Dodaj do ulubionych

Czy czlowiek bogaty moze byc zbawiony?

15.09.04, 00:42
Homosovieticus nie zgodzil sie bym trudzil sie w jego watku i juz chcialem
porzucic mysl by cos w tym temacie napisac, ale jednak zbyt mnie korci...
Jesli kogos to zaciekawi, to chetnie podziele sie jeszcze innymi niz ponizszy
(a i tak to malutki fragment) tekstami.
"Czy czlowiek bogaty moze byc zbawiony?" taki tytul nosi drobna rozprawa sw.
Klemensa Aleksandryjskiego, jednego z najwybitniejszych egzegetow wczesnego
chrzescijaństwa (zyl w 2 wieku). Zasługuje on na uwagę m.in. dlatego, iz w
epoce przesladowań i narastających konfliktów społecznych osmielil się – jako
bodaj jedyny – głosić poglądy bardzo smiałe, by nie powiedzieć "liberalne" z
ducha. Moralistyka chrzescijanska wrocila do mysli Klemensa, z wieloma
zastrzezeniami, nieco pozniej. Echa jego poglądów mozna tez odnalezc u duzo
pozniejszych komentatorow protestanckich, ktorzy wlaczyli ekonomie w obszar
dyskusji teologicznych.
Klemensa napisal homilie komentujaca fragment [10,17-30] Ewangelii sw. Marka
o bogatym mlodziencu, w kltorej nie stroni od odwolan do ewangelii
apokryficznych. Dochodzi do wnioskow, ktore wyprzedzaly swoj czas.
Przekonywal bowiem, ze niebo otwarte jest dla bogaczy.
A zatem czy biznesmen, czy sam biznes moze byc etyczny? Bowiem stawiane przez
Klemensa Aleksandryjskiego zagadnienia dotycza nie tylko problemow jednostek,
ale i „kwestii spolecznej”, dysproporcji majatkowych i istniejacych napiec
spolecznych. Juz wowczas sprawa pilna okazywalo sie usprawiedliwienie
bogactwa i roznic stanowych, zatem uporzadkowanie wzajemnych relacji pomiedzy
etyka, ekonomia i religia z jej systemem wartosci a pragmatyką zycia
codziennego.
Jego zasluga stalo sie zwrocenie uwagi na ujemny wplyw skrajnego ubostwa na
moralny poziom spolecznosci: "Nie ulega najmniejszej watpliwosci, ze
czlowiek, ktoremu brak rzeczy koniecznych do zycia, musi zalamac sie na duchu
i porzucic swoje szlachetne dazenia; bedzie natomiast sie staral zdobyc to,
co jest mu nieodzownie potrzebne nie baczac, w jaki sposob i od kogo".
Zarazem Klemens nie broni pogladow popularnych w niektorych srodowiskach
traktujacych bogactwo jako widoczny dowod laski, ubostwo zas jako jej utrate
czy gniew Boga. Polemizuje z pogladami, wedle ktorych bogactwo to zlo, ubstwo
zas to legitymacja "czlowieka Bozego": "– Ubostwo nie jest rzecza wspaniala
ani godna zazdrosci... W ten sposob bowiem ludzie nic w ogole nie
posiadajacy, opuszczeni, zdobywajacy zebractwem codzienne utrzymanie,
tulajacy sie po drogach biedacy, ktorzy nie znaja Boga ani sprawiedliwosci
Bozej, byliby najszczesliwszymi i najmilszymi Bogu, jedynymi dziedzicami
Zycia tylko dlatego, ze sa w skrajnej nedzy, ze cierpia w zyciu niedostatek i
nie moga zaspokoic nawet najskromniejszych potrzeb".
Obserwuj wątek
    • leszek.sopot "Ballada żebracza" 15.09.04, 02:26
      Jacek Kaczmarski, "Ballada żebracza"

      Dajcie mi proszę co łaska.
      Żebrak - też człowiek do diaska!
      Śpiewać już nie mam siły
      Żarty mi się skończyły.

      Siedzę na Placu Zamkowym
      Z tym co na plecach zostało
      Sięgam po rozum do głowy
      Lecz rozum by żyć - to za mało!
      Tłuką o pierś resztki serca
      Serce nadzieją frymarczy
      Lecz - może jestem oszczerca -
      Serce - by żyć - nie wystarczy!

      Dajcie mi proszę co łaska...

      Mówią mi - wstań i zapracuj!
      Raz jeszcze zakasz rękawy
      Albo zabieraj się z placu
      Bo szpecisz piękno Warszawy.
      Tu zagraniczni turyści
      Widzieć chcą cud odbudowy
      A ty wrażenia im niszczysz
      Żebrząc na Placu Zamkowym.

      Dajcie mi proszę co łaska...

      Gdybym łez trochę miał jeszcze
      To bym nad sobą zapłakał
      Kto dziś pamięta w tym mieście
      Że to ja budowałem barbakan!
      Człowiek bez daty urodzin
      Człowiek bez dnia swych imienin -
      Życie oddałem urodzie
      Renesansowych kamienic.

      Dajcie mi proszę co łaska...

      Nigdy nikomu nie znany
      Po łokcie w glinie i w piachu
      Ryłem jak kret tresowany
      Tunel na Trasie Wschód-Zachód.
      Jakby mi było za mało
      Pracy do grobowej deski
      Póki sił jeszcze starczało
      Stawiałem Zamek Królewski.

      Dajcie mi proszę co łaska...

      Nie mówcie więc że coś niszczę
      Nie mówcie mi że coś szpecę
      Bo moje myśli są czystsze
      Niż wasze myśli i serca.
      Tkwić chcę tu duszą i ciałem
      Spróbujcie mi to odebrać!
      To miasto - ja zbudowałem
      By mieć na starość gdzie żebrać...
      Dajcie mi proszę co łaska...
      • danek4 Re: "Ballada żebracza" 15.09.04, 08:40
        Piękna ta ballada

        a Klemens Aleksandryjski TEŻ ma rację, kiedy pisze...że być bogatym to nie
        grzech
        czy on tak napisał?
        a jak być bogatym to nie grzech, to niebo chyba stoi przed bogatym na ościerz o
        ile...nie ma innych grzechów na sumieniu poza swoim bogactwem

        acha
        i jeszcze jedno pytanie do tego Klemensa mam
        czy św. Piotr co ma klucze do Nieba jest przekupny?
        bo bogacz to raczej jest nawykły za usługi płacić i taki odźwierny chyba też
        jakąś taksę pobiera

        czy mi się z obolami nie pomyliło coś przypadkiem?
        • leszek.sopot Re: "Ballada żebracza" 15.09.04, 12:30
          danek4 napisała:

          > Piękna ta ballada

          Tak, bardzo mi sie jej slowa podobaja, nie mam niestety jej nagrania i nie wiem
          kiedy zostala napisana - moge tylko zgadywac, ze raczej pod koniec lat 90.


          > a Klemens Aleksandryjski TEŻ ma rację, kiedy pisze...że być bogatym to nie
          > grzech, czy on tak napisał?

          Tak, gdyz wedlug niego nie bogactwo mowi o tym czy ktos grzeszy czy nie, ale
          sposob korzystania z pieniedzy. Byl to rzadki glos wsrod owczesnego
          duchowienstwa. W calym sredniowieczu byly bardzo popularne rozne sekty
          cierpietnikow, ktorzy poprzez zadawanie sobie bolu i zycie w nedzy chcieli
          zasluzyc na zycie w raju. Plaga w Europie byly pielgrzymki samobiczownikow,
          ktorzy wedrowali od miasta do miasta i prosili o jalmuzne.

          > a jak być bogatym to nie grzech, to niebo chyba stoi przed bogatym na ościerz
          o ile...nie ma innych grzechów na sumieniu poza swoim bogactwem
          >
          > acha
          > i jeszcze jedno pytanie do tego Klemensa mam
          > czy św. Piotr co ma klucze do Nieba jest przekupny?
          > bo bogacz to raczej jest nawykły za usługi płacić i taki odźwierny chyba też
          > jakąś taksę pobiera, czy mi się z obolami nie pomyliło coś przypadkiem?

          U Klemensa tego nie ma, to pozniej Kosciol wymyslil sobie, ze za pieniadze
          mozna bylo dostac rozgrzeszenie za grzechy.
    • danek4 Re: Czy czlowiek bogaty moze byc zbawiony? 15.09.04, 08:55
      nikt nie ma więcej pytań?
      w Polsce temat tabu czy nie ma bogaczy?
      • danek4 Re: Czy czlowiek bogaty moze byc zbawiony? 15.09.04, 09:58
        bogatych temat nie interesuje?
        nie mają czasu o tym pomyśleć pomiędzy decydowaniem o wielkości swojego
        bogactwa a wieczornymi balami charytatywnymi?
        wystarczy im wymienienie nazwiska na pierwszych stronach gazet lub/i czasopism?
        oraz zdjęcie kolorowe uścisku dłoni jeszcze bardziej bogatszego?
        a potem pamięć potomnych wyryta na sarkofagu?
        czy dusza mumii egipskiego faraona dostąpiła zbawienia po konserwacji ciała w
        piramidzie?
        bo naukowcy od piramid....zalecają sypianie żywym w czymś na kształt piramidy
        właśnie. ponoć takie spanko wzmacnia energię życiową na ...
        no ciekawe czy już obliczyli na jak długo
        a może teraz bardziej w modzie jest gromadzenie energii życionośnych w statkach
        kosmicznych na marsa czy oriona?
    • leszek.sopot Henryk Szabała: Czy można żyć bez pieniędzy? 15.09.04, 12:51
      Ponizej wkleje tekst niezyjacego juz profesora filozofii Henryka Szabaly,
      ktorego niegdys poprosilem by napisal tekst na temat wartosci pieniedzy w zyciu
      czlowieka. Byl mocno zdziwiony, ze interesuje mnie taki absurdalny temat i
      zapytal, czy przypadkiem nie spadla mi jakas cegla na glowe. Odparlem mu, ze
      odpowiada jak typowy humanista, a w dodatku filozof, ktory nijak moze sobie
      dorobic w radach nadzorczych czy zarzadach (jak profesorowie prawnicy czy
      ekonomisci) i pieniedzy praktycznie nie ma bo wszystko wydaje na oplaty i
      zycie, a o przyjemnosciach moze zapomniec. Porozmawialismy jeszcze troche i sie
      rozeszlismy. Zirytowalem go pewnie, bo po jakims czasie zadzwonil do mnie i
      zakomunikowal mniej wiecej w tym stylu: napisalem cos tam o twoich pieniadzach,
      odpowiedz na pytanie jest prosta i tez jest pytaniem. Mozesz sobie na nie
      odpowiedziec - bez pieniedzy mozna zyc, tylko po co? I smial sie ze mnie...
      Bardzo lubilem Henryka i wysoko cenilem sobie jego przyjazn. Byl
      wspolzalozycielem "S" na Uniwersytecie Gdanskim, jednym z czterech pracownikow
      naukowych, ktorzy 16 grudnia 1981 r. wraz ze studentami pojechali do stoczni
      wesprzec strajk robotnikow. W stanie wojennym internowany. Powinien otrzymac
      nominacje profesorska juz w latach 80., ale niestety zdominowana przez
      pezetperowcow komisja negatywnie opiniowala jego osobe. Profesorem zostal w
      latach 90. Zmarl po wylewie krwi do mozgu.
      Nie mam jego tekstu ze stanu wojennego, w ktorym opisywal zachowanie sie kurka
      na dachu jednego z domow w Gdansku Oliwie, co obrazowalo zachowania czesci
      kadry naukowej i inteligencji po wprowadzeniu stanu wojennego. Moze gdzies sie
      zachowal ten tekst?
      Chcialbym ze wzgledu na to, ze kims waznym byl dla mnie Heniek, wkleic caly 9
      stronnicowy tekst. Zrobie to w dalszych postach. Teraz tylko maly fragment:
      "Czy można żyć bez pieniędzy? Owszem, tak, przy wielkim samozaparciu wszystko
      można, czemu nie... Tylko zapytajmy po co? Zgadzając się bowiem na życie bez
      pieniędzy, musielibyśmy wrócić do gospodarki wymiennej, tj. towarowej. W
      gospodarce towarowej, gdzie nie stosuje się pieniądza, dobra są wymieniane na
      inne dobra, a ludzie otrzymują swą gratyfikację za pracę pod postacią dóbr,
      które oni sami wytwarzają. Gospodarka wymienna (towarowa) jest bardzo
      skomplikowana, nadzwyczaj czasochłonna, a także energochłonna. Gospodarka taka
      jest w istocie zaprzeczeniem zasady racjonalizacji.
      Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jakiś osobnik za swą pracę na roli otrzymuje
      zapłatę w ziemniakach, a ma ochotę na kurczaka. Zatem musi on odnaleźć
      osobnika, który otrzymuje zapłatę w kurczakach, następnie dokonać z nim wymiany
      ziemniaków na kurczaki. Ale to nie koniec, albowiem chcąc kurczaka posolić,
      musi jeszcze zdobyć sól, aby go upiec, musi mieć olej itd."
      • leszek.sopot Henryk Szabała: Czy można żyć bez pieniędzy? 1-3 15.09.04, 12:54
        Czy można żyć bez pieniędzy?
        1. Pieniądz jako narzędzie
        By odpowiedzieć na pytanie, czy można żyć bez pieniędzy, trzeba wpierw zadać
        pytanie – czym jest pieniądz i jaką rolę pełni on w życiu ludzi? Następnie zaś
        przyjrzeć się emocjom, jakie budzi wśród ludzi sam pieniądz.
        Najogólniej można powiedzieć o pieniądzu, że w istocie jest on eksterioryzacją
        umowy społecznej, to jakby uzewnętrznienie wolnego kontraktu pomiędzy ludźmi.
        Pieniądz, obojętnie jaką ma postać, pełni rolę środka płatniczego, dzięki
        któremu nabywam towary, jakie chcę i usługi od innych osób, na które mam
        ochotę. Obojętnie czy płacę złotym, dolarem czy funtem lub krową, paciorkiem
        czy muszlą, to jeśli zaspokajam tymi środkami potrzebę wymiany dóbr lub usług,
        wszystko to bez wahania nazywam pieniądzem.
        Rozwój człowieka na przestrzeni dziejów polega między innymi na tym, iż coraz
        bardziej racjonalizuje on swoje działania. Powiada się często w sposób
        zgryźliwy, iż natura ludzka, wbrew wszelkim pozorom, jest przeraźliwie próżna,
        a jeszcze bardziej leniwa. Z tego to właśnie powodu człowiek pragnąc zaspokoić
        swą próżność, a będąc przy tym bytem leniwym, tworzy takie narzędzia działania,
        przy pomocy których osiąga jak najwyższe efekty działania najmniejszym kosztem
        energii własnej. Zjawisko to określa się współcześnie mianem zasady
        racjonalizacji. Jeśli dobrze pamiętam, zasadę tę sformułował Max Weber.
        Pieniądz jest narzędziem powstałym właśnie dzięki procesowi racjonalizacji
        ludzkiego działania, albowiem zaspokaja on ludzkie potrzeby, niweczy kompleksy,
        a także poważnie redukuje wydatkowanie ludzkiej energii. Jest zatem pieniądz
        typowym dzieckiem zasady racjonalizacji.

        2. Słów kilka o gospodarce wymiennej
        Czy można żyć bez pieniędzy? Owszem, tak, przy wielkim samozaparciu wszystko
        można, czemu nie... Tylko zapytajmy po co? Zgadzając się bowiem na życie bez
        pieniędzy, musielibyśmy wrócić do gospodarki wymiennej, tj. towarowej. W
        gospodarce towarowej, gdzie nie stosuje się pieniądza, dobra są wymieniane na
        inne dobra, a ludzie otrzymują swą gratyfikację za pracę pod postacią dóbr,
        które oni sami wytwarzają. Gospodarka wymienna (towarowa) jest bardzo
        skomplikowana, nadzwyczaj czasochłonna, a także energochłonna. Gospodarka taka
        jest w istocie zaprzeczeniem zasady racjonalizacji.
        Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jakiś osobnik za swą pracę na roli otrzymuje
        zapłatę w ziemniakach, a ma ochotę na kurczaka. Zatem musi on odnaleźć
        osobnika, który otrzymuje zapłatę w kurczakach, następnie dokonać z nim wymiany
        ziemniaków na kurczaki. Ale to nie koniec, albowiem chcąc kurczaka posolić,
        musi jeszcze zdobyć sól, aby go upiec, musi mieć olej itd.
        W gospodarce wymiennej, która zmusza nas do ciągłej gonitwy za pożądanym
        towarem istnieje także ciągły problem z wartościowaniem porównawczym. Jak
        znaleźć miernik uniwersalny towarów mających być przedmiotem wymiany?
        Gospodarka taka nie tylko jest więc czasochłonna, kosztochłonna i
        skomplikowana. Do jej wad można dodać również to, że jest ona także
        konfliktogenna. Albowiem brak miernika porównawczego towarów musi rodzić
        napięcia emocjonalne znajdujące swe ujścia we frustracji społecznej i
        wynikającej stąd wzajemnej agresji.
        Życie bez pieniędzy jest możliwe. Sam byłem świadkiem, kiedy w moich
        peregrynacjach po Ukrainie spotykałem ludzi, którzy za swą pracę nie
        otrzymywali pieniędzy, płacono im właśnie towarem, który sami produkowali. W
        jednym wypadku były to budziki, gdzie indziej mogły to być garnki lub nocniki.
        Pomyśleć, ile trzeba zabiegów, by nocnik zamienić na zboże lub mięso. Ci jednak
        i tak mieli szczęście, bo otrzymywali jakiś towar, który z lepszym lub gorszym
        skutkiem pełnił rolę ekwiwalentu pieniądza. Znacznie gorzej było z tymi ludźmi,
        którzy nie mieli żadnego towaru – nauczyciele, naukowcy, artyści, ich sytuacja
        w gospodarce wymiennej była i niestety jest jeszcze nie do pozazdroszczenia.

        3. Zasada irracjonalności
        Charakteryzując gospodarkę wymienną (towarową) obywającą się bez pieniędzy,
        która jest egzemplifikacją regresu racjonalizacyjnego, można ukuć, poprzez
        analogię do zasady racjonalizacji Maxa Webera, całkowicie nową zasadę, z ducha
        antypodyczną. Nazwijmy ją zasadą irracjonalności. Sens zasady irracjonalności
        polegać będzie na tym, by jak największym nakładem środków osiągnąć jak
        najmniejsze efekty.
        Sztandarowym przykładem zasady irracjonalności jest właśnie gospodarka wymienna
        obywająca się bez pieniędzy. Ponieważ koszty energii, czasu są olbrzymie,
        efekty zaś bardzo mizerne. Mówiąc krótko, samo pragnienie życia bez pieniędzy,
        było pragnieniem irracjonalnym, rodzącym się na ogół w myśleniu utopijnym.
        Leszek Kołakowski analizując tę wieczną tęsknotę życia bez pieniędzy pisał: W
        16 stuleciu, w wielkim wieku pierwotnej akumulacji kapitału, obserwujemy
        narodziny dwóch postaw moralnych: z jednej strony asceza połączona z prawem do
        gromadzenia pieniądza (moralność kalwińska, analizowana pod tym względem w
        klasycznym dziele Webera), z drugiej strony – pochwała bogactwa czy użycia przy
        odrzuceniu pieniądza (moralność utopistów). Oba typy moralności wyrażają
        świadomość, że konieczny związek między pieniądzem a materialnym bogactwem
        został rozerwany, że można zezwalać na gromadzenie pieniądza i zarazem potępiać
        jego „naturalne”, jakby się zdawało, użycie i można odwrotnie, potępiać
        pieniądz jako źródło zła i nieszczęść, uznając zarazem prawo człowieka do
        korzystania z wszystkich bogactw świata1.
        Obydwie postawy, moim zdaniem, spełniają reguły, by uznać je za zgodne z regułą
        irracjonalności. W pierwszym wypadku pieniądz staje się celem samoistnym,
        autonomicznym, natomiast wszystkie konsekwencje wynikające z faktu posiadania
        pieniądza zostały potępione. Fakt posiadania rzeczy, cieszenie się nimi jest
        czymś zdrożnym i godnym potępienia, konsumpcja wynikająca z posiadania
        pieniądza staje się podejrzana i grzeszna. Nie jest zaś grzechem fakt
        akumulacji pieniądza. Pieniądz sam dla siebie stał się celem. W drugiej
        sytuacji sam pieniądz jest potępiony, albowiem jest on uosobieniem zła
        wszelkiego, wszystkie nieszczęścia w nim mają swój początek. Natomiast nie jest
        grzechem używanie życia, człowiek ma przywilej korzystania z wszystkich uciech
        świata, świat należy do niego. Przyjrzyjmy się bliżej tym dwóm postawom.
        • leszek.sopot Henryk Szabała: Czy można żyć bez pieniędzy? 4-5 15.09.04, 12:56
          4. Deifikacja pieniądza i anatema rzeczy
          W tej pierwszej postawie mamy do czynienia z aktem pozbawienia pieniądza jego
          podstawowej roli, pieniądz przestaje być środkiem wymiany i miarą wartości.
          Zachodzi w takim wypadku zjawisko konwersji, w języku filozofii nazwane
          zjawiskiem alienacji. Pieniądz, który wcześniej był tylko narzędziem w ręku
          człowieka, środkiem wymiany i miarą wartości, staje się sam wartością
          najwyższą, człowiek zaś przyjmuje tylko rolę narzędzia w procesie jego
          kumulacji. O ile wcześniej sam człowiek był podmiotem bytu, a pieniądz jego
          przedmiotem, to w wyniku alienacji pieniądz urósł do roli podmiotu, człowiek
          zaś stoczył się do poziomu rzeczy. Pieniądz pauperyzuje człowieka, pozbawia go
          w istocie prawa do korzystania z uciech życia. Tak naprawdę w tym wypadku
          człowiek przyjmuje posadę kamerdynera na służbie mamony.
          Czy taka relacja istniejąca pomiędzy pieniądzem a człowiekiem mieści się w
          regułach racjonalności. Myślę, że nie bardzo. Spełnia zaś całkowicie wymagania
          reguły irracjonalności, albowiem wysiłek w zdobyciu pieniądza jest równie
          wielki jak w każdej innej sytuacji, a nawet i większy, bo cała energia ludzka
          koncentruje się na procesie jego pozyskiwania, natomiast efekt z jego
          posiadania jest nadzwyczaj znikomy, prawie żaden, ponieważ jego użycie jest, w
          sensie moralnym, całkowicie niewskazane.
          Aczkolwiek kiedy powiadam, że pieniądz sam w sobie staje się celem, a proces
          kumulacji podstawą, to nie znaczy to bynajmniej, że kumulacja kapitału jest
          czymś negatywnym. Istnieją co najmniej trzy różne powody, by kumulować
          pieniądz.
          Gromadzić pieniądze możemy w celu realizacji przewidywanych zakupów określonych
          towarów lub usług, a na które aktualnie nas nie stać. Chcę kupić nowe auto albo
          pragnę pojechać na wycieczkę do Egiptu. W tym celu kumuluję kapitał i nie jest
          to bynajmniej proces irracjonalny. Pieniądz w tym wypadku pełni rolę
          potencjalnego środka zakupów lub usług, które będą miały miejsce w przyszłości.
          Drugi powód wynika z przezorności ludzkiej. Ludzie pragną się zabezpieczyć na
          przyszłość, na niespodzianki, którymi ciągle zaskakuje nas życie. Mówi się, że
          zbiera się na tzw. czarną godzinę, po to, by żadna siurpryza nie była dla nas
          groźna. Pieniądz w tym wypadku pełni rolę swoistej polisy ubezpieczeniowej,
          chroniącej nas przed możliwymi zagrożeniami, także w przyszłości. I w tym
          wypadku trudno mówić o irracjonalności naszych działań. Istnieje też trzeci
          motyw do posiadania pieniądza. Motyw ten ekonomiści nazywają często motywem
          spekulacyjnym. Zbiera się pieniądze, ponieważ są one niezbędne, by skorzystać z
          nich, gdy trafi się okazja do zrobienia intratnego interesu. Może to być kupno
          po tańszej cenie określonych aktywów, po to, by osiągnąć w przyszłości większe
          zyski lub kupno po okazyjnej cenie jakiejś nieruchomości, by odsprzedać ją
          później z zyskiem.
          I w tym także wypadku trudno w tych działaniach dopatrzyć się braku
          racjonalności. A więc kumulacja pieniądza ma swoje niepodważalne zalety. Jednak
          kiedy nie wchodzi w grę żaden z tych trzech powodów, a kumulacja pieniądza
          staje się celem samoistnym, to wówczas czynność ta staje się czynnością
          irracjonalną.
          W tym miejscu pragnę jednak zgłosić istotne zastrzeżenie. Kiedy krytykuję tę
          postawę moralną, która ascezę uczyniła kamieniem węgielnym w życiu człowieka, a
          wartość kumulacji pieniądza wartością fundamentalną, to nie znaczy bynajmniej,
          iż jestem zwolennikiem nieograniczonej niczym konsumpcji i bliskie są mi tym
          samym zasady życia hedonistycznego. Krytyka bowiem nie oznacza apoteozy
          stanowiska przeciwnego.

          5. Życie bez pieniędzy w świecie, którego nie ma
          Zobaczmy, na ile jest racjonalna druga postawa wobec pieniądza, traktująca go z
          moralną odrazą, widząca w nim źródło wszelakich ludzkich nieszczęść. Co
          ciekawe, nie kwestionuje się tu prawa człowieka do bogacenia się i korzystania
          z wszystkich radości, które niesie życie. Ten rodzaj myślenia charakterystyczny
          jest dla tzw. socjalizmu utopijnego.
          Aczkolwiek elementy myślenia utopijnego zawarte już były w myśli starożytnej,
          albowiem w filozofii politycznej Platona mamy wizję państwa, gdzie likwiduje
          się własność prywatną i nie ma mowy o pieniądzu, to jednak tak naprawdę,
          dopiero w wieku XVI przeżywamy renesans myślenia utopijnego. Właśnie od tego
          stulecia ciągnie się w kulturze europejskiej nieprzerwane marzenie o świecie
          bez pieniędzy. Budzi się jakby swoista nostalgia za światem utraconym, za
          powrotem do raju, gdzie rzeczy dane nam będą znów w swej niepowtarzalnej
          jakości, pozbawione tej wspólnej ilościowej miary, jaką stanowi pieniądz.
          Samo pojęcie utopii, jak dobrze pamiętamy, pochodzi od nazwy dziełka
          angielskiego humanisty i męża stanu Tomasza More’a (Morusa), które ukazało się
          w 1516 roku pod takim tytułem: Książeczka zaiste złota i niemniej pożyteczna
          jak przyjemna o najlepszym ustroju państwa i nieznanej dotąd wyspie Utopii.
          Jak podaje Jerzy Szacki: Słowo „topia” (od greckiego topos ) oznaczało miejsce.
          Poprzedzająca to słowo litera „u” mogła pochodzić (ktoś nazwał
          Morusa „niepoprawnym kalamburzystą”) już to od greckiego eu, już to od
          greckiego ou. W pierwszym wypadku mielibyśmy do czynienia z eutopią (dobrym
          miejscem), w drugim – outopią (miejscem, którego nie ma). Utopia była,
          oczywiście, jednym i drugim2.
          Przykład Tomasza More’a był w literaturze zaraźliwy i znalazł wielu
          naśladowców. Przypomnijmy choćby Państwo słońca Tomasza Campanelli, Nową
          Atlantydę Franciszka Bacona czy też Ludzi jak bogów H.G. Wellsa, Na białym
          kamieniu Anatola France’a lub Podróż do Ikarii E. Cabeta i Wieści znikąd W.
          Morrisa. Wszystkie utopie zawierały w swym programie naprawy świata jedną
          wspólną ideę. Idea ta wyrażała się w tym, iż wszelkie panowanie pieniądza
          prowadzi do degradacji człowieka i degradacji rzeczy zarazem. Jest tak dlatego,
          że zarówno człowiek, jak i rzeczy zostały li tylko zredukowane do swych
          wartości wymiennych. Należy człowiekowi, a także rzeczom przywrócić ich
          pierwotny status wynikający z natury rzeczy. Chleb ma być chlebem, dom domem,
          człowiek zaś tylko człowiekiem. To protest przeciw homogeniczności świata, to
          brak afirmacji dla jednej miary, którą wszystko można by przeliczyć na
          pieniądze, to zarazem bunt przeciwko ujmowaniu różnorodnego świata w jednej
          formule.
          W socjalistycznej utopii, zauważa Leszek Kołakowski, wyraża się niejako głód
          jakości, pragnienie społeczeństwa, gdzie rzeczy i ludzie nie są porównywalni,
          bo jakościowo różni, ale zarazem nie są wrodzy sobie, gdyż wszystkie ich
          osobowe, niepowtarzalne jakości mogą wyrażać się i kwitnąć nie wbrew
          społeczeństwu, ale po to by je wzbogacać; gdyż źródło antagonizmów i konfliktów
          usunięte jest raz na zawsze3.
          • leszek.sopot Henryk Szabała: Czy można żyć bez pieniędzy? 6 15.09.04, 12:57
            6. Krytyka myślenia utopijnego
            Czy można żyć bez pieniędzy korzystając z wszystkich uciech życia. Czy realne
            jest marzenie z jednej strony o unicestwieniu narzędzia ludzkiej wymiany, jakim
            jest pieniądz, a z drugiej strony wiara, że życie bez pieniądza w niczym się
            nie zmieni, a nawet będzie lepsze i odzyska swój naturalny jakościowy smak?
            Sądzę, iż główną słabością myślenia utopijnego, jest to, że wszystkie te
            projekty w istocie nie nadają się do realizacji, ich istnienie jest tylko
            istnieniem imaginacyjnym. Nie na darmo w języku potocznym słowo utopia jest
            tożsame z mrzonką, chimerą, wytworem nieliczącym się z faktami, fantazją,
            której urzeczywistnienie nie jest możliwe.
            Aczkolwiek zdarza się często i tak, że to, co w chwili obecnej określane jest
            jako utopijne, już jutro może stać się rzeczywiste.
            „Mrzonki” jednego wieku mogą być rzeczywistością w innym. Dla liberałów
            niemieckich program Hitlera zapisany w Mein Kampf był przecież także utopijną
            mrzonką. Komunistyczny raj budowany przez Czerwonych Khmerów w Kambodży okazał
            się rzeczywisty. Utopia może być groźna. Zawsze mogą się znaleźć jacyś
            szaleńcy, którzy w imię wymyślonych idei pragną przebudowywać ustrój zmieniając
            ludzi w niewolników lub hipokrytów.
            Utopijne marzenie o życiu bez pieniędzy dyskwalifikuje na ogół czas
            teraźniejszy w imię czasu przeszłego. Nie na darmo pisarz francuski Louis
            Aragon powiadał, że najpiękniejsze są zawsze raje utracone. We wszystkich
            utopiach, na ogół, zaleca się porzucenie całego dorobku procesu
            racjonalizacyjnego skumulowanego w czasie teraźniejszym i korne poddanie się
            nakazom pradawnej tradycji, w której rzekomo ludzie żyli w szczęśliwym Edenie
            wspólnie pracując, jedząc i spółkując. Ten dość idiotyczny mit szczęśliwego
            dzikusa, niczym refren w melodii, dźwięczy w różnych utopiach, także i tych,
            które zasłoniły się przymiotnikiem „naukowe”, a które mamią wizją szczęścia w
            przyszłości.
            Ma rację Jerzy Szacki, kiedy pisze: Żaden nowy projekt, choćby na pozór
            najrozumniejszy, nie może być lepszy od tego, co samo ukształtowało się przez
            stulecia. Próba urzeczywistnienia takiego projektu może doprowadzić do
            zniszczenia społeczeństwa, ale nie do jego rzeczywistego ulepszenia. Instytucje
            społeczne w ogólności doskonalą się z czasem żywiołowo, nie podlegają natomiast
            żadnym planowym poprawom z dnia na dzień. Społeczeństwo nie jest mechanizmem,
            lecz organizmem. Mechanizm to całość, którą można rozłożyć na części składowe,
            naprawić i złożyć na powrót. Organizm jest taką całością, której żadna część
            nie może być usunięta i zastąpiona przez inną. Mechanizm jest dobry lub zły,
            sprawny lub niesprawny. Organizm po prostu jest: rozwija się, przechodzi przez
            różne fazy, może być zdrowy albo chory, możliwa jest jego śmierć, ale
            niemożliwa jest jego naprawa. Mechanik, który zabiera się do naprawiania
            organizmu, zabija go. U podłoża utopizmu leży ludzka pycha uzurpująca sobie to,
            co przynależy jedynie stwórcy4.
            Historia wie, czym się zakończyły tego rodzaju eksperymenty na żywej tkance
            społecznej. Rewolucja bolszewicka, która wieściła światu powstanie nowego raju
            na ziemi, przemieniła się rychło w niespotykane wcześniej piekło, cały kraj
            zamienił się w jeden obóz koncentracyjny, a upaństwowiono nawet... ludzkie
            zwłoki, ponieważ w pewnym czasie nawet one stały się atrakcyjnym towarem
            konsumpcyjnym. Kambodżański eksperyment powrotu do natury stał się w istocie
            wielką hekatombą. Na ołtarzach głoszonych ideałów socjalistycznej utopii
            straciła życie połowa narodu.
            Niebezpieczeństwo wszelkich ideologii polega bowiem na tym, iż naginają one
            reguły ludzkiego życia do swych abstrakcyjnych ram, poza którymi to życie staje
            się niemożliwe. Mówiąc inaczej, zawsze się okazuje, że materia ludzkiego życia
            jest zbyt złożona i nie pasują do niej żadne proste zasady ogólne. Wszelka
            próba narzucenia takich zasad zrodzonych w apriorycznym rozumie, który nie
            docenia tego, czym jest pokora wobec prawdy życia, prowadzić musi do przemocy.
            Taka jest cena nagięcia życia do wymogów abstrakcyjnego rozumu.
            Z drugiej strony wątpliwa jest teza wszelakich utopistów, iż natura ludzka jest
            predysponowana do szczęścia i doskonałości, albowiem człowiek ma też prawo do
            grzechu, do ułomności, może wiedzieć, co jest dobre, a wybierać zło. René
            Descartes powiada, że tym, co najbardziej sobie ceni człowiek jest jego własna
            wolność, i posuwa się aż do stwierdzenia, że większy dajemy dowód naszej
            nieskrępowanej wolności, gdy widząc lepsze, obieramy gorsze. Według niego
            istnieje więc możliwość nieprzyjęcia w pełnej jasności prawdy i dobra, co jest
            czystą egzemplifikacją tragicznej istoty wolności ludzkiej. Powiada on, że
            możemy wybrać zło, byleśmy tylko mieli na myśli, iż potwierdzanie przez to
            naszej wolnej decyzji samo już jest dobrem5. Nie ma tu żadnego ustępstwa,
            ponieważ dobro, o którym mowa, nie jest niczym innym jak naszą wolnością.
            Jeszcze dobitniej wyraził to Fiodor Dostojewski, wybitny rosyjski pisarz, w
            swojej pracy Notatki z podziemia, a także w powieści Biesy, dokonując
            druzgocącej krytyki myślenia utopijnego. Czyni to w sposób drwiący, ale i
            przekonywający: I z czegóż to ci wszyscy mędrcy wysnuli wniosek, że człowiek
            chce koniecznie cnoty? Skąd sobie na przykład wyobrazili, że człowiek
            koniecznie chce rozsądku i korzyści? Człowiek chce tylko chcieć samodzielnie,
            jakakolwiek byłaby cena owej samodzielności i jakikolwiek jej wynik [...]. Skąd
            wiecie że człowieka nie tylko można, ale i należy przerabiać? Z czego wnosicie,
            że ludzkiemu chceniu tak koniecznie potrzebna jest poprawa? Słowem, skąd
            wiecie, że taka naprawa rzeczywiście przyniesie człowiekowi korzyść6 . Człowiek
            jest bowiem istotą, która pragnie na własną rękę realizować swój byt na tym
            świecie, stąd narzucone mu szczęście będzie dla niego nieznośne, zbuntuje się
            przeciwko niemu, autor Zbrodni i kary mówi, że [...] przez samą niewdzięczność,
            z samej złośliwości zrobi wam świństwo. Zaryzykuje nawet cały swój dobrobyt i
            umyślnie zapragnie jakiegoś najzgubniejszego dla siebie nonsensu, jakiejś
            najbardziej nieekonomicznej niedorzeczności, wyłącznie po to, aby do tego
            całego pozytywnego rozsądku przymieszać niszczący czynnik swej fantazji.
            Właśnie te swoje fantastyczne rojenia, tę swoją najgorszą bzdurę zapragnie
            utrzymać jedynie po to, aby samemu sobie zaświadczyć [...], że ludzie są
            jeszcze ludźmi, a nie klawiszami fortepianu [...]7.
            Wszelkie utopie traktują świat przez siebie przedstawiany w sposób statyczny,
            niezmienny, gdzie czas się zatrzymał, a sami ludzie powtarzają ciągle od nowa
            te same rytuały i nie pragną żadnych zmian. Ludzka wolność w utopijnym świecie
            w ogóle nie istnieje. Wszystko wcześniej zostało przemyślane, program istnienia
            jest przejrzysty, trzeba się tylko do niego dostosować. Nikt o nic nie musi się
            martwić, nikt też tak naprawdę za nic nie odpowiada. Życie, które jest z natury
            dynamiczne, kreatywne, zaskakujące bogactwem zdarzeń, w utopijnym myśleniu
            zostaje spetryfikowane, wykastrowane z wszelkiej indywidualności, a także
            niesamowicie spauperyzowane. W świecie takim istnieje doskonała jednomyślność,
            przeto brak w nim jakichkolwiek konfliktów, wszyscy są do siebie podobni, nie
            ma żadnych buntów, ani tym bardziej skandali. Wszystko, co się dzieje,
            przebiega według z góry ustalonego wzoru. Świat utopii jest nudny i nie do
            zniesienia dla normalnego człowieka. Jedyne szczęście, że utopijny świat
            istnieje na izolowanej wyspie, której tak naprawdę nie ma.
            Czy można żyć bez pieniędzy w świecie, w którym obecnie żyjemy. Właśnie tu i
            teraz. Odpowiem krótko – nie. Życie takie byłoby zawsze degradacją samego
            życia. Człowiek jeśli nie jest pensjonariuszem zamkniętego szpitala
            psychicznego, jeśli jest wolny, świadomy własnego istnienia, musi mieć w ręku
            to narzędzie, które umożliwia mu normalne życie, a tym nar
            • leszek.sopot Henryk Szabała - urwana koncowka 15.09.04, 15:35
              Czy można żyć bez pieniędzy w świecie, w którym obecnie żyjemy. Właśnie tu i
              teraz. Odpowiem krótko – nie. Życie takie byłoby zawsze degradacją samego
              życia. Człowiek jeśli nie jest pensjonariuszem zamkniętego szpitala
              psychicznego, jeśli jest wolny, świadomy własnego istnienia, musi mieć w ręku
              to narzędzie, które umożliwia mu normalne życie, a tym narzędziem jest właśnie
              pieniądz.
              prof. Henryk Szabała

              Przypisy
              1 L. Kołakowski, Dlaczego potrzeba nam pieniędzy?, „Aneks” Kwartalnik
              polityczny, nr 3-4, Londyn 1979.
              2 J. Szacki, Spotkania z Utopią, Warszawa 1980, s. 10-11.
              3 L. Kołakowski, op. cit., s. 16-17.
              4 J. Szacki, op. cit., s. 153.
              5 R. Descartes, List do Meslanda z 2 V 1644 r., [w:] F. Alquie, Kartezjusz,
              Warszawa 1989, s. 279.
              6 F. Dostojewski, Notatki z podziemia, [w:] Gracz. Opowiadania 1862-1869,
              Warszawa 1964, s. 74-75, s. 80.
              7 Tamże, s. 78-79.
    • danek4 Re: Czy czlowiek bogaty moze byc zbawiony? 15.09.04, 12:57
      leszku.sopot

      czy zbawić a wybawić różni się tylko tym, że wybawić można się na balu, a
      zbawić od ...złego balu?
      bo pisze...i zbaw nas od złego
      • leszek.sopot Re: Czy czlowiek bogaty moze byc zbawiony? 15.09.04, 13:40
        danek4 napisała:

        > leszku.sopot
        >
        > czy zbawić a wybawić różni się tylko tym, że wybawić można się na balu, a
        > zbawić od ...złego balu?
        > bo pisze...i zbaw nas od złego

        Za skomplikowane dla mnie:))
        • danek4 Re: Czy czlowiek bogaty moze byc zbawiony? 15.09.04, 19:30
          leszek.sopot napisał:

          > Za skomplikowane dla mnie:))

          ja oczywiście sobie tak...zażartowałam słowami
          ale twój wywód...taaaki długi
          a przecież każdy wie po co mu pieniądze są potrzebne
          niektórym na bale dobroczynne (te dla bogatych)
          a innym aby z tych balów cokolwiek im kapło (to wersa dla biednych)
          no i nadal pozostaje nierozstrzygnięte od jakiego złego (przecież nie
          pieniądza) ma nas zbawić czy wybawić tenże pieniądz
          ja jednak optuję za wybawieniem od chłodu, głodu i...balów dobroczynnych
          a reszta to już w rękach zaopatrzenia ups opatrznosci miało być
          • leszek.sopot Re: Czy czlowiek bogaty moze byc zbawiony? 15.09.04, 19:44
            danek4 napisała:

            > leszek.sopot napisał:
            >
            > > Za skomplikowane dla mnie:))
            >
            > ja oczywiście sobie tak...zażartowałam słowami
            > ale twój wywód...taaaki długi
            > a przecież każdy wie po co mu pieniądze są potrzebne

            Oj nie:))
            Jeszcze niedawno bardzo popularni byli hipisi, resztki ich komun sa jeszcze
            rozrzucone po swiecie (np. Kopenhaga, Ingie, Francja). Sa tez samotnicy, ktorzy
            uciekaja jak najdalej od cywilizacji (czasem pod szatami buddystow, czasem
            poetow i bardow)


            > niektórym na bale dobroczynne (te dla bogatych)
            > a innym aby z tych balów cokolwiek im kapło (to wersa dla biednych)
            > no i nadal pozostaje nierozstrzygnięte od jakiego złego (przecież nie
            > pieniądza) ma nas zbawić czy wybawić tenże pieniądz
            > ja jednak optuję za wybawieniem od chłodu, głodu i...balów dobroczynnych
            > a reszta to już w rękach zaopatrzenia ups opatrznosci miało być

            A mi sie podoba tekst Henia, ktory chyba tylko dlatego napisal tak dlugi tekst
            bo jednak go mocno zirytowalem, tymi szczypliwosciami, ze on jako filozof to i
            tak prawie jakby bez pieniedzy zyje bo do zadnej spolki sie nie zalapal.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka