speedy13
11.02.17, 11:24
Nie jestem kierowcą, już ze 20 lat nie siedziałem za kółkiem. Jeżdżę tylko jako pasażer. Mam więc prośbę do wszystkich zmotoryzowanych, wytłumaczcie mi coś.
Wg opisów w mediach wypadek pani premier wyglądał w ten sposób, że gdy rządowa kolumna jadąca na sygnale z prędkością około 50 km/h wyprzedzała jakiegoś młodzieńca w fiacie seicento, ten nagle skręcił w lewo i wjechał przed samochód pani premier. Kierowca rządowy próbował wyprzedzić fiacika poboczem, skręcając jeszcze bardziej w lewo, wypadł jednak z drogi i uderzył w drzewo.
Jeżeli faktycznie tak było, to winę ponosi kierowca seicento: wykonał niebezpieczny manewr, nie ustąpił z drogi pojazdowi uprzywilejowanemu. Tu jakby nie mam wątpliwości, mam je w innym miejscu.
1. Jak to się stało, że przy tak niewielkiej stosunkowo prędkości 50 km/h kierowca z BOR stracił panowanie nad samochodem i wypadł z drogi? Przecież tam jeżdżą doświadczeni fachowcy, kierowcy najwyższej klasy. Czy tymi ciężkimi pancernymi limuzynami się jakoś szczególnie trudno manewruje? Czy może tam było ślisko, oblodzona jezdnia czy coś?
2. Dlaczego kierowca z BOR podjął taki desperacki manewr zakończony na drzewie, zamiast po prostu walnąć w tego seicento? Przecież jechał wolno, 50 km/h, seicento też nie stał w miejscu, załóżmy że jechał bardzo wolno np. 20 km/h, to wypadkowa prędkość zderzenia wyniosłaby 30 km/h i pewnie skończyłoby się tylko na zniszczonych zderzakach.
A może prędkość rządowej limuzyny była jednak znacznie większa?