tanebo2.0
23.10.17, 22:05
Manipulacje nad ukształtowaniem na nowo okręgów wyborczych zmierzają bowiem do prostego zabiegu, jakim jest zmiana wagi głosów mieszkańców dużych miast na rzecz radykalnego wzmocnienia siły głosów z małych ośrodków. W ten sposób, znacznie mniejsza liczba głosów oddanych w okręgu liczącym np. 100 tys. obywateli będzie wystarczyła na zdobycie mandatów niż w okręgu liczącym przykładowo 1 mln mieszkańców. Dodatkowo, biorąc pod uwagę poparcie dla PiS w małych ośrodkach staje się niemal pewne, że w wielu z nich mogą zgarnąć zdecydowaną większość z dostępnych mandatów. Nie będzie miała znaczenia także frekwencja w tych okręgach, więc twardy elektorat radiomaryjny może w zupełności wystarczyć, by z łatwością pokonać kandydatów opozycji. Wówczas, nawet jeśli mieszkańcy dużych miast faktycznie gremialnie ruszą do urn wyborczych i zapewnią opozycji wygraną, to takich okręgów będzie z pewnością nieporównywalnie mniej niż tych wiejskich. Nawet jeśli w powiedzmy 20 największych ośrodkach miejskich wygrałaby w 100% opozycja pokazując PiS-owi czerwoną kartkę, to dawałoby to maksymalnie 100 mandatów. Pozostałe 360 padłoby łupem PiS, bo przy takich okręgach takie ruchy jak PSL czy Kukiz’15 nie miałyby szans na objęcie mandatów – w skali kraju nie zdobyliby poparcia na poziomie 15%. Nie jest tajemnicą, że głównym celem Jarosława Kaczyńskiego jest zapewnienie jego partii większości zdolnej co najmniej odrzucać prezydenckie weta, a w idealnym układzie zmieniać konstytucję. Do tego zaś potrzebuje 307 głosów w Sejmie i bezwzględnej większości w Senacie. Zmiany w ordynacji w kształcie, o jakim obecnie się mówi znacznie zwiększają prawdopodobieństwo uzyskania takiej władzy przez PiS. ciekawe co wtedy zrobią Polacy