.09.04, 23:46
              Nie czytałem tego. Za długie jak na moją obecną formę.:) Pardon
            • leszek.sopot Problem teologicznego wymiaru dzieła literackiego 04.09.04, 00:04
              Choc nie podejrzewam, ze zainteresuje ciebie tekst troche bardziej
              skomplikowany, albowiem traktuje on o "Problemie teologicznego wymiaru dzieła
              literackiego Czesława Miłosza" - tak nosi tytul ksiazka ks. Jerzego Szymika, to
              jednak polecam przeczytanie tej ksiazki.
              Ponizej link na bardzo krytyczna recenzje Stefana Sawickiego tej ksiazki, ale
              czy tez jest to krytyczna ocena poezji Czeslawa Milosza? Przekonaj sie sam.
              www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IL/rec_teologiczny_milosz.html
              • Gość: enteroseptol JAK KOŚCIÓŁ RZECZYWIŚCIE WIDZI MIŁOSZA IP: 65.110.6.* 04.09.04, 10:20
                (Fragmenty artykułu ks. prof. Jerzego Bajdy)

                Jakiego ducha był Miłosz? Symptomatyczne jest to, że nienawidził Norwida, w
                którym przecież objawiła się szczególnie dojrzała synteza tego, co ludzkie, i
                tego, co Boże, tego, co polskie, i tego, co katolickie, tego, co narodowe, i
                tego, co święte. Miłosz nie znosił harmonii dobra, prawdy i piękna, a więc tego,
                co jest tak wspaniałe u Norwida. Miłosz był w szczególny sposób człowiekiem
                wykorzenionym, wynarodowionym, a więc fundamentalnie zagubionym. Bo jak
                zrozumieć jego zdanie, że "żeby być pełnym człowiekiem, trzeba się wynarodowić"
                ("Prywatne obowiązki")? Tymczasem człowiek poza narodem jest antropologicznym
                kaleką (sierotą). Można by zrozumieć uprzedzenie do "nacjonalizmu", ale jak
                zrozumieć Miłoszowe "uczulenie na wszystko, co narodowe" ("Rodzinna Europa")? Co
                oznacza to, co napisał: "Patriotyzm i Ojczyzna, czyli wartości zbiorowe. Jest mi
                to najzupełniej obce" ("Tygodnik Powszechny" 1996 r.)? Czy zwolennicy
                pogrzebania Miłosza na Skałce zapytali się go za życia, jak się będzie czuł po
                śmierci w tym miejscu przesiąkniętym do fundamentów "patriotyzmem i Ojczyzną"?
                Jak można było umieszczać na Skałce ciało takiego człowieka, który poniewierał
                polskością - bo napisał: "Przyznaję się, na 'polskość' jestem alergiczny (...)
                Polak musi być świnią, ponieważ się Polakiem urodził" ("Prywatne obowiązki")?

                W tym momencie obudziło się we mnie pytanie, czy ci, którzy tak na siłę
                prowadzili ciało Miłosza na Skałkę, przełknęli z apetytem tę obelgę, czyli
                zgodzili się być nazwani "świniami". A może nie czuli się obrażeni, ponieważ nie
                są Polakami? A może stali się doskonałymi "Europejczykami", jak ten, który
                niedawno w telewizji dowodził, że być Europejczykiem, to czuć się we własnym
                kraju jak cudzoziemiec? A więc jeżeli nie są "świniami", to są na pewno ludźmi
                obcego pochodzenia, którzy dokonują w Polsce jakiegoś duchowego i ideologicznego
                desantu, okupując wszystkie ważniejsze ośrodki sterowania społecznego. Coś w tym
                jest... Miłosz nie lubi Polaków normalnych, którzy swoją polskość wiążą z
                katolicyzmem, i ceni tylko tych, którzy nabyli jakiejś "skazy duchowej". Nie
                rozumie, a nawet nienawidzi więzi duchowej między polskością i katolicyzmem,
                uważając, że jest to anomalia, która powinna zniknąć z powierzchni ziemi: "Dla
                Polski nie ma miejsca na ziemi" ("Rok myśliwego"). Polaków uważa za urodzonych
                antysemitów ("Autoportret przekorny"). Trudno nie skomentować jako szatańskiej
                awersji tego, co wyznał o sobie: "Przyrzekłem sobie, że nigdy nie zawrę
                przymierza z polskim katolicyzmem (...) czyli że nie poddam się małpom"
                ("Rodzinna Europa"). Ładny obrazek: Miłosz wśród świń, a teraz - wśród małp...
                Czy kiedykolwiek zauważył, że znajdował się także wśród ludzi? Bardzo mu się nie
                podobał o. Maksymilian Kolbe i jego wydawnictwa religijno-publicystyczne. Armii
                podziemnej, walczącej o niepodległość Polski, zarzuca zbrodnie, między innymi
                mordy na Żydach ("Rodzinna Europa"). Nie chciał mieć nic wspólnego z Polską:
                "Polska mnie przeraża" ("Rok myśliwego"). Za to nie miał oporów, by przyłączyć
                się do komunistów, którzy mieli w programie zniszczenie Polski: "Ku lewicy (...)
                popchnął mnie nie marksizm, ale mój opór wobec narodowych obskurantów"
                ("Rodzinna Europa"). Pisał też: "W roku 1945 polscy komuniści mieli rację..."
                ("Rok myśliwego").

