tanebo2.0
12.09.17, 20:36
„Wojsko było na miejscu zdarzenia natychmiast po informacji ze strony wojewodów” – powiedział Antoni Macierewicz.
W ten sposób zwrócił uwagę na dramatyczną opieszałość właśnie Dariusza Drelicha, którego sprawa nawałnic ewidentnie przerosła. Nie ma się bowiem co dziwić. Jego błyskotliwa kariera oparta jest na bezgranicznej lojalności wobec pomorskich baronów Prawa i Sprawiedliwości, a nie na kompetencjach wymaganych do zarządzania kryzysowego. Klasyczny człowiek znikąd, który władzy zawdzięcza praktycznie wszystko, włącznie z istotnym podwyższeniem statusu majątkowego, to kwintesencja patologii w zarządzaniu państwem przez Prawo i Sprawiedliwość. Jego słowa o zamiataniu liści, do których jego zdaniem wojska nie było potrzeby wzywać, obrazują arogancję i oderwanie od problemów, z jakimi mierzyli się poszkodowani w nawałnicach. Pozostaje wyrazić żal, że największe kluby opozycyjne nie zdecydowały się strzelać do rządu w środek tarczy, a jedynie w jej obrzeża. Zamiast przewidywalnych ataków personalnych być może należało się skupić na funkcjonowaniu administracji rządowej w województwie, domagając się natychmiastowej dymisji fatalnego wojewody, na którego winę i niemal 3 dniowe „przespanie” potrzeby wysłania poszkodowanym pomocy zwrócił uwagę minister Macierewicz. Nadzorem nad pracą wojewody zajmuje się minister Błaszczak oraz premier Szydło. Sprawa ewidentna i łatwa do wypunktowania. I szkoda, że taki wniosek pojawił się tylko z ust posła z kanapowego sejmowego koła Unii Europejskich Demokratów, czyli Jacka Protasiewicza. tak to jest gdy wojewodą zostaje radny...