Gość: enteroseptol
IP: 65.110.6.*
02.09.04, 11:27
Profesor Jan Majda: Fałszywa ocena postawy Miłosza
Polemiki literackie mają czasem dużą wartość, jeśli są redagowane i
podejmowane z naukową rzetelnością i jeśli ich autorzy argumentują swoje
poglądy obiektywnymi faktami. Niestety, nie miała tych walorów polemika
historyków literatury Uniwersytetu Jagiellońskiego ("Dziennik Polski", 24 VIII
2004 r.) z moimi tezami zawartymi w rozmowie pt. "Antypolskie oblicze Czesława
Miłosza", opublikowanej 19 sierpnia br. w "Naszym Dzienniku". Autorzy tej
polemiki nie ustosunkowali się do podanych przeze mnie konkretnych dowodów -
cytatów pochodzących z utworów Cz. Miłosza, a świadczących o jego antypolskiej
postawie - lecz zredagowali tylko pełną uwielbienia apologię tego noblisty,
składającą się z ogólnikowych frazesów. Zlekceważyli antypolskie wypowiedzi
Miłosza zawarte w jego utworach.
Skomentuję tylko niektóre składniki tej absurdalnej gloryfikacji Miłosza,
którą zaprezentowali moi polemiści, czyli poloniści UJ. Głoszą oni m.in., że
Miłosz miał prawo krytykować, "co mu się w polskim życiu nie podobało" - i
jako analogię podają, że Kochanowski, Słowacki, Norwid, Wyspiański i Żeromski
też krytykowali polskie społeczeństwo. Tu ci historycy literatury nie
rozumieją istoty krytyki wad społecznych, której dokonywali w swoich utworach
wymienieni pisarze, ponieważ ich krytyka miała charakter p r o p o l s k i, a
krytyka Miłosza była a n t y p o l s k a. Cenimy sobie różnego rodzaju satyry
pisarzy, które mają zdrowy, dydaktyczny sens, bo apelują o naprawę błędów
społecznych z miłości do naszego kraju i jego mieszkańców. Właśnie tak czynił
Kochanowski i inni nasi twórcy. Tymczasem Miłosz nie z miłości do Polski, lecz
z awersji uprawiał wobec nas totalną krytykę, bo dyskwalifikował nasz kraj,
nasz Naród, różne dziedziny polskiego życia i kulturowe wartości; jego książki
przepełnione są złośliwymi oskarżeniami polskości; jego krytyka ma charakter
chorobliwy, bo nie wady, lecz nasze wartości stara się zniszczyć.
Zarówno w mojej książce ("Karol Wojtyła, Wisława Szymborska, Czesław Miłosz",
Kraków 2002), jak i we wspomnianej rozmowie w "Naszym Dzienniku" podaję sporo
wypowiedzi Miłosza odsłaniających prawdę, iż uważa się on za Litwina, a należy
do literatury polskiej tylko dlatego, że posługuje się naszym językiem jako
tworzywem literackiej wypowiedzi. Tych antypolskich wyznań Litwina Miłosza
jest dużo, podam tu choćby parę. W 1943 roku podjął decyzję skierowaną
"przeciwko polskiej prawowierności" ("Zaraz po wojnie"), czyli wyzwolił się od
polskich obowiązków; "W Polsce nie mam nic do roboty" ("Zaraz po wojnie");
"Pracujemy nie dla polskości, nie dla nacjonalistycznego upiora" ("Prywatne
obowiązki"); "Patriotyzm i ojczyzna, czyli wartości zbiorowe. Jest mi to
najzupełniej obce" ("Tygodnik Powszechny" 1996, nr 9). I tuzin podobnych jego
wypowiedzi. Moi polemiści z UJ piszą, że "Ojczyzną Miłosza był język polski".
To prawda - t y l k o nasz język był mu ojczyzną, a nie Polska. Ale i tę
ojczyznę-język potrafi ten Litwin noblista brutalnie znieważać; w zbiorze
esejów pt. "Prywatne obowiązki" tak fałszywie go ocenia: "ten język w ubóstwie
form literackich codziennego spożycia pobiłby chyba wszystkie rekordy (...),
jest stale zagrożony przez ciamkanie, syczenia Polaków", czego dowodem jest
jego wiersz "Moja wierna mowo":
"Bo ty jesteś mową upodlonych, / mową nierozumnych i nienawidzących / siebie
bardziej niż innych narodów, / mową konfidentów, / mową pomieszanych, /
chorych na własną nienawiść" / ("Wiersze", t. 2).
Jak jeszcze obelżywie ocenia Miłosz Polaków, podaję zarówno w mojej książce,
jak i we wspomnianej rozmowie z "Naszym Dziennikiem".
Dalej moi polemiści z UJ zasługę Miłosza widzą w tym, że "był niezwykle
zasłużonym w dziele propagowania polskiej literatury i kultury". Ta ocena jest
błędna. Bo wprawdzie przetłumaczył wiersze paru polskich poetów i wydał je w
USA (to jedyna jego zasługa), ale jako wykładowca literatury na uniwersytecie
w Berkeley i autor pseudopodręcznika w języku angielskim - "Historia
literatury polskiej", oraz jako oceniający polskich pisarzy w swoich
eseistycznych książkach - Miłosz ujawnił się jako naukowy ignorant i
paszkwilant naszej literatury. Powypisywał tyle fałszywych ocen twórczości
naszych pisarzy, że gdybym tu podał wszystkie jego perwersyjne oceny polskiej
literatury, to powstałaby z tego duża antologia. Podam tylko parę przykładów.
Miłosz dyskwalifikuje naszą wspaniałą literaturę romantyczną za jej
patriotyzm; potępia patriotyczne utwory Mickiewicza, Słowackiego, Norwida oraz
wszystkich patriotycznych powieściopisarzy - Prusa, Sienkiewicza, Żeromskiego,
Reymonta, a także Wyspiańskiego - ważne filary naszej literatury - i wielu
innych. Choćby garść cytatów: "Sienkiewicz nie był pisarzem wysokiej miary"
("Prywatne obowiązki") - i złośliwie dyskwalifikuje wszystkie jego utwory,
nawet pisze, że nie należała mu się Nagroda Nobla za "Quo vadis". Podobnie
dyskwalifikuje "Chłopów" Reymonta. Wyspiański, według Miłosza, to "pisarz
prowincjonalny" ("Prywatne obowiązki"). Tymczasem cały świat uczcił w 1969 r.
genialny artyzm malarski, literacki i teatralny tego naszego wieszcza, bo
decyzją UNESCO obchodzony był Rok Wyspiańskiego.
Na naszych poetów XX wieku powypisywał Miłosz inwektywy: "osioł Przyboś",
"błazen Tuwim" ("Zaraz po wojnie") - i na innych pisarzy podobnie. Pisze
często, że w literaturze polskiej jest dużo kiczu, "toteż podejrzewam w tzw.
duszy polskiej wyjątkowe pokłady kiczu" ("Zaczynając od moich ulic").
Podobnych obelg w jego utworach jest więcej. Te wszystkie złośliwe i partackie
pod względem naukowym oceny naszej literatury ujęte w "podręczniku" Miłosza i
eseistycznych książkach wywodzą się stąd, że był z wykształcenia prawnikiem i
nie posiadał fachowej wiedzy historycznoliterackiej, toteż sztubacko
interpretował twórczość naszych pisarzy. Ponadto to jego partactwo podbudowane
i przepojone było nienawiścią do Polski oraz jego litewskim szowinizmem.
Dyskwalifikował szczególnie dzieła o treści patriotycznej, bo on nienawidził
polskiego patriotyzmu - w swoich utworach propagował tylko patriotyzm litewski.
Polacy bardzo sobie cenią wkład naszych pisarzy w budowanie narodowych
wartości, gdyż w krytycznych momentach naszej historii właśnie ludzie pióra
budowali naszą tożsamość narodową. To karygodne, że moi polemiści - historycy
literatury, piszą, iż Miłosz "był niezwykle zasłużonym w dziele propagowania
polskiej literatury i kultury". To fałszywa ocena, a prawda jest taka, że ten
noblista i w wykładach, i w swoich książkach paszkwilancko dyskwalifikował w
skali światowej naszą literaturę i kulturę. Tu przytoczę jedną tylko (spośród
licznych jego kpiących ocen naszej kultury) typową wypowiedź: "Polska muzyka
ludowa jest dla mnie uboga, krakowiaki i oberki śmieszą. Chopin drażni" ("Inne
abecadło"). Tymczasem prawda jest taka, że występy naszych ludowych zespołów -
Mazowsza czy Śląska - były z podziwem przyjmowane w różnych krajach, a Chopin
jest królem światowej muzyki fortepianowej. Błędny jest również pogląd moich
polemistów, że krytyka antypolskich wypowiedzi Miłosza "godzi w poczucie
tożsamości i w żywotne siły polskiej kultury". Odwrotnie, ta krytyka poglądów
tego literata jest obroną naszej kultury i narodowej tożsamości - zarówno w
wersji wewnętrznokrakowskiej, jak i międzynarodowej. Młode polskie pokolenie
nie powinno się skosmopolityzować poprzez przyjmowanie antypolskich poglądów
Miłosza, a na zewnątrz musimy bronić naszych wartości i narodowej godności.
Ukazując w swojej wypowiedzi fałszywy stosunek Miłosza do polskości, moi
polemiści lekceważą jego obelgi pod adresem naszego kraju. Jan Majda