                Biedny Miłosz. Czy miał oczy zamknięte na to, co komuniści robili z Polską? Czy
                może właśnie duchowo się z nimi solidaryzował? (Cytuję za: Paweł Siergiejczyk,
                Prawda o nobliście, "Nasza Polska" 24.08.2004, s. 10-11.) To wszystko musiało mu
                zaskarbić wdzięczność Żydów, którzy napisali o nim 20 sierpnia 2004 r. w "The
                Jewish Journal": "Był ściśle związany z Żydami i sprawami Żydów od wczesnych lat
                swojego życia, zaś niektóre jego utwory dotyczyły holokaustu, pamięci holokaustu
                i całości stosunków pomiędzy żydami a katolickimi Polakami. Jeden z jego
                najbardziej znanych wierszy 'Campo di Fiori', powstały w 1943 roku, opisywał,
                jak Polacy żyjący poza warszawskim gettem byli obojętni wobec zagłady Żydów
                podczas pacyfikacji getta przez Niemców". Cytat z owej gazety przytacza Piotr
                Jakucki, który dalej pisze: "Ten fałszywy obraz z gruntu antypolski, służył
                potem przez dekady jako argument o polskim antysemityzmie i obojętności. O
                tysiącach zabitych za pomoc Żydom nie mówił nikt. Czy apologeci Miłosza (...)
                nie znają jego twórczości? Znają, znają - i tym bardziej nie są godni, by
                nazywać ich Polakami. Popierając takich ludzi, plują bowiem na polskość,
                znieważając naszych bohaterów" ("Szatańskie autorytety", "Nasza Polska"
                31.08.2004, s. 5).

                Michnik "wykorzystał pogrzeb laureata Nagrody Nobla dla sformułowania obelg pod
                adresem Polski i Polaków. Mówił: 'Całe jego życie było zmaganiem się z
                przekleństwami XX wieku. Miał niezwykłe wyczucie gładkiej ściany Wschodu i
                polskich murów Ciemnogrodu'. Mówił jeszcze o 'kołtunerii wszystkich barw
                politycznych' itd." ("Nasz Dziennik" 28-29.08.2004). Nie pierwszy raz Michnik
                wchodzi do świątyni, aby obrażać katolików, nadużywa wewnętrznego forum
                Kościoła, do którego został dopuszczony, aby wylewać żółć na tych, którzy mu
                kiedyś tak wiele dobrego uczynili. Jest to niezwykle wymowny i bolesny symbol:
                ktoś wchodzi na ambonę Kościoła, aby rozpowszechniać kłamstwa i obelgi. Jest to
                jeden z najbardziej jaskrawych - w ostatnich czasach - objawów narastania tej
                tendencji do zawładnięcia Kościołem od wewnątrz.

                [Zły] duch, który wdziera się do Bożego sanktuarium, idzie tam po to, aby
                zmienić oblicze Kościoła, zreformować dogmaty, zaproponować nową moralność, w
                której już żadnego znaczenia nie będzie odgrywać metafizyczna różnica między
                prawdą i kłamstwem, między dobrem i złem, między świętością i profanacją. Jakieś
                echo tego "nowego" klimatu odbijało się w wypowiedziach osób duchownych, które
                dały się wciągnąć w aferę pogrzebania Skałki. Bo jakim prawem o. Napiórkowski
                głosi, że Kościół przyjmuje (po śmierci!) nawet tych, którzy tak naprawdę nigdy
                tego Kościoła nie pragnęli, a nawet żywili do niego wyraźną awersję? Czyżby
                jakiś kapłan potrafił rozgrzeszać po śmierci z grzechów, które nigdy nie były
                objęte skruchą? [ ... ] Nie wolno liturgii Kościoła nadużywać z wyraźnym
                zgorszeniem wszystkich wiernych, bo zgorszenie jest jednym z najcięższych
                grzechów przeciw wierze i miłości.

                Albo jakim prawem wymowny kaznodzieja porównuje Miłosza do św. Augustyna,
                fałszując całkowicie sens "szukania Boga"? U św. Augustyna "szukanie Boga" było
                niezmordowanym trudem całego życia, które u samego początku zaowocowało
                nawróceniem, nadając całemu życiu piętno pokuty i nieustannych powrotów do Boga,
                którego znalazł, którego miłował i do którego chciał coraz doskonalej należeć. [
                ... ] Święty Augustyn jasno i ostro odróżnia prawdziwe szukanie Boga i fałszywe
                szukanie, które nie prowadzi do spotkania z Bogiem.

                [ ... ] Jak widzimy, św. Augustyn powołuje się na 1. rozdział Listu św. Pawła do
                Rzymian, w którym Apostoł poddaje ostrej krytyce błędy i grzechy pogan, nie
                wykluczając przysługującej im możliwości znalezienia Boga na gruncie prawa
                naturalnego, czyli wypisanego na sercu, a więc pod warunkiem zachowania
                przykazań Bożych. Warto także przypomnieć, że w świetle tegoż Listu grzechami,
                które najskuteczniej odwodzą człowieka od szukania Boga, są grzechy przeciw
                małżeństwu, szczególnie zboczenia sodomiczne. Tymczasem, wstyd wspomnieć,
                noblista, niedługo przed śmiercią, pochwalał i aprobował gorszące parady gejów i
                innych zboczeńców. Gdzie tu miejsce na szukanie Pana Boga? Chyba że wybitny
                kaznodzieja i myśliciel interpretuje św. Augustyna i całe prawo moralne w
                świetle Owsiakowej zasady "róbta, co chceta". -
                • leszek.sopot Znowu te bzdury Bajdy:(( 04.09.04, 11:48
                  Chetnie bym obejrzal nowy projekt herbu Warszawy, ktorego ks. profesor tak sie
                  domaga.
                • Gość: VlaD Re: JAK KOŚCIÓŁ RZECZYWIŚCIE WIDZI MIŁOSZA IP: *.localdomain / *.kim.pl 04.09.04, 13:08
                  A dobór cytatów się nie zmienił ;)
                  Więcej inwencji, panowie. Na pewno dałoby się jeszcze coś nowego wyciąć i
                  spreparować ;)
                  Czekam z niecierpliwością.
                  • Gość: a5 Re: MIŁOSZ WRESZCIE ZDEMASKOWANY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.04, 11:16
                    Dlaczego miłoszolodzy nie bronią mistrza? Podobno jest ich pełno w stolicy.
                    • Gość: aa Re: MIŁOSZ WRESZCIE ZDEMASKOWANY IP: *.d2.club-internet.fr 06.09.04, 14:11
                      Gość portalu: a5 napisał(a):

                      > Dlaczego miłoszolodzy nie bronią mistrza? Podobno jest ich pełno w stolicy.

                      nie sledzisz prasy?

                      jeden z 'miloszologow' juz dobitnie sie wypowiadal: dr hab. Jan Majda.
    • basia.basia "Zniewolony umysł" czytany dzisiaj 07.09.04, 11:30
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2266972.html
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka