axyzaaa
23.12.15, 13:00
Wspaniałą lektura, sama sobie kupiłam pod choinkę, i już rozpakowałam, bo czemu by nie. Jak ktoś nie ma pomysłu na prezent, albo chce zrozumieć ten syf, który się teraz w Polsce dzieje koniecznie powinien kupić/przeczytać. Marcin Krl pisał ją jeszcze przed wyborami, ale chyba jest prorokiem, bo przewidział ten scenariusz. Książka do przeczytnia w jeden dzień, ale do wielokrotnego użytku. Chociaż nienawidzę mazania po książkach, tu zrobiłam wyjątek, bo chcę się podzielić z wami kilkoma cytatami. Mam nadzieję, ze ktoś ją jeszcze przeczyta i będziemy mogli podyskutować, żeby nie było, ze smaa ze sobą gadam:-)
Cytat 1 (wklepuję ręcznie, będą literówki)
(...)Dominacja inteligenckiej aktywności politycznej, siła spokoju i jedności nie wszystkim się podobały. Więc, za dopuszczeniem m.in. J. Kaczyńskiego Lech Wałęsa rozwiązał Komitet Obywatelski i komitety obywatelskie funkcjonujące w licznych miastach w Polsce. Po okropnym ostanim zebraniu KO, kiedy Wałęsa poniżał intelektualistów łącznie z Jerzym Turowiczem, nastąpił koniec jedności. Wałęsa tego chciał i potrafił być chamem, ale jak potraktowano Wałęsę po wyborach 4 czerwca? Przecież nagle ten przywódca, ten symbol, ten wzór stał się tylko i wyłącznie przewodniczącym związku zawodowego. Nie wiem, jak można było wówczas zapewnić Wałęsie odpowiednią rolę, ale wiem, że nie wolno go było tak po prostu zostawić. Zignorować. Nikt z rządu ani z przywództwa sejmowego z nim nie rozmawiał, nie konsultował się nawet dla pozoru. Czyżby sądzono, że minął czas użyteczności Wałęsy, że sami intelektualiści i inteligenci świetnie sobie poradzą? Czy nie była to forma reakcji na tyloletnią dominację bezwzglednego i brutalnego przywódcy? A jednocześnie symbolu plksich przemian i niezwykle utalentowanego polityka. Rozpoczęła się próba przekształcenia Wałęsy w żywy symbol, ale on nie chciał na tym poprzestać. Czy była to próba świadoma? Nie. Wynikała z bezmyślności i niezdolności poradzenia sobie z "chamem" Wałęsą w kulturalnym i liberalnym świecie. Nikt nie chciał odsunąć Wałęsy. Ale nikt nie chciał go też przysunąć. Pojawiły się wyjątki, ludzie, którzy dostrzegli, że na sprzyjaniu Wałęsie, przeciwko ludziom inteligenckiej władzy można zrobić karierę polityczną. Oni, między innymi przyszłe Porozumienie Centrum, nie mieli wtedy jednak żadnej władzy. Pozwolono im wykorzystać Wałęsę. To już nie był błąd, to była głupota. I nie da się powiedzieć czyja. Nas wszystkich